Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: św. Tomasz z Akwinu

  1. Szczepionki na Covid-19 można przyjmować z czystym sumieniem (reszta to skrupulantyzm)

    Możliwość komentowania Szczepionki na Covid-19 można przyjmować z czystym sumieniem (reszta to skrupulantyzm) została wyłączona

    W środowiskach co bardziej konserwatywnych i tradycyjnych katolików bardzo popularne wydają się być twierdzenia lub sugestie mające dowodzić rzekomej niemoralności albo przynajmniej wysokiej kontrowersyjności etycznej szczepionek, jakie podawane są w celu ochrony przed zarażeniem się Covid-19. Osobiście, nie ukrywałem, że zdecydowanie nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy, czemu dałem swój wyraz między innymi przez publikację artykułu pt. Czy moralnie dozwolone jest przyjmowanie szczepionek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich?. Tekst ten był w dużej mierze przytoczeniem wywodów sekretarza generalnego Bractwa św. Piusa X, ks. Arnauda Sélégny. Nie ukrywam, że i dziś zamierzam pójść na łatwiznę i ten poniższy artykuł oprzeć w głównej mierze na tekście innego autora, a mianowicie amerykańskiego filozofa i jednego ze współczesnych tomistów, dr. Edwarda Fesera. Człowiek ten niedawno opublikował na swym blogu wedle mnie kapitalny artykuł, w którym z jednej strony obala rzekomą niemoralność przyjmowania wspomnianych wyżej szczepionek, z drugiej zaś krytykuje próby ustawowego zmuszania ludzi do ich przyjmowania. Tekst ten nosi tytuł “The Catholic middle ground on Covid-19 vaccination” i można go w całości przeczytać pod tym linkiem. Jako że w tym konkretnym artykule zamierzam się skupić na polemice z tezą o rzekomej moralnej niedopuszczalności przyjmowania szczepionek przeciw Covid-19 przytoczę obszerne fragmenty tekstu dr. Fesera odnoszące się konkretnie do tego aspektu zagadnienia. Niektóre ze sformułowań użytych przez autora tego artykułu pozwolę sobie pominąć albo też zastąpić innymi wyrażeniami. Zaznaczam też, że w tym tekście nie zamierzam wypowiadać się na temat medycznych zagrożeń związanych ze szczepionkami przeciw Covid-19: chodzi mi tylko o polemikę z błędną tezą zakładającą, iż fakt wykorzystywania przy ich testowaniu (albo i nawet produkcji) linii komórkowych uzyskanych w wyniku aborcji czyni ich przyjmowanie czymś niemoralnym.

    Gwoli ścisłości i precyzji część tego tekstu, w której – po pewnych niezbyt wielkich poprawkach – przytaczam artykuł dr. Edwarda Fesera znajduje się pomiędzy znakiem “trzech gwiazdek”, jakie poniżej zamieszczam.

    ***

    Rozważmy zatem główne argumenty tych, którzy twierdzą, że katolicy są moralnie zobowiązani do odmowy szczepień:

    1. Czy wykorzystanie płodowych linii komórkowych w opracowywaniu szczepionek nie czyni ich niemoralnymi?

    Niektórzy katolicy, w tym pewni prominentni duchowni i komentatorzy katoliccy, twierdzili, że przyjmowanie szczepionek jest z natury złem, ponieważ zostały one opracowane przy użyciu linii komórkowych pochodzących z płodów abortowanych kilkadziesiąt lat temu. To doprowadziło niektórych innych katolików do kryzysu sumienia. Chcieliby przyjąć jedną ze szczepionek – czy to dlatego, że obawiają się Covid-19, czy dlatego, że odmowa szczepienia może kosztować ich pracę, możliwość chodzenia do szkoły itp. – ale powiedziano im, że ciężko by zgrzeszyli, gdyby tak postąpili.  Wspomniani duchowni i komentatorzy nalegali, że wiara katolicka wymaga od nich w tej sprawie nawet heroicznego sprzeciwu, jeśli trzeba – podobnego do oporu wczesnych chrześcijańskich męczenników, którzy odmawiali składania ofiar pogańskim bogom. 

    Nie można zbyt mocno podkreślać, że to twierdzenie jest fałszywe, a Kościół oficjalnie je odrzucił , tak że żaden katolik nie ma prawa oskarżać innych o grzech z powodu przyjęcia szczepionki . Odnoszące się do tego zasady moralne są jasne, mają znamię niezaprzeczalnej ortodoksji i od dawna stosowane są w katolickiej teologii moralnej. Jak konsekwentnie nauczali św. Paweł Apostoł, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, św. Alfons Liguori oraz Tradycja i Magisterium Kościoła, nie jest wewnętrznie złym czerpanie korzyści z dobra, które jest wynikiem jakichś złych czynów z przeszłości. 

    Na przykład św. Paweł Apostoł nauczał, że spożywanie mięsa składanego w ofierze bożkom nie jest niemoralne samo w sobie (patrz:1 Koryntian 8:1).  Św. Augustyn uczył, że nie jest niczym złym korzystanie z przysięgi, którą poganin składa fałszywym bogom. Św. Tomasz z Akwinu pisał, że jest moralnie dozwolone pożyczanie od pożyczkodawcy, który zarabia na lichwie.  Coś może być jako takie dobre nawet jeśli korzyść wynikła z tego działania stała się efektem wcześniejszego złego moralnie działania innych osób. To, że pewien kawałek mięsa był zaangażowany w ciężki grzech bałwochwalstwa, nie czyni w żaden sposób z samego mięsa , ani z jego jedzenia, czegoś moralnie złego. To, że pewne pieniądze zostały zarobione na lichwie i są ci one pożyczane w lichwiarski sposób, nie czyni złym tego, że ty pożyczasz te pieniądze. Innym przykładem może być tu wiedza medyczna, która została zdobyta w wyniku bardzo niemoralnych eksperymentów prowadzonych przez nazistowskich naukowców. To, że wiedza została zdobyta w zły sposób, nie czyni samej tej wiedzy , ani korzystania z niej, złem.

    Coś podobnego można powiedzieć o szczepionkach przeciw Covid-19 i sposobie ich opracowywania. Na przykład szczepionki Pfizer i Moderna miały być testowane przy użyciu linii komórkowych pochodzących z aborcji dokonanych kilkadziesiąt lat temu.  Ale to nie czyni samych szczepionek i ich zażywania złymi (tę kwestię dr. Edward Feser omawiał szerzej w jednym ze swych wcześniejszych postów). To, czego naucza św. Tomasz z Akwinu, odnosi się do szczepionek nie mniej niż do innych przykładów:

    Zgodzić się z kimś w niegodziwości to jedno; inną rzeczą jest wykorzystanie czyjejś niegodziwości dla dobra. Albowiem ten, kto aprobuje, aby inny czynił nieprawość i kto być może nakłania do tego drugiego, zgadza się z drugim w niegodziwości, a to zawsze jest grzechem śmiertelnym. Ale ten, kto zamienia zło, które inny wyrządza, na jakieś dobro, wykorzystuje zło drugiego dla dobra, a nawet Bóg w ten sposób wykorzystuje grzechy ludzi i wyprowadza z grzechów dobro. I tak też jest dozwolone, aby ludzie wykorzystywali grzech drugiego dla dobra . ( O złu , q. XIII, a. 4, ad 17, przekład Regana )

    Tych, którzy są zainteresowani szczegółami rozumowania moralnego, o którym tutaj mowa (takimi jak stosowność zasad dotyczących podwójnego skutku, daleka współpraca materialna w wykroczeniach itp.), zachęcamy do zapoznania się z artykułem ks. Sullivana i Pereira, a także broszurą prof. Roberto De Mattei „O moralności szczepień”.  (broszura De Mattei była przez pewien czas dostępna do bezpłatnego pobrania od wydawcy, niestety aktualnie wydaje się, że nie istnieje odsyłający do niej link). Ale odnośne zasady moralne są znowu starożytne, a ich zastosowanie do uzasadnienia stosowanie szczepionek mających bardzo odległy związek z przeszłymi aborcjami jest od dziesięcioleci popierane przez ortodoksyjnych katolickich teologów moralnych. W tym miejscu doprecyzuję tylko, to co już jest widoczne w przytoczonej wyżej wypowiedzi św. Tomasza z Akwinu. A więc, w zasadzie wyrażającej zgodę na czerpanie pewnego rodzaju korzyści z grzechu innych osób nie chodzi o to, że ów grzech się w sposób pozytywny aprobuje. Gdyby wszak dana osoba chcąca zgrzeszyć w ten czy inny sposób przyszła do nas i powiedziała nam o swym zamiarze, mówiąc, że odniesiemy z tego jakąś korzyść, my nie mielibyśmy żadnego moralnego prawa pochwalić czy zachęcić jej do zrealizowania tego bezbożnego postępku. Jeśli już jednak dany grzech zaistniał bez naszej zachęty, pochwały czy nakazu, to nie jest wewnętrznie złe, odnieść z niego jakieś korzyści.

    Samo Magisterium Kościoła oficjalnie potwierdziło to rozumowanie w co najmniej trzech dokumentach. Uczyniło to w dokumencie z 2005 roku przygotowanym za pontyfikatu Jana Pawła II oraz w dokumencie z 2008 roku wydanym za pontyfikatu Papieża Benedykta XVI. Trzeci i najnowszy dokument po prostu odnosi do szczepionek przeciw Covid-19 zasady nauczane już we wcześniejszych dokumentach odnośnie do innych szczepionek, których produkcja miała odległy związek z przeprowadzeniem aborcji.  O ile mi wiadomo, większość osób wyrażających sceptycyzm wobec najnowszego dokumentu Watykanu (czyli tego z grudnia 2020 roku) nie zgłaszała sprzeciwu wobec wcześniejszych w momencie ich ukazania się, mimo że wyrażane w nich zasady są takie same.     

    Moralna dopuszczalność szczepionek przeciwko Covid-19 została potwierdzona przez wielu wybitnych ortodoksyjnych katolickich teologów moralnych w oświadczeniach wydanych przez Ethics and Public Policy Center oraz National Catholic Bioethics Center.  Zostało to potwierdzone przez wybitnych tradycjonalistycznych katolików, takich jak Roberto de Mattei, ks. Johna Hunwickego , ks. Richarda Cipollę i ks. Arnauda Sélégny, sekretarza generalny Bractwa św. Piusa X.   Potwierdził to prof. Josef Seifert i prof. Adrian Vermeule, znani ze swojej obrony katolickiej prawowierności.  Zostało to potwierdzone przez arcybiskupa Georga Gänsweina i samego papieża emeryta Benedykta XVI.  Oczywiście żadna z tych osób nie jest nieomylna, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że byłoby absurdem przypuszczać, że duchowni i myśliciele tacy jak wyżej wymienieni – z których wszyscy mają długoletnią reputację ortodoksji, zagorzałego sprzeciwu wobec aborcji i swej zdolności do przeciwstawiania się popularnym opiniom – wszyscy oni w jakiś sposób sprzedają się aborcyjnemu przemysłowi, liberalizmowi, czy cokolwiek innego, o co zarzuca się katolickim obrońcom szczepionek. Zajmują oni takie, a nie inne stanowisko w sprawie szczepionek Covid-19, ponieważ po prostu wynika one bezpośrednio z tradycyjnej katolickiej teologii moralnej. Tylko tyle i aż tyle.

    Niektórzy twierdzą, że grzech aborcji jest tak poważny, że nawet bardzo odległy związek między szczepionkami a aborcją, która miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, wystarczy, by uznać korzystanie z nich za niemoralne. Jednakże waga grzechu sama w sobie nie wpływa na rozważane rozumowanie moralne. Na przykład, jak czytamy w “Encyklopedii Katolickiej”, „samo w sobie bałwochwalstwo uważa się za największy z grzechów śmiertelnych”. A jednak św. Paweł Apostoł miał rację, nauczając, że spożywanie mięsa ofiarowanego bożkom nie jest niczym złym, pomimo jego bardzo bliskiego związku z ciężkim grzechem bałwochwalstwa i pomimo pisania swych pouczeń w czasie, gdy grzech ofiarowania mięsa bożkom był (w przeciwieństwie do naszych współczesnych realiów) nadal bardzo częsty. Oczywiście św. Paweł Apostoł uściślił swoje nauczanie, nalegając również, by chrześcijanie unikali wywoływania zgorszenia – poniżej wrócimy do tego aspektu. W tej chwili chodzi o  ciężar grzechu, czy to bałwochwalstwa, aborcji czy czegokolwiek innego. Ciężkość danego występku sama w sobie nie oznacza, że ​​niemoralne jest czerpanie korzyści z czegoś, co jest w niewielkim stopniu powiązane z grzechem.

    2. Czy katolik może lekceważyć oświadczeń Kongregacji Nauki Wiary (KNW) w tej sprawie, ponieważ oświadczenia te nie są nieomylne?

    Niektórzy katolicy, którzy twierdzą, że szczepionki są wewnętrznie złe, przypuszczają, że nie są zobowiązani do zgadzania się z oświadczeniami Kongregacji Nauki Wiary w tej sprawie, ponieważ te oświadczenia nie są deklaracjami nieomylnymi.  Jednak ci sami katolicy słusznie odrzucają tę racjonalizację sprzeciwu, gdy jest ona głoszona przez “postępowych” czy “liberalnych” katolików. I słusznie, gdyż Kościół naucza, że ​​katolicy są zwykle zobowiązani do „przyzwolenia religijnego” nawet na nie-nieomylne, autorytatywne oświadczenia Magisterium.

    Prawdą jest, że mogą wystąpić rzadkie przypadki, w których bardzo silne domniemanie zgody może zostać zignorowane, jak przyznaje instrukcja KNW Donum Veritatis i jak szczegółowo dr. Edward Feser omówił to w innym miejscu . Ale te warunki nie mają zastosowania w tym przypadku. Wydaje się, że niektórzy katolicy sądzą, że ponieważ papież Franciszek złożył doktrynalnie problematyczne oświadczenia w innych sprawach (takich jak np. kara śmierci), mogą odrzucić nauczanie KNW na temat szczepionek przeciwko Covid-19.  Jednakże jest to błędny wniosek, a przypadki te nie są w żaden sposób podobne czy równoległe.

