Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Pismo święte

  1. Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego

    Możliwość komentowania Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego została wyłączona

    X. Rafał Główczyński SDS, w internecie działający pod pseudonimem „Ksiądz z osiedla”, umieścił niedawno na swoim kanale film dotyczący przyczyn apostazji. Uważam, że kanał x. Rafała jest warty uwagi. Jestem również wdzięczny temu kapłanowi za to, że jego działalność ma bardzo pozytywny wpływ na ewangelizację i katechizację polskiej młodzieży. Niestety, w filmie dotyczącym apostazji, przedstawił on fałszywy obraz karalności grzechu sodomskiego w Piśmie Świętym i nauce Kościoła. Potępił on karalność sodomii we współczesnych państwach arabskich oraz w dawnych państwach katolickich (np. w XVI-wiecznej Hiszpanii). Stwierdził, iż kraje katolickie, które ścigały sodomię, pobłądziły i wprowadziły ustawy sprzeczne z Biblią i nauką Kościoła. Wg x. Rafała, Pismo Św. nigdzie nie nakazuje karania czynnych homoseksualistów śmiercią.

    Przyjrzyjmy się, jak ta sprawa naprawdę wygląda. W Piśmie Św. odnajdujemy następujący fragment:

    Kto by spał z mężczyzną obcowaniem niewieścim, obydwaj haniebny czyn popełnili: śmiercią niechaj umrą, krew ich niechaj będzie na nich.
    (Kpł 20, 13)

    Przepis ten należy do tzw. sądów Starego Testamentu, czyli praw karnych i cywilnych, obowiązujących w starożytnym Izraelu. Jezus wypełnił Prawo Mojżeszowe, a więc nie obowiązuje nas już nakaz karania sodomitów śmiercią. Prawo to było jednak dobre, słuszne i sprawiedliwe w tamtym czasie i miejscu, ponieważ Bóg nigdy nie dałby nam prawa, które nakazywałoby czynić zło:

    Nie mów: „On mnie w błąd wprowadził”, bo Mu nie potrzeba bezbożnych ludzi. Wszelkiej obrzydliwości błędu Pan nienawidzi, i nie będzie się podobała bojącym się go. Bóg od początku stworzył człowieka i zostawił go w mocy rady jego. Przydał prawa i przykazania swoje; jeśli będziesz chciał prawa zachować i na wieki wiarę miłą trzymać, zachowają cię. (…) Nikomu nie rozkazał źle czynić i nie dał nikomu pozwolenia grzeszyć; albowiem nie pragnie mnóstwa synów niewiernych i niepożytecznych.
    (Syr 15, 12-15.20)

    Ponadto, legalna władza państwowa może stosować rozwiązania prawne, które Bóg nadał Żydom, jeśli tylko uzna je za pożyteczne w danym czasie i miejscu. Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.
    (Summa theologiae, Iª-IIae q. 78 a. 1 co.)

    Osoby, które negują prawną karalność sodomii powołując się na wygaśnięcie Prawa Mojżeszowego, powinny zatem konsekwentnie opowiadać się za zniesieniem kar za morderstwo czy kradzież. Stąd też słusznie państwa katolickie wprowadzały surowe kary za ten obrzydliwy i sprzeczny z naturą występek. X. Rafał uważa jednak, że robiły to wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła. Również jest to nieprawda. Przytoczmy kilka orzeczeń papieskich i soborowych:

    1) Sobór Laterański V:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, „Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    *Tą zbrodnią jest grzech sodomski, o czym informuje nas 11. kanon Soboru Laterańskiego III, potępiający homoseksualnych duchownych.

    2) Pius V, bulla Cum Primum:

    Jeśli ktoś dopuści się tej ohydnej zbrodni przeciwko naturze, która spowodowała rozpętanie gniewu Bożego przeciwko dzieciom nieprawości, zostanie oddany w ręce sądu świeckiego, aby zostać ukarany, a jeśli jest duchownym, zostanie poddany tej samej karze po pozbawieniu godności kościelnej.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 180)

    3) Pius V, bulla Horrendum illud scelus:

    Po tym jak [księża-sodomici] zostaną zdegradowani przez sąd kościelny, mogą być przekazani władzy świeckiej, a ona ma prawo wykonać na nich tę samą karę, jaką otrzymują świeccy, którzy wpadli w tę otchłań – która jest ustanowiona w prawomocnych rozporządzeniach.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 267)

    Jak widać, prawo państwowe karało czyny homoseksualne za wyraźną aprobatą Kościoła. Ponadto, większość ustaw karnych w państwach katolickich przewidywało wówczas karę śmierci za ten obrzydliwy występek. Zobaczmy sobie chociażby Constitutio Criminalis Carolina, a więc kodeks karny wprowadzony w Rzeszy przez cesarza Karola V, obowiązujący w całej Europie w miastach na prawie niemieckim (także w Polsce):

    Gdzieby kto takowy nalezion był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają bydź spaleni, bez wszelakiego zmiłowania y łaski.
    (Źródło: Ten Postępek wybran iest z Praw Cesarskich…, str. 39)

    Podsumowanie

    Nie jest prawdą, że Biblia nie mówi o karaniu śmiercią za czyny homoseksualne. Nie jest również prawdą, że nauka Kościoła zabrania władzy państwowej karania tego występku. Wręcz przeciwnie, Kościół w minionych wiekach akceptował to, że prawa karne państw katolickich wymierzały sodomitom surowe kary, łącznie z karą śmierci. Nie oznacza to jednak, że państwo musi karać czynnych homoseksualistów śmiercią. Nie należy jednak potępiać państw, które zabraniają swoim obywatelom grzechu sodomskiego.

    Michał Brydziński

    Nota od redakcji salwowski.net: przedruk za zgodą autora. Po raz pierwszy powyższy artykuł został opublikowany na blogu prowadzonym przez pana Michała Brydzińskiego.

  2. O karceniu cielesnym dzieci

    Leave a Comment

    Rózga i karność udziela mądrości, pozostawiony sobie chłopiec jest wstydem dla matki” – Przysłów 29: 15.

    ***

    Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci” – Przysłów 13: 24.

    ***

    W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi je stamtąd” – Przysłów 22: 15.

    ***

    Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go rózgą uderzysz, a od Szeolu zachowasz mu duszę” – Przysłów 23: 13 – 14.
    ***

    Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi,  aby na końcu mógł się nim cieszyć” – Mądrość Syracha 30: 1.

    ***

    Nie odejmuj swojej ręki od syna swego, ani od córki swojej, ale ucz ich od młodości bojaźni bożej” – Nauka Dwunastu Apostołów 4, 9 (Cytat za: „Pisma Ojców Apostolskich”, Poznań 1924, s. 28.)

    ***

    Nie obawiajcie się ich karcić i surowo upominać, bo chłostą ich nie zabijecie (patrz: Prz 23, 13), ale raczej ocalicie, jak to Salomon mówi gdzieś w Księdze Mądrości: <Karć syna, a kłopotu ci to zaoszczędzi> (patrz: Prz 29, 17 i Prz 19, 18a), <tak bowiem będzie dla ciebie dobrą nadzieją> (por. Prz 19, 18b), <ty go uderzysz rózgą, a duszę jego zachowasz od śmierci> (por. Prz 23,14). Tenże (Salomon) mówi jeszcze: <Kto rózgi żałuje, nienawidzi swego syna> (por. Prz 13, 24), oraz: <Okładaj rózgami jego boki, gdy jest jeszcze młody, aby, gdy zmężnieje, nie odmówił ci posłuchu> (por. Syr 30, 12). Kto więc nie chce upominać i karcić swego syna, nienawidzi swego dziecka. Uczcie więc wasze dzieci Słowa Pańskiego, bądźcie surowi dla nich nawet chłoszcząc je rózgami, wpajajcie im posłuszeństwo, uczcie je <od dzieciństwa świętych pism> (por. 2 Tym 3, 15) naszych i Boga, przekazujcie im całe Pismo Boże (…)” – Konstytucje Apostolskie IV, 11 (2-4). (Cytat za: „Synody i Kolekcje Praw, Tom II, Konstytucje Apostolskie oraz Kanony Pamfilosa z apostolskiego synodu w Antiochii; Prawo kanoniczne świętych Apostołów; Kary świętych Apostołów dla upadłych; Euchologion Serapiona”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, s. 103-104).

    ***

    Ponieważ (…) dzieci podlegają władzy ojca, a słudzy swego pana, wolno ojcu chłostać swego syna, a panu swego sługę, by ich poprawić i wychować” – Św. Tomasz z Akwinu.

    ***

    Gdzie zaś nie przynoszą skutku dobre słowa i karcenie, tam należy zabrać się do kar: zwłaszcza gdy dzieci jeszcze nie wyrosną, wtedy jest rzeczą niepodobną, aby ich można ukrócić `Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego`. (Przyp. 13, 24). Nienawidzi syna swego ten, który go nie karze, kiedy potrzeba. I tego kiedyś Pan Bóg ukarze (…) Alić należy karać dzieci roztropnie, nie w uniesieniu gniewnym, jak to teraz nieraz czynią ojcowie i matki: bo wtedy nic nie osiągną, gdyż wówczas dzieci stają się jeszcze krnąbrniejsze. Najpierw wypada dzieci upominać, potem im grozić a wreszcie ukarać, ale po ojcowsku, a nie po katowsku, z umiarkowaniem, bez złorzeczeń i bez przekleństwa. Można je zamknąć w pokoju, ująć cokolwiek z pokarmu, nie dać odzienia lepszego, a jak potrzeba użyć rózgi, a nie kija. A jest zasadą ustaloną, aby nie kłaść ręki na dziecko póki wrzenie namiętności nie ustąpi, dopiero po uśmierzeniu gniewu karajcie” – Św. Alfons Liguori, (Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 68 – 69).

    ***

    Otóż, nie jesteście dobrymi rodzicami, lecz okrutnikami i samo sobie gotujecie hańbę, jeśli w razie potrzeby nie karzecie dziecka, choćby i cieleśnie, bo o tej karze będę mówił przede wszystkim. Potwierdza słowa moje Duch św., mówi bowiem (Przyp. 13, 24): <Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego>, to znowu (Przyp. 29, 15): <Rózga i karanie daje mądrość, dziecię zaś puszczone ma swą wolę, zawstydza matkę swoją> (…) Trzeba tez karać z miłością, więc nigdy w gniewie, nigdy w złości, nigdy z przekleństwem, ze złorzeczeniem, bo uczy Pismo św. (Syr. 19, 28): <Fałszywym jest karanie w gniewie sromocącego>. Kara powinna pochodzić jakoby od Pana Boga, a nie jakoby od czarta przeklętego, to jest z gwałtownością czartowską. Dzieci powinny odczuć, że rodzice karzą je tylko niechętnie i tylko dla tego, że tego wymaga ich powinność. Rodzice mają tak tak karać, iżby śmiał mogli powiedzieć dziecku: <Dla tego, że cię kocham, karzę cię właśnie>” – Ks. Wojciech Andersz, cytat za: „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom III”, Poznań 1909, ss. 472, 476.

    ***

    Tu interesują nas te przypadki, kiedy bicie jest bolesne, a nawet szkodliwe dla ciała. Także tu nie można zakazać władzom społecznym i wychowawczym stosowania tego środka karnego, zawsze rzecz jasna w granicach nie szkodzących zdrowiu. Nie jest natomiast nikomu dozwolone bicie bliźniego pod wpływem gniewu i dla zemsty lub z chęci dokuczenia i sprawienia przykrości. (…)” – Jacek Woroniecki OP, „Katolicka etyka wychowawcza. Tom II. Etyka szczegółowa. Część 2”, Lublin 2000, s. 170-171.

