Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Biblia

  1. O liściku Franciszka w sprawie “katolików LGBT”

    Możliwość komentowania O liściku Franciszka w sprawie “katolików LGBT” została wyłączona

    Papież Franciszek w swym “słodkawym” a poświęconym “katolikom LGBT” liściku do ks. Jamesa Martina zachęcił, by “katolicy LGBT” czytali Dzieje Apostolskie, gdyż tam znajdą obraz prawdziwie dobrze funkcjonującego Kościoła.

    Przypatrzmy się więc tak Dziejom Apostolskim, jak i innym pismom Nowego Testamentu w kontekście tego jak funkcjonował i powinien funkcjonować Kościół. I tak podczas jednego z zebrań kościelnych pierwszy papież św. Piotr zapowiada Ananiaszowi i Safirze rychłą śmierć za to, iż oszukiwali na dobrach materialnych swą wspólnotę. Ta zapowiedź realizuje się w trybie natychmiastowym i trupy tych dwojga zostają wynoszone ze zgromadzenia (Dz 5, 1-11). Słodkie, motywujące i budujące samoakceptację – nieprawdaż?

    W liście do lokalnego kościoła w Koryncie św. Paweł Apostoł pisze, by chrześcijanin współżyjący z żoną własnego ojca został “wydany szatanowi na zatracenie ciała” (1 Kor 5, 1-5), a z tymi chrześcijanami, którzy jednocześnie dopuszczają się pewnych ciężkich nieprawości nawet nie jadać (1 Kor 5, 9-13). Słodkie i będące wzorem akceptacji i otwartości wobec wszystkich – nieprawdaż?

    W Apokalipsie św. Jana sam nasz Pan Jezus Chrystus bezpośrednio chwali jeden z lokalnych kościołów za to “że złych nie może znieść” (Ap 2, 2) i za to “że nienawidzi czynów nikolaitów” (Ap 2, 6). Inny zaś z kościołów lokalnych jest przez Pana Jezusa zganiony za to, że w jego szeregach są zwolennicy nikolaitów (Ap 2, 14-16). Z kolei kościołowi w Tiatyrze Chrystus zapowiada, że rzuci na łoże boleści niewiastę Jezabel, na tych co z nią cudzołożą, ześle wielkie utrapienie, a dzieci jej porazi śmiercią (Ap 2, 21-23). Słodkie, motywujące i budujące samoakceptację – nieprawdaż?


    Papież Franciszek w swym liście do ks. Jamesa Martina sugeruje, że nowotestamentowy wzór Kościoła to nic tylko wzajemne głaskanie się po główkach – tymczasem jak przeczyta się co rzeczywiście Nowy Testament na ten temat pisze, to widzimy tam: publicznie wymierzaną karę śmierci, wezwania do wykluczania i ostracyzmu społecznego, zapowiedzi wymierzania wielkiego cierpienia względem zatwardziałych grzeszników. A więc to był Kościół czy sekta – wedle Franciszka???

    Mirosław Salwowski

    ***
    Źródło obrazka wykorzystanego w tekście:
    https://www.thedailybeast.com/pope-francis-to-gay-catholic-god-made-you-this-way

  2. Czy niewolnictwo jest wewnętrznie złe?

    Możliwość komentowania Czy niewolnictwo jest wewnętrznie złe? została wyłączona

    Papież Jan Paweł II w swej encyklice “Veritatis splendor” nauczał, iż niewolnictwo należy zaliczać do czynów wewnętrznie złych (a więc zawsze zakazanych):

    Dzięki świadectwu rozumu wiemy jednak, że istnieją przedmioty ludzkich aktów, których nie można przyporządkować Bogu, ponieważ są one radykalnie sprzeczne z dobrem osoby, stworzonej na Jego obraz. Tradycyjna nauka moralna Kościoła mówi o czynach, które są „wewnętrznie złe” (intrinsece malum): są złe zawsze i same z siebie, to znaczy ze względu na swój przedmiot, a niezależnie od ewentualnych intencji osoby działającej i od okoliczności. Dlatego nie umniejszając w niczym wpływu okoliczności, a zwłaszcza intencji na moralną jakość czynu, Kościół naucza, że „istnieją akty, które jako takie, same w sobie, niezależnie od okoliczności, są zawsze wielką niegodziwością ze względu na przedmiot”. Sam Sobór Watykański II, mówiąc o szacunku należnym ludzkiej osobie, wymienia wiele przykładów takich czynów: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą, a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby; wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażają cywilizację ludzką, bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy” (tamże, n. 80 – podkreślenie moje MS).

    Chociaż niewielu tzw. katolickich tradycjonalistów to podkreśla to takie, a nie inne potraktowanie niewolnictwa musi jawić się jako kontrowersyjne, gdyż ani Pismo święte, ani “przedsoborowa” doktryna Kościoła nie określała niewolnictwa jako wewnętrznie złego. Owszem, krytycznie wskazywano na liczne nadużycia owej instytucji i wzywano właścicieli niewolników do ich unikania. Owszem, papieże czasami potępiali handel niewolnikami oraz niesprawiedliwe pozbawienie wolności członków ludów na nowo odkrytych terenach, ale i to jeszcze nie było równoznaczne ze stwierdzeniem, iż np. posiadanie niewolników jest zawsze i wszędzie moralnie zakazane (a więc “wewnętrznie złe”). Jeszcze w XIX wieku Magisterium Kościoła i wybitni teolodzy katoliccy podtrzymywali twierdzenie, iż niewolnictwo nie jest wewnętrznie złe. Św. Oficjum w swym dokumencie z dnia 20 czerwca 1866 roku pisało:

    Sama niewola (…) nie jest w żadnym wypadku sprzeczna z prawem naturalnym i Bożym, i może być obecnych bardzo wiele sprawiedliwych tytułów dla poddaństwa (…) Rzeczywiście, tak jak niewolników można legalnie kupić, tak i oni mogą legalnie zostać sprzedani, ale całkowicie konieczne jest, aby sprzedający był prawowitym posiadaczem niewolnika i nie robił nic w sprzedaży, przez co życie, moralność lub wiara katolicka niewolnika, który ma zostać sprzedany, zostałyby naruszone (…)

    Odpowiedź na pytanie 16: Jak zauważono w odpowiedzi na powyższe pytania, istnieją pewne słuszne tytuły lub przyczyny, dzięki którym niewolnik może zostać legalnie pozbawiony wolności i prawowicie zatrzymany przez pana (…) Odpowiedź na pytania 18 i 19: Regularne prawo do ucieczki przysługuje niewolnikom, którzy zostali niesprawiedliwie sprowadzeni do niewoli; nie wolno uciekać niewolnikom, którzy przechodzą sprawiedliwe zniewolenie, chyba że są zachęcani przez pana do jakiegoś grzechu lub są traktowani nieludzko” (Por. Wikipedia English, Catholic Church and Slavery).

    Kardynał John H. Newman w swym liście do T. W. Alleisa z dnia 8 listopada 1863 roku stwierdzał, że pragnąłby likwidacji niewolnictwa, ale owa instytucja nie jest wewnętrznie zła, gdyż w przeciwnym razie św. Paweł Apostoł poleciłby Filemonowi natychmiastowe wyzwolenie wszystkich niewolników, których ten posiadał (co jak wiadomo – nie miało miejsca).

    W owym (19) stuleciu być może najbliżej do przyjęcia pozycji o wewnętrznie złym charakterze niewolnictwa był papież Leon XIII, ale nawet on, nie posunął się tak daleko. W swej encyklice “In Prulimis” nazywał on co prawda niewolnictwo “potworną przewrotnością” oraz “najhaniebniejszą zarazą”, ale z drugiej strony rozróżniał pomiędzy pogańskim a chrześcijańskim traktowaniem niewolników, a także (raczej aprobatywnie) przywoływał wywody katolickich teologów o tym, że: “panowie mają wprawdzie słuszne prawo do pracy niewolników, lecz wcale nie jest dozwolona owa sroga władza nad ich życiem ani okrutna surowość“. 

    ***

    Czy zatem nauczanie Jana Pawła II o domniemanym wewnętrznie złym charakterze niewolnictwa przeczy Pismu świętemu i tradycyjnej doktrynie katolickiej?

    Odpowiedź na powyższe pytanie w dużej mierze zależy od próby odnalezienia odpowiedzi na to, co Jan Paweł II rozumiał przez pojęcie niewolnictwa? Jest to bardzo ważna kwestia, gdyż nieporozumienia odnośnie właściwego rozumienia tych czy innych elementów doktryny katolickiej niejednokrotnie biorą się z tego, iż pod tym samym pojęciem (np. kłamstwo czy kradzież) poszczególni katolicy nieraz rozumieją inne treści. Czy dajmy na to, można powiedzieć, iż wedle nauczania katolickiego “Kradzież jest wewnętrznie zła”? Owszem, będzie to zgodne z prawdą. Jednocześnie jednak będzie także zgodne z prawdą, inne – pozornie sprzeczne z powyższą tezą – stwierdzenie, a mianowicie, iż: “Jest moralnie dozwolone, nawet wbrew woli właściciela, zabieranie jego prywatnej własności”. Wedle bowiem tradycyjnego nauczania Kościoła, oczywiście każda kradzież jest zła i zakazana (czyli wewnętrznie zła), ale nie każde zabranie czyjejś własności jest kradzieżą. Głodujący więzień z Auschwitz mógł np. samowolnie wziąć z pełnego jedzenia stołu niemieckiego oficera pętko kiełbasy i nie była to kradzież. Odmowa dania jedzenia takiemu człowiekowi była wszak niesprawiedliwością i brakiem miłosierdzia ze strony właściciela tej kiełbasy – a więc zgodnie z tradycyjnie katolicką definicją kradzieży – jej zabranie nie było rzeczywistą kradzieżą. Co innego jednak, gdyby taki głodujący więzień zabrał kawałek chleba innemu głodującemu – coś takiego byłoby kradzieżą i nie miałoby się moralnego prawa tego czynić nawet dla ratowania swego życia (Więcej na ten temat można przeczytać w tym artykule).

