Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: aborcja

  1. Czy Joe Biden jest katolikiem?

    Możliwość komentowania Czy Joe Biden jest katolikiem? została wyłączona

    W ostatnim czasie uwadze niektórych komentatorów nie umknęła okoliczność, iż prezydent-elekt USA, czyli Joe Biden, jest drugim po Johnie F. Kennedym amerykańskim politykiem, który został wybrany na to najwyższe w owym państwie stanowisko, deklarującym się jednocześnie w sposób jawny jako wierzący oraz praktykujący katolik. Jest to swego rodzaju ewenement, gdyż w przeszło 200-letniej historii tej demokracji i republiki coś takiego wydarzyło się tylko dwa razy. Z drugiej strony nie sposób jednak przejść do porządku rzeczy nad wątpliwościami, jakie odnośnie deklarowanego przez prezydenta-elekta katolicyzmu podnoszą niektórzy co bardziej konserwatywni publicyści katoliccy. Jest bowiem wiedzą publiczną, iż Joe Biden w swej działalności politycznej od dawna wspiera małżeństwa sodomickie oraz legalność aborcji, a więc rzeczy, które w jasny sposób są potępiane przez nauczanie katolickie. Czy więc nowy prezydent Stanów Zjednoczonych może być rzeczywiście katolikiem popierając takie niegodziwości? A może w rzeczywistości jest on heretykiem, któremu zdaje się, że jest katolikiem, albo który udaje katolika?

    Odpowiedź na powyższe pytania nie jest wcale tak łatwa i prosta, jak mogłaby się z pozoru wydawać. Żadna z „zerojedynkowych” odpowiedzi nie jest tu bowiem łatwa do stwierdzenia. Ani wszak stwierdzenie: „Joe Biden jest katolikiem„, ani „Joe Biden jest heretykiem” nie okazują się być po bliższym przyjrzeniu w pełni zadowalające. Osobiście przychylałbym się do twierdzenia, iż o nowym prezydencie USA nie należy mówić w bardziej pewny sposób „Jest katolikiem” albo „Jest heretykiem„, ale powinno się raczej używać wobec niego jednego z bardziej „przedsoborowych” określeń teologiczno-kanoniczych, a mianowicie, że jest on „podejrzany o herezję„. Poniżej postaram się wyjaśnić, dlaczego postrzegam prezydenta-elekta Joe Bidena właśnie w ten sposób.

    ***

    Po pierwsze: by zarzucić komuś herezję i „niebycie katolikiem” nie wystarczy wskazać na popełnianie przez daną osobę, choćby i w sposób jawny oraz uporczywy zachowań, które są materią ciężkiego grzechu. Co więcej, nawet gdybyśmy byli pewni, iż taka osoba nie tylko czyni coś będącego materią ciężkiego grzechu, ale jeszcze dodatkowo ściąga na swe sumienie ciężką winę to i tak to samo nie uprawniałoby jeszcze nas do twierdzenia, iż taki człowiek dopuszcza się herezji, a co za tym idzie, nie jest katolikiem. Człowiek bowiem, który z jednej strony na poziomie intelektualnym zgadza się, iż dane zachowanie jest moralnie złe, ale i tak decyduje się je praktykować, ciągle jest katolikiem. Dodam, że nawet jeśli za swe złe czyny taka osoba nie żałuje, ale mimo to, na płaszczyźnie rozumowej oraz intelektualnej przyznaje, iż popełniane przez niego zachowania są moralnie złe, taki ktoś jest nadal katolikiem. Oczywiście, ów osobnik jest złym katolikiem, który znajduje się na drodze do piekła, ale jednak tak czy inaczej jest on/ona katolikiem. To co, czyniłoby takiego człowieka heretykiem to uporczywe zaprzeczanie, iż pewne praktykowane przez niego niemoralne rzeczy są moralnie złe, nie zaś same choćby i wieloletnie oraz pozbawione szczerej skruchy ich praktykowanie (o czym szerzej poniżej). Przenosząc zaś powyższe rozróżnienie na grunt działalności politycznej czy urzędowej, to można wyobrazić sobie sytuację, w której ten czy inny polityk albo urzędnik czyni coś moralnie bardzo złego, pomimo swej intelektualnej zgody na nauczanie katolickie w danej sprawie. Na przykład, niektórzy politycy mogą głosować za legalizacją aborcji, nie dlatego, iż uważają ją za moralnie dobrą w pewnych okolicznościach (co byłoby już herezją), ale dlatego, że boją się ostracyzmu ze strony swych partyjnych kolegów. Podobnie, ten czy inny urzędnik może udzielać ślubów parom sodomitów i lesbijek, nie dlatego, iż uważa czyny homoseksualne za dobre lub przynajmniej obojętne moralnie, ale może on to czynić z obawy przed utratą swej pracy. Osobiście podejrzewam, iż Joe Bidena raczej nie dotyczą tego rodzaju okoliczności i przynajmniej za jego publicznym wspieraniem sodomickich „małżeństwo” stoi jego wewnętrzne intelektualne przekonanie, to jednak nawet to podejrzenie nie rozwiązuje do końca problemu, czy w takim razie powinien być on uważany za heretyka.

    ***

    Po drugie: zgodnie chociażby z kanonem 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego herezją jest uporczywe po przyjęciu chrztu negowanie lub (pozytywne) powątpiewanie tym elementom nauczania katolickiego, które należy przyjmować wiarą Boską i katolicką. Jak zaś uczy Sobór Watykański I:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Od razu dodam, iż herezją może być negowanie bądź (pozytywne) powątpiewanie o prawdach i zasadach, o których Magisterium Kościoła w sposób nieomylny uczy w zakresie moralności. Na przykład, jeśli ktoś uważa, iż onanizm albo bezpośrednie zabijanie niewinnych nie są wewnętrznie złe, dopuszcza się w ten sposób co najmniej materialnej herezji. Na poparcie tego mego stwierdzenia mogę podać przykłady konkretnych wypowiedzi Magisterium Kościoła, w których pewne błędne wypowiedzi odnoszące się do postępowania na płaszczyźnie moralnej zostały zakwalifikowane jako właśnie „heretyckie”.

    I tak np. Sobór w Konstancji potępił następujący pogląd:

    „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu” (Patrz: Sesja XVII, V, 2).

    Ojcowie tego soboru uzasadnili napiętnowanie owego poglądu, w taki oto sposób:

    Pragnąc przeciwstawić się temu błędowi i usunąć go z korzeniami, święty synod, po dojrzałym namyśle ogłasza, orzeka i ustala, że doktryna tego rodzaju jest błędna w wierze i z punktu widzenia obyczajów, odrzucają i potępia jako heretycką, gorszącą, wywołującą niepokój i otwierającą drogę dla fałszu, oszustwa, kłamstwa, zdrady i wiarołomstwa. Ponadto ogłasza, orzeka i określa, że ci, którzy z uporem podtrzymują tę najbardziej zgubną doktrynę, są heretykami i jako tacy powinni być karani według prawnych sankcji kanonicznych.” (Patrz: Sesja XVII, V, 3, podkreślenia moje – MS).

    Z kolei Sobór w Vienne tak wypowiedział się na temat tych, którzy broniliby uprawiania lichwy:

    (…) Jeśli ktoś popadłby w taki błąd, że śmiałby z uporem twierdzić, iż uprawianie lichwy nie jest grzechem, postanawiamy, że powinien być ukarany jako heretyk, przy czym zobowiązujemy stanowczo miejscowych ordynariuszy i inkwizytorów niegodziwości herezji, aby występowali przeciw oskarżonym lub podejrzanym o tego rodzaju błąd tak samo, jak nie wahają się występować przeciw oskarżonym lub podejrzanym o herezję.” (podkreślenie moje – MS).

    Kongregacja Nauki Wiary zaś w dokumencie o nazwie „Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły <Wyznania wiary>” z dnia 29 czerwca 1998 roku prawdę nauczania katolickiego głoszącą, iż: „bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym” zaliczała do rzędu tych prawd, które:

    „(…) powinny być przez wszystkich wierzących przyjęte z wiarą teologalną. Dlatego gdyby ktoś uporczywie podawał je w wątpliwość lub odrzucał, podlegałby cenzurze herezji, zgodnie z odnośnymi kanonami Kodeksów kanonicznych”.

    Jeśli więc, Joe Biden na płaszczyźnie intelektualnej i rozumowej przyjmuje błędne tezy o braku wewnętrznego zła sodomii albo aborcji to oczywiście dopuszcza się on w ten sposób materialnej herezji. Materialna herezja nie jest jednak jeszcze w pełni tego słowa herezją. Herezją w sensie bardziej ścisłym jest dopiero „uporczywe” przyjmowanie heretyckich tez. A z taką sytuacją mamy do czynienia między innymi wtedy, gdy ktoś dobrze wie, że przyjmowany przez niego pogląd jest nie do pogodzenia z nieomylną częścią nauczania Kościoła. Sytuacja byłaby więc jasna i jednoznaczna, gdyby Joe Biden powiedział coś w stylu: „Tak wiem, iż aborcja oraz czyny homoseksualne są potępione przez nieomylne wypowiedzi Magisterium Kościoła, ale mimo to nie zgadzam się z tym nauczaniem„. Wtedy oczywiście mielibyśmy do czynienia z herezją formalną, a nie tylko materialną ze strony prezydenta-elekta USA. Jednakże, przynajmniej póki co, nie możemy całkowicie wykluczyć tego, iż prezydent Biden przyjmuje takie heretyckie tezy nie mając owej wiedzy. Oczywiście, naiwnością byłoby przypuszczać, że ów już wszak sędziwy mężczyzna w ogóle nie ma świadomości tego, iż przyjmowane przez niego opinie są w jakiś sposób sprzeczne z nauką Kościoła. Takie przypuszczenie można by może formułować względem 12-letniego chłopca, który uczęszcza do kościoła może raz na 2 miesiące, a nie wobec niemal 80-letniego mężczyzny, który co tydzień uczestniczy w niedzielnej Mszy świętej. Mimo to jednak Joe Biden może – w sposób szczery – uważać, iż kwestionowane przez niego nauczanie katolickie nie należy do tego typu doktryny, która jest nieomylna i którą należy przyjmować wiarą Boską i katolicką. W takim wypadku byłby on odpowiedzialny jedynie za przyjmowanie herezji materialnej, ale nie popadałby on jeszcze w herezję formalną. Inna sprawa, że jeśli tak miałoby być, to tym bardziej pasterze Kościoła powinni starać się wyprowadzić Joe Bidena z błędu, publicznie napominając go w tej kwestii oraz wzywając do porzucenia takich heretyckich opinii. W sytuacji, gdy nie jest to w sposób jasny czynione, a sam Biden otrzymuje Komunię świętą z rąk nawet i papieża Franciszka, polityk ten może być tym bardziej utwierdzany w swym ewentualnie błędnym przekonaniu o braku nieomylnego nauczania Kościoła w kwestiach wewnętrznego zła czynów homoseksualnych oraz aborcji.

    ***

    Joe Biden niekoniecznie jest zatem formalnym heretykiem. Jak już jednak wspomniałem, w przedsoborowej teologii i prawie kanonicznym istniała odrębna, acz zbliżona do heretyków kategoria osób „podejrzanych o herezję”. Ty mianem określano ochrzczonych katolików, którzy np. dawali na wychowanie swe dzieci w religii niekatolickiej, zawierali małżeństwo przed pastorem a nie księdzem czy też pomagali w szerzeniu herezji. Tytułem analogii prezydent-elekt Biden może być traktowany jako „podejrzany o herezję”, gdyż wytrwale przez wiele lat sprzyjał szerzeniu się herezji o braku wewnętrznego zła aktów sodomskich oraz zabijania niewinnych osób ludzkich poprzez chociażby swe głosowania czy fakt, iż będąc jeszcze wiceprezydentem udzielał on ślubu dwóm homoseksualistom. Poza tym, o ile nie można wykluczyć, że nie wie on o tym, iż nauczanie Kościoła w nieomylny sposób potępia aborcję oraz czyny homoseksualne, to podejrzenie to można równie dobrze odwrócić w drugą stronę. A mianowicie, nie można wykluczyć, że Joe Biden dobrze wie o tym, że wspierane przez niego nieprawości są napiętnowane w per se nieomylnej części doktryny katolickiej, jednak mimo to, postanawia je publicznie popierać oraz bronić.

    Na sam koniec dodam, iż mimo swej niepewności co do formalnej herezji, w jaką nowy prezydent USA miałby popaść, uważam za słuszny fakt odmówienia mu swego czasu udzielenia Komunii świętej przez jednego z katolickich duchownych. Nawet bowiem, gdyby przyjąć domniemanie, iż Joe Biden wspiera legalność aborcji i homoseksualizm z innych powodów niż przyjęcie przez siebie heretyckich opinii na ten temat to tak czy inaczej takie wsparcie jest obiektywnie rzecz biorąc materią grzechu ciężkiego. A osoby jawnie żyjące w zachowaniach będących obiektywnie materią ciężkiego zła powinny być wedle Prawa kanonicznego nie dopuszczane do Komunii świętej. Oczywiście, niestety nie mam złudzeń, że tego typu chwalebne zachowanie ze strony wspomnianego wyżej księdza będzie się częściej powtarzać.

    Mirosław Salwowski

  2. Czy moralnie dozwolone jest przyjmowanie szczepionek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich?

    Możliwość komentowania Czy moralnie dozwolone jest przyjmowanie szczepionek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich? została wyłączona

    W związku z pojawieniem się szczepionki firmy Pfizer mającej chronić przed zakażeniem się wirusem Covid-19 w niektórych kręgach katolickich pojawiło się pytanie o to, czy gdyby tego typu szczepionki była wyprodukowana między innymi z komórek pochodzących z niegdyś abortowanych płodów ludzkich, to byłoby moralnie dozwolone skorzystanie z takiego środka zapobiegawczego. Chociaż, z tego co czytałem, akurat szczepionki Pfizera ten problem dotyczy tylko w bardzo niewielkim stopniu, warto się mu przyjrzeć bliżej, gdyż niektóre z innych przygotowywanych przeciwko Covid-19 szczepionek mają być sporządzane w jeszcze silniejszym stopniu w oparciu o komórki pobrane z zabitych podczas aborcji dzieci. Ponadto, o ile się orientuje, również część ze szczepionek przeciwko innym chorobom, została w ten sposób sporządzona. Problem jest zatem ważny i aktualny.

    ***

    Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia zasygnalizowanego wyżej dylematu etycznego, nadmienię tylko, iż w bardziej konserwatywnych środowiskach katolickich pojawiły się dwie opinie na ów temat.

