Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: żydzi

  1. Czy Żydzi są narodem morderców Chrystusa?

    Leave a Comment

    Sobór Watykański II w deklaracji „Nostra Aetate” uczy na temat odpowiedzialności narodu żydowskiego za mękę i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa między innymi:

    A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym“.

    Z kolei, opublikowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 598 stwierdza:

    Uwzględniając fakt, że nasze grzechy dotykają samego Chrystusa, Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów.

    Część tradycjonalistycznych katolików (zwłaszcza tych skupionych wokół Bractwa św. Piusa X) krytykowało powyższe „soborowe” oraz „posoborowe” nauczanie Kościoła, jako rzekome zerwanie z tradycyjną teologią katolicką, w ramach której nieraz obdarzano Żydów mianem „narodu bogobójców”. Czy te zarzuty są uzasadnione?

    Zacznijmy od tego, iż naprawdę trudno jest widzieć coś błędnego lub zwodniczego w przytoczonym wyżej nauczaniu Vaticanum II o tym, iż nie można przypisywać takiej samej odpowiedzialności za śmierć Pana Jezusa ani wszystkim Żydom żyjącym w tamtym czasie ani tym bardziej Żydom dzisiejszym. Takie odrzucone przez Sobór Watykański II twierdzenie nie jest bowiem umocowane ani w Piśmie świętym, ani nawet w zdrowym rozsądku. Po pierwsze bowiem, Biblia nie wspomina o tym, by w czasie procesu i ukrzyżowania Chrystusa wszyscy Żydzi popierali zabicie Jezusa. Owszem, za zbrodnią bogobójstwa opowiedziały się władze religijne narodu żydowskiego czyli Sanhedryn oraz liczne zgromadzenie Żydów obecne na placu umiejscowionym przed siedzibą rzymskiego namiestnika Piłata. Pomijając jednak już zaś nawet tak oczywiste wyjątki Żydów, którzy nie popierali w tamtym czasie i miejscu skazania Pana Jezusa na śmierć, a więc np. Najświętszej Marii Panny, Nikodema, Józefa z Arymatei, Apostołów (nie licząc Judasza), to i tak nie sposób założyć, iż dokładnie wszyscy inni członkowie narodu żydowskiego byli obecni w tłumie wołającym do Piłata: „Ukrzyżuj Go!„. Owszem, na tym haniebnym zgromadzeniu było obecnych wielu Żydów, jednak nie wiemy jakiego dokładnie procentu ówczesnej nacji żydowskiej to dotyczyło. Nawet jeśli była to duża część spośród ówcześnie żyjących Żydów to i tak nie byli to wszyscy Żydzi.

    Stwierdzenie Soboru Watykańskiego II o tym, iż nie można „bez różnicy” (czyli inaczej mówiąc: w takim samym stopniu) obciążać wszystkich żyjących w czasie ukrzyżowania Chrystusa czy tym bardziej istniejących współcześnie Żydów jest więc tak zdroworozsądkowe, jak i biblijne. Czy w takim razie należy potępić często używane w tradycyjnej teologii katolickiej sformułowanie nazywające Żydów mianem „narodu bogobójców”? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie należy do bardzo łatwych. Z jednej bowiem strony nie wszyscy Żydzi popierali skazanie na śmierć Pana Jezusa, z drugiej zaś strony wielu z nich właśnie tak uczyniło. Warto też zauważyć, iż ogół Żydów został w relatywnie krótkim czasie ukarany przez Boga zburzeniem światyni w Jerozolimie a następnie ich wygnaniem z Palestyny co uprawdopodabnia tezę o tym, że rzeczywiście duża część narodu żydowskiego mogła solidaryzować się z posunięciem swych władz (czyli Sanhedrynu), które zdecydowały się wydać Zbawiciela na śmierć.

    Czy może więc błędne i sprzeczne z Tradycją Kościoła jest stwierdzenie punktu 598 „posoborowego” Katechizmu Kościoła Katolickiego o tym, iż to chrześcijanie ponoszą największą odpowiedzialność za mękę Jezusa? Cóż, owe sformułowanie może być uznane za lekko dwuznaczne, gdyż brakuje w nim dodania słowa, iż to „źli” chrześcijanie są większymi od żydów mordercami Chrystusa. Albowiem na płaszczyźnie nadprzyrodzonej to grzechy wszystkich ludzi przyczyniły się do śmierci Pana Jezusa. Im zaś kto ma większy dostęp do łask, tym jego wina jaką ponosi za popełniane przez siebie akty nieposłuszeństwa Bogu jest większa. Chrześcijanie zaś mają danych więcej łask niż żydzi, a co się z tym wiąże popełniane przez nich grzechy są większe aniżeli żydów. Im więc dany chrześcijanin więcej grzeszy tym większym też – w sensie nadprzyrodzonym – jest mordercą Chrystusa. Gdyby więc uściślić i doprecyzować punkt 598 Katechizmu Kościoła Katolickiego poprzez dodanie doń dopowiedzenia, iż to źli chrześcijanie ponoszą większą od Żydów odpowiedzialność za mękę Pana Jezusa to nie byłoby w tym stwierdzeniu jakiejkolwiek, choćby i lekkiej dwuznaczności. Warto zresztą odnotować co na ten temat nauczał Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Musimy uznać za winnych tej strasznej nieprawości tych, którzy nadal popadają w grzechy. To nasze przestępstwa sprowadziły na Pana naszego Jezusa Chrystusa mękę krzyża; z pewnością więc, ci, którzy pogrążają się w nieładzie moralnym i złu, <krzyżują … w sobie Syna Bożego i wystawiają go na pośmiewisko> (Hbr 6,6). Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, <nie ukrzyżowaliby Pana chwały> (1 Kor 2,8), gdyby go poznali. My przeciwnie, wyznajemy, że Go znamy. Gdy więc zapieramy się Go przez nasze uczynki, podnosimy na niego w jakiś sposób nasze zbrodnicze ręce“.

    Nie od rzeczy będzie zresztą przypomnienie tego co na temat odpowiedzialności złych chrześcijan za śmierć Chrystusa uczył św. Jan Maria Vianney, patron wszystkich proboszczów:

    Źli chrześcijanie będą kiedyś w piekle ponosili straszniejsze męczarnie, niż niewierni… Chrześcijanom, gdy tylko dojdą do wieku, w którym mogą już korzystać z rozumu, przyświeca niczym wspaniałe słońce pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Jakie straszne, jakie okropne będzie piekło chrześcijan! Jak niebo oddalone jest od ziemi, tak potępienie chrześcijanin będzie daleko cięższe od potępienia niewiernych. Bo sprawiedliwy Bóg surowiej ukarze tego, kto otrzymał więcej łask, ale wzgardził nimi, zamiast z nich korzystać i wiernie służyć Panu… Jak z trupów potopionych Egipcjan wypływa woda, tak z ust potępieńców przez całą wieczność będą płynęły narzekania, że nie chcieli wykorzystywać Bożych łask, że za życia znieważali Ciało i Krew Jezusową w Komunii Świętej. Na wieki – wedle słów św. Bernarda – stać im będą przed oczyma cierpienia i męka Jezusa Chrystusa, które zniósł także dla ich zbawienia… nie zniknie im nigdy sprzed oczu obraz łez, które przelał Boski Zbawiciel, obraz Jego pokuty… Będą Go widzieli w Ogrodzie Oliwnym, gdzie krwawymi łzami opłakiwał ich grzechy. Zobaczą go w śmiertelnej agonii, zobaczą włóczonego po ulicach Jerozolimy. Będą słyszeli uderzenia młotów, które Go krzyżowały na Kalwarii (…)” (Cytat za: Św. Jan Maria Vianney, „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 1999, ss. 337, 340).

    Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-czy-zydzi-sa-narodem-mordercow-chrystusa,125493.html

  2. Czy Polacy mieli moralny obowiązek ratować Żydów?

    Leave a Comment

    Co pewien czas wybucha z nową siłą spór o to, w jakiej mierze Polacy pomagali w czasie niemieckiej okupacji mordować Żydów oraz czy częstszą postawą wśród naszych przodków było wspieranie członków tego narodu w uniknięciu tragicznej śmierci?

    Zapewne, historycy będą jeszcze długo próbować znaleźć jak najbardziej precyzyjne z możliwych odpowiedzi na te pytania, ale już można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością powiedzieć, iż Polacy w swej zdecydowanej większości ani nie ratowali ani też nie pomagali mordować Żydów. I co więcej, nie można tym z naszych przodków, którzy właśnie tak postępowali zarzucić czynienia czegoś co byłoby ze swej natury moralnie naganne. O ile bowiem istnieją czyny, które w tradycyjnej moralistyce katolickiej, są wewnętrznie złe, a przez to nie ma się prawa ich popełniać (lub z nimi aktywnie współpracować) nawet w obronie życia swojego lub innych – i jednym z takich zachowań jest właśnie mordowanie niewinnych; o tyle nie istnieje absolutny, bezwzględny i nie znający ograniczeń obowiązek aktywnego ratowania cudzego życia. Innymi słowy, nigdy nie wolno mordować niewinnego człowieka albo też pomagać komuś w popełnianiu takiej zbrodni, ale to nie znaczy, że każdy człowiek bez względu na srogość konsekwencji, które mogą spotkać jego lub jego bliskich ma obowiązek aktywnie przeciwstawiać się takiemu mordowaniu. Podając jeszcze inny przykład owego rozróżnienia: ojciec ukrywający się w czasie wojny wraz z żoną i dziećmi, ze swej kryjówki widzi, jak banda wrogich żołnierze gwałci, a później zabija jakąś kobietę. W imię ocalenia własnej rodziny przed podobnym losem, człowiek ów ma prawo nie zapobiec temu strasznemu wydarzeniu. To znaczy, iż nie ma on obowiązku wyjść z tejże kryjówki i rzucić się z pięściami na gwałcicieli i morderców. Z drugiej jednak strony wspomniany wyżej ojciec rodziny, nawet dla ocalenia swych najbliższych nie mógłby wziąć udziału, czy choćby aktywnie pomagać (np. przytrzymując ową kobietę) w takim ohydnym czynie.

    A przypomnijmy, że w bardzo podobnej sytuacji do wzmiankowanego wyżej ojca rodziny znajdowali się w czasie II wojny światowej Polacy, którzy chcieliby ratować Żydów. Za coś takiego groziła śmierć nie tylko im, ale też członkom ich rodzin. Nie można więc choćby sugerować, iż większość z tych naszych rodaków, którzy nie ratowali Żydów, czyniła w ten sposób coś złego lub występnego.

     

    Mimo jednak tak skrajnie niesprzyjających ratowaniu Żydów warunków znajdowali się Polacy, którzy tak właśnie czynili. I dla nich oczywiście należą się za to wielkie słowa uznania. Czy było ich jednak więcej niż tych z naszych rodaków, którzy zhańbili się pomaganiem w mordowaniu Hebrajczyków? Wiele wskazuje, iż prawdopodobnie tak. Wedle różnych szacunków liczba Polaków zaangażowanych w różne formy pomocy Żydom waha się od 360 tysięcy (wedle Teresy Prekerowej), poprzez „przynajmniej paręset tysięcy” (zdaniem Władysława Bartoszewskiego), aż niemalże po milion (podług Richarda C. Lucasa i Jana Żaryna). Ile zaś było w naszym narodzie ludzi, którzy współpracowali w wyłapywaniu członków nacji żydowskiej albo też ich bezpośrednio mordowali? W tym punkcie jesteśmy w dużej mierze zdani na domysły, jednak możemy próbować wnioskować na podstawie niektórych dostępnych nam danych i szacunków. A więc, z pewnością w wysyłaniu Żydów do niemieckich obozów koncentracyjnych uczestniczyli członkowie tzw. granatowej Policji – tych było ok. 16-18 tysięcy. Do mordowania naszych żydowskich współobywateli przyczyniali się też oczywiście „szmalcownicy”. Nie mamy twardych danych na temat tego, ilu Polaków trudniło się tym procederem, ale wedle Gunnara S. Paulssona w okupowanej Warszawie ich liczba sięgała 3-4 tysięcy. Jeśliby założyć, że proporcje szmalcownictwa były podobne w całej Polsce, to wychodziłoby nam jakieś 90 tysięcy do 120 tysięcy polskich szmalcowników. Pozostałaby nam więc jeszcze do oszacowania liczba Polaków, którzy uczestniczyli w masowych bądź pojedynczych morderstwach dokonywanych na Żydach. Tu chyba jest najtrudniej o szacunki. Przykładowo, w pogromie w Jedwabnem miało uczestniczyć wedle różnych danych od trzydziestu do stukilkudziesięciu polskich mieszkańców tego miasteczka. To daje liczbę od 2 do ok. 10 procent polskiej populacji Jedwabnego. Jednak w tym wypadku nie można przekładać tych szacunków na całą okupowaną Polskę, gdyż podobne co w Jedwabnem pogromy na Żydach nie były u nas codziennością. A zatem chyba nieco zawyżając szacunki tyczące się uczestnictwa Polaków w takich zdarzeniach można by przyjąć za prawdopodobne, iż kilkanaście tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy naszych rodaków mogło w nich brać udział.

     

    Podsumujmy więc: po stronie osób ratujących Żydów mamy od 360 tysięcy do miliona Polaków. Po stronie współuczestników masowych mordów popełnianych na Żydach za prawdopodobne możemy uznać liczby wielkości 110 tysięcy do może 200 tysięcy Polaków. Tak czy inaczej więc wychodzi na to, iż znacznie więcej naszych rodaków pomagało niż aktywnie szkodziło członkom żydowskiej nacji. Zdecydowana zaś większość Polaków zachowała się wobec Holocaustu mniej lub bardziej przyzwoicie przynajmniej nie pomagając Niemcom w realizacji tej zbrodni.

  3. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

    Mirosław Salwowski

  4. Czy mordy rytualne miały miejsce?

    Leave a Comment

    W ostatnim czasie wybuchła afera w związku ze słowami ks. prof. Tadeusza Guza, w którym ten za całkowicie wiarygodne uznał niegdysiejsze twierdzenia o tzw. mordach rytualnych, które na chrześcijańskich dzieciach mieli popełniać niektórzy z wyznawców judaizmu. Choć sam osobiście ani za fana ks. Guza ani za antysemitę się nie uważam, to w niniejszym tekście chciałbym przedstawić przesłanki na rzecz tezy, iż mordy rytualne prawdopodobnie miały miejsce i że rzeczywiście były one niegdyś – ale raczej bardzo rzadko – popełniane przez nieliczne grupki żydów.

     

    Po pierwsze: istnieje pewna ilościowo niewielka liczba prawomocnych wyroków sądowych, na podstawie których dowiedziono niektórym z członków społeczności żydowskiej, iż byli oni sprawcami motywowanych religijnie morderstw popełnianych na chrześcijańskich dzieciach. To prawda, że często zeznania w tych procesach były uzyskiwane w wyniku tortur, ale z drugiej strony w sprawach innych przestępstw też stosowano tortury, a przecież nie twierdzi się dziś, iż w takim razie żadne z dawniejszych wyroków sądowych nie zasługują na zaufanie. Zasada uznawania wyroków orzekanych przez sądy za wiarygodne jest ważną regułą naszej cywilizacji i póki nie ma naprawdę bardzo silnych przesłanek do podważania słuszności tego czy innego orzeczenia sądowego, należy przyznawać mu słuszność. Powiedzenie zaś, że na pewno dokładnie wszystkie z sądowych skazań tyczących się mordów rytualnych były fałszywe i niesprawiedliwe jawi się bardziej jako przykład ideologicznego zaślepienia aniżeli rozsądnego podejścia do historii. To prawda, że bardzo nieliczne przypadki procesów sądowych, które skończyły się udowodnieniem i skazaniem niektórych żydów za popełniane przez nich mordy rytualne, były wykorzystywane w złych celach przez obsesyjnych antysemitów (którzy chcieli te rzadkie historycznie sytuacje ekstrapolować na ogół społeczności żydowskiej). Ale jest drugą ze skrajności negowanie wiarygodności wszystkich wyroków sądowych tyczących się mordów rytualnych w imię walki z obsesyjnym antysemityzmem.

    Po drugie: jeszcze niedawno, bo w 2007 roku znany żydowski uczony i historyk Ariel Toaff wydał książkę pt. „Pasque di Sangue” (Krwawe paschy), w której jednoznacznie twierdził, iż mordy rytualne rzeczywiście miały miejsce, choć były one dokonywane przez marginalne grupy żydowskich ekstremistów. Początkowa publikacja ta spotkała się z pozytywnymi recenzjami historyków, którzy podkreślali rzetelne udokumentowanie przez Ariela Toaffa jego badań.  Później jednak wielu liderów społeczności żydowskiej zaczęło gwałtownie atakować autora  „Pasque di Sangue” zarzucając mu rozniecanie najgorszych przejawów antysemickich resentymentów. Prawdopodobnie pod wpływem tego rodzaju ataków Ariel Toaff zdystansował się później od swych pierwotnych twierdzeń na temat mordów rytualnych. Całość tej sprawy pozwala jednak przypuszczać, iż pierwsze z ustaleń tego żydowskiego uczonego i historyka są bardziej wiarygodne od jego późniejszego – dokonanego po serii zaciekłych ataków wymierzonych w jego kierunku – zdystansowania się od nich.

    Po trzecie: to prawda, że niektóre ze starotestamentowych przykazań zabraniały żydom spożywania jakiejkolwiek krwi (np. Kpł 17,11-12). Ale naiwnością jest twierdzić, że w takim razie absolutnie wszystkie z nurtów judaizmu musiały się tego zakazu w sposób bardzo rygorystyczny trzymać. Każdy kto zna specyfikę rozwoju różnych religii powinien bowiem wiedzieć, iż rozmaite zasady w ramach poszczególnych nurtów religijnych nieraz ulegają pewnym mniej lub dalej idącym przeobrażeniom i transformacjom. Odnośnie np. faryzejskiego nurtu starotestamentowego judaizmu o takich przeobrażeniach i transformacjach mówił sam nasz Pan Jezus Chrystus, gdy wskazywał na pewne sposoby za pomocą których żydzi należący do stronnictwa faryzeuszy próbowali omijać obowiązujące ich przecież czwarte przykazanie o czci i szacunku dla rodziców:

    Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, ».I mówił do nich: «Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie. A wy mówicie: „Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie». (Mk 7, 8-13).

    Skoro już w czasach ziemskiego życia Pana Jezusa nawet liczny i wpływowy nurt w ówczesnym judaizmie, jakim byli faryzeusze, potrafił w powyżej nakreślony sposób omijać jedno z przykazań Dekalogu to czyż można uznać za niewiarygodne, że tym bardziej jedna z późniejszych i nielicznych sekt żydowskich mogła w podobny sposób obchodzić się ze starotestamentowym zakazem spożywania krwi?

    Poza tym nie jest wykluczone, iż prawo zabraniające spożywania krwi nie było dane przez Boga jako te – które choćby i w czasach Starego Przymierza – miało obowiązywać absolutnie. W objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy bowiem następujący fragment opisu zaślubin w Kanie Galilejskiej:

    Ślub dawali kapłani przed synagogą. Obrączki ślubne oblubieniec otrzymał w darze od Maryi, a Jezus je pobłogosławił. Przy ślubie zauważyłam osobliwszą scenę – na co nie zwracałam uwagi przy zaślubinach Józefa i Maryi – mianowicie, że kapłan ukuł jakimś  ostrym narzędziem oblubieńca i oblubienicę w przedostatni palec w tym miejscu, w którym miano nosić pierścionki. Dwie krople krwi oblubieńca, a jedną kroplę krwi oblubienicy wpuścił do kielicha z winem, z którego potem oboje młodzi pili. (Patrz: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich”,  Wrocław 2009, s. 285).

     

    A zatem reasumując: nie ma wiarygodnych i dostatecznych przesłanek, by twierdzić, iż tzw. mordy rytualne w wykonaniu żydów nigdy, ale to nigdy się nie zdarzały. Są za to wiarygodne podstawy, by uznać prawdopodobnym twierdzenie, iż takowe krwawe ekscesy miały miejsce. Nie powinno to jednak wpływać na postrzeganie wyznawców judaizmu jako ogółu, gdyż najpewniej owe morderstwa zdarzały się rzadko i były popełniane przez nielicznych żydów.

     

  5. Kim są prawdziwi Żydzi?

    Leave a Comment

    Powszechnie i potocznie rzecz biorąc mianem „Żydów” określa się tych z ludzi, którzy: 1. Mają żydowskie pochodzenie w sensie etnicznym (to znaczy ich bliscy przodkowie byli Żydami); 2. Wyznają i praktykują współczesną religię judaizmu. Czy jednak takie rozumienie owego terminu jest aby na pewno w pełni uzasadnione? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak, gdyż jeśli spojrzeć na historyczne, czyli starotestamentowe rozumienie narodu żydowskiego to można powiedzieć, iż mniej więcej odpowiada ono powyżej zarysowanym dwóm cechom żydowskości. W Starym Testamencie jako Żydów określało się wszak potomków Abrahama, którzy wierzyli w obietnicę przyjścia Mesjasza oraz praktykowali prawa i przykazania objawione przez Boga Mojżeszowi. Jeden z najbardziej charakterystycznych obrzędów Prawa Mojżeszowego, przez które dany człowiek utożsamiał się z byciem Żydem stanowiło obrzezanie, czyli w przypadku mężczyzn usunięcie za pomocą ostrego narzędzia części napletka. W czasach Starego Zakonu Żydem można było zostać nie tylko przez fakt urodzenia się w rodzinie żydowskiej, ale także poprzez dobrowolną deklarację, iż wierzy się w obietnice, jakie Bóg dał starotestamentowym prorokom oraz pragnie się w swym życiu stosować przepisy i przykazania Prawa Mojżeszowego. W czym więc problem? Otóż, gdyby Chrystus jeszcze nie przyszedł na tę ziemię, to można by współczesnych wyznawców judaizmu spokojnie nazywać „Żydami”. Jednak wraz z wcieleniem Pana Jezusa, Jego męką, śmiercią i zmartwychwstaniem nastąpiło pewnego rodzaju pogłębienie rozumienia żydowskości. Od dokonania się tych tajemnic i prawd Nowego Testamentu prawdziwymi Żydami nie są już ci, którzy oczekują na przyjście Mesjasza, ale są nimi ci, którzy zgodnie z zapowiedziami dawnych proroków uznali, że Mesjasz już w osobie Pana Jezusa przyszedł. Od tego też czasu Żydami nie są ci, którzy zostali obrzezani w sposób cielesny, ale są nimi ci, którzy dali się obrzezać na sposób duchowy, a więc uwierzyli w Chrystusa i przyjęli chrzest. Mówiąc zaś w skrócie prawdziwymi Żydami są chrześcijanie, nowym Izraelem jest Kościół, a wyznawcy współczesnego judaizmu są tymi, których niesłusznie nazywa się „Żydami”.

     

    Wszystko powyższe nie jest jakimiś moim wymysłem czy daleko posuniętą osobistą koncepcją teologiczną. Mówi o tym  jasno tak Pismo święte, jak i nauczanie Kościoła.

    I tak np. w Apokalipsie św. Jana Apostoła jest mowa o prześladowaniu lokalnych kościołów przez tych „którzy zwą się Żydami, lecz nimi nie są”:

    Znam twój ucisk i ubóstwo – ale ty jesteś bogaty – i [znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatanaAp 2, 9.

    Oto Ja ci daję [ludzi] z synagogi szatana, spośród tych, którzy mówią o sobie, że są Żydami – a nie są nimi, lecz kłamią.  Oto sprawię, iż przyjdą i padną na twarz przed twymi stopami, 
    a poznają, że Ja cię umiłowałem
    – Ap 3, 9.

    To, że w powyższych słowach chodziło o tych Żydów, którzy nie przyjęli wiary w Pana Jezusa jest jasne z następujących powodów: 1. W czasach, kiedy pisana była Apokalipsa wyznawcy judaizmu prześladowali chrześcijan i sami siebie zwali „Żydami”; 2. Co prawda w czasach spisywania Apokalipsy św. Jana Kościół był też nękany przez władze Imperium Rzymskiego, ale Rzymianie nie rościli sobie pretensji do nazywania siebie „Żydami” (przeciwnie odnosili się oni do Żydów dość niechętnie, a czasami nawet pogardliwie i wrogo); 3. Istnieje tylko jedna religia, której wyznawcy określają swe obiekty sakralne mianem synagog, a jest nią właśnie judaizm.

    Taka też była interpretacja starożytnych chrześcijan. W jednym z wczesnych chrześcijańskich dokumentów czytamy:

    Tak samo ci, którzy fałszywie nazywają siebie Żydami, po sześciu dniach przerywają pracę i siódmego dnia zbierają się w swych synagogach, a nigdy nie opuszczają ani nawet nie lekceważą swego odpoczynku i zgromadzenia; z powodu braku wiary pozbawieni zostali jednak mocy Słowa oraz imienia Judy, którym się sami określają. Juda znaczy „wyznanie”, oni zaś nie są wyznawcami Boga, skoro bezprawnie umęczyli Chrystusa, choć uznając to mogliby zostać zbawieni – Konstytucje Apostolskie II, 60: 3.

     

    O tym zaś, że chrześcijanie są prawdziwymi Żydami i nowym Izraelem Pismo święte wspomina w kilku miejscach. Tak więc np. św. Piotr Apostoł pisze do wyznawców Jezusa następujące słowa:

    Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, 10 wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali – 1 P 2, 9-10.

    Św Paweł Apostoł zaś w swych listach pisał o tych, którzy uwierzyli w Chrystusa, iż to właśnie ci są ludem prawdziwie obrzezanym i autentycznym potomstwem Abrahama:

    Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się okaleczeńcówMy bowiem jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym– my, którzy sprawujemy kult w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele – Flp 3, 2-3.

    Zrozumiejcie zatem, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama. I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: W tobie będą błogosławione wszystkie narody. I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze – Ga 3:7-9.

    Nie ma już żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami – Ga 3:28 – 29.

     

    Co ciekawe, wiarę w to, iż to Kościół jest nowym Izraelem i nowym Ludem Bożym podziela też nauczanie Soboru Watykańskiego II, którego wszak Ojców trudno byłoby podejrzewać o antysemityzm albo też zbytni antyjudaizm. Nawet w deklaracji „Nostra Aetate”, której istotna część poświęcona jest odparciu pewnych przesadnych i niesprawiedliwych zarzutów, jakie w ciągu wieków narosły wśród chrześcijan względem wyznawców judaizmu, czytamy:

    Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego (tamże, n. 4).

    Z kolei konstytucja dogmatyczna „Lumen Gentium” tegoż soboru uczy:

    W każdym wprawdzie czasie i w każdym narodzie miły jest Bogu, ktokolwiek się Go lęka i postępuje sprawiedliwie (por. Dz 10,35), podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył. Przeto wybrał sobie Bóg na lud naród izraelski, z którym zawarł przymierze i który stopniowo pouczał, siebie i zamiary woli swojej objawiając w jego dziejach i uświęcając go dla siebie. Wszystko to jednak wydarzyło się jako przygotowanie i jako typ owego przymierza nowego i doskonałego, które miało być zawarte w Chrystusie, oraz pełniejszego objawienia, jakie dać miało samo Boże Słowo, stawszy się ciałem. „Oto dni nadchodzą, mówi Pan, i zawrę z domem izraelskim przymierze nowe… Położę zakon mój we wnętrznościach ich i na sercu ich napiszę go, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem… Bo wszyscy poznają mnie, od najmniejszego do największego, mówi Pan” (Jr 31,31-34). Chrystus ustanowił to nowe przymierze, a mianowicie nowy testament we krwi swojej (por. 1 Kor 11,25), powołując spośród Żydów i pogan lud, który nie wedle ciała, lecz dzięki Duchowi zróść się miał w jedno i być nowym Ludem Bożym. Albowiem wierzący w Chrystusa, odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego przez słowo Boga żywego (por. 1 P 1,23), nie z ciała, lecz z wody i Ducha Świętego (por. J 3,5-6), ustanawiani są w końcu „rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym…, co niegdyś nie był ludem, teraz zaś jest ludem Bożym” (1 P 2,9-10). (…)

    A jak Izrael wedle ciała, wędrujący przez pustynię nazwany już jest Kościołem Bożym (2 Ezd 13,1, por. Lb 20,4, Pwt 23,1 nn), tak nowy Izrael, który żyjąc w doczesności szuka przyszłego i trwałego miasta (por. Hbr 13,14), również nazywa się Kościołem Chrystusowym (por. Mt 16,18), jako że Chrystus nabył go za cenę krwi swojej (por. Dz 20,28), Duchem swoim go napełnił i w stosowne środki widzialnego i społecznego zjednoczenia wyposażył. Bóg powołał zgromadzenie tych, co z wiarą spoglądają na Jezusa, sprawcę zbawienia i źródło pokoju oraz jedności, i ustanowił Kościołem, aby ten Kościół był dla wszystkich razem i dla każdego z osobna widzialnym sakramentem owej zbawczej jedności. Mając rozprzestrzenić się na wszystkie kraje, Kościół wchodzi w dzieje ludzkie, wkraczając równocześnie poza czasy i granice ludów. Idąc zaś naprzód poprzez doświadczenia i uciski krzepi się Kościół mocą obiecanej mu przez Pana łaski Bożej, aby w słabości cielesnej nie odstąpił od doskonałej wierności, lecz pozostał godną oblubienicą swego Pana i pod działaniem Ducha Świętego nieustannie odnawiał samego siebie, póki przez krzyż nie dotrze do światłości, która nie zna zmierzchu (tamże: n. 9).

     

    A zatem podsumowując:

    1. Ci, których powszechnie nazywa się Żydami, tak naprawdę nie są autentycznymi Żydami.

    2. Prawdziwymi Żydami i nowym Izraelem są chrześcijanie.

    3. Ktoś kiedyś pogardliwie powiedział o protestantach, iż są „Żydami jedzącymi wieprzowinę”. To powiedzenie należy jednak w sposób aprobatywny odwrócić i powiedzieć: „Chrześcijanie są Żydami, którzy jedzą wieprzowinę, nie obrzezują się w sposób cielesny i święcą niedzielę zamiast soboty”, gdyż jak to słusznie stwierdził papież Pius XI: „chrześcijanie są duchowymi semitami”.

     

  6. Współczesny „antyimigrantyzm” jest odbiciem nazistowskiego antysemityzmu

    Leave a Comment

    Radykalni przeciwnicy wpuszczania do Europy jakichkolwiek muzułmańskich imigrantów zapewne nie będą zachwyceni tym porównaniem, ale trzeba powiedzieć to sobie jasno. Używana przez nich retoryka i narracja niczym rodzona siostra przypomina propagandę, jaką swego czasu naziści stosowali wobec Żydów, aby obrzydzić ich społeczeństwu oraz przygotować dogodny grunt do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Da się bowiem wyodrębnić trzy punkty, w których współczesny „antyimigrantyzm” naśladuje nazistowski antysemityzm.

    Po pierwsze: Naziści wykorzystywali realne problemy związane z obecnością Żydów, które zwykle nie dotyczyły jednak ich większości, po to, by wytworzyć wrażenie, iż tyczą się one wszystkich Żydów. I tak np. w ruchach komunistycznych i socjalistycznych Żydzi stanowili dużą część aktywistów. Mimo to jednak większość Żydów to nie byli komuniści i socjaliści (choć było ich wśród nich „nadproporcjonalnie” więcej). Z drugiej strony Żydzi częściej niż przedstawicieli innych warstw społecznych angażowali się w prowadzenie praktyk lichwiarskich. Jednak większość Żydów mimo to nie trudniła się lichwą. Hitlerowcy eksponowali jednak te dwa fakty i mówili Niemcom: „Żydzi to komuniści albo chciwi bankierzy”. Nie dodawali jednak przy tym: „Część Żydów to komuniści albo chciwi bankierzy”. W ten sposób sugerowali, iż wszyscy Żydzi są tacy.

    Czy przeciwnicy przyjmowania muzułmańskich przybyszów robią tu coś zasadniczo odmiennego? Nie, gdyż tak jak naziści eksplorują oni realne problemy tyczące się mniejszości imigrantów na ich ogół. Ciągle mówią bowiem, że „imigranci to terroryści, gwałciciele, mordercy, chuligani i lenie” ale rzadko, a nawet nigdy nie dodają, że wszystkie te złe rzeczy dotyczą mniejszości imigrantów. Nie mówią oni wszak: „Część imigrantów jest taka, a taka”, ale wspominają o różnych patologiach w ich wykonaniu bez stosowania takich rozróżnień. W ten sposób, tak jak niegdyś hitlerowcy czynili to wobec Żydów, wytwarzają sugestię, jakoby wszyscy albo prawie wszyscy islamscy imigranci byli złoczyńcami czyhającymi tylko na życie i pieniądze Europejczyków oraz na seksualną cześć europejskich kobiet.

    Po drugie: Naziści stosowali wobec Żydów odczłowieczający i dehumanizujący tę nację język. Hitlerowska propaganda porównywała wszak Żydów do szczurów oraz pająków. Antysemickie karykatury rozpowszechnione przez nazistowską propagandę odmalowywały przedstawicieli tego narodu tak, by jak najmniej przypominali ludzi (zniekształcone rysy twarzy, itp).

    A teraz przypomnijmy sobie popularny sposób przedstawiania imigrantów przez ich przeciwników. Wedle nich współcześni przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki to „śmieć ludzki” (wypowiedź Janusza Korwina-Mikke), „bydło”, itp. W pamięci mam jeszcze wyborczą reklamówkę partii Korwina-Mikke z 2015 roku, w której to pokazywano masy imigrantów z lotu ptaka, tak, iż miało się wrażenie, że widzi się przed sobą jakieś poruszającą się na ziemi chmarę robactwa. Z kolei w swoistej „Biblii” współczesnego antyimigrantyzmu, czyli słynnym „Obozie świętych” Jeana Raspaila imigranckie dzieci nagminnie nazywane są „potworkami”.

    Po trzecie: Naziści z biegiem czasu coraz śmielej mówili o stosowaniu wobec Żydów przemocy. Dodajmy, że przemoc ta miała charakter „ślepy” i dotyczyła wszystkich Żydów, bez rozróżniania na płeć, wiek, wyznawaną religię, prawy bądź nieprawy styl życia poszczególnych osób z tej nacji. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło, więc nie trzeba się o tym rozpisywać.

    Ktoś może powie teraz, że co jak co, ale w tym punkcie nie można przypisywać przeciwnikom współczesnej imigracji naśladowania nazistowskiej retoryki. Czy aby jednak na pewno nie? A co np. ze słynną wypowiedzią cenionego na prawicy prof. Bogusława Wolniewicza, który powiedział otwarcie, iż łódki z płynącymi do Europy imigrantami należy zatapiać? Czy którykolwiek z cenionych prawicowych publicystów potępił te mordercze i zbrodnicze tyrady, albo przynajmniej poddał je krytyce? Ja, o żadnym takim głosie dezaprobaty nie słyszałem, za to widziałem, iż filmik z tą wypowiedzią prof. Wolniewicza na kanale Youtube ma 2761 polubień na jedynie 263 osoby zgłaszające przy nim znak „Nie lubię tego”. A co ze wspomnianym już „Obozem świętych” Raspaila, gdzie jako właściwa recepta na masową imigrację są wyraźnie sugerowane właśnie masowe mordy dokonywane na przybyszach? I w tym wypadku niewiele jest na prawicy głosów krytykujących ową książkę, ale mnóstwo jest pod jej adresem pochwał i zachwytów.

     

    Kończąc, muszę się podzielić niestety jeszcze jedną smutną refleksją. Otóż, patrząc na łatwość z jaką wielu ludzi ulega dziś pełnej przesady, krzywdzących uogólnień oraz niestroniącej od nienawiści propagandzie antyimigranckiej łatwiej przychodzi mi zrozumieć fenomen Hitlera i nazizmu w Niemczech. Czy można się bowiem zbytnio dziwić, iż Niemcy – będący prawdopodobnie w swej większości – porządnymi i spokojnymi ludźmi – z biegiem czasu ulegli jadowitej propagandzie antysemityzmu, skoro i dziś porządni, dobrzy oraz empatyczni ludzie potrafią bez większego namysłu powtarzać najbardziej bzdurne, a czasami nawet zbrodnicze slogany wymierzone w imigrantów?

     

    Przeczytaj także:

     https://salwowski.net/2016/11/07/dlaczego-europa-powinna-przyjac-na-rozsadnych-warunkach-muzulmanskich-imigrantow/

     

  7. Ja też jestem Żydem (duchowym)

    Leave a Comment

    Czy chrześcijanie powinni nazywać się Żydami? Zapewne, dla wielu same postawienie takiego pytania wyda się wręcz niedorzeczne, gdyż chrześcijanie to ludzie, którzy wierzą w Pana Jezusa jako Boga i Zbawiciela, a żydzi – w religijnym tego słowa znaczeniu – to ludzie, którzy nie uznają Chrystusa Pana, a za to ciągle wypatrują obiecanego Izraelowi przez proroków Mesjasza. Jeszcze inni, mogą powiedzieć, że mówienie o chrześcijanach, że są Żydami, jest pomieszaniem terminologii i zapewne ma celu promowanie tzw. judeochrześcijaństwa, w którym zamazywano by istotne różnice pomiędzy wiarą chrześcijańską, a współczesnym rabinicznym judaizmem.

    Choć oczywistym jest, że nie może być mowy ani o zrównywaniu judaizmu, który rozwinął się po Chrystusie z chrześcijaństwem, ani też o lekceważeniu faktu, iż owa religia zawiera w sobie poważne błędy, zaś niektóre z jej obrzędów wraz z Ofiarą Pana Jezusa na Krzyżu straciły swą aktualność i znaczenie, myślę, iż można, a nawet w pewnych okolicznościach wskazane jest, by podkreślać to, że w pewnym ważnym znaczeniu tego słowa, chrześcijanie istotnie są Żydami.

    Otóż wedle Pisma świętego i tradycyjnej teologii katolickiej określenie „Żyd”, „Izraelita”, etc., jest nazwą wręcz czcigodną. Św. Paweł Apostoł w liście do Rzymian jasno sugeruje nawet, że to posłuszni Bogu chrześcijanie są prawdziwymi Żydami, nie zaś ci, którzy zostali w dzieciństwie obrzezani i wychowani w religii mojżeszowej: „Obrzezanie posiada wprawdzie wartość, jeżeli zachowujesz Prawo. Jeżeli jednak przekraczasz Prawo będąc obrzezanym, stajesz się takim, jak nieobrzezany. Jeżeli zaś nieobrzezany zachowuje przepisy Prawa, to czyż jego brak obrzezania nie będzie mu oceniony na równi z obrzezaniem? I tak ten, który od urodzenia jest nieobrzezany, a wypełnia Prawo, będzie sądził ciebie, który, mimo że masz księgę Prawa i obrzezanie, przestępujesz Prawo. Bo Żydem nie jest ten, który nim jest na zewnątrz, ani obrzezanie nie jest to, które jest widoczne na ciele, ale prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery. I taki to otrzymuje pochwałę nie od ludzi, ale od Boga” (tamże: 2, 25 – 29). W Apokalipsie św. Jana czytamy z kolei, iż chrześcijanie doznają prześladowań ze strony „synagogi szatana„, której członkowie „zwą się Żydami, lecz nimi nie są” (tamże: 2, 9 – 10). Warto dodać, że słowa te Pan Jezus w Apokalipsie skierował do kościoła w Smyrnie, z którego wywodził się jeden z najznamienitszych męczenników, uczeń św. Jana – św. Polikarp. Św. Polikarp został zaś zabity między innymi przez ówczesnych wyznawców judaizmu. Idąc tokiem wskazanego w Biblii prawdziwego znaczenia słowa: „Żyd”, św. Tomasz z Akwinu objaśniał, iż wyraz ten oznacza człowieka, który należy do Ludu Bożego – a w Nowym Przymierzu owym ludem są ci, którzy uwierzyli w Pana Jezusa. Akwinata precyzuje przy tym, iż ci spośród żydów, którzy odrzucili Chrystusa i zwalczają Ewangelię są „żydami” niejako tylko „na zewnątrz” – czyli mówiąc językiem Pisma św. są „fałszywymi żydami„. Nie ma się zatem co dziwić Piusowi XI, który powiedział w nawiązaniu do chrześcijan: „w sensie duchowym jesteśmy semitami„.

    Ponadto, w tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie tak się właśnie bowiem mniej więcej rzeczy mają. Mamy prawdziwych Żydów – a zatem oddanych Bogu chrześcijan, Kościół Chrystusowy, który jest „Nowym Izraelem” i tych żyjących w czasach Starego Testamentu wyznawców religii mojżeszowej, którzy z nadzieją oczekiwali przyjścia zapowiedzianego Mesjasza. Mamy jednak też fałszywych Żydów, a więc tych, którzy bezprawnie się za nich podają, ale tak naprawdę odrzucając Pana Jezusa i walcząc z Ewangelią zrywają z najgłębszym sensem wiary swych praojców – Abrahama, Izaaka i Jakuba. Oczywiście nie jesteśmy żydami w sensie etnicznego pochodzenia, gdyż to nie ma znaczenia w więzi z Chrystusem i w tym sensie św. Paweł nauczał, że „nie ma już Żyda ani Greka” (Kol. 3, 11). Tym nie mniej w znaczeniu duchowym chrześcijanie są Żydami, gdyż należą do „Nowego Izraela„, „ludu prawdziwie obrzezanego” (Fil. 3, 3), obrzezanego nie z ręki ludzkiej lecz Chrystusowym obrzezaniem” (Kol. 2, 11). Wiara chrześcijańska jest zaś spełnieniem obietnic danych Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi, Dawidowi i innym patriarchom, prorokom i królom Starego Testamentu. Czy tego chcemy czy nie, tradycyjne chrześcijaństwo ma korzenie ściśle żydowskie. Jest to prawda warta szczególnego przypominania zwłaszcza po prawej stronie sceny ideowej i politycznej. Niektórzy z prawicowców i konserwatywnych katolików wypowiadają się i zachowują się tak, jakby chcieli jak najstaranniej wymazać z chrześcijaństwa ten jego aspekt. Słyszy się wszak raz po raz gorliwe zaprzeczenia w rodzaju „Pan Jezus nie był Żydem, gdyż jest Bogiem, a Bóg nie ma pochodzenia etnicznego bądź narodowościowego” (ale prawdę, że jako prawdziwy Człowiek miał w sobie żydowską krew, wychowywał się w rodzinie żydowskiej, praktykował żydowską religię i obrzędy, utożsamiał się z ludem Izraela skrzętnie przy tym pomija). Inni z kolei mówią: „Stary Testament jest całkowicie nieważny i nieaktualny” nieraz podszywając to stwierdzeniami sugerującymi, jakoby owa Księga była bardziej historycznym zapisem szowinistycznej mentalności dzikich plemion żydowskich, aniżeli prawdziwie natchnionym i nieomylnym Słowem Bożym, które uczy nas w co mamy wierzyć i jak postępować. Jeszcze inni, gdyby pisali historię chrześcijaństwa, to jego początki i źródła  usadowiliby na starożytnych rzymskich i greckich salonach, pismach pogańskich filozofów, w dumnie maszerujących legionach cesarskich, aniżeli pośród bliskowschodnich pustyń wypełnionych prostymi pasterzami owiec, kóz i wołów. Właśnie takim baśniom i bajaniom trzeba przeciwstawiać prawdę o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa. Naszymi ojcami w wierze nie są Ciceron, Platon, Seneka, Marek Antoniusz czy Neron, ale Abraham, Jakub, Izaak, Dawid, Eliasz czy Elizeusz. Częścią Bożego Objawienia nie są pisma greckich i rzymskich filozofów, ale Stary Testament. Pan Bóg zaś rzeczy wielkie nie objawił dumnym arystokratom w zdobionych kunsztownie togach lecz prostaczkom, pasterzom kóz i robotnikom fizycznym. A historia, prawodawstwo i mentalność starotestamentowych Żydów mimo ich oczywistych wad, upadków i ciemnych stron (ukazywanych zresztą na kartach Starego Testamentu) jest wznioślejsza i szlachetniejsza niż dzieje oraz obyczajowość pogańskich Rzymian i Greków. Nie oznacza to pogardy i obrzydzenia dla całej grecko-rzymskiej spuścizny historyczno-kulturowej, gdyż niemało rzeczy z niej zostało zaadaptowanych i oczyszczonych przez chrześcijaństwo, ale trzeba mieć świadomość tego co w naszej cywilizacji jest jednym z fundamentów (żydowski Stary Testament), a co stanowi w niej dobry, ale niekonieczny dodatek (pewne elementy rzymskiego prawa, greckiej filozofii czy starożytnej sztuki i kultury).

  8. O czym ks. Jacek Międlar nie wspomniał w swym kazaniu?

    Leave a Comment

    W różnego rodzaju mediach nie milkną echa obchodów 82 rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego (w skrócie ONR), które w tym roku odbyły się w Białymstoku, a jednym z ich elementów była odprawiona przy tej okazji w jednej z tamtejszych katedr  przez x. Jacka Międlara Msza św. Nie byłoby oczywiście w tym nic dziwnego, iż katolicki ksiądz sprawuje w kościele Mszę i głosi przy tej okazji kazanie, gdyby nie fakt, iż wnętrze owego kościoła przypominało halę jakiegoś politycznego zlotu, a wygłaszane przez ks. Międlara słowa brzmiały niczym przemówienie na partyjnym wiecu. Kazanie x. Jacka było splotem twierdzeń na ogólnym poziomie słusznych, ze sformułowaniami mocno przesadzonymi, fantazyjnymi, megalomańskimi, a także mającymi charakter czystej agitacji politycznej. Do tego ostatniego rodzaju stwierdzeń należy zaliczyć nawiązania do przedwojennej historii ONR, które były utrzymane w tonie samych pochwał i superlatyw. Warto więc przypomnieć kilka faktów na temat tego ruchu, o których ksiądz Jacek Międlar nie raczył wspomnieć.

    ONR dawniej

    1. Środowiska ONR-u postulowały pozbawienie wszelkich praw obywatelskich, a także własności prywatnej (i to bez odszkodowania) wszystkich mieszkających w Polsce Żydów, a następnie ich wyrzucenie z naszego kraju. Represje te miały tyczyć się wszystkich Żydów niezależnie od tego, czy byli oni wyznawcami judaizmu, ateizmu, agnostycyzmu czy może chrześcijaństwa. Aktywiści tego ruchu twierdzili wyraźnie, iż bycie przez Żyda wyznawcą religii chrześcijańskiej, nie może zmieniać przewidywanego dla nich w przyszłości losu oraz, że nie uznają oni podziału Żydów na „uczciwych i nieuczciwych”. Niektórzy zaś z publicystów ONR-u posuwali się nawet do twierdzeń, iż wobec Żydów należałoby zastosować „metody tureckie” (chodziło o masowe mordy, jakie na początku XX wieku zostały dokonane przez Turków na Ormianach).

    2. Aktywiści jednego z dwóch odłamów pierwotnego ONR, a mianowicie RNR-Falanga dokonywali licznych krwawych napaści na innych obywateli Rzeczypospolitej (głównie Żydów i lewicowców), zaś ONR-owska prasa zwykle pisała o tych czynach w duchu przyzwolenia i aprobaty.

    3. ONR charakteryzował się pogardą dla istniejącego w Polsce porządku i prawa, o czym świadczą wspomniane wyżej akty samosądów, a także sam fakt, iż pomimo rozwiązania tej organizacji przez władze naszego kraju, działała ona nadal nielegalnie w swych zmutowanych formach.

    Oczywiście, ONR gorliwie powoływała się w swym programie i deklaracjach na Boga, katolicyzm i chrześcijaństwo, ale czy to coś zmienia w ocenie powyższych aspektów doktryny i praktyki tej organizacji. Ktoś kto jest pijakiem też może mówić, iż wierzy w Boga, chodzić codziennie do kościoła, etc., ale przecież to nie zmieni tego, iż czynione przez niego pijaństwo wciąż jest grzechem, nie podoba się Bogu i nie jest zgodne z nauczaniem katolickim.

    ONR dziś

    Reaktywowany po upadku PRL-u Obóz Narodowo-Radykalny choć już nie eksponuje w swej działalności tak skrajnego antysemityzmu, to jednak nigdy nie zdystansował się od takowego, głoszonego przez jego ideowych ojców. Nigdy liderzy ONR-u nie powiedzieli czegoś w stylu: „To było złe. Szanujemy i pragniemy kontynuować wiele z przedwojennego dziedzictwa, ale nie uważamy, że wszystko w nim było godne pochwały„. Jeśli już to, z ich ust można było słyszeń relatywizujące stwierdzenia w stylu: „Dziś problem żydowski nie jest aktualny tak jak kiedyś, ale w latach 30-tych to była wielka bolączka, stąd też radykalne przekonania i działania naszych poprzedników w tej kwestii„.

    Ks. Międlar nie wspomniał też w swym kazaniu o kilku bardziej wątpliwych aspektach dzisiejszego ONR, a więc np.:

    1. Promowaniu przez związane z tą organizacją portale komercyjnych pokazów krwawych sportów w rodzaju boksu zawodowego i MMA.

    2. Akcjach propagandowych czynionych pod oficjalnym szyldem ONR, a pochwalających zbrodniczy czyn Eligiusza Niewiadomskiego, mordercy pierwszego prezydenta II Rzeczypospolitej Polskiej.

    3. Propagowaniu przez te ugrupowanie prymitywnej i wulgarnej retoryki antyimigranckiej – na stronach związanych z ONR publikuje się nawet piosenki, w których nazywa się imigrantów „ciapatymi śmieciami”, „brudasami”, itp.

    4. Promuje się ewidentnie bezwstydny i nieskromny styl ubierania się kobiet. Przykładowo, na głównej stronie internetowej ONR w galerii pokazane jest zdjęcie pokazujące młodą dziewczyną w obcisłej i krótkiej, znacznie powyżej kolan spódniczce, zaś na jednym z Marszów Niepodległości wieniec w imieniu tej organizacji niosły podobnie odziane niewiasty.

    5. Promowanie kultu tzw. Żołnierzy Wyklętych, a więc ludzi, którzy bez upoważnienia jakiejkolwiek legalnej władzy postanowili zabijać i ranić swych bliźnich.

     

    Czy zatem x. Jacek Międlar został słusznie ukarany przez władze kościelne? Oczywiście, że tak. Albowiem bezkrytyczne wspieranie i chwalenie ruchu politycznego, który miał i ma tyle – delikatnie mówiąc – wątpliwych aspektów – zasługuje bowiem na karę. A robienie z przestrzeni stricte sakralnej wiecu dla takiej organizacji tym bardziej wzmacnia słuszność sankcji wobec x. Międlara. I mało ważne jest, czy aby na pewno, polscy hierarchowie równie gorliwie zwalczają wypaczenia i nadużycia z „lewej strony” duchowieństwa. Ewentualny brak kar dla wypaczeń jednych nie usprawiedliwia wypaczeń innych. Poza tym teza, jakoby biskupi w Polsce byli bardziej surowi dla księży o konserwatywnych i prawicowych inklinacjach, zważywszy na to, iż do tej pory częściej i dotkliwiej byli karani duchowni znani raczej z innego rodzaju tendencji (ks. Lemański, ks. Adam Boniecki).