    Podobnie jest z kwestią niewolnictwa. Aby udowodnić Janowi Pawłowi II, iż potępiając ową instytucję jako wewnętrznie złą miał na myśli również to co Pismo św. Magisterium Kościoła oraz dawniejsi teolodzy tradycyjnie określali jako moralnie dozwolone i sprawiedliwe formy zniewolenia – należałoby właśnie to wykazać.

    Tradycyjna teologia katolicka rozróżniała zaś dwa aspekty niewolnictwa: jeden moralnie zakazany; drugi moralnie dozwolony. Otóż niewolnictwo traktowane jako nieograniczona lub prawie nieograniczona władza nad drugą osobą, posuwająca się do prawnego i/lub faktycznego odmawiania niewolnikom ich naturalnych praw i ludzkiej godności, było uważane za niemoralne i niesprawiedliwe. Jednak niewolnictwo rozumiane jako ograniczona władza nad pracą i miejscem przebywania drugiej osoby było traktowane jako mogące być zgodne z moralnością, sprawiedliwością oraz prawem naturalnym. W ramach takiego sprawiedliwego niewolnictwa mogło się mieścić też sprzedawanie i kupowanie niewolników, gdyż przez sprzedaż i kupno rozumiano tu (w sensie: tradycyjnie teologowie tak to wykładali) nie handlowanie godnością tych ludzi, ale kupno i sprzedaż pracy owych osób. Kardynał Gerdil (1718-1802) tak podsumowywał istotę tego nauczania:

    Niewolnictwo nie powinno być rozumiane jako przyznanie jednemu człowiekowi takiej samej władzy nad drugim, jaką ludzie mają nad bydłem. Dlatego błądzili ci, którzy w dawnych czasach odmawiali włączania niewolników do osób ; i wierzyli, że jakkolwiek barbarzyńsko pan potraktował swego niewolnika, nie naruszył żadnego prawa niewolnika. Albowiem niewolnictwo nie znosi naturalnej równości ludzi: stąd przez niewolnictwo rozumie się, że jeden człowiek podlega panowaniu drugiego w takim stopniu, w jakim pan ma wieczyste prawo do wszystkich tych usług, które jeden człowiek może słusznie wykonywać na rzecz drugiego; i pod warunkiem, że pan troszczy się o swojego niewolnika i traktuje go w sposób humanitarny (Comp. Instit. Civil., L, vii). (Cytat za: Catholic Encyklopedia. Ethical Aspect of Slavery).

    Oczywiście nie trzeba długich wywodów, iż, historycznie rzecz biorąc, to co było nazywane niewolnictwem zwykle na płaszczyźnie prawnej nie odpowiadało moralnym restrykcjom, jakie niewolnictwu stawiała tradycyjna moralistyka katolicka. Zazwyczaj pod mianem niewolnictwa rozumiano takie uregulowania prawne, które dawały właścicielom niewolników nieograniczoną lub prawie nieograniczoną władzę nad podległymi in niewolnikami. Panowie więc mogli np. nakładać na swych niewolników pracę ponad ich siły, arbitralnie wymierzać im niewspółmierne do rangi występków srogie kary, wykorzystywać seksualnie, sprzedawać do domów rozpusty, urządzać z nimi krwawe walki dla rozrywki publiczności, rozdzielać z rodzinami. Wszystkie te rzeczy były złe, niemoralne i niesprawiedliwe wobec niewolników. I prawodawstwo, które aprobowało taki sposób traktowania swych bliźnich, można śmiało nazwać “wewnętrznie złym”. To nie znaczy i tak jednak, że każdy właściciel niewolników działający w ramach tak wewnętrznie złego systemu prawnego, sam postępował wewnętrznie źle wobec podległych sobie osób. Tak jak fakt, iż prawo większości dzisiejszych państw pozwala matkom na zabijanie swych nienarodzonych dzieciątek (co jest wewnętrznie złe) nie sprawia, że dokładnie każda matka korzysta z owego “prawa”. O ile więc można powiedzieć, że historycznie istniejące regulacje prawne tyczące się niewolników prawie zawsze były wewnętrznie złe, to prawdopodobnie nie każdy właściciel niewolników z nich korzystał (a wtedy nie postępował wewnętrznie źle wobec swych niewolników).

    ***

    Czy więc przez wewnętrznie złe niewolnictwo Jana Paweł II rozumiał to, co historycznie rzecz biorąc, rzeczywiście je oznaczało? Czy może rozumiał on przez nie także to, co tradycyjni teologowie nazywali “sprawiedliwym niewolnictwem”? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż papież ów potępiając jako wewnętrznie złe niewolnictwo, jednocześnie nie sprecyzował, co przez nie w sposób szczegółowy rozumie. Pewne światło na to, co ów papież mógł mieć na myśli, rzuca punkt numer 2414 promulgowanego przez niego Katechizmu, gdzie czytamy:

    Siódme przykazanie zakazuje czynów lub przedsięwzięć, które dla jakiejkolwiek przyczyny – egoistycznej czy ideologicznej, handlowej czy totalitarnej – prowadzą do zniewolenia ludzi, do poniżania ich godności osobistej, do kupowania ich, sprzedawania oraz wymiany, jakby byli towarem. Grzechem przeciwko godności osób i ich podstawowym prawom jest sprowadzanie ich przemocą do wartości użytkowej lub do źródła zysku. Św. Paweł nakazywał chrześcijańskiemu panu traktować swego chrześcijańskiego niewolnika “nie jako niewolnika, lecz… jako brata umiłowanego… w Panu” (Flm 16).

    Z powyższych słów można więc wywnioskować, że przez wewnętrznie złe niewolnictwo rozumie się “sprowadzenie (ludzi) przemocą do wartości użytkowej lub źródła zysku“. Takie podejście do sprawy nie wydaje się sprzeczne z tradycyjną doktryną katolicką, gdyż postępujący sprawiedliwie właściciel niewolników powinien widzieć w nich ludzi z ich naturalną godnością, a nie narzędzia do dostarczania mu zysków. Rzecz jasna, miał on prawo oczekiwać od nich pracy, ale nie tylko do tego powinna się zacieśniać jego relacja z tymi osobami. Pewien problem budzi jednak cytowane z Katechizmu stwierdzenie potępiające “kupowanie, sprzedawanie oraz wymianę (ludzi), jakby byli towarem”. Oczywiście, jeśli rozumieć te słowa jako potępienie kupowania, sprzedawania i wymiany ludzi z intencją sprowadzania ich tylko/lub głównie do wartości użytkowej, to jest to niemoralne. Jeśli jednak rozumieć owo kupowanie, sprzedawanie i wymianę jako odnoszącą się nie do osób niewolników jako takich, ale do ich pracy (w sensie: wycenia się tu wartość usług pracowniczych danej osoby) to wedle tradycyjnych teologów i dawniejszego Magisterium nie jest to samo w sobie niemoralne i złe. Co więcej, samo Pismo święte co najmniej zezwala na kupno i sprzedaż niewolników (patrz: Wj 21, 2; Kpł 25, 44; Wj 21, 7). Rzecz jasna, można się zastanawiać, czy owe biblijne przepisy w odniesieniu do handlu niewolnikami były aktami tylko Bożej tolerancji czy już może pozytywnymi nakazami czynienia danego zachowania, ale gdybyśmy mieli dojść do tej drugiej konkluzji (a więc, że były to pozytywne nakazy, a nie tylko Boża tolerancja), to wówczas należałoby stwierdzić, że samo kupowanie czy sprzedawanie niewolników nie było jeszcze wewnętrznie złe.

    Stwórca ze swej natury jako absolutnie dobry i święty nie może w pozytywny sposób zatwierdzać czegoś, co by było złe w swej istocie (a więc zawsze i wszędzie). Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

    Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

    Podkreślam, że sam nie mam w tej kwestii jasnej opinii, jednak podaję powyżej pewne wskazówki co do tego, jak można by próbować rozjaśnić ten problem (czyli spojrzenie na moralność sprzedaży i kupowania ludzi).

    Warto też dodać, że patrząc od strony zdroworozsądkowej nie wydaje się by samo kupowanie, a nawet sprzedawanie niewolników było wewnętrznie złe. Czy bowiem za moralnie zakazane uznalibyśmy kupno niewolnika w sytuacji, gdy coś takiego mogłoby go wybawić od dostania się w ręce okrutnego i niemoralnego pana? Podobnie, czy pan sprzedający swego niewolnika dlatego, że ów niewolnik zachowywał się u niego źle, deprawował innych, etc., na pewno postępował w sposób absolutnie niedopuszczalny?

    ***

    Wszystko co zostało tu powyżej napisane, nie ma celu być apologią, pochwałą czy doradzaniem czegoś, co można by nazwać sprawiedliwymi formami niewolnictwa. Nawet bowiem hipotetyczne prawa, które “na papierze” zakazywałyby wszelkich niemoralnych czynów wobec niewolników, byłyby bardzo trudne do zrealizowania w praktyce i wielu właścicieli niewolników nawet pod ich panowaniem i tak najpewniej krzywdziłaby tych ludzi. Lepiej zatem, aby na świecie nie było nawet tego, to tradycyjni teologowie określali mianem “sprawiedliwego niewolnictwa”.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Kardynał Avery Dulles, Devolopment or Revelsal?

