Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: skromność

  1. W jaki sposób nie powinno się przedstawiać Maryi i innych świętych?

    Leave a Comment

    (Pytanie) Wystawianie jawne w Kościołach lub gdziekolwiek obrazów, a mianowicie świętych Panien stosownie do mody, jakiej dziś niewiasty światowe w strojeniu się trzymają, odmalowanych z gołą głową, z karkiem obnażonym, z wdziękami umielającemi się czy Kościół pochwala?

    (Odpowiedź) Broń Boże! Nie tylko nie pochwala, ale owszem surowo tego zakazuje. Oto słowa powszechnego Soboru Trydenckiego: Żadna bezwstydność niech nie znajdzie miejsca w obrazach Świętych, tak iżby ani w malowaniu ich, ani w przyozdabianiu nie wydawały się wdzięki zalotne. Niechaj więc Biskupi wszelkiej w tej mierze przykładnią pilności i starunku, żeby w Kościele nic nieporządnego, nic nieopacznego, albo ladajako skleconego, nie światowego, nic nieprzystojnego, widzieć się nie dało; gdyż domowego Bożemu przystoi świętobliwość. O tak to ważna jest ustawa. Jak wielkiego grzechu winnemi się stają ci, którzy ją przestępują, trudno w krótkości opowiedzieć.

    Patrz: X. Franciszek Pouget, Nauki katolickie w sposób katechizmowy, w których wyłożone są w krótkości  z Pisma świętego i Podania: Dzieje, zasady religii, moralność chrześcijańska, sakramenta, modły, obrzędy i zwyczaje Kościoła, Warszawa 1830, s. 579 – 580.

    ***

    (…) Cel świętych obrazów jest zbudowanie i do cnót zachęcenie wiernych. Albowiem czem są książki pobożne dla czytających one, mówi św. Grzegorz, tem bydź mają obrazy dla zapatrujących się na nie.  Książka pobożna naucza wiernego jak ma żyć, obraz zaś Świętego, jeżeli tej szpetnie będzie odmalowany, albo jeśli będzie w postawie Herkulesa, z miną hardą i srogą, lub w kształcie wszetecznej Wenery udany? Jakże się np. niewiasta zachęci do nabożeństwa, skromności, przestrzegania wstydu, zapatrując się na obraz jakiej Świętej na wzór dzisiejszych rozpustnic z gołą głową, z rozpuszczonymi włosami, z obnażonymi karkiem, ramionami, piersiami odmalowanej? Z drugiej strony jakże się, takie malowania zgodzić mogą z życiem dziwnie skromnym, wstydliwym, umartwionym, pokutnym, gardzącym światem, a usiłującym podobać się jedynie Jezusowi Chrystusowi, jakie właśnie Święte i Święci Pańscy prowadzili i prowadzić je tak niezbędnie albo przynajmniej kończyć musieli, bo inaczej nigdyby do tej chwały, której dziś w w niebie zażywają nieprzyszli. Czyliż np. Agata, Łucja, Franciszka i inne tysiączne Święte, tak wielką łaską, w jakiej dziś są u Boga znalazły, gdyby na wzór innych niewiast światowych nieskromnie i z gołą głową chodziły; ponieważ Duch Ś. wyraźnie tego niewiastom zakazuje i chce, aby tak te, które w małżeńskim lub wdowim, jako i owe które w panieńskim stanie  zostają okrywały swe głowy, a szczególniej w czasie publicznego nabożeństwa, bo inaczej czyniąc obrażałyby Aniołów. Wszelka niewiasta, mówi Apostoł, modląca się … z z nie nakrytą głową, sromoci głowę swoją. Boć jedno jest jakby ogolona była. Albowiem niewiasta jeśli się nie nakrywa, niechże się strzyże. Lecz jeśli sromota niewieście strzyc się albo golić, niechże nakrywa głową swoją (1 Cor. XI, 5. 6 et 10). Czyliżby te Święte zamiast łaski Bożej, nie ściągnęły na siebie gniewu Jego, gdyby stosując się do zwyczaju świata z obnażonymi szyjami, ramionami i piersiami, tak je dziś niektórzy ladajacy i skażonego smaku malarze na obrazach wystawiają, w oczach ludzkich były za życia się ukazywały? Ponieważ tem samem stałyby się, mówi jeden Ojciec Kościoła, drzwiami czarta, zgorszeniem i zgubą dusz, a zatem i same na podobną zaroiłyby zgubę. Tak więc obrazy nieprzystojne, są przeistoczeniem prawdy w fałsz, zniewagą Świętych, zgorszeniem ludu. A przetoż poświęcać je, jawnie wystawiać, w Kościele składać, jest władzy swej świętokradzko nadużywać, wielkie zło upoważniać, zgorszenie upowszechniać, obrzydliwość na miejscy świętym stawiać/

    Cytat za: ks. Franciszek Pouget, jw., s. 446 – 447.

  2. Czy moje poglądy są „kalwinistyczne” albo „jansenistyczne”?

    Leave a Comment

    Ciągle powtarzającym się twierdzeniem wysuwanym w kierunku mej publicystycznej aktywności jest zarzut przypisujący mi promowanie takich błędów i herezji jak: purytanizm, kalwinizm czy jansenizm. Często sugeruje mi się też, że propaguję moralność „muzułmańską”. Spotkałem się nawet z głosami, jakoby, wspierał „manicheizm” czy nawet „kataryzm”. Jako, że nigdy owe oskarżenia nie są poparte merytorycznymi dowodami (polegającymi na wykazaniu, które konkretnie z promowanych przeze mnie poglądów są odrzuconymi przez Magisterium Kościoła błędami czy herezjami) czasami zarzuty te są nieco łagodzone i zamiast np. kalwinizmu „sensu stricte” przypisuje mi się zaledwie „kalwinistyczną mentalność”, etc.

    Wszystkie te zarzuty i oskarżenia są bzdurne, głupie i bezsensowne z kilku powodów:

     

    PO PIERWSZE: głoszona przeze mnie „surowość moralna” (która w swej istocie jest tak naprawdę jasnością, konsekwencją i klarownością w objaśnianiu tradycyjnych zasad moralności katolickiej) była i jest inspirowana przez szczerą chęć podążania za katolicką ortodoksją. Każdy z poglądów, który promuje w swych artykułach i książkach udowadniam za pomocą licznych odwołań do zarówno przed jak i posoborowego Magisterium Kościoła oraz pism i wypowiedzi Ojców, Doktorów, Świętych, katolickich teologów o uznanej prawowierności.  W rzeczywistości też znajomość tego co mówi tradycyjnie protestancka teologia na temat takich kwestii jak mieszane tańce i plaże, skromność strojów, zawodowy boks, prawo władz cywilnych do karania nierządu, cudzołóstwa czy pornografii, jest w mym przypadku acz nader skromna w porównaniu z analogiczną wiedzą, jaką w ciągu wielu lat zdobyłem na owe tematy studiując tradycyjną teologię katolicką. Przykładowo, jestem w stanie podać blisko 100 wypowiedzi autorytetów katolickich, w których przestrzega się przed tańcami i balami, ale nie wiem, czy byłbym zdolny przytoczyć choćby 5 cytatów autorstwa protestanckich pastorów i kaznodziei na ów temat.

     

    PO DRUGIE: mimo mych wielokrotnych próśb, które w przeciągu wielu lat, kierowałem do oponentów „brawaryzmu” o wykazanie, które z tez promowanych w mych artykułach, zostały napiętnowane, odrzucone albo przynajmniej skrytykowane przez Magisterium Kościoła, nikt z nich, nie był w stanie podać choćby jednego takiego poglądu. Inaczej rzecz ujmując: choć wciąż jestem zarzuca mi się błędy i herezje, to ilekroć wołam „sprawdzam” (domagając się konkretnych dowodów na poparcie tych zarzutów) następuje ze strony mych przeciwników milczenie. Faktycznie więc przeciwnicy „brawaryzmu” posługują się gołosłownymi oskarżeniami i pustosłowiem, które – przyjmując założenie, iż posługują się oni nimi świadomie – należałoby nazwać oszczerstwami, kalumniami i zniesławieniami.

     

    PO TRZECIE: choć jest prawdą, iż kalwiniści i purytanie bardzo niechętnie odnosili się do tańców damsko-męskich, zaś janseniści krytykowali np. praktykę polegającą na bardzo łatwym udzielaniu rozgrzeszenia nałogowym grzesznikom, fakt ten jeszcze w żaden sposób nie świadczy, że przekonania takie są błędne, heretyckie czy też na inny sposób niekatolickie. Wszak obok błędnych poglądów kalwiniści, purytanie i janseniści głosili też sporą ilość opinii zgodnych z odwiecznym nauczaniem Kościoła. Zwolennicy tych herezji  nie zostali potępieni przez Magisterium Kościoła za niechęć względem tańców i balów, domaganie się skromności strojów, twierdzenie, iż władze cywilne mają prawo karać nierząd i cudzołóstwo czy też krytykę zbyt łatwego rozgrzeszania pewnych notorycznym złoczyńców. Pośród setek tez wyznawanych przez kalwinistów, purytan czy jansenistów, które zostały uznane przez Stolicę Apostolską za błędne, heretyckie lub w najlepszym wypadku za nieroztropne i nierozważne, nie znajduje się opinia o treści:  „Tańce i bale zazwyczaj są bliską okazją do grzechu”; „Władze publiczne powinny karać i zakazywać niemałżeńskich związków seksualnych”; „Mężczyźni i niewiasty nie powinni kąpać się razem lub przebywać w stopniu prawie całkowitego negliżu w tym samym miejscu”;  „Brak przemiany życia jest dowodem na to, iż prawdopodobnie skrucha penitenta była zwodnicza, fałszywa i w takim wypadku kapłan powinien wstrzymać się z udzieleniem rozgrzeszenia” (oczywiście nie ma tam też zdania, które co prawda nie brzmiałoby identycznie, lecz jego sens dał by się ująć w tych słowach). Kalwinizm, purytanizm i jansenizm są błędne, obrzydliwe i heretyckie z całkowicie innych powodów.

    Wskazywanie zaś na to, że któryś z poglądów był podzielany przez jansenistów, a następnie twierdzenie, iż ktokolwiek powtarzający ową opinię dziś jest zwolennikiem jansenizmu jest tyle bezsensowne, co i głupie. Na takiej zasadzie można by wszak twierdzić, że np. sprzeciw wobec aborcji czy homoseksualizmu jest poglądem „fundamentalistycznie protestanckim”, gdyż przecież również wielu protestanckich fundamentalistów potępia te obrzydliwości. Tym bardziej groteskowe jest nazywanie w ten sposób poglądów, które nie dość, że nie zostały potępione przez Magisterium Kościoła, ale jeszcze stały się jego częścią albo też przynajmniej zostały przez nie zaaprobowane.

     

    PO CZWARTE: moje zainteresowanie różnymi takimi kwestiami tradycyjnej moralności chrześcijańskiej jak: tańce, skromność strojów, mieszane plaże, boks zawodowy, relacje chrześcijanie – popkultura, prawo władz cywilnych do karania pewnych grzechów, etyka sytuacyjna (w tym kwestia bezwzględnej niedopuszczalności kłamstwa), ma swój początek w studiowaniu różnorodnych publikacji katolickich (wydawanych przed Vaticanum II kościelnych pism, katechizmów, kazań, etc), a także w mym zaangażowaniu się w ruch tradycjonalistyczny (sprawą skromności strojów zainteresowałem się czytając artykuły w piśmie „Zawsze Wierni” temu poświęcone).

