Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: Poza Kościołem nie ma zbawienia

  1. Czy FSSPX popadło w feeneyistyczny błąd?

    Możliwość komentowania Czy FSSPX popadło w feeneyistyczny błąd? została wyłączona

    Wychwalana przez część tradsów, niedawno ogłoszona przez Bractwo św. Piusa X (FSSPX), „Deklaracja wiary katolickiej” zawiera tak gruby błąd doktrynalny, że aż trudno mi w to uwierzyć. Chodzi mi o następujący ustęp:

    Dlatego każdy człowiek MUSI BYĆ CZŁONKIEM Kościoła katolickiego, aby zbawić swoją duszę, a istnieje tylko jeden Chrzest jako środek do włączenia w niego. Ta konieczność dotyczy całej ludzkości bez wyjątku i obejmuje w sposób jednakowy chrześcijan, żydów, muzułmanów, pogan i ateistów”. (Podkreślenie moje – MS).

    Na płaszczyźnie historyczno-doktrynalnej owa literalnie wyrażona teza jest powieleniem błędu ks. Leonarda Feeneya, który twierdził, że aby być zbawionym, absolutnie konieczne jest bycie włączonym do Kościoła katolickiego przez akt chrztu wodnego jako członek (czym z Nieba wyłączał nawet katechumenów, którym dane było umrzeć przed chrztem), a także zaprzeczał on możliwości zbawienia tym wszystkim, którzy umarli jako niekatolicy. Takie ujęcie tej sprawy jest bezpośrednio sprzeczne również z przedsoborowym, a oficjalnym i autorytatywnym nauczaniem Kościoła, wyrażonym chociażby w liście św. Oficjum z dnia 8 sierpnia 1949 roku Suprema haec sacra, gdzie czytamy:

    To samo należy powiedzieć o Kościele jako powszechnym środku zbawienia. Dlatego, aby człowiek osiągnął zbawienie, nie zawsze jest wymagane, by ktoś w rzeczywistości został włączony do Kościoła jako członek, lecz musi być przynajmniej z nim zjednoczony przez pragnienie lub nadzieję. Jednakże nie zawsze jest konieczne, by to pragnienie było wyraźne, jak w przypadku katechumenów. Gdy ktoś jest w stanie niewiedzy niepokonanej, Bóg akceptuje pragnienie implicite, tak nazwane, ponieważ jest ono zawarte w dobrym usposobieniu duszy, przez które pragnie ona dostosować swoją wolę do woli Bożej”.

    Jest dla mnie wręcz szokujące, iż tak rażący błąd mógł wyjść spod pióra/klawiatury FSSPX, zważywszy na to, że w przeszłości:

    1. Bractwo samo zwalczało feeneyistyczną doktrynę o tym, jakoby nie można było być zbawionym bez chrztu z wody.
    2. Sam arcybiskup Lefebvre – którego wypowiedzi w zasadzie nigdy się w Bractwie nie poddaje w wątpliwość – poruszając kwestię rozumienia dogmatu o tym, że „Poza Kościołem (katolickim) nie ma zbawienia”, dokonał następujących rozróżnień:

    Czy to oznacza, że żaden protestant, żaden muzułmanin, żaden buddysta ani animista nie będzie zbawiony? Nie, byłoby drugim błędem tak myśleć. Ci, którzy krzyczą o nietolerancji w interpretacji formuły św. Cypriana «Poza Kościołem nie ma zbawienia», odrzucają również Wyznanie Wiary «Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów» i są niedostatecznie pouczeni co do tego, czym jest chrzest. Istnieją trzy sposoby jego otrzymania: chrzest wody, chrzest krwi (męczenników, którzy wyznali wiarę jeszcze jako katechumeni) i chrzest pragnienia. Chrzest pragnienia może być wyraźny. Wielokrotnie w Afryce słyszałem, jak jeden z naszych katechumenów mówił do mnie: «Ojcze, ochrzcij mnie natychmiast, ponieważ jeśli umrę, zanim wrócisz, pójdę do piekła». Mówiłem mu: «Nie, jeśli nie masz śmiertelnego grzechu na sumieniu i jeśli pragniesz chrztu, to już masz w sobie łaskę». Doktryna Kościoła uznaje również implicite chrzest pragnienia. Polega on na czynieniu woli Bożej. Bóg zna wszystkich ludzi i wie, że wśród protestantów, muzułmanów, buddystów i w całej ludzkości są ludzie dobrej woli. Otrzymują oni łaskę chrztu, nie wiedząc o tym, ale w sposób skuteczny. W ten sposób stają się częścią Kościoła. (…)”.