    Czy chrześcijaństwo popierało niewolnictwo?

    Źródło obrazka wykorzystanego w artykule:

    https://www.dw.com/en/how-are-gulf-countries-coming-to-terms-with-their-history-of-slavery/a-60686264

  3. Wszystko albo nic

    Możliwość komentowania Wszystko albo nic została wyłączona

    Nie lubię zasady “Wszystko albo nic”. Często prowadzi ona bowiem do wybiórczej niesprawiedliwości w ocenieniu naszych bliźnich, dzieł kultury, idei czy programów politycznych. To, że np. nasz bliźni błądzi w kilku sprawach, nie musi od razu oznaczać, że ten człowiek jest po prostu zły albo też, iż nie ma on racji w żadnej sprawie.

    Istnieją jednak sprawy, w których zasada “Wszystko albo nic” się sprawdza. Taką kwestią jest chociażby podejście do Pisma świętego. Albo traktujemy bowiem Biblię jako absolutnie nieomylną, albo też krok po kroku będziemy odmawiać jej Bożego autorytetu i natchnienia. Widzę to jak na dłoni w podejściu do Pisma świętego nie tylko liberalnych, ale i konserwatywnych katolików.

    ***

    Zaczyna się więc od twierdzenia, iż Biblia jest nieomylna tylko w kwestiach wiary i moralności, nie zaś geografii, biologii czy historii. W obliczu rzeczywistych trudności oraz odmienności stylu w jakim autorzy biblijni wyrażali się na te tematy konserwatywni katolicy chętnie przyznają więc rację tezie, iż Pismo święte nie jest nieomylne w tych kwestiach. Myślą nawet przy tym, iż ocalą w ten sposób autorytet Biblii przed śmiesznością, a poza tym nie chcą uchodzić w oczach ludzi za jakichś szurów czy płaskoziemców.

    Kiedy jednak już raz przyznało się prymat dociekań naukowców nad tym co mówią biblijni autorzy kusi konserwatywnego katolika, by w kwestionowaniu autorytetu Pisma świętego iść jeszcze dalej. Może taki katolik był w dzieciństwie w sposób emocjonalny i niesprawiedliwy bity przez rodziców (uderzany w twarz, wulgarnie wyzywany, etc.). Takie złe, trudne i wręcz traumatyczne doświadczenie utrudnia mu obiektywne spojrzenie na problematykę kar cielesnych jako takich. W sukurs przychodzą mu współcześni psycholodzy i pedagodzy, którzy twierdzą, że cielesne karcenie dzieci jest zawsze i wszędzie szkodliwe. Połączenie więc wcześniej przyjętego założenia o tym, że Biblia nie jest absolutnie nieomylna, z własnym osobistym i negatywnym doświadczeniem oraz wielkim zaufaniem do naukowców prowadzi takiego konserwatywnego katolika do kwestionowania nieomylności Pisma świętego również w kwestiach moralnych. Bo, czym jak nie kwestią moralną są biblijne pochwały cielesnego karcenia dzieci? Mimo to jednak konserwatywny katolik macha na nie ręką i stwierdza: “To tylko prymitywne wyobrażenia prymitywnych ludów na temat wychowania. My dziś wiemy na ten temat znacznie więcej niż ludzie przed tysiącami lat“.

    Skoro zaś już w jednej kwestii moralnej zaprzeczyło się nieomylności Pisma świętego, konserwatywnego katolika zaczyna korcić, by nie dowierzać tej świętej Księdze w innych trudniejszych aspektach moralności. A jako coraz ciężej być “homofobem” we współczesnych czasach (w niektórych krajach można nawet trafić do więzienia!) to może i świadectwo Pisma świętego i na ten temat trzeba by zrelatywizować?!? Zaczyna się więc od powątpiewania, czy aby na pewno Bóg nakazał karać śmiercią za męskie czyny homoseksualne. W post-chrześcijańskich narodach nie karze się wszak już nie tylko śmiercią za te czyny, ale – z pewnymi chwalebnymi wyjątkami – nie karze się ich już w ogóle. Żadne konserwatywne ugrupowanie polityczne nie opowiada się ponadto za taką karalnością. A zatem dostosujmy swe spojrzenie na Biblię do panującej powszechnie mentalności i również w tej kwestii powiedzmy sobie: “To nie Bóg – tylko prymitywne wyobrażenia barbarzyńskich ludów o Bożej woli!“. Na tym się jednak nie kończy. Wokół widzimy coraz więcej ujawniających się “gejów” i lesbijek. Być może niektórych z nich nawet osobiście znamy i wydają się nam być całkiem fajnymi i porządnymi ludźmi. W większości post-chrześcijańskich krajów zalegalizowano już nawet homo-małżeństwa, a co za tym idzie, głupio jest odmawiać swym krewnym, przyjaciołom i znajomym uczestnictwa w takich uroczystościach. Słyszymy też coraz częściej o teologach, a nawet katolickich biskupach wspierających LGBT. Ba, słyszeliśmy nawet o bardzo dwuznacznych i mogących być łatwo w tym duchu interpretowanych wypowiedziach aktualnego papieża Franciszka! Coraz więc bardziej nieswojo czujemy się ze swym przekonaniem o wewnętrznym złu aktów homoseksualnych. Panująca kultura i być może też osobiste emocje nam to bardzo utrudniają. Gdzieś w naszych umysłach czai się więc już sugestia: “Skoro w jednej kwestii moralnej (karcenie cielesne dzieci) autorzy biblijni się mylili, to może i w sprawie homoseksualizmu również się mylili i nie przekazywali w ten sposób Bożej prawdy i woli?“. I tą też drogą może jeszcze nie większość, ale coraz bardziej rosnąca w szeregi mniejszość konserwatywnych katolików zaczyna relatywizować biblijne nauczanie na temat czynów homoseksualnych.

    A gdy nie wierzymy już w nieomylność Biblii odnośnie spraw moralnych, to w końcu przestaniemy jej też ufać w sprawach wiary. Stąd prawdopodobnie wzięły się wywody różnych posoborowych teologów podważające np. wieczyste dziewictwo Maryi, cuda Chrystusa czy nawet Jego Zmartwychwstanie. No bo, czy nie jest niepoważnym wierzyć, że Maryja jako dziewica poczęła i porodziła Jezusa, skoro naukowcy mówią, iż dziewice nie poczynają, ani nie rodzą dzieci?! Przecież można zreinterpretować to nauczanie i powiedzieć, że wiernych sobie małżonków także powinno się określać mianem “dziewiczych”, a wówczas w tym sensie Maryja była i jest dziewicą. Cuda Chrystusa? Toć to też takie nienaukowe jest! Sprowadźmy więc je do jakichś baśni, metafor i symboli. Zmartwychwstanie Jezusa? Po co upierać się przy jego dosłownym i fizycznym sensie? Powiedzmy, że Chrystus zmartwychwstał duchowo w sercach swych zwolenników.

    ***

    Wszystko co napisałem powyżej, nie ma celu podważania szacunku dla dociekań naukowców jako takich. Oczywiście, trzeba szanować ich pracę, ale wiedzieć też, iż nie są oni nieomylni i że mają oni swe ograniczenia jeśli chodzi o badanie pewnych spraw. Niektóre wnioski, jakie formułuje świat nauki, tak naprawdę zawsze zostaną raczej w kręgu domysłów, hipotez czy interpretacji aniżeli pewników lub swego rodzaju “dogmatów”. Nie spisywałem też powyższych wywodów po to, by sugerować, że wszyscy konserwatywni katolicy, którzy podważają absolutną nieomylność Pisma świętego czynią to z lęku przed otaczającą nas kulturą i/lub ulegają w ten sposób swym emocjom. Nie można jednak realistycznie patrząc, wykluczyć, iż w przypadku części z nich z takimi motywami mamy też do czynienia. Zdaję sobie też sprawę tego, że rzeczywiście istnieją w Piśmie świętym pewne trudności, które na pierwszy rzut oka wyglądają na zawarcie w nim błędów. Ale odpowiedzią na to, powinno być uznanie ograniczeń tak naukowych dociekań, jak i własnych rozumowych wywodów, a uznanie nad nimi prymatu Bożego Objawienia. Mogę wreszcie zgodzić się, iż czasami emocje wydają się nam przeszkadzać w akceptacji tej czy innej prawdy biblijnej. Rozumiem, że kochającemu rodzicowi trudno jest wymierzyć klapsa swemu dziecku – ale tym bardziej trudno mu będzie wydalić swego nadużywającego i znoszącego do domu narkotyki nastoletniego syna (mimo że rozum będzie mu podpowiadał, że jest to najlepsze rozwiązanie). W każdym razie Biblia jest tego typu Księgą, że gdy wyjmie się spod jej nieomylności choćby jeden fragment, to sukcesywnie zaczyna zawalać się cała jej konstrukcja. Dlatego też zgodnie tak z tym co samo Pismo święte o sobie mówi, jak i tradycyjną doktryną katolicką, brońmy wiary w absolutną nieomylność i bezbłędność tej Księgi.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Pismo święte jest całkowicie nieomylne i bezbłędne

    Dlaczego nie warto absolutyzować twierdzeń naukowców?

    Czy Biblia jest podręcznikiem do historii, geografii i biologii?