    Pierwsza z nich została zaprezentowana przez pięciu kardynałów i biskupów w podpisanym przez nich oświadczeniu z 12 grudnia 2020 roku, w którym to owi hierarchowie w sposób zdecydowany twierdzą, że byłoby moralnie niedopuszczalne przyjęcie takiej szczepionki. Owych pięciu kardynałów i biskupów to: kardynał Janis Pujats (metropolita senior archidiecezji ryskiej); arcybiskup Tomasz Peta (metropolita archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie); arcybiskup Jan Paweł Lenga (biskup senior diecezji karagandyjskiej); biskup Joseph E. Strickland (ordynariusz diecezji Tyler z USA); biskup Athanasius Schneider (biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie). Ich stanowisko na ten temat zostało przetłumaczone na język polski i można je przeczytać na portalu PCh24.

    Druga z tych opinii została wyrażona przez dystrykt Bractwa św. Piusa X w USA i w sposób bardziej szczegółowy opisana przez ks. Arnauda Sélégny w artykule pod anglojęzycznym tytułem Is it Morally Permissible to Use the Covid-19 Vaccine?. Jako, że osobiście zgadzam się raczej z tym drugim stanowiskiem, moje poniższe rozważania będą w dużej swej części powtórzeniem (nierzadko w formie dosłownych lub prawie dosłownych przytoczeń) wywodów ks. Arnauda Sélégny. Gwoli precyzji dodam jednak, że niektóre ze szczegółowych rozważań tego duchownego w pewien sposób skorygowałem. Przykładowo, zrezygnowałem z rozróżnienia jakiego dokonał on na współpracę formalną oraz bezpośrednią, gdyż wedle mej znajomości katolickiej doktryny i teologii na ów temat, współpraca bezpośrednia zawiera się we współpracy formalnej.

    ***

    Zacznijmy od tego, iż obrońcy tezy o absolutnej niemoralności przyjmowania wskazanego wyżej rodzaju szczepionek mają rację twierdząc, że wedle nauki katolickiej dobry cel (np. ratowanie życia lub zdrowia) nie powinien być osiągany przez same w sobie złe środki. A jednym ze złych wewnętrznie środków jest z pewnością bezpośredni i zamierzony akt zabicia niewinnej osoby ludzkiej. Tradycyjne nauczanie katolickie na ów temat podsumował w encyklice „Evangelium vitae” papież Jan Paweł II:

    Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

    Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”.

    Pod względem prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać. Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim «nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy absolutnie równi” (tamże: n. 57, podkreślenia moje – MS).

    Nie mamy zatem moralnego prawa nigdy i nigdzie w bezpośredni sposób zabić choćby jedną niewinną osobę ludzką, nawet gdyby w ten sposób udało się uratować od śmierci wielu innych niewinnych ludzi. Przykładowo, na tzw. Dzikim Zachodzie zdarzały się sytuacje polegające na tym, że farmerzy wraz ze swymi rodzinami ukrywali się przed chcącymi ich zabić Indianami. W takich okolicznościach mogło się zdarzyć, iż niemowlę będące członkiem takiej ukrywającej się rodziny, swym głośnym płaczem narażałoby innych członków tej rodziny na bycie wykrytym przez żądnych krwi Indian. Czy więc ojciec rodziny, który widziałby owych Indian w pobliżu, słysząc, iż jego niemowlę zaczyna płakać, mógłby wziąć nóż i poderżnąć swemu najmłodszemu dziecięciu gardło, po to by te swym głośnym krzykiem nie zdradziło miejsca ich pobytu zagrażającym im nieprzyjaciołom? Mimo że na płaszczyźnie racjonalnej takie zachowanie wydawałoby się uzasadnione, gdyż ojciec rodziny w ten sposób próbowałby osiągnąć większe dobro poprzez ochronę życia pozostałych członków swej rodziny, obiektywnie rzecz biorąc, takie jego zachowanie nie byłoby moralnie dozwolone. Dobry cel, jakim byłoby uratowanie przed śmiercią kilku niewinnych osób, nie usprawiedliwiałby posłużenia się w tym celu aktem wewnętrznie złym, jakim byłoby bezpośrednie zadanie śmierci choćby jednemu niewinnemu człowiekowi.

    O ile jednak oczywiste jest, że bezpośrednie zabicie niewinnego nigdy nie jest moralnie dozwolone, o tyle równie jasną konkluzję stanowi stwierdzenie, iż przyjęcie szczepionki wyprodukowanej na bazie komórek pobranych z aborcji, nie jest bezpośrednim morderstwem niewinnego. Owszem, jest to w pewien sposób skorzystanie z faktu, iż ktoś kiedyś dokonał tego niecnego czynu, ale, tak czy inaczej, nie stanowi to ze strony przyjmującego szczepionkę czynu polegającego na bezpośrednim i zamierzonym zabiciu niewinnej istoty ludzkiej. W tym więc znaczeniu osoba przyjmująca taką szczepionkę nie łamie zasady „Dobry cel nie uświęca złych ze swej natury środków„.

    ***

    To, co trzeba więc rozważyć przy ocenie takiego zachowania, to kwestia, czy i w jakim stopniu przyjmujący szczepionkę współpracuje ze złem dokonanym niegdyś przez innego człowieka? Tradycyjna moralistyka katolicka podaje pewne niezbędne rozróżnienia próbujące odpowiedzieć na powyższe pytanie.

    Pomaganie grzesznikowi w popełnieniu grzechu nazywane jest „współpracą ze złem”, bez względu na rodzaj udzielonej pomocy. Aby taka współpraca zaistniała, działanie współpracownika musi mieć rzeczywisty wpływ na zły czyn poprzez pomoc udzieloną w jego wykonaniu.

    I tak mianem „współpracy formalnej”, nazywamy sytuację w której współpracownik dobrowolnie godzi się na grzech, w który jest zaangażowany. Tak więc, kto pomaga włamywaczowi, na przykład czuwając, aprobując ten grzech, formalnie współpracuje w kradzieży. Prawo cywilne będzie go również nazywać „wspólnikiem”. Innym rodzajem formalnej współpracy ze złem jest pochwalanie, nakazywanie, doradzanie tej czy innej nieprawości lub zachęcanie swego bliźniego do jej popełnienia. Przykładowo, osoby zachęcające przechodniów do odwiedzenia klubu ze striptizem dopuszczają się tego rodzaju współpracy. Podobnie, można by o czymś takim mówić w przypadku ludzi wywieszających na swych domach czy miejscach pracy symbole i emblematy walczącego o legalność zabijania nienarodzonych dzieci Strajku Kobiet. Jedną z form współpracy formalnej jest też pomoc bezpośrednia i „natychmiastowa”, gdy współpracownik dokonuje grzesznego czynu razem z grzesznikiem, na przykład kiedy pomaga złodziejowi zabrać łup i ukryć go. Dzieje się tak również w przypadku asystenta chirurga, który w bardziej bezpośredni sposób pomaga chirurgowi dokonać aborcji (np. wykonując częściowo tenże „zabieg”).

    Inny z rodzajów współpracy określa się mianem „pośredniego”. Polega on na tym, że współpracownik zapewnia to, co pomoże grzesznikowi – materialnie, konieczne działanie, środki – w popełnieniu grzechu lub co pozwoli mu łatwiej osiągnąć zły i występny cel. Ostatecznie, ta pośrednia współpraca może być mniej lub bardziej materialnie „bliska” lub „daleka”, w zależności od tego, czy udzielona pomoc ma większy lub mniejszy wpływ na popełniony grzech, czy też ma z nim mniej lub bardziej ścisły związek. Zatem sprzedanie bożka poganinowi, aby ten mógł oddawać mu cześć, to bliska materialna współpraca. Ale sprzedaż drewna, z którego zostanie zrobiony bożek, to daleka materialna współpraca ze złem bałwochwalstwa. Innymi przykładami pośredniej, jednakże przy tym bliskiej materialnej współpracy ze złem może być osoba trzymająca złodziejowi drabinę, taksówkarz podwożący męskich klientów do domu publicznego (zakładając wiedzę takiego kierowcy co do charakteru owego miejsca), kasjer sprzedający już podpitemu klientowi alkohol czy też pielęgniarka przygotowująca kobietę do przeprowadzenia aborcji (np. przez podawanie jej przed owym „zabiegiem” odpowiednich środków).

    ***

    Jakie są więc zasady moralnej odpowiedzialności w przypadku różnych form współpracy ze złem?
    Formalna współpraca jest zawsze niemoralna i zawsze zabroniona. Nie mamy moralnego prawa formalnie współpracować ze złem nie tylko wówczas, gdy w razie odmowy moglibyśmy stracić pracę, ale nawet wtedy, gdy wiązałoby się to z realnym niebezpieczeństwem poniesienia przez nas lub inne niewinne osoby śmierci. W odniesieniu do formalnej współpracy należy w sposób ścisły odnieść tradycyjnie katolickie zasady: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć” oraz „Dobry cel nie uświęca złych środków„.
    O bezwzględnym moralnym obowiązku odmowy formalnej współpracy ze złem nauczał papież Jan Paweł II w punkcie numer 74 swej encykliki „Evangelium vitae”:

    Z moralnego punktu widzenia nigdy nie wolno formalnie współdziałać w czynieniu zła. Takie współdziałanie ma miejsce wówczas, gdy dokonany czyn — już to z samej swej natury, już to ze względu na określony kontekst kształtujących go okoliczności — ma charakter bezpośredniego uczestnictwa w działaniu przeciwko niewinnemu życiu ludzkiemu albo też wyraża poparcie dla niemoralnej intencji głównego sprawcy. Takiego współdziałania nie można nigdy usprawiedliwić ani powołując się na zasadę poszanowania wolności drugiego człowieka, ani też wykorzystując fakt, że prawo cywilne je przewiduje i nakazuje: za czyny dokonywane osobiście przez każdego istnieje bowiem odpowiedzialność moralna, od której nikt nie może się uchylić i z której będzie sądzony przez samego Boga (por. Rz 2, 6; 14, 12).

    Współpraca pośrednia może być moralnie dozwolona lub moralnie zakazana. W przypadku dużej części aktów bliskiej materialnej współpracy jest ona niedozwolona, ponieważ zasadniczo rzecz biorąc, należy unikać współpracy ze złem dokonywanym przez innych ludzi. Jednak ze względu na realną użyteczność lub poważną konieczność czasami można wymagać wykonania czynu, który, choć sam w sobie dobry, będzie pośrednią współpracą ze złym działaniem.

    Owa użyteczność lub konieczność może być tak nieodparta, że ​​wówczas osoba jest zwolniona z obowiązku unikania współpracy ze złem. W tym przypadku mówi się, że istnieje „proporcjonalnie poważny powód” uzasadniający dozwoloną współpracę.

    Weźmy ogólny przykład, rozważając różne możliwe czynniki związane z aborcją:


    a) Bliski współpracownik pośredniczący: asystent, który pomaga lekarzowi przekazując mu instrumenty.
    b) Mniej bliski współpracownik pośredniczący: pielęgniarka, która przygotowuje kobietę do operacji.
    c) Jeszcze mniej bliski współpracownik pośredniczący: ten, który czuwa nad prawidłowym funkcjonowaniem sali operacyjnej.
    d) Dalsza współpraca: ten, kto sterylizuje niezbędne instrumenty.
    e) Współpracownik daleki materialnie: laboratorium, które dostarcza środki znieczulające i rozszerzacze lub producent narzędzi chirurgicznych w tych przypadkach, gdy dostarczony materiał mógłby zostać wykorzystany do innych operacji niż aborcja.
    f) Bardzo daleki współpracownik: firma dostarczająca te produkty.

    Na każdym etapie materialnej współpracy „bliskość” w stosunku do popełnionego grzechu jest bardzo zmienna. Czy mamy powiedzieć, że każdy z tych współpracowników materialnych jest absolutnie zobowiązany do powstrzymania się od współpracy? Bez względu na koszty?

    Teologia moralna odpowiada: Nie. Wpływ współpracy na zły czyn jest tak słaby – na przykład dla sanitariusza, który sprząta salę operacyjną – że wystarczy taki powód, jak utrzymanie pracy, aby ją kontynuować.

    Z drugiej strony, im silniejszy na dokonanie danego zła jest wywierany wpływ, tym poważniejszy musi być powód do podjęcia współpracy. A kiedy stopień bliskości takiej kooperacji jest zbyt duży, żaden powód nie może jej usprawiedliwić. Trzeba odmówić podjęcia (lub kontynuacji) współpracy, nawet jeśli oznacza to konieczność znalezienia innej pracy.
    ***
    Przejdźmy teraz do próby zastosowania powyżej zarysowanych rozróżnień i zasad do sytuacji z jednej strony osób zaangażowanych w przygotowanie szczepionek na bazie komórek pochodzących z aborcji, z drugiej zaś osób przyjmujących do swego organizmu takie szczepionki.

    Ktokolwiek produkuje lub sprzedaje takie szczepionki, współpracuje z grzechem aborcji w sposób, który, chociaż nie można go nazwać bliskim, może być postrzegany jako niemoralny. Wina jest jednak różna w zależności od konkretnej roli osoby zaangażowanej w ten proceder.

    Ktokolwiek prowadzi firmę farmaceutyczną, która czerpie zyski z aborcji w przeszłości, ponosi większą odpowiedzialność. Po pierwsze dlatego, że mógł zdecydować, że nie zrobi tej szczepionki; po drugie, ponieważ powinien zaprzestać używania danych linii komórkowych i wybrać inne, które nie stanowią problemu moralnego, nawet jeśli rozwiązanie to miałoby swe inne wady.

    Badacz naukowy, który wybiera linie komórkowe pochodzące z zabijania nienarodzonych dzieci, znajduje się w podobnej sytuacji. Jednakże już kierowca ciężarówki dostarczający szczepionkę, współpracuje tylko w materialnie daleki sposób, więc takie działanie jest dla niego moralnie dozwolone.
    Lekarz, który szczepi pacjenta, albo pacjent, który jest szczepiony, dopuszczają się dalekiej materialnej współpracy, gdyż przez takie akty zachęca się i promuje grzech aborcji co najwyżej w bardzo odległy i bardzo nieznaczny sposób. Z ważnych powodów zdrowotnych taki rodzaj współpracy może być zatem moralnie dozwolony. Przykładowo, młoda kobieta, która ma wyjść za mąż, może więc otrzymać szczepionkę przeciw różyczce, chociaż taka szczepionka prawie zawsze jest przygotowywana na komórkach płodowych uzyskanych w wyniku aborcji. Powodem uzasadniającym przyjęcie owej szczepionki jest zagrożenie dla dziecka: jeśli kobieta zachoruje na różyczkę w czasie ciąży, zwłaszcza w pierwszym trymestrze ciąży, ryzyko wad wrodzonych – oczu, słuchu czy serca – jest znaczne. Istnieje zatem wtedy ważny, proporcjonalny powód do podjęcia dalekiej materialnej współpracy z dokonanym niegdyś grzechem aborcji.

