Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Pismo święte

  1. Porządek miłosierdzia a pomaganie obcym

    Możliwość komentowania Porządek miłosierdzia a pomaganie obcym została wyłączona

    W kontekście aktualnych problemów, jakie ma nasz kraj z przybyszami na wschodniej granicy, co bardziej konserwatywni katolicy nieraz przywołują zasadę tzw. porządku miłosierdzia, która – w domyśle ma czynić moralny obowiązek pomagania imigrantom i uchodźcom albo bardzo odległym, albo wręcz nieważnym. Czytając wszak niektóre z wywodów przywołujących „porządek miłosierdzia” można odnieść wrażenie, iż nie należy pomagać żadnemu „obcemu” póki jakikolwiek nasz „bliski” (członek rodziny, rodak, współwyznawca, itp.) znajduje się w trudnym materialnie położeniu. Czy jednak, aby na pewno o coś podobnego chodzi w prawidłowo rozumianym porządku miłosierdzia? Otóż widzę kilka powodów, by zakwestionować tego typu interpretację owej zasady.

    Po pierwsze: Biblia z jednej strony mówi, że „ubogich zawsze macie u siebie” (J 12: 8), z drugiej zaś niejednokrotnie poleca pomaganie przybyszom (por. Mt 25: 31-45; Kpł 19: 33-34; Pwt 10: 18-19; Ml 3:5; 1 Krl 8: 41-43; Kpł 19: 9-10), a więc ludziom, którzy są nam „obcy”. Z historycznego doświadczenia zaś wiemy, iż w zasadzie w każdym narodzie biedni byli, są i najpewniej będą. Gdybyśmy więc nie mieli pomagać żadnym „obcym”, póki w naszym rodzinnym, narodowym i/bądź wyznaniowym kręgu będą jakiekolwiek osoby potrzebujące naszego szczególnego wsparcia, to w praktyce oznaczałoby to, iż Bóg w swym Słowie dawał nam sprzeczne polecenia. Tak jednak nie jest i najwyraźniej da się pogodzić pomaganie obcym również w sytuacji, gdy osoby nam bliższe cierpią różne mniejsze bądź większe dolegliwości.

    Po drugie: Pan nasz Jezus Chrystus w jednej ze swych przypowieści jako wzór do naśladowania podał przykład miłosiernego Samarytanina, który przyszedł z pomocą obcemu (tak wyznaniowo, jak i kulturowo) człowiekowi (patrz: Łk 10: 30-37). Gdyby trzymać się konsekwentnie interpretacji „porządku miłosierdzia” w wykonaniu co poniektórych katolików, to ów Samarytanin postąpiłby co najmniej bardzo kontrowersyjnie od strony etycznej – czy wszak pośród Samarytan nie było żadnych osób potrzebujących pomocy?

    Po trzecie: Katechizm Jana Pawła II w punkcie 2241 naucza o obowiązku przyjmowania do siebie przez „narody bogate” obcokrajowców. Ktoś może w tym miejscu powiedzieć, że przecież mowa jest tu o „narodach bogatych”, ale na to można odpowiedzieć, że wszak i wewnątrz narodów „bogatych” znajduje się zawsze jakiś krąg osób biednych. Na przykład takie Stany Zjednoczone przez długi czas uchodziły za państwo zamożne, co jednak nie oznaczało, że nie było tam żadnych ludzi biednych, bezdomnych, etc. Nie wierzę zaś, że autorzy Katechizmu nie zdawali sobie sprawy z owego faktu, iż bycie narodem „bogatym” nie jest równoznaczne z brakiem w obrębie owej społeczności żadnych osób potrzebujących materialnej pomocy.

    Nie ma więc żadnych racjonalnych podstaw, by twierdzić lub sugerować, iż „porządek miłosierdzia” czyni moralną powinność pomagania przybyszom bardzo odległą lub wręcz nieistniejącą w sytuacji, gdy w naszym bliższym kręgu wciąż są osoby potrzebująca naszego wsparcia. Tym bardziej nie powinno się tym podobnych interpretacji sugerować w sytuacji, gdy osoby nam obce potrzebują pomocy w sprawach mających charakter konieczny i bardzo pilny (np. są poważnie chore, a nie mają lekarstw, jest zimno, a nie mają dachu nad głową). Oczywiście wszystko to nie oznacza, że nie powinniśmy czynić żadnych rozróżnień w intensywności i kolejności pomagania naszym bliźnim. Gdyby np. nasz kraj padł teraz ofiarą jakiejś strasznej klęski żywiołowej, to byłoby moralnie poprawne zawieszenie przez naszych rządzących pomocy humanitarnej udzielanej innym biednym krajom. Póki jednak nie ma tym podobnych nadzwyczajnych okoliczności, nie należy sugerować, iż obecność pośród naszych rodaków osób biednych wyklucza lub w skrajny sposób osłabia nasz moralny obowiązek pomagania przybyszom. Pomoc tym różnym grupom ludzi („swoim” i „obcym”) wciąż jest wtedy komplementarna, a nie wyłączająca się nawzajem.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Co robić z przybyszami zza naszej wschodniej granicy?

    Niech Bóg błogosławi posła Franciszka Sterczewskiego!

    Uciskanie przybyszów jest grzechem wołającym o pomstę do Nieba

    Dlaczego Europa powinna przyjąć – na rozsądnych warunkach – muzułmańskich imigrantów?

    Współczesny „antyimigrantyzm” jest odbiciem nazistowskiego antysemityzmu

    „Obóz świętych” czy przeklętych?

  2. Marsze pro-LGBT powinny być zakazane

    Możliwość komentowania Marsze pro-LGBT powinny być zakazane została wyłączona

    Dnia 29 października 2021 roku Sejm RP skierował do prac komisji obywatelski projekt ustawy zakładający prawny zakaz organizowania zgromadzeń publicznych mających m.in. na celu propagowanie zachowań nieheteroseksualnych lub też związków o charakterze poligamicznym. Rzecz jasna, w praktyce uchwalenie takiego prawa, w głównej mierze uderzałoby w legalną możliwość organizowania tzw. marszów równości, czyli demonstracji organizowanych od kilkunastu lat w naszym kraju przez ruchy LGBT. Jako że pojawiło się kilka głosów zaangażowanych katolików (w tym najbardziej znany pochodzi od p. Tomasza Terlikowskiego) mocno polemizujących z ideą wprowadzenia takiego zakazu, chciałbym niniejszym odnieść się do wysuwanych przez nich argumentów.

    Oczywiście, jedną z najbardziej akcentowanych kwestii podnoszonych przez katolickich przeciwników ustawy zabraniającej marszów pro-LGBT jest zasada wolności słowa, która ma być naruszana przez wynikający z niej zakaz. Na ten argument można szczerze i otwarcie odpowiedzieć, iż taki zakaz rzeczywiście ograniczałby wolność słowa – jednak ta swoboda nie jest dobrem absolutnie nienaruszalnym. Tę prawdę (a więc, że wolność słowa nie powinna być nieograniczona) rozumie wciąż większość prawodawców, którzy utrzymują w mocy różne jej prawne ograniczenia. W naszym kraju nielegalne jest np. publiczne pochwalanie faszyzmu, komunizmu, pedofilii, zniesławianie innych osób, ujawnianie tajemnic państwowych. Co warto podkreślić w tym momencie to fakt, iż duża część z tych prawnych ograniczeń wolności słowa nie dotyczy sytuacji, w których skorzystanie z tej swobody mogłoby w bezpośredni sposób prowadzić do naruszenia czyjejś wolności. Owszem, pochwalanie komunizmu czy faszyzmu hipotetycznie rzecz biorąc, mogłoby w dalszej perspektywie wieść do poważnego ograniczenia wolności wielu ludzi (zakładając, że dałoby się do tego przekonać odpowiednio wiele osób), ale nawet coś takiego samo w sobie nie ogranicza ani bezpośrednio nie prowadzi do naruszenia czyjejś wolności. Ktoś może wszak uważać i dodatkowo publicznie to wyrażać, że „wrogów klasowych” należałoby w dobrze urządzonym społeczeństwie zamykać w łagrach, ale samo publiczne wyrażenie takiego poglądu nie prowadziłoby jeszcze w prostej linii do tego, że ów postulat zostałby zrealizowany. W tym sensie więc publiczne pochwalanie komunizmu ani bezpośrednio nie naruszałoby czyjejś wolności, ani też nawet w bardziej bliski sposób by do tego nie prowadziło. Paradoksalnie rzecz biorąc, sami aktywiści pro-LGBT de facto często przyznają, że wolność słowa powinna być prawnie ograniczana, nawet jeśli bezpośrednio nie narusza ona wolności innych ludzi. Jeśli bowiem poprzez prawne zakazy „mowy nienawiści” oraz „homofobii” coraz częściej rozumie się wyrażenie swego przekonania o poważnej grzeszności aktów homoseksualnych, to jest właśnie dowód na to, że przynajmniej część działaczy ruchów LGBT, którzy dążą do kryminalizacji „homofobii” w tym konkretnym aspekcie nie popiera libertariańskiego pojmowania wolności słowa.

    Ktoś, rzecz jasna, może twierdzić, iż nawet współczesne, a przywołane przeze mnie wyżej ograniczenia wolności słowa są niesłuszne, a władze cywilne powinny penalizować tylko te z nich z nich, które nawołują do bezpośredniego naruszania czyjejś swobody albo też bezpośredniego łamania prawa. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której ów „ideał” były konsekwentnie wdrażany w życie … Na ulicach naszych miast widzielibyśmy wówczas demonstracje nie tylko nazistów czy komunistów, ale też zwolenników legalizacji pedofilii. W mass mediach reklamowano by narkotyzowanie się, pijaństwo, kazirodztwo oraz handlowanie własnymi organami, a rasistowski sklepikarz mógłby dumnie wywiesić na swej własności hasło: „Czarnuchom wstęp wzbroniony. To moja własność i mam prawo nie wpuszczać do niej tych, których nie życzę sobie widzieć!„. Czy naprawdę w imię libertariańsko oraz skrajnie liberalnie pojmowanej wolności słowa chcielibyśmy żyć w takim państwie i społeczeństwie? Mimo wszystko myślę, że większość ludzi wciąż rozumie albo przynajmniej wyczuwa, że prawne ograniczenia wolności słowa sprowadzające się jedynie do zakazu bezpośredniego naruszania czyjejś wolności albo też stwarzania bardzo poważnego ryzyka jej naruszania, nie byłyby słuszne i odpowiednie. Władze cywilne powinny bowiem chronić ludzi nie tylko przed jawnym naruszaniem ich wolności, ale także winny bronić ich przed np. manipulacją, żerowaniem na ich niewiedzy czy też trudnej sytuacji materialnej. Państwo jest też od tego, by chronić inne niż fizyczne dobra swych obywateli (stąd np. zakazuje się szerzenia oszczerstw). Czasami też rządzący winni chronić ludzi przed zadawaniem sobie samemu poważnej krzywdy – i dlatego nielegalne powinno być np. namawianie choćby i dorosłych osób do samobójstwa czy samookaleczenia się. Oczywiście, to nie znaczy, że władze cywilne powinny karać wszystkie złe moralnie czyny. Niektóre ze złych moralnie uczynków są relatywnie nieznacznie szkodliwe społecznie (np. obżarstwo czy całkowicie samotnie i sekretnie czyniony onanizm) i w związku z tym ich prawne karanie byłoby z zasady nieroztropne. Karalność zaś niektórych z innych wypaczeń nie leży w samodzielnej kompetencji państwa (np. tych błędnych religii, które nie naruszają naturalnego prawa moralnego) i jeśliby rozważać stosowanie w tej sferze pewnych cywilnych represji to tylko w przypadku, gdyby władze kościelne w wyraźny sposób udzieliły rządzącym do tego swego upoważnienia. Istnieje jednak moralne prawo władz cywilnych do karania tych grzechów, które w poważny sposób krzywdzą innych ludzi (choćby i ktoś godził się dobrowolnie na taką krzywdę, np. skuteczne namawianie do samobójstwa), przez co w ewidentny sposób naruszają one tak prawo naturalne, jak i porządek sprawiedliwości. Tego rodzaju grzechy mogą być przez rządzących karane, nawet gdy dokonywane są w sferze prywatnej; a więc logicznie rzecz biorąc, tym bardziej zakazane powinno być ich publiczne propagowanie.

