Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: św. Augustyn

  1. Pięć powodów dla których kłamstwa o św. Mikołaju są grzeszne

    Leave a Comment

    Rodzice zwykle nie mówią swym dzieciom, iż takie postaci jak Batman czy Superman istnieją naprawdę. I dobrze, wszak byłoby to kłamstwem. Jednak wielu ojców i wiele matek mówi swym pociechom, że w dniu 6 i/lub 24 grudnia każdego roku konkretny człowiek zwący się św. Mikołajem naprawdę roznosi grzecznym dzieciom prezenty. W naszej kulturze przyzwyczailiśmy się do traktowania tych opowiastek jako „niewinnych kłamstewek”, które nikomu nie szkodzą, a co więcej umilają czas dzieciństwa, czyniąc je bardziej „magicznym” oraz ekscytującym. A może by tak jednak po prostu uznać, że kłamanie dzieciom na ten temat jest, obiektywnie rzecz biorąc, grzeszne oraz niemiłe Bogu, a w związku z tym po prostu nie powinno się tego robić? Poniżej przedstawię pięć powodów, dla których właśnie w ten sposób należy ocenić zwyczaj opowiadania dzieciom zmyślonych informacji o św. Mikołaju, który rokrocznie roznosi prezenty.

    Powód nr 1: Każde kłamstwo jest grzechem.

    Owszem nie każde kłamstwo jest materią grzechu ciężkiego. Nie każde kłamanie grozi więc nam wiecznym ogniem piekielnym. Kłamstwa, które nie mają charakteru egoistycznego i nie przynoszą innym ludziom wielkiej szkody, są materią grzechu powszedniego. Nie zmienia to jednak zasady, iż wszystkie kłamstwa są, tak czy inaczej, niemiłe Panu Bogu. Tak naucza Kościół co najmniej od V wieku, czyli czasu, gdy przeciwko teorii dopuszczającej tzw. kłamstwo użyteczne, czyli mające chronić naszych bliźnich, opowiedział się św. Augustyn z Hippony. Od tego czasu uczą tak papieże, katechizmy, święci, biskupi i prawie wszyscy teologowie katoliccy. Nie jest to więc jedna z opinii teologicznych, które można przyjmować lub odrzucać, ale jest to powszechne, wielowiekowe nauczanie Kościoła, któremu przysługuje w związku z tym dar nieomylności. Owszem, i pomiędzy V a XXI wiekiem teologowie katoliccy nie zgadzali się ze sobą co do pewnych szczegółów tego, w jaki sposób należy definiować kłamstwo, jednak sama zasada, iż nie wolno nigdy kłamać, nie była kwestionowana przez ogromną większość z nich.

    Powód nr 2: Istnieje wielka różnica pomiędzy kłamstwem ratującym życie, a kłamstwami z okazji „Mikołajek”.

    Nawet jeśli ktoś upiera się przy błędnym twierdzeniu, iż moralnie dozwolone jest kłamanie w ekstremalnych okolicznościach (np. po to by uratować komuś życie), to rzeczą niepoważną jest przechodzenie od usprawiedliwiania wskazanych wyżej rodzajów kłamstw do obrony kłamstw w sprawie św. Mikołaja roznoszącego prezenty. Zdrowy rozsądek mówi nam wszak, iż istnieje wielka różnica pomiędzy obiema sytuacjami. W pierwszym przypadku chodzi bowiem o ratowanie ludzkiego życia, w drugim zaś o dodanie dzieciństwu większej porcji emocjonalnego uroku. Tymczasem, te chwile ekscytacji związane z oczekiwaniem na prezenty od „św. Mikołaja” mogą być w łatwy sposób zastąpione przez inne pozytywne, a nie budzące wątpliwości moralnych, rzeczy. Na przykład, dziecko, które nigdy z jednej strony nie było karmione opowieściami o prezentach roznoszonych przez Mikołaja, a z drugiej strony ani razu nie widziało swego ojca pijanym, prawdopodobnie odniesie z tego o wiele większy pożytek niż dziecko, które rokrocznie oczekiwało na św. Mikołaja z workiem pełnych prezentów, ale za to widywało swego rodzica w stanie nietrzeźwym.


