Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: papież Franciszek

  1. O liściku Franciszka w sprawie “katolików LGBT”

    Możliwość komentowania O liściku Franciszka w sprawie “katolików LGBT” została wyłączona

    Papież Franciszek w swym “słodkawym” a poświęconym “katolikom LGBT” liściku do ks. Jamesa Martina zachęcił, by “katolicy LGBT” czytali Dzieje Apostolskie, gdyż tam znajdą obraz prawdziwie dobrze funkcjonującego Kościoła.

    Przypatrzmy się więc tak Dziejom Apostolskim, jak i innym pismom Nowego Testamentu w kontekście tego jak funkcjonował i powinien funkcjonować Kościół. I tak podczas jednego z zebrań kościelnych pierwszy papież św. Piotr zapowiada Ananiaszowi i Safirze rychłą śmierć za to, iż oszukiwali na dobrach materialnych swą wspólnotę. Ta zapowiedź realizuje się w trybie natychmiastowym i trupy tych dwojga zostają wynoszone ze zgromadzenia (Dz 5, 1-11). Słodkie, motywujące i budujące samoakceptację – nieprawdaż?

    W liście do lokalnego kościoła w Koryncie św. Paweł Apostoł pisze, by chrześcijanin współżyjący z żoną własnego ojca został “wydany szatanowi na zatracenie ciała” (1 Kor 5, 1-5), a z tymi chrześcijanami, którzy jednocześnie dopuszczają się pewnych ciężkich nieprawości nawet nie jadać (1 Kor 5, 9-13). Słodkie i będące wzorem akceptacji i otwartości wobec wszystkich – nieprawdaż?

    W Apokalipsie św. Jana sam nasz Pan Jezus Chrystus bezpośrednio chwali jeden z lokalnych kościołów za to “że złych nie może znieść” (Ap 2, 2) i za to “że nienawidzi czynów nikolaitów” (Ap 2, 6). Inny zaś z kościołów lokalnych jest przez Pana Jezusa zganiony za to, że w jego szeregach są zwolennicy nikolaitów (Ap 2, 14-16). Z kolei kościołowi w Tiatyrze Chrystus zapowiada, że rzuci na łoże boleści niewiastę Jezabel, na tych co z nią cudzołożą, ześle wielkie utrapienie, a dzieci jej porazi śmiercią (Ap 2, 21-23). Słodkie, motywujące i budujące samoakceptację – nieprawdaż?


    Papież Franciszek w swym liście do ks. Jamesa Martina sugeruje, że nowotestamentowy wzór Kościoła to nic tylko wzajemne głaskanie się po główkach – tymczasem jak przeczyta się co rzeczywiście Nowy Testament na ten temat pisze, to widzimy tam: publicznie wymierzaną karę śmierci, wezwania do wykluczania i ostracyzmu społecznego, zapowiedzi wymierzania wielkiego cierpienia względem zatwardziałych grzeszników. A więc to był Kościół czy sekta – wedle Franciszka???

    Mirosław Salwowski

    ***
    Źródło obrazka wykorzystanego w tekście:
    https://www.thedailybeast.com/pope-francis-to-gay-catholic-god-made-you-this-way

  2. Czy Franciszek postąpił nieroztropnie potępiając karę śmierci?

    Możliwość komentowania Czy Franciszek postąpił nieroztropnie potępiając karę śmierci? została wyłączona

    Co pewien czas w kręgach katolickich wraca kontrowersja, czy papież Franciszek potępił karę śmierci jako wewnętrznie złą czy złą w odniesieniu do współczesnych okoliczności kulturowo-historycznych. Uznanie pierwszej tezy równałoby się herezji. Osobiście twierdzę, że Franciszek niestety co najmniej zasugerował taką tezę. Co jednak w przypadku, gdyby obecny papież nie chciał przez swe potępienie kary śmierci sugerować, iż jest ona wewnętrznie zła, ale zamierzał dokonać w ten sposób jedynie “roztropnościowego osądu” o tym, że jest ona zła w aktualnych czasach i okolicznościach?
    ***

    Przyznanie słuszności tej drugiej tezie nie równałoby się herezji, ale powodowałoby wiele komplikacji.

    Po pierwsze: w zwyczajnym – niejako naturalnym – porządku rzeczy papież po prostu nie jest w stanie stwierdzić, że – dajmy na to od sierpnia 2018 roku – we wszystkich krajach na świecie nie zachodzi już potrzeba wymierzania kary śmierci. Jakkolwiek mądry, przenikliwy i inteligentny byłby dany papież, to po prostu stwierdzenie takiego stanu rzeczy przekracza jego naturalne predyspozycje. Franciszek musiałby bowiem mieć pełną wiedzę odnośnie rozmaitych uwarunkowań towarzyszących osądzaniu i wymierzaniu kary śmierci we wszystkich krajach na świecie. Co więcej, aktualny papież musiałby wiedzieć, iż takowe uwarunkowania są stałe i już się nie zmienią. Mówiąc bardziej konkretnie, Franciszek winien mieć ponadprzeciętną specjalistyczną wiedzę na ten temat, która dodatkowo odnosiłaby się nie tylko do teraźniejszości, ale także do przyszłości. Parafrazując pytania, jakie w tej sprawie zadał wybitny katolicki intelektualista dr Edward Feser można by zapytać o np.: Czy aktualny papież musiałby wiedzieć, czy we wszystkich krajach na świecie kara śmierci nie ma i już nie będzie miała znacznej wartości odstraszającej? Czy niektórzy przestępcy stosujący przemoc nie stanowią już poważnego zagrożenia dla życia innych więźniów lub personelu więziennego? Czy niektóre postacie przestępczości zorganizowanej nie mogą już zlecać morderstwa zza murów więzienia? Czy w niektórych słabiej rozwiniętych krajach nie brakuje już odpowiednich środków, aby skutecznie uwięzić najgroźniejszych przestępców? Czy możliwość orzeczenia kary śmierci nie zapewnia prokuratorom cennej karty przetargowej, dzięki której przestępcy mogą być zachęcani do informowania o innych groźnych przestępcach? Czy znacząca liczba przestępców może być skłoniona do skruchy właśnie przez perspektywę egzekucji? Czy brak kary śmierci nie zatrze w różnych krajach świadomości zasady proporcjonalnej do wagi poszczególnych przestępstw odpłaty karnej, która winna być wymierzana przez władze cywilne? Gdyby Franciszek potępiał karę śmierci na zasadzie “roztropnościowego osądu” odnoszącego się do współczesnych okoliczności kulturowych, to musiałby wpierw w odniesieniu do wszystkich krajów na świecie poznać odpowiedź na powyższe pytania. Czy jest to jednak praktycznie możliwe dla osoby sprawującej urząd papieski? A nawet gdyby papież Franciszek mógł w odpowiedzialny sposób poznać odpowiedź na te pytania w odniesieniu do dnia dzisiejszego, to i tak – w oparciu o własne naturalne siły – nie byłby w stanie zagwarantować, iż ta odpowiedź będzie aktualna chociażby jeszcze za 30 dni. A zatem próba wykreowania normy moralnej o treści “Od teraz nigdy nie wolno stosować kary śmierci” w oparciu o własne naturalne siły rozumu byłaby w najlepszym razie bardzo nieroztropna, w gorszych wariantach można by ją nazwać głupotą i zuchwalstwem. Realistycznie na to patrząc, roztropnościowego osądu na temat domniemanego zła kary śmierci odnoszącego się do współczesnych okoliczności, mógłby dokonać ten czy inny papież, jeśli już to może w odniesieniu do większości krajów na świecie i to też nie na zasadzie pewności, ale bardziej prawdopodobieństwa albo domysłów.

    Gdyby próbować porównywać do czegoś nieroztropność uniwersalnego potępiania kary śmierci w odniesieniu do współczesnych okoliczności, to można by to uczynić w odniesieniu do hipotetycznego potępienia wszelkiego picia alkoholu przez papieża. Otóż nie jest żadną tajemnicą, iż wielu ludzi nadużywa alkoholu, sprowadzając tym samym na siebie potępienie, a także niszcząc swym bliźnim życie. Pismo święte wiele razy przestrzega przed pijaństwem (por. Przysłów 23: 33; Efezjan 5: 11; Izajasz 5: 22; Syrach 31: 25). Z drugiej strony umiarkowane picie alkoholu nie jest wewnętrznie złe (Syrach 31: 28-29), a czasami może być nawet godne pochwały (Psalm 104: 15). Może być jednak tak, że ze względu na swych słabszych braci winniśmy wstrzymywać się nawet od tego co jest dobre lub obojętne moralnie, by w przeciwnym razie nie zachęcać ich do grzechu (por. Rzymian 14: 20–21). Przedkładając te zasady na całe narody czy kultury – nie można wykluczyć, że w odniesieniu do niektórych narodów czy grup etnicznych chrześcijanie powinni wspierać całkowitą abstynencję po to, by ludzi tam żyjących ratować od grzechu pijaństwa. Na przykład, jeśli w danym narodzie regularnie nadużywa alkoholu jakieś 95 procent ludzi, to pozostałych 5 procent powinno się dobrze zastanowić czy nie zrezygnować całkowicie z picia po to, by pomóc tym 95 procentom pozostałych. Czy to jednak oznaczałoby, że świadomy problemów z nadużywaniem alkoholu papież mógłby pewnego dnia powiedzieć: “Picie alkoholu jest moralnie niedopuszczalne, a prohibicja powinna być promowana na całym świecie“? Otóż nie sądzę, by było to zasadne i roztropne.

    Po drugie: przyjmijmy teoretycznie, że papież Franciszek nie kierowałby się w tej kwestii swym naturalnym rozeznaniem, ale otrzymałby na ten temat Boskie objawienie o treści: “Od teraz kara śmierci nie będzie już moralnie dopuszczalna“. Można by wtedy powiedzieć, że w porządku, coś takiego jest teoretycznie możliwe, choćby na takiej zasadzie jak pod Nowym Przymierzem zakazana jest poligamia (wcześniej – być może – moralnie dozwolona), a od Prawa Mojżeszowego (patrz: Księga Kapłańska 18.6-20) zakazane jest kazirodztwo (wcześniej moralnie dozwolone). Tyle że po śmierci św. Jana Apostoła nie ma już żadnych nowych publicznych objawień, a co za tym idzie nie zostaną przed nami już odkryte żadne prawdy wiary czy normy moralne (co najwyżej można tu mówić o odkrywaniu pewnych konkluzji z takowych już objawionych). Prywatne zaś objawienia – choćby i były prawdziwe – nie mogą zobowiązywać całego Kościoła do posłuszeństwa ani też formułować nowych prawd wiary czy zasad moralnych. Pozwolę sobie w tym miejscu zauważyć, że nawet tak popularne w katolicyzmie nabożeństwo jak modlitwa różańcowa, jako tkwiące swymi korzeniami w jednym z prywatnych objawień, nie może być narzucane wszystkim katolikom jako ścisły religijny obowiązek. Magisterium Kościoła owszem bardzo chwali i zachęca do odmawiania różańca, ale nie twierdzi przy tym, że wszyscy katolicy winni to praktykować pod karą grzechu.