    ***

    Czy zachowania homoseksualne należą zatem do tych grzechów, które winny być przez władze cywilne karane, nawet wówczas, gdy nie wiążą się ono z gwałceniem czyjejś wolności? Sądzę, że tak, gdyż takie grzechy są jawnym i bardzo poważnym naruszeniem naturalnego prawa moralnego, które często wiąże się z narażaniem swego oraz czyjegoś zdrowia i życia na niemałe ryzyko (vide: AIDS, choroby weneryczne, rak jelita grubego, zaburzenia w kontrolowaniu odruchów defekacyjnych). Ponadto, rozprzestrzenianie się czynów homoseksualnych niejednokrotnie dokonuje się na drodze wykorzystywania czyjegoś braku życiowego bądź seksualnego doświadczenia. W Polsce np. 16-letni chłopiec może w legalny sposób wyrazić zgodę na odbycie stosunku seksualnego z 40-letnim mężczyzną. Nawet gdyby podwyższyć ten wiek zgody do lat 18, to dysproporcja pomiędzy poziomem życiowych doświadczeń 18-latka i 40-latka jest bardzo poważna i temu drugiemu bardzo łatwo jest manipulować tym pierwszym. Jeśli więc władze cywilne mają moralne prawo do zabraniania nawet prywatnych aktów homoseksualnych, to tym bardziej słusznym może być karanie ich publicznego propagowania. Tak zwane Marsze Równości mają zaś na celu normalizację takich zachowań – a co za tym idzie, rządzący mogą słusznie ich zakazywać.

    ***

    To, co powyżej piszę o słuszności kryminalizacji nawet prywatnych aktów homoseksualnych, nie jest moim wymysłem. To, nie ja, ale sam Bóg wymyślił prawną karalność takich grzechów. W Starym Zakonie Bóg wszak nakazał karać czyny homoseksualne śmiercią (Kpł 20, 13). Powie ktoś, że prawa karno-cywilne Starego Przymierza nie obowiązują chrześcijańskich władców. To prawda, niemniej jednak fakt, że Bóg rozkazał surowo karać czynnych homoseksualistów, oznacza, że takie karanie nie jest samo w sobie sprzeczne z miłością bliźniego, gdyż Bóg jest Miłością (patrz: 1 J 8, 4) i nie nakazuje on w związku z tym rzeczy, które są sprzeczne z Jego charakterem i które jako takie byłyby złe (por. Syr 15, 19-20). Nawet zaś, jeśli przyjmiemy, że kara śmierci za czyny homoseksualne odnosiła się tylko do narodu żydowskiego w czasach Starego Przymierza, to takowa konstatacja nie oznacza jeszcze, że w czasach Nowego Przymierza owe zachowania nie powinny być przez władze cywilne karane choćby i w łagodniejszy sposób. Także bowiem Stary Testament jest odbiciem mądrości, miłości i sprawiedliwości Stwórcy i nawet jeśli w czasach spisywania tej Księgi potrzebne były Żydom bardziej surowe prawa niż dziś, to nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że w takim razie nie powinniśmy się kierować choćby tylko duchem tych praw. Oczywiście, że należy kierować się duchem (choć nie zawsze literą) starotestamentowego prawa cywilnego i karnego, gdyż jest on odbiciem Bożego charakteru. Przykładowo, jedno z praw cywilnych Starego Przymierza mówi, iż ludzkie odchody powinny być zakopywane w ziemi (Pwt 23, 9-14) – czy to oznacza, że pod rządami Nowego Testamentu ludzie nie powinni się troszczyć o utylizację fekaliów i np. załatwiać swe potrzeby fizjologiczne, gdzie popadnie? Rzecz jasna, że nie o to chodzi i nawet jeśli nie jesteśmy zobowiązani do zakopywania odchodów w ziemi, gdyż możemy je usuwać za pomocą innych środków – dajmy na to kanalizacji – to troska o higienę w tym zakresie jest nadal aktualna i ważna. Podobnie, choć chrześcijańscy władcy nie są zobowiązani do karania homoseksualizmu śmiercią, nie oznacza to, że w takim razie nie powinni oni zakazywać go za pomocą innych sankcji karnych.

    Prawna karalność czynów homoseksualnych jest też historyczną zdobyczą cywilizacji chrześcijańskiej. Przed tym wszak, jak chrześcijaństwo zyskało znaczący wpływ na prawo i życie społeczne starożytnego Rzymu oraz Grecji różne formy homoseksualizmu cieszyły się w nich tak moralną, jak i prawną akceptacją. Tyczyło się to zwłaszcza uwodzenia młodych chłopców przez starszych mężczyzn oraz bycia stroną aktywną w czasie homoseksualnych praktyk. Dopiero w 390 roku po Chrystusie, wówczas, gdy chrześcijaństwo było już religią panującą pod naciskiem św. Ambrożego, w Imperium Rzymskim zdelegalizowano wszelkie praktyki homoseksualne. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała w innych rejonach świata, gdzie dominujące wcześniej pogaństwo było skłonne mniej lub bardziej akceptować homoseksualizm, jednak pod wpływem presji chrześcijan wprowadzało moralne i prawne obostrzenia wobec tej ohydy. Przykładowo, w pogańskiej Japonii stosunki homoseksualne nigdy nie były prawnie zakazane z wyjątkiem lat 1873 – 1880 kiedy to władze tego kraju zaczęły się otwierać na wpływy chrześcijańskiego Zachodu.

    Ponadto, Kościół katolicki w swych aktach magisterialnych i dyscyplinarnych nigdy w swej historii (nawet aktualnej) nie sprzeciwiał się kryminalizacji aktów homoseksualnych, a przeciwnie nieraz sugerował słuszność takowego prawnego zakazu. Czynił tak, chociażby Sobór Laterański V, gdy ogłaszał co następuje:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, „Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    Z kolei papież św. Pius V w bullach „Horrendum illud scelus” i„Cum Primum”, nakazując przekazywanie winnych czynów homoseksualnych księży władzy świeckiej, by ta skazywała ich na karę śmierci. Pius XI zaś w encyklice „Casti Connubii” nauczał, iż władze cywilne mają prawo oraz obowiązek karania niemałżeńskich związków seksualnych. I bynajmniej postulat delegalizacji owej nieprawości nie jest tylko reliktem „przedsoborowej” nauki Kościoła, gdyż jeszcze w wydanym przez papieża Benedykta XVI w 2006 roku „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” przeczytać możemy, iż „rozprzestrzenianie ciężkich wykroczeń przeciwko czystości winno być zakazane przez władze cywilne stosownymi prawami” (n. 494), a w punkcie poprzedzającym to stwierdzenie do takich występków zaliczono m.in. czyny homoseksualne (n. 492). Oczywiście, tzw. Marsze Równości mając na celu normalizację w społeczeństwie zachowań sodomskich przyczyniają się też do szerszego ich występowania, a więc interpretacja, iż zgodne z nauczaniem papieża Benedykta XVI byłoby ich prawne zakazanie nie wydaje się być nadużyciem.

    Wracając zaś do samej zasady wolności słowa to papież Leon XIII w encyklice „Libertas praestantissimum” tak uczył o słusznych i sprawiedliwych jej ograniczeniach:

    Zastanówmy się nieco nad wolnością słowa i wyrażania pismami tego wszystkiego, co się tylko spodoba. Ta wolność, jeżeli nie jest należycie miarkowaną, ale statek i granicę przekracza, to nie potrzeba nawet mówić, iż nie może mieć racji prawa. Prawo bowiem, to moralna moc, o której jak powiedzieliśmy i co częściej powtarzać należy, niedorzecznie byłoby utrzymywać, iż ją natura dała porównie i pospólnie tak prawdzie jak kłamstwu, zacności i brzydocie. Prawem jest, aby to, co jest prawdziwym, co jest uczciwym, swobodnie i roztropnie w państwie rozszerzać, iżby się stało własnością jak największej liczby osób; natomiast sprawiedliwe jest, aby kłamstwa opinie, ponad które nie masz większej zarazy dla umysłu; dalej występki, które ducha i obyczaje psowają, stłumiała pilnie publiczna władza, iżby się ze zgubą rzeczypospolitej nie zdołały rozpościerać. Słuszne jest, aby zboczenia rozpasanego umysłu, które bez wątpienia przyczyniają się do obałamucenia nieuczonego tłumu, powściągała tak samo powaga ustaw, jak zamachy gwałtu przeciw słabszym. I to tym bardziej, że znacznie większa część obywateli albo wcale nie potrafi, albo też nie bez największej trudności, oprzeć się kuglarstwom i sztuczkom dialektyki, zwłaszcza wtenczas, gdy te namiętnościom schlebiają. Dozwólcie każdemu z nieograniczoną swobodą mówić i pisać, a nie pozostanie nic świętego i nie zaczepionego: nie oszczędzą nawet owych największych i niewzruszonych zasad natury, które za wspólne, a zarazem najszlachetniejsze dziedzictwo rodzaju ludzkiego uważać należy. Tak więc po stopniowym przysłanianiu prawdy, cieniami, co często się zdarza, zapanuje z łatwością zgubny i różnoraki błąd mniemań. Z takiego stanu odniesie swawola tyle korzyści, ile wolność szkody: tym obszerniejszą bowiem i więcej ubezpieczoną staje się wolność, im silniej spętaną swawola. Lecz w materiach wolnych, które Bóg roztrząsaniu ludzi pozostawił, dozwolonym jest oczywiście myśleć, co się podoba, i swe myśli wolno wypowiadać, natura nie sprzeciwia się temu: taka bowiem wolność nie doprowadziła nigdy ludzi do przytłumienia prawdy, raczej często do jej zbadania i wykrycia.