     

    PO PIĄTE: choć wydaje się być prawdą, iż – historycznie rzecz biorąc – pewne postulaty „brawaryzmu” były praktycznie rzecz biorąc, częściej realizowane w łonie społeczności protestanckich aniżeli katolickich, to okoliczność ta i tak niczego jeszcze nie dowodzi. Powoływanie się wszak na to, co miliony katolików czyniło w faktycznej opozycji do tego czego w danej kwestii nauczał Kościół, musi bowiem prowadzić na manowce. Owszem, trudno jest zaprzeczyć temu, że np. tańce i bale na przestrzeni wieków częściej występowały w krajach katolickich, aniżeli protestanckich, ale analogiczną obserwację można wyciągnąć odnośnie skali popularności i poparcia, jaką cieszyły się różne radykalnie lewicowe ruchy w obu tych grupach krajów. Otóż, gdy przyjrzymy się historii takich krajów jak Włochy, Francja, Hiszpania, nie mówiąc już nawet o Ameryce Łacińskiej, to zauważymy, iż ugrupowania komunistyczne i socjalistyczne cieszyły się tam wsparciem dużej części społeczeństwa. Na przykład, we Włoszech przez dziesiątki lat tamtejsza partia komunistyczna otrzymywała w wyborach od 30 do 50 procent oddanych głosów. Nieraz zaś bywało tam tak, iż nawet zatwardziali komuniści uważali się za gorliwych katolików, regularnie chodzili na Msze święte i korzystali z sakramentów. Z kolei w wielu krajach Ameryki Łacińskiej komuniści nie objęli rządów tylko dlatego, że nie pozwalały im na to przewroty tamtejszych, opanowanych przez prawicę armii. Trudno tą występującą w tych tradycyjnie katolickich krajach skalę poparcia dla komunizmu i socjalizmu nawet porównać z często znikomym wsparciem, na jakie radykalna lewica mogła liczyć w krajach tradycyjnie protestanckich. Przykładowo, w USA czy Wielkiej Brytanii, nigdy nie działała silna partia o charakterze stricte komunistycznym lub socjalistycznym (wszak, mimo wszystko, trudno byłoby nazwać Demokratów czy brytyjskich Labourzystów tym mianem). Co prawda, w historycznie protestanckich krajach Skandynawii od lat władzę sprawują partie mające w nazwie przymiotnik „socjalistyczna”, ale i tak trudno jest tu o jakieś analogie, gdyż w rzeczywistości jest (i dawniej też było) tam mało ludności (w Szwecji np. mieszka niespełna 10 milionów osób, a we Włoszech dla porównania przeszło 60 milionów; Norwegia liczy sobie niespełna 5 milionów mieszkańców, a Brazylię zasiedla 150 milionów ludzi). Wychodzi więc na to, że przez dziesiątki lat, w sporej części krajów tradycyjnie katolickich sympatia dla komunizmu i socjalizmu była o wiele większa, aniżeli w krajach tradycyjnie protestanckich. Czy to oznacza więc, iż komunizm i socjalizm są katolickie, a niechęć względem nich protestanckie? Oczywiście, że nie, wszak te radykalnie lewicowe ideologie zostały niejednokrotnie potępione przez Magisterium Kościoła. Podobnych przykładów można by podawać więcej. Zwyczaj modlitwy przed jedzeniem „teoretycznie” jest jak najbardziej tradycyjnie katolicki, a mimo to wydaje się, iż znacznie częściej jest on praktykowany przez pobożnych protestantów, aniżeli pobożnych katolików. Takie formy synkretyzmu i okultyzmu jak voo doo, santeria czy macumba, rozpowszechniły się o wiele bardziej na terenach katolickich (Brazylia, Haiti, Kuba, Luizjana), aniżeli w krajach protestanckich. Czy to oznacza, że te obrzydliwe kulty są tradycyjnie katolickie? Inny przykład: zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej (ale także we Włoszech) od dawna upowszechniła się kultura i mentalność bardzo sprzyjająca różnym formom rozwiązłości seksualnej. Widać to choćby po tym, iż jeszcze przed Soborem Watykańskim II, w wielu krajach Ameryki Południowej większość dzieci było poczynanych poza małżeństwem, zaś ideałem mężczyzny stanowił tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, etc. Aż takiego kulturowo-społecznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną trudno by szukać w protestanckich Stanach Zjednoczonych. Czy to oznacza jednak, że kultura „machismo” jest tradycyjnie katolicka?

     

    PO SZÓSTE: pomijając już wszystko inne, kalwinizm należy akurat do tych herezji, którymi w szczególnie intensywny sposób się brzydzę i których nienawidzę z całego mego serca. Mogę nawet bez większego wahania powiedzieć, iż – w pewnych ważnych aspektach – Bóg, w którego wierzą kalwiniści nie jest prawdziwym Bogiem, ale jest upiornym bożkiem, który warty jest splunięcia oraz pogardy.

  3. Jaka jest katolicka doktryna o tańcu?

    Leave a Comment

    Szanowna Redakcjo TIA,

    Chciałbym prosić Redakcję o podjęcie tematu tańca. Kiedy taniec jest dozwolony, a kiedy nie. Wiem, że Kościół katolicki nakłada pewne ograniczenia i zgadzam się z tym. Zastanawiam się jednak, czy istnieją tańce, które są dopuszczalne, jak tańce ludowe.

    Z góry dziękuję.

    Wchodzę na Waszą stronę każdego dnia.

    W Chrystusie Jezusie,

    E.J.

    ______________________

    TIA odpowiada:

    Drogi E.J.

    Niestety dzisiaj, kiedy na skutek II Soboru Watykańskiego żyjemy w atmosferze zupełnej moralnej tolerancji dla wszelkiej nieprawości, nierzadko widać pobłażliwe podejście w sprawach moralnych, nawet wśród konserwatywnych i tradycjonalistycznych księży. Choć ci księża często zajmują właściwe stanowisko w innych tematach, to w kwestii tańców ukierunkowują swoich parafian w taki sposób, że przed Soborem trudno byłoby im uniknąć nagany.

    Pana pytanie daje redakcji TIA możliwość udzielenia szerszej odpowiedzi w tym temacie, aby pomóc Panu, a także tym wiernym, którzy są niepewni w tej kwestii. W ten sposób świeccy będą mogli wyraźnie dostrzec, co jest właściwe i postępować zgodnie z tym [przekonaniem].

    Odpowiedź ta oparta jest na tekście o. Teofila Marii Ortolana OMI (Zgromadzenie Oblatów Maryi Niepokalanej) (1869-1937). Napisał on obszerny artykuł na temat tańca dla Dictionnaire de Théologie Catholique (Słownika Teologii Katolickiej) – DTC, który cieszy się dość wysokim prestiżem ze względu na swój poziom naukowy. Jeśli cokolwiek byłoby godnego krytyki w ogólnej orientacji DTC, to to, że skłania się ku liberalizmowi w moralności.

    Ogólna zasada

    Taniec to sztuka mająca wyrażać piękno za pomocą dostępnych jej środków. Każda zatem sztuka, jakakolwiek, dopóki wyraża piękno nie jest zła sama w sobie. Staje się zła o tyle, o ile sprzyja złym obyczajom.

    Historia

    Taniec istnieje tak długo, jak udokumentowana historia. Obiektywnie rzecz biorąc, teologowie uznają, że taniec jest zasadniczo czynnością neutralną. Może być albo dobry, albo zły, zależnie od okoliczności i sposobu, w jaki przebiega.

    Stary Testament daje nam przykłady dobrego tańca, kiedy Żydzi wprowadzili choreografię jako środek do wyrażania pobożności. Król Dawid tańczył przed Arką Przymierza, a niektóre kobiety Izraela tańczyły, żeby świętować wojskowe zwycięstwa narodu wybranego. Jednakże do tej czynności stosowano surowe zasady, a dla żydowskich mężczyzn i kobiet Starego Testamentu normą było unikanie niebezpieczeństwa zmysłowości poprzez tańczenie osobno, a nie razem. Te przykłady pokazują, że taniec może, w wyidealizowanej formie, być dopuszczalny.

    Poza Izraelem sytuacja była znacznie gorsza. Wiele tańców Greków i Rzymian stworzono specjalnie po to, by wywoływać zmysłowość. Często takie tańce odbywały się na cześć pogańskich bożków, takich jak Bachus lub Merkury, i kończyły się orgiami. Te pogańskie tańce zostały potępione nawet przez pogańskich pisarzy, takich jak Cyceron, który piętnował taniec jako ostatnią wadę, która idzie za wszystkimi innymi wadami (obżarstwem, próżnością, zmysłowością itd.).

    Z powodu silnego wpływu greckiej i rzymskiej kultury, te zdegenerowane tańce zaczęły wpływać na naród wybrany. Przypomnijmy, że w czasach Pana Jezusa, św. Jan Chrzciciel został ścięty na skutek zmysłowego tańca, który zniewolił króla Heroda, który obiecał Salome spełnić dowolną jej prośbę.

    Nauczanie Kościoła

    Do czasów Pana Jezusa te dobre, dawne tańce żydowskie uległy w znacznym stopniu zdegenerowaniu pod wpływem kultury rzymskiej i helleńskiej. Później, w czasach wczesnego chrześcijaństwa, zły zaczyn pogańskiego tańca doprowadził do tego, że Kościół potępił taniec jako nieprzystojący chrześcijanom.

    Sobór w Laodycei (AD 363) zakazał katolikom uczestnictwa w tańcach weselnych. Trzeci Synod w Toledo (AD 589) potępił taniec przy obchodach wigilii świąt świętych Pańskich i powtórzył ostrzeżenie, by katolicy unikali uczestnictwa na weselach, w których tematem pieśni i tańców była miłość. Sobór Trullański (AD 692) ekskomunikował wszystkich świeckich, którzy uczestniczyli w tańcach teatralnych; składał również z urzędów wszystkich duchownych, którzy się tego dopuszczali.

    Pomimo tych potępień zostawiono pewną swobodę co do uczestnictwa w niewinnych tańcach ludowych, które zachowują skromność. Tańce dzieci oraz tańce wojskowe również zaliczają się do kategorii tańców dozwolonych.

    O. Ortolan cytuje teologów, którzy podkreślają, że taniec może być okazją do grzechu, zarówno dla siebie [tancerza] jak i dla innych. Trzeba być szczególnie świadomym grzechu, jaki można popełnić pubudzając innych do zmysłowości poprzez taniec.

    Chociaż niektóre tańce ludowe mogą należeć do kategorii niewinnych, należy pamiętać, że walc i polka zostały potępione, jako że wiąże się on z objęciami, romantyczną atmosferą lub nawet przeplataniem palców. Namiętności, które są wzbudzane przez takie tańce i bale, uważa się za umyślnie wywołane pokusy. Niejeden teolog stwierdza, że chodzenie na takie tańce jest co najmniej narażaniem się na grzechy zmysłowości, a to ryzyko może zatem stanowić grzech śmiertelny przeciwko cnocie roztropności. Muzyka, który przygrywa do zmysłowych tańców, uważa się za niegodnego rozgrzeszenia.

    Przyglądając się bardziej współczesnym czasom, Ortolan i inni teologowie potępiają sztuki widowiskowe, takie jak balet, które wymagają obcisłego ubioru, stroju w kolorze pastelowym lub cielistym i wydekoltowanych lub prześwitujących sukni. Sam taki strój uważany jest za ciężki grzech przeciwko czystości, a jest on często potęgowany przez niedozwolone i niemoralne pozycje i ruchy, które są częścią samego tańca. Nie jest oznaką cnoty, że wrażliwość na tak rażącą niemoralność została przytępiona przez nadmierne wystawianie się na taką nieskromność, jak często dzieje się to obecnie.

    Autor przypomina nam, że w czasach, kiedy wiara katolicka i akty pobożności zanikają, grzechy w tańcu stają bardziej regułą niż wyjątkiem. Zauważa również, że ci, którzy grzeszą w tańcu, są o wiele liczniejsi niż ci, którzy tego nie robią.

    Tańce nowoczesne

    Z uwagi na te informacje pewne wnioski wydają się być nieuniknione.

    * Przyglądając się rodzajom tańców potępionych w latach 20. i 30. XX w. – walcowi, polce, baletowi i balom maskowym – nie trudno jest zauważyć, że większość tańców, które widzimy w XX i XXI wieku, jest nieodpowiednia dla katolików;

    * Niestety, prawie wszystkie dzisiejsze tańce są niedopuszczalne przez standardy katolickie. Rock n’roll, jazz, twist, swing i prawie wszystkie inne tańce wymyślone w ostatnim wieku – takie jak tango, samba, rumba, salsa, calypso i nawet bardziej „konserwatywne” tańce, jak blues, bolero i fokstrot – podlegają temu samemu ograniczeniu;

    * Jeszcze bardziej kategorycznie należy odrzucić okropne, zmysłowe ruchy, które uchodzą za taniec w większośći klubów nocnych i na współczesnych koncertach rockowych.

    Kryteria dla rodziców

    W ramach praktycznych rad dla rodziców, oto ogólne kryteria oceny odpowiedniego tańca dla młodej kobiety lub młodego mężczyzny. Należy sprawdzić, czy:

    1. Suknie są skromne – brak eksponowania cześci ciała z wyjątkiem głowy, dłoni, przedramion i łydek (spódnice poniżej kolan), brak prześwitującej odzieży, brak obcisłego stroju, który uwidacznia kształt ciała, szczególnie, jeśli jest w kolorze skóry;

    2. Postawy ciała są stosowne – brak bliskich objęć, gdzie stykają się ciała; brak kładzenia głowy kobiety na ramieniu mężczyzny; brak dotykania się twarzy; brak przeplatania palców.