    Jeśli jednak istnieje szczepionka pochodząca z komórek niepoddanych aborcji i jest dostępna, należy ją zastosować. Ponieważ niektóre z proponowanych szczepionek nie zostały przygotowane w niemoralny sposób, z tego punktu widzenia ich stosowanie nie stanowi moralnego problemu. Dlatego powinny być preferowane nad innymi.
    ***
    Należy też zauważyć, że oprócz przypadku omawianego rodzaju szczepionek, współdziałanie ze złem występuje w wielu analogicznych sytuacjach, które należy oceniać i rozeznawać w świetle podanych wyżej zasad moralnych. A zatem:

    a) Czy powinniśmy przestać płacić podatki, ponieważ część pieniędzy jest wykorzystywana na zwrot kosztów aborcji lub in vitro?

    b) Czy powinniśmy kupować u aptekarzy, którzy sprzedają takie bezpośrednio służące wykonywaniu pewnych niemoralnych czynów produkty jak: środki poronne, prezerwatywy, środki antykoncepcyjne?

    c) Czy powinniśmy zgodzić się na pójście do domu towarowego lub księgarni, która sprzedaje złe książki i czasopisma?

    d) Czy kasjer powinien odmówić odbioru płatności od klienta, który kupuje płytę DVD z filmem promującym te czy inne niegodziwości?

    Oczywiście lista tym podobnych dylematów moralnych związanych z różnymi rodzajami i poziomami współpracy ze złem mogłaby być jeszcze bardzo długa.

    Ostatni przykład zostanie wzięty z Nowego Testamentu: czy dozwolone jest spożywanie bałwanów, to znaczy mięsa składanego w ofierze bożkom (patrz: 1 Kor 8: 1)?

    Aby właściwie umiejscowić to pytanie, należy wiedzieć, że całe mięso spożywane w starożytnym Rzymie bądź Grecji w sposób konieczny przechodziło przez pogańskie świątynie. Innymi słowy, ludzie mieszkający w tychże krajach aby jeść mięso, często musieli spożywać je po uprzednim poświęceniu takowego pogańskim bóstwom. Dodajmy, że grzech bałwochwalstwa jest jednym z najpoważniejszych i na płaszczyźnie obiektywnej większym niż nieprawość polegająca choćby i na bezpośrednim zabijaniu niewinnych ludzi. Czczenie fałszywych bogów sprzeciwia się bowiem wprost wierze i czci należnej jedynemu prawdziwemu Bogu.

    Św. Paweł Apostoł odpowiada na ten dylemat w taki sposób, że ​​spożywanie owego mięsa jest moralnie dozwolone, o ile nie gorszy innych bliźnich. Oznacza to, że ktokolwiek spożywa to mięso ofiarowane pogańskim bóstwom, nie uczestniczy w grzechu bałwochwalstwa. W przeciwnym razie Apostoł ten nie mógłby odpowiedzieć w taki sposób.

    Podobnie, w popełnionym grzechu aborcji nie uczestniczy każdy, kto znajduje się w sytuacji dalekiej współpracy materialnej przy stosowaniu szczepionki, której produkcja odbyła by się przy wykorzystaniu linii komórkowych pochodzących z aborcji. Jednak, jak już zostało powiedziane, należy w miarę możliwości unikać współpracy ze złem, nawet materialnej, a jeśli jest wybór, przyjmować szczepionkę, z którą nie wiążą się tym podobne dylematy etyczne.

    ***

    Na sam koniec dodam, iż stanowisko dystryktu Bractwa św. Piusa X w USA jest zgodne z aktualnym Magisterium Kościoła w tej kwestii wyrażonym przez Kongregację Nauki Wiary w instrukcji „Dignitas personae” z dnia 12 grudnia 2008 roku, w której co prawda – słusznie – poddaje się ostrej naganie sam pomysł tworzenia szczepionek na podstawie linii komórkowych uzyskanych z aborcji, jednak w odniesieniu do pacjentów przyjmujących owe szczepionki formuję się następującą ocenę:

    „Naturalnie w ramach tych ogólnych założeń istnieje zróżnicowana odpowiedzialność, i ważne racje mogłyby po części usprawiedliwić moralnie wykorzystanie rzeczonego „materiału biologicznego”. Tak więc na przykład zagrożenie życia dziecka może upoważnić rodziców do zastosowania szczepionki wyprodukowanej przy użyciu linii komórkowych niegodziwego pochodzenia, nie mniej jednak pozostaje obowiązek wszystkich by wyrazić swój sprzeciw i zażądać od osób odpowiedzialnych za systemy opieki zdrowotnej, by dostępne były inne rodzaje szczepionek. Z drugiej strony należy pamiętać, że w firmach wykorzystujących linie komórkowe niegodziwego pochodzenia nie jest taka sama odpowiedzialność tych, którzy decydują o kierunkach produkcji, i tych którzy nie mają żadnej władzy decyzyjnej” (tamże: n. 35).

    Tak też, paradoksalnie rzecz biorąc, chociaż Bractwo św. Piusa X znajduje się jako całość w jeszcze mocno nieuregulowanej sytuacji kanonicznej, a z drugiej strony 4 na 5 sygnatariuszy oświadczenia sugerującego absolutną niemoralność stosowania wyżej wspominanych szczepionek nie znajduje się pod żadnymi karami kościelnymi (wyjątek stanowi wśród nich abp Lenga), to w tej konkretnej sprawie to akurat Bractwo św. Piusa X wyraża stanowisko zgodne z Magisterium Kościoła.

    Mirosław Salwowski

  3. Sati (palenie wdów) a aborcja

    Możliwość komentowania Sati (palenie wdów) a aborcja została wyłączona

    Jakie są dwa główne argumenty zwolenników legalności aborcji? Pierwszy z nich to sztandarowe „prawo wyboru” ze strony ciężarnej kobiety. Drugi to twierdzenie, iż władze cywilne nie powinny swym obywatelom narzucać moralności (zwłaszcza tej inspirowanej religijnie). Oczywiście, oba te argumenty łatwo jest zbić choćby przez pokazanie, że „prawo wyboru” nie może tyczyć się sytuacji, w których oznaczałoby ono tak radykalne i nieodwracalne naruszenie wolności drugiej osoby ludzkiej, jakim jest zadanie jej śmierci (i to bez pytania tej osoby o jej zdanie na ów temat, jak to ma miejsce w przypadku aborcji). Z kolei argument z rzekomego wymogu nienarzucania przez państwo i prawo norm moralnych inspirowanych religijnie załamuje się np. w sytuacji, gdy uznajemy słuszność prawnego zakazu poligamii, gdyż w ten sposób muzułmanom i niektórym poganom narzuca się przestrzeganie normy moralnej o stricte chrześcijańskim charakterze. Zatrzymując się zaś przy temacie ochrony życia niewinnych ludzi, to krótki wgląd w historię świata pokazuje, że mieliśmy tu do czynienia z procesem polegającym na tym, iż chrześcijanie narzucali swe moralne normy i przekonania na ową sprawę niechrześcijanom i co więcej przynajmniej większości z przyjętych wskutek tejże chrześcijańskiej presji rozwiązań prawnych nikt (lub prawie nikt) do dziś nie kwestionuje. Przykładowo, chyba wszystkie pogańskie religie i kulty miały w swych wierzeniach przekonanie o moralnej słuszności składania krwawych ofiar z ludzi oraz zabijania (w tych czy innych okolicznościach) noworodków. Wyjątkiem od wiary w słuszność takich obrzydliwości byli najpierw żydzi, a później chrześcijanie (następnie zaś muzułmanie). Fakt, że dziś już takie rzeczy nie dzieją się za przyzwoleniem prawnym i społecznym zawdzięczamy zaś właśnie temu, że w pewnym momencie historii chrześcijanie doszli do władzy w poszczególnych krajach i prawnie zakazali tych okrutnych praktyk, albo też udało im się przekonać pogan do ich niemoralności. Czy ktoś jednak ma dziś za złe naszym chrześcijańskim przodkom to, że w imię swej religii i wypływającej z niej moralności narzucili nie podzielającym takiej optyki poganom normy prawne zabraniające składania ludzi w krwawych ofiarach oraz mordowania niemowląt???

    ***

    Jeszcze innym przykładem – nad którym chciałbym się nieco dłużej zatrzymać – narzucania przez chrześcijańskich władców wyznawanych przez nich norm moralnych społeczności, która w danej sprawie miała inne przekonania, była historia praktykowanego niegdyś przez hinduistów w Indiach zwyczaju znanego nam szerzej pod nazwą „sati”. Obyczaj ten wywodził się z hinduistycznych wierzeń i polegał na tym, że w przypadku śmierci męża jego żona sama rzucała się na płonący stos pogrzebowy, na którym znajdowały się zwłoki jej niedawno zmarłego małżonka. W ten sposób taka wdowa zabijała sama siebie i było to zgodne z wyznawaną przez nią religią oraz wartościami. Barbarzyński ów zwyczaj trwał przez wieki nie niepokojony, aż do czasu, gdy Imperium Brytyjskie zaczęło kolonizować tereny Indii. Wówczas to pod wpływem działających tam chrześcijańskich misjonarzy władze Wielkiej Brytanii postanowiły zdelegalizować samopalenie się wdów, narzucając w ten sposób przestrzeganie chrześcijańskiego rozumienia normy moralnej „Nie zabijaj” ludziom, którzy takowej zasady nie akceptowali.

    Warto przy tej okazji porównać argumentację zwolenników legalnej aborcji do hinduistycznego zwyczaju „sati”:

    Po pierwsze; jeśli chodzi o argument z „prawa wyboru” to „sati” w o wiele silniejszy sposób niż aborcja mogłoby być na jego podstawie bronione. Nienarodzone dziecię, które jest zabijane z pewnością w żadnym wypadku nie jest pytane o wyrażanie swego zdania na ów temat. „Sati” jednak – przynajmniej teoretycznie – miało charakter dobrowolnego aktu ze strony czyniącej coś takiego kobiety. Oczywiście, prawdopodobnie naiwnością byłoby sądzić, że zawsze bądź prawie zawsze samospalanie się indyjskich wdów odbywało się bez poważnych obaw z ich strony o to, iż w razie odmowy poddania się temu zwyczajowi i tak zostaną zabite, albo też będą w inny, a ciężki sposób represjonowane przez swą społeczność. Z drugiej jednak strony, trudno jest na sposób aprioryczny zaprzeczać samej możliwości, iż mniejsza bądź większa część takich kobiet rzeczywiście w zasadniczo dobrowolny sposób dokonywała obrzędu samospalenia. Tak czy inaczej więc, o ile, żadne z nienarodzonych dzieciątek nie może wyrazić swej zgody na jego uśmiercenie w wyniku aborcji, o tyle „sati” mogło być rzeczywiście rzadziej lub częściej dokonywane w sposób dobrowolny.

    Po drugie: w przypadku delegalizacji zwyczaju „sati” mieliśmy do czynienia z narzuceniem chrześcijańskiej normy moralnej niechrześcijańskiej społeczności, która owej zasady nie akceptowała. Czy jednak ktoś dziś ma za złe Brytyjskiemu Imperium, że postąpiło w ten sposób? A może, Anglicy powinni po prostu wprowadzić jakieś prawne procedury, które by w większym stopniu gwarantowały rzeczywistą dobrowolność samospalania się indyjskich wdów, zamiast narzucać całemu pogańskiemu i niechrześcijańskiemu społeczeństwu własne rozumieniu moralności?

    ***

    Jak widzimy więc, choćby na przykładzie „sati”, czasami dobrze jest ingerować w czyjeś „prawo wyboru”, a także narzucać komuś tradycyjnie chrześcijańskie normy moralne.

    Mirosław Salwowski

  4. Dziś wszyscy powinnyśmy wspierać Jarosława Kaczyńskiego

    Możliwość komentowania Dziś wszyscy powinnyśmy wspierać Jarosława Kaczyńskiego została wyłączona

    Choć jeszcze do nie tak dawna kierownictwo PiS najprawdopodobniej z inspiracji prezesa Jarosława Kaczyńskiego dokonywało obstrukcji starań o poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci, sytuacja zmieniła się diametralnie kilka dni temu. Jak bowiem wszyscy wiemy, Trybunał Konstytucyjny (dalej: TK) w dniu 22. 10. 2020 roku orzekł o niezgodności z polską konstytucją przepisu pozwalającego na tzw. aborcję eugeniczną. Można śmiało przypuszczać, że stało się to dzięki wyraźnemu przyzwoleniu ze strony pana Jarosława Kaczyńskiego. Ta decyzja owej instytucji ściągnęła tak na PiS, jak i na samego prezesa Kaczyńskiego gniew setek tysięcy oburzonych ludzi, którzy dzień w dzień demonstrują na ulicach naszych miast oraz miasteczek. W łonie obozu PiS i Zjednoczonej Prawicy widać pewne wyraźne pęknięcia, jeśli chodzi o twarde stanie przy obronie słuszności ostatniego orzeczenia TK. Wyrazem tego są wszak postulaty ze strony prezydenta Dudy oraz Jarosława Gowina i jego środowiska, by wprowadzić do polskiego prawa legalność aborcji w przypadku tzw. wad letalnych – czyli takich wad, które uprawdopodobniają, że nienarodzone dziecko albo urodzi się martwe albo też umrze w krótkim czasie po swym narodzeniu. Mimo to jednak, prezes Kaczyński jasno opowiada się po stronie wyroku TK i – przynajmniej póki co – w żaden sposób nie daje sygnałów o tym, by owo orzeczenie rozmydlać i osłabiać.

    Jarosław Kaczyński znajduje się więc w trudnej, będącej nie do pozazdroszczenia, sytuacji. Z jednej strony ma bowiem do czynienia z masowymi protestami na ulicach, których dynamika i charakter jest nieprzewidywalny. Z drugiej zaś strony, nie wszystkie ważne postaci w obozie rządzących podzielają jego jasne i jednoznaczne stanowisko w odniesieniu do ostatniego orzeczenia TK. Co zatem w tej sytuacji powinny czynić te osoby, którym zależało na tym, by nasze instytucje państwowe wreszcie zdecydowały się na poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieciątek? Czyż nie powinny cieszyć się z tego, iż pan Kaczyński po wielu latach zdecydował się wreszcie zerwać z obstrukcją w sprawie aborcji? Czy nie należy zatem odłożyć na bok dawne żale, jakie do niego niegdyś mieliśmy i po prostu docenić to, że wreszcie postąpił w tej kwestii słusznie? Czyż wreszcie, na tym konkretnym froncie nie powinniśmy wspierać pana Kaczyńskiego? Wedle mnie, odpowiedź na wszystkie powyższe pytania jest twierdząca. A więc: tak, powinniśmy cieszyć się z tego, iż prezes Kaczyński zerwał z obstrukcją w kwestii aborcji, tak jak np. należy być radym z tego, że pijak pewnego dnia wyrzuci ze swego domu wszystkie butelki z alkoholem. Tak, powinniśmy odłożyć na bok swe żale do pana Kaczyńskiego i docenić to, że wreszcie postąpił on słusznie, podobnie jak nawróconemu z jakiegoś grzechu człowiekowi nie należy na każdym kroku wypominać jego dawnych występków. Tak, powinniśmy wspierać teraz prezesa Kaczyńskiego w jego obronie ostatniego wyroku TK, nawet jeśli z innych względów i tak nie będziemy w przyszłości głosować na PiS.