    ***

    Mimo jednak przytoczonego przeze mnie powyżej tak „przed”, jak i „posoborowego” nauczania Kościoła o słusznych ograniczeniach tak wolności słowa, jak i pewnych prywatnie czynionych grzechów, część katolików może upierać się przy tym, że „aktualna” doktryna kościelna wręcz potępia postulaty takich zakazów. Owi katolicy powołują się tu na punkt 2358 Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym uczy się, że osoby homoseksualne powinny być traktowane w sposób pozbawiony wobec nich „jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji„. Interpretacja tego katechizmowego zapisu w duchu, jakoby każdego rodzaju dyskryminacja wobec takich ludzi była od razu „niesłuszną” czy „niesprawiedliwą” jest jednak nadinterpretacją. Oczywiście, może istnieć niesłuszna dyskryminacja osób homoseksualnych, ale nie każde ich dyskryminowanie jest niegodziwe. Jeśli odmawiamy takim ludziom pewnych naturalnych uprawnień, np. sklepikarz nie sprzeda chleba „gejowi” albo lekarz odmówi udzielenia pomocy medycznej takiej osobie to jest to przejaw ich niesłusznej dyskryminacji. Taka dyskryminacja nie odnosi się bowiem do złych moralnie działań tych osób, ale ich nie związanych z tym działań (potrzeby jedzenia, leczenia się, etc). Dyskryminacja jednak odnosząca się do ograniczania czy zakazywania ich obiektywnie złych działań (albo też blisko się do realizacji tego zła mogących odnosić) jest słuszna, godziwa i sprawiedliwa. Kardynał Joseph Ratzinger, w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary „Omosessualit” precyzował rozróżnienie pomiędzy sprawiedliwą i niesprawiedliwą dyskryminacją homoseksualistów i lesbijek:

    Istnieją dziedziny, w których nie jest przejawem niesprawiedliwej dyskryminacji uwzględnienie skłonności seksualnej, na przykład gdy chodzi o adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową. Osoby homoseksualne, jako osoby ludzkie, mają te same prawa co wszyscy ludzie, w tym prawo do takiego traktowania, które nie uwłacza ich godności osobistej. Obok innych praw wszyscy ludzie mają prawo do pracy, mieszkania itd. Nie są to jednak prawa absolutne. Mogą zostać słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne. Jest to nie tylko dopuszczalne, ale konieczne. Co więcej, zasada ta dotyczy nie tylko przypadków zachowań zawinionych, ale także działań osób chorych fizycznie lub umysłowo. Jest zatem przyjęte, że państwo może ograniczyć możliwość korzystania z pewnych praw, na przykład osobom cierpiącym na chorobę zakaźną lub umysłową, by chronić dobro wspólne” (tamże: n. 11-12).

    ***

    Niektórzy katolicy mogą jednak lekceważyć również „posoborowe” nauczanie katolickie powołując się na niektóre z wypowiedzi aktualnego papieża Franciszka, w których ten z aprobatą wypowiadał się nawet o instytucji związków cywilnych dla osób tej samej płci. Skoro więc, nawet związki partnerskie dla takich ludzi miałyby być akceptowane to logicznym wydawałoby się popieranie legalności publicznego promowania aktów sodomskich. Na ten argument trzeba odpowiedzieć, iż przywołane wypowiedzi Franciszka, choć były wyrażane publicznie, to nie należą do jego urzędowego, oficjalnego nauczania. Wszystkie one były wyrażane kanałami nieoficjalnymi (np. wywiadami dla mass mediów), a więc nie mają one rangi wiążącego sumienia katolików Magisterium. Nie byłbym też na 100 procent pewien, iż wspieranie w pewnych okolicznościach kulturowych i historycznych wprowadzenia instytucji związków partnerskich w sposób absolutny musi zakładać uniwersalny sprzeciw wobec kryminalizacji choćby i prywatnych aktów homoseksualnych wówczas, gdy roztropność by na to pozwała. Sam mogę się przyznać do tego, iż jako zwolennik takiej penalizacji, czasami rozważałem to, czy w sytuacji gdy aktów homoseksualnych nie dałoby się zakazać, lepsze dla takich osób nie byłoby wprowadzenie czegoś, co przynajmniej teoretycznie mogłoby ograniczać ich bardzo częstą oraz wybujałą rozwiązłość? Innymi słowy, czy wprowadzenie instytucji zakładającej jakąś wierność i stałość nie byłoby lepsze od przysłowiowego skakania z „kwiatka na kwiatek”? Oczywiście, nawet stała i wierna sobie relacja dwóch homoseksualistów czy lesbijek jest materią bardzo ciężkiego grzechu, jednak czymś jeszcze gorszym i sprawiającym wiele krzywd jest ciągłe zmienianie swych partnerów (bądź partnerek). Choć tego nie popieram, to rozumiałbym więc kogoś, kto w imię ograniczania rozwiązłości osób homoseksualnych wspierałby tworzenie dla nich stałych związków opartych na wierności. I jeszcze raz podkreślam, nie musiałoby się to w sposób konieczny wykluczać z tym, że ta sama osoba uznawałaby za moralnie uzasadnione karanie przez władze cywilne wszelkich aktów sodomskich wówczas, gdy okoliczności by na to pozwalały. Nie sądzę, by podobny styl rozumowania stał za wypowiedziami Franciszka na ów temat, nie mniej jednak wskazuję, że nie musi być absolutnej i niedającej się usunąć sprzeczności pomiędzy oboma wskazanymi wyżej postulatami.

    ***

    Kolejnym argumentem przeciw delegalizacji tzw. marszów równości może być powołanie się na tradycyjnie katolicką zasadą tolerowanie mniejszego zła. Czasami wszak nie tylko można, ale należy tolerować coś, czego zakazanie mogłoby przynieść gorsze skutki. Na przykład, w czasie wojny dowódca armii może tolerować fakt korzystania przez jego żołnierzy z usług prostytutek, jeśli poważnie obawia się, że w razie zakazu takiego zachowania, jego podwładni częściej gwałcili by kobiety i dziewczęta. Zgwałcenie jest większym złem niż skorzystanie z usług prostytutki, a więc w takich okolicznościach dowódca armii mógłby słusznie tolerować to drugie po to, by ograniczyć występowanie tego pierwszego. Zaznaczam, że mówię tutaj o tradycyjnie pojmowanej tolerancji, a nie czymś, co byłoby już formalną współpracą ze złem, a więc np. pochwalaniu, doradzaniu czy nakazywaniu żołnierzom czynienia aktów seksualnych z prostytutkami. To drugie byłoby oczywiście zawsze złe i moralnie zakazane. Co innego, tradycyjnie pojmowane tolerowanie mniejszego zła (czyli jego niekaranie), a co innego zachęcanie doń czy bezpośrednie współuczestniczenie w nim (co jest zawsze zabronione).

    Czy zatem należy we współczesnych czasach prawnie tolerować nawet publiczną propagandę aktów homoseksualnych z obawy, by próba jej zakazania nie dała jeszcze gorszych efektów (np. czynienia z aktywistów LGBT męczenników, dojście do władzy lewicy i liberałów)? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie wydaje mi się łatwa, ale nawet gdyby była ona pozytywna, to uwarunkowana okolicznościami tymczasowa tolerancja dla takich niegodziwości nie powinna zakładać zaprzeczania z samej swej natury moralnemu prawu władz cywilnych do ich karania. Poza tym realistycznie na to patrząc, to nie istnieją duże szanse na delegalizację marszów równości, ale samo podnoszenie takiego postulatu może mieć swą pozytywną wartość. A to dlatego, że jego głoszenie w przestrzeni publicznej może przecierać w dalszej przyszłości szlaki do faktycznego spełnienia tym podobnych pomysłów. Poza tym doświadczenie wydaje się pokazywać, że im bardziej ustępuje się ruchom LGBT pola, tym bardziej się one agresywne w swych dążeniach i postulatach. Pokazanie im bardziej twardego sprzeciwu być może więc będzie opóźniać ich marsz przez instytucje, kulturę oraz prawo.

    ***

    Trafnym argumentem nie jest też wskazywanie na to, iż pijaństwo uderza bardziej w dobro rodziny i społeczeństwa niż sodomia. Owszem, można powiedzieć, że tak jest, choćby dlatego, że upijanie się stanowi przywarę u większej ilości ludzi niż czyny homoseksualne. Tyle że akurat na płaszczyźnie prawnej władze cywilne naszego kraju uczyniły wiele by zniechęcać ludzi do pijaństwa. Zakazane jest wszak np. sprzedawanie alkoholu osobom nietrzeźwym i nieletnim, reklamowanie trunków za pomocą pozytywnych skojarzeń z pijaństwem, a osoby mające duże problemy z upijaniem się mogą nawet być przymusowo skierowane na leczenie odwykowe. Zapewne istnieją poważne problemy z praktyczną realizacją tych dobrych praw, nie mniej jednak nie można powiedzieć, że rządzący nie robią nic, by chronić małoletnich, rodziny i społeczeństwo przed pijaństwem. Zakaz organizowania demonstracji wspierających LGBT byłby zatem analogiczny do wspomnianych przeze mnie ograniczeń prawnych tyczących się używania oraz promowania napojów alkoholowych. Zaznaczam, że moje powyższe przychylne odniesienia do zwalczania pijaństwa za pomocą prawa nie są w żadnym razie oznaką popierania przeze mnie prohibicji alkoholowej, którą to oceniam jako prawo przesadzone, a przez to nieodpowiednie.

    ***

    Nie jest wreszcie trafnym argumentem sugestia, jakoby karanie publicznego propagowania grzechów sodomskich było równoznaczne z obdarzeniem nienawiścią osób je czyniących. Wręcz przeciwnie, karanie nieprawości może być aktem miłości – tak do ich ofiar, do społeczeństwa, które ma być przed nimi chronione, jak i do samych sprawców, których w ten sposób chce się poprawić, a przynajmniej ograniczyć ich złe oddziaływanie na innych. Święty Tomasz z Akwinu omawiając przykazanie miłości bliźniego, tak o tym pisał:

    To nie jest grzech, kiedy według wymagań sprawiedliwości ogranicza się złych ludzi w ich działaniu. Ci, którzy to czynią, według Apostoła „z woli Boga pełnią swój urząd” (Rz 13, 6). I jest to wyrazem miłości, kara bowiem służy duchowemu dobru. Poza tym dobro społeczności jest cenniejsze niż dobro pojedynczego człowieka (Cytat za: Św. Tomasz z Akwinu, „Wykład pacierza”, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2019, s. 195-196).