    Całe Pismo jest natchnione. Nie tylko Ewangelie

    Czy ewolucja i ewolucjonizm dadzą się pogodzić z chrześcijaństwem? (15 pytań i odpowiedzi)

  4. 10 uwag o cielesnym karceniu chłopców

    Możliwość komentowania 10 uwag o cielesnym karceniu chłopców została wyłączona

    Punkt 1. Pismo święte w niektórych księgach Starego Testamentu pochwala używanie “rózgi”w celu karcenia wykroczeń popełnianych przez dzieci płci męskiej (czyli chłopców). Biblijne fragmenty, w których takowy sposób karcenia jest pochwalany i przynajmniej doradzany to między innymi: Prz 13: 24; Prz 22: 15; Prz 23: 13 – 14 ; Prz 29: 15, Syr 30: 1. Zgodnie z nauczaniem katolickim całe Pismo święte jest natchnione przez Ducha Świętego oraz wolne od jakichkolwiek błędów (por: Sobór Watykański II, konst. Dei verbum 11). Nie można więc twierdzić bądź sugerować, iż biblijne rady tyczące się używania wobec chłopców rózgi stanowią wyraz prymitywnych przekonań ludzi ówczesnych czasów, których autorzy błędnie myśleli, że taka jest Boża wola na ten temat.

    Wielu współczesnych teologów twierdzi bądź sugeruje, iż Biblia jest wolna od błędów tylko w sferze wiary i moralności albo też jest ona nieomylna tylko „w rzeczach odnoszących się do zbawienia”. Jest to pogląd błędny, niezgodny tak z „przedsoborowym” nauczaniem Kościoła, jak i prawidłowym rozumieniem nauczania ostatniego z soborów powszechnych. Jednak nawet gdyby przyjąć słuszność tych opinii, to i tak wychodziłoby na to, że biblijne rady tyczące się cielesnego karcenia chłopców są nieomylne i wolne od błędów. W oczywisty sposób tyczą się one bowiem moralności, a ponadto same o sobie mówią, że ich przestrzeganie ma związek ze zbawieniem duszy: Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę (Prz 23: 13-14 – podkreślenie moje MS).

    ***

    Punkt 2. Próba dyskredytowania starotestamentowych rad tyczących się cielesnego karcenia chłopców za pomocą przywoływania innych “brutalnych” i “krwawych” przykazań Starego Testamentu jest błędna. Oczywiście, że takie polecane w Starym Testamencie sankcje karne jak: kara śmierci, chłosta czy obcięcie dłoni nie są same w sobie złe i choć wraz z nastaniem Nowego Przymierza prawno-karna część Mojżeszowego Prawodawstwa przestała obowiązywać w sensie ścisłym, to jednak i w naszych czasach nie są one jako takie niegodziwe, a rządzący mogą je zgodnie z prawem moralnym aplikować do ustanowionego przez siebie prawodawstwa, o ile roztropnie uznają, iż w danych okolicznościach sankcje takowe będą lepiej służyły ochronie społeczeństwa oraz poprawie karanych w ten sposób winnych.

    ***

    Punkt 3. Choć jak to zostało już stwierdzone wyżej, nie wszystkie przykazania Starego Testamentu aktualnie obowiązują, to żadne z nich nie było samo w sobie złe. Przykładowo, nakaz obrzezania nie obowiązuje już chrześcijan, ale to nie znaczy, że Bóg w tym względzie polecał Żydom czynienie czegoś złego. Poza tym, o ile niektóre ze starotestamentowych przykazań straciły na swej aktualności wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Pana Jezusa, to żaden fragment Nowego Testamentu nie uchyla ważności i aktualności starotestamentowych porad odnoszących się do cielesnego karcenia dzieci.

    ***

    Punkt 4. Twierdzenie, iż biblijne rady tyczące się używania wobec chłopców “rózgi” nie powinny być interpretowane w dosłownym duchu, ale że są one pewnego rodzaju symbolem innych niemających charakteru fizycznego kar nie są przekonujące. Język Pisma świętego jest w tych miejscach daleki od poezji, metafor czy hiperbol. Poza tym, o ile protestanci mogą mieć kłopot z odróżnieniem tego, co w Biblii należy rozumieć dosłownie, a co symbolicznie, takiego kłopotu w wielu kwestiach nie powinni mieć katolicy, którym z pomocą w tym odróżnianiu przychodzą Ojcowie Kościoła, Święci Pańscy, Papieże, Sobory, zatwierdzeni teolodzy, etc. A prawda jest taka, że w tradycyjnej teologii katolickiej zawsze rozumiano rzeczone biblijne rady w duchu dosłownym, to znaczy jako pochwałę fizycznego karcenia dzieci wówczas, gdy swym złym postępowaniem na takowe karcenie zasłużą.

    Również żydzi, którzy byli pierwszymi odbiorcami, biblijnych rad odnoszących się do cielesnego karcenia chłopców, rozumieli je w sposób dosłowny. Ten fakt rodzi zaś konkluzję, iż Bożą intencją było dosłowne ich rozumienie. Gdyby bowiem Bóg natchnął autorów Biblii do takiego formułowania rad na wzmiankowany temat, iż ich odbiorcy (starożytni żydzi) nie potrafiliby ich prawidłowo (tu: niedosłownie) zrozumieć, to byłoby to ze strony Boga oszustwo – Bóg jednak nigdy nie kłamie.

    Niektórzy mogą w tym miejscu sugerować, że nie wszyscy święci pańscy popierali karcenie cielesne dzieci, przywołując postać św. Jana Bosco, który w prowadzonych przez siebie szkołach zakazał stosowania takich sankcji. Przykład tego jednego świętego nie przekonuje, gdyż po pierwsze nie wiemy, czy jego zakaz wynikał z krytycznego spojrzenia na takowe karcenie we wszelkich sytuacjach i okolicznościach, czy raczej odnosił się w ścisły sposób do kontekstu szkoły jako takiej. W tym drugim wypadku byłoby zaś to bardziej zrozumiałe, gdyż istnieje różnica pomiędzy karceniem cielesnym ze strony rodzica, a takowym dyscyplinowaniem ze strony osoby dla dziecka obcej, jaką jest nauczyciel. Osoba obca może mieć bowiem mniej hamulców przed nadużywaniem owej kary, a ponadto jej autorytet jest w oczach dziecka mniejszy niż autorytet rodzica. Dlatego stosowanie kar cielesnych przez nauczycieli w szkołach może być postrzegane jako mniej roztropne i mniej odpowiednie niż używanie takowych przez rodziców.

    Na sam koniec tego punktu warto podkreślić, iż nawet papież Franciszek w aprobujący sposób wypowiedział się o stosowaniu kar cielesnych, o ile te są czynione z umiarem i miłością. Fakt ten jest wart zaznaczenia, gdyż Franciszek raczej nie słynie ze zbyt „fundamentalistycznej” interpretacji Biblii, ani też popierania rozwiązań „przemocowych” (patrz: jego sprzeciw wobec kary śmierci oraz pewnego rodzaju sceptycyzm wobec doktryny wojny sprawiedliwej). Warte zatem uwagi jest odnotowanie faktu, iż w odniesieniu do konkretnego zagadnienia cielesnego karcenia dzieci „de facto” podtrzymał on tak dosłowne rozumienie Pisma świętego, jak i wsparł on stosowanie rozwiązań „przemocowych”.

    ***

    Punkt 5. Niektórzy sugerują, iż jest sprzeczne z charakterem Pana naszego Jezusa Chrystusa odwoływanie się do kar cielesnych, jednak bliższe przyjrzenie się Nowemu Testamentowi nie potwierdza tego założenia. Przykładowo w Dziejach Apostolskich czytamy, iż św. Paweł Apostoł oślepił Elimasa za sprzeciwianie się przez niego szerzeniu Ewangelii (Dz 13: 11). Można się spytać, czy ów Apostoł dokonał tego za pomocą jakichś czarodziejskich sztuczek czy może jednak uczynił to za wolą i z upoważnienia Pana Jezusa? Z kolei w Apokalipsie św. Jana Chrystus pisze, iż “rzuca na łoże boleści” fałszywą prorokinię Jezebel (Ap 2, 22). Inne fizyczne kary, za którymi z pewnością stoi aprobata Pana naszego Jezusa Chrystusa to np. ukaranie śmiercią Annaniasza i Safiry za to, iż próbowali oszukać na płaszczyźnie finansowej wczesną gminę chrześcijańską (Dz 5: 1-11) oraz zeżarcie przez robactwo Heroda za przyjmowanie przez niego bałwochwalczej czci mu okazywanej (Dz 12: 23 ). Jeśli więc ktoś dworuje sobie z wizji Boga, który np. za karę zsyła komuś ból zęba, to niech przyjmie do wiadomości prawdę, iż Bóg zsyłał o wiele boleśniejsze i dotkliwsze kary, a więc np. oślepienie czy śmierć.

    ***

    Punkt 6. Negowanie słuszności biblijnych rad tyczących się kar cielesnych za pomocą twierdzeń w rodzaju “Biblia nie jest podręcznikiem do pedagogiki” jest niedorzeczne i równie dobrze można by w ten sposób negować biblijne zasady odnoszące się do homoseksualizmu, twierdząc, że “wszak Biblia nie jest podręcznikiem do seksuologii“.

    ***

    Punkt 7. Twierdzenia naukowców (choćby i powszechne dla nich w swym czasie) mogą być błędne i ich autorytet nie powinien być stawiany wyżej niż Pismo święte. Ta uwaga tyczy się także popularnych współcześnie twierdzeń pedagogów i psychologów o tym, jakoby kary cielesne wobec dzieci były zawsze i wszędzie szkodliwe.

    ***

    Punkt 8. Rzecz jasna aprobata dla karcenia cielesnego dzieci nie może przeradzać się w przyzwalanie na bicie dzieci bez umiaru, w emocjonalnym uniesieniu, przy akompaniamencie wulgarnych wyzwisk, itp. Przynajmniej zatem, gdy takowe dyscyplinowanie jest legalne (patrz: Pkt 10) winno odbywać się ono w sposób umiarkowany, niezagrażający ich zdrowiu, nieprzynoszący im jakichś trwałych szkód cielesnych, z jednoczesnym okazaniem im troski oraz miłości. Kary cielesne powinny być też stosowane przy poważniejszych wykroczeniach i po wyczerpaniu wcześniej stosowanych łagodniejszych sankcji.