    Kłopot z problematycznymi stwierdzeniami doktrynalnymi, o których mowa, polega na tym, że są one co najmniej dwuznaczne, tak że bardzo łatwo je interpretować jako sprzeczne z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Na przykład, wprowadzona przez papieża Franciszka poprawka do Katechizmu tycząca się kary śmierci, nie stwierdza wprost i jednoznacznie, iż takowa sankcja karna stanowi coś wewnętrznie złego, jednak Franciszek powiedział rzeczy, które bardzo mocno sugerują, że tak jest w rzeczywistości. Ponadto obecny papież nie odpowiedział na prośby o potwierdzenie tradycyjnego nauczania o tym, że ​​kara śmierci może przynajmniej co do zasady być czymś moralnie prawowitym.  

    Oświadczenia KNW dotyczące szczepionek wcale tak nie wyglądają.  Są one całkowicie proste i jednoznaczne, zostały wydane właśnie w odpowiedzi na prośby o wyjaśnienie i są zgodne z tradycyjnymi zasadami katolickiej teologii moralnej i dawnym nauczaniem Magisterium. 

    Co więcej, kiedy Donum Veritatis przyznaje, że mogą zaistnieć przypadki, w których wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego są otwarte na krytykę, to bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, iż ​​są to rzadkie przypadki. Ponadto dokument ten stwierdza, że wszelkie zastrzeżenia muszą być podnoszone z szacunkiem i dużą ostrożnością oraz że zarzutów tych nie można uzasadniać jedynie przekonaniem, że prawdziwość oświadczenia Urzędu Nauczycielskiego nie jest pewna lub że nie jest tak prawdopodobna, jak jakiś przeciwny pogląd. Donum veritatis nie daje zatem nikomu licencji, by po prostu nie zgadzać się z oświadczeniami KNW. Podobnie, niezgodne z duchem nauczania tego dokumentu jest traktowanie choćby i renomowanych duchownych czy komentatorów katolickich jako bardziej wiarygodnych i alternatywnych tłumaczy ortodoksji katolickiej niż Kongregacja Nauki Wiary.

    Oto inny sposób, aby zobaczyć sens powyższych wywodów. Jeśli ktoś mówi: „Kara śmierci nie jest wewnętrznie zła”, nie sprzeciwia się temu co aktualnie na ten temat głosi Katechizm Kościoła Katolickiego. Rzeczywiście, taka osoba jest po prostu powtarza rzeczy, które papieże i Magisterium zawsze nauczali. Dla kontrastu, jeśli ktoś mówi: „Zażywanie jakiejkolwiek szczepionki mającej choćby odległy związek z jakąś przeszłą aborcją, takie jak szczepionki Covid-19, jest z natury złem”, to sprzeciwia się temu, czego nauczało Magisterium oraz – implicite – co w kwestiach współpracy ze złem nauczali tradycyjni teologowie. 

    Zrozumiałe jest, że wygłaszanie przez papieża Franciszka pewnych mocno dwuznacznych, a może i czasami otwarcie błędnych tez Kościoła skusiło niektórych katolików do zaprzeczenia ogólnej wiarygodności aktualnego Magisterium. Ale tej pokusie trzeba się oprzeć. Papież będzie musiał odpowiedzieć Chrystusowi za spowodowanie tej pokusy, ale będziemy musieli odpowiedzieć Chrystusowi, jeśli mu się poddamy. 

    3. Czy nie wywołujemy skandalu za pomocą szczepionek, nawet jeśli związek z aborcją jest odległy?

    Jak już powyżej zauważono, chociaż św. Paweł Apostoł nauczał, że spożywanie mięsa ofiarowanego bożkom nie jest niczym złym, uczył także ówczesnych chrześcijan, aby unikali tego, gdy mogłoby to zgorszyć ich braci.   Z tego samego powodu, czy nie powinniśmy unikać przyjmowania szczepionek przeciwko Covid-19, nawet jeśli nie jest to wewnętrznie złe, ponieważ zażywanie ich może wywołać skandal?

    Nie ma jednak istotnej paraleli z przypadkiem, o którym mówił św. Paweł Apostoł. On miał bowiem na myśli chrześcijan, którzy nie wiedzieli, że spożywanie mięsa ofiarowanego bożkom nie jest niczym złym, i którzy, gdyby byli zachęcani do jego spożywania, mogliby zatem zrobić coś, co (błędnie) uważali za złe. I nigdy nie powinniśmy robić czegoś, co szczerze uważamy za złe, nawet jeśli mylimy się w tej ocenie.  Jednak w przypadku przyjmowania szczepionek na Covid-19 katolicy mogą być pewni, że nie jest to złe, ponieważ sam Kościół autorytatywnie tak powiedział dokładnie, aby sumienia wiernych mogły być w tej sprawie spokojne. 

    Jednakże nadal może się wydawać, że istnieje inny rodzaj zgorszenia, o który musimy się martwić. Czyż niektórzy ludzie nie mogliby wszak dojść do wniosku, że mimo wszystko katolicy nie mogą być tak mocno przeciwni aborcji, jeśli chcą stosować takie szczepionki?  Gdyby jednak wyciągnęli taki wniosek, rozumowaliby błędnie, ponieważ konkluzja taka stąd nie wynika. Równie dobrze można by powiedzieć, że św. Paweł Apostoł nie był tak bardzo przeciwny bałwochwalstwu, ponieważ pozwolił chrześcijanom jeść mięso ofiarowane bożkom; albo że św. Tomasz z Akwinu nie był tak bardzo przeciwny lichwie, ponieważ nauczał, że chrześcijanie mogą pożyczać pieniądze od lichwiarzy. 

    Kościół dał również jasno do zrozumienia, że ​​katolicy powinni protestować przeciwko faktowi, że istnieją jakiekolwiek produkty, czy to szczepionki, czy cokolwiek innego, które mają choćby odległy związek z aborcją – nie dlatego, że używanie tych produktów jest złe, ale dlatego, że aborcja jest zła. I dlatego Kościół naucza również, że katolicy jako środek protestu powinni używać alternatywnych szczepionek, gdy tylko są one dostępne.

    Należy jednak zauważyć, że w związku z tym nie ma nic szczególnego w szczepionkach Covid-19. Niektórzy katolicy nalegali, aby wszyscy odmówili stosowania szczepionek przeciwko Covid-19, jako środka protestu przeciwko aborcji. Jednak przed pandemią nie było podobnie powszechnego i żarliwego protestu przeciwko szczepionkom na odrę, świnkę, różyczkę, ospę wietrzną i zapalenie wątroby – pomimo faktu, że wiele takich szczepionek zostało również opracowanych z wykorzystaniem linii komórkowych pochodzących z abortowanych dzieci. Skąd więc fiksacja na szczepionkach Covid-19, tak jakby były one w jakiś sposób wyjątkowo podejrzane?

    Ten podwójny standard sam w sobie grozi wywołaniem skandalu. Sprawia to wrażenie, iż ludzie, którzy odmawiają przyjęcia szczepionek Covid-19 w imię obrony życia, kłócą się w złej wierze – że są mniej zainteresowani protestem przeciwko aborcji niż znalezieniem przydatnej broni retorycznej do zastosowania przeciwko szczepionkom, których nie lubią z innych powodów (co może być dobrymi powodami, ale nie ma to znaczenia w kontekście tych naszych rozważań). 

    Istnieje również inne potencjalne źródło skandalu w tej fiksacji na temat rzekomo złego charakteru szczepionek Covid-19.  Jak niedawno zauważył prof. Roberto De Mattei :

    Przez wieki Kościół katolicki zawsze walczył z deformacjami swojej doktryny moralnej na obu skrajnościach.   Z jednej strony laksyzm oznaczający negację absolutów moralnych w imię prymatu sumienia, z drugiej zaś rygoryzm oznaczający skłonność do tworzenia praw i nakazów, których nie przedstawia moralność katolicka .

    Jako przykłady rygoryzmu przytoczyć można skłonność montanistów do fanatycznego poszukiwania męczeństwa nawet wtedy, gdy nie było to konieczne, oraz postawę donatystyczną odmawiającą uznania władzy grzesznych prałatów. Z błędnym rygoryzmem mamy do czynienia, gdy katolik przedstawia wymagającą, ale opcjonalną naukę teologiczną, praktykę duchową lub zasadę moralną, o której jest osobiście przekonany, jak gdyby obowiązywała ona wszystkich katolików. Rygoryzm jest szczególnie kuszącą przesadną reakcją, gdy Kościół i świat popadły w ostry laksyzm, jak ma to miejsce dzisiaj. Ale trzeba się temu oprzeć. Jak mówi De Mattei:

    Tylko Kościół ma prawo określać prawo moralne i jego obowiązkowy charakter. Każdy, kto twierdzi, że zajmuje miejsce władzy kościelnej narzucając nieistniejące normy moralne, ryzykuje popadnięciem w schizmę i herezję, co niestety już miało miejsce w historii.

    Duchowni i komentatorzy katoliccy, którzy twierdzą, że wszyscy katolicy muszą odmówić szczepień pod groźbą grzechu, którzy utrzymują, że oficjalny osąd Kościoła w tej sprawie należy zignorować, i którzy oskarżają innych katolików, którzy się z nimi nie zgadzają, o zdradziecki kompromis z wrogami Wiary są wyraźnie winni rygoryzmu w tym sensie. Rzeczywiście, są winni poważnego skandalu, ponieważ takie skrajne poglądy zachęcają do schizmy (bez względu na to, czy mają taki zamiar, czy nie). Ich wstręt i przerażenie wobec tchórzostwa, korupcji i heterodoksji wielu prałatów Kościoła są całkowicie zrozumiałe. Ale to nie usprawiedliwia ustanawiania siebie jako alternatywnego magisterium.      

    ***

    Na sam koniec dodam już od siebie, że radykalni antyszczepionkowcy nie dość, że szerzą szkodliwy skrupulantyzm (doszukując się grzechu tam gdzie go nie ma), to wydają się nieraz być wyjątkowo niekonsekwentni w swej “moralnej” gorliwości. W rzeczywistości bowiem można podać w życiu zawodowym i społecznym przykłady wielu sytuacji, w których występuje albo bliska materialna współpraca ze złem albo też można poważnie zastanawiać się, czy nie mamy już do czynienia z bezpośrednim udziałem w grzechu. Przykładem bliskiej materialnej współpracy ze złem może być sprzedaż pism pornograficznych, prezerwatyw i innych środków antykoncepcyjnych. W naszym kraju uczestniczy w tym procederze zapewne kilkaset tysięcy ludzi (ekspedientki, aptekarze, itp). Przykładem zaś czegoś, co może być już podejrzewane o bezpośrednie uczestnictwo w grzechu kłamstwa jest zaś podpisywanie przez pracowników fikcyjnych oświadczeń o przejściu szkolenia BHP. Nie słyszałem jednak, by tego rodzaju sytuacje były szeroko i publicznie omawiane przez duchownych oraz publicystów katolickich. Co więcej nawet na fali współczesnego “antyszczepionkowego” skrupulantyzmu ci, którzy go propagują, nie wydają się dostrzegać w swej gorliwości owych i tym podobnych, a przecież o wiele bardziej kontrowersyjnych niż przyjmowanie szczepionek aktów współpracy ze złem? Czy nie mamy tutaj więc do czynienia z czymś podobnym do “przecedzania komara, a połykania wielbłąda” (por. Mateusz 23: 23-26)?

    Opracował w oparciu o wzmiankowany powyżej artykuł dr. Edwarda Fesera – Mirosław Salwowski

  2. Św. Tomasz z Akwinu: Dlaczego nierząd (seks osób wolnych) jest zawsze zły

    Możliwość komentowania Św. Tomasz z Akwinu: Dlaczego nierząd (seks osób wolnych) jest zawsze zły została wyłączona

    Z tego, co powiedzieliśmy, okazuje się, że niesłuszne jest stanowisko tych, którzy twierdzą, że nierząd nie jest grzechem. Podają oni bowiem przykład niewiasty, niezwiązanej małżeństwem, niebędącej pod niczyją władzą: ani ojca, ani nikogo innego. Jeśli ktoś za jej zezwoleniem z nią obcuje, nie czyni jej krzywdy, może ona bowiem robić, co jej się podoba, i rozporządza swym ciałem. Nie czyni też krzywdy nikomu innemu, skoro przyjmujemy, że nie jest pod niczyją władzą. Wydaje się więc, że nie ma tu grzechu.

    Jeśliby ktoś powiedział, że czyni się krzywdę Bogu, nie wydaje się to odpowiedzią wystarczającą. Nie obrażamy bowiem Boga, jeżeli równocześnie nie działamy też przeciw naszemu własnemu dobru, jak to wyżej powiedzieliśmy [III, 21]. Nie wydaje się zaś, by to się sprzeciwiało dobru człowieka. A więc nie wydaje się, by się jakaś krzywda działa Bogu.

    Podobnie nie wydaje się wystarczającą odpowiedzią, że krzywdę czyni się tu bliźniemu przez zgorszenie. Zdarza się bowiem, że się ktoś gorszy tym, co samo w sobie nie jest grzechem, a staje się w ten sposób grzechem przypadłościowo, lecz nad tym, czy jest grzechem sam w sobie.

    Należy więc szukać odpowiedzi w tym, co powiedzieliśmy powyżej. Powiedzieliśmy bowiem [III, 112n], że Bóg opiekuje się każdym, zgodnie z tym, co jest dla niego dobrem. Dobrem dla każdego jest zaś osiągnięcie swego celu, a złem jest odwrócenie się od właściwego celu. Należy zaś to rozważać tak odnośnie do całości, jak i do części, tak mianowicie, by każda część w człowieku i wszelki jego czyn osiągnął właściwy sobie cel. Nasienie męskie zaś, chociaż jest zbyteczne dla zachowania jednostki, konieczne jest jednak dla rozmnożenia gatunku. Inne zaś rzeczy zbyteczne, jak wydzieliny, mocz, pot i tym podobne, do niczego nie są potrzebne, dlatego tylko wydalenie ich jest dobrem dla człowieka. Co do nasienia zaś – nie chodzi o samą emisję, lecz by zostało wydane w celu zrodzenia, i to jest celem obcowania płciowego. Daremne byłoby zaś zrodzenie człowieka, gdyby za nim nie szło i należne wyżywienie, nie mogłoby bowiem żyć potomstwo, gdyby przestało się je żywić. Tak więc emisja nasienia musi być poddana jakiemuś celowi, by z niej wyniknąć mogło i odpowiednie zrodzenie, i wychowanie potomstwa.