    ***

    Na sam koniec chciałbym zaznaczyć, że fakt popierania przeze mnie ustawy zakazującej „marszów równości” nie jest w mym wypadku równoznaczny ze wspieraniem wszystkich elementów otoczki temu towarzyszącej bądź ją poprzedzającej. Bardzo krytycznie odnoszę się np. do wypowiedzi pani Kai Godek (inicjatorki zbiórki podpisów pod rzeczonym projektem ustawy), w której twierdziła ona, że „geje chcą adoptować dzieci, by je gwałcić„. Nie ma dowodów na słuszność hipotezy, iż większość osób homoseksualnych molestuje adoptowane przez siebie dzieci, a tym bardziej nie ma przesłanek, by uznawać, iż większość takich ludzi czyni to w sposób intencjonalny. Tego rodzaju wypowiedzi należy więc uznać za obiektywnie oszczercze albo będące przynajmniej materią grzechu lekkomyślnego i pochopnego osądu swych bliźnich. O nikim nie należy mówić nieprawdy, choćbyśmy bardzo krytycznie odnosili się do pewnych złych działań danej osoby. Uważam też za co najmniej przesadzone i nieadekwatne analogie, jakie pomiędzy ruchem LGBT a nazistowską III Rzeszą snuł przy prezentowaniu projektu ustawy w Sejmie RP pan Krzysztof Kasprzak (najbliższy współpracownik Kai Godek). Należy jednak oddzielić ziarno od plew, a więc nie zawsze właściwe uzasadnienia od jako takiego słusznego postulatu prawnego zakazu organizowania pro-sodomskich manifestacji.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    10 powodów dla których czyny homoseksualne powinny być prawnie zakazane i karalne

    O dobrej i złej „homofobii”

    Które grzechy powinni być karane przez państwo?

    Czy karanie homoseksualistów jest sprzeczne z szacunkiem i miłością do nich?

  3. Co robić z przybyszami zza naszej wschodniej granicy?

    Możliwość komentowania Co robić z przybyszami zza naszej wschodniej granicy? została wyłączona

    Władze Białorusi wciąż prowadzą akcję mającą na celu „przerzucenie” w nielegalny sposób na teren Polski tysięcy przybyszów z krajów Bliskiego Wschodu. Białoruskie władze postępują tu bardzo perfidnie i niemoralnie, gdyż najpierw kuszą tych ludzi do przybycia poprzez fałszywe obietnice, a następnie zmuszają do nielegalnego przekraczania polskiej granicy (grożąc, że w razie powrotu zostaną oni przez białoruskie służby zabici). Jak zatem wobec tego problemu powinien zachować się polski rząd?

    Pierwszą rzeczą, za którą można pochwalić naszych rządzących, jest zamiar budowania muru na granicy z Białorusią. W ten sposób można wszak zniechęcać naszego wschodniego sąsiada do kontynuowania swych oszukańczych względem imigrantów działań. Tym samym też, można zaoszczędzić dodatkowego cierpienia owym potencjalnym przybyszom, którzy w obliczu poważnej trudności, jaką byłoby przekroczenie takiego muru, nie byliby już przez władze Białorusi okłamywani i zmuszani do nielegalnego przekraczania granicy (albo też działoby się prawdopodobnie w znacznie mniejszym zakresie).

    Póki co jednak muru na granicy z Białorusią nie ma, a niektórym przybyszom z Bliskiego Wschodu udaje się ją przekroczyć. Co więc czynić w takich wypadkach? Trzeba tutaj zachować się zgodnie z Bożą wolą, moralnością oraz obowiązującym prawem. Bożą wolą nie jest zaś uciskanie przybyszów (przeciwnie: coś takiego stanowi jeden z wołających o pomstę do Nieba grzechów). Jednym z dowodów na to, jak bardzo uciskanie przybyszów nie podoba się naszemu Stwórcy mogą być poniższe słowa z Księgi Malachiasza, gdzie takowe postępowanie jest wręcz zrównane z czarami, krzywoprzysięstwem, uciskaniem najemników, wdów i sierot oraz cudzołóstwem:

    Wtedy przybędę do was na sąd i wystąpię jako świadek szybki przeciw uprawiającym czary i cudzołożnikom, i krzywoprzysięzcom, i uciskającym najemników, wdowę i sierotę, i przeciw tym, co gnębią obcych, a Mnie się nie lękają – mówi Pan Zastępów (Malachiasz 3, 5; podkreślenie moje – MS).

    Bicie zaś choćby i nielegalnych imigrantów czy też pilnowanie, by społeczni aktywiści nie dostarczali im jedzenia, ciepłej odzieży czy leków (w sytuacji, gdy takowe rzeczy są im bardzo potrzebne) można śmiało uznać za drastyczne przejawy uciskania przybyszów. Nawet zaś, gdyby przyjąć – moim zdaniem bliską niedorzeczności – narrację o tym, że ci ludzie winni być traktowani w kategorii naszych „wrogów” to wolą Bożą jest, aby nawet nieprzyjaciołom pomagać wówczas, gdy znajdują się oni w pilnej potrzebie. Ostatecznie rzecz biorąc, to karmi, leczy się, odziewa i daje dach nad głową nawet przestępcom, więc tym bardziej powinno się to czynić względem choćby i nielegalnych imigrantów. Pismo święte tak mówi o sposobie postępowania wobec tych, których uważamy za naszych nieprzyjaciół:

    Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę (Rzymian 12, 19 – 20).

    Tymczasem, przybysze z Bliskiego Wschodu nie powinni – w swej masie – być postrzegani jako nasi nieprzyjaciele. To są w większości oszukani przez władze Białorusi ludzie, którzy szukają lepszego ekonomicznie bądź wolnego od strachu przed prześladowaniami życia. Jeśli niektórzy z nich żywią wobec nas wrogie zamiary, to polskie służby winny starać się wykryć, których z tych ludzi to dotyczy i zastosować adekwatne do tego zagrożenia środki. Nie należy jednak wylewać tutaj przysłowiowego „dziecka z kąpielą”. Jeśli bowiem w koszu pełnym jabłek znajdzie się kilka zgniłych owoców, to nie wyrzuca się tych wszystkich jabłek do śmieci, ale przypatruje się każdemu z nich i segreguje je na te zdrowe i na zgniłe.

    Dodam, że nie należało uniemożliwiać dostarczania jedzenia, ubrań i leków tym ludziom również w sytuacji, gdy formalnie rzecz biorąc nie przekroczyli oni polskiej granicy, ale koczowali na jej „styku”. Scenariusz wedle którego w takim wypadku służby białoruskie otworzyłby ogień do Polaków, wydaje się bowiem mało wiarygodny. A nawet, gdyby miało się tak stać, to nakarmienie głodujących byłoby dostateczną racją dla podejmowania tego rodzaju ryzyka.

    Ponadto, w sytuacji polegającej na tym, iż owym imigrantom udało się już nielegalnie przekroczyć polską granicę, nie należy „wypychać” ich do kraju, gdzie grozi im niebezpieczeństwo. Takim państwem jest zaś Białoruś, którego funkcjonariusze przynajmniej czasami biją tych spośród imigrantów, którzy zostali przez Polskę zawróceni i grożą śmiercią tym spośród nich, którzy chcieliby znów do nich wracać. Poza tym aktualnie rządzący Białorusią ludzie, dowiedli już nieraz, że potrafią bardzo okrutnie postępować z takimi osobami, które są im niewygodne (patrz: bicie, a nawet gwałcenie opozycjonistów). Nie mamy zatem gwarancji, iż nielegalni imigranci nie będą przez nich podobnie traktowani. Należy wreszcie odwołać się tu do art. 33 p. 1 ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Genewskiej, wedle którego:


    Żadne Umawiające się Państwo nie wydali lub nie zawróci w żaden sposób uchodźcy do granicy terytoriów, gdzie jego życiu lub wolności zagrażałoby niebezpieczeństwo ze względu na jego rasę, religię, obywatelstwo, przynależność do określonej grupy społecznej lub przekonania polityczne.

    Ktoś może powie, w tym miejscu, iż przybysze zza wschodniej granicy nie są „uchodźcami”, gdyż często przybywają z Iraku, gdzie nie toczy się aktualnie żadna wojna. To jednak, nie jest do końca prawda. Po pierwsze wszak: część z tych ludzi pochodzi z Afganistanu, gdzie jeszcze parę miesięcy temu miała miejsce wojna domowa i w którym to kraju wiele osób mogło słusznie czuć się zagrożonymi przez nowe talibańskie władze tego państwa. Po drugie: nawet Irak ciągle nie stanowi stabilnego i bezpiecznego kraju. Przeciwnie, ciągle tam codziennością są zamachy terrorystyczne, a co za tym idzie pewne grupy osiadłej tam ludności mogą być zagrożone przez aktywność rozmaitych bojówek i grup stosujących nielegalną przemoc. Warto w tym miejscu wspomnieć, że polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdecydowanie odradza wszelkie podróże do 11 z 18 irackich prowincji, a na swej oficjalnej stronie internetowej informuje, iż:

    Pomimo ogłoszonego przez władze w Bagdadzie zwycięstwa w walce z tzw. Państwem Islamskim, sytuacja bezpieczeństwa na wyzwolonych terenach wciąż pozostaje bardzo trudna. W większych miastach Iraku, a w szczególności w Bagdadzie, istnieje poważne zagrożenie zamachami terrorystycznymi.

    Poza tym, jeśli wyjdziemy poza samą literę art. 33 p. 3 Konwencji Genewskiej, a wczujemy się w jej ducha, to niechybnie dojdziemy do wniosku, że w aktualnej sytuacji, ogół nielegalnych imigrantów przybywających z Białorusi należy postrzegać jako de facto „uchodźców”. Nawet jeśli bowiem, wielu z nich opuściło swe ojczyste kraje nie w trosce o swe fizyczne bezpieczeństwo, to w momencie, gdy są oni zmuszani przez Białoruś do nielegalnego przekraczania polskiej granicy, terytorium tego naszego wschodniego sąsiada staje się dla nich miejscem niebezpiecznym. Stają więc oni wtedy oni w sensie faktycznym uchodźcami.