    Jako że powyższe odpowiedzi wydają mi się oczywiste, ze smutkiem obserwują fakt, iż politycy bliskiego mi ugrupowania, czyli Konfederacji, a także część osób zaangażowanych w walkę o poszerzenie zakazu aborcji, przyjmuje zgoła inną postawą. Chodzi mi mianowicie o nastawienie, które można streścić w trzech następujących punktach: 1) Unikanie tematu orzeczenia TK; 2) Sugestia, iż wydanie wyroku przez TK w tym, a nie innym czasie miało specjalnie podgrzać społeczne emocje; 3) Twierdzenie lub sugerowanie, że pan Kaczyński tak naprawdę w sposób cyniczny gra sprawą aborcji i chce ją wykorzystać dla własnych politycznych celów.

    Osobiście nie zgadzam się z żadną z tych postaw i twierdzeń. Tak więc, za niezbyt poważne uważam unikanie poruszania tematu ostatniego orzeczenia TK w sytuacji, gdy wcześniej uznawało się kwestię poszerzenia prawnej ochrony nienarodzonych dzieci za sprawę ważną lub bardzo ważną. Mówiąc językiem jednego z przysłów: po prostu trzeba umieć pić piwo, w którego warzeniu też brało się udział. Jeśli przedtem samemu (słusznie) krytykowało się PiS za obstrukcję w sprawie aborcji, to gdy już doszło do realizacji tego postulatu, należy odważnie i konsekwentnie bronić go i w dzisiejszej bardzo niesprzyjającej temu sytuacji społeczno-politycznej. Podobnie, jako bardzo niepoważne odbieram wytykanie rządzącym takiej, a nie innej daty orzeczenia TK. A co, by było, gdyby TK kolejny raz nie zajął się tą sprawą? Oczywiście, środowiska „Pro Life” i przynajmniej część polityków Konfederacji krytykowałaby pana Kaczyńskiego oraz PiS za kolejny akt obstrukcji w tej sprawie. Twierdzono, by że pan Kaczyński i kierownictwo PiS tak naprawdę nie chce nic zmieniać w tej sprawie i tylko mydli oczy obrońcom życia. Kiedy już jednak doszło do wydania wyroku przez TK to i tak nawet niektórzy z działaczy „Pro Life” twierdzą, że prezes PiS ma w tym swój niecny plan. A więc cokolwiek by w tej sprawie pan Kaczyński nie zrobił, i tak jest niedobrze. Innymi słowy, spełnia się tu tradycyjne przysłowie o tym, że jak się chce psa uderzyć, to i kij się zawsze znajdzie. Podobnie sądzę, iż nieuprawnione moralnie jest doszukiwanie się w aktualnej postawie pana Kaczyńskiego politycznego cynizmu i złych intencji. To prawda, że prezes PiS nie jest zwolennikiem całkowitego zakazu aborcji (np. w przypadku gwałtu), ale nie zmienia to faktu, iż już dawno temu wypowiadał się on za słusznością delegalizacji zabijania poczętych dzieci w wypadku przesłanki eugenicznej. W wywiadzie dla agencji PAP udzielonym przez niego w październiku 2016 roku stwierdzał on wszak:

    „W dalszym ciągu jest sprawa prawnych rozwiązań odnoszących się, na różnym poziomie, być może nawet w ramach obecnej ustawy, do aborcji ze względu na stan płodu, a w szczególności ze względu na zespół Downa. Legalnych aborcji jest teraz rocznie około tysiąca, z tego ogromna część spowodowana jest zespołem Downa. Mamy nadzieję, że niedługo już tego nie będzie, taki jest nasz cel. Trzeba to jednak odpowiednio przygotować, trzeba także przekonać społeczeństwo, w szczególności kobiety i będziemy to robić (…)

    „Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki”

    Nie można więc powiedzieć, by w tej sprawie pogląd pana Kaczyńskiego miałby się nagle i dziwnie zmienić. To prawda, że przez kilka lat swych rządów PiS zwlekał z realizacją postulatu poszerzenia prawnej ochrony, ale nie musiało to wynikać z jakiejś pryncypialnej niezgody prezesa tej partii na zakaz aborcji eugenicznej, ale z jego wcześniejszych przewidywań odnośnie do zbyt wielkiego oporu społecznego, który powstałby w wyniku wprowadzenia takiego prawa. I fakt, że nawet w dobie rekordowego wzrostu w naszym kraju zakażeń wirusem COVID-19 doszło do masowych protestów przeciwko wiadomemu wyrokowi TK w pewien sposób tylko potwierdza celność takich przewidywań (inna sprawa, że i tak wedle mej opinii należało przeforsować tego typu zakaz wcześniej). Jest także prawdą, że w kwestiach mniej ważnych i jednoznacznych etycznie prezes Kaczyński potrafił być bardziej stanowczy (vide: przysłowiowa „Piątka dla zwierząt”), ale i ten fakt nie oznacza od razu, że jest on nieszczery w sprawie aborcji eugenicznej. Po prostu być może jest tak, że ochrona zwierząt jest dla niego ważniejsza od ochrony nienarodzonych dzieci, ale to jeszcze nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że ta druga sprawa nie jest dla niego w żadnym stopniu ważna czy istotna.

    Na koniec dodam, że doszukiwanie się w aktualnej postawie pana Kaczyńskiego względem delegalizacji aborcji eugenicznej cynizmu i złych intencji kłóci się z nauką katolicką, która za sprzeczne z Bożą wolą uznaje formułowanie pochopnych i lekkomyślnych osądów. Póki nie mamy bowiem jasnych dowodów lub choćby mocnych przesłanek, by podejrzewać, że prezes PiS-u jest nieszczery w tej sprawie, póty powinniśmy interpretować jego postawę w sposób korzystny i przychylny dla niego. Tak naucza o tym chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego idąc tu za św. Ignacym Loyolą:

    Każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić (patrz: Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, 22; zobacz również; Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    Powyższa sentencja św. Ignacego Loyoli jest poprzedzona uwagą autorów Katechizmu, w której czytamy:

    W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego (…) (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    Ja zaś bym powiedział, że przywołane powyżej wypowiedzi Katechizmu Jana Pawła II i św. Ignacego Loyoli niekoniecznie nawet muszą odnosić się do omawianej postawy prezesa PiS. Uważniejsza obserwacja bowiem jego deklaracji na temat aborcji eugenicznej klarowała bardziej jasny niż dwuznaczny obraz przekonań pana Kaczyńskiego w tej kwestii. Był to obraz, który streścić można w następujących słowach: Jestem za zakazem aborcji eugenicznej, ale należy czekać na odpowiedni czas w celu jego wprowadzenia. Fakt zaś, że jednak doszło do stwierdzenia niekonstytucyjności prawnego przyzwolenia na tę praktykę oraz to, iż pan Kaczyński publicznie i otwarcie opowiedział się za słusznością wyroku TK, wskazuje też, iż jego wcześniejsze deklaracje na temat były jednak szczere. Inna sprawa, że prezes PiS prawdopodobnie nie przewidział skali protestów społecznych w tej sprawie, myśląc, iż obawa przed rozprzestrzenianiem się COVID-19 będzie skutecznie je ograniczać.

    Podsumowując zatem:

    Po pierwsze: pan Kaczyński nie jest zwolennikiem całkowitego zakazu mordowania poczętych dzieci (w czym błądzi), ale optuje on za delegalizacją aborcji eugenicznej (w czym ma słuszność).

    Po drugie: należy wspierać ludzi w tym co czynią dobrego i słusznego, a więc w chwili obecnej trzeba być po stronie pana Kaczyńskiego. Nie należy tego mylić z ewentualnym późniejszym wspieraniem PiS-u w wyborach parlamentarnych.

    Po trzecie: nie należy doszukiwać się na siłę złych intencji w działaniach naszych bliźnich, co w odniesieniu do pana Kaczyńskiego oznacza, że nie powinniśmy twierdzić, iż deklarowana przez niego postawa w kwestii aborcji eugenicznej jest pozorowana, nieszczera czy udawana.

    Mirosław Salwowski

  5. Na czym polega reguła „podwójnego skutku”?

    Możliwość komentowania Na czym polega reguła „podwójnego skutku”? została wyłączona

    Bywa, iż gdy przypomina się tradycyjne nauczanie Kościoła o tym, że pewne czyny są zakazane zawsze i w każdych okolicznościach (np. cudzołożenie albo bezpośrednie zabijanie niewinnych ludzi) ktoś, by osłabić realne znaczenie tej doktryny, sięga po argument z zasady „podwójnego skutku”. Osobiście najczęściej spotykałem się z tego rodzaju argumentacją jako swego rodzaju skontrowaniem katolickiego nauczania o absolutnym zakazie aborcji (a więc zakazie również w przypadku zagrożenia życia matki). A zatem, gdy osoba „X” mówiła: „Nigdy nie wolno w sposób bezpośredni dokonywać aborcji, nawet po to by ratować życie matki, gdyż najlepszy cel nie uświęca złych ze swej natury środków„, osoba „Y” odparowywała coś w stylu: „Nie masz racji, gdyż spowodowanie śmierci nienarodzonego dziecka w celu ratowania jego matki jest zgodne z zasadą podwójnego skutku, a zatem nie może być traktowane jako aborcja„. Poniżej, postaram się przedstawić prawidłowe, tradycyjnie katolickie rozumienie reguły podwójnego skutku, tym samym wskazując, dlaczego sposób argumentacji prezentowany przez osobę „Y” jest bardzo dwuznaczny.

    ***

    Tak też, owszem istnieje w tradycyjnej moralistyce katolickiej nauczanie o zasadzie podwójnego skutku, jednak aby nie mylić go z etyką sytuacyjną czy też doktrynami proporcjonalizmu lub konsekwencjonalizmu należy w dobry i dokładny sposób ją rozumieć. W poniższych rozważaniach i rozróżnieniach w dużej mierze będę opierał się na publikacji pt. „Teologia moralna fundamentalna” ( Kraków 2004, s. 237-241) autorstwa dwóch katolickich teologów moralnych Evencio Cofreces Merino oraz Ramona Garcia de Haro.

    Po pierwsze zatem i co najważniejsze: zasada podwójnego skutku nie zezwala na dokonywanie czynów z samej swej natury złych. Doktryna ta pozwala na czynienie rzeczy dobrych lub neutralnych moralnie, co do których jednak można przewidywać lub nawet być pewnym, iż część wywołanych przez nie efektów będzie zła (a część z nich będzie dobra). Przykładowo, ukaranie kogoś osadzeniem w więzieniu nie jest wewnętrznie złe i dlatego jest moralnie dozwolone represjonowanie złoczyńców w ten sposób. Z drugiej jednak strony, kara więzienia często wiąże się z wystąpieniem różnych złych skutków u uwięzionych, np. pogłębianiem się ich deprawacji, osłabieniem lub rozbiciem ich małżeńskich i rodzinnych więzi. Nie byłoby jednak zgodne z zasadą podwójnego skutku represjonowanie przestępców za pomocą sankcji o charakterze wewnętrznie złym. Na przykład, gdyby w prawodawstwie jakiegoś kraju istniała kara zgwałcenia kogoś lub też zabicia niewinnych członków rodziny osoby dokonującej jakiegoś przestępstwa, to sięganie po tego rodzaju sankcje karne byłoby moralnie niedozwolone nawet wówczas, gdyby istniała pewność, iż w ten sposób uda się zlikwidować kryminalną przestępczość do zera.

    Po drugie: osiągnięty przez dane zachowanie skutek dobry nie powinien być konsekwencją skutku złego. Jeszcze inaczej to formułując; skutek dobry powinien wynikać z czynu „per se”, natomiast zły „per accidens”.

    Po trzecie: osoba działająca zgodnie z regułą podwójnego skutku powinna chcieć jedynie dobrych skutków, przynajmniej dążąc do ograniczenia wystąpienia tych z efektów swego czynu/czynów, co do których przewiduje, że będą one negatywne. Tak więc, w podanym wyżej przykładzie kary więzienia, prawodawca winien podjąć kroki mającego na celu ograniczenie złych skutków często z niej wynikających, np. gwałtów, fizycznego znęcania się jednych więźniów nad drugimi, demoralizacji osadzonych. Nie powinno być zatem np. tak, iż prawodawca z jednej strony oficjalnie ustanawia karę więzienia, z drugiej zaś na płaszczyźnie nieformalnej życzliwym okiem spogląda na możliwe dalsze negatywne skutki owej sankcji prawnej.

    Po czwarte: przewidywane dobre skutki danego działania powinny przeważać nad jego złymi skutkami. Tak więc w przywołanym wyżej przypadku więzienia można powiedzieć, iż mimo że powoduje ona niemało złych skutków, to jednak da się wykazać większą ilość z nich, które są dla społeczeństwa dobre, np. przestępcy przez pewien czas są pozbawieni możliwości szkodzenia normalnym ludziom, niemała część z osób, które mogłyby potencjalnie wejść na drogę łamania prawa, nie czyni tego z obawy przed pójściem do więzienia, itp.

    ***

    Wracając zaś do przykładu bezpośrednio spowodowanej aborcji w sytuacji zagrożenia życia matki, to nie da się twierdzić, iż np. wyssanie z łona matki za pomocą specjalnego przyrządu ciała jeszcze żyjącego dziecięcia jest zgodne z zasadą podwójnego skutku. Czynność taka stanowi bowiem z samej swej istoty bezpośredni akt zabicia niewinnej istoty ludzkiej i w związku z tym jest naruszeniem pierwszego podstawowego elementu reguły podwójnego skutku, a mianowicie tego, iż czyn, z którego powstaną jakieś złe efekty, musi być jako taki dobry lub przynajmniej moralnie obojętny. I nie zmienia tu natury wskazanego wyżej złego zachowania to, że czyni się je w szlachetnej intencji ratowania życia matki. Tak jak np. szlachetna intencja nakarmienia głodnych dzieci nie sprawi, iż wykonywane pozamałżeńskich aktów seksualnych za pieniądze przestanie być grzechem prostytucji. Jasne jest, iż nigdy, nawet dla ratowania życia matki, nie wolno jest dokonać aborcji. Byłoby to bowiem złamanie zasady mówiącej, iż „Cel nie uświęca środków”. W ten sposób zgodzilibyśmy się, iż w szlachetnym celu (ratowania niewinnego życia matki) można sięgnąć po zły i niegodziwy środek (morderstwo niewinnego i bezbronnego dziecka). Tym samym zniszczylibyśmy jedno niewinne życie, by ratować innego niewinnego. Zamordowalibyśmy jednego człowieka, by uleczyć innego.