    Powód nr 3: Opowieści o Mikołaju nie są „zastrzeżeniem domyślnym”.

    To prawda, że część teologów katolickich uznaje, iż nie jest kłamstwem tzw. zastrzeżenie domyślne, a więc mówienie rzeczy nieprawdziwych w sytuacji, gdy odbiorca takiej informacji może się łatwo domyślić, że nie jest wówczas przekazywana prawda. W wypadku opowieści o św. Mikołaju nie mamy jednak do czynienia z taką sytuacją. Dzieci są bowiem z natury bardziej ufne oraz niedoświadczone życiowo, w związku z czym łatwiej jest je wprowadzić w błąd niż osoby dorosłe. Poza tym, w wielu wypadkach opowieściom o Mikołaju roznoszącym prezenty towarzyszą różne dodatkowe elementy, które mają na celu, by dzieci jeszcze bardziej były utwierdzone w tym błędnym przekonaniu.

    Powód nr 4: Mikołajki uczą dzieci kłamać.

    Wielu ludzi mówi, iż kłamstwa o św. Mikołaju z workiem pełnym prezentów nie są niczym złym, gdyż miło wspominają je ze swego dzieciństwa. Jednak, czy same miłe wspomnienia są dowodem moralnej dobroci i godziwości danego zdarzenia? Czy np. jeśli dwie lesbijki ze wzruszeniem wspominają swój cywilny ślub (kwiaty, patrzenie sobie w oczy, przyrzekanie sobie wzajemnej miłości, łzy wzruszenia w oczach znajomych), to oznacza, że na pewno było to coś dobrego? Oczywiście nie stawiam w tym miejscu znaku równości pomiędzy sodomickim ślubem a okłamywaniem dzieci z okazji Mikołajek. Sodomia jest bowiem czymś o wiele gorszym niż takie kłamstwa. Chodzi mi jednak o to, że same miłe wspomnienia nie są jeszcze wystarczającym argumentem na rzecz godziwości danego zachowania. My ludzie widzimy bowiem tylko cząstkę danej rzeczywistości, a Bóg postrzega ją w całej jej pełni. Jeśli więc Bóg czegoś zakazuje (jak np. kłamstwa) to, mimo iż możemy nie widzieć wielu z negatywnych efektów takiej zabronionej aktywności, to powinniśmy ufać wszechwiedzącemu Stwórcy, że jest ona naprawdę zła.

    Nie trzeba jednak szukać daleko, by wskazać na pewne szkodliwe skutki mikołajkowych kłamstw. Na przykład, niektóre z dzieci wyrastając z wiary w Mikołaja roznoszącego prezenty nabierają też sceptycyzmu co do samej religii jako takiej. Ich rozumowanie jest tu wszak proste: jeśli rodzice mogli mnie okłamywać w sprawie mającej pewien związek z religią (postać św. Mikołaja oraz związane z tym Boże Narodzenie) to mogli mnie też okłamać w innych sprawach tyczących się religii (boskość Chrystusa, wiarygodność Biblii, etc.). Ponadto, zwyczaj mikołajkowych kłamstw może w łatwy sposób przyczyniać się do usprawiedliwiania innych „drobnych kłamstewek”. Nie trzeba zaś chyba specjalnie wskazywać na to, iż kłamanie i oszukiwanie swych bliźnich jest niestety mocno rozpowszechnionym zachowaniem w naszej kulturze. Być może kłamstwa o św. Mikołaju roznoszącym prezenty, są jednym z elementów, które później budują w nas tendencję do coraz częstszego posługiwania się kłamstwem oraz oszustwem w swym życiu.

    Powód nr 5: Nie okazuje się szacunku Świętym Pańskim poprzez kłamstwo.