    Stąd zaś wynika, że wszelka emisja nasienia w taki sposób, by nie mogło nastąpić zrodzenie, sprzeciwia się dobru człowieka. A jeśli dzieje się to rozmyślnie, musi być grzechem. Mówię o takim sposobie, zgodnie z którym zrodzenie bezwzględnie nie może nastąpić, jak na przykład wszelkie wydanie nasienia bez naturalnego złączenia mężczyzny i niewiasty, dlatego tego rodzaju grzech nazywa się grzechem przeciwko naturze. Jeżeli zaś z emisji nasienia zrodzenie nie może nastąpić przypadłościowo, nie jest to z tej racji przeciwko naturze ani też nie jest grzechem; na przykład, gdy się zdarzy, że niewiasta jest niepłodna.

    Podobnie musi być przeciwna dobru człowieka sytuacja, gdy nasienie wydane zostaje w ten sposób, by mogło wprawdzie nastąpić zrodzenie, lecz właściwe wychowanie potomstwa napotyka przeszkody. Należy bowiem rozważyć, że u tych zwierząt, u których samica sama może wychowywać potomstwo, samiec i samica po spółkowaniu nie pozostają razem; przykładem tego są psy. U tych wszystkich zaś zwierząt, u których samica nie może sama wychować potomstwa; pozostaje z nią samiec tak długo, jak długo to jest potrzebne dla wyżywienia i wychowania potomstwa; widzimy to na przykład u niektórych ptaków, których pisklęta, nie potrafią natychmiast po wykluciu się znaleźć sobie pokarmu. Skoro bowiem ptak nie żywi piskląt mlekiem, które jest łatwo dostępne, jako że jest przygotowane przez naturę, jak to widzimy u zwierząt czworonożnych, lecz musi gdzie indziej szukać pokarmu dla piskląt, a prócz tego musi je ogrzewać i wysiadywać, nie wystarczyłaby tu jedynie samica. Stąd ze zrządzenia Opatrzności Bożej samiec z natury nie opuszcza samicy, aby mogli wychować młode. Jest zaś jasne, że wśród ludzi kobieta bynajmniej nie podołałaby sama wychowaniu dzieci, potrzeby życia ludzkiego są bowiem tak liczne, że jedna osoba nie może im sprostać. Jest to więc zgodne z naturą ludzką, by mężczyzna pozostał z kobietą po obcowaniu płciowym, a nie opuszczał jej natychmiast i obcował z wielu innymi, jak to zachodzi u rozpustników.

    Nie sprzeciwia się zaś temu rozumowaniu to, że może być niewiasta, która jest dość bogata, by mogła sama wyżywać potomstwo. Prawość bowiem naturalna czynów ludzkich nie zależy od tego, co się zdarza przypadłościowo u jednego osobnika, lecz od tego co jest odpowiednie dla całego gatunku.

    Należy także zauważyć, że potomstwu człowieka potrzeba nie tylko odżywiania co do ciała, jak innym zwierzętom, lecz nauczania w zakresie duszy. Inne zwierzęta mają bowiem z natury pewną roztropność, która pozwala im troszczyć się o siebie, człowiek zaś żyje rozumem, który doświadczeniem zbieranym przez długi czas musi dochodzić do roztropności, muszą więc dzieci być pouczane przez rodziców, mających już doświadczenie. Pouczenia tego nie mogą przyjąć dzieci zaraz po urodzeniu, lecz po dłuższym czasie, a zwłaszcza gdy dojdą do używania rozumu. Potrzeba też dłuższego czasu dla tej nauki. A wtedy także z powodu naporu namiętności, które psują roztropną ocenę, potrzeba im nie tylko nauki, ale i skarcenia. Tu zaś nie wystarcza sama niewiasta, lecz potrzeba raczej mężczyzny, który ma doskonalszy rozum do pouczania i większą siłę do karcenia. A zatem nie wystarcza dla człowieka krótkie opiekowanie się potomstwem, jak u ptaków, lecz musi ono trwać przez długi okres życia.

    Stąd, skoro jest rzeczą potrzebną wśród zwierząt, by samiec nie opuszczał samicy, póki praca ojca jest dla potomstwa konieczna, jest naturalne dla człowieka, by nie na krótki czas, ale trwałym związkiem łączył się z jakąś kobietą. Związek ten nazywamy małżeństwem. Małżeństwo jest więc dla człowieka naturalne, a obcowanie w nierządzie, będące poza małżeństwem, sprzeciwia się dobru człowieka. I dlatego musi być grzechem.

    Nie należy jednak za lekki grzech uważać emisji nasienia poza należnym celem zrodzenia i wychowania potomstwa. Grzechem bowiem lekkim jest albo nie jest w ogóle żadnym grzechem, gdy ktoś z jakiejś części swego ciała robi inny użytek niż ten, do którego z natury jest przeznaczona, jak na przykład, gdy ktoś chodzi na rękach lub nogami robi to, co powinien zrobić rękami; niewiele się bowiem te nieprawidłowe czynności sprzeciwiają dobru człowieka. Nieprawa zaś emisja nasienia sprzeciwia się dobru natury, którym jest zachowanie gatunku. Dlatego też wydaje się, że po grzechu zabójstwa, który niszczy naturę ludzką już istniejącą, drugie miejsce zajmuje ten rodzaj grzechu, który przeszkadza zrodzeniu natury ludzkiej.

    Potwierdza zaś to, co powiedzieliśmy, powaga Boga. Świadczą bowiem o tym, że niedopuszczalna jest taka emisja nasienia, za którą nie może iść zrodzenie, następujące słowa w Księdze Kapłańskiej 18, [22-23]: “Z mężczyzną nie łącz się obcowaniem niewieścim, bo to ohyda jest, z żadnym bydlęciem nie złączysz się“, oraz w I Liście do Koryntian 6, [9-10]: “Ani rozwiąźli, ani sodomici nie posiądą Królestwa Bożego“. Że zaś niedozwolony jest nierząd i wszelkie obcowanie cielesne z kimś innym, niż z własną żoną, okazują to następujące słowa z Księgi Powtórzonego Prawa 23, [18]: “Nie będzie nierządnicy z córek Izraelowych ani nierządnika z synów Izraelowych“. Oraz z Księgi Tobiasza 4, [13]: “Strzeż się pilnie, synu mój, wszelkiego porubstwa, i poprzestając na żonie twej, nigdy o grzechu nie wiedz“. A także z I Listu do Koryntian 6, [18]: “Unikajcie rozpusty“.

    W ten sposób obala się błąd tych, którzy twierdzą, że w emisji nasienia nie ma większego grzechu, niż w wydaleniu czegoś innego zbytecznego, oraz błąd tych, którzy twierdzą, że nierząd nie jest grzechem.

    Cytat za: Święty Tomasz z Akwinu, Summa contra gentiles. Prawdy wiary chrześcijańskiej w dyskusji z poganami, innowiercami i błądzącymi, Tom II, Fundacja św. Benedykta/Wydawnictwo “W drodze”, Poznań 2007, ss. 358-361.

  3. Marsze pro-LGBT powinny być zakazane

    Możliwość komentowania Marsze pro-LGBT powinny być zakazane została wyłączona

    Dnia 29 października 2021 roku Sejm RP skierował do prac komisji obywatelski projekt ustawy zakładający prawny zakaz organizowania zgromadzeń publicznych mających m.in. na celu propagowanie zachowań nieheteroseksualnych lub też związków o charakterze poligamicznym. Rzecz jasna, w praktyce uchwalenie takiego prawa, w głównej mierze uderzałoby w legalną możliwość organizowania tzw. marszów równości, czyli demonstracji organizowanych od kilkunastu lat w naszym kraju przez ruchy LGBT. Jako że pojawiło się kilka głosów zaangażowanych katolików (w tym najbardziej znany pochodzi od p. Tomasza Terlikowskiego) mocno polemizujących z ideą wprowadzenia takiego zakazu, chciałbym niniejszym odnieść się do wysuwanych przez nich argumentów.

    Oczywiście, jedną z najbardziej akcentowanych kwestii podnoszonych przez katolickich przeciwników ustawy zabraniającej marszów pro-LGBT jest zasada wolności słowa, która ma być naruszana przez wynikający z niej zakaz. Na ten argument można szczerze i otwarcie odpowiedzieć, iż taki zakaz rzeczywiście ograniczałby wolność słowa – jednak ta swoboda nie jest dobrem absolutnie nienaruszalnym. Tę prawdę (a więc, że wolność słowa nie powinna być nieograniczona) rozumie wciąż większość prawodawców, którzy utrzymują w mocy różne jej prawne ograniczenia. W naszym kraju nielegalne jest np. publiczne pochwalanie faszyzmu, komunizmu, pedofilii, zniesławianie innych osób, ujawnianie tajemnic państwowych. Co warto podkreślić w tym momencie to fakt, iż duża część z tych prawnych ograniczeń wolności słowa nie dotyczy sytuacji, w których skorzystanie z tej swobody mogłoby w bezpośredni sposób prowadzić do naruszenia czyjejś wolności. Owszem, pochwalanie komunizmu czy faszyzmu hipotetycznie rzecz biorąc, mogłoby w dalszej perspektywie wieść do poważnego ograniczenia wolności wielu ludzi (zakładając, że dałoby się do tego przekonać odpowiednio wiele osób), ale nawet coś takiego samo w sobie nie ogranicza ani bezpośrednio nie prowadzi do naruszenia czyjejś wolności. Ktoś może wszak uważać i dodatkowo publicznie to wyrażać, że “wrogów klasowych” należałoby w dobrze urządzonym społeczeństwie zamykać w łagrach, ale samo publiczne wyrażenie takiego poglądu nie prowadziłoby jeszcze w prostej linii do tego, że ów postulat zostałby zrealizowany. W tym sensie więc publiczne pochwalanie komunizmu ani bezpośrednio nie naruszałoby czyjejś wolności, ani też nawet w bardziej bliski sposób by do tego nie prowadziło. Paradoksalnie rzecz biorąc, sami aktywiści pro-LGBT de facto często przyznają, że wolność słowa powinna być prawnie ograniczana, nawet jeśli bezpośrednio nie narusza ona wolności innych ludzi. Jeśli bowiem poprzez prawne zakazy “mowy nienawiści” oraz “homofobii” coraz częściej rozumie się wyrażenie swego przekonania o poważnej grzeszności aktów homoseksualnych, to jest właśnie dowód na to, że przynajmniej część działaczy ruchów LGBT, którzy dążą do kryminalizacji “homofobii” w tym konkretnym aspekcie nie popiera libertariańskiego pojmowania wolności słowa.

    Ktoś, rzecz jasna, może twierdzić, iż nawet współczesne, a przywołane przeze mnie wyżej ograniczenia wolności słowa są niesłuszne, a władze cywilne powinny penalizować tylko te z nich z nich, które nawołują do bezpośredniego naruszania czyjejś swobody albo też bezpośredniego łamania prawa. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której ów “ideał” były konsekwentnie wdrażany w życie … Na ulicach naszych miast widzielibyśmy wówczas demonstracje nie tylko nazistów czy komunistów, ale też zwolenników legalizacji pedofilii. W mass mediach reklamowano by narkotyzowanie się, pijaństwo, kazirodztwo oraz handlowanie własnymi organami, a rasistowski sklepikarz mógłby dumnie wywiesić na swej własności hasło: “Czarnuchom wstęp wzbroniony. To moja własność i mam prawo nie wpuszczać do niej tych, których nie życzę sobie widzieć!“. Czy naprawdę w imię libertariańsko oraz skrajnie liberalnie pojmowanej wolności słowa chcielibyśmy żyć w takim państwie i społeczeństwie? Mimo wszystko myślę, że większość ludzi wciąż rozumie albo przynajmniej wyczuwa, że prawne ograniczenia wolności słowa sprowadzające się jedynie do zakazu bezpośredniego naruszania czyjejś wolności albo też stwarzania bardzo poważnego ryzyka jej naruszania, nie byłyby słuszne i odpowiednie. Władze cywilne powinny bowiem chronić ludzi nie tylko przed jawnym naruszaniem ich wolności, ale także winny bronić ich przed np. manipulacją, żerowaniem na ich niewiedzy czy też trudnej sytuacji materialnej. Państwo jest też od tego, by chronić inne niż fizyczne dobra swych obywateli (stąd np. zakazuje się szerzenia oszczerstw). Czasami też rządzący winni chronić ludzi przed zadawaniem sobie samemu poważnej krzywdy – i dlatego nielegalne powinno być np. namawianie choćby i dorosłych osób do samobójstwa czy samookaleczenia się. Oczywiście, to nie znaczy, że władze cywilne powinny karać wszystkie złe moralnie czyny. Niektóre ze złych moralnie uczynków są relatywnie nieznacznie szkodliwe społecznie (np. obżarstwo czy całkowicie samotnie i sekretnie czyniony onanizm) i w związku z tym ich prawne karanie byłoby z zasady nieroztropne. Karalność zaś niektórych z innych wypaczeń nie leży w samodzielnej kompetencji państwa (np. tych błędnych religii, które nie naruszają naturalnego prawa moralnego) i jeśliby rozważać stosowanie w tej sferze pewnych cywilnych represji to tylko w przypadku, gdyby władze kościelne w wyraźny sposób udzieliły rządzącym do tego swego upoważnienia. Istnieje jednak moralne prawo władz cywilnych do karania tych grzechów, które w poważny sposób krzywdzą innych ludzi (choćby i ktoś godził się dobrowolnie na taką krzywdę, np. skuteczne namawianie do samobójstwa), przez co w ewidentny sposób naruszają one tak prawo naturalne, jak i porządek sprawiedliwości. Tego rodzaju grzechy mogą być przez rządzących karane, nawet gdy dokonywane są w sferze prywatnej; a więc logicznie rzecz biorąc, tym bardziej zakazane powinno być ich publiczne propagowanie.

