Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: pornografia

  1. Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe?

    Możliwość komentowania Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe? została wyłączona

    Co pewien czas słyszy się pośród tradycjonalistycznych katolików formułę: “Grzechy przeciwko wierze są o wiele cięższe niż grzechy przeciw moralności“. Konteksty w których słyszy się/czyta te słowa, są nieraz zdumiewające. Przed laty np. czytałem wywody, z których wynikało, że lepiej jest już obejrzeć film porno niż iść na “modernistyczny i neoprotestancki NOM“. Szokujące? Owszem – ale zarazem jednak do bólu logiczne. Ostatnio zaś ta formuła została przywołana przez p. Michała Mikłaszewskiego, który na łamach polskiego sedewakantystycznego portalu “Tenete Traditiones”, przy okazji krytykowania Jana Pawła II zasugerował, iż zarzuty o tuszowanie przezeń pedofilii i tak są o wiele mniej poważne niż to, że miał on grzeszyć przeciwko wierze (Asyż, słynne całowanie Koranu, itd.):

    Te wszystkie ohydne akty apostazji Wojtyły, na czele z obrzydliwością spotkania w Asyżu, 3 Października 1986 r., były dużo gorszą zbrodnią, niż wszelkie zarzuty o rzekome tuszowanie czy ukrywanie pedofilii, nawet gdyby były prawdziwe. Śmierć duchowa milinów dusz jest dużo gorsza niż fizyczne wykorzystywanie nieletnich, czy ukrywanie tego typu przypadków. Oczywiście jedno i drugie jest godne potępienia, jednak musimy sobie zdawać sprawę, że zbrodnia herezji jest czymś dużo gorszym, jest grzechem przeciwko Bogu, sprzeniewierzeniem się Jego Prawu i odrzuceniem Jego Słowa! Dlatego właśnie herezja, apostazja i inne grzechy przeciwko wierze są gorsze od grzechów przeciwko moralności i jakichkolwiek grzechów przeciwko człowiekowi, gorsze nawet od umyślnego zabójstwa, od aborcji czy sodomii. (Patrz: “44 lata temu Karol Wojtyła został nowym okupantem Stolicy Apostolskiej jako antypapież Jan Paweł II”.)

    Problem z akcentowaniem formuły “Grzechy przeciwko wierze są o wiele cięższe niż grzechy przeciwko moralności” jest jednak taki, że owszem z jednej strony na płaszczyźnie czysto teoretycznej jest ona słuszna i ortodoksyjna; jednak z drugiej strony już na płaszczyźnie praktycznej może bardzo często wprowadzać w błąd. Chodzi bowiem o to, że tradycyjna moralistyka katolicka rozróżnia pomiędzy tzw. “materialnymi grzechami” a “formalnymi grzechami”. Z tymi pierwszymi mamy do czynienia wówczas, gdy spełniona jest materia grzechu, ale nie ma innych niż owa materia czynników do zaistnienia winy grzechu (np. nie ma świadomości albo wyboru woli). Klasycznym przykładem zaistnienia czegoś, co jest tylko “materialnym grzechem” stanowi sytuacja polegająca na tym, iż katolik je mięso w piątek myśląc, że jest czwartek – materia grzechu co prawda zaistniała, ale świadomość nie – i stąd także nie ma jeszcze winy grzechu. “Formalnymi grzechami” są zaś sytuacje, w których oprócz materii grzechu dochodzą świadomość i wolna wola, a więc rzeczy które razem z materią danego czynu decydują o zaistnieniu osobistej winy grzechu.