    Być może w odpowiedzi na me powyższe wywody, ktoś rzeknie, iż – było, nie było – owi przybysze w nielegalny sposób przekraczają polską granicę, a więc nie powinniśmy ich za to nagradzać. Na ten argument odpowiem, że owszem nie powinno się w bezpośredni i aktywny sposób zachęcać do nielegalnej imigracji, ale zapewnienie komuś podstawowych środków do życia trudno postrzegać w kategoriach jakiegoś specjalnego nagradzania. Czy bowiem, jeśli jakiemuś bezdomnemu kupię obiad, to oznacza dawanie mu nagrody (być może za niemoralny tryb życia, który doprowadził go do bezdomności), czy taki akt stanowi raczej jedną z form podstawowej pomocy dla potrzebujących? Prawdą jest też, że prawa, zasadniczo rzecz biorąc, należy przestrzegać, ale nie każde złamanie prawa jest materią grzechu i nie każde takie nieposłuszeństwo prawu rodzi równą winę moralną dla wszystkich osób je łamiących. Na potrzeby tego artykułu, wyobraźmy sobie sytuację polegającą na tym, iż jakiś zły człowiek oszukuje swego bliźniego o tym, że jego dziecko uległo poważnemu wypadkowi. Tak się składa, że ta fałszywa wiadomość dotarła do owego człowieka wówczas, gdy zbliżał się on do przejścia dla pieszych i aby szybciej dostać się do swego rzekomo rannego dziecięcia, przebiegłby on owo przejście na czerwonym świetle. Czy taka osoba zgrzeszyłaby, łamiąc niektóre z przepisów ruchu drogowego? Nie, gdyż zasada nakazująca bezpośrednie ratowanie życia jest ważniejsza i wyższa od narażania własnego zdrowia i życia oraz posłuszeństwa niektórym przepisom prawnym. Coś bardzo obrzydliwego i niemoralnego zrobiłby tu jednak człowiek, który w tak perfidny sposób kogoś oszukał. Przenosząc powyższą analogię do sytuacji na naszej wschodniej granicy, to nie ci nielegalni imigranci grzeszą (łamiąc prawo naszego kraju z obawy o swe życie i bezpieczeństwo), ale coś bardzo niemoralnego czynią ci, którzy ich do tego zmuszają. A nawet, gdyby jakiś grzech byłby po stronie przybyszów, to ich wina byłaby tu bardzo mała i z pewnością nie usprawiedliwiałaby odmawiania im podstawowej pomocy. Przypomnę jeszcze raz: nawet uwięzionym przestępcom nie odmawia się jedzenia, picia, leków i dachu nad głową.

    Podsumowując: nasz rząd powinien budować mur na granicy z Białorusią (chociażby po to by zniechęcać władze tego kraju do podejmowania oszukańczych działań i wysyłania nam nielegalnych imigrantów), ale jednocześnie winien udzielać podstawowej pomocy tym spośród przybyszów, którym udało się do nas przedostać. Należy więc dać im jedzenie, ciepłe ubrania, lekarstwa, a także skierować do ośrodków dla azylantów, gdzie ich prośby o pozostanie w Polsce winny być wnikliwie rozpatrywane. W przypadku, gdy dany przybysz nie spełniałby kryteriów uprawniających go do pozostania w naszym kraju na stałe, winien on być odsyłany do swego ojczystego kraju.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Niech Bóg błogosławi posła Franciszka Sterczewskiego!

    Uciskanie przybyszów jest grzechem wołającym o pomstę do Nieba

    Dlaczego Europa powinna przyjąć – na rozsądnych warunkach – muzułmańskich imigrantów?

    Współczesny „antyimigrantyzm” jest odbiciem nazistowskiego antysemityzmu

    „Obóz świętych” czy przeklętych?

  4. Nawet bardzo niedoskonała władza jest lepsza od anarchii

    Możliwość komentowania Nawet bardzo niedoskonała władza jest lepsza od anarchii została wyłączona

    Nieodmiennie jestem pod wielkim wrażeniem prawdy wyrażonej przez św. Pawła Apostoła na kartach Biblii:

    Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie. Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd. Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć” (Rzymian 13, 1-7).

    Jestem pod jej wielkim wrażeniem, choćby dlatego, że bezpośrednim kontekstem historycznym i kulturowym tych słów były rządy zdeprawowanego do szpiku kości Nerona, a już kilka lat po ich napisaniu ten rzymski cezar zaczął krwawo i okrutnie prześladować chrześcijan. A jednak mimo to Duch Święty natchnął Pawła Apostoła, by skoncentrował się na pozytywach, a nie negatywach władzy publicznej. Owszem, św. Paweł Apostoł w chwili spisywania przez siebie tych słów mógł nie wiedzieć, że już za kilka lat chrześcijanie, do których bezpośrednio pisał swe pouczenia, przekonają się na własnej skórze, że miecz dzierżony przez władzę czasami służy do gnębienia nie tylko tych złych, ale i dobrych, jednakże Duch Święty, który natchnął go do ich spisania, oczywiście o tym wiedział. Tym niemniej 13 rozdział listu do Rzymian nie został uznany za apokryf, tak że dziś można by relatywizować jego przesłanie, ale został rozeznany przez Kościół jako część bezbłędnego i nieomylnego Słowa Bożego. Postawmy się więc w sytuacji pierwszych chrześcijan, którzy jak mało kto w historii, mieli powody, by widzieć w panujących nad nimi władcach „same zło”, a jednak w imię apostolskich, nieomylnych pouczeń, szanowali władzę i byli jej posłuszni, póki ta nie wymagała od nich grzechu. Ich postawę w tym względzie tak opisywał papież Leon XIII:

    Pierwsi chrześcijanie postawili nam pod tym względem wzór znakomity; z największą niesprawiedliwością i okrucieństwem prześladowani przez pogańskich cesarzy, nigdy nie przestawali zachowywać się posłusznie i ulegle; wydawało się wprost, iż tamtych srogość chcą przemóc własną pokorą. Podobna skromność i niezłomna wola pozostawania wiernymi poddanymi wywierała tak silne wrażenie, iż zaćmić go nie mogły potwarze i złość wrogów (…) Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk (Patrz: Leon XIII, Encyklika „Diuturnum illud [O władzy politycznej”], Warszawa 2001, s. 15-16).

    Z kolei ks. Piotr Skarga tak pisał o uległości starożytnych chrześcijan względem nieprzychylnych im władców:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„ (Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu„, tom II, Petersburg 1862, s. 206).

    Można jednak spytać, dlaczego Duch Święty mimo posiadanej przez siebie wiedzy o tym, jak władze cywilne będą w przyszłości gnębić chrześcijan, natchnął św. Pawła do spisania przytoczonej wyżej swoistej apologii państwa, prawa, władzy i porządku? Wszak, słuchając dziś niektórych chrześcijan, można by dojść do zgoła przeciwnych wniosków w rodzaju: „Państwo to twój największy wróg„; „Nigdy nie ufaj władzy„, etc. Zawsze przy tym podobnych okazjach będę powtarzał: istnienie jakiejś władzy, jakiegoś prawa i jakiegoś porządku jest zwykle lepsze od anarchii, bezprawia i braku porządku. To, co zwiemy państwem i prawem, jest bowiem czynnikiem pro-cywilizacyjnym, czymś co z reguły przynajmniej ogranicza zdziczenie i brak zasad. Gdy nad jakimś krajem panuje 1 000 zdemoralizowanych band, sytuacja polegająca na tym, że 1 z tych band obejmie władzę nad całym krajem zwiększa szansę na to, że sytuacja na tym terytorium się poprawi. Mówi się, że to rządzący państwami wymordowali największą ilość ludzi – może to prawda, a może nie (trzeba by tu zrobić porządne rachunki liczbowe, gdzie po jednej stronie zliczono by ludzi zabitych z rozkazu lub zachęty władz, a po drugiej zabitych w wyniku przestępczości, rozruchów, wszczynania krwawych buntów). Jednakże, nawet gdyby miało okazać się, że jest to prawdą – to odnosiłoby się do wyjątków, a nie reguły. Każdy władca ma swe wady, ale większość rządzących nie jest ludźmi pokroju Pol Pota czy Adolfa Hitlera. Nawet jeśli dany władca w ciągu kilku lat podbije statystki ludzi zabijanych przez rządzących, to po drugiej stronie zawsze będziemy mieć ludzi mordowanych na co dzień przez przestępców i buntowników.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O posłuszeństwie władzy i granicach tego posłuszeństwa

    Przeciwko mentalnej anarchii i upadkowi zasady szacunku wobec władzy

    Św. Tomasz z Akwinu: Czy prawo ludzkie obowiązuje w sumieniu?

    Coś o Piłacie, Hitlerze, Nabuchodonozorze i zaborcach

  5. Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan?

    Możliwość komentowania Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan? została wyłączona

    Są dwa rodzaje przekazywania stwierdzeń literalnie nieprawdziwych lub dwuznacznych. Jedne nie są kłamstwami, inne są kłamstwami. Te, które nie są kłamstwami, polegają na tym, iż dwuznaczność bądź literalna nieprawdziwość danego stwierdzenia, są łatwe do zrozumienia i odczytania w danym kręgu kulturowym. W naszej kulturze tego rodzaju literalnymi nieprawdami są hiperbole w rodzaju „Milion razy Ci to mówiłem” (choć dosłownie to może mówiliśmy coś komuś 100 razy) albo „Poczekaj na mnie sekundę” (choć chodzi nam nie dosłownie o sekundę, ale o zrobienie czegoś bez zbędnej zwłoki, np. po 1 lub 2 minutach). Nikt rozsądny nie powinien więc nam zarzucać nieprawdy, gdy w rzeczywistości mówiliśmy komuś coś 100 a nie 1 000 000 razy, albo że podaliśmy komuś daną rzecz po 1 minucie, a nie po 1 sekundzie.

    Z kłamstwem mamy jednak do czynienia, gdy literalna nieprawdziwość lub dwuznaczność danego stwierdzenia nie jest łatwa do zrozumienia w danym kręgu kulturowym. Na przykład matka pyta się swego nastoletniego syna, który nie było danej niedzieli w kościele, czy było w kościele? Ten nastolatek odpowiada zaś: „Tak, byłem w kościele„, a w swych myślach dopowiada stwierdzenie: „Byłem, w kościele rozumianym jako wewnętrzne sanktuarium moich duchowych przeżyć i osobistej więzi z Bogiem„. Udzielając takiej odpowiedzi syn skłamałby swej matce, gdyż w naszym kręgu kulturowym nie są zrozumiałe tego rodzaju zastrzeżenia myślne.