    Gdzie znajduje się teraz św. Mikołaj? Jego dusza przebywa aktualnie w Niebie, gdzie cieszy się uszczęśliwiającym widzeniem Boga oraz wychwala na wieki Pana naszego i Zbawcę Jezusa Chrystusa. On lepiej niż my żyjący jeszcze na tej Ziemi zna zło i obrzydliwość kłamstwa, dlatego jest absurdem sądzić, że przez okłamywanie dzieci możemy okazywać mu prawdziwy szacunek. Owszem, św. Mikołaj był znany ze swej dobroczynności oraz hojności, dlatego właściwym jest naśladować go np. poprzez obdarowywanie podarunkami naszych bliźnich, ale nie należy dołączać do tego kłamstwa. Świętych Pańskich należy szanować poprzez naśladowanie wzoru, jaki dali swym życiem, a przecież jedną z charakterystycznych ich cech była nienawiść do nawet relatywnie małych grzechów.

    Wniosek

    Z tych wszystkich powodów unikając z jednej strony wyolbrzymiania i nadmiernej demonizacji mikołajkowych kłamstw, ale także dostrzegając wagę zła wszystkich choćby i najmniejszych grzechów, nie należy usprawiedliwiać omawianego w tym artykule zwyczaju. Kłamstwo to kłamstwo drodzy rodzice. Nie pójdziecie oczywiście do piekła z tego powodu, iż powiecie swym dzieciom, że Mikołaj przyniósł im prezenty. Nie mniej jednak i tak nie będzie się to podobać Bogu. Po prostu Mu zaufajcie i przestańcie okłamywać swe dzieci.

    Mirosław Salwowski

  2. Czy prawny zakaz pewnych grzechów jest negacją wolnej woli?

    Leave a Comment

    Wiele razy, gdy rozmawia się o potrzebie zakazywania przez państwo niektórych z grzechów, które bezpośrednio nie naruszają czyjejś wolności (ale które mimo to często krzywdzą osoby postronne, jak to ma miejsce np. w przypadku niewierności małżeńskiej, pijaństwa czy rozpowszechniania pornografii), przeciwnicy takich rozwiązań wyciągają jeden ze swych koronnych argumentów mówiąc: „Pan Bóg dał ludziom wolność wyboru pomiędzy dobrem, a złem, więc władza, która chce zakazywać czynienia zła, występuje przeciw Bożej woli„. To stwierdzenie, choć wydaje się być na pierwszy rzut oka efektowne, jest całkowicie bzdurne i wynika z  niezrozumienia tego, co w rzeczywistości oznacza fakt, iż Bóg dał ludziom wolną wolę.

     

    Zacznijmy od tego, że gdyby przyjąć liberalne i libertariańskie rozumienie Bożego daru wolnej woli, jako implikującego niemoralność państwowych zakazów wymierzonych w różne dobrowolnie czynione grzechy, to samego Boga musielibyśmy oskarżyć o poważną niekonsekwencję a nawet sprzeczność w swych działaniach. A to dlatego, że owszem Bóg „stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (Syr 15: 14), jednak z drugiej strony ten sam Bóg ustanawiając starożytny Izrael jako państwo i naród, polecił jego rządzącym, by karali różne dobrowolnie czynione występki i nieprawości, np. pod sankcją śmierci zakazane było bałwochwalstwo (Wj 22: 20); bluźnierstwo (Kpł 24: 15 – 16);  okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14). Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju. Czy więc Bóg popadł tu w sprzeczność Sam ze Sobą, czy jednak  prawda o tym, iż człowiekowi został dany wolny wybór pomiędzy cnotą a grzechem, nie jest sprzeczna z tym,  że władze cywilne  mają moralne praw zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów?

    Otóż, tradycyjna filozofia katolicka rozróżnia trzy rodzaje wolności.