    ***

    Czy zachowania homoseksualne należą zatem do tych grzechów, które winny być przez władze cywilne karane, nawet wówczas, gdy nie wiążą się ono z gwałceniem czyjejś wolności? Sądzę, że tak, gdyż takie grzechy są jawnym i bardzo poważnym naruszeniem naturalnego prawa moralnego, które często wiąże się z narażaniem swego oraz czyjegoś zdrowia i życia na niemałe ryzyko (vide: AIDS, choroby weneryczne, rak jelita grubego, zaburzenia w kontrolowaniu odruchów defekacyjnych). Ponadto, rozprzestrzenianie się czynów homoseksualnych niejednokrotnie dokonuje się na drodze wykorzystywania czyjegoś braku życiowego bądź seksualnego doświadczenia. W Polsce np. 16-letni chłopiec może w legalny sposób wyrazić zgodę na odbycie stosunku seksualnego z 40-letnim mężczyzną. Nawet gdyby podwyższyć ten wiek zgody do lat 18, to dysproporcja pomiędzy poziomem życiowych doświadczeń 18-latka i 40-latka jest bardzo poważna i temu drugiemu bardzo łatwo jest manipulować tym pierwszym. Jeśli więc władze cywilne mają moralne prawo do zabraniania nawet prywatnych aktów homoseksualnych, to tym bardziej słusznym może być karanie ich publicznego propagowania. Tak zwane Marsze Równości mają zaś na celu normalizację takich zachowań – a co za tym idzie, rządzący mogą słusznie ich zakazywać.

    ***

    To, co powyżej piszę o słuszności kryminalizacji nawet prywatnych aktów homoseksualnych, nie jest moim wymysłem. To, nie ja, ale sam Bóg wymyślił prawną karalność takich grzechów. W Starym Zakonie Bóg wszak nakazał karać czyny homoseksualne śmiercią (Kpł 20, 13). Powie ktoś, że prawa karno-cywilne Starego Przymierza nie obowiązują chrześcijańskich władców. To prawda, niemniej jednak fakt, że Bóg rozkazał surowo karać czynnych homoseksualistów, oznacza, że takie karanie nie jest samo w sobie sprzeczne z miłością bliźniego, gdyż Bóg jest Miłością (patrz: 1 J 8, 4) i nie nakazuje on w związku z tym rzeczy, które są sprzeczne z Jego charakterem i które jako takie byłyby złe (por. Syr 15, 19-20). Nawet zaś, jeśli przyjmiemy, że kara śmierci za czyny homoseksualne odnosiła się tylko do narodu żydowskiego w czasach Starego Przymierza, to takowa konstatacja nie oznacza jeszcze, że w czasach Nowego Przymierza owe zachowania nie powinny być przez władze cywilne karane choćby i w łagodniejszy sposób. Także bowiem Stary Testament jest odbiciem mądrości, miłości i sprawiedliwości Stwórcy i nawet jeśli w czasach spisywania tej Księgi potrzebne były Żydom bardziej surowe prawa niż dziś, to nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że w takim razie nie powinniśmy się kierować choćby tylko duchem tych praw. Oczywiście, że należy kierować się duchem (choć nie zawsze literą) starotestamentowego prawa cywilnego i karnego, gdyż jest on odbiciem Bożego charakteru. Przykładowo, jedno z praw cywilnych Starego Przymierza mówi, iż ludzkie odchody powinny być zakopywane w ziemi (Pwt 23, 9-14) – czy to oznacza, że pod rządami Nowego Testamentu ludzie nie powinni się troszczyć o utylizację fekaliów i np. załatwiać swe potrzeby fizjologiczne, gdzie popadnie? Rzecz jasna, że nie o to chodzi i nawet jeśli nie jesteśmy zobowiązani do zakopywania odchodów w ziemi, gdyż możemy je usuwać za pomocą innych środków – dajmy na to kanalizacji – to troska o higienę w tym zakresie jest nadal aktualna i ważna. Podobnie, choć chrześcijańscy władcy nie są zobowiązani do karania homoseksualizmu śmiercią, nie oznacza to, że w takim razie nie powinni oni zakazywać go za pomocą innych sankcji karnych.

    Prawna karalność czynów homoseksualnych jest też historyczną zdobyczą cywilizacji chrześcijańskiej. Przed tym wszak, jak chrześcijaństwo zyskało znaczący wpływ na prawo i życie społeczne starożytnego Rzymu oraz Grecji różne formy homoseksualizmu cieszyły się w nich tak moralną, jak i prawną akceptacją. Tyczyło się to zwłaszcza uwodzenia młodych chłopców przez starszych mężczyzn oraz bycia stroną aktywną w czasie homoseksualnych praktyk. Dopiero w 390 roku po Chrystusie, wówczas, gdy chrześcijaństwo było już religią panującą pod naciskiem św. Ambrożego, w Imperium Rzymskim zdelegalizowano wszelkie praktyki homoseksualne. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała w innych rejonach świata, gdzie dominujące wcześniej pogaństwo było skłonne mniej lub bardziej akceptować homoseksualizm, jednak pod wpływem presji chrześcijan wprowadzało moralne i prawne obostrzenia wobec tej ohydy. Przykładowo, w pogańskiej Japonii stosunki homoseksualne nigdy nie były prawnie zakazane z wyjątkiem lat 1873 – 1880 kiedy to władze tego kraju zaczęły się otwierać na wpływy chrześcijańskiego Zachodu.

    Ponadto, Kościół katolicki w swych aktach magisterialnych i dyscyplinarnych nigdy w swej historii (nawet aktualnej) nie sprzeciwiał się kryminalizacji aktów homoseksualnych, a przeciwnie nieraz sugerował słuszność takowego prawnego zakazu. Czynił tak, chociażby Sobór Laterański V, gdy ogłaszał co następuje:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, „Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    Z kolei papież św. Pius V w bullach „Horrendum illud scelus” i„Cum Primum”, nakazując przekazywanie winnych czynów homoseksualnych księży władzy świeckiej, by ta skazywała ich na karę śmierci. Pius XI zaś w encyklice „Casti Connubii” nauczał, iż władze cywilne mają prawo oraz obowiązek karania niemałżeńskich związków seksualnych. I bynajmniej postulat delegalizacji owej nieprawości nie jest tylko reliktem „przedsoborowej” nauki Kościoła, gdyż jeszcze w wydanym przez papieża Benedykta XVI w 2006 roku „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” przeczytać możemy, iż „rozprzestrzenianie ciężkich wykroczeń przeciwko czystości winno być zakazane przez władze cywilne stosownymi prawami” (n. 494), a w punkcie poprzedzającym to stwierdzenie do takich występków zaliczono m.in. czyny homoseksualne (n. 492). Oczywiście, tzw. Marsze Równości mając na celu normalizację w społeczeństwie zachowań sodomskich przyczyniają się też do szerszego ich występowania, a więc interpretacja, iż zgodne z nauczaniem papieża Benedykta XVI byłoby ich prawne zakazanie nie wydaje się być nadużyciem.

    Wracając zaś do samej zasady wolności słowa to papież Leon XIII w encyklice “Libertas praestantissimum” tak uczył o słusznych i sprawiedliwych jej ograniczeniach:

    Zastanówmy się nieco nad wolnością słowa i wyrażania pismami tego wszystkiego, co się tylko spodoba. Ta wolność, jeżeli nie jest należycie miarkowaną, ale statek i granicę przekracza, to nie potrzeba nawet mówić, iż nie może mieć racji prawa. Prawo bowiem, to moralna moc, o której jak powiedzieliśmy i co częściej powtarzać należy, niedorzecznie byłoby utrzymywać, iż ją natura dała porównie i pospólnie tak prawdzie jak kłamstwu, zacności i brzydocie. Prawem jest, aby to, co jest prawdziwym, co jest uczciwym, swobodnie i roztropnie w państwie rozszerzać, iżby się stało własnością jak największej liczby osób; natomiast sprawiedliwe jest, aby kłamstwa opinie, ponad które nie masz większej zarazy dla umysłu; dalej występki, które ducha i obyczaje psowają, stłumiała pilnie publiczna władza, iżby się ze zgubą rzeczypospolitej nie zdołały rozpościerać. Słuszne jest, aby zboczenia rozpasanego umysłu, które bez wątpienia przyczyniają się do obałamucenia nieuczonego tłumu, powściągała tak samo powaga ustaw, jak zamachy gwałtu przeciw słabszym. I to tym bardziej, że znacznie większa część obywateli albo wcale nie potrafi, albo też nie bez największej trudności, oprzeć się kuglarstwom i sztuczkom dialektyki, zwłaszcza wtenczas, gdy te namiętnościom schlebiają. Dozwólcie każdemu z nieograniczoną swobodą mówić i pisać, a nie pozostanie nic świętego i nie zaczepionego: nie oszczędzą nawet owych największych i niewzruszonych zasad natury, które za wspólne, a zarazem najszlachetniejsze dziedzictwo rodzaju ludzkiego uważać należy. Tak więc po stopniowym przysłanianiu prawdy, cieniami, co często się zdarza, zapanuje z łatwością zgubny i różnoraki błąd mniemań. Z takiego stanu odniesie swawola tyle korzyści, ile wolność szkody: tym obszerniejszą bowiem i więcej ubezpieczoną staje się wolność, im silniej spętaną swawola. Lecz w materiach wolnych, które Bóg roztrząsaniu ludzi pozostawił, dozwolonym jest oczywiście myśleć, co się podoba, i swe myśli wolno wypowiadać, natura nie sprzeciwia się temu: taka bowiem wolność nie doprowadziła nigdy ludzi do przytłumienia prawdy, raczej często do jej zbadania i wykrycia.

    ***

    Mimo jednak przytoczonego przeze mnie powyżej tak “przed”, jak i “posoborowego” nauczania Kościoła o słusznych ograniczeniach tak wolności słowa, jak i pewnych prywatnie czynionych grzechów, część katolików może upierać się przy tym, że “aktualna” doktryna kościelna wręcz potępia postulaty takich zakazów. Owi katolicy powołują się tu na punkt 2358 Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym uczy się, że osoby homoseksualne powinny być traktowane w sposób pozbawiony wobec nich “jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji“. Interpretacja tego katechizmowego zapisu w duchu, jakoby każdego rodzaju dyskryminacja wobec takich ludzi była od razu “niesłuszną” czy “niesprawiedliwą” jest jednak nadinterpretacją. Oczywiście, może istnieć niesłuszna dyskryminacja osób homoseksualnych, ale nie każde ich dyskryminowanie jest niegodziwe. Jeśli odmawiamy takim ludziom pewnych naturalnych uprawnień, np. sklepikarz nie sprzeda chleba “gejowi” albo lekarz odmówi udzielenia pomocy medycznej takiej osobie to jest to przejaw ich niesłusznej dyskryminacji. Taka dyskryminacja nie odnosi się bowiem do złych moralnie działań tych osób, ale ich nie związanych z tym działań (potrzeby jedzenia, leczenia się, etc). Dyskryminacja jednak odnosząca się do ograniczania czy zakazywania ich obiektywnie złych działań (albo też blisko się do realizacji tego zła mogących odnosić) jest słuszna, godziwa i sprawiedliwa. Kardynał Joseph Ratzinger, w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary „Omosessualit” precyzował rozróżnienie pomiędzy sprawiedliwą i niesprawiedliwą dyskryminacją homoseksualistów i lesbijek:

    Istnieją dziedziny, w których nie jest przejawem niesprawiedliwej dyskryminacji uwzględnienie skłonności seksualnej, na przykład gdy chodzi o adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową. Osoby homoseksualne, jako osoby ludzkie, mają te same prawa co wszyscy ludzie, w tym prawo do takiego traktowania, które nie uwłacza ich godności osobistej. Obok innych praw wszyscy ludzie mają prawo do pracy, mieszkania itd. Nie są to jednak prawa absolutne. Mogą zostać słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne. Jest to nie tylko dopuszczalne, ale konieczne. Co więcej, zasada ta dotyczy nie tylko przypadków zachowań zawinionych, ale także działań osób chorych fizycznie lub umysłowo. Jest zatem przyjęte, że państwo może ograniczyć możliwość korzystania z pewnych praw, na przykład osobom cierpiącym na chorobę zakaźną lub umysłową, by chronić dobro wspólne” (tamże: n. 11-12).

    ***

    Niektórzy katolicy mogą jednak lekceważyć również “posoborowe” nauczanie katolickie powołując się na niektóre z wypowiedzi aktualnego papieża Franciszka, w których ten z aprobatą wypowiadał się nawet o instytucji związków cywilnych dla osób tej samej płci. Skoro więc, nawet związki partnerskie dla takich ludzi miałyby być akceptowane to logicznym wydawałoby się popieranie legalności publicznego promowania aktów sodomskich. Na ten argument trzeba odpowiedzieć, iż przywołane wypowiedzi Franciszka, choć były wyrażane publicznie, to nie należą do jego urzędowego, oficjalnego nauczania. Wszystkie one były wyrażane kanałami nieoficjalnymi (np. wywiadami dla mass mediów), a więc nie mają one rangi wiążącego sumienia katolików Magisterium. Nie byłbym też na 100 procent pewien, iż wspieranie w pewnych okolicznościach kulturowych i historycznych wprowadzenia instytucji związków partnerskich w sposób absolutny musi zakładać uniwersalny sprzeciw wobec kryminalizacji choćby i prywatnych aktów homoseksualnych wówczas, gdy roztropność by na to pozwała. Sam mogę się przyznać do tego, iż jako zwolennik takiej penalizacji, czasami rozważałem to, czy w sytuacji gdy aktów homoseksualnych nie dałoby się zakazać, lepsze dla takich osób nie byłoby wprowadzenie czegoś, co przynajmniej teoretycznie mogłoby ograniczać ich bardzo częstą oraz wybujałą rozwiązłość? Innymi słowy, czy wprowadzenie instytucji zakładającej jakąś wierność i stałość nie byłoby lepsze od przysłowiowego skakania z “kwiatka na kwiatek”? Oczywiście, nawet stała i wierna sobie relacja dwóch homoseksualistów czy lesbijek jest materią bardzo ciężkiego grzechu, jednak czymś jeszcze gorszym i sprawiającym wiele krzywd jest ciągłe zmienianie swych partnerów (bądź partnerek). Choć tego nie popieram, to rozumiałbym więc kogoś, kto w imię ograniczania rozwiązłości osób homoseksualnych wspierałby tworzenie dla nich stałych związków opartych na wierności. I jeszcze raz podkreślam, nie musiałoby się to w sposób konieczny wykluczać z tym, że ta sama osoba uznawałaby za moralnie uzasadnione karanie przez władze cywilne wszelkich aktów sodomskich wówczas, gdy okoliczności by na to pozwalały. Nie sądzę, by podobny styl rozumowania stał za wypowiedziami Franciszka na ów temat, nie mniej jednak wskazuję, że nie musi być absolutnej i niedającej się usunąć sprzeczności pomiędzy oboma wskazanymi wyżej postulatami.