    Jak to wszystko ma się do Boga i cielesnego karcenia chłopców? Otóż, niektóre osoby twierdzą czy sugerują, że biblijne zachęty do używania wobec chłopców „rózgi” są w rzeczywistości TYLKO i WYŁĄCZNIE metaforą stosowania wobec nich innych niż kary cielesne środków dyscyplinarnych. Problemem jednak w przyjęciu tego rodzaju niedosłownej wykładni tego co uczy Pismo święte na ów temat jest fakt, iż tak żydzi, jak i chrześcijanie aż do 20 wieku powszechnie rozumieli owe słowa o „rózdze” również w dosłowny sposób. A zatem można przyjąć założenie, że biblijni autorzy, którym Bóg objawił prawdę o słuszności używania wobec chłopców „rózgi” nie mieli podstaw, by rozumieć ją tylko w symboliczny sposób. Jeszcze inaczej to formułując: Bóg znając pojęcia rozpowszechnione w ramach kultury hebrajskiej objawił Żydom prawdę o słuszności używania rózgi w taki sposób, że ci nie potrafili rozpoznać jej wyłącznie metaforycznego charakteru. Co więcej, chrześcijanie także nie potrafili takiego charakteru rozpoznać aż do 20 wieku i dopiero psycholodzy oraz pedagodzy wyjawili im prawdziwe znaczenie biblijnych rad na ten temat. A zatem, gdyby przyjąć wyłącznie metaforyczną i symboliczną wykładnię słów Pisma świętego o „rózdze, która ma karcić chłopców” (por. Przysłów 29:15; 13:24; 22:15; Mądrość Syracha 30: 1) to by oznaczało, że Bóg niczym ten niesforny nastolatek mówiący matce, iż „był w kościele” (w znaczeniu: „wewnętrznego sanktuarium duchowych przeżyć i osobistej więzi z Bogiem”) okłamałby żydów i chrześcijan przekazując im rady, których prawdziwego znaczenia nie potrafili by oni pojąć. Jak jednak naucza Kościół Bóg ze swej natury nie może kłamać:

    Skłamać, oszukać, zgrzeszyć, nie umieć czego, tylko tej naturze przyzwoita jest, która nie jest doskonała. Ale Pan Bóg, iż jest nade wszystko najdoskonalszy, nie może zgrzeszyć. Bo grzech, nieumiejętność, kłamstwo, z krewkości i z niedołężności pochodzi, nie z wszechmocności. Przeto kiedy Pana Boga wyznawamy wszechmocnym; wierzymy, iż nie masz tego w Panu Bogu, co nie jest naturze i doskonałości jego przyzwoitem (patrz: Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I, Warszawa: Drukarnia Kommissyi Rząd. 1827, s. 23).

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O karceniu cielesnym dzieci

    Czy kary cielesne są niemoralne?

    „Antyklapsowe” błędy ks. Grzegorza Kramera

    O różnicy pomiędzy kłamstwem a tzw. zastrzeżeniem domyślnym

  6. O fejkowej parafrazie słów św. Augustyna

    Możliwość komentowania O fejkowej parafrazie słów św. Augustyna została wyłączona

    W Internecie nieraz napotykałem się na PARAFRAZY wypowiedzi św. Augustyna z Hippony, wedle których ów doktor Kościoła miał twierdzić bądź sugerować, iż w przypadku sprzeczności Pisma świętego z naukami przyrodniczymi należy wybrać dosłowne traktowanie tych drugich, a opowiedzieć się za metaforycznym pojmowaniem tego pierwszego (albo i wystąpieniem tam błędu). Co więcej, niektórzy zaczęli tę rzekomą wypowiedź św. Augustyna przenosić również na wypowiedzi Biblii odnoszące się do kwestii moralnych. Przykładem takiego podejścia jest artykuł pt. „Bicie ludzi jest złe … ale dzieci to co innego?” autorstwa pana Marcina Worka umieszczony w internetowym piśmie „Adeste”. Pan Worek krytykując tam karcenie cielesne dzieci (które pochwala Pismo św.) w ten sposób przywołał właśnie ową rzekomą wypowiedź św. Augustyna:

    Słowa św. Augustyna z Hippony: „Jeśli interpretacja Pisma Świętego nie zgadza się z nauką, coś jest nie tak z interpretacją Pisma Świętego”. Co ma być ważniejsze dla chrześcijanina, Biblia czy nauki szczegółowe? Ojciec Kościoła twierdzi, że jedno drugiemu nigdy nie przeczy, to po prostu my źle rozumiemy Biblię.[1]

    Co ciekawe, wspomniana rzekoma wypowiedź św. Augustyna (w formie sugerującej właśnie taką jak wyżej tezę) była zawsze formułowana w postaci wspomnianej przeze mnie parafrazy, a nie dosłownego cytatu. Tymczasem wystarczyło dokopać się do dosłownego cytatu ze św. Augustyna (przywołanego przez Leona XIII w jego encyklice Providentissimus Deus poświęconej studiom nad Pismem świętym) by przekonać się, że ów doktor Kościoła wcale nie głosił tego, co mu dziś niektórzy przypisują. Podaję zatem DOSŁOWNY cytat ze św. Augustyna:

    Wszystko to, mówił, co by uczeni, posługując się poważnymi dowodami, zdołali wykazać o naturze rzeczy, wykażmy, że nie sprzeciwia się Pismu św.; gdyby zaś przedstawili w swych dziełach rzeczy sprzeczne z Pismem św., to jest z wiarą katolicką, wtedy, jeżeli możemy, udowodnijmy albo wierzmy bez żadnego wahania, że te poglądy są błędne” [Św. August, De Gen. ad litt. I, 21, 41.].[2].

    A więc, św. Augustyn nie mówi tutaj, że jeśli dane twierdzenie uczonych (w zakresie przyrody) okaże się niezgodne z Pismem świętym to należy stwierdzić albo błąd w tekście biblijnym albo porzucić dosłowną jego wykładnię. On owszem twierdzi, że należy podjąć wysiłek mający na celu wykazanie, iż Biblia nie zawiera rzeczy sprzecznych z twierdzeniami naukowymi (w zakresie przyrody), ale w przypadku gdy to okaże się niemożliwe należy opowiedzieć się przeciw twierdzeniom uczonych: „wierzmy bez wahania, że te poglądy są błędne„. Tym bardziej zatem nieuprawnione są sugestie o tym, jakoby św. Augustyn z Hippony zachęcał do dopatrywania się błędów w Piśmie świętym (lub niedosłownego jego rozumienia) w odniesieniu do kwestii wiary i/lub moralności.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Patrz: Marcin Worek, Bicie ludzi jest złe …, ale dzieci to co innego?, Adeste, 13 sierpnia 2020.

    [2] Cytat za: Encyklika papieża Leona XIII, Providentissimus Deus (O studiach Pisma świętego, 18. XI. 1893), Warszawa: Wydawnictwo Te Deum 2003, s. 32.

  7. Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego

    Możliwość komentowania Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego została wyłączona

    X. Rafał Główczyński SDS, w internecie działający pod pseudonimem „Ksiądz z osiedla”, umieścił niedawno na swoim kanale film dotyczący przyczyn apostazji. Uważam, że kanał x. Rafała jest warty uwagi. Jestem również wdzięczny temu kapłanowi za to, że jego działalność ma bardzo pozytywny wpływ na ewangelizację i katechizację polskiej młodzieży. Niestety, w filmie dotyczącym apostazji, przedstawił on fałszywy obraz karalności grzechu sodomskiego w Piśmie Świętym i nauce Kościoła. Potępił on karalność sodomii we współczesnych państwach arabskich oraz w dawnych państwach katolickich (np. w XVI-wiecznej Hiszpanii). Stwierdził, iż kraje katolickie, które ścigały sodomię, pobłądziły i wprowadziły ustawy sprzeczne z Biblią i nauką Kościoła. Wg x. Rafała, Pismo Św. nigdzie nie nakazuje karania czynnych homoseksualistów śmiercią.

    Przyjrzyjmy się, jak ta sprawa naprawdę wygląda. W Piśmie Św. odnajdujemy następujący fragment:

    Kto by spał z mężczyzną obcowaniem niewieścim, obydwaj haniebny czyn popełnili: śmiercią niechaj umrą, krew ich niechaj będzie na nich.
    (Kpł 20, 13)

    Przepis ten należy do tzw. sądów Starego Testamentu, czyli praw karnych i cywilnych, obowiązujących w starożytnym Izraelu. Jezus wypełnił Prawo Mojżeszowe, a więc nie obowiązuje nas już nakaz karania sodomitów śmiercią. Prawo to było jednak dobre, słuszne i sprawiedliwe w tamtym czasie i miejscu, ponieważ Bóg nigdy nie dałby nam prawa, które nakazywałoby czynić zło:

    Nie mów: „On mnie w błąd wprowadził”, bo Mu nie potrzeba bezbożnych ludzi. Wszelkiej obrzydliwości błędu Pan nienawidzi, i nie będzie się podobała bojącym się go. Bóg od początku stworzył człowieka i zostawił go w mocy rady jego. Przydał prawa i przykazania swoje; jeśli będziesz chciał prawa zachować i na wieki wiarę miłą trzymać, zachowają cię. (…) Nikomu nie rozkazał źle czynić i nie dał nikomu pozwolenia grzeszyć; albowiem nie pragnie mnóstwa synów niewiernych i niepożytecznych.
    (Syr 15, 12-15.20)

    Ponadto, legalna władza państwowa może stosować rozwiązania prawne, które Bóg nadał Żydom, jeśli tylko uzna je za pożyteczne w danym czasie i miejscu. Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.
    (Summa theologiae, Iª-IIae q. 78 a. 1 co.)

    Osoby, które negują prawną karalność sodomii powołując się na wygaśnięcie Prawa Mojżeszowego, powinny zatem konsekwentnie opowiadać się za zniesieniem kar za morderstwo czy kradzież. Stąd też słusznie państwa katolickie wprowadzały surowe kary za ten obrzydliwy i sprzeczny z naturą występek. X. Rafał uważa jednak, że robiły to wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła. Również jest to nieprawda. Przytoczmy kilka orzeczeń papieskich i soborowych:

    1) Sobór Laterański V:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, „Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    *Tą zbrodnią jest grzech sodomski, o czym informuje nas 11. kanon Soboru Laterańskiego III, potępiający homoseksualnych duchownych.