    Rozróżnienie zaś grzechów materialnych od formalnych, materii grzechu od winy grzechu ma bardzo ważne znaczenie, jeśli chodzi o praktyczną implikację formuły “Grzechy przeciwko wierze są znacznie cięższe od grzechów przeciw moralności“. W praktyce życiowej bowiem jest znacznie trudniej formalnie zgrzeszyć przeciw wierze niż przeciw moralności i prawu naturalnemu. Podstawowe zasady moralne mamy bowiem przez Boga zapisane w swych sercach i umysłach – czego nie można powiedzieć o różnych szczegółowych prawdach wiary (wyjmując te tyczące się istnienia jedynego Boga – one owszem są zapisane w nas “genetycznie”). Rodzimy się więc z wiedzą o tym, że np. kłamstwo, cudzołóstwo, morderstwo niewinnego są złe – ale nie rodzimy się z wiedzą o tym, że istnieje Przeistoczenie, Maryja pozostałą zawsze dziewicą, a św. Piotr otrzymał Prymat nad całym Kościołem. W sensie formalnym znacznie łatwiej jest więc zgrzeszyć przeciwko moralności i prawu naturalnemu niż przeciwko wierze w szereg szczegółowych a objawionych na poziomie zewnętrznym prawd wiary. Ażeby formalnie zgrzeszyć np. kłamstwem, wystarczy być człowiekiem. Ażeby formalnie zgrzeszyć przeciwko objawionej wierze, nie wystarczy być człowiekiem, ale trzeba jeszcze to poselstwo wiary w sposób wiarygodny i poparty mocnymi dowodami usłyszeć, rozważyć w swym sercu i rozumie różne argumenty “za i przeciw” i dopiero wówczas, gdy będąc przekonanymi co do prawdziwości danej nauki i tak ją odrzucimy, dochodzi do zaistnienia czegoś co można nazwać “formalnym grzechem przeciwko wierze“.

    ***

    Przywołane przeze mnie powyżej rozróżnienia nie są jakąś “posoborową nowinką”. Ot, zobaczmy co chociażby na ten temat pisał “przedsoborowy” polski teolog i prezbiter, ks. Wojciech Andersz:

    “Chociaż jednak niektórzy mają wiarę fałszywą, nie zawsze grzeszą, już dla tego samego. Jak bowiem niewiara, tak i wiara fałszywa pochodzi albo z nieświadomości niezawinionej albo z obojętności, albo z usposobienia złośliwego. Ponieważ zaś, gdzie nie ma winy własnej, tam nie ma też grzechu osobistego, przeto tacy, którzy bez winy własnej wyznają wiarę fałszywą, nie mają grzechu i do Kościoła św. katolickiego należą sposobem duchowym. Natomiast grzeszą, którzy z obojętności nie dbają o poznanie prawdy chrześcijańskiej. Najwięcej grzeszną jest wiara fałszywa tych, którzy to czynią ze złośliwości, tacy bowiem popełniają grzech przeciw Duchowi św., grzeszą przeciw uznanej przez siebie prawdzie chrześcijańskiej. Patrzcie tedy, najmilsi, jak okropny grzech popełnia taki innowierca, który przekonał się o prawdziwości wiary katolickiej, ale ze złości lub ze względów ludzkich katolikiem zostać nie chce! Taki stawia opór Kościołowi św., a ponieważ Kościół św. jest zastępcą Chrystusa Pana na ziemi, przeto też stawia opór samemu Chrystusowi Panu” (Patrz: Ks. Wojciech Andersz, “Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów“, Tom III, O Przykazaniach, Poznań 1909, s. 222).

    Inny z tradycyjnych teologów jezuita Hermann Busenbaum – cytowany zresztą aprobatywnie przez św. Johna Henry Newmana – tak formułuje ów problem:

    Heretyk, tak długo, jak długo uważa swoją sektę za bardziej lub w równym stopniu zasługującą na wiarę, nie ma obowiązku wierzenia (w Kościół (…) Ludzie wychowani w herezji i przekonywani od lat dziecięcych, że poddajemy w wątpliwość słowo Boże, że jesteśmy bałwochwalcami, zgubnymi kłamcami i dlatego należy wystrzegać się nas jak zarazy, nie mogą, dopóki trwa z nich tego rodzaju przekonanie, słuchać nas z czystym sumieniem” (Patrz: H. Busenbaum, “Medulla theologiae moralis”, s. 54. , Cytat za: Św. John Henry Newman, Sumienie chrześcijańskie, Wydawnictwo WAM, Kraków 2019, s. 90).