    Zgodne z zasadą podwójnego skutku byłoby jednak poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmierceniu dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego życia celem ratowania innego niewinnego człowieka, ale jedynie przewiduje się, że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację, w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować, kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko, może nie zdążyć pomóc matce. Nie mniej jednak ów strażak nie ma prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi po to by łatwiej mu było ratować pozostałych.

    Mirosław Salwowski

  6. Czy posiadanie abonamentu w Netflixie jest grzechem?

    Leave a Comment

    Przed kilkoma miesiącami znana międzynarodowa firma Netflix okazała swe poparcie dla legalności mordowania nienarodzonych dzieci, ogłaszając swoisty bojkot Georgii, jednego ze stanów USA, na terenie którego poszerzono w tym czasie zakaz tzw. aborcji. Chodzi o to, że Netflix ogłosił, iż w związku z owym antyaborcyjnym prawem nie będzie kręcił swych produkcji na terenie tego stanu. W reakcji na to po stronie konserwatywnych katolików i chrześcijan innych wyznań wzmogły się pytania o to, czy w takim razie moralnie dozwolone jest wspomaganie Netflixa poprzez opłacanie wykupu do jego internetowej bazy filmów, seriali oraz programów? W tym artykule spróbuję dać odpowiedź na to pytanie.

    Otóż w tego rodzaju wypadkach – gdy osobiście nie czynimy danej nieprawości, ale poprzez swoje działania w jakiś sposób współpracujemy ze złem bezpośrednio czynionym przez inne osoby, ważne jest znać tradycyjnie katolickie rozróżnienia pomiędzy tzw. formalną współpracą z czyimś grzechem, a materialną współpracą.

    Współpraca formalna

    Z formalną współpracą mamy do czynienia wówczas, gdy przyczyniamy się do czyjegoś grzechu przez nakaz, radę, pochwałę lub zachętę albo też nasze współdziałanie z czyimś grzechem jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost ułatwiamy jego zaistnienie. O ile w miarę jasne jest, kiedy mamy do czynienia z nakazem, radą, pochwałą, czy zachętą do grzechu, o tyle wątpliwości może wzbudzać to, kiedy nasze współdziałanie jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost przyczynia się do zaistnienia danego złego uczynku. Jeden z teologów moralnych, kard. Gousset (do którego dzieła podaje poniżej link) stwierdził, iż z czymś takim mielibyśmy do czynienia wówczas, gdy np. ktoś specjalnie opiekował się osobą chcącą dokonać morderstwa, po to, by ta tym łatwiej mogła spełnić swe zamierzenia. Tytułem analogii można by wskazać, iż tego rodzaju formalna współpraca ma miejsce dajmy na to w przypadku sutenerów, którzy organizują swym pracownicom sprawniejsze wykonywanie ich zajęć.

    Formalna współpraca z czyimś grzechem jako taka nigdy nie jest dozwolona, nawet w sytuacji zagrożenia życia osoby współpracującej w ten sposób. Jeśli więc ktoś twierdzi lub sugeruje, iż coś jest formalną współpracą, ale np. pod przymusem wolno jest to czynić, to tym samym błądzi. Po prostu nigdy nie mamy moralnego prawa formalnie współpracować z czynionym przez kogoś grzechem.

    Współpraca materialna

    Z materialną współpracą mamy zaś do czynienia wówczas, gdy w świadomy lub nieświadomy sposób z mniejszym bądź większym prawdopodobieństwem nasze działanie pomaga komuś w popełnieniu zła. Im bardziej nasza współpraca jest tu świadoma i im większe prawdopodobieństwo, iż zostanie ona wykorzystana do zła, tym bardziej możemy nazwać ją mianem „bliskiej materialnej współpracy„. Współpraca materialna bliska jest ogólnie odradzana, ale dla odpowiednio ważnych przyczyn może być moralnie dozwolona. Takimi przypadkami są np. potrzeba zarabiania na życie własne czy innych osób. Współpraca materialna daleka jest zaś, ogólnie rzecz biorąc, dozwolona i nie trzeba mieć tu bardziej poważnych przyczyn by się takowej dopuszczać.

    Jako przykład bliskiej materialnej współpracy ze złem wielu teologów podawało działanie pracowników barów czy restauracji, którzy polewali alkohol swym częściowo już nietrzeźwym klientom. Myślę, iż w podobny sposób należałoby też oceniać np. pracę więźniów obozów koncentracyjnych w czasie II wojny światowej polegającą na produkcji broni i wojskowych mundurów wykorzystywanych później przez Niemców do prowadzenia i kontynuowania niesprawiedliwej wojny.

    Z kolei, jako przykład dalekiej materialnej współpracy ze złem można podać pracę w sklepie z bronią. W większej albo znacznej części wypadków pracownik takiego sklepu nie wie bowiem, czy broń kupuje u niego bandyta lub przestępca, a przez to, nawet jeśli w nieświadomy sposób sprzeda on broń takiej osobie, jego współpraca będzie daleka. Nie można też wszak powiedzieć, iż sam towar, który on sprzedaje, jest w zwyczajny sposób ukierunkowany na czynienie tych czy innych grzechów. Co innego, gdyby ktoś sprzedawał np. miny wybuchowe w kształcie zabawek (gdyż takie rzeczy są w specjalny sposób przeznaczone do mordowania i ranienia niewinnych).

    Troszkę więcej na ten temat rozróżnień pomiędzy formalną a materialną współpracą ze złem można wyczytać w Tomie I na stronach 177 i 178 poniższej publikacji:
    http://www.ultramontes.pl/gousset_teologia_moralna.htm

    Opłacanie Netflixa – jakim rodzajem współpracy to jest?

    Jak zatem ocenić opłacanie abonamentu dla Netflixa? Cóż, nie sądzę, aby był to przypadek zawsze zakazanej formalnej współpracy ze złem. Byłoby tak, gdyby wnoszenie takich opłat wiązało się np. z podpisaniem deklaracji o treści: „Popieram prawo do legalnej aborcji„, ale przecież – przynajmniej póki co – nie mamy z czymś takim do czynienia. Opłacanie abonamentu dla tej firmy nie wiąże się też ze specjalnym ułatwianiem zaistnienia czynionego przez nią zła. Środki finansowe pozyskiwane w ten sposób są bowiem przez Netflix przeznaczane na różne cele – dobre, złe oraz moralnie obojętne.

    Można oczywiście jednak zastanawiać czy współfinansowanie Netflixa za pomocą stałych opłat abonamentowych jest współpracą materialną bliską czy daleką? Gdyby miało okazać się, że stanowi ono współpracę materialną bliską to, zasadniczo rzecz biorąc, należałoby gorliwie zachęcać do rezygnacji z wnoszenia takich opłat, gdyż dostęp do różnych filmów, programów i seriali nie jest na tyle ważną przyczyną, by usprawiedliwiać takie działanie. Oczywiście, może się zdarzyć, iż ktoś z przyczyn zawodowych chce mieć dostęp do takowych rzeczy – wtedy jest to inna sprawa. W większości wypadków jednak korzystanie z bazy Netflixa jest rozrywką, a nie kwestią życiowej konieczności.

    Czy jednak opłacanie Netflixa stanowi bliską materialną współpracę ze złem czynionym przez tę korporację? Mówiąc otwarcie: trudno jest mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Osobiście przychylałbym się raczej do twierdzenia, iż prawdopodobnie – mimo wszystko – jest to współpraca materialna daleka. Żeby wszak mówić o współpracy materialnie bliskiej trzeba by wykazać, iż większość z działań Netflixa ma naganny moralnie charakter. Do tego trzeba by zaś jakichś bardziej szczegółowych analiz, nie zaś – samego w sobie oczywiście słusznego – wskazywania, że te czy inne posunięcia tej firmy są obiektywnie grzeszne.

    Mirosław Salwowski

  7. Mirosław Salwowski vs. Ks Szymon Bańka (wymiana maili w sprawie aborcji)

    Leave a Comment

    Zgodnie z sugestią oraz wyrażoną na to zgodą ks. Szymona Bańki publikuję poniżej korespondencję mailową, która została wymieniona pomiędzy mą osobą a osobą ks. Szymona Bańki w kwestii jego wypowiedzi odnoszących się do oceny moralnej niektórych, bardzo rzadko występujących przypadków aborcji.

    Mirosław Salwowski

    Od:  Mirosław Salwowski
    Wysłano: czwartek, 7 listopada 2019 23:59
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

    Przesyłam Księdzu link do mego artykułu na temat pewnych dwuznacznych, a nawet błędnych wypowiedzi autorstwa Księdza i pana Michała Murgrabiego:

    Zachęcam do spokojnego zapoznania się z mym tekstem na ów temat, a następnie przemyślenia zawartych w nim uwag. 

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Dziękuję za uwagi, przepraszam że tak na szybko i bez podawania źródeł – jak znajdę chwilę to coś podeślę. Tymczasem tylko sprzeciwię się twierdzeniu:

    iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione [1].

    To nie jest prawda – i tego (mam nadzieję) nie powiedziałem – piszę mam nadzieję bo nie pamiętam i nie mam w tej chwili czasu żeby to odsłuchać – jeśli padło takie stwierdzenie z moich ust to byłaby to fatalna pomyłka! A jeśli nie to proszę nie sugerować że coś takiego powiedziałem.

    Nie w przypadku „zagrożenia życia” a w przypadku aktualnego „ataku na życie” na matki można to brać pod uwagę. Teologia moralna dopuszcza traktowanie nawet niewinnej osoby jako „injustus agresor” – jako niesprawiedliwego agresora, gdy jego działanie sprowadza aktualne zagrożenie życia niewinnej osoby (np. osoby tonące które próbują się dostać na już przeładowaną łódź ratunkową i ewidentnie ją zatopią mogą zostać potraktowane jako agresorzy – można z nimi walczyć – nawet sprowadzając na nich śmierć). W tym samym sensie nie dziecko które stwarza zagrożenie dla życia ale takie którego rozwój realnie i aktualnie zabija matkę (ponoć może się to zdarzyć właśnie w przypadku ciąży pozamacicznej) może zostać zabite (choć teolodzy mówią że należy czekać i obserwować sytuację do samego końca – tak żeby mieć pewność że zaistniała taka sytuacja – więc musi się zacząć bezpośrednie niszczenie narządów wewnętrznych matki – wtedy według teologów można podjąć leczenie kobiety nawet jeśli będzie to wymagało zabicia dziecka. Nie zmienia to faktu że aborcja zawsze jest złem – tak jak niewpuszczanie tonących osób na łódź ratunkową (poprzez czynną walkę z nimi).

    Przy okazji spróbuję znaleźć źródła.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: piątek, 8 listopada 2019 14:23
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Odp: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

    Cytaty z wypowiedzi Księdza zostały przeze mnie zaznaczone kursywą. Stwierdzenie o treści: „iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione” nie jest cytatem słów Księdza, ale moją ich konstatacją. Co prawda uważam, że to jest najbardziej logiczny wniosek, jaki można wysnuć z cytowanych przeze mnie słów Księdza jednak jeśli uważa Ksiądz, że w jakiś sposób Księdza skrzywdziłem w ten sposób to mogę to uściślić i sprecyzować w swym artykule. Dodam jednak, że ostatnie z cytowanych przeze mnie stwierdzeń pana Michała Murgrabii idzie jeszcze dalej w swej interpretacji słów Księdza niż ja, a jednak nie sprostował Ksiądz jego komentarza na ów temat, co w tym określonym kontekście może być w oczywisty sposób interpretowane, jako wyrażenie aprobaty da jego słów. 

    Co do różnych możliwych wypowiedzi teologów, które mogłyby być odczytywane jako przyzwolenie na akt bezpośredniego zabicia niewinnego dziecka w celu ratowania życia matki to nie wątpię, że takowe mogą istnieć, jednak o ile dane nauczanie teologów nie ma charakteru jednomyślnego to nie można zakładać nieomylnego ich charakteru. Należy też pamiętać, że ponad nauczaniem poszczególnych teologów (których oczywiście opinie należy zasadniczo rzecz biorąc szanować i brać pod uwagę) są wypowiedzi Magisterium Kościoła. A Magisterium Kościoła w jasny sposób wypowiedziało się, że odnośnie dziecka nienarodzonego nie można stosować klauzuli „niesprawiedliwego napastnika” czy też „ostatecznej konieczności” (cytowany przeze mnie Pius XI), a także w nieomylny sposób orzekło, iż norma moralna zakazująca bezpośredniego i zamierzonego zabicia niewinnej osoby ludzkiej nie zna żadnych wyjątków (Jan Paweł II, „Evangelium Vitae”). Co do konkretnego przypadku ciąży pozamacicznej to zachęcam Księdza do zapoznania się z tekstem swego współbrata, ks. Petera Scotta z USA:

    http://archives.sspx.org/Catholic_FAQs/catholic_faqs__morality.htm?fbclid=IwAR0ZsebXW_XTR15jinv7A–pFhxzxpCOnVcVSwXHE-Fp3uyCxIOfIpcTZVM#ectopicpregnancy

    Myślę, że dobrze będzie też dodać, iż jeśli chodzi o akty wewnętrznie złe to w świetle nauki katolickiej nie można mówić o tym, że niektóre z nich co prawda pozostaną złe, jednak mogą być w ekstremalnych okolicznościach dozwolone. Po prostu one są zawsze zakazane, dlatego, że są wewnętrznie złe. Swego czasu pisał o tym jeden z biskupów Bractwa św. Piusa X, bp Tissier de Mallerais:

    “(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata” – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, “Komunikat Bractwa św. Piusa X”, Zawsze Wierni, nr. 11/ 1996, s. 5.

    Na samym końcu chciałbym przeprosić Księdza jeśli poczuł się Ksiądz jakoś urażony czy zaatakowany mym artykułem. Nie to było mą intencją. Uznałem też, że nie muszę z Księdzem wcześniej omawiać tego tematu, gdyż wedle Pisma świętego należy upomnieć najpierw w cztery oczy tego, kto „zgrzeszył przeciw tobie” (Mt 18, 15) Ksiądz zaś swymi wypowiedziami nie uderzał w dobro mej osoby. Ponadto, wypowiedzi Księdza w tej kwestii miały charakter publiczny więc uznałem, że zasadne jest w takim razie publiczne ich omówienie przeze mnie. Mam przy tym nadzieję, iż mimo publicznego charakteru mych uwag da radę Ksiądz obiektywnie przyjrzeć się ich zasadności. 

    Pozdrawiam w imieniu Jezus i życzę wielu Bożych błogosławieństw.

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu [2].

