Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: popkultura

  1. Czy katolik może …?

    Możliwość komentowania Czy katolik może …? została wyłączona

    Co pewien czas słyszy się pytania w stylu “Czy katolik może słuchać metalu?” albo “Czy katolik może oglądać film (tu wstaw odpowiedni tytuł lub gatunek filmowy)?”. W pewnym sensie najprościej byłoby odpowiedzieć na tego rodzaju pytania stwierdzeniem w stylu: “Jeśli dla ciebie obejrzenie takiego filmu lub wysłuchanie takiej piosenki zazwyczaj jest bliską okazją do grzechu, to owszem oglądanie czegoś lub słuchanie czegoś takiego jest dla ciebie – poza pewnymi ważnymi powodami – materią grzechu“. Jeśli więc po oglądaniu czy słuchaniu czegoś zazwyczaj jesteś przynajmniej bardzo kuszony np. do nieczystych myśli, wulgarnych słów, niekontrolowanych wybuchów gniewu, to przestać oglądać lub słuchać tego czegoś.

    Problem polega jednak na tym, że – pomijając pewnego rodzaju skrajności w rodzaju pornografii czy filmów nazwijmy to “pół-erotycznych” – istnieje spora trudność w rozeznaniu, czy dane filmy lub muzyka w powyżej nakreślony sposób wpływają na zdecydowaną większość osób: a więc, czy na płaszczyźnie moralnej powinno się tutaj sugerować jakieś bardziej stanowcze i ogólne odpowiedzi. Powiedzmy np., że jakiś film w co najmniej dwuznaczny sposób przedstawia przestępczą działalność organizacji mafijnych. Jak taki film będzie wpływał na większość osób go oglądających? Trudność polega na tym, że w sensie szczegółowym tego nie wiemy. Wielu ludzi powie, iż setki razy oglądała tego rodzaju filmy i jakoś do zorganizowanych grup przestępczych wskutek tego nie trafiła, a co za tym idzie, nie będzie widzieć w takich filmach poważnego niebezpieczeństwa dla moralności ogółu osób. Z drugiej strony jednak wielu ludzi ma tendencję, by dokonywać pomniejszych grzechów przeciw prawdomówności, uczciwości i posłuszeństwu władzom, a kto wie, czy w warunkach anarchii i wojny ta tendencja się by u nich nie pogłębiła? Czy na wykształcenie takich skłonności u tych ludzi wpływ miały dwuznaczne filmy o mafii? Trudno powiedzieć, ale ostatecznie nie można tego wykluczyć, że obok takich czynników jak złe (w pewnych aspektach) wychowanie, nieodpowiednie towarzystwo, powszechnie panująca kultura, również takie filmy zwiększają tendencje do dokonywania co pomniejszych grzechów przeciw prawdomówności, uczciwości i posłuszeństwu władzy.

    Ogólnie, można więc chyba zaryzykować tezę, iż oglądanie pewnego rodzaju filmów (np. dwuznacznych moralnie filmów o mafii) czy słuchanie pewnego rodzaju muzyki (np. Heavy Metalu) jest dla ogółu osób czymś pośrednim pomiędzy tym, co tradycyjna moralistyka nazywała bliskimi okazjami do grzechu (i czym powinniśmy się mocno przejmować), a tym co owa moralistyka nazywała dalszymi okazjami do grzechu (czyli czymś z czego nie powinniśmy robić dużego problemu). Z jednej strony nie należy więc mówić tu bardzo twardo: “Poza bardzo poważnymi powodami nie można tego oglądać lub słuchać“, ale nie powinno się też trywializować tego tematu w stylu: “Nie znam nikogo, kto po słuchaniu Heavy Metalu stał się satanistą, a więc idź na najbliższy koncert Iron Maiden i baw się dobrze“. Sedno podejścia do tego typu rozrywki widziałbym raczej w łączeniu zasad ostrożności i niedawania zgorszenia. A więc, jeśli w sposób szczery i uczciwy widzisz, że oglądanie pewnych filmów, czy słuchanie pewnej muzyki nie działa na Twą moralność i duchowość źle, to nie rób osobiście z tego powodów sobie wyrzutów, ale skoro nie wiesz, jak to może działać na innych ludzi, to nie obnoś z oglądaniem takich filmów i słuchaniem takiej muzyki, nie reklamuj jej, nie zachęcaj do ich oglądania innych, etc.