    ***

    Ostatecznie można zaś domniemywać, iż to formalne grzechy przeciwko moralności są znacznie częstsze niż formalne grzechy przeciwko wierze. Ta konstatacja wynika z pism św. Alfonsa Liguoriego i prywatnych objawień w Fatimie. W obu tych źródłach czytamy, że grzechami przez które ludzie najczęściej idą do piekła, są grzechy nieczystości, a więc grzechy przeciw moralności i prawu naturalnemu, a nie grzechy przeciwko wierze. Tymczasem tak w czasach św. Alfonsa Liguoriego, jak i objawień w Fatimie (zresztą i jak do tej pory) zdecydowana większość ludzi nie wyznawała nawet chrześcijaństwa, a co to dopiero mówiąc konkretnie: rzymskiego katolicyzmu. Gdyby więc formalne grzechy przeciwko wierze były częstsze niż formalne grzechy przeciwko moralności, to należałoby wówczas powiedzieć, że większość dusz idzie na potępienie właśnie z powodu grzechów przeciwko wierze.

    Mirosław Salwowski

    ***

    Grafika została wykorzystana w powyższym artykule za następującym źródłem internetowym: https://www.catholic.com/encyclopedia/heresy

  2. Pornografia powinna być zakazana

    Leave a Comment

    W ostatnim czasie pojawiły się słuchy, iż posłowie PiS mają się zastanawiać się nad wprowadzeniem prawnych ograniczeń dla szerzenia pornografii. Warto więc przy tej okazji podać parę powodów i argumentów, dla których jakiekolwiek (publiczne, pół-publiczne czy prywatne) rozprzestrzenianie pornografii powinno być przez władze cywilne całkowicie zakazane.

    Po pierwsze: rozprzestrzenienie pornografii jest rzeczą szkodliwą społecznie. Naukowcy spierają się co do tego, na ile korzystanie z materiałów pornograficznych jest rzeczywiście szkodliwe dla ludzi. Najpewniej jeszcze długo nie dojdą oni w tej kwestii do szerzej przyjętego konsensusu. Nie będę więc tu silił się na przytaczanie tych danych naukowych, które wskazują na to, iż pornografia jest ewidentnie szkodliwa, gdyż zapewne i tak by się na znalazły wypowiedzi  innych uczonych, którzy temu zaprzeczają. Jednak, czy sam zdrowy rozsądek nie podpowiada nam, iż korzystanie z takich ohydnych treści rzeczywiście jest szkodliwe? Pornografia pobudza z jednej strony do praktyk onanistycznych, z drugiej zaś napędza takie rzeczy jak prostytucja, rozpusta, cudzołóstwa (czyli niewierność małżeńską), a także sprzyja rozrostowi dewiacyjnych i perwersyjnych zachowań w rodzaju włączania elementów przemocy do pożycia seksualnego, dziwacznych praktyk erotycznych, itp. W najbardziej skrajnych wypadkach pornografia może doprowadzać nawet do gwałtów i molestowania dzieci. Czy te wszystkie zjawiska nie są szkodliwe społecznie? Nawet, gdyby założyć, iż w większości wypadków pornografia doprowadza ludzi nie do bardziej bezpośredniego krzywdzenia innych osób, ale do praktyk autoerotycznych (co jest założeniem nierealistycznym i naiwnym) to nawet coś takiego wiązałoby się ze szkodą dla społeczeństwa. Jaką bowiem przyszłość dla kraju budowaliby ludzie będący w swej większości nałogowymi onanistami, a nie wchodzący w trwałe związki z osobami płci przeciwnej? Taki kraj w szybkim tempie zacząłby się wyludniać, przez co sukcesywnie zmierzałby do swego zaniku. Obawiam się jednak, że większość użytkowników pornografii jest przez nią pobudzana do większej nieodpowiedzialności, rozwiązłości, skłonności do dewiacji i perwersyjności w sferze seksualnej. A tacy ludzie szkodzą nie tylko sobie, ale też wielu osobom wokół siebie.

     

    Po drugie: wolność i prywatność dorosłych ludzi nie jest wartością absolutną i nieograniczoną. Do dziś, nawet w naszym liberalnym kręgu kulturowym zakazane (lub w inny sposób represjonowane) są różne czyny, które nie naruszają wolności innych osób. Na przykład, niedoszli samobójcy są poddawani przymusowemu leczeniu, nawet wówczas, gdy są oni dorośli i na taki czyn zdecydowali się bez przymusu ze strony innych osób. Podobnie, gdybym umówił się z kimś na to, iż ta druga osoba odetnie mi choćby i jeden palec u ręki, to państwo słusznie nie uszanowałoby naszej obopólnie i dobrowolnie zawartej umowy, ale mnie poddało przymusowemu leczeniu, a wykonawcę mej woli wsadziłoby do więzienia. To więc, że pornografia może być produkowana i rozpowszechniana bez gwałcenia wolności dorosłych osób nie jest decydującym argumentem na rzecz jej legalności. Rzeczy, które są w sposób wyraźny szkodliwe dla innych ludzi, powinny być prawnie zakazane. Czymś takim jest właśnie pornografia i dlatego winna być ona przez władze cywilne zabroniona.