    Przeczytaj też: Czy kary cielesne są niemoralne?

    Nota od redakcji: Pisownia cytowanych wypowiedzi została nieznacznie uwspółcześniona.

  3. Czy kobiety mogą nosić spodnie?

    Możliwość komentowania Czy kobiety mogą nosić spodnie? została wyłączona

    W środowiskach tradycjonalistycznych katolików bardzo popularnym jest pogląd, iż niewiasty nie powinny nosić spodni, gdyż ubiór ten jest strojem o charakterze stricte męskim. Osobiście zauważyłem nawet, że pośród tradycyjnych katolików większą tolerancją (a może i czasami aprobatą) cieszą się nieskromne (gdyż za krótkie czy zbyt obcisłe) spódnice i sukienki aniżeli choćby długie oraz nieobcisłe spodnie noszone przez kobiety. Podejście to zresztą jest odbiciem dość znanej w tych kręgach wypowiedzi jednego z tradycjonalistycznie katolickich hierarchów, a mianowicie zmarłego w 1991 roku biskupa Antonio de Castro Mayera, który miał twierdzić, iż z dwojga złego mniejszą niegodziwością są minispódniczki aniżeli spodnie u kobiet.

    W poniższym artykule zamierzam wykazać, iż zarysowane wyżej podejście dużej części tradycjonalistycznych katolików do problemu kobiecych spodni jest błędne, a nawet ociera się o potępioną przez Pana naszego i Zbawcę Jezusa Chrystusa postawę wyrażoną jako: „Przecedzanie komara i połykanie wielbłąda” (por. Mt 23, 23-24).

    Głównym argumentem przeciwników używania przez niewiasty spodni jest następujący fragment Pisma świętego:

    „Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego” – Pwt 22, 5.

    Z tego wersetu wyciągają oni następujący wniosek: „Biblia potępia noszenie męskich ubrań przez kobiety (i na odwrót), a skoro spodnie są strojem typowym dla mężczyzn, to kobiety nie powinny ich nosić”. Ta argumentacja jest jednak błędna z tego powodu, iż owszem Pismo święte potępia noszenie męskich strojów przez niewiasty i żeńskich przez mężczyzn, ale w żadnym fragmencie tej świętej Księgi nie jest sprecyzowane, że akurat spodnie są tym elementem ubioru, który ma przysługiwać wyłącznie mężczyznom. Co więcej, kontekst kulturowy i historyczny Pisma świętego wskazuje na to, iż w czasach jego spisywania mężczyźni bardzo często nosili suknie, a więc ubiór, który dla wielu ludzi kojarzy się z typowo kobiecym strojem, a jednak Pan Bóg w żadnym fragmencie spisanego przez natchnionych przez Siebie autorów Słowa nie potępił i nie zabronił tego zwyczaju (noszenia sukni przez mężczyzn). Można więc śmiało pokusić się o konkluzję, iż ani spodnie, ani suknia nie są ubiorami przynależnymi tylko jednej płci, a istota biblijnego przykazania wyrażonego w Księdze Powtórzonego Prawa 22, 5 sprowadza się do czegoś innego niż spodnie bądź suknia. Chodzi w nim raczej o to, by w sposobie i stylu ubierania oraz wyglądu z jednej strony niewiast, a z drugiej mężczyzn zachodziły na tyle poważne różnice, iż na pierwszy rzut oka było wiadome, że dany strój jest żeński albo męski. Taki styl może być kombinacją elementów zmiennych kulturowo z bardziej uniwersalnymi, bo właściwymi dla natury płci męskiej bądź żeńskiej. Przykładowo, mężczyźni z natury rzeczy zwykle nie mają dużych piersi ani pośladków czy też szerokich bioder, a zatem ubiór, który miałby sprawiać wizualne wrażenie, iż dany mężczyzna ma większe niż w rzeczywistości piersi, pośladki albo biodra powinien zostać uznany za pogwałcenie biblijnego zakazu z Pwt 22, 5 już z naturalnych i uniwersalnych względów. Podobnie, jeden ze współczesnych stylów w sposobie ubierania się znany pod nazwą „unisex” nie powinien być akceptowany, gdyż w jego założeniach tkwi tworzenie strojów identycznych dla obu płci.

    To wszystko nie oznacza jednak, że nie mogą istnieć spodnie typowe dla kobiet. Jeśliby przyjąć poprawność tej konkluzji to można powiedzieć, że i koszule nie mogą być typowe dla niewiast, gdyż przynależą one tylko mężczyznom. To oczywiście byłby sztuczny podział. Tak jak koszule mogą być zaprojektowane w taki sposób, iż na pierwszy rzut oka widać, że jedne z nich przeznaczone są dla mężczyzn, a inne dla kobiet; tak i spodnie mogą być sporządzone w ten sposób, iż widać, które z nich są bardziej kobiece, a które męskie.

    Warto też wiedzieć, iż problem noszenia przez niewiasty spodni został już rozstrzygnięty przez Magisterium Kościoła w osobie papieża św. Mikołaja I, który w liście do nowo nawróconego króla Bułgarów pisał:

    „Bo czy ty, czy twoja kobieta, nosisz spodnie lub nie, ani nie przeszkadza ci to w zbawieniu, ani nie prowadzi do wzrostu twojej cnoty”.

    Innymi słowy, noszenie spodni przez kobiety jest samo w sobie neutralne moralnie. Inną sprawą jest to, że coś takiego może stać się niemoralne wówczas, gdy kobiece spodnie są obcisłe lub zbyt krótkie (wówczas grzeszy się przez nieskromność lub bezwstyd) lub, gdy wygląd, krój i styl takich spodni jest na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia od tych używanych przez mężczyzn (wtedy mamy do czynienia z naruszeniem przynajmniej ducha biblijnego zakazu wyrażonego w Pwt 5, 22). Jednakże trudno jest powiedzieć, by jako takie, zawsze lub prawie zawsze, spodnie były strojem przeznaczonym wyłącznie dla męskiej płci, a przez to zakazanym i potępionym dla kobiet.

    Oczywiście, powyższe rozważania nie oznaczają, iż spodnie są najlepszym, bądź równie dobrym strojem dla niewiast co sukienki, bądź spódnice. Tak czy inaczej nie znaczy to też, iż spodnie dla kobiet są jako takie złe. Wybór pomiędzy spodniami a sukienkami czy spódnicami jest tu raczej podobny do wyboru pomiędzy obejrzeniem jakiegoś nieszkodliwego moralnie programu w telewizji a przeczytaniem kilku fragmentów Pisma świętego. To pierwsze jest mniejszym dobrem, a to drugie większym dobrem: nie mamy tu jednak do czynienia z wyborem pomiędzy złem a dobrem.

    Mirosław Salwowski

  4. Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom?

    Możliwość komentowania Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom? została wyłączona

    Kilka dni temu w mass mediach pojawiła się wiadomość, iż papież Franciszek wspomógł materialnie transseksualne prostytutki, które ze względu na bardzo trudną sytuację, w jakiej znalazły się one/oni z powodu epidemii koronawirusa, zwróciły się do niego o pomoc. Pełniący funkcję papieskiego jałmużnika kardynał Krajewski miał wspomóc te osoby paczkami żywnościowymi. Można zadać pytanie, czy całe to wydarzenie należy ocenić pozytywnie, czy negatywnie?

    ***

    Ogólnie rzecz biorąc, należy dawać jałmużnę w miarę możności tym wszystkim, którzy znajdują się w rzeczywiście trudnej sytuacji materialnej, niezależnie od tego, czy zwracające się do nas osoby są dobrymi, czy złymi ludźmi. Co więcej, naszą powinnością jest pomaganie materialne nawet tym ludziom, którzy są do nas nastawieni w nieprzychylny lub wręcz wrogi sposób. O tej prawdzie i zasadzie uczył choćby sam nasz Pan Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł:

    Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – Mt 5. 44 – 45.

    „(…) Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę.” – Rz 12, 19-20.

    Tak więc ogólną i podstawową zasadą jest w tej kwestii udzielanie jałmużny również tym ludziom, którzy są bardzo grzeszni i/lub źle do nas nastawieni. Czy to jednak oznacza, iż materialne pomaganie złoczyńcom jest zasadą absolutną i nieznającą żadnych wyjątków, albo czy też należy to czynić przynajmniej zawsze wtedy, gdy ma się ku temu „fizyczną” okazję lub możliwość? Oczywiście, że nie. Inne fragmenty Pisma świętego nauczają nas wszak o pewnych sytuacjach, w których nie powinno się pomagać materialnie złoczyńcom. I tak na przykład Mądrość Syracha uczy:

    Jeśli chcesz dobrze czynić, zważ, komu masz czynić, a będą ci wdzięczni za twe dobrodziejstwa. Czyń dobrze bogobojnemu, a otrzymasz nagrodę, jeśli nie od niego, to na pewno od Najwyższego. Dobroczynność nie jest dla tego, kto trwa w złu, ani kto nie udziela jałmużny. Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył. Gdyż i u Najwyższego budzą odrazę grzesznicy, wymierzy On też karę bezbożnym. Dawaj dobremu, a nie pomagaj grzesznikowi.
    Syr 12, 1-7.

    Z kolei św. Paweł Apostoł w jednym ze swych listów pisał w następujący sposób:

    Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.” – 2 Tes 3, 10 – 12.

    Widzimy więc, iż zgodnie z natchnionym przez Ducha Świętego nauczaniem św. Pawła Apostoła nie powinno się materialnie pomagać tym, którzy w uporczywy sposób uchylają się od podjęcia uczciwej oraz dostosowanej do ich sił pracy. Z kolei słowa z Mądrości Syracha 12, 1-7 wydają się wskazywać na to, by nie pomagać złoczyńcom w sytuacji, gdy takowa pomoc miałaby obrócić się przeciwko nam („aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą„). Można więc chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż duch nauczania tak św. Pawła Apostoła, jak i księgi Mądrości Syracha wskazuje nam, że należy unikać pomagania uporczywym grzesznikom wówczas, gdy taka pomoc pomaga im tylko trwać w praktykowanych przez nich występkach.

    Warto zresztą zauważyć, iż również wypowiedzi zawarte w rozmaitych pomnikach starożytnej chrześcijańskiej Tradycji pouczają o pewnych ograniczeniach w obowiązku dawania jałmużny potrzebującym:

    Pracujcie bez wytchnienia; kto zubożał przez występki, ten nie zasługuje na wsparcie” – Konstytucje apostolskie [1].

    „Niechaj nie żyje z wami chrześcijanin próżniak! Kto nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Takich się strzeżcie! (…) Niech potnieje twoja jałmużna w rękach twoich, jeśli nie poznasz komu masz dać! (…) Jeśli przychodzący nie posiada rzemiosła, wedle rozpoznania waszego obmyślcie, żeby niepracujący pomiędzy wami nie żył! Jeśli zaś nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Strzeżcie się takich ludzi! ” – Didache, czyli nauka dwunastu apostołów [2].

    Bezwstydnym żebrakom nie należy dawać, bo to należy tylko prawdziwemu ubóstwu” – św. Ambroży [3].