    Aby bardziej wyraziście unaocznić co mam tu myśli, podam może przykład z mego życia. Otóż, kilka miesięcy temu oglądałem pewien nakręcony w III Rzeszy antysemicki w swym przesłaniu film fabularny. Osobiście, nie zauważyłem, by ten film wpłynął na wzrost mych antysemickich tendencji czy sympatii wobec nazizmu. Ogólnie rzecz biorąc, od dawna mam ustabilizowany i mocno krytyczny stosunek tak wobec drapieżnego antysemityzmu jak i nazizmu, więc raczej ponowne obejrzenie tego filmu nie byłoby zagrożeniem dla mej moralności i światopoglądu. To jednak nie oznacza, że powinienem ów film reklamować swym znajomym, zachęcać ich do oglądania go, etc. Wśród mych znajomych są bowiem i ludzie mający rzeczywisty problem z antysemityzmem i mający zbyt dobre zdanie o III Rzeszy. A gdyby moje reklamowanie tego filmu miało charakter publiczny, to tym bardziej nie miałbym kontroli nad tym, jaki efekt moralny i duchowy miałaby moja reklama czegoś takiego.

    Może być wreszcie też tak, że w szczery i uczciwy sposób nie widzi się złego oddziaływania danych tworów kulturowych na własną osobę, ale i tak samo nasze korzystanie z nich może zachęcać innych – słabszych i bardziej podatnych na złe wpływy – ludzi, do obcowania z takimi rzeczami. Mam tu myśli zwłaszcza sytuacje w rodzinie. Na przykład, dla 40-letniego ojca rodziny obejrzenie filmu z wieloma scenami przemocy może być całkiem neutralne, a co więcej może on wyłapać z tego filmu pewne dobre rzeczy, jak np. ukazanie odwagi głównego bohatera, jego poświęcenia się dla innych. Jednak dla 14-letniego syna owego mężczyzny ten sam film może być głównie okazją do napawania się krwawymi scenami, co zaś później będzie wpływać na to, iż w relacjach ze swymi rówieśnikami stanie się on bardziej agresywny (a może i zacznie się znęcać się nad słabszymi, itp.). Gdyby więc miało się okazać, iż przykład 40-letniego ojca będzie w tym podobnych przypadkach uwiarygadniał w oczach jego 14-letniego syna oglądanie szkodliwie działających na tego ostatniego filmów, to ten pierwszy powinien dla dobra duszy tego drugiego raczej zrezygnować z owej rozrywki. W ten sposób ów ojciec postąpiłby zgodnie z duchem nauczania św. Pawła Apostoła, który pisał:

    W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata (1 Koryntian 8, 12-13).

    Mirosław Salwowski

  2. “Taniec z gwiazdami” to niemoralne i obsceniczne show

    Leave a Comment

    Program “Taniec z gwiazdami” od wielu już lat cieszy się dużą popularnością w naszym kraju. Niedawno, w jednej z polskich stacji komercyjnych dobiegła końca kolejna już edycja tego widowiska, które z tygodnia na tydzień przed telewizorami śledzi przeszło 2 miliony widzów. W programie tym udział biorą osoby znane przede wszystkim z szeroko pojętej popkultury, ale zdarzało się już nawet, iż występował w nim jeden z prawicowych polityków, zaś we włoskiej edycji owego “show” aktywnie udzielać się miała nawet katolicka zakonnica (czyli siostra Cristina Scuccia).