    ***

    Kolejnym argumentem przeciw delegalizacji tzw. marszów równości może być powołanie się na tradycyjnie katolicką zasadą tolerowanie mniejszego zła. Czasami wszak nie tylko można, ale należy tolerować coś, czego zakazanie mogłoby przynieść gorsze skutki. Na przykład, w czasie wojny dowódca armii może tolerować fakt korzystania przez jego żołnierzy z usług prostytutek, jeśli poważnie obawia się, że w razie zakazu takiego zachowania, jego podwładni częściej gwałcili by kobiety i dziewczęta. Zgwałcenie jest większym złem niż skorzystanie z usług prostytutki, a więc w takich okolicznościach dowódca armii mógłby słusznie tolerować to drugie po to, by ograniczyć występowanie tego pierwszego. Zaznaczam, że mówię tutaj o tradycyjnie pojmowanej tolerancji, a nie czymś, co byłoby już formalną współpracą ze złem, a więc np. pochwalaniu, doradzaniu czy nakazywaniu żołnierzom czynienia aktów seksualnych z prostytutkami. To drugie byłoby oczywiście zawsze złe i moralnie zakazane. Co innego, tradycyjnie pojmowane tolerowanie mniejszego zła (czyli jego niekaranie), a co innego zachęcanie doń czy bezpośrednie współuczestniczenie w nim (co jest zawsze zabronione).

    Czy zatem należy we współczesnych czasach prawnie tolerować nawet publiczną propagandę aktów homoseksualnych z obawy, by próba jej zakazania nie dała jeszcze gorszych efektów (np. czynienia z aktywistów LGBT męczenników, dojście do władzy lewicy i liberałów)? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie wydaje mi się łatwa, ale nawet gdyby była ona pozytywna, to uwarunkowana okolicznościami tymczasowa tolerancja dla takich niegodziwości nie powinna zakładać zaprzeczania z samej swej natury moralnemu prawu władz cywilnych do ich karania. Poza tym realistycznie na to patrząc, to nie istnieją duże szanse na delegalizację marszów równości, ale samo podnoszenie takiego postulatu może mieć swą pozytywną wartość. A to dlatego, że jego głoszenie w przestrzeni publicznej może przecierać w dalszej przyszłości szlaki do faktycznego spełnienia tym podobnych pomysłów. Poza tym doświadczenie wydaje się pokazywać, że im bardziej ustępuje się ruchom LGBT pola, tym bardziej się one agresywne w swych dążeniach i postulatach. Pokazanie im bardziej twardego sprzeciwu być może więc będzie opóźniać ich marsz przez instytucje, kulturę oraz prawo.

    ***

    Trafnym argumentem nie jest też wskazywanie na to, iż pijaństwo uderza bardziej w dobro rodziny i społeczeństwa niż sodomia. Owszem, można powiedzieć, że tak jest, choćby dlatego, że upijanie się stanowi przywarę u większej ilości ludzi niż czyny homoseksualne. Tyle że akurat na płaszczyźnie prawnej władze cywilne naszego kraju uczyniły wiele by zniechęcać ludzi do pijaństwa. Zakazane jest wszak np. sprzedawanie alkoholu osobom nietrzeźwym i nieletnim, reklamowanie trunków za pomocą pozytywnych skojarzeń z pijaństwem, a osoby mające duże problemy z upijaniem się mogą nawet być przymusowo skierowane na leczenie odwykowe. Zapewne istnieją poważne problemy z praktyczną realizacją tych dobrych praw, nie mniej jednak nie można powiedzieć, że rządzący nie robią nic, by chronić małoletnich, rodziny i społeczeństwo przed pijaństwem. Zakaz organizowania demonstracji wspierających LGBT byłby zatem analogiczny do wspomnianych przeze mnie ograniczeń prawnych tyczących się używania oraz promowania napojów alkoholowych. Zaznaczam, że moje powyższe przychylne odniesienia do zwalczania pijaństwa za pomocą prawa nie są w żadnym razie oznaką popierania przeze mnie prohibicji alkoholowej, którą to oceniam jako prawo przesadzone, a przez to nieodpowiednie.

    ***

    Nie jest wreszcie trafnym argumentem sugestia, jakoby karanie publicznego propagowania grzechów sodomskich było równoznaczne z obdarzeniem nienawiścią osób je czyniących. Wręcz przeciwnie, karanie nieprawości może być aktem miłości – tak do ich ofiar, do społeczeństwa, które ma być przed nimi chronione, jak i do samych sprawców, których w ten sposób chce się poprawić, a przynajmniej ograniczyć ich złe oddziaływanie na innych. Święty Tomasz z Akwinu omawiając przykazanie miłości bliźniego, tak o tym pisał:

    To nie jest grzech, kiedy według wymagań sprawiedliwości ogranicza się złych ludzi w ich działaniu. Ci, którzy to czynią, według Apostoła “z woli Boga pełnią swój urząd” (Rz 13, 6). I jest to wyrazem miłości, kara bowiem służy duchowemu dobru. Poza tym dobro społeczności jest cenniejsze niż dobro pojedynczego człowieka (Cytat za: Św. Tomasz z Akwinu, “Wykład pacierza”, Wydawnictwo “W drodze”, Poznań 2019, s. 195-196).

    ***

    Na sam koniec chciałbym zaznaczyć, że fakt popierania przeze mnie ustawy zakazującej “marszów równości” nie jest w mym wypadku równoznaczny ze wspieraniem wszystkich elementów otoczki temu towarzyszącej bądź ją poprzedzającej. Bardzo krytycznie odnoszę się np. do wypowiedzi pani Kai Godek (inicjatorki zbiórki podpisów pod rzeczonym projektem ustawy), w której twierdziła ona, że “geje chcą adoptować dzieci, by je gwałcić“. Nie ma dowodów na słuszność hipotezy, iż większość osób homoseksualnych molestuje adoptowane przez siebie dzieci, a tym bardziej nie ma przesłanek, by uznawać, iż większość takich ludzi czyni to w sposób intencjonalny. Tego rodzaju wypowiedzi należy więc uznać za obiektywnie oszczercze albo będące przynajmniej materią grzechu lekkomyślnego i pochopnego osądu swych bliźnich. O nikim nie należy mówić nieprawdy, choćbyśmy bardzo krytycznie odnosili się do pewnych złych działań danej osoby. Uważam też za co najmniej przesadzone i nieadekwatne analogie, jakie pomiędzy ruchem LGBT a nazistowską III Rzeszą snuł przy prezentowaniu projektu ustawy w Sejmie RP pan Krzysztof Kasprzak (najbliższy współpracownik Kai Godek). Należy jednak oddzielić ziarno od plew, a więc nie zawsze właściwe uzasadnienia od jako takiego słusznego postulatu prawnego zakazu organizowania pro-sodomskich manifestacji.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    10 powodów dla których czyny homoseksualne powinny być prawnie zakazane i karalne

    O dobrej i złej “homofobii”

    Które grzechy powinni być karane przez państwo?

    Czy karanie homoseksualistów jest sprzeczne z szacunkiem i miłością do nich?

  4. Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego

    Możliwość komentowania Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego została wyłączona

    X. Rafał Główczyński SDS, w internecie działający pod pseudonimem “Ksiądz z osiedla”, umieścił niedawno na swoim kanale film dotyczący przyczyn apostazji. Uważam, że kanał x. Rafała jest warty uwagi. Jestem również wdzięczny temu kapłanowi za to, że jego działalność ma bardzo pozytywny wpływ na ewangelizację i katechizację polskiej młodzieży. Niestety, w filmie dotyczącym apostazji, przedstawił on fałszywy obraz karalności grzechu sodomskiego w Piśmie Świętym i nauce Kościoła. Potępił on karalność sodomii we współczesnych państwach arabskich oraz w dawnych państwach katolickich (np. w XVI-wiecznej Hiszpanii). Stwierdził, iż kraje katolickie, które ścigały sodomię, pobłądziły i wprowadziły ustawy sprzeczne z Biblią i nauką Kościoła. Wg x. Rafała, Pismo Św. nigdzie nie nakazuje karania czynnych homoseksualistów śmiercią.

    Przyjrzyjmy się, jak ta sprawa naprawdę wygląda. W Piśmie Św. odnajdujemy następujący fragment:

    Kto by spał z mężczyzną obcowaniem niewieścim, obydwaj haniebny czyn popełnili: śmiercią niechaj umrą, krew ich niechaj będzie na nich.
    (Kpł 20, 13)

    Przepis ten należy do tzw. sądów Starego Testamentu, czyli praw karnych i cywilnych, obowiązujących w starożytnym Izraelu. Jezus wypełnił Prawo Mojżeszowe, a więc nie obowiązuje nas już nakaz karania sodomitów śmiercią. Prawo to było jednak dobre, słuszne i sprawiedliwe w tamtym czasie i miejscu, ponieważ Bóg nigdy nie dałby nam prawa, które nakazywałoby czynić zło:

    Nie mów: “On mnie w błąd wprowadził”, bo Mu nie potrzeba bezbożnych ludzi. Wszelkiej obrzydliwości błędu Pan nienawidzi, i nie będzie się podobała bojącym się go. Bóg od początku stworzył człowieka i zostawił go w mocy rady jego. Przydał prawa i przykazania swoje; jeśli będziesz chciał prawa zachować i na wieki wiarę miłą trzymać, zachowają cię. (…) Nikomu nie rozkazał źle czynić i nie dał nikomu pozwolenia grzeszyć; albowiem nie pragnie mnóstwa synów niewiernych i niepożytecznych.
    (Syr 15, 12-15.20)

    Ponadto, legalna władza państwowa może stosować rozwiązania prawne, które Bóg nadał Żydom, jeśli tylko uzna je za pożyteczne w danym czasie i miejscu. Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.
    (Summa theologiae, Iª-IIae q. 78 a. 1 co.)

    Osoby, które negują prawną karalność sodomii powołując się na wygaśnięcie Prawa Mojżeszowego, powinny zatem konsekwentnie opowiadać się za zniesieniem kar za morderstwo czy kradzież. Stąd też słusznie państwa katolickie wprowadzały surowe kary za ten obrzydliwy i sprzeczny z naturą występek. X. Rafał uważa jednak, że robiły to wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła. Również jest to nieprawda. Przytoczmy kilka orzeczeń papieskich i soborowych:

    1) Sobór Laterański V:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, “Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    *Tą zbrodnią jest grzech sodomski, o czym informuje nas 11. kanon Soboru Laterańskiego III, potępiający homoseksualnych duchownych.

    2) Pius V, bulla Cum Primum:

    Jeśli ktoś dopuści się tej ohydnej zbrodni przeciwko naturze, która spowodowała rozpętanie gniewu Bożego przeciwko dzieciom nieprawości, zostanie oddany w ręce sądu świeckiego, aby zostać ukarany, a jeśli jest duchownym, zostanie poddany tej samej karze po pozbawieniu godności kościelnej.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 180)

    3) Pius V, bulla Horrendum illud scelus:

    Po tym jak [księża-sodomici] zostaną zdegradowani przez sąd kościelny, mogą być przekazani władzy świeckiej, a ona ma prawo wykonać na nich tę samą karę, jaką otrzymują świeccy, którzy wpadli w tę otchłań – która jest ustanowiona w prawomocnych rozporządzeniach.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 267)

    Jak widać, prawo państwowe karało czyny homoseksualne za wyraźną aprobatą Kościoła. Ponadto, większość ustaw karnych w państwach katolickich przewidywało wówczas karę śmierci za ten obrzydliwy występek. Zobaczmy sobie chociażby Constitutio Criminalis Carolina, a więc kodeks karny wprowadzony w Rzeszy przez cesarza Karola V, obowiązujący w całej Europie w miastach na prawie niemieckim (także w Polsce):

    Gdzieby kto takowy nalezion był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają bydź spaleni, bez wszelakiego zmiłowania y łaski.
    (Źródło: Ten Postępek wybran iest z Praw Cesarskich…, str. 39)

    Podsumowanie

    Nie jest prawdą, że Biblia nie mówi o karaniu śmiercią za czyny homoseksualne. Nie jest również prawdą, że nauka Kościoła zabrania władzy państwowej karania tego występku. Wręcz przeciwnie, Kościół w minionych wiekach akceptował to, że prawa karne państw katolickich wymierzały sodomitom surowe kary, łącznie z karą śmierci. Nie oznacza to jednak, że państwo musi karać czynnych homoseksualistów śmiercią. Nie należy jednak potępiać państw, które zabraniają swoim obywatelom grzechu sodomskiego.

    Michał Brydziński

    Nota od redakcji salwowski.net: przedruk za zgodą autora. Po raz pierwszy powyższy artykuł został opublikowany na blogu prowadzonym przez pana Michała Brydzińskiego.

  5. Św. Tomasz z Akwinu: Czy prawo ludzkie obowiązuje w sumieniu?

