Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: chrześcijaństwo

  1. Czy Żydzi są narodem morderców Chrystusa?

    Leave a Comment

    Sobór Watykański II w deklaracji „Nostra Aetate” uczy na temat odpowiedzialności narodu żydowskiego za mękę i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa między innymi:

    A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym“.

    Z kolei, opublikowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 598 stwierdza:

    Uwzględniając fakt, że nasze grzechy dotykają samego Chrystusa, Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów.

    Część tradycjonalistycznych katolików (zwłaszcza tych skupionych wokół Bractwa św. Piusa X) krytykowało powyższe „soborowe” oraz „posoborowe” nauczanie Kościoła, jako rzekome zerwanie z tradycyjną teologią katolicką, w ramach której nieraz obdarzano Żydów mianem „narodu bogobójców”. Czy te zarzuty są uzasadnione?

    Zacznijmy od tego, iż naprawdę trudno jest widzieć coś błędnego lub zwodniczego w przytoczonym wyżej nauczaniu Vaticanum II o tym, iż nie można przypisywać takiej samej odpowiedzialności za śmierć Pana Jezusa ani wszystkim Żydom żyjącym w tamtym czasie ani tym bardziej Żydom dzisiejszym. Takie odrzucone przez Sobór Watykański II twierdzenie nie jest bowiem umocowane ani w Piśmie świętym, ani nawet w zdrowym rozsądku. Po pierwsze bowiem, Biblia nie wspomina o tym, by w czasie procesu i ukrzyżowania Chrystusa wszyscy Żydzi popierali zabicie Jezusa. Owszem, za zbrodnią bogobójstwa opowiedziały się władze religijne narodu żydowskiego czyli Sanhedryn oraz liczne zgromadzenie Żydów obecne na placu umiejscowionym przed siedzibą rzymskiego namiestnika Piłata. Pomijając jednak już zaś nawet tak oczywiste wyjątki Żydów, którzy nie popierali w tamtym czasie i miejscu skazania Pana Jezusa na śmierć, a więc np. Najświętszej Marii Panny, Nikodema, Józefa z Arymatei, Apostołów (nie licząc Judasza), to i tak nie sposób założyć, iż dokładnie wszyscy inni członkowie narodu żydowskiego byli obecni w tłumie wołającym do Piłata: „Ukrzyżuj Go!„. Owszem, na tym haniebnym zgromadzeniu było obecnych wielu Żydów, jednak nie wiemy jakiego dokładnie procentu ówczesnej nacji żydowskiej to dotyczyło. Nawet jeśli była to duża część spośród ówcześnie żyjących Żydów to i tak nie byli to wszyscy Żydzi.

    Stwierdzenie Soboru Watykańskiego II o tym, iż nie można „bez różnicy” (czyli inaczej mówiąc: w takim samym stopniu) obciążać wszystkich żyjących w czasie ukrzyżowania Chrystusa czy tym bardziej istniejących współcześnie Żydów jest więc tak zdroworozsądkowe, jak i biblijne. Czy w takim razie należy potępić często używane w tradycyjnej teologii katolickiej sformułowanie nazywające Żydów mianem „narodu bogobójców”? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie należy do bardzo łatwych. Z jednej bowiem strony nie wszyscy Żydzi popierali skazanie na śmierć Pana Jezusa, z drugiej zaś strony wielu z nich właśnie tak uczyniło. Warto też zauważyć, iż ogół Żydów został w relatywnie krótkim czasie ukarany przez Boga zburzeniem światyni w Jerozolimie a następnie ich wygnaniem z Palestyny co uprawdopodabnia tezę o tym, że rzeczywiście duża część narodu żydowskiego mogła solidaryzować się z posunięciem swych władz (czyli Sanhedrynu), które zdecydowały się wydać Zbawiciela na śmierć.

    Czy może więc błędne i sprzeczne z Tradycją Kościoła jest stwierdzenie punktu 598 „posoborowego” Katechizmu Kościoła Katolickiego o tym, iż to chrześcijanie ponoszą największą odpowiedzialność za mękę Jezusa? Cóż, owe sformułowanie może być uznane za lekko dwuznaczne, gdyż brakuje w nim dodania słowa, iż to „źli” chrześcijanie są większymi od żydów mordercami Chrystusa. Albowiem na płaszczyźnie nadprzyrodzonej to grzechy wszystkich ludzi przyczyniły się do śmierci Pana Jezusa. Im zaś kto ma większy dostęp do łask, tym jego wina jaką ponosi za popełniane przez siebie akty nieposłuszeństwa Bogu jest większa. Chrześcijanie zaś mają danych więcej łask niż żydzi, a co się z tym wiąże popełniane przez nich grzechy są większe aniżeli żydów. Im więc dany chrześcijanin więcej grzeszy tym większym też – w sensie nadprzyrodzonym – jest mordercą Chrystusa. Gdyby więc uściślić i doprecyzować punkt 598 Katechizmu Kościoła Katolickiego poprzez dodanie doń dopowiedzenia, iż to źli chrześcijanie ponoszą większą od Żydów odpowiedzialność za mękę Pana Jezusa to nie byłoby w tym stwierdzeniu jakiejkolwiek, choćby i lekkiej dwuznaczności. Warto zresztą odnotować co na ten temat nauczał Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Musimy uznać za winnych tej strasznej nieprawości tych, którzy nadal popadają w grzechy. To nasze przestępstwa sprowadziły na Pana naszego Jezusa Chrystusa mękę krzyża; z pewnością więc, ci, którzy pogrążają się w nieładzie moralnym i złu, <krzyżują … w sobie Syna Bożego i wystawiają go na pośmiewisko> (Hbr 6,6). Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, <nie ukrzyżowaliby Pana chwały> (1 Kor 2,8), gdyby go poznali. My przeciwnie, wyznajemy, że Go znamy. Gdy więc zapieramy się Go przez nasze uczynki, podnosimy na niego w jakiś sposób nasze zbrodnicze ręce“.

    Nie od rzeczy będzie zresztą przypomnienie tego co na temat odpowiedzialności złych chrześcijan za śmierć Chrystusa uczył św. Jan Maria Vianney, patron wszystkich proboszczów:

    Źli chrześcijanie będą kiedyś w piekle ponosili straszniejsze męczarnie, niż niewierni… Chrześcijanom, gdy tylko dojdą do wieku, w którym mogą już korzystać z rozumu, przyświeca niczym wspaniałe słońce pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Jakie straszne, jakie okropne będzie piekło chrześcijan! Jak niebo oddalone jest od ziemi, tak potępienie chrześcijanin będzie daleko cięższe od potępienia niewiernych. Bo sprawiedliwy Bóg surowiej ukarze tego, kto otrzymał więcej łask, ale wzgardził nimi, zamiast z nich korzystać i wiernie służyć Panu… Jak z trupów potopionych Egipcjan wypływa woda, tak z ust potępieńców przez całą wieczność będą płynęły narzekania, że nie chcieli wykorzystywać Bożych łask, że za życia znieważali Ciało i Krew Jezusową w Komunii Świętej. Na wieki – wedle słów św. Bernarda – stać im będą przed oczyma cierpienia i męka Jezusa Chrystusa, które zniósł także dla ich zbawienia… nie zniknie im nigdy sprzed oczu obraz łez, które przelał Boski Zbawiciel, obraz Jego pokuty… Będą Go widzieli w Ogrodzie Oliwnym, gdzie krwawymi łzami opłakiwał ich grzechy. Zobaczą go w śmiertelnej agonii, zobaczą włóczonego po ulicach Jerozolimy. Będą słyszeli uderzenia młotów, które Go krzyżowały na Kalwarii (…)” (Cytat za: Św. Jan Maria Vianney, „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 1999, ss. 337, 340).

    Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-czy-zydzi-sa-narodem-mordercow-chrystusa,125493.html

  2. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

    Mirosław Salwowski

  3. Całe Pismo jest natchnione. Nie tylko Ewangelie …

    Leave a Comment

    Istnieje pewien typ katolików, którzy de facto (a może czasami nawet wręcz „de iure”) chcieliby ograniczyć natchniony przez Ducha Świętego charakter Pisma świętego nie tylko do Nowego Testamentu, ale nawet jedynie do czterech Ewangelii. Lekceważą oni bowiem tak Stary Testament, jako rzekomo będący zbiorem bardziej żydowskich wyobrażeń o Bogu, aniżeli objawionych przez Stwórcę prawd i zasad, jak i przynajmniej niektóre z nowotestamentowych listów pisanych przez Apostołów. Przykładów tego rodzaju podejścia do Pisma świętego można by podawać wiele. Ot, choćby niektórzy oburzają się, kiedy mówi się im, że nasz Pan Jezus Chrystus w pełni aprobował starotestamentowe rozkazy wybicia niektórych pogańskich narodów, no bo przecież nie ma być możliwe, by znany nam z Ewangelii Zbawiciel popierał takie rzeczy. Innym przykładem podobnego podejścia może być twierdzenie pewnego księdza, iż co prawda św. Paweł Apostoł w 13 rozdziale listu do Rzymian wspierał prawo władz cywilnych do wymierzania kary śmierci, ale nie jest to część Ewangelii (więc w domyśle niezbyt się liczy). Ostatnio zaś na własne uszy słyszałem, jak jedna ze znanych dziennikarek katolickich kontrastowała nauczanie św. Pawła Apostoła o tym, iż nie powinno się nawet jadać z jawnymi ciężkimi grzesznikami, którzy zwą się chrześcijanami (1 Kor 5, 9-13) z rzekomo bardziej miłosierną postawą Jezusa spotykającego się wszak z celnikami i prostytutkami. Z niekatolickiego podwórka można zaś jako przykład wskazanej postawy podać twierdzenie/sugestię tych pro-gejowskich teologów i aktywistów, którzy powołując się jedynie na nauczanie Chrystusa spisane w czterech Ewangeliach utrzymują, że tak naprawdę Bóg nie ma nic przeciwko homoseksualizmowi, gdyż Jezus milczał na temat tego zachowania.

    Neomarcjonizm dziś

    To wszystko pokazuje poważny kryzys wiary katolików (a także innych chrześcijan) w prawdę o tym, iż dokładnie całe Pismo święte jest natchnionym, bezbłędnym i nieomylnym Słowem Boga. Mamy tu do czynienia wszak już nie tylko z jakimś neo-marcjonizmem, który mniej lub bardziej otwarcie kwestionuje Stary Testament, ale trend ten idzie jeszcze dalej i nie pozostawia w spokoju nawet innych niż cztery Ewangelie ksiąg Nowego Testamentu.

    Nie takie jest jednak tradycyjnie katolickie podejście do Biblii. Papież Benedykt XV w encyklice „Spiritus Paraclitus” potwierdził wszak odwieczne nauczanie Kościoła o tym, że:

    boskie natchnienie rozciąga się bez żadnego wyjątku i różnicy na wszystkie części pism biblijnych i żaden błąd nie może dotknąć natchnionego tekstu (…)”

    Z kolei wydany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego cytując konstytucję „Dei Verbum” Soboru Watykańskiego II naucza:

    Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia” (n. 107).

    Samo zaś o sobie Pismo święte mówi:

    Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu (2 Tm 3, 16 – 17).

    Jeśli zaś chodzi o Stary Testament to choć prawdą jest, iż w pewnym bardziej ograniczonym sensie zawiera on rzeczy niedoskonałe (np. prawa tolerujące niektóre z wad narodu wybranego) oraz przemijające (starozakonne obrzędy i ceremonie) to i tak nie upoważnia to nikogo do lekceważenia czy kwestionowania Bożego natchnienia tych ksiąg. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy na ów temat:

    Stary Testament jest nieodłączną częścią Pisma świętego. Jego księgi są natchnione przez Boga i zachowują trwałą wartość, (…) Chrześcijanie czczą Stary Testament jako prawdziwe słowo Boże. Kościół zawsze z mocą przeciwstawiał się idei odrzucenia Starego Testamentu pod pretekstem, że Nowy Testament doprowadził do jego przedawnienia (marcjonizm)” (n. 121, 123).

    Jezus zniszczył Sodomę

    Nie jest więc tak, iż prawdy oraz zasady objawione w Starym Testamencie nie były prawdami i zasadami objawionymi przez Jezusa Chrystusa. Stary Testament jest bowiem Słowem Bożym, a Słowem jest właśnie Jezus (por. J, 1-18, Ap 19, 13). Kiedy zaś mamy w Starym Przymierzu do czynienia z pozytywnymi nakazami Bożymi albo aprobatywnymi stwierdzeniami jakichś prawd oznacza to, że stoi za nimi Jezus, a nie jakiś inny Bóg. Dotyczy to między innymi takich rzeczy jak: kara śmierci za różne ciężkie nieprawości, rozkaz wytępienia niektórych pogańskich ludów czy zniszczenie ogniem i siarką Sodomy i Gomory. W żadnym razie nie było tak, iż „dobrotliwy” Jezus z niechęcią patrzył na te działania swego „zbyt surowego” Ojca – jakby to może chcieli niektórzy. Syn Boży zawsze w pełni i absolutnie utożsamiał się z wolą swego Ojca, więc i w przypadku wspomnianych wyżej rzeczy popierał On je bez żadnych obiekcji. Warto przy tej okazji wspomnieć, iż starożytne „Konstytucje Apostolskie” tak mówią o Jezusie Chrystusie:

    To o nim Mojżesz złożył świadectwo: „Pan wziął od Pana ogień i spuścił go na Sodomę” (Rdz 19, 24)(…) Jego ujrzał Jozue, syn Nawego, jako uzbrojonego wodza zastępów Pana i swego sprzymierzeńca w wyprawie na Jerycho (Joz 5, 14) (tamże: V, 20: 5; 7).

     

    „Kto wami gardzi, mną gardzi”
    Skoro więc nie można rozdzielać nauczania Pana Jezusa od Starego Testamentu, tym bardziej nie można czynić różnicy między słowami Chrystusa a autorytetem wyznaczonych przez Niego Apostołów. To wszak o Apostołach nasz Zbawiciel mówił:

    Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał» (Łk 10, 16).

    Nie należy więc mówić, że to co pisali w swych listach Apostołowie jest mniej ważne od tego czego nauczał Pan Jezus w swych Ewangeliach (albo, że nawet jest z tym rzekomo sprzeczne). Nauczanie Apostołów jest bowiem nauczaniem samego Jezusa Chrystusa.

    Pismo święte to całość. Nie można go kaleczyć i rozdzielać. Nie można lekceważyć ani Starego ani Nowego Testamentu. Nie należy przeciwstawiać sobie Ewangelii i listów apostolskich. Kto tak czyni nie rozumie Bożego natchnienia Biblii i wyrządza wiele zamętu w duszach chrześcijan.

     

  4. Męczennicy moralnego absolutyzmu

    Leave a Comment

    Papież Jan Paweł II w swej wiekopomnej encyklice „Veritatis Splendor” nauczał między innymi:

    Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych (…), którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć, niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy , to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia (…). Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w wyjątkowych okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty (tamże, n. 91).

    Choć wielu katolików stosunkowo dobrze zna przykłady tych Świętych Pańskich, którzy woleli umrzeć niż dopuścić się – choćby pozorowanego – grzechu bałwochwalstwa, postacie i czyny Świętych, którzy oddali życie (bądź byli gotowi je oddać) w obronie innych z absolutnych zasad moralnych (lub tego co im się wydawało  taką zasadą) często już nie są tak akcentowane. Warto więc w tym miejscu przypomnieć o tych postaciach.

     

    Święta Zuzanna – jej postać opisywana jest na kartach biblijnej księgi Daniela (Dn 13, 1-64)). Była ona kuszona przez dwóch starszych sędziów do popełnienia z nimi grzechu cudzołóstwa. Kiedy odmówiła ich naleganiom, ci, zagrozili jej, że pod fałszywym zarzutem skażą ją na śmierć. Zuzanna miłując bardziej Boga niż swe życie odpowiedziała im:  jestem w trudnym ze wszystkich położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce , niż zgrzeszyć wobec Pana (Dn 13, 22-23). Nikczemne zamiary lubieżnych starców zostały szczęśliwie w porę zdemaskowane, w skutek czego Zuzanna uniknęła przedwczesnej śmierci. Pozostaje jednak ona żywym wzorem tego, że należy raczej umrzeć niż dopuścić się jakiekolwiek grzechu nieczystości. Można powiedzieć, iż za jej przykładem poszły już takie nowotestamentowe i chrześcijańskie męczennice jak bł. Karolina Kózkówna, bł. Laura Vicuña czy św. Maria Goretti, które również wolały cierpieć nawet do oddania swego życia, aniżeli choćby biernie ulec nieczystym zamiarom napastujących ich mężczyzn. Jak o św. Zuzannie pisał Jan Paweł II:

    Zuzanna, która wolała <<niewinna wpaść>> w ręce sędziów, daje świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro. Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga („Veritatis splendor”, n. 91).

     

    Święty Antym z Nikomedii –  żyjący na przełomie III i IV wieku biskup w czasie prześladowań chrześcijan za czasów Dioklecjana ugościł mających pojmać go żołnierzy. Ci przejęci dobrocią Antyma chcieli puścić go wolno, mówiąc jednak swym przełożonym, iż nie zdołali znaleźć  biskupa. Na tę ich propozycję ów święty odpowiedział, że woli umrzeć męczeńską śmiercią aniżeli zachęcać kogokolwiek do kłamstwa. Rezygnując z takiego sposobu swej obrony Antym został doprowadzony przed oblicze rzymskich władz, a następnie ścięty.

     

    Święty Firmus – jego postawa została opisana przez św. Augustyna z Hippony w traktacie „De mendacio”. Prawdopodobnie około 297 roku do domu Firmusa przybyli cesarscy żołnierze z zapytaniem, czy nie przechowuje poszukiwanego człowieka? Na co on odrzekł, że ani kłamać nie może, ani wydać nieszczęśliwca. W skutek takiej, a nie innej odpowiedzi, Firmus musiał wiele wycierpieć od rzymskich władz. Ta postawa owego świętego została pochwalona i dana za wzór przez św. Augustyna:

    Ale oto jest człowiek niewinny, któremu trzeba ocalić życie, oświadczając wbrew prawdzie, że nie wiemy gdzie się ukrył. Czy powiedzielibyście to samo w obecności najwyższego Sędziego, któryby wam zadał to pytanie? Czyliż nie jest większą odwagą i cnotą odpowiedzieć: Nie będę ani donosicielem ani kłamcąBiskup Thagaste, imieniem Firmus wezwany imieniem cesarza, o wydanie człowieka, który się ukrywał u niego, odpowiedział śmiało, że nie chce ani kłamać, ani wydać nieszczęśliwego, woląc raczej wycierpieć najsroższe męki, niżeli uczynić to, czego wymagają po nim, lub powiedzieć fałsz. (…) Gdy nas przymuszają do kłamania z powodu zbawienia wiekuistego jakiej osoby, na przykład gdy idzie o udzielenie jej sakramentu chrztu świętego, do kogoż wtedy mam się uciec, jeżeli nie do ciebie; o prawdo święta? Ale czy prawda może pozwolić dopuścić się kłamstwa?

     

    Błogosławiony Fernando Saperas – to męski naśladowca św. Zuzanny. W czasie hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939) był on klaretyńskim zakonnikiem. Na terenach kontrolowanych przez komunistyczne, socjalistyczne i anarchistyczne bojówki los katolickich księży, zakonników i zakonnic był nie do pozazdroszczenia. Fernando był jednym z tych zakonników, którzy przebrani w cywilne ciuchy ukrywali się wówczas przed wściekłością lewackich bojówkarzy. Pewnego dnia Fernando został jednak przez nich zatrzymany. Początkowo raczej nic nie zapowiadało późniejszego dramatycznego końca tej historii, jednak przebrany za cywila zakonnik wzbudził podejrzenia bojówkarzy tym, iż nie chciał słuchać opowiadanych przez nich sprośnych dowcipów. Zaczęli go wówczas pytać, czy nigdy nie współżył seksualnie z kobietą. Na to Fernando odrzekł, iż jest zakonnikiem. Owe wyznanie wzbudziło wściekłość lewackich bojówkarzy, którzy chcąc złamać jego cnotliwe nastawienie, zawieźli go następnie do domu publicznego, próbując biciem zmusić Fernanda do skorzystania z usług jednej z pracujących tam prostytutek. Zakonnik jednak cały czas się modlił i odpowiadał swym oprawcom, iż woli umrzeć aniżeli zgrzeszyć.  Ich okrucieństwo było tak wielkie, że w końcu same prostytutki zaczęły płakać i litować się nad losem naszego błogosławionego. Po 15 godzinach bezskutecznego bicia, zastraszania i molestowania klaretyna, lewaccy bojówkarze zawieźli go na cmentarz Tárrega w Léridzie gdzie wykuli mu oczy, a następnie rozstrzelali.

     

    Święty Paschalis Baylón – ten żyjący w latach 1540 – 1592 pasterz owiec, a następnie franciszkański zakonnik był gotów umrzeć niż dopuścić się kradzieży. Otóż, pewnego dnia jeden mężczyzna namawiał go do tego, by ukradł dla niego z sąsiedniego pola parę kiści winogron. Gdy Paschalis nie chciał tego uczynić, ów zagroził, że w razie dalszej odmowy po prostu go zabije. Nasz święty odparł jednak na to, że woli umrzeć niż bezprawnie wziąć coś do nie należy do niego. Ostatecznie, Paschalis uszedł z tej „przygody” z życiem, jednak swym postępowaniem dowiódł tego, iż są sytuacje, w których nawet dla ratowania siebie nie należy popełniać kradzieży.