    ***

    Konkludując zatem: nawet gdyby “franciszkowe” potępienie kary śmierci nie miało na celu sugerowania jej rzekomego wewnętrznego zła, to i tak byłoby albo bardzo nieroztropne i/ albo stanowiłoby nadużycie papieskich kompetencji.

    Mirosław Salwowski

    Źródło obrazka wykorzystanego w artykule:
    https://www.americamagazine.org/faith/2017/10/11/pope-francis-death-penalty-contrary-gospel

    Przeczytaj też:

    Czy Franciszek wprowadził do Katechizmu herezję?

    Jeszcze o zmianie katechizmowego nauczania w sprawie kary śmierci

    Pytania o roztropność uniwersalnego zniesienia kary śmierci

  3. Dlaczego papież Franciszek nie potępia prezydenta Putina?

    Możliwość komentowania Dlaczego papież Franciszek nie potępia prezydenta Putina? została wyłączona

    Część komentatorów dziwi się temu iż papież Franciszek do tej pory nie zdecydował się na jasne potępienie Rosji za to, iż 24 lutego b. roku wywołała ona niesprawiedliwą wojnę z Ukrainą. Niektórzy katoliccy publicyści (np. Tomasz Terlikowski) wyrażają w związku z tym wobec Franciszka swoją krytykę. Osobiście jednak nie śpieszyłbym się z krytykowaniem aktualnego Biskupa Rzymu za przyjmowanie takiej, a innej postawy. Powodów, dla których Franciszek nie potępia prezydenta Putina za to co uczynił, może być kilka, np.:


    1. Franciszek jest zdemoralizowanym cynikiem, który w zamian za jakieś doczesne korzyści (albo ich obietnicę) nie chce potępiać prezydenta Putina.
    2. Franciszek błędnie, ale w dobrej wierze myśli, że prezydent Putin wszczął sprawiedliwą wojnę.
    3. Papież Franciszek wie znacznie więcej od nas i w związku z tym ma świadomość, że prezydent Putin prowadzi sprawiedliwą wojnę.

    4. Franciszek uważa, że wszystkie wojny prowadzone w dzisiejszych czasach (tak napastnicze, jak i obronne) są niesprawiedliwe, a co za tym idzie, nie chce potępiać tylko jednej strony aktualnego konfliktu.
    5. Franciszek kieruje się zasadą tolerowania mniejszego zła i rozsądnie przypuszczając, że otwarte potępienie działań prezydenta Putina doprowadziłoby do jeszcze większego zła albo oddaliło osiągnięcie większego dobra – postanowił milczeć na ten temat.
    6. Franciszek wychodzi z założenia, że nie ma kompetencji do wypowiadania się na te tematy i dlatego milczy.

    ***

    Która z powyższych interpretacji wydaje się być więc najbardziej wiarygodna w odniesieniu do Franciszka? Cóż, punkt numer 1 uznaję za najmniej wiarygodny, a to, co choćby dlatego, że jedną z zasad moralnych, którą winniśmy się kierować wobec naszych bliźnich jest reguła pozytywnego interpretowania niejasnych i dwuznacznych czynów oraz słów drugiej osoby.

    Tak naucza o tym chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego, idąc tu za św. Ignacym Loyolą:

    Każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić (patrz: św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, 22; zobacz również; Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    W poprzedzającym ów cytat sformułowaniu autorzy Katechizmu stwierdzają zaś:

    W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego (…) (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    Choć nie ukrywam, że darzę papieża Franciszka pewną dozą niechęci (choćby za Pachamamę i potępienie kary śmierci) to jednak i wobec niego należy zachować zasadę tłumaczenia wątpliwości na korzyść “oskarżonego”. Ponadto, nie dane mi było osobiście poznać aktualnego Biskupa Rzymu, więc tym bardziej nie czuję się upoważniony do wysuwania wobec niego tym podobnych podejrzeń.

    Za najbardziej wiarygodne wytłumaczenia postawy Franciszka wobec omawianej kwestii uważam punkty 4 i 5. Istotnie bowiem, obecny papież w encyklice “Fratelli Tutti” wyraził co najmniej swój sceptycyzm wobec tego, czy współcześnie można mówić o istnieniu jakichkolwiek wojen sprawiedliwych. Odmawiając więc jednostronnego potępiania wojny prowadzonej przez Putina, Franciszek byłby więc w ten sposób przynajmniej konsekwentny wobec tego, co sam wcześniej sugerował w swej encyklice. Wszak, jeśli prawdą byłoby, że w dobie dzisiejszej nie można już prowadzić żadnych sprawiedliwych wojen, to gdyby zdecydował się on potępić prezydenta Putina za atak na Ukrainę, to powinien on wtedy powiedzieć też Ukraińcom, żeby nie stawiali zbrojnego oporu Rosjanom. Coś takiego, mogłoby jednak być bardzo niezrozumiałe, więc nie byłoby dziwne, że Franciszek nie chciałby się na ten temat wypowiadać.

    Jeśli zaś papież Franciszek nie chce otwarcie potępiać prezydenta Putina, gdyż obawia się, iż w ten sposób doprowadziłby do zaistnienia większego zła albo też ma nadzieję, iż brak takiego potępienia ocali jakieś większe dobro, to – przynajmniej co do stanu czysto teoretycznego – ma on moralne prawo tak postąpić. Jest bowiem tradycyjnym katolickim nauczaniem, iż, choć nie mamy prawa czynić mniejszego zła, to takowe mniejsze zło może być przez nas czasami tolerowane:

    W rzeczywistości (…) chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś większego zła lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny – a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka – nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw” (Paweł VI, „Humanae vitae”, n. 14).

    Tolerowanie zaś mniejszego zła może przybierać tak formę jego niekarania, jak i braku słownego napominania za jego czynienie. Upominanie złoczyńców, choć jest Bożym przykazaniem, to nie należy do tzw. absolutnych norm moralnych i w pewnych okolicznościach można zaniechać spełnienia tego obowiązku braterskiej miłości. Jak pisał o tym św. Tomasz z Akwinu:

    Dlatego, jeśli zachodzi prawdopodobieństwo, że upominany nie przyjmie upomnienia, lecz, przeciwnie, stanie się jeszcze gorszy, należy upomnienia zaniechać, bo środki do celu należy stosować w zależności od tego, czy do celu prowadzą. (…) Upomnienie bratnie jest nakazane przykazaniem jako uczynek cnoty, jeśli odpowiada celowi. Gdy więc raczej przeszkadza osiągnięciu celu, np. gdy przez nie człowiek staje się gorszym, upomnienie rozmija się z prawdą życia i nie jest nakazane przykazaniem. (…) Środki do celu są dobre ze względu na cel. Dlatego upomnienie bratnie, które jest przeszkodą w osiągnięciu celu, a więc w poprawie grzesznika, już nie jest czymś dobrym. Zaniechanie tego upomnienia nie jest więc pominięciem dobra dla uniknięcia zła.

    Jeśli więc papież Franciszek ma rozsądne przyczyny, by obawiać się, że jego publiczne oraz jawne potępienie wojennych działań prezydenta Putina nie tylko nic nie da, a jeszcze pogorszy sytuację, to w świetle tradycyjnej katolickiej doktryny ma on moralne prawo do powstrzymania się od powzięcia takiego aktu. Osobiście, nie wiem, czy na pewno istnieją tego rodzaju “rozsądne przyczyny”, ale można wskazać na pewne poszlaki na nie wskazujące. Po pierwsze bowiem, prezydent Putin nie jest katolikiem i chyba nawet nie jest on jakimś pobożnym prawosławnym. Dlaczego więc miałby się on przejmować potępieniami ze strony papieża? Po drugie: w Rosji katolików jest zaledwie 0,5 procenta, a więc pośród rosyjskich żołnierzy odsetek takowych zapewne też jest podobny. Nawet więc, gdyby znaczna część rosyjskich katolików wzięłaby sobie do serca ewentualne potępienie Putina ze strony Franciszka (co też jest praktycznie mało realne), to i tak coś takiego nie miałoby większego wpływu na sposób postępowania prezydenta Rosji.

    Przypomnijmy zresztą, że tą tradycyjną zasadą tolerowania mniejszego zła być może kierował się papież Pius XII, gdy w czasie trwania II wojny światowej nie powiedział nigdy wprost, iż wojny wszczynane przez Hitlera były niesprawiedliwe.

    ***

    Podsumowując zatem: nie byłbym zbyt pośpieszny do krytykowania papieża Franciszka za to, iż milczy on odnośnie wskazywania tego, kto jest agresorem w tej wojnie. Być może Franciszek czyni to ze złych pobudek, ale powinniśmy jako bardziej wiarygodne wytłumaczenie przyjmować, że czyni tak motywowany dobrymi intencjami. Jedyną rzeczą, za którą należałoby potępić Biskupa Rzymu, byłaby hipotetyczna sytuacja, w której to ów wiedząc, że ma do czynienia z niesprawiedliwą wojną zacząłby ją chwalić, błogosławić i zachęcać do jej kontynuowania. Jednakże to jest więcej niż abstrakcyjny scenariusz.