    Choć “Taniec z gwiazdami” jest bardzo popularny to niestety nie wzbudza wielu kontrowersji o charakterze moralnym. A powinien. Jest to bowiem wręcz skrajnie bezwstydne i obsceniczne widowisko. Występujące tam kobiety są przebierane specjalnie na tą okazję w stroje, których nie powstydziłby się pokazywać luksusowe prostytutki lub aktorki porno. Większość zaś tańców prezentowanych w owym programie w swych pozach, gestach i ruchach w jawny sposób nawiązuje do różnego rodzaju czynności seksualnych lub też ma celu wzbudzać pobudzać myślenie o takich występkach. Normą jest tam też dotykanie się przez tańczących w intymnych sferach ciała oraz strój, który swym krojem i stopniem obnażenia ma zwracać uwagę na takowe rejony ludzkiej cielesności. Trzeba sobie zatem bardzo jasno i jednoznacznie powiedzieć, iż tego typu tańce (dodatkowo połączone jeszcze z wymienionym wyżej sposobem ubierania się) są materią grzechu śmiertelnego. W sposób bezpośredni są one bowiem ukierunkowane na seksualne pobudzenie osób je wykonujących, a nawet jeśli sami tańczący z jakichś powodów nie odczuwają takowego pobudzenia, to stanowią one wielką pokusę wywoływania przynajmniej nieczystych myśli u osób, które na nie patrzą. Biorąc pod uwagę to wszystko nie można się więc dziwić, że efektem tego programu niejednokrotnie były już małżeńskie zdrady i romanse, które wywiązywały się pomiędzy jego uczestnikami oraz uczestniczkami.

    Oczywiście, nie jest tak, iż jakiekolwiek tańce są grzeszne albo że przynajmniej stanowią bliską okazję do grzechu. Istnieją tańce (choć w naszym kręgu kulturowym są one raczej w mniejszości), które są skromne i niewinne. Pląsy pokazywane w “Tańcu z gwiazdami” z całą jednak pewnością nie należą do niewinnych i skromnych. Przeciwnie, są one plugawe, haniebne oraz bezwstydne. Warto w tym kontekście przypomnieć, że Święci Pańscy przez wiele wieków ostrzegali przed tańcami damsko-męskimi, które przy tych prezentowanych w “Tańcu z gwiazdami” mogłyby uchodzić wręcz za wzory skromności oraz czystości – cóż więc powiedzieliby oni o tym, iż miliony chrześcijan co tydzień z lubością ogląda owe ohydne show?!? Jest czymś bardzo smutnym i żenującym, iż nawet względem tak jawnie obscenicznego widowiska, jakim jest “Taniec z gwiazdami” nie padają już żadne (przynajmniej publiczne) głosy krytyki ze strony biskupów, księży oraz publicystów katolickich. Nie ma co się później więc dziwić, że tak mało katolików dochowuje cnoty czystości do ślubu i niestety tak wiele osób duchownych dopuszcza się tych czy innych grzechów przeciwko VI i IX przykazaniu.