    ***

    Punkt 9. Jako że Pismo święte chwaląc cielesne karcenie dzieci mówi o tym tylko w stosunku do chłopców, dość prawdopodobną wydaje się być opinia, iż takowych kar nie powinno się stosować wobec dziewczynek. Za słusznością takowej opinii wydają się też przemawiać pewne naturalne różnice w psychologicznej, emocjonalnej i fizycznej strukturze chłopców i dziewczynek wyrażające się w większej kruchości, słabości oraz delikatności tych drugich.

    ***

    Punkt 10. Kontrowersyjną kwestią jest to, czy w sytuacji, gdy władze danego kraju zakazują wszelkiego cielesnego karcenia dzieci, rodzice mogą lub powinni być posłuszni takiemu prawu. Z jednej bowiem strony, jak mówi Pismo święte „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29), z drugiej zaś takowe nieposłuszeństwo wobec władz cywilnych, zasadniczo rzecz biorąc tyczy się sytuacji, gdy rządzący polecają nam łamanie jakichś Bożych zakazów (np. nie cudzołóż, nie okłamuj bliźniego, nie kłaniaj się bożkom, nie zabijaj niewinnych) lub Bożych nakazów (np. głoś Dobrą Nowinę o Chrystusie, wspomagaj biednych jałmużną). W ramach moralności naturalnej i chrześcijańskiej prócz Bożych zakazów i nakazów można jednak też wyodrębnić coś, co można nazwać „Bożymi radami”. Do takich Bożych rad zaliczyć można np. nadstawienie drugiego policzka, wyzbycie się własnego majątku. Myślę też, że jest dozwolone bycie posłusznym tym niesprawiedliwym prawo władz cywilnych, które zmuszają nas do niewdrażania jakiejś Bożej rady w życie – zwłaszcza wtedy, gdy efektem takiego nieposłuszeństwa miałoby być jakieś większe zło. Nie wiem, czy w stosunku do słów Pisma świętego chwalących cielesne karcenie chłopców należy mówić raczej o Bożych „radach”, aniżeli Bożych „nakazach”, ale gdyby uznać, że mamy do czynienia z tymi pierwszymi, to sądzę, że byłoby moralnie dozwolone zrezygnowanie przez rodziców z takowego sposobu karania, wówczas, gdy nieposłuszeństwo mogłoby się skończyć czymś, co dla rozwoju dziecka byłoby prawdopodobnie gorsze w skutkach (np. uwięzieniem rodzica, odebraniem rodzicom praw opiekuńczych nad dzieckiem). W każdym razie, nawet jeśli roztropne jest bycie posłusznym takim ludzkim zakazom, to prawa zabraniające cielesnego karcenia chłopców – jeśli wywodzą się one z przekonania o nieodłącznym moralnym złu takich form dyscypliny – są niesłuszne i niesprawiedliwe.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O karceniu cielesnym dzieci

    Czy kary cielesne są niemoralne?

    Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan?

    “Antyklapsowe” błędy ks. Grzegorza Kramera

  5. Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan?

    Możliwość komentowania Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan? została wyłączona

    Są dwa rodzaje przekazywania stwierdzeń literalnie nieprawdziwych lub dwuznacznych. Jedne nie są kłamstwami, inne są kłamstwami. Te, które nie są kłamstwami, polegają na tym, iż dwuznaczność bądź literalna nieprawdziwość danego stwierdzenia, są łatwe do zrozumienia i odczytania w danym kręgu kulturowym. W naszej kulturze tego rodzaju literalnymi nieprawdami są hiperbole w rodzaju “Milion razy Ci to mówiłem” (choć dosłownie to może mówiliśmy coś komuś 100 razy) albo “Poczekaj na mnie sekundę” (choć chodzi nam nie dosłownie o sekundę, ale o zrobienie czegoś bez zbędnej zwłoki, np. po 1 lub 2 minutach). Nikt rozsądny nie powinien więc nam zarzucać nieprawdy, gdy w rzeczywistości mówiliśmy komuś coś 100 a nie 1 000 000 razy, albo że podaliśmy komuś daną rzecz po 1 minucie, a nie po 1 sekundzie.

    Z kłamstwem mamy jednak do czynienia, gdy literalna nieprawdziwość lub dwuznaczność danego stwierdzenia nie jest łatwa do zrozumienia w danym kręgu kulturowym. Na przykład matka pyta się swego nastoletniego syna, który nie było danej niedzieli w kościele, czy było w kościele? Ten nastolatek odpowiada zaś: “Tak, byłem w kościele“, a w swych myślach dopowiada stwierdzenie: “Byłem, w kościele rozumianym jako wewnętrzne sanktuarium moich duchowych przeżyć i osobistej więzi z Bogiem“. Udzielając takiej odpowiedzi syn skłamałby swej matce, gdyż w naszym kręgu kulturowym nie są zrozumiałe tego rodzaju zastrzeżenia myślne.

    Jak to wszystko ma się do Boga i cielesnego karcenia chłopców? Otóż, niektóre osoby twierdzą czy sugerują, że biblijne zachęty do używania wobec chłopców “rózgi” są w rzeczywistości TYLKO i WYŁĄCZNIE metaforą stosowania wobec nich innych niż kary cielesne środków dyscyplinarnych. Problemem jednak w przyjęciu tego rodzaju niedosłownej wykładni tego co uczy Pismo święte na ów temat jest fakt, iż tak żydzi, jak i chrześcijanie aż do 20 wieku powszechnie rozumieli owe słowa o “rózdze” również w dosłowny sposób. A zatem można przyjąć założenie, że biblijni autorzy, którym Bóg objawił prawdę o słuszności używania wobec chłopców “rózgi” nie mieli podstaw, by rozumieć ją tylko w symboliczny sposób. Jeszcze inaczej to formułując: Bóg znając pojęcia rozpowszechnione w ramach kultury hebrajskiej objawił Żydom prawdę o słuszności używania rózgi w taki sposób, że ci nie potrafili rozpoznać jej wyłącznie metaforycznego charakteru. Co więcej, chrześcijanie także nie potrafili takiego charakteru rozpoznać aż do 20 wieku i dopiero psycholodzy oraz pedagodzy wyjawili im prawdziwe znaczenie biblijnych rad na ten temat. A zatem, gdyby przyjąć wyłącznie metaforyczną i symboliczną wykładnię słów Pisma świętego o “rózdze, która ma karcić chłopców” (por. Przysłów 29:15; 13:24; 22:15; Mądrość Syracha 30: 1) to by oznaczało, że Bóg niczym ten niesforny nastolatek mówiący matce, iż “był w kościele” (w znaczeniu: “wewnętrznego sanktuarium duchowych przeżyć i osobistej więzi z Bogiem”) okłamałby żydów i chrześcijan przekazując im rady, których prawdziwego znaczenia nie potrafili by oni pojąć. Jak jednak naucza Kościół Bóg ze swej natury nie może kłamać:

    Skłamać, oszukać, zgrzeszyć, nie umieć czego, tylko tej naturze przyzwoita jest, która nie jest doskonała. Ale Pan Bóg, iż jest nade wszystko najdoskonalszy, nie może zgrzeszyć. Bo grzech, nieumiejętność, kłamstwo, z krewkości i z niedołężności pochodzi, nie z wszechmocności. Przeto kiedy Pana Boga wyznawamy wszechmocnym; wierzymy, iż nie masz tego w Panu Bogu, co nie jest naturze i doskonałości jego przyzwoitem (patrz: Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I, Warszawa: Drukarnia Kommissyi Rząd. 1827, s. 23).

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O karceniu cielesnym dzieci

    Czy kary cielesne są niemoralne?

    “Antyklapsowe” błędy ks. Grzegorza Kramera

    O różnicy pomiędzy kłamstwem a tzw. zastrzeżeniem domyślnym

  6. O fejkowej parafrazie słów św. Augustyna

    Możliwość komentowania O fejkowej parafrazie słów św. Augustyna została wyłączona

    W Internecie nieraz napotykałem się na PARAFRAZY wypowiedzi św. Augustyna z Hippony, wedle których ów doktor Kościoła miał twierdzić bądź sugerować, iż w przypadku sprzeczności Pisma świętego z naukami przyrodniczymi należy wybrać dosłowne traktowanie tych drugich, a opowiedzieć się za metaforycznym pojmowaniem tego pierwszego (albo i wystąpieniem tam błędu). Co więcej, niektórzy zaczęli tę rzekomą wypowiedź św. Augustyna przenosić również na wypowiedzi Biblii odnoszące się do kwestii moralnych. Przykładem takiego podejścia jest artykuł pt. “Bicie ludzi jest złe … ale dzieci to co innego?” autorstwa pana Marcina Worka umieszczony w internetowym piśmie “Adeste”. Pan Worek krytykując tam karcenie cielesne dzieci (które pochwala Pismo św.) w ten sposób przywołał właśnie ową rzekomą wypowiedź św. Augustyna:

    Słowa św. Augustyna z Hippony: „Jeśli interpretacja Pisma Świętego nie zgadza się z nauką, coś jest nie tak z interpretacją Pisma Świętego”. Co ma być ważniejsze dla chrześcijanina, Biblia czy nauki szczegółowe? Ojciec Kościoła twierdzi, że jedno drugiemu nigdy nie przeczy, to po prostu my źle rozumiemy Biblię.[1]

    Co ciekawe, wspomniana rzekoma wypowiedź św. Augustyna (w formie sugerującej właśnie taką jak wyżej tezę) była zawsze formułowana w postaci wspomnianej przeze mnie parafrazy, a nie dosłownego cytatu. Tymczasem wystarczyło dokopać się do dosłownego cytatu ze św. Augustyna (przywołanego przez Leona XIII w jego encyklice Providentissimus Deus poświęconej studiom nad Pismem świętym) by przekonać się, że ów doktor Kościoła wcale nie głosił tego, co mu dziś niektórzy przypisują. Podaję zatem DOSŁOWNY cytat ze św. Augustyna:

    Wszystko to, mówił, co by uczeni, posługując się poważnymi dowodami, zdołali wykazać o naturze rzeczy, wykażmy, że nie sprzeciwia się Pismu św.; gdyby zaś przedstawili w swych dziełach rzeczy sprzeczne z Pismem św., to jest z wiarą katolicką, wtedy, jeżeli możemy, udowodnijmy albo wierzmy bez żadnego wahania, że te poglądy są błędne” [Św. August, De Gen. ad litt. I, 21, 41.].[2].