    Mirosław Salwowski

    Źródło obrazka wykorzystanego w artykule:
    https://www.reuters.com/world/europe/pope-tells-politicians-examine-their-consciences-before-god-over-ukraine-actions-2022-02-23/

  4. Dlaczego powinniśmy (przynajmniej) zastanowić się nad likwidacją kary dożywocia?

    Możliwość komentowania Dlaczego powinniśmy (przynajmniej) zastanowić się nad likwidacją kary dożywocia? została wyłączona

    Gdy kilka lat temu po raz pierwszy dowiedziałem się, że papież Franciszek wypowiedział się nie tylko przeciwko karze śmierci, ale poddał krytyce również sankcję karną dożywotniego więzienia, moją pierwszą myślą na to, było coś w rodzaju: Czy ten człowiek oszalał!?! Po pewnym czasie doszedłem jednak do wniosku, iż ta konkretna idea aktualnego Biskupa Rzymu nie zasługuje na tak kategoryczne jej zakwalifikowanie, a moje pierwsze odczucia względem niej wynikały bardziej z uprzedzeń, jakie żywię wobec Franciszka aniżeli spokojnego i racjonalnego namysłu nad zasadnością odrzucania kary dożywocia. W poniższym artykule postaram się wytłumaczyć, dlaczego doszedłem do tego rodzaju wniosków. Na wstępie chcę jednak zaznaczyć, iż moja gotowość do zastanawiania się nad tą kwestią, nie oznacza, że popieram nauczanie papieża Franciszka w pokrewnej kwestii, a mianowicie potępieniu przez niego kary śmierci. Przeciwnie, dalej uważam te jego wypowiedzi za heretyckie (ewentualnie: “bliskie herezji”) albo w najlepszym razie za skrajnie nieroztropne. Swe stanowisko na ów temat wyraziłem w poniższych dwóch artykułach: Link 1; Link 2. Ponadto, fakt mego dzisiejszego sceptycyzmu względem kary dożywotniego więzienia nie oznacza, że nie popieram już kar, które wielu dziś uważa za “barbarzyńskie”, a więc np. kary chłosty. Oczywiście, nadal uznaję karę chłosty za moralnie słuszną sankcję, która mogłaby być w pewnych wypadkach dobrą alternatywą dla wsadzania ludzi do więzień – co najczęściej jeszcze bardziej deprawuje przestępców, a ponadto wiąże się z dużymi kosztami finansowymi dla społeczeństwa. Zaznaczam także, iż poniżej wyrażony sceptycyzm względem kary dożywotniego więzienia, odnosi się raczej do tej jej odmiany, która nie przewiduje możliwości ubiegania się o opuszczenie zakładu karnego. Nadal jednak uważam, że dożywocie, ale z możliwością przedterminowego zwolnienia, winno pozostać jedną z dostępnych do orzekania sankcji karnych.

    Jakie zatem widzę argumenty mogące przemawiać za tym, aby przynajmniej poważnie zastanowić się nad zasadnością zniesienia kary (bezwzględnego) pozbawienia wolności?

    Jednym z ważniejszych argumentów, które winni wziąć pod uwagę zwłaszcza rzymscy katolicy jest to, że – ile błędów i dwuznaczności by dany papież nie popełnił – to zasadniczo rzecz biorąc nawet jego zwyczajnemu, nie-nieomylnemu, acz oficjalnemu nauczaniu należy się ze strony katolików tzw. posłuszeństwo serca i rozumu. Co prawda tak wyrażanej doktrynie nie należy się akt wiary, ale powinno się ją uznać za przynajmniej bardzo prawdopodobną i na tej podstawie podporządkować swe opinie treści tego nauczania. Od tej zasady, są pewne wyjątki, ale, ogólnie rzecz biorąc, katolik powinien zgadzać się z treścią takiego oficjalnego i autorytatywnego nauczania papieży. A nauczanie Franciszka wyrażające jego krytycyzm również wobec kary dożywotniego więzienia należy już na pewno do autorytatywnego, acz nie-nieomylnego nauczania, gdyż zostało ono wyrażone w jednej z encyklik:

    Wszyscy chrześcijanie i ludzie dobrej woli są zatem dziś wzywani do walki nie tylko o zniesienie kary śmierci, legalnej czy też nie, i to we wszystkich jej formach, ale także o poprawę warunków więziennych w duchu poszanowania godności ludzkiej osób pozbawionych wolności. A ja łączę to z dożywociem. […] Dożywocie to ukryta kara śmierci” (Fratelli Tutti, p. 268).

    Oczywiście, poważny problem sumienia powstaje w sytuacji, gdy wykształcony teologicznie katolik, pomimo swych szczerych starań, dostrzega rażącą rozbieżność pomiędzy nie-nieomylnym nauczaniem jednego papieża, a nieomylną doktryną wyrażaną przez jego poprzedników. Z czymś takim mamy do czynienia jeśli chodzi o wypowiedzi papieża Franciszka na temat kary śmierci. Jednakże, czy aby na pewno podobną rozbieżność można dostrzec w wypadku nauczania aktualnego Biskupa Rzymu na temat dożywotniego więzienia? Cóż, nie wydaje mi się. Nie kojarzę bowiem żadnej dawniejszej wypowiedzi Magisterium Kościoła, która w sposób aprobatywny nauczała o słuszności dożywotniego więzienia. Ktoś może w tym miejscu zaoponować, iż zgodnie z zasadą “Jeśli dozwolone jest coś większego, to tym bardziej dopuszczalne jest coś mniejszego” kara dożywocia powinna być uznana za moralnie prawowitą. Akceptowana wszak niegdyś przez nauczanie katolickie kara śmierci wydaje się bowiem być większą sankcją niż dożywotnie więzienie – ergo, dożywocie jest tym bardziej moralnie poprawną karą. Uznanie słuszności tego argumentu napotyka jednak pewne problemy. Po pierwsze, nie wydaje się, by we wszystkich aspektach kara śmierci była sankcją bardziej srogą niż dożywocie. Niejeden więzień być może wolałby zostać uśmiercony na krześle elektrycznym niż spędzać resztę swego życia za kratkami. Po drugie: nie zawsze fakt mniejszej srogości danej sankcji przemawia za jej dopuszczalnością. Na przykład, zgwałcenie jest czymś mniejszym niż uśmiercenie, a jednak to drugie może być w pewnych wypadkach moralnie dozwoloną karą – to pierwsze zaś nigdy czymś takim nie będzie.

    Ponadto, nawet gdyby ostatecznie miało się okazać, że Franciszek nie jest prawdziwym papieżem, to i tak by to jeszcze nie oznaczało, że wszystko, co on powiedział (lub napisał) jest tym samym błędne i niegodne poważnej uwagi. Żaden człowiek wszak nie myli się zawsze i wszędzie.

    Następną “religijną” poszlaką na rzecz przemyślenia naszego “tradycyjnego” stosunku do kary dożywocia może być dostrzeżenie faktu, iż Bóg na kartach Pisma świętego dał swemu narodowi różne kary, ale nie nakazał im budowania więzień. Można na tę “poszlakę” odpowiedzieć, że w tamtych czasach ogólnie rzecz biorąc nie było kary więzienia, a Stwórca nie chciał w swych prawach i przykazaniach wyprzedzać rozwoju ludzkości. Jest to popularny sposób tłumaczenia tym podobnych kwestii, ale czy na pewno zawsze jest on właściwy? Otóż gdy przyjrzymy się niektórym z poszczególnych przepisów, jakie Bóg dał Mojżeszowi to widzimy, że wyprzedzały one wiedzę i poziom rozwoju ówczesnych ludów oraz kultur. Przykładowo, w Księdze Powtórzonego Prawa 23: 12-13 czytamy, iż ludzkie odchody miały być zakopywane w ziemi poza miejscem bardziej stałego przebywania Żydów. Dziś łatwo dostrzegamy higieniczną wartość tym podobnych zaleceń, jednak w czasie, gdy Bóg dał Hebrajczykom ten przepis, wcale nie było to oczywiste dla innych ludów. Wszak, wśród wielu narodów przez wiele wieków ludzie wylewali swe odchody na ulice, a starożytni Egipcjanie na bazie zwierzęcych fekaliów potrafili produkować nawet leki. Czy więc gdyby więzienie złoczyńców było najlepszym (lub jednym z lepszych) sposobów radzenia sobie z przestępczością, Bóg w swej mądrości nie poleciłby Żydom budowania ośrodków penitencjarnych? Argument o tym, iż Żydzi nieraz byli ludem koczowniczym, przez co budowanie więzień byłoby dla nich zupełnie niepraktyczne, także nie wydaje się do końca słuszny, gdyż starożytni Hebrajczycy stali się w końcu narodem osiadłym, w którym budowano stałe miejsca zamieszkania dla większych grup ludności.

    Być może Stwórca nie nakazał Hebrajczykom budowania więzień, gdyż wiedział On to, co potwierdza doświadczenie większości narodów. Otóż trudno jest upowszechniać taki system więziennictwa, w którym większość osadzonych nie ulegałaby jeszcze większej demoralizacji i gdzie na porządku dziennym nie byłyby liczne nadużycia (przemoc, brutalność, seksualne perwersje, etc.). Umieszczanie zatem złoczyńców do końca ich życia w zakładach karnych raczej sprzyja ich dalszej deprawacji niż poprawie. Może jednak zdarzyć się, że ukarany dożywociem przestępca ulegnie w więzieniu resocjalizacji. Jednakże w takim wypadku, pytanie o zasadność kary dożywotniego więzienia staje się jeszcze bardziej zasadne. Jeśli bowiem ktoś szczerze w więzieniu się poprawił i można rozsądnie przypuszczać, iż nie wróci on już na drogę przestępczą, to po co go w tym miejscu trzymać aż do końca jego życia? Odpowie ktoś na to, że tego domaga się sprawiedliwość, gdyż adekwatną i proporcjonalną karą za pewne występki nie może być tylko czasowe pozbawienie wolności. Ten kontrargument jawi się jako ważny i istotny, a jednak ma on w sobie pewną słabość. Otóż owszem dobrze jest, gdy surowość kar za poszczególne nieprawości przynajmniej próbuje odpowiadać ich powadze. Jednakże nie da się z “matematyczną” precyzją określić na tym świecie w pełni adekwatnej odpłaty za złe czyny. Czy np. skazanie kogoś za gwałt na 20 lat więzienia będzie proporcjonalne, adekwatne i sprawiedliwe? Zapewne, w niejednym wypadku tak. Gdyby jednak skazać tego kogoś za ów czyn już nie na 20, ale dajmy na to na 14 lat więzienia, czy różnica 6 lat czyniłaby już taką sankcję z pewnością niesprawiedliwą oraz nieadekwatną? Oczywiście, jeśliby ktoś za gwałt został skazany na 100 złotych grzywny, było to na pewno niesprawiedliwe, ale jak wyżej próbowałem to pokazać, próba dokładnego wskazania, gdzie przebiega granica pomiędzy proporcjonalnością a nieproporcjonalnością danych sankcji karnych nie zawsze jest łatwa. Poza tym, nie zapominajmy, iż tradycyjnie chrześcijańskim duchem jest pewnego rodzaju łagodzenie surowej sprawiedliwości przez wzgląd na miłosierdzie. Widzimy to zresztą na przykładzie samego Boga, który wedle teologów, w piekle będzie karał zatwardziałych grzeszników łagodniej niż by sobie na to zasłużyli wedle kryteriów samej sprawiedliwości. Nawet jeśli więc uznać, że dożywocie jest w pełni sprawiedliwą karą za niektóre przestępstwa, to chrześcijański duch może słusznie łagodzić wymierzanie tej sankcji, np. wypuszczając danego przestępcę po 30 czy 40 latach przysłowiowej odsiadki.