     

    Po trzecie: nie jest prawdą, iż nie da się ustalić czym jest pornografia albo, że w dobie internetu nie jest możliwe egzekwowanie jej zakazu. Jeśli nie da się zdefiniować, czym jest bardziej “zwyczajna” pornografia to niby dlaczego jakoś nie ma się większych problemów z ustaleniem, co jest dziecięcą pornografią, a co nią nie jest? Może dzieje się tak dlatego, iż odnośnie dziecięcej pornografii jest wola jej zwalczania i związku z tym ludzie nie posuwają się do głupich zabiegów typu: “Nie wiadomo czym jest pornografia”? Podobnie, jakoś fakt istnienia internetu nie wywołuje fali krytyki zasadności istnienia zakazu dziecięcej pornografii. Mimo internetu można więc w miarę skutecznie egzekwować zakaz dziecięcej pornografii (oczywiście nie znaczy to, że 100 procent takowej zostanie wyeliminowana). Podobnie, zakaz bardziej “zwyczajnej” pornografii można skutecznie egzekwować mimo istnienia internetu. Zakaz ów nie sprawi rzecz jasna, że nikt nie będzie oglądał czy rozpowszechniał ową ohydę, ale w praktyce ograniczy jej rozszerzanie się na zgubę ludzi i całego społeczeństwa.

     

    Po czwarte: nudne jest ciągłe przywoływanie przez liberałów i libertarian przykładu amerykańskiej prohibicji jako rzekomego dowodu na to, iż prawne zakazy wymierzone w niemoralność są zawsze nieskuteczne (a więc pewno zabronienie pornografii też takie będzie). Sam nie jestem zwolennikiem zakazywania produkcji i handlu alkoholem, ale akurat prohibicja w USA poskutkowała tym, iż ilość spożycia trunków spadła na długie lata (choć owszem towarzyszyły temu też inne negatywne zjawiska – rozrost zorganizowanej przestępczości był tu głównym minusem). Poza tym, nawet, gdyby amerykańska prohibicja okazała się w 100 procentach fiaskiem, to czy intelektualnie uczciwe jest wybieranie sobie 1 czy 2 przykładów nieskutecznych prawnych zakazów podczas, gdy na każdy 1 taki przypadek można by podać z 50 przykładów praw skutecznie zakazujących, bo ograniczających występowanie objętego nimi zjawiska? Prawo zabraniające rozszerzenia pornografii nie jest skazane na klęskę – nawet jeśli tylko o 5 procent ograniczy ono w praktyce dostęp do tej obrzydliwości, to warto je wprowadzać.

     

    Po piąte: zakaz pornografii jest zgodny z duchem objawionego i ustanowionego przez Boga prawodawstwa. Prawo Mojżeszowe surowo karało wszak cudzołóstwo (Kpł 20, 10), homoseksualizm (Kpł 20, 16) oraz rozpustę (Pwt 21, 18-21). Jeśli te wszystkie grzechy były karane, to co dopiero mówić o pornografii, która jest ich propagowaniem, a ponadto nieraz jest tworzona poprzez ich dokonywanie? Tradycyjne zasady logiki oraz wykładni mówią, że jeśli nie pozwala się na coś mniejszego, to nie pozwala się też na coś większego. Rozprzestrzenianie pornografii jest na pewnej płaszczyźnie czymś jeszcze gorszym od rozpusty, homoseksualizmu oraz cudzołóstwa, gdyż owe grzechy są przez nią propagowane. Również Nowy Testament uczy, iż władze cywilne są powołane przez Boga w tym celu, by karać zło i złoczyńców (Rz 13, 3- 4; 1 P 2, 14). A co niby czynią producenci i handlarze pornografią – dobro czy zło?