    ***

    Pozostaje więc próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wspomniana na początku tego artykułu pomoc dla transseksualnych prostytutek mogła naruszać nauczane przez Pismo święte i chrześcijańską Tradycję ograniczenia tyczące się dawania jałmużny złoczyńcom?

    Otóż w sensie bardziej bezpośrednim z pewnością danie paczek żywnościowych cierpiącym poważne niedostatki prostytutkom nie utwierdzało ani nie zachęcało ich w czynionym przez siebie złu. Była to bowiem zwykła, doraźna pomoc mająca zaradzić najbardziej podstawowym ludzkim potrzebom. Gdyby np. tym ludziom zaoferowano pieniądze na pokrycie wydatków bezpośrednio związanych z kontynuowaniem takiej nikczemnej pracy to byłaby inna sytuacja. Jednakże w omawianym wypadku nie mieliśmy z niczym takim do czynienia.

    Można by jednak zapytać, czy taka pomoc nie była sprzeczna z duchem nauczania św. Pawła Apostoła zakazującym dawania jałmużny osobom uporczywie uchylającym się od uczciwej pracy? Cóż, trudno powiedzieć, czy owe transseksualne prostytutki, które wspomógł Franciszek uchylają się od uczciwej pracy w uporczywy sposób. Najpierw trzeba by wszak dokładniej zbadać ich życiową sytuację. Trzeba by się ich zapytać, czy miały propozycje innej pracy? Czy jeśli tak to takowe propozycje odrzuciły? Czy są gotowe pracować inaczej, jeśli będzie im dana taka możliwość, itp.?

    Nie wydaje się więc, by pomoc Franciszka dla transseksualnych prostytutek wywoływała jakieś poważniejsze wątpliwości natury etycznej. Jeśli już to, jako na najmocniejszą z takowych wątpliwości można by wskazać nagłośnienie całego tego wydarzenia. Biorąc wszak pod uwagę pewne inne mniej lub bardziej dwuznaczne gesty oraz wypowiedzi aktualnego papieża względem dewiantów, ktoś mógłby próbować je interpretować w kluczu wsparcia dla owych prostytutek właśnie specjalnie z powodu ich specyficznych skłonności. Jeśli zaś Pan Jezus doradzał, by raczej ukrywać swe miłosierne uczynki, aniżeli je eksponować (patrz: Mt 6, 1-4 ) to tym bardziej wydaje się, że w tej nietypowej sytuacji dyskrecja byłaby tym bardziej roztropna i wskazana. Jednakże i w tym wypadku, nie wiemy czy inicjatywa publicznego nagłośnienia całego tego wydarzenia wyszła ze strony transseksualnych prostytutek czy też samego papieża Franciszka i/lub jego otoczenia.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Wojciech Andersz, „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów”, Tom III, Poznań 1909, s. 155.

    [2] Cytat za: jw., s. 155.

    [3] Cytat za: jw., s. 155.

  5. Czemu tyle nieszczęść na świecie?

    Możliwość komentowania Czemu tyle nieszczęść na świecie? została wyłączona

    Ale niedowiarkowie pytają dalej: Jeżeli Pan Bóg stworzył człowieka dla szczęścia jego, czemu Pan Bóg zsyła na ludzi tyle nieszczęść i dolegliwości? Odpowiedź jest, że 1) dzieje się to z winy ludzi, ale też 2) dlatego, aby grzesznik się poprawił, a 3) sprawiedliwy, aby tutaj się nie wyróżniał, pokutował, ochronił się od grzechów, wzrastał w zasługi, a przez to tym większą nagrodę uzyskał w niebie, wreszcie był podobny do Chrystusa Pana.

    1. Po największej części nieszczęścia pochodzą z własnej winy człowieka, są karą sprawiedliwą na grzesznika, iż spełniają się słowa Psalmisty (31. 10): <<Wiele biczów na grzesznika>>, jako też księgi Przypowieści (11. 21): <<Ręka w ręce, grzesznik nie ujdzie karania>>. Weźmijmy ubóstwo! Jakżeż często jest ono skutkiem lenistwa, rozpusty, pijaństwa, zbytków, niezaradności. Pismo św. mówi (Syr. 19. 1): <<Robotnik opiły nie wzbogaci się, a kto gardzi małymi rzeczami, po mału upadnie>>. Choroby jakżeż często powstają skutkiem życia nieumiarkowanego wedle tegoż Pisma św. (37. 88): <<Kto grzeszy przed oczyma Tego, który go stworzył, wpadnie w ręce lekarskie>>. Toż i inne grzechy sprowadzają na człowieka choroby, a jeśli nie grzechy własne, to grzechy rodziców lub przodków starszych. Nie mogą zaś ludzie narzekać, iż cierpieć muszą za przodków swoich, skoro chlubić się lubią ich majątkiem, urodzeniem lub zasługami. Ponieważ grzechy są przyczyną chorób, stąd też Pan Jezus przed uzdrowieniem odpuszczał grzechy. Kłopoty i troski prawie zawsze pochodzą z pragnień niedorzecznych. Ludzie sami przyczyniają sobie kłopotów, zmartwień, gorzkości i gotują sobie piekło na ziemi, zwłaszcza tam, gdzie mąż ze żoną niezgodni. Gdyby ludzie żyli ze sobą, jak Pan Bóg przykazuje, ziemia choćby nie była rajem, bo ten zamknięty, byłaby jednak znośnym miejscem pobytu dla nas, nędznych synów Adamowych. Ale oto skąpstwo zamyka rękę przed zgłodniałym, to znowu chciwość biegnie kraść z cudzych pół i ogrodów zboże i owoce; tam zazdrość bluźni, tu rani język oszczerczy; wreszcie zemsta podnosi ręce przeciw bratu i wytacza procesy. A coś jest zazwyczaj przyczyną srogich wojen, jeżeli nie łakomstwo, zemsta i pycha ludzka? Przyznaję tedy, że wiele utrapienia pod słońcem, ale większa część pochodzi z winy ludzi, którzy sami są sobie katami.

    Ostatecznie – wiecie to dobrze, – wszystkie nieszczęścia mają źródło w grzechu pierworodnym. W raju nie znał człowiek, co to ból i nędza. Ale ludzie nie byli zadowoleni z tego, co mieli; chcieli tego, co złem największym, – grzechu. Z tego złego, jakoby ze źródła niewyczerpanego płyną wszystkie nieszczęścia inne: z tego źródła pochodzi zła pożądliwość, która człowieka podnieca do grzechów coraz nowych i prowadzi do tylokrotnych upadków: z tego źródła pochodzi zaćmienie rozumu, a stąd wszystkie niedorzeczne troski i narzekania niegodne chrześcijanina; z tego źródła płynie ona upartość, że tak powiem i nieprzyjaźń przyrodzenia i wszystkich stworzeń, które skutkiem grzechu pierworodnego zbuntowały się przeciw człowiekowi i stały mu się wrogimi. Więc nie ma co nam narzekać na Pana Boga, lecz na samych siebie. Pan Bóg stworzył i urządził raj rozkoszny, a myśmy przez nieposłuszeństwo zepsuli i zeszpecili to piękne dzieło Boże.

    2. a) Jakkolwiek bądź słusznym to, co mówi Pan Bóg u proroka (Ezech. 33. 11): <<Nie chcę śmierci niezbożnego, ale żeby się nawrócił niezbożny od drogi swej, a żył>>. Iluż to takich grzeszników, którzy nawrócić się nie chcą, gardzą wszelkimi łaskami nieba i grzech na grzech gromadzą! Wtedy Pan Bóg, ponieważ nie skutkuje łagodność, chwyta się środków surowych: zsyła utrapienia i nieszczęścia i tymi to środkami właśnie ratuje ludzi od zatracenia. – Historia św. potwierdza tę prawdę. Jonasz nie chciał usłuchać rozkazu Bożego, żeby Niniwitom przepowiadać pokutę; dopiero, kiedy Pan Bóg zesłał burzę i Jonasza wrzucono w fale morskie, tedy wyznał winę swoją. Król Manasses wiele lat prowadził życie bezbożne i szydził z upomnień, ale w niewoli babilońskiej poznał złość swoją i nawrócił się do Pana Boga. – Podobne przykłady widzimy i dzisiaj. Po niejednym sercu jakoby po skale spływa woda łaski nie zostawiając śladu żadnego: ludzie tacy nie zważają ani na głos sumienia, przez które Pan Bóg przemawia, ani przez upomnienia rodziców, przełożonych i pasterzy: gardzą sakramentami świętymi. Ponieważ nie chcą słuchać, muszą cierpieć. Pan Bóg zsyła klęskę po klęsce. I oto ten grzesznik uparty kruszeje, upokarza się przed Panem Bogiem i czyni pokutę prawdziwą. Woła jak ów syn marnotrawny (Łuk. 15, 17-19): << Jako wiele najemników w domu ojca mego mają dosyć chleba, a ja tu głodem umieram! Wstanę i pójdę do ojca mego i rzeknę mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przed tobą; jużem nie jest godzien być zwać synem twoim: uczyń mnie jako jednego z najemników twoich!>>. Co się działo z owym synem, to się działo i dzieje z wielu innymi. Tak oto Pan Bóg okazuje się łaskawym na grzesznika, iż sprawdzają się słowa księgi Mądrości (12. 2): <<Te, którzy występują, po kęsu karzesz, i w czym upominasz i mówisz do nich, aby opuściwszy złość, wierzyli w Cię, Panie!>>. Cierpienia są najlepszym lekarstwem na choroby duszy, jako to sam Bóg powiada u proroka (Oze. 6. 1): <<W utrapieniu swym rano wstaną do Mnie, mówiąc: Pójdźcie a nawróćmy się do Pana!>>.

    Dlatego, najmilsi, ilekroć Pan Bóg tyka nas karami, przyjmijmy te kary z pokorą i mówmy za św. Augustynem: <<Tutaj Panie, pal, tu kraj, ale ochroń nas na wieki!>>. Idźmy za przykładem braci Józefa egipskiego, którzy uwięzieni w Egipcie rzekli (Gen. 42. 21): <<Słusznie to cierpimy, bośmy zgrzeszyli przeciw bratu naszemu>>.

    b) Powiecie jednak dalej: Niechżesz już Pan Bóg karze grzesznika na ziemi, czemuż jednak potępia go na wieki? Toć wtedy Pan Bóg nie stworzył człowieka dla szczęścia jego, skoro unieszczęśliwia go w ten sposób? Ależ, drodzy bracia, kto człowieka takiego czyni nieszczęśliwym? Czy Pan Bóg? O, nie, Pan Bóg dał mu wszystko, co tylko potrzebne, aby mógł być szczęśliwym: dał mu rozum i wolną wolę i łaskę świętą. Ale człowiek pogardził tym wszystkim, wzgardził Panem Bogiem i dlatego nie może mieć z Nim cząstki na wieki. Nie Pan Bóg tedy potępia człowieka; potępiają go grzechy jego, ale on sam potępia siebie czyni siebie kąkolem odpowiednim na spalenie.