    2) Pius V, bulla Cum Primum:

    Jeśli ktoś dopuści się tej ohydnej zbrodni przeciwko naturze, która spowodowała rozpętanie gniewu Bożego przeciwko dzieciom nieprawości, zostanie oddany w ręce sądu świeckiego, aby zostać ukarany, a jeśli jest duchownym, zostanie poddany tej samej karze po pozbawieniu godności kościelnej.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 180)

    3) Pius V, bulla Horrendum illud scelus:

    Po tym jak [księża-sodomici] zostaną zdegradowani przez sąd kościelny, mogą być przekazani władzy świeckiej, a ona ma prawo wykonać na nich tę samą karę, jaką otrzymują świeccy, którzy wpadli w tę otchłań – która jest ustanowiona w prawomocnych rozporządzeniach.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 267)

    Jak widać, prawo państwowe karało czyny homoseksualne za wyraźną aprobatą Kościoła. Ponadto, większość ustaw karnych w państwach katolickich przewidywało wówczas karę śmierci za ten obrzydliwy występek. Zobaczmy sobie chociażby Constitutio Criminalis Carolina, a więc kodeks karny wprowadzony w Rzeszy przez cesarza Karola V, obowiązujący w całej Europie w miastach na prawie niemieckim (także w Polsce):

    Gdzieby kto takowy nalezion był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają bydź spaleni, bez wszelakiego zmiłowania y łaski.
    (Źródło: Ten Postępek wybran iest z Praw Cesarskich…, str. 39)

    Podsumowanie

    Nie jest prawdą, że Biblia nie mówi o karaniu śmiercią za czyny homoseksualne. Nie jest również prawdą, że nauka Kościoła zabrania władzy państwowej karania tego występku. Wręcz przeciwnie, Kościół w minionych wiekach akceptował to, że prawa karne państw katolickich wymierzały sodomitom surowe kary, łącznie z karą śmierci. Nie oznacza to jednak, że państwo musi karać czynnych homoseksualistów śmiercią. Nie należy jednak potępiać państw, które zabraniają swoim obywatelom grzechu sodomskiego.

    Michał Brydziński

    Nota od redakcji salwowski.net: przedruk za zgodą autora. Po raz pierwszy powyższy artykuł został opublikowany na blogu prowadzonym przez pana Michała Brydzińskiego.

  8. O karceniu cielesnym dzieci

    Leave a Comment

    Rózga i karność udziela mądrości, pozostawiony sobie chłopiec jest wstydem dla matki” – Przysłów 29: 15.

    ***

    Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci” – Przysłów 13: 24.

    ***

    W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi je stamtąd” – Przysłów 22: 15.

    ***

    Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go rózgą uderzysz, a od Szeolu zachowasz mu duszę” – Przysłów 23: 13 – 14.
    ***

    Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi,  aby na końcu mógł się nim cieszyć” – Mądrość Syracha 30: 1.

    ***

    Nie odejmuj swojej ręki od syna swego, ani od córki swojej, ale ucz ich od młodości bojaźni bożej” – Nauka Dwunastu Apostołów 4, 9 (Cytat za: „Pisma Ojców Apostolskich”, Poznań 1924, s. 28.)

    ***

    Nie obawiajcie się ich karcić i surowo upominać, bo chłostą ich nie zabijecie (patrz: Prz 23, 13), ale raczej ocalicie, jak to Salomon mówi gdzieś w Księdze Mądrości: <Karć syna, a kłopotu ci to zaoszczędzi> (patrz: Prz 29, 17 i Prz 19, 18a), <tak bowiem będzie dla ciebie dobrą nadzieją> (por. Prz 19, 18b), <ty go uderzysz rózgą, a duszę jego zachowasz od śmierci> (por. Prz 23,14). Tenże (Salomon) mówi jeszcze: <Kto rózgi żałuje, nienawidzi swego syna> (por. Prz 13, 24), oraz: <Okładaj rózgami jego boki, gdy jest jeszcze młody, aby, gdy zmężnieje, nie odmówił ci posłuchu> (por. Syr 30, 12). Kto więc nie chce upominać i karcić swego syna, nienawidzi swego dziecka. Uczcie więc wasze dzieci Słowa Pańskiego, bądźcie surowi dla nich nawet chłoszcząc je rózgami, wpajajcie im posłuszeństwo, uczcie je <od dzieciństwa świętych pism> (por. 2 Tym 3, 15) naszych i Boga, przekazujcie im całe Pismo Boże (…)” – Konstytucje Apostolskie IV, 11 (2-4). (Cytat za: „Synody i Kolekcje Praw, Tom II, Konstytucje Apostolskie oraz Kanony Pamfilosa z apostolskiego synodu w Antiochii; Prawo kanoniczne świętych Apostołów; Kary świętych Apostołów dla upadłych; Euchologion Serapiona”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, s. 103-104).

    ***

    Ponieważ (…) dzieci podlegają władzy ojca, a słudzy swego pana, wolno ojcu chłostać swego syna, a panu swego sługę, by ich poprawić i wychować” – Św. Tomasz z Akwinu.

    ***

    Gdzie zaś nie przynoszą skutku dobre słowa i karcenie, tam należy zabrać się do kar: zwłaszcza gdy dzieci jeszcze nie wyrosną, wtedy jest rzeczą niepodobną, aby ich można ukrócić `Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego`. (Przyp. 13, 24). Nienawidzi syna swego ten, który go nie karze, kiedy potrzeba. I tego kiedyś Pan Bóg ukarze (…) Alić należy karać dzieci roztropnie, nie w uniesieniu gniewnym, jak to teraz nieraz czynią ojcowie i matki: bo wtedy nic nie osiągną, gdyż wówczas dzieci stają się jeszcze krnąbrniejsze. Najpierw wypada dzieci upominać, potem im grozić a wreszcie ukarać, ale po ojcowsku, a nie po katowsku, z umiarkowaniem, bez złorzeczeń i bez przekleństwa. Można je zamknąć w pokoju, ująć cokolwiek z pokarmu, nie dać odzienia lepszego, a jak potrzeba użyć rózgi, a nie kija. A jest zasadą ustaloną, aby nie kłaść ręki na dziecko póki wrzenie namiętności nie ustąpi, dopiero po uśmierzeniu gniewu karajcie” – Św. Alfons Liguori, (Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 68 – 69).

    ***

    Otóż, nie jesteście dobrymi rodzicami, lecz okrutnikami i samo sobie gotujecie hańbę, jeśli w razie potrzeby nie karzecie dziecka, choćby i cieleśnie, bo o tej karze będę mówił przede wszystkim. Potwierdza słowa moje Duch św., mówi bowiem (Przyp. 13, 24): <Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego>, to znowu (Przyp. 29, 15): <Rózga i karanie daje mądrość, dziecię zaś puszczone ma swą wolę, zawstydza matkę swoją> (…) Trzeba tez karać z miłością, więc nigdy w gniewie, nigdy w złości, nigdy z przekleństwem, ze złorzeczeniem, bo uczy Pismo św. (Syr. 19, 28): <Fałszywym jest karanie w gniewie sromocącego>. Kara powinna pochodzić jakoby od Pana Boga, a nie jakoby od czarta przeklętego, to jest z gwałtownością czartowską. Dzieci powinny odczuć, że rodzice karzą je tylko niechętnie i tylko dla tego, że tego wymaga ich powinność. Rodzice mają tak tak karać, iżby śmiał mogli powiedzieć dziecku: <Dla tego, że cię kocham, karzę cię właśnie>” – Ks. Wojciech Andersz, cytat za: „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom III”, Poznań 1909, ss. 472, 476.

    ***

    Tu interesują nas te przypadki, kiedy bicie jest bolesne, a nawet szkodliwe dla ciała. Także tu nie można zakazać władzom społecznym i wychowawczym stosowania tego środka karnego, zawsze rzecz jasna w granicach nie szkodzących zdrowiu. Nie jest natomiast nikomu dozwolone bicie bliźniego pod wpływem gniewu i dla zemsty lub z chęci dokuczenia i sprawienia przykrości. (…)” – Jacek Woroniecki OP, „Katolicka etyka wychowawcza. Tom II. Etyka szczegółowa. Część 2”, Lublin 2000, s. 170-171.

    Przeczytaj też: Czy kary cielesne są niemoralne?

    Nota od redakcji: Pisownia cytowanych wypowiedzi została nieznacznie uwspółcześniona.

  9. Czy kobiety mogą nosić spodnie?

    Możliwość komentowania Czy kobiety mogą nosić spodnie? została wyłączona

    W środowiskach tradycjonalistycznych katolików bardzo popularnym jest pogląd, iż niewiasty nie powinny nosić spodni, gdyż ubiór ten jest strojem o charakterze stricte męskim. Osobiście zauważyłem nawet, że pośród tradycyjnych katolików większą tolerancją (a może i czasami aprobatą) cieszą się nieskromne (gdyż za krótkie czy zbyt obcisłe) spódnice i sukienki aniżeli choćby długie oraz nieobcisłe spodnie noszone przez kobiety. Podejście to zresztą jest odbiciem dość znanej w tych kręgach wypowiedzi jednego z tradycjonalistycznie katolickich hierarchów, a mianowicie zmarłego w 1991 roku biskupa Antonio de Castro Mayera, który miał twierdzić, iż z dwojga złego mniejszą niegodziwością są minispódniczki aniżeli spodnie u kobiet.

    W poniższym artykule zamierzam wykazać, iż zarysowane wyżej podejście dużej części tradycjonalistycznych katolików do problemu kobiecych spodni jest błędne, a nawet ociera się o potępioną przez Pana naszego i Zbawcę Jezusa Chrystusa postawę wyrażoną jako: „Przecedzanie komara i połykanie wielbłąda” (por. Mt 23, 23-24).

    Głównym argumentem przeciwników używania przez niewiasty spodni jest następujący fragment Pisma świętego:

    „Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego” – Pwt 22, 5.

    Z tego wersetu wyciągają oni następujący wniosek: „Biblia potępia noszenie męskich ubrań przez kobiety (i na odwrót), a skoro spodnie są strojem typowym dla mężczyzn, to kobiety nie powinny ich nosić”. Ta argumentacja jest jednak błędna z tego powodu, iż owszem Pismo święte potępia noszenie męskich strojów przez niewiasty i żeńskich przez mężczyzn, ale w żadnym fragmencie tej świętej Księgi nie jest sprecyzowane, że akurat spodnie są tym elementem ubioru, który ma przysługiwać wyłącznie mężczyznom. Co więcej, kontekst kulturowy i historyczny Pisma świętego wskazuje na to, iż w czasach jego spisywania mężczyźni bardzo często nosili suknie, a więc ubiór, który dla wielu ludzi kojarzy się z typowo kobiecym strojem, a jednak Pan Bóg w żadnym fragmencie spisanego przez natchnionych przez Siebie autorów Słowa nie potępił i nie zabronił tego zwyczaju (noszenia sukni przez mężczyzn). Można więc śmiało pokusić się o konkluzję, iż ani spodnie, ani suknia nie są ubiorami przynależnymi tylko jednej płci, a istota biblijnego przykazania wyrażonego w Księdze Powtórzonego Prawa 22, 5 sprowadza się do czegoś innego niż spodnie bądź suknia. Chodzi w nim raczej o to, by w sposobie i stylu ubierania oraz wyglądu z jednej strony niewiast, a z drugiej mężczyzn zachodziły na tyle poważne różnice, iż na pierwszy rzut oka było wiadome, że dany strój jest żeński albo męski. Taki styl może być kombinacją elementów zmiennych kulturowo z bardziej uniwersalnymi, bo właściwymi dla natury płci męskiej bądź żeńskiej. Przykładowo, mężczyźni z natury rzeczy zwykle nie mają dużych piersi ani pośladków czy też szerokich bioder, a zatem ubiór, który miałby sprawiać wizualne wrażenie, iż dany mężczyzna ma większe niż w rzeczywistości piersi, pośladki albo biodra powinien zostać uznany za pogwałcenie biblijnego zakazu z Pwt 22, 5 już z naturalnych i uniwersalnych względów. Podobnie, jeden ze współczesnych stylów w sposobie ubierania się znany pod nazwą „unisex” nie powinien być akceptowany, gdyż w jego założeniach tkwi tworzenie strojów identycznych dla obu płci.