    Kolejną “poszlaką”, która winna nas skłaniać do zastanowienia się nad sensownością utrzymywania bezwzględnej kary dożywocia jest to, iż zdecydowana większość brutalnych przestępstw jest popełniana przez osoby młode, a nie starsze wiekiem. Nie istnieje zatem raczej zbyt duże prawdopodobieństwo, by nawet zdemoralizowany przez swój pobyt w więzieniu, 60-latek czy 70-latek po wyjściu z zakładu karnego, powrócił do popełniania różnych brutalnych czynów. Siły fizyczne już bowiem nie te co kiedyś, pewność siebie też niekoniecznie ta sama, wielu dawnych kompanów “w występku” mogło już umrzeć albo się ustatkować. Jeśli więc ktoś po 30 czy 40 latach pobytu w więzieniu rokuje nadzieje na resocjalizację, to tym bardziej powraca pytanie o zasadność trzymania go tam do końca jego życia.

    Na sam koniec tego artykułu myślę, że warto przywołać przykład Norwegii, gdzie najsurowszą sankcją karną jest 21 lat pozbawienia wolności, a mimo to przestępczość jest niska. Nie jestem przekonany co prawda do tego, że tym podobny system wymierzania sprawiedliwości sprawdziłby się we wszystkich krajach świata, ale przykład tego narodu pokazuje, iż ani kara dożywocia, ani nawet kara śmierci (której nie jest przeciwnikiem) nie muszą być bezwzględnymi gwarantami porządku i bezpieczeństwa.

    Mirosław Salwowski

  5. O mądrych i głupich formach inkulturacji

    Możliwość komentowania O mądrych i głupich formach inkulturacji została wyłączona

    Jako że na prawicy zdarzają się działać też neopoganie, można w związku z tym od czasu do czasu ze strony konserwatywnych katolików usłyszeć wobec nich “umizgi” w stylu: “Katolicyzm jest taki fajny również dlatego, że pozwolił na przetrwanie rozmaitych elementów pogańskiego dziedzictwa, co nie miało miejsca w krajach protestanckich. Co więcej, katolicyzm w swej mądrości chrystianizował różne elementy pogańskiej kultury i obrzędowości, przez co w pewien sposób doceniał ich wartość“.

    Jak należy odpowiedzieć na tego rodzaju narrację? Oczywiście, można mówić o mądrym i roztropnym (przynajmniej w swych pierwszych założeniach) chrystianizowaniu elementów pogańskiej kultury i obrzędowości – o ile te elementy nie były ze swej natury złe i błędne. Na przykład, nie zawsze trzeba było palić pogańskie świątynie. Jeśli usunęło się z nich figury bożków i inne świństwa, to można je było używać do chrześcijańskiego kultu, gdyż, ostatecznie rzecz biorąc, ten czy inny budynek nie jest jako taki zły sam w sobie. Podobnie, jeśli przyzwyczajonym do wzywania duchów zmarłych i składania im ofiar niegdysiejszym poganom powiedziano: “Teraz już tego nie róbcie, ale wspominajcie w tych dniach przykład miłych Bogu świętych oraz módlcie się za swych zmarłych przodków“, to było to posunięcie mądre. W ten bowiem sposób zdegenerowane przez pogaństwo formy czegoś, co było może w swych początkach wyrazem naturalnej szlachetności (pamięć o bliskich zmarłych) próbowano oczyścić i skierować na pobożne tory.

    To jednak, że istniały mądre oraz roztropne formy chrystianizacji pogańskiej przeszłości nie oznacza, że wszelkie takie próby były dobre albo też, iż to, co może w swych początkach było mądre oraz roztropne, z czasem się nie wykrzywiło i zdegenerowało. Podobnie, przesadne tolerowanie przez duszpasterzy różnych nadużyć z tym związanych mogło trwać przez wiele wieków, gdyż świętość Kościoła nie jest równoznaczna z zapewnieniem, że większa część hierarchii zawsze będzie postępować dobrze i cnotliwie. Hipotetycznym i nieco przejaskrawionym przykładem nadużycia w tej sferze mogłoby być przemianowanie jakiś pogańskich orgii seksualnych i pijackich na uroczystości ku czci świętych. Jeśliby np. biskupi danego miejsca powiedzieli coś w rodzaju: “Możecie robić to co robiliście na tych imprezach do tej pory, tylko nie przywołujcie już przy tej okazji imion Wenery i Bachusa, ale róbcie to na cześć świętych pańskich“, to byłoby to oczywiście złe, bezbożne i bluźniercze. Bardziej zaś realistycznym przykładem nadużycia, które wkradło się do pierwotnie zapewne mądrej próby chrystianizacji elementów dawnej pogańskiej zwyczajowości może być sposób, w jaki przez wieki w naszej części świata celebrowano tzw. Wigilię św. Jana Chrzciciela. W pogańskich czasach celebrowano w tym czasie za pomocą rozpusty, wróżb i rozmaitych zabobonów dzień przesilenia letniego. Kościół chcąc odciągnąć uwagę ludzi od takiego sposobu świętowania owego czasu, ustanowił więc dzień, w którym wspomina się wielkiego biblijnego proroka i świętego, jakim był Jan Chrzciciel. I to było mądre oraz roztropne posunięcie powiedzieć ludziom: “Zamiast ganiać po lasach i się tam łajdaczyć wspominajcie w tym dniu wielkiego świętego, który za swą walkę z rozpustą został ścięty mieczem“. Tyle tylko, że ludzie owszem zaczęli w tym dniu wspominać św. Jana Chrzciciela, ale dalej robili to co w tym czasie czynili ich pogańscy przodkowie. A więc uprawiali wówczas rozpustę, a jakby było tego mało, to dorabiali do tego jeszcze absurdalne teorie w rodzaju, iż św. Jan Chrzciciel miał być rzekomo miłośnikiem kobiet i alkoholu, a poczęte w wigilię jego święta nieślubne dzieci będą cieszyć się jego specjalną opieką. W ten więc sposób coś, co w swych pierwszym założeniu stanowiło mądrą próbą odwrócenia uwagi niegdysiejszych pogan od ich niemoralności i zabobonów, zdegenerowało się do poziomu jakiegoś quasi-synkretyzmu, gdzie wielki chrześcijański święty zaczął być używany do usprawiedliwiania rozpusty. Ci z prawicy, którzy przymilają się neopoganom, powiedzieliby może: “O, patrzcie, jaki to piękny przykład zachowania przez katolicyzm pogańskiego dziedzictwa“, ale w rzeczywistości należałoby o tym rzec: “Jaki to smutny przykład bluźnienia św. Janowi Chrzcicielowi, który powstał być może przez zaniedbania i przesadną tolerancję ze strony części duchowieństwa“.

    I dziś zresztą mamy przykłady, do czego może prowadzić błędnie pojęta chrystianizacja pogańskiej przeszłości. W Ameryce Łacińskiej mamy na to miliony przykładów (voo doo, macumba, santeria, kult Santa Muerte). Pochodzący z tego kontynentu papież Franciszek nawet sam patronował czczeniu w Watykanie figurki nagiej Pachamamy, a co niektórzy apologeci tego wydarzenia próbowali usprawiedliwiać, mówiąc, że przecież ta figurka przedstawia Maryję Dziewicę. Pomijając zaś już nawet to, iż nie wszystkie wyrazy czci przysługują wyobrażeniom naszej błogosławionej Matki (np. padanie na twarz przysługuje tylko Bogu – a niestety miało to miejsce w odniesieniu do figurek Pachamamy), to ileż absurdu jest zawartych w tego rodzaju apologiach. A więc, coś nazywane jest imieniem ciągle czczonej przez amazońskich pogan bogini (Pachamamy), coś wygląda jak typowe, tradycyjne przedstawienie takich bogiń (naga kobieta) – ale wystarczy, że nazwiesz to coś wizerunekiem Maryi Dziewicy i już wszystko ma być w porządku! Równie dobrze, można by i tradycyjne dla hinduistów wizerunki bogini Kali nazywać wizerunkami Maryi, a ich bardziej obrazoburcze elementy (np. Kali trzymająca odcięte ludzkie głowy) tłumaczyć tym, że przecież w katolickiej apologetyce i teologii Mate Bożej też przypisuje się pewne bardziej “waleczne” motywy (np. zniszczenie wszystkich herezji, zmiażdżenie głowy diabelskiego węża).

    Nie należy zatem bezkrytycznie usprawiedliwiać faktu, iż w kulturze krajów katolickich rzeczywiście przetrwało więcej elementów pogańskiej przeszłości. W istocie rzeczy, to, co było niemoralnego, zabobonnego i bałwochwalczego w pogańskiej kulturze, należało wypalać do cna i wyrywać wraz z korzeniami. A walka z pogaństwem to nie są przelewki, gdyż tam gdzie było i jest pogaństwo, zwykle jest więcej krzywdzenia niewinnych, śmierci (ofiary z ludzi, a nawet dzieci) oraz rozwiązłości seksualnej. Walka z pogaństwem nie jest więc “tylko” walką o zbawienie wieczne, ale stanowi także bój o to, by i na tym świecie ludziom żyło się lepiej. To do czego zresztą prowadzi łączenie chrześcijaństwa z pogaństwem widać chociażby na przykładzie wspomnianej już Ameryki Łacińskiej, która obok Afryki jest najbardziej niebezpiecznym, skorumpowanym i zdeprawowanym regionem świata.

    Mirosław Salwowski

  6. Papież Franciszek a prawa osób homoseksualnych

    Możliwość komentowania Papież Franciszek a prawa osób homoseksualnych została wyłączona

    W ostatnim czasie mass media informowały o – nie mającej rangi magisterialnej – wypowiedzi papieża Franciszka, w której ten miał stwierdzić:

    Osoby homoseksualne mają prawo do bycia w rodzinie; są dziećmi Boga; mają prawo do rodziny. Nikogo nie można wyrzucić z rodziny, ani sprawić, by jego życie było z tego powodu niemożliwe. To, co musimy stworzyć, to prawo do wspólnego pożycia. One mają prawo do tego, by być prawnie chronionymi”.