    Pierwszym z tych rodzajów jest tzw. wolność psychologiczna, która jest właśnie w sensie ścisłym Bożym darem wolnej woli. Została ona dana ludziom w odróżnieniu od zwierząt i oznacza ona, iż człowiek jest w stanie, przynajmniej w swym umyśle, sercu i rozumie, dokonywać wyborów pomiędzy dobrem i złem. I w tym znaczeniu, nikt nie tylko, że  może, ale nie jest nawet w stanie odebrać człowiekowi wolnej woli. Nawet więc, gdyby jakieś państwo zamierzało coś takiego robić, to nie byłoby możliwe do zrealizowania z oczywistych względów. Na przykład, o ile państwo, rodzice, policjanci mogą w pewnych okolicznościach powstrzymać kogoś przed cudzołożeniem albo upiciem się jako zewnętrznie dokonywanym uczynkiem, to nie są zdolni zmusić kogoś, by o takich rzeczach nie myślał z upodobaniem i ochotą. A zatem w tym sensie, oczywiście, że państwo nie tylko, że nie powinno, ale i z natury rzeczy nie jest w stanie ingerować w daną człowiekowi wolność.

    Drugim z rodzajów wolności jest tzw. wolność moralna. Polega ona na tym, iż pewne nasze wybory podobają się Bogu, a inne z nich są Mu wstrętne i obrzydliwe. W tym zaś znaczeniu nie można powiedzieć, by Bóg dał człowiekowi absolutną wolność, ale że wolność ta ma swoje granice wyznaczone przez Stwórcę poprzez objawione przez niego przykazania i prawa.

    Trzecim zaś rodzajem wolności, podstawowym zresztą dla rozważań o prawie władz cywilnych do zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów jest tzw. wolność fizyczna. Oznacza ona, wolność realizowania na zewnątrz swych wewnętrznych aktów wolnej woli. Innymi słowy, jest to wolność od zewnętrznego przymusu i kar za czynione zewnętrznie zło. Taka zaś wolność powinna być ograniczana przez prawa i stosowne kary stanowione przez władze cywilne oraz inne autorytety (np. rodziców, nauczycieli w szkole, przełożonych w pracy). O ile bowiem, nie jesteśmy w stanie komuś zabronić np. uwodzenia czyjeś żony w myślach, o tyle ze względu na dobro innych ludzi, powinniśmy mu utrudniać realizację tych myśli w świecie rzeczywistym. Podobnie rzecz się ma w przypadku zakazu innych nieprawości, np. państwo zakazuje fizycznego morderstwa, mimo, że nie jest w stanie zakazać komuś zabijania ludzi w swych myślach. Ba, zresztą nie tylko, w takich okolicznościach można moralnie ograniczać czyjąś wolność fizyczną, ale nieraz czyni to sama natura (a raczej Bóg za jej pośrednictwem). Na przykład, ktoś chciałby kraść, ale nie jestem w stanie, gdyż stracił obie ręce, albo chciałby oglądać pornografię, ale nie może tego robić, gdyż stracił wzrok, etc. Nie istnieje zatem jakaś absolutna (albo ograniczana tylko ze względu na wolność drugiego człowieka) wolność do braku kary ze strony władz cywilnych za pewne dobrowolnie czynione grzechy. Państwo owszem nie jest w stanie nikomu odebrać wolnej woli, ale jest w stanie utrudniać i zniechęcać kogoś do realizacji na zewnątrz aktów owej woli [1].

     

    Liberalno-libertariańska argumentacja miesza więc ze sobą dwie przesłanki: słuszną (Bóg dał człowiekowi wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości).

    Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji.

    Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci, pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” [2].

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmienią serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List „Ad Vincentium”) [3].

     

    Przypisy:

    1. Tradycyjne rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi rodzajami wolności podaję za: Abp Marcel Lefebrve, „Oni Jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa„, Warszawa 1997, s. 39 – 40.

    2. Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna w skrócie„, Warszawa 2000, s. 343 – 344.