    3. Powiadają jednak dalej: Nieszczęścia, jakie istnieją na świecie, dotykają nie tylko złych, lecz i dobrych; czemu się to dzieje?

    a) Oto Pan Bóg dotyka nieszczęściami i dobrych, bo nie chce robić wyjątków. Stąd to na wojnie kule trafiają i pobożnych żołnierzy i bezbożników, stąd podczas zaraźliwych chorób giną źli i dobrzy. Cierpią źli i dobrzy, ale nie dlatego, że żyją źle albo dobrze, lecz głównie dlatego, że są ludźmi. Gdyby dobrzy byli wyjęci od nieszczęść, Pan Bóg musiałby czynić cuda nieustannie. Zresztą już same narzekanie człowieka, że go Pan Bóg karze, choć inni bardziej grzeszni, jest wskazówką, iż nieszczęście dotyka go słusznie. Narzekanie to bowiem wskazuje, że człowiek stawia opór Panu Bogu i nie dosyć szanuje sprawiedliwość Bożą. Dlatego też św. Augustyn tak się odzywa do człowieka dobrego, który się żali na nieszczęścia: << Ma ci Pan Bóg dawać pieniądze? Te ma i rozbójnik. Żonę i dziecko, zdrowie i zaszczyty? Iluż złych nie ma tego wszystkiego! Dlatego nie przypuszczaj jednak, że Panu Bogu służysz za darmo, skoro i ci, którzy Mu nie służą, posiadają rzeczy te same! Wszystko to daje Pan Bóg i złym ludziom. Siebie Samego daje dobrym tylko>>. Podobnie uczy św. Cyprian (por. Wilmers. I. 387). Dlatego nie wszystkie nieszczęścia można przypisywać grzechom. Gdy apostołowie zapytali Pana Jezusa (Jan 9. 2): „Nauczycielu, kto zgrzeszył, ten czy rodzice jego, iż się ślepym narodził?” Odpowiedział Pan Jezus (w.3): <<Ani ten zgrzeszył, ani rodzice jego, ale żeby się sprawy Boże w nim okazały>>. Wreszcie na to zważyć trzeba, że Pan Bóg dotyka dobrych nieszczęściami przeważnie zewnętrznymi, ale udziela im dóbr wewnętrznych, których nie posiada zły człowiek, np. zadowolenia z losu swego.

    b) Ale powiesz może: Choć Pan Bóg dotyka nieszczęściami złych i dobrych, to po większej części dobrzy tu na ziemi więcej doznają nieszczęść niż źli ludzie. Prawdę mówisz, najmilszy, ale to nie żadna niesprawiedliwość. Pan Bóg nieraz obdarza złych dobrami doczesnymi, bo i oni wypełniają niejedno co zasługuje na nagrodę, np. są miłosiernymi dla potrzebujących; a ponieważ zaś nie będzie mógł nagrodzić ich szczęśliwością wieczną, Sprawiedliwość Boża wynagradza ich docześnie (por. Mat. 6. 2, Łuk 16. 25). Ale nagroda taka jest nieszczęściem dla bezbożnych ponieważ ich zaślepia (Przyp. 1, 32, Jer. 51. 39-40). Częściej jeszcze Pan Bóg obdarza grzeszników dobrami doczesnymi na to, aby ich pociągnąć ku Sobie, tak jak to czynią nieraz i ludzie, dobrodziejstwami usiłując pozyskać przeciwników. – Z drugiej strony nie ma człowieka, któryby obok cnót nie popełniał i grzechów, i kłamcą byłby wedle św. Jana (I Jan 1. 8-10), ktoby twierdził, że nie ma grzechu żadnego (por. Ekl. 7.21, Przyp. 20, 9). Pan Bóg tedy karze docześnie, aby człowiek mógł odpokutować za winy w tym życiu. Jest to więc łaskawość Boża.

    c). Zsyłając na sprawiedliwego nieszczęścia, Pan Bóg okazuje mu łaskawość i z tego względu, bo tym sposobem zachowuje go od grzechu. Nic gorszego nad powodzenie światowe, albowiem jest ono jakoby jad jaki, który przez samo oddychanie dostaje się do serca i zaraża je śmiertelnie. Osoby najpobożniejsze nie zdolne uchronić się tego przez czas dłuższy. Jakżeż bogobojnym był Dawid, dopóki pasał owce w domu ojca swego! Zaledwo został królem i począł używać zaszczytów i wygód, aż oto zaraz popadł w grzechy srogie … Dzisiaj nie widzimy dobrze niebezpieczeństw wszystkich, w którebyśmy popadli, gdyby Pan Bóg nie ratował od nich przez rozmaite nieszczęścia. Poznamy to na świecie drugim i będziemy dziękowali Panu Bogu za przedziwną opatrzność Jego. – Czyż nie chciałbyś tedy znieść ani jednego uderzenia tej ręki, która dla ciebie na krzyżu była przybitą? Pan Bóg przecież wszystko układa ku zbawieniu twemu. Wspomnij choćby na chorego! Ponosi on przykrości wszelakie: odmawia sobie jadła i napoju, choć głodny lub pragnący; zażywa przykre lekarstwa, każe wypalać i wyrzynać rany – wszystko to chętnie znosi i jeszcze płaci lekarzowi. Czyźbyśmy mniej mieli ufać Panu Jezusowi, lekarzowi niebieskiemu, który za nas cierpiał i umarł? Dawid, gdy Pan Bóg miał zesłać na niego, oświadczał (Psalm 37, 18): << Jam na bicze gotów jest;>> gdy je zaś już zesłał, wielbił P. Boga (Psalm 38. 10) <<Zamilkłem i nie otworzyłem ust moich, boś Ty uczynił>> (…).

    Ks. Wojciech Andersz, Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom I, Poznań 1908. s. 297 – 302.

  6. Dlaczego koronawirus może być karą za grzechy?

    Możliwość komentowania Dlaczego koronawirus może być karą za grzechy? została wyłączona

    Mamy obecnie epidemię tzw. koronawirusa i w związku z tym niejeden katolicki ksiądz postawił sobie za punkt honoru udowodnić, iż ani ten wirus, ani żadne inne choroby z całą pewnością nie są Bożą karą za grzechy, a wszelkie wzmianki na ten temat są sprzeczne z chrześcijaństwem. W tmym artykule postaram się zatem ze swej strony pokazać, iż owszem koronawirus oraz inne choroby mogą być Bożą karą za grzechy.

    Zacznijmy zatem od tego, iż Pismo święte w wielu miejscach mówi o tym, że różne choroby i związane z nimi dolegliwości mogą być karą za grzechy. I tak np. w Starym Testamencie jako kara za niewierność Bogu wymieniane są następujące nieszczęścia:

    Pan ześle na ciebie przekleństwo, zamieszanie i przeszkodę we wszystkim, do czego wyciągniesz rękę, co będziesz czynił. Zostaniesz zmiażdżony i zginiesz nagle wskutek przewrotnych swych czynów, ponieważ Mnie opuściłeś.  Pan sprawi, że przylgnie do ciebie zaraza, aż cię wygładzi na tej ziemi, którą idziesz posiąść.  Pan dotknie cię wycieńczeniem, febrą, zapaleniem, oparzeniem, śmiercią od miecza, zwarzeniem zbóż od gorąca i śniecią: będą cię one prześladować, aż zginiesz. (…) Pan dotknie cię wrzodem egipskim, hemoroidami, świerzbem i parchami, których nie zdołasz wyleczyć” (Pwt 28: 21 – 22, 27).

    Podobnych fragmentów w księgach Starego Testamentu jest oczywiście o wiele więcej, ale wiem, że dla dużej części współczesnych katolików nie jest to silny argument, gdyż traktują oni tę część Pisma świętego bardziej jako zbiór prymitywnych wyobrażeń starożytnych Żydów aniżeli nieomylne i bezbłędne Słowo Boże, zatem poniżej pokażę, iż choroby niejednokrotnie utożsamiane są z Bożymi karami również na kartach Nowego Testamentu. Tak więc przykładowo, Elimas zostaje oślepiony za sprzeciwianie się szerzeniu Ewangelii: „Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca” (Dz 13: 11). Z kolei w Apokalipsie św. Jana czytamy, iż Pan nasz Jezus Chrystus rzuca na „łoże boleści” fałszywą prorokinię Jezabel, na tych co z nią „cudzołożą” zsyła „wielkie utrapienie” (Ap 2, 21-22), a przejawami Bożego gniewu będą między innymi złośliwe wrzody występujące u ludzi oddających cześć „Bestii” (Ap 16, 1-2) zaś skutkiem jednej z plag zesłanych na ludzkość będzie to, że ludzie będą z bólu gryźć swe języki (Ap 16, 10). Także w Ewangelii św. Jana przynajmniej zasugerowany został możliwy związek pomiędzy chorobami a karą Bożą, gdyż Chrystus Pan zwracając się do jednego z uzdrowionych przez siebie chorych wyrzekł następujące słowa: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». (J 5, 14). Można też wspomnieć, iż św. Paweł Apostoł rozmaite przypadki chorób i śmierci zdarzających się w lokalnym kościele Koryntu przypisał niegodnemu przyjmowaniu Ciała i Krwi Pańskiej: „Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha.  Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.  Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło” (1 Kor 11, 28-30).

    Oczywiście nie wszystkie choroby muszą być koniecznie karą za grzechy, o czym świadczą słowa Pana Jezusa wypowiedziane w związku z uzdrowieniem pewnego niewidomego od urodzenia mężczyzny: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. (J 9, 3). To jednak, że w tym konkretnym wypadku choroba nie była karą za grzechy, nie oznacza, że w żadnym wypadku choroby nie są taką karą.

    ***

    Powyższe odwołania do Pisma św. nie są moją prywatną interpretacją tej najświętszej Księgi. Tradycyjna wykładnia katolicka potwierdza dosłowne rozumienie biblijnego nauczania o chorobach jako możliwych karach za grzechy.

    Przykładowo, św. Bazyli Wielki (jeden z ojców i doktorów Kościoła) przywołując fragment Ewangelii św. Jana, w którym Pan Jezus ostrzegł uzdrowionego przez siebie chromego, by ten więcej nie grzeszył, aby mu się coś gorszego nie przytrafiło (J 5, 14), wyjaśniał, iż ten biblijny ustęp oznacza, że:

    ten, kto został skarcony za poprzednie grzechy i dostąpił odpuszczenia, jeśli powtórnie grzeszy, przygotowuje sobie sąd gniewu gorszy od poprzedniego

    Cytat za: Św. Bazyli Wielki, „Pisma ascetyczne”, Tom I, Tyniec 2011, s. 134.

    Widać więc, że św. Bazyli Wielki uznawał ten konkretny, a wspomniany w Piśmie świętym przypadek choroby za wyraz skarcenia i sądu gniewu Bożego.

    Z kolei, papież św. Pius V w swej bulli „Cum Primum” nauczając o grzechach sodomii i symonii wyjaśniał:

    „Za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę (…)” – podkreślenie moje MS.

    Jeden z „przedsoborowych” katechizmów tak zaś wyjaśniał kwestię chorób:

    Pytanie: Co to jest choroba?

    Odpowiedź: Jest to słabość ciała albo umysłu, którą Bóg ma dla nas dla ukarania grzechu pierworodnego przesyła, kiedy Mu się podoba.

    Pytanie: Dlaczego Bóg przesyła na nas choroby?

    Odpowiedź: 1) Żeby nam dał powód ćwiczenia się w pokorze i cierpliwości. 2) Żeby nas oderwał od świata i od siebie samych. 3) Żeby nas przygotował do śmierci. 4) Żeby nas ukarał za grzechy nasze, i podał nam sposobność do zadośćuczynienia przez pokutę. 5) Aby nas nauczył cierpliwości i umartwienia. 6) Aby nas doświadczył i oczyścił przez to ukaranie doczesne.