    Nie podważam oczywiście cytowanych przez Pana dokumentów magisterium, jednak podążając za moim profesorem teologii moralnej z Zaitzkofen uważam że właśnie wtedy kiedy rozwój dziecka aktualnie i realnie uszkadza narządy wewnętrzne kobiety może jednak zostać uznane za agresora – jeśli dobrze pamiętam to teolodzy stosowali tu wyjaśnienie że nie można po prostu zabić tego dziecka (na podstawie przewidywań), ale jeśli jest konieczne przeprowadzenie operacji usunięcia jakiejś części narządów wewnętrznych za względu na rozwój dziecka (co z konieczności wiąże się ze śmiercią dziecka i w praktyce jest równoznaczne z zabiciem go), który je uszkadza to wtedy jest to dopuszczalne moralnie (w ten sposób omijają oni bardzo jasne zakazy bezpośredniego zabicia istoty niewinnej). Jeśli dobrze pamiętam to zostało nam to przedstawione jako rzecz dosyć powszechnie uznaną przez nowszych teologów moralnych i nie łamiącą zakazu zabijania istoty niewinnej.  

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski

    Data: 08.11.2019 22:01 (GMT+01:00)

    Do: Ks. Szymon Bańka

    Temat: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Być może profesorowi teologii moralnej z Zaitzkofen chodziło o tzw. pośrednią aborcję, czyli takie działanie, które samo w sobie nie zmierza wprost do zabicia nienarodzonego dziecięcia, ale śmierć dziecka jest tu efektem ubocznym głównego, mającego charakter leczniczy działania. Na przykład, dozwolone jest operowanie serca ciężarnej kobiety nawet gdyby prawdopodobnym tego efektem miała by być śmierć dziecka. W przypadku ciąży pozamacicznej część moralistów katolickich uznaje też za dozwolone wyjęcie jajowodu wraz z żywym dzieckiem chociaż wiadomym jest, że w skutek takiej operacji dziecko i tak umrze. Jest jednak zawsze niedozwolonym bezpośrednie i zamierzone zabijanie niewinnego dziecka, a więc np. rozkawałkowanie go na części, wyssanie z łona matki, wstrzyknięcie mu trucizny. Jest to niedozwolone również w celu ratowania życia matki. 

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Tak o takiej sytuacji mówimy – choć jest to rzecz nie do końca w stylu: leczenie powoduje też śmierć, gdyż to właśnie samo dziecko jest bezpośrednio zagrożeniem. Więc jest to przypadek pośredni, bardzo trudny i wyjątkowy, przeważnie nie wymieniany w zwykłych dyskusjach na ten temat. 

    Może warto opublikować naszą wymianę zdań pod pańskim tekstem? Wydaje mi się że to trochę wyjaśnia. 

    W Chrystusie 

    ks. Szymon Bańka 

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: sobota, 9 listopada 2019 09:54
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Re: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Jeśli chodzi o publikację naszej wymiany zdań bezpośrednio pod mym artykułem to niestety nie jest to możliwe ze względów technicznych, gdyż moja strona póki co nie ma możliwości dodawania komentarzy pod artykułami. Mogę jednak zaproponować Księdzu publikację odrębnego artykułu, na którego treść składały się maile, które wymieniliśmy na ów temat? Co Ksiądz na to?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Możemy tak zrobić.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski

    Data: 11.11.2019 10:19 (GMT+01:00)

    Do: Ks. Szymon Bańka

    Temat: ODP: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    Przesyłam Księdzu linka do kolejnej drugiej już części mego artykułu, który został poświęcony wypowiedziom Księdza:

    Co do publikacji naszej korespondencji mailowej to skoro się Ksiądz na to zgadza, zamierzam tak uczynić. Zanim jednak to zrobię prosiłbym jeszcze Księdza o odpowiedź na pytanie, które uważam za tak naprawdę najważniejsze i najbardziej kluczowe dla całej tej sprawy (odpowiedź Księdza na ów temat chciałbym dołączyć do publikacji naszych maili). A mianowicie, chodzi mi o odpowiedź na pytanie, czy uważa Ksiądz, że takie czynności jak np. rozerwanie jeszcze żyjącego nienarodzonego dziecięcia na kawałki, wyssanie takowego za pomocą specjalnego przyrządu lub wstrzyknięcie w jego organizm trucizny mogą być uznane za moralnie dozwolone wówczas, gdyby miała się okazać, iż bez ich podjęcia nie da się uratować życia matki?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Metoda którą ratuje się życie matki nie może być sama w sobie zła, stąd śmierć dziecka może być dopuszczalna tylko jako „voluntarium indirectum” zgodnie z jego zasadami: a więc czyn sam w sobie nie jest zły i powód jest bardzo poważny. 

    A mianowicie, chodzi mi o odpowiedź na pytanie, czy uważa Ksiądz, że takie czynności jak np. rozerwanie jeszcze żyjącego nienarodzonego dziecięcia na kawałki, wyssanie takowego za pomocą specjalnego przyrządu lub wstrzyknięcie w jego organizm trucizny mogą być uznane za moralnie dozwolone wówczas, gdyby miała się okazać, iż bez ich podjęcia nie da się uratować życia matki?

    Czyli nie jest to dopuszczalne. 

    Choć w przypadkach o których mówiliśmy operacja sprowadzi śmierć na dziecko to celem operacji nie może być zabicie dziecka. 

    W Chrystusie 

    ks. Szymon Bańka 

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: wtorek, 12 listopada 2019 13:54
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Re: ODP: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Dziękuję za tę odpowiedź. Wynika zatem z niej, iż wcześniejsze wypowiedzi Księdza w programie „Kościół. Naród. Państwo” były dwuznaczne, niejasne, aczkolwiek nie jawnie błędne. Myślę jednak, że warto by było w jednym z następnych programów wyjaśnić i naprostować te dwuznaczności. Myślę, że jest to tym bardziej wskazane, gdyż o ile Ksiądz wyrażał się dwuznacznie i nieprecyzyjnie o tyle redaktor Michał Murgrabia wypowiadał się na ten temat już w sposób jawnie błędny. 

    Przy okazji, czy chciałby Ksiądz się jeszcze odnieść do drugiej części mego artykułu? Jeśli tak do dołączę Księdza odpowiedź na ów temat do publikacji naszej korespondencji mailowej?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Tak na szybko i z głowy: Herezją stricte sensu nazywamy bezpośrednią negację jakiejś uroczyście zdefiniowanej prawdy wiary (faktycznie może ona być natury moralnej). Mówi się również o herezji latae sensu jako o negacji powszechnie przyjętej prawdy wiary (takiej w którą zawsze i wszędzie wierzono – jednak której nie zdefiniowano). Definicja Jana Pawła II wprawdzie spełnia znamiona uroczystej definicji – jednak znając ówczesną politykę kongregacji nauki i wiary, zapytani pewnie by odpowiedzieli że Papież nie użył swojej władzy a jedynie stwierdził że jest to prawda wiary na podstawie jej powszechnej w czasie i przestrzeni akceptacji – dokładnie tak zrobiono w bardzo podobnym przypadku zdefiniowania przez Jana Pawła II niemożności wyświęcenia kobiety na kapłana.

    Także moim zdaniem na pewno można nazwać dopuszczanie aborcji herezją, ale można się kłócić czy w sensie ścisłym czy potocznym.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

  8. Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. II

    Leave a Comment

    W pierwszej części tego artykułu omówiłem błędy i dwuznaczności, których w jednym z programów na kanale „Media Narodowe” dopuścili się ks. Szymon Bańka i redaktor Michał Murgrabia. Chodziło konkretnie o sugestię, jakoby istniał jeden wyjątek od kategorycznego zakazu zabijania nienarodzonych dzieci i że tym wyjątkiem miałyby być sytuacja ratowania życia matki. W tej części przyjrzę się zaś twierdzeniu ks. Bańki o tym, jakoby popieranie aborcji zasługiwało co prawda na miano grzechu i błędu, jednak raczej nie stanowiłoby herezji. W wywiadzie, jaki ks. Szymon Bańka udzielił redaktorowi Murgrabiemu, słyszymy wszak co następuje:

    Michał Murgrabia: Czy akceptacja aborcji jest grzechem czy herezją?

    Ks. Szymon Bańka: Hm, pytanie jest dosyć trudne. To znaczy, akceptacja aborcji jest przede wszystkim błędem, błędem dotyczącym moralności. To w pierwszej linii. Błędem, który może mieć bardzo poważne konsekwencje. Człowiek, który ma błędne przekonanie o tym co jest dopuszczalne, a co nie, bardzo łatwo wpada w grzechy, bardzo łatwo naraża swoje życie wieczne na zagrożenie, na utratę łaski i wieczne potępienie. Jeśli pytamy o to, czy to jest grzech, czy to jest herezja? Negowanie takiej prawdy moralnej – jeśli ta osoba już wie, że Kościół tak naucza i że Kościół tu naucza bardzo mocno, znaczy się z wielkim autorytetem – to wtedy, jako wierny katolik ma obowiązek się poddać. Także na pewno mielibyśmy tutaj do czynienia z grzechem, jeśli uporczywie sprzeciwia się nauce Kościoła w tak newralgicznym punkcie, gdzie Kościół mówi, że coś jest grzechem ciężkim, a coś nie jest. Także, taka świadoma i dobrowolna negacja pomimo ostrzeżenia ze strony Kościoła: uwaga, tutaj koniecznie trzeba, tego, w ten sposób patrzeć na tą sprawę, na pewno będzie grzechem, na pewno będzie grzechem ciężkim. No, nie jest, wydaje mi się, że nie jest to herezja, dlatego, że nie jest to zanegowanie bezpośrednio jakiegoś dogmatu wiary. Jest to kwestia moralna, nie dotycząca bezpośrednio jakiejś prawdy wiary. (Na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg , minuty 8. 19 – 9. 59).

    Co jest, a co nie jest herezją?

    Jak można skomentować powyższe słowa? Cóż, zacznijmy od tego, iż należy odróżnić samo czynienie aborcji od jej popierania w sensie intelektualnym. Oczywiście, jeśli ktoś tylko czyni tzw. aborcję i nawet sam jej nie żałuje, ale nie twierdzi przy tym, że takowy grzech jest dobry, dozwolony moralnie albo usprawiedliwiony, to oczywiście żadnej herezji czy błędu doktrynalnego się w ten sposób nie dopuszcza. Rzecz jasna popełnia w ten sposób coś, co jest bardzo obrzydliwe Panu Bogu i jeśli nie będzie za ową zbrodnię szczerze żałować, to jeśli umrze w tym stanie i – zakładając, że ów grzech był czyniony w pełni dobrowolny i świadomy sposób – niechybnie pójdzie na wieczną mękę wraz z szatanem, diabłami oraz innymi potępionymi. W przypadku potępionych katolików ta męka w piekle będzie prawdopodobnie znacznie cięższa niż kary piekielne wymierzane niekatolikom i niechrześcijanom, gdyż grzechy ciężkie popełniane przez katolików mają jeszcze większy ciężar niż takowe czynione przez niekatolików oraz niechrześcijan. A to dlatego, że katolicy mieli większy dostęp do skarbnicy Bożych łask niż niechrześcijanie. Katolicy, którzy czynili aborcję, nie żałując za nią, lecz nie zaprzeczając w swych umysłach, iż jest ona czymś bardzo złym, nie dopuścili się jednak herezji i jeśli będą wiecznie potępieni, to nie będą tam cierpieć w piekle jako heretycy.

    Powyższe podejście do zabijania nienarodzonych dzieci różni się jednak od sytuacji, w której ktoś nie tylko to czyni, ale też utrzymuje – wbrew powszechnemu i odwiecznemu nauczaniu Kościoła – że coś takiego może być dobre, usprawiedliwione lub moralnie dozwolone. Wówczas to, istotnie należy zastanowić się, czy mamy do czynienia nie tylko z utrzymywaniem przez takie osoby czegoś, co zwie się „błędem doktrynalnym”, ale również, czy nie jest to po prostu herezją? Popieranie na płaszczyźnie intelektualnej grzechu aborcji już na pierwszy rzut oka wydaje się spełniać większą część z tego, co przynależy do definicji „herezji”. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2089 cytując kanon 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego, mówiąc o różnych rodzajach grzechów przeciw wierze i jedności Kościoła, stwierdza:

    Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej (…)” [2].

    Sobór Watykański I deklaruje zaś, iż:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Herezją jest zatem uporczywe kwestionowanie tych prawd, które:

    – zostały przez Boga objawione w Piśmie świętym lub ustnym podaniu przekazanym przez apostołów.

    – są podawane przez Kościół jako objawione przez Boga albo przez uroczyste orzeczenie (czyli definicję dogmatyczną) albo przez zwyczajne i powszechne nauczanie (czyli jednomyślne nauczanie wszystkich biskupów w łączności z Papieżem).

    Prawda o moralnym zakazie aborcji wydaje się spełniać te kryteria, gdyż:

    Po pierwsze: została przez Boga objawiona co prawda nie bezpośrednio w Piśmie świętym, ale w ustnym podaniu przekazanym apostołom. Dowodzi tego fakt, iż potępiania tej haniebnej praktyki są obecne już w najstarszych pismach chrześcijańskiej starożytności, np. w „Didache”.

    Po drugie: prawda, z której bezpośrednio wynika potępienie aborcji, a mianowicie zakaz zabijania niewinnych osób ludzkich została wyraźnie objawiona przez Boga na kartach Pisma świętego (patrz: Prz 6, 16-19; Wj 23, 7; Mdr 12, 3-6).

    Po trzecie: Magisterium Kościoła od wieków nauczało potępiania aborcji, a papież Jan Paweł II w wyraźny sposób rozeznał tę doktryną jako należącą do zwyczajnego i powszechnego – a więc nieomylnego – Magisterium Kościoła:

    ” Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne” (Jan Paweł II, „Evangelium vitae”, n. 62).

    Ujmując więc rzecz w skrócie: prawda o zakazie aborcji została objawiona przez Boga i była przekazywana przez Magisterium Kościoła w jego stałym, powszechnym oraz zwyczajnym nauczaniu. Czyż więc kwestionowanie tej prawdy nie przypomina herezji? Powie jednak może ktoś, że herezją jest tylko negowanie bądź dobrowolne powątpiewanie w te z Bożych prawd, które tyczą się porządku wiary, a nie moralności. Cóż, na pierwszy rzut oka ów zarzut może wydawać się zasadnym, ale czy po głębszej analizie rzeczywiście wygląda on na słuszny? Czyż bowiem nie można powiedzieć, że wierzyć należy nie tylko w prawdy typu Boskość Pana Jezusa, wieczyste dziewictwo Matki Bożej, ustanowienie sakramentu chrztu, ale również można rzec, iż wierzyć można w to, jak należy moralnie, zgodnie z wolą Boga postępować? Nie sądzę, żeby pomiędzy oboma płaszczyznami prawd istniała jakaś wielka różnica – wszak wszystkie one zostały nam objawione przez Boga.

    Herezje przeciw moralności

    Co więcej zaś, można podać przykłady konkretnych wypowiedzi Magisterium Kościoła, w których pewne błędne wypowiedzi odnoszące się do postępowania na płaszczyźnie moralnej zostały zakwalifikowane jako właśnie „heretyckie”.