    Możliwość komentowania Św. Tomasz z Akwinu: Czy prawo ludzkie obowiązuje w sumieniu? została wyłączona

    Zdaje się, że prawo ludzkie niekoniecznie obowiązuje w sumieniu, bo:

    1. Władza niższego rzędu nie może nakładać prawa wiążącego sąd władzy wyższej. Otóż władza człowieka, ustanawiająca prawo ludzkie, jest niższego rzędu niż władza Boska. A więc prawo ludzkie nie może nakładać prawa wiążącego ten sąd Boski, którym jest sąd czy głos sumienia.

    2. Sąd sumienia opiera się przede wszystkim na przykazaniach Boskich. Lecz niekiedy prawa ludzkie odrzucają przykazania Boskie; świadczą o tym słowa Pańskie: „Ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazania Boże” (patrz: Mt 15, 6). A więc prawo ludzkie niekoniecznie obowiązuje w sumieniu.

    3. Prawa ludzkie częstokroć znieważają ludzi i wyrządzają im krzywdę. Świadczą o tym słowa Izajasza: „Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości i wyzuć z prawa biednych mego ludu” (patrz: Iz 10, 1-2). Każdemu zaś wolno bronić się przed uciskiem i zniewoleniem. A więc prawa ludzkie niekoniecznie obowiązują człowieka w sumieniu.

    Wbrew temu są słowa Piotra: „To się podoba [Bogu], jeżeli ktoś ze względu na sumienie [uległe] Bogu znosi smutki i cierpi niesprawiedliwie” (patrz: 1 P 2, 19).

    Odpowiedź: Prawa ustanowione przez ludzi są albo sprawiedliwe, albo niesprawiedliwe. Jeśli są sprawiedliwe, to z prawa wiecznego, od którego pochodzą, mają moc obowiązywania w sumieniu. Świadczą o tym słowa Biblii: „Przeze Mnie królowie panują i prawodawcy uchwalają sprawiedliwe prawa” (patrz: Prz 8, 15). Prawa zaś są sprawiedliwe: albo ze względu na swój cel, kiedy mianowicie mają na uwadze dobro wspólne; albo z powodu twórcy, kiedy mianowicie wydane prawo nie przekracza władzy wydającego. albo wreszcie w swojej treści, kiedy mianowicie według równości proporcjonalnej nakładają podwładnym ciężary na rzecz dobra wspólnego. Skoro bowiem jeden człowiek jest częścią wielości osób, każdy człowiek przynależy do całości: zarówno jego osoba, jak i ton co posiada; podobnie jak i każda część należy do całości tym, czym jest. Toteż i natura wystawia jakąś część na ucierpienie szkody po to, aby ratować całość. W myśl tego, takie prawa, które rozkładają proporcjonalnie ciężary, są sprawiedliwe, obowiązują w sumieniu i są prawami legalnymi.

    Prawa są niesprawiedliwe w dwojaki sposób: pierwszy,  ponieważ są sprzeczne z dobrem ludzi. W przeciwieństwie do praw sprawiedliwych są z tymże dobrem sprzeczne: albo ze względu na cel, gdy np. jakiś naczelnik nakłada swoim poddanym uciążliwe prawa nie służące pożytkowi wspólnemu ale raczej zaspokajaniu własnej pożądliwości lub dla własnej chwały; albo z powodu ich twórcy; np. gdy ktoś w wydawaniu prawa wychodzi poza granice powierzonej sobie władzy; albo wreszcie w swojej treści; np. gdy nierówno rozkłada się ciężary na społeczeństwo, chociaż one służą dobru wspólnemu. Tego rodzaju prawa raczej są pogwałceniem niż prawem, bo jak mówi Augustyn: „Prawo niesprawiedliwe wcale nie jest prawem”. Stąd też takowe prawa nie obowiązują w sumieniu, chyba dla uniknięcia zgorszenia (represji?) lub zamieszek. Z tego bowiem powodu człowiek powinien zrzec się nawet swoich uprawnień, stosownie do nauki Pańskiej: „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków idź dwa tysiące. Temu, kto chce wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz” (patrz: Mt 5, 40-41)

    Drugi, ponieważ są przeciwne dobru Bożemu. Takimi na przykład są prawa tyranów zmuszające do bałwochwalstwa lub do tego wszystkiego, co jest sprzeczne z prawem Bożym. I takowych praw w żaden sposób nie wolno słuchać; bo jak czytamy w Dziejach: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (patrz: Dz 5, 29).

    Na 1. Według Apostoł: „Wszelka władza ludzka pochodzi od Boga; i dlatego, kto sprzeciwia się władzy” (patrz: Rz 13, 1-2) w tym, co należy do jej kompetencji, „sprzeciwia się zarządzeniu Boga” (patrz: Rz 13, 2). Staje się też winnym w sumieniu.

    Na 2. Argument zarzutu mówi o prawach ludzkich skierowanych przeciw przykazaniu Boga. A żadna władza nie sięga tak daleko, żeby przeciw niemu powstawała. Stąd też takowych praw ludzkich nie należy słuchać.

    Na 3. Argument zarzutu mówi o prawie, które nakłada na poddanych niesprawiedliwy ciężar. A na to również nie rozciąga się kompetencja władzy od Boga udzielonej. Stąd też w takowych wypadkach człowiek nie jest obowiązany do posłuszeństwa prawu, o ile może mu się sprzeciwić bez zgorszenia (represji?) lub większej szkody.

  6. Św. Tomasz z Akwinu: Czy władze cywilne mają prawo karać obcięciem którejś części ciała?

    Leave a Comment

    Postawienie problemu. Wydaje się, że nigdy, gdyż:

    1. Podług św. Jana Damasceńskiego grzech polega na odstępstwie od tego, co jest zgodne z naturą, ku temu, co jest z nią sprzeczne. Lecz zgodnym z ustanowioną przez Boga naturą jest, by ciało ludzkie posiadało wszystkie członki, a sprzecznym z naturą jest pozbawienie ciała jakiegoś członka. A więc obcięcie jakiegoś członka ciała ludzkiego jest chyba grzechem.

                2. Jak cała dusza ma się do całego ciała, tak poszczególne władze duszy mają się do części  ciała. Otóż nie wolno pozbawiać kogoś duszy zabijając go, chyba że to czyni władza publiczna. A więc tylko władza, publiczna ma prawo obcinać  członki ciała.

                3. Zbawienie duszy jest ważniejsze niż ocalanie ciała. Otóż nie wolno pozbawiać się jakiegoś  członka ciała dla zbawienia duszy, gdyż już Sobór Nicejski nałożył kary na tych, którzy dokonali kastracji dla zachowania czystości. A więc nigdy  nie wolno obcinać jakichkolwiek części ciała.

    Ale z drugiej strony Księga Wyjścia (21, 24) powiada: „oko za. oko, ząb za ząb, ręka, za rękę,  nogę za nogę”.

    Odpowiedź. Skoro członki ciała są częściami całego ciała, dlatego są dla dobra całości, jak to, co  niedoskonałe w stosunku do tego, co jest doskonałe. Dlatego należy obchodzić się z nimi zgodnie z dobrem całości. Członki bowiem ciała ludzkiego  same przez się są potrzebne dla dobra całego ciała, chociaż przygodnie może się zdarzyć, że jakiś członek stanie się szkodliwy, np. gdy gnijąc, może  zarazić całe ciało. Jeśli więc jakiś członek ciała  jest zdrowy i znajduje się we właściwym dla siebie położeniu, ,nie można go odciąć bez szkody dla całego ciała. Ponieważ jednak sam człowiek w całości jest podporządkowany społeczności, której jest części, jak to już widzieliśmy, może się zdarzyć,  że obcięcie jakiegoś członka, chociaż wyrządza szkodę  całemu ciału, służy jednak dobru ogólnemu, stanowiąc karę wymierzoną celem położenia tamy występkom. Dlatego władza państwowa, mając prawo całkowicie pozbawić życia tego, kto popełnił ciężkie występki, cięcie jakiejś jego części, gdyż to pozbawia je całości, podczas gdy chłosta działa tylko na zmysł  bólu. Powoduje więc znacznie mniejszą szkodę niż  obcięcie jakiegoś członka. Nie wolno jednak nikomu wyrządzać szkody, chyba w postaci kary ze względu na sprawiedliwość. Karać zaś sprawiedliwie można tylko tego, kto podlega karzącemu. Nikomu więc nie wolno chłostać drugiego, jeśli  nie ma nad nim władzy. Ponieważ zaś dzieci podlegają władzy ojca, a słudzy władzy swego pana,  wolno ojcu chłostać swego syna, a panu swego sługę, by ich poprawić i wychować.

    Rozwiązanie trudności. 1. Ponieważ gniew jest  pożądaniem odwetu, uczucie to budzi się głównie  wtedy, gdy ktoś mniema, że jest niesprawiedliwie  czymś urażony, jak to zauważył Filozof. Dlatego zakaz, by rodzice nie pobudzali swych dzieci  do gniewu, nie zabrania im chłostać swych synów  celem ich wychowania; zakazuje tylko nadmiernego ich bicia. Zachętę zaś, by panowie odstępowali od gróźb, można dwojako rozumieć: by gróźb  używali z umiarem dla zachowania karności; oraz  by nie, zawsze wykonywali swe groźby. Postanowienie bowiem wymierzenia komuś kary trzeba  nieraz łagodzić miłosierdziem w jej wykonaniu.

               2. Większa władza ma prawo do stosowania  większych kar. Skoro zaś państwo jest w pełnym  znaczeniu społeczności, ten kto w nim sprawuje  rząd ma pełną władzę karcenia i dlatego może stosować kary nie dające się naprawić, a mianowicie  karę śmierci oraz karę obcięcia członków. Ojciec  natomiast, oraz pan stojąc na czele rodziny będącej  niedoskonałą postacią społeczności, nie posiada pełnej władzy karania, ma więc prawo stosowania  tylko lżejszych kar, które nie wyrządzają szkody niedającej się naprawić. Taką lżejszą karą jest chłosta.

                3. Każdemu wolno dać dyscyplinę temu kto jej chce. Ale chłostać drugiego dyscypliną wbrew  jego woli może tylko ten, komu zlecono troskę o  niego. Otóż temu właśnie celowi służy karcenie  przy pomocy chłosty.

  7. Św. Tomasz z Akwinu: Czy wolno mężowi zabić żonę przyłapaną na akcie cudzołóstwa?

    Leave a Comment

    Postawienie problemu. Wydaje się, że wolno, bo:

    1.         Prawo Boże nakazywało kamienować kobietę przychwyconą na cudzołóstwie (Pwt 22, 24; Kpł 20,10). Kto zań wykonuje prawo Boże, ten nie grzeszy. A więc kto zabija własną żoną jeśli jest cudzołożnicą, nie grzeszy.

    2.         To, co jest dozwolone przez prawo, jest dozwolone także temu, komu zlecono wykonanie tego prawa. Otóż prawo pozwala na zabicie cudzołożnicy, podobnie jak każdej innej osoby winnej kary śmierci. Skoro więc prawo zleciło mężowi zabicie żony, przyłapanej na popełnianiu cudzołóstwa, wydaje się, że wolno mu ją zabić.

    3.         Mąż ma większą władzę nad żoną, która popełniła cudzołóstwo, niż nad mężczyzną, który popełnił je wraz z nią. Otóż jeśli mąż uderzy duchownego, którego przyłapał przy swej żonie, nie podlega klątwie. A więc wydaje się, że może zabić swą żonę, jeśli ją przychwyci na cudzołóstwie.

    4.         Mąż winien karcić swą żonę. Karcenie zaś dokonuje się przez wymierzanie słusznej kary. Skoro zaś śmierć jest słuszną karą za cudzołóstwo, które jest uznane za przestępstwo karane śmiercią, wobec tego wydaje się, że mężowi wolno zabić żonę, która popełniła cudzołóstwo.

    Ale z drugiej strony Sentencje powiadają, że „Kościół Boży, nie mając obowiązku przystosowywać się do praw świeckich, ma tylko duchowy miecz”. Wydaje się więc, że kto chce być członkiem Kościoła, nie może korzystać z prawa, które pozwala na żonobójstwo. Zresztą mąż i żona mają równe prawa. Otóż żonie nie wolno zabić męża przychwyconego na cudzołóstwie. A więc także mężowi nie wolno zabić żony.

    Odpowiedź. W dwojaki sposób zdarza się, że mąż zabija żonę: oddając sprawę do sądu, lub osobiście. Nie ulega wątpliwości, że mąż kierując się gorliwym pragnieniem sprawiedliwości, a nie uczuciem zemsty lub nienawiści, może bez grzechu oskarżyć w sądzie żonę, która popełniła cudzołóstwo o to przestępstwo, i żądać kary śmierci, ustanowionej przez prawo, podobnie jak wolno oskarżyć o zabójstwo lub o inne przestępstwo tego, kto je popełnił. Ale takiego oskarżenia nie powinno się czynić przed sądem kościelnym, gdyż ,,Kościół nie ma miecza materialnego”, jak mówi Piotr Lombard.

    Natomiast nie wolno mężowi zabijać osobiście żony, której nie udowodniono winy w sądzie. Ani prawo cywilne, ani prawo sumienia nie pozwala mężowi zabić żony poza momentem przyłapania jej na gorącym uczynku cudzołóstwa, choćby wiedział, że ona je popełniła. Ale prawo cywilne jakby uznawało za dozwolone zabicie żony w chwili, gdy mąż ją przyłapie na akcie cudzołóstwa — w tym znaczeniu, że nie przewiduje za ten czyn kary należnej za morderstwo, a nie w tym znaczeniu, jakoby nakazywało mężowi zabić żonę; bierze bowiem pod uwagę jego wzburzenie w owej chwili, popychające go do zabójstwa żony. Ale Kościół nie jest związany prawami ludzkimi. Nie ma więc obowiązku uznać tego, co sąd świecki puszcza bezkarnie, za wolne od winy zasługującej na karę wieczną lub kary, które ma wymierzyć sąd kościelny. A więc w żadnym wypadku nie wolno mężowi zabić żony na podstawie własnej władzy.