    Ks. Francis Aime Pouget, „Nauki katolickie w sposób katechizmowy, w których wyłożone są w krótkości z Pisma Świętego i podania„, Tom 3, s. 230.

    Z kolei, bł. Anna Katarzyna Emmerich w swych objawieniach w ten sposób mówi o chorobach:

    Zauważyłam, że w każdym rodzaju choroby tkwiła myśl Opatrzności Bożej, że każda była obrazem winy ciążącej na kimś, czy to własnej czy cudzej, za którą trzeba było odpokutować przez chorobę, świadomie czy nieświadomie, albo też choroba była pewnego rodzaju kapitałem próby i cierpliwości, który to kapitał można było zwiększyć przez cierpliwe poddanie się, tak że właściwie nikt niewinnie i daremnie nie cierpiał. Któż bowiem jest niewinny, jeśli sam Syn Boży musiał na Siebie przyjąć grzechy całego świata, by je zgładzić?

    „Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi według widzeń błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich z zapisków Klemensa Brentano”, Tom I i II, Wydanie VI, Wrocław, brak roku wydania, s. 452.

    ***

    Mówienie zatem o tym, iż choroby mogą (choć nie zawsze muszą) być Bożą karą za grzechy jest zarówno biblijne (również w sensie nowotestamentowym), jak i tradycyjnie katolickie. Ci zaś, którzy z samej zasady odrzucają taką możliwość po prostu błądzą, ignorując nauczanie Pisma świętego i Tradycji Kościoła na ów temat.

    Mirosław Salwowski

  7. Ogień piekielny jest rzeczywisty, a nie tylko metaforyczny

    Leave a Comment

    Pismo święte wielokrotnie i w jasnych słowach opisuje piekło jako miejsce i rzeczywistość, w których to będzie  „nieugaszony ogień„, (Mk 9, 47),  potępieni  będą wrzuceni  do „jeziora gorejącego siarką” (Ap 21, 8), „pójdą na wieczną mękę” (Mt 25, 46), gdzie  „będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków„(Ap 20, 10), „Pan Wszechmocny ich ukarze w dzień sądu, ześle w ich ciało ogień i robactwo, i jęczeć będą z bólu na wieki” (Jdt 16, 17). Biblia mówi też, iż w piekle „robak nie umiera, a ogień nie gaśnie” (Mk 9, 47 – 48); „Pan Jezus (przyjdzie) z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzyć karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa” (2 Tes 1, 7-8) zaś „plewy (czyli zatwardziali grzesznicy – przyp. moje MS) będą spaleni w ogniu nieugaszonym” (Łk 3, 17).

    Niczym więc dziwnym nie jest, że przez wiele wieków chrześcijanie rozumieli piekło, jako miejsce, „w którym grzesznicy smażą się w ogniu„.  Jak to zostało ujęte w jednym z popularnych podręczników nauki katolickiej:

    Kara zmysłów polega przede wszystkim na ogniu będącym fizyczną męką potępieńców (…) Chodzi tu zatem o prawdziwy, realny ogień, nie metaforyczny, podtrzymywany i podsycany mocą Bożą. Ten ogień działa na szatana i na dusze odłączone od ciała; po sądzie ostatecznym będzie dręczyć dusze i ciała” [1].

    Taka tradycyjna i dosłowna interpretacja piekła zaczęła się zmieniać w XIX wieku, kiedy to najpierw Adwentyści Dnia Siódmego, a później Świadkowie Jehowy zaczęli twierdzić, iż zadawanie wiecznych mąk choćby i zatwardziałym grzesznikom nie zgadza się z miłosiernym charakterem Boga, dlatego też coś takiego nie może być prawdą. Tego rodzaju myślenie w końcu zaczęło też być popularne i wśród katolików, którym co prawda nie wypadało wprost zanegować czegoś, co w końcu jest jednym z nieomylnie ogłoszonych dogmatów wiary katolickiej (a więc istnienia wiecznego piekła) jednak zaczęli oni – w imię swojego pojmowania miłosierdzia Boga – na różne sposoby łagodzić i osładzać pojmowanie natury wiecznego potępienia. Jedną zaś z metod owego „osładzania” piekła jest popularne twierdzenie, iż  jasne słowa Pisma świętego o „wiecznych ogniu” i tym podobnych karach dla złoczyńców nie mogą być odczytywane dosłownie i są tylko symbolami oraz metaforami innej, też przykrej, bolesnej i smutnej, ale nie odczuwalnej na płaszczyźnie zmysłowo-cielesnej rzeczywistości. Podkreśla się przy tym, że piekło będzie polegało na odłączeniu od Boga, a nie mękach, które będą odczuwane przez nasze zmysły i ciało (wówczas, gdy ono zmartwychwstanie).

    Co można odpowiedzieć na tego rodzaju twierdzenia i interpretacje? Cóż, patrząc na nie od strony tylko zdroworozsądkowej i racjonalnej, na ich przykładzie widać, jak podkreślanie pewnych prawdziwych elementów nauki o piekle (a więc prawdy o tym, że główną karą wiecznego potępienia będzie utrata Pana Boga na zawsze) połączone z lekceważeniem bądź negowaniem innych prawd na ten temat, praktycznie rzecz biorąc uspokaja i zwodzi tych, którzy swym życiem pędzą ku zatraceniu. Cóż bowiem oznacza powiedzenie jakiemuś wielkiemu grzesznikowi, któremu bardzo dobrze się powodzi na tym świecie: „Stracisz Boga na wieczność„? W wielu wypadkach jegomość taki odpowie: „To świetnie! Radzę sobie bez Boga na tym świecie doskonale: pełno mam kasy, samochodów i panienek. Kiedy pójdę do piekła, to bez Boga będę tam wiecznie imprezować ze swymi kumplami„. I nie ma co się łudzić, że ogrom ludzi tak myślących w końcu przejmie się pustką i bezsensem kryjącym się za takim wartościowaniem swego ziemskiego życia. Realistycznie rzecz ujmując, trzeba bowiem powiedzieć, iż różne doczesne uciechy mogą dość mocno zagłuszyć wyrzuty sumienia oraz tęsknotę za życiem pełnym głębszego sensu objawiającym się choćby „w szukaniu wpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości„.

    Ważniejsze jest jednak to, iż interpretacja zaprzeczająca realności ognia piekielnego i związanych z nim odczuwalnych na płaszczyźnie zmysłowej cierpień potępionych, a zawężająca te prawdy tylko do jakiejś symbolu i metafory cierpienia o charakterze duchowym jest po prostu niezgodna z odwiecznym nauczaniem Kościoła.

    Przykładowo, Katechizm św. Piusa V w następujących słowa naucza o charakterze mąk piekielnych:

    Będą i drugie męki cierpieć, że na wieki w ogniu będą goreć. A to zowią Teologowie <Paenam sensus> ( to określenie oznacza „kary zmysłowe” – przyp. moje MS). Bo, gdy kogo biją, czuje na ciele i na duszy swojej, tak gdy ludzi potępionych w piekle ogień będzie palił, czuć będą nie tylko na ciele, ale i na duszy swojej męki ogromne, a to bez pociechy i bez końca” [2].

    Ów Katechizm omawiając prawdę o zmartwychwstaniu ciała stwierdza też, iż potępieńcy:

    wszystkie spełna członki mieć będą, nie ku dobremu ich, ale ku większemu utrapieniu, iż w każdym członku będą boleść i wielką mękę cierpieć” [3].

    Z powyższych słów wynika jasno, że potępieni będą cierpień nie tylko w sensie duchowym, ale również w znaczeniu cielesnym i zmysłowym, i że jednym ze środków kary będzie ogień zadający mękę ciału oraz zmysłom osób potępionych.

    W innych dokumentach kościelnych czytamy zaś, iż „po zmartwychwstaniu ciał, człowiek w całej pełni swej natury, to znaczy z duszą i w ciele będzie wiecznie szczęśliwy albo będzie wiecznie cierpiał” (Katechizm św. Piusa X) [4]; „Kościół wierzy (…), że kara wieczna czeka grzesznika, który będzie pozbawiony Boga; wierzy również, że ta kara obejmie całe <jestestwo> grzesznika” (Kongregacja Nauki Wiary, „List do biskupów o niektórych zagadnieniach dotyczących eschatologii” z dnia 17 maja 1979 roku, n. 7) [5].

    W przytoczonym powyżej liście Kongregacji Nauki Wiary z dnia 17 maja 1979 roku stwierdzono też, że:

    Obrazy użyte w Piśmie Świętym należy jednak uszanować. Trzeba koniecznie przyjąć ich głęboki sens, unikając ryzyka nadmiernego złagodzenia, które często jest równoznaczne z pozbawieniem istotnych treści, wyrażanych przez te obrazy„[6].

    Wreszcie zaś urząd Świętej Penitencjarni decyzją z dnia 30 kwietnia 1899 roku orzekł, że nie można dać rozgrzeszenia penitentowi, który będąc pouczony, uparcie utrzymywałby, że ogień piekielny nie jest ogniem realnym, lecz metaforycznym [7].

    Nie ma się zatem co łudzić, obraz piekła, jako miejsca/stanu, w którym grzesznicy „smażą się w ogniu„, mimo swych pewnych uproszczeń, z pewnością jest zdecydowanie bliższy Prawdzie, aniżeli ogólnikowa i niejasna wizja, w której jedyną karą potępionych jest „utrata Boga„.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    1. Patrz: „Wykład nauki chrześcijańskiej. Dogmatyka”, Bracia szkół chrześcijańskich, Poznań 1960, s. 417 – 418.

    2. Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 83-84.

    3. Cytat za: „Katechizm rzymski”, jw., s. 125.

    4. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 64.

    5. Cytat za: „W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966 – 1994”, Tarnów 1995, s. 131.

    6. Cytat za: „W trosce o pełnię wiary”, jw., s. 131.

    7. Cytat za: „Wykład nauki chrześcijańskiej. Dogmatyka”, jw., s. 418.

  8. Czy wojny są Bożą karą za grzechy?

    Leave a Comment

    Na pierwszy rzut oka sam domysł kryjący się za pytaniem postawionym w tytule tego artykułu może wydawać się oburzający. Wszak, każda wojna wiąże się z różnymi grzechami (co najmniej w sensie wywoływanych przez nie skutków), a przecież Bóg ani nas nie kusi, ani nie nakazuje nam czynienia żadnego grzechu (por. Jk 1: 13-14; Syr 15: 19-20). Z drugiej jednak strony, istnieją poważne przesłanki, by bronić zasadności tego twierdzenia (czyli, że wojny są Bożą karą za grzechy). W Piśmie świętym niektóre wojny są tak ukazywane (por. Sdz 2: 14-15, 5: 8, 2; 1 Krn 5:26; 2 Krl 15:37). Przynajmniej niektórzy papieże mówili o wojnach w ten sposób (np. św. Pius V). Również pewni Święci Pańscy mówili tak o wojnach (św. Hiacynta z Fatimy, św. Maksymilian Kolbe).

    Jak zatem pogodzić twierdzenie, iż wojny są Bożą karą za grzechy z tym, iż wojny praktycznie zawsze wiąże się z różnymi grzechami, a wszak Bóg nie jest sprawcą żadnego grzechu?