     

    Po szóste: jest jasnym i jednoznacznym nauczaniem Kościoła, iż produkcja oraz rozprzestrzenianie materiałów pornograficznych winno być przez władze cywilne zakazane. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2354 stwierdza:

    Władze cywilne powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych.

    Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 494 deklaruje z kolei:

    Władze cywilne, ponieważ są zobowiązane szanować godność osoby ludzkiej, powinny stwarzać środowisko przyjazne dla czystości, zakazując także, stosownymi prawami, rozprzestrzeniania się wspomnianych wyżej ciężkich wykroczeń przeciw czystości, aby chronić przede wszystkim małoletnich i bardziej słabych. 

    Przytoczony wyżej punkt 494 jest zaś nawiązaniem do punktu numer 492, gdzie czytamy:

    Do grzechów pozostających w głębokiej sprzeczności z czystością, każdy według natury własnego przedmiotu, należą: cudzołóstwo, masturbacja, nierząd, pornografia, prostytucja, gwałt, czyny homoseksualne (…)

    Sprawa jest więc jasna. Wedle nauczania katolickiego rozprzestrzenianie pornografii powinno być zabronione przez władze cywilne.

  3. Po chrześcijańsku życzę “Nergalowi” surowej kary

    Leave a Comment

    Większość Czytelników tego bloga zapewne wie, jak okropnego bluźnierstwa przed paroma dniami dopuścił się pan Adam Darski (ps. “Nergal”). Nie będę tego ohydztwa opisywał w szczegółach, gdyż każdy może to sobie sprawdzić sam w Internecie. Osobiście nie ukrywam, iż znajduję się pośród tych osób, które w reakcji na ów pornograficzno-bluźnierczy eksces p. Darskiego życzą mu surowej kary (jednak odbytej na tym, a nie tamtym świecie). Serdecznie pragnąłbym aby w Polsce istniało prawo karzące takie osoby w przykładny i dotkliwy sposób. Także, gdyby okazało się, iż p. Darski zachorował teraz na jakąś ciężką chorobę, odebrałbym ową okoliczność jako sprawiedliwy sąd Boga za popełnione przez niego ohydztwa. Zapewne, teraz niektóre osoby powiedzą, iż to zupełnie nie po chrześcijańsku życzyć panu Darskiemu zła, bo wszak wrogów należy miłować, przebaczać im i błogosławić ich. Otóż, ludzie, którzy rozumują w ten sposób mylą się, gdyż w pewnych okolicznościach wolno jest życzyć złoczyńcom doczesnego zła i nie jest to zawsze sprzeczne z Bożym nakazem ich miłowania.

    Jest absolutnie niezaprzeczalną prawdą, iż powinniśmy miłować choćby i największych złoczyńców. To miłowanie winno się wyrażać w życzeniu im dobra, modlitwie za nich oraz gotowości do niesienia im pomocy, gdy zajdzie taka potrzeba. Dotyczy to wszystkich rodzajów złoczyńców i naszych wrogów – ojciec powinien w ten sposób miłować zboczeńca, który zgwałcił mu córkę, matka powinna tak miłować zwyrodnialca, który zabił jej syna i my uczniowie Chrystusa powinniśmy też tak miłować “Nergala”, który ostatnio tak strasznie znieważył naszego Pana i Zbawiciela. Ale pomimo to, mamy prawo w pewnych okolicznościach życzyć doczesnego zła grzesznikom, o ile tylko w jasny i jednoznaczny sposób pragniemy, by owo doczesne zło posłużyło tym złoczyńcom ku ich poprawie i nawróceniu. Mamy więc prawo życzyć więzienia pedofilom, złodziejom i mordercom, o ile nie życzymy im przy tym by ich tam gwałcono czy torturowano, ale chcemy, by owa kara zmieniła tych ludzi na lepsze. Ba, mamy nawet prawo życzyć komuś podobnemu ciężkiej choroby, o ile nie pragniemy takiej choroby dla niej samej, ale w jasny sposób odbieramy ją jako środek do nawrócenia takiej osoby. Tak samo mamy moralne prawo życzyć “Nergalowi” np. surowej kary, o ile nie kieruje nami ślepe pragnienie wywarcia na nim zemsty, ale traktujemy taką karę jako środek do poprawienia tego człowieka lub – jeśli to go nie poprawi – przynajmniej odstraszenia go na przyszłość od podobnych czynów, by przynajmniej innych nie deprawował i nie psuł swymi ohydnymi czynami.