    A więc, św. Augustyn nie mówi tutaj, że jeśli dane twierdzenie uczonych (w zakresie przyrody) okaże się niezgodne z Pismem świętym to należy stwierdzić albo błąd w tekście biblijnym albo porzucić dosłowną jego wykładnię. On owszem twierdzi, że należy podjąć wysiłek mający na celu wykazanie, iż Biblia nie zawiera rzeczy sprzecznych z twierdzeniami naukowymi (w zakresie przyrody), ale w przypadku gdy to okaże się niemożliwe należy opowiedzieć się przeciw twierdzeniom uczonych: “wierzmy bez wahania, że te poglądy są błędne“. Tym bardziej zatem nieuprawnione są sugestie o tym, jakoby św. Augustyn z Hippony zachęcał do dopatrywania się błędów w Piśmie świętym (lub niedosłownego jego rozumienia) w odniesieniu do kwestii wiary i/lub moralności.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Patrz: Marcin Worek, Bicie ludzi jest złe …, ale dzieci to co innego?, Adeste, 13 sierpnia 2020.

    [2] Cytat za: Encyklika papieża Leona XIII, Providentissimus Deus (O studiach Pisma świętego, 18. XI. 1893), Warszawa: Wydawnictwo Te Deum 2003, s. 32.

  7. Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego

    Możliwość komentowania Pismo Św. i nauka Kościoła a karanie grzechu sodomskiego została wyłączona

    X. Rafał Główczyński SDS, w internecie działający pod pseudonimem “Ksiądz z osiedla”, umieścił niedawno na swoim kanale film dotyczący przyczyn apostazji. Uważam, że kanał x. Rafała jest warty uwagi. Jestem również wdzięczny temu kapłanowi za to, że jego działalność ma bardzo pozytywny wpływ na ewangelizację i katechizację polskiej młodzieży. Niestety, w filmie dotyczącym apostazji, przedstawił on fałszywy obraz karalności grzechu sodomskiego w Piśmie Świętym i nauce Kościoła. Potępił on karalność sodomii we współczesnych państwach arabskich oraz w dawnych państwach katolickich (np. w XVI-wiecznej Hiszpanii). Stwierdził, iż kraje katolickie, które ścigały sodomię, pobłądziły i wprowadziły ustawy sprzeczne z Biblią i nauką Kościoła. Wg x. Rafała, Pismo Św. nigdzie nie nakazuje karania czynnych homoseksualistów śmiercią.

    Przyjrzyjmy się, jak ta sprawa naprawdę wygląda. W Piśmie Św. odnajdujemy następujący fragment:

    Kto by spał z mężczyzną obcowaniem niewieścim, obydwaj haniebny czyn popełnili: śmiercią niechaj umrą, krew ich niechaj będzie na nich.
    (Kpł 20, 13)

    Przepis ten należy do tzw. sądów Starego Testamentu, czyli praw karnych i cywilnych, obowiązujących w starożytnym Izraelu. Jezus wypełnił Prawo Mojżeszowe, a więc nie obowiązuje nas już nakaz karania sodomitów śmiercią. Prawo to było jednak dobre, słuszne i sprawiedliwe w tamtym czasie i miejscu, ponieważ Bóg nigdy nie dałby nam prawa, które nakazywałoby czynić zło:

    Nie mów: “On mnie w błąd wprowadził”, bo Mu nie potrzeba bezbożnych ludzi. Wszelkiej obrzydliwości błędu Pan nienawidzi, i nie będzie się podobała bojącym się go. Bóg od początku stworzył człowieka i zostawił go w mocy rady jego. Przydał prawa i przykazania swoje; jeśli będziesz chciał prawa zachować i na wieki wiarę miłą trzymać, zachowają cię. (…) Nikomu nie rozkazał źle czynić i nie dał nikomu pozwolenia grzeszyć; albowiem nie pragnie mnóstwa synów niewiernych i niepożytecznych.
    (Syr 15, 12-15.20)

    Ponadto, legalna władza państwowa może stosować rozwiązania prawne, które Bóg nadał Żydom, jeśli tylko uzna je za pożyteczne w danym czasie i miejscu. Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.
    (Summa theologiae, Iª-IIae q. 78 a. 1 co.)

    Osoby, które negują prawną karalność sodomii powołując się na wygaśnięcie Prawa Mojżeszowego, powinny zatem konsekwentnie opowiadać się za zniesieniem kar za morderstwo czy kradzież. Stąd też słusznie państwa katolickie wprowadzały surowe kary za ten obrzydliwy i sprzeczny z naturą występek. X. Rafał uważa jednak, że robiły to wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła. Również jest to nieprawda. Przytoczmy kilka orzeczeń papieskich i soborowych:

    1) Sobór Laterański V:

    Aby zaś zwłaszcza duchowni żyli w czystości i wstrzemięźliwości wedle zasad kanonów, postanawiamy, aby czyniący przeciwnie byli zgodnie z nimi karani. Jeśliby komuś, świeckiemu lub duchownemu, udowodniono zbrodnię, z powodu której „nadchodzi gniew Boży na buntowników”*, zostanie ukarany karami przewidzianymi przez święte kanony lub prawo cywilne. (Źródło: ks. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras SJ, “Dokumenty Soborów Powszechnych”, t. 4, Kraków: Wydawnictwo WAM 2004, s. 101)

    *Tą zbrodnią jest grzech sodomski, o czym informuje nas 11. kanon Soboru Laterańskiego III, potępiający homoseksualnych duchownych.

    2) Pius V, bulla Cum Primum:

    Jeśli ktoś dopuści się tej ohydnej zbrodni przeciwko naturze, która spowodowała rozpętanie gniewu Bożego przeciwko dzieciom nieprawości, zostanie oddany w ręce sądu świeckiego, aby zostać ukarany, a jeśli jest duchownym, zostanie poddany tej samej karze po pozbawieniu godności kościelnej.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 180)

    3) Pius V, bulla Horrendum illud scelus:

    Po tym jak [księża-sodomici] zostaną zdegradowani przez sąd kościelny, mogą być przekazani władzy świeckiej, a ona ma prawo wykonać na nich tę samą karę, jaką otrzymują świeccy, którzy wpadli w tę otchłań – która jest ustanowiona w prawomocnych rozporządzeniach.
    (Źródło: Magnum Bullarium Romanum, t. 2, s. 267)

    Jak widać, prawo państwowe karało czyny homoseksualne za wyraźną aprobatą Kościoła. Ponadto, większość ustaw karnych w państwach katolickich przewidywało wówczas karę śmierci za ten obrzydliwy występek. Zobaczmy sobie chociażby Constitutio Criminalis Carolina, a więc kodeks karny wprowadzony w Rzeszy przez cesarza Karola V, obowiązujący w całej Europie w miastach na prawie niemieckim (także w Polsce):

    Gdzieby kto takowy nalezion był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają bydź spaleni, bez wszelakiego zmiłowania y łaski.
    (Źródło: Ten Postępek wybran iest z Praw Cesarskich…, str. 39)

    Podsumowanie

    Nie jest prawdą, że Biblia nie mówi o karaniu śmiercią za czyny homoseksualne. Nie jest również prawdą, że nauka Kościoła zabrania władzy państwowej karania tego występku. Wręcz przeciwnie, Kościół w minionych wiekach akceptował to, że prawa karne państw katolickich wymierzały sodomitom surowe kary, łącznie z karą śmierci. Nie oznacza to jednak, że państwo musi karać czynnych homoseksualistów śmiercią. Nie należy jednak potępiać państw, które zabraniają swoim obywatelom grzechu sodomskiego.

    Michał Brydziński

    Nota od redakcji salwowski.net: przedruk za zgodą autora. Po raz pierwszy powyższy artykuł został opublikowany na blogu prowadzonym przez pana Michała Brydzińskiego.

  8. O karceniu cielesnym dzieci

    Leave a Comment

    Rózga i karność udziela mądrości, pozostawiony sobie chłopiec jest wstydem dla matki” – Przysłów 29: 15.

    ***

    Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci” – Przysłów 13: 24.

    ***

    W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi je stamtąd” – Przysłów 22: 15.

    ***

    Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go rózgą uderzysz, a od Szeolu zachowasz mu duszę” – Przysłów 23: 13 – 14.
    ***

    Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi,  aby na końcu mógł się nim cieszyć” – Mądrość Syracha 30: 1.

    ***

    Nie odejmuj swojej ręki od syna swego, ani od córki swojej, ale ucz ich od młodości bojaźni bożej” – Nauka Dwunastu Apostołów 4, 9 (Cytat za: “Pisma Ojców Apostolskich”, Poznań 1924, s. 28.)