    Zacznijmy od tego, iż Boża kara może przejawiać się na dwa sposoby:

    Pierwszy z nich to jak najbardziej aktywny akt Bożej pomsty. To znaczy, Bóg niejako wykracza poza skutkowo-przyczynowy ciąg ludzkich grzechów i sam wymierza „klapsa” grzesznym ludziom. W tym wypadku nie jest więc tak, że Bóg tylko pozwala na zaistnienie naturalnych skutków czynionego przez ludzi moralnego zła. Przeciwnie, On sam je powoduje. Biblijne przykłady takich Bożych kar to np. Herod zeżarty przez robaki za przyjmowanie wobec siebie boskiej czci (Dz 12: 23 ); Elimas oślepiony za sprzeciwianie się szerzeniu Ewangelii (Dz 13: 11); Annaniasz i Safira którzy padli trupem po tym, jak próbowali okłamać św. Piotra Apostoła (Dz 5: 1-11). W tym miejscu warto też dopowiedzieć, iż Bóg może aktywnie powodować tylko zło o charakterze fizycznym, a nie moralnym.

    Drugi z nich to bierny akt Bożego przyzwolenia na zaistnienie naturalnych i logicznych skutków czynionego przez ludzi moralnego zła. Bóg zatem choć może, nie zawsze przeszkadza albo łagodzi wystąpienie takich naturalnych efektów czynionych przez nas grzechów. Przykładowo, ktoś wsiada pijany za kierownicę. Bóg w swym miłosierdziu i litości prawdopodobnie nieraz ratuje takich głupców przed wypadkiem, ale czasami pozwala, by wszystko toczyło się tu naturalnym rytmem. A więc np. pijak uderza samochodem w dziecko i być może sam się przy tym rani. Karą Bożą w sensie biernego na to przyzwolenia będzie/może być to, że: 1) Pijak ów odniósł rany; 2) Pijak ten będzie później dręczony przez różne psychiczne problemy wynikłe z zabicia bądź zranienia niewinnej osoby; 3) Ktoś z rodziny zmarłego dziecka będzie chciał się w prywatny sposób zemścić na tym pijaku – w tym ostatnim wypadku Bóg będzie tolerował grzech będący efektem złego postępowania tego pijaka.

    Wojny mogą być więc Bożą karą albo w aktywnym tego znaczeniu, albo biernym i przyzwalającym ich sensie.

    Jeśli więc mamy do czynienia z wojną sprawiedliwą, to można powiedzieć, że jest to prawdopodobnie aktywna Boża kara. Oczywiście, i wskutek sprawiedliwych wojen dokonywane są różne grzechy, ale w takim wypadku należy odróżnić sam akt wywołania danej sprawiedliwej wojny od poszczególnych działań żołnierzy w niej uczestniczących. To znaczy, sam akt wywołania sprawiedliwej wojny jest Bożą wolą, ale nie wszystkie poszczególne działania uczestniczących w niej żołnierzy są już wolą Stwórcy. Przykłady takich wojen, które są aktywną Bożą wolą, stanowią choćby wojny starożytnego Izraela przeciwko pogańskim i zdeprawowanym ludom Kanaanu (por. Wj 23: 23-24; Pwt 20:17; Joz. 11:20). To bowiem Bóg wprost nakazał prowadzenie tych wojen jako karę za grzechy tych ludów (por Mdr 12: 1 – 20). W naszej historii być może przykładem wojny jako tak rozumianej Bożej kary były wyprawy krzyżowe urządzane w celu wyzwolenia Ziemi świętej albo też wojna hiszpańskich konkwistadorów przeciwko Imperium Azteków.

    Jeśli zaś mamy do czynienia z wojną niesprawiedliwą to mamy do czynienia z Bożą karą w sensie biernego przyzwolenia na pewne naturalne efekty ludzkich grzechów. A więc Bóg mógłby w swym miłosierdziu do nich nie dopuścić (np. sprawiając, że w jakimś nagłym tragicznym wypadku armia III Rzeszy straciłaby większość swych czołgów – podobny przypadek miał zresztą miejsce bodajże w 1985 roku w ZSRR), ale tego nie czyni. Przykładowo, Niemcy w 1939 roku najechali na Polskę. Jakich grzechów Niemców był to efekt? Prawdopodobnie, pielęgnowanego przez nich ducha zemsty i nienawiści. Co Polakom chciał pokazać Bóg, pozwalając na niemiecką okupację? Prawdopodobnie, chciał nam pokazać, iż takie grzechy jak aborcja, sodomia i rozwiązłość seksualna, które niestety w porównaniu do innych krajów, były u nas w dwudziestoleciu przedwojennym szerzej akceptowane również na płaszczyźnie prawnej łatwo mogą rodzić też inne jeszcze większe grzechy. Na przykład, jeśli zabijasz niewinne, nienarodzone dzieci – to nie dziw się później zbytnio, że ktoś będzie chciał zabić ciebie (bo to jest w zasadzie logiczne podejście). Jeśli z pobłażaniem patrzysz na sodomię, prostytucję lub inne przejawy rozwiązłości seksualnej, z którą wszak nieraz wiąże się krzywdzenie młodych dziewcząt i kobiet, to nie bądź zaskoczony, że w końcu ktoś wpadnie na pomysł gwałcenia kobiet (bo to w zasadzie też jest logiczne).

    Mirosław Salwowski

  9. Dlaczego wróżby andrzejkowe są grzechem (Pytania i odpowiedzi)

    Leave a Comment

    Czy popularne w naszym kraju wróżby andrzejkowe są grzechem? W tym artykule za pomocą różnych pytań i odpowiedzi wskażę argumenty przemawiające za twierdzącą odpowiedzią na to pytanie.

    Pytanie nr 1: Na jakiej podstawie wiemy, iż wróżenie jest grzechem?

    Pismo święte wśród różnych praktyk okultystycznych potępia i zabrania również wróżenia:

    Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary;  nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych.  Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza.  Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu.  Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój.” (Pwt 18, 9-14).

    Także nauczanie katolickie od wieków niezmiennie potępia wróżenie jako coś obrzydliwego i niemiłego Panu Bogu. Uczy o tym chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2116:

    Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (Por. Pwt 18,10; Jr 29, 8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.

    Pytanie nr 2: Na czym polega grzech wróżenia?

    Otóż jest on połączeniem pewnych zewnętrznych czynności z intencją odgadywania przyszłości za pomocą tychże czynności. Przykładowo, wpatrywanie się w karty połączone z zamiarem odgadywania w ten sposób przyszłych wydarzeń jest grzechem wróżby. W pewnym stopniu ta nieprawość może jednak zachodzić w przypadku, gdy co prawda osoba bezpośrednio wykonująca dane czynności nie ma rzeczywistego zamiaru odgadywania przyszłości, jednak jej intencją jest przekonanie odbiorcy, iż rzeczywiście ma do czynienia z wróżbą. Wówczas co prawda po stronie osoby tworzącej horoskop mamy do czynienia bardziej z grzechem kłamstwa lub oszustwa, jednak po stronie osoby czytającej tego rodzaju rzeczy dochodzi do czegoś, co można by nazwać mianem „bezpośredniego udziału we wróżbach”.

    Pytanie nr 3: Kiedy nie mamy do czynienia z rzeczywistymi wróżbami?

    Z rzeczywistymi wróżbami nie mamy do czynienia wówczas, gdy mimo wypowiadania pewnych słów i czynienia określonych zewnętrznych działań, konwencja danej sytuacji, czyni dla wszystkich jej uczestników jasnym, iż nie towarzyszy temu rzeczywista intencja odgadywania w ten sposób przyszłości. Najlepszym tego przykładem jest gra aktorska na scenie lub planie filmu. Aktorka grająca wróżkę może mieć na stole rozłożone karty, zapaloną świeczkę i mówić o zdarzeniach mających wystąpić w przyszłości, jednak fakt, iż wszyscy wiedzą, że jest to tylko gra aktorska, sprawia, iż nie mamy wtedy do czynienia z rzeczywistymi wróżbami. Warto jednak dodać, że nawet na planie filmowym mogłoby dojść do grzechu rzeczywistych wróżb. Przykładowo, gdyby jakiś reżyser w celu zwiększenia realistycznego efektu kręconych przez siebie scen zatrudnił w tym celu prawdziwą wróżkę i nakazał odprawienie prawdziwych wróżb, to mielibyśmy do czynienia w rzeczywistym grzechem tego rodzaju. Coś takiego można porównać np. do kręcenia scen walki. Wielu reżyserów może ograniczać się do pozorowania aktów przemocy, dajmy na to, poprzez używanie keczupu jako czegoś, co ma imitować krew, jednak można sobie wyobrazić sytuację, w której dany twórca filmowy po to, by zwiększyć realizm tworzonych przez siebie scen, poleciłby aktorom rzeczywiste ranienie siebie na scenie.

    Pytanie nr 4: Czy wróżenie dla zabawy jest rzeczywistą nieprawością?

    Gdyby dla wszystkich uczestników danej czynności, która wygląda na wróżenie, było absolutnie jasne i jednoznaczne, że jest to zabawa i nie towarzyszy temu intencja odgadywania w ten sposób przyszłości, to prawdopodobnie nie mielibyśmy do czynienia z występkiem wróżb w ścisłym tego słowa znaczeniu. Sam jednak fakt dodania do takich czynów elementów humorystycznych lub rozrywkowych wcale nie świadczy o tym, iż nie ma w nich intencji wróżenia. Na przykład, jeśli jakaś wróżbitka lub wróżbita opowie dla rozluźnienia atmosfery swemu klientowi parę dowcipów, to nie oznacza jeszcze, że nie zachodzi wtedy grzech wróżenia. Poza tym warto zauważyć, że osadzanie danego zachowania w kontekście humorystycznym lub rozrywkowym często sprzyja raczej jego oswajaniu niż potępianiu, lub jednoznacznej krytyce.

    Należy też wskazać na sytuacje, w których mówienie o tym, że coś było „tylko żartem”, jest w rzeczywistości zasłoną dymną mającą usprawiedliwić dane zachowanie, które jest moralnie naganne. Przykładowo, szef klepie swoją podwładną w pośladki, a gdy ta reaguje z oburzeniem, on mówi: „Przecież, tylko żartowałem! Nie bądźmy tacy sztywni!”.

    A zatem, zanim konkretne czyny zaczniemy usprawiedliwiać formułami typu: „To tylko żart i zabawa” powinniśmy najpierw rozeznać czy: a) Mimo rozrywkowych elementów nie towarzyszy danej czynności rzeczywista intencja mogąca konstytuować tożsamość takiego czy innego grzechu; b) Humorystyczny i rozrywkowy kontekst nie ma tu służyć większej akceptacji i oswojeniu się z daną rzeczą; c) Tłumaczenia o żartobliwym charakterze takiego zachowania nie są próbą zaciemnienia jego rzeczywistego znaczenia.

    Pytanie nr 5: Czy na „andrzejkach” dochodzi do rzeczywistych wróżb?