    I tak np. Sobór w Konstancji potępił następujący pogląd:

    „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu” (Patrz: Sesja XVII, V, 2).

    Ojcowie tego soboru uzasadnili napiętnowanie owego poglądu, w taki oto sposób:

    Pragnąc przeciwstawić się temu błędowi i usunąć go z korzeniami, święty synod, po dojrzałym namyśle ogłasza, orzeka i ustala, że doktryna tego rodzaju jest błędna w wierze i z punktu widzenia obyczajów, odrzucają i potępia jako heretycką, gorszącą, wywołującą niepokój i otwierającą drogę dla fałszu, oszustwa, kłamstwa, zdrady i wiarołomstwa. Ponadto ogłasza, orzeka i określa, że ci, którzy z uporem podtrzymują tę najbardziej zgubną doktrynę, są heretykami i jako tacy powinni być karani według prawnych sankcji kanonicznych.” (Patrz: Sesja XVII, V, 3, podkreślenia moje – MS).

    Z kolei Sobór w Vienne tak wypowiedział się na temat tych, którzy broniliby uprawiania lichwy:

    (…) Jeśli ktoś popadłby w taki błąd, że śmiałby z uporem twierdzić, iż uprawianie lichwy nie jest grzechem, postanawiamy, że powinien być ukarany jako heretyk, przy czym zobowiązujemy stanowczo miejscowych ordynariuszy i inkwizytorów niegodziwości herezji, aby występowali przeciw oskarżonym lub podejrzanym o tego rodzaju błąd tak samo, jak nie wahają się występować przeciw oskarżonym lub podejrzanym o herezję.” (podkreślenie moje – MS).

    Kongregacja Nauki Wiary zaś w dokumencie o nazwie „Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły <Wyznania wiary>” z dnia 29. 06. 1998 roku prawdę nauczania katolickiego głoszącą, iż: „bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym” zaliczała do rzędu tych prawd, które:

    „(…) powinny być przez wszystkich wierzących przyjęte z wiarą teologalną. Dlatego gdyby ktoś uporczywie podawał je w wątpliwość lub odrzucał, podlegałby cenzurze herezji, zgodnie z odnośnymi kanonami Kodeksów kanonicznych”.

    Podsumowanie

    Wiele więc wskazuje na to, iż kwestionowanie bądź poddawanie w wątpliwość katolickiego nauczania o zakazie zabijania nienarodzonych dzieci rzeczywiście powinno być kwalifikowane jako herezja. Podobnie zresztą jako herezja powinno być traktowanie kwestionowanie innych prawd nauczania katolickiego w sferze moralnej, a więc np. nieuznawanie wewnętrznego zła kłamstwa, nierządu, homoseksualizmu, itd. Ci zatem, którzy twierdzą, że bezpośrednia aborcja może być w pewnych okolicznościach moralnie dozwolona dopuszczają się co najmniej materialnej herezji.

    Mirosław Salwowski

  9. Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. I

    Leave a Comment

    W jednym z programów umieszczonych na internetowym kanale „Media Narodowe” należący do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Szymon Bańka – który pełni też funkcję redaktora naczelnego pisma „Zawsze Wierni” – wyraził w najlepszym wypadku bardzo dwuznaczną myśl na temat dopuszczalności tzw. aborcji w przypadku, gdy rozwój życie nienarodzonego dziecięcia ma zagrażać życiu matki. Otóż ks. Bańka po stwierdzeniu, iż „zasadniczo” nie ma wyjątków od zakazu zabijania niewinnych istot ludzkich stwierdził, co następuje:

    (…) W przypadku jakichś absolutnie wyjątkowych przypadkach, gdybyśmy mieli do czynienia z faktycznie równowagą, czyli życie za życie, kiedy rozwój dziecka ewidentnie prowadziłby do śmierci, nieuchronnie, kiedy mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją. Wtedy trzeba by ten konkretny przypadek bardzo, bardzo dokładnie badać i zastanawiać się, co można zrobić? Ale, zasada jest, ogólna zasada jest prosta: nie wolno pozbawiać życia istoty niewinnej.

    Następnie prowadzący z nim wywiad redaktor Michał Murgrabia sformułował następujące pytanie:

    (…) A druga rzecz, odpowiedział Ksiądz od razu na następne pytanie: czy są przypadki, kiedy dokonujący aborcji może nie ponieść grzechu z tego powodu? To też już wybrzmiało. Bo jednak są pewne wyjątki. I należy też pamiętać o tym, myślę, że to jest bardzo ważne żeby to sobie uświadomić, że z wyjątków nie należy czynić reguły. Czy dobrze rozumiem, proszę Księdza?

    Ks. Szymon Bańka odpowiedział na to w następujący sposób:

    Oczywiście z wyjątków nie należy czynić reguły. I tutaj, wyjątki o których Pan wspomniał, nie używałbym nawet liczby mnogiej. Mnie jest znany jeden przypadek, gdzie można by się zastanawiać, to znaczy, gdzie faktycznie teologia moralna zastanawia się, czy nie można potraktować wtedy tego dziecka, jako tak zwanego (w cudzysłowiu) „niesprawiedliwego agresora”. To znaczy oczywiście, nie, nie dobrowolnie, to znaczy oczywiście to dziecko nie jest w stanie być agresorem, ale kiedy rozwój dziecka faktycznie zabija bezpośrednio, prawda, wtedy być może mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją, która by pozwoliła na ratowanie życia matki w ten sposób. Ale to są przypadki naprawdę absolutnie wyjątkowe, gdzie każdy pojedynczy przypadek trzeba rozważać osobno. Także, odpowiedź na pytanie brzmi: aborcja zawsze jest zakazana, jeśli mielibyśmy sytuację taką, jaką opisałem, że rozwój tego dziecka bezpośrednio zabija matkę, wtedy trzeba ten konkretny przypadek naprawdę ocenić pojedynczo. Znaczy, naprawdę tym konkretnym przypadkiem się zająć i poradzić, znaczy się w sensie, jakby Kościół, kapłana powinien poradzić, skonsultować, konsultując to również z lekarzem, co należy zrobić. Także, nie mówiłbym tu o jakichś wyjątkach od reguły, bo to są sytuacje absolutnie wyjątkowe, gdzie naprawdę trzeba bardzo osobiście i konkretnie potraktować ten konkretny przypadek.

    Zatrzymajmy się na chwilę nad wymową cytowanych stwierdzeń ks. Szymona Bańki. Otóż z jednej strony stwierdza on, że co prawda „aborcja jest zawsze zakazana” jednak w przypadkach „absolutnie wyjątkowych” – czyli wówczas, gdy kontynuowanie donoszenia ciąży zagraża życiu matki – ów zakaz nie jest już wcale taki pewny i dalsze postępowanie w tej sytuacji należy skonsultować z kapłanem oraz lekarzem. Ksiądz Bańka nie mówi przy tym jednak, że celem tych konsultacji powinno być ocalenia życia nienarodzonego dziecka przez, co faktycznie daje furtkę przyzwoleniu na aborcję w tym jednym wypadku – czyli w sytuacji zagrożenia życia matki.

    Nie inaczej powyższe słowa ks. Szymona Bańki zinterpretował redaktor Michał Murgrabia, który skomentował je w poniższy sposób:


    Ja myślę, że może tu nastąpić bardzo duże zdziwienie za strony naszych widzów, którzy na przykład nie są przychylni Kościołowi, a którzy często mieli takie wyobrażenie dotychczas, że Kościół restrykcyjnie przymusza ludzi, prawda, żeby tam, broń Boże, nie wychylili się poza te ramki, które są dozwolone, że aborcja jest zawsze złem, bezwzględnym złem i tak dalej, i tak dalej. Więc myślę, że ci ludzie, którzy byli przynajmniej bardzo niechętnie nastawieni dotychczas do kapłanów, czy do Kościoła, zrozumieją, że jednak Kościół patrzy na tą sprawę, dość powiedziałbym zdroworozsądkowo, a nie tak jak koń, który ma klapki na oczach, prawda, bez względu na wszystko, idziemy cały czas do przodu.

    Niestety, cytowana wypowiedź redaktora „Mediów narodowych” nie spotkała się z żadnym sprostowaniem ze strony ks. Szymona Bańki, przez co jego wcześniejsze i tak bardzo dwuznaczne wywody w tej sprawie urosły do faktycznego wsparcia jednego z błędów doktrynalnych. Oczywiście, treścią owego błędu jest twierdzenie, iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione [1].

    Czy ten pogląd da się uzasadnić w świetle nauczania katolickiego? Cóż, zacznijmy od tego, iż wedle tradycyjnej doktryny Kościoła istnieją czyny wewnętrznie złe, od których zakazu nie ma absolutnie żadnych, ale to żadnych wyjątków. To nie jest tak, że owe czyny są „prawie zawsze złe i zabronione” ale na przykład w 1 na 100 000 000 przypadków mogą być one dozwolone. Po prostu one są złe zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach i nie są one dozwolone nigdy i nikomu. Jeśli ktoś nie wierzy mi, że takie jest właśnie nauczanie katolickie na temat niektórych z czynów, to zachęcam go chociażby do uważnej lektury encykliki „Veritatis Splendor” papieża Jana Pawła II, a zwłaszcza jej punktów numer 52, 80-81, 92. Tradycyjna doktryna o absolutnym i nieznającym żadnych wyjątków zakazie pewnych zachowań została też streszczona w punktach numer 1754 oraz 1756 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

    Absolutnie każda aborcja jest zakazana i niemiła Bogu

    Pozostaje zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy konkretnie aborcja należy do czynów wewnętrznie złych, a więc takich, od których moralnego zakazu nie ma absolutnie żadnych wyjątków? Oczywiście, że tak jest. Skoro nawet kłamstwo wedle doktryny katolickiej jest wewnętrznie złe, to coś o wiele gorszego, czyli zamierzone zabicie niewinnej osoby ludzkiej tym bardziej należy do tej kategorii ludzkich zachowań. A doktrynalnych dowodów na takie postawienie sprawy jest wiele.

    I tak np. jedna z rzymskich kongregacji w dniu 28 maja 1884 roku odpowiedziała w przeczący, negatywny sposób na zapytanie kardynała Caverot z Lyonu, w której ten pytał się o to, czy można tolerować interwencję chirurgiczną zwaną kraniotomią (rozkawałkowaniem czaszki), jeśli bez tego zabiegu umrze tak matka, jak i dziecko. Z kolei, w dniu 14 sierpnia 1889 roku Watykan stwierdził, iż moralnie zakazany jest „każdy zabieg chirurgiczny, który bezpośrednio powoduje śmierć płodu lub ciężarnej matki”.

    Do sytuacji zagrożenia życia matki w bezpośredni sposób odniósł się też papież Pius XI w encyklice Casti Connubi:

    W sprawie „indykacji lekarskiej lub terapeutycznej” – by użyć tych określeń – wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla takiej matki, której spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu Bożemu i głosowi przyrodzonemu: „Nie zabijaj” (Exod., XX, 13; cfr. Decr. S. Offic. 4 Maii 1898, 24 Julii 1895, 31 Maii 1884). Życie dziecięcia tak samo święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się przeciw tym niewinny istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych. Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu [2].

    Pius XII z kolei, omawiając ten sam problem stwierdził:

    „Błędem jest formułowanie pytania w sposób alternatywny: albo życie dziecka, albo życie matki. Nie: ani życie dziecka, ani życie matki nie mogą być wydane na zatracenie. Tak w odniesieniu do jednego, jak i do drugiego, jedyną konieczną zasadą powinno być zastosowanie wszelkich możliwych środków, aby uratować życie, zarówno życie matki, jak i życie dziecka” (Przemówienie z dnia 27 listopada 1951 r., wygłoszone na kongresie „Frontu rodziny”) [3].

    Wreszcie w encyklice „Evangelium Vitae” Jan Paweł II dał wyraźnie do zrozumienia, iż nauczanie katolickie o nie znającym żadnych wyjątków absolutnym zakazie bezpośredniego i zamierzonego zabijania niewinnych osób ludzkich ma charakter nieomylny, gdyż należy do zwyczajnego i powszechnego Magisterium Kościoła:

    „(…) przykazanie „nie zabijaj” ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed samowolą i przemocą innych.

    Istotnie, absolutna nienaruszalność niewinnego życia ludzkiego jest prawdą moralną bezpośrednio wynikającą z nauczania Pisma Świętego, niezmiennie uznawaną przez Tradycję Kościoła i jednomyślnie głoszoną przez jego Magisterium. Ta jednomyślność jest oczywistym owocem owego „nadprzyrodzonego zmysłu wiary”, wzbudzonego i umacnianego przez Ducha Świętego, który chroni od błędu Lud Boży, gdy „ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów”.

    Wobec stopniowego zacierania się w sumieniach i w społeczeństwie świadomości, że bezpośrednie odebranie życia jakiejkolwiek niewinnej ludzkiej istocie, zwłaszcza na początku i na końcu jej egzystencji, jest absolutnym i ciężkim wykroczeniem moralnym, Magisterium Kościoła nasiliło swoje wystąpienia w obronie świętości i nienaruszalności życia ludzkiego. Z Magisterium papieskim, które szczególnie często powracało do tego zagadnienia, było zawsze złączone nauczanie biskupów, zawarte w licznych i obszernych dokumentach doktrynalnych i duszpasterskich, ogłaszanych zarówno przez Konferencje Episkopatów, jak i przez poszczególnych biskupów. Również Sobór Watykański II poświęcił tej sprawie zwięzłą, ale stanowczą i jednoznaczną wypowiedź.

    Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

    Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”.

    Pod względem prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać. Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim «nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy absolutnie równi”. (…)


    Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne ” (tamże, n. 57 i 62) [4].

    Nauczanie katolickie jest więc jasne, nigdy i nigdzie, w jakichkolwiek okolicznościach nie ma się moralnego prawa do bezpośredniego oraz zamierzonego zabicia niewinnej osoby ludzkiej. Tą prawdę niestety – najpewniej nieświadomie – poddają w wątpliwość tak redaktor Michał Murgrabia, jak i ks. Szymon Bańka z Bractwa św. Piusa X.