    3. Ruchy są przyzwoite – brak zmysłowego obracania ciałem lub potrząsania biodrami, brak unoszenia nóg lub podskoków, które odsłaniają to, co zakrywa suknia, brak szybkiego wirowania, które pozwala na podfruwanie spódnicy, brak prowokacyjnych pozycji „tylnej części ciała”, brak wyzywającego eksponowania piersi, brak powłóczystego opuszczania rąk.

    Zakończmy radami św. Franciszka Salezego. Jeśli mamy wziąć udział w tańcu, powinniśmy starać się przeciwdziałać temu ryzyku, przyjmując pobożny stan umysłu. Powinniśmy myśleć o wielu duszach, które trafiły do piekła z powodu tańca lub przez taniec zgrzeszyły.

    Powinniśmy uwzględnić także rozpraszający efekt, jaki tańce wywierają na umysł katolika, i pomyśleć o tych, którzy, dla porównania, pożytecznie poświęcają swój czas na modlitwie i rozważaniach o Bogu.

    Nawet jeśli unika się grzechów próżności, nieprzyzwoitości, zmysłowości i nierozwagi, powinniśmy pamiętać o tym, co powiedział św. Franciszek Salezy: Nawet najlepsze bale nie mają żadnej wartości.

    Z serdecznymi pozdrowieniami,

    Dział Korespondencji TIA

     

    Źródło: Tradition in Action, „What is Catholic Doctrine on Dance?”, https://www.traditioninaction.org/religious/k026pDance.html

    Tłumaczenie: Władysław Ostrowski

  4. „Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności”

    Leave a Comment

    Prawdopodobnie, wszyscy bardziej świadomi chrześcijanie znają słowa Pana Jezusa przestrzegające przed pożądliwym patrzeniem na kobietę jako czymś co jest grzechem cudzołóstwa w sercu (Mt 5, 28). Najpewniej też znaczna część bardziej pobożnych chrześcijan akceptuje te słowa, co prawda jako trudne, lecz słuszne napiętnowanie tych nieczystych myśli, które są świadome oraz dobrowolne. W Biblii znajdują się jednak jeszcze trudniejsze i dalej idące w tej kwestii napomnienia, których, jak się zdaje,  wielu chrześcijan nie zna i nie akceptuje. Chodzi mi w tym miejscu głównie o następującą wypowiedź ze starotestamentowej księgi „Mądrość Syracha”:

    Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie poniósł kar z jej powodu (…) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień” (Syr 9: 5, 8).

    W podobnym duchu utrzymany jest zresztą inny fragment Pisma św., a mianowicie wyznanie św. Hioba, który mówi:

    „Zawarłem z oczami przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę” (Hi 31, 1).

    Dodajmy w tym miejscu tylko, iż św. Hiob jest w Biblii pozytywnym bohaterem więc powyższe jego słowa mogą być śmiało traktowane jako dobry przykład do naśladowania, a nie jako grzech, wypaczenie czy też skrupulancka przesada.

     

    Istnieje jednak problem z powyższymi biblijnymi radami i przestrogami. Przestrzegają one bowiem nie tylko przed pożądliwymi myślami czy spojrzeniami, ale odradzają one nawet tych spojrzeń, z którymi nie wiążą się jasne seksualne intencje. Czyż praktyczna ich realizacja nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby chodzić z zamkniętymi oczami po ulicach miast? A co z młodymi mężczyznami, którzy chcą poznać kandydatki na swe przyszłe żony, skoro nie mogliby oni nawet niepożądliwie na nie patrzeć? A może powyższe biblijne rady tak naprawdę są tylko częścią tych starotestamentowych zasad, które nie obowiązują już chrześcijan? Wreszcie, czy takie rady nie sprowadzają mężczyzn do rzędu jakichś bezrozumnych zwierząt, których bardzo łatwo jest pobudzić i skusić do seksualnych grzechów?

     

    Zacznijmy od tego, iż nic nie wskazuje na to, by rada z 9 rozdziału Mądrości Syracha oraz przykład życia św. Hioba stanowiły ten element Starego Testamentu, który nie obowiązuje już chrześcijan. Owszem niektóre z praw, przykazań i przepisów Prawa Mojżeszowego nie wiążą w sumieniu uczniów Jezusa i chodzi o te z nich, które miały charakter ceremonialno-obrzędowy bądź karno-cywilny. Jednak omawiane starotestamentowe fragmenty odnoszą się bezpośrednio do moralności, a nie spraw obrzędowych czy tego w jaki sposób rządzący państwem powinni karać poszczególne grzechy. Są to więc wskazówki o charakterze moralnym i obyczajowym, a te mimo, że zawarte w Starym Testamencie są w ścisły sposób skierowane również do chrześcijan. Poza tym, gwoli ścisłości, to sam św. Hiob nie był Żydem związanym Prawem Mojżeszowym, więc to co czytamy o nim w Piśmie świętym, nie musi łączyć się z karno-cywilnymi i obrzędowymi elementami Starego Zakonu.

    Silnym argumentem przeciwko traktowaniu zasady unikania przyglądania się pięknym niewiastom jest też fakt, iż aprobatywne jej powtórzenia, a także praktyczne zastosowania, znajdujemy w nauczaniu Ojców Kościoła i przykładzie życia jacy dali nam Święci, którzy żyli już wszak w czasach Nowego Testamentu. Papież św. Grzegorz Wielki tak wszak komentował słowa z księgi Hioba 31, 1:

    Nie godzi się spoglądać na to, czego pożądać nie wolno. Bo jeśli będziesz na to spoglądał, to oko cię za sobą pociągnie i serce twe złupi. Dlatego też Hiob bardzo dobrze się pod tym względem uzbroił (…) Dlaczego? Bo Hiob bardzo dobrze wiedział, że przez oczy wchodzą złe myśli do serca, i że strzegąc oczu, drzwi zmysłów, ustrzeże zarazem i serce, i rozum” [1].

    Z kolei, św. Jan Chryzostom odnośnie postawy Hioba nauczał:

    „Któż się nie zdziwi, widząc, że ten wielki mąż, który się przeciwstawił szatanowi, odważnie z nim walczył i wszystkie jego podstępy i napady odparł, nie śmie spojrzeć na pannę? (…) Czyni tak, abyśmy poznali, jak potrzebna jest nam ostrożność w tych rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak doskonali byli”[2].

    Doktor Kościoła, św. Alfons Maria Liguori uczy z kolei:

    Czy jest grzechem poglądać na kobiety? Tak, przyjacielu, gdy niewiasty są młode, poglądać na nie jest przynajmniej grzechem powszednim; a gdy spojrzenia się powtarzają, wtedy jest nawet niebezpieczeństwem grzechu śmiertelnego” [3].

    W objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy zaś o następującej zdarzeniu, jakie miało mieć miejsce podczas posługi Pana Jezusa:

    Najpierw Jezus mówił ogólnie o obowiązkach stanu małżeńskiego, a szczególnie żon; zalecał im, by tylko mężowi patrzyły śmiało w oczy, a przed każdym innym spuszczały wzrok” [4].

    Co prawda, ostatnia z cytowanych wypowiedzi nie odnosi się bezpośrednio do kwestii patrzenia mężczyzn na niewiasty, ale poniekąd pokazując „drugą stronę medalu” sugerują też słuszność omawianej zasady.

     

    Warto też zauważyć, iż w historii życia różnych Świętych Pańskich odnaleźć możemy praktyczne stosowanie nauczania z „Mądrości Syracha” i „Księgi Hioba”. Przykładowo, św. Franciszek Salezy miał nawet nie znać zbytnio twarzy jednej z odwiedzających go członkiń swej rodziny, gdyż kiedy inni ludzie mówili mu, iż jest ona piękna ten odpowiadał: „Podobno to prawda„.  Oczywiście, ktoś może w tym miejscu powiedzieć, iż podobne zachowania miały miejsce w przypadku osób duchownych, które były zobowiązane do zachowania dozgonnego celibatu. Czy jednak, jeśli weźmie się pod uwagę zasadę unikania pokus i okazji do grzechu, sytuacja osoby zobowiązanej do celibatu w bardzo radykalny sposób różni się od sytuacji kogoś kto znajduje się np. w związku małżeńskim? Przecież, tak bezżenny, jak i żonaty mężczyzna zobowiązani są do zachowania cnoty czystości właściwej ich stanowi, a co za tym idzie do unikania sytuacji i zachowań, które wystawiałyby na niebezpieczeństwo tę cnotę. Nie widać większego powodu dla którego beztroskie patrzenie na piękne kobiety miałoby być niebezpieczne dla duchownych, a bezpieczne dla mężczyzn pozostających w związku małżeńskim, a przez to zobowiązanych do zachowania wierności jednej kobiecie.

     

    Można jednak postawić pytanie, czy realizacja zasad z „Mądrości Syracha” i „Księgi Hioba” nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby po ulicach chodzić ciągle ze spuszczonymi oczami? Otóż, warto zaznaczyć, iż wspomniane na początku tego artykułu słowa z „Mądrości Syracha” mówią bardziej o czymś, co można nazwać przyglądaniem się niewiastom, aniżeli o jakichś niecelowych pojedynczych spojrzeniach na tę czy inną kobietę. Jest tam bowiem napisane: „Nie wpatruj się w dziewicę” oraz „Nie przyglądaj się obcej piękności„. Chodzi więc raczej o dłuższe spojrzenia, coś co my współcześni nazwalibyśmy „zawieszaniem oka” czy nawet „podziwianiem piękna kobiet” aniżeli zwykłe krótkie spojrzenia na np. przechodzące po ulicy niewiasty. Poza tym mowa jest tam o przyglądaniu się pięknym i młodym kobietom, a nie jakimkolwiek niewiastom.

    Prawda, że z kolei w Księdze Hioba autor określa swe postępowanie tak, iż na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi nawet o krótkie i pojedyncze spojrzenia na młode kobiety, jednak można ów krótki fragment interpretować w świetle dłuższego wywodu na ów temat, a więc wskazanego powyżej nauczania z „Mądrości Syracha”. Ponadto, nawet gdyby postawę św. Hioba traktować rzeczywiście jako deklarację unikania nawet krótkiego spoglądania na młode niewiasty to w odróżnieniu od zasad podanych w „Mądrości Syracha” mamy tam do czynienia z opisem indywidualnej postawy Hioba nie zaś nauczaniem ogólnych norm skierowanych do innych ludzi. Niewykluczone, że jakieś szczególne okoliczności w życiu Hioba sprawiały, że dobrym było dla niego rezygnowanie nawet z krótkich spojrzeń na młode kobiety. Nawet jeśli intencją Pisma św. nie byłoby pouczanie wszystkich innych mężczyzn, iż powinni wzorem Hioba czynić tak samo, to i tak płynęłaby z tego ogólna lekcja o tym, że należy uczciwie rozeznawać swe słabe punkty i zgodnie z tym rozeznaniem unikać tego co może być dla nas niebezpieczne.

     

    Czy jednak zasada dłuższego nieprzyglądania się ładnym i młodym kobietom nie ubliża mężczyznom kreując ich na jakichś seksualnych maniaków, których byle impuls może skusić do grzechów przeciw cnocie czystości? Cóż, tradycyjne doświadczenie chrześcijańskie uczy, że w tych kwestiach zwłaszcza mężczyznom „lepiej jest dmuchać na zimne„. Granica bowiem pomiędzy „podziwianiem piekna kobiet” a jawnie pożądliwymi myślami i spojrzeniami często nie jest zbyt szeroka i wyraźna, dlatego nie jest rzeczą bardzo trudną ją przekroczyć. Można powiedzieć, że tak jak np. w prawie drogowym zakazane jest nie tylko wkraczanie na jezdnię pełną samochodów, ale także poleca się nieprzekraczanie specjalnego pasa oddzielającego jezdnię od chodnika dla pieszych, tak Bóg w Swym Słowie rozsądnie zachęca mężczyzn do zachowania pewnej bezpiecznej odległości, jaka istnieje pomiędzy seksualną pożądliwością a patrzeniem na kobiety. Tym swego rodzaju pasem przygranicznym są właśnie beztroskie, ciekawskie i dłuższe spojrzenia na młode, atrakcyjne i ładne kobiety. Choć nie muszą być one od razu pożądliwe, to są na tyle grząskim gruntem, że rozsądnie jest ich unikać.