    Warto w tym miejscu podkreślić, że „bycie członkiem Kościoła katolickiego” w bardziej tradycyjnym języku teologicznym oznaczało tylko tych, którzy zostali: a) ochrzczeni z wody; b) wyznają całość prawd wiary katolickiej; c) sami nie odłączyli się od jedności z Kościołem bądź też nie zostali ekskomunikowani. Pius XII w swej encyklice Mystici Corporis Christi tak to ujmował:

    Do członków Kościoła w rzeczywistości zaliczać trzeba tych tylko ludzi, którzy sakrament odrodzenia na Chrzcie św. przyjęli i wyznają prawdziwą wiarę, a nie pozbawili się sami w niegodny sposób łączności z Kościołem, ani też władza prawowita nie wyłączyła ich z grona wiernych za bardzo ciężkie przewinienia”.

    Twierdzenie zatem, że „każdy człowiek musi być członkiem Kościoła, aby zbawić swoją duszę”, w myśl tradycyjnej teologii oznacza właśnie tezę o tym, że wieczne zbawienie było niemożliwe dla tych, którzy: I. Nie zostali przed swą śmiercią ochrzczeni z wody; II. Umierali jako niekatolicy.

    Taka zaś teza jest nie do pogodzenia także z przedsoborowym Magisterium Kościoła.

    Czy przez powyższe zarzucam FSSPX intencjonalne głoszenie owego ciężkiego doktrynalnego błędu? Nie, zapewne owe zdanie o konieczności bycia członkiem Kościoła katolickiego do zbawienia zostało napisane pośpiesznie, a przez to nierozważnie oraz nieprzemyślanie, a gdyby spytać jego autora o to, czy rzeczywiście uważa, iż wszyscy niekatolicy oraz katechumeni, których śmierć zastała w tym właśnie stanie, nie będą zbawieni – zdecydowanie by temu zaprzeczył. Nie zmienia to jednak faktu, iż na płaszczyźnie literalnej ostatnia „Deklaracja wiary katolickiej” Bractwa św. Piusa X zawiera odrzucony przez przedsoborowe Magisterium Kościoła błąd doktrynalny.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:
    Św. Józef Bilczewski, O zbawieniu innowierców
    Czy niechrześcijanie mogą być zbawieni?
    Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe?



  2. O tym, że baptystyczny pastor Bob może znajdować się na drodze do Nieba (pomimo swych błędów i herezji)

    Możliwość komentowania O tym, że baptystyczny pastor Bob może znajdować się na drodze do Nieba (pomimo swych błędów i herezji) została wyłączona