    Zasada podwójnego skutku a absolutny zakaz aborcji

    Ktoś może jednak powie, że sytuacja zagrożenia życia matki stwarza swoisty moralny pat, gdyż nie da się zeń wyjść bez zabicia którejś z niewinnych osób, a więc albo dziecka, albo matki. Otóż bardzo ważnym elementem w zakazie zabijania niewinnych osób ludzkich jest stwierdzenie, iż nigdy nie wolno tego czynić w sposób bezpośredni oraz zamierzony. Nie jest jednak w sposób absolutny zakazane pośrednie i niezamierzone spowodowanie śmierci niewinnej osoby. Wynika to choćby z tradycyjnie nauczanej przez moralistów katolickich zasady tzw. podwójnego skutku.
    Reguła ta pozwala na czynienie aktów, które ze swej istoty są albo dobre, albo też neutralne moralnie, jednak z którymi wiąże się mniejsze lub większe ryzyko wystąpienia złych skutków [5]. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia np. w przypadku zagadnień związanych z ciążą zagrażającą życiu matki. Jasnym jest, iż nigdy, nawet dla ratowania życia matki, nie wolno jest dokonać aborcji. Byłoby to bowiem złamanie zasady mówiącej, iż „Cel nie uświęca środków”. W ten sposób zgodzilibyśmy się, iż w szlachetnym celu (ratowania niewinnego życia matki) można sięgnąć po zły i niegodziwy środek (morderstwo niewinnego i bezbronnego dziecka). Tym samym zniszczylibyśmy jedno niewinne życie, by ratować innego niewinnego. Zamordowalibyśmy jednego człowieka, by uleczyć innego. W tak dramatycznych okolicznościach jedyne co jest dopuszczalne; to poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmiercenie dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego życia celem ratowania innego niewinnego człowieka, ale jedynie przewiduje się, że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację, w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować, kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko, może nie zdążyć pomóc matce. Nie mniej jednak ów strażak nie ma prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi, po to by łatwiej mu było ratować pozostałych.

    Każda aborcja jest zakazana, ale nie każda musi ściągać na sumienie osobistą winę grzechu ciężkiego

    Warto też dodać, iż absolutny i nieznający żadnych wyjątków zakaz bezpośredniej aborcji nie musi oznaczać, że zakłada się domniemanie ciężkiej osobistej winy u dokładnie wszystkich osób, które dopuściły się tego czynu. Owszem, aborcja jako taka jest materią grzechu ciężkiego, ale do zaistnienia osobistej winy grzechu śmiertelnego potrzebna jest jeszcze pełna świadomość oraz pełna dobrowolność. Gdy brak jest przynajmniej jednego z tych czynników, nie możemy mówić o zaistnieniu grzechu śmiertelnego. Coś, co obiektywnie rzecz biorąc, jest ciężkim wykroczeniem przeciw Bożemu prawu, subiektywnie może obciążać sprawcę jedynie w stopniu lekkim. Może się nawet zdarzyć, iż sprawca danego czynu był tak bardzo nieświadomy zła, które popełniał, albo subiektywnie czuł, iż jego wolność jest całkowicie skrępowana, iż nie zaciągnął na swe sumienie nawet grzechu powszedniego. Rzecz jasna, różne ekstremalne okoliczności oraz chwalebne intencje należą do tego rodzaju czynników, które mogą w znacznym stopniu utrudnić rozeznanie zła danego czynu, oraz skrępować dobrowolność podejmowanych decyzji. Najbardziej skrajne okoliczności nie usuwają jednak zła danych czynów, nie czynią ich uprawnionymi, nie przemieniają je z rzeczy niemiłych Panu Bogu i zawsze zakazanych, w coś dozwolonego oraz miłego, albo przynajmniej obojętnego Stwórcy. Jedyne, co w obliczu takich skrajnych okoliczności może ulec zmianie, to ocena indywidualnej odpowiedzialności sprawcy. Nie można jednak powiedzieć, iż strach, niewiedza i tym podobne okoliczności, dają nam prawo do czynienia zła. Zmniejszą one, a czasami nawet eliminują naszą moralną odpowiedzialność, ale nie jest to równoznaczne z przyznaniem, iż wolno jest nam popełniać pewne zło. Powiedzieć: „jeśli działałeś w wielkim strachu, być może nie zaciągnąłeś na swe sumienie grzechu”, nie jest tym samym, co stwierdzić: „jeśli będziesz działał w wielkim strachu, możesz skłamać albo czcić bożki, w takim wypadku jest to dozwolone”. Pierwsze z tych stwierdzeń jest prawdziwe; drugie stanowi już sytuacjonistyczną herezję. Nie wymierzenie kary za czyn stanowiący przestępstwo, nie zawsze jest tym samym, co stwierdzenie, iż w pewnych warunkach ów uczynek przestaje być przestępstwem.

    Zilustrujmy powyższą zasadę takim oto przykładem: Pewna niewiasta, słabo obeznana z prawdami wiary i moralności chrześcijańskiej, jeszcze gdy była dzieckiem, została porwana do domu publicznego. Przez wiele lat była ona bita, zastraszana i poniżana. Ta biedna dziewczyna subiektywnie rzecz biorąc, nie wiedziała jak wyrwać się z prostytucji i przeciwstawić się niemoralnym poleceniom swych „przełożonych”. Zawód, jaki praktykowała, był sam w sobie ciężką zniewagą Wszechmogącego, którego nikt i nic nie może uprawomocnić. Jednak bardzo prawdopodobne jest to, iż odpowiedzialność owej prostytutki była w tym wypadku znikoma. Uwaga; nie znaczy to jednak, iż można powiedzieć: „Dziewczęta, jeżeli zdarzy się, iż będziecie bite, poniżane, zastraszane: to trudno, możecie zgodzić się oddawać swe ciało za pieniądze, póki ta dramatyczna sytuacja nie ulegnie zmianie„. Jest to dokładnie na odwrót. Należy tu powiedzieć: „Nawet, jeśli będziecie bite, poniżane i zastraszane, nie macie prawa oddawać się prostytucji, albowiem obrazicie w ten sposób Pana Boga. Wszechmogący przyjdzie wam z pomocą w tych trudnych chwilach i ostatecznie nagrodzi wasze męstwo„. Trzeba bowiem pamiętać, iż nam może się jedynie wydawać, iż w ekstremalnych okolicznościach niemożliwe jest dochowanie wierności Bożym przykazaniom.

    Tak naprawdę, nigdy nie jesteśmy zmuszeni do popełnienia, któregokolwiek z wewnętrznie złych uczynków. Wszechmocny zawsze wspiera nas swą łaską i nie ma takiej sytuacji, w której musielibyśmy wybrać zło moralne. Jak uczył Jan Paweł II w punkcie nr 102 encykliki „Veritatis Splendor”:

    W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe. To niezmienne nauczanie Tradycji Kościoła tak ujmuje Sobór Trydencki: <<Żaden człowiek, choć usprawiedliwiony, nie może się uważać za zwolnionego z przestrzegania przykazań; nikt nie powinien podzielać błędnego mniemania, potępianego przez Ojców, wedle którego przestrzeganie Bożych przykazań jest dla człowieka usprawiedliwionego niemożliwe. Bóg bowiem nie nakazuje tego, co niemożliwe, lecz nakazując przynagla cię, byś czynił wszystko, co możesz, a prosił o to, czego nie możesz, On zaś pomoże ci, byś mógł, albowiem „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5, 3), a „jarzmo Jego jest słodkie i brzemię lekkie”>>” (por. Mt 11, 30). (Sobór Trydencki, Sesja VI, „Dekret o usprawiedliwieniu”, rozdz. 11).

    Na sam koniec tego artykułu chciałbym jednak dodać, że nie zarzucam ani ks. Szymonowi Bańce, ani panu redaktorowi Michałowi Murgrabiemu złej woli. Myślę, że po prostu błądzą oni w kwestii aborcji nie z powodu uporu czy braku chęci podporządkowania się nauce katolickiej w tej sprawie, ale czynią to z braku dokładnej wiedzy na ten temat. Ten mój artykuł ma na celu zachęcić ich do dokładniejszego poznania doktryny Kościoła odnośnie aborcji, a następnie publicznego sprostowania głoszonych przez siebie błędów.

    W następnej części mego tekstu omówię kolejną z dwuznaczności prezentowanych przez ks. Szymona Bańkę, a mianowicie sugestię, iż popieranie tzw. aborcji co prawda jest grzechem, ale nie stanowi herezji.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Wszystkie cytowane w tym artykule wypowiedzi ks. Szymona Bańki oraz redaktora Michała Murgrabiego znajdują się pod następującym adresem internetowym: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg (minuty od 4. 54 do 8. 15).

    [2] Cytat za: Pius XI, encyklika „Casti Connubi”, Portal Opoka.org.pl,
    https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/casti_connubi_31121930.html

    [3] Cytat za: „50 pytań i odpowiedzi o aborcji”, Kraków, brw, s. 25.

    [4] Por. Jan Paweł II, „Evangelium Vitae”, wydawnictwo TUM, Wrocław 1995, s. 103 – 106.

    [5] Więcej na temat zasady podwójnego skutku można przeczytać w następującej pozycji książkowej: Evencio Cofreces Merino/ Ramon Garcia de Haro, „Teologia moralna fundamentalna”, Kraków 2004, s. 237-241.


  10. Czy projekt „Stop aborcji” całkowicie zakazywał mordowania nienarodzonych dzieci?

    Leave a Comment

    W swym ostatnim artykule pt. „Dlaczego Konfederacja?” zawarłem wyraziłem swą (raczej nie zbyt wielką) wątpliwość, czy aby na pewno projekt ustawy „Stop aborcji” poszerzającej ochronę życia nienarodzonych dzieci zakazywał bez żadnych wyjątków aborcji. Napisałem w tym tekście bowiem:

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci.

    Jeden z Czytelników zapytał, który konkretnie przepis owego projektu budzi pewne wątpliwości odnośnie tego, czy aby na pewno zakaz zabijania nienarodzonych dzieci miał charakter absolutny, a więc pozbawiony jakichkolwiek wyjątków? Odpowiadam. Chodzi mi o poniższy przepis owej projektowanej ustawy:

    2 § 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.

    Dlaczego uważam, powyższe sformułowanie za lekko dwuznaczne jeśli chodzi o to, czy daje ono furtkę dla jednego wyjątku od całkowitego zakazu aborcji? Ano, dlatego, że można na dwa sposoby rozumieć użyty tam termin: „śmierć dziecka jako następstwo działań leczniczych koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego„. Pierwszy z tych sposobów to odwołująca się do tradycyjnie katolickiej moralistyki jego wykładnia, której podtrzymuje się, że nigdy nie można w bezpośredni sposób zadać śmierci nienarodzonemu dziecięciu (np. rozrywając jego ciałko na kawałki czy też wstrzykując mu do organizmu truciznę), jednak dopuszczalne są inne zabiegi medyczne, które w swym przebiegu nie polegają na zabijaniu dziecka, ale jednym z ich następstw może być/lub nawet będzie jego śmierć (dajmy na to chemioterapia podawana chorej na raka kobiecie). Wówczas to śmierć nienarodzonego dziecięcia nie jest zamierzona ani jako cel ani jako środek prowadzący do dobrego celu, ale stanowi uboczny skutek głównego działania, które jako takie nie polega na zabijaniu poczętego dziecięcia. Gdyby przyjąć taką interpretację cytowanego wyżej fragmentu projektu ustawy „Stop aborcji” to należałoby stwierdzić, iż rzeczywiście nie przewidywał on żadnych wyjątków od całkowitego zakazu aborcji.

    Jest jednak możliwa druga, odwołująca się do bardziej potocznego rozumienia, interpretacja tego zapisu. Większość ludzi, w tym nawet konserwatywnych katolików, uważa bowiem, że nawet bezpośrednie przerwanie ciąży, jest moralnie dozwolone, wówczas, gdy jest to konieczne do ratowania życia matki. Takie osoby mogą nawet unikać nazywania zabicia poczętego dziecka w tych okolicznościach mianem aborcji, a za to mówić właśnie np. o „koniecznych działaniach leczniczych” lecz nie będzie to zmieniać faktu, iż przez takowe „działania lecznicze” rozumieją oni również np. czynności w sposób bezpośredni polegające na odebraniu dziecku życia (dajmy na to wyssanie z kobiecego łona dziecięcego ciała). Po prostu jako „konieczne dla ratowania życia matki działanie lecznicze, którego następstwem jest śmierć dziecka” rozumieją oni bezpośrednią aborcję, nawet jeśli nie chcą przy tym w sposób jawny i literalny wspominać o brutalnych szczegółach tyczących się owego „koniecznego zabiegu”.

    Z tego powodu uważam, że cytowany przepis projektu „Stop aborcji” był co najmniej lekko dwuznaczny, jeśli chodzi o to, czy zakazywano w nim wszelkich bezpośrednich aborcji czy też czyniono od tej zasady jeden wyjątek. Gwoli jasności powinno się w treści owego przepisu dodać sformułowanie, iż przez „konieczne działania lecznicze” nie mogą być rozumiane zabiegi w sposób bezpośredni polegające na uśmiercaniu poczętego dziecięcia. Wówczas, rzeczywiście byłoby na 100 procent jasne i jednoznaczne, iż projekt ustawy całkowicie i bez żadnych wyjątków zakazuje wszelkich bezpośrednich aborcji zamierzonych jako cel lub też jako środek prowadzący do dobrego celu.

    Oczywiście, przy tej okazji można zadać pytanie, czy aby na pewno prawny zakaz aborcji powinien być absolutny, gdyż nie zezwalając na zabicie nienarodzonego dziecięcia nawet w przypadku poważnego zagrożenia życia matki? O ile bowiem Boże prawo moralne zobowiązuje czasami do wyboru zachowań o charakterze heroicznym (np. nie wolno cudzołożyć nawet jeśli w przeciwnym razie czekałaby nas śmierć poprzedzona długimi torturami) o tyle zasadne wydaje się pytanie, czy prawo karne i cywilne winno zmuszać ludzi do heroizmu (a matka, która woli umrzeć niż poddać się aborcji z pewnością jest heroiczna)?

    Cóż – mimo wszystko – sądzę, iż w tym konkretnym wypadku prawo ludzkie winno na matkę nakładać obowiązek heroicznego zachowania się. Rzecz jasna, złamanie tego obowiązku nie powinno być w tej sytuacji obwarowane surowymi sankcjami karnymi – przeciwnie, należałoby w takich przypadku stosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Tym nie mniej samo prawo zakazujące aborcji nie powinno przewidywać żadnych wyjątków. Według mnie przemawiają za tym dwie przesłanki. Po pierwsze: zadaniem rządzących jest stanie na straży porządku sprawiedliwości. Bezpośrednie zamordowanie niewinnej osoby ludzkiej jest jednak zawsze aktem niesprawiedliwości. Nawet jeśli konsekwencją niezabicia takiej osoby będzie śmierć innej osoby to i tak niczego to nie zmienia. Niewinne dziecko nie zagraża życiu swej matki w sposób zamierzony i intencjonalny. Nie jest ono więc niesprawiedliwym napastnikiem, więc jego życie powinno być – również przez prawo ludzkie – chronione. Po drugie: nie widzę w nauczaniu katolickim o słuszności prawnego zakazu aborcji żadnych wyjątków. Przeciwnie, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2273 powtarza nauczanie Kongregacji Nauki Wiary zawarte w instrukcji „Donum vitae”:

    W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa… Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw” (podkreślenie moje – MS).

    A więc, innymi słowy, władze cywilne powinny karać każdą aborcję.

    Mirosław Salwowski