    Szybko wyodrębniły się dwie interpretacje powyższych słów Franciszka. Zwolennicy pierwszej z nich twierdzą, że obecny Biskup Rzymu poparł w ten sposób prawną instytucję związków partnerskich dla osób homoseksualnych. Zwolennicy drugiej interpretacji utrzymują, iż wypowiedź Franciszka tyczyła się sytuacji, w których dzieci o tendencjach homoseksualnych są wyrzucane z domu przez swych rodziców i w ten sposób papież sprzeciwił się takiej praktyce, sugerując przy tym, że powinna być ona prawnie zakazana.

    Osobiście uważam, że niezależnie od tego, którą wykładnię słów Franciszka przyjąć, tak czy inaczej stawiają one formację doktrynalną aktualnego papieża w podejrzanym świetle. Poniżej postaram się wyjaśnić, skąd bierze się taka, a nie inna ma opinia na ów temat.

    ***

    Po pierwsze: samo pojęcie praw osób homoseksualnych jest dwuznaczne. Owszem, homoseksualiści i lesbijki mają swe prawa. Jednakże są to prawa naturalne przysługujące im jako ludziom, a nie jako osobom z zaburzeniami seksualnymi. Innymi słowy, jeśli dane działanie osoby homoseksualnej nie tyczy się w bardziej bezpośredni czy bliski sposób realizacji jej dewiacyjnych skłonności i jest ono zgodne z moralnością, to władze cywilne powinny je chronić. Na przykład osoba homoseksualna ma prawo do własności prywatnej (posiadania domu na własność), działalności gospodarczej (prowadzenia dajmy na to piekarni). Jednakże osoby homoseksualne nie mają żadnego naturalnego prawa do praktykowania swych ohydnych czynów (choćby i prywatnie) ani tym bardziej do ich propagowania w sferze publicznej. Wielką zuchwałością jest zatem domaganie się od władz cywilnych ochrony i uznawania tak rozumianych “praw” osób homoseksualnych. Pozwolę sobie przypomnieć w tym miejscu, iż Kongregacja Nauki Wiary w swym liście “Homosexualitatis problema” z dnia 1 października 1986 roku stwierdzała, że aktywność homoseksualna jest zachowaniem “dla którego nikt nie może domagać się jakiegokolwiek prawa” krytykując przy tym wprowadzanie prawodawstwa cywilnego biorącego w obronę takową aktywność (patrz: tamże, n. 10). Z kolei Leon XIII w encyklice “Immortale Dei” uczył:

    tego co się prawdzie i cnocie sprzeciwia, nie godzi się na jaw wydobywać i przed oczy ludziom stawiać, a tym mniej opieką prawa godzi się popierać

    Warto też wspomnieć, iż mówienie czy sugerowanie w odniesieniu do aktywności homoseksualnej, że powinna ona cieszyć się opieką ze strony władz cywilnych, jest po prostu niezgodne z Pismem świętym. Nowy Testament poucza nas bowiem o tym, iż zadaniem władz cywilnych jest karanie zła oraz złoczyńców (patrz: Rz 13, 3-4; 1 P 2, 14). W Starym Testamencie zaś mężczyźni współżyjący ze sobą mieli być z Bożego rozkazu karani nawet śmiercią (patrz: Kpł 20, 13). I choć starotestamentowe prawa karne nie obowiązują już w ścisłym sensie chrześcijan sprawujących rządy nad narodami, to nie można powiedzieć, iż taka sankcja karna była wewnętrznie zła, gdyż Stwórca jako absolutnie dobry i święty nigdy nie rozkazuje ludziom grzeszyć (por. Syr 15, 19-20).

    Po drugie: nawet gdyby rozumieć przez prawa osób dopuszczających się czynów sodomskich np. domniemane prawo do bycia niewyrzuconym przez rodziców z domu, to również w tym wypadku trudno mówić o jakichś bardziej uniwersalnych czy tym bardziej absolutnych zasadach. Rodzice mają po prostu prawo karać swe dzieci za popełnianie takich występków (zresztą władze cywilne też mają prawo je karać) i jeśli nie widać nadziei na poprawę, a dalsza bytność takich osób pod jednym dachem może deprawować np. pozostałe dzieci, to wyrzucenie z domu sodomity czy lesbijki nie wydaje się w żaden sposób działaniem “per se” złym, ale jawi się jako jedna z moralnie uprawnionych metod karcenia. Można to porównać z wyrzuceniem narkomana z domu. Jeśli pomimo wcześniejszych łagodniejszych sankcji ktoś taki nadal to czyni, a jeszcze dodatkowo próbuje namawiać do zażywania narkotyków swych braci i siostry, to wyrzucenie takiej osoby z domu może być moralnie w porządku. Myślę, że takie podejście jest zgodne przynajmniej z duchem nauczania św. Pawła Apostoła (które jest jednocześnie nauczaniem Pana Jezusa – por. Łk 10, 16), który w jednym ze swych listów dawał następujące pouczenie:

    Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie siadajcie wspólnie do posiłku. Jakże bowiem mogę sądzić tych, którzy są na zewnątrz? Czyż i wy nie sądzicie tych, którzy są wewnątrz?  Tych, którzy są na zewnątrz, osądzi Bóg. Usuńcie złego spośród was samych (1 Kor 5, 11-13).

    Powyższe oczywiście nie oznacza, że wyrzucony z rodzinnego domu sodomita czy narkoman nie powinien już mieć żadnej możliwości powrotu doń. Rzecz jasna, jeśli w pewnym momencie taka osoba zadeklaruje chęć walki ze swym grzechem i pewne zewnętrzne oznaki będą wskazywały na to, że nie jest to tylko pozorowana i udawana deklaracja, to należy wtedy kogoś takiego ponownie przyjąć do domu.

    ***

    Reasumując: jakkolwiek by nie interpretować niemagisterialne słowa papieża Franciszka o potrzebie prawnej ochrony dla osób homoseksualnych, to nie mają one podstawy ani w Piśmie świętym ani w Tradycji Kościoła. Jest czymś bardzo smutnym, że Franciszek kolejny raz miesza katolikom w głowach.

    Mirosław Salwowski

  7. Pytania o roztropność uniwersalnego zniesienia kary śmierci

    Możliwość komentowania Pytania o roztropność uniwersalnego zniesienia kary śmierci została wyłączona

    Papież Franciszek w swej ostatniej encyklice “Fratelli tutti” kolejny raz potwierdził swój sprzeciw wobec kary śmierci, czym samym ponownie postawił duży znak zapytania odnośnie do prawowierności swych przekonań na ten temat. Osobiście nie kryję, iż uważam wypowiedzi Franciszka o karze śmierci za co najmniej sugerujące, że jest to sankcja karna o charakterze wewnętrznie złym, a przez to ma być ona w jego oczach zawsze moralnie niedozwolona. W ten sposób aktualny papież niestety sugeruje jednak poparcie dla doktryny o charakterze heretyckim, gdyż sprzeciwiającej się jasnemu wykładowi Pisma świętego na ów temat wyrażonemu przez zwyczajne i powszechne nauczanie Kościoła. Niektórzy katoliccy przeciwnicy kary śmierci twierdzą jednak, że papież Franciszek nie twierdzi czy nie sugeruje, iż owa sankcja karna ma charakter wewnętrznie zły, przez co miałaby być ona zawsze moralnie niedozwolona. Osoby takie utrzymują, iż Franciszek po prostu utwierdził wcześniejsze nauczanie Jana Pawła II o tym, że w aktualnych okolicznościach historyczno-kulturowych kara śmierci jest zbędna, gdyż rozwój systemu penitencjarnego pozwolił na skuteczne izolowanie najgroźniejszych przestępców bez potrzeby ich uśmiercania. Na potrzeby tego artykułu załóżmy teoretycznie, że rację mają wskazani przeze mnie katoliccy przeciwnicy kary śmierci, a więc, iż jest ona potępiana przez Franciszka nie dlatego, że jawi się ona mu jako wewnętrznie zła, ale z powodu rozeznania uniwersalnego braku konieczności wymierzania takiej kary. W takim wypadku rodziłyby się następujące pytania o roztropność powyżej nakreślonego poglądu:

    1. Czy w krajach takich jak np. Meksyk można mówić, iż system więzienny choćby z “grubsza” rzecz biorąc, skutecznie izoluje najgroźniejszych przestępców od społeczeństwa? Oczywiście mam tu ma myśli nie tylko formalne osadzenie takich ludzi w więzieniu, ale chodzi mi o maksymalne ograniczenie możliwości ich kontaktu ze swymi ziomkami przebywającymi na wolności, a co za tymi idzie przesyłanie im rozkazów, poleceń, sugestii tyczących się tego, kogo należy zabić, okaleczyć, zranić?
    2. Czy aktualnie na świecie w żadnym kraju nie toczą się wojny domowe i rewolucje, przez które to system więziennictwa jest mocno niestabilny (a więc istnieje poważne ryzyko uwolnienia osadzonych przestępców z danego zakładu karnego np. w wyniku rozruchów zbrojnych obejmujących teren, na którym znajduje się dane więzienie)?
    3. Skąd niby ten czy inny papież ma mieć dokładną wiedzę na temat szczelności systemów więziennictwa w każdym kraju na świecie? Czy pośród natłoku rozmaitych obowiązków ciążących każdego dnia na Biskupie Rzymu miałby on jeszcze czas analizować dane na ów temat tyczące się wszystkich aktualnie istniejących państw? A nawet, gdyby – czysto teoretycznie uznać – że byłoby możliwe dla papieża nabycie takiej wiedzy, to niby skąd pewność, iż “szczelność” sytemu więziennictwa w tym czy innym kraju nie zmieniłaby się na gorsze w ciągu kilku miesięcy od deklaracji typu “Aktualnie, kara śmierci jest niepotrzebna, gdyż mamy dobre – jeśli chodzi o skuteczną izolację groźnych przestępców od społeczeństwa – więzienia“?
    4. Czy dajmy na to papież Franciszek gotów jest wziąć na siebie moralną odpowiedzialność za wszystkie ofiary brutalnej przestępczości zaistniałe w skutek rezygnacji bądź utrzymywania braku kary śmierci w krajach o bardzo skorumpowanym i/lub niestabilnym systemie więziennictwa?