    Mirosław Salwowski

  3. Jak popkultura wpływa na nasze dusze?

    Leave a Comment

    Zacznijmy od zgoła psychologicznej obserwacji (która tym nie mniej ma swe pewne podstawy w Piśmie świętym). To, na co patrzymy i czego słuchamy (czyli także rzeczy, którymi karmimy się w ramach obcowania z popkulturą), ma na nas mniejszy bądź większy wpływ. Jeśli to będą treści dobre, owe oddziaływanie będzie pozytywne i budujące, jeżeli zaś karmimy się treściami złymi, będzie to wpływ negatywny i szkodliwy. Trzeba jednak od razu zastrzec, iż  skutki stykania się z dobrą lub złą stroną popkultury nie zawsze będą takie same. Poza tym, to co oglądamy i czego słuchamy, jest jednym z ważnych, ale nie jedynym czynnikiem kształtującym nasz charakter i postawy w sferze wiary i moralności. Bardziej szczegółowe omówienie tego, co mam w tej chwili na myśli, wymagałoby zapewne dłuższego artykułu poświęconego tylko temu tematowi, jednak podam poniżej parę przykładów, które pomogą mi to zilustrować.
    Jestem więc np. przekonany o tym, iż każdy człowiek, który jako jedną z rozrywek wybrał sobie oglądanie brutalnych i krwawych widowisk, z biegiem czasu pogorszy swe postępowanie albo  przynajmniej wewnętrzne nastawienie w sferze takich chrześcijańskich cnót i postaw jak łagodność, uprzejmość, unikanie przemocy (o ile ta nie jest naprawdę konieczna), miłość bliźniego, etc. Czy to oznacza, że każdy albo “prawie każdy” kto lubi patrzeć na rozlew krwi, prędzej czy później weźmie karabin albo nóż i zabije drugiego człowieka? Oczywiście, że nie. Zdecydowana większość z ludzi patrzących z upodobaniem na krwawe widowiska nie stanie się mordercami w sensie fizycznym. Jednych przed taką ekstremalną niegodziwością będą powstrzymywać inne czynniki, które nań wywierały wpływ, typu przykład nieskłonnych do jakiejkolwiek agresji rodziców, chodzenie do kościoła, życie w kraju, gdzie większość ludzi jest łagodnego usposobienia. Jeszcze innych przed czymś takim pohamuje strach przed ziemską karą, niepewność własnej siły w sferze psychologicznej i/lub fizycznej, brak okazji w rodzaju wojny czy anarchii kraju. Jednak tak czy inaczej, wszystkich miłośników krwawych rozrywek owa skłonność jakoś tam pogorszy. Raz będzie to – bicie słabszych kolegów w szkole, a innym razem po prostu ich wyzywanie albo też znęcanie się nad własnym domowym zwierzątkiem. Jedni staną się psychicznymi tyranami, którzy przy byle okazji będą krzyczeć na innych, niektórzy zaś, nawet jeśli w większości sytuacji zachowają łagodne i uprzejme usposobienie, to jednak emocjonalna agresja będzie zdarzać się im częściej niż wtedy, gdyby przez lata nie obcowali z krwawą rozrywką.

    Coś podobnego, można by powiedzieć o obcowaniu z pornografią. Większość ludzi tak czyniących zapewne – z różnych względów – nie dopuści się gwałtu czy molestowania seksualnego, ale na każdym z nich odbije ona swe, mniejsze bądź większe, ale negatywne piętno. Raz będzie to nałogowa masturbacja, kiedy indziej przedwczesne pożycie, zdradzanie współmałżonka, korzystanie z usług prostytutek, a czasami może tylko bardziej natarczywe i natrętne nieczyste oraz pożądliwe myśli i fantazje.

    Na część z powyższych obserwacji można by podawać dowody z różnych socjologicznych i psychologicznych badań, innym razem wydają się na to wskazywać pewne dość mocne poszlaki, ale dla mnie osobiście najmocniejszą przesłanką, która przekonuje, że treści jakimi się karmimy, nie są bynajmniej obojętne dla naszego duchowego zdrowia, jest fakt, iż samo Pismo święte wskazuje nam na rangę tego problemu. Przyjrzyjmy się teraz poniżej nauczaniu Biblii na ów temat:

    Nie łudźcie się! <Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje>” (1 Koryntian 15: 33).
    Nie będę zwracał oczu ku sprawie niegodziwej; w nienawiści mam przestępstwa: nie przylgną one do mnie. Serce przewrotne będzie ode mnie z daleka; tego, co jest złe, nawet znać nie chcę” (Psalm 101, 3-4)
    “Któż z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu, któż z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni? Ten, kto postępuje sprawiedliwie i kto mówi prawdę, Kto odrzuca zyski bezprawne i wzbrania się rękami przed wzięciem podarku, Kto zatyka uszy, BY NIE SŁUCHAĆ O ZBRODNI, i zamyka oczy, BY NA ZŁO NIE PATRZEĆ” (Izajasz 33, 14 – 15).
    W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!” (Filipian 4, 8).

    Zauważmy, że w przytoczonych wyżej Bożych napomnieniach mowa jest nie tylko o tym, by samemu nie czynić zła, ale także “by nie zwracać oczu ku sprawie niegodziwej”, “zamykać oczy by na zło nie patrzeć”, “zatykać uszy nie