     

    Święty Karol Lwanga (1860 – 1886) wraz z towarzyszami – był wodzem plemienia Nagweya oraz przełożonym paziów na dworze bugandyjskiego króla Mwangi.  Wraz ze swymi towarzyszami zginał spalony na stosie, po tym jak odmówił swemu królowi wykonania z nim aktów sodomii.

     

    Błogosławiony Franciszek Jägerstätter (1907 – 1943) – ostatnie lata jego życia przypadły na czasy II wojny światowej. Będąc  Austriakiem był on postrzegany przez władze III Rzeszy jako Niemiec, który powinien służyć swemu krajowi na froncie wojennym. Początkowo Franciszek przyjął wezwanie do Wermachtu, do którego został wcielony w 1940 roku. Po kilku miesiącach służby został on jednak zwolniony do domu, gdzie w międzyczasie coraz bardziej uświadamiał sobie, wielką moralną problematyczność tak walczenia po stronie Hitlera, jak i składania mu przysięgi bezwzględnej wierności oraz posłuszeństwa (co było wymagane od żołnierzy niemieckiej armii). Gdy więc w 1943 roku Franciszek został ponownie powołany do Wermachtu zdecydowanie odmówił złożenia przysięgi na absolutną wierność wodzowi III Rzeszy. Jednocześnie jednak zadeklarował, iż jest gotów służyć w jednostkach sanitarnych. Nie był to jednak wyraz pacyfizmu z jego strony, ale po prostu nie chciał brać aktywnego udziału w wojnie, którą po starannym badaniu i rozeznaniu uznał za niesprawiedliwą. W skutek takiej swej postawy Franciszek trafił do więzienia. Nie zmienił swej decyzji nawet mimo tego, iż do jej zmiany namawiali go księża i biskupi powołując się przy tym na miłość do ojczyzny oraz zapewnienie odpowiedniej egzystencji żonie oraz dzieciom. Franciszek Jägerstätter umarł 9 sierpnia 1943 roku po tym jak został ścięty gilotyną.

     

    Święta Joanna Beretta-Molla (1922 – 1962) – gdy była w ciąży z czwartym dzieckiem wykryto u niej chorobę nowotworową. W tej sytuacji lekarze doradzali jej przerwanie ciąży, albowiem donoszenie takowej stanowiło zagrożenia dla życia tak kobiety, jak i poczętego dziecięcia. Joanna odmówiła jednak tym naleganiom, postanawiając urodzić swe czwarte dziecko. W tydzień później święta umarła w skutek poporodowych powikłań.

     

    Błogosławiony Benedykt Tshimangadzo Daswa – to odważny, a żyjący jeszcze nie tak dawno, bo w latach 1946 – 1990 katolik z RPA. Jako wierny uczeń Pana Jezusa: zwalczał bardzo rozpowszechnione wśród miejscowej ludności czary, uważając je za sprzeczne z wiarą i szkodliwe dla ludzi. Podkreślał, że tego rodzaju praktyki prowadzą nierzadko do zabijania niewinnych ludzi, oskarżonych o rzucanie czarów na innych. Potępiał też noszenie amuletów i talizmanów, mających chronić przed złem. Ta postawa doprowadziła go w końcu do męczeńskiej śmierci. Otóż na przełomie stycznia i lutego 1990 roku rodzinne strony Benedykta nawiedziły burze i silne deszcze, co przywiązana do zabobonów tamtejsza ludność uznała za działanie czarowników. Miejscowa starszyzna postanowiła zasięgnąć rady jednego z „uzdrowicieli” w tym celu nakładając na wszystkich mieszkańców podatek w wysokości 5 randów (waluta obowiązująca w RPA). Benedykt odmówił jednak uiszczenia daniny, która miałaby być bezpośrednio skierowana na ów cel, uzasadniając to tym, iż wyznawana przez niego wiara zakazuje mu współuczestniczenia w jakichkolwiek okultystycznych praktykach. Wywołało to wściekłość tubylców, którzy 2 lutego 1990 roku urządzili zasadzkę na przejeżdżającego samochodem Daswę. Początkowo Benedyktowi udało się zbiec przed swymi prześladowcami, jednak później sam się im poddał nie chcąc narażać na ryzyko tych u których znalazł schronienie. Nasz błogosławiony został zasztyletowany przez swych prześladowców, którzy następnie wrzucili jego martwe ciało do gotującej się wody.

     

     

  5. Czy prawny zakaz pewnych grzechów jest negacją wolnej woli?

    Leave a Comment

    Wiele razy, gdy rozmawia się o potrzebie zakazywania przez państwo niektórych z grzechów, które bezpośrednio nie naruszają czyjejś wolności (ale które mimo to często krzywdzą osoby postronne, jak to ma miejsce np. w przypadku niewierności małżeńskiej, pijaństwa czy rozpowszechniania pornografii), przeciwnicy takich rozwiązań wyciągają jeden ze swych koronnych argumentów mówiąc: „Pan Bóg dał ludziom wolność wyboru pomiędzy dobrem, a złem, więc władza, która chce zakazywać czynienia zła, występuje przeciw Bożej woli„. To stwierdzenie, choć wydaje się być na pierwszy rzut oka efektowne, jest całkowicie bzdurne i wynika z  niezrozumienia tego, co w rzeczywistości oznacza fakt, iż Bóg dał ludziom wolną wolę.

     

    Zacznijmy od tego, że gdyby przyjąć liberalne i libertariańskie rozumienie Bożego daru wolnej woli, jako implikującego niemoralność państwowych zakazów wymierzonych w różne dobrowolnie czynione grzechy, to samego Boga musielibyśmy oskarżyć o poważną niekonsekwencję a nawet sprzeczność w swych działaniach. A to dlatego, że owszem Bóg „stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (Syr 15: 14), jednak z drugiej strony ten sam Bóg ustanawiając starożytny Izrael jako państwo i naród, polecił jego rządzącym, by karali różne dobrowolnie czynione występki i nieprawości, np. pod sankcją śmierci zakazane było bałwochwalstwo (Wj 22: 20); bluźnierstwo (Kpł 24: 15 – 16);  okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14). Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju. Czy więc Bóg popadł tu w sprzeczność Sam ze Sobą, czy jednak  prawda o tym, iż człowiekowi został dany wolny wybór pomiędzy cnotą a grzechem, nie jest sprzeczna z tym,  że władze cywilne  mają moralne praw zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów?

    Otóż, tradycyjna filozofia katolicka rozróżnia trzy rodzaje wolności.

    Pierwszym z tych rodzajów jest tzw. wolność psychologiczna, która jest właśnie w sensie ścisłym Bożym darem wolnej woli. Została ona dana ludziom w odróżnieniu od zwierząt i oznacza ona, iż człowiek jest w stanie, przynajmniej w swym umyśle, sercu i rozumie, dokonywać wyborów pomiędzy dobrem i złem. I w tym znaczeniu, nikt nie tylko, że  może, ale nie jest nawet w stanie odebrać człowiekowi wolnej woli. Nawet więc, gdyby jakieś państwo zamierzało coś takiego robić, to nie byłoby możliwe do zrealizowania z oczywistych względów. Na przykład, o ile państwo, rodzice, policjanci mogą w pewnych okolicznościach powstrzymać kogoś przed cudzołożeniem albo upiciem się jako zewnętrznie dokonywanym uczynkiem, to nie są zdolni zmusić kogoś, by o takich rzeczach nie myślał z upodobaniem i ochotą. A zatem w tym sensie, oczywiście, że państwo nie tylko, że nie powinno, ale i z natury rzeczy nie jest w stanie ingerować w daną człowiekowi wolność.

    Drugim z rodzajów wolności jest tzw. wolność moralna. Polega ona na tym, iż pewne nasze wybory podobają się Bogu, a inne z nich są Mu wstrętne i obrzydliwe. W tym zaś znaczeniu nie można powiedzieć, by Bóg dał człowiekowi absolutną wolność, ale że wolność ta ma swoje granice wyznaczone przez Stwórcę poprzez objawione przez niego przykazania i prawa.

    Trzecim zaś rodzajem wolności, podstawowym zresztą dla rozważań o prawie władz cywilnych do zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów jest tzw. wolność fizyczna. Oznacza ona, wolność realizowania na zewnątrz swych wewnętrznych aktów wolnej woli. Innymi słowy, jest to wolność od zewnętrznego przymusu i kar za czynione zewnętrznie zło. Taka zaś wolność powinna być ograniczana przez prawa i stosowne kary stanowione przez władze cywilne oraz inne autorytety (np. rodziców, nauczycieli w szkole, przełożonych w pracy). O ile bowiem, nie jesteśmy w stanie komuś zabronić np. uwodzenia czyjeś żony w myślach, o tyle ze względu na dobro innych ludzi, powinniśmy mu utrudniać realizację tych myśli w świecie rzeczywistym. Podobnie rzecz się ma w przypadku zakazu innych nieprawości, np. państwo zakazuje fizycznego morderstwa, mimo, że nie jest w stanie zakazać komuś zabijania ludzi w swych myślach. Ba, zresztą nie tylko, w takich okolicznościach można moralnie ograniczać czyjąś wolność fizyczną, ale nieraz czyni to sama natura (a raczej Bóg za jej pośrednictwem). Na przykład, ktoś chciałby kraść, ale nie jestem w stanie, gdyż stracił obie ręce, albo chciałby oglądać pornografię, ale nie może tego robić, gdyż stracił wzrok, etc. Nie istnieje zatem jakaś absolutna (albo ograniczana tylko ze względu na wolność drugiego człowieka) wolność do braku kary ze strony władz cywilnych za pewne dobrowolnie czynione grzechy. Państwo owszem nie jest w stanie nikomu odebrać wolnej woli, ale jest w stanie utrudniać i zniechęcać kogoś do realizacji na zewnątrz aktów owej woli [1].

     

    Liberalno-libertariańska argumentacja miesza więc ze sobą dwie przesłanki: słuszną (Bóg dał człowiekowi wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości).

    Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji.

    Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci, pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” [2].

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmienią serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List „Ad Vincentium”) [3].

     

    Przypisy:

    1. Tradycyjne rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi rodzajami wolności podaję za: Abp Marcel Lefebrve, „Oni Jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa„, Warszawa 1997, s. 39 – 40.

    2. Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna w skrócie„, Warszawa 2000, s. 343 – 344.

    3. Cytat za: Abp Marcel Lefebrve, jw., 44.

     

     

  6. Czy mamy prawo niszczyć (cudze) bożki, pornografię, okultystyczne przedmioty, itp?

    Leave a Comment

    Od czasu do czasu pojawia się pytanie, czy jest moralnie uprawnione niszczenie przez chrześcijan rzeczy nie będących ich własnością, a które to w sposób zwyczajny przeznaczone są do popełniania za ich pomocą różnego rodzaju grzechów? Czy np. kolega może spalić swemu znajomemu pismo pornograficzne albo potłuc figurkę jakiegoś fałszywego bóstwa? Oczywistą sprawą jest to, iż nie tylko można, ale należy niszczyć takie przedmioty wówczas, gdy są one naszą własnością – w ten bowiem sposób wyrażamy postanowienie definitywnego odcięcia się od czynionego wcześniej przez siebie za ich pomocą zła. Jednak, czy nie jest aby grzechem wandalizmu i brakiem szacunku dla czyjejś wolnej woli niszczenie takich rzeczy w sytuacji, gdy nie należą one do nas, a co więcej ich właściciele nie wyrażają swej zgody na to, byśmy tak potraktowali należącą do nich własność?

    Na powyższe pytania, nie waham się odpowiedzieć, iż niszczenie przedmiotów, które zostały wyprodukowane po to, by czynić za ich pomocą coś, co obraża Boga (a więc np. pism porno, pogańskich bałwanów, kart do wróżenia) nie jest jako takie grzechem, a przeciwnie może być nawet chwalebnym i miłym Stwórcy uczynkiem. Dzieje się tak również wówczas, gdy owe rzeczy nie są naszą własnością i niszczymy je bez zgody ich właścicieli. Istnieje wiele mocnych przesłanek, by tak twierdzić.

    Jeden z powodów, dla którego wymieniony wyżej sposób postępowania, nie jest grzechem stanowi już sama tradycyjnie katolicka definicja kradzieży. W punkcie numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy wszak:

    Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i korzystanie z nich.

    Choć powyższy fragment nauczania Kościoła poświęcony jest nieco innemu zagadnieniu (to znaczy nie zniszczeniu jako takiemu, ale przywłaszczeniu na swój użytek cudzej własności) to pokazuje on pewną ważną zasadę: otóż nie jest grzeszne absolutnie każde naruszenie czyjejś własności, ale występne jest ono wówczas, gdy dokonuje się wbrew racjonalnej woli jej właściciela. Jeden z „przedsoborowych” pisarzy kościelnych, ks. Wojciech Andersz tak precyzował i wyjaśniał tę zasadę:

    Kradzieżą jest jednak zabranie cudzej własności wtenczas dopiero, kiedy dzieje się wbrew rozsądnej i uprawnionej woli właściciela. (…) A więc nie popełniłby kradzieży, ktoby, n.p. drugiemu wziął jakie narzędzie, nóż, powróz, pistolet, truciznę, i.t.p., któremiby chciał kto odebrać życie sobie lub innym. Nie jest kradzieżą zabranie książki szkodliwej, bo rozsądny człowiek nie powinien mieć nic przeciw temu. Nie popełniają kradzieży żony, jeśli mężom potajemnie zabierają pieniądze, którychby ci użyli na pijaństwo, byleby spotrzebowały je uczciwie na potrzeby domowe (…)

    Nie tylko grzeszą przeciw przykazaniu siódmemu, co z kradzieży i innych grzechów  do niej podobnych mają korzyść, lecz nadto ci, co, choćby bez korzyści dla siebie, bliźniemu szkodzą niesprawiedliwie na jego własności. 

    Wyraźnie wypowiadam <<niesprawiedliwie>>, bo można uszkodzić cudzą własność <<sprawiedliwie>>, a wtedy też nie ma grzechu. 

     

    Jako komentarz do powyższych mądrych słów, a zarazem nawiązanie do tematu, który teraz rozważamy można zadać retoryczne pytanie, czy używanie swej własności w sposób obrażający Boga jest rozsądne, racjonalne i sprawiedliwe. Jeśli zaś jest ono nierozsądne, nieracjonalne i niesprawiedliwe, to nieuchronny wniosek, jaki stąd wypływa jest taki, iż własność tak używana nie podlega bezwarunkowej ochronie.

     

    Innym z przykładów pokazujących, iż moralnie uprawnione może być niszczenie cudzej własności jest postawa nie kogo innego jak naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Znanym jest wszak chyba wszystkim Jego zachowanie w Świątyni Jerozolimskiej, gdy widząc, iż jej teren jest profanowany przez różnego rodzaju bankierów i kupców, począł za pomocą bicza ich przepędzać i wywracać należące do nich stragany (J 2,14-16) . Trudno wyobrazić sobie, by w wyniku takiego działania Chrystusa przynajmniej niewielkim zniszczeniom nie uległy rzeczy należące do kupców oraz bankierów. Ponadto, w objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy, że Pan Jezus zachęcał, a także sam brał aktywny udział w niszczeniu pogańskich bałwanów:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu [3].

    O tym, że w Starym Testamencie wręcz roi się od Bożych nakazów niszczenia pogańskich bożków nawet nie będę już wspominał.

     

    Także w żywotach Świętych Pańskich pełno jest wzmianek o tym, iż niszczyli oni pogańskie bożki również wówczas, gdy te należały do innych osób i ich właścieiele nie wyrażali zgody na takie działanie. Ks. Piotr Skarga tak relacjonował postępowanie Świętych żyjących w pierwszych wiekach rozwoju chrześcijaństwa:

    Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili [4].

    W żywocie św. Marcina z Tours czytamy zaś nawet, iż niszczeniu przez niego obiektów pogańskiego bałwochwalstwa towarzyszyły Boże cuda:

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie [5].

    Z kolei w żywotach błogosławionych Krzysztofa, Antoniego i Jana czytamy, że zostali oni okrutnie zabici przez swych współziomków za to, że niszczyli pogańskie bożki:

    Wszystko czego się (Krzysztof – przypomnienie moje MS) nauczył i co usłyszał od zakonników, powtarzał i uczył swojego ojca i jego wasali, aby zaprzestali czczić bożki, upijać się i popełniać inne ciężkie grzechy przeciwko Bogu. 

    Na początku Acxotecatl (ojciec Krzysztofa – przyp. moje MS) myślał, że Cristobal (czyli Krzysztof – przyp. moje MS) powtarzał tylko słowa, którym nie przypisywał żadnego znaczenia. Jednak głoszenie dziecka było nieustanne i przekonujące i gdy zobaczył, że ojciec nie zwraca na niego uwagi zaczął zrzucać i niszczyć bożki, które były w domu, a także wylał pulque (sferementowany sok z agawy) umieszczony u stóp bożków. Acxotecatl z początku mu wybaczył, ale kiedy zobaczył wytrwałość syna, zdecydował się odebrać mu życie [6].

    Przybyli do Tepeaca, Puebla, a dzieci (chodzi o Antoniego i Jana – przyp. moje MS) pomagały im usunąć bożki z domów Indian. Chwilę później dotarli do Cuauhtinchan, Puebla, aby kontynuować to samo zlecenie misjonarzy. Kiedy przyszli do pewnego domu, Jan pozostawał w drzwiach, a Antoni wszedł, aby zabrać bożki. Gdy to robił przyszli Indianie ubrojeni w maczugi i okrutnie zbili Jana tak, że natychmiast zmarł. 

    Po tym wyszedł Antoni i gdy zobaczył okrucieństwo zbrodniarzy nie uciekł, ale z wielką odwagą powiedział im: „Dlaczego zabiliście mojego towarzysza, który jest bez winy, zamiast mnie? Ja jestem tym, który wynosi wasze bożki, bo wiem, że są diabłami, a nie bogami”. Natychmiast tubylcy uderzyli Antoniego z dużą siłą tak, że również on zmarł [7].

    Znany jest też przykład św. Dominika Savio, który podarł na strzępy nie należące do niego niemoralne pismo po to, by nie było ono oglądane przez jego kolegów [8].

     

    Nie ulega zatem wątoliwości, iż nie jest jako takie złe, grzeszne oraz występne niszczenie przedmiotów pomagających w obrażaniu Boga, nawet wówczas, gdy są one cudzą własnością, a ich właściciele nie wyrażają na to zgody. Przykład Pisma świętego, Świętych Pańskich, a wreszcie samego Pana Jezusa jest w tym względzie zbyt silny, by nie być przekonujący. To nie oznacza jednak, że powinniśmy niszczyć bałwany, pornografię, okultystyczne akcesoria i tym podobne obrzydliwości zawsze wtedy, gdy zdarzy się nam ku temu okazja. Nie jest to bowiem zasada o charakterze absolutnym i przy jej ewentualnym wdrażaniu w życie należy brać pod uwagę inne czynniki oraz okoliczności.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom IV, Poznań 1910, s. 125.

    [2] Cytat za: Nauki katechizmowe, jw. s. 134.

    [3] Cytat za: Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich,  Wrocław 2009, s. 662.

    [4] Cytat za: Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych, tom II, Petersburg 1862, s. 595 – 596.

    [5] Cytat za: Sulpicjusz Sewer, Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi, Tyniec, s. 79.

    [6] Cytat za: Regina Przyłucka, Święci choć młodzi, Kraków 2014, s. 145.

    [7] Cytat za: Regina Przyłucka, jw., s. 147.

    [8] Patrz: Regina Przyłucka, jw. s. 257.

  7. Kamienowanie cudzołożników i cudzołożnic było dobre, mądre oraz sprawiedliwe

    Leave a Comment

     

    Jednym z bardziej kontrowersjnych aspektów Starego Testamentu jest fakt, iż zawarte w nim Prawo Mojżeszowe nakazywało karać śmiercią za grzech cudzołóstwa (czyli niewierności małżeńskiej). Pośród praw i przykazań, jakie Bóg dał Mojżeszowi zawarte jest wszak następujące polecenie:

    Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią, i cudzołożnik i cudzołożnica (Kpł 20, 10).

    Jeśli znajdzie się człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. Usuniesz zło z Izraela (Pwt 22, 22).

    Jako, że w naszym kręgu kulturowym niewierności małżeńskiej nie karze się śmiercią od paruset lat, a od jakichś 20 do 50 lat zrezygnowano z jakichkolwiek sankcji karnych względem tego występku, w naturalny sposób nie utożsamiamy cudzołóstwa z czymś, co powinno być represjonowane przez władze cywilne. A co dopiero w takim razie mówić o wymierzaniu za ów czyn najsurowszej ziemskiej kary, jaką jest śmierć? W poniższym artykule zamierzam udowodnić, iż:

    1. Starotestamentowe prawo nakazujące karać śmiercią za cudzołóstwo było Bożym, a nie ludzkim zamysłem.

    2. Zwłaszcza w czasach Starego Testamentu było to prawo dobre, mądre i sprawiedliwe.
    3. Pan nasz Jezus Chrystus uwalniając cudzołożną kobietę od kary śmierci (J 8, 1 – 11) nie zamierzał pokazać, iż rzeczone prawo starotestamentowe było złe, Jego Ojciec ustanawiajac je się pomylił i w przyszłości nikt nie będzie miał absolutnie żadnego uprawnienia do karania w ten czy inny sposób cudzołóstwa.

    4. Nawet po nastaniu czasów Nowego Testamentu nie można powiedzieć, iż karanie śmiercią cudzołóstwa jest zawsze złe czy zawsze niewłaściwe.