    Powyżej wskazana zasada, jest właśnie wyrazem prawdziwej miłości do złoczyńców. Chcemy dla nich największego dobra, jakim jest nawrócenie i życie wieczne z Bogiem, ale uznajemy przy tym, iż nieraz, aby grzesznik się poprawił i nawrócił, musi na tym świecie być karany i dotykany różnymi nieszczęściami. Ten sposób myślenia jest jak najbardziej biblijny i tradycyjnie chrześcijański. Największy z doktorów Kościoła, św. Tomasz z Akwinu tak to wyjaśniał:

    “Jeśliby natomiast ktoś nakazywał lub życzył komuś zła dla jakiegoś dobra, wówczas tego rodzaju złorzeczenie byłoby dozwolone. Nie będzie to jednak przekleństwo we właściwym znaczeniu, lecz tylko przygodnie, gdyż główny zamiar złorzeczącego człowieka odnosi się do dobra,  a nie do zła.

    Można zaś złorzeczyć nakazem lub życzeniem ze względu na dwojakiego rodzaju dobro: Po pierwsze, ze względu na sprawiedliwość, i w tym znaczeniu sędziemu wolno rzec zło człowiekowi, którego skazuje na słuszną karę. W tym też znaczeniu Kościół wypowiada zło, gdy kogoś wyklina. Podobnie prorocy zapowiadali zło grzesznikom, jakby uzgadniając swą wolę ze sprawiedliwością Bożą, chociaż  tego rodzaju złorzeczenia można, także tłumaczyć jako proroctwa. Po drugie, można mówić zło ze względu na pewien pożytek, np. gdy ktoś grzesznikowi życzy, by zachorował lub natknął się na jakąś przeszkodę po to, aby stał się lepszy, albo przynajmniej  zaprzestał szkodzić innym”.

     

    W Piśmie świętym zaś (także, co chcę podkreślić w Nowym Testamencie) jest wiele przykładów, gdy sprawiedliwi i bogobojni mężowie życzyli pewnego rodzaju doczesnego i fizycznego zła grzesznikom po to, by ci się poprawili i nawrócili. Przykładowo, Eliasz modlił się do Boga o to, by w Królestwie Izraela nie padał deszcz i Stwórca wysłuchał go tak, iż przez trzy i pół roku ów rejon był dotknięty suszą (Jk 5, 17). Eliasz nie grzeszył jednak w ten sposób i został wysłuchany, gdyż choć pragnął dla swych rodaków pewnego fizycznego zła, to kierował się przy tym jednocześnie miłością do nich, gdyż chciał, by to nieszczęście ich nawróciło. Z kolei, św. Paweł Apostoł doradzał kościołowi w Koryncie, by żyjącego wśród nich rozpustnika “(wydać) takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pana Jezusa” (1 Kor 1, 5). A zatem, św. Paweł pragnął dla owego złoczyńcy nawet poważnych szkód cielesnych, byle tylko ów się nawrócił. Ten sam Apostoł zresztą w cudowny sposób oślepił na pewien czas Elimasa-maga, który próbował odwodzić prokonsula Sergiusza od przyjęcia Ewangelii i wiary chrześcijańskiej (Dz 13, 6-11). Co więcej, w Apokalipsie czytamy, iż znajdujący się już w niebie męczennicy proszą Boga, by wymierzył sprawiedliwą karę ich prześladowcom (Ap 6, 10).

     

    A więc, po biblijnemu i chrześcijańsku życzę panu Adamowi Darskiemu surowej i sprawiedliwej kary na tym świecie. Nie życzę mu tego z nienawiści i ślepej zemsty, ale przeciwnie powoduje mną tu miłość do niego, jak i tych spośród ludzi, których może on deprawować. Chcę, by pan Darski się poprawił, a surowa kara może mu w tym pomóc. Nie chcę też by dalej zatruwał on dusze innych bluźnierstwami, satanizmem i antychrześcijańską nienawiścią i w tym surowe kary też mogą pomóc.