    3. Cytat za: Abp Marcel Lefebrve, jw., 44.

     

     

  3. Czary istnieją naprawdę

    Leave a Comment

    Bywa, iż nawet w środowiskach katolickich podważa się realność istnienia magii, czarów i innych przejawów działania szatana oraz jego demonów. Przykładem takiej postawy są choćby słowa ks. Grzegorza Strzelczyka, który w swym już słynnym wywiadzie udzielonym p. Dawidowi Gospodarkowi stwierdził np., że „czary nie działają”, a jednym z problemów jest to, iż niektórzy ludzie wierzą w istnienie czarów. Żeby obalić tego rodzaju powątpiewania czy wręcz otwarte ataki na „wiarę w istnienia czarów” wystarczy jednak sięgnąć do Pisma świętego i największych z teologów katolickich, tj. św. Tomasza z Akwinu oraz św. Augustyna. W tych źródłach znajdziemy jednoznaczną naukę o tym, iż szatan nie ma co prawda daru Bożej wszechmocy i nie może sprawiać cudów w pełnym i właściwym tego słowa znaczeniu, jednak nie zaprzecza to temu, że może on i faktycznie nieraz czyni rzeczy, które przekraczają zwyczajne zdolności człowieka i które w naszych ludzkich oczach mogą jawić się jako zjawiska nadzwyczajne, a wręcz „cuda”. Szatan wraz ze swymi demonami może takie rzeczy czynić za pośrednictwem swych ludzkich, żyjących na tej ziemi, sług, a więc np. czarowników, wróżek, kapłanów fałszywych religii.

    Ewidentnym przykładem takiego szatańskiego działania, które opisane zostało w Piśmie świętym, są czyny egipskich magów na dworze faraona, którzy do pewnego stropnia podrabiali i naśladowali cuda, które Bóg czynił za pośrednictwem Mojżesza i Aarona. Potrafili  oni mianowicie zamieniać laski w węże oraz przemieniać wody rzek, stawów i kanałów w krew (Wj 7, 11-12; 22). Egipscy magowie nie potrafili jednak mimo stosowanych przez siebie zaklęć powtórzyć wszystkich ze znaków czynionych przez Mojżesza i Aarona – nie umieli przemienić prochu w komary (Wj 8, 14). Ponadto, nawet gdy skutecznie naśladowali oni cuda Mojżesza i Aarona, to i tak Bóg pokazywał nad nimi Swą wyższość sprawiając, iż laska Aarona połknęła ich laski (Wj 7, 12). 

    I nie jest bynajmniej jakąś „prywatną interpretacją” Biblii odczytywanie powyższych fragmentów Pisma w dosłowny sposób. Św. Tomasz z Akwinu  bowiem właśnie w taki sposób wykładał owe biblijne historie:

    Należy jednak sobie zdać sprawę z tego, że chociaż dzieła złych duchów, które nam wydają się cudami a w istocie swej nie są prawdziwymi cudami, to jednak są to niekiedy prawdziwe fakty i rzeczy. Tak to właśnie czarownicy faraona mocą złych duchów uczynili prawdziwe węże i żaby [1].

    Ten wielki teolog katolicki pisał zresztą również co następuje:

    Ani złe duchy, ani żadne stworzenie nie mogą czynić cudu branego we właściwym znaczeniu; może go czynić tylko Bóg. Jak bowiem widać z powyższych, cudem we właściwym znaczeniu jest to, co dokonuje się poza porządkiem całej stworzonej natury, a do tego porządku należy wszelka moc stworzenia. Niekiedy jednak cudem w szerszym znaczeniu zwie się to, co przekracza ludzkie możności i poznanie. I w tym znaczeniu złe duchy mogą czynić cudy; wywołują one zdumienie u ludzi, jako że przekraczają ich możności i poznanie. Toć i gdy jakiś człowiek uczyni coś, co przekracza możności i poznanie drugiego człowieka, to przez to wzbudza w nim podziw dla swojego dzieła tak dalece, że wydaje się jemu, iż cudu dokonał [2].