    A zatem:

    Ad. 1. Prawo polecające karanie śmiercią za zdradę małżeńską nie było wymysłem jakichś prymitywnych ludów pustynnych, ale stanowiło zamysł Boga. To nie Żydzi wpadli na ten pomysł, a później przypisali swe fantazje Bogu, ale to Bóg nakazał im to czynić. Dowodem na to jest fakt, iż w Księdze Kapłańskiej omawiane prawo poprzedzone jest słowami: „Dalej Pan mówił do Mojżesza … (Kpł 20, 1). Z kolei, w Księdze Powtórzonego Prawa część, w której spisany jest nakaz karania śmiercią cudzołóstwa kończy się stwierdzeniem: „Dziś Pan, Bóg twój, rozkazuje ci wykonać te prawa i nakazy. Przestrzegaj ich, wypełniaj z całego swego serca i z całej duszy” (Pwt 26, 16). To więc nie Mojżesz albo inny Żyd ubzdurał sobie, iż niewierność małżeńska ma być karana śmiercią, ale sam Pan Bóg przekazał mu to polecenie. Bóg ze swej istoty nie mógł się zaś mylić czy nakazywać czynienia czegoś co było zawsze i wszędzie złe. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20).

    Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

    Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

    Starotestamentowe prawo nakazujace karanie cudzołóstwa śmiercią było więc prawem mądrym, dobrym i sprawiedliwym, gdyż w rzeczy samej nie mogło być innym, skoro pochodziło ono od Boga. Katechizm Soboru Trydenckiego potwierdza zresztą, iż owe prawo było Bożego autorstwa:

    Bo i w starym Zakonie Pan Bóg był rozkazał  kamieniować cudzołożników: i wszystkie niemal prawa pospolite cudzołożników na gardle karzą.

    Ktoś powie może jednak, iż prawo nakazujące karanie śmiercią za cudzołóstwo było takim samym prawem, jak zgoda Mojżesza na rozwody, ktora została udzielona Żydom nie dlatego, jakoby rozwodzenie się było czymś dobrym i sprawiedliwym, ale po to, by ustrzec ową społeczność od popadania w jeszcze większe zło (jakim np. mogło by być wówczas zabijanie żon, z którymi nie chciałoby się dalej przebywać). Nie jest to jednak trafna analogia, gdyż jak uczył Pan Jezus prawo o rozwodzie było zezwoleniem na ów czyn, a nie rozkazem czy poleceniem jego dokonania. Chrystus mówi wszak:

    Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było (Mt 19, 8).

    Zauważmy, że Zbawiciel nie mówi tu, iż Mojżesz nakazał rozwodzenie się czy też je pochwalał, ale że na nie tylko zezwalał. Jest zaś zasadnicza różnica pomiędzy zezwalaniem na coś, a nakazywaniem czy pochwalaniem czegoś. Dobry prawodawca może dla uniknięcia większego zła pozwalać na popełnianie mniejszego zła, ale nie może go nakazywać, pochwalać czy do niego zachęcać. Uczy o tym Magisterium Kościoła:

    Podczas, gdy Kościół zapewnia prawa tylko temu co prawdziwe i czcigodne, to jednak nie sprzeciwia się tolerancji, którą władza publiczna, aby uniknąć większego zła albo osiągnąć bądź zachować większe dobro, uznaje za stosowną praktykować ze względu na pewne rzeczy stojące w opozycji do prawdy i sprawiedliwości (Leon XIII, „Libertas praestantissumum”).

    Tymczasem prawo karzące cudzołożników i cudzołożnice śmiercią było właśnie nakazem, a nie tylko zezwoleniem.

     

    Ad. 2. Choć kara śmierci za cudzołóstwo może nam się wydawać okrutna i niemiłosierna, to Bóg znał lepiej niż my okoliczności czasów oraz miejsca, w których ustanowił On to prawo. Stopień surowości danych sankcji karnych może być różny, w zależności od uwarunkowań historycznych i kulturowych, w których owe prawa funkcjonują. Na przykład, surowiej karze się różne przestępstwa w czasie wojny, a łagodniej podczas pokoju – i nie ma w tym niczego złego. Inaczej karze sie dzieci, a inaczej osoby dorosłe – i w tym też nie ma niczego niewłaściwego. Większa kara należy się za kradzież chleba w sytuacji plagi głodu, a mniejsza wówczas, gdy żywności jest pod dostatkiem i taka kradzież nie zdecyduje o tym, iż ktoś będzie przez następne kilka dni głodował. Okoliczności historyczno-kulturowe czasów i miejsca, w których Bóg nakazał karanie śmiercią cudzołóstwa były zaś takie, iż Żydzi żyli wówczas otoczeni przez pogańskie i bardzo zdeprawowane (również w sferze seksualnej) narody. Dla sąsiadujących z Izraelem ludów niczym dziwnym nie były takie ohydne praktyki jak homoseksualizm, zoofilia, pedofilia oraz sakralna prostytucja. Roztropne więc i madrę było temperowanie skłonności Żydów do przejmowania różnych pogańskich obyczajów za pomocą bardziej surowych sankcji karnych.

     

    Ad. 3. Zachowanie Pana Jezusa względem cudzołożnej kobiety wielu przedstawia w taki sposób, jakby chciał On pokazać, iż nie zgadzał się ze zbytnią surowością Swego Ojca, a Swój przykład miłosierdzia wobec grzeszników przeciwstawiał okrucieństwu i srogości praw Starego Przymierza. Jest to jednak perspektywa całkowicie błędna, gdyż Jezus był całkowicie oddany woli Swego Ojca (J 5, 30), stanowi Jego doskonały Obraz (Kol 1, 15), a ponadto sam jest Słowem (J 1, 14), które Bóg Ojciec wypowiedział również w Starym Testamencie. Jeden ze starożytnych dokumentów kościelnych, jakim są Konstytucje Apostolskie wprost mówi o Jezusie jako tym, który „wziął ogień i spuścił go na Sodomę” (tamże: V: 20, 5), a także pisze o Nim następująco:

    Jego ujrzał Jozue, syn Nawego, jako uzbrojonego wodza zastępów Pana i swego sprzymierzeńca w wyprawie na Jerycho (tamże: V: 20, 7)

    Możemy więc być na więcej niż 100 procent pewni, że Pan Jezus nie miał absolutnie nic przeciwko woli Swego Ojca, wyrażonej w Prawie Mojżeszowym, a którą było karanie cudzołóstwa śmiercią. Dlaczego więc Chrystus doprowadził do zaniechania wykonania kary śmierci na cudzołożnej kobiecie? Możliwych i wiarygodnych przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka:

    a) Prawo nakazujace karanie śmiercią różnych grzechów (w tym cudzołóstwa) było Bożym prawem, ale przez samego Boga nie było traktowane jako przepis, który nie zna absolutnie żadnych wyjątków. W pewnych okolicznościach również w Starym Testamencie Bóg odstępował od karania śmiercią sprawców przestępstw zagrożonych tą sankcją. Przykładowo, mimo że Kain zamordował swego brata Abla, Bóg polecił, by żaden z ludzi nie czyhał na jego życie ( Rdz 4, 15) – zasadniczo jednak mordercy byli z nakazu Bożego karani śmiercią (Rdz 9, 6). Król Dawid popełnił nawet dwa grzechy, za które Prawo Mojżeszowe rozkazywało ich sprawców uśmiercać (a mianowicie dopuścił się cudzołóstwa i morderstwa), ale pomimo tego faktu Bóg posłał do Dawida swego proroka, by ten go zganił, a także zapowiedział śmierć jego syna (2 Sm 1 – 14), ale jego samego jako sprawcę tych obrzydliwości nie nakazał ukarać śmiercią. Jeszcze innym przykładem takiego nie-absolutnego podejścia Boga do kary śmierci za różne grzechy jest fakt postępowania pobożnego króla Asy, który co prawda pozbawił swą matkę godności królowej-matki za to, że ta uczyniła bożka ku czci Aszery, jednak nie polecił jej za to uśmiercić ( 1 Krl 15, 13) mimo, że Prawo Mojżeszowe nakazywało coś takiego karać śmiercią (Pwt 17, 2-5). W Piśmie świętym nie czytamy jednak o tym, by Asa został skarcony przez Boga za zbytnią łagodność w tej kwestii.

    Skoro więc nawet w Starym Testamencie Bóg czynił wyjątki od swego przykazania karania śmiercią, to i w Nowym Testamencie mógł coś takiego uczynić.

    b) W czasie ziemskiego życia Pana Jezusa Żydzi znajdowali się pod obcym panowaniem nie mogli sami orzekać i wykonywać wyroków śmierci.  Gdyby więc Chrystus wziął udział w kamienowaniu cudzołożnicy, dopuściłby się złamania prawa i samosądu. Jezus co prawda był Bogiem i jako Boga nie krępowały Go prawa stanowione przez ludzi, ale zgodził się być też Człowiekiem, a co się z tym wiąże, przystał też na posłuszeństwo tym z ludzkich praw, które jako takie nie stanowiły nieposłuszeństwa wobec Boga.

    c) Intencje faryzeuszy, którzy przyprowadzili do Jezusa cudzołożną kobietę nie były czyste. Pismo święte zaświadcza bowiem, że uczynili to „wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć” (J 8, 6). Poza tym, można zadać pytanie, co się stało ze wspólnikiem grzechu tej kobiety, czyli cudzołożnym mężczyzną? Przecież Prawo Mojżeszowe nakazywało karać śmiercią tak mężczyznę jak i kobietę przyłapanych na tym występku (Pwt 22, 22). Skoro udało się do Jezusa przyprowadzić kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, dlaczego nie uczyniono tego w stosunku do mężczyzny?

    Powyższe okoliczności wskazują więc na to, iż faryzeuszom bardziej chodziło o złośliwe przyczepienie się do Pana Jezusa aniżeli o sprawiedliwe i zgodne z Prawem Mojżeszowym ukaranie cudzołóstwa.

    d) Pan Jezus jako Bóg znał serce i przyszłość owej cudzołożnej kobiety. Wiedział, że szczerze się ona nawróci i da później przykład gorliwej pokuty za popełnione przez siebie grzechy (to mówią na ów temat różne źródła).  A skoro tak, to wiedział też, że większym dobrem w tym konkretnym wypadku będzie darowanie jej życia aniżeli jej uśmiercenie. Można to porównać do sytuacji, w której z jakichś  powodów wiedzielibyśmy, iż dany morderca w przyszłości się nawróci, będzie ostrzegał wielu innych ludzi, by nie podążali jego drogą, przez co odwiedzie wielu od naśladowania swego dawnego złego przykładu. Co by było lepsze w takiej sytuacji? Skazanie go na śmierć i wykonanie na nim wyroku,czy może jednak pozwolenie, by dalej żył i dawał dobry przykład tysiącom ludzi? Oczywiście, że lepszym rozwiązaniem byłoby darowanie życia takiemu człowiekowi. Problem polegałby tylko na tym, że my ludzie zwykle nie możemy znać przyszłości w takich wypadkach, co jednak nie było dla Chrystusa jako Boga trudnością.

     

    Ad. 4. Choć osobiście jestem przekonany, iż w czasach współczesnych lepiej jest preferować łagodniejsze niż śmierć kary za cudzołóstwo, to nie jestem w stanie potępić tych spośród władców, którzy po głębokim namyśle doszli do wniosku, że w swych krajach będą represjonować ów występek nawet w tak surowy sposób. Nie można bowiem wykluczyć wystąpienia podobnych co w Starym Testamencie okoliczności, które upoważniałyby do surowszego karania takich grzechów. Prawa karno-cywilne Starego Przymierza co prawda nie obowiązują chrześcijańskich władców w sensie bardziej ścisłym, ale też nie są im zakazane. W wielu katolickich państwach cudzołóstwo było zagrożone karą śmierci przez wiele wieków i Kościół przeciwko temu nie oponował ani nie protestował.

     

     

     

     

  8. O niszczeniu pogańskich bożków

    Leave a Comment

    POSĄGI ICH BOGÓW SPALISZ OGNIEM. Nie pożądaj srebra i złota, które jest na nich, abyś się przez nie usidlił, gdyż jest to obrzydliwością dla Jahwe, Boga twego. Nie przynoś tej OBRZYDLIWOŚCI do twego domu, bo zostaniesz obłożony klątwą tak, jak ono. Będziesz się tym BRZYDZIŁ I CZUŁ DO TEGO WSTRĘT, gdyż jest to obłożone klątwą. –  Powtórzonego Prawa 7, 25 – 26.

    „Widzieliście OBRZYDLIWE ICH BAŁWANY I BOŻKI z drzewa i kamienia, ze srebra i złota, jakie są u nich. Niechże nie będzie wśród was mężczyzny ani kobiety, ani rodziny, ani plemienia, których serce odwróciłoby się dziś od Jahwe, Boga naszego, aby pójść i służyć bogom tych narodów.” –  Powtórzonego Prawa 29, 16 – 17.

    Przemów do synów izraelskich i powiedz im: Gdy przeprawicie się przez Jordan do ziemi kanaanejskiej, to wypędzicie przed sobą wszystkich mieszkańców tej ziemi i ZNISZCZYCIE wszystkie podobizny ich bogów, ZNISZCZYCIE wszystkie ich posągi ulane z metalu, SPUSTOSZYCIE wszystkie ich święte gaje na wzgórzach.” – Liczb 33, 51 – 52.

    „DOSZCZĘTNIE ZNISZCZYCIE wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. ZBURZYCIE ICH OŁTARZE, POTŁUCZECIE ICH POMNIKI, POPALICIE ICH ŚWIĘTE DRZEWA, PORĄBIECIE ICH PODOBIZNY rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca.”-  Powtórzonego Prawa 12, 2- 3

    „Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich ZBURZYCIE, ich stele POŁAMIECIE, aszery WYTNIECIE, a posągi SPALICIE OGNIEM.” – Powtórzonego Prawa 7, 5.

    „Wtedy cały prosty lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami. Następnie ustanowił kapłan straż nad świątynią Pana.”- 2 Królewska 11, 18

    (…) i powrzucali ich bogów w ogień, lecz nie byli to bogowie, ale dzieło rąk ludzkich z drzewa i z kamienia, więc mogli je zniszczyć.” – 2 Królewska 19;17- 18

    „Wtedy cały lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami.” – 2 Kronik 23,17.

    „Asa czynił to, co prawe w oczach Pana, tak jak Dawid, jego praojciec. Uprawiających nierząd kultowy wypędził z kraju i usunął wszystkie bałwany, które sporządzili jego ojcowie.  Nawet Maachę, swoją babkę, pozbawił godności królowej matki za to, że kazała sporządzić obrzydliwego bałwana Astarty. Asa kazał zwalić obrzydliwego bałwana i spalić nad potokiem Kidron.” – 1 Królewska 15;11-13

    (…) potem wynieśli bałwany z świątyni Baala i spalili je. Następnie rozbili posąg Baala, zburzyli też świątynię Baala i uczynili z niej kloaki, i tak jest aż do dzisiaj. – 2 Królewska 10;26,27

    „W jego obecności burzono ołtarze Baalów, on kazał poutrącać znajdujące się nad nimi ołtarzyki kadzielne, rozbijać aszery i bałwany i odlewane posągi rozkruszyć na miał, i rozrzucić na groby tych, którzy im składali ofiary.” – 2 Kronik 34, 4.

     

    TRADYCJA KOŚCIOŁA:

    Objawienia bł. Anny Katarzyny Emmerich:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu” [1].

    Opis postawy pierwszych chrześcijan (ks. Piotr Skarga):

    Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili” [2].

    Św. Franciszek Ksawery:

    Kiedy dowiaduję się od nich (dzieci pogańskich rodziców – przyp. moje MS) o bałwochwalczych obrzędach, które mają się odbyć w wioskach, (…) zbieram wszystkich chłopców i ruszamy do tych miejsc, gdzie diabeł potraktowany bywa z ich rąk gorzej, niż był uczczony przez ich rodziców. Malcy chwytają za niewielkie, gliniane figurki, tłuką je, rozbijają na proch, opluwają je i depczą po nich nogami” [3].

     

    Św. Cezary z Arles:

    Nie dopuszczajcie żadną miarą do naprawiania świątyni pogańskiej, a raczej gdziekolwiek ją spotkacie, dążcie do jej zburzenia i rozebrania. Również święte drzewa wycinajcie z korzeniem. Ołtarze diabelskie doszczętnie niszczcie” [4].

     

    Św. Marcin z Tours (opis postawy)”

    Podobnie, gdy zburzył w jakiejś wiosce prastarą świątynię i zabierał się do sosny, która rosła w pobliżu niej, wówczas starsi tej miejscowości oraz tłum pozostałych pogan zaczęli się temu sprzeciwiać. I chociaż ci sami, gdy burzył świątynię z nakazu Pana, zachowywali milczenie, to jednak teraz nie pozwalali, aby zostało ścięte drzewo. On napominał ich gorliwie, że w pniu drzewa nie ma nic świętego, że powinni pójść raczej za Bogiem, któremu on służy; to drzewo trzeba zaś ściąć, bo było poświęcone demonom”  

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie” [5] .

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich„,  Wrocław 2009, s. 662.

    2. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 595 – 596.

    3. Cytat za: Ruth A. Tucker, „Sławni i nieznani”, Warszawa 1995, s. 43.

    4. Cytat za: Św. Cezary z Arles, „Kazania do ludu (1-80)„, Kraków 2011, s. 301.

    5. Cytat za: Sulpicjusz Sewer, „Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi„, Tyniec, s. 75 – 76; 79.

     

  9. Libertarianizm kontra tradycyjne chrześcijaństwo

    Leave a Comment

    Państwo nie ma prawa zakazywać tego, co nie stanowi naruszenia wolności innych dorosłych osób, choćby i to było niemoralne, wstrętne, bezbożne i zboczone”; „Władze cywilne nie są od regulowania i narzucania moralności swym obywatelom”; „Państwo ma być stróżem nocnym pilnującym wolności i własności obywateli, a nie aniołem stróżem, który strzeże wiary i cnoty”; „Wszelkie prawne zakazy są bezsensowne i szkodliwe, gdyż nie likwidują problemu, ale sprawiają tylko, że schodzi on do podziemia”.

    Te i inne libertariańskie hasła wydają się zdobywać popularność na prawicy. W istocie rzeczy dla niejednego prawicowca libertarianizm zaczyna się wręcz jawić jako jedyna prawdziwie dobra alternatywa dla lewicowości, etatyzmu i socjalizmu. Co więcej, niejednokrotnie idee libertariańskie przedstawiane są jako będącymi w swych fundamentach całkowicie zgodnymi z tradycyjnym chrześcijaństwem, gdyż kładącymi nacisk na zasadę poszanowania wolnej woli człowieka. Trzeba przyznać, że w obliczu historycznych doświadczeń z socjalistycznymi i nazistowskimi reżimami, a także współczesnych etatystycznych ciągot Unii Europejskiej, wizja libertarianizmu jako zgodnego z chrześcijaństwem i prawicowością może być kusząca. Tyle razy wszak owe lewicowo zorientowane rządy i reżimy próbowały narzucać za pomocą stanowionych przez siebie praw rzeczy złe, wątpliwe czy wręcz niedorzeczne, iż za właściwą nań odpowiedź ma się pokusę uznać stan rzeczy, w którym interwencja państwa będzie ograniczana do absolutnego minimum, a więc sytuacji obrony przed zewnętrzną agresją oraz karania jedynie tych spośród zachowań, które polegają na naruszaniu czyjejś wolności.

    Za akceptacją tego libertariańskiego poglądu pozornie rzecz biorąc wydaje się przemawiać niejedna przesłanka. Czyż dorośli ludzie nie powinni być traktowani, jako odpowiedzialne osoby, które same muszą ponosić skutki własnych czynów i decyzji? Czy w związku z tym wszelkie przymusy, które ograniczają wolność dorosłych ludzi do czynienia, tego, co im się podoba, nie są przejawem tyranii i totalitaryzmu? Czy władze cywilne mają prawo decydować za dorosłych obywateli co jest dla nich dobre i właściwe? Czy zgodnie z zasadą prawa rzymskiego mówiącą, iż „Chcącemu nie dzieje się krzywda„, nie należy uznać, że każdy dorosły człowiek sam na własnej skórze poniesie negatywne skutki własnych złych czynów, a co za tym idzie, władze cywilne nie powinny się tym interesować? Czyż wreszcie wszelkie zakazy i kary, które mają na celu ograniczanie wolności dorosłych ludzi nie mijają się z celem? Czy tak naprawdę prawne represje skierowane w jakieś zło, nie likwidują zjawiska, które chcą zwalczyć, ale zgodnie z logiką powiedzenia mówiącego, iż „Zakazany owoc lepiej smakuje” nie powodują one tak naprawdę wzrostu zainteresowania zakazywaną rzeczą? Jaki zresztą sens ma mieć zakazywanie czegoś dorosłym ludziom, skoro, nawet jeśli zewnętrznie podporządkują się oni owym zakazom, to, tak czy inaczej, nie odmieni to ich wnętrza, a tym samym nie staną się przez to lepsi?