    ***

    Nie obawiajcie się ich karcić i surowo upominać, bo chłostą ich nie zabijecie (patrz: Prz 23, 13), ale raczej ocalicie, jak to Salomon mówi gdzieś w Księdze Mądrości: <Karć syna, a kłopotu ci to zaoszczędzi> (patrz: Prz 29, 17 i Prz 19, 18a), <tak bowiem będzie dla ciebie dobrą nadzieją> (por. Prz 19, 18b), <ty go uderzysz rózgą, a duszę jego zachowasz od śmierci> (por. Prz 23,14). Tenże (Salomon) mówi jeszcze: <Kto rózgi żałuje, nienawidzi swego syna> (por. Prz 13, 24), oraz: <Okładaj rózgami jego boki, gdy jest jeszcze młody, aby, gdy zmężnieje, nie odmówił ci posłuchu> (por. Syr 30, 12). Kto więc nie chce upominać i karcić swego syna, nienawidzi swego dziecka. Uczcie więc wasze dzieci Słowa Pańskiego, bądźcie surowi dla nich nawet chłoszcząc je rózgami, wpajajcie im posłuszeństwo, uczcie je <od dzieciństwa świętych pism> (por. 2 Tym 3, 15) naszych i Boga, przekazujcie im całe Pismo Boże (…)” – Konstytucje Apostolskie IV, 11 (2-4). (Cytat za: „Synody i Kolekcje Praw, Tom II, Konstytucje Apostolskie oraz Kanony Pamfilosa z apostolskiego synodu w Antiochii; Prawo kanoniczne świętych Apostołów; Kary świętych Apostołów dla upadłych; Euchologion Serapiona”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, s. 103-104).

    ***

    Ponieważ (…) dzieci podlegają władzy ojca, a słudzy swego pana, wolno ojcu chłostać swego syna, a panu swego sługę, by ich poprawić i wychować” – Św. Tomasz z Akwinu.

    ***

    Gdzie zaś nie przynoszą skutku dobre słowa i karcenie, tam należy zabrać się do kar: zwłaszcza gdy dzieci jeszcze nie wyrosną, wtedy jest rzeczą niepodobną, aby ich można ukrócić `Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego`. (Przyp. 13, 24). Nienawidzi syna swego ten, który go nie karze, kiedy potrzeba. I tego kiedyś Pan Bóg ukarze (…) Alić należy karać dzieci roztropnie, nie w uniesieniu gniewnym, jak to teraz nieraz czynią ojcowie i matki: bo wtedy nic nie osiągną, gdyż wówczas dzieci stają się jeszcze krnąbrniejsze. Najpierw wypada dzieci upominać, potem im grozić a wreszcie ukarać, ale po ojcowsku, a nie po katowsku, z umiarkowaniem, bez złorzeczeń i bez przekleństwa. Można je zamknąć w pokoju, ująć cokolwiek z pokarmu, nie dać odzienia lepszego, a jak potrzeba użyć rózgi, a nie kija. A jest zasadą ustaloną, aby nie kłaść ręki na dziecko póki wrzenie namiętności nie ustąpi, dopiero po uśmierzeniu gniewu karajcie” – Św. Alfons Liguori, (Cytat za: “Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 68 – 69).

    ***

    Otóż, nie jesteście dobrymi rodzicami, lecz okrutnikami i samo sobie gotujecie hańbę, jeśli w razie potrzeby nie karzecie dziecka, choćby i cieleśnie, bo o tej karze będę mówił przede wszystkim. Potwierdza słowa moje Duch św., mówi bowiem (Przyp. 13, 24): <Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego>, to znowu (Przyp. 29, 15): <Rózga i karanie daje mądrość, dziecię zaś puszczone ma swą wolę, zawstydza matkę swoją> (…) Trzeba tez karać z miłością, więc nigdy w gniewie, nigdy w złości, nigdy z przekleństwem, ze złorzeczeniem, bo uczy Pismo św. (Syr. 19, 28): <Fałszywym jest karanie w gniewie sromocącego>. Kara powinna pochodzić jakoby od Pana Boga, a nie jakoby od czarta przeklętego, to jest z gwałtownością czartowską. Dzieci powinny odczuć, że rodzice karzą je tylko niechętnie i tylko dla tego, że tego wymaga ich powinność. Rodzice mają tak tak karać, iżby śmiał mogli powiedzieć dziecku: <Dla tego, że cię kocham, karzę cię właśnie>” – Ks. Wojciech Andersz, cytat za: “Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom III”, Poznań 1909, ss. 472, 476.

    ***

    Tu interesują nas te przypadki, kiedy bicie jest bolesne, a nawet szkodliwe dla ciała. Także tu nie można zakazać władzom społecznym i wychowawczym stosowania tego środka karnego, zawsze rzecz jasna w granicach nie szkodzących zdrowiu. Nie jest natomiast nikomu dozwolone bicie bliźniego pod wpływem gniewu i dla zemsty lub z chęci dokuczenia i sprawienia przykrości. (…)” – Jacek Woroniecki OP, “Katolicka etyka wychowawcza. Tom II. Etyka szczegółowa. Część 2”, Lublin 2000, s. 170-171.

    Przeczytaj też: Czy kary cielesne są niemoralne?

    Nota od redakcji: Pisownia cytowanych wypowiedzi została nieznacznie uwspółcześniona.

  9. Czy kobiety mogą nosić spodnie?

    Możliwość komentowania Czy kobiety mogą nosić spodnie? została wyłączona

    W środowiskach tradycjonalistycznych katolików bardzo popularnym jest pogląd, iż niewiasty nie powinny nosić spodni, gdyż ubiór ten jest strojem o charakterze stricte męskim. Osobiście zauważyłem nawet, że pośród tradycyjnych katolików większą tolerancją (a może i czasami aprobatą) cieszą się nieskromne (gdyż za krótkie czy zbyt obcisłe) spódnice i sukienki aniżeli choćby długie oraz nieobcisłe spodnie noszone przez kobiety. Podejście to zresztą jest odbiciem dość znanej w tych kręgach wypowiedzi jednego z tradycjonalistycznie katolickich hierarchów, a mianowicie zmarłego w 1991 roku biskupa Antonio de Castro Mayera, który miał twierdzić, iż z dwojga złego mniejszą niegodziwością są minispódniczki aniżeli spodnie u kobiet.

    W poniższym artykule zamierzam wykazać, iż zarysowane wyżej podejście dużej części tradycjonalistycznych katolików do problemu kobiecych spodni jest błędne, a nawet ociera się o potępioną przez Pana naszego i Zbawcę Jezusa Chrystusa postawę wyrażoną jako: “Przecedzanie komara i połykanie wielbłąda” (por. Mt 23, 23-24).

    Głównym argumentem przeciwników używania przez niewiasty spodni jest następujący fragment Pisma świętego:

    “Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego” – Pwt 22, 5.

    Z tego wersetu wyciągają oni następujący wniosek: “Biblia potępia noszenie męskich ubrań przez kobiety (i na odwrót), a skoro spodnie są strojem typowym dla mężczyzn, to kobiety nie powinny ich nosić”. Ta argumentacja jest jednak błędna z tego powodu, iż owszem Pismo święte potępia noszenie męskich strojów przez niewiasty i żeńskich przez mężczyzn, ale w żadnym fragmencie tej świętej Księgi nie jest sprecyzowane, że akurat spodnie są tym elementem ubioru, który ma przysługiwać wyłącznie mężczyznom. Co więcej, kontekst kulturowy i historyczny Pisma świętego wskazuje na to, iż w czasach jego spisywania mężczyźni bardzo często nosili suknie, a więc ubiór, który dla wielu ludzi kojarzy się z typowo kobiecym strojem, a jednak Pan Bóg w żadnym fragmencie spisanego przez natchnionych przez Siebie autorów Słowa nie potępił i nie zabronił tego zwyczaju (noszenia sukni przez mężczyzn). Można więc śmiało pokusić się o konkluzję, iż ani spodnie, ani suknia nie są ubiorami przynależnymi tylko jednej płci, a istota biblijnego przykazania wyrażonego w Księdze Powtórzonego Prawa 22, 5 sprowadza się do czegoś innego niż spodnie bądź suknia. Chodzi w nim raczej o to, by w sposobie i stylu ubierania oraz wyglądu z jednej strony niewiast, a z drugiej mężczyzn zachodziły na tyle poważne różnice, iż na pierwszy rzut oka było wiadome, że dany strój jest żeński albo męski. Taki styl może być kombinacją elementów zmiennych kulturowo z bardziej uniwersalnymi, bo właściwymi dla natury płci męskiej bądź żeńskiej. Przykładowo, mężczyźni z natury rzeczy zwykle nie mają dużych piersi ani pośladków czy też szerokich bioder, a zatem ubiór, który miałby sprawiać wizualne wrażenie, iż dany mężczyzna ma większe niż w rzeczywistości piersi, pośladki albo biodra powinien zostać uznany za pogwałcenie biblijnego zakazu z Pwt 22, 5 już z naturalnych i uniwersalnych względów. Podobnie, jeden ze współczesnych stylów w sposobie ubierania się znany pod nazwą “unisex” nie powinien być akceptowany, gdyż w jego założeniach tkwi tworzenie strojów identycznych dla obu płci.