     

    Ktoś może wreszcie zapytać, jak zatem młodzi mężczyźni mają poznawać swe wybranki, skoro nie powinni się im przyglądać przed ślubem? Myślę, że w odpowiedzi na to pytanie warto uświadomić sobie to, iż w starożytnej kulturze hebrajskiej mężczyźni żenili się raczej szybko. Tak też, słowa z „Mądrości Syracha” w dużej mierze są skierowane już do żonatych mężczyn. Hiob zaś, który deklarował, iż „zawarł przymierze z oczyma swoimi, aby nawet nie spojrzeć na pannę” także miał już żonę. Powyższe okoliczności w mej opinii uprawdopodabniają interpretację, w myśl której zasada unikania dłuższego przyglądania się młodym i ładnym niewiastom choć ważna także w stosunku do nieżonatych mężczyzn, może być wobec nich aplikowana z nieco większą łagodnością niż w przypadku tych osobników płci męskiej, którzy mają już swe żony. Żonaty mężczyzna powinien wpatrywać się głównie w swoją żonę, a nie rozglądać się czy „podziwiać piękno” innych niewiast. Jest jednak bardziej zrozumiałe, iż młody mężczyzna szukający żony chce wizualnie ocenić fizyczne piękno otaczających go kobiet i również na tej podstawie wybrać sobie kandydatkę na żonę. Jednak, kiedy ów mężczyzna już to uczyni, a więc wybierze obiekt swych uczuć, również on nie powinien ciekawsko rozglądać się za innymi kobietami.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: „Twoje życie duchowe” (w) „Miłujcie się” (Numer specjalny z 2002 roku), , s. 24.

    [2] Cytat za: jw., s. 24.

    [3] Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 93.

    [4] Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich”,  Wrocław 2009, s. 599.

     

     

  5. Jak rozumieć słowa „Dla czystych wszystko jest czyste”?

    Leave a Comment

    Nieraz bywa, iż w rozmaitych dyskusjach tyczących się cnoty skromności i wstydliwości przywoływane są słowa św. Pawła Apostoła:

    Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15).

    Tym, którzy cytują ów fragment Pisma świętego chodzi w owych dysputach o przeniesienie ciężaru moralnej odpowiedzialności z tych, którzy dopuszczają się bezwstydu i nieskromności na tych, którzy ową nieskromność i bezwstyd krytykują. A więc, jeśli mówisz, że np. chodzenie przez kobiety w minispódniczkach jest złe, to ty masz problem, twoje spojrzenie jest nieczyste i mamy na to nawet potwierdzenie w powyżej zacytowanych fragmentach Biblii. Innymi słowy, gdyby ktoś był naprawdę czysty, to nie przeszkadzałaby mu żadna nagość, bezwstyd i nieskromność. Czy jednak rzeczywiście w słowach św. Pawła Apostoła o tym, iż „Dla czystych wszystko jest czyste” chodzi o tego typu kwestie, czy może jednak idzie w nich o zupełnie innego rodzaju sprawy?

     

    Zacznijmy od tego, iż z pewnością św. Pawłowi Apostołowi nie chodziło o to, jakoby dobre intencje danej osoby czyniły dobrymi wszelkie jej działania. Nie ma bowiem tak, iż dla ludzi z czystym sercem „czyste” są np. kłamstwo, oszustwa, czary, homoseksualizm, cudzołóstwo, pijaństwo, mordowanie niewinnych. Wszystkie te czyny są złe i w tym kontekście można by powiedzieć „nieczyste” zawsze i wszędzie, niezależnie od dobrych intencji, które mogą towarzyszyć osobom je czyniącym. Dobry cel nie uświęca złych środków. Jeśli więc, dajmy na to ktoś w szlachetnym celu uratowania innych od śmierci czyniłby cudzołóstwo, to pomimo jego dobrych intencji, czyn ten nadal byłby zły, moralnie zakazany i „nieczysty”. Sam św. Paweł Apostoł przestrzegał przed podobnym myśleniem:

    „I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? – jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara” (Rz 3, 8).

    Magisterium Kościoła też bynajmniej nie interpretuje słów św. Pawła Apostoła tak, jakby nie miały istnieć czyny, które są zawsze i wszędzie złe oraz zakazane, choćby i za nimi stały dobre intencje. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza między innymi:

    „Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…). Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy oszczerstwo). Cel nie uświęca środków (…). Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe” – (Tamże, n. 1753-1754, 1756).

     

    Może więc słowa św. Pawła Apostoła rzeczywiście odnoszą się do spraw typu prezentowanie nagości i jej odbiór u innych, kanony skromności i wstydliwości w ubiorze, etc? Otóż, nie ma żadnych przesłanek w wypowiedziach owego Apostoła, by w ten sposób interpretować owe jego słowa. List do Tytusa, gdzie umieszczony został fragment: „Dla czystych wszystko jest czyste” nie jest w żaden sposób poświęcony tym zagadnieniom. Sam zaś św. Paweł w innym ze swych listów apelował do niewiast, by ubierały się w sposób zgodny ze skromnością i wstydliwością (Tm 2, 9-10).

    Istnieje za to w miarę prosta interpretacja i zgodna z szerszym kontekstem Nowego Testamentu interpetacja rzeczonych słów św. Pawła Apostoła. Otóż, najprawdopodobniej w zdaniu: Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15) chodzi o to, że uczniowie Pana Jezusa nie muszą trzymać się niegdyś ustanowionych w Prawie Mojżeszowym rozróżnień na potrawy czyste oraz potrawy nieczyste. Na słuszność takiej wykładni wskazują dwa czynniki. Pierwszym z nich jest to, iż „List do Tytusa” został adresowany do społeczności chrześcijańskiej na Krecie, gdzie aktywni byli chrześcijanie „judaizujący”, którzy twierdzili, że konieczne do zbawienia jest przestrzeganie ogółu przepisów Prawa Mojżeszowego, w tym tych z nich, które tyczyły się rozróżniania pomiędzy pokarmami. Zauważmy bowiem, że zaledwie parę wersetów wcześniej, czyli w 10 wersie 1 rozdziału listu do Tytusa św. Paweł pisze, iż „zwłaszcza wśród obrzezanych” jest „wielu  krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli„. W bezpośrednio poprzedzającym zaś zdanie „Dla czystych wszystko czyste …” wersecie 14 Apostoł przestrzega, by nie zważać „na żydowskie baśnie czy nakazy ludzi odwracających się od prawdy„.

    Drugą okolicznością, która bardzo uprawdopodobnia interpretację, że słowa „Dla czystych wszystko jest czyste” odnoszą się do ustania podziału na pokarmy czyste i nieczyste jest fakt, iż bardzo podobne sformułowania znajdują się w tych fragmentach Nowego Testamentu, które poruszają właśnie kwestię pokarmów. W liście do Rzymian czytamy np.:

    Wiem i przekonany jestem w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo przez się było nieczyste, a jest nieczyste tylko dla tego, kto je uważa za nieczyste. Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swego brata, nie postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie] pokarmów nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus. (…) Nie burz dzieła Bożego ze względu na pokarmy! Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. (Rz 14, 14 – 15; 20).

    Z kolei, gdy św. Piotr Apostoł otrzymał wizję, w której Anioł nakazał mu spożywanie wszelkich zwierząt, również tych, które Prawo Mojżeszowe uznawało za nieczyste, czytamy co następuje:

    «ZabijajPiotrze i jedz!» – odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». (Dz 10, 13 – 15).

    Wreszcie, sam Pan nasz Jezus Chrystus powiedział:

    Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7, 18 – 23).

     

    Nie ma więc tak naprawdę, żadnych silniejszych podstaw, by twierdzić, iż słowa św. Pawła Apostoła o tym, że: „Dla czystych wszystko jest czyste (…)” odnoszą się do kwestii skromności i wstydliwości. Trudno też utrzymywać, iż Apostoł chciał przez nie zaprzeczyć doktrynie o istnieniu wewnętrznie złych i zawsze zakazanych działań. Przyjęcie takiej interpetacji owych słów czyniłoby nas zresztą podobnymi do obyczajowych libertynów z sekty „Rodzina Miłości”, którzy powołując się właśnie dokładnie na nie, usprawiedliwiali np. zdradę małżeńską w przypadku, gdy ów postępek miałby być motywowany miłością i ważną potrzebą życiową (dajmy na to chorobą jednego ze współmałżonków). Są jednak powody, by sądzić, iż wiadome słowa św. Pawła Apostoła odnosiły się do kwestii pokarmów.

  6. Brawarystyczne „Zawsze Wierni”

    Leave a Comment

    Niegdyś byłem stałym czytelnikiem “Zawsze Wierni” – pisma wydawanego przez Bractwo św. Piusa X w Polsce. W domu posiadam pięćdziesiąt trzy numery owego magazynu z lat 1996 – 2009. Swego czasu postanowiłem przejrzeć swe prywatne archiwum “Zawsze Wierni” pod kątem promowanych tam zasad moralności chrześcijańskiej. Interesowała mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie, jak redaktorzy tego pisma odnoszą się do różnych kwestii obyczajowych, które także w środowiskach tradycjonalistycznych i konserwatywnych wzbudzają niemało kontrowersji?

    A więc, jaki winien być stosunek rzymskich katolików do etyki sytuacyjnej (czyli np. poglądu, wedle, którego można czynić mniejsze zło, po to, by osiągnąć większe dobro lub ustrzec się większego zła)? Czy zasady skromności w ubiorze i zachowaniu są niemal całkowicie zdeterminowane przez panującą w danym miejscu kulturę lub klimat i w związku z tym nie należy próbować ustalać zasad, które sztywno miałyby obowiązywać (np. poza bardzo ogólnymi wskazówkami, nie mówić, jaką długość winny być kobiece sukienki, etc.)? Czy mieszane płciowo plaże są dziś czymś całkowicie normalnym dla katolików? Czy katolicy mogą słuchać rocka, heavy-metalu i kapel w rodzaju AC/DC? Czy damsko-męskie tańce są rozrywką, której niebezpieczeństwo, w najgorszym wypadku jest nikłe, a więc są one czymś zupełnie normalnym?

    Jak zatem redakcja “Zawsze Wierni” odpowiada na wyżej postawione pytania? Poniżej przedstawiam odpowiedź w postaci wypisu różnych fragmentów z tekstów publikowanych na łamach tego pisma.

    “(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata” – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, “Komunikat Bractwa św. Piusa X”, ZW, nr. 11/ 1996, s. 5.

    Ojciec Pio, siedząc w otwartym konfesjonale, przez okrągły rok dbał o to, aby kobiety i dziewczęta, które się u niego spowiadały, nie przystępowały do spowiedzi w zbyt krótkich spódnicach. Czasem nawet przyprawiał o łzy taką, która po paru godzinach oczekiwania w kolejce została odesłana z powodu nieprzyzwoitego ubioru (…) <Kobiety, których ubiór cechuje próżność, nigdy nie przyobleką życia Jezusa Chrystusa. Co więcej, tracą one piękno swej duszy, gdy to bożyszcze wkroczy do ich serca>” – O. Jean OFMCap, “Ojciec Pio przeciwnikiem reformy liturgii”, ZW, nr. 28/ 1999, s. 70.

    Dzisiaj bożkami nie są już Zeus czy Wenus. Prawdziwymi bogami dzisiejszych czasów stała się telewizja, piosenkarze, gwiazdy sportu, muzyka rockowa, film … Musimy być wobec nich tak stanowczy, jak pierwsi chrześcijanie wobec fałszywych bożków. <Nie może być zgody pomiędzy światłem a ciemnością>. Żadnej zgody. (…) pozbądźcie się telewizora. Wyrzućcie go na śmietnik. Tam jest jego miejsce. (…) – SS. Dominikanki, “Telewizja – wróg publiczny nr I”, ZW, nr 37/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 6, s. XVII – XVIII.

    12 stycznia 1930 roku, papież Pius XI nakazał opublikowanie instrukcji na temat skromności strojów. W instrukcji tej przypomniał zalecenia zawarte w liście Kongregacji ds. Duchowieństwa z 1928 roku: <Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan. Ponadto, niedopuszczalna jest odzież z materiałów przeźroczystych oraz rajstopy w kolorze cielistym, sugerującym, że nogi są nagie> (…) Wielu katolików wydaje się w ogóle nie zainteresowanych, a nawet wrogo ustosunkowanych do standardów skromności. Czy możemy pozwolić, by nasze przywiązanie do Tradycji przykrywało zakorzenione złe nawyki?” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. I, ZW, nr 41/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. VIII – IX, XII.

    Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które, odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boją się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości. Pomijamy tutaj tańce, jedne gorsze od drugich, które niedawno przedostały się od ludów barbarzyńskich do zwyczajów narodów kulturalnych, a będące najskuteczniejszym środkiem do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” – Benedykt XV, “Obowiązek tercjarzy dzisiejszej doby zapobiegania złu:, ZW, nr 41, 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. XXII.