    Niniejszy tekst stanowi próbę udowodnienia, iż wszelkie formy libertarianizmu w żaden sposób nie dadzą się pogodzić z tradycyjnym nauczaniem Kościoła katolickiego. Ze względu na swą objętość został on podzielony na trzy części:Pierwsza (powyższa) część poświęcona jest zdefiniowaniu samego libertarianizmu oraz dość szczegółowemu ukazaniu tego, jakie w poszczególnych kwestiach społecznych i prawnych winny zajmować osoby pragnące być konsekwentnymi libertarianami. W tej części pokazane też zostanie, w jakim stopniu kształt współczesnych porządków prawnych odpowiada libertariańskim zasadom, a w jakim jest z nimi sprzeczny.Drugą część tego opracowania stanowi obalenie libertariańskich zasad i założeń w świetle nauczania Pisma świętego i Tradycji Kościoła.Trzecia część artykułu będzie będzie zaś poświęcona omówieniu różnych libertariańskich sofizmatów zwłaszcza w oparciu o zasad zdrowego rozsądku, logicznego myślenia i historycznego doświadczenia ludzkości.Pragnę też zadeklarować, iż niniejszy tekst stanowi swego rodzaju dokończenie prowadzonych przeze mnie w swym czasie polemik ze zwolennikami libertarianizmu, które ze względu na inne zajęcia, nie zawsze miałem czas doprowadzić do końca.

    CZYM JEST LIBERTARIANIZM? W odniesieniu do rozumienia porządku prawnego mianem libertarianizmu można określić pogląd twierdzący, iż władze cywilne powinny zakazywać i karać tylko te z ludzkich zachowań, których istota polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Owo tradycyjnie libertariańskie przekonanie zakłada więc, iż wszystkie inne czyny, które takowej wolności nie gwałcą winny być bezkarne i legalne. Kryterium przy ustalaniu przez władze cywilne prawnych zakazów, kar i represji nie powinno być nic innego, a tylko to, czy dany ludzki akt stanowi naruszenie wolności jakiegoś dorosłego człowieka, czy dorosłych osób. Nie ważne więc, jak bardzo dane zachowanie jest niemoralne, wstrętne Panu Bogu, poniżające ludzką godność, zboczone, obrzydliwe, etc. Póki nie wiąże się ono z wkroczeniem w przestrzeń wolności innego człowieka lub innych ludzi, władze cywilne nie mają prawa ingerować tu ze swoimi karami i zakazami. Choćby coś było więc bardzo złym, upadlającym, niemoralnym, bluźnierczym, czy dewiacyjnym; czynienie tego osobiście, z innymi ludźmi, a także przekonywanie, zachęcanie, namawianie do owych aktów innych, ma być bezkarne, póki nie gwałci czyjejś swobody.

    Libertarianizm można więc uznać za najbardziej konsekwentną i radykalną formę ideologii liberalnej. Różnica pomiędzy tradycyjnymi liberałami a libertarianami jest zasadniczo tylko taka, iż ci pierwsi częściej są skłonni iść na kompromisy z wyznawaną przez siebie zasadą prymatu wolności w porządku prawnym, aniżeli ci drudzy. Dlatego też w tym tekście, jako synonimy słów „libertarianizm” i „libertarianie” będę czasami używać wyrażeń: „skrajny liberalizm”, „konsekwentni liberałowie”, „skrajni liberałowie”.

    Choć libertariański pogląd na zasięg i rolę prawnych kar i zakazów, jest, w sensie werbalnych deklaracji, powszechnie przyjęty w naszym kręgu kulturowym, to jednak daleko jeszcze do konsekwentnego wcielania go w życie. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak daleko jest nam do pełnej akceptacji owego skrajnie liberalnego spojrzenia na państwo i prawo, mimo powtarzania przez nas libertariańskie brzmiących formułek typu: „Każdy decyduje sam za siebie i władzy nic do tego”. Spójrzmy choćby tylko na całą sferę jeszcze istniejących prawnych zakazów, kar i ograniczeń i zestawmy ich sensowność z tradycyjnie libertariańskim kanonem myślenia.

    OCHRONA ŻYCIA I ZDROWIA. Zgodnie z zasadą, iż władze winny represjonować tylko te z czynów, które naruszają czyjąś wolność, nielegalnymi należałoby uczynić w tej sferze tylko morderstwo, pobicie i napad. Daleko jest jednak do konsekwentnej realizacji tej zasady. Prawnymi represjami obok morderstw, pobić i napadów są wszak objęte także: samobójstwo, dobrowolne bójki i bijatyki, pojedynki, używanie narkotyków, nadużywanie alkoholu, palenie papierosów. Wszystkie te zachowania z istoty swej polegają przecież na działaniu dobrowolnym. Naturą samobójstwa jest odebranie samemu sobie życia. Człowiek decyduje więc sam, iż nie chce dalej żyć. Dobrowolne bójki i bijatyki oraz pojedynki polegają na umawianiu się ze sobą dwojga lub większej ilości osób na wzajemną walkę. Wszelkie rany, obrażenia, a nawet śmierć, będąca ich wynikiem, są więc efektem decyzji tych osób. Używanie narkotyków, palenie papierosów oraz nadużywanie alkoholu także w swej istocie nie polegają na deptaniu czyjeś wolności. Po prostu dany człowiek postanawia, iż w zamian za różnego rodzaju przyjemności, jakie dostarczają owe używki, narazi na poważny szwank własne życie i zdrowie.

    Tymczasem jednak:

    Samobójstwo jest represjonowane choćby poprzez zakaz eutanazji. W większości krajów z naszego kręgu kulturowego karalne jest udzielanie komuś pomocy w samobójstwie, nawet, gdy ta osoba sobie tego życzy, a co więcej żąda i nalega, by odebrano jej życie. Co prawda zakaz eutanazji jest coraz bardziej mocno kontestowany, jednak należy przypuszczać, że jeszcze jakieś 20 lat zajmie zwolennikom legalności tej formy samobójstwa przekonanie większości rządów do jego zniesienia. Podobnie spore problemy z prawem, mogłyby mieć książki, wydawnictwa i publikacje, które namawiały by choćby i dorosłych ludzi do samobójstwa. Policja wezwana do niedoszłego samobójcy, także nie ogranicza się jedynie do słownego zniechęcania owego jegomościa, ale, w razie potrzeby, za pomocą bezpośredniego przymusu fizycznego przeszkadza mu w realizacji owego własnowolnie podjętego postanowienia. Jednym z konkretnych przykładów nie szanowania przez współczesne państwa „prawa” do odebrania sobie życia, może być głośny przypadek niemieckiego kanibala-homoseksualisty, który w 2003 r. w Internecie ogłosił, iż szuka chętnego samobójcy, zgadzającego się na to, by on go zabił, a następnie skonsumował jego zwłoki. Wszystko tu odbyło się więc za obopólną zgodą zainteresowanych. Do kanibala zgłosił się mężczyzna, wyrażający zgodę na bycie przez niego zabitym, a następnie zjedzonym. Mimo to jednak, czyn ten wywołał powszechną negatywną reakcję w społeczeństwie niemieckim, zaś wymiar sprawiedliwości nie omieszkał się dotkliwie go ukarać.

    Dobrowolne bójki, bijatyki i pojedynki są znacznie ograniczane przez współczesne prawodawstwa. Tak zwane kibicowskie ustawki, które polegają przecież na tym, że zainteresowane bijatyką osoby dobrowolnie umawiają się w ustronnym miejscu (a więc nie na terenie, gdzie ich aktywność mogłaby być ograniczeniem wolności osób postronnych) na wzajemne zadawanie sobie ran i ciosów, nadal są nielegalne, a ich organizatorzy w każdej chwili mogą stać obiektem zainteresowania policji. Także bójka bądź pojedynek, w których obie strony wyraźnie zgodziłyby się na ryzyko poniesienia śmierci, nie należą do legalnych prawnie zachowań. Uczestnik takiego czynu, który zabiłby w ten sposób drugiego człowieka, na 99 proc. trafiłby do więzienia, choćby i miał na swoją obronę własnoręcznie podpisaną zgodę swej ofiary, w której ta, zaręczałaby, iż godzi się na ryzyko poniesienia śmierci w wyniku bójki lub pojedynku.

    Używanie narkotyków, palenie papierosów i nadużywanie alkoholu należą do czynów objętych szeregiem prawnych zakazów. W ogromnej większości państw karalna jest nie tylko sprzedaż i rozpowszechnianie narkotyków wśród osób dorosłych, ale również zażywanie przez nie tego rodzaju specyfików. Nawet w Holandii, która słynie z legalizacji narkotyków, bezkarność zażywania i rozpowszechniania tejże używki jest mocno ograniczona, albowiem dotyczy jedynie tzw. jej miękkich odmian, czyli marihuany i haszyszu. Ciężkie narkotyki w rodzaju kokainy, heroiny, LSD, amfetaminy, etc, są także w tym kraju zakazane. Co prawda, coraz częściej odzywają się głosy za legalizacją przynajmniej „lekkich” narkotyków, zaś ich promocja przez sporą część popkultury jest de facto bezkarna, jednak nie wydaje się, by powszechna liberalizacja przepisów prawnych w tej kwestii, była tylko kwestią krótkiego odstępu czasu. Względem palenia papierosów wprowadza się szereg różnorodnych ograniczeń. Często ustanawia się zakaz reklamy tytoniu w mass mediach. W części krajów nie wolno także palić w miejscach publicznych, nawet, gdy naruszanie przez to wolności niepalących jest mocno wątpliwe. Nadużywanie alkoholu jest z kolei prawnie ograniczane przez specjalne koncesje wydawane na obrót trunkami, zakaz podawania napojów alkoholowych nietrzeźwym klientom, nielegalność ich spożywania poza publicznymi miejscami do tego specjalnie wyznaczanymi (tj. barami, restauracjami, kawiarniami, itp.).

    SEKSUALNOŚĆ. Tradycyjnie libertariańskie podejście do prawa i państwa nie pozwala czynić przestępstwami zbyt wielu czynów z tej dziedziny. Z pewnością zgwałcenie, jako przymuszenie kogoś przy użyciu fizycznej siły (bądź też za pomocą wykorzystania nieświadomości drugiej osoby, np. podania jej narkotyku) do odbycia stosunku płciowego powinno mieć swój paragraf w libertariańskim kodeksie karnym. Wymuszanie na kimś różnorodnych zachowań seksualnych poprzez stosowanie gróźb, szantażu, pogróżek, także wiąże się pogwałceniem czyjeś wolności, a więc każdy liberał przyklaśnie prawnemu zakazywaniu takich czynów. Przyjmując także, iż tylko wolność ludzi dorosłych winna być chroniona, za sprzeczną z zasadami libertarianizmu nie należy uznawać karalność pedofilii, nawet gdy ta dokonywana jest za zgodą dziecka. Z pewnością w naszym kręgu kulturowym prawodawstwo chyba już wszystkich krajów zniosło karalność wielu niemoralnych czynów, których istota nie polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Tak też od dziesięcioleci legalne są: homoseksualizm, nierząd, cudzołóstwo, prostytucja, pornografia, onanizm, orgie seksualne. Prawo uczyniło bezkarnym, nie tylko praktykowanie takich czynów, w tzw. czterech ścianach domu, ale – pomijając pewne szczegółowe zastrzeżenia – o których będę, jeszcze pisać, również zachęcanie, namawianie i inspirowanie do nich innych ludzi. Mimo to jednak wciąż zakazane są niektóre z niemoralnych zachowań, których sednem nie jest przecież gwałcenie czyjeś wolności. Są nimi: kazirodztwo oraz zoofilia.

    Kazirodztwo wcale nie musi polegać na naruszaniu czyjeś swobody. Prawdą jest, że często ów czyn się z tym wiąże, jednak nie jest to jego nieodłącznym elementem. Może wszak być ( i faktycznie znane są takie wypadki), gdy dwoje blisko spokrewnionych ze sobą osób pragnie ze sobą seksualnie obcować. W takim wypadku do zdeptania niczyjej wolności nie dochodzi. Dzisiejsze kodeksy karne zakazują jednak kazirodztwa niezależnie od tego, czy jest ono praktykowane dobrowolnie przez dorosłych ludzi, czy też nie.

    Zoofilia jakkolwiek wstrętną i nienaturalną jest praktyką, to nie można powiedzieć, by wiązała ona z naruszeniem wolności człowieka. Czyn ten stanowi pogwałcenie swobody zwierzęcia. Gdybyśmy jednak chcieli chronić wolność nie tylko ludzi, ale także istot czworonożnych, musielibyśmy zakazywać również ich zabijania, trzymania na uwięzi, zamykania w klatkach, etc.Niektóre z przejawów seksualnej niemoralności, które zasadniczo są legalne, czasami poddawane są też zgoła nieliberalnym ograniczeniom prawnym.

    Prostytucja jest w Polsce ograniczana poprzez istnienie zakazu sutenerstwa i stręczycielstwa. Czyn nielegalny stanowi więc czerpanie zysków oraz pomaganie komuś w praktykowaniu płatnego seksu. De facto jest to w naszym kraju przepis martwy, tym niemniej jednak wciąż on funkcjonuje w kodeksie karnym. Z kolei, w Szwecji wprowadzono kary nie dla prostytutek, ale ich klientów.

    Pornografia jest hamowana poprzez prawa zakazujące jej produkcji i rozprzestrzeniania, wówczas, gdy ukazuje ona szczególnie zwyrodniałe postawy, tj. zoofilia czy stosowanie przemocy. I znów wypada zauważyć, że przecież nie zmusza się ludzi do oglądania tego rodzaju materiałów. Nawet zaś pornografia z użyciem przemocy nie musi wiązać z naruszaniem czyjejś wolności. Osoby tam występujące, mogą zgadzać się być bite, poniżane (są np. sadomasochistami).

    SZACUNEK DLA RELIGII. Wiele bluźnierstw i świętokradztw jest w naszym kręgu cywilizacyjnym legalnych i bezkarnych. Nawet jednak w tej dziedzinie, w części krajów, istnieją prawne przepisy wymierzone w tego rodzaju zachowania. Niekiedy są one wcielane w życie. W naszym państwie mieliśmy z tym do czynienia, wówczas, gdy gdański sąd ukarał p. Dorotę Nieznalską za to, iż wystawiła tzw. instalację, która ukazywała Krzyż z namalowanymi nań męskimi genitaliami. Sprzeczność tego wyroku z założeniami libertarianizmu jest oczywista. Prezentacja owego bluźnierczego malowidła, nie była nikomu narzucana, a patrzył na nie, ten kto wyrażał na to zgodę.

    RASIZM. Jakkolwiek byśmy potępiali i odrzucali uprzedzenia rasowe, faktem jest, że wiele z istniejących lub forsowanych obecnie rozwiązań prawnych wymierzonych w rasizm nie da się pogodzić z libertariańskimi zasadami. Z pewnością w 100 proc. libertariańskie jest karanie mordów, pobić, kradzieży i napadów dokonywanych ze względów rasowych. Zapewne zgodne z libertarianizmem jest także prawne zakazywanie zachęcania innych do tego rodzaju czynów.

    Czy jednak naruszeniem czyjejś wolności nie jest już np. zakaz używania słów wyrażających pogardę względem innych ras. To prawda, że, przykładowo wyrażenie „Czarnuch” jest obraźliwe dla Murzynów, jednak póki nikt nie przymusza nikogo do wysłuchiwania tego rodzaju słownictwa, to chyba trudno jest mówić o pogwałceniu czyjejś wolności? Podobnie, rozprowadzanie wydawnictw, w których nazywa się osoby rasy czarnej „małpami”, „małpoludami”, „śmieciami”, itp., w swej istocie nie jest naruszeniem niczyjej swobody, gdyż nie przymusza się nikogo do czytania tego rodzaju wywodów. Nawet przypadek polegający na tym, iż prywatny przedsiębiorca z powodów rasowych nie zatrudni jakiejś osoby, nie podpada pod libertariański kodeks karny. Czy można bowiem zmuszać ludzi, by z własną własnością robili to, czego nie chcą? Nikt nikomu nie nakazuje zatrudniać się u przedsiębiorcy rasisty, a więc przedsiębiorca rasista może zatrudniać kogo tylko chce. Na tej samej zasadzie, członek Ku Klux Klanu będący zarazem właścicielem restauracji może wywiesić tabliczkę z napisem: „Czarnuchom i kundlom wstęp wzbroniony” i nie będzie to przecież naruszeniem czyjejś wolności. Ów lokal jest przecież jego własnością i ma prawo tam wpuszczać i nie wpuszczać kogo tylko zapragnie. Tymczasem prawodawstwo wielu krajów już zakazało lub podjęło wyraźne kroki w celu wprowadzenia karalności tego rodzaju rasistowskich poczynań.

    EKONOMIA. Tradycyjnie libertariańskim ideałem jest, by stosunki pomiędzy pracodawcą a pracownikiem były regulowane wyłącznie w drodze zawieranej między nimi umowy. Wysokość wynagrodzenia, urlop, dni wolne od pracy, ilość przepracowanych godzin, charakter wykonywanych obowiązków, itp. – to wszystko winno być obustronną decyzją podjętą przez pracownika i pracodawcę w spisanej przez nich umowie o pracę. Zgodnie z zasadą mówiącą, iż „chcącemu nie dzieje się krzywda”, w takiej umowie mogą być zawarte choćby nie wiadomo jak niesprawiedliwe, krzywdzące i poniżające jedną ze stron zapisy. Póki obie strony podpisały umowę dobrowolnie, póty władzy nic do jej treści. W umowie będzie zapisane, że należy pracować po 17 godzin dziennie, nie wyłączając z tego niedziel i świąt, za 400 złoty miesięcznie, dodatkowo będąc odzianą w koszulkę z napisem: „Jestem suką„. Trudno, nikt nie zmuszał do podpisywania tego rodzaju umowy, a jak się nie podoba, to zawsze można się zwolnić. I tym razem widać, jak bardzo daleko jest nam do akceptacji libertariańskiej doktryny. Chyba w każdym kraju istnieją bowiem kodeksy pracy, które wyznaczają odgórnie, jakie standardy winny spełniać poszczególne umowy o pracę. Prawo wyznacza więc ilość dni urlopu, minimalną pensję, wolne dni od pracy, zakazuje kobietom wykonywania niektórych zawodów, etc.

    GDZIE SIĘ PODZIALI KONSEKWENTNI LIBERAŁOWIE?

    Być może część czytelników na wykaz powyższych nieliberalnych praw, zakazów i kar w zastosowaniu krajów sławiących liberalne wolności, oburzy się, stwierdzając, iż tak naprawdę przedstawiam karykaturę libertarianizmu, próbując sprowadzić go do absurdu. Jeszcze inni, ale tych chyba będzie mniejszość, w dużej, albo przynajmniej większej części spraw, przyznają mi rację, stwierdzając, iż rzeczywiście przytaczane rozwiązania prawne są sprzeczne z libertarianizmem, a wynika to tak naprawdę z niezrozumienia przez rządzących prawdziwie liberalnych ideałów.

    Zwolennikom tej pierwszej opcji odpowiem, iż to nie ja sprowadzam libertarianizm do karykatury i absurdu. To tak naprawdę tradycyjne libertariańskie ideały odsłaniają w ten sposób swoją straszną, absurdalną karykaturę właściwego spojrzenia na obowiązki władzy i prawa. Konsekwentne zastosowanie zasady mówiącej, iż władze cywilne nie mają prawa karać i zakazywać czynów, które nie naruszają wolności innych dorosłych osób, musiałoby doprowadzić do uznania słuszności legalizacji eutanazji i innych rodzajów samobójstw, używania narkotyków, dobrowolnych bójek, bijatyk oraz pojedynków, kazirodztwa, zoofilii, pornografii z udziałem zwierząt, bluźnierstw, świętokradztw, nazywania ludzi innej rasy „czarnuchami”, „żółtkami” i „białasami”, niesprawiedliwego traktowania pracowników, etc. Jeśli jednak, czujesz się zwolennikiem liberalizmu, ale oburzasz się na pomysł bezkarności takich czynów, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie jesteś jeszcze prawdziwym libertarianinem. Możesz zajmować libertariańskie stanowisko w większej lub mniejszej ilości spraw, ale tkwi w Tobie jeszcze jakaś ilość tradycyjnie chrześcijańskich i zdroworozsądkowych odruchów oraz przekonań. Faktycznie przyznajesz bowiem, że istnieją wartości, które władze cywilne i stanowione przez nie prawa są zobowiązane stawiać ponad wolność. Wciąż uznajesz, iż prawa, zakazy i kary mają sięgać dalej aniżeli tylko poza ochronę tego, by niczyja wolność nie była gwałcona. Nadal więc uważasz, że pewne czyny złe, podłe, wstrętne, niemoralne i zboczone, należy karać, nawet, gdy są one całkowicie dobrowolne i niewymuszone.

    Będąc zwolennikiem prawnego zakazu samobójstwa, eutanazji, dobrowolnych bójek, bijatyk, pojedynków, narkotyków, uznajesz, że ważniejszy jest szacunek dla czyjegoś zdrowia i życia, aniżeli czyjeś „prawo” do dobrowolnego zabicia się, okaleczenia lub zatruwania.

    Optując za karalnością kazirodztwa i zoofilii, przyznajesz, iż ochrona zdrowych więzi rodzinnych, niekrzywdzenie zwierząt oraz po prostu godność ludzkiej płciowości ograniczają prawo do podejmowania dobrowolnych aktów seksualnych.

    Kiedy jesteś za zakazem bluźnierstw oraz profanacji przyznajesz rację tym, którzy utrzymują, iż np. szacunek dla męki naszego Pana Jezusa Chrystusa, jest cenniejszy, aniżeli zachcianki pseudoartystów ukazujących Krzyż Pański unurzany w moczu, nawet, gdy nikogo nie zmuszają oni do oglądania swych „dzieł”.

    Jeśli jesteś przekonany, iż nazywanie Murzynów „małpami” winno być zakazane, to tym samym wierzysz w to, iż szacunek dla ludzi niezależnie od ich koloru skóry, wymaga, by propaganda rasizmu była prawnie karalna, nawet, gdy nikt nie zmusza nikogo do obcowania z nią.