    ***

    Powyższe pytania wykazują, iż nawet przyjmując bardzo optymistyczne założenie o tym, iż Franciszek nie potępił kary śmierci jako wewnętrznie złej, ale uznał ją za niepotrzebną w dzisiejszych czasach, to i tak jego stanowisko w tej sprawie (a wcześniej Jana Pawła II) byłoby skrajnie nieroztropne. Nie da się bowiem choćby i z większym prawdopodobieństwem stwierdzić, iż aktualnie na całym świecie więzienia są na tyle dobre i skuteczne pod względem izolacji groźnych bandytów od reszty społeczeństwa, że nie zachodzi już potrzeba wymierzania kary śmierci. Stan taki być może – kolokwialnie mówiąc – z “grubsza” rzecz biorąc istnieje w krajach należących do cywilizacji zachodniej – ale, delikatnie mówiąc, zbyt dalekim wnioskiem, byłoby wysuwać tego rodzaju twierdzenie w odniesieniu do szeregu innych państw, w których systemy penitencjarne są mało skuteczne, nawet jeśli chodzi tylko o ich poziom izolacji przestępców. To raczej zaś do władz cywilnych danego kraju aniżeli Biskupa Rzymu należy roztropna ocena warunków więziennictwa panujących na danym terenie. Po prostu sprawujący władze posiadają w tej sferze więcej kompetencji niż ten czy inny papież, gdyż z bliska mogą oceniać i rozeznawać, czy nie zachodzi w ich państwie potrzeba wymierzania kary śmierci względem najgroźniejszych złoczyńców.

    Mirosław Salwowski

  8. Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem

    Możliwość komentowania Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem została wyłączona

    Upłynęło już kilka miesięcy od czasu, gdy w Watykanie za aprobatą papieża Franciszka kłaniano się do samej ziemi przed figurkami mającymi przedstawiać tzw. Pachamamę. Jako że emocje narosłe wokół tego wydarzenia zdążyły już opaść, warto w nieco spokojniejszy sposób przedstawić kilka argumentów na rzecz twierdzenia, iż takie potraktowanie tychże przedmiotów było czymś złym, obrzydliwym oraz skandalicznym.

    Po pierwsze zatem: żaden papież nie ma przywileju bezgrzeszności bądź bezbłędności swego postępowania. Ta uwaga nie traci na swej słuszności, nawet jeśli złe moralnie postępowanie danego Wikariusza Chrystusa jest publicznie znane albo, gdy on sam je nagłaśnia. Historia Kościoła zna wszak przypadki papieży, których ewidentnie niegodziwe postępki były publicznie znane (np. Jan XII, Aleksander VI). Co więcej, wiemy też o pewnych wątpliwych moralnie zachowaniach, które stawały się czymś w rodzaju może nieoficjalnego, ale publicznie znanego zwyczaju kościelnego, czego przykładem było przyjmowanie do kościelnych chórów chłopców specjalnie w tym celu okaleczanych za pomocą kastracji. Na ową praktykę zezwolił w 1599 roku papież Klemens VIII, a zakazał jej dopiero Leon XIII pod koniec XIX wieku. Mimo jednak, że coś takiego działo się z przyzwoleniem papieży przez prawie 300 lat, nikt dziś raczej nie twierdzi, że było to coś godnego pochwały. Podobnie fakt publicznego wsparcia papieża Franciszka dla czczenia figurek Pachamamy w Watykanie nie musi przesądzać o moralnej godziwości tej praktyki.

    Po drugie: nawet gdyby te figurki miały przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę (co w zasadzie jest bardzo niewiarygodne), to i tak niezwykle dyskusyjne byłoby kłanianie się im aż do ziemi. Taki bowiem gest jest w sensie fizycznym wyrazem najgłębszego rodzaju czci oraz uniżenia się, co na płaszczyźnie religijnej oznacza kult adoracji, który to kult należy się tylko i wyłącznie Bogu jako naszemu Panu, Stwórcy, Zbawcy i Odkupicielowi. Owszem, Najświętszej Pannie Maryi należy się cześć szczególnego rodzaju, jako Matce Bożej i najwierniejszej służebnicy Pana w historii, jednak nie przysługuje Jej kult, który miałby być równy czci oddawanej Bogu. Warto w tym kontekście zauważyć, że katolicka liturgia w swej odmianie zwanej popularnie “trydencką” znała rozróżnienie również na płaszczyźnie zewnętrznej, czyli powiedzmy “fizyczno-cielesnej” pomiędzy czcią należną Bogu i Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi – na którego imię miano w niej wykonywać tzw. głęboki pokłon, a czcią oferowaną Maryi – na której imię powinno się czynić tzw. pokłon głowy “mierny”. Nie od rzeczy będzie też przypomnienie w tym miejscu nauczania papieża św. Grzegorza Wielkiego, który w liście do jednego z biskupów na temat obrazów chwaląc obecność religijnych wizerunków w kościołach, stwierdzał jednocześnie, iż: “padać na twarz winno się jedynie podczas adoracji Trójcy Świętej“.

    Po trzecie: nawet gdyby uparcie się trzymać przy niezwykle mało wiarygodnej interpretacji owych figurek jako wyobrażeń Maryi to i tak przedstawianie Matki Bożej jako całkowicie nagiej kobiety jest haniebne oraz godne potępienia. Choć bowiem nie jest tak, że nagość w sztuce kościelnej stanowi coś absolutnie nagannego, to nie ma żadnych powodów, by przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę jako całkowicie nagą niewiastę. Żadne z wydarzeń przywoływanych w Piśmie świętym nie opisuje wszak nagości Maryi ani też w żadnych z uznanych przez Kościół objawień maryjnych Matka Boża nie pokazywała się w ten sposób. Po grzechu pierworodnym ludzie powinni raczej zakrywać swą nagość niż ją całkowicie bądź częściowo odkrywać, gdyż takowa od grzechu Adama wiąże się w dużym stopniu ze wstydem oraz nieuporządkowaną pożądliwością. Dlatego, jeśli już w pewnych wytworach kultury i sztuki przedstawia się nagość, to zawsze powinno się to robić bardzo ostrożnie i jeśli jest uzasadnione kontekstem. Choć Maryja Panna na mocy Bożego przywileju została uwolniona od winy i zmazy grzechu pierworodnego, nie ma żadnych uzasadnionych powodów, by pokazywać ją całkowicie bądź częściowo nagą (może poza sceną karmienia małego Jezusa, gdzie jednak owa nagość jest bardzo niewielka).

    Po czwarte: mało, kto to publicznie podnosił, jednakże co najmniej podejrzany charakter wizerunków Pachamamy w Watykanie podkreśla jeszcze jeden fakt. Otóż w czasie pamiętnej uroczystości kłaniania się w watykańskich ogrodach aż do ziemi przed tymi figurkami oprócz wizerunków nagich kobiet były tam też obecne inne pomniejsze figurki. Jedna z tych figurek była usadowiona z pozycji leżącej i przedstawiała obnażonego mężczyznę z penisem w stanie wzwodu. To rodzi uzasadnione pytania o to, czy czczenie Pachamamy w Watykanie oprócz swych pogańskich konotacji nie zawierało w sobie też elementów fallicznych i orgiastycznych – zresztą również przecież nierzadkich dla religii politeistycznych.

    Po piąte: wielu obrońców i popleczników omawianego wydarzenia przyznaje otwarcie, iż figurki nagiej kobiety miały przedstawiać nie Maryję, ale właśnie tzw. Pachamamę. A Pachamama jest czczoną nie tylko niegdyś, ale też obecnie pogańską boginią. Oddawanie zaś pokłonów wizerunkom pogańskich bożków jest bałwochwalstwem i czczeniem demonów, a więc czymś, przed czym wielu chrześcijan wzdragało się z obrzydzeniem aż do męczeńskiego przelewu własnej krwi.

    Po szóste: cała sprawa wygląda na synkretyczne pomieszanie z poplątaniem. A więc pokazuje się figurki dwóch nagich kobiet w ciąży: jedni mogą to próbować interpretować jako swoistą interpretację sceny nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję; z drugiej jednak strony scena ta jest jednak przedstawiona w sposób typowy dla różnych pogańskich wyobrażeń (nagość, a nawet wulgarność i obsceniczność, skojarzenia z Pachamamą, itp.). Zaryzykowałbym więc przypuszczenie, iż ludzie stojący za całą tą aranżacją chcieli ją przedstawiać tak, by zarówno chrześcijanie, jak i poganie mogli ją – przynajmniej po części – interpretować na swój własny sposób.

    Po siódme: nawet gdyby próbować tłumaczyć owe wydarzenia w kategoriach inkulturacji to przecież istnieją pewne tak doktrynalne, jak i choćby zdroworozsądkowe jej granice. Inkulturacja nie powinna np. oznaczać inkorporacji stricte pogańskich wierzeń do religii chrześcijańskiej. Dajmy na to tłumaczenie poganom prawdy o czci należnej Świętym Pańskim, nie powinno przeradzać się w swego rodzaju mruganie do nich okiem i mówienie im: “No wiecie, nasi święci to byli goście podobni do waszych bogów i oni też lubili się od czasu do czasu ostro zabawić“. Podobnie, przekroczeniem zdroworozsądkowej granicy inkulturacji byłaby np. próba przedstawiania Maryi na podobieństwo jednej z pogańskich bogiń, która ukazywana jest jako karmiąca wieloma piersiami.

    Po ósme: zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej – a więc w rejonie, z którego przywiezione zostały wizerunki Pachamamy – istnieje duży problem synkretyzmu wśród katolików, czego przykładem są rozpowszechnione wśród nich kulty w rodzaju voodoo, macumba czy santeria. Publiczne eksponowanie figurek, które w najlepszym razie łaczą ze sobą motywy chrześcijańskie i pogańskie, stanowi więc de facto wsparcie dla owej złej i obrzydliwej wobec Boga mentalności dużej części katolików z Ameryki Łacińskiej.

    Po dziewiąte: jedną z zasad moralnych jest unikanie zgorszenia, a więc działania lub zaniechania, które w danych okolicznościach w realistyczny sposób mogłoby zachęcić naszych bliźnich do grzechu lub też sprawić, iż pomyślą oni, by takiego występku się dopuściliśmy. Jeśli np. żonaty mężczyzna musi wybrać się ze swą koleżanką z pracy w służbową podróż, to nie powinien dzielić z nią jednego pokoju hotelowego, choćby i były w nim dwa odrębne łóżka i ów mężczyzna nie miałby zamiaru czynić z nią niczego nieczystego. Czy w takim przypadku mielibyśmy pretensje żony tego mężczyzny za nieuzasadnione niczym podejrzenia? Podobnie, czy można mieć pretensje wobec tych, którzy podejrzewają pogaństwo i/lub synkretyzm w oddawaniu pokłonów wizerunków nagich kobiet nazywanych imieniem jednej z czczonych do dziś przez pogan bogiń?

    Mirosław Salwowski

  9. Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom?