    Rozwiązanie trudności:

    1. Prawo porucza wymierzenie tej kary nie osobom prywatnym, ale wyznaczonym urzędowo do tego rodzaju spraw. Mąż zaś nie jest sędzią żony. Dlatego nie wolno mu jej zabijać, choć wolno mu oskarżyć ją przed sędzią.

    2.         Prawo cywilne nie poruczyło mężowi zabicia żony, nie dało mu takiego nakazu. Gdyby otrzymał taki nakaz, nie zgrzeszyłby wykonując wyrok, podobnie jak kat, będący sługą sprawiedliwości, gdy zabija złoczyńcę, skazanego przez sąd na karę śmierci. Prawo to przyzwala na to zabicie w tym znaczeniu, że nie ustanowiło kary za nie, owszem podało pewne utrudniające warunki by powstrzymać męża od żonobójstwa.

    3.         Ten przykład nie dowodzi, że ów czyn jest zasadniczo dozwolony, ale tylko że nie ustanowiono kary za ów czyn, gdyż klątwa jest także karą.

    4.         Wspólnota może być dwojaka: domowa, utworzona z rodziny, oraz polityczna, jak państwo, królestwo, księstwo itp Otóż naczelnik społeczności politycznej, np. król lub sędzia, może wymierzać kary zarówno takie, które maja na celu poprawienie sprawcy jakiegoś przestępstwa, jak i takie, które zmierzają do usunięcia jakiegoś osobnika dla oczyszczenia jakiegoś społeczeństwa. Natomiast ten, kto stoi na czele pierwszej społeczności, a więc rodziny, np. ojciec, może wymierzać tylko kary, mające na celu poprawienie winowajcy, a nie rozciągające się dalej. Kara śmierci zaś przekracza te uprawnienia. Dlatego mąż, choć jest „głową żony” nie ma prawa jej zabić, choć może ukarać ją w inny sposób.

  8. Tomasz Terlikowski błądzi

    Leave a Comment

    Tomasz Terlikowski jest znanym konserwatywnym publicystą katolickim, którego gorliwość i oddanie dla pewnych elementów nauki moralnej Kościoła zasługuje na pochwałę. Nie mniej jednak jak każdemu człowiekowi przydarza mu się błądzić, co należy też jemu pokazać. Jednym z przykładów błędnych wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego są słowa, które – w odpowiedzi jednej ze współdyskutantek – napisał w dniu 10 kwietnia b. roku – na swej facebookowej tablicy. Otóż pan Terlikowski najpierw zasugerował, iż nie widzi w katolickiej wykładni Pisma świętego i Tradycji Kościoła podstaw do wspierania karania śmiercią czynnych homoseksualistów, a gdy dyskutująca z nim osoba wskazała na konkretne fragmenty Biblii, w których o takowej sankcji za ów grzech jest mowa, publicysta ten napisał, co następuje:

    “Szanowna Pani, katolicka lektura Pisma Świętego dokonuje się zawsze w świetle Tradycji i Magisterium. Nigdy nie czytamy Pisma Św. literalnie. Tak gwoli ścisłości. Nie jesteśmy fundamentalistami biblijnymi. I nigdy nimi nie byliśmy”.

    Nie wiem, czy Tomasz Terlikowski pewnych rzeczy nie wie, czy może na potrzeby dyskusji, nie chce o pewnych kwestiach mówić, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że jego powyższe sugestie i wypowiedzi nie są zgodne ani z prawdą historyczną, ani też nauczaniem katolickim.

     

    Po pierwsze bowiem, w Tradycji Kościoła znajdowały się wypowiedzi i akty wspierające karanie śmiercią za czynny homoseksualizm. Jednym z tego przykładów są dwie bulle autorstwa papieża św. Piusa V: “Cum Primum” oraz “Horrendum illus scelum”. W tych dokumentach tenże święty papież nakazał wydawanie winnych homoseksualnych postępków duchownych władzom cywilnym, by stosowały wobec takowych takie same kary, jakie ówczesne prawo przewidywało za owe grzechy popełniane przez osoby świeckie. A przypomnijmy, że wówczas częstą karą – również w państwach katolickich – za akty homoseksualne była właśnie kara śmierci.

    I nie twierdzę teraz, że każdy katolik z pewnością musi zgadzać się z karaniem śmiercią czynnych homoseksualistów i lesbijek. Wspomniane bulle św. Piusa V jako takie miały bowiem charakter raczej dyscyplinarny, a nie stricte doktrynalny, przez co jako takie nie zobowiązywały katolików do automatycznego uznawania ich za słuszne. Nie mniej jednak, jest historycznym faktem, iż w Tradycji Kościoła miały miejsce czyny i wypowiedzi wspierające karanie śmiercią za sodomię. Można się z tym nie zgadzać, ale należy wówczas uczciwie zmierzyć się z tym historycznym faktem.

     

    Po drugie: kompletną bzdurą jest twierdzenie Tomasza Terlikowskiego, jakoby katolicka lektura Pisma świętego “nigdy” nie polegała na jego “literalnym odczytywaniu”. Jest bowiem niemal dokładnie odwrotnie. Tradycyjnie katolicka wykładnia Biblii zazwyczaj (choć nie zawsze) opiera się na jej dosłownym rozumieniu. Święty Tomasz z Akwinu nauczał, iż: „Wszystkie rodzaje sensu Pisma świętego powinny się opierać na sensie dosłownym” (Summa theologiae, I, 1, 10 ad 1). Papież Leon XIII potwierdził tę zasadę w swej encyklice „Providentissimus Deus”, gdzie uczył, co następuje:

    Niech on [współczesny komentator] jednak z tego powodu nie sądzi, że ma drogę zamkniętą do posuwania się dalej w badaniu i wyjaśnianiu, a tym bardziej, gdy znajdzie się do tego słuszna przyczyna, – byle tylko szedł sumiennie za ową regułą, rozumnie przez św. Augustyna postawioną, a mianowicie, że należy jak najmniej odstępować od sensu literalnego i niejako właściwego, chyba że jakiś powód nie pozwoli go zatrzymać lub konieczność zmusi do opuszczenia go [Św. Aug., De Gen. ad litt. VIII, 7, [13].]. Tej reguły tym mocniej należy się trzymać, im większe jest niebezpieczeństwo pobłądzenia przy tak wielkim pożądaniu nowości i wolności zdań„ (Podkreślenie moje – MS).

    Również Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 116 powtarza wskazaną wyżej zasadę św. Tomasza z Akwinu, iż: „Wszystkie rodzaje sensu Pisma świętego powinny się opierać na sensie dosłownym„.

    Jednym z bardziej dobitnych przykładów tego, iż Magisterium i Tradycja Kościoła wykłada Pismo święte w sposób literalny, jest choćby dogmat o Rzeczywistej i Substancjalnej Obecności Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa w konsekrowanych Hostiach. To dogmatyczne nauczanie jest oczywiście dosłownym i literalnym rozumieniem następujących słów z Ewangelii św. Mateusza: “Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje». Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (tamże: 26, 26-28). A podobnych przykładów literalnej interpretacji Pisma św. jaką daje nam Magisterium Kościoła jest o wiele, wiele więcej.

    Warto zresztą zauważyć, iż pan Terlikowski de facto popada w sprzeczność sam ze sobą, gdy pisze, iż Pisma świętego “nigdy” nie należy traktować literalnie. Gdyby bowiem tak było, to również w kwestii potępienia przez Biblię aktów homoseksualnych (które wspomniany redaktor wszak też piętnuje) należałoby uciekać się do niedosłowności  wskazując zarazem, że przecież owe potępienie było formułowane w kontekście innych czasów, innej kultury i innych zwyczajów (jak czyni to zresztą wielu teologów). Tradycja i Magisterium Kościoła od wieków rozeznaje jednak biblijne potępienia homoseksualizmu w sensie dosłownym i uniwersalnym, a nie symbolicznym czy też kulturowo relatywistycznym. Niech się więc Tomasz Terlikowski zdecyduje, albo Biblii rzeczywiście nie należy “nigdy” interpretować literalnie, a wówczas jego publicystyczne batalie przeciwko sodomii można schować do buta, albo jednak Pismo święte częściej niż mu się to wydaje trzeba wykładać dosłownie.

  9. Św. Tomasz z Akwinu: Czy wolno sądzić?

    Leave a Comment

    Postawienie problemu. Wydaje się, że nie wolno sądzić, gdyż:

    1. Kary wymierza się tylko za to, co niedozwolone. Otóż sędziom zagraża kara, jakiej unikną ci,  którzy nie sądzą, w myśl słów Ewangelii (Mt 7, 1)  „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. A więc nie  wolno sądzić.

    2. Czytamy w Piśmie św. (Rzym 14, 7) : „Kimże ty jesteś, co sądzisz cudzego sługę? On Panu swemu stoi lub upada”. Otóż Bóg jest panem wszystkich. A więc człowiekowi nie wolno sądzić.

    3. Nie ma człowieka bez grzechu w myśl słów  Ewangelisty (1 Jan 1,8) : „Jeśli mówimy, że grzechu  nie mamy, sami siebie zwodzimy, a prawdy w nas  nie masz”. Otóż grzesznikowi nie wolno sądzić, zgodnie z nauką Pawła Apostoła (Rzym 2, 1): „Nie możesz być wymówiony wszelki człowiecze, który sądzisz, albowiem w cnym drugiego sadzisz, samego  siebie potępiasz”. A więc nie wolno sadzić.

     

    Ale z drugiej strony powiada Pismo św. (Powt 16,18)  „Sędziów i urzędników postanowisz we wszystkich  bramach twoich, aby sądzili lud sądem sprawiedliwym”.

    Odpowiedź. Sąd jest dozwolony w miarę jak jest  aktem sprawiedliwości. A to wymaga trzech rzeczy: po pierwsze, by do tego sądu skłaniała człowieka  sprawiedliwość; po drugie, by sąd ten został wydany  powagą przełożonego i po trzecie, by zgodny był z  zasadami roztropności. Kiedykolwiek brak jednego z  tych trzech czynników, sąd staje się wadliwy i niedozwolony. A więc po pierwsze, kiedy jest sprzeczny  z prawością sprawiedliwości – i wówczas zwie się  przewrotnym i bezbożnym; po drugie, gdy człowiek  wydaje sąd w tych sprawach, w których nie ma władzy, i wówczas mamy do czynienia z sądem samozwańczym; po trzecie, gdy nie ma pewności w rozumie, np. gdy ktoś wydaje sądy w sprawach wątpliwych lub ciemnych na podstawie płytkich przypuszczeń – i wówczas mamy sąd pochopny i lekkomyślny.

    Rozwiązanie trudności.

    1. Pan Jezus zabrania tu  sądów nierozważnych o cudzych wewnętrznych zamierzeniach, albo w sprawach niepewnych, jak tłumaczy św. Augustyn. Względnie Pan Jezus zabrania tu sądzenia o rzeczach Bożych, które winniśmy  przyjąć wiarą, gdyż nas przewyższają, a nie sądzić  je – jak uczy św. Hilary. Albo wreszcie, według  św. Jana Chryzostoma Pan Jezus wzbrania tu sądów pochodzących z zgorzkniałości duszy, a nie z  życzliwości.

    2. Sędzia jest sługą Bożym. Stąd powiada Pismo św. (Powt 1,16): „Co sprawiedliwe jest, sądźcie,  . . . ponieważ sąd jest Boży”.

    3. Kto żyje w ciężkich grzechach, nie powinien  sądzić tych, którzy mają te same lub mniejsze grzechy, jak tego naucza św. Jan Chryzostom. Należy  te słowa rozumieć szczególniej o grzechach publicznych, gdyż takie sądzenie wywołałoby zgorszenie w  innych umysłach. Natomiast gdy chodzi o grzechy  nie publiczne, ale prywatne a równocześnie zachodzi  konieczność sądzenia z powodu obowiązku, wówczas wolno z pokorą i bojaźnią karcić je lub sądzić.  Dlatego św. Augustyn uczy, iż jeśli stwierdzimy, że  mamy tę samą wadę, wówczas ze skruchy postarajmy się poprawić. Sądząc w takim wypadku człowiek  nie potępia siebie samego celem zdobycia zasługi,  lecz wyznaje, że potępiając drugiego sam jest godzien potępienia z powodu tego samego grzechu.

  10. Dwie katolickie definicje kłamstwa

    Leave a Comment

    W nawiązaniu do mego ostatniego artykułu na temat kłamstwa: https://salwowski.net/2018/10/20/czy-powiedzenie-nieprawdy-niesprawiedliwemu-agresorowi-jest-czy-nie-jest-klamstwem/ jeszcze raz chciałbym przybliżyć i skonkretyzować  na czym polegają i czym się od siebie różnią dwie podstawowe katolickie definicje kłamstwa. A zatem:

     

    I. Pierwsza z nich to mająca za sobą najdłuższą historycznie tradycję teologiczną definicja autorstwa św. Augustyna z Hippony, wedle którego:

    kłamać jest to wyrażać bądź słowami, bądź innym znakiem, w zamiarze oszukania bliźniego, rzecz przeciwną tej, jaką zachowujemy w sercu swoim [1].

    Dziewiętnastowieczny teolog i apologeta katolicki, ks. Ambroise Guillois tak rozwija nauczanie owego Doktora Kościoła na ten temat:

    Kłamstwo jest to słowo, które mówimy, lub znak, który czynimy w zamiarze, aby bliźni uwierzył w rzecz zupełnie przeciwną tej, o jakiej myślimy. Istotą kłamstwa jest mówić, pisać lub czynić przeciw własnej myśli. Jeżeli twierdzimy o rzeczy jakiej, którą uważamy za prawdziwą, a ona taką nie jest, będzie to wówczas błąd, a nie kłamstwo. I przeciwnie, gdy twierdzimy, że rzecz jaka jest prawdziwą, która istotnie jest prawdziwą, wierzymy atoli, że jest fałszywą, wówczas dopuszczamy się kłamstwa, mówiąc nawet prawdę. Kłamstwo więc nie czerpie swojej złości z prawdy lub fałszu tego co mówimy, ale z obłudy serca kłamcy, który chce przekonać mową lub odpowiednimi jej znakami o tym, czego sam nie myśli, i wmówić w bliźniego to, czemu sam nie wierzy. Kłamstwo jest to słowo które mówimy lub znak, który czynimy w zamiarze oszukania bliźniego [2].