    Wreszcie, je żeli uważasz, że nakazywanie ekspedientkom noszenia t-shirtów z hasłem: „Jestem suką” nie może być legalne, nawet, gdyby coś takiego zostało zapisane w umowie o pracę, to tym samym przyznajesz, iż sprawiedliwość oraz godność człowieka stoi ponad wolnością umów.Moje gratulacje: w niejednej kwestii zajmujesz więc tradycyjnie chrześcijańskie, a zatem antyliberalne stanowisko. Wciąż jesteś przekonany, iż prawo powinno represjonować złe, niemoralne i wstrętne zachowania, również wtedy, gdy nie gwałcą one wolności. Wciąż traktujesz władzę w sposób paternalistyczny, a więc, jako ojca karzącego zło i wskazującego właściwą dobrą drogę. Są więc poważne nadzieje, iż niezależnie od tego, w jak wielkiej części spraw wyznajesz libertariańskie przekonania, zdrowe poglądy, jakie jeszcze posiadasz, pozwolą ci porzucić Twą sympatię względem liberalizmu.

    Zwolennikom opcji mówiącej, że tak naprawdę przywołane przez mnie przykłady pokazują, iż w niejednej sprawie, rządzący wciąż nie kierują się libertarianizm ideologią, przyznam więc naturalnie rację. Tak naprawdę znalezienie osoby, która wyznawała by w 100 procentach twardy i bezkompromisowy liberalizm jest wciąż zadaniem trudnym. Z pewnością mianem najkonsekwentniejszych liberałów należałoby uznać tak zwanych libertarian, którzy przyklasnęliby postulatowi zniesienia wszystkich, a przynajmniej prawie wszystkich zakazów, które powyżej wymieniłem.

    Większości ludzi deklarujących się jako liberałowie niewątpliwie więc wiele brakuje do liberalnego ideału, którym jest libertarianizm. Nie należy jednak w związku z tym popadać w zbytni optymizm. Tradycyjnie libertariański sposób myślenia zdołał przeniknąć wprawdzie jeszcze nie do wszystkich, ale na pewno do wielu płaszczyzn naszego patrzenia na prawo i państwo. Także fakt stosowania przez współczesne państwa represji wobec dobrowolnych zachowań uderzających z tradycyjną moralność chrześcijańską na dłuższą metę nie jest zbyt pocieszający. Z drugiej strony bowiem prawne zakazy i przymusy coraz częściej godzą także w chrześcijańskie obowiązki i powinności. Dobrym tego przykładem są kary nakładane na pastorów za nazywanie homoseksualizmu grzechem i zboczeniem a aborcji ludobójstwem. Podobny wydźwięk mają prawa, które przymuszają chrześcijan prowadzących drukarnie i hotele, do drukowania pro-homoseksualnych materiałów oraz wynajmowania pokoi parkom homoseksualistów. Długo można by jeszcze wymieniać tego rodzaju zakazy i kary: nagany za modlitwę przy posiłku, zabranianie noszenia obrączek symbolizujących świętą cnotę czystości, i tym podobne. Jednym zdaniem: współczesne rządy mimo zachowania pewnej części swych tradycyjnie chrześcijańskich przyzwyczajeń, dają wiele wolności złu, nierzadko represjonując przy tym dobro. Przypominają one więc ojca, który od niekarania grzechów swych synów przeszedł do wymierzania chłosty za ich cnotliwe uczynki.Tytułem uzupełnienia, warto dodać, że choć w podanych wyżej przykładach, mimo czasami ich szokującej natury, bardzo łatwo było wskazać, które zachowanie nie narusza czyjeś wolności, a więc zgodnie z konsekwentnie liberalnym poglądem powinno być bezkarne i legalne, nie zawsze jest to tak bezproblemowe. Jednym z przykładów trudności w określaniu co jest, a co już nie jest, pogwałceniem czyjejś wolności, może być kwestia obscenicznych demonstracji. Każda osoba uważająca się za libertarianina, z pewnością uzna, iż propaganda np. homoseksualizmu winna być bezkarna, póki jest prowadzona w sposób nie narażający ludzi, którzy sobie tego nie życzą, na styczność z tego rodzaju promocją. W libertariańskiej perspektywie jest więc bezdyskusyjne, iż promowanie homoseksualizmu może się legalnie odbywać w klubach, kinach, etc. Są to bowiem lokale, do których nikt nie jest przymuszany uczęszczać. Czy jednak władze cywilne winny zezwalać na parady homoseksualistów odbywające się na ulicach miast? Co wówczas z wolnością osób, które nie chcą na nie patrzeć? Czy nie będą one przymuszone do styczności z czymś, z czym kontaktu mieć nie chcą? Tego rodzaju zastrzeżenia względem legalności homoseksualnych manifestacji są wysuwane ze strony tzw. konserwatywnych liberałów, głównie tych skupionych wokół Unii Polityki Realnej i „Nowej Prawicy” Janusza Korwina Mikke.

    Większość libertarian zdecydowanie jednak odrzuca tego rodzaju obiekcje, argumentując, iż także w przypadku ulicznych parad homoseksualistów nikt nie jest zmuszony się im przyglądać. To prawda, że niemało przechodniów może być przeciwnikami homoseksualizmu i nie życzy sobie oglądania takich demonstracji. Czy jednak rzeczywiście muszą oni na nie patrzeć? Mogą po prostu odwrócić wzrok w innym kierunku, iść dalej i trudno wówczas jest mówić o przymusie stosowanym względem kogokolwiek.Zresztą, gdybyśmy chcieli na poważnie potraktować zagwarantowanie każdemu prawa do nawet przypadkowego i sporadycznego nie oglądania rzeczy, które nie chce on widzieć, to musielibyśmy zakazać wychodzenia na ulicę wszystkim ludziom. Co z procesjami Bożego Ciała? Przecież ulicami chodzą także protestanci, dla których są one wyrazem bałwochwalstwa oraz ateiści widzący w tym zabobon i ciemnotę. Zarówno protestanci jak i ateiści mogą nie chcieć patrzeć na tego rodzaju procesje. Czyżby noszenie Hostii po ulicach należałoby uznać za gwałcenie wolności innowierców i bezwyznaniowców do nie patrzenia na takie manifestacje? Z kolei białych rasistów może drażnić widok Murzynów. Czy w związku z tym należałoby zakazać osobom o czarnym kolorze skóry wychodzenia z domu? Przecież widok Murzyna zmusza białego rasistę do kierowania wzroku w inną stronę, albo przechodzenia na drugą stronę ulicy.Widać więc, iż z konsekwentnie liberalnego punktu widzenia niezwykle trudno by było uzasadnić zakaz publicznych demonstracji homoseksualistów. Chociaż z jednej strony niektórzy ludzie napotykający się na nie, rzeczywiście mogą nie chcieć ich oglądać, z drugiej jednak strony nikogo nie zmusza się by patrzył na te demonstracje i poza sporadycznym kontaktem istnieje przecież możliwość ich ominięcia. Tak zwani konserwatywni liberałowie kontestując legalność publicznych parad zboczeńców wykazują w tej sprawie więc więcej przywiązania do chrześcijaństwa, aniżeli liberalnej konsekwencji.

    CZYM LIBERTARIANIZM BYĆ NIE MUSI?

    Zanim jednak to uczynię, zacznę od przyznania racji liberalnie nastawionym chrześcijanom. Z pewnością formułowane przez kręgi chrześcijańskie zarzuty względem liberalizmu są nieraz przesadne.

    Przesadą jest choćby stawianie absolutnego znaku równości pomiędzy byciem libertarianinem, a popieraniem różnych wynaturzeń moralnych. Wbrew temu popularnemu wyobrażaniu konsekwentnym liberałem może być nie tylko obyczajowy permisywista, bluźnierca bądź ateista, ale również Amisz czy też zachowująca dziewictwo do ślubu żarliwa chrześcijanka. Sednem libertarianizmu nie jest bowiem nadawanie przeróżnym grzechom moralnego imprimatur, ale twierdzenie, iż owe występki winny być wyjęte spod obszaru prawnych represji, zakazów i kar, póty nie gwałcą one czyjejś wolności. Nie jest więc trudne wyobrażenie sobie jakiegoś libertarianina jako z jednej strony chrześcijańskiego kaznodziei grzmiącego przeciw homoseksualizmowi z ambony, z drugiej zaś uważającego, iż mimo jego osobistej wiary w to, iż czyn ten stanowi wielki grzech i sromotę, sądzi on jednocześnie, że piętnowane przez niego moralnie zjawisko, nie powinno być prawnie zakazywane i karane.

    Kontrowersyjne jest tak że bezwarunkowe utożsamianie nawet skrajnych form liberalizmu z ruchem na rzecz legalnej aborcji. Konsekwentny liberał, który, zgodnie z prawdą, widzi w nienarodzonych dzieciach, istoty ludzkie, od razu na coś takiego odparuje, iż domaganie się bezkarności przerywania ciąży nie jest żadną liberalizacją, ale przeciwnie stanowi posunięcie wybitnie antyliberalne. Albowiem postulat ów zasadza się na gwałceniu wolności zabijanych dzieci, które przecież nikt się o zgodę na „zabieg” nie pyta. Oczywiście bez trudu znajdzie się też zwolenników libertarianizmu, którzy będą bronić legalności aborcji, twierdząc, iż mamy tu do czynienia nie z istotą ludzką, ale tzw. płodem czy embrionem, a więc nie można utrzymywać, iż gwałci się wolność innych ludzi.

    Czy jednak fakt, iż libertarianizm nie musi być tożsamy ze stricte moralnym przyzwoleniem na zło czy też domaganiem się prawnej legalizacji aborcji, może spowodować uznanie owego za możliwy do pogodzenia z tradycyjnym chrześcijaństwem i prawicowością?Usunięcie zarzutów o nierozłączne związki libertarianizmu z moralnym permisywizmem czy też postulatem legalnej aborcji, nie jest jeszcze dowodem, iż doktryna ta da się pogodzić z chrześcijaństwem. Nie trzeba wcale demonizować libertarianizmu, poprzez przypisywania mu poglądów, które nie muszą należeć do jego integralnego sedna, by dowieść, że tak czy inaczej jest to ideologia sprzeczna z tradycyjnym prawowiernym chrześcijaństwem. Zaczynając od Biblii, poprzez przykład życia Świętych oraz Błogosławionych, a skończywszy na odwiecznej doktrynie jak i praktyce Kościoła katolickiego, widzimy z całą wyrazistością, iż chrześcijańskiej prawowierności zawsze obcym był libertariański pogląd zakładający, że ostrzem prawnych zakazów i represji winny być dotknięte tylko te uczynki, które naruszają czyjąś wolność.

    KARAĆ NIEPRAWOŚCI MĄDRZE I ROZTROPNIE

    BIBLIA na kartach Starego Testamentu uczy nas, iż Pan Bóg nakazał surowo karać takie czyny jak: bałwochwalstwo (Wj 22, 20), bluźnierstwo (Kpł 24, 15-16), okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt. Prawa 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14).

    Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: „Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju„.

    Także przykłady starotestamentowych Bożych mężów dają w tym względzie wiele do myślenia. Pinchas karzący parę przyłapaną na cudzołóstwie; Eliasz zabijający czcicieli fałszywego bożka Baala, Mojżesz niszczący bałwany oraz wielu innych – z pewnością trudno posądzić owe postacie o bycie uosobieniem libertariańskich „cnót”.

    Z kolei, św. Paweł Apostoł na kartach Nowego Testamentu pouczał chrześcijan:

    Rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem narzędziem Boga, który ciebie ma prowadzić ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu,który czyni źle” (Rz 13, 3-4).

    Czy nie wydaje si ę, że gdyby św. Paweł Apostoł był libertarianinem, w liście do Rzymian, nie pisałby, iż władza ma być postrachem i narzędziem dla karania złych ludzi i uczynków? Konsekwentny liberał napisałby, że władza ma karać naruszanie wolności dorosłych ludzi, a to, czy wiąże się ono z czynieniem zła, państwa nie powinno interesować. W „ortodoksyjnie” libertariańskim przekładzie, powyższe słowa Apostoła winny być zmienione na następujące: „Rządzący nie są postrachem dla uczynków dobrowolnych, ale dla naruszających czyjąś wolność. A chcesz nie bać się władzy? Nie naruszaj wolności dorosłych ludzi, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem narzędziem Boga, który ciebie ma prowadzić ku poszanowaniu wolności twych bliźnich. Jeżeli jednak gwałcisz wolność bliźniego, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który narusza wolność innego bliźniego lub bliźnich.”

    Biblia jednak nie mówi by karać tylko gwałcenie czyjejś wolności, ale by czynić to w stosunku do zła. Złem są jednak również zachowania, które niczyjej wolności nie naruszają. Co więcej nieraz, dobrym uczynkiem jest właśnie ingerencja w czyjąś wolność. Dobrze np. czyni ten, kto rzuca się na pomoc samobójcy, mimo, że ten z własnego wyboru pragnie skończyć ze swym życie.Trudno więc znaleźć w Piśmie świętym poparcia dla libertariańskiego spojrzenia na rolę państwa i prawa.

    ŚWIĘCI I BŁOGOSŁAWIENI również nie dostarczają argumentów zwolennikom libertarianizmu. Cóż powiedzieć np. o św. Bonifacym, który nie pytając się pogan o zgodę ściął czczone przez nich drzewo? Jak skomentować postępowanie św. Franciszku Ksawerego, który nie dość, że zachęcał dzieci do niszczenia fałszywych bożków to nakazał karać aresztem niewiasty przyłapane na pijaństwie (Por. O. Stanisław Cieślak, „Św. Franciszek Ksawery. Wielcy ludzie Kościoła”, Kraków 2005, s. 40)? Albo jak można ocenić przykład, jaki dali nam bł. Jan Chrzciciel i bł. Hiacynt od Aniołów, informujących władze kościelne i cywilne o sprawowaniu bałwochwalczych obrzędów?

    Niby w jaki sposób, w kanon libertariańskiej ideologii można by wpasować następujące słowa, wielkiego chrześcijańskiego króla, św. Ludwika IX, które ten skierował do swego syna-następcy tronu:

    „Chętnie powierzaj władzę ludziom dobrej woli, którzy wiedzą, jak jej dobrze użyć, i troszcz się, aby grzech został unicestwiony w twoich ziemiach, to znaczy bluźnierstwa i wszystkie rzeczy, które czyni się lub mówi przeciw Bogu, Najświętszej Marii Pannie i świętym, grzechy cielesne, gry w kości, tawerny, lub inne grzechy. Zgnieć wszystko to w swojej ziemi roztropnie i w dobry sposób. Ścigaj heretyków i innych złych ludzi w swojej ziemi, aż ziemia twoja będzie oczyszczona „(Cytat za: Jean de Joinville, „Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002, s. 213-213).

    Dużo można by jeszcze pisać o wyniesionych na ołtarze chrześcijanach, którzy nie zważając na czyjąś własność i wolność wyboru karali, zakazywali i stawiali rozliczne przeszkody takim złym uczynkom jak: bałwochwalstwo, pijaństwo, nierząd czy cudzołóstwo. Z pewnością więc i oni nie zostali kanonizowani bądź beatyfikowani przez Kościół za bycie wzorami libertariańskich „cnót”.

    ODWIECZNA DOKTRYNA I PRAKTYKA KOŚCIOŁA także stanowi zaprzeczenie libertariańskich przekonań.

    Św. Tomasz z Akwinu uczył wszak:

    Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać to, co do niego prowadzi, a, w stopniu jakim to jest możliwe zakazywać tego, co jest mu przeciwne” ( „De regimine principium”, L 1, rozdz. XV).

    Z kolei, św. Alfons Maria Liguori, w przemowie do króla Neapolu mówił:

    Ty możesz więcej zrobić dla zbawienia dusz, aniżeli ja”.

    Za nim Papieże powtarzali zaś:

    Prawdziwa wolność społeczności ludzkiej nie polega na tym, że każdy człowiek robi to, co chce, ponieważ prowadziłoby to wprost do zamieszania i nieładu, powodując rozbicie państwa; polega ona raczej na tym, że przez wpływ prawa stanowionego wszyscy łatwiej mogą spełniać zapisy prawa wiecznego” ( Leon XIII, „Libertas”).

    Jedynie cnotliwy żywot jest drogą do nieba, dokąd wszyscy zdążamy: a więc zbacza państwo od zasad i przepisów prawa naturalnego, kiedy tak wyuzdaną daje wolność… czynom niegodziwym, że bezkarnie można umysły odwodzić od prawdy i serca od cnoty„(Leon XIII, „Immortale Dei”).

    Ustawy bowiem państwowe bardzo skutecznie mogą wesprzeć niezmiernie ważne zadanie Kościoła, jeśli w swych przepisach uwzględnią to, co nakazują prawa Boskie i Kościelne, a ukarzą tych, którzy je przekraczających (Pius XI, „Casti Connubii”, IV, 4).

    Od tego, czy ustrój jakiegoś państwa jest zgodny z prawem Bożym, zależy zdrowie dusz jego obywateli (…), a zatem to, czy ludzie oddychają powietrzem zdrowym prawdą czy też śmiertelnym bakcylem grzechu i deprawacji” (Pius XII, przemówienie w 50 rocznicę ogłoszenia encykliki Rerum novarum, 01. 06. 1941).

    „Pragniemy więc zwrócić się do Rządów Narodów, ponieważ im to przede wszystkim powierzone zostało najważniejsze zadanie ochrony dobra wspólnego i one mogą tak wiele uczynić dla ratowania dobrych obyczajów; nie dopuście nigdy do upadku dobrych obyczajów wśród waszych narodów!” (Paweł VI, „Humanae Vitae”, nr 22-23).

    Jan Paweł II z kolei w encyklice „Evangelium Vitae” nazwał mianem poglądu wywodzącego z nurtu „etycznego relatywizmu” (a więc nurtu wrogiego chrześcijaństwu) opinię:

    żądającą od państwa, aby nie opowiadało się po stronie żadnej określonej koncepcji etycznej i nie narzucało jej innym, ale by ograniczyło się do zapewnienia każdemu możliwie jak największej przestrzeni wolności, której jedynym ograniczeniem zewnętrznym jest zasada nienaruszania przestrzeni autonomii, do jakiej ma prawo każdy inny obywatel”(tamże: n. 69-70).

    Papież ten, do poglądów wywodzących się z nurtu wrogiemu chrześcijaństwu zaliczył więc podstawową ideę libertarian, a więc przekonanie, iż zadaniem państwa jest strzeżenie jedynie wolności poszczególnych obywateli.

    Treść postulowanych przez doktrynę katolicką szczegółowych prawnych zakazów, kar i represji także nie pozostawia wątpliwości co do ich antylibertariańskiego wydźwięku.

    I tak np. św. Alfons Liguori wzywał chrześcijańskich władców, by wygnali ze swych krajów głosicieli fałszywych doktryn.Wielu papieży potępiało zaś wolność propagowania niemoralności i fałszu, jako: „najbardziej śmiertelną ze swobód, swobodę ohydną, dla której nigdy dość obrzydzenia” (Grzegorz XVI, „Mirari vos”), „swobodę zatracenia prowadzącą dusze do zepsucia obyczajów” (bł. Pius IX, „Quanta cura”, „Syllabus”).

    Leon XIII w odniesieniu do wolności promowania zła uczył zaś:

    tego co się prawdzie i cnocie sprzeciwia, nie godzi się na jaw wydobywać i przed oczy ludziom stawiać, a tym mniej opieką prawa godzi się popierać” („Immortale Dei”);

    zwodnicze doktryny, najbardziej śmiertelna ze wszystkich zaraza umysłu, a także wady psujące serca i moralność, winny być pieczołowicie represjonowane przez władzę publiczną, w imię sprawiedliwości, by powstrzymać zło przed rozprzestrzenianiem się na zgubę społeczeństwa. Dewiacje rozwiązłego umysłu, które dla nieświadomego tłumu, łatwo stają się prawdziwym uciskiem, winny być karane z całą surowością prawa, nie mniej niż kryminalne zamachy gwałtu skierowane przeciwko słabym” („Libertas”).

    Tradycyjne prawowierne chrześcijaństwo ogłasza również, iż prawnie zakazane, winno być rozprzestrzenianie pornografii, nierządu, cudzołóstwa, prostytucji, homoseksualizmu, onanizmu:

    „Władze cywilne powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych”(Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2354).

    „Władze cywilne, ponieważ są zobowiązane szanować godność osoby ludzkiej, powinny stwarzać środowisko przyjazne dla czystości, zakazując także, stosownymi prawami,rozprzestrzeniania się wspomnianych wyżej ciężkich wykroczeń przeciw czystości(wyżej zaś, mianem ciężkich wykroczeń przeciw czystości określono: stosunki przed i pozamałżeńskie, onanizm, prostytucję, pornografię, czyny homoseksualne – przyp. moje MS),aby chronić przede wszystkim małoletnich i bardziej słabych” (Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w odpowiedzi na pytanie nr. 494).

    Co więcej Kościół katolicki otwarcie opowiedział się za prawnym zakazem i karalnością nierządu i cudzołóstwa. Uczynił to Pius XI, który w encyklice „Casti Connubii” w odniesieniu do niemałżeńskiego pożycia seksualnego deklarował:

    prawowita władza ma prawo i obowiązek zakazywania takich haniebnych związków, jako sprzeciwiających się rozsądkowi i naturze ludzkiej, zapobiegania im i karania ich”.W tym samym dokumencie papie ż ów mianem „podłych i haniebnych pomysłów” określa poglądy tych, którzy chcą, „aby uznać za nijakie lub znieść wszelkie ustawy karne, jakie państwo wydało dla zachowania wierności małżeńskiej” („Casti connubii”).