    Innym przykładem szatańskiego działania, które jednocześnie przekraczało zwyczajne zdolności człowieka był sposób, w jaki potraktował on pobożnego i sprawiedliwego Hioba, gdy spuścił na jego owce i sługi ogień z nieba (Hi 1, 16), a także za pomocą wichury zburzył jego dom oraz zabił znajdujące się w nim dzieci (Hi 1, 19). Również te wydarzenia biblijne były np. przez św. Augustyna interpretowane w dosłowny sposób. Ów Ojciec i Doktor Kościoła pisał wszak:

    Nie były to mamidła, kiedy ogień spadł z nieba i za jednym uderzeniem wytracił służbę Joba wraz z mnóstwem rozmaitego bydła i kiedy huragan zwalając dom, pozabijał jego dzieci: a były to sprawki szatana [3].

    Także w innych fragmentach Pisma świetego czytamy o tym, iż szatan (za pośrednictwem swych ludzkich sług) może i będzie czynił nadzwyczajne rzeczy. Pan nasz Jezus Chrystus przestrzega :

    Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można zwieść wybranych (Mk 13, 22).

    W Apokalipsie św. Jana mowa jest zaś o Bestii, która:

    czyni wielkie znaki, tak iż nawet na jej rozkaz ogień zstępuje z nieba na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi mieszkańców ziemi znakami, które jej dano uczynić przed Bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, by wykonali obraz Bestii, która otrzymała cios mieczem, a ożyła. I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii, tak iż nawet przemówił obraz Bestii i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii (Ap 13, 13 – 15).

     

    Nie powinno być więc wątpliwości, iż magia rzeczywiście może działać i być skuteczna. Okultyzm jest bowiem popierany przez szatana, a ten, jak to zostało powyżej wykazane, ma moc czynienia różnych nadzwyczajnych rzeczy. Nie są to rzecz jasna cuda w ścisłym tego słowa znaczeniu, gdyż szatan i jego demony nie posiadają mocy równej Bogu. Nie mniej jednak są to zjawiska nadzwyczajne i rzeczywiste, które w oczach ludzi mogą uchodzić za niewytłumaczalne, by nie powiedzieć, że „cudowne”.

     

    Przypisy:

    [1] Patrz: „Suma teologiczna”, I, 114, 4.

    [2] Patrz: jw.

    [3] Inter opera Augustini: Viginti inius Sent., sent. 4 : PL 40, 726.

     

  4. Św. Augustyn: Lepiej umrzeć niż się upić

    Leave a Comment

    „Choćby do tego przyszło, iż ci rzeczono, albo musisz umrzeć, lepiej by ciało twoje trzeźwe z życia wyzute zostało, niżeliby przez pijaństwo dusza śmiertelny raz odebrała”.

    Cytat za: Ks. Michał Ignacy Wichert, „Nauki Katechizmowe o składzie apostolskim, przykazaniach Boskich i kościelnych, o Modlitwie Pańskiej i Sakramentach na trzy części podzielone”,  Pelpin 1874, s. 312. 

     

  5. Czy Biblia jest podręcznikiem do historii, geografii i biologii?

    Leave a Comment

    Gdy rozmawia się dziś o dyskusyjnych kwestiach z pogranicza Pisma świętego i pewnych nauk świeckich (np. ewolucji) częstym stwierdzeniem, jakie pojawia się na rzecz tezy, iż Biblia nie ma autorytetu, by móc coś orzec w tych sprawach jest powoływanie się na jedno ze zdań wypowiedzianych niegdyś przez św. Augustyna z Hippony. Ów Doktor Kościoła napisał wszak, iż: „Pan Jezus nie powiedział «Poślę wam Ducha Pocieszyciela, aby pouczył was o torach Słońca i Księżyca». Chciał przecież ukształtować chrześcijan, a nie astronomów (łac. mathematicos). Dla ludzkich potrzeb zupełnie wystarczy to, czego nauczymy się o tym w szkole” [1].