    A więc w jakiejś małej mieścinie na środkowym zachodzie USA w rodzinie “niezależnych baptystów” urodził się mały Bob. Bob dorasta w kochającej się rodzinie – Tata jest pracowity, wierny żonie i nigdy nie pije alkoholu (być może kierując się błędnym doktrynalnie przekonaniem, iż wszelkie rekreacyjne picie takowego jest grzechem). Mama jest troskliwą matką, wierną żoną i udziela się w miejscowej charytatywnej kuchni dla osób ubogich. W ich domu nie ma krzyża i świętych obrazków, ale jest codzienna modlitwa, a dzieci zamiast oglądania MTV uczą się od małego czytać Biblię. Bob pomimo to, gdy zaczyna dorastać ulega nastoletnim pokusom – popala więc sobie marihuanę, pije nielegalnie alkohol, a także – między innymi za namową swego będącego katolickim ministrantem – starszego kolegi zaczyna oglądać pornografię i oddawać się masturbacji. Młody Bob nie czuje się jednak z tym dobrze, gdyż od swych chrześcijańskich (vel: heretyckich) rodziców wyniósł wiedzę, iż takie rzeczy nie podobają się Jezusowi. Pewnej niedzieli Bob słyszy wezwanie gorliwego baptystycznego kaznodziei o tym, że chrześcijaninem nie można się urodzić ani nawet nie można się stać przez samo wychowanie w chrześcijańskim domu, ale trzeba się w tym celu “na nowo narodzić” i że takie “nowe narodzenie” daje pokój i rzeczywistą siłę do walki z grzechem. Kaznodzieja ów na końcu swego kazania zachęca wszystkich tych, którzy czują się zmęczeni swym dotychczasowym życie, by “oddali je Jezusowi” i w ten sposób “narodzili się na nowo”. Młody Bob czując się zmęczonym i przytłoczonym swymi grzechami postanawia wyjść na środek swego kościółka i w szczerej oraz gorliwej modlitwie przeprasza Jezusa za swe grzechy, prosi Go by przejął stery jego życia. Bob po tej modlitwie czuje niezwykłą radość, pokój i coś w rodzaju wszechogarniającej miłości. Młody Bob nazywa to swe doświadczeniu po heretycku “nowym narodzeniem” (w świetle katolickiego nauczania nowym narodzeniem jest wszak chrzest). Od tego momentu życie młodego Boba na trwałe się zmienia – nie popala już marihuany, nie pije alkoholu (być może kierując się błędnym doktrynalnie przekonaniem, iż rekreacyjne picie takowego jest grzechem), a upadki w sferze porno i onanizmu jeśli mu się zdarzają to zdarzają się 20 razy rzadziej niż wcześniej, aż w końcu w ciągu 2 lat przestają mu się one zdarzać się w ogóle.