    Doktryna wyłożona w „Casti connubii” w ciągu wieków była praktycznie realizowana w wielu krajach katolickich. Wystarczy spojrzeć choćby na rozwiązania prawne, jakie obowiązywały w Polsce. I tak np. polskie prawo miejskie zdradę małżeńską nierzadko karało ścięciem, a stosunki przedmałżeńskie obwarowane były sankcjami w postaci wypędzenia z miasta, bądź też chłosty. W prawie wiejskim winnym rozpusty i cudzołóstwa odmierzano baty, nakazywano im leżeć krzyżem w kościele przez kilka niedziel, stać w specjalnej kapie pokutnej lub w tzw. kunie (obręczy żelaznej, przytwierdzonej do ściany świątyni), płacić grzywny pieniężne na rzecz dworu, kościoła i sądu. Niekiedy też, odpowiedzialnych za takowe występki wyganiano ze wsi. Warto wspomnieć, iż w prawie każdej polskiej wsi działały swoiste komisje moralności, których zadaniem było tępienie uczynków przeciwnych świętej cnocie czystości. Szczególnie surowo, takie przestępstwa, ścigane były za panowania Bolesława Chrobrego. Wówczas to przyłapanym na cudzołóstwie bądź rozpuście dawano do wyboru: śmierć albo też własnoręczne dokonanie kastracji.

    W innych państwach katolickich władze świeckie także brały się za represjonowanie stosunków przed i pozamałżeńskich. Przykładowo, w „Zwierciadle Saskim” – spisie prawa dokonanym na początku XIII w., którym posługiwały się sądy miast i wsi lokowanych na prawie niemieckim – przewidywano karę śmierci dla niewiernego małżonka. W XVI – wiecznych Włoszech niewierność małżeńska obwarowana była karą więzienia, cudzołożnice chłostano albo też golono im głowy, zaś za pocałowanie mężatki lub wdowy groziły kary cielesne. Z kolei Brzetysław Czeski w 1038 roku, po zajęciu Gniezna ustanowił kary grzywny, wygnania, chłosty za nierząd, wielożeństwo, etc.

    Władze krajów katolickich dość długo były świadome tego, iż to co dokonywane jest w zaciszu sypialni nie powinno być wyjęte spod jurysdykcji kodeksów karnych. Co prawda, wraz z postępującym marszem liberalizmu i laicyzmu, od końca XVIII wieku sukcesywnie łagodzono i znoszono kary wymierzone w nieobyczajność seksualną, to jednak jeszcze do poł. XX stulecia nie było niczym nadzwyczajnym traktowanie w kategoriach przestępstw karnych takich czynów jak: rozpusta, cudzołóstwo i homoseksualizm. W Hiszpanii za rządów gen. Franco zdrada małżeńska zagrożona była 6 latami więzienia, a w Bawarii depenalizacja konkubinatów nastąpiła dopiero w 1969 roku.

    W całym tym okresie, władze kościelne, tak zachęcały, jak i aktywnie współdziałały z władzami cywilnymi w zwalczaniu grzechów ciała. Warto wiedzieć, że św. Inkwizycja obok tropienia herezji zajmowała się również ściganiem niemoralności seksualnej. W Polsce niejednokrotnie misjonarze urządzali nawet nocne najazdy na domy osób podejrzanych o uczynki nieczystości, a w razie przyłapania ich na czymś takim, poddawali takich ludzi karze chłosty, zamykania we wspomnianej wyżej kunie kościelnej, etc. Sobór Trydencki na sesji 24 zachęcał biskupów, by, w miarę potrzeby, w karaniu konkubinatu i cudzołóstwa uciekali się do pomocy władz świeckich.

    Jan Paweł II potwierdził z kolei, iż władza cywilna powinna zakazywać eutanazji:

    Tak więc ustawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. Można by wysunąć zastrzeżenie, że nie dotyczy to eutanazji, gdy zostaje ona dokonana na w pełni świadome żądanie zainteresowanego. Jednakże państwo, które uznałoby takie żądanie za prawomocne i zezwoliłoby na jego spełnienie, usankcjonowałoby swoistą formę samobójstwa-zabójstwa, wbrew podstawowym zasadom, które zabraniają rozporządzać życiem i nakazują ochraniać każde niewinne życie. W ten sposób zmierza się do osłabienia szacunku dla życia i otwiera drogę postawom niszczącym zaufanie w relacjach społecznych. Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym” („Evangelium Vitae”, n. 72).

    Także w dawniejszych wiekach, Magisterium Kościoła wzywało rządzących, by nie szanowali „prawa” do dobrowolnego niszczenia własnego lub cudzego życia i zdrowia. Sobór Trydencki na przykład nałożył ekskomunikę na wszystkich władców, którzy w swych granicach tolerowaliby zwyczaj pojedynków. I tym razem tradycyjne chrześcijaństwo nie zdało testu na libertarianizm. Czy libertariańskimi można bowiem nazwać apele o karalność obustronnie dobrowolnych zachowań? Przecież, by doszło do pojedynku druga strona musiał wyrazić na to zgodę.

    Tradycyjne nauczanie Kościoła nie zgadza się z libertariańskim kanonem również w sferze ekonomicznej. Z pewnością rację mają ci, spośród libertarian, którzy próbując wykorzystać katolicką doktrynę społeczną podkreślają, że odrzuciła ona komunizm i socjalizm. Istotnie, Magisterium kościelne nieraz piętnowało nadmierną ingerencję państwa w gospodarkę, dążenie do likwidacji własności prywatnej lub też krępowanie jej licznymi oraz uciążliwymi przepisami, tłamszenie swobody działalności ekonomicznej przez nadmierny centralizm, rozrost biurokracji, etc. Można więc powiedzieć, iż wolny rynek opierający się na prężnie rozwijającej się własności prywatnej, niskich podatkach, skromnej biurokracji jest bliski tradycyjnemu chrześcijaństwu. Odrzucenie „nadmiernej” ingerencji państwa nie oznacza jednak jej negacji jako takiej. Sprzeciw wobec likwidowania lub krępowania własności prywatnej licznymi przepisami nie jest jeszcze tym samym, co proklamacja jej „świętego”, „nienaruszalnego” i „absolutnego” charakteru. Słowem: sprzeciw wobec herezji komunizmu i socjalizmu nie musi jeszcze oznaczać imprimatur dla skrajnego ekonomicznego liberalizmu. Gdy przyjrzymy się z bliska katolickiemu nauczaniu o wolnym rynku dostrzeżmy jak na dłoni, że nie może ono zadowolić żadnego libertarianina.

    Popatrzmy chociażby na wiekopomną encyklikę Leona XIII „Rerum Novarum”. Papież ów wprost odrzuca pogląd, jakoby państwo miało prawo interweniować tylko w wypadku, gdy złamana zostaje obustronnie zawarta pomiędzy pracodawcą a pracownikiem umowa. Leon XIII stwierdza tam, iż sam fakt zawarcia takiej umowy nie wystarcza, by mówić o sprawiedliwych warunkach pracy. Encyklika „Rerum Novarum” wymienia otwarcie szereg przypadków, w których uprawniona jest interwencja państwa w relacje pomiędzy pracodawcą, a pracownikami, nawet wówczas, gdy z punktu widzenia zawartej między nimi umowy wszystko wydaje się przebiegać prawowicie. Leon XIII pośród przypadków takiej uprawnionej interwencji władz cywilnych w życie ekonomiczne wymienia między innymi:

    1. Rozluźnianie naturalnych związków rodzinnych wśród robotników,

    2. Zadawanie gwałtu religijności robotników przez odmawianie im sposobności do spełniania obowiązków względem Boga,

    3. Zagrożenia dla moralności, wynikające z pomieszania osób różnej płci lub z innych pokus do grzechu,

    4. Obarczanie pracowników nadmiernymi ciężarami lub narzucanie innych, niegodnych człowieka warunków pracy,

    5. Szkodzenie zdrowiu przez pracę nad siły lub zmuszanie do pracy niestosownej dla wieku lub płci,

    6. Zbyt niskie w stosunku do włożonej pracy płace (tamże: n. 29-35)

    „Rerum Novarum” naucza też:

    Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia”.

    Encyklika ta dodaje przy tym, iż również za parawanem obustronnie zawartej umowy może kryć się gwałt zadawany sprawiedliwości, przeciw któremu należy wykorzystać powagą praw państwowych (tamże n. 34 – 35).

    To nauczanie Leona XIII zostało potwierdzone w innych późniejszych dokumentach Magisterium.W Kompendium Katolickiej Nauki Społecznej czytamy poza tym, że własność prywatna nie jest ani „nienaruszalna”, ani „absolutna”, zaś władze cywilne co prawda nie powinny interweniować w zakresie ekonomii, natrętnie, ale również winny się strzec czynienia tego w sposób „znikomy” (tamże, n. 177, 351).

    Czy „ortodoksyjny” liberał może przystać na to, by władze cywilne ingerowały w treść zawieranych przez strony umów? Czy z libertariańskim myśleniem o ekonomii ewidentnie nie kłócą się postulaty sprowadzające się do tego, by to nie tylko umowy o pracę, ale również państwo ustalało warunki sprawiedliwej pracy i płacy?

    TOLERANCJA MNIEJSZEGO ZŁA

    Ważnym dopowiedzeniem do katolickiej nauki o prawie i obowiązku władz cywilnych do karania i zakazywania zła, jest przypomnienie, iż wolno jest niekiedy tolerować mniejsze zło. Jest to dozwolone wówczas, by zapobiec większemu złu lub ocalić jakieś większe dobro. Tradycyjne rozumienie tolerancji zakłada zawieszenie aktywnego przeciwstawienia (karania czy nawet upominania grzechu) się jakiemuś złu, w imię zachowania jakiegoś większego dobra lub zapobieżenia większemu złu.

    Przekładając takie rozumienie tolerancji na sferę stricte prawną: władza może zrezygnować z karania nieprawości, która w normalnych warunkach winna być zakazana i tępiona, jeśli groziłoby to powstaniem większego zła lub można by było w ten sposób utracić większe dobro. Tolerancja oznacza więc uwarunkowane okolicznościami i warunkami zawieszenie karania zła, ale nie przyznanie nieprawościom rzekomego prawa do bycia wyjętymi spod represji. Kiedy jednak okoliczności na to pozwolą grzech winien być prawnie karany i zakazany.

    Powiedzenie: „Na razie lepiej tego nie karać” nie jest tym samym, co: „Nic mi do tego, nie mam prawa tego karać„. Pierwsze jest wyrazem tradycyjnie chrześcijańskiej roztropności i tolerancji, drugie: libertariańskiej herezji.

    NIE WSZYSTKIE GRZECHY MUSZĄ BYĆ KARANE

    Warto jest również zastrzec, iż prawo oraz obowiązek władz cywilnych do represjonowania nieprawości, nie oznacza bynajmniej, iż dokładnie wszystkie ze złych uczynków winny być prawnie karane i zakazywane. Różny jest stopień szkodliwości społecznej poszczególnych nieprawości. Pewne złe czyny bezpośrednio szkodzą jedynie ich sprawcom, inne z kolei polegają na wciąganiu w to swych bliźnich. Część z nieprawości zagraża zaś wręcz całemu porządkowi społecznemu. Bardzo wątpliwym byłby pomysł karania ludzi, którzy dokonują swych złych uczynków zupełnie potajemnie i w całkowitym odosobnieniu. W końcu przecież nie można powiedzieć, by w ten sposób bezpośrednio szkodzili komuś poza sobą. Czym innym jest już jednak namawianie, pobudzanie, inspirowanie swego bliźniego do zła (co ma miejsce choćby w przypadku grzechów, do których dokonania potrzebne są dwie osoby) i podobnego rodzaju nieprawości, jako działania wymierzone w dobro innych osób powinny stać się przedmiotem prawnych zakazów i kar.

    Swego rodzaju podsumowaniem tradycyjnego nauczania Kościoła na temat karania zła, mogą być dwa kazania wygłoszone przez wybitnych polskich kaznodziejów, gdzie w wyrazisty sposób ukazany jest z jednej strony obowiązek represjonowania nieprawości, z drugiej zaś konieczność wstrzymywania się od realizowania tej powinności, z powodu wglądu na roztropną i mądrą tolerancją mniejszego zła:

    (…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego sięśmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika albo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ależniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie.Toby taki cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce.Znosić heretyki i ścierpieć, gdy się bez wojny i rozruchów domowych i wszystkiego królestwa karać nie mogą, to każdy rozum przypuścić musi. Boby wiele dobrych poginęło, boby szkodę wielką niewinni podjęli. Uchowaj Boże tego! Toż się o innych grzechach mówi: ktoby wszystkie lichwiarze zaraz wykorzenić chciał, szkodę by tym, którzy pożyczków potrzebują, uczynił. Na dzień sądny, na ono ostatnie żniwo, wszystko się i zaraz ukarze, ale tu na ziemi i najpilniejsze urzędy nie mogą zaraz i wszystkiego złego wykorzenić. Ale złe ganić i wolności im bronić a roztropnie je karać, to powinien urząd każdy „ – Ks. Piotr Skarga, (.Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku„, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149).

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak niezakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego” – ks. Jakub Wujek (Cytat za: „Wykład Pisma świętego. Postilla Catholica”, cz. I, Komorów 1997, s. 178 – 179).

    ŚW. TOMASZ Z AKWINU ZWOLENNIKIEM LEGALNOŚCI PROSTYTUCJI?

    Poplecznicy libertarianizmu nie składają jednak broni i próbują wykazać, iż również w ramach tradycyjnego prawowiernego chrześcijaństwa istniały nurty libertariańskiego myślenia o państwie i prawie.

    Niezwykle częstym argumentem libertarian jest np. powoływanie się na św. Augustyna oraz św. Tomasza z Akwinu, jako będących zwolennikami bezkarności prostytucji. W ślad za tymi doktorami Kościoła, brak karalności oraz legalność prostytucji miała zaś wspierać nawet cała nauka katolicka oraz wszyscy władcy katoliccy. Takie stawianie sprawy jest jednak mitem oraz przekłamaniem.

    Po pierwsze bowiem: to nie doktryna katolicka, ale niektórzy teologowie katoliccy twierdzili, że w ściśle zakreślonych granicach prostytucja powinna pozostać niekaralna. Prawda, że pośród tych teologów znajdowała się tak wybitna postać, jak św. Augustyn. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, iż sformułował on ten pogląd, gdy był jeszcze katechumenem nie obeznanym dość mocno z doktryną chrześcijańską.

    Apologeci bezkarnej prostytucji powołują się także na św. Tomasza z Akwinu. Tymczasem, wiele wskazuje na to, że tak naprawdę Akwinata nie jest autorem zdań opowiadających się za – choćby cząstkową – legalnością tego procederu. Część jego dzieła pt. „De regimine principium”, w której jest mowa o potrzebie pozostawienia bezkarną prostytucji, nie została tak naprawdę napisana przez św. Tomasza z Akwinu, lecz przez jego ucznia – Ptolomeusza z Luki. Akwinata przerwał pisanie tej pracy z powodu śmierci księcia, do którego utwór był adresowany. Dokończenia tego dzieła podjął się zaś wspomniany Ptolomuesz z Luki (Patrz: Kinga Wiśniewska – Roszkowska, „Problemy współczesnego erotyzmu”, Warszawa 1986, s. 74-75).

    Tak czy inaczej fałszem jest sugerowanie, jakoby doktryna katolicka opowiadała się za legalnym płatnym nierządem. Jeśli ktoś, chce bronić prawdziwości tej tezy powinien wskazać, nie na opinie poszczególnych teologów (albowiem w niektórych kwestiach nawet niektórzy Święci głosili poglądy, które później były odrzucane przez Magisterium – np. św. Augustyn poddawał w wątpliwość Niepokalane Poczęcie Matki Bożej), ale na orzeczenia Papieży, Soborów i rzymskich Kongregacji. Albo przynajmniej należałoby wykazać, iż coś takiego było przedmiotem powszechnego consensusu wśród katolickich autorów.

    Po drugie: postawa państw katolickich względem prostytucji przejawiała się, albo w absolutnym i całkowitym zakazie, lub też w mocno ograniczonej tolerancji prawnej dla tego zjawiska. Przez długi czas handel ciałem został całkowicie zabroniony m.in. w Hiszpanii, Portugalii i Francji. Trzeba nadmienić, że nierzadko plaga ta była tępiona drakońskimi represjami. Stręczyciel mógł być zatem ścięty, pozbawiony uszu, zakuty w pręgierz, wygnany z miasta, itp. Prostytutki chłostano i zamykano w klatkach na widok publiczny. Mężczyzna korzystający z płatnych usług seksualnych mógł trafić za więzienne kraty. Ci spośród władców, którzy postanowili tolerować w swych granicach płatny nierząd, starali się zamykać go w ściśle określonych granicach, których przekroczenie niejednokrotnie surowo karano. Prostytutki często musiały praktykować swój „zawód” tylko w obrębie specjalnych domów, nierzadko nie miały wstępu w granice miast. Dbano też, by nad owym procederem unosił się silny odór obrzydzenia i ohydy. Płatne nierządnice nieraz były zobowiązane nosić specjalnie wyróżniający strój, a przed domami publicznymi mnisi głosili kazania, w których odmalowywano wiernym ohydę grzechów ciała. Nie wszyscy z tych władców, którzy w ograniczony sposób tolerowali prostytucję byli zresztą przekonani, iż czynią dobrze. Św. Ludwik IX pod koniec swego życia mocno sobie wyrzucał, iż nie wprowadził we Francji całkowitego zakazu prostytucji.

    Błędem jednak byłoby przypisywanie tym spośród teologów i władców katolickich, którzy optowali za częściowo bezkarną prostytucją, libertariańskiego spojrzenia na rolę Państwa w tej sferze. Bez wątpienia, nie byliby oni zachwyceni takim przedstawieniem ich stanowiska, jak gdyby wspierali oni ideę braku ingerencji rządu w prywatny obszar seksualności. Ich ujęcie tego problemu wypływało ze zdecydowanie innych przesłanek. Zakładały one, że w społeczeństwie, w którym istnieje szereg rygorów, kar i represji względem przed i pozamałżeńskich kontaktów cielesnych, winno istnieć jakieś wąskie ujście dla tłamszonej nieczystości, albowiem w przeciwnym razie zacznie się ona wszędzie pokątnie rozlewać. Św. Augustyn porównał to do kloaki, która musi znajdować się w każdym, choćby najschludniejszym domu, albowiem w przeciwnym razie całe domostwo zostanie zanieczyszczone fekaliami i uryną. Można z takim podejściem się nie zgadzać i z nim dyskutować, ale nie sposób go wpisać w liberalną tezę, iż władzom cywilnym nic do tego, co obywatele wyrabiają miedzy sobą za czterema ścianami mieszkania. Teolodzy katoliccy, którzy byli za mocno ograniczoną bezkarnością prostytucji, nie negowali bowiem wcale zasadności ustanawiania praw zakazujących rozpusty oraz cudzołóstwa, ale twierdzili, że w tym obszarze powinien istnieć bardzo wąski margines wolny od prawnych kar i represji.

    PAN JEZUS PRZECIWNIKIEM KARALNOŚCI CUDZOŁÓSTWA?

    Innym z liberalnych argumentów, jaki wysuwany jest przeciw idei karania zła jest powoływanie na ewangeliczną perykopę, w której Pan Jezus „de facto” uchronił cudzołożną niewiastę przed przewidzianą w Starym Testamencie karą ukamienowania, jaką chcieli względem niej wymierzyć faryzeusze (J, 8, 1-11). Tymczasem, jeżeli już ów fragment ma przeciw czemuś świadczyć, to co najwyżej przeciw pomysłowi karania śmiercią za cudzołóstwo. Z pewnością zaś nie jest to przekonywujący argument na rzecz zniesienia jakichkolwiek sankcji karnych wymierzonych w grzechy nieczystości. Co więcej, bardziej uważna lektura tej biblijnej historii wskazuje, iż można mieć wiele wątpliwości również co do tego, czy Pan Jezus ratując cudzołożnicę, rzeczywiście chciał w ten sposób pokazać, iż karanie śmiercią małżeńskiej niewierności jest czymś absolutnie niedopuszczalnym i zakazanym.

    Ważnym w próbie interpretacji tego fragmentu jest dostrzeżenie tego, iż Nowy Testament kładzie duży nacisk na konieczność prostoty i czystości intencji. Nasze dobre czyny, winny być spełniane w celu podobania się Bogu, nie zaś na pokaz, albo dla zaspokojenia własnych egoistycznych interesów. Przykładowo, sędzia powinien kierować się pragnieniem sprawiedliwości i obrony Bożego porządku, odrzucić musi zaś chęć sławy, nienawiść do bliźnich, chciwość dóbr doczesnych, etc. Jednak faryzeusze, którzy pragnęli zabić ową grzesznicę nie kierowali się dążeniem do sprawiedliwości. Biblia wyraźnie wskazuje, iż ich serca były podstępne i zdradliwe. Pierwszą tego oznaką jest to, że cudzołożnica została przyprowadzona przed Chrystusa, sama, bez wspólnika własnego grzechu – tzn. mężczyzny. Tymczasem Prawo Mojżeszowe nakazywało kamienowanie obu stron cudzołóstwa – mężczyzny i kobiety (Ks. Powt. Prawa 22, 22). Pytanie; co się stało z cudzołożnikiem? Czyżby zdołał uciec kilkunastoosobowej grupie mężczyzn? A może „sprawiedliwość” faryzeuszy była wybiórcza? Na ową wybiórczość faryzeuszowskiego poczucia sprawiedliwości wskazuje następujący fragment owej sceny: „Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć( Jn, 8,6). Jasno tu widać, iż Prawo Mojżeszowe, było w tym konkretnym wypadku, narzędziem, które podstępni ludzie próbowali wykorzystać nie w celu obrony Bożych przykazań, ale po to by rzucić fałszywe oskarżenia na Syna Bożego. Chrystus Pan znał doskonale ludzkie serca, dlatego też postanowił uwolnić cudzołożną niewiastę. Poza tym należy przypomnieć, iż sam fakt anulowania w poszczególnych przypadkach kary za przestępstwo nie oznacza jeszcze zanegowania samej potrzeby jego karania. Przykładowo, Wszechmogący rzekł: „Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Ks. Rodzaju 9,6);jednak względem Kaina – mordercy Abla, Bóg uczynił wyjątek, dając mu specjalne znamię, aby ludzie nie uśmiercili go (Ks. Rodzaju 4, 15). Ten fakt nie oznacza jednak, że Bóg absolutnie potępił karę śmierci za morderstwo. Analogicznie rzecz biorąc: nie ukaranie śmiercią poszczególnych przypadków cudzołóstwa nie jest jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie nie wolno w ten sposób karać cudzołożników i cudzołożnice.