    Możliwość komentowania Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom? została wyłączona

    Kilka dni temu w mass mediach pojawiła się wiadomość, iż papież Franciszek wspomógł materialnie transseksualne prostytutki, które ze względu na bardzo trudną sytuację, w jakiej znalazły się one/oni z powodu epidemii koronawirusa, zwróciły się do niego o pomoc. Pełniący funkcję papieskiego jałmużnika kardynał Krajewski miał wspomóc te osoby paczkami żywnościowymi. Można zadać pytanie, czy całe to wydarzenie należy ocenić pozytywnie, czy negatywnie?

    ***

    Ogólnie rzecz biorąc, należy dawać jałmużnę w miarę możności tym wszystkim, którzy znajdują się w rzeczywiście trudnej sytuacji materialnej, niezależnie od tego, czy zwracające się do nas osoby są dobrymi, czy złymi ludźmi. Co więcej, naszą powinnością jest pomaganie materialne nawet tym ludziom, którzy są do nas nastawieni w nieprzychylny lub wręcz wrogi sposób. O tej prawdzie i zasadzie uczył choćby sam nasz Pan Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł:

    Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – Mt 5. 44 – 45.

    “(…) Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę.” – Rz 12, 19-20.

    Tak więc ogólną i podstawową zasadą jest w tej kwestii udzielanie jałmużny również tym ludziom, którzy są bardzo grzeszni i/lub źle do nas nastawieni. Czy to jednak oznacza, iż materialne pomaganie złoczyńcom jest zasadą absolutną i nieznającą żadnych wyjątków, albo czy też należy to czynić przynajmniej zawsze wtedy, gdy ma się ku temu “fizyczną” okazję lub możliwość? Oczywiście, że nie. Inne fragmenty Pisma świętego nauczają nas wszak o pewnych sytuacjach, w których nie powinno się pomagać materialnie złoczyńcom. I tak na przykład Mądrość Syracha uczy:

    Jeśli chcesz dobrze czynić, zważ, komu masz czynić, a będą ci wdzięczni za twe dobrodziejstwa. Czyń dobrze bogobojnemu, a otrzymasz nagrodę, jeśli nie od niego, to na pewno od Najwyższego. Dobroczynność nie jest dla tego, kto trwa w złu, ani kto nie udziela jałmużny. Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył. Gdyż i u Najwyższego budzą odrazę grzesznicy, wymierzy On też karę bezbożnym. Dawaj dobremu, a nie pomagaj grzesznikowi.
    Syr 12, 1-7.

    Z kolei św. Paweł Apostoł w jednym ze swych listów pisał w następujący sposób:

    Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.” – 2 Tes 3, 10 – 12.

    Widzimy więc, iż zgodnie z natchnionym przez Ducha Świętego nauczaniem św. Pawła Apostoła nie powinno się materialnie pomagać tym, którzy w uporczywy sposób uchylają się od podjęcia uczciwej oraz dostosowanej do ich sił pracy. Z kolei słowa z Mądrości Syracha 12, 1-7 wydają się wskazywać na to, by nie pomagać złoczyńcom w sytuacji, gdy takowa pomoc miałaby obrócić się przeciwko nam (“aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą“). Można więc chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż duch nauczania tak św. Pawła Apostoła, jak i księgi Mądrości Syracha wskazuje nam, że należy unikać pomagania uporczywym grzesznikom wówczas, gdy taka pomoc pomaga im tylko trwać w praktykowanych przez nich występkach.

    Warto zresztą zauważyć, iż również wypowiedzi zawarte w rozmaitych pomnikach starożytnej chrześcijańskiej Tradycji pouczają o pewnych ograniczeniach w obowiązku dawania jałmużny potrzebującym:

    Pracujcie bez wytchnienia; kto zubożał przez występki, ten nie zasługuje na wsparcie” – Konstytucje apostolskie [1].

    “Niechaj nie żyje z wami chrześcijanin próżniak! Kto nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Takich się strzeżcie! (…) Niech potnieje twoja jałmużna w rękach twoich, jeśli nie poznasz komu masz dać! (…) Jeśli przychodzący nie posiada rzemiosła, wedle rozpoznania waszego obmyślcie, żeby niepracujący pomiędzy wami nie żył! Jeśli zaś nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Strzeżcie się takich ludzi! ” – Didache, czyli nauka dwunastu apostołów [2].

    Bezwstydnym żebrakom nie należy dawać, bo to należy tylko prawdziwemu ubóstwu” – św. Ambroży [3].

    ***

    Pozostaje więc próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wspomniana na początku tego artykułu pomoc dla transseksualnych prostytutek mogła naruszać nauczane przez Pismo święte i chrześcijańską Tradycję ograniczenia tyczące się dawania jałmużny złoczyńcom?

    Otóż w sensie bardziej bezpośrednim z pewnością danie paczek żywnościowych cierpiącym poważne niedostatki prostytutkom nie utwierdzało ani nie zachęcało ich w czynionym przez siebie złu. Była to bowiem zwykła, doraźna pomoc mająca zaradzić najbardziej podstawowym ludzkim potrzebom. Gdyby np. tym ludziom zaoferowano pieniądze na pokrycie wydatków bezpośrednio związanych z kontynuowaniem takiej nikczemnej pracy to byłaby inna sytuacja. Jednakże w omawianym wypadku nie mieliśmy z niczym takim do czynienia.

    Można by jednak zapytać, czy taka pomoc nie była sprzeczna z duchem nauczania św. Pawła Apostoła zakazującym dawania jałmużny osobom uporczywie uchylającym się od uczciwej pracy? Cóż, trudno powiedzieć, czy owe transseksualne prostytutki, które wspomógł Franciszek uchylają się od uczciwej pracy w uporczywy sposób. Najpierw trzeba by wszak dokładniej zbadać ich życiową sytuację. Trzeba by się ich zapytać, czy miały propozycje innej pracy? Czy jeśli tak to takowe propozycje odrzuciły? Czy są gotowe pracować inaczej, jeśli będzie im dana taka możliwość, itp.?

    Nie wydaje się więc, by pomoc Franciszka dla transseksualnych prostytutek wywoływała jakieś poważniejsze wątpliwości natury etycznej. Jeśli już to, jako na najmocniejszą z takowych wątpliwości można by wskazać nagłośnienie całego tego wydarzenia. Biorąc wszak pod uwagę pewne inne mniej lub bardziej dwuznaczne gesty oraz wypowiedzi aktualnego papieża względem dewiantów, ktoś mógłby próbować je interpretować w kluczu wsparcia dla owych prostytutek właśnie specjalnie z powodu ich specyficznych skłonności. Jeśli zaś Pan Jezus doradzał, by raczej ukrywać swe miłosierne uczynki, aniżeli je eksponować (patrz: Mt 6, 1-4 ) to tym bardziej wydaje się, że w tej nietypowej sytuacji dyskrecja byłaby tym bardziej roztropna i wskazana. Jednakże i w tym wypadku, nie wiemy czy inicjatywa publicznego nagłośnienia całego tego wydarzenia wyszła ze strony transseksualnych prostytutek czy też samego papieża Franciszka i/lub jego otoczenia.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Wojciech Andersz, „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów”, Tom III, Poznań 1909, s. 155.

    [2] Cytat za: jw., s. 155.

    [3] Cytat za: jw., s. 155.

  10. Jeszcze o zmianie katechizmowego nauczania w sprawie kary śmierci

    Leave a Comment

    Niniejszym chciałbym odnieść się do kilku wątpliwości, jakie pojawiły się w związku z mym poprzednim artykułem na temat niedawnych zmian w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Przypomnijmy, z inicjatywy i inspiracji aktualnego papieża (Franciszka) paragraf numer 2267, który dotychczas przynajmniej w rzadkich okolicznościach uznawał karę śmierci za moralnie dozwoloną, został przeredagowany w taki sposób, iż wspomniana sankcja jest tam już stanowczo napiętnowana bez jakiejkolwiek wzmianki, iż mogą istnieć jakieś sytuacje, które czyniłyby ją wciąż usprawiedliwioną. Osobiście, uznałem nowe katechizmowe sformułowanie za co najmniej bardzo dwuznaczne i sprzyjające herezji głoszącej wewnętrzne (a więc absolutne i nie znające żadnyh wyjątków) zło kary śmierci.

    Czy kwestionowanie tradycyjnie katolickiego nauczania o karze śmierci jest herezją?

    Nie waham się twierdzić, iż opinia kwestionująca orzekanie i wykonywanie kary śmierci jako zachowanie z samej swej natury złe stanowi herezję. Herezją jest bowiem: uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej (vide: Kodeks Prawa Kanonicznego, kanon 751). Sobór Watykański I deklaruje zaś:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Herezją jest zatem uporczywe kwestionowanie tych prawd, które:

    – zostały przez Boga objawione w Piśmie świętym lub ustnym podaniu przekazanym przez apostołów.

    – są podawane przez Kościół jako objawione przez Boga albo przez uroczyste orzeczenie (czyli definicję dogmatyczną) albo przez zwyczajne i powszechne nauczanie (czyli jednomyślne nauczanie wszystkich biskupów w łączności z Papieżem).

    Prawda o tym, iż kara śmierci może być w niektórych okolicznościach moralnie usprawiedliwiona została objawiona przez Boga w Piśmie św. i stanowi przynajmniej powszechne i zwyczajne nauczanie Kościoła. Bóg w Swym Słowie wielokrotnie polecał i nakazywał karanie śmiercią niektórych ze złoczyńców, a Magisterium Kościoła jednomyślnie i powszechnie od mniej więcej IV wieku aż do XX stulecia uczyło, że sankcja ta może być moralna oraz sprawiedliwa. Nauczali o tym papieże, a także biskupi czyniąc to choćby za pośrednictwem zatwierdzanych przez siebie katechizmów. Kwestionowanie tej doktryny stanowi zatem herezję.

    Czy aktualne nauczanie Katechizmu propaguje herezję?

    Aktualne brzmienie paragrafu numer 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego jest co najmniej bardzo dwuznaczne doktrynalnie i znacznie łatwiej rozumieć je na sposób heretycki aniżeli prawowierny i tradycyjnie chrześcijański. Nie ma tam bowiem jakiejkolwiek wzmianki o tym, że mogą istnieć okoliczności usprawiedliwiające karę śmierci. Nie przytacza się tam też w sposób aprobatywny wcześniejszego nauczania Kościoła o tym, iż takie okoliczności istniały – a jedynie wspomina się (niejako w charakterze suchego faktu historycznego), że takie podejście miało miejsce. Uzasadnienia zaś sprzeciwu wobec kary śmierci są bardzo stanowcze, gdyż powoływana jest w nich Ewangelia oraz nienaruszalność i  godności osoby ludzkiej.