    Popularną linią obrony andrzejkowych wróżb jest twierdzenie, iż skoro osadzone są one w kontekście zabawy, to nie należy ich traktować w poważny sposób, a więc nie są one grzechem rzeczywistego wróżenia.  Jak to jednak zostało już napisane powyżej, jest możliwe połączenie rzeczywistej intencji dokonania danego czynu z elementami humorystycznymi i rozrywkowymi temu towarzyszącymi (przykład wróżki, która opowiada czasami swym klientom dowcipy). W przypadku andrzejkowych wróżb po prostu zaś nie wiemy, w ilu wypadkach nie mamy do czynienia z intencją rzeczywistego odgadywania przyszłości za pomocą pewnych towarzyszących temu czynności (np. lania wosku na wodzie). Ktoś może powiedzieć, że z pewnością osoby dorosłe w tym uczestniczące nie traktują tego zwyczaju na poważnie? Niby skąd jednak ma być o tym wiadomo? Czy mamy wgląd w umysły takich ludzi, by móc to orzec? Czy ludzie, którzy uczestniczą w andrzejkowych wróżbach, podpisują przy tym deklarację stwierdzającą, iż w żaden, ale to żaden sposób, nie wierzą w realność czynionych przy tej okazji „przepowiedni”? Owszem, znając życie, można domyślać się, że część osób dorosłych nie wierzy w takie rzeczy, mimo, że dla zabawy w nich uczestniczy, ale czy należy być tego pewnym co do ogółu takich ludzi? Wszak miliony osób w naszym kraju chodzi lub chodziło do wróżek, wywołuje lub wywoływało duchy, czyta lub czytało horoskopy, nie mówiąc już o praktykowaniu przeróżnych zabobonów w rodzaju niewitania się z gościem przez próg.

    Jeśli zaś, nie możemy mieć takiej pewności co do osób dorosłych, to tym trudniej jest tym podobne wnioski formułować w stosunku do dzieci, które z natury są bardziej naiwne oraz ufne. A przy ilu andrzejkowych zabawach mówi się dzieciom: „Słuchajcie, to wszystko jest tylko i wyłącznie zabawa. W żadnym wypadku nie wierzcie, że są to prawdziwe wróżby”?. Osobiście nie kojarzę żadnej sytuacji, by dzieciom coś takiego oznajmiono przy tej okazji. Ba, gdyby rzeczywiście coś takiego im mówiono, to zapewne szybko ów zwyczaj by w naszym kraju wygasł, gdyż jednym z elementów stanowiących o jego atrakcyjności dla dzieci jest właśnie to, że łączy on w sobie elementy zabawy z aurą tajemniczości i ekscytacji, która wiąże się z wróżeniem przyszłości.

    Podsumowując: być może większość osób dorosłych nie wierzy w andrzejkowe wróżby, jednak nie sposób tego powiedzieć w odniesieniu do dzieci, a rozrywkowy charakter tego zwyczaju nie wyklucza traktowania go jednocześnie w poważny sposób.

    Pytanie nr 6: Czy jednak dzieci nie wyrastają z wiary w andrzejkowe wróżby?

    Nawet jeśli większość dzieci „wyrasta” z wiary w andrzejkowe wróżby, to nie świadczy to jeszcze o tym, że takie zwyczaje są moralnie dobre. Z wielu niegodziwych rzeczy ludzie bowiem „wyrastają”. Na przykład, niejeden dorosły w dzieciństwie dokonywał dla zabawy drobnych kradzieży (np. kradł jabłka w sadzie sąsiada albo słodycze w sklepie). To jednak, że w miarę dorastania zrezygnował on z takich czynów, nie znaczy, że było one dobre. Ponadto, nie da się wykluczyć, że fakt czynienia takich rzeczy w dzieciństwie był jednym z czynników, które sprawiły, iż w dorosłości zaczął on z większym pobłażaniem patrzyć na inne formy nieuczciwości (np. oszustwa podatkowe, zatrudnianie na „czarno” pracowników, etc.). Sprawy mają się bardzo podobnie z andrzejkowymi wróżbami. Nawet jeśli w bardziej bezpośrednim sensie wyrasta się z wiary w ich moc i skuteczność, to mogą one być czymś w rodzaju jednej z „diabelskich antyszczepionek”, przez które w dorosłości bardziej życzliwie będziemy patrzeć na przynajmniej niektóre z form okultyzmu.

    Pytanie nr 7: Czy obecność wróżb andrzejkowych w polskiej tradycji stanowi ich moralne usprawiedliwienie?

    Argument sugerujący, że coś jest częścią polskiej tradycji narodowej, więc musi być tym samym w porządku, jest śmieszny, niedorzeczny i absurdalny. Nie wszystko, co jest tradycyjnie polskie, jest jednocześnie biblijne i tradycyjnie chrześcijańskie. Nie ma żadnego dogmatu o nieomylności, bezbłędności i bezgrzeszności polskiej tradycji. Warto w tym kontekście przypomnieć przestrogi Pana Jezusa o ludziach, którzy „ze względu na tradycję, znieśli Boże przykazania” (Mt 15: 6). Nasza tradycja andrzejkowych wróżb jest jednym z tych polskich zwyczajów, za pomocą których pragnie się – przynajmniej na pewien czas – uchylić Boży zakaz wróżb, czarów i wszelkich praktyk okultystycznych.

    Pytanie nr 8: Czy milczenie wielu duchownych katolickich w sprawie andrzejkowych wróżb świadczy na korzyść tego zwyczaju?

    Nie. Swego czasu wielu duchownych katolickich milczało na temat bezbożności, błędów i zła nazizmu, ale to nie oznaczało, że mieli oni tym samym rację. W latach 80-tych XX wieku w wielu polskich kościołach za aprobatą duchownych gościł fałszywy uzdrowiciel Clive Harris, jednak dziś powszechnie uważa się, że błędem było wpuszczanie go do katolickich świątyń. To, że wielu duchownych milczy, czy nawet coś aprobuje, nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, iż w takim razie taka milcząca bądź aprobująca postawa jest obowiązkowa dla innych katolików. Katolików obowiązuje w sumieniu coś, co jest oficjalnym nauczaniem Kościoła, a więc innymi słowy, urzędowe wypowiedzi Papieży, Soborów i rzymskich Kongregacji. Nie należy takich magisterialnych wypowiedzi Kościoła mylić np. z radą tego czy innego księdza daną w konfesjonale albo uwagą osoby duchownej udzieloną w prywatnej rozmowie lub choćby wygłoszoną w czasie niedzielnego kazania. Wszystko to bowiem nie są akty Magisterium Kościoła. Co więcej, aktem Magisterium Kościoła nie jest np. udzielenie tej czy innej książce napisanej przez księdza imprimatur. Gdyby więc zdarzyło się, że w jakiejś posiadającej imprimatur książce znajdowały się stwierdzenia usprawiedliwiające uczestnictwo w andrzejkowych wróżbach, to również nie zobowiązywałoby katolików do aprobowania takiego stanowiska.

    Pytanie nr 9: Czy osoby uczestniczące we wróżbach andrzejkowych ściągają w ten sposób na swe sumienia winę osobistego grzechu?

    Używane w tym artykule słowo „grzech” należy interpretować w tym znaczeniu, że dane zachowanie obiektywnie jest złe i zakazane przez Boga. Czym innym jest jednak ocena tycząca się zaciągnięcia przez osoby dopuszczające się danego czynu osobistej winy przed Bogiem. Ta druga kwestia ściśle bowiem powiązana jest ze stopniem świadomości i dobrowolności, z jaką dany człowiek dopuszcza się obiektywnie złego czynu. Wypowiadam się więc w tym tekście o wróżbach andrzejkowych jako o „grzechu” na płaszczyźnie obiektywnej, czyli czegoś, co zostało przez Pana Boga potępione jako zachowanie złe. Pozostawiam zaś na boku rozważania o tym, w jakim stopniu poszczególne osoby biorące udział w andrzejkowych wróżbach ściągają na swe sumienia winę osobistą. Zastrzegam jednak przy tym, że nawet jeśli dana osoba czyni coś obiektywnie złego, nie ściągając z pewnych powodów na swe sumienie winy osobistego grzechu, to jednak nie zmienia faktu, iż takie zachowanie jako zakazane przez Boga i tak wyrządza realne szkody.

    Mirosław Salwowski


  10. Paszkwile, herezje i bluźnierstwa Stanisława Michalkiewicza

    Leave a Comment

    Na tej stronie pisałem już o tym, jak Pismo święte de facto było dyskredytowane przez pana Grzegorza Brauna, jednego ze znanych przedstawicieli prawicy katolickiej (patrz: https://salwowski.net/2018/12/27/grzegorz-braun-zniewaza-bohaterow-naszej-wiary/ ). Niedawno z pewnym zaskoczeniem przyjąłem fakt, iż inny znany konserwatywny publicysta, a mianowicie pan Stanisław Michalkiewicz poszedł w swych próbach podważania wiarygodności Biblii jeszcze dalej. Oto wszak w napisanym przez siebie tekście pt. „Filip de Villiers zdziera maski” (Tygodnik „Najwyższy Czas!”,  4 lipca 2019) pan Michalkiewicz sugeruje, iż jeden z fundamentalnych dla Starego Testamentu tekstów opisujących wyjście Hebrajczyków z ziemi Egiptu został zafałszowany na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela”. Pisze on tam wszak co następuje:

    „W dzisiejszych czasach, a zresztą nie tylko w dzisiejszych, bo i w starożytnych, nie można się obejść bez tak zwanych „mitów założycielskich”. Na przykład mitem założycielskim Izraela była ucieczka z Egiptu, oczywiście podana w nader patetycznym sosie w Księdze Wyjścia. Jak pamiętamy, faraon uparł się, by Izraelitów z Egiptu nie wypuszczać, bo Najwyższy w tym celu specjalnie zatwardził mu serce. Czy zatwardził je faraonowi, na którym nie zrobiły wrażenia nawet plagi, czy też rozmiękczył je Izraelitom, którzy – być może – wcale nie chcieli z Egiptu uciekać w nieznane – tego oczywiście już się nie dowiemy. Warto jednak zatrzymać się nad jedną, ostatnią plagą, która zrobiła wrażenie nawet na złym faraonie. Chodzi oczywiście o zagładę wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej, których w ciągu jednej nocy wytracił Anioł Śmierci. Charakterystyczna jest przy tym wskazówka, jaką Izraelici, na polecenie Mojżesza udzielali Aniołowi Śmierci – gdzie ma zabijać, a gdzie nie. Jak pamiętamy, była to jucha barania, którą Izraelici posmarowali drzwi swoich domostw. Czy taka wskazówka była potrzebna Aniołowi, który chyba przecież i bez tego by wiedział, gdzie robić jatkę, a gdzie nie – czy też członkom specjalnego komanda morderców, którzy bez takiej wskazówki rzeczywiście mogliby narobić sporo zamieszania – tego oczywiście nie wiemy – ale warto w związku z tym zwrócić uwagę, że Izraelici pożyczyli od swoich egipskich sąsiadów kosztowności właśnie przed tą ostatnią plagą. Po co im te kosztowności były potrzebne – tajemnica to wielka, ale jeśli nawet, to wszystko układa się w scenariusz prowokacji. Mojżesz polecił pożyczyć jak najwięcej kosztowności, bo to miał być kapitał założycielski Ziemi Obiecanej, podobnie jak teraz „roszczenia” dotyczące „własności bezdziedzicznej”, zaś ostatnia plaga miała na celu zmuszenie Izraelitów do ucieczki – bo zanim faraon zostałby przekonany, że to Anioł, a nie jacyś nocni mordercy – to spadłaby niejedna głowa i potem nie miałby już kto uciekać. Nie było zatem wyjścia, jak dokonać Wyjścia – na szczęście z kosztownościami. Inna rzecz, że kiedy tylko podczas wędrówki coś szło nie tak, to zaraz Izraelici przeciwko Mojżeszowi „szemrali”, że jak tam w Egipcie było, to było, ale mieli pełną michę i w ogóle, a tu pustynia i zatracenie. Podobnie warto zwrócić uwagę, że kiedy Mojżesz zbyt długo namawiał się z Najwyższym na górze Synaj, Izraelici ze zrabowanych egipskich kosztowności ulali… złotego cielca, czyli egipskiego Apisa. Kiedy powracający Mojżesz to zobaczył, uległ atakowi furii i krzyknął: „kto z Panem – do mnie!” Kiedy zwolennicy Pana już go otoczyli, kazał im dziesiątkować czcicieli Złotego Cielca. Czy to nie byli przypadkiem członkowie komanda, które wykonało mokra robotę za Anioła Śmierci? (…)”