    ” – Skromność musi być zachowywana bez kompromisu. – Należy unikać używania tkanin o kolorach cielistych. – Naprawdę skromny ubiór ma rękawy sięgające przynajmniej do łokci i zakrywające ciało poniżej kolan. Niekiedy tolerowane mogą być rękawy sięgające połowy ramienia. – Prawdziwie skromny ubiór zakrywa w całości górną część ciała: ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu. Prawdziwa skromność wymaga zakrycia ciała, nawet po zdjęciu żakietu, peleryny czy szala.(…)Trzeba też zwrócić uwagę na ubiory, które zakrywają ciało w stopniu wystarczającym, niemniej pozostają nieskromne ze względu na krój, który czyni je bardzo sugestywnymi. Obcisłe, przylegające do ciała stroje są absolutnie nie do przyjęcia. Równie niedopuszczalne są bluzki zbyt luźne przy dekolcie i odsłaniające ciało. Szanujące się kobiety unikają elastycznych T-shirtów i obcisłych sukienek, które wymagają wysokich rozcięć. T-shirty, nawet te o kolorach ciemnych, projektowane są na ciało męskie, uwypuklają więc nadmiernie kształty kobiety. Rozcinane spódnice, tak bardzo dziś modne, często sięgające poniżej kolan, a nawet do kostek, nie zakrywają dostatecznie ciała podczas chodzenia lub siedzenia. Sugestywne rozcięcia często sięgają powyżej kolan i czynią taki strój podwójnie nieprzyzwoitym. Kobieta skromna ubiera się zawsze w suknie stosownie zakrywające ciało i nie przyciągające zbytniej uwagi. (…) Teologia moralna uczy, że klatka piersiowa, plecy, ramiona i nogi są <mniej przyzwoitymi> częściami ciała, tzn. spojrzenie na te części ciała łatwiej pobudza zmysłowość niż na inne, np. twarz, stopy czy ręce. Tak więc mężczyźni nie mogą chodzić z odsłoniętym torsem, ramionami czy plecami odsłoniętymi. Zasada ta wyklucza noszenie przez nich koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową. Stroje takie jak koszulki siatkowe, przez które widać ciało, naruszają zasady, o których pisaliśmy odnośnie tkanin przeźroczystych. (…)Wielu mężczyzn nosi w lecie szorty zamiast długich spodni, usprawiedliwiając to upałami. Katolicy powinni jednak pamiętać, że moralność nie zmienia się wraz z pogodą. Będziemy się jeszcze zastanawiać, kiedy noszenie szortów jest dopuszczalne, ale w zwykłych okolicznościach, w życiu społecznym, kiedy kontakty z kobietami są częste, stanowczo zaleca się noszenie zawsze długich spodni. Wyjątek czyni się jedynie dla małych chłopców do okresu dojrzewania. Jednak rodzice muszą dbać, żeby dzieci nie przyzwyczaiły się do traktowania wyjątku jako reguły.” – “Maryjny wzorzec skromności, cz. II, ZW, nr 42/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. X, XI, XIII.

    Jeśli zależy wam na waszych rodzinach i waszych dzieciach, jeśli tego do tej pory nie zrobiliście – wyeliminujcie z waszego życia telewizję” – Ks. Peter Scott, “Jeśli zależy wam na waszych dzieciach…“, ZW, nr 42/2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. XX.

    Zgodnie ze słowami papieża, dziewczęta nie powinny uczestniczyć w pokazach sportowych. (…)Zawsze, gdy Kościół katolicki wypowiadał się na temat pływania czy kąpieli, jak zwykło się to nazywać, potępiał on niezmiennie wspólne kąpiele kobiet i mężczyzn. Oparte jest to na teologii moralnej, która uczy, że spoglądanie na nieskromne części ciała płci przeciwnej jest grzechem ciężkim, chyba, że wydarzy się niespodziewanie, jest przelotne lub trwa tylko chwilę. Wszystkie bez wyjątku stroje kąpielowe noszone dziś przez kobiety i mężczyzn są nieprzyzwoite. Nie tylko nie okrywają już one dostatecznie ciał pływaków, ale wręcz eksponują je bezwstydnie na każdej plaży i w basenie publicznym. Jest to już raczej publiczne eksponowanie nagości, która jedynie udaje skromność. Każdy katolik, który chce uniknąć upału, udając się na publiczną plażę, powinien oddalić się od tych, którzy praktykują ów pogański kult słońca. Nie może zaakceptować wszechobecnej mody na obnażanie się. Pływające grupy nie mogą nigdy składać się z osób obu płci. Jeśli tak jest, to stanowi to gwarantowane zagrożenie dla czystości. W każdym przypadku mężczyźni powinni nosić spodenki sięgające do połowy uda i T-shirt jakiegoś rodzaju. Panie powinny nosić kuloty i bluzkę z materiału, który nie staje się przeźroczysty po zamoknięciu. Reguły te stosują się oczywiście również do sportów wodnych. ” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. III, ZW, nr 43/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka” nr 12, s. XI – XII.

    Katoliccy rodzice pilnować muszą, by do ich domu nie miały przystępu mody czy zwyczaje obrażające moralność katolicką. (…) Telewizja niszczy życie rodzinne, wprowadza do świątyni katolickiego domu nieczystość, kult pieniądza i bezsensowną przemoc.” – “Pięć rad dla katolickich rodzin”, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XIII.

    “(…) nie waham się twierdzić, że dziś telewizja stała się jednym z największych niebezpieczeństw tak dla jednostek, jak i dla całego społeczeństwa, szczególnie zaś dla rodzin. Nie tylko liczne współczesne programy telewizyjne depczą określone przez Piusa XII zasady, ale wręcz sama telewizja jest per se środkiem rozpowszechniania zła i bliską okazją do grzechu. Katechizm katolicki poucza, że człowiek musi unikać bliskich okazji do grzechu, bo <kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie>” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. I, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XV.

    Telewizja jako taka musi zostać wyeliminowana całkowicie.” – “Problemy katolickich rodzin we współczesnym świecie. Wywiad z księdzem Jakubem Doranem FSSPX”, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. VI.

    przez telewizję wielu ludzi odeszło od Boga, porzuciwszy życie zgodne z chrześcijańskimi cnotami. (…)Poprzez telewizję fala pornografii przekroczyła progi domów i rodzin. Stacje telewizyjne prawie bez przerwy prezentują filmy gloryfikujące przestępstwa, brutalność, perwersję i nieczystość. Wystarczy jeden program, podczas jednego wieczora, aby można było zobaczyć (a często także popełnić!) ciężkie grzechy przeciw wszystkim dziesięciu przykazaniom Bożym. (…) Popatrzmy na Hollywood: reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i aktorki kręcąc filmy i programy telewizyjne starają się sprowadzić odbiorcę na swój własny poziom moralności (a raczej niemoralności), by usprawiedliwić w ten sposób swoje bezbożne życie. Słusznie nazywa się ich misjonarzami zła!” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. II, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. XIII, XIV.

    Telewizja jest grabarzem rodzin; pochwala cudzołóstwo i przedstawia kobietę jedynie jako obiekt namiętności.” – Ks. Franciszek Schmidberger, “Dziewięć argumentów przeciwko telewizji”, ZW, nr 47/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 15, s. XVI.

    “(…) <naturalizm tego świata będzie dusił w nich ducha nadprzyrodzoności tak długo, dopóki nie wyrzucą one (mowa o rodzinach i domach tradycyjnych katolików – przyp. moje MS) swych telewizorów, nie wyrzekną się muzyki rockowej, gier video, nieskromnych strojów, żeby wspomnieć jedynie najpopularniejsze światowe rozrywki>. Słowa twarde, ale jakże prawdziwe! Stanowczo zbyt często usiłujemy wchodzić w kompromisy z duchem tego świata, pozostawiając sobie na otarcie łez którąś z jego przyjemności, pomimo świadomości, że nie jest to miłe Bogu. Ile to razy usprawiedliwiamy nasze małe niewierności i powolny zanik katolickiej atmosfery naszych domów rozmaitymi spektakularnymi akcjami w obronie Wiary i Tradycji!” – Ks. Karl Stehlin, “Editioral”, ZW, nr 47/ 2002, s. 3.

    Muzyka rockowa należy definitywnie do obozu szatana. Bądźmy konsekwentni. Pamiętam, jak zatrzymałem się kiedyś i tradycyjnej katolickiej rodziny. Dzieliłem wówczas sypialnię z ich 15 -letnim synem. Na ścianie, ku mojej radości, wisiał piękny obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zerknąłem jednak później na kasety magnetofonowe leżące na biurku i byłem zszokowany, widząc kasety AC/DC, jedną z nich ze słynną piosenką <Hell ain’t a bad place to be> (Piekło nie jest takim złym miejscem). To doskonały przykład tego, co nie powinno się zdarzyć w katolickim domu.” – “Katolicki dom”, cz. II, ZW, nr 50/ 2003, dodatek “Rodzina Katolicka”, s. XII.

    “(…) dzisiejsza moda kobieca nakazuje nosić duże dekolty, obcisłe spodnie, obcisłe, krótkie spódnice, Niedawno jeszcze ten sposób ubioru charakterystyczny był dla kobiet o złej reputacji, wabiących swych klientów do grzechu. Jak to możliwe, że moda ta przyjęła się obecnie w katolickich rodzinach? Czy nie bulwersuje nas fakt, że osoby tak ubrane, ku smutkowi Nieba, uciesze szatanów oraz zgorszeniu niewinnych dusz, mają czelność przychodzić do kościoła, a nawet podchodzić do balasek? Co najbardziej szokujące: znaczna część ludzi (wśród nich niestety niektórzy z naszych wiernych) uważa to za coś absolutnie normalnego i dopuszczalnego (…) Tak wielu katolików myśli niestety, że owa kwestia mody jest nieistotna i być może moglibyśmy się z nimi zgodzić, gdyby tylko Matka Boża, św. Paweł, święci papieże i tak wielu innych świętych nie przywiązywało do tej kwestii tak wielkiego znaczenia, co wskazuje, że nie jest ona błahostką.(…) muzyka rockowa jest zła, ponieważ i ona sama, i związane z nią tańce są bezpośrednim i dobrowolnym pobudzaniem namiętności i okazją do wszelkiego rodzaju nieczystości.” – Ks. Jakub Emily FSSPX, “Najświętsza Maryja Panna i skromność”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. V, VI, VII.

    Święty Ojciec Pio nie tolerował nieskromnych strojów: sukni z głębokim dekoltem, krótkich, obcisłych spódnic.” – “Ojciec Pio – surowy strażnik skromności”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. VIII.

    Ponieważ skromność jest cnotą, wykracza poza czas i miejsce, Kościół podał szczegółowe reguły, by pomóc wiernym praktykować ją we wszelkich okolicznościach. Bądźmy wdzięczni Jego Ekscelencji ks. Biskupowi Bernardowi Fellayowi za przypomnienie nam tych zasad, o których niekiedy zapomina się latem: <W żadnym przypadku nie wolno ubierać się nieskromnie. Sukienka, która nie zakrywa kolan kobiety, kiedy ona siedzi, absolutnie nie może być uważana za przyzwoitą. Również spódnica rozcięta czy przeźroczysta, odsłaniająca nogi powyżej kolan, nie może być uważana za skromną ani przyzwoitą. Podobnie nie jest przyzwoity żaden obcisły strój męski czy kobiecy, który podkreśla kształty ciała. Odnośnie do dekoltu i obnażonych ramion kardynał wikariusz Piusa XI pisał: <Ani suknia, która posiada dekolt głębszy niż dwa palce mierząc od szyi, ani taka, która nie zakrywa ramion co najmniej do łokci, nie mogą być uważane za przyzwoite>” – “Skromność obowiązuje zawsze i wszędzie”, ZW, nr 62/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 27, s. VI.

    Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a w wielu <nowoczesnych> formach z całą pewnością są grzeszne” – Ks. Edward Wesołek, “Jego głowa stała się zapłatą za taniec”, ZW, nr 127, s. 37.

