Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Na czym polega reguła „podwójnego skutku”?

Bywa, iż gdy przypomina się tradycyjne nauczanie Kościoła o tym, że pewne czyny są zakazane zawsze i w każdych okolicznościach (np. cudzołożenie albo bezpośrednie zabijanie niewinnych ludzi) ktoś, by osłabić realne znaczenie tej doktryny, sięga po argument z zasady „podwójnego skutku”. Osobiście najczęściej spotykałem się z tego rodzaju argumentacją jako swego rodzaju skontrowaniem katolickiego nauczania o absolutnym zakazie aborcji (a więc zakazie również w przypadku zagrożenia życia matki). A zatem, gdy osoba „X” mówiła: „Nigdy nie wolno w sposób bezpośredni dokonywać aborcji, nawet po to by ratować życie matki, gdyż najlepszy cel nie uświęca złych ze swej natury środków„, osoba „Y” odparowywała coś w stylu: „Nie masz racji, gdyż spowodowanie śmierci nienarodzonego dziecka w celu ratowania jego matki jest zgodne z zasadą podwójnego skutku, a zatem nie może być traktowane jako aborcja„. Poniżej, postaram się przedstawić prawidłowe, tradycyjnie katolickie rozumienie reguły podwójnego skutku, tym samym wskazując, dlaczego sposób argumentacji prezentowany przez osobę „Y” jest bardzo dwuznaczny.

***

Tak też, owszem istnieje w tradycyjnej moralistyce katolickiej nauczanie o zasadzie podwójnego skutku, jednak aby nie mylić go z etyką sytuacyjną czy też doktrynami proporcjonalizmu lub konsekwencjonalizmu należy w dobry i dokładny sposób ją rozumieć. W poniższych rozważaniach i rozróżnieniach w dużej mierze będę opierał się na publikacji pt. „Teologia moralna fundamentalna” ( Kraków 2004, s. 237-241) autorstwa dwóch katolickich teologów moralnych Evencio Cofreces Merino oraz Ramona Garcia de Haro.

Po pierwsze zatem i co najważniejsze: zasada podwójnego skutku nie zezwala na dokonywanie czynów z samej swej natury złych. Doktryna ta pozwala na czynienie rzeczy dobrych lub neutralnych moralnie, co do których jednak można przewidywać lub nawet być pewnym, iż część wywołanych przez nie efektów będzie zła (a część z nich będzie dobra). Przykładowo, ukaranie kogoś osadzeniem w więzieniu nie jest wewnętrznie złe i dlatego jest moralnie dozwolone represjonowanie złoczyńców w ten sposób. Z drugiej jednak strony, kara więzienia często wiąże się z wystąpieniem różnych złych skutków u uwięzionych, np. pogłębianiem się ich deprawacji, osłabieniem lub rozbiciem ich małżeńskich i rodzinnych więzi. Nie byłoby jednak zgodne z zasadą podwójnego skutku represjonowanie przestępców za pomocą sankcji o charakterze wewnętrznie złym. Na przykład, gdyby w prawodawstwie jakiegoś kraju istniała kara zgwałcenia kogoś lub też zabicia niewinnych członków rodziny osoby dokonującej jakiegoś przestępstwa, to sięganie po tego rodzaju sankcje karne byłoby moralnie niedozwolone nawet wówczas, gdyby istniała pewność, iż w ten sposób uda się zlikwidować kryminalną przestępczość do zera.

Po drugie: osiągnięty przez dane zachowanie skutek dobry nie powinien być konsekwencją skutku złego. Jeszcze inaczej to formułując; skutek dobry powinien wynikać z czynu „per se”, natomiast zły „per accidens”.

Po trzecie: osoba działająca zgodnie z regułą podwójnego skutku powinna chcieć jedynie dobrych skutków, przynajmniej dążąc do ograniczenia wystąpienia tych z efektów swego czynu/czynów, co do których przewiduje, że będą one negatywne. Tak więc, w podanym wyżej przykładzie kary więzienia, prawodawca winien podjąć kroki mającego na celu ograniczenie złych skutków często z niej wynikających, np. gwałtów, fizycznego znęcania się jednych więźniów nad drugimi, demoralizacji osadzonych. Nie powinno być zatem np. tak, iż prawodawca z jednej strony oficjalnie ustanawia karę więzienia, z drugiej zaś na płaszczyźnie nieformalnej życzliwym okiem spogląda na możliwe dalsze negatywne skutki owej sankcji prawnej.

Po czwarte: przewidywane dobre skutki danego działania powinny przeważać nad jego złymi skutkami. Tak więc w przywołanym wyżej przypadku więzienia można powiedzieć, iż mimo że powoduje ona niemało złych skutków, to jednak da się wykazać większą ilość z nich, które są dla społeczeństwa dobre, np. przestępcy przez pewien czas są pozbawieni możliwości szkodzenia normalnym ludziom, niemała część z osób, które mogłyby potencjalnie wejść na drogę łamania prawa, nie czyni tego z obawy przed pójściem do więzienia, itp.

***

Wracając zaś do przykładu bezpośrednio spowodowanej aborcji w sytuacji zagrożenia życia matki, to nie da się twierdzić, iż np. wyssanie z łona matki za pomocą specjalnego przyrządu ciała jeszcze żyjącego dziecięcia jest zgodne z zasadą podwójnego skutku. Czynność taka stanowi bowiem z samej swej istoty bezpośredni akt zabicia niewinnej istoty ludzkiej i w związku z tym jest naruszeniem pierwszego podstawowego elementu reguły podwójnego skutku, a mianowicie tego, iż czyn, z którego powstaną jakieś złe efekty, musi być jako taki dobry lub przynajmniej moralnie obojętny. I nie zmienia tu natury wskazanego wyżej złego zachowania to, że czyni się je w szlachetnej intencji ratowania życia matki. Tak jak np. szlachetna intencja nakarmienia głodnych dzieci nie sprawi, iż wykonywane pozamałżeńskich aktów seksualnych za pieniądze przestanie być grzechem prostytucji. Jasne jest, iż nigdy, nawet dla ratowania życia matki, nie wolno jest dokonać aborcji. Byłoby to bowiem złamanie zasady mówiącej, iż „Cel nie uświęca środków”. W ten sposób zgodzilibyśmy się, iż w szlachetnym celu (ratowania niewinnego życia matki) można sięgnąć po zły i niegodziwy środek (morderstwo niewinnego i bezbronnego dziecka). Tym samym zniszczylibyśmy jedno niewinne życie, by ratować innego niewinnego. Zamordowalibyśmy jednego człowieka, by uleczyć innego.

Zgodne z zasadą podwójnego skutku byłoby jednak poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmierceniu dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego życia celem ratowania innego niewinnego człowieka, ale jedynie przewiduje się, że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację, w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować, kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko, może nie zdążyć pomóc matce. Nie mniej jednak ów strażak nie ma prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi po to by łatwiej mu było ratować pozostałych.

Mirosław Salwowski