    Tak więc wedle pana Michalkiewicza prawdopodobną jest teza, jakoby w rzeczywistości pierworodnych synów Egiptu nie uśmiercił Boży Anioł (jak twierdzi Pismo święte), ale dokonali tego członkowie specjalnego żydowskiego komanda śmierci. Warto przy tym zwrócić uwagę na właściwy raczej dla młodocianych ateistów z Gimnazjum sposób w jaki ów prawicowy publicysta uzasadnia swą sugestię. Otóż, drzwi domostw, które miał ominąć niosący śmierć Anioł winny być oznaczone krwią zabitego w ofierze paschalnej baranka. Jednak przecież Anioł i bez takiego oznakowania wiedziałby w których domach mieszkają Hebrajczycy, a w których Egipcjanie … Stąd wniosek, że ta część biblijnej historii prawdopodobnie została sfałszowana na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela” a zabicia pierworodnych synów Egiptu dokonali sami specjalnie do tego przeznaczeni Żydzi. Cóż, trudno o głębsze niezrozumienie znaczenia biblijnej relacji o tym, iż krew paschalnego baranka miała znaczyć domy Hebrajczyków po to, by Boży Anioł niosący śmierć je ominął. Była to oczywiście starotestamentowa zapowiedź Paschy Nowego Przymierza, a więc Ofiary Krzyżowej Bożego Baranka, czyli Pana naszego Jezusa Chrystusa, którego przelana krew chroni nas od wiecznej śmierci. Nie wiem, czy pan Stanisław Michalkiewicz jest świadomy znaczenia tejże symboliki, jednak obiektywnie rzecz biorąc jego wywody na ów temat są paszkwilem uderzającym w prawdziwość Starego Testamentu.

    „Palestyński kacyk”, „żydowski królik”

    Na tym jednak nie koniec tym podobnych wynurzeń pana Michalkiewicza. Oto z artykule pt. „Oczyszczanie przedpola dla żydowskiej okupacji” publicysta ten wręcz pogardą wypowiada się o św. Dawidzie, królu Izraela (nazywa go wszak „żydowskim królikiem” oraz „palestyńskim kacykiem”) a także sugeruje, iż autor jednej z Ewangelii, a mianowicie św. Mateusz, uległ „żydowskiemu szowinizmowi”, gdy wywodził pochodzenie Pana Jezusa od rodu Dawida. W tekście tym czytamy wszak:

    „Sam pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy córka powiedziała mi, że musiała uczyć się imion protoplastów 12 tak zwanych „pokoleń Izraela”, czyli naczelników tamtejszych koczowniczych rodów. Jeden z nich miał na imię Gad i jestem pewien, że musiało ono być znakomicie dobrane do charakteru jego nosiciela. Te żydowskie opowieści włączone zostały do nauki religii katolickiej dlatego, że gwoli przekonania starożytnych Żydów o autentyczności Jezusa z Nazaretu, jako Mesjasza, ewangelista św. Mateusz podał – trudno powiedzieć, czy autentyczny, czy też sprokurowany – bo przecież w tamtych czasach nie było żadnej dokumentacji stanu cywilnego – rodowód Jezusa, w którym dowodził, że pochodzi On z rodu żydowskiego królika Dawida. Na Żydach pewnie takie parantele robiły wrażenie i być może nadal robią, ale dlaczego miałyby robić na nas, którzy przecież żadnymi Żydami nie jesteśmy i palestyński królik Dawid wcale nie musi nam imponować, podobnie jak nie musi nam imponować murzyński król Kazondy, którego śmierć z powodu zapalenia się wypitej przezeń wódki, opisał Juliusz Verne w książce „Piętnastoletni kapitan”? Mniejsza zresztą już o nas, bo ważniejsze wydaje mi się przeświadczenie św. Mateusza, że wyprowadzenie rodowodu Jezusa, którego on sam uważał za Syna Stwórcy Wszechświata, od palestyńskiego kacyka, nie tylko przynosi Mu zaszczyt, ale w ogóle Go legitymizuje. Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy jest to, że i święty Mateusz nie był wolny od żydowskiego szowinizmu, który rzymski cesarz Klaudiusz w liście do Żydów aleksandryjskich określił, jako „chorobę świata cywilizowanego”. „

    Paszkwile, herezje, bluźnierstwa

    Wyżej cytowane twierdzenia pana Stanisława Michalkiewicza powinny być w zasadzie nazwane paszkwilami, bluźnierstwami oraz herezjami. Paszkwilami są one dlatego, że sugeruje się w nich, iż święci i natchnieni autorzy Biblii byli w rzeczywistości podłymi kłamcami wymyślającymi na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela” bajki. Warto w tym miejscu zauważyć, iż Sobór Trydencki potępił podobne obchodzenie się z Pismem świętym:

    „Następnie [sobór] chce powstrzymać zuchwałość prowadzącą do profanacji słów i zdań z Pisma Świętego w: żartach, bajkach, czczej gadaninie, pochlebstwach, oszczerstwach, przesądach, bezbożnych i diabelskich przyśpiewkach, przepowiedniach i wróżbach, jak również w paszkwilach. Dla zniesienia tego rodzaju znieważania i pogardy poleca i nakazuje, aby w przyszłości nikt nie ośmielał się używać słów Pisma Świętego w takich i podobnych celach, wszyscy zaś zuchwalcy i gwałciciele Słowa Bożego, zostali ukarani przez biskupów zgodnie z prawem i wyrokiem sądu” (Dekret o wydaniu i korzystaniu z Ksiąg świętych, Sesja 4,  Rozdział II, 3).

    Bluźnierstwa pana Michalkiewicza polegają z kolei na tym, iż z wielkim lekceważeniem, jeśli nie wręcz pogardą wypowiada się on o biblijnym świętym, jakim był i jest król Dawid. Nauczanie katolickie głosi bowiem, iż z bluźnierstwem mamy do czynienia również wtedy, gdy obrażamy Świętych Pańskich:

    „Bluźnierstwo jest strasznym grzechem, który polega na użyciu słów lub na działaniach, które są zniewagą albo złorzeczeniem Bogu, Najświętszej Maryi Pannie, świętym albo rzeczom poświęconym Bogu” (Katechizm św. Piusa X, „O drugim przykazaniu Bożym”, p. 3).

    „Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych. (…) Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym.” (…) [Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2146 i 2148].

    Herezją są zaś wywody wspomnianego wyżej prawicowego publicysty dlatego, iż poddają one w wątpliwość odwieczne, a także uroczyste nauczanie Kościoła o Boskim natchnieniu i absolutnej bezbłędności Pisma świętego:

    Albowiem wszystkie Księgi, które Kościół przyjął za święte i kanoniczne, tak w całości, jak we wszystkich swych częściach, zostały napisane pod natchnieniem Ducha Świętego.
     Takie jest stare i stałe przekonanie Kościoła, zdefiniowane nadto na Soborze Florenckim i Trydenckim, a ostatnio potwierdzone i wyraźniej sformułowane na Soborze Watykańskim [I], który orzekł w sposób bezwzględny, że Księgi Starego i Nowego Testamentu w całości i we wszystkich swych częściach, jako zostały wyliczone dekretem tego samego Soboru (Trydenckiego) i jako znajdują się w starych wydaniach Wulgaty łacińskiej, należy przyjmować za święte i kanoniczne. „Kościół zaś uważa je za święte i kanoniczne nie dlatego, iż były ułożone ludzkim tylko staraniem, a potem powagą Jego zostały potwierdzone, ani dlatego tylko, że zawierają Objawienie Boże bez błędu, lecz dlatego, że napisane pod natchnieniem Ducha Świętego Boga mają za Autora”[Conc. Vat. I, Sess. III, cap. 2, De revel.]. (…)

    Takie było nauczanie Ojców, które zawsze uważali za rzecz pewną. „Ponieważ, mówi św. Augustyn, oni (tj. święci pisarze) pisali to, co im On sam (tj. Bóg ) pokazał i powiedział, nie można powiedzieć, że On sam nie pisał; gdyż członki pisały to, co poznały od dyktującej głowy”[Św. August, De cons. Evang. I, 35 [54]]. A święty Grzegorz Wielki oświadcza: „Jest rzeczą niepotrzebną badać, kto te rzeczy napisał, skoro wierzy, się mocno, że Autorem Księgi jest Duch Święty. Ten bowiem to napisał, kto dyktował rzeczy mające być napisane; ten napisał, kto był inspiratorem całego dzieła”[Św. Grzeg. W, Moral. in 1. lob praef. 1, 2.]. Wynika z tego, że ci, co sądzą, iż w ustępach autentycznych Ksiąg świętych może znajdować się jakiś błąd, ci z pewnością albo zniekształcają katolickie pojęcie Bożego natchnienia, albo samego Boga czynią sprawcą błędu.

    Wszyscy Ojcowie i Doktorowie byli jak najmocniej przekonani, że Księgi Boże w tej formie, w jakiej wyszły spod pióra świętych pisarzy, są w zupełności wolne od wszelkiego błędu (…) Wszyscy wyznawali jednomyślnie, że Księgi te, tak w całości jak i w swych częściach, są jednako dziełem natchnienia Bożego, i że sam Bóg, mówiąc przez świętych autorów, nie mógł bezwzględnie powiedzieć niczego, co by odbiegało od prawdy”. (Leon XIII, „Providentissimus Deus”).

    Pomiędzy zdrową a chorą podejrzliwością wobec Żydów

    Na sam koniec warto zauważyć, iż istnieje duża różnica pomiędzy zdrową, tradycyjnie chrześcijańską podejrzliwością wobec Żydów, a zdegenerowaną i chorą podejrzliwością względem nich. Ta, pierwsza wynika ze świadomości faktu, iż swego czasu większość Żydów odrzuciła lub nie poznała Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawcy. W związku z tym też kolejne pokolenia Żydów były wychowywane w mniejszej bądź większej niechęci wobec chrześcijaństwa. Zdrowa podejrzliwość wobec Żydów jest świadoma tych faktów, ale zarazem godzi wiedzę na ich temat z miłością wobec tego narodu, a także docenieniem tego, co ów przyniósł światu dobrego i co wciąż jest w nim zasługujące na pochwałę.

    Zdegenerowana i chora podejrzliwość wobec Żydów cechuje się zaś m.in. obsesją na ich punkcie, co z kolei wiąże się z doszukiwaniem się u nich za wszelką cenę zła i niegodziwości. Niestety tego rodzaju antysemicka podejrzliwość posuwa się nawet do atakowania Pisma świętego, a zwłaszcza Starego Testamentu, jako żydowskich wytworów pełnych zmyślonych i okrutnych opowieści oraz szowinistycznych bajek. Jak widać takiemu zdegenerowanemu antysemityzmowi ulegają w naszym kraju niektórzy z prawicowych publicystów i polityków. Czego dobrymi przykładami są właśnie Grzegorz Braun oraz Stanisław Michalkiewicz.

    Mirosław Salwowski