    Reasumując, redakcja “Zawsze Wierni” piórami reprezentatywnych dla Bractwa św. Piusa X autorów jak: bp Bernard Fellay (przełożony generalny FSSPX), bp Tissier de Mallerais (sekretarz generalny FSSPX), ks. Karl Stehlin (przełożony dystryktu środkowo-europejskiego FSSPX), ks. Franz Schmidberger (przełożony FSSPX w l. 1982 – 1994), ks. Peter Scott (wieloletni przełożony dystryktu FSSPX na Stany Zjednoczone), ks. Jakub Emily (przełożony dystryktu FSSPX na Wielką Brytanię – d0 2003 roku) oraz innych księży i sióstr zakonnych, twierdzi, iż:

    – nie wolno czynić najmniejszego grzechu, nawet, gdyby za jego pomocą można było uratować cały świat
    – muzyka rockowa jest zła, należy definitywnie do obozu szatana i jest czymś, do należy wyrzucić z domu
    – kasety zespołów w rodzaju AC/DC stanową doskonały przykład tego, co nie powinno znajdować się w tradycyjnie katolickich domach
    – telewizja stanowi bliską okazję do grzechu, która winna być wyrzucona i całkowicie wyeliminowana z życia rodzinnego
    – wspólne kąpiele mężczyzn i kobiet są zwyczajem godnym potępienia
    – wszystkie, bez wyjątku, współczesne stroje kąpielowe kobiet i mężczyzn są nieprzyzwoite i bezwstydne
    – dziewczęta nie powinny uczestniczyć w publicznych pokazach sportowych
    – niewiasty powinny ubierać się w sukienki lub spódnice, które zakrywają ich kolana (również wówczas, gdy siedzą), ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu (z zastrzeżeniem, że niekiedy mogą być tolerowane rękawy sięgające połowy ramienia)
    – prawdziwie skromny strój niewieści nie tylko zakrywa wymienione wyżej części ciała, ale także nie podkreśla ich przez krój, etc.
    – mężczyźni nie powinni nosić koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową, a także koszulek siatkowych
    – w zwyczajnych okolicznościach mężczyźni powinni nosić długie spodnie, nie zaś szorty
    – Kościół naucza, iż tańce stanowią okazję do grzechu, są niebezpieczne, a wielu swych nowoczesnych formach z całą pewnością są grzeszne.

    Wniosek wydaje się być jeden: moralność promowana (przynajmniej jeszcze do nie tak dawna) przez “Zawsze Wierni”, biskupa Bernarda Fellaya i innych reprezentatywnych księży Bractwa św. Piusa X jest: “surowa”, “rygorystyczna” i “brawarystyczna”. A mówiąc językiem otwartych wrogów tejże moralności: “jansenistyczna”, “purytańska” i “kalwinistyczna”.

  7. Co należy sądzić o nagości w Kaplicy Sykstyńskiej?

    Leave a Comment

    Podczas różnych dyskusji na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności publicznego pokazywania seksu, nagości i erotyki niemal zawsze pojawia się argument w obronie takowych, który streścić można za pomocą słów: „Popatrzcie na Kaplicę Sykstyńską, ile tam jest nagości, a przecież jest to jedno z najważniejszych miejsc katolickiego kultu„. Powyższe zdanie czasami brzmi dla katolików niczym szach-mat, czy można wszak podważać obecność erotyki choćby i w popkulturze, jeśli w samym sercu katolickiego świata aż roi się od golizny? Rzadko zaś da się słyszeć ze strony katolików głosy poddające w wątpliwość zasadność takowych malowideł w owym miejscu -a jeśli takowe się pojawiają, to są one ciche i nieeksponowane przez ich autorów.  Coś takiego mówił np. jeden z głównych inspiratorów katolickiego tradycjonalizmu, to znaczy arcybiskup Marcel Lefebvre, jednak choć przez wiele lat byłem stałym czytelnikiem publikacji wydawanych przez założone przez niego Bractwo św. Piusa X, nie przypominam sobie, by poza książką „Oni Jego zdetronizowali” (w której bezpośrednio została przytoczona ta jego wypowiedź) zdarzyło mi się przeczytać powtórzenie tej z jego opinii w innym z wydawnictw Bractwa. Podobnie, kilka razy wyraźnie krytyczną opinię na temat zawartości Sykstyny słyszałem w kręgach założonego przez prof. Plinio Correa de Oliveira stowarzyszenia TFP, ale zawsze raczej były to zdania wypowiadane w wewnętrznym kręgu znajomych, nie zaś coś o czym pisałoby się publicznie. Widać więc, iż wielu katolików traktuje obecność nagości w Kaplicy Sykstyńskiej jako wręcz oczywisty wyraz tego, jakie jest katolickie podejście do kwestii erotyki w sztuce, ci zaś z nielicznych wiernych, którym to się nie podoba, nie przejawiają zbyt wielkiej chęci, by swe stanowisko w tej sprawie eksponować i upubliczniać. Summa summarum powstaje więc wrażenie, iż wylewająca się z Sykstyny nagość to niekwestionowany wyraz katolickiego ducha, co jednak konsekwentnie czyni trudniejszym zwalczanie takowej w innych publicznych sytuacjach – np. kiedy słynna polska tenisistka Agnieszka Radwańska dała rozbieraną sesję fotograficzną jednemu ze sportowych czasopism, od razu pojawił się argument: „Czego od niej chcecie i tak pokazała mniej, niż uczynił to Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej„.

    Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej sprawie stosunku Kościoła do nagości, która istotnie obfituje w Kaplicy Sykstyńskiej, to możemy mieć duże wątpliwości co do tezy, jakoby stanowiła ona wyraz „katolickiego ducha” czy też, co więcej, jakoby aprobując ją, Kościół uznał tym samym za zasadne publiczne eksponowanie golizny. Zacznijmy bowiem od tego, że tak naprawdę, Kościół katolicki w swych oficjalnych aktach nie tylko, że nie uznał zasadności nagości tam zawartej, a wręcz przeciwnie zdecydowanie ją zakwestionował. Otóż, ojcowie Soboru Trydenckiego wydali następującej treści postanowienie na ów temat:

    „Postaciom na malowidle w kaplicy sykstyńskiej należy dodać szaty, podobnie w innych kościołach, jeśli przedstawiają coś obscenicznego lub wyraźnie fałszywego zgodnie z dekretem z 2 sesji 9 (25) za Piusa” (patrz: Dokumenty po sesji 25/B, pkt 11).

    Powyższe zaś polecenie ojców Trydentu było nawiązaniem do innego z dokumentów tego Soboru, a mianowicie dekretu „O wzywaniu, czci i relikwiach świętych oraz świętych obrazach”, gdzie w punkcie numer 9 stwierdza się, iż umieszczane w kościołach wizerunki nie powinny przedstawiać żadnej błędnej nauki ani też cechować się „bezwstydnym powabem”. Skoro więc, w nakazie „dodania szat” do postaci na malowidle w Kaplicy Sykstyńskiej powołano się właśnie na to stwierdzenie, to najwidoczniej ojcowie Trydentu uznali, iż malowidła te naruszają owe zasady (czyli pokazują błędną naukę i/albo są zdobione „bezwstydnym powabem”).

    I dzięki Bogu, zarządzenie to, nie pozostało martwym prawem, ale władze kościelne zrealizowały je pod koniec XVI wieku i aż do lat 80-tych XX wieku, najbardziej intymne miejsca na wizerunkach w Kaplicy Sykstyńskiej pozostawały zamalowane.

    Nietrudno zresztą znaleźć uzasadnienie dla takowego sposobu potraktowania malowideł w Sykstynie przez Sobór Trydencki. Gdy się bowiem owym przyjrzymy, to istotnie dostrzeżemy tam wiele nagości, nieraz całkowicie nieuzasadnionej kontekstem pokazywanych za jej pomocą scen, a nawet ukazanej w taki sposób, iż można mieć podejrzenia co do tego, czy ich autor rzeczywiście nie był homoseksualistą, jak tu mu się niekiedy przypisuje (nagie kobiety w Sykstynie umięśnione niczym mężczyźni, przedstawiciele płci męskiej odmalowani w swej nagości za to z dużą dbałością, etc.). Niektóre zaś ze scen tam namalowanych po prostu rażą swą nonszalancją wobec Bożego Majestatu (Bóg Ojciec w szacie podkreślającej pośladki).

    Tak więc, to bynajmniej nie Kościół popierał nagość w Kaplicy Sykstyńskiej, ale takową temperował przez 400 lat jej istnienia, aż do lat 80-tych XX wieku, kiedy to Jan Paweł II postanowił, iż po kolejnych pracach konserwatorskich dokonanych w tym miejscu nie będzie już domalowanych szat do znajdujących się tam nagich postaci.  Czy jednak można powiedzieć, iż ta decyzja Jana Pawła II oznaczała zmianę postawy Kościoła wobec nagości eksponowanej w Kaplicy Sykstyńskiej? Należy raczej w to powątpiewać. Ów akt Jana Pawła II nie miał bowiem charakteru doktrynalnego, ale był jednym z wielu działań administracyjnych, których za pontyfikatu każdego papieża podejmuje się w tysiącach. Nie można mówić o tego typu decyzjach, że są „nauczaniem Kościoła”, tak jak nie można mówić, iż „nauczaniem Magisterium” było powołanie tego czy innego księdza na biskupa danej diecezji albo też przenoszenie duchownych winnych skandali seksualnych z diecezji do diecezji. Oczywiście, prawdopodobnie, za administracyjną decyzją o zerwaniu z 400-letnią tradycją zamalowania scen nagości w Sykstynie kryło się pewne teologiczne spojrzenie Jana Pawła II na ów problem, ale przynajmniej z prawnego i formalnego punktu widzenia nie miała ona żadnej rangi doktrynalnej, a więc czegoś co zobowiązywałoby katolików w sumieniu do uznawania za stosowne i dobre tym podobnych rzeczy.

     

     

     

     

  8. Czy istnieją uniwersalne i obiektywne kanony skromności?

    Leave a Comment

    Wybitny (choć nie pozbawiony pewnych modernistycznych inklinacji) chrześcijański apologeta C. S. Lewis pisał swego czasu: „(…) choć zasada czystości jest jednakowa dla wszystkich chrześcijan wszystkich epok, zasada właściwego postępowania jest zmienna. Dziewczyna na wyspach Pacyfiku, która prawie nic nie ma sobie i wiktoriańska dama w całości okryta ubraniami mogą być tak samo <skromne> czy też przyzwoite według standardów własnego społeczeństwa – a przy tym niezależnie od ubioru obie mogą być jednakowo czyste (lub jednakowo nieczyste)”. Wydaje się, iż jego sposób rozumienia kanonów skromności, przeniknął myślenie ogromnej większości chrześcijan. Ilekroć bowiem przytacza się tradycyjnie katolickie zasady skromnego odziewania się, tylekroć słyszy się argumentację w stylu: „Nie można aplikować reguł, które tworzone były w czasach, gdy odsłanianie kostek u nóg stanowiło zgorszenie, do współczesności, w której odsłonięte pępki stają się kulturową normą. To co do nieczystości pobudzało dawniej, dziś nie czyni już żadnego wrażenia. Wszystko w dziedzinie skromności strojów, zależy od określonych czasów, kultury, a nawet warunków pogodowych, panujących na danym terenie geograficznym. Publiczne chodzenie nago w Europie i Ameryce Północnej jest nieskromne, ale już np. w Afryce będzie zgodne ze wstydliwością i skromnością, nie stanowiąc dla jej mieszkańców zagrożenia„. Ten sposób myślenia, sukcesywnie przyzwala na coraz dalej posunięte odsłanianie i eksponowanie swego ciała. „Krótkie spódniczki, głębokie dekolty, odsłonięte brzuchy? – ach, nie bądźmy tacy purytańscy, kiedyś wszak kobieta nie mogła pokazać nawet kostek, a papieże zakazywali odsłaniania dekoltu na szerokość trzech palców, poza tym dobrze jest, gdy niewiasta wygląda kobieco. Bikini na plaży? W czym problem? Przecież nie będziemy cofać się do czasów, w których plaże rozdzielano, według płci. A poza tym, wszyscy tam są podobnie ubrani, co eliminuje (albo przynajmniej) ryzyko zgorszenia i pobudzenia do grzechu”. Ktoś mający choć trochę zdrowego rozsądku i historycznego rozeznania co do ewolucji pewnych kulturowych norm i zachowań, może łatwo przewidzieć dalszy rozwój tak relatywnie rozumianych kanonów skromności. Córki matek, które dziś – w zarysowany powyżej sposób – usprawiedliwiają bikini na plaży, w ten sam sposób będą tłumaczyć praktykowanie przez siebie w owych miejscach stroju „topless” (co zresztą już jest normą na zachodnich plażach i stopniowo zaczyna być akceptowane w Polsce), zaś w miejsce dzisiejszych minispódniczek i bluzek z dekoltami, które są normą w ciepłe dni na naszych ulicach, pojawi się pewnie coś w rodzaju ulicznego bikini. Jaki argument będzie w stanie to powstrzymać, jeśli założy się, iż nie ma żadnych uniwersalnych i obiektywnych zasad skromnego odziewania się? W tym artykule pragnę przedstawić argumenty na rzecz przeciwnej tezy, a mianowicie tego, iż istnieją uniwersalne i obiektywne kanony wstydliwego stroju, gestów i zachowania się, a więc nie wszystko w tej sferze można uzależniać od zmieniających się czasów, kultury czy warunków klimatycznych.