    Bob widząc co przeżył i jak zmieniło się jego życie w wyniku tego co błędnie nazwał “nowym narodzeniem” pałą miłością do Jezusa (który w niektórych aspektach jest mu obiektywnie błędnie przedstawiony) i z tejże miłości postanawia zostać baptystycznym pastorem: chce on bowiem, by więcej ludzi doświadczyło tego co on sam doświadczył. Młody Bob zaczyna się więc uczyć na pastora. W międzyczasie zakochuje się w pięknej i skromnej Sarze, a pewien czas po ślubie zostaje wysłany na 2-letnią misję do katolickiej Polski. Można by zatem rzecz: cóż za wspaniała okazja, by szczery w swej herezji Bob poznał jedyną prawdziwą wiarę katolicką! Czyż Bob nie będzie miał w ten sposób wielu okazji do pouczających rozmów z gorliwymi katolikami (w tym także z mądrymi i pobożnymi księżmi)? Bob zaczyna zatem pracę misyjną w Polsce: często polega ona na tym, że stojąc na ulicy tego czy innego miasta wygłasza kazanie o tym, że “jedynym pośrednikiem jest Jezus Chrystus (a nie Maryja i święci)”, iż wyniesiona z domu religijność zwykle nic albo niewiele daje, a by doświadczyć prawdziwego pokoju i rzeczywistej mocy do walki z grzechem najpierw trzeba się “na nowo narodzić”. Bob żyjąc w kraju większości katolickim raczej utwierdza się jednak w swych heretyckich przekonaniach. Co prawda, wielu polskich katolików których spotyka na swej drodze wydaje mu się być na pierwszy rzut oka całkiem miłymi ludźmi, ale przy bliższym ich poznaniu widzi też wielu duchowych i moralnych problemów: jedni z nich chodzą do wróżek, inni upijają się, niesprawiedliwie traktują swych bliźnich, oszukują, kradną, zdradzają żony, oglądają porno – co więcej te problemy tyczą się też bardziej zaangażowanych religijnie i sakramentalnie katolików. Bob w międzyczasie zaprzyjaźnia się nawet z pewnym katolickim księdzem (nazwijmy go Janem), który w mniej lub bardziej sprawny sposób przedstawia mu niektóre z argumentów na rzecz prawdziwości religii katolickiej. Coś jednak Bobowi zgrzyta w argumentacji owego księdza. Jan mu np. mówi, że “Maryja w żadnym razie nie jest boginią ani katolicy nie traktują ją jako równą Jezusowi“, ale Bobowi wpada w ręce katolicki brewiarz, gdzie znajduje modlitwę w której Maryja zostaje nazwana “jedyną nadzieją człowieka grzesznego“. Pewien bardziej konserwatywny katolik wręcza nawet Bobowi książeczkę autorstwa św. Ludwika Grignion de Montfort pt. “Traktat o doskonałym nabożeństwie do NMP” zapewniając go przy tym “Po jej lekturze zobaczysz jak kult Maryi jest bardzo chrystocentryczny”. Bob przeglądając jednak ową książeczkę znajduje tam formuły typu “Wszystko jest podległe Bogu, ale nawet Bóg jest podległy Maryi” – Bob jest tym bardzo zbulwersowany i nie chce mu się dalej czytać owego dzieła św. Ludwika de Montfort. Ksiądz Jan delikatnie tłumaczy Bobowi, że w “Kościele katolickim jest pełnia środków zbawienia, są wszystkie sakramenty (które są zwyczajną drogą do zbawienia), a u protestantów są co najwyżej 2 lub 1 sakramenty, więc protestanci znajdują się w obiektywnie gorszej sytuacji w stosunku do katolików jeśli chodzi o szanse zbawienie i możliwość prowadzenia świętego życia“. Bob nie widzi jednak jak te słowa księdza Jana miałyby znajdować swe pokrycie w praktyce: wszak zna wielu katolików, którzy przez lata prowadzenia sakramentalnego życia grzeszyli często i poważnie, a dopiero po tym jak owi katolicy doświadczyli “nowego narodzenia” częstotliwość owych grzechów została bardzo ograniczona. Poza tym w międzyczasie do Boba dochodzą wiadomości z Watykanu rządzonego przez papieża Franciszka. Bob zatem słyszy o tym, że w Watykanie oddawano pokłony “Pachamamie” a Franciszek to zaaprobował, a ponadto ów papież później rzekł, że i tak “wszystkie religie prowadzą do Boga”, a “prozelityzm jest grzechem ciężkim”. Bob zastanawia się zatem, czy aby ksiądz Jan nie jest “bardziej papieski od papieża” gdy próbuje go przekonać do prawdziwości wiary katolickiej? Poza tym, dlaczego baptystyczny protestantyzm Boba miałby być problemem dla katolików, skoro dla samego papieża problemem nie było nawet kłanianie się Pachamamie? Bob co prawda od czasu do czasu czyta w Internecie o lefebrystach i sedewakantystach którzy nie zgadzają się z Franciszkiem w tych kwestiach, ale z drugiej strony nie wie dlaczego jakieś marginalne grupy katolików miałyby być bardziej wiarygodnym reprezentantem tego w co wierzy Kościół katolicki aniżeli sam papież? Bob raz nawet spotyka na żywo pewnego gorliwego sedewakantystę: ten sedewakantysta jednak na niego gniewliwie krzyczy, przerywa mu w pół zdania, wyzywa go od “wyklętych heretyków” twierdząc że tak naprawdę do tej pory jest w niewoli szatana i a to co nazywa “nowym narodzeniem” było w rzeczywistości diabelskim zwiedzeniem mającym go utwierdzić w heretyckich kłamstwach. Dla Boba takie podejście przypomina coś w rodzaju “zaklinania rzeczywistości” więc nie bierze gniewliwych wywodów owego sedewakantysty na poważnie.