    Choć brak jest przekonywujących dowodów na to, iż Pan Jezus rzeczywiście potępił karę śmierci za cudzołóstwo nie oznacza to jeszcze, że należy zawsze i wszędzie stosować tą sankcję względem osób winnych owej nieprawości. Starotestamentowe prawo karne nie jest bowiem – w ścisłym tego słowa znaczeniu – obowiązujące władców chrześcijańskich. W przeciwieństwie do przepisów obrzędowo-rytualnych Starego Zakonu tj. święcenie szabatu, zakaz spożywania krwi i wieprzowiny, ofiary całopalne, uciekanie się przez chrześcijan do sankcji karnych tam zawartych nie zostało jednak zakazane. Z pewnością ustanowione przez Pana Boga w Starym Przymierzu prawodawstwo karne może być moralnie stosowane, o ile uwzględni się przy tym inne objawione przez Wszechmocnego zasady postępowania z czyniącymi nieprawość, tj. łagodność, umiar w karaniu, chęć nawrócenia, a nie zniszczenia grzesznika, zapobieganie zgorszeniom, obrona społeczności przed złem. W zależności do sytuacji może się okazać, iż bardziej godne i sprawiedliwe będzie sięganie raz po łagodniejsze, a innym razem po surowsze środki karne. I tak w jednym wypadku może okazać się, iż bardziej zgodne z miłością i sprawiedliwością będą łagodniejsze kary, a w innym przypadku odpowiednia będzie kara śmierci.

    CZY KARANIE NIEPRAWOŚCI JEST BEZCELOWE?

    Istnieje jeszcze wiele wybiegów za pomoc ą których libertarianie próbują poddawać w wątpliwość słuszność tradycyjnie chrześcijańskiego stanowiska w sprawie prawnego karania i zakazywania zła. Jednym z nich jest opinia głosząca, iż państwo, które represjonuje i karze grzechy, w ten sposób odbiera swym obywatelom najcenniejszy Boży dar, jakim jest wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem. Bez wolności wyboru nie ma zaś prawdziwie chrześcijańskiego życia.

    Ten argument miesza ze sobą dwie przesłanki: słuszną (winniśmy czynić dobro i unikać zła w sposób wolny) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości). Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji. Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” (Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna w skrócie„, Warszawa 2000, s. 343 – 344).

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmieni ą serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List „Ad Vincentium”).

    Zawsze też należy pamiętać o dwóch zasadach: zło nie ma żadnych praw; niekaranie grzechu jest jednym z dziewięciu grzechów cudzych.Jeśli zło nie ma żadnych praw to oznacza to, iż nadużyciem jest domagać się dla niego prawnej ochrony, bezkarności czy legalności. Nieprawości są jak rak. Tylko głupiec uzna, iż nowotwory należy ochraniać, że przysługują im jakiekolwiek prawa.

    Niekaranie grzechu jest tradycyjnie wymieniane w katalogu tak zwanych grzechów cudzych. Jeżeli nie karzemy grzechu, mimo, że mamy ku temu możliwości i uprawnienia, a za powstrzymaniem się od represjonowania zła nie przemawia chęć uniknięcia większego zła bądź ocalenia większego dobra, to wówczas nasz brak działania w tej mierze, czyni nas współodpowiedzialnymi za nieprawość, której nie ukarzemy.

    Czy chcącemu nie dzieje się krzywda?

    Stara zasada prawa rzymskiego mówi: „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Człowiek, który wybiera zło sam sobie szkodzi, dlatego też nie jest sprawą rządu próbować sprowadzać go na dobrą drogę. Myśl ta jest następną wykorzystywaną w libertariańskim arsenale.

    Zasada głosząca, iż „Chcącemu nie dzieje się krzywda”, jeśli jest rozumiana w swym nie-dosłownym, ale metaforycznym sensie, może być po części słuszna. Oczywistym jest wszak, że nawet, jeśli dobrowolnie decydujemy się na jakąś nieprawość, fakt ów nie przemienia zachowania szkodliwego w nieszkodliwe. Jeżeli postanawiamy dla zabawy uciąć sobie rękę, to przecież sama dobrowolność tego zachowania nie sprawia, iż nie wyrządziliśmy sobie tym samym krzywdy.

    Częściowa słuszność tej zasady może jednak zasadzać się na stwierdzeniu, iż wiemy co czynimy, a jeśli tak, to będziemy odczuwać skutki swego złego postępowania na własnej skórze. Z tego rodzaju postawieniem sprawy wiąże się jednak niejedna wątpliwość i zastrzeżenie.

    Po pierwsze: każda nieprawość choćby, w mniejszym bądź większym stopniu, pośrednio lub bezpośrednio, szkodzi innym bliźnim, a nawet całemu społeczeństwu. Taka jest po prostu natura zła. Jest ono destrukcyjne, niszczące, zaraźliwe i niebezpieczne nie tylko dla jego sprawców, ale również dla osób postronnych.

    Oczywiście nie każdy grzech szkodzi w bezpośredni sposób innym ludziom. Przykładowo, jeśli onanista dokonuje swych wstrętnych czynów w tajemnicy i całkowitym odosobnieniu, to nie można powiedzieć, by w sensie właściwym szkodził on swym bliźnim. Nie daje on wszak innym złego przykładu, nie namawia, ani nie inspiruje swych bliźnich do czynów, które sam popełnia.

    Cudzołożnik z pewnością jednak krzywdzi już nie tylko siebie, ale choćby wspólniczkę swego grzechu, jej zdradzanego męża oraz dzieci. Na przykładzie cudzołóstwa widać więc, iż niemała część nieprawości wiąże się z licznymi szkodami wyrządzanymi nie tylko ich bezpośrednim uczestnikom, ale również osobom postronnym, a nawet całemu społeczeństwu. Bez problemu można by wykazać, jak bardzo niszcząca dla społeczeństwa jest część grzechów, których bezkarności i legalności domagają się libertarianie.

    JAK GRZECH NISZCZY SPOŁECZEŃSTWO?

    Pijaństwo wiąże się z ogromem mordów, wypadków samochodowych, pobić, kłótni, i zgwałceń, które dokonywane są pod jego wpływem. Większość przestępstw popełniana jest w stanie nadużycia alkoholu. Przyczyną sporej części rozwodów jest pijaństwo. Żony i dzieci pijaków przeżywają nieustanną mękę, będąc w większości wypadków przedmiotem agresji psychicznej lub fizycznej, a czasami też molestowania seksualnego.Narkomania często napędza przestępczość.

    Nałogowi narkomani nierzadko dokonują kradzieży, włamań, pobić i napadów, czyniąc to w celu zdobycia pieniędzy na swą ulubioną rozrywkę.

    Nierząd i cudzołóstwo owocują niszczeniem tradycyjnej rodziny i małżeństwa, które to z kolei są podstawami normalnego i zdrowego społeczeństwa. Dzieci zamordowane przed narodzeniem, oddawane do przytułków po narodzeniu, wychowujące się w rozbitych, przeważnie pozbawionych ojca rodzinach – to tylko niektóre z nieszczęsnych skutków tych nieprawości. Ciężki kryzys tradycyjnej rodziny i małżeństwa w dalszej rodzi takie patologie jak: przestępczość, narkomania, bezdomność. Wedle badań przeprowadzonych w USA prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest o 30 proc. wyższa wśród nastolatków, które wychowały się bez ojca. Podobnie 90 proc. dzieci bezdomnych i uciekających z domu, 3/4 nastoletnich narkomanów i 85 proc. młodocianych przestępców (w tym 72 proc. nieletnich morderców i 60 proc. gwałcicieli), wzrastało w rodzinie pozbawionej ojca (Patrz: „Ameryka bez ojców„, „Newsweek”, 10. 03. 2002, s. 82). Z grzechami nierządu i cudzołóstwa połączona jest też niemała liczba morderstw, pobić, samobójstw (dokonywanych np. przez zazdrosnych mężów, konkubentów, kochanków, etc).

    Jaskrawym przykładem tego do jakich konsekwencji prowadzą nierząd i cudzołóstwo może być rzeczywistość czarnej społeczności w USA. Obecnie 69 proc. czarnych dzieci nie pochodzi ze związku małżeńskiego, a 57 proc. nastolatków wychowywanych jest przez jednego z rodziców (najczęściej przez matkę). Szacuje się też, iż odpowiednio 43 proc. czarnych mężczyzn i 42 proc. kobiet nie żyło nigdy w małżeństwie. Ponad połowa morderstw i 42 proc. innych ciężkich przestępstw jest dokonywanych przez kryminalistów wywodzących się z 13 – procentowej czarnej społeczności. Ocenia się, iż 28, 5 proc. czarnych chłopców trafi do aresztów i więzień. W dużych miastach 4 na 10 czarnoskórych mężczyzn w wieku od 17 do 35 lat przebywa w więzieniach ( Por. Patrick J. Buchanan, „Śmierć Zachodu”, Wrocław 2005, s. 93-95).

    Homoseksualizm wiąże się ze zwiększoną częstotliwością dokonywania aktów pedofilii, molestowania nieletnich, przemocy i tym podobnych przestępstw. Około 2 procentowa społeczność homoseksualistów jest odpowiedzialna za od 30 proc. do 50 proc. wszystkich przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci. Z szeroko zakrojonych badań wynika, iż przeciętny homoseksualista wykorzystuje 7, 5 razy więcej chłopców, aniżeli heteroseksualny pedofil dziewczynek ( Patrz: Dave Hunt, „Co nam szkodzą homoseksualiści?”, Tymoteusz, nr 9/1997, s. 12). Zbadanie spraw 518 masowych morderców, którzy zabijali na tle seksualnym w USA w l. 1966 – 1983 ujawniło, że 350 (68 %) ofiar zostało zamordowanych przez sprawców będących homoseksualistami oraz że 19 (44%) z 43 morderców było biseksualnych lub homoseksualnych .

    Prostytucja i pornografia owocują nierządem, cudzołóstwem, zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią. Przeważnie grzechy te powiązane są też ze światem kryminalnym. Prawie zawsze domy publiczne, kluby ze striptizem i innymi tańcami erotycznymi znajdują się pod kontrolą organizacji przestępczych. Przybytki takowe są też ulubionymi miejscami rozrywki kryminalistów. W centrach seksbiznesu notuje się zwiększoną ilość przestępstw. Badania przeprowadzone przez amerykańskie FBI wykazały, iż na 36 notorycznych zabójców, aż 29 było fanami materiałów pornograficznych. Inne analizy, którym poddawani byli przestępcy seksualni, wykazywały zaś, że 64 proc. homoseksualnych pedofilów oraz 86 proc. gwałcicieli permanentnie korzystało z pornografii ( Patrz: David A. Scott, „Pornografia – jej wpływ na rodzinę, społeczeństwo, kulturę„, Gdańsk 1995, s. 24 – 25).

    Ted Bundy, człowiek, który zgwałcił i zamordował co najmniej 28 niewiast i dzieci (podejrzewany był zaś o ok. 100 takich czynów), w wywiadzie jaki udzielił znanemu psychologowi Jamesowi Dobsonowi, wyznał:

    „ Spędziłem wiele czasu w więzieniu. Spotkałem wielu mężczyzn, którzy stosowali przemoc z takich samych motywów, co ja. Każdy z nich – i to co do jednego! – pogrążony był po uszy w pornografii. Każdy był pod jej wpływem i od niej uzależniony. To jedno nie ulega wątpliwości!” (Cytat za: Alfred J. Palla, „Poradnik walki duchowej„, Rybnik 1999, s. 186 – 187).

    Można by podawać jeszcze wiele przykładów złych skutków czynów w istocie swej nie naruszających cudzej wolności, które jednak szkodzą nie tylko osobom je popełniającym, ale również innym bliźnim. Sugestia więc, jakoby złe czyny szkodziły tylko ich sprawcom jest po prostu fałszywa i nieprawdziwa.

    Oczywiście można powiedzieć, iż mimo złych owoców dla całego porządku, które rodzą owe nieprawości, to i tak nie powinny być one represjonowane, póki nie przekraczają granic wolności innych ludzi. Tego rodzaju myślenie przypomina jednak działanie na zasadzie: „Nie zapobiegajmy, ale dopiero jak pojawi się choroba, to ją leczmy”. Tradycyjnie powiada się jednak: „Lepiej zapobiegać, niż leczyć”. Tkwi w tym przysłowiu wiele mądrości. Po co zmagać się z rakiem, jeśli przez odpowiedni styl życia, można znacznie zminimalizować ryzyko jego wystąpienia? Po co przyszywać uciętą dłoń, jeśli można jej nie ucinać?

    Idąc traktem libertariańskiego myślenia równie dobrze należałoby się domagać utrzymania karalności jedynie spowodowania wypadków samochodowych pod wpływem alkoholu, ale zalegalizować trzeba było samą jazdą w stanie nietrzeźwym. O ile bowiem spowodowanie wypadku na drodze jest już naruszeniem czyjejś wolności (wszak nie pytamy się drugiego kierowcy, czy życzy on sobie, by w niego uderzać), to sama jazda w stanie nietrzeźwości nie stanowi jeszcze gwałtu zadanego swobodzie innych kierowców. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, by karać nie tylko same sprawstwo wypadków, ale także to, co do nich bezpośrednio prowadzi, a więc jazdę pod wpływem alkoholu, nadmierną prędkość, itp.

    Właściwie pojęte dobro porządku społecznego wymaga więc, by część z nieprawości, które są popełniane dobrowolnie i bez przymusu, była mimo to represjonowana przez władze cywilne, również za pomocą kar i zakazów. Wiele z negatywnych zjawisk społecznych mogłoby być znacznie ograniczonych poprzez dobrze działające prawa wymierzone w zło.

    ZAKAZANY OWOC SMAKUJE LEPIEJ?

    Być może najczęściej używanym przez libertarian argumentem przeciw jest twierdzenie mówiące, jakoby prawne kary, zakazy i represje powodowały tak naprawdę narastanie zjawisk, które za ich pomocą pragnie się zwalczyć. Nie od dziś wszak ma być wiadomo, iż „zakazany owoc smakuje lepiej”. Prawne represjonowanie pewnych zjawisk potęguje tylko ich szkodliwość, w skutek czego okazuje się ono „lekarstwem gorszym od choroby”.

    Jeden z żarliwych obrońców liberalizmu, publicysta Tomasz Cukiernik, pisze o tym w następujący sposób:

    „ (…) niepotrzebne zakazy państwowe powodują przede wszystkim powstawanie i rozwój zorganizowanej przestępczości, tworzenie się czarnego rynku, a nie rozwiązują żadnego z problemów. Przeciwnie – sytuacja jest gorsza, niż gdyby zakazów nie było”.

    Libertarianie utrzymują zatem, iż najlepszym sposobem walki z jakimś złem jest uczynienie go bezkarnym i zgodnym z prawem. I tak np. zwolennicy legalności pornografii przekonują, iż zakaz tej obrzydliwości nic nie daje, albowiem nielegalnie czy legalnie ludzie zawsze korzystali i będą korzystać z pornografii. Apologeci bezkarności przerywania ciąży przekonują, iż prawa zabraniające aborcji powodują tylko zepchnięcie jej do podziemia, co nie wiąże się jednak ze zmniejszeniem skali dokonywanych „skrobanek”. Koronnym argumentem przeciw sensowności prawnych zakazów ma być historycznych przykład prohibicji w USA, która miała skończyć się jedynie ośmieszeniem tego prawa, napędzając przestępczość i nie zmniejszając przy tym poziomu używania przez Amerykanów alkoholu.

    Czy rzeczywiście receptą na zło jest jego legalizacja, a nie penalizacja? Czy karanie zła, jedynie je wzmacnia, a przynajmniej w ogóle go nie ogranicza? Zanim odpowiem na te pytania, pozwolę sobie na pewną ważną w tym kontekście uwagę. Jeśli rzeczywiście sprawy mają się tej sferze, tak jak je liberałowie prezentują, to konsekwentnie należałoby zakwestionować celowość jakichkolwiek kar, zakazów i ograniczeń. Po co represjonować kradzieże, morderstwa, pobicia, rabunki i gwałty, jeśli wedle libertarian zakazy tylko wzmacniają to co jest zwalczane ? Przecież „zakazany owoc lepiej smakuje”, a więc zapisanie kradzieży w kodeksie karnym sprawia jedynie, iż przybywa śmiałków chcących zakosztować rozkoszy owego czynu. Wizja dożywotniego więzienia albo krzesła elektrycznego za morderstwo napędzałaby w tej perspektywie tylko liczbę zabójstw. Najlepszym rozwiązaniem tego problemu, byłaby więc legalizacja wszelkich przestępstw oraz likwidacja kodeksu karnego, albowiem w myśl libertariańskiej logiki nie ma mądrzejszego sposobu na wytępienie jakiegoś zjawiska, niż uczynienie go bezkarnym i zgodnym z prawem. Albo będziemy więc logiczni oraz konsekwentni i przyznamy, że owocem zakazów i kar jest ograniczenie zjawiska, w które są one wymierzone. Albo też kierując się przekonaniem, iż zabroniony owoc smakuje posuniemy się do pomysłu likwidacji wszelkich kodeksów karnych.

    Libertariańskie dywagacje o „zakazanych owocach” opieraj ą się tak naprawdę na powierzchownej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu pochopnych wniosków w tendencyjnie dobranych przykładów. Owszem, prawdą jest, iż bywają sytuacje, w których zakazy i kary nic nie pomagają, a czasami nawet bardziej szkodzą. Wielkim błędem jest jednak twierdzić, iż owe zakazy i kary, ze swej natury, nie są pomocne w zwalczaniu zła, a co najwyżej sprzyjają jego szerzeniu. Rzeczywistość jest dokładnie odwrotna: mądrze i właściwie wprowadzane kary i zakazy wydatnie pomagają ograniczyć zło. To bezkarność zaś stanowi jeden z największych sprzymierzeńców w procesie rozprzestrzeniania się nieprawości. Jeżeli zaś, kary i zakazy nie pomagają, a szkodzą, to nie jest to winą ich wewnętrznej natury, ale pewnych, szczególnych okoliczności, które im towarzyszą.

    Biblijnym przykładem tego, na czym powinno polegać właściwe karanie nieprawości jest historia Helego i jego synów. Heli, jeden z izraelskich arcykapłanów, chociaż napominał swych synów z powodu złego życia, które prowadzili (kradzieży ofiar i rozpusty), to jednak nie potrafił on sięgnąć po narzędzie kary. Zamiast stanowczo ukarać grzechy synów, Heli ograniczał się tylko do ich napominania i wzywania by się nawrócili (1 Sm 2, 12 – 29). Do dziś postępowanie Helego jest ukazywane w chrześcijaństwie jako obraz grzechu niekarania zła.

    Aby prawne zakazy i kary skutecznie ograniczały zło, potrzebnych jest więc wypełnienie kilku warunków (wszystkich albo przynajmniej większości z nich):

    1. Zakazy i kary powinny być egzekwowane stanowczo i konsekwentnie. Pismo święte mówiąc o takim sposobie karania zła stwierdza: „Cały lud słysząc to ulęknie się i już więcej nie będzie się unosił pychą” ( Ks. Powt. Prawa 17, 13). Prawa egzekwowane w tym duchu powstrzymują więc wielu od popełniania złych czynów. Gdy brakuje jednak owej stanowczości i konsekwencji, autorytet prawa jest narażony na szwank, a zło coraz śmielej zaczyna podnosić swą głowę. Złoczyńcy coraz mniej lękają się kary i bardziej zuchwale popełniają swe nieprawości. Biblia mówi o tym tak: „Ponieważ wyroku nad czynem złym nie wykonuje się zaraz, dlatego serce synów ludzkich bardzo jest skore do czynów złych”(Ks. Koheleta 8, 11). Przykładem tego są choćby dzieje zakazu pornografii w naszym kraju. Na naszym rodzinnym podwórku mogliśmy obserwować, jak to od początku lat 90 – tych ub. wieku, mimo prawnego zakazu, pornografia de facto była w Polsce legalna. Wbrew prawu zabraniającemu rozpowszechniania pornografii, które obowiązywało u nas, aż do 1997 r., przez kilka lat materiały tego były sprzedawane jawnie i bez żadnych sankcji karnych. Czy w tym wypadku zawinił zakaz pornografii? Nie. Albowiem przez dziesiątki lat nie działały w Polsce jawnie otwierane sex schopy. W kioskach i sklepach nie wystawiano pornografii. Stacje telewizyjnego nie umieszczały w swych ramówkach programów o tym charakterze. Owszem, w drugim obiegu krążyła pornografia, jednak z pewnością nie było tak łatwo się z nią zetknąć jak obecnie. Zmieniło to się z początkiem lat 90., kiedy to z praktycznego wyciągania wniosków z istniejących zakazów prawnych, powszechnie zrezygnowała policja oraz wymiar sprawiedliwości. Ten stan doprowadził do istnego wylewu pornografii na Polskę. Przyczyną tego nie był jednak zakaz pornografii, ale brak chęci do jego wcielania w życie. Coś podobnego można zaobserwować odnośnie wielu innych nieprawości. W Holandii np., zanim zdepenalizowano eutanazję, przez wiele lat zwolennicy tej ohydnej zbrodni, uprawiali swą propagandę, której owocem było przekonanie większości społeczeństwa do „dobrej śmierci”. W skutek tego wielu lekarzy coraz bardziej ochoczo mordowało chorych starców, co z kolei spotykało się z przyzwoleniem społecznym oraz tolerancją prokuratorów i sędziów. „Uczy grzechu, kto go nie karze” – te słowa św. Grzegorza z Nazjanzu już nieraz okazały się boleśnie prawdziwe i realne (Cytat za: „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie nauk różnych autorów. Tom V. O Przykazaniach”, Poznań 1910, s. 335).