    To wszystko nie oznacza jednak, że nie mogą istnieć spodnie typowe dla kobiet. Jeśliby przyjąć poprawność tej konkluzji to można powiedzieć, że i koszule nie mogą być typowe dla niewiast, gdyż przynależą one tylko mężczyznom. To oczywiście byłby sztuczny podział. Tak jak koszule mogą być zaprojektowane w taki sposób, iż na pierwszy rzut oka widać, że jedne z nich przeznaczone są dla mężczyzn, a inne dla kobiet; tak i spodnie mogą być sporządzone w ten sposób, iż widać, które z nich są bardziej kobiece, a które męskie.

    Warto też wiedzieć, iż problem noszenia przez niewiasty spodni został już rozstrzygnięty przez Magisterium Kościoła w osobie papieża św. Mikołaja I, który w liście do nowo nawróconego króla Bułgarów pisał:

    „Bo czy ty, czy twoja kobieta, nosisz spodnie lub nie, ani nie przeszkadza ci to w zbawieniu, ani nie prowadzi do wzrostu twojej cnoty”.

    Innymi słowy, noszenie spodni przez kobiety jest samo w sobie neutralne moralnie. Inną sprawą jest to, że coś takiego może stać się niemoralne wówczas, gdy kobiece spodnie są obcisłe lub zbyt krótkie (wówczas grzeszy się przez nieskromność lub bezwstyd) lub, gdy wygląd, krój i styl takich spodni jest na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia od tych używanych przez mężczyzn (wtedy mamy do czynienia z naruszeniem przynajmniej ducha biblijnego zakazu wyrażonego w Pwt 5, 22). Jednakże trudno jest powiedzieć, by jako takie, zawsze lub prawie zawsze, spodnie były strojem przeznaczonym wyłącznie dla męskiej płci, a przez to zakazanym i potępionym dla kobiet.

    Oczywiście, powyższe rozważania nie oznaczają, iż spodnie są najlepszym, bądź równie dobrym strojem dla niewiast co sukienki, bądź spódnice. Tak czy inaczej nie znaczy to też, iż spodnie dla kobiet są jako takie złe. Wybór pomiędzy spodniami a sukienkami czy spódnicami jest tu raczej podobny do wyboru pomiędzy obejrzeniem jakiegoś nieszkodliwego moralnie programu w telewizji a przeczytaniem kilku fragmentów Pisma świętego. To pierwsze jest mniejszym dobrem, a to drugie większym dobrem: nie mamy tu jednak do czynienia z wyborem pomiędzy złem a dobrem.

    Mirosław Salwowski

  10. Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom?

    Możliwość komentowania Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom? została wyłączona

    Kilka dni temu w mass mediach pojawiła się wiadomość, iż papież Franciszek wspomógł materialnie transseksualne prostytutki, które ze względu na bardzo trudną sytuację, w jakiej znalazły się one/oni z powodu epidemii koronawirusa, zwróciły się do niego o pomoc. Pełniący funkcję papieskiego jałmużnika kardynał Krajewski miał wspomóc te osoby paczkami żywnościowymi. Można zadać pytanie, czy całe to wydarzenie należy ocenić pozytywnie, czy negatywnie?

    ***

    Ogólnie rzecz biorąc, należy dawać jałmużnę w miarę możności tym wszystkim, którzy znajdują się w rzeczywiście trudnej sytuacji materialnej, niezależnie od tego, czy zwracające się do nas osoby są dobrymi, czy złymi ludźmi. Co więcej, naszą powinnością jest pomaganie materialne nawet tym ludziom, którzy są do nas nastawieni w nieprzychylny lub wręcz wrogi sposób. O tej prawdzie i zasadzie uczył choćby sam nasz Pan Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł:

    Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – Mt 5. 44 – 45.

    „(…) Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę.” – Rz 12, 19-20.

    Tak więc ogólną i podstawową zasadą jest w tej kwestii udzielanie jałmużny również tym ludziom, którzy są bardzo grzeszni i/lub źle do nas nastawieni. Czy to jednak oznacza, iż materialne pomaganie złoczyńcom jest zasadą absolutną i nieznającą żadnych wyjątków, albo czy też należy to czynić przynajmniej zawsze wtedy, gdy ma się ku temu „fizyczną” okazję lub możliwość? Oczywiście, że nie. Inne fragmenty Pisma świętego nauczają nas wszak o pewnych sytuacjach, w których nie powinno się pomagać materialnie złoczyńcom. I tak na przykład Mądrość Syracha uczy:

    Jeśli chcesz dobrze czynić, zważ, komu masz czynić, a będą ci wdzięczni za twe dobrodziejstwa. Czyń dobrze bogobojnemu, a otrzymasz nagrodę, jeśli nie od niego, to na pewno od Najwyższego. Dobroczynność nie jest dla tego, kto trwa w złu, ani kto nie udziela jałmużny. Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył. Gdyż i u Najwyższego budzą odrazę grzesznicy, wymierzy On też karę bezbożnym. Dawaj dobremu, a nie pomagaj grzesznikowi.
    Syr 12, 1-7.

    Z kolei św. Paweł Apostoł w jednym ze swych listów pisał w następujący sposób:

    Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.” – 2 Tes 3, 10 – 12.

    Widzimy więc, iż zgodnie z natchnionym przez Ducha Świętego nauczaniem św. Pawła Apostoła nie powinno się materialnie pomagać tym, którzy w uporczywy sposób uchylają się od podjęcia uczciwej oraz dostosowanej do ich sił pracy. Z kolei słowa z Mądrości Syracha 12, 1-7 wydają się wskazywać na to, by nie pomagać złoczyńcom w sytuacji, gdy takowa pomoc miałaby obrócić się przeciwko nam („aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą„). Można więc chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż duch nauczania tak św. Pawła Apostoła, jak i księgi Mądrości Syracha wskazuje nam, że należy unikać pomagania uporczywym grzesznikom wówczas, gdy taka pomoc pomaga im tylko trwać w praktykowanych przez nich występkach.

    Warto zresztą zauważyć, iż również wypowiedzi zawarte w rozmaitych pomnikach starożytnej chrześcijańskiej Tradycji pouczają o pewnych ograniczeniach w obowiązku dawania jałmużny potrzebującym:

    Pracujcie bez wytchnienia; kto zubożał przez występki, ten nie zasługuje na wsparcie” – Konstytucje apostolskie [1].

    „Niechaj nie żyje z wami chrześcijanin próżniak! Kto nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Takich się strzeżcie! (…) Niech potnieje twoja jałmużna w rękach twoich, jeśli nie poznasz komu masz dać! (…) Jeśli przychodzący nie posiada rzemiosła, wedle rozpoznania waszego obmyślcie, żeby niepracujący pomiędzy wami nie żył! Jeśli zaś nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Strzeżcie się takich ludzi! ” – Didache, czyli nauka dwunastu apostołów [2].

    Bezwstydnym żebrakom nie należy dawać, bo to należy tylko prawdziwemu ubóstwu” – św. Ambroży [3].

    ***

    Pozostaje więc próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wspomniana na początku tego artykułu pomoc dla transseksualnych prostytutek mogła naruszać nauczane przez Pismo święte i chrześcijańską Tradycję ograniczenia tyczące się dawania jałmużny złoczyńcom?

    Otóż w sensie bardziej bezpośrednim z pewnością danie paczek żywnościowych cierpiącym poważne niedostatki prostytutkom nie utwierdzało ani nie zachęcało ich w czynionym przez siebie złu. Była to bowiem zwykła, doraźna pomoc mająca zaradzić najbardziej podstawowym ludzkim potrzebom. Gdyby np. tym ludziom zaoferowano pieniądze na pokrycie wydatków bezpośrednio związanych z kontynuowaniem takiej nikczemnej pracy to byłaby inna sytuacja. Jednakże w omawianym wypadku nie mieliśmy z niczym takim do czynienia.

    Można by jednak zapytać, czy taka pomoc nie była sprzeczna z duchem nauczania św. Pawła Apostoła zakazującym dawania jałmużny osobom uporczywie uchylającym się od uczciwej pracy? Cóż, trudno powiedzieć, czy owe transseksualne prostytutki, które wspomógł Franciszek uchylają się od uczciwej pracy w uporczywy sposób. Najpierw trzeba by wszak dokładniej zbadać ich życiową sytuację. Trzeba by się ich zapytać, czy miały propozycje innej pracy? Czy jeśli tak to takowe propozycje odrzuciły? Czy są gotowe pracować inaczej, jeśli będzie im dana taka możliwość, itp.?

    Nie wydaje się więc, by pomoc Franciszka dla transseksualnych prostytutek wywoływała jakieś poważniejsze wątpliwości natury etycznej. Jeśli już to, jako na najmocniejszą z takowych wątpliwości można by wskazać nagłośnienie całego tego wydarzenia. Biorąc wszak pod uwagę pewne inne mniej lub bardziej dwuznaczne gesty oraz wypowiedzi aktualnego papieża względem dewiantów, ktoś mógłby próbować je interpretować w kluczu wsparcia dla owych prostytutek właśnie specjalnie z powodu ich specyficznych skłonności. Jeśli zaś Pan Jezus doradzał, by raczej ukrywać swe miłosierne uczynki, aniżeli je eksponować (patrz: Mt 6, 1-4 ) to tym bardziej wydaje się, że w tej nietypowej sytuacji dyskrecja byłaby tym bardziej roztropna i wskazana. Jednakże i w tym wypadku, nie wiemy czy inicjatywa publicznego nagłośnienia całego tego wydarzenia wyszła ze strony transseksualnych prostytutek czy też samego papieża Franciszka i/lub jego otoczenia.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Wojciech Andersz, „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów”, Tom III, Poznań 1909, s. 155.

    [2] Cytat za: jw., s. 155.

    [3] Cytat za: jw., s. 155.