    To wszystko nie oznacza jednak, że nie mogą istnieć spodnie typowe dla kobiet. Jeśliby przyjąć poprawność tej konkluzji to można powiedzieć, że i koszule nie mogą być typowe dla niewiast, gdyż przynależą one tylko mężczyznom. To oczywiście byłby sztuczny podział. Tak jak koszule mogą być zaprojektowane w taki sposób, iż na pierwszy rzut oka widać, że jedne z nich przeznaczone są dla mężczyzn, a inne dla kobiet; tak i spodnie mogą być sporządzone w ten sposób, iż widać, które z nich są bardziej kobiece, a które męskie.

    Warto też wiedzieć, iż problem noszenia przez niewiasty spodni został już rozstrzygnięty przez Magisterium Kościoła w osobie papieża św. Mikołaja I, który w liście do nowo nawróconego króla Bułgarów pisał:

    Bo czy ty, czy twoja kobieta, nosi spodnie lub nie, ani nie przeszkadza ci to w zbawieniu, ani nie prowadzi do wzrostu twojej cnoty“.

    Innymi słowy, noszenie spodni przez kobiety jest samo w sobie neutralne moralnie. Inną sprawą jest to, że coś takiego może stać się niemoralne wówczas, gdy kobiece spodnie są obcisłe lub zbyt krótkie (wówczas grzeszy się przez nieskromność lub bezwstyd) lub, gdy wygląd, krój i styl takich spodni jest na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia od tych używanych przez mężczyzn (wtedy mamy do czynienia z naruszeniem przynajmniej ducha biblijnego zakazu wyrażonego w Pwt 5, 22). Jednakże trudno jest powiedzieć, by jako takie, zawsze lub prawie zawsze, spodnie były strojem przeznaczonym wyłącznie dla męskiej płci, a przez to zakazanym i potępionym dla kobiet.

    Oczywiście, powyższe rozważania nie oznaczają, iż spodnie są najlepszym, bądź równie dobrym strojem dla niewiast co sukienki, bądź spódnice. Tak czy inaczej nie znaczy to też, iż spodnie dla kobiet są jako takie złe. Wybór pomiędzy spodniami a sukienkami czy spódnicami jest tu raczej podobny do wyboru pomiędzy obejrzeniem jakiegoś nieszkodliwego moralnie programu w telewizji a przeczytaniem kilku fragmentów Pisma świętego. To pierwsze jest mniejszym dobrem, a to drugie większym dobrem: nie mamy tu jednak do czynienia z wyborem pomiędzy złem a dobrem.

    Mirosław Salwowski

  10. Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom?

    Możliwość komentowania Czy papież Franciszek uczynił dobrze pomagając transseksualnym prostytutkom? została wyłączona

    Kilka dni temu w mass mediach pojawiła się wiadomość, iż papież Franciszek wspomógł materialnie transseksualne prostytutki, które ze względu na bardzo trudną sytuację, w jakiej znalazły się one/oni z powodu epidemii koronawirusa, zwróciły się do niego o pomoc. Pełniący funkcję papieskiego jałmużnika kardynał Krajewski miał wspomóc te osoby paczkami żywnościowymi. Można zadać pytanie, czy całe to wydarzenie należy ocenić pozytywnie, czy negatywnie?

    ***

    Ogólnie rzecz biorąc, należy dawać jałmużnę w miarę możności tym wszystkim, którzy znajdują się w rzeczywiście trudnej sytuacji materialnej, niezależnie od tego, czy zwracające się do nas osoby są dobrymi, czy złymi ludźmi. Co więcej, naszą powinnością jest pomaganie materialne nawet tym ludziom, którzy są do nas nastawieni w nieprzychylny lub wręcz wrogi sposób. O tej prawdzie i zasadzie uczył choćby sam nasz Pan Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł:

    Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – Mt 5. 44 – 45.

    “(…) Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę.” – Rz 12, 19-20.

    Tak więc ogólną i podstawową zasadą jest w tej kwestii udzielanie jałmużny również tym ludziom, którzy są bardzo grzeszni i/lub źle do nas nastawieni. Czy to jednak oznacza, iż materialne pomaganie złoczyńcom jest zasadą absolutną i nieznającą żadnych wyjątków, albo czy też należy to czynić przynajmniej zawsze wtedy, gdy ma się ku temu “fizyczną” okazję lub możliwość? Oczywiście, że nie. Inne fragmenty Pisma świętego nauczają nas wszak o pewnych sytuacjach, w których nie powinno się pomagać materialnie złoczyńcom. I tak na przykład Mądrość Syracha uczy:

    Jeśli chcesz dobrze czynić, zważ, komu masz czynić, a będą ci wdzięczni za twe dobrodziejstwa. Czyń dobrze bogobojnemu, a otrzymasz nagrodę, jeśli nie od niego, to na pewno od Najwyższego. Dobroczynność nie jest dla tego, kto trwa w złu, ani kto nie udziela jałmużny. Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył. Gdyż i u Najwyższego budzą odrazę grzesznicy, wymierzy On też karę bezbożnym. Dawaj dobremu, a nie pomagaj grzesznikowi.
    Syr 12, 1-7.

    Z kolei św. Paweł Apostoł w jednym ze swych listów pisał w następujący sposób:

    Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.” – 2 Tes 3, 10 – 12.

    Widzimy więc, iż zgodnie z natchnionym przez Ducha Świętego nauczaniem św. Pawła Apostoła nie powinno się materialnie pomagać tym, którzy w uporczywy sposób uchylają się od podjęcia uczciwej oraz dostosowanej do ich sił pracy. Z kolei słowa z Mądrości Syracha 12, 1-7 wydają się wskazywać na to, by nie pomagać złoczyńcom w sytuacji, gdy takowa pomoc miałaby obrócić się przeciwko nam (“aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą“). Można więc chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż duch nauczania tak św. Pawła Apostoła, jak i księgi Mądrości Syracha wskazuje nam, że należy unikać pomagania uporczywym grzesznikom wówczas, gdy taka pomoc pomaga im tylko trwać w praktykowanych przez nich występkach.

    Warto zresztą zauważyć, iż również wypowiedzi zawarte w rozmaitych pomnikach starożytnej chrześcijańskiej Tradycji pouczają o pewnych ograniczeniach w obowiązku dawania jałmużny potrzebującym:

    Pracujcie bez wytchnienia; kto zubożał przez występki, ten nie zasługuje na wsparcie” – Konstytucje apostolskie [1].

    “Niechaj nie żyje z wami chrześcijanin próżniak! Kto nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Takich się strzeżcie! (…) Niech potnieje twoja jałmużna w rękach twoich, jeśli nie poznasz komu masz dać! (…) Jeśli przychodzący nie posiada rzemiosła, wedle rozpoznania waszego obmyślcie, żeby niepracujący pomiędzy wami nie żył! Jeśli zaś nie chce pracować, ten Chrystusem kupczy. Strzeżcie się takich ludzi! ” – Didache, czyli nauka dwunastu apostołów [2].

    Bezwstydnym żebrakom nie należy dawać, bo to należy tylko prawdziwemu ubóstwu” – św. Ambroży [3].

    ***

    Pozostaje więc próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wspomniana na początku tego artykułu pomoc dla transseksualnych prostytutek mogła naruszać nauczane przez Pismo święte i chrześcijańską Tradycję ograniczenia tyczące się dawania jałmużny złoczyńcom?

    Otóż w sensie bardziej bezpośrednim z pewnością danie paczek żywnościowych cierpiącym poważne niedostatki prostytutkom nie utwierdzało ani nie zachęcało ich w czynionym przez siebie złu. Była to bowiem zwykła, doraźna pomoc mająca zaradzić najbardziej podstawowym ludzkim potrzebom. Gdyby np. tym ludziom zaoferowano pieniądze na pokrycie wydatków bezpośrednio związanych z kontynuowaniem takiej nikczemnej pracy to byłaby inna sytuacja. Jednakże w omawianym wypadku nie mieliśmy z niczym takim do czynienia.

    Można by jednak zapytać, czy taka pomoc nie była sprzeczna z duchem nauczania św. Pawła Apostoła zakazującym dawania jałmużny osobom uporczywie uchylającym się od uczciwej pracy? Cóż, trudno powiedzieć, czy owe transseksualne prostytutki, które wspomógł Franciszek uchylają się od uczciwej pracy w uporczywy sposób. Najpierw trzeba by wszak dokładniej zbadać ich życiową sytuację. Trzeba by się ich zapytać, czy miały propozycje innej pracy? Czy jeśli tak to takowe propozycje odrzuciły? Czy są gotowe pracować inaczej, jeśli będzie im dana taka możliwość, itp.?

    Nie wydaje się więc, by pomoc Franciszka dla transseksualnych prostytutek wywoływała jakieś poważniejsze wątpliwości natury etycznej. Jeśli już to, jako na najmocniejszą z takowych wątpliwości można by wskazać nagłośnienie całego tego wydarzenia. Biorąc wszak pod uwagę pewne inne mniej lub bardziej dwuznaczne gesty oraz wypowiedzi aktualnego papieża względem dewiantów, ktoś mógłby próbować je interpretować w kluczu wsparcia dla owych prostytutek właśnie specjalnie z powodu ich specyficznych skłonności. Jeśli zaś Pan Jezus doradzał, by raczej ukrywać swe miłosierne uczynki, aniżeli je eksponować (patrz: Mt 6, 1-4 ) to tym bardziej wydaje się, że w tej nietypowej sytuacji dyskrecja byłaby tym bardziej roztropna i wskazana. Jednakże i w tym wypadku, nie wiemy czy inicjatywa publicznego nagłośnienia całego tego wydarzenia wyszła ze strony transseksualnych prostytutek czy też samego papieża Franciszka i/lub jego otoczenia.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Wojciech Andersz, „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów”, Tom III, Poznań 1909, s. 155.

    [2] Cytat za: jw., s. 155.

    [3] Cytat za: jw., s. 155.