    A zatem mówiąc w skrócie: kłamstwem jest przekazanie za pomocą słów lub znaków czegoś co samemu uważa się za nieprawdę w celu wprowadzenia naszego bliźniego w błąd.

    Wedle takiego rozumienia kłamstwa nie jest tym grzechem np. wyznanie na scenie przez aktora aktorce gorących ku niej uczuć, gdyż nawet jeśli owe słowa nie są prawdą to aktor ten w oczywisty sposób nie składa owych deklaracji po to, by kogokolwiek wprowadzić w błąd. Inną sprawą jest, to że aktorskie rzemiosło niesie wiele innych niebezpieczeństw w sferze duchowej i moralnej, ale to jest odrębny temat.

    Nie każdy też żart, w którym opowiada się jakąś fikcyjną historię jest kłamstwem. Jak nauczał św. Augustyn:

    Nieuważane są za kłamstwo, pewne żarty, w których jawnie się okazuje ze sposobu, w jakim je wyrażamy, że nie mamy zamiaru oszukiwać, nawet mówiąc nieprawdę [3].

    Wspomniany już wyżej ks. Ambroise Guilloise rozwija i precyzuje tę kwestię:

    Stąd wynika, że jeśli kto mówi dla śmiechu, rzecz fałszywą z taką miną i powierzchownością, że bliźni nie może być zwiedzionym, ani oszukanym, albo rzecz tak dalece niepodobną do prawdy, że nikt jej wierzyć nie zechce, na przykład, że uszedł pieszo dwadzieścia mil na godzinę, byłoby to nie kłamstwem, ale niedorzecznością, marną gadaniną [4].

    Wedle św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu i większości katolickich moralistów kłamstwem jest zdefiniowany wyżej sposób wprowadzania w błąd, również wówczas, gdy ma on na celu ratowanie życia niewinnych, a nawet wieczne zbawienie dusz. Św. Augustyn pisał:

    „Nie trzeba mniemać, iż kłamstwo nie jest grzechem, skoro posługuje na korzyść cudzą (…) Czy kłamstwo może kiedykolwiek nie być złem? Czy może kiedykolwiek być dobrem? (…) Powinniśmy nienawidzieć powszechnie wszelkiego rodzaju kłamstwa, ponieważ nie ma żadnego, które przeciwnym nie byłoby prawdzie. Podobnie jak nie masz zgody pomiędzy światłem a ciemnością, między religią a bezbożnością, zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią: tak też nie ma żadnej godziwej umowy między kłamstwem a prawdą. O ile ta jest dla nas drogą, o tyle kłamstwem brzydzić się powinniśmy. Ale oto jest człowiek niewinny, któremu trzeba ocalić życie, oświadczając wbrew prawdzie, że nie wiemy gdzie się ukrył. Czy powiedzielibyście to samo w obecności najwyższego Sędziego, któryby wam zadał to pytanie? Czyliż nie jest większą odwagą i cnotą odpowiedzieć: Nie będę ani donosicielem ani kłamcą. Biskup Thagaste, imieniem Firmus wezwany imieniem cesarza, o wydanie człowieka, który się ukrywał u niego, odpowiedział śmiało, że nie chce ani kłamać, ani wydać nieszczęśliwego, woląc raczej wycierpieć najsroższe męki, niżeli uczynić to, czego wymagają po nim, lub powiedzieć fałsz. (…) Gdy nas przymuszają do kłamania z powodu zbawienia wiekuistego jakiej osoby, na przykład gdy idzie o udzielenie jej sakramentu chrztu świętego, do kogoż wtedy mam się uciec, jeżeli nie do ciebie; o prawdo święta? Ale czy prawda może pozwolić dopuścić się kłamstwa?” [5].

    Z kolei św. Tomasz z Akwinu pisał:

    „Nie wolno mówić kłamstwa, nawet by ocalić kogoś z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa”.

    O ile jednak kwestia tego co rozumiemy pod pojęciem kłamliwych słów jest jasna, jako mniej jednoznaczne jawi się to, co w bardziej szczegółowym sensie oznaczają “znaki” za pomocą, których również możemy skłamać. Tertulian tak to wyjaśnia:

    Pisałem, powiadają, ale nie wyrzekłem ani jednego słowa. Ale czyliż nie jest mówieniem pisanie? Czyliż nie można wydać głosu bez poruszenia ust? Zachariasz, pozbawiony przez jakiś czas daru mowy, czyliż jednak nie rozmawiał sam z sobą, a przezwyciężając opór swojego języka, zastąpił go mową rąk, na wyrażenie myśli swojego serca … mówi pisząc [6].

    A zatem pod pojęciem znaku należy rozumieć pisanie, gestykulację rękoma czy też np. kiwnięcie głową.

    Zasadnie jednak można spytać się, czy pod pojęciem kłamliwych znaków trzeba też rozumieć dajmy na to pozorowane ruchy armii w czasie wojny albo choćby przybranie tzw. pokerowej miny podczas gry w karty? Teolog moralny z XIX wieku kardynał Gousset powołując się na św. Tomasza z Akwinu pisze, iż podobne działania nie są kłamstwem:

    W czasie wojny wolno używać podejścia, na przykład wydawać rozkazy publicznie do podchodów, ruchów wojsk, mając na myśli, wcale co innego. Takowe udawanie, zwodzenie, nie jest kłamstwem, gdyż właściwie nie jest to kłamać,, ukrywać przed nieprzyjacielem to, co się ma zrobić, aby go zbić z prawdziwego toru [7].

    Oczywiście, ktoś może w tym miejscu zaprotestować, iż rozróżnienie na kłamliwe znaki w rodzaju pisma, ruchów ręką czy kiwnięcia głową i niekłamliwe znaki typu pozorowane ruchy wojska jest nielogiczne i niekonsekwentne. Cóż, nie wiem w tej chwili, czy przyznać słuszność takiej obiekcji, jednak po prostu takie jest mniej więcej tradycyjnie katolickie rozróżnienie w tej sferze. Nie twierdzę, iż nie wymaga on dalszych badań, dociekań, a być może też pewnych poprawek oraz korekt.

     

    II. Jako drugą katolicką definicją kłamstwa można podać tę ukutą w XVI wieku przez niektórych moralistów, która, zachowując podstawowe augustyniańskie rozumienie kłamstwa, jednocześnie łagodzi owo poprzez położenie akcentu na tzw. zastrzeżenie myślne (lub domyślne). Wedle tej koncepcji kłamstwo jest owszem absolutnie zakazane, jednak nie jest kłamstwem taki sposób wyrażania się, który choć dwuznaczny, a nawet literalnie nieprawdziwy, jest przez odbiorcę owej wypowiedzi łatwy do rozpoznania właśnie jako dwuznaczny lub nieprawdziwy, a to z powodu przyjętego w danym kręgu kulturowym zwyczaju lub sposobu mówienia. Ks. Ambroise Guillois tak wyjaśnia ową opinię teologiczną:

    Są wszakże okoliczności, w którym wolno używać wyrażeń dwuznacznych; na przykład, ktoś powodowany ciekawością, zadaje ci pytanie, na które nie możesz odpowiedzieć wyraźnie i stanowczo, bez narażenia się na nieprzyzwoitość lub przykrość; z drugiej zaś strony, twoje milczenie byłoby dostatecznym do objawienia twojej myśli: w takim razie możesz odpowiedzią dwuznaczną powściągnąć natręctwo tego, kto cię zapytuje (…) są wszakże niektóre wyrażenia, nie będące prawdziwymi dosłownie, używać ich wszakże można, ponieważ przyjęte są przez zwyczaj, i znaczenie ich jest wiadome. Służący mówi, że nie masz pana w domu, chociaż jest rzeczywiście: czy kłamie? Nie, ponieważ nie oszukuje tego do kogo mówi. Czyliż nie wiadomo, że słowa te znaczą: że pan nie chce się z kim widzieć, że nie przyjmuje gości? Znaczenie takiej odpowiedzi jest wiadome; nikt się nie omyli na nim; nie masz tu zatem kłamstwa. Prosisz przyjaciela o pożyczenie pieniędzy; ponieważ wie on, że lubisz za nadto wydatki, odpowiada ci: Nie mam, a jednak ma pieniądze. Czy dopuszcza się kłamstwa? Nie, ponieważ słowa, które mówi, nie mogą cię oszukać, i znaczą tylko, według przyjętego zwyczaju: Nie mam pieniędzy, które bym chciał lub mógł ci pożyczyć [8].

    Zwolennikiem takiego rozumienia kłamstwa i zastrzeżenia domyślnego był św. Alfons Maria Liguori, doktor Kościoła i patron katolickich moralistów. Ów święty rozciągał zastosowanie zastrzeżenia domyślnego nawet na zeznania składane w sądzie pod przysięgą wówczas, gdy m.in. treść owych zeznań mogła by ujawnić tajemnicę, której obiecało się strzec, kiedy przestępstwo będące przedmiotem procesu wydawało się być pozbawione winy, albo też sąd dokonujący przesłuchania działał poza granicami prawa.

    Oczywiście, powyższe definiowanie kłamstwa musi logicznie prowadzić do wniosku, że w takim razie trudno za kłamstwo uznać przekazywanie czegoś, co uważa się za nieprawdę w sytuacji, gdy w grę wchodzi obrona życia niewinnych ludzi.

    Z drugiej strony warto zaznaczyć, że zbyt szerokie rozumienie zastrzeżenia myślnego zostało potępione przez papieża bł. Innocentego XI, który odrzucił jako błędne i skandaliczne następujące twierdzenia:

    Jeżeli ktoś, czy sam, czy wobec innych, czy pytany, czy z własnej woli, czy dla zabawy lub w jakimkolwiek innym celu, zaprzysięga, że nie zrobił tego, co w istocie zrobił, lub inną drogę nie tę na której to zrobił, lub cokolwiek dodanego prawdziwego, nie kłamie w rzeczy samej, ani jest krzywoprzysiężcą. Słuszna przyczyna użycia dwuznaczników, ilekroć potrzebne to potrzebne lub korzystne dla ocalenia ciała, honoru, dla zachowania majątku lub jakiegokolwiek innego czynu cnoty, tak że wtedy ukrycie prawdy uważa się za konieczne i dogodne [9].

    Warto też wspomnieć, iż Katechizm Soboru Trydenckiego zdecydowanie odrzuca nie tylko twierdzenie, jakoby zeznając w sądzie wolno było kłamać, ale też stwierdza, że nie godzi się tam zatajać prawdy:

    Powinien świadek każdy nie tylko fałszywie nie świadczyć, ale i prawdy nie taić. Bo jako Augustyn S. powiada: Kto zatai prawdę, a kto kłamstwo powie, obydwa winni; ów iż pomóc bliźniemu nie chce, a ten iż szkodzić chce. Bywa, iż czasem godzi się prawdę zamilczeć, ale nie u sądu. Bo, gdzie Sędzia świadectwo od kogo swoim porządkiem odbiera, tam winien prawdę każdy zawsze powiedzieć. W czym potrzeba świadków ostrzegać, aby nie spuszczając się na pamięć swoją, nie twierdzili tego zapewne, czego dobrze nie pamiętają [10].

     

    A zatem podsumowując:

    1. Wedle zgodnego nauczania katolickich moralistów nigdy i nigdzie nie ma się prawa kłamać. Ta doktryna jest podtrzymywana także przez Magisterium Kościoła.

    2. Katoliccy moraliści różnią się jednak co do tego, w jakich szczegółowych okolicznościach życiowych mamy do czynienia z kłamstwem. Historycznie rzecz ujmując większość moralistów katolickich była zdania, że z kłamstwem mamy do czynienia również w sytuacji przekazywania tego, co uważa się za nieprawdę w celu ratowania życia niewinnych ludzi. Z wywodów mniejszości katolickich moralistów (którzy jednak w ostatnich 200 latach zdobyli przewagę) można jednak wysnuć wniosek, iż nieprawda nie jest wówczas kłamstwem.

    3. Z pewnością kłamstwem nie są żarty po których sposobie opowiadania da się łatwo poznać, iż ich celem nie jest przekazywanie prawdziwej historii. Jasno o tym mówi nawet autor bardziej surowej definicji kłamstwa, czyli św. Augustyn z Hippony.

    4. Oczywistość stanowi też wniosek, że kłamstwem nie jest gra aktorów na scenie czy też opowiadanie dzieciom bajek na dobranoc (o ile w przypadku bajek jasno mówi się, że czytamy w danej chwili bajkę, a nie np. podręcznik do historii). Celem tych działań nie jest bowiem wprowadzanie kogoś w błąd. Każdy rozsądny widz wie bowiem, iż gra aktorska jest grą aktorską, a nie pokazem “reality show”. Również dzieci zwykle dostrzegają różnicę pomiędzy bajkami a prawdziwymi historiami.

    5. Kłamać można nie tylko za pomocą słów, ale także takich znaków jak pismo, ruchy ręką czy też skinięcie głową. Wedle będącego jednak zwolennikiem bardziej rygorystycznej definicji kłamstwa św. Tomasza z Akwinu do tego czynu nie należy zaliczać wojskowych forteli w rodzaju pozorowanych ruchów wojsk, etc.

     

    Przypisy:

    [1] Św. Augustyn z Hippony, “De mendacio”, Lib I.  Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 380.

    [2] Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 379 – 380.

    [3] Św. Augustyn z Hippony, “De mendacio”, Lib I. Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 380.

    [4] Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 380.

    [5] Św. Augustyn z Hippony.  Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 382.

    [6] Tertulian, “Opera”. Cytat za:  Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 379.

    [7] Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, Warszawa 1858, s. 303.

    [8] Ks. Ambroży Guillois, s. 385 – 386; 387.

    [9] Cytat za: Kardynał Gousset, jw., s. 271.

    [10] Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 98.