    Bob, wraca do swego miasteczka w USA i razem z Sarą wychowuje pięcioro dzieci (nawet nie używa antykoncepcji, choć po heretycku nie uważa by była ona wewnętrznie zła). Bob pracuje jako pastor i nawołuje ludzi by “narodzili się na nowo” – widząc, że często po tym życie ludzi w sposób radykalny zmienia się na lepsze. Bob oczywiście widzi różne tak moralne, jak i doktrynalne problemy pośród protestantów, ale kierując się swą wiedzą i doświadczeniem nabytym po zetknięciu się z katolikami i katolicyzmem, nie spostrzega powodu by postrzegać takowe problemy jako większe po stronie protestanckiej (Bob nie wie wszystkiego, ale taki jest po prostu jego szczery osąd owej sytuacji).

    Czy pastor Bob aktualnie znajduje się na drodze do wiecznego potępienia czy na drodze do wiecznego zbawienia??? Czy pastor Bob jest formalnym czy materialnym heretykiem???

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:
    Św. Józef Bilczewski: O zbawieniu innowierców

    Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe?

    ***
    Grafika została dołączona do powyższego tekstu za następującym linkiem internetowym: https://www.cleanpng.com/png-pastor-preacher-christian-church-pulpit-sermon-pas-1325189/

  3. Św. Józef Bilczewski: O zbawieniu innowierców

    Możliwość komentowania Św. Józef Bilczewski: O zbawieniu innowierców została wyłączona

    Kto bez własnej ciężkiej winy nie jest członkiem Kościoła katolickiego – może być zbawionym, jeśli mianowicie w dobrej wierze religię swoją niekatolicką uważa za prawdziwą, a w razie wątpliwości szczerze i usilnie szuka prawdy i chowa przykazania Boże. Taki innowierca, choć się sam nazywa prawosławnym lub protestantem, w oczach Boga jest katolikiem, należy do duszy Kościoła rzymskiego, składającej się ze wszystkich sprawiedliwych na ziemi. A jeśli umrze w stanie łaski poświęcającej, nie tylko może być zbawiony, ale idzie na pewno na szczęście wieczne z Bogiem.

    Także przed poganami Kościół katolicki nie zamyka Nieba. Uczy bowiem, że Chrystus umarł za wszystkich ludzi bez wyjątku, że jest światłem, <<które oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego>> (J 1, 9); to znaczy, że Bóg także niewiernym daje potrzebne do zbawienia łaski. W jaki sposób poganie przychodzą do znajomości najniezbędniejszych do zbawienia prawd religijnych, jest w bardzo wielu wypadkach największą tajemnicą. Św. Tomasz z Akwinu uczy, że gdyby poganin wychował się w lasach, a czynił dobrze i unikał złego wedle głosu rozumu i sumienia, to Bóg na pewno wewnętrznym oświeceniem da mu poznać potrzebne prawdy wiary, albo pośle doń misjonarza, jak św. Piotra posłał do setnika Korneliusza. Św. Augustyn inną wymienia nadzwyczajną drogę zbawienia, tj. że takiemu człowiekowi Pan Bóg da na nauczyciela choćby anioła z Nieba. Taki człowiek także należałby duszą do Kościoła katolickiego.

    W każdym razie jest pewnikiem, że Bóg sprawiedliwy i miłosierny każdego człowieka sądzić będzie wedle stopnia jego poznania religijnego, jakie miał i mógł mieć w warunkach, w których żył na ziemi, jako też wedle tego, czy był wiernym głosowi sumienia i łaski Chrystusowej.

    Św. Józef Bilczewski (arcybiskup Lwowa), List pasterski o św. Kościele Chrystusowym (Fragmenty). Cytat za: Ks. Stanisław Bartynowski SI, “Apologetyka podręczna. Obrona podstaw wiary katolickiej i odpowiedzi na zarzuty“. Wydawnictwo “Te Deum”, Warszawa 2001, s. 381.

    ***

    Przeczytaj też:

    Czy niechrześcijanie mogą być zbawieni?

    Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe?

    ***

    Grafika została załączona do tekstu za następującym linkiem internetowym: https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-23b.php3