    Publiczna nagość oraz pół-nagość nie są relatywne

    Problem w takiej koncepcji moralnej przystojności publicznej nagości jest jednak taki, że nie ma ona żadnych podstaw w Piśmie świętym i Tradycji Kościoła. Przed grzechem pierworodnym, owszem nasi pierwsi rodzice chodzili nago, nie wstydząc się tego i zachowując przy tym bezgrzeszność, ale radykalnie zmieniło się to po tym, jak przekroczyli oni Boży zakaz jedzenia zakazanego owocu. Jednak po tym smutnym wydarzeniu, jak czytamy w Biblii, poznali oni, że są nadzy, zawstydzili się tym i próbowali się przysłonić (Rdz 3, 7). Następnie sam Bóg przyodział naszych pierwszych rodzicom w „odzienie ze skór” (Rdz 3, 21 – w języku hebrajskim użyty w tym miejscu termin oznacza zaś długie zakrywające większość ciała tuniki). Dalej zaś, gdy czytamy Biblię, zauważamy, że nagość jak najbardziej jest kojarzona z rzeczami złymi, niebezpiecznymi bądź podejrzanymi, a więc np. z grzechem i pokusą (Sm 11, 3-4; Rdz 9, 20 – 21)), diabelskim opętaniem (Łk 8, 27), hańbą (Iz 20, 4). Pismo święte nakazuje też skromnie, wstydliwie i przyzwoicie się ubierać, a nie „skromnie rozbierać” (Tm 2, 9-10; 1 P 3, 3-4). Wielowiekowa zaś tak nauka, jak i duszpasterska praktyka Kościoła, polecała ubierać się ludziom niezależnie od tego w jakiej kulturze i klimacie żyli. Widać więc, że nakaz zakrywania swej nagości w miejscach publicznych i skromnego ubierania się, nie jest jakimś kulturowym bagażem, który roztropnie jest w pewnych okolicznościach zachowywać (typu jedzenie nożem i widelcem), ale wynika wprost z objawionej przez Boga i wpisanej w nasze serca naturalnej moralności. Nagość bądź półnagość po prostu ze swej natury niesie ze sobą duży potencjał seksualnych skojarzeń i konotacji – to nie jest wytwór tej czy innej kultury.

    Części ciała „skromne i mniej skromne”

    Tradycyjni moraliści katoliccy zwykli rozróżniać pomiędzy tzw. skromnymi częściami ciała, do których zaliczali twarz oraz ręce oraz „mniej skromnymi” partiami ciała, którymi mają być piersi, brzuch, pośladki, łono oraz uda. Odsłanianie lub/i eksponowanie (np. poprzez obcisły krój stroju) owych „mniej skromnych części ciała, miało być (poza pewnymi nadzwyczajnymi i wyjątkowymi sytuacjami, typu wizyta u lekarza) moralnie naganne, niedozwolone i grzeszne. W ustanawianych przez siebie nakazach, przepisach i poleceniach dotyczących skromnego odziewania się, Kościół katolicki przez wieki, kierował się owym tradycyjnym rozróżnieniem. Tak więc, oprócz ogólnych wezwań do zachowania skromnego stroju, władze kościelne, nakazywały m.in.:

    1. Powstrzymywać się przed odwiedzaniem publicznych łaźni, gdyż przebywało się tam nago lub prawie nago, nieraz w mieszanym płciowo towarzystwie (by się o tym przekonać wystarczy bardziej uważnie przeczytać uchwały wczesnochrześcijańskiego synodu w Laodycei);

    2. Nauczać pogańskie ludy, iż mają porzucić zwyczaj chodzenia nago (czynił tak św. Pius V w dekrecie skierowanym do ówczesnych biskupów Brazylii;

    3. Zakrywać uda, kolana, brzuchy, pośladki, klatkę piersiową, ramiona, plecy (polecali tak m.in.: bł. Innocenty XI, biskupi Niemiec, Pius XI za pośrednictwem swego Wikariusza Generalnego)

    4. Wystrzegać się mieszanych plaż i kąpielisk (vide: napomnienia kardynałów, biskupów, a nawet całych episkopatów Austrii, Niemiec czy Hiszpanii).

     

    Chociaż, w ciągu wieków, różnie bywało z konsekwentnym trzymaniem się przez katolickie i chrześcijańskie społeczeństwa wyżej nakreślonych zasad skromności w sposobie ubierania się, to z pewnością – generalnie rzecz biorąc – jeszcze do początku XX wieku, mody, jakie panowały w tym zakresie, uwzględniały dużą część spośród owych kanonów. Tak więc, nawet jeśli w pewnych wiekach, niewiasty pozwalały sobie na głębokie dekolty, to jednak zawsze nosiły przy tym długie suknie. Dopiero od jakichś ostatnich 80 – 90 lat, w obrębie naszej cywilizacji popularyzowane są niewieście stroje, które stopniowo, acz wytrwale niszczą poczucie wstydliwości w dosłownie wszystkich aspektach, odsłaniając lub eksponując (np. poprzez obcisły krój) wszystkie z części ciała, które tradycyjnie uważano za „mniej skromne”.

    Zazwyczaj, pierwszą reakcją na wskazane wyżej rozróżnienia pomiędzy „skromnymi” i „mniej skromnymi” partiami ciała są kpiny, śmiechy oraz próba ich relatywizowania (w stylu o którym już pisałem, a więc „Ach, kiedyś to nawet widok odsłoniętej łydki gorszył. Dziś są inne czasy”). Tymczasem jednak zdrowy rozsądek, naturalne wyczucie i znajomość ludzkiej natury podpowiadają nam, iż ów tradycyjny podział jest zasadniczo słuszny. Któż bowiem postawi znak równości pomiędzy patrzeniem komuś w oczy, a zerkaniem w dekolt, uściśnięciem dłoni, a złapaniem za udo czy pośladki, pocałunkiem w policzek, a cmoknięciem w brzuch??? Nikt poważny nie będzie twierdził czegoś podobnego, gdyż wszyscy wiemy, albo przynajmniej wyczuwamy, iż pewne części ciała znacznie bardziej rozbudzają zmysłowość seksualną, aniżeli inne. Oczywiście, pewne szczegółowe, drobne elementy skromnego ubioru, mogą się, w zależności od różnych okoliczności zmieniać. Nie rzecz w tym, by utrzymywać, że np. rozporządzenie Piusa XI, w którym piętnowano dekolty większe niż „na szerokość dwóch palców mierząc od szyi” albo rękawy odsłaniające łokcie, obowiązują i dziś dokładnie w każdym punkcie, gdyż w sposób absolutny i niezmienny określają co jest nieskromnym, a co przyzwoitym ubiorem. Z pewnością śmiesznym byłoby uznanie za nieskromne publiczne pokazywanie się kobiet w sukni z rękawami sięgającymi połowy ramienia, dekoltem na szerokość trzech palców oraz lekko odsłaniającej kolana (a właśnie taką moralną ocenę implikowałoby ścisłe trzymanie się zasad wyznaczonych w tej mierze przez Piusa XI). Czy to jednak oznacza, że na podobnej zasadzie należy zrelatywizować moralną dezaprobatą dla dopasowanych do figury strojów, kostiumów bikini a nawet topless, krótkich spodenek, obcisłych sukienek, bluzek i spodni, głębokich dekoltów, rozcinanych spódnic, mini spódniczek, t-shirtów odsłaniających pępki i tym podobnych rodzajów odzienia??? Oczywiście, że nie. Nieskromność publicznego noszenia takich strojów zasadza się bowiem nie na pewnych zmiennych, bo uwarunkowanych kulturowo i historycznie szczegółowych przesłankach, ale wynika z samej natury naszego ciała i naszej seksualności. Po prostu Pan Bóg już tak stworzył nasze ciała, iż pewne ich rejony są znacznie bardziej „seksualne” od innych. I dlatego te „mniej skromne” części ciała, powinny być raczej zasłaniane przed widokiem innych, aniżeli odsłaniane i uwypuklane przez krój stroju.

    Każdy mężczyzna może też poświadczyć bliski związek zachodzący pomiędzy oglądaniem widoków nagości i pół-nagości, a grzechami nieczystości. Część mężczyzn ucieka od tego rodzaju widoków, a część chętnie z nimi obcuje, ale trudno byłoby znaleźć takich, którzy zaprzeczyliby, iż ich oglądanie inspiruje do pożądliwych spojrzeń, myśli i pragnień. Najzwyczajniej w świecie patrzenie na atrakcyjnie wyglądające niewiasty odziane w stroje typu minispódniczka czy bikini jest dla prawie wszystkich mężczyzn bardzo niebezpieczne. Tak było, jest i będzie. Nie jest to bowiem kwestia zmieniającej się kultury czy warunków klimatycznych, ale samej natury naszej seksualności. I nie chodzi tu bynajmniej o rzekome każdorazowe podniecenie seksualne, jakie miałoby się wiązać z patrzeniem na takie widoki. Można być wszak kuszonym do grzechów nieczystości bez odczuwania przy tym określonego rodzaju stanów fizjologicznych. 25-letni mężczyzna zatrzymujący swój wzrok dłużej na okładce CKM i Playboya najprawdopodobniej nie będzie wskutek tego odczuwał seksualnego podniecenia. Czy to jednak oznacza, że nie będzie w ten sposób kuszony do pożądliwych spojrzeń i myśli? Bynajmniej. Im dłużej będzie patrzył na okładki tych pism, tym łatwiej będzie mu zajrzeć do ich środka, by później  już podniecać się seksualnie obrazami tam umieszczonymi.

    Owszem, jak ktoś się uprze, może powoływać się na przypadki rozmaitych fetyszystów, których pociągają bardziej stopy aniżeli piersi, ale ten sposób rozumowania przypomina „argumentację” tych, którzy twierdzą, iż nie da się zdefiniować pornografii, powołując się na wypadek człowieka odczuwającego podniecenie seksualne za każdorazowym słuchaniem hymnu USA … Da się jednak zdefiniować uniwersalne i obiektywne kanony tego, co zaliczamy do pornografii, tak jak można to uczynić w stosunku do nieskromnego stroju. Wystarczy tylko trochę zdrowego rozsądku, naturalnego wyczucia, a mniej skupiania się na ekscentrycznych wyjątkach i dewiacjach.

    Skromna nagość cnotliwych Dzikusów?

    Zwolennicy relatywistycznego podejścia do kanonów skromności twierdzą jednak, iż społecznościach, w których, ze względu na panującą tam pogodę, zwyczajowo chodzi się półnago lub nago, potrafią strzec zasad czystości seksualnej. Mielibyśmy więc tu do czynienia ze „skromną nagością” ludów pierwotnych. Czy aby na pewno jest to jednak prawda? Można mieć ku temu duże wątpliwości. Nieco bardziej uważne spojrzenie na obyczajowość seksualną ludów i narodów, które od wieków praktykują publiczny negliż lub półnagość, przekonuje raczej do przeciwnej tezy. Niemal wszędzie, gdzie rozpowszechniony był lub jest ów zwyczaj, tam widać bardziej swobodne życie seksualne, a więc np. większą społeczną akceptację dla poligamii, nierządu czy cudzołóstwa. Dobitnym tego przykładem jest Afryka, gdzie w skutek opłakanego stanu moralności seksualnej, całe narody wymierają na AIDS. Nie jest to jednak dziwne, gdy zważymy, iż przeciętny afrykański mężczyzna w swym życiu potrafi utrzymywać kontakty z dziesiątkami, a nawet setkami kobiet. Do tego można jeszcze wspomnieć choćby o takich tradycyjnych – przynajmniej dla pewnych rejonów Afryki praktykach jak: „wypożyczanie” gościom żon; molestowanie i gwałcenie dziewic, nieraz motywowane wiarą w to, iż kontakt seksualny z takową dziewczyną leczy AIDS. Dodajmy, że w rejonach Afryki, w których dominuje religia muzułmańska, w związku z czym niewiasty chodzą tam skromnie odziane, poziom występowania HIV i AIDS jest znacznie mniejszy niż tam, gdzie stroje są nieskromne i bezwstydne.