    Jest jednak sporym nadużyciem twierdzić, że skoro głównym celem Pisma św. nie było dostarczanie ludziom specjalistycznych informacji z zakresu historii, biologii czy geografii, to w takim razie Księga ta nie ma absolutnie nic do powiedzenia w tych sprawach i że gdy się o nich wypowiada to może się wówczas mylić. W istocie rzeczy Magisterium Kościoła uczy, że Pismo święte jest całkowicie nieomylne i bezbłędne również wówczas, gdy wypowiada się na temat spraw innych niż te bezpośrednio dotyczące wiary i moralności. Twierdzenie przeciwne zostało wszak odrzucone w nauczaniu kilku papieży np. przez Leona XIII w encyklice „„Providentissimus Deus”, Benedykta XV w encyklice „Spiritus Paraclitus”, Piusa XII w encyklice „Humani generis”. Choć styl, w którym Biblia mówi o kwestiach z zakresu nauk świeckich owszem różni się od specjalistycznego tonu, w jakim zredagowane są różne podręczniki czy wykłady, owa okoliczność nie implikuje jeszcze pomyłek biblijnych autorów na ów temat. Dominikanin, o. Michał Chaberek w następujący sposób wyjaśnia to rozróżnienie: „Czy to, że Pismo Święte nie jest podręcznikiem we współczesnym rozumieniu daje podstawy do unieważnienia jego treści? Jest wiele sytuacji, w których o prawdzie historycznej czy naukowej dowiadujemy się nie z podręczników, ale za pośrednictwem innych form przekazu. Kiedy na przykład babcia opowiada wnuczkowi o Powstaniu Warszawskim, to ani nie zmyśla, ani nie pisze podręcznika do historii. A jednak opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w konkretnym czasie i miejscu. Podobnie z tego, że Pismo Święte nie jest podręcznikiem do historii nie wynika, że nie opowiada prawdziwej historii. Z tego, że nie jest podręcznikiem do przyrody, nie wynika, że nie mówi nic o przyrodzie, czy o sposobie powstania świata” [2].

    Warto zresztą zauważyć, iż praktycznie rzecz biorąc, rozdzielenie tego co Pismo święte mówi na temat religii i moralności od zawartych tam faktów historycznych, geograficznych, biologicznych, jest bardzo niebezpieczne. Ktoś może np. zacząć poddawać w wątpliwość istnienie potopu, zniszczenie Sodomy i Gomory, dziewicze poczęcie Pana Jezusa albo relacje dotyczące śmierci Mesjasza, twierdząc, że przecież w tych sprawach Biblia dotyka warstwy historycznej (np. okoliczności procesu Zbawiciela), przyrodniczej (zniszczenie całej ziemi przez potop) czy biologicznej (kwestia poczęcia Jezusa), a więc nie należy traktować tego co w tych sprawach zapisane jest na jej stronach jako bezbłędnych faktów. Na tych i wielu innych przykładach, widać jednak jak bardzo pewne relacje historyczne, przyrodnicze czy biologiczne łączą się z prawdami wiary i zasadami moralności. To, że np. Pismo święte mówi, iż Dekalog został nadany na górze Synaj (a nie na Mount Blanc czy Rysach) choć dotyczy też faktu geograficznego, ma znaczenie również religijne. Oddzielanie więc sfery wiary i moralności, w których wypowiada się nieomylnie Biblia od innych spraw, w których rzekomo natchnieni autorzy mogli błądzić, jest zatem tak naprawdę czymś sztucznym i w dalszej perspektywie prowadzącym do podważania wiary w absolutną nieomylność i bezbłędność Pisma świętego, jako taką.

     

    Przypisy:
    1. Patrz: Św. Augustyn, Contra Felicem manichaeum, I, 10.

    2. Patrz: „Unieważnianie Pisma Świętego. Rozmowa z o. Michałem Chaberkiem”, Christianitas.org, http://christianitas.org/news/uniewaznianie-pisma-swietego-rozmowa-z-o-michalem-chaberkiem/