    W nowej wersji punktu 2267 owszem wskazane jest też to, iż: wprowadzone (zostały) skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, co może dawać niektórym teologom asumpt do twierdzenia, że w takim razie katechizmowa poprawka ciągle otwarta jest na bardziej tradycyjną wykładnię wedle której w innych okolicznościach historycznych kara śmierci byłaby moralnie dozwolona. Taka interpretacja jest jednak słaba, gdyż:

    1. Większa część z uzasadnień zawartych w omawianej poprawce odwołuje się do wartości uniwersalnych i niezmiennych czyli Ewangelii oraz godności osoby ludzkiej. Ewangelia wszak i godność ludzka były takie same, dajmy na to w XV wieku, jak i aktualnie.

    2. W żadnym miejscu nie wspomina się o tym, iż przynajmniej w dawnych czasach (gdy było mniej środków karnych ograniczających niebezpieczeństwo ze strony brutalnej przestępczości) kara śmierci była moralnie usprawiedliwiona.

    3. Jak to zostanie jeszcze wskazane poniżej, przemówienie papieża Franciszka na które powołują się katechizmowa korekta zawiera jawnie heretyckie uzasadnienia sprzeciwu wobec kary śmierci

    Czy wypowiedzi papieża Franciszka na temat kary śmierci są jawnie heretyckie?

    Tak, niestety są one jawnie heretyckie, przynajmniej jeśli rozumie się je w normalny i dosłowny sposób. Przemówienie Franciszka z dnia 11 października  2017 roku (na które powołuje się w przypisie aktualne brzmienie 2267 punktu Katechizmu) zawiera bowiem frazę o tym, iż kara śmierci “sama w sobie jest przeciwna Ewangelii”. Z kolei, w przesłaniu do uczestników obradującego w Oslo VI Światowego Kongresu Przeciw Karze Śmierci Franciszek stwierdził: Przykazanie nie zabijaj ma wartość absolutną i obowiązuje zarówno w przypadku niewinnych, jak i winnych”.

    Jeśli coś, jednak jest same w sobie złe czy “sprzeczne z Ewangelią” to nie ma od jego moralnego zakazu żadnych, ale to żadnych wyjątków. Jeśli przykazanie “Nie zabijaj” ma wartość absolutną także w stosunku do osób winnych, to kara śmierci była i jest niedopuszczalna zawsze i wszędzie, niezależnie od jakichkolwiek okoliczności historycznych oraz kulturowych. Takich twierdzeń nie da się jednak w żaden sposób pogodzić z Pismem świętym oraz wielowiekową i powszechną nauką Kościoła.

    Czy można wytłumaczyć owe heretyckie sformułowania papieża Franciszka jakąś językową niezręcznością, brakiem znajomości katolickiej teologii, używaniem przesadnych sformułowań w celu podkreślenia zasadniczo słusznej prawdy i zasady postępowania? Owszem, można, ale w przypadku papieża żyjącego na początku XXI wieku, będą to tłumaczenia dość słabe, gdyż:

    1. Zdarza się, iż mniej wykształceni ludzie używają pewnych dosłownie heretyckich sformułowań niekoniecznie mając na myśli istotnie heretycką treść. Na przykład, niektórzy ludzie mówią o “rozwodach kościelnych”, ale mogą mieć wtedy na myśli uprawnione moralnie i kanonicznie “stwierdzenia nieważności”. Inne osoby twierdzą, iż czasami “kłamstwo jest moralnie dopuszczalne” jednakże, gdy spytać się owych osób o szczegóły ich stanowiska to niekiedy (choć nie zawsze) wychodzi na to, że mają one na myśli nie tyle dopuszczalność rzeczywistych kłamstw, co usprawiedliwienie dla milczenia albo używania dwuznaczników w pewnych sytuacjach (co w odróżnieniu od kłamstwa jest niekiedy dozwolone).

    Tym podobne sformułowania, które w swym dosłownym brzmieniu są heretyckie, lecz niekoniecznie skrywają za sobą heretycką treść, są jednak bardziej zrozumiałe w przypadku mniej wykształconych osób, które słabo znają się na katolickiej teologii i doktrynie. Niepokojąca byłaby jednak sytuacja, gdy podobnych niezręczności i językowych lapsusów dopuszczał się sam papież. Tak czy inaczej zaś, podobne heretyckie sformułowania trzeba korygować, aby usuwać wszelkie dwuznaczności co do katolickiego nauczania.

    2. Kłopot z wypowiedziami Franciszka na temat kary śmierci polega nie tylko na używaniu przez niego pojedynczych heretycko brzmiących fraz. Niestety szerszy kontekst jego wypowiedzi w tej kwestii wskazuje na to, że najprawdopodobniej wyznaje on w owej sprawie heretycką doktrynę o wewnętrznym złu kary śmierci. W swym przemówieniu z dnia 11 października 2017 roku Franciszek tak naprawdę nie aprobował, ale poddawał krytyce wcześniejsze tradycyjnie katolickie podejście do kary głównej:

    W minionych wiekach, mając do dyspozycji ubogie narzędzia do obrony, gdy dojrzałość społeczna nie zaznała jeszcze pozytywnego rozwoju, użycie kary śmierci wydawało się logiczną konsekwencją zastosowania sprawiedliwości, za którą należało podążać. Niestety, nawet Państwo Papieskie uciekało się do tego krańcowego i nieludzkiego środka, pomijając prymat miłosierdzia nad sprawiedliwością. Przyjmujemy odpowiedzialność za przeszłość i przyznajemy, że środki te były podyktowane przez mentalność bardziej legalistyczną niż chrześcijańską. Troska o zachowanie w całości władzy i bogactw materialnych doprowadziła do przecenienia wartości prawa, nie pozwalając na zagłębienie się w zrozumienie Ewangelii [1].

    Z kolei, w homilii wygłoszonej 11 maja 2017 roku w Domu św. Marty aktualny papież porównał dawne podejście do kary śmierci ze sposobem w jaki traktowano niegdyś niewolnictwo i niewolników:

    „Pomyślmy o niewolnictwie: gdy chodziliśmy do szkoły, mówiono nam, co czyniono z niewolnikami, biorąc ich z jednego miejsca, aby sprzedać w innym. W Ameryce Łacińskiej sprzedano, kupowano niewolników… To grzech śmiertelny. Tak dziś mówimy. Ale wówczas sądzono co innego, że jest to dopuszczalne, ponieważ osoby te miały być pozbawione duszy! Ale trzeba było pójść naprzód, aby lepiej zrozumieć wiarę, aby lepiej zrozumieć moralność. «Ach, Ojcze, dziękuję Bogu, że już nie ma dziś niewolnictwa!». Jest dziś więcej niewolników! Ale przynajmniej wiemy, że jest to grzech śmiertelny. Poszliśmy naprzód. Podobnie z karą śmierci, która kiedyś była czymś normalnym. A dziś mówimy, że kara śmierci jest niedopuszczalna” [2].

    Tak więc papież Franciszek wcale nie twierdzi, iż przynajmniej w minionych czasach kara śmierci mogła być dobra, moralna i sprawiedliwa. W jego odrzuceniu tej sankcji nie chodzi o historyczne okoliczności, ale o jej moralność jako taką.

    3. Czy przynajmniej list Kongregacji Nauki Wiary wyjaśniający przyczyny zmiany w Katechizmie jest ortodoksyjny?

    W liście z dnia 1 sierpnia 2018 roku Kongregacja Nauki Wiary zawarła – między innymi – takie wyjaśnienie katechizmowej zmiany nauczania na temat kary śmierci:

    To uprzednie nauczanie można wyjaśnić w świetle podstawowych obowiązków władzy publicznej, by chronić dobro wspólne w sytuacji społecznej, w której sankcje karne są różnie rozumiane i zachodziły w środowisku, w którym trudniej było zapewnić, aby przestępca nie mógł ponownie popełnić swej zbrodni. 

    Czy jest to aprobata dla tradycyjnie katolickiego nauczania w sprawie kary śmierci z jednoczesnym stwierdzeniem, iż skoro zmieniły się okoliczności wymierzania tej represji, to w pewnym sensie zmieniła się doktryna na ów temat? Cóż, można tak przytoczony wyżej ustęp rozumieć, ale nawet on nie deklaruje wprost, że dawniejsze podejście Magisterium Kościoła do sankcji głównej było w pełni słuszne i właściwe. Można wszak te słowa rozumieć w stylu: „Niegdyś Kościół jeszcze w pełni nie rozumiał, że kara śmierci jest niemoralna i trzeba mu to wybaczyć, zwłaszcza, że nie było jeszcze tylu innych środków karania i zapobiegania przestępczości, co dziś”. Cytowany list Kongregacji Nauki Wiary z dnia 1 sierpnia 2018 roku zatem tylko w niewielkiej mierze – jeśli w ogóle – łagodzi ogrom dwuznaczności i zamętu, który został wywołany zmianą punktu 2276 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

    WNIOSKI I KONKLUZJE

    Cała sprawa ze zmianą katechizmowego nauczania o karze śmierci jest zatem pełna dwuznaczności, niejasności i pomieszania.

    W samej treści punktu 2267 Katechizmu nie ma herezji, ale nie ma tam też aprobatywnego przyznania, iż przynajmniej w niektórych okolicznościach kara śmierci mogła być dobra. Są tam za to dwuznaczne doktrynalnie sformułowania i powoływanie się na te z wypowiedzi papieża Franciszka, które po uważnej lekturze okazują się być zerwaniem z tradycyjną doktryną katolicką.

    W wypowiedziach Franciszka, które poprzedziły aktualną zmianę Katechizmu są sformułowania, które zawierają nie tylko pojedyncze heretyckie frazy, ale w szerszym swym kontekście sugerują, iż tak naprawdę kara śmierci była zawsze zła, ale niegdyś społeczeństwa i Kościół z powodu pewnych historycznych i kulturowych okoliczności, nie były w stanie tego jeszcze dostrzec i zrozumieć.

    W liście Kongregacji Nauki Wiary wyjaśniającym przyczyny zmiany Katechizmu nie ma herezji, ale nie ma też otwartego przyznania słuszności tradycyjnie katolickiemu nauczaniu na temat kary śmierci.

    Przypisy:

    [1] “Strzec” i “kontynuować”, https://papiez.wiara.pl/doc/4243915.Strzec-i-kontynuowac/2

    [2] Franciszek: wiarę i moralność traktujemy w trakcie pielgrzymowania, https://papiez.wiara.pl/doc/3880343.Franciszek-wiare-i-moralnosc-pojmujemy-w-trakcie-pielgrzymowania