    2. Władza ustanawiająca kary i zakazy powinna cieszyć się moralnym autorytetem. Małego posłuchu mogą się spodziewać zdemoralizowani i skorumpowani rządzący. Jedna z tradycyjnych powiedzeń mówi: „Ryba psuje się od głowy”.

    3. Społeczeństwo powinno być pod różnymi względami gotowe na wprowadzenie określonych zakazów. Przykładowo, choć prawna karalność nierządu i cudzołóstwa jest sama w sobie czymś słusznym, to jednak nie wydaje się, by rozsądne byłoby nagłe ustanawianie takiego prawa w społeczeństwie, w którym zdecydowana większość nie tylko, że popełnia owe czyny, ale jeszcze uważa je za objaw psychicznego zdrowia, normalności i właściwego korzystania z życiowych przyjemności. Tak jak ciasto wymaga odpowiedniego przygotowania, by wyrósł z niego chleb, tak nieraz potrzeba by zanim wprowadzi się zakazy, społeczeństwa zmieniły swą mentalność. Oczywiście, odpowiednie prawa także mają wpływać na zmianę mentalności, jednak przy zbyt wysokim stopniu demoralizacji społeczeństwa, ustanawianie pewnych prawnych zakazów może okazać się zbyt wczesne. Po prostu musi istnieć pewna warstwa zdrowej tkanki społecznej, by było to możliwe. Powodem niskiej efektywności przepisów prawa może być fakt, iż pewne dobre kary i represje są „obcym ciałem” w całokształcie praw i obyczajów danego społeczeństwa. Przykład amerykańskiej prohibicji także jest bardziej dowodem na to, iż pewne szczególne okoliczności mogą zniweczyć owocność prawnych zakazów, nie zaś, że są one, same w sobie bezsensowne. Oczywiście, odpowiednie prawa także mają wpływać na zmianę mentalności, jednak przy zbyt wysokim stopniu demoralizacji społeczeństwa, ustanawianie pewnych prawnych zakazów może okazać się zbyt wczesne. Po prostu musi istnieć pewna warstwa zdrowej tkanki społecznej, by było to możliwe. Powodem niskiej efektywności przepisów prawa może być fakt, iż pewne dobre kary i represje są „obcym ciałem” w całokształcie praw i obyczajów danego społeczeństwa.

    A CO Z AMERYKAŃSKĄ PROHIBICJĄ?

    Przykład amerykańskiej prohibicji także jest ciągle przywoływany przez liberałów i libertarian, jako koronny argument przeciw sensowności prawnych zakazów i kar. Pomijając już fakt, iż na ów jeden przykład domniemanego fiaska państwowych represji można by podać jakichś dziesięć kontrprzykładów pokazujących, iż prawne zakazy i kary wydatnie wpływały na ograniczenie dotkniętych nimi zjawisk, historia prohibicji wcale nie jest tak jasna i bezdyskusyjna, jak to się zwykło przedstawiać. Antyprohibicyjni fanatycy zapominają np. o tym, że zanim prohibicja objęła cały obszar Stanów Zjednoczonych, ( tzn. w 1920 r.), w miarę skutecznie, obowiązywała ona w części stanów (np., w Maine od 1852 roku) a na jej fiasko w skali ogólnokrajowej złożyło się skumulowanie wielu czynników, takich jak: potężny kryzys gospodarczy oraz demoralizacja setek tysięcy Amerykanów wracających z I wojny światowej, połączona z niemożnością znalezienia dla nich prac. Czynniki te wpłynęły na ogromny rozrost gangów i różnorakich organizacji mafijnych, dla których ponętnym kąskiem był handel alkoholem. W czasie obowiązywania prohibicji, w Stanach Zjednoczonych zmniejszył się poziom spożywania alkoholu oraz spadła ilość przyjęć w szpitalach spowodowanych alkoholizmem, a także liczba zgonów związanych z praktykowaniem pijaństwa (Patrz: Iwona Niewiadomska/ Marta Sikorska – Głodowicz, „Alkohol. Uzależnienia. Fakty i mity”, Lublin 2004, s. 37). Warto wiedzieć, że po zniesieniu prohibicji w 1933 roku, wskaźniki spożywania napojów alkoholowych jeszcze przez ok. 30 lat utrzymywały się na niższym poziomie niż miało to miejsce przed jej wprowadzeniem. Można też powiedzieć, iż w perspektywie długofalowej prohibicja przyczyniła się do większej kultury picia wśród Amerykanów. W USA wszak bardzo ściśle jest przestrzegany zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 21 roku życia, jest tam też więcej abstynentów niż w innych krajach, zaś pijaków jest mniej niż w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Irlandii (nie wspominając już o Rosji czy Finlandii).

    Sam nie jestem zwolennikiem prohibicji, ale w powyższy sposób próbuję jedynie pokazać, iż twierdzenie zatem, iż amerykańska prohibicja skończyła się totalnym fiaskiem nie jest więc wcale aż tak bezdyskusyjne jak to się wielu wydaje.

    Generalnie rzecz biorąc więc, to nie kary, ale bezkarność umacniają i rozszerzają zło. W normalnych okolicznościach prawne zakazy ograniczają występowanie nieprawości. Można by cytować wiele statystyk, które wykazują z jednej strony pozytywne oddziaływanie zakazów i kar, z drugiej zaś związki zachodzące pomiędzy bezkarnością i legalnością zła, a jego natężeniem.

    W Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 proc (Por. Christine Ockrent/Sandrine Treiner, „Czarna Księga Kobiet„, Warszawa 2007, s. 414).

    Z kolei w Francji prawo ustanowione przez obecnego prezydenta tego kraju, a wówczas jeszcze ministra spraw wewnętrznych, Nicolasa Sarkozy’ego, które było wymierzone w uliczną prostytucję, spowodowało jej spadek w Paryżu o 40 proc.

    Co ciekawe, w tych rejonach USA, gdzie powrócono do pewnych restrykcji względem seks-biznesu, ilość przestępstw seksualnych zmalała. Dowodem tego jest chociażby Oklahoma City, gdzie w 1984 roku zamknięto 150 klubów „peep schow”, kin porno, księgarni pornograficznych dla dorosłych. W tym okresie liczba gwałtów zmalała w mieście o przeszło jedną czwartą, gdy tymczasem w całym stanie liczba tych przestępstw wzrosła o 21 proc (Por. Michał Dylewski, „Seks analny i klopsiki„, „Fronda”, nr 27 – 26/2002, s. 275). Badania nad przestępczością seksualną (to znaczy zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią), chorobami wenerycznymi, rozwodami, aborcjami, ciążami nastolatków, niepełnymi i rozbitymi rodzinami pokazują z kolei, iż w ciągu ostatnich 50 lat rosną one w zastraszającym tempie, nierzadko o 300, 400, 500, a czasami nawet ponad 1000 procent. Wszystkie te zjawiska powiązane są bardzo mocno z rozwiązłością seksualną, która jeszcze 50-60 lat temu, była w naszym kręgu cywilizacyjnym mocno ograniczana przez istniejące jeszcze wówczas prawne zakazy i kary (prawie wszędzie wówczas zabroniona była np. pornografia, w części krajów karano niewierność małżeńską). Czy to tylko przypadek, czy też może logiczna prawidłowość zachodząca pomiędzy legalizacją występków przeciw cnocie czystości, a natężeniem patologii z nimi związanych?

    BIG BROTHER?

    Być może część z Czytelników przekonała się już do niesłuszności głównych założeń libertarianizmu. Mimo to wciąż można mieć wątpliwości do celowości tradycyjnie chrześcijańskich postulatów wzywających do penalizacji również tych spośród złych uczynków, które dokonywane są jedynie „w czterech ścianach domu”.

    Ktoś może zapytać się, czy prawo zakazujące i karzące takowych czynów nie mijało by się całkowicie z celem? Czy nie byłyby to całkowicie martwe przepisy, których praktyczna realizacja wymagałaby montowania kamer w domostwach, albo też jakiś metodycznych najazdów policji na mieszkania obywateli? Czyż życie społeczne nie przypominałoby wówczas programu „Big Brother”, w którym wszyscy są podglądani i podsłuchiwani?

    Z pewnością każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego. Czy jednak prawo to ma charakter absolutny? Wiele złych czynów, które dokonywane są w „czterech ścianach domu” jest współcześnie prawnie zakazanych. W domach dokonywane są mordy, masakry, pobicia, zgwałcenia, pedofilia, poligamia, kazirodztwo, zoofilia. Nikt jednak nie twierdzi, iż póki zachowania te nie wykraczają poza „cztery ściany mieszkania” bezsensowne byłoby ich karanie. Co więcej fakt, iż czyny te praktykowane są właśnie w taki „prywatny” sposób wydatnie utrudnia ich wykrycie i ściganie.

    Poza morderstwem, masakrami i poligamią, których sama specyfika, sprawia, iż zazwyczaj wychodzą one na jaw, pozostałe z wymienionych wyżej zachowań nie są łatwe do praktycznego karania.

    Szacuje się, iż np. tylko 10 proc. zgwałceń jest wykrywanych przez policję, albowiem reszta ofiar wstydzi się przyznać do bycia obiektem tego przestępstwa, a poza tym jego przeważnie niepubliczny charakter utrudnia udowodnienie sprawcom winy. Podobnie sprawa wygląda z pedofilią.

    Z kolei, odnośnie kazirodztwa (gdy jest ono dokonywane przez obie strony dobrowolnie) i zoofilii, możliwość ich wykrycia oraz udowodnienia jest jeszcze bardziej nikła. Poza jakimiś naprawdę ekstremalnymi wypadkami w walce z tymi przestępstwami nie używa się też takich metod jak zakładanie podsłuchów i kamer w prywatnych domach.

    Mimo to raczej nie słyszy się postulatów legalizacji tych nieprawości. Najzwyczajniej w świecie przyjmuje się, iż takie czyny jak kazirodztwo czy zoofilia zostaną ukarane wówczas, gdy wyjdą one na jaw. W pewnym sensie przyjmuje się z góry założenie, że poza jakimiś wyjątkowymi sytuacjami, zachowania w rodzaju seksu z krewnymi lub zwierzętami, nie wyjdą na jaw, gdyż taka jest ich specyfika. Nie mówi się jednak: w takim razie wykreślamy te czyny z katalogu przestępstw. Powód tego jest prosty. Nawet, jeśli przeciętny kazirodca czy zoofil wie, iż istnieje mała szansa na to, by jego czyny zostały wykryte i ukarane, to z drugiej strony ma świadomość tego, że może to nastąpić. Nie czuje się więc całkowicie bezkarny. Zniesienie karalności takowych czynów, sprawiłoby zaś, iż amatorzy stosunków seksualnych z własnymi krewnymi i czworonogami, poczuli by się zupełnie bezpieczni i bezkarni, dopóty swe obrzydliwości czynili by w domu. A tak zawsze mają przed oczyma, iż może spotkać ich za to kara. Świadomość ta sprawia, że nawet zło, które jest praktykowane wyłącznie w granicach prywatności, ma swe hamulce i nie rozprzestrzenia się w taki sposób, jakby to się działo, gdyby nie istniały przeciw niemu żadne zakazy i prawa. Warto też dodać, iż wiele z nieprawości, które dziś roszczą sobie prawa i przywileje, zaczynało swą drogę właśnie od realizacji postulatu zniesienia karalności wówczas, gdy dokonywane są one w sferze prywatnej. Klasycznym tego przykładem jest historia ruchu wojujących homoseksualistów. Jakieś 50 lat temu, nikomu by do głowy nie przyszło, iż zwolennicy sodomii będą domagać się „praw” do zawierania oficjalnych „małżeństw” czy też adopcji dzieci. Wojujący homoseksualizm zaczynał właśnie od żądania uznania go za bezkarnym i legalnym „zaledwie” w obszarze prywatności. Nie będzie chyba ani odrobiną przesady stwierdzić, iż publiczna propaganda grzechu, zawsze jest poprzedzona jego bezkarnością w sferze prywatnej. Z tych to powodów, głęboki sens mają zakazy i kary wymierzone w „prywatny” nierząd i cudzołóstwo.

    Czy prawowierny chrześcijanin może być libertarianinem?

    Zapewne jeszcze nie raz, jako chrześcijanie będziemy stawać przed pytaniem: czy libertarianizm może być dobry i chrześcijański? I niejednokrotnie usłyszymy na nie odpowiedź twierdzącą. Nie negując jednak tego, iż w pewnych szczegółowych postulatach libertarianie czasami mogą mieć rację, a nawet reprezentować stanowisko bliskie chrześcijańskiemu, to nie ulega też wątpliwości, iż podstawowe założenia ideologii libertariańskiej są po prostu złe i niezgodne z Bożym porządkiem. Idea, by państwo i prawo delegalizowały jedynie te zachowania, które naruszają czyjąś wolność, ze zdroworozsądkowego punktu widzenia jest absurdalna, a w perspektywie tradycyjnie chrześcijańskiej najzwyczajniej stanowi herezję. Pogląd ten, gdyby był realizowany w praktyce, czyniłby życie w społeczeństwie całkowicie nieznośnym, przypominającym życie na beczce prochu lub jazdę na autostradzie, na której dwie trzecie kierowców jest pijanych. Podpieranie się zaś libertarianizmu niektórymi fragmentami z Biblii czy też faktami z historii chrześcijaństwa jest zaś po prostu skrajnie naciągane. Konsekwentnie liberalne maksymy po głębszej analizie okazują się sprzeczne z podstawowymi zasadami chrześcijańskiego postępowania. Na przykład. cały wysiłek, jaki libertarianie wkładają w przekonywanie, jak to bardzo bezsensowną i niepotrzebną rzeczą jest karanie zła, zderza się z tradycyjną chrześcijańską zasadą, która umieszcza niekaranie grzechu pośród grzechów cudzych, a więc zachowań moralnie napiętnowanych. Niemożliwy jest więc chrześcijański libertarianizm. Niemożliwe jest to nawet, gdybyśmy zacieśnili libertarianizm jedynie do jego ekonomicznego wymiaru. Chociaż postulaty liberalizmu gospodarczego mogą wydawać się w dużej mierze zgodne z doktryną katolicką, to i tu jego rdzeń okazuje się być nie do zaakceptowania.

    Jakikolwiek więc możliwy do zaaprobowania przez prawowierne chrześcijaństwo libertarianizm musiałby bowiem pozbyć się swych podstawowych założeń, pozostawiając co najwyżej swe przypadłości. W ten sposób libertarianizm przestałby być jednak libertarianizmem.

  10. Św. Alfons Liguori: Wielka to kara, gdy Bóg nas nie karze

    Leave a Comment

    Ktoś powie: „Bóg był dla mnie dotychczas tak miłosierny, więc ufam, że taki będzie w przyszłości”. Odpowiem: dlatego że był dla ciebie taki miłosierny, chcesz Go znów obrażać? A zatem aż tak (mówi ci św. Paweł) pomiatasz Bożą dobrocią i cierpliwością? Czyż nie wiesz, że Pan tolerował Cię aż do tej pory bynajmniej nie po to, byś nadal Go obrażał, ale po to, byś opłakiwał uczynione zło? „Czy bogactwami dobroci i cierpliwości, i łagodności Jego gardzisz? Czy nie wiesz, że dobroć Boża przywodzi cię do pokuty?” (Rz 2, 4 Wlg). Jeśli ty sam ufając w Boże miłosierdzie, nie położysz kresu swym grzechom, położy im kres Pan. „Jeśli ktoś się nie nawróci, miecz swój On wyostrzy” (Ps 7, 13). „Moja jest pomsta i Ja oddam na czas” (Pwt 32, 35 Wlg). Bóg czeka cierpliwie, ale gdy nadejdzie czas odpłaty, już nie czeka, lecz karze.

    Pan czeka, aby wam okazać łaskę” (Iz 30, 18). Bóg czeka na grzesznika, by się poprawił, ale gdy widzi, że czasu danego mu na opłakiwanie grzechów używa on na ich pomnażenie, wzywa ten czas, by go sądził: „(Bóg) wezwał przeciw mnie czas” (Lm 1, 15 Wlg). To samo mówi św. Grzegorz: „Tenże czas przychodzi, aby go osądzić„, czyli ten sam czas dany jako skarb, to samo miłosierdzie w tym przypadku nadużyte przyczynią się do tym surowszego ukarania go i tym szybszego opuszczenia go przez Boga. „Staraliśmy się Babilon uzdrowić, lecz nie dał się wyleczyć. Porzućmy go!” (Jr 51, 9). A w jaki sposób Bóg opuszcza grzesznika? Albo zsyła na niego śmierć, albo dopuszcza, by umarł w grzechu; albo pozbawia go licznych łask, albo pozostawia go z samą tylko łaską wystarczającą, z której pomocą mógłby sie wprawdzie teoretycznie zbawić, ale w praktyce się nie zbawi. Zaślepiony umysł, zatwardziałe serce, utrwalone skutki popełnionego zła sprawiają, że jego zbawienie jest moralnie niemożliwe; pozostawiony w tym stanie, będzie opuszczony wprawdzie nie absolutnie, ale co najmniej moralnie. „Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiony, rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano” (Iz 5, 5). Ach, jakaż to straszna kara! Cóż to znaczy, gdy gospodarz rozbiera płot i pozwala, by do winnicy wchodził, kto chce, człowiek i zwierzę? Znaczy to, że ją opuszcza. To samo robi Bóg, opuszczając jakąś duszę: rozbiera jej płot bojaźni przed Nim i wyrzutów sumienia i pozostawia ją w ciemności, a wtedy wchodzą do niej wszelkie potwory zła. „Mrok sprowadzasz i noc nastaje, w niej krąży wszelki zwierz leśny” (Ps 104, 20). Grzesznik zaś, opuszczony przez Boga w tej ciemności, odtąd gardzi wszystkim: Bożą łaską, niebem, upomnieniami, ekskomuniką kościelną, a nawet drwi sobie z niebezpieczeństwa potępienia. „Bezbożnik, gdy zstąpi w głębinę grzechów, wszystko ma sobie za nic” (Prz 18, 3 Wlg).

    Bóg pozostawi go w tym życiu bez kary, ale to właśnie będzie dla niego najsurowszą karą. „Jeżeli okazać łaskę złoczyńcy, on nie nauczy się sprawiedliwości” (Iz 26, 10). Św. Bernard komentuje to zdanie następująco: „Nie chcę takiej łaski; surowsza ona niż wszelki gniew” (Kazanie 42 na Pieśń nad pieśniami). O jakaż to okropna kara, gdy Bóg pozostawia grzesznika w mocy jego grzechu, jak gdyby nie żądał już od niego rozliczenia się! „(Bóg) nie będzie go traktował według wielkości swego gniewu” (Ps 10, 4 Wlg). I nawet wydaje się, jakby w ogóle nie był na niego zagniewany. „Uśmierzę mój gniew na ciebie i odstąpi od ciebie moja zapalczywość” (Ez 16, 42). I wygląda na to, że pozwala mu zdobywać wszystko, czego tylko ten pożąda z dóbr tej ziemi. „Pozostawiłem ich twardości ich serca; niech postępują według swych zamysłów” (Ps 81, 13). Nieszczęśni grzesznicy, którym w tym życiu się powodzi! Jest to znak, że Bóg czeka, by ich uczynić ofiarami swojej sprawiedliwości w życiu wiecznym. Jeremiasz pyta: „Dlaczego życie przewrotnych upływa pomyślnie?” (Jr 12, 1). I dalej odpowiada: „Oddziel ich ja owce na rzeź” (w. 3). Nie ma w tym życiu kary większej nad tę, gdy Bóg pozwala grzesznikowi dodawać grzech do grzechu, jak mówi Dawid: „Do winy ich dodaj winę, niech nie dostąpią u Ciebie usprawiedliwienia” (Ps 69, 28). Na ten temat wypowiada się także św. Robert Bellarmin: „Za grzech nie ma większej kary niż (następny) grzech„. Lepiej by było dla niejednego z tych nieszczęśników, gdyby Pan zesłał na niego śmierć już po pierwszym grzechu, bo umierając później, stanie się winny tylu piekieł, ile grzechów popełnił.

     

    Św. Alfons Maria de Liguori, „Przygotowanie do śmierci”, wydawnictwo Homo Dei, Kraków 2011, s. 160 – 163.