    Co więcej, wyższy poziom rozwiązłości seksualnej, można zaobserwować nawet w tych krajach, które od wieków są katolickie, ale w związku z ich geograficznym usytuowaniem przez większość czasu panuje tam ciepła pogoda, co z kolei prowokuje do śmielszego odsłaniania i eksponowania swego ciała. W Ameryce Łacińskiej zdecydowana większość dzieci pochodziła z nieprawego łoża (w XIX-wiecznym Ekwadorze takich dzieci było nawet 75 procent), istniało (i wciąż istnieje) szeroko rozwinięte przyzwolenie na cudzołóstwo w wykonaniu mężczyzn . W zastraszających rozmiarach szerzyła się tam prostytucja (np. w latach 50-tych XX wieku, w liczącym wówczas 520 tysięcy kolumbijskim mieście Cali istniało 2600 domów publicznych z 13 000 zatrudnionych tam prostytutek, co daje ok. 5 procent całej żeńskiej populacji tego miasta). Ideał latynoskiego mężczyzny od dawna stanowi tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, itp. Powyższe, w dużej mierze, dotyczy też Włoch, czego jednym z przejawów była bardzo przyzwalająca postawa mieszkańców tego kraju wobec domniemanych wybryków seksualnych premiera Silvio Berlusconiego.

    Żadnych złudzeń

    Skromność strojów nie jest zatem w całości uwarunkowana przez zmieniające się okoliczności kulturowe czy warunki klimatyczne. Istnieją pewne naturalne i zdroworozsądkowe kryteria, wedle których można określić obiektywne i uniwersalne kanony w tej dziedzinie. Tradycyjni moraliści katoliccy w miarę trafnie rozeznali je, dzieląc nasze ciała na jego „skromne” i „mniej skromne” części. Dlatego też prawdziwie skromny strój powinien zasłaniać i nie eksponować takich części ciała jak piersi, brzuch, uda, pośladki, łono czy plecy. I nie chodzi bynajmniej o to, by wszystkie niewiasty ubierały się w burki czy też worki po kartoflach. Skromny strój może być połączony z dyskretnym podkreślaniem niewieściego piękna.

  9. Naga prawda o skromności (film)

    Leave a Comment

    Jak na mężczyzn oddziałuje widok nieskromnie ubranych kobiet?
    Czy nieczyste i bezwstydne myśli, do których chłopcy i mężczyźni kuszeni są w skutek patrzenia na nieskromnie odziane kobiety to naprawdę „wyłącznie ich problem”?

    Jakie są tradycyjnie katolickie standardy skromnego i wstydliwego ubioru?

    Co ze strojami, które współcześnie zakłada się przy okazji zawodów sportowych, wyjścia na basen lub plażę?

    Jak przeciwstawiać się powszechnej modzie na nieskromność?

    Na te i inne pytania odnoszące się do problemu nieskromności w sposobie ubierania się odpowiada, zrealizowany przez amerykańskich konserwatywnych katolików film pt. „The Naked Truth About Modesty” (w tłumaczeniu na polski „Naga prawda o skromności”).

    Poniżej wklejam link do tego filmu i serdecznie zachęcam do zapoznania się z nim:

    https://www.youtube.com/watch?v=V2jxDScAytM

  10. Kobiecy sport jest nieporozumieniem i bezwstydem

    Leave a Comment

    Trwają igrzyska olimpijskie w Rio i jako, że występują na nich również niewiasty w mass mediach nieraz słyszymy o ich zmaganiach oraz sukcesach. A jako, iż niektóre z owych kobiet czasami powiedzą coś o Bogu, modlitwie, itp, katoliccy publicyści i redaktorzy zaraz to podchwytują oraz nagłaśniają zapewne po to, by przekonać odbiorców do tego, że sam Stwórca błogosławi i wspiera zmagania sportowe tych niewiast. Jest jednak bardzo wątpliwe, by Najwyższy popierał ową aktywność, gdyż publiczne występy sportowe w wykonaniu osób płci niewieściej są przynajmniej bardzo wątpliwe. Tak wynika przynajmniej z nauczania świętej Kongregacji Soboru, która za aprobatą papieża Piusa XI w wydanej przez siebie instrukcji do ordynariuszy z dnia 6 stycznia 1930 roku stwierdzała co następuje:

    „Również niechaj rodzice nie pozwalają córkom na publiczne ćwiczenia i występy gimnastyczne, a jeżeli byłyby do tego zmuszane, niechaj starają się, by były ubrane przyzwoicie; niech nie pozwalają nigdy, by miały się ubierać w kostiumy nieprzyzwoite”.

    Z przytoczonych słów wynika więc w miarę jasno, iż publicznie wykonywany przez niewiasty sport jest czymś na co chrześcijanie winni patrzyć bardzo niechętnie i jeśli już w warunkach przymusowych można się nań ze smutkiem zgadzać, to nigdy uprawianie takowego nie może być pretekstem do ubierania się niewiast w nieprzyzwoite i bezwstydne stroje. Powyższe nauczanie katolickie zapewne szokuje prawie wszystkich katolików widzących w takim podejściu do sprawy śmieszny purytanizm, jednak mimo to pozwolę sobie poniżej je w kilku zdaniach uzasadnić. Zacznę jednak nie od kwestii nieskromności związanej z używanymi dziś przez kobiety strojami gimnastycznymi, ale od argumentu wskazującego, iż po prostu duża część sportów jest dla niewiast zajęciem nienaturalnym. Istnieje bowiem wiele z dyscyplin sportowych, które ze względu na swą specyfikę w dość wyraźny sposób kolidują z niewieścią naturą. W jaki bowiem sposób została stworzona przez Boga niewiasta i czym różni się ona – mówię tu zwłaszcza o płaszczyźnie fizycznej – od mężczyzny? Otóż, kobieta ze swej natury jest znacznie fizycznie słabsza od osób płci męskiej, mając wyraźnie słabiej ukształtowany układ mięśniowy oraz zwykle będąc niższego wzrostu. Taki zresztą wygląd niewiast jest ważnym elementem ich uroku i piękna, które to przyciągają mężczyzn, by starać się o ich względy. Powyższe cechy są charakterystyczne dla większości niewiast, a wyjątki od tej reguły są efektem pewnych zaburzeń w rozwoju płodowym danej osoby. Oczywiście, zdarza się też, że w skutek bardzo intensywnych ćwiczeń fizycznych niektóre z kobiet mają np. większe mięśnie od większości mężczyzn, ale by osiągnąć taki stan dana niewiasta musi włożyć w to znacznie więcej wysiłku cielesnego, niż czyniłby to mężczyzna. W takich wypadkach kobiety zwykle zaczynają wyglądać dość karykaturalnie, mając ramiona szersze od bioder, a nieraz nawet na twarzy przybierając męskich rysów – często to zresztą widać na przykładzie rozmaitych „sportsmenek”, które na pierwszy rzut oka niejednokrotnie są trudne do rozróżnienia od mężczyzn. Wszystko to w logiczny i naturalny sposób wskazuje na wniosek, iż zajęcia wymagające dużego wysiłku fizycznego, a także w większy sposób narażające naszą powłokę cielesną na niebezpieczeństwo, uszkodzenia i rany, nie są przeznaczone dla niewiast. Tradycyjnie więc kobiet nie zatrudniało się np. w charakterze murarzy, górników, żołnierzy, itp., rezerwując wykonywanie tych zawodów dla mężczyzn. Oczywiście, zdarzały się od tej zasady pewne wyjątki, jednak generalnie rzecz biorąc w ramach naszej kultury słusznie była ona zachowywana. W odniesieniu do sportu można wskazać na szereg przykładów, w których już na pierwszy rzut oka widać, że ze względu na wielki wysiłek fizyczny z nimi związany, nie są one dla niewiast. Podnoszenie ciężarów, rzut młotem, zapasy to tylko parę tego rodzaju przykładów. Rzecz jasna można by też podać przykład paru sportów, które przynajmniej w swej wizualnej oprawie wydają się być bardziej przystosowane do kobiecej natury, np. pływanie, tenis, taniec na lodzie, jednak i w tych wypadkach można by się zastanawiać nad celowością zawodowego ich praktykowania przez niewiasty. O ile bowiem, można by jeszcze z powodzeniem uzasadniać ich czynienie przez płeć piękną w niezbyt zobowiązujący, bo amatorski sposób, o tyle już ich praktykowanie w ramach zawodowych i publicznych zmagań siłą rzeczy wiąże się z bardzo dużym natężeniem fizycznego wysiłku, co jak już wyżej wskazałem niezbyt przystaje do niewieściej natury. Niektórzy zresztą – właśnie ze względu na wielkie parcie na osiąganie coraz to lepszych wyników i rekordów z czym z kolei wiąże się np. powszechność zażywania przez sportowców nielegalnych środków dopingujących – zastanawiają się, czy w ogóle należy popierać uprawienie komercyjnego sportu przez kogokolwiek.

     

    Jak więc widać z powyższych rozważań, komercyjny, zawodowy i publiczny sport wydaje się być niezbyt naturalny dla niewiast. Sprzyja on bowiem zaburzaniu naturalnych różnic pomiędzy płciami, próbując uczynić z kobiety istotę dorównującą mężczyźnie w eksponowaniu fizycznej siły. Zewnętrznym tego przejawem jest częsty u kobiet praktykujących zawodowy sport wygląd przysłowiowych „babochłopów”. Istnieje jednak także drugi, bardziej bezpośrednio już wskazany w cytowanej wyżej instrukcji kościelnej powód, by odradzać niewiastom uprawianie komercyjnego sportu. Jest nim oczywisty bezwstyd i nieskromność współczesnych kobiecych strojów gimnastycznych. Problem ten był już widoczny w latach 20 i 30 tych ubiegłego stulecia, skoro w swych wypowiedziach zwracała nań uwaga Kongregacja do spraw Soboru, jednak w ciągu następnych dziesięcioleci ów zaczął sukcesywnie narastać. Dziś doszliśmy do etapu, w którym występujące na zawodach kobiety często przypominają swym ubiorem strój bikini, biegając po stadionach w krótkich obcisłych majtkach oraz kusych również mocno przylegających do ciała koszulkach odsłaniających brzuch. Oczywiście, takie roznegliżowanie używanych przez niewiasty strojów sportowych tłumaczy się ich praktycznością, jednak argument ów wyraźnie słabnie, gdy porówna się stroje używane w zawodach przez kobiety z takimiż strojami zakładanymi przez mężczyzn. Przykładowo, męscy siatkarze są odziani w luźne spodenki sięgające połowy uda oraz luźne koszulki z rękawami zakrywającymi mniej więcej połowę przedramienia. Co prawda można by się zastanawiać nad wydłużeniem takich spodenek, ale warto spytać się dlaczego – niby to ze względów praktyczności – nie ubiera się siatkarzy tak jak damskie siatkarki, a więc np. w  bardzo krótkie obcisłe majtki oraz krótkie obnażające ich brzuchy przylegające ściśle do ciała koszulki? Wszak, jeśli strój ów jest praktyczny dla kobiet, dlaczego nie miałby być praktyczny dla mężczyzn? A może powodem tego jest to, iż większość widzów oglądających zmagania męskich siatkarzy nie stanowią „geje”, tymczasem większa część widowni popisów damskich siatkarek to właśnie heteroseksualni mężczyźni (którzy nieraz w swych prywatnych rozmowach przyznają się, iż „lubią popatrzeć” na dziewczęta tam występujące)? Zresztą, gdyby nawet przyznać szczerość zapewnieniom o tym, iż głównym powodem skracania i „obciskania” niewieścich strojów sportowych jest ich praktyczność, to i tak owe kryterium nie może być absolutyzowane. Można by wszak wskazać wiele okoliczności, w których bardziej wygodne i praktyczne byłoby chodzenie nawet nago, a jednak nie czyni się tego ze względu na wyższe niż wygoda i praktyczność wartości. Św. Perpetua, jedna z chrześcijańskich męczennic starożytności, gdy będąc torturowaną opadła na ziemię i jej długa suknia się w skutek tego rozdarła odsłaniając kawałek uda, nie zważając na towarzyszący jej wielki ból oraz cierpienie szybko zasłoniła ów rejon ciała – oto przykład właściwej hierarchii wartości, która stawia skromność i wstydliwość ponad doraźną wygodę oraz praktyczność.

     

    Podsumowując, nie ma co ekscytować się sukcesami polskich sportsmenek w Rio ani też ewentualnymi „pobożnymi” wypowiedziami, którymi owe sukcesy są okraszone. Jest bowiem bardzo wątpliwe, by sam Bóg „kibicował” ich zmaganiom, skoro sport zawodowy w wykonaniu niewiast stanowi rzecz nienaturalną oraz będącą wielką okazją do promowania nieskromności i bezwstydu.