Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: wstydliwość

  1. „Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności”

    Leave a Comment

    Prawdopodobnie, wszyscy bardziej świadomi chrześcijanie znają słowa Pana Jezusa przestrzegające przed pożądliwym patrzeniem na kobietę jako czymś co jest grzechem cudzołóstwa w sercu (Mt 5, 28). Najpewniej też znaczna część bardziej pobożnych chrześcijan akceptuje te słowa, co prawda jako trudne, lecz słuszne napiętnowanie tych nieczystych myśli, które są świadome oraz dobrowolne. W Biblii znajdują się jednak jeszcze trudniejsze i dalej idące w tej kwestii napomnienia, których, jak się zdaje,  wielu chrześcijan nie zna i nie akceptuje. Chodzi mi w tym miejscu głównie o następującą wypowiedź ze starotestamentowej księgi „Mądrość Syracha”:

    Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie poniósł kar z jej powodu (…) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień” (Syr 9: 5, 8).

    W podobnym duchu utrzymany jest zresztą inny fragment Pisma św., a mianowicie wyznanie św. Hioba, który mówi:

    „Zawarłem z oczami przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę” (Hi 31, 1).

    Dodajmy w tym miejscu tylko, iż św. Hiob jest w Biblii pozytywnym bohaterem więc powyższe jego słowa mogą być śmiało traktowane jako dobry przykład do naśladowania, a nie jako grzech, wypaczenie czy też skrupulancka przesada.

     

    Istnieje jednak problem z powyższymi biblijnymi radami i przestrogami. Przestrzegają one bowiem nie tylko przed pożądliwymi myślami czy spojrzeniami, ale odradzają one nawet tych spojrzeń, z którymi nie wiążą się jasne seksualne intencje. Czyż praktyczna ich realizacja nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby chodzić z zamkniętymi oczami po ulicach miast? A co z młodymi mężczyznami, którzy chcą poznać kandydatki na swe przyszłe żony, skoro nie mogliby oni nawet niepożądliwie na nie patrzeć? A może powyższe biblijne rady tak naprawdę są tylko częścią tych starotestamentowych zasad, które nie obowiązują już chrześcijan? Wreszcie, czy takie rady nie sprowadzają mężczyzn do rzędu jakichś bezrozumnych zwierząt, których bardzo łatwo jest pobudzić i skusić do seksualnych grzechów?

     

    Zacznijmy od tego, iż nic nie wskazuje na to, by rada z 9 rozdziału Mądrości Syracha oraz przykład życia św. Hioba stanowiły ten element Starego Testamentu, który nie obowiązuje już chrześcijan. Owszem niektóre z praw, przykazań i przepisów Prawa Mojżeszowego nie wiążą w sumieniu uczniów Jezusa i chodzi o te z nich, które miały charakter ceremonialno-obrzędowy bądź karno-cywilny. Jednak omawiane starotestamentowe fragmenty odnoszą się bezpośrednio do moralności, a nie spraw obrzędowych czy tego w jaki sposób rządzący państwem powinni karać poszczególne grzechy. Są to więc wskazówki o charakterze moralnym i obyczajowym, a te mimo, że zawarte w Starym Testamencie są w ścisły sposób skierowane również do chrześcijan. Poza tym, gwoli ścisłości, to sam św. Hiob nie był Żydem związanym Prawem Mojżeszowym, więc to co czytamy o nim w Piśmie świętym, nie musi łączyć się z karno-cywilnymi i obrzędowymi elementami Starego Zakonu.

    Silnym argumentem przeciwko traktowaniu zasady unikania przyglądania się pięknym niewiastom jest też fakt, iż aprobatywne jej powtórzenia, a także praktyczne zastosowania, znajdujemy w nauczaniu Ojców Kościoła i przykładzie życia jacy dali nam Święci, którzy żyli już wszak w czasach Nowego Testamentu. Papież św. Grzegorz Wielki tak wszak komentował słowa z księgi Hioba 31, 1:

    Nie godzi się spoglądać na to, czego pożądać nie wolno. Bo jeśli będziesz na to spoglądał, to oko cię za sobą pociągnie i serce twe złupi. Dlatego też Hiob bardzo dobrze się pod tym względem uzbroił (…) Dlaczego? Bo Hiob bardzo dobrze wiedział, że przez oczy wchodzą złe myśli do serca, i że strzegąc oczu, drzwi zmysłów, ustrzeże zarazem i serce, i rozum” [1].

    Z kolei, św. Jan Chryzostom odnośnie postawy Hioba nauczał:

    „Któż się nie zdziwi, widząc, że ten wielki mąż, który się przeciwstawił szatanowi, odważnie z nim walczył i wszystkie jego podstępy i napady odparł, nie śmie spojrzeć na pannę? (…) Czyni tak, abyśmy poznali, jak potrzebna jest nam ostrożność w tych rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak doskonali byli”[2].

    Doktor Kościoła, św. Alfons Maria Liguori uczy z kolei:

    Czy jest grzechem poglądać na kobiety? Tak, przyjacielu, gdy niewiasty są młode, poglądać na nie jest przynajmniej grzechem powszednim; a gdy spojrzenia się powtarzają, wtedy jest nawet niebezpieczeństwem grzechu śmiertelnego” [3].

    W objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy zaś o następującej zdarzeniu, jakie miało mieć miejsce podczas posługi Pana Jezusa:

    Najpierw Jezus mówił ogólnie o obowiązkach stanu małżeńskiego, a szczególnie żon; zalecał im, by tylko mężowi patrzyły śmiało w oczy, a przed każdym innym spuszczały wzrok” [4].

    Co prawda, ostatnia z cytowanych wypowiedzi nie odnosi się bezpośrednio do kwestii patrzenia mężczyzn na niewiasty, ale poniekąd pokazując „drugą stronę medalu” sugerują też słuszność omawianej zasady.

     

    Warto też zauważyć, iż w historii życia różnych Świętych Pańskich odnaleźć możemy praktyczne stosowanie nauczania z „Mądrości Syracha” i „Księgi Hioba”. Przykładowo, św. Franciszek Salezy miał nawet nie znać zbytnio twarzy jednej z odwiedzających go członkiń swej rodziny, gdyż kiedy inni ludzie mówili mu, iż jest ona piękna ten odpowiadał: „Podobno to prawda„.  Oczywiście, ktoś może w tym miejscu powiedzieć, iż podobne zachowania miały miejsce w przypadku osób duchownych, które były zobowiązane do zachowania dozgonnego celibatu. Czy jednak, jeśli weźmie się pod uwagę zasadę unikania pokus i okazji do grzechu, sytuacja osoby zobowiązanej do celibatu w bardzo radykalny sposób różni się od sytuacji kogoś kto znajduje się np. w związku małżeńskim? Przecież, tak bezżenny, jak i żonaty mężczyzna zobowiązani są do zachowania cnoty czystości właściwej ich stanowi, a co za tym idzie do unikania sytuacji i zachowań, które wystawiałyby na niebezpieczeństwo tę cnotę. Nie widać większego powodu dla którego beztroskie patrzenie na piękne kobiety miałoby być niebezpieczne dla duchownych, a bezpieczne dla mężczyzn pozostających w związku małżeńskim, a przez to zobowiązanych do zachowania wierności jednej kobiecie.

     

    Można jednak postawić pytanie, czy realizacja zasad z „Mądrości Syracha” i „Księgi Hioba” nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby po ulicach chodzić ciągle ze spuszczonymi oczami? Otóż, warto zaznaczyć, iż wspomniane na początku tego artykułu słowa z „Mądrości Syracha” mówią bardziej o czymś, co można nazwać przyglądaniem się niewiastom, aniżeli o jakichś niecelowych pojedynczych spojrzeniach na tę czy inną kobietę. Jest tam bowiem napisane: „Nie wpatruj się w dziewicę” oraz „Nie przyglądaj się obcej piękności„. Chodzi więc raczej o dłuższe spojrzenia, coś co my współcześni nazwalibyśmy „zawieszaniem oka” czy nawet „podziwianiem piękna kobiet” aniżeli zwykłe krótkie spojrzenia na np. przechodzące po ulicy niewiasty. Poza tym mowa jest tam o przyglądaniu się pięknym i młodym kobietom, a nie jakimkolwiek niewiastom.

    Prawda, że z kolei w Księdze Hioba autor określa swe postępowanie tak, iż na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi nawet o krótkie i pojedyncze spojrzenia na młode kobiety, jednak można ów krótki fragment interpretować w świetle dłuższego wywodu na ów temat, a więc wskazanego powyżej nauczania z „Mądrości Syracha”. Ponadto, nawet gdyby postawę św. Hioba traktować rzeczywiście jako deklarację unikania nawet krótkiego spoglądania na młode niewiasty to w odróżnieniu od zasad podanych w „Mądrości Syracha” mamy tam do czynienia z opisem indywidualnej postawy Hioba nie zaś nauczaniem ogólnych norm skierowanych do innych ludzi. Niewykluczone, że jakieś szczególne okoliczności w życiu Hioba sprawiały, że dobrym było dla niego rezygnowanie nawet z krótkich spojrzeń na młode kobiety. Nawet jeśli intencją Pisma św. nie byłoby pouczanie wszystkich innych mężczyzn, iż powinni wzorem Hioba czynić tak samo, to i tak płynęłaby z tego ogólna lekcja o tym, że należy uczciwie rozeznawać swe słabe punkty i zgodnie z tym rozeznaniem unikać tego co może być dla nas niebezpieczne.

     

    Czy jednak zasada dłuższego nieprzyglądania się ładnym i młodym kobietom nie ubliża mężczyznom kreując ich na jakichś seksualnych maniaków, których byle impuls może skusić do grzechów przeciw cnocie czystości? Cóż, tradycyjne doświadczenie chrześcijańskie uczy, że w tych kwestiach zwłaszcza mężczyznom „lepiej jest dmuchać na zimne„. Granica bowiem pomiędzy „podziwianiem piekna kobiet” a jawnie pożądliwymi myślami i spojrzeniami często nie jest zbyt szeroka i wyraźna, dlatego nie jest rzeczą bardzo trudną ją przekroczyć. Można powiedzieć, że tak jak np. w prawie drogowym zakazane jest nie tylko wkraczanie na jezdnię pełną samochodów, ale także poleca się nieprzekraczanie specjalnego pasa oddzielającego jezdnię od chodnika dla pieszych, tak Bóg w Swym Słowie rozsądnie zachęca mężczyzn do zachowania pewnej bezpiecznej odległości, jaka istnieje pomiędzy seksualną pożądliwością a patrzeniem na kobiety. Tym swego rodzaju pasem przygranicznym są właśnie beztroskie, ciekawskie i dłuższe spojrzenia na młode, atrakcyjne i ładne kobiety. Choć nie muszą być one od razu pożądliwe, to są na tyle grząskim gruntem, że rozsądnie jest ich unikać.

     

    Ktoś może wreszcie zapytać, jak zatem młodzi mężczyźni mają poznawać swe wybranki, skoro nie powinni się im przyglądać przed ślubem? Myślę, że w odpowiedzi na to pytanie warto uświadomić sobie to, iż w starożytnej kulturze hebrajskiej mężczyźni żenili się raczej szybko. Tak też, słowa z „Mądrości Syracha” w dużej mierze są skierowane już do żonatych mężczyn. Hiob zaś, który deklarował, iż „zawarł przymierze z oczyma swoimi, aby nawet nie spojrzeć na pannę” także miał już żonę. Powyższe okoliczności w mej opinii uprawdopodabniają interpretację, w myśl której zasada unikania dłuższego przyglądania się młodym i ładnym niewiastom choć ważna także w stosunku do nieżonatych mężczyzn, może być wobec nich aplikowana z nieco większą łagodnością niż w przypadku tych osobników płci męskiej, którzy mają już swe żony. Żonaty mężczyzna powinien wpatrywać się głównie w swoją żonę, a nie rozglądać się czy „podziwiać piękno” innych niewiast. Jest jednak bardziej zrozumiałe, iż młody mężczyzna szukający żony chce wizualnie ocenić fizyczne piękno otaczających go kobiet i również na tej podstawie wybrać sobie kandydatkę na żonę. Jednak, kiedy ów mężczyzna już to uczyni, a więc wybierze obiekt swych uczuć, również on nie powinien ciekawsko rozglądać się za innymi kobietami.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: „Twoje życie duchowe” (w) „Miłujcie się” (Numer specjalny z 2002 roku), , s. 24.

    [2] Cytat za: jw., s. 24.

    [3] Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 93.

    [4] Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich”,  Wrocław 2009, s. 599.

     

     

  2. Jak rozumieć słowa „Dla czystych wszystko jest czyste”?

    Leave a Comment

    Nieraz bywa, iż w rozmaitych dyskusjach tyczących się cnoty skromności i wstydliwości przywoływane są słowa św. Pawła Apostoła:

    Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15).

    Tym, którzy cytują ów fragment Pisma świętego chodzi w owych dysputach o przeniesienie ciężaru moralnej odpowiedzialności z tych, którzy dopuszczają się bezwstydu i nieskromności na tych, którzy ową nieskromność i bezwstyd krytykują. A więc, jeśli mówisz, że np. chodzenie przez kobiety w minispódniczkach jest złe, to ty masz problem, twoje spojrzenie jest nieczyste i mamy na to nawet potwierdzenie w powyżej zacytowanych fragmentach Biblii. Innymi słowy, gdyby ktoś był naprawdę czysty, to nie przeszkadzałaby mu żadna nagość, bezwstyd i nieskromność. Czy jednak rzeczywiście w słowach św. Pawła Apostoła o tym, iż „Dla czystych wszystko jest czyste” chodzi o tego typu kwestie, czy może jednak idzie w nich o zupełnie innego rodzaju sprawy?

     

    Zacznijmy od tego, iż z pewnością św. Pawłowi Apostołowi nie chodziło o to, jakoby dobre intencje danej osoby czyniły dobrymi wszelkie jej działania. Nie ma bowiem tak, iż dla ludzi z czystym sercem „czyste” są np. kłamstwo, oszustwa, czary, homoseksualizm, cudzołóstwo, pijaństwo, mordowanie niewinnych. Wszystkie te czyny są złe i w tym kontekście można by powiedzieć „nieczyste” zawsze i wszędzie, niezależnie od dobrych intencji, które mogą towarzyszyć osobom je czyniącym. Dobry cel nie uświęca złych środków. Jeśli więc, dajmy na to ktoś w szlachetnym celu uratowania innych od śmierci czyniłby cudzołóstwo, to pomimo jego dobrych intencji, czyn ten nadal byłby zły, moralnie zakazany i „nieczysty”. Sam św. Paweł Apostoł przestrzegał przed podobnym myśleniem:

    „I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? – jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara” (Rz 3, 8).

    Magisterium Kościoła też bynajmniej nie interpretuje słów św. Pawła Apostoła tak, jakby nie miały istnieć czyny, które są zawsze i wszędzie złe oraz zakazane, choćby i za nimi stały dobre intencje. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza między innymi:

    „Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…). Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy oszczerstwo). Cel nie uświęca środków (…). Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe” – (Tamże, n. 1753-1754, 1756).

     

    Może więc słowa św. Pawła Apostoła rzeczywiście odnoszą się do spraw typu prezentowanie nagości i jej odbiór u innych, kanony skromności i wstydliwości w ubiorze, etc? Otóż, nie ma żadnych przesłanek w wypowiedziach owego Apostoła, by w ten sposób interpretować owe jego słowa. List do Tytusa, gdzie umieszczony został fragment: „Dla czystych wszystko jest czyste” nie jest w żaden sposób poświęcony tym zagadnieniom. Sam zaś św. Paweł w innym ze swych listów apelował do niewiast, by ubierały się w sposób zgodny ze skromnością i wstydliwością (Tm 2, 9-10).

    Istnieje za to w miarę prosta interpretacja i zgodna z szerszym kontekstem Nowego Testamentu interpetacja rzeczonych słów św. Pawła Apostoła. Otóż, najprawdopodobniej w zdaniu: Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15) chodzi o to, że uczniowie Pana Jezusa nie muszą trzymać się niegdyś ustanowionych w Prawie Mojżeszowym rozróżnień na potrawy czyste oraz potrawy nieczyste. Na słuszność takiej wykładni wskazują dwa czynniki. Pierwszym z nich jest to, iż „List do Tytusa” został adresowany do społeczności chrześcijańskiej na Krecie, gdzie aktywni byli chrześcijanie „judaizujący”, którzy twierdzili, że konieczne do zbawienia jest przestrzeganie ogółu przepisów Prawa Mojżeszowego, w tym tych z nich, które tyczyły się rozróżniania pomiędzy pokarmami. Zauważmy bowiem, że zaledwie parę wersetów wcześniej, czyli w 10 wersie 1 rozdziału listu do Tytusa św. Paweł pisze, iż „zwłaszcza wśród obrzezanych” jest „wielu  krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli„. W bezpośrednio poprzedzającym zaś zdanie „Dla czystych wszystko czyste …” wersecie 14 Apostoł przestrzega, by nie zważać „na żydowskie baśnie czy nakazy ludzi odwracających się od prawdy„.

    Drugą okolicznością, która bardzo uprawdopodobnia interpretację, że słowa „Dla czystych wszystko jest czyste” odnoszą się do ustania podziału na pokarmy czyste i nieczyste jest fakt, iż bardzo podobne sformułowania znajdują się w tych fragmentach Nowego Testamentu, które poruszają właśnie kwestię pokarmów. W liście do Rzymian czytamy np.:

    Wiem i przekonany jestem w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo przez się było nieczyste, a jest nieczyste tylko dla tego, kto je uważa za nieczyste. Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swego brata, nie postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie] pokarmów nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus. (…) Nie burz dzieła Bożego ze względu na pokarmy! Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. (Rz 14, 14 – 15; 20).

    Z kolei, gdy św. Piotr Apostoł otrzymał wizję, w której Anioł nakazał mu spożywanie wszelkich zwierząt, również tych, które Prawo Mojżeszowe uznawało za nieczyste, czytamy co następuje:

    «ZabijajPiotrze i jedz!» – odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». (Dz 10, 13 – 15).

    Wreszcie, sam Pan nasz Jezus Chrystus powiedział:

    Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7, 18 – 23).

     

    Nie ma więc tak naprawdę, żadnych silniejszych podstaw, by twierdzić, iż słowa św. Pawła Apostoła o tym, że: „Dla czystych wszystko jest czyste (…)” odnoszą się do kwestii skromności i wstydliwości. Trudno też utrzymywać, iż Apostoł chciał przez nie zaprzeczyć doktrynie o istnieniu wewnętrznie złych i zawsze zakazanych działań. Przyjęcie takiej interpetacji owych słów czyniłoby nas zresztą podobnymi do obyczajowych libertynów z sekty „Rodzina Miłości”, którzy powołując się właśnie dokładnie na nie, usprawiedliwiali np. zdradę małżeńską w przypadku, gdy ów postępek miałby być motywowany miłością i ważną potrzebą życiową (dajmy na to chorobą jednego ze współmałżonków). Są jednak powody, by sądzić, iż wiadome słowa św. Pawła Apostoła odnosiły się do kwestii pokarmów.

  3. Brawarystyczne „Zawsze Wierni”

    Leave a Comment

    Niegdyś byłem stałym czytelnikiem “Zawsze Wierni” – pisma wydawanego przez Bractwo św. Piusa X w Polsce. W domu posiadam pięćdziesiąt trzy numery owego magazynu z lat 1996 – 2009. Swego czasu postanowiłem przejrzeć swe prywatne archiwum “Zawsze Wierni” pod kątem promowanych tam zasad moralności chrześcijańskiej. Interesowała mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie, jak redaktorzy tego pisma odnoszą się do różnych kwestii obyczajowych, które także w środowiskach tradycjonalistycznych i konserwatywnych wzbudzają niemało kontrowersji?

    A więc, jaki winien być stosunek rzymskich katolików do etyki sytuacyjnej (czyli np. poglądu, wedle, którego można czynić mniejsze zło, po to, by osiągnąć większe dobro lub ustrzec się większego zła)? Czy zasady skromności w ubiorze i zachowaniu są niemal całkowicie zdeterminowane przez panującą w danym miejscu kulturę lub klimat i w związku z tym nie należy próbować ustalać zasad, które sztywno miałyby obowiązywać (np. poza bardzo ogólnymi wskazówkami, nie mówić, jaką długość winny być kobiece sukienki, etc.)? Czy mieszane płciowo plaże są dziś czymś całkowicie normalnym dla katolików? Czy katolicy mogą słuchać rocka, heavy-metalu i kapel w rodzaju AC/DC? Czy damsko-męskie tańce są rozrywką, której niebezpieczeństwo, w najgorszym wypadku jest nikłe, a więc są one czymś zupełnie normalnym?

    Jak zatem redakcja “Zawsze Wierni” odpowiada na wyżej postawione pytania? Poniżej przedstawiam odpowiedź w postaci wypisu różnych fragmentów z tekstów publikowanych na łamach tego pisma.

    “(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata” – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, “Komunikat Bractwa św. Piusa X”, ZW, nr. 11/ 1996, s. 5.

    Ojciec Pio, siedząc w otwartym konfesjonale, przez okrągły rok dbał o to, aby kobiety i dziewczęta, które się u niego spowiadały, nie przystępowały do spowiedzi w zbyt krótkich spódnicach. Czasem nawet przyprawiał o łzy taką, która po paru godzinach oczekiwania w kolejce została odesłana z powodu nieprzyzwoitego ubioru (…) <Kobiety, których ubiór cechuje próżność, nigdy nie przyobleką życia Jezusa Chrystusa. Co więcej, tracą one piękno swej duszy, gdy to bożyszcze wkroczy do ich serca>” – O. Jean OFMCap, “Ojciec Pio przeciwnikiem reformy liturgii”, ZW, nr. 28/ 1999, s. 70.

    Dzisiaj bożkami nie są już Zeus czy Wenus. Prawdziwymi bogami dzisiejszych czasów stała się telewizja, piosenkarze, gwiazdy sportu, muzyka rockowa, film … Musimy być wobec nich tak stanowczy, jak pierwsi chrześcijanie wobec fałszywych bożków. <Nie może być zgody pomiędzy światłem a ciemnością>. Żadnej zgody. (…) pozbądźcie się telewizora. Wyrzućcie go na śmietnik. Tam jest jego miejsce. (…) – SS. Dominikanki, “Telewizja – wróg publiczny nr I”, ZW, nr 37/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 6, s. XVII – XVIII.

    12 stycznia 1930 roku, papież Pius XI nakazał opublikowanie instrukcji na temat skromności strojów. W instrukcji tej przypomniał zalecenia zawarte w liście Kongregacji ds. Duchowieństwa z 1928 roku: <Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan. Ponadto, niedopuszczalna jest odzież z materiałów przeźroczystych oraz rajstopy w kolorze cielistym, sugerującym, że nogi są nagie> (…) Wielu katolików wydaje się w ogóle nie zainteresowanych, a nawet wrogo ustosunkowanych do standardów skromności. Czy możemy pozwolić, by nasze przywiązanie do Tradycji przykrywało zakorzenione złe nawyki?” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. I, ZW, nr 41/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. VIII – IX, XII.

    Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które, odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boją się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości. Pomijamy tutaj tańce, jedne gorsze od drugich, które niedawno przedostały się od ludów barbarzyńskich do zwyczajów narodów kulturalnych, a będące najskuteczniejszym środkiem do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” – Benedykt XV, “Obowiązek tercjarzy dzisiejszej doby zapobiegania złu:, ZW, nr 41, 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. XXII.

    ” – Skromność musi być zachowywana bez kompromisu. – Należy unikać używania tkanin o kolorach cielistych. – Naprawdę skromny ubiór ma rękawy sięgające przynajmniej do łokci i zakrywające ciało poniżej kolan. Niekiedy tolerowane mogą być rękawy sięgające połowy ramienia. – Prawdziwie skromny ubiór zakrywa w całości górną część ciała: ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu. Prawdziwa skromność wymaga zakrycia ciała, nawet po zdjęciu żakietu, peleryny czy szala.(…)Trzeba też zwrócić uwagę na ubiory, które zakrywają ciało w stopniu wystarczającym, niemniej pozostają nieskromne ze względu na krój, który czyni je bardzo sugestywnymi. Obcisłe, przylegające do ciała stroje są absolutnie nie do przyjęcia. Równie niedopuszczalne są bluzki zbyt luźne przy dekolcie i odsłaniające ciało. Szanujące się kobiety unikają elastycznych T-shirtów i obcisłych sukienek, które wymagają wysokich rozcięć. T-shirty, nawet te o kolorach ciemnych, projektowane są na ciało męskie, uwypuklają więc nadmiernie kształty kobiety. Rozcinane spódnice, tak bardzo dziś modne, często sięgające poniżej kolan, a nawet do kostek, nie zakrywają dostatecznie ciała podczas chodzenia lub siedzenia. Sugestywne rozcięcia często sięgają powyżej kolan i czynią taki strój podwójnie nieprzyzwoitym. Kobieta skromna ubiera się zawsze w suknie stosownie zakrywające ciało i nie przyciągające zbytniej uwagi. (…) Teologia moralna uczy, że klatka piersiowa, plecy, ramiona i nogi są <mniej przyzwoitymi> częściami ciała, tzn. spojrzenie na te części ciała łatwiej pobudza zmysłowość niż na inne, np. twarz, stopy czy ręce. Tak więc mężczyźni nie mogą chodzić z odsłoniętym torsem, ramionami czy plecami odsłoniętymi. Zasada ta wyklucza noszenie przez nich koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową. Stroje takie jak koszulki siatkowe, przez które widać ciało, naruszają zasady, o których pisaliśmy odnośnie tkanin przeźroczystych. (…)Wielu mężczyzn nosi w lecie szorty zamiast długich spodni, usprawiedliwiając to upałami. Katolicy powinni jednak pamiętać, że moralność nie zmienia się wraz z pogodą. Będziemy się jeszcze zastanawiać, kiedy noszenie szortów jest dopuszczalne, ale w zwykłych okolicznościach, w życiu społecznym, kiedy kontakty z kobietami są częste, stanowczo zaleca się noszenie zawsze długich spodni. Wyjątek czyni się jedynie dla małych chłopców do okresu dojrzewania. Jednak rodzice muszą dbać, żeby dzieci nie przyzwyczaiły się do traktowania wyjątku jako reguły.” – “Maryjny wzorzec skromności, cz. II, ZW, nr 42/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. X, XI, XIII.

    Jeśli zależy wam na waszych rodzinach i waszych dzieciach, jeśli tego do tej pory nie zrobiliście – wyeliminujcie z waszego życia telewizję” – Ks. Peter Scott, “Jeśli zależy wam na waszych dzieciach…“, ZW, nr 42/2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. XX.

    Zgodnie ze słowami papieża, dziewczęta nie powinny uczestniczyć w pokazach sportowych. (…)Zawsze, gdy Kościół katolicki wypowiadał się na temat pływania czy kąpieli, jak zwykło się to nazywać, potępiał on niezmiennie wspólne kąpiele kobiet i mężczyzn. Oparte jest to na teologii moralnej, która uczy, że spoglądanie na nieskromne części ciała płci przeciwnej jest grzechem ciężkim, chyba, że wydarzy się niespodziewanie, jest przelotne lub trwa tylko chwilę. Wszystkie bez wyjątku stroje kąpielowe noszone dziś przez kobiety i mężczyzn są nieprzyzwoite. Nie tylko nie okrywają już one dostatecznie ciał pływaków, ale wręcz eksponują je bezwstydnie na każdej plaży i w basenie publicznym. Jest to już raczej publiczne eksponowanie nagości, która jedynie udaje skromność. Każdy katolik, który chce uniknąć upału, udając się na publiczną plażę, powinien oddalić się od tych, którzy praktykują ów pogański kult słońca. Nie może zaakceptować wszechobecnej mody na obnażanie się. Pływające grupy nie mogą nigdy składać się z osób obu płci. Jeśli tak jest, to stanowi to gwarantowane zagrożenie dla czystości. W każdym przypadku mężczyźni powinni nosić spodenki sięgające do połowy uda i T-shirt jakiegoś rodzaju. Panie powinny nosić kuloty i bluzkę z materiału, który nie staje się przeźroczysty po zamoknięciu. Reguły te stosują się oczywiście również do sportów wodnych. ” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. III, ZW, nr 43/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka” nr 12, s. XI – XII.

    Katoliccy rodzice pilnować muszą, by do ich domu nie miały przystępu mody czy zwyczaje obrażające moralność katolicką. (…) Telewizja niszczy życie rodzinne, wprowadza do świątyni katolickiego domu nieczystość, kult pieniądza i bezsensowną przemoc.” – “Pięć rad dla katolickich rodzin”, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XIII.

    “(…) nie waham się twierdzić, że dziś telewizja stała się jednym z największych niebezpieczeństw tak dla jednostek, jak i dla całego społeczeństwa, szczególnie zaś dla rodzin. Nie tylko liczne współczesne programy telewizyjne depczą określone przez Piusa XII zasady, ale wręcz sama telewizja jest per se środkiem rozpowszechniania zła i bliską okazją do grzechu. Katechizm katolicki poucza, że człowiek musi unikać bliskich okazji do grzechu, bo <kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie>” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. I, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XV.

    Telewizja jako taka musi zostać wyeliminowana całkowicie.” – “Problemy katolickich rodzin we współczesnym świecie. Wywiad z księdzem Jakubem Doranem FSSPX”, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. VI.

    przez telewizję wielu ludzi odeszło od Boga, porzuciwszy życie zgodne z chrześcijańskimi cnotami. (…)Poprzez telewizję fala pornografii przekroczyła progi domów i rodzin. Stacje telewizyjne prawie bez przerwy prezentują filmy gloryfikujące przestępstwa, brutalność, perwersję i nieczystość. Wystarczy jeden program, podczas jednego wieczora, aby można było zobaczyć (a często także popełnić!) ciężkie grzechy przeciw wszystkim dziesięciu przykazaniom Bożym. (…) Popatrzmy na Hollywood: reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i aktorki kręcąc filmy i programy telewizyjne starają się sprowadzić odbiorcę na swój własny poziom moralności (a raczej niemoralności), by usprawiedliwić w ten sposób swoje bezbożne życie. Słusznie nazywa się ich misjonarzami zła!” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. II, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. XIII, XIV.

    Telewizja jest grabarzem rodzin; pochwala cudzołóstwo i przedstawia kobietę jedynie jako obiekt namiętności.” – Ks. Franciszek Schmidberger, “Dziewięć argumentów przeciwko telewizji”, ZW, nr 47/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 15, s. XVI.

    “(…) <naturalizm tego świata będzie dusił w nich ducha nadprzyrodzoności tak długo, dopóki nie wyrzucą one (mowa o rodzinach i domach tradycyjnych katolików – przyp. moje MS) swych telewizorów, nie wyrzekną się muzyki rockowej, gier video, nieskromnych strojów, żeby wspomnieć jedynie najpopularniejsze światowe rozrywki>. Słowa twarde, ale jakże prawdziwe! Stanowczo zbyt często usiłujemy wchodzić w kompromisy z duchem tego świata, pozostawiając sobie na otarcie łez którąś z jego przyjemności, pomimo świadomości, że nie jest to miłe Bogu. Ile to razy usprawiedliwiamy nasze małe niewierności i powolny zanik katolickiej atmosfery naszych domów rozmaitymi spektakularnymi akcjami w obronie Wiary i Tradycji!” – Ks. Karl Stehlin, “Editioral”, ZW, nr 47/ 2002, s. 3.

    Muzyka rockowa należy definitywnie do obozu szatana. Bądźmy konsekwentni. Pamiętam, jak zatrzymałem się kiedyś i tradycyjnej katolickiej rodziny. Dzieliłem wówczas sypialnię z ich 15 -letnim synem. Na ścianie, ku mojej radości, wisiał piękny obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zerknąłem jednak później na kasety magnetofonowe leżące na biurku i byłem zszokowany, widząc kasety AC/DC, jedną z nich ze słynną piosenką <Hell ain’t a bad place to be> (Piekło nie jest takim złym miejscem). To doskonały przykład tego, co nie powinno się zdarzyć w katolickim domu.” – “Katolicki dom”, cz. II, ZW, nr 50/ 2003, dodatek “Rodzina Katolicka”, s. XII.

    “(…) dzisiejsza moda kobieca nakazuje nosić duże dekolty, obcisłe spodnie, obcisłe, krótkie spódnice, Niedawno jeszcze ten sposób ubioru charakterystyczny był dla kobiet o złej reputacji, wabiących swych klientów do grzechu. Jak to możliwe, że moda ta przyjęła się obecnie w katolickich rodzinach? Czy nie bulwersuje nas fakt, że osoby tak ubrane, ku smutkowi Nieba, uciesze szatanów oraz zgorszeniu niewinnych dusz, mają czelność przychodzić do kościoła, a nawet podchodzić do balasek? Co najbardziej szokujące: znaczna część ludzi (wśród nich niestety niektórzy z naszych wiernych) uważa to za coś absolutnie normalnego i dopuszczalnego (…) Tak wielu katolików myśli niestety, że owa kwestia mody jest nieistotna i być może moglibyśmy się z nimi zgodzić, gdyby tylko Matka Boża, św. Paweł, święci papieże i tak wielu innych świętych nie przywiązywało do tej kwestii tak wielkiego znaczenia, co wskazuje, że nie jest ona błahostką.(…) muzyka rockowa jest zła, ponieważ i ona sama, i związane z nią tańce są bezpośrednim i dobrowolnym pobudzaniem namiętności i okazją do wszelkiego rodzaju nieczystości.” – Ks. Jakub Emily FSSPX, “Najświętsza Maryja Panna i skromność”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. V, VI, VII.

    Święty Ojciec Pio nie tolerował nieskromnych strojów: sukni z głębokim dekoltem, krótkich, obcisłych spódnic.” – “Ojciec Pio – surowy strażnik skromności”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. VIII.

    Ponieważ skromność jest cnotą, wykracza poza czas i miejsce, Kościół podał szczegółowe reguły, by pomóc wiernym praktykować ją we wszelkich okolicznościach. Bądźmy wdzięczni Jego Ekscelencji ks. Biskupowi Bernardowi Fellayowi za przypomnienie nam tych zasad, o których niekiedy zapomina się latem: <W żadnym przypadku nie wolno ubierać się nieskromnie. Sukienka, która nie zakrywa kolan kobiety, kiedy ona siedzi, absolutnie nie może być uważana za przyzwoitą. Również spódnica rozcięta czy przeźroczysta, odsłaniająca nogi powyżej kolan, nie może być uważana za skromną ani przyzwoitą. Podobnie nie jest przyzwoity żaden obcisły strój męski czy kobiecy, który podkreśla kształty ciała. Odnośnie do dekoltu i obnażonych ramion kardynał wikariusz Piusa XI pisał: <Ani suknia, która posiada dekolt głębszy niż dwa palce mierząc od szyi, ani taka, która nie zakrywa ramion co najmniej do łokci, nie mogą być uważane za przyzwoite>” – “Skromność obowiązuje zawsze i wszędzie”, ZW, nr 62/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 27, s. VI.

    Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a w wielu <nowoczesnych> formach z całą pewnością są grzeszne” – Ks. Edward Wesołek, “Jego głowa stała się zapłatą za taniec”, ZW, nr 127, s. 37.

    Reasumując, redakcja “Zawsze Wierni” piórami reprezentatywnych dla Bractwa św. Piusa X autorów jak: bp Bernard Fellay (przełożony generalny FSSPX), bp Tissier de Mallerais (sekretarz generalny FSSPX), ks. Karl Stehlin (przełożony dystryktu środkowo-europejskiego FSSPX), ks. Franz Schmidberger (przełożony FSSPX w l. 1982 – 1994), ks. Peter Scott (wieloletni przełożony dystryktu FSSPX na Stany Zjednoczone), ks. Jakub Emily (przełożony dystryktu FSSPX na Wielką Brytanię – d0 2003 roku) oraz innych księży i sióstr zakonnych, twierdzi, iż:

    – nie wolno czynić najmniejszego grzechu, nawet, gdyby za jego pomocą można było uratować cały świat
    – muzyka rockowa jest zła, należy definitywnie do obozu szatana i jest czymś, do należy wyrzucić z domu
    – kasety zespołów w rodzaju AC/DC stanową doskonały przykład tego, co nie powinno znajdować się w tradycyjnie katolickich domach
    – telewizja stanowi bliską okazję do grzechu, która winna być wyrzucona i całkowicie wyeliminowana z życia rodzinnego
    – wspólne kąpiele mężczyzn i kobiet są zwyczajem godnym potępienia
    – wszystkie, bez wyjątku, współczesne stroje kąpielowe kobiet i mężczyzn są nieprzyzwoite i bezwstydne
    – dziewczęta nie powinny uczestniczyć w publicznych pokazach sportowych
    – niewiasty powinny ubierać się w sukienki lub spódnice, które zakrywają ich kolana (również wówczas, gdy siedzą), ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu (z zastrzeżeniem, że niekiedy mogą być tolerowane rękawy sięgające połowy ramienia)
    – prawdziwie skromny strój niewieści nie tylko zakrywa wymienione wyżej części ciała, ale także nie podkreśla ich przez krój, etc.
    – mężczyźni nie powinni nosić koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową, a także koszulek siatkowych
    – w zwyczajnych okolicznościach mężczyźni powinni nosić długie spodnie, nie zaś szorty
    – Kościół naucza, iż tańce stanowią okazję do grzechu, są niebezpieczne, a wielu swych nowoczesnych formach z całą pewnością są grzeszne.

    Wniosek wydaje się być jeden: moralność promowana (przynajmniej jeszcze do nie tak dawna) przez “Zawsze Wierni”, biskupa Bernarda Fellaya i innych reprezentatywnych księży Bractwa św. Piusa X jest: “surowa”, “rygorystyczna” i “brawarystyczna”. A mówiąc językiem otwartych wrogów tejże moralności: “jansenistyczna”, “purytańska” i “kalwinistyczna”.

  4. Co należy sądzić o nagości w Kaplicy Sykstyńskiej?

    Leave a Comment

    Podczas różnych dyskusji na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności publicznego pokazywania seksu, nagości i erotyki niemal zawsze pojawia się argument w obronie takowych, który streścić można za pomocą słów: „Popatrzcie na Kaplicę Sykstyńską, ile tam jest nagości, a przecież jest to jedno z najważniejszych miejsc katolickiego kultu„. Powyższe zdanie czasami brzmi dla katolików niczym szach-mat, czy można wszak podważać obecność erotyki choćby i w popkulturze, jeśli w samym sercu katolickiego świata aż roi się od golizny? Rzadko zaś da się słyszeć ze strony katolików głosy poddające w wątpliwość zasadność takowych malowideł w owym miejscu -a jeśli takowe się pojawiają, to są one ciche i nieeksponowane przez ich autorów.  Coś takiego mówił np. jeden z głównych inspiratorów katolickiego tradycjonalizmu, to znaczy arcybiskup Marcel Lefebvre, jednak choć przez wiele lat byłem stałym czytelnikiem publikacji wydawanych przez założone przez niego Bractwo św. Piusa X, nie przypominam sobie, by poza książką „Oni Jego zdetronizowali” (w której bezpośrednio została przytoczona ta jego wypowiedź) zdarzyło mi się przeczytać powtórzenie tej z jego opinii w innym z wydawnictw Bractwa. Podobnie, kilka razy wyraźnie krytyczną opinię na temat zawartości Sykstyny słyszałem w kręgach założonego przez prof. Plinio Correa de Oliveira stowarzyszenia TFP, ale zawsze raczej były to zdania wypowiadane w wewnętrznym kręgu znajomych, nie zaś coś o czym pisałoby się publicznie. Widać więc, iż wielu katolików traktuje obecność nagości w Kaplicy Sykstyńskiej jako wręcz oczywisty wyraz tego, jakie jest katolickie podejście do kwestii erotyki w sztuce, ci zaś z nielicznych wiernych, którym to się nie podoba, nie przejawiają zbyt wielkiej chęci, by swe stanowisko w tej sprawie eksponować i upubliczniać. Summa summarum powstaje więc wrażenie, iż wylewająca się z Sykstyny nagość to niekwestionowany wyraz katolickiego ducha, co jednak konsekwentnie czyni trudniejszym zwalczanie takowej w innych publicznych sytuacjach – np. kiedy słynna polska tenisistka Agnieszka Radwańska dała rozbieraną sesję fotograficzną jednemu ze sportowych czasopism, od razu pojawił się argument: „Czego od niej chcecie i tak pokazała mniej, niż uczynił to Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej„.

    Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej sprawie stosunku Kościoła do nagości, która istotnie obfituje w Kaplicy Sykstyńskiej, to możemy mieć duże wątpliwości co do tezy, jakoby stanowiła ona wyraz „katolickiego ducha” czy też, co więcej, jakoby aprobując ją, Kościół uznał tym samym za zasadne publiczne eksponowanie golizny. Zacznijmy bowiem od tego, że tak naprawdę, Kościół katolicki w swych oficjalnych aktach nie tylko, że nie uznał zasadności nagości tam zawartej, a wręcz przeciwnie zdecydowanie ją zakwestionował. Otóż, ojcowie Soboru Trydenckiego wydali następującej treści postanowienie na ów temat:

    „Postaciom na malowidle w kaplicy sykstyńskiej należy dodać szaty, podobnie w innych kościołach, jeśli przedstawiają coś obscenicznego lub wyraźnie fałszywego zgodnie z dekretem z 2 sesji 9 (25) za Piusa” (patrz: Dokumenty po sesji 25/B, pkt 11).

    Powyższe zaś polecenie ojców Trydentu było nawiązaniem do innego z dokumentów tego Soboru, a mianowicie dekretu „O wzywaniu, czci i relikwiach świętych oraz świętych obrazach”, gdzie w punkcie numer 9 stwierdza się, iż umieszczane w kościołach wizerunki nie powinny przedstawiać żadnej błędnej nauki ani też cechować się „bezwstydnym powabem”. Skoro więc, w nakazie „dodania szat” do postaci na malowidle w Kaplicy Sykstyńskiej powołano się właśnie na to stwierdzenie, to najwidoczniej ojcowie Trydentu uznali, iż malowidła te naruszają owe zasady (czyli pokazują błędną naukę i/albo są zdobione „bezwstydnym powabem”).

    I dzięki Bogu, zarządzenie to, nie pozostało martwym prawem, ale władze kościelne zrealizowały je pod koniec XVI wieku i aż do lat 80-tych XX wieku, najbardziej intymne miejsca na wizerunkach w Kaplicy Sykstyńskiej pozostawały zamalowane.

    Nietrudno zresztą znaleźć uzasadnienie dla takowego sposobu potraktowania malowideł w Sykstynie przez Sobór Trydencki. Gdy się bowiem owym przyjrzymy, to istotnie dostrzeżemy tam wiele nagości, nieraz całkowicie nieuzasadnionej kontekstem pokazywanych za jej pomocą scen, a nawet ukazanej w taki sposób, iż można mieć podejrzenia co do tego, czy ich autor rzeczywiście nie był homoseksualistą, jak tu mu się niekiedy przypisuje (nagie kobiety w Sykstynie umięśnione niczym mężczyźni, przedstawiciele płci męskiej odmalowani w swej nagości za to z dużą dbałością, etc.). Niektóre zaś ze scen tam namalowanych po prostu rażą swą nonszalancją wobec Bożego Majestatu (Bóg Ojciec w szacie podkreślającej pośladki).

    Tak więc, to bynajmniej nie Kościół popierał nagość w Kaplicy Sykstyńskiej, ale takową temperował przez 400 lat jej istnienia, aż do lat 80-tych XX wieku, kiedy to Jan Paweł II postanowił, iż po kolejnych pracach konserwatorskich dokonanych w tym miejscu nie będzie już domalowanych szat do znajdujących się tam nagich postaci.  Czy jednak można powiedzieć, iż ta decyzja Jana Pawła II oznaczała zmianę postawy Kościoła wobec nagości eksponowanej w Kaplicy Sykstyńskiej? Należy raczej w to powątpiewać. Ów akt Jana Pawła II nie miał bowiem charakteru doktrynalnego, ale był jednym z wielu działań administracyjnych, których za pontyfikatu każdego papieża podejmuje się w tysiącach. Nie można mówić o tego typu decyzjach, że są „nauczaniem Kościoła”, tak jak nie można mówić, iż „nauczaniem Magisterium” było powołanie tego czy innego księdza na biskupa danej diecezji albo też przenoszenie duchownych winnych skandali seksualnych z diecezji do diecezji. Oczywiście, prawdopodobnie, za administracyjną decyzją o zerwaniu z 400-letnią tradycją zamalowania scen nagości w Sykstynie kryło się pewne teologiczne spojrzenie Jana Pawła II na ów problem, ale przynajmniej z prawnego i formalnego punktu widzenia nie miała ona żadnej rangi doktrynalnej, a więc czegoś co zobowiązywałoby katolików w sumieniu do uznawania za stosowne i dobre tym podobnych rzeczy.

     

     

     

     

  5. Czy Najświętsza Maria Panna popierałaby ubieranie się w bikini na plażę?

    Leave a Comment

    Niewielu, nawet konserwatywnych katolików, przyzna rację twierdzeniu, iż takie miejsca jak plaże i kąpieliska, w których można zobaczyć wiele wymieszanych ze sobą mężczyzn i niewiast w strojach bardzo mocno niekompletnych (czyli zwykle: płeć brzydka w samych majtkach, a kobiety w tzw. bikini), są miejscami na płaszczyźnie moralnej mocno podejrzanymi i niebezpiecznymi. Zwykle krytyczne uwagi na ów temat zbywa się ogólnikowymi oskarżeniami o „purytanizm”, „kryptoislamizm”, a także przypisuje się autorom takich uwag przeczulenie na punkcie seksu, a nawet sugeruje się im bycie „zboczonymi” i tym podobne rzeczy. Linią obrony mieszanych plaż, kąpielisk oraz strojów typu bikini jest zaś zwykle twierdzenie, iż nawet jeśli kiedyś coś podobnego mogło wzbudzać rzeczywiste i uzasadnione zgorszenie, to obecnie „normalnych ludzi” tego typu widoki nie pobudzają do grzechu i co najwyżej mogą do nieprawości wieść one osoby o mocno już zwichrowanej i zaburzonej seksualności. Ponadto, twierdzi się, że odsłanianie się do samych majtek (w przypadku mężczyzn) albo majtek i stanika (w przypadku kobiet) jest uzasadnione charakterem takowych miejsc i czymś sztucznym byłoby zakładanie tam bardziej „rozbudowanych” strojów. Mówi się wreszcie, że w czasie ciepłej pogody nie ma wielkiej różnicy pomiędzy sposobem odziewania się (zwłaszcza niewiast) na ulicy, a tym jak chodzą one ubrane na plaże i kąpieliska.

    Co można i należy odpowiedzieć na te argumenty (vel „argumenty”)?

    Purytanizm, islam czy katolicyzm?

    Przede wszystkim zauważmy, że miejsca i zwyczaje podobne do dzisiejszych plaż i bikini były krytykowane przez autorytety kościelne na kilkanaście wieków przed zrodzeniem się czegoś, co nazwane zostało później purytanizmem oraz na kilka stuleci przed narodzeniem Mahometa (twórcy religii muzułmańskiej).

    Żyjący wszak w III wieku po Chrystusie, jeden z Ojców Kościoła, św. Cyprian z Kartaginy tak nauczał o jednej z popularnych w jego czasach rozrywek:

    Cóż zaś te, które do wspólnej łaźni przychodzą i które oczom, ku chuci zmysłowej ciekawym, ciała skromności i wstydliwości poświęcone na widok wystawiają? Gdy nagie przez mężczyzn są widziane i nagich mężczyzn sprośnie oglądają, czyż same nie dają przynęty występkom? Czyż nie zapraszają i nie podniecają ku swemu zepsuciu i krzywdzie pożądliwości obecnych? Może odpowiesz: Niech patrzy, z jakim umysłem kto przychodzi, mnie zależy tylko na odświeżeniu ciała i obmyciu. Nie oczyszcza cię ta obrona ani nie usprawiedliwia zbrodni wyuzdania i rozpusty. Brudzi to obmycie, nie obmywa, ani nie oczyszcza członków, lecz plami. Nie patrzysz nieskromnie, lecz jesteś nieskromnie oglądana; oczu swoich nie kalasz sprośnym upodobaniem, lecz gdy zabawiasz innych, sama się kalasz. Widowisko z kąpieli czynisz, miejsca te, dokąd przychodzisz, ohydniejsze są od teatru. Tam się zdejmuje wszelką wstydliwość, razem z ubiorem składa się godność i wstyd ciała, odsłania się dziewictwo, by je oglądano i opisywano. Już teraz rozważ, czy, gdy jest ubrana, może uchodzić między mężczyznami za wstydliwą taka, która posunęła się do niewstydliwości odwagą nagości (…) Obmyć dokonujcie z niewiastami, których obmywanie wstydliwość waszą uszanuje” („O stroju dziewic”, 19; 21) [1].

    Z kolei na początku IV wieku po Chrystusie kościelny synod w Laodycei w uchwalonym przez siebie kanonie 30 stwierdzał co następuje:

    Duchowni konsekrowani, niżsi duchowni, asceci oraz  w ogóle chrześcijanie świeccy nie powinni kąpać się w łaźni razem z kobietami, gdyż jest to główny zarzut, jaki stawiamy poganom„.

    Wreszcie, w powstałych w drugiej połowie IV stulecia tzw. Konstytucjach apostolskich (będących ważnym zapisem wiary, dyscypliny i liturgii starożytnego Kościoła) czytamy następujące przestrogi:

    Gdy się przechadzasz po rynku i chcesz się wykąpać, korzystaj z łaźni przeznaczonej dla mężczyzn; nie pokazuj kobietom swego ciała w nieprzystojnej nagości, ani nie przyglądaj się widokowi nie przeznaczonemu dla mężczyzn, abyś sam nie wpadł w pułapkę żądzy albo nie uwiódł innej osoby” (tamże: I: 6, 13).

    Unikaj też kąpieli w łaźni z mężczyznami; jest to niestosowne, a wiele jest pułapek złego. Chrześcijanka niech się nie kąpie we wspólnej łaźni; jeśli wstydliwie zasłania swą twarz przed spojrzeniami obcych mężczyzn, to jakże może pójść naga do łaźni z mężczyznami? Jeśli jest łaźnia dla kobiet, niechaj tam się kąpie ze wstydem, przyzwoitością i umiarem” (tamże: I: 9, 1).

     

    Przypomnijmy tylko, że owymi rozrywkami przed którymi przestrzegali starożytni Ojcowie Kościoła były łaźnie, gdzie mężczyźni i niewiasty przebywali albo w stanie częściowej nagości (przykrywając ręcznikiem najbardziej intymne rejony swych ciał) albo też będąc całkowicie nagimi. Ktoś może powie w tym miejscu, iż nie należy w takim razie owych miejsc porównywać ze współczesnymi plażami, gdzie mimo wszystko ludzie nie są tam jeszcze w 100 procentach nadzy. Pochylimy się jeszcze poniżej dłużej nad tym argumentem, jednak od razu możemy odpowiedzieć, że ów jest mocno chybiony po pierwsze z tego względu, że nie zawsze w starożytnych łaźniach panowała całkowita nagość, a ręczniki używane tam do okrycia mogły zakrywać więcej niż dzisiejsze kostiumy plażowe. Po drugie, całkowita nagość niewiele różni się od przykrycia się samymi majtkami (w przypadku mężczyzn) albo majtkami i stanikiem (w przypadku kobiet) – ale o tym więcej poniżej. Po trzecie: Ojcowie Kościoła popierali bardzo wysokie standardy skromności i wstydliwości w ubiorze (np. długie, sięgające do ziemi suknie dla niewiast) więc jest całkiem prawdopodobne, iż pisząc o „nagości” panującej w rzymskich i greckich łaźniach oprócz całkowitego negliżu mieli oni również na myśli  pół-nagość polegającą na przykryciu się tylko ręcznikiem.

     

    Problem pół-negliżu w miejscach wspólnego przebywania kobiet i mężczyzn powrócił po I wojnie światowej, gdy na mieszanych płciowo plażach mężczyźni zaczęli pokazywać się w samych spodenkach, a niewiasty okrywały się co prawda w jednoczęściowy, ale już dość krótki i obcisły strój kąpielowy (przypominający dzisiejsze mini-spódniczki). Wtedy to odezwały się liczne głosy katolickich biskupów i teologów oponujące przeciw temu zwyczajowi. Przykładowo, w 1925 roku, konferencja Episkopatu Niemiec i Austrii wydała deklarację o następującej treści:

    Nigdy nie powinno się zezwalać na wspólne kąpiele obojga płci. Jeżeli szkoły urządzają kąpiele obowiązkowe, to dozór ma mieć osoba tej samej płci. Popisowe pływania dziewcząt i kobiet nie powinny się odbywać. Na kąpieliskach z plażą (rzeka, jezioro) trzeba nalegać na całkowite rozdzielenie płci, oddzielne przebieralnie, do których zorganizowania należy skłonić miejscowe władze, oraz przyzwoite ubiory kąpielowe i stały nadzór. Tego samego należy domagać się odnośnie licznie pojawiających się plenerowych obiektów kąpieli słonecznej, o to zarówno dla dorosłych jak dzieci” [2].

    Co prawda, w 1946 roku, światło dzienne ujrzał strój „bikini” jednak jeszcze przez kilkanaście lat ów kostium nie był używany na plażach części z krajów chrześcijańskich, gdyż ze względu na swą szokującą nieprzyzwoitość był w niejednym z tych krajów prawnie zakazany, a ponadto dla całych rzesz społecznych mimo sukcesywnie obniżających się norm przyzwoitości w ubiorze wciąż był nie do strawienia i to nawet w takich miejscach jak plaże i baseny.

    Jednym z państw, gdzie na plażach nie można było pokazywać się w bikini była rządzona przez gen. Franco Hiszpania. Mimo to jednak, prymas tego kraju, kardynał Enrique Pla y Deniel w 1959 roku oświadczył:

    specjalne zagrożenie dla moralności jest reprezentowane przez wspólne kąpanie się na plażach … Wspólne kąpanie się kobiet i mężczyzn, jest prawie zawsze bliską sposobnością do grzechu i zgorszenia„[3].

    Takie stanowisko odnośnie tego typu miejsc było w ówczesnym czasie w teologii katolickiej raczej dominujące. Tytułem przykładu pozwolę sobie zacytować jeszcze ks. Władysława Wichera, który pisał:

    „(…) ze stanowiska etyki katolickiej i prostej przyzwoitości należy, by kąpiele były osobno dla mężczyzn a osobno dla dziewcząt i to w odpowiednim stroju kąpielowym„[4].

     

    Jak więc widać, sprzeciw wobec wspólnego przebywania oraz kąpania się niewiast i mężczyzn w negliżu oraz pół-negliżu (i to jeszcze nie w bikini) nie był muzułmańskim, kalwińskim czy purytańskim wymysłem, lecz stanowił tradycyjne dla „przedsoborowej” (czyli tej kształtowanej przed Soborem Watykańskim II) moralistyki katolickiej.

     

    Czy te przestrogi są już „nieaktualne”?

    W odpowiedzi na powyższe przypomnienia tradycyjnego nauczania na temat wspólnych plaż i kąpielisk najczęstszym argumentem mającym obalić zasadność stosowania zawartych tam zasad do współczesnych tego typu miejsc jest twierdzenie, jakoby „dziś już nikogo albo prawie nikogo widoki tam obecne nie podniecały, nie gorszyły ani nie kusiły do grzechu„.

    Cóż, trudno powiedzieć jak wielu mężczyzn i jak często odczuwa na plaży erekcję (choć i o takich przypadkach słyszałem). Jednak, byłoby dość prymitywnym zabiegiem zrównywanie bycia kuszonym do grzechów przeciw czystości i wstydliwości z każdorazowym odczuwaniem biologicznego podniecania seksualnego. W rzeczywistości bowiem można być  do takich nieprawości kuszonym bez odczuwania takowego podniecenia. W końcu, nie bez powodu, sam Duch Święty za pośrednictwem jednego ze starożytnych hebrajskich pisarzy ostrzegał nie tylko przed jawnie pożądliwymi myślami, ale także przed beztroskim przyglądaniem się pięknym niewiastom. W biblijnej księdze o nazwie „Mądrość Syracha” czytamy wszak następujące Boże pouczenia:

    Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie poniósł kar z jej powodu (…) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień” (Mądrość Syracha 9: 5, 8).

    Doktor Kościoła, patron moralistów i spowiedników, św. Alfons Maria Liguori w taki oto sposób komentował i interpretował cytowane wyżej nauczanie Pisma świętego:

    Czy jest grzechem poglądać na kobiety? Tak, przyjacielu, gdy niewiasty są młode, poglądać na nie jest przynajmniej grzechem powszednim; a gdy spojrzenia się powtarzają, wtedy jest nawet niebezpieczeństwem grzechu śmiertelnego” [5].

    Zwróćmy też uwagę na to, iż w czasach i miejscu, gdy i gdzie  z Bożego natchnienia przekazano powyższe napomnienie, niewiasty ubierały się znacznie skromniej niż współcześnie (czyli np. w długie suknie, zasłony na głowie). Co więc można powiedzieć o przyglądaniu się kobietom, które nie tyle mają długie suknie, ale są odziane w same majtki i staniki?

    Ktoś może jednak powie, iż będąc na plaży nie tylko, że nie podnieca się, nie snuje pożądliwych myśli, ale nawet nie przygląda się obecnym tam atrakcyjnym kobietom w bikini. Czy jednak można – zgodnie ze zdrowym rozsądkiem – przypuszczać, iż widok wielu, młodych, ładnych i atrakcyjnych niewiast odzianych tylko w strój bikini ( a takich na plaży jest przecież dużo) nie zachęca „przeciętnych facetów” do – potocznie mówiąc – „zawieszenia oka to tu, to tam„? Czy fakt, iż mężczyźni są „wzrokowcami” (a więc osobami, które zwracają dużą uwagę na fizyczną atrakcyjność płci przeciwnej) ulega nagłemu zawieszeniu w miejscu, w którym można zobaczyć dziesiątki niemal rozebranych do naga ładnych kobiet? Mężczyzna, który tak twierdzi – albo nie był nigdy na mieszanej plaży, albo też oszukuje siebie i innych. Oczywistym jest, iż „przeciętny facet” mając przed oczyma tabuny młodych niewiast w bikini, nie tylko, że na nie spojrzy, ale w 99 przypadkach na 100, dłużej zatrzyma swój wzrok na ich kobiecych walorach. Owszem nawet tego rodzaju „dłuższe spojrzenie” na „mniej skromne” części ciała płci przeciwnej (w ten sposób tradycyjnie nazywano np. piersi, uda, pośladki, brzuch czy plecy) samo w sobie nie jest jeszcze moralnym złem (w przeciwnym razie niejeden lekarz byłby w duchowych tarapatach). Trudno jednak zaprzeczyć temu, iż od tego typu „dłuższych spojrzeń” do grzechu pożądania niewiasty w myślach swoich (czyli np. rozbierania kobiety „oczami” lub fantazjowania o różnych seksualnych czynach) już  długa droga nie jest. I nie wynika to bynajmniej z jakichś zboczonych skłonności owych mężczyzn. Części ciała, które odsłania strój bikini, należą do budzących zdecydowanie bardziej seksualne konotacje, aniżeli np. dłoń czy twarz. Każdy przecież o tym wie, albo przynajmniej to wyczuwa. Dlatego czymś innym jest całować niewiastę w dłoń, a czym innym np. w brzuch czy w okolicach piersi. Podobnie, znacznie trudniej jest o seksualne konotacje stroju odsłaniającego twarz, ręce czy stopy, niż w wypadku bikini. I nie jest to kwestia panującej w danym kraju kultury czy warunków klimatycznych. Taka jest po prostu natura ludzkiej seksualności. Mody mogą się zmieniać, ubiory mogą być różne, ale odsłanianie i/lub eksponowanie pewnych części ciała zazwyczaj sprzyja wzbudzaniu seksualnej pożądliwości.

    Zresztą, nawet, gdyby przyjąć tezę, iż dla dużej części mężczyzn przyglądanie się kobietom w bikini nie jest silną pokusą (gdyż np. przebywają tam z żonami i dziećmi i ich uwagę absorbuje np. to, by dziecko nie utonęło w wodzie, etc.) to przecież na plażach wciąż przebywa wielu przedstawicieli płci brzydkiej, których okoliczności życiowe bynajmniej nie ograniczają siły występowania wyżej wzmiankowanego niebezpieczeństwa. Wszak plaże i baseny licznie odwiedzane są też przez nastoletnich chłopców w okresie tzw. burzy hormonów. Nierzadko też są tam może nieco starsi niż nastolatkowie, ale wciąż bardzo młodzi i nieżonaci mężczyźni, których swobody i chęci patrzenia na kobiety w bikini bynajmniej nie będzie krępować obecność żony i gromadki dzieci.

    Wreszcie, nawet przyjmując błędną tezę o tym, jakoby widok kobiet w bikini na plaży był pociągający jedynie dla jakichś seksualnych „nadwrażliwców” to i tak świadomość istnienia takowych byłaby silnym argumentem na rzecz unikania takich strojów. Jedną z zasad tradycyjnej moralności katolickiej jest bowiem to, iż należy powstrzymać się nawet od tych dobrych lub obojętnych moralnie działań, które mogłyby doprowadzić do upadku naszych słabszych braci i sióstr. Tę regułę widzimy choćby na przykładzie postępowania i nauczania św. Pawła Apostoła, który w odniesieniu do chrześcijan gorszących się jedzeniem mięsa stwierdził:

    W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko (samemu) Chrystusowi. Jeżeli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata” (1 Koryntian 8: 13).

    Skoro, św. Paweł Apostoł był gotów zrezygnować z robienia czegoś tak mało kontrowersyjnego jak jedzenie mięsa, byle by tylko nie urażać swych „słabszych braci” to co sądzić o postawie tych kobiet, które rozbierają się prawie do naga mówiąc: „Jeśli ktoś ma jakieś śliskie myśli z tego powodu, to jest to tylko i wyłącznie jego problem, ja chcę się po prostu odprężyć i wypocząć„?

     

    Bikini – stworzone po to by uwodzić

    Powyżej zasugerowałem już, iż strój bikini w samej swej naturze, jest strojem mocno uwodzicielskim, prowokującym i zachęcającym mężczyzn do delektowania się pięknem niewieściego ciała. Wiedzą o tym dobrze potentaci erotycznego biznesu, którzy swą – zazwyczaj męską klientelę – do grzechów nieczystości kuszą widokami kobiet odzianych w bikini czy inne rodzaje bielizny, nie zaś w burki, długie luźne suknie czy zakonne habity. Świadczy też o tym sposób jego reklamowania i promowania. Dlaczego wszak jedną z typowych reklam bikini jest hasło w rodzaju „W tym stroju będziesz seksowniej wyglądać na plaży„? Z jakich powodów kostiumy bikini są projektowane w taki sposób, by czyniły zakrywane jeszcze części ciała bardziej atrakcyjnymi niż są w rzeczywistości? Albo czemu kobiety odchudzają się przez cały rok, między innymi, z myślą, by latem móc pewniej i śmielej założyć na plaży ów strój kąpielowy? Przecież, gdyby rzeczywiście, celem bikini nie było pokazywanie atrakcyjności odsłoniętego niewieściego ciała, to jakie znaczenie miałby fakt przywdziania owego kostiumu na otyłą, niezbyt ładną sylwetkę?

    Czy mieszane plaże są lepsze od nudyzmu?

    Fakt, iż na „zwyczajnych” mieszanych plażach ludzie jeszcze zasłaniają niewielkie części swego ciała, wydaje się być dla wielu argumentem na rzecz tezy o ich zdecydowanej moralnej wyższości nad tzw. plażami dla nudystów (gdzie przebywa się całkowicie nago). Na czym jednak ma polegać rzekoma skromność „tradycyjnych” plaż? Na tym, iż odsłania się tam 90 procent swego ciała, a na plażach dla golasów, obnażone jest o 10 procent więcej? Czy publiczne pokazywanie się w skąpej bieliźnie (bikini to tak naprawdę rodzaj skąpej bielizny) jest przejawem skromności, czy też może marną z niej kpiną?

    Plaże jak Playboy

    Czy jednak pójście na plażę motywowane nie chęcią oglądania atrakcyjnych ciał, ale celem opalania się, zażycia kąpieli i spędzenia mile czasu z rodziną rzeczywiście nie wydaje się być uwolnione od wszelkich moralnych podejrzeń?

    Nie kwestionuję, iż część mężczyzn rzeczywiście idzie do tych miejsc w dobrych, a nie złych intencjach. Mówi się jednak, iż „dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane” i niestety nierzadko sentencja ta jest bliska prawdy. Co z tego np., iż jadąc 100 km na godzinę, nie mamy zamiaru spowodować wypadku, jeśli i tak potrącimy pieszego lub uderzymy w przydrożne drzewo? Dobre intencje często nie wystarczają, by uzasadnić godziwość jakiegoś zachowania. Trzeba bowiem brać pod uwagę charakter danej sytuacji, miejsca i tym podobne czynniki. Gdyby zaś przyjąć zarysowany powyżej sposób obrony plaż za słuszny, to na podobnej zasadzie, moglibyśmy bronić np. oglądania pisma „Playboy” lub „CKM”. W owych magazynach obok zdjęć erotycznych znajduje się wszak również sporo materiałów poświęcone innym sprawom (np. motoryzacji). Czyżby więc należało powiedzieć mężczyznom: „Możecie spokojnie sięgać po Playboya i CKM, o ile będziecie tam szukać wiadomości i porad z dziedziny motoryzacji, nie zaś erotycznego podniecenia„? W autorze takiego dictum momentalnie dostrzeżono by dowcipnisia, który kpi sobie i żartuje w tzw. żywe oczy. Zdrowy rozsądek mówi nam, że mnogość erotyki zawartej w „Playboyu” i „CKM” praktycznie czyni niemożliwym bezpieczne korzystanie z materiałów nieerotycznych zawartych w tym piśmie.

    Coś podobnego trzeba powiedzieć o chodzeniu na plażę. Owszem, można tam iść bez złych intencji. Kąpiel, słońce, lepienie babek w piasku nie są niczym złym. Obfitość niemal kompletnej nagości w tych miejscach, sprawia jednak, że niezwykle trudno jest korzystać ze wszystkich tych dobrych rzeczy bez ciągłej pokusy patrzenia na niemal całkowitą nagość tam obecną. Ideał bezpiecznego moralnie korzystania z mieszanych plaż przypomina niczym siostra pomysł dobrego używania „Playboya” i „CKM”. Nawet jeśli się coś takiego czasami zdarza, to jest to bardzo rzadkie.

     

    Przypisy:

    1 Cytat za: Św. Cyprian, „Traktaty i pisma„, Poznań 1937, s. 152 – 153.

    2 Cytat za: Ks. Stanisław Szarek, „Walka z niemoralnością„, Lwów 1929.

    3 Cytat za: Colleen Hammond, „The corruption of morals through immodest fashions„, http://www.michaeljournal.org/corruptionfashions.asp, data korzystania: 11. 07. 2016.

    4  Ks. Władysław Wicher, „Teologia moralna”, cz. I, Kraków 1958, s. 179.

    5 Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 93.

     

     

     

     


  6. Czy istnieją uniwersalne i obiektywne kanony skromności?

    Leave a Comment

    Wybitny (choć nie pozbawiony pewnych modernistycznych inklinacji) chrześcijański apologeta C. S. Lewis pisał swego czasu: „(…) choć zasada czystości jest jednakowa dla wszystkich chrześcijan wszystkich epok, zasada właściwego postępowania jest zmienna. Dziewczyna na wyspach Pacyfiku, która prawie nic nie ma sobie i wiktoriańska dama w całości okryta ubraniami mogą być tak samo <skromne> czy też przyzwoite według standardów własnego społeczeństwa – a przy tym niezależnie od ubioru obie mogą być jednakowo czyste (lub jednakowo nieczyste)”. Wydaje się, iż jego sposób rozumienia kanonów skromności, przeniknął myślenie ogromnej większości chrześcijan. Ilekroć bowiem przytacza się tradycyjnie katolickie zasady skromnego odziewania się, tylekroć słyszy się argumentację w stylu: „Nie można aplikować reguł, które tworzone były w czasach, gdy odsłanianie kostek u nóg stanowiło zgorszenie, do współczesności, w której odsłonięte pępki stają się kulturową normą. To co do nieczystości pobudzało dawniej, dziś nie czyni już żadnego wrażenia. Wszystko w dziedzinie skromności strojów, zależy od określonych czasów, kultury, a nawet warunków pogodowych, panujących na danym terenie geograficznym. Publiczne chodzenie nago w Europie i Ameryce Północnej jest nieskromne, ale już np. w Afryce będzie zgodne ze wstydliwością i skromnością, nie stanowiąc dla jej mieszkańców zagrożenia„. Ten sposób myślenia, sukcesywnie przyzwala na coraz dalej posunięte odsłanianie i eksponowanie swego ciała. „Krótkie spódniczki, głębokie dekolty, odsłonięte brzuchy? – ach, nie bądźmy tacy purytańscy, kiedyś wszak kobieta nie mogła pokazać nawet kostek, a papieże zakazywali odsłaniania dekoltu na szerokość trzech palców, poza tym dobrze jest, gdy niewiasta wygląda kobieco. Bikini na plaży? W czym problem? Przecież nie będziemy cofać się do czasów, w których plaże rozdzielano, według płci. A poza tym, wszyscy tam są podobnie ubrani, co eliminuje (albo przynajmniej) ryzyko zgorszenia i pobudzenia do grzechu”. Ktoś mający choć trochę zdrowego rozsądku i historycznego rozeznania co do ewolucji pewnych kulturowych norm i zachowań, może łatwo przewidzieć dalszy rozwój tak relatywnie rozumianych kanonów skromności. Córki matek, które dziś – w zarysowany powyżej sposób – usprawiedliwiają bikini na plaży, w ten sam sposób będą tłumaczyć praktykowanie przez siebie w owych miejscach stroju „topless” (co zresztą już jest normą na zachodnich plażach i stopniowo zaczyna być akceptowane w Polsce), zaś w miejsce dzisiejszych minispódniczek i bluzek z dekoltami, które są normą w ciepłe dni na naszych ulicach, pojawi się pewnie coś w rodzaju ulicznego bikini. Jaki argument będzie w stanie to powstrzymać, jeśli założy się, iż nie ma żadnych uniwersalnych i obiektywnych zasad skromnego odziewania się? W tym artykule pragnę przedstawić argumenty na rzecz przeciwnej tezy, a mianowicie tego, iż istnieją uniwersalne i obiektywne kanony wstydliwego stroju, gestów i zachowania się, a więc nie wszystko w tej sferze można uzależniać od zmieniających się czasów, kultury czy warunków klimatycznych.

    Publiczna nagość oraz pół-nagość nie są relatywne

    Problem w takiej koncepcji moralnej przystojności publicznej nagości jest jednak taki, że nie ma ona żadnych podstaw w Piśmie świętym i Tradycji Kościoła. Przed grzechem pierworodnym, owszem nasi pierwsi rodzice chodzili nago, nie wstydząc się tego i zachowując przy tym bezgrzeszność, ale radykalnie zmieniło się to po tym, jak przekroczyli oni Boży zakaz jedzenia zakazanego owocu. Jednak po tym smutnym wydarzeniu, jak czytamy w Biblii, poznali oni, że są nadzy, zawstydzili się tym i próbowali się przysłonić (Rdz 3, 7). Następnie sam Bóg przyodział naszych pierwszych rodzicom w „odzienie ze skór” (Rdz 3, 21 – w języku hebrajskim użyty w tym miejscu termin oznacza zaś długie zakrywające większość ciała tuniki). Dalej zaś, gdy czytamy Biblię, zauważamy, że nagość jak najbardziej jest kojarzona z rzeczami złymi, niebezpiecznymi bądź podejrzanymi, a więc np. z grzechem i pokusą (Sm 11, 3-4; Rdz 9, 20 – 21)), diabelskim opętaniem (Łk 8, 27), hańbą (Iz 20, 4). Pismo święte nakazuje też skromnie, wstydliwie i przyzwoicie się ubierać, a nie „skromnie rozbierać” (Tm 2, 9-10; 1 P 3, 3-4). Wielowiekowa zaś tak nauka, jak i duszpasterska praktyka Kościoła, polecała ubierać się ludziom niezależnie od tego w jakiej kulturze i klimacie żyli. Widać więc, że nakaz zakrywania swej nagości w miejscach publicznych i skromnego ubierania się, nie jest jakimś kulturowym bagażem, który roztropnie jest w pewnych okolicznościach zachowywać (typu jedzenie nożem i widelcem), ale wynika wprost z objawionej przez Boga i wpisanej w nasze serca naturalnej moralności. Nagość bądź półnagość po prostu ze swej natury niesie ze sobą duży potencjał seksualnych skojarzeń i konotacji – to nie jest wytwór tej czy innej kultury.

    Części ciała „skromne i mniej skromne”

    Tradycyjni moraliści katoliccy zwykli rozróżniać pomiędzy tzw. skromnymi częściami ciała, do których zaliczali twarz oraz ręce oraz „mniej skromnymi” partiami ciała, którymi mają być piersi, brzuch, pośladki, łono oraz uda. Odsłanianie lub/i eksponowanie (np. poprzez obcisły krój stroju) owych „mniej skromnych części ciała, miało być (poza pewnymi nadzwyczajnymi i wyjątkowymi sytuacjami, typu wizyta u lekarza) moralnie naganne, niedozwolone i grzeszne. W ustanawianych przez siebie nakazach, przepisach i poleceniach dotyczących skromnego odziewania się, Kościół katolicki przez wieki, kierował się owym tradycyjnym rozróżnieniem. Tak więc, oprócz ogólnych wezwań do zachowania skromnego stroju, władze kościelne, nakazywały m.in.:

    1. Powstrzymywać się przed odwiedzaniem publicznych łaźni, gdyż przebywało się tam nago lub prawie nago, nieraz w mieszanym płciowo towarzystwie (by się o tym przekonać wystarczy bardziej uważnie przeczytać uchwały wczesnochrześcijańskiego synodu w Laodycei);

    2. Nauczać pogańskie ludy, iż mają porzucić zwyczaj chodzenia nago (czynił tak św. Pius V w dekrecie skierowanym do ówczesnych biskupów Brazylii;

    3. Zakrywać uda, kolana, brzuchy, pośladki, klatkę piersiową, ramiona, plecy (polecali tak m.in.: bł. Innocenty XI, biskupi Niemiec, Pius XI za pośrednictwem swego Wikariusza Generalnego)

    4. Wystrzegać się mieszanych plaż i kąpielisk (vide: napomnienia kardynałów, biskupów, a nawet całych episkopatów Austrii, Niemiec czy Hiszpanii).

     

    Chociaż, w ciągu wieków, różnie bywało z konsekwentnym trzymaniem się przez katolickie i chrześcijańskie społeczeństwa wyżej nakreślonych zasad skromności w sposobie ubierania się, to z pewnością – generalnie rzecz biorąc – jeszcze do początku XX wieku, mody, jakie panowały w tym zakresie, uwzględniały dużą część spośród owych kanonów. Tak więc, nawet jeśli w pewnych wiekach, niewiasty pozwalały sobie na głębokie dekolty, to jednak zawsze nosiły przy tym długie suknie. Dopiero od jakichś ostatnich 80 – 90 lat, w obrębie naszej cywilizacji popularyzowane są niewieście stroje, które stopniowo, acz wytrwale niszczą poczucie wstydliwości w dosłownie wszystkich aspektach, odsłaniając lub eksponując (np. poprzez obcisły krój) wszystkie z części ciała, które tradycyjnie uważano za „mniej skromne”.

    Zazwyczaj, pierwszą reakcją na wskazane wyżej rozróżnienia pomiędzy „skromnymi” i „mniej skromnymi” partiami ciała są kpiny, śmiechy oraz próba ich relatywizowania (w stylu o którym już pisałem, a więc „Ach, kiedyś to nawet widok odsłoniętej łydki gorszył. Dziś są inne czasy”). Tymczasem jednak zdrowy rozsądek, naturalne wyczucie i znajomość ludzkiej natury podpowiadają nam, iż ów tradycyjny podział jest zasadniczo słuszny. Któż bowiem postawi znak równości pomiędzy patrzeniem komuś w oczy, a zerkaniem w dekolt, uściśnięciem dłoni, a złapaniem za udo czy pośladki, pocałunkiem w policzek, a cmoknięciem w brzuch??? Nikt poważny nie będzie twierdził czegoś podobnego, gdyż wszyscy wiemy, albo przynajmniej wyczuwamy, iż pewne części ciała znacznie bardziej rozbudzają zmysłowość seksualną, aniżeli inne. Oczywiście, pewne szczegółowe, drobne elementy skromnego ubioru, mogą się, w zależności od różnych okoliczności zmieniać. Nie rzecz w tym, by utrzymywać, że np. rozporządzenie Piusa XI, w którym piętnowano dekolty większe niż „na szerokość dwóch palców mierząc od szyi” albo rękawy odsłaniające łokcie, obowiązują i dziś dokładnie w każdym punkcie, gdyż w sposób absolutny i niezmienny określają co jest nieskromnym, a co przyzwoitym ubiorem. Z pewnością śmiesznym byłoby uznanie za nieskromne publiczne pokazywanie się kobiet w sukni z rękawami sięgającymi połowy ramienia, dekoltem na szerokość trzech palców oraz lekko odsłaniającej kolana (a właśnie taką moralną ocenę implikowałoby ścisłe trzymanie się zasad wyznaczonych w tej mierze przez Piusa XI). Czy to jednak oznacza, że na podobnej zasadzie należy zrelatywizować moralną dezaprobatą dla dopasowanych do figury strojów, kostiumów bikini a nawet topless, krótkich spodenek, obcisłych sukienek, bluzek i spodni, głębokich dekoltów, rozcinanych spódnic, mini spódniczek, t-shirtów odsłaniających pępki i tym podobnych rodzajów odzienia??? Oczywiście, że nie. Nieskromność publicznego noszenia takich strojów zasadza się bowiem nie na pewnych zmiennych, bo uwarunkowanych kulturowo i historycznie szczegółowych przesłankach, ale wynika z samej natury naszego ciała i naszej seksualności. Po prostu Pan Bóg już tak stworzył nasze ciała, iż pewne ich rejony są znacznie bardziej „seksualne” od innych. I dlatego te „mniej skromne” części ciała, powinny być raczej zasłaniane przed widokiem innych, aniżeli odsłaniane i uwypuklane przez krój stroju.

    Każdy mężczyzna może też poświadczyć bliski związek zachodzący pomiędzy oglądaniem widoków nagości i pół-nagości, a grzechami nieczystości. Część mężczyzn ucieka od tego rodzaju widoków, a część chętnie z nimi obcuje, ale trudno byłoby znaleźć takich, którzy zaprzeczyliby, iż ich oglądanie inspiruje do pożądliwych spojrzeń, myśli i pragnień. Najzwyczajniej w świecie patrzenie na atrakcyjnie wyglądające niewiasty odziane w stroje typu minispódniczka czy bikini jest dla prawie wszystkich mężczyzn bardzo niebezpieczne. Tak było, jest i będzie. Nie jest to bowiem kwestia zmieniającej się kultury czy warunków klimatycznych, ale samej natury naszej seksualności. I nie chodzi tu bynajmniej o rzekome każdorazowe podniecenie seksualne, jakie miałoby się wiązać z patrzeniem na takie widoki. Można być wszak kuszonym do grzechów nieczystości bez odczuwania przy tym określonego rodzaju stanów fizjologicznych. 25-letni mężczyzna zatrzymujący swój wzrok dłużej na okładce CKM i Playboya najprawdopodobniej nie będzie wskutek tego odczuwał seksualnego podniecenia. Czy to jednak oznacza, że nie będzie w ten sposób kuszony do pożądliwych spojrzeń i myśli? Bynajmniej. Im dłużej będzie patrzył na okładki tych pism, tym łatwiej będzie mu zajrzeć do ich środka, by później  już podniecać się seksualnie obrazami tam umieszczonymi.

    Owszem, jak ktoś się uprze, może powoływać się na przypadki rozmaitych fetyszystów, których pociągają bardziej stopy aniżeli piersi, ale ten sposób rozumowania przypomina „argumentację” tych, którzy twierdzą, iż nie da się zdefiniować pornografii, powołując się na wypadek człowieka odczuwającego podniecenie seksualne za każdorazowym słuchaniem hymnu USA … Da się jednak zdefiniować uniwersalne i obiektywne kanony tego, co zaliczamy do pornografii, tak jak można to uczynić w stosunku do nieskromnego stroju. Wystarczy tylko trochę zdrowego rozsądku, naturalnego wyczucia, a mniej skupiania się na ekscentrycznych wyjątkach i dewiacjach.

    Skromna nagość cnotliwych Dzikusów?

    Zwolennicy relatywistycznego podejścia do kanonów skromności twierdzą jednak, iż społecznościach, w których, ze względu na panującą tam pogodę, zwyczajowo chodzi się półnago lub nago, potrafią strzec zasad czystości seksualnej. Mielibyśmy więc tu do czynienia ze „skromną nagością” ludów pierwotnych. Czy aby na pewno jest to jednak prawda? Można mieć ku temu duże wątpliwości. Nieco bardziej uważne spojrzenie na obyczajowość seksualną ludów i narodów, które od wieków praktykują publiczny negliż lub półnagość, przekonuje raczej do przeciwnej tezy. Niemal wszędzie, gdzie rozpowszechniony był lub jest ów zwyczaj, tam widać bardziej swobodne życie seksualne, a więc np. większą społeczną akceptację dla poligamii, nierządu czy cudzołóstwa. Dobitnym tego przykładem jest Afryka, gdzie w skutek opłakanego stanu moralności seksualnej, całe narody wymierają na AIDS. Nie jest to jednak dziwne, gdy zważymy, iż przeciętny afrykański mężczyzna w swym życiu potrafi utrzymywać kontakty z dziesiątkami, a nawet setkami kobiet. Do tego można jeszcze wspomnieć choćby o takich tradycyjnych – przynajmniej dla pewnych rejonów Afryki praktykach jak: „wypożyczanie” gościom żon; molestowanie i gwałcenie dziewic, nieraz motywowane wiarą w to, iż kontakt seksualny z takową dziewczyną leczy AIDS. Dodajmy, że w rejonach Afryki, w których dominuje religia muzułmańska, w związku z czym niewiasty chodzą tam skromnie odziane, poziom występowania HIV i AIDS jest znacznie mniejszy niż tam, gdzie stroje są nieskromne i bezwstydne.

    Co więcej, wyższy poziom rozwiązłości seksualnej, można zaobserwować nawet w tych krajach, które od wieków są katolickie, ale w związku z ich geograficznym usytuowaniem przez większość czasu panuje tam ciepła pogoda, co z kolei prowokuje do śmielszego odsłaniania i eksponowania swego ciała. W Ameryce Łacińskiej zdecydowana większość dzieci pochodziła z nieprawego łoża (w XIX-wiecznym Ekwadorze takich dzieci było nawet 75 procent), istniało (i wciąż istnieje) szeroko rozwinięte przyzwolenie na cudzołóstwo w wykonaniu mężczyzn . W zastraszających rozmiarach szerzyła się tam prostytucja (np. w latach 50-tych XX wieku, w liczącym wówczas 520 tysięcy kolumbijskim mieście Cali istniało 2600 domów publicznych z 13 000 zatrudnionych tam prostytutek, co daje ok. 5 procent całej żeńskiej populacji tego miasta). Ideał latynoskiego mężczyzny od dawna stanowi tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, itp. Powyższe, w dużej mierze, dotyczy też Włoch, czego jednym z przejawów była bardzo przyzwalająca postawa mieszkańców tego kraju wobec domniemanych wybryków seksualnych premiera Silvio Berlusconiego.

    Żadnych złudzeń

    Skromność strojów nie jest zatem w całości uwarunkowana przez zmieniające się okoliczności kulturowe czy warunki klimatyczne. Istnieją pewne naturalne i zdroworozsądkowe kryteria, wedle których można określić obiektywne i uniwersalne kanony w tej dziedzinie. Tradycyjni moraliści katoliccy w miarę trafnie rozeznali je, dzieląc nasze ciała na jego „skromne” i „mniej skromne” części. Dlatego też prawdziwie skromny strój powinien zasłaniać i nie eksponować takich części ciała jak piersi, brzuch, uda, pośladki, łono czy plecy. I nie chodzi bynajmniej o to, by wszystkie niewiasty ubierały się w burki czy też worki po kartoflach. Skromny strój może być połączony z dyskretnym podkreślaniem niewieściego piękna.

  7. Naga prawda o skromności (film)

    Leave a Comment

    Jak na mężczyzn oddziałuje widok nieskromnie ubranych kobiet?
    Czy nieczyste i bezwstydne myśli, do których chłopcy i mężczyźni kuszeni są w skutek patrzenia na nieskromnie odziane kobiety to naprawdę „wyłącznie ich problem”?

    Jakie są tradycyjnie katolickie standardy skromnego i wstydliwego ubioru?

    Co ze strojami, które współcześnie zakłada się przy okazji zawodów sportowych, wyjścia na basen lub plażę?

    Jak przeciwstawiać się powszechnej modzie na nieskromność?

    Na te i inne pytania odnoszące się do problemu nieskromności w sposobie ubierania się odpowiada, zrealizowany przez amerykańskich konserwatywnych katolików film pt. „The Naked Truth About Modesty” (w tłumaczeniu na polski „Naga prawda o skromności”).

    Poniżej wklejam link do tego filmu i serdecznie zachęcam do zapoznania się z nim:

    https://www.youtube.com/watch?v=V2jxDScAytM

  8. Kobiecy sport jest nieporozumieniem i bezwstydem

    Leave a Comment

    Trwają igrzyska olimpijskie w Rio i jako, że występują na nich również niewiasty w mass mediach nieraz słyszymy o ich zmaganiach oraz sukcesach. A jako, iż niektóre z owych kobiet czasami powiedzą coś o Bogu, modlitwie, itp, katoliccy publicyści i redaktorzy zaraz to podchwytują oraz nagłaśniają zapewne po to, by przekonać odbiorców do tego, że sam Stwórca błogosławi i wspiera zmagania sportowe tych niewiast. Jest jednak bardzo wątpliwe, by Najwyższy popierał ową aktywność, gdyż publiczne występy sportowe w wykonaniu osób płci niewieściej są przynajmniej bardzo wątpliwe. Tak wynika przynajmniej z nauczania świętej Kongregacji Soboru, która za aprobatą papieża Piusa XI w wydanej przez siebie instrukcji do ordynariuszy z dnia 6 stycznia 1930 roku stwierdzała co następuje:

    „Również niechaj rodzice nie pozwalają córkom na publiczne ćwiczenia i występy gimnastyczne, a jeżeli byłyby do tego zmuszane, niechaj starają się, by były ubrane przyzwoicie; niech nie pozwalają nigdy, by miały się ubierać w kostiumy nieprzyzwoite”.

    Z przytoczonych słów wynika więc w miarę jasno, iż publicznie wykonywany przez niewiasty sport jest czymś na co chrześcijanie winni patrzyć bardzo niechętnie i jeśli już w warunkach przymusowych można się nań ze smutkiem zgadzać, to nigdy uprawianie takowego nie może być pretekstem do ubierania się niewiast w nieprzyzwoite i bezwstydne stroje. Powyższe nauczanie katolickie zapewne szokuje prawie wszystkich katolików widzących w takim podejściu do sprawy śmieszny purytanizm, jednak mimo to pozwolę sobie poniżej je w kilku zdaniach uzasadnić. Zacznę jednak nie od kwestii nieskromności związanej z używanymi dziś przez kobiety strojami gimnastycznymi, ale od argumentu wskazującego, iż po prostu duża część sportów jest dla niewiast zajęciem nienaturalnym. Istnieje bowiem wiele z dyscyplin sportowych, które ze względu na swą specyfikę w dość wyraźny sposób kolidują z niewieścią naturą. W jaki bowiem sposób została stworzona przez Boga niewiasta i czym różni się ona – mówię tu zwłaszcza o płaszczyźnie fizycznej – od mężczyzny? Otóż, kobieta ze swej natury jest znacznie fizycznie słabsza od osób płci męskiej, mając wyraźnie słabiej ukształtowany układ mięśniowy oraz zwykle będąc niższego wzrostu. Taki zresztą wygląd niewiast jest ważnym elementem ich uroku i piękna, które to przyciągają mężczyzn, by starać się o ich względy. Powyższe cechy są charakterystyczne dla większości niewiast, a wyjątki od tej reguły są efektem pewnych zaburzeń w rozwoju płodowym danej osoby. Oczywiście, zdarza się też, że w skutek bardzo intensywnych ćwiczeń fizycznych niektóre z kobiet mają np. większe mięśnie od większości mężczyzn, ale by osiągnąć taki stan dana niewiasta musi włożyć w to znacznie więcej wysiłku cielesnego, niż czyniłby to mężczyzna. W takich wypadkach kobiety zwykle zaczynają wyglądać dość karykaturalnie, mając ramiona szersze od bioder, a nieraz nawet na twarzy przybierając męskich rysów – często to zresztą widać na przykładzie rozmaitych „sportsmenek”, które na pierwszy rzut oka niejednokrotnie są trudne do rozróżnienia od mężczyzn. Wszystko to w logiczny i naturalny sposób wskazuje na wniosek, iż zajęcia wymagające dużego wysiłku fizycznego, a także w większy sposób narażające naszą powłokę cielesną na niebezpieczeństwo, uszkodzenia i rany, nie są przeznaczone dla niewiast. Tradycyjnie więc kobiet nie zatrudniało się np. w charakterze murarzy, górników, żołnierzy, itp., rezerwując wykonywanie tych zawodów dla mężczyzn. Oczywiście, zdarzały się od tej zasady pewne wyjątki, jednak generalnie rzecz biorąc w ramach naszej kultury słusznie była ona zachowywana. W odniesieniu do sportu można wskazać na szereg przykładów, w których już na pierwszy rzut oka widać, że ze względu na wielki wysiłek fizyczny z nimi związany, nie są one dla niewiast. Podnoszenie ciężarów, rzut młotem, zapasy to tylko parę tego rodzaju przykładów. Rzecz jasna można by też podać przykład paru sportów, które przynajmniej w swej wizualnej oprawie wydają się być bardziej przystosowane do kobiecej natury, np. pływanie, tenis, taniec na lodzie, jednak i w tych wypadkach można by się zastanawiać nad celowością zawodowego ich praktykowania przez niewiasty. O ile bowiem, można by jeszcze z powodzeniem uzasadniać ich czynienie przez płeć piękną w niezbyt zobowiązujący, bo amatorski sposób, o tyle już ich praktykowanie w ramach zawodowych i publicznych zmagań siłą rzeczy wiąże się z bardzo dużym natężeniem fizycznego wysiłku, co jak już wyżej wskazałem niezbyt przystaje do niewieściej natury. Niektórzy zresztą – właśnie ze względu na wielkie parcie na osiąganie coraz to lepszych wyników i rekordów z czym z kolei wiąże się np. powszechność zażywania przez sportowców nielegalnych środków dopingujących – zastanawiają się, czy w ogóle należy popierać uprawienie komercyjnego sportu przez kogokolwiek.

     

    Jak więc widać z powyższych rozważań, komercyjny, zawodowy i publiczny sport wydaje się być niezbyt naturalny dla niewiast. Sprzyja on bowiem zaburzaniu naturalnych różnic pomiędzy płciami, próbując uczynić z kobiety istotę dorównującą mężczyźnie w eksponowaniu fizycznej siły. Zewnętrznym tego przejawem jest częsty u kobiet praktykujących zawodowy sport wygląd przysłowiowych „babochłopów”. Istnieje jednak także drugi, bardziej bezpośrednio już wskazany w cytowanej wyżej instrukcji kościelnej powód, by odradzać niewiastom uprawianie komercyjnego sportu. Jest nim oczywisty bezwstyd i nieskromność współczesnych kobiecych strojów gimnastycznych. Problem ten był już widoczny w latach 20 i 30 tych ubiegłego stulecia, skoro w swych wypowiedziach zwracała nań uwaga Kongregacja do spraw Soboru, jednak w ciągu następnych dziesięcioleci ów zaczął sukcesywnie narastać. Dziś doszliśmy do etapu, w którym występujące na zawodach kobiety często przypominają swym ubiorem strój bikini, biegając po stadionach w krótkich obcisłych majtkach oraz kusych również mocno przylegających do ciała koszulkach odsłaniających brzuch. Oczywiście, takie roznegliżowanie używanych przez niewiasty strojów sportowych tłumaczy się ich praktycznością, jednak argument ów wyraźnie słabnie, gdy porówna się stroje używane w zawodach przez kobiety z takimiż strojami zakładanymi przez mężczyzn. Przykładowo, męscy siatkarze są odziani w luźne spodenki sięgające połowy uda oraz luźne koszulki z rękawami zakrywającymi mniej więcej połowę przedramienia. Co prawda można by się zastanawiać nad wydłużeniem takich spodenek, ale warto spytać się dlaczego – niby to ze względów praktyczności – nie ubiera się siatkarzy tak jak damskie siatkarki, a więc np. w  bardzo krótkie obcisłe majtki oraz krótkie obnażające ich brzuchy przylegające ściśle do ciała koszulki? Wszak, jeśli strój ów jest praktyczny dla kobiet, dlaczego nie miałby być praktyczny dla mężczyzn? A może powodem tego jest to, iż większość widzów oglądających zmagania męskich siatkarzy nie stanowią „geje”, tymczasem większa część widowni popisów damskich siatkarek to właśnie heteroseksualni mężczyźni (którzy nieraz w swych prywatnych rozmowach przyznają się, iż „lubią popatrzeć” na dziewczęta tam występujące)? Zresztą, gdyby nawet przyznać szczerość zapewnieniom o tym, iż głównym powodem skracania i „obciskania” niewieścich strojów sportowych jest ich praktyczność, to i tak owe kryterium nie może być absolutyzowane. Można by wszak wskazać wiele okoliczności, w których bardziej wygodne i praktyczne byłoby chodzenie nawet nago, a jednak nie czyni się tego ze względu na wyższe niż wygoda i praktyczność wartości. Św. Perpetua, jedna z chrześcijańskich męczennic starożytności, gdy będąc torturowaną opadła na ziemię i jej długa suknia się w skutek tego rozdarła odsłaniając kawałek uda, nie zważając na towarzyszący jej wielki ból oraz cierpienie szybko zasłoniła ów rejon ciała – oto przykład właściwej hierarchii wartości, która stawia skromność i wstydliwość ponad doraźną wygodę oraz praktyczność.

     

    Podsumowując, nie ma co ekscytować się sukcesami polskich sportsmenek w Rio ani też ewentualnymi „pobożnymi” wypowiedziami, którymi owe sukcesy są okraszone. Jest bowiem bardzo wątpliwe, by sam Bóg „kibicował” ich zmaganiom, skoro sport zawodowy w wykonaniu niewiast stanowi rzecz nienaturalną oraz będącą wielką okazją do promowania nieskromności i bezwstydu.

     

  9. Tradycyjnie katolicki „dress code” (zbiór wypowiedzi)

    Leave a Comment

    OGÓLNA POTRZEBA SKROMNOŚCI I WSTYDLIWOŚCI W UBIORZE

    Czystość domaga się wstydliwości. Jest ona integralną częścią umiarkowania. Wstydliwość chroni intymność osoby. Polega ona na odmowie zasłania tego, co powinno pozostać zakryte. (…) Kieruje ona spojrzeniami i gestami (…) strzeże tajemnicy osób i ich miłości (…) jest skromnością. Wpływa na wybór ubioru. Zachowuje milczenie lub dystans tam, gdzie pojawia się niebezpieczeństwo niezdrowej ciekawości. –  Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2521-2522.

    Natchnij mnie troską o czystość sumienia, skromność zachowania się i wyglądu, mowę bez zarzutu i życie uporządkowane” – modlitwa powszechna (jej fragment) ogłoszona przez papieża Klemensa XI.

    Dziwaczny pogląd, który wiąże zmysł wstydu z tym czy innym typem edukacji, a nawet uważa skromność za wymyśloną deformację pierwotnej niewinności lub za zgubny produkt cywilizacji, bodziec dla nieuczciwości i źródło hipokryzji, nie jest poparty żadnymi rozsądnymi dowodami. Przeciwnie, ci, którzy odważają się żyć według takich zasad, sami dla siebie są dowodem czegoś wręcz przeciwnego, a to przez ogólną odrazę, z jaką się spotykają. (…)

    Naturalna przyzwoitość w swoim ściśle moralnym sensie, jakiekolwiek mogą być jej początki, oparta jest o wrodzoną i mniej lub bardziej świadomą skłonność każdej osoby do obrony swojego ciała przed pożądaniem ze strony innych, tak by każdy mógł używać go (…) zgodnie z mądrymi celami, jakie wyznaczył mu Stwórca, chroniąc za zasłoną czystości i skromności.

    Ta druga cnota, skromność – samo słowo pochodzi od modus, (umiarkowany lub ograniczony) – lepiej oddaje funkcję rządzenia i panowania nad namiętnościami, zwłaszcza zmysłowymi Jest ona naturalnym bastionem czystości, gwarantuje jej skuteczną obronę, reguluje zachowania ściśle związane z samą jej istotą.

    Człowiek słyszy ostrzegający głos wstydliwości od momentu, w którym zaczyna używać rozumu, jeszcze zanim zrozumie pełne znaczenie i sens czystości. Towarzyszy mu on przez całe życie i skłania do pewnych działań, które są dobre same w sobie, ponieważ pochodzą z ustanowienia Bożego, powinien więc być chroniony (…). Skromność więc, jako zbiór tak cennych wartości, powinna być uważana za ważniejszą niż wszelkie chwilowe tendencje i kaprysy – powinna panować zdecydowanie nad modą…

    Mówiąc konkretnie, nie można zaprzeczyć, że obok mód spełniających wymogi skromności, spotykamy również mody nieprzyzwoite, które nierzadko wywołują zamieszanie wśród ludności zdrowej moralnie, a nawet mogą stać się bodźcem do zła. Zawsze trudno było wskazać uniwersalne normy pozwalające określić granicę pomiędzy przyzwoitością a nieprzyzwoitością, ponieważ ocena moralna stroju zależy od wielu czynników. Jednak zrozumiała względność w kwestiach mody ze względu na czasy, miejsce, osoby i wykształcenie nie stanowi dostatecznie poważnego powodu wyrzekania się a priori ogłaszania osądu moralnego o takim czy innym stylu, naruszającym w chwili obecnej zasady normalnej przyzwoitości – Pius XII, słowa skierowane w 1957 roku do Kongresu Łacińskiej Unii Mody.

    O matki chrześcijańskie, gdybyście tylko znały przyszłość pełną nędzy, niebezpieczeństw i wstydu, na jakie skazujecie swoje dzieci przez nieroztropne przyzwyczajanie ich do życia ledwie ubrane, co powoduje, że zatracają one zmysł wstydu, zawstydziłybyście się swojego postępowania i krzywd wyrządzonych maleństwom, które Bóg powierzył waszej opiece, dla wychowania w chrześcijańskiej godności i kulturze” – Pius XII, przemówienie z 17 lipca 1954 roku.

     

    ISTNIEJĄ ABSOLUTNE NORMY SKROMNOŚCI W UBIORZE

    „Jednak, niezależnie od tego jak szeroka i zmienna może być ta relatywna moralność mody, istnieją zawsze pewne absolutne normy, których należy się trzymać, po wysłuchaniu ostrzeżenia sumienia (…) Moda nie może być nigdy bezpośrednią okazją do grzechu…

    Mówiąc jaśniej: niemoralność niektórych stylów polega z reguły na nieskromności lub na zbytku. Nieskromność mody przejawia się w praktyce w skracaniu ubiorów. Stroje nie mogą być oceniane według opinii niemoralnego lub już zepsutego społeczeństwa, ale według aspiracji społeczeństwa, które ceni godność i powagę stroju publicznego” – Pius XII, słowa skierowane w 1957 roku do Kongresu Łacińskiej Unii Mody.

     

    DŁUGOŚĆ I KRÓJ WSTYDLIWEGO STROJU

    „Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan. Ponadto, niedopuszczalna jest odzież z materiałów przeźroczystych oraz rajstopy w kolorze cielistym, sugerującym, że nogi są nagie” – Instrukcja wikariusza generalnego Piusa XI z dnia 24 września 1928 roku, kardynała Basilio Pompilij.

    Suknia sięgająca niżej kolan szeroka, musi mieć rękawy przynajmniej do łokcia i nie może być z materii przejrzystej, pod szyją ma być albo zupełnie zapiętą albo może mieć zaledwie małe wycięcie” – List pasterski biskupa Lwowa z 1927 roku pt. „O posłannictwie katolickiej niewiasty”.

    Pewnej kobiecie, żonie konsula, przedstawionej mu przez O. Carmelo da Sessano, widząc ja z gołymi ramionami powiedział: „Obciąłbym ci ręce, bo sprawiłoby ci to mniej bólu niż ten, którego doświadczysz w czyśćcu”. Przy innej okazji powiedział: „Gołe ciało parzy” ” – opis postawy św. Pio z Petrelciny, cytat za: O. Marcellino IasenzaNiro, „Ojciec” Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz. Świadectwa, San Giovanni Rotondo 2006, s. 144.

    Po szóste, żeby zaniechała bezwstydnego kobiecego zwyczaju noszenia koronkowych szat, odsłaniania piersi, namaszczania się olejkami i wielu innych próżności, które budzą odrazę u Boga” – z objawień danych św. Brygidzie Wielkiej, cytat za: Św. Brygida Wielka, „Objawienia i inne dzieła”, Kraków 2004, s. 316.

    Tutaj zwracam uwagę, że grzeszą zgorszeniem także te kobiety, które występują w sposób nieprzyzwoity z odkrytymi piersiami albo nogami” – św. Alfons Liguori, cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego, Miejsce Piastowe 1931, s. 33.

    Nie jest więc stosowne, by odsłaniać kolana, co, jak mówią, czynią spartańskie dziewczęta. Nie wypada też, by u kobiety została niezakryta jakaś część ciała. (…) Tak więc zabrania się nie tylko odsłaniania kostek, ale też poleca by zasłaniały głowę i twarz” –  Klemens Aleksandryjski, „Wychowawca”, Księga II, rozdział X, n. 114.

    Jeśli tedy jesteś prawdziwą chrześcijanką, staraj się podobać tylko swemu mężowi; w tym celu, gdy wychodzisz na ulicę, zasłoń sobie twarz szatą, by w ten sposób ukryć piękność swoją. (…) Idąc zaś, miej wzrok spuszczony ku ziemi, suknia zaś niech zakrywa całą twoją postać” – „Didaskalia, czyli katolicka nauka Apostołów”, III.

    MIESZANE PLAŻE I KĄPIELISKA

    Duchowni konsekrowani, niżsi duchowni, asceci oraz w W OGÓLE CHRZEŚCIJANIE ŚWIECCY nie powinni kąpać się w łaźni razem z kobietami, gdyż jest to główny zarzut, jak stawiamy poganom” – Synod w Laodycei, kanon 30.

    Cóż zaś te, które do wspólnej łaźni przychodzą i które oczom, ku chuci zmysłowej ciekawym, ciała skromności i wstydliwości poświęcone na widok wystawiają? Gdy nagie przez mężczyzn są widziane i nagich mężczyzn sprośnie oglądają, czyż same nie dają przynęty występkom? Czyż nie zapraszają i nie podniecają ku swemu zepsuciu i krzywdzie pożądliwości obecnych? Może odpowiesz: Niech patrzy, z jakim umysłem kto przychodzi, mnie zależy tylko na odświeżeniu ciała i obmyciu. Nie oczyszcza cię ta obrona ani nie usprawiedliwia zbrodni wyuzdania i rozpusty. Brudzi to obmycie, nie obmywa, ani nie oczyszcza członków, lecz plami. Nie patrzysz nieskromnie, lecz jesteś nieskromnie oglądana; oczu swoich nie kalasz sprośnym upodobaniem, lecz gdy zabawiasz innych, sama się kalasz. Widowisko z kąpieli czynisz, miejsca te, dokąd przychodzisz, ohydniejsze są od teatru. Tam się zdejmuje wszelką wstydliwość, razem z ubiorem składa się godność i wstyd ciała, odsłania się dziewictwo, by je oglądano i opisywano. Już teraz rozważ, czy, gdy jest ubrana, może uchodzić między mężczyznami za wstydliwą taka, która posunęła się do niewstydliwości odwagą nagości (…) Obmyć dokonujcie z niewiastami, których obmywanie wstydliwość waszą uszanuje” – św. Cyprian z Kartaginy, „O stroju dziewic”, 19, 21.

    Gdy się przechadzasz po rynku i chcesz się wykąpać, korzystaj z łaźni przeznaczonej dla mężczyzn; nie pokazuj kobietom swego ciała w nieprzystojnej nagości, ani nie przyglądaj się widokowi nie przeznaczonemu dla mężczyzn, abyś sam nie wpadł w pułapkę żądzy albo nie uwiódł innej osoby” – Konstytucje Apostolskie, I: 6, 13.

    Unikaj też kąpieli w łaźni z mężczyznami; jest to niestosowne, a wiele jest pułapek złego. Chrześcijanka niech się nie kąpie we wspólnej łaźni; jeśli wstydliwie zasłania swą twarz przed spojrzeniami obcych mężczyzn, to jakże może pójść naga do łaźni z mężczyznami? Jeśli jest łaźnia dla kobiet, niechaj tam się kąpie ze wstydem, przyzwoitością i umiarem” – Konstytucje Apostolskie, I: 9, 1.
    specjalne zagrożenie dla moralności jest reprezentowane przez wspólne kąpanie się na plażach … Wspólne kąpanie się kobiet i mężczyzn, jest prawie zawsze bliską sposobnością do grzechu i zgorszenia” – oświadczenie Prymasa Hiszpanii, kardynała Pla Y Deniela z 1959 r.
    Nigdy nie powinno się zezwalać na wspólne kąpiele obojga płci. Jeżeli szkoły urządzają kąpiele obowiązkowe, to dozór ma mieć osoba tej samej płci. Popisowe pływania dziewcząt i kobiet nie powinny się odbywać. Na kąpieliskach z plażą (rzeka, jezioro) trzeba nalegać na całkowite rozdzielenie płci, oddzielne przebieralnie, do których zorganizowania należy skłonić miejscowe władze, oraz przyzwoite ubiory kąpielowe i stały nadzór. Tego samego należy domagać się odnośnie licznie pojawiających się plenerowych obiektów kąpieli słonecznej, o to zarówno dla dorosłych jak dzieci” – deklaracja konferencji biskupów Austrii i Niemiec z 1925 r.
    „(…) ze stanowiska etyki katolickiej i prostej przyzwoitości należy, by kąpiele były osobno dla mężczyzn a osobno dla dziewcząt i to w odpowiednim stroju kąpielowym” – Ks. Władysław Wicher, „Teologia moralna”, cz. I, Kraków 1958, s. 179.

     

    OZDOBY, BIŻUTERIA ORAZ PRZEPYCH W STROJACH

    Podobnież i niewiasty w przyzwoitym odzieniu, przystrojone skromnie i z umiarkowaniem, a niesztucznie plecionymi włosami albo złotem albo perłami, albo w kosztownej szacie, lecz jak przystoi niewiastom, wyznającym pobożność przez dobre uczynki„- I List św. Pawła Apostoła do Tymoteusza 2, 9.

    Ich ozdoba niech nie będzie zewnętrzna: wyszukane zaplatanie włosów lub obwieszanie się złotem albo strojne ubiory, ale ukryty w sercu człowiek nieskazitelny, spokojnego i skromnego ducha, który jest przed oblicznością bożą bogaty. Tak bowiem niegdyś i święte niewiasty, ufające w Bogu, zdobiły się, poddane własnym mężom” – 1 List św. Piotra Apostoła 3, 2 – 5.

    Niewiasty obleczone w jedwab i purpurę nie mogą być obleczone w Chrystusa. Przystrojone złotem, perłami i klejnotami, utraciły ozdobność umysłu i ciała” – św. Cyprian z Kartaginy.

    UBIÓR ODMIENNY DLA OBU PŁCI

    Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego” (Powtórzonego Prawa 22, 5).

    (Gdyby jakaś) kobieta pod pozorem praktykowania cnót, albo na znak doskonałości zamieniła swój strój zwyczajny  i przywdziała ubiór męski, niech będzie wyłączona” – Synod Selucja-Ktezyfon, kanon 8.

    TATUAŻE

    Nie będziecie się tatuować” – Kapłańska 19, 28.

    KRÓTKIE WŁOSY DLA MĘŻCZYZN, DŁUGIE DLA NIEWIAST

    Czyż sama natura nie poucza nas, że hańbą jest dla mężczyzny nosić długie włosy, podczas gdy dla kobiety jest właśnie chwałą? Włosy bowiem zostały jej dane za okrycie.  Może ktoś uważa za właściwe spierać się nadal, my jednak nie jesteśmy takiego zdania, ani my, ani Kościoły Boże – 1 Koryntian 11: 14 – 16.

    nie zapuszczaj włosów na głowie, lecz je skracaj i ścinaj (…) Jesteś chrześcijaninem i człowiekiem Bożym, nie wolno ci zatem zapuszczać włosów na głowie, ani ich zaplatać – bo to przejaw zbytku”  – Konstytucje Apostolskie, tamże: I: 3, 8; 10.

    Zabrania się, by wierna lub katechumenka miała mężczyzną długowłosego lub fryzjera. Która tak czyni, ma być odsunięta od komunii” – Synod w Elwirze, ok. 306 roku,  Kanon 67.

    Gdyby jakaś kobieta pod pretekstem pobożności obcięła sobie włosy, dane jej przez Boga, (na znak poddania) dla odrzucenia (swej zależności), niech będzie wyłączona” – Synod Selucja-Ktezyfon, kanon 17.

     

    MAKIJAŻ ORAZ FARBOWANIE WŁOSÓW

    I oto właśnie na tym miejscu według bojaźni, którą nam podaje wiara, według umiłowania, jakiego wymaga braterstwo, uważam, iż należy napominać nie tylko dziewice lub wdowy, lecz także zamężne i wszystkie niewiasty, że dzieła rąk Boga, jego roboty i tworzywa żadną miarą fałszować nie wolno przez używanie żółtej farby, czy czarnego proszku lub różu, albo jakiegokolwiek wreszcie kosmetyku, przyrodzone rysy niszczącego. (…) Nie możecie uczynić jednego włosa białym albo czarnym (Mt. V, 36); a ty dla zagłuszenia głosu Pana swego chcesz być silniejszą, z bezczelnym wysiłkiem i świętokradzką pogardą włosy swe farbujesz, w złym przeczuciu rzeczy przyszłych ogniste czynisz sobie włosy i o zgrozo- grzeszysz głową, to jest lepszą częścią ciała! I gdy napisane jest o Panu: A głowa jego i włosy były białe jako wełna albo śnieg (Obj. I, 14), ty wyklinasz siwiznę, pomiatasz białym kolorem, który podobny jest do głowy Pana!” – św. Cyprian z Kartaginy, „O stroju dziewic”, 16.

    I nie maluj twarzy, jaką ci z natury dał Bóg” – „Didaskalia, czyli katolicka nauka Apostołów”, III.

    Nie należy też farbować włosów i zmieniać ich koloru, gdy są siwe” – Klemens Aleksandryjski, „Wychowawca”, Księga III, rozdział XI, n. 63.

    Nie pożyczajcie od sztuki przystrojeń pasożytniczych, które nic nie przysparzają piękności. Te stroje tylko was szpecą i wystawiają na pośmiewisko … Ale mam ważniejszą jeszcze dla was przestrogę. Grzeszycie przeciw Panu Bogu, utracacie skromność, wzbudzacie występne myśli, stajecie się podobnymi do istot płci waszej, które publicznie wyrzekły się wstydu, Odrzućcie te marne stroje, które sam czart wynalazł, wyrzeczcie się tych fałszywych piększydeł, a zwróćcie uwagę tylko na piękność wewnętrzną, która tym łacniej ściągnie na was wzrok aniołów i łaskę Bożą –  św. Jan Chryzostom.

    „O jakże niegodnym jest chrześcijanina, któremu przykazano okazywać się zawsze tym czym jest; kłamać rysami twarzy, gdy mu nie wolno ustami kłamać; pożądać tego, czego nie ma, gdy mu wzbraniają wszelkiego zbytniego przywiązania do tego co posiada; wywoływać żądze cudzołożne, gdy czystość ślubujecie” – Tertulian.

    I nie maluj sobie twarzy, którą Bóg stworzył dla ciebie; nie potrzebujesz żadnych upiększeń gdyż <wszystko, co Bóg stworzył, jest bardzo piękne>” – Konstytucje Apostolskie, I: 8, 23.

    Niech ci to będzie wiadome bez cienia wątpliwości, że ilekroć malują sobie sztucznie twarze, tylekroć Duch Święty zmniejsza dla nich swą pomoc i tym bardziej zbliża się do nich szatan” – z objawień danych św. Brygidzie Wielkiej, cytat za: Św. Brygida Wielka, „Objawienia i inne dzieła”, Kraków 2004, s. 333.

    Trzeba też wiedzieć, że czym innym jest malowanie się dla nadania sobie piękności, której brak, a czym innym pokrywanie oszpecenia pochodzącego z jakiegoś wypadku, np. choroby, itp; to bowiem jest dozwolone” – św. Tomasz z Akwinu.

    BRODA U MĘŻCZYZN

    Nie wolno ci też golić zarostu na brodzie oraz wbrew naturze zmieniać wyglądu ludzkiej twarzy; powiada bowiem Prawo: „Nie będziecie golić waszej brody” (Lev. 19: 27). Twarz bez zarostu Bóg Stwórca przeznaczył dla kobiet, a uznał ją za niestosowną dla mężczyzn. Jeśli golisz się po to, aby zyskać na urodzie, sprzeciwiasz się Prawu i będziesz wstrętny przed Bogiem, który cię stworzył na swój obraz. Jeśli więc chcesz podobać się Bogu, unikaj wszystkiego wszystkiego, czym On się brzydzi, i nie czyń niczego, co Mu się nie podoba” – Konstytucje Apostolskie, I: 3, 11 – 12.

    Nie będziesz golił włosów po bokach brody” – Kapłańska 19: 27.

    Oto wynalazek mężczyzn zniewieściałych, zakradających się do kobiecych komnat, obojnaków i rozpustnych bestii, a polega on na podstępnej i bezbożnej zasadzce. Bóg chce, by kobieta była gładka, pyszniąca się jedynie włosami niczym konie grzywą,  mężczyznę zaś upiększa zarostem niczym lwa. Wszak i broniące ptactwa koguty są przystrojone w grzebień. Bóg przywiązuje wielką wagę do owłosienia i nakazuje mu się pojawiać u mężczyzn na kosmatych piersiach wraz z używaniem rozumu, a podziwiając męską powagę uczcił ją bielejącą brodą (…) Broda jest więc cechą mężczyzny. Ona świadczy o jego męstwie i że będąc starszy od Ewy, uosabia silniejszą naturę. (…) Jest więc świętokradztwem występowanie przeciwko owłosieniu będącemu naturalną cechą mężczyzny. Upiększanie się przez depilację, rumienię się przy tych słowach, jest w przypadku mężczyzn przejawem zniewieściałości, u kobiet zaś rozpusty. Jedno i drugie należy usunąć bezwzględnie z naszego społeczeństwa. (…) W żaden sposób nie należy poddawać się depilacji, gdyż to jest wbrew woli Bożej, która policzyła każdy włos zarostu (…) Nie należy wyskubywać włosy, ale żądze” – Klemens Aleksandryjski, „Wychowawca” , Księga III, 18 – 20.

    W ich zwyczajach nie było dyscypliny. U mężczyzn ich brody były  zniszczone (…) Broda nie może być oskubana” – św. Cyprian z Kartaginy.

     

    NAKRYWANIE WŁOSÓW PRZEZ NIEWIASTY

    Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona.  Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę!  Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny.To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny.  Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny.  Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania, ze względu na aniołów. Zresztą u Pana ani mężczyzna nie jest bez kobiety, ani kobieta nie jest bez mężczyzny.  Jak bowiem kobieta powstała z mężczyzny, tak mężczyzna rodzi się przez kobietę. Wszystko zaś pochodzi od Boga.Osądźcie zresztą sami! Czy wypada, aby kobieta z odkrytą głową modliła się do Boga? Czyż sama natura nie poucza nas, że hańbą jest dla mężczyzny nosić długie włosy, podczas gdy dla kobiety jest właśnie chwałą? Włosy bowiem zostały jej dane za okrycie.Może ktoś uważa za właściwe spierać się nadal, my jednak nie jesteśmy takiego zdania, ani my, ani Kościoły Boże” –1 Koryntian 11: 5-16.

    Jeśli chcesz być wierną chrześcijanką, troszcz się o swojego męża, staraj się podobać tylko jemu, na ulicy zasłaniaj głowę, bo zasłaniając unikasz wzroku wścibskich ludzi” – Konstytucje Apostolskie, I: 8, 23.

    Jeśli tedy jesteś prawdziwą chrześcijanką, staraj się podobać tylko swemu mężowi; w tym celu, gdy wychodzisz na ulicę, zasłoń sobie twarz szatą, by w ten sposób ukryć piękność swoją. I nie maluj twarzy, jaką ci z natury dał Bóg. Idąc zaś, miej wzrok spuszczony ku ziemi, suknia zaś niech zakrywa całą twoją postać” – „Didaskalia, czyli katolicka nauka Apostołów”, III.

    Niech się i w tym postrzegą, aby głowy swoje pokrywać jako naucza Apostoł, dla takiego wzgorszenia umiały. Bo te słusznie taką siwizną są skarane, które głowy odkryte miały, iż je napotem kryć, wstydząc się onej swej szpetności, musiały„ – ks. Piotr Skarga.

  10. Czy ufać „kato-celebrytom”?

    Leave a Comment

    Skłonność części środowisk katolickich do nagłaśniania i reklamowania tych znanych postaci ze świata „show-businessu”, które otwarcie przyznają się do wiary chrześcijańskiej, aż rzuca się w oczy. Co rusz, na tym czy i innym katolickim portalu albo w gazecie, można przeczytać o „gwiazdach” kina, telewizji, estrady i sportu, które „nie wstydzą się Jezusa”, gdyż otwarcie mówią o swej wierze w Chrystusa, o tym, że się modlą, chodzą do kościoła, czytają Biblię albo encykliki Jana Pawła II. Wedle zapewnień niektórych katolickich mediów gorliwymi katolikami (albo chrześcijanami) jest niemało aktorów (np. Małgorzata Kożuchowska, Radosław Pazura, Jerzy Stuhr), piosenkarzy (Krzysztof Krawczyk, bracia z Golec uOrkiestra), sportowców (Robert Lewandowski), a szczególnie pięściarzy (Tomasz Adamek, Grzegorz Proksa), a nawet laureatek konkursów piękności (Stefania Fernandez). Można by więc powiedzieć: „Wspaniale. Mamy tylu swoich ludzi w popkulturze! Ewangelizacja show-businessu idzie w najlepsze, Alleluja, chwała Panu!”.

    Czytając teksty poświęcone owym „kato-celebrytom” czasami ma się wręcz wrażenie, iż ich autorzy byliby gotowi nosić na rękach daną „gwiazdę” za każde wypowiedziane przez nich zdanie typu: „Wierzę w Jezusa”, „Chodzę w niedzielę do kościoła” albo „Modlę się na różańcu”. Można doceniać dobre intencje tych, którzy nagłaśniają tego typu postacie. Najprawdopodobniej chodzi wszak o to, by pokazać katolikom, iż można odnieść sukces w świecie popkultury, a jednocześnie „pozostać tam sobą”, robiąc na jej terenie „dobrą robotę”. A jeśli można przy tym jeszcze zarobić dużo pieniędzy, być sławnym i cenionym, to tym lepiej. Czy katolik ma być wszak zawsze biednym cierpiętnikiem, „szarą myszką”, która na tym świecie ma zawsze „przechlapane”? Czy jednak rzeczywiście wysyp różnych osobistości z pop-kulturowego światka przyznających się do katolicyzmu albo chrześcijaństwa jest znakiem prawdziwej nadziei? Czy naprawdę większość z tych ludzi, którzy są stawiani dziś za wzór katolików albo chrześcijan, rzeczywiście daje swą publiczną zawodową działalnością jasne i jednoznaczne świadectwo wiary w Pana Jezusa i zaufania, jakie winniśmy Mu okazywać?

    Syndrom Mela Gibsona

    Po serii obyczajowych skandali, jakich dopuścił się w ostatnich latach Mel Gibson, część katolickich publicystów, działaczy i pisarzy, którzy swego czasu, prześcigali się w kreowaniu go na ostatni przyczółek chrześcijaństwa w Hollywood, prawdopodobnie chciałaby zapomnieć o tym fragmencie swej publicystycznej aktywności. Niedługo po tym bowiem, jak Gibson nakręcił „Pasję” – co trzeba jasno przyznać jeden z najlepszych i najbardziej poruszających filmów o Panu Jezusie – świat zaczęły obiegać informacje o jego niemoralnych ekscesach. Dowiedzieliśmy się zatem o tym, jak Mel Gibson, po pijaku, głupio i wulgarnie wyzywał policjantów oraz rzucił swą żonę dla rosyjskiej kochanki Oksany (po czym i tę, swą nałożnicę obrzucał niewybrednymi, obscenicznymi epitetami). Mniejsza jednak o, co prawda, niemoralne, ale należące do prywatnej sfery życia Gibsona, wybryki. Zanim jeszcze na światło dzienne wyszły informacje o tychże obrzydliwościach, aktor ów, jak już wspomniałem, był często ukazywany niczym nieskazitelny obrońca tradycyjnych chrześcijańskich wartości w zdegenerowanym światku hollywoodzkich gwiazd. Nie byłoby niczym zdrożnym, gdyby rozróżniano pomiędzy tym, co w swej działalności zawodowej Gibson zrobił dobrego (np. filmem „Pasja”), a tym, co uczynił złego lub bardzo wątpliwego. Tymczasem jednak, najczęściej ignorowano lub wręcz usprawiedliwiano nieprawe produkcje, w których ów brał udział. To nic, że Mel Gibson brał udział w filmach, które:

    – promowały pogaństwo, okultyzm i panteizm, w tendencyjny sposób przekręcając przy tym fakty historyczne („Pocahontas”, gdzie swego głosu do animowanej postaci Johna Smitha udzielił Gibson);

    – w celach rozrywkowych eksploatowały przemoc oraz pokazywały wolny seks, jako fajną zabawę (np. wszystkie części „Zabójczej broni”, „Godzina zemsty”);

    – w dosadny sposób pokazywały sceny seksu (np. „Tequila sunrise”);

    – przedstawiały cudzołóstwo jako wzniosłe romantyczne uczucie oraz gloryfikowały zbrojną rebelię przeciw prawowitym władzom, dodatkowo w nieprawdziwy sposób pokazując tło historycznych zdarzeń będących ich kanwą (vide: „Waleczne serce”, „Patriota”);

    …. ważne, że z jego ust padło wiele katolickich i konserwatywnych deklaracji, nakręcił „Pasję”. Poza tym, przecież on jest aktorem i w ramach jego zawodu mieści się granie różnych postaci w rozmaitych filmach … I w ten sposób chwalcy Mela Gibsona obudzili się z przysłowiową „ręką w nocniku”. Starannie nadmuchiwany przez nich balon z napisem „Mel obrońcą chrześcijańskich wartości w Hollywood” z hukiem pękł po nakłuciu go przez ujawnione fakty z jego życia, pozostawiając po sobie odór smutku, wstydu, niesmaku i zażenowania. Dlaczego piszę o Melu Gibsonie w kontekście promowania postawy różnych „kato-celebrytów”? Powód tego jest prosty: powinniśmy uczyć się na błędach, nie zachłystując się wyznaniami wiary gwiazd pop-kultury, ale realnie weryfikując wypowiadane przez nich słowa, w świetle ich czynów. W przeciwnym razie, nawet jeśli nie skończy się to na potężnym smrodzie wstydu, zniesmaczenia i zażenowania (tak jak ma to miejsce w przypadku Gibsona), de facto będziemy usprawiedliwiać religijną dwulicowość i hipokryzję, zamiast propagować dobre wzorce.

    Panu Bogu ogarek, a diabłu świeczkę

    Przyjrzyjmy się wszak dokładniej zawodowej działalności „gwiazd” popkultury, które przez część katolickich i konserwatywnych środowisk są promowane jako pozytywne przykłady życia wiarą w „show-businessie”.

    Małgorzata Kożuchowska: to istna „katoliczka numer 1” wśród polskich aktorów. Jak zapewnia modli się, chodzi do kościoła, czyta dzieła  Jana Pawła II i św. Teresy od Dzieciątka Jezus. W uznaniu tych deklaracji Kożuchowska jest zapraszana do prowadzenia programów katolickich, czytania fragmentów Pisma świętego i tekstów Świętych w kościołach (czyniła tak nawet na Mszy pogrzebowej Jana Pawła II) oraz innych „religijnych imprez” (prowadziła np. galę rozdania nagród „Totus tuus”). Cóż jednak możemy zobaczyć w filmach oraz na zdjęciach z jej udziałem? W serialu „Rodzinka” gra liberalną matkę, która nastoletniemu synowi daje prezerwatywy, a ze swym serialowym mężem oddaje się seksualnym pieszczotom na kuchennym stole, co zostaje wyraziście pokazane widzom. Podobne sceny nie są bynajmniej jakimś ewenementem w „artystycznym dorobku” tej pani. Nie chcę się nad tym szerzej rozwodzić, ale ujrzenie jej ubranej niczym prostytutka, pozującej do zdjęć w wulgarnych, obscenicznych pozach, obściskującej się i nieskromnie całującej z obcymi mężczyznami, etc., nie jest niestety niczym szokującym. Myliłby się ten, kto traktowałby to, jako epizod w jej zawodowej karierze, gdyż takie elementy przewijają się się tam ciągle. Nic nie wskazuje też na to, by, przynajmniej jak na razie, Kożuchowska postanowiła zrezygnować z tego elementu swego image. Wspomniany serial „Rodzinka” był wszak kręcony w 2011 r, zaś okładka tygodnika „Viva” na której aktorka ta prezentuje się w jawnie wyuzdanej pozie i stroju, oznaczona jest datą „22 czerwca 2011”.

    Radosław Pazura: kolejna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego katolicyzmu, będący jednym z ambasadorów akcji „Nie wstydzę się Jezusa” (która to kampania jest organizowana przez ultrakonserwatywnych katolików z „Krucjaty Młodych”). Jednocześnie jednak człowiek ten od kilku lat występuje w widowisku teatralnym „Goło i wesoło”, którego morałem jest to, iż faceci też mogą publicznie rozbierać się dla pieniędzy, dając przy tym wizualną rozkosz co bardziej napalonym kobietom. Konkretnie zaś mówiąc rola Pazury w owym „show” polega na tym, że dopinguje on tam swych kumpli opowiadanymi przez siebie obscenicznymi dowcipami do sprawnego i sugestywnie erotycznego zdejmowania na oczach kobiet majtek. Poza tym R. Pazura przebiera się w owym spektaklu za kobietę (w dodatku bardzo bezwstydnie i nieskromnie odzianą).

    Krzysztof Krawczyk: śpiewa kolędy, nagrywał płyty poświęcone Papieżowi – Polakowi, a poza tym pokazuje się z różańcem. To wystarczy by awansować na wzór „katolickiej gwiazdy”. Szkoda tylko, że na swych występach pozoruje się na mafijnego bossa i śpiewa w otoczeniu nieskromnie tańczących i w takowy sposób odzianych niewiast.

    Tomasz Adamek: otwarcie mówi o tym, że jest katolikiem, występuje w Radiu Maryja, a poza tym, przed każdą walką bokserską odmawia różaniec. Cóż zatem z tego, iż walki w których bierze udział nie polegają bynajmniej na obronie niewinnych, słabych i bezbronnych przed agresją, ale ich istotą jest dostarczanie publiczności krwawej rozrywki?

    Podobne słowa można powiedzieć o innych „katolickich celebrytach”?  Stefania Fernandez – wygrała konkurs polegający m.in. na prezentowaniu swych wdzięków w stroju kąpielowym milionom widzów. Twierdzi, iż tytuł „Miss świata” zdobyła dzięki wstawiennictwu Matki Bożej, co wystarczyło niektórym zachwyconym tym portalom i gazetom katolickim nagłośnić jej postać. Szkoda tylko, że mało kto zadawał sobie pytanie, czy Maryja, która rzekoma miała wspomagać Stefanię w jej trudach pokazywania swego ciała całemu światu, sama wystąpiła by w tego rodzaju widowisku? Robert Lewandowski z kolei „nie wstydzi się Jezusa”, ale nie wstydzi się też brać udziału w reklamowych imprezach pisma „Playboy”, a także pozować ze swą żoną pół-nago do publicznie ukazujących się zdjęć.

    Cóż zatem widzimy w przypadku większości „kato-celebrytów”? Konsekwentne i jasne ewangelizowanie popkultury czy raczej bezwstydne cudzołożenie z jej obrzydliwościami i ohydami, maskowane chrześcijańskimi słowami oraz gestami? Czyż publiczna działalność tych osób nie jest raczej urzeczywistnieniem słów Pisma świętego o tym, iż w dniach ostatnich ludzie „będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy” (2 Tymoteusz 3, 5), jawnym pogwałceniem biblijnych przestróg przed tym, by nie łączyć światła z ciemnością, Chrystusa z Beliarem (2 Koryntian 6, 14 – 15)? Czyż to nie właśnie do takiej postawy odnosi się jedno z naszych tradycyjnych przysłów, które na tą okazję winno się jednak strawestować jako raczej: „Panu Bogu ogarek, a diabłu świeczkę”?

    Taki mają zawód?

    Powie ktoś może, iż pastwię się nad tymi ludźmi, bezlitośnie wytykając im ich wady i upadki, a przecież „któż z nas jest bez grzechu”? To prawda, że wszyscy jesteśmy grzeszni, każdemu z nas też zdarza się być niekonsekwentnym, iść na daleko posunięte kompromisy z nieprawościami i dawać swym życiem „antyświadectwo”. Tyle, że nie każdy z nas jest kreowany przez katolickie media na wzór oddania chrześcijańskim cnotom. Mieć współczucie, a nawet pewnego rodzaju wyrozumiałość dla czyjejś słabości i grzeszności to jedno, ale wyróżniać, nagłaśniać oraz nagradzać czyjąś postawę to drugie. W tym drugim przypadku, daje się bowiem rzeszom „zwykłych katolików” sygnał, iż tak honorowane postaci są godne naśladowania. A jakiż to przykład do naśladowania daje nam większość „kato-celebrytów”? Jeśli ci za to dobrze zapłacą, to wal bliźniego po twarzy i tułowiu ku uciesze gawiedzi, rozbieraj się przed kamerą przyjmując przy tym wulgarne pozy, dawaj obmacywać się obcym mężczyznom, otaczaj się nieskromnie odzianymi i tańczącymi panienkami, bierz udział w produkcjach usprawiedliwiających grzech; a po wszystkim (lub przed) odmów różaniec, pójdź do kościoła, powiedz, że wierzysz w Pana Jezusa, a Matka Boża pomaga ci w twej pracy i już zostaniesz uznany za wzór dobrego katolika. Można by powiedzieć, ci katolicy doprawdy nie są frajerami. O ile wszak „zwykły katolik” nieraz czyni źle, po to by zarobić przysłowiowych „parę groszy”, ci szmacą się przynajmniej za duże pieniądze, sławę, oklaski tłumów i zdjęcia na okładkach poczytnych magazynów. A później narzekaj czcigodny kardynale, biskupie, księże proboszczu, katolicki dziennikarzu, na to, że miliony katolickich owieczek żyją na co dzień pogańskim i światowym życiem, że robią co chcą, myśląc, iż zmówienie „codziennego paciorka” i pójście w niedzielę do kościoła, wszystko załatwi … „Taki mają zawód” – mówią niektórzy, gdy pod nos podtyka się im konkretne fakty z zawodowego dorobku rozmaitych „kato-celebrytów”. Cóż, jeśli to ma być usprawiedliwienie i moralne uzasadnienie dla tego co w ramach swej pracy oni wyprawiają, to bądźmy konsekwentni. Wśród prostytutek, sutenerów oraz aktorów i aktorek porno też pewno znajdzie się jakiś procent osób, które przyznają się do wiary katolickiej, a może nawet modlą się i chodzą do kościoła. Niechaj ich oblicza zdobią okładki katolickich magazynów, a że robią to co robią? Cóż „taki mają zawód”… Wróżki i wróżbici również trudnią się swym fachem zazwyczaj dla pieniędzy, a podobno nieraz mają w swych gabinetach obrazy Pana Jezusa i Matki Bożej. Cóż „taki mają zawód” a „pecunia non olet”, doceńmy to, że nie wstydzą się swego przywiązania do katolicyzmu i niech poprowadzą galę rozdania nagród „Totus tuus”.

    Ewangelizacja popkultury?

    Kościół tradycyjnie był ostrożny względem aktorskiego rzemiosła i tym podobnych zajęć (a więc takich, których istotą jest dostarczanie szerszej publiczności rozrywki). Przez wieki aktorów i aktorki ekskomunikowano, wzbraniano im wstępu do kościelnej wspólnoty, a gdy skończyli swój żywot nie chowano ich na poświęconej ziemi. Nawet później, gdy owa dyscyplina względem nich zelżała, na ów zawód patrzono ciągle z dużym dystansem i podejrzliwością. Jeszcze na początku XX wieku, znany katolicki autor, ks. Franciszek Spirago pisał: „Teatr niszczy zbyt często wiarę chrześcijańską i moralność wśród ludu. I nie dziw. Scena wymaga zapełnionej sali i oklasków tłumu, i by to osiągnąć stara się schlebiać namiętnościom ludzkim. Stąd też pochodzi, że myśli i dążność wielu sztuk teatralnych jest moralnie złą. Występek (zwyczajnie nieprawa, grzeszna miłość) przybiera się na scenie w nęcącą, powabną szatę, cnotę traktuje się pogardliwie, jako coś przestarzałego, nieraz wyszydza się nawet sługi Boże i obrzędy Kościoła. Moralność sceny jest zupełnie sprzeczna z moralnością Ewangelii. Także sama gra, nieskromne stroje aktorek, gesty i spojrzenia, sposób mówienia, wszystko to działa zgubnie na umysł widza: nieznacznie, ale pewnie sączy mu jad trucizny do serca. Aktorzy przedstawiają namiętności, by je rozbudzać (…)”. Choć tradycyjna postawa Kościoła może nam się wydawać dziś nieco zbyt surowa i przesadna, to trudno odmówić jej przezorności i zdrowego rozsądku. Pewno aktorstwa i inne rzemiosła, których istotą jest zadowalanie rozrywkowych gustów publiczności nie są same w sobie złe, ale z natury rzeczy trudno jest w nich ustrzec się poważnych niebezpieczeństw. Im do większego kręgu publiczności chce się dotrzeć, tym trudniej jest wtedy powstrzymać się schlebianiu najniższym gustom. Nie znaczy to, że ewangelizacja pop-kultury jest niemożliwa. I dziś można by wskazać przykłady aktorów i reżyserów, którzy tworzą dużo dobrych, chrześcijańskich w swym przesłaniu dzieł, stroniąc przy tym zarazem od angażowania się w złe, rozwiązłe czy bezbożne przedsięwzięcia. Działalność takich ludzi należy też promować i nagłaśniać. Jak do tej pory jednak, bardziej reklamuje się te postacie świata pop-kultury, które faktycznie asymilują się nawet z jej najbardziej obrzydliwymi elementami. W ten sposób to nie my ewangelizujemy popkulturę, ale popkultura antyewangelizuje nas.