Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Franciszek postąpił nieroztropnie potępiając karę śmierci?

Co pewien czas w kręgach katolickich wraca kontrowersja, czy papież Franciszek potępił karę śmierci jako wewnętrznie złą czy złą w odniesieniu do współczesnych okoliczności kulturowo-historycznych. Uznanie pierwszej tezy równałoby się herezji. Osobiście twierdzę, że Franciszek niestety co najmniej zasugerował taką tezę. Co jednak w przypadku, gdyby obecny papież nie chciał przez swe potępienie kary śmierci sugerować, iż jest ona wewnętrznie zła, ale zamierzał dokonać w ten sposób jedynie „roztropnościowego osądu” o tym, że jest ona zła w aktualnych czasach i okolicznościach?

Przyznanie słuszności tej drugiej tezie nie równałoby się herezji, ale powodowałoby wiele komplikacji.

Po pierwsze: w zwyczajnym – niejako naturalnym – porządku rzeczy papież po prostu nie jest w stanie stwierdzić, że – dajmy na to od sierpnia 2018 roku – we wszystkich krajach na świecie nie zachodzi już potrzeba wymierzania kary śmierci. Jakkolwiek mądry, przenikliwy i inteligentny byłby dany papież, to po prostu stwierdzenie takiego stanu rzeczy przekracza jego naturalne predyspozycje. Franciszek musiałby bowiem mieć pełną wiedzę odnośnie rozmaitych uwarunkowań towarzyszących osądzaniu i wymierzaniu kary śmierci we wszystkich krajach na świecie. Co więcej, aktualny papież musiałby wiedzieć, iż takowe uwarunkowania są stałe i już się nie zmienią. Mówiąc bardziej konkretnie, Franciszek winien mieć ponadprzeciętną specjalistyczną wiedzę na ten temat, która dodatkowo odnosiłaby się nie tylko do teraźniejszości, ale także do przyszłości. Parafrazując pytania, jakie w tej sprawie zadał wybitny katolicki intelektualista dr Edward Feser można by zapytać o np.: Czy aktualny papież musiałby wiedzieć, czy we wszystkich krajach na świecie kara śmierci nie ma i już nie będzie miała znacznej wartości odstraszającej? Czy niektórzy przestępcy stosujący przemoc nie stanowią już poważnego zagrożenia dla życia innych więźniów lub personelu więziennego? Czy niektóre postacie przestępczości zorganizowanej nie mogą już zlecać morderstwa zza murów więzienia? Czy w niektórych słabiej rozwiniętych krajach nie brakuje już odpowiednich środków, aby skutecznie uwięzić najgroźniejszych przestępców? Czy możliwość orzeczenia kary śmierci nie zapewnia prokuratorom cennej karty przetargowej, dzięki której przestępcy mogą być zachęcani do informowania o innych groźnych przestępcach? Czy znacząca liczba przestępców może być skłoniona do skruchy właśnie przez perspektywę egzekucji? Czy brak kary śmierci nie zatrze w różnych krajach świadomości zasady proporcjonalnej do wagi poszczególnych przestępstw odpłaty karnej, która winna być wymierzana przez władze cywilne? Gdyby Franciszek potępiał karę śmierci na zasadzie „roztropnościowego osądu” odnoszącego się do współczesnych okoliczności kulturowych, to musiałby wpierw w odniesieniu do wszystkich krajów na świecie poznać odpowiedź na powyższe pytania. Czy jest to jednak praktycznie możliwe dla osoby sprawującej urząd papieski? A nawet gdyby papież Franciszek mógł w odpowiedzialny sposób poznać odpowiedź na te pytania w odniesieniu do dnia dzisiejszego, to i tak – w oparciu o własne naturalne siły – nie byłby w stanie zagwarantować, iż ta odpowiedź będzie aktualna chociażby jeszcze za 30 dni. A zatem próba wykreowania normy moralnej o treści „Od teraz nigdy nie wolno stosować kary śmierci” w oparciu o własne naturalne siły rozumu byłaby w najlepszym razie bardzo nieroztropna, w gorszych wariantach można by ją nazwać głupotą i zuchwalstwem. Realistycznie na to patrząc, roztropnościowego osądu na temat domniemanego zła kary śmierci odnoszącego się do współczesnych okoliczności, mógłby dokonać ten czy inny papież, jeśli już to może w odniesieniu do większości krajów na świecie i to też nie na zasadzie pewności, ale bardziej prawdopodobieństwa albo domysłów.

Gdyby próbować porównywać do czegoś nieroztropność uniwersalnego potępiania kary śmierci w odniesieniu do współczesnych okoliczności, to można by to uczynić w odniesieniu do hipotetycznego potępienia wszelkiego picia alkoholu przez papieża. Otóż nie jest żadną tajemnicą, iż wielu ludzi nadużywa alkoholu, sprowadzając tym samym na siebie potępienie, a także niszcząc swym bliźnim życie. Pismo święte wiele razy przestrzega przed pijaństwem (por. Przysłów 23: 33; Efezjan 5: 11; Izajasz 5: 22; Syrach 31: 25). Z drugiej strony umiarkowane picie alkoholu nie jest wewnętrznie złe (Syrach 31: 28-29), a czasami może być nawet godne pochwały (Psalm 104: 15). Może być jednak tak, że ze względu na swych słabszych braci winniśmy wstrzymywać się nawet od tego co jest dobre lub obojętne moralnie, by w przeciwnym razie nie zachęcać ich do grzechu (por. Rzymian 14: 20–21). Przedkładając te zasady na całe narody czy kultury – nie można wykluczyć, że w odniesieniu do niektórych narodów czy grup etnicznych chrześcijanie powinni wspierać całkowitą abstynencję po to, by ludzi tam żyjących ratować od grzechu pijaństwa. Na przykład, jeśli w danym narodzie regularnie nadużywa alkoholu jakieś 95 procent ludzi, to pozostałych 5 procent powinno się dobrze zastanowić czy nie zrezygnować całkowicie z picia po to, by pomóc tym 95 procentom pozostałych. Czy to jednak oznaczałoby, że świadomy problemów z nadużywaniem alkoholu papież mógłby pewnego dnia powiedzieć: „Picie alkoholu jest moralnie niedopuszczalne, a prohibicja powinna być promowana na całym świecie„? Otóż nie sądzę, by było to zasadne i roztropne.

Po drugie: przyjmijmy teoretycznie, że papież Franciszek nie kierowałby się w tej kwestii swym naturalnym rozeznaniem, ale otrzymałby na ten temat Boskie objawienie o treści: „Od teraz kara śmierci nie będzie już moralnie dopuszczalna„. Można by wtedy powiedzieć, że w porządku, coś takiego jest teoretycznie możliwe, choćby na takiej zasadzie jak pod Nowym Przymierzem zakazana jest poligamia (wcześniej – być może – moralnie dozwolona), a od Prawa Mojżeszowego (patrz: Księga Kapłańska 18.6-20) zakazane jest kazirodztwo (wcześniej moralnie dozwolone). Tyle że po śmierci św. Jana Apostoła nie ma już żadnych nowych publicznych objawień, a co za tym idzie nie zostaną przed nami już odkryte żadne prawdy wiary czy normy moralne (co najwyżej można tu mówić o odkrywaniu pewnych konkluzji z takowych już objawionych). Prywatne zaś objawienia – choćby i były prawdziwe – nie mogą zobowiązywać całego Kościoła do posłuszeństwa ani też formułować nowych prawd wiary czy zasad moralnych. Pozwolę sobie w tym miejscu zauważyć, że nawet tak popularne w katolicyzmie nabożeństwo jak modlitwa różańcowa, jako tkwiące swymi korzeniami w jednym z prywatnych objawień, nie może być narzucane wszystkim katolikom jako ścisły religijny obowiązek. Magisterium Kościoła owszem bardzo chwali i zachęca do odmawiania różańca, ale nie twierdzi przy tym, że wszyscy katolicy winni to praktykować pod karą grzechu.

***

Konkludując zatem: nawet gdyby „franciszkowe” potępienie kary śmierci nie miało na celu sugerowania jej rzekomego wewnętrznego zła, to i tak byłoby albo bardzo nieroztropne i/ albo stanowiłoby nadużycie papieskich kompetencji.

Mirosław Salwowski

Przeczytaj też:

Czy Franciszek wprowadził do Katechizmu herezję?

Jeszcze o zmianie katechizmowego nauczania w sprawie kary śmierci

Pytania o roztropność uniwersalnego zniesienia kary śmierci