Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: państwo

  1. List otwarty do Janusza Korwin Mikkego w kwestii „lekkiej pedofilii”

    Leave a Comment

    Szanowny Panie Prezesie!

    Jako, że Pańskie uwagi na temat tzw. lekkiej pedofilii wzbudzają szereg kontrowersji, pragnę niniejszym zwrócić się do Pana z prośbą o w miarę jasną i jednoznaczną odpowiedź na poniższe moje pytania.

    Pytanie pierwsze: co konkretnie ma Pan na myśli, wygłaszając opinię o tym, jakoby edukacja seksualna była gorsza od „lekkiej pedofilii”. Czy chce Pan przez to zasugerować, iż co prawda tak edukacja seksualna, jak i „lekka pedofilia” są moralnie złe, jednak pomiędzy dwojgiem z tych nagannych moralnie zjawisk to edukacja seksualna stanowi większe zło? Czy może jednak rozumie Pan przez to twierdzenie, jakoby tzw. lekka pedofilia (czyli dajmy na to dotykanie dziecka w jego miejscach intymnych w celu własnego pobudzenia seksualnego) była tak naprawdę obojętnym moralnie czy nawet dobrym etycznie zachowaniem?

    Pytanie drugie: czy przez twierdzenie o tym, jakoby „lekka pedofilia” nie jest „szkodliwa społecznie” chce Pan dać wyraz przekonaniu, iż władze cywilne nie powinny zakazywać oraz karać tych z form molestowania seksualnego osób nieletnich, które ograniczają się do dotykania ich w miejscach intymnych, jednak nie posuwają się do gwałcenia takowych? A może należy rozumieć te Pańskie wypowiedzi w ten sposób, iż takowe zachowania co prawda powinny być penalizowane, jednak sankcje karne należałoby złagodzić?

    Myślę, że odpowiedź na powyższe pytania nie powinna nastręczać Panu zbytniej trudności, byłbym więc wdzięczny, gdyby w którejś ze swych przyszłych publicznych wypowiedzi ustosunkował się Pan do nich. Dodam, iż uważam, że bardziej jednoznaczna odpowiedź na nie, mogłaby się przyczynić do pewnego wyjaśnienia i uporządkowania możliwych nieporozumień albo ewentualnych nadinterpretacji pańskich wypowiedzi odnośnie do tzw. lekkiej pedofilii.

    Pozdrawiam i łączę życzenia Bożych błogosławieństw.

    Mirosław Salwowski

  2. Grzegorz Braun za penalizacją aktywności homoseksualnej „jako takiej”

    Leave a Comment

    Jak do tej pory w III Rzeczypospolitej żaden bardziej rozpoznawalny polityk nie odważył się – przynajmniej publicznie – opowiedzieć się za wprowadzeniem kryminalizacji aktów homoseksualnych. Szczytem obyczajowego konserwatyzmu w tej kwestii na naszej prawicy było co najwyżej, i to też niezbyt śmiałe, popieranie prawnego zakazu tych czy innych przejawów publicznej propagandy sodomii. Wydaje się jednak, iż tej swego rodzaju „prawicowej poprawności” wyrażającej się w zapewnieniach „Ależ my, nikomu nie chcemy zaglądać do łóżek” rzucił ostatnio wyzwanie, nie kto inny, tylko – sam znany wcześniej z tego typu wypowiedzi – Grzegorz Braun. Ów były kandydat na urząd Prezydenta Polski oraz jeden z czołowych działaczy „narodowo-wolnościowej” koalicji o nazwie „Konfederacja” w wywiadzie dla internetowej telewizji „wRealu24” stwierdził co następuje:

    Ja muszę przyznać się do dość poważnej reasumpcji moich wniosków w tej sprawie. Ja kiedyś łudziłem się, że to są sprawy, które zgodnie z polską tradycją, że wolność Tomku w swoim domku, że można zostawić, że tak powiem zaciszu domowemu. (…) Ale dziś, wydaje mi się, że szydło tak bardzo wyszło z worka (Przepraszam panią premier); tak bardzo ujawniło się, o co tak naprawdę tutaj chodzi, że nie ma mowy o jakimś modus vivendi. Że nie ma mowy o tym, że osiągniemy w tej, w tym obłędzie tolerancjonizmu jakąś linię demarkacyjną i wtedy sodomici powiedzą: OK, to już mamy, cośmy chcieli. Nie. Oni chcą się dobierać do naszych dzieci. I właśnie nawet wcale tego nie tają. I w związku z tym, proszę Państwa na czym zmiana u mnie polega? Ja dzisiaj opowiadam się za penalizacją aktywności homoseksualnej jako takiej.

    Po tej deklaracji Grzegorza Brauna, prowadzący program Marcin Rola niejako chyba nie do końca dowierzając temu co przed chwilą usłyszał zapytał polityka „Konfederacji”: W ogóle? Całkowicie?

    Na co Grzegorz Braun odpowiedział:

    Tak, tak. Ja chciałbym wrócić w tej sprawie do czasów, w których świat nie stał jeszcze na głowie i było zupełnie jasne, że kto podejmuje czynności ryzykowne, kto się zachowuje ryzykownie, ten ryzykuje (…) Tak ja to postuluję. Karalność sodomii jako takiej. To jest mój postulat. Wystąpię z takim wnioskiem. Zobaczymy jak zostanie on przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Od jesieni daj Boże za pośrednictwem moich kolegów, koleżanek konfederatów na forum Parlamentu warszawskiego trzeba taki wniosek złożyć, bo dosyć tego„.

    Cóż można rzec na tą zaskakującą zmianę poglądów pana Grzegorza Brauna? Osobiście, jako krytyk niektórych z innych jego wypowiedzi (np. na temat imigrantów czy sposobu w jaki wypowiadał się on na temat opisanego w księgach Starego Testamentu powstania Machabeuszy) jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem pokory i odwagi tego polityka. Pokory, gdyż trzeba się takową wykazać, publicznie korygując swe wcześniejsze i wielokrotne wypowiedzi na podobne tematy. Odwagi, albowiem pogląd o tym, iż czyny homoseksualne powinny być prawnie karalne jako takie, nie należy do popularnych również na prawicy. Nie sądzę też, by większość z polityków „Konfederacji” do której należy Grzegorz Braun podzielała jego najnowsze wypowiedzi w tej sprawie i w związku z tym prawdopodobnie głowią się oni już na tym, jak w oczach opinii publicznej złagodzić jasny i jednoznaczny jego wypowiedzi. Pozostaje jednak mieć nadzieję, iż zgodnie z treścią tradycyjnego przysłowia: „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając” świadomość słuszności postulatów prawnej karalności czynów homoseksualnych oraz niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa) będzie stopniowo docierać do coraz szerszych kręgów polskiej prawicy oraz środowisk katolickich.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2017/08/12/11-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane-i-karalne/

     

  3. Kiedy moralnie dozwolone jest zabijanie złoczyńców?

    Leave a Comment

    Nie popełnia grzechu morderstwa i ten, kto życie odbiera drugiemu sprawiedliwie tj. kto ma prawo do tego. A czy istnieje jakie prawo odbierania życia ludziom? Tak.

     

    a) Może odebrać komuś życie zwierzchność prawowita. Prawo nad życiem i śmiercią ma wprawdzie jedynie Pan Bóg, ale jak inne prawa Swoje np. odpuszczanie grzechów może Pan Bóg i to prawo przekazać innym. To też uczynił Pan Bóg, bo zwierzchności dał prawo karania złoczyńców, nawet odebraniem życia, jak to czytamy w Piśmie św. Tak w starym zakonie Pan Bóg ustanowił karę śmierci na morderców, bałwochwalców, bluźnierców, krzywoprzysięzców i innych wszelkich zbrodniarzy. Dlatego czytamy u Mojżesza (Gen. 9, 6): „Ktobykolwiek wylał krew człowieczą, będzie wylana krew jego”; podobnie dalej (Exod. 22, 18): „Czarownikom żyć nie dopuścisz”. I karę tę wykonywano rzeczywiście. Mojżesz wezwał mężów z pokolenia Lewi przeciw bałwochwalcom, co kłaniali się cielcowi złotemu, i kazał poodbierać im życie: jakoż zabito ich przeszło 20000, poczym Mojżesz pochwalił owych lewitów, mówiąc (Exod. 32, 29): „Poświęciliście ręce wasze dzisiaj Panu”.

    Władza ta pozostała zwierzchności i w zakonie nowym, jak widać ze słów Pana Jezusa do Piłata. Kiedy bowiem Piłat odezwał się do Pana Jezusa (Jan 19, 10): „Nie wiesz, iż moc mam ukrzyżować Cię i moc mam puścić Cię?” odpowiedział mu Pan Jezus (Jan 19, 11): „Nie miałbyś mocy przeciw Mnie żadnej, gdyby ci nie dano z wierzchu”. Tę władzę przyznaje zwierzchności i św. Paweł, bo mówi o niej (Rzym. 13, 4): „Nie bez przyczyny miecz nosi, Boga bowiem sługą jest, mścicielem ku gniewu temu, który złość czyni”. Ostatnia zaś księga Pisma św. powiada (Apok. 13, 10): „Kto mieczem zabije, ma być mieczem zabity”. – Jakoż sam rozum wskazuje, że zwierzchności musi przysługiwać takie prawo, gdyż tylko taka kara zdolna poskromić namiętności ludzkie i odstraszyć od zbrodni. Gdyby, jak chcą niektórzy, zniesiono karę śmierci, wtedy by jeszcze częściej aniżeli obecnie działy się zbrodnie wielkie np. morderstwa. Kara więzienia dożywotniego nie byłaby wystarczającą, bo sama ze siebie nie jest tak straszną jak kara śmierci i nadto zbrodniarz ma jeszcze nadzieję odzyskania wolności czy to przez ucieczkę, czy przez ułaskawienie. Toteż prawo to potrzebne; a zresztą zwierzchność nie będzie potrzebowała karać śmiercią, byleby zabójcy dali sami początek dobry – i przestali zabijać.

     

    b) Wolno dalej pozbawić życia nieprzyjaciela w słusznej obronie ojczyzny. Całość i bezpieczeństwo ojczyzny przedniejsze trzyma miejsce przed życiem nieprzyjaciół, tych, co się na nią targają. Nieprzyjaciele sami sobie winni, jeśli, krzywdę wyrządzając innemu krajowi, giną śmiercią. Skoro tedy zwierzchnik kraju prowadzi wojnę, każdy zawezwany do broni ma obowiązek stawać do szeregów. W takich razach dla uzyskania zwycięstwa wolno używać wszelkich środków potrzebnych, o ile nie zakazuje ich prawo przyrodzone czy też prawo narodów. Wolno tedy w takim razie uprzedzić nieprzyjaciela, napaść kraj jego i każdego, kto by się opierał, pojmać, zranić czy zabić. Zwłaszcza każdy żołnierz ma obowiązek walczenia mężnie wśród bitwy. Natomiast, jak już powiedziałem, grzeszyłby, gdyby zabijał lub znieważał albo bezcześcił mieszkańców spokojnych, bezbronnych, czy to dzieci, czy niewiasty, czy starców, czy też takich żołnierzy, co broń już złożyli. W ogólności żaden żołnierz nie powinien zapominać o tym, że jest chrześcijaninem, że ma być mężnym ale nie krwi chciwym i okrutnym.

    Że zabicie na wojnie tych, co szkodzą ojczyźnie, nie jest grzechem, dowodzi Pismo św., bo wychwala Matatiasza, Judę i innych bohaterów, którzy w obronie ojczyzny i uciskanej braci swojej ciężkie wiedli boje z narodami postronnymi. Dowodem niewinności takich żołnierzy i to, że Pan Bóg nieraz cudownie wspierał tych, co wiedli wojnę sprawiedliwą. Dodaję „sprawiedliwą”, bo samo się przez się rozumie, że wojna powinna być taką. O tym jednak wiedzieć trzeba, że odpowiedzialność za wojnę i wszystkie jej następstwa, spada na zwierzchność kraju, obowiązkiem zaś jest poddanych iść za głosem swej władzy, a nie badać, czy wojna jest słuszną czy też niesłuszną (por. fałszerstwo depeszy przez Bismarcka przed wojną francusko-niemiecką).

     

    c) Wreszcie wolno pozbawić kogoś życia we własnej sprawiedliwej obronie. Kiedy tedy złodziej, zbójca wypada z lasu z nożem czy narzędziem jakim zbójeckim, albo jeśli się zakrada do mieszkania i chce nas obedrzeć, złupić i przy tym zagraża naszemu życiu: wolno jest w takim razie się bronić i nie mamy grzechu, choćby złoczyńca zginął z ręki naszej. To potwierdza już rozum, bo nikt nie ma obowiązku cudze życie przedkładać ponad własne. Tenże rozum powiada, że jeśli nie ma innego środka obrony, powinien utracić życie raczej napastnik niesprawiedliwy, aniżeli niesłusznie napastowany. Gdyby bowiem nikt nie miał prawa bronienia się przeciw napadom niesłusznym, wtedy by bezbożnicy mieli zabezpieczoną swobodę da wszelkich bezprawi. Dlatego Pismo św. (Exod. 22, 2) wyraźnie pozwala na zabicie człowieka, jeśli tego potrzeba do obrony życia. – Co więcej nauczyciele duchowni wspominają o tym, że niewiasta w razie napadu na swącnotę może się bronić jakim bądź sposobem, a ostatecznie, gdy nie ma ratunku innego, wolno jej nawet zabić napastnika, gdyż dla niej ważniejszą jest jej cnota niż życie takiego niegodziwca.

    Aby jednak dozwolonym było zabójstwo w obronie własnej, napaść musi być niesprawiedliwą. Jeżeli tedy zwierzchność chwyta złoczyńcę, aby go zaprowadzić do więzienia, złoczyńcy nie przysługuje prawo obrony, bo zwierzchności wolno pojmać złoczyńcę. – Dalej nawet w razie napadu niesprawiedliwego nie wolno wyrządzić szkody większej nad tę, ile potrzeba dla obrony swego życia. Należy tedy wpierw, o ile można, użyć innych środków do obrony własnej np. uciekać, wołać o pomoc, uderzyć złoczyńcę, ogłuszyć go, powalić o ziemię, zranić, a dopiero, gdyby te sposoby nie prowadziły do celu lub gdyby ich zgoła nie można użyć, wolno zabić napastnika. Z tego więc wynika, że wolno napastnika zabić tylko podczas napadu samego, a nie, kiedy ucieka. A dalej nie godzi się żadną miarą zabijać złodzieja, którego schwycono na złodziejstwie, ale który widocznie nie zagraża życiu naszemu. – Wreszcie nie wolno zabijać z myślą zemsty czy nienawiści, lecz jedynie celem obrony własnej, bo chrześcijaninowi mścić się nie wolno.

     

    Ks. Wojciech Andersz, Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom IV, Poznań 1910, s. 8-11. 

     

  4. Czy Katechizm Kościoła Katolickiego wyklucza karę śmierci za cudzołóstwo?

    Leave a Comment

    W reakcji na mój poprzedni artykuł pt. „Kamienowanie cudzołożników i cudzołożnic było dobre, mądre oraz sprawiedliwe” pojawiło się kilka krytycznych głosów i sugestii mych czytelników, do których chciałbym się ustosunkować. A zatem:

     

    PO PIERWSZE: sam nie jestem, zasadniczo rzecz biorąc, zwolennikiem karania śmiercią za niewierność małżeńską. Owszem, wierzę w to, iż w czasach Starego Testamentu kara ta była w pełni dobra, mądra i sprawiedliwa. Nie widzę zresztą innej możliwości, gdyż taką sankcję karną dla ówczesnego narodu żydowskiego ustanowił Bóg, a On przecież się nigdy nie myli i nigdy nie nakazuje mam czynienia czegoś, co byłoby ze swej istoty złe i niegodziwe. Przyznaję też otwarcie, że nie widzę żadnych mocniejszych przesłanek, by traktować karę śmierci za cudzołóstwo jako zawsze złą i zawsze niedozwoloną również po ustaniu obowiązywania Starego Testamentu. Jak to bowiem już obszernie wyjaśniałem w swym poprzednim tekście, interpretacja zachowania Pana Jezusa wobec cudzołożnej kobiety, jako rzekomo potępiająca taką karę jest powierzchowna i nie uwzględnia wielu innych czynników. Pogląd zaś, jakoby z nastaniem Nowego Testamentu chrześcijańskim władcom zakazane było stosowanie karno-sądowych praw Starego Przymierza został wyraźnie odrzucony przez św. Tomasza z Akwinu:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły n że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.

    Podstawą tej różnicy jest ton co wyżej powiedziano. A powiedzieliśmy, że przykazania obrzędowe w pierwszym rzędzie i same przez się były symboliczne; były bowiem głównie ustanowione dla symbolizowania tajemnic Chrystusa jako przyszłych. I dlatego zachowywanie ich godzi w tę prawdę wiary, którą wyznajemy, mianowicie że te tajemnice już się dokonały. – Natomiast przykazania sądownicze nie były ustanowione dla symbolizowania, ale porządkowania sposobu bycia tego narodu, który zmierzał ku Chrystusowi. I dlatego, gdy zmienił się stan bycia tego narodu na skutek przyjścia Chrystusa, przykazania te przestały obowiązywać. Prawo bowiem, według Apostoła, było „wychowawcą” prowadzącym do Chrystusa. Ponieważ jednak te przykazania nie miały na celu symbolizowania czegoś, a tylko spełnienie czegoś, dlatego samo ich zachowywanie w istocie rzeczy nie godziło w prawdę wiary. Natomiast zamiar zachowywania ich jako obowiązujących na mocy prawa godzi w prawdę wiary, bo z tego by wynikało, że dotychczas obowiązujący stan nadal trwa i że Chrystus jeszcze nie przyszedł [1].

    A zatem, wedle św. Tomasza z Akwinu, prawa sądowe Starego Zakonu (do których należy też kara śmierci za cudzołóstwo) nie są ani nakazane, ani zakazane władcom chrześcijańskim. Podobnie, uważam i ja osobiście. Sam nie jestem za preferowaniem karania śmiercią cudzołóstwa (opowiadam się raczej za karaniem takich czynów chłostą lub pracami społecznymi), jednak nie mogę z drugiej strony powiedzieć, iż taka sankcja byłaby współcześnie zawsze zła i niedozwolona. Co prawda, uważam iż okoliczności czasów, w których żyjemy, różnią się dość znacząco od czasów, w których Bóg dawał Mojżeszowi prawa karna mające wówczas rządzić narodem żydowskim, ale nie mogę wykluczyć też tego, że w pewnych miejscach i czasach mogą zaistnieć podobne uwarunkowania, które taką karę  czyniłyby w pełni uzasadnioną. Na przykład, jeśliby w jakimś kraju, 90 procent małżonków dopuszczałoby się cudzołóstwa, a w dodatku publicznie by się z nim obnosiło i bez skrępowania namawiało do tego występku innych, to sądzę, iż dobre by było wprowadzenie na pewien czas kary śmierci za zdradę małżeńską. Prawdopodobnie, należałoby wówczas wyłapać kilka tysięcy najbardziej zuchwałych cudzołożników, następnie wytoczyć im szeroko nagłośnione medialnie procesy, by na końcu wobec kilkuset szczególnie zdeprawowanych z nich orzec i zastosować karę śmierci. O takie okoliczności jednak jest trudno nawet w naszych mocno rozluźnionych na płaszczyźnie seksualnej czasach. Mimo wszystko, większość małżonków wciąż bowiem się nie zdradza (przynajmniej w bardziej notoryczny sposób), a ci, którzy to czynią, najczęściej nie chwalą się swym grzechem na prawo i lewo. Sądzę więc, że nie ma aktualnie potrzeby aż tak surowego karania cudzołóstwa i cel, jakim jest jego ograniczanie oraz wzmacnianie w społeczeństwie przekonania o jego złu, można osiągnąć za pomocą znacznie łagodniejszych kar w rodzaju chłosty albo prac społecznych.

     

    PO DRUGIE: jak dla mnie wątpliwe jest założenie, iż aktualne, owszem dość sceptyczne i dystansujące się wobec kary śmierci, stanowisko Magisterium Kościoła wyklucza zasadność takowej sankcji za cudzołóstwo. W punkcie numer 2267 opublikowanego w 1992 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy:

    Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony życia ludzkiego przed niesprawiedliwym napastnikiem. 

    Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem , władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

    Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.

    Na pierwszy rzut oka powyższe sformułowanie wygląda tak, jakby usprawiedliwiało ono karę śmierci jedynie za zamachy na ludzkie życie. Moim zdaniem jest to jednak dość wątpliwa interpretacja, a to choćby dlatego, że nie uwzględnia ona szerszego kontekstu nauczania katolickiego na ów temat. Zacznijmy jednak od tego, iż zacytowana wypowiedź Katechizmu nie stwierdza, że karanie śmiercią jest usprawiedliwione tylko w przypadku aktów morderstwa. Owszem, koncentruje się ona na tym czynie, ale raczej milczy na temat stosowności kary śmierci za innego rodzaju przestępstwa, aniżeli w sposób absolutny ją w odniesieniu do nich wyklucza. Jeśli np. ojciec powie swemu synowi, iż może obejrzeć bajkę jedynie pod warunkiem wcześniejszego odrobienia lekcji, to nie oznacza przecież, że wyklucza on danie mu podwieczorka jedynie wtedy, gdy posprząta też swój pokój. Po prostu, obie wypowiedzi takiego ojca będą tyczyć się innych kwestii, co nie znaczy, że muszą się wzajemnie wykluczać. Podobnie, stwierdzenie Katechizmu, iż kara śmierci może być uzasadniona wówczas, gdy jest jedynym dostępnym środkiem ochrony życia nie wyklucza stwierdzenia, że sankcja taka może być usprawiedliwiona, gdy jest jedynym dostępnym środkiem ochrony wiernosci małżeńskiej albo też, dajmy na to, ochrony przed gwałtem. Z wykluczeniem kary śmierci za inne niż morderstwa przestępstwa mielibyśmy do czynienia, gdyby Katechizm stwierdzał:

    nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, tylko w przypadku jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony życia ludzkiego przed niesprawiedliwym napastnikiem. 

    Takiego sformułowania w aktualnym Katechiźmie jest jednak brak. Poza tym, inne wypowiedzi Kościoła pokazują dobitnie, iż kara śmierci nie była uważana za usprawiedliwioną tylko w przypadku morderstwa. Przykładowo, papież Leon X w bulli „Exsurge Domine” potępił pogląd Marcina Lutra o treści:

    Palenie heretyków jest przeciwko woli Ducha [2].

    Skoro więc taki pogląd został potępiony, a nie pochwalony to logicznie z tego wynika, iż karanie śmiercią przynajmniej niektórych przypadków herezji nie jest zawsze i wszędzie złe. To nie musi znaczyć, że każdą herezję należy tak surowo karać, albo że zawsze należy doradzać takie karanie owego występku. Ba, myślę, że nie byłoby sprzeczne z treścią owego potępienia stwierdzenie, iż zazwyczaj należy powstrzymać się od tak surowego karania herezji. Tym nie mniej, z przytoczonej bulli Leona X na pewno wynika potępienie przekonania o wewnętrznym, a więc absolutnym złu karania śmiercią za herezje. Mamy więc tu do czynienia z nieprawością, która nie jest morderstwem, a której mimo to Kościół w swym nauczaniu karania śmiercią w sposób absolutny nie wykluczył.

    Ponadto, papież św. Pius V w swych bullach „Cum Primum” oraz „Horrendum illud scelus” nakazał karać „bez okazywania litości” tych duchownych, ale także świeckich, którzy zostali przyłapani na aktach homoseksualnych, a także przekazywać ich władzy świeckiej w celu wymierzenia im przewidzianej przez ówczesne prawo kary [3]. Przypominam zaś, że w czasach św. Piusa V (druga połowa XVI wieku) władze cywilne czynny homoseksualizm najczęściej karały śmiercią. Powstaje więc retoryczne pytanie, czy gdyby ów wielki, święty papież uważał karę śmierci za inne niż morderstwo czyny za zawsze złą, mógłby gorliwie współuczestniczyć w jej wymierzaniu za inne z nieprawości (w tym przypadku sodomii)?

    Warto wreszcie wspomnieć, iż papież Sykstus V wydał bullę nakazującą na terenie Państwa Kościelnego karanie śmiercią winnych cudzołóstwa.

    Oczywiście, jeśli ktoś chce się upierać, to może pewne niepełne zapisy Katechizmu Jana Pawła II interpretować w duchu zerwania z poprzednią doktryną oraz dyscpliną kościelną, ja jednak uważam, że gdy nie ma ku temu bardzo mocnych podstaw, lepiej jest takie wypowiedzi wykładać w duchu tzw. hermeneutyki ciągłości. Jeśli więc nowsze wypowiedzi Magisterium Kościoła są niepełne i niekompletne, ale same w sobie nie zaprzeczają poprzedniemu nauczaniu katolickiemu, to dobrze jest przyjąć intepretację, iż ich intencją nie było negowanie tych elementów wcześniejszejdoktryny, o których się one nie wypowiadają.

     

    PO TRZECIE: ktoś przywołał opinię tych osób duchownych i teologów, którzy twierdzą, iż małżonek winny cudzołóstwa powinien zamilczeć o swym grzechu wobec swego współmałżonka. Nie widzę jednak żadnej absolutnej czy zasadnicznej sprzeczności pomiędzy tym poglądem, a przekonaniem, że cudzołóstwo powinno być karane przez władze cywilne. Są bowiem różne przypadki cudzołóstwa, które powinny być w różny sposób też traktowane. Jeśli np. komuś ów grzech zdarzył się raz czy dwa, ale za niego żałuje i nie chce do niego wracać, to owszem nie byłoby chyba roztropnym przyznawanie się z własnej inicjatywy do takowego przed współmałżonkiem. Coś takiego nie byłoby roztropne, zwłaszcza w czasach, gdy rozwody są legalne i takie przyznanie się mogłoby doprowadzić do jeszcze większego zła, jakim byłoby trwałe rozbicie własnej rodziny. Oczywiście, nie należy w takim wypadku kłamać, że nie popełniło się cudzołóstwa (gdyż kłamstwo jest zawsze zakazane), ale po prostu trzeba wówczas milczeć na ów temat. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy ktoś dopuścił się cudzołóstwa nie raz czy dwa razy, ale powiedzmy, że uczynił to kilkaset razy, a do tego chwalił się tym przed swymi kolegami, aż w końcu został przyłapany na „gorącym uczynku”. Ukaranie przez władze cywilne takiego człowieka byłoby ze wszechmiar słuszne oraz sprawiedliwe i nie widzę tu niemal żadnej analogii z pierwszym przywołanym przeze mnie przypadkiem cudzołóstwa.

    Może ktoś jednak powiedzieć, iż w sytuacji, gdy cudzołóstwo byłoby prawnie karalne, mogłoby dojść do sytuacji, w której ktoś raz czy dwa dopuścił by się tej nieprawości, a mimo to zostałby na tym przyłapany i w efekcie doprowadziłoby to do rozpadu jego rodziny. Odpowiam na ów argument w następujący sposób:

    1. Taka sytuacja byłaby mało prawdopodobna, gdyż im rzadziej ktoś coś czyni w sekrecie, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że zostanie to wykryte.

    2. Rozwody powinny być zakazane, więc małżonek, który dowiedziałby sie o zdradzie swego współmałżonka i tak nie mógłby w ten sposób rozbić swej rodziny.

    3. Nigdy nie należy pomijać elementu Bożej opatrzności. Jeśli ktoś zostałby przyłapany po jednokrotnie bądź dwukrotnie czynionej przez siebie zdradzie małżeńskiej, to widocznie była w tym ręka Boga i czegoś miało to go nauczyć.

    4. W prawie zakazującym cudzołóstwa też można by uwzględnić różne rodzaje i przypadki takowego. Być może w przypadku cudzołożnika, który by uczynił coś takiego raz, zadeklarował chęć poprawy, mogło by się skończyć na upomnieniu takowego i nałożeniu na niego grzywny, bez nagłaśniania jego grzechu (tak, by nie dowiedział się o tym współmałżonek). Surowiej jednak mogłyby być traktowane przypadei niewierności małżeńskiej, z którymi wiązałaby sie zuchwałość oraz notoryczność.

     

    Przypisy:

    [1] Patrz: Summa teologiczna 2, 104 (3). Podkreślenie w tekście moje – MS.

    [2] Cytat za: „Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła”, Poznań 2007, s. 176.

    [3] Treść przywołanych bulli papieża św. Piusa V można przeczytać w książce pt. „w obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawiać się legalizacji związków homoseksualnych?” (Kraków 2005, s. 181 – 182).

  5. Pornografia powinna być zakazana

    Leave a Comment

    W ostatnim czasie pojawiły się słuchy, iż posłowie PiS mają się zastanawiać się nad wprowadzeniem prawnych ograniczeń dla szerzenia pornografii. Warto więc przy tej okazji podać parę powodów i argumentów, dla których jakiekolwiek (publiczne, pół-publiczne czy prywatne) rozprzestrzenianie pornografii powinno być przez władze cywilne całkowicie zakazane.

    Po pierwsze: rozprzestrzenienie pornografii jest rzeczą szkodliwą społecznie. Naukowcy spierają się co do tego, na ile korzystanie z materiałów pornograficznych jest rzeczywiście szkodliwe dla ludzi. Najpewniej jeszcze długo nie dojdą oni w tej kwestii do szerzej przyjętego konsensusu. Nie będę więc tu silił się na przytaczanie tych danych naukowych, które wskazują na to, iż pornografia jest ewidentnie szkodliwa, gdyż zapewne i tak by się na znalazły wypowiedzi  innych uczonych, którzy temu zaprzeczają. Jednak, czy sam zdrowy rozsądek nie podpowiada nam, iż korzystanie z takich ohydnych treści rzeczywiście jest szkodliwe? Pornografia pobudza z jednej strony do praktyk onanistycznych, z drugiej zaś napędza takie rzeczy jak prostytucja, rozpusta, cudzołóstwa (czyli niewierność małżeńską), a także sprzyja rozrostowi dewiacyjnych i perwersyjnych zachowań w rodzaju włączania elementów przemocy do pożycia seksualnego, dziwacznych praktyk erotycznych, itp. W najbardziej skrajnych wypadkach pornografia może doprowadzać nawet do gwałtów i molestowania dzieci. Czy te wszystkie zjawiska nie są szkodliwe społecznie? Nawet, gdyby założyć, iż w większości wypadków pornografia doprowadza ludzi nie do bardziej bezpośredniego krzywdzenia innych osób, ale do praktyk autoerotycznych (co jest założeniem nierealistycznym i naiwnym) to nawet coś takiego wiązałoby się ze szkodą dla społeczeństwa. Jaką bowiem przyszłość dla kraju budowaliby ludzie będący w swej większości nałogowymi onanistami, a nie wchodzący w trwałe związki z osobami płci przeciwnej? Taki kraj w szybkim tempie zacząłby się wyludniać, przez co sukcesywnie zmierzałby do swego zaniku. Obawiam się jednak, że większość użytkowników pornografii jest przez nią pobudzana do większej nieodpowiedzialności, rozwiązłości, skłonności do dewiacji i perwersyjności w sferze seksualnej. A tacy ludzie szkodzą nie tylko sobie, ale też wielu osobom wokół siebie.

     

    Po drugie: wolność i prywatność dorosłych ludzi nie jest wartością absolutną i nieograniczoną. Do dziś, nawet w naszym liberalnym kręgu kulturowym zakazane (lub w inny sposób represjonowane) są różne czyny, które nie naruszają wolności innych osób. Na przykład, niedoszli samobójcy są poddawani przymusowemu leczeniu, nawet wówczas, gdy są oni dorośli i na taki czyn zdecydowali się bez przymusu ze strony innych osób. Podobnie, gdybym umówił się z kimś na to, iż ta druga osoba odetnie mi choćby i jeden palec u ręki, to państwo słusznie nie uszanowałoby naszej obopólnie i dobrowolnie zawartej umowy, ale mnie poddało przymusowemu leczeniu, a wykonawcę mej woli wsadziłoby do więzienia. To więc, że pornografia może być produkowana i rozpowszechniana bez gwałcenia wolności dorosłych osób nie jest decydującym argumentem na rzecz jej legalności. Rzeczy, które są w sposób wyraźny szkodliwe dla innych ludzi, powinny być prawnie zakazane. Czymś takim jest właśnie pornografia i dlatego winna być ona przez władze cywilne zabroniona.

     

    Po trzecie: nie jest prawdą, iż nie da się ustalić czym jest pornografia albo, że w dobie internetu nie jest możliwe egzekwowanie jej zakazu. Jeśli nie da się zdefiniować, czym jest bardziej „zwyczajna” pornografia to niby dlaczego jakoś nie ma się większych problemów z ustaleniem, co jest dziecięcą pornografią, a co nią nie jest? Może dzieje się tak dlatego, iż odnośnie dziecięcej pornografii jest wola jej zwalczania i związku z tym ludzie nie posuwają się do głupich zabiegów typu: „Nie wiadomo czym jest pornografia”? Podobnie, jakoś fakt istnienia internetu nie wywołuje fali krytyki zasadności istnienia zakazu dziecięcej pornografii. Mimo internetu można więc w miarę skutecznie egzekwować zakaz dziecięcej pornografii (oczywiście nie znaczy to, że 100 procent takowej zostanie wyeliminowana). Podobnie, zakaz bardziej „zwyczajnej” pornografii można skutecznie egzekwować mimo istnienia internetu. Zakaz ów nie sprawi rzecz jasna, że nikt nie będzie oglądał czy rozpowszechniał ową ohydę, ale w praktyce ograniczy jej rozszerzanie się na zgubę ludzi i całego społeczeństwa.

     

    Po czwarte: nudne jest ciągłe przywoływanie przez liberałów i libertarian przykładu amerykańskiej prohibicji jako rzekomego dowodu na to, iż prawne zakazy wymierzone w niemoralność są zawsze nieskuteczne (a więc pewno zabronienie pornografii też takie będzie). Sam nie jestem zwolennikiem zakazywania produkcji i handlu alkoholem, ale akurat prohibicja w USA poskutkowała tym, iż ilość spożycia trunków spadła na długie lata (choć owszem towarzyszyły temu też inne negatywne zjawiska – rozrost zorganizowanej przestępczości był tu głównym minusem). Poza tym, nawet, gdyby amerykańska prohibicja okazała się w 100 procentach fiaskiem, to czy intelektualnie uczciwe jest wybieranie sobie 1 czy 2 przykładów nieskutecznych prawnych zakazów podczas, gdy na każdy 1 taki przypadek można by podać z 50 przykładów praw skutecznie zakazujących, bo ograniczających występowanie objętego nimi zjawiska? Prawo zabraniające rozszerzenia pornografii nie jest skazane na klęskę – nawet jeśli tylko o 5 procent ograniczy ono w praktyce dostęp do tej obrzydliwości, to warto je wprowadzać.

     

    Po piąte: zakaz pornografii jest zgodny z duchem objawionego i ustanowionego przez Boga prawodawstwa. Prawo Mojżeszowe surowo karało wszak cudzołóstwo (Kpł 20, 10), homoseksualizm (Kpł 20, 16) oraz rozpustę (Pwt 21, 18-21). Jeśli te wszystkie grzechy były karane, to co dopiero mówić o pornografii, która jest ich propagowaniem, a ponadto nieraz jest tworzona poprzez ich dokonywanie? Tradycyjne zasady logiki oraz wykładni mówią, że jeśli nie pozwala się na coś mniejszego, to nie pozwala się też na coś większego. Rozprzestrzenianie pornografii jest na pewnej płaszczyźnie czymś jeszcze gorszym od rozpusty, homoseksualizmu oraz cudzołóstwa, gdyż owe grzechy są przez nią propagowane. Również Nowy Testament uczy, iż władze cywilne są powołane przez Boga w tym celu, by karać zło i złoczyńców (Rz 13, 3- 4; 1 P 2, 14). A co niby czynią producenci i handlarze pornografią – dobro czy zło?

     

    Po szóste: jest jasnym i jednoznacznym nauczaniem Kościoła, iż produkcja oraz rozprzestrzenianie materiałów pornograficznych winno być przez władze cywilne zakazane. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2354 stwierdza:

    Władze cywilne powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych.

    Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 494 deklaruje z kolei:

    Władze cywilne, ponieważ są zobowiązane szanować godność osoby ludzkiej, powinny stwarzać środowisko przyjazne dla czystości, zakazując także, stosownymi prawami, rozprzestrzeniania się wspomnianych wyżej ciężkich wykroczeń przeciw czystości, aby chronić przede wszystkim małoletnich i bardziej słabych. 

    Przytoczony wyżej punkt 494 jest zaś nawiązaniem do punktu numer 492, gdzie czytamy:

    Do grzechów pozostających w głębokiej sprzeczności z czystością, każdy według natury własnego przedmiotu, należą: cudzołóstwo, masturbacja, nierząd, pornografia, prostytucja, gwałt, czyny homoseksualne (…)

    Sprawa jest więc jasna. Wedle nauczania katolickiego rozprzestrzenianie pornografii powinno być zabronione przez władze cywilne.

  6. Nie mamy prawa oczerniać nikogo. Również zwolenników legalności aborcji

    Leave a Comment

    Nie od dziś jestem zwolennikiem całkowitego i bezwzględnego prawnego zakazu zabijania nienarodzonych dzieci (również w przypadku zagrożenia życia matki – choć tu byłbym za nadzwyczajnym złagodzeniem kary). Uważam też, iż kwestionowanie słuszności takiego zakazu jest strasznym błędem, a w zasadzie nawet herezją, która to w praktyce przyczynia się do wzrostu liczby dokonywanych aborcji. Każdy kto poddaje w wątpliwość zasadność całkowitego prawnego zakazu mordowania poczętych dzieci, będzie musiał kiedyś za to odpowiedzieć przed Bogiem i jeśli ów pogląd wyznawał w sposób całkowicie świadomy jego obrzydliwości w oczach Stwórcy, to pójdzie ktoś taki w wieczny ogień przygotowany diabłu i jego aniołom (chyba, że przed śmiercią nawróci się z takich przekonań).

     

    Mimo jednak mego powyższego stanowiska, nie zgadzam się na częste w środowiskach „Pro Life” mówienie o ogóle  zwolenników legalnej aborcji iż są oni „zwolennikami aborcji”. Uważam, że stawianie tego typu znaku równości jest po prostu intelektualnie nieuczciwe i w zasadzie jest pewnego rodzaju oszczerstwem. Choć bowiem każdy zwolennik legalności aborcji błądzi strasznie, to nie każdy zwolennik legalności aborcji jest zwolennikiem aborcji, tak jak nie każdy zwolennik legalności niewierności małżeńskiej jest tym samym zwolennikiem niewierności małżeńskiej. Można uważać aborcję za moralne zło, a mimo to być zwolennikiem jej legalności, tak jak można uważać niewierność małżeńską za moralne zło, a mimo to być zwolennikiem jej legalności. Oczywiście, że oba poglądy i tak są błędne, ale uczciwość nakazuje je rozróżniać. Co więcej, wyobrażam sobie sytuację, w której dana osoba będąca za legalnością aborcji sama nie tylko nigdy, by nie dokonała tej zbrodni, ale jeszcze by każdemu odradzała jej uczynienie. Myślę, że tego typu sytuacje się zdarzają i takich zwolenników legalności aborcji nie powinno się nazywać „zwolennikami aborcji”. Poza tym, choć takie stwierdzenie jest bliskie niedorzeczności, może być tak, iż ktoś opowiada się za legalnością aborcji, gdyż szczerze wierzy, że taka legalność przyczyni się tak naprawdę do zmniejszenia ilości przerywanych ciąży. Oczywiście, takie założenie jest mało logiczne, a nawet wręcz absurdalne, jednak ludzie wierzą w różne niedorzeczności, więc nie można wykluczać, iż wiele osób popierających legalność aborcji rozumuje w podobny sposób. Tak samo nie można z założenia zaprzeczyć temu, iż są ludzie, którzy wierzą w to, iż legalność zdrady małżeńskiej tak naprawdę przyczynia się do zmniejszenia liczby jej przypadków. 

     

    Oczywiście, zapewne jest tak, że ci, którzy łagodniej – na płaszczyźnie etycznej – patrzą na aborcję, mają też większą tendencję opowiadać się za jej legalnością także w sensie prawnym. Ale nie należy zakładać, iż tak się dzieje zawsze i w każdym przypadku. Innymi słowy, nieucziwe intelektualnie jest automatyczne przypisywanie zwolennikom legalności aborcji intencji moralnego popierania tej zbrodni.

    Dlaczego o tym wszystkim piszę? Po prostu popieram uczciwe traktowanie wszystkich ludzi. Wyznawanie poglądu o słuszności legalności aborcji jest dostatecznie poważnym błędem oraz herezją i nie potrzeba jeszcze powiększać okropności przekonań ludzi, którzy dali się uwieść temu diabelskiemu przekonaniu. Tytułem przykładu, jeśli ktoś jest cudzołożnikiem, to należy mówić, że jest cudzołożnikiem, a nie dokładać mu jeszcze, iż jest dajmy na to pedofilem czy zoofilem. Trzeba mówić prawdę o błędach wyznawanych przez tych czy innych ludzi, ale nie powinno się ich wyolbrzymiać. Poza tym, tego rodzaju stawianie znaku równości pomiędzy popieraniem legalności aborcji, a popieraniem dokonywania aborcji może być słusznie odbierane przez zwolenników owego błędnego poglądu jako zniesławianie ich oraz antyświadectwo dawane im przez zwolenników „Pro Life”. To zaś, może owym ludziom utrudniać nawrócenie z ich błędnych poglądów. Jest świętą prawdą, iż każda aborcja powinna być prawnie zakazana, ale tej świętej prawdy nie należy bronić za pomocą czegoś co obiektywnie rzecz biorąc jest oszczerstwem.

  7. Przepisy ruchu drogowego powinny być przestrzegane

    Leave a Comment

    Od czasu do czasu zdarza mi się słyszeć pytanie, czy aby na pewno powinno się przestrzegać wszystkich przepisów regulujących ruch drogowy. Wydaje się bowiem, iż dla wielu ludzi różne tego typu prawa i uregulowania jawią się jako zbędne, bezsensowne i zbyt trudne, by ich na co dzień przestrzegać. Czyż nie wystarczy sam zdrowy rozsądek oraz szacunek dla czyjegoś życia i zdrowia, zamiast kurczowego trzymania się wielu drobnych przepisów ruchu drogowego? Po co np. stać na czerwonym świetle, gdy nie widać żadnego zbliżającego się samochodu? Tego typu pytania i sugestie wysuwają ci, którzy poddają w wątpliwość sensowność przestrzegania ogółu przepisów Kodeksu drogowego. Na te pytania i wątpliwości należy jednak odpowiedzieć: Tak, co prawda nie w sensie absolutnym, ale ogólnie rzecz biorąc należy przestrzegać prawa drogowego, nawet wówczas, gdy wydaje się ono nam zbyt trudne, zbędne i mało sensowne.

     

    Po pierwsze, zauważmy, że sam nasz Pan Jezus Chrystus zachęcał do przestrzegania tych przepisów prawnych, które mogą wydawać się nam zbyt trudne i uciążliwe. Gdy bowiem mówił On: Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące (Mt 5, 40) odnosił się w rzeczywistości do konkretnego, a znienawidzonego przez ówczesnych Żydów prawa, które nakazywało takowym niesienie przez tysiąc kroków ekwipunku rzymskiego urzędnika. Innymi słowy, znajdujący się w służbowej podróżny urzędnik miał prawo zaczepić przypadkowo napotkanego mieszkańca Palestyny i nakazać mu dźwiganie jego ekwipunku przez 1000 kroków. Żydzi ze zrozumiałych względów odbierali ten prawny przepis jako bardzo uciążliwy i uprzykrzający im życie, ale pomimo to Pan Jezus zachęcał ich nie tylko do jego przestrzegania, ale nawet do dobrowolnego poszerzenia swego posłuszeństwa względem owego prawa.

    Stąd więc wniosek, iż fakt uciążliwości i trudności tych czy innych przepisów prawnych nie zwalnia nas jeszcze w sumieniu od powinności ich przestrzegania. Owszem, nie należy przestrzegać tych praw ziemskich, które zmuszają nas do grzechu, ale sama okoliczność, iż te czy inne przepisy są trudne i uciążliwe, nie jest jeszcze powodem usprawiedliwiającym ich łamanie. Kodeks drogowy może być trudny w przestrzeganiu, ale póki nie wiąże się z nim gwałcenie przykazań Bożych, póty powinien być szanowany i respektowany.

     

    Po drugie: intencją ustanawiających prawa drogowe zwykle nie jest utrudnianie nam życia, ale troska o nasze bezpieczeństwo, życie i zdrowie. Nawet, jeśli w tej czy innej sytuacji wydaje się nam, iż zastosowanie danego przepisu jest bezsensowne, to nieraz okazuje się, że jest to nasze mylne, subiektywne przekonanie. Przykładowo, niejednemu człowiekowi może wydawać się bezsensownym stanie na czerwonych światłach wówczas, gdy nie widzi na drodze żadnego pojazdu. Jest to jednak dość krótkowzroczna perspektywa, która nie bierze pod uwagę np. tego, iż nasze zachowanie może być wówczas obserwowane przez kilkuletnie dzieci, które mają tendencję do naśladowania dorosłych osób bez rozróżniania niuansów w rodzaju, czy jakiś samochód akurat jedzie, czy nie jedzie. Może więc jednak warto poczekać tę minutę na światłach, a nawet spóźnić się na autobus po to, by nie przyczynić się do tego, iż jakieś dziecko idąc za naszym przykładem wpadnie pod samochód? Od znajomego policjanta słyszałem zresztą, iż zdarzają się sytuacje, gdy pieszy zostaje potrącony przez auto wówczas, gdy wydawało mu się, że żaden pojazd nie nadjeżdżał. Lepiej więc przyjąć, iż nasza doraźna perspektywa, która w danej sytuacji podpowiada nam, że przestrzeganie tego czy innego przepisu ruchu drogowego jest zbyt uciążliwe i bezsensowne  może być zbyt ograniczona. Lepiej jest 1000 razy stać nieco dłużej na czerwonym świetle, niż choćby raz przyczynić się przez złamanie tego przepisu do czyjegoś nieszczęścia bądź tragedii.

     

    Po trzecie: o tym, iż należy przestrzegać praw regulujących ruch drogowy nauczał w sposób jasny i bezpośredni przynajmniej jeden papież (Pius XII), oraz jeden z soborów powszechnych (Sobór Watykański II). Pius XII w przemówieniu z dnia 03. 10. 1955 roku wygłoszonym do członków II Światowego Kongresu Międzynarodowej Federacji Drogowej w odniesieniu do kwestii praw ruchu drogowego nauczał o tym, iż (należy) „samorzutnie zachowywać dokładną dyscyplinę, zgodnie z ogólnie przyjętymi przepisami„. Papież ów nauczał też:

    Tak często dramatyczne następstwa łamania przepisów kodeksu ruchu drogowego nadają temu kodeksowi charakter zewnętrznego zobowiązania o wiele poważniejszy niż się ogólnie myśli. Automobiliści nie mogą liczyć tylko na własną czujność i zręczność, by uniknąć wypadków. Muszą jeszcze utrzymywać słuszny margines bezpieczeństwa, jeśli chcą oszczędzić nieroztropnych i zapobiec nieprzewidzianym trudnościom„.

    Z kolei, konstytucja duszpasterska „Gaudium et Spes” Soboru Watykańskiego II w swym 30 punkcie gani tych, którzy:

    mało sobie ważą pewne normy życia społecznego, na przykład przepisy dotyczące ochrony zdrowia lub regulujące ruch pojazdów, nie licząc się z tym, że przez takie niedbalstwo wystawiają na niebezpieczeństwo życie własne i cudze„.

  8. Czy kobieta powinna być karana za aborcję?

    Leave a Comment

    Jak wiemy, gdy jesienią 2016 roku do polskiego Sejmu trafił projekt ustawy autorstwa „Ordo Iuris”, który przewidywał  karanie za aborcję również kobiet, ów zapis stał się jedną z głównych przyczyn, dla których nie powiodła się wówczas próba poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci. Niestety, przeciwko pomysłowi karania kobiet za zabijanie swych poczętych dzieci opowiedzieli się również polscy biskupi. Piszę „niestety”, gdyż od razu  można powiedzieć, iż absolutne negowanie pomysłu karania kobiet za aborcję jest z punktu widzenia zwykłej ludzkiej logiki i zdrowego rozsądku bezsensowne oraz niedorzeczne.

     

    Oczywiście, nie sposób zaprzeczyć istnieniu sytuacji, w których znacznie łagodniejszą odpowiedzialność karną kobiety dokonującej aborcji można by uznać za rozwiązanie tak rozsądnie miłosierne, jak i sprawiedliwe. Można o takich sytuacjach mówić m.in., wówczas, gdy dana niewiasta znajduje się pod wielką presją swego męża lub partnera, rodziny (kiedy jest np. wręcz zastraszana, wyzywana, szantażowana, etc.). Być może też, należałoby w ten sposób traktować niewiasty dokonujące aborcji, które znajdują się w wielkiej biedzie, albo też są bardzo młode, niedoświadczone życiowo, intelektualnie upośledzone, wychowały się w środowiskach patologicznych, itp. Tego rodzaju sytuacje, powodują bowiem, iż rzeczywiście kobieta zgadzająca się na przerwanie własnej ciąży jest w całej tej zbrodni stroną wyraźnie słabszą, a przez co w mniejszym stopniu zasługującą na karę aniżeli np. namawiające ją do tego otoczenie, czy też główny wykonawca owego czynu, a więc zarabiający na nim lekarz-aborter. Ale nawet w takich i tym podobnych okolicznościach, rozsądniej byłoby mówić o czymś, co w prawie zwie się nadzwyczajnym złagodzeniem kary, aniżeli o całkowitym i absolutnym zwolnieniu z takowej represji kobiety. Mimo wszystko bowiem, przyznawanie komuś bezwzględnej bezkarności za uczynione przez niego (w ten czy inny sposób) zło jest – paradoksalnie rzecz biorąc – pewnego rodzaju uwłaczaniem jego ludzkiej godności. Jedną z istotnych cech człowieczeństwa jest bowiem to, iż w odróżnieniu od zwierząt jesteśmy w stanie dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem.  Ta wolność wyboru jest aktualna nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach i w związku z tym powstrzymanie się od czynienia nieprawości jest zawsze możliwe. A skoro jesteśmy ludźmi, posiadającymi wolny wybór, odpowiadamy też za czynione przez siebie zło. Raz, ta odpowiedzialność może być surowsza, a innym razem łagodniejsza, jednak zwalnianie kogoś w sposób absolutny od kary za jego złe czyny, jest de facto odczłowieczaniem tego kogoś, stwierdzaniem, iż ma on status jakiejś bezwolnej maszyny czy zwierzęcia. Zasada jest prosta – jesteś człowiekiem, odpowiadasz za swe czyny. Owszem, jeśli z tych czy innych względów wolność podejmowania przez ciebie decyzji mogła być poważnie ograniczona, twoja odpowiedzialność powinna być łagodniejsza, ale zasadniczo rzecz biorąc nigdy nie można tej wolności całkowicie odebrać, dlatego też jakaś kara za złe czyny powinna być zachowana. W przytoczonych zaś wyżej wypadkach myślę, iż wystarczającą sankcją karną byłoby np. wymierzanie kary więzienia w zawieszeniu, skierowanie na prace społeczne połączone z uczestnictwem w kursach uświadamiających powagę zła aborcji, itp.

     

    Brakiem realizmu, byłoby jednak twierdzić, iż dokonujące aborcji kobiety zawsze znajdują się w wymienionych wyżej sytuacjach. Częściej lub rzadziej to bowiem niewiasta jest stroną inicjującą zabicie własnego dziecka, gorliwie dążącą do tego czynu wbrew niechęci swego męża, partnera bądź otoczenia i całkowicie z własnej woli płacącą za dokonanie takiego morderstwa lekarzowi. W części przypadków nikt na kobiecie nie wywiera presji by przerwała swą ciążę, nikt jej do tego aktywnie nie zachęca, ani nie przymusza. Czy zatem nawet tak zachowujące się niewiasty powinny być z zasady wolne od kary za zabicie swego poczętego dziecka?

     

    Ktoś może jednak powie, iż nieroztropne byłoby karanie kobiet za ów czyn, gdyż mogłoby to oznaczać, że niewiasta mająca już dzieci szłaby do więzienia. Taka zaś sytuacja byłaby szkodą dla jej pozostałych dzieci. Jednak i ten argument nie może być absolutyzowany, gdyż zgodnie z jego logiką należałoby uwalniać od kary nie tylko kobiety posiadające dzieci, ale też wykonujących aborcję lekarzy będących jednocześnie ojcami rodzin. Poza tym, nie zawsze niewiasty, które godzą się uśmiercić swe nienarodzone dziecię, są już matkami wychowującymi inne pociechy. Czasami, dziecko, które chcą zabić jest ich pierwszym, więc w razie czego, pójście przez nie do więzienia, nie oznaczałoby pozbawienia matczynej opieki innych dzieci.

     

    Dlaczego więc, z samej zasady, każda kobieta miałaby być zwolniona od jakichkolwiek sankcji karnych za aborcję? Takie stanowisko jest zupełnie nielogiczne, absurdalne i jest całkowicie arbitralnym oraz niesprawiedliwym faworyzowaniem kobiet. Inną sprawą jest to, że w aktualnych okolicznościach wprowadzenie zasady prawnego karania kobiet za aborcję jest najprawdopodobniej niemożliwe, dlatego też czymś chyba roztropnym jest rezygnacja z forsowania tego postulatu po to, by przeprowadzić większe dobro jakim jest poszerzenie prawnej ochrony nienarodzonych dzieci. Nie należy jednak z takowej rezygnacji czynić nienaruszalnej zasady.

  9. Które grzechy powinny być karane przez państwo?

    Leave a Comment

    Wszystkim chrześcijanom powinno być wiadome, iż błędem jest liberalne spojrzenie na prawo i porządek, wedle którego państwo powinno zakazywać tylko tych z czynów, które są naruszeniem czyjejś wolności. W takim razie można jednak zapytać, jaką alternatywę należy wysunąć wobec takiej liberalnej optyki? Czy władze cywilne powinny zabraniać wszystkich zewnętrznie czynionych grzechów? A może należy złapać tu pewien balans pomiędzy podejściem forsującym zakazywanie tylko czynów naruszających czyjąś wolność, a optyką wedle której wszystkie z grzechów powinny być karane? Przyjrzyjmy się co na temat miał do powiedzenia najznakomitszy teolog katolicki św. Tomasz z Akwinu. Ów święty uczony w swej wiekopomnej „Sumie teologicznej” pisał na ten temat co następuje:

    Jak już powiedziano, prawo ustanawia się jako jakąś normę lub miarę ludzkiego postępowania. Według zaś Filozofa, miara zawsze powinna być jednorodna z rzeczą mierzoną. Różne bowiem rzeczy mierzymy innymi miarami. Toteż i prawa nakłada się ludziom odpowiednio do ich uwarunkowań, bo jak pisze Izydor: prawo powinno być „możliwe do wykonania odpowiednio do natury człowieka i do zwyczaju kraju”. Możność zaś, czyli większa lub mniejsza łatwość działania, pochodzi od wewnętrznego urobienia czy usposobienia. Co bowiem jest niemożliwe do wykonania dla człowieka o nieurobionej cnocie, nie jest takim dla człowieka o urobionej cnocie; tak jak również i dla dziecka nie jest możliwe do wykonania to, co jest możliwe dla dorosłego. Z tego też powodu nie ustanawia się takiego samego prawa dla dziecin co dla dorosłych. Na niejedno bowiem zezwala się dzieciom, co u dorosłych bywa prawem karane lub też ganione. Podobnie, na niejedno trzeba zezwolić ludziom o nieurobionej cnocie, czego nie należy cierpieć u ludzi o urobionej cnocie.

    Prawo zaś nakłada się masie ludzi, z której większa część, to ludzie o nieurobionej cnocie. Toteż prawo ludzkie nie zabrania wszystkich występków, od których stronią ludzie cnotliwi. Zabrania tylko cięższych występków, od których może się powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej. Zwłaszcza tych, które są ze szkodą dla innych. Bez ich bowiem zabronienia społeczność ludzka nie mogłaby się utrzymać. Tak też prawo ludzkie zabrania zabójstw, kradzieży itp.

    W innym zaś swym dziele („De regimine principium”) św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać to, co do niego prowadzi, a, w stopniu jakim to jest możliwe zakazywać tego, co jest mu przeciwne”.

    Poddajmy teraz krótkiemu omówieniu treść powyżej cytowanych wypowiedzi „Akwinaty”, nie ograniczając się jednak tylko do nich, ale ukazując je w nieco szerszym kontekście nauczania katolickiego na temat zadań państwa i prawa.

    Przede wszystkim wydaje się jasne, iż św. Tomasz z Akwinu nie popiera takiego modelu prawa, w którym wszystkie z grzechów byłyby zakazane. Z drugiej strony nie jawi się on bynajmniej jako zwolennik zacieśniania prawnych zakazów jedynie do tych czynów, które naruszają czyjąś wolność. Co prawda, w cytowanym fragmencie „Summy teologicznej” wymienia on jako zakazywane przez władze cywilne akurat te z zachowań, które taką wolność naruszą – czyli zabójstwa i kradzieże – ale nie jest to z jego strony katalog zamknięty, gdyż podaje je tylko jako niektóre z przykładów. Ponadto, w drugim z zacytowanych dzieł „Akwinata” brzmi już zupełnie nieliberalnie, gdy stwierdza, iż rządzący powinien „w stopniu jakim to możliwe zakazywać tego, co jest przeciwne osiągnięciu niebiańskiego szczęścia”. Św. Tomasz z Akwinu nie był więc raczej liberałem czy libertarianinem, choć owszem nie popierał karania wszystkich z czynionych w sposób zewnętrzny grzechów. Ten święty teolog podaje przede wszystkim dwa kryteria, którymi winni się kierować rządzący przy zakazywaniu różnych złych czynów. Jednym z nich jest coś, co można by nazwać kryterium szkodliwości społecznej czynu. W raczej aprobatywny sposób pisze on bowiem, iż władze cywilne „zakazują zwłaszcza tych czynów, które szkodzą innym„. Na pierwszy rzut oka takie sformułowanie może wydawać się mylące, gdyż łatwo na nie odpowiedzieć, że przecież dokładnie wszystkie z grzechów szkodzą nie tylko ich sprawcom, ale także innym ludziom. Jak wszak naucza Magisterium Kościoła:

    W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1488).

    To prawda, jednak z drugiej strony wedle doktryny katolickiej nie wszystkie grzechy są sobie równe, a co za tym idzie poziom ich szkodliwości jest różny – raz mniejszy, a raz większy. Istnieją grzechy mniej szkodliwe i istnieją grzechy bardziej szkodliwe. Przykładowo, nałogowe palenie papierosów jest szkodliwe tak dla palacza, jak i jego otoczenia, jednak mimo wszystko wywołuje znacznie mniej szkód niż pijaństwo. Palacz papierosów może bowiem przedwcześnie zachorować na jakąś chorobę i przy okazji trochę podtruć członków swej rodziny, ale w odróżnieniu od pijaka nie będzie pod wpływem swego nałogu wywoływać awantur, opowiadać sprośnych dowcipów, zachowywać się rozwiąźle czy agresywnie. Stopień społecznej szkodliwości palenia tytoniu jest więc wyraźnie mniejszy niż w przypadku nadużywania alkoholu. Wracając więc do wskazanego przez św. Tomasza z Akwinu kryterium szkodliwości dla innych to prawdopodobnie nie chodziło mu o to, że podstawą zakazu takich czy innych czynów jest jakikolwiek stopień ich szkodliwości. Najpewniej chodziło mu o to, iż zakazywane przez państwo czyny powinny być szkodliwe dla innych w bardziej wyraźnym stopniu i wymiarze. Oczywiście, można zapytać o to, jak w przypadku każdego z grzechów wyznaczyć granicę pomiędzy nazwijmy to „niską szkodliwością czynu” a „wysoką szkodliwością”? Nie jest to zadanie w każdym wypadku łatwe i czasami jesteśmy tu skazani na mniejszy bądź większy poziom arbitralności. Z drugiej jednak strony nie jesteśmy tu zdani na błądzenie po omacku, gdyż Magisterium Kościoła niejednokrotnie podaje przykłady grzechów, które powinny być przez władze cywilne zakazane. Na przykład, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2354 stwierdza, iż władze państwowe „powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych”. W punkcie numer 2273 tego dokumentu naucza się z kolei, iż ” za każde dobrowolne pogwałcenie praw mającego się narodzić dziecka powinny być przewidziane odpowiednie sankcje karne”. Św. Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae” między innymi potępiał legalizację również dobrowolnie czynionej eutanazji. W wydanym przez papieża Benedykta XVI „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” czytamy z kolei, iż władze cywilne powinny za pomocą stosownych praw zakazywać rozprzestrzeniania takich grzechów przeciw czystości jak: nierząd, czyny homoseksualne, cudzołóstwo, masturbacja, pornografia (n. 494 w nawiązaniu do n. 492). Papież Pius XI w encyklice „Casti connubii”  potępił z kolei pomysły tych, którzy chcieli znieść prawną karalność niewierności małżeńskiej. Widać więc, iż wedle Magisterium Kościoła takie złe czyny jak np. pornografia, cudzołóstwo, eutanazja, rozprzestrzenianie homoseksualizmu, prostytucji i onanizmu są na tyle szkodliwe społecznie, iż powinny być prawnie zakazane przez sprawujących rządy.

     

    Drugim z kryteriów, które wymienia św. Tomasz z Akwinu jako decydujące czy władze publiczne powinny zakazywać danego grzechu jest to, czy „może się od nich powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej„. Trzeba powiedzieć, iż z jednej strony jest to kryterium mądre i roztropne, z drugiej historycznie oraz kulturowo zmienne oraz relatywne.

    Jest to ono mądre i roztropne, gdyż próba zakazywania i karania czegoś, co jest czynione przez większość ludzi w danym kraju, może zaowocować czymś jeszcze bardziej złym. Do w miarę skutecznego wdrażania danego prawa potrzebni są wszak policjanci, sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy. Co zaś, jeżeli większość policjantów, prokuratorów, urzędników i sędziów robiłaby złe rzeczy, których przestrzegania przez innych mieliby przestrzegać? Prawdopodobnie często kończyłoby się tym, iż de facto tolerowaliby oni łamanie prawa w tych obszarach, w których sami by mieli skłonności do jego lekceważenia. W ten zaś sposób mógłby rozszerzać się brak szacunku dla prawa, które byłoby codziennie, a może nawet pół-jawnie łamane. W skrajnych zaś wypadkach taka sytuacja mogłaby nawet prowadzić do wybuchu wojny domowej. Lepiej jest więc, gdy państwo zakazuje czegoś od czego potrafi powstrzymać się większość jego obywateli. Nawet jednak zaś dziś od różnych złych moralnie zachowań wstrzymuje się w wielu choćby i post-chrześcijańskich  państwach większość ludzi. Przykładowo, większość ludzi nie zdradza swych współmałżonków, nie uprawia homoseksualizmu, nie  bierze ciężkich narkotyków, nie produkuje i nie rozpowszechnia pornografii (przynajmniej na szerszą skalę). Nawet więc obecnie, w stosunku do tych grzechów przywołane wyżej kryterium św. Tomasza z Akwinu byłoby do zrealizowania dzisiaj. Trzeba jednak też wspomnieć, iż nie należy absolutyzować owej zasady. To prawda, że lepiej jest, by prawo zakazywało tych nieprawych etycznie działań od których powstrzymuje się większość, ale nie sądzę, by odnosiło się to do każdego z tego typu grzechów. Im dany grzech jest cięższy, tym mniej mu należy okazywać prawnej tolerancji, nawet wówczas, gdy jest on popełniany przez większość obywateli. Na przykład, są kraje, gdzie większość ludzi ma na sumieniu zabicie nienarodzonego dziecka. Morderstwo niewinnego jest jednak szczególnie ciężkim, bo wołającym o pomstę do Nieba grzechem, tak też należy je penalizować, nawet w sytuacji, gdy większość obywateli danego państwa ma je na sumieniu. Ba, prawdopodobnie nawet, gdyby wprowadzenie takiego zakazu miało zaowocować wybuchem wojny domowej, większym złem byłoby prawne tolerowanie aborcji.

    Zasada zakazywania i karania tych grzechów od których może powstrzymać się większość ludzi, jest zaś historycznie oraz kulturowo zmienna i relatywna, gdyż w danym czasie i danym kraju większość może unikać takich czy innych występków, ale już w innych czasach sytuacja w tym względzie może być inna. Na przykład, pod koniec XIX wieku w USA większość mieszkających tam ludzi prawdopodobnie nie dopuszczała się nierządu (czyli seksu przedmałżeńskiego). Jednak dziś, ogromna większość obywateli tego kraju niestety pozwala sobie na ów grzech, a co się z tym wiąże trudniej by było przeprowadzić prawny zakaz owej nieprawości.

     

    Podsumowując, św. Tomasz z Akwinu prawdopodobnie nie był żadnym liberałem, który popierałby zakazywanie tylko tych grzechów, które stanowią naruszenie czyjejś wolności. Nie był on przeciwny prawnemu karaniu również części z tych nieprawości, które takiej wolności nie gwałcą, ale chciał on by robione to było w mądry i roztropny sposób.

  10. O posłuszeństwie władzy i granicach tego posłuszeństwa

    Leave a Comment

    Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Bo jeżeli źli są urzędnicy albo przełożeni, nie ich się złości bojemy, ale onej mocy Boskiej, którą w nich być uważamy, tak, iż (co jest rzecz bardzo dziwna) chociażby nam nieprzyjaciółmi byli i na nas się gniewali się, chociażby najmniej litości w nich nie znać było, jednak co słuszna przyczyna nie jest, czemubyśmy z wielką pilnością im posłuszni być nie mieli, gdyż i Dawid wiele dobrego Saulowi czynił, chociaż on się gniewał, co pokazuje onemi słowy: (Psalm 119). Lecz jeżeliby co niegodziwego i złośliwego rozkazali, więc słuchani w tem być nie mają, ponieważ to nie według onej mocy swej, ale z niesprawiedliwości i z złego umysłu czynią„ [1].

     

    Ks. Piotr Skarga SJ:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„ [2].

     

    Leon XIII, encyklika „Diuturnum illud”:

    Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa natury lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak wykonanie go byłoby zbrodnią. (…) 

    A więc pasterze dusz idąc za przykładem Pawła Apostoła, usiłowali z największym naciskiem pouczać ludy, iż powinny „monarchom i władzom być uległe, rozkazów ich słuchać” (Tyt. 3, 1); podobnie modlić się do Boga za wszystkich ludzi, lecz szczególnie  za „królów i za tych, którzy piastują najwyższe godności, to bowiem zaleca nauka Zbawiciela Pana naszego” (1 Tym 2, 1-3). Pierwsi chrześcijanie postawili nam pod tym względem wzór znakomity; z największą niesprawiedliwością i okrucieństwem prześladowani przez pogańskich cesarzy, nigdy nie przestawali zachowywać się posłusznie i ulegle; wydawało się wprost, iż tamtych srogość chcą przemóc własną pokorą. Podobna skromność i niezłomna wola pozostawania wiernymi poddanymi wywierała tak silne wrażenie, iż zaćmić go nie mogły potwarze i złość wrogów (…) Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„ [3].

     

    Katechizm św. Piusa X:

    Tak, należy przestrzegać wszystkich praw, które są stanowione przez władze świeckie, zgodnie z nakazem i i przykładem, który dał nam nasz Pan Jezus Chrystus, o ile jednak nie są one sprzeczne z prawem Bożym” [4].

     

    Katechizm Kościoła Katolickiego n.1903, 2242:

    Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. (…)Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii” [5}.

     

    Kardynał Thomas-Marie-Joseph Gousset

    Na tej to zasadzie ojcowie i pasterze kościoła, ustawnie skłaniali wiernych do płacenia podatków, nauczając ich, że nie można być nigdy nieposłusznym prawom krajowym, chyba gdyby wymagały rzeczy sprzecznych z moralnością i religią, lub były oczywiście niesprawiedliwymi. Na przypadek wątpliwości, należy przechylać się na korzyść prawodawcy i oświadczyć się za prawem” [6].

     

    Ks. Ildefons Bobicz:

    Prawo niesprawiedliwe nie jest właściwie prawem i posłuch mu się nie należy. Zanim ludzie prawo wydali, w sercu każdego wypisane było już prawo boże. Jeżeli więc prawo ludzkie stoi w sprzeczności z prawem bożym, jest niesprawiedliwe i jako takie nie może obowiązywać. Więc cóż pozostaje? Chwycić za broń i przemocą prawo zmienić? Nie! Nawet dla obalenia praw niesprawiedliwych w rzadkich tylko wypadkach wolno poddanym używać siły zbrojnej lub dopuszczać się gwałtów. Zazwyczaj dozwolony jest jedynie opór bierny, wiodący do ulepszenia praw drogą uczciwą i legalną.

    Widzicie więc drodzy bracia, jak źle, jak nie po chrześcijańsku, postępują ci, którzy dla byle powodu, a nieraz i bez powodu, bądź w pismach, bądź na wiecach, bądź w rozmowach prywatnych odgrażają się rządowi i nawołują współobywateli do buntów i zamieszek. Prawy katolik nie będzie dawał tym podżegaczom posłuchu, nie będzie należał do żadnej partii wywrotowej, nie przyłoży ręki do gwałtów i rozruchów ulicznych. Bóg sam rozsądzi sprawę naszą, a sprawiedliwość wcześniej czy później zatryumfuje. Znane są dzieje legii tebańskiej. W III w. po Chrystusie legia ta wysłana w celu prześladowania chrześcijan, nie wykonała rozkazu, ponieważ był bezbożny, ale też nie podniosła rokoszu przeciwko swej władzy, co przecież było jej łatwe, gdyż liczyła w swych szeregach do 6. 600 jednomyślnych i uzbrojonych żołnierzy. Wszyscy woleli umrzeć śmiercią męczeńską, niż czynnie przeciwstawić się prawowitej władzy” [7].

     

    Ks. Franciszek Spirago:

    Obowiązki masze względem panującego są następujące: Posłuszni mamy być wszelkim sprawiedliwym ustawom, ogłoszonym w jego imieniu, mamy mu być wiernymi, okazywać mu szacunek, wspierać go modlitwą, daninami pieniężnymi i daniną krwi.

    Ustaw państwa przestrzegać mamy, nie z obawy przed zagrożoną karą, lecz ze względu na Boga (Rzym. 13, 5). albowiem rozkazy zwierzchności świeckiej są rozkazami Boga (Rzym 13, 2). Zważmy, jak ochoczo usłuchali Marya i Józef rozkazu cesarza Augusta i poszli do Betlejem, aby dać się zapisać (Łuk. 2). Tylko jeśli prawo świeckie nakazuje coś, czego zakazuje Bóg, wtedy postąpić trzeba według słów Apostoła (Dz. Apost. 5, 29). Trzej młodzieńcy w piecu gorejącym posłuszni byli przede wszystkim Bogu, podobnie i bracia Machabejscy; również postąpił święty Maurycy i pułk zwany legią Tebańską (286). Panującemu dochować mamy wierności, zwłaszcza w razie wojny. Dlatego każdy żołnierz musi składać przysięgę na wierność swemu panującemu. Wzorem bohaterskiej wierności dla swego władcy jest Andrzej Hofer, który za czasów wojen napoleońskich bronił dzielnie i skutecznie swego kraju przeciw Francuzom (r. 1809). Nigdy nie wolno powstawać przeciw prawowitemu i sprawiedliwemu panującemu, nawet choćby tenże był tyranem; bo kto sprzeciwia się zwierzchności, sprzeciwia się rozporządzeniu Boga (Rzym. 13, 1). Uległymi być mamy nie tylko dla władcy dobrotliwego, ale i dla złego ( 1 Piotr 2, 18). Źli władcy są zwykle karą Boga za grzechy narodów (Św. Augustyn). Jeśli panujący jest tyranem, to najlepszą radą jest udawać się do Boga o pomoc. A udzieli jej Bóg niezawodnie, lecz tylko jeśli naród wyrzeknie się grzechu (Św. Tomasz z Akwinu)” [8].

     

    Bł. Franciszek Jägerstätter

    Nie wolno nam także zapominać, że powinniśmy być posłuszni władzy świeckiej, nawet wówczas, gdy jest to niezmiernie trudne. Należy okazywać wierne posłuszeństwo świeckim władcom i przełożonym, mimo częstego wrażenia, że jesteśmy traktowani przez władzę niesprawiedliwie. (…) Przykazania boskie mówią nam wprawdzie, że powinniśmy okazywać posłuszeństwo także zwierzchności świeckiej, nawet jeśli nie jest natury chrześcijańskiej, ale tylko do momentu, gdy nie narzuca nam nic złego. Bogu należy się większe posłuszeństwo niż człowiekowi” [9].

     

    Przypisy: 

    1. Cytat za: „Katechizm Rzymski”, Jasło 1866, s. 399.

    2. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu„, tom II, Petersburg 1862, s. 206.

    3. Patrz: Leon XIII, Encyklika „Diuturnum illud (O władzy politycznej”, Warszawa 2001, s. 12, 14, 15-16.

    4. Patrz: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika„, Sandomierz 2006, s. 100.

    5. Patrz: „Katechizm Kościoła Katolickiego„, Poznań 2002, s. 452, 520 – 521.

    6. Patrz: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników„, Warszawa 1858, s. 61.

    7. Patrz: Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 220 – 221.

    8. Patrz: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki katechizm ludowy. Część druga: Nauka obyczajów„, Mikołów-Warszawa 1906, s. 202 – 203.  

    9. Cytat za: Erna Putz, „Boży dezerter. Franz Jägerstätter 1907 – 1943„, Warszawa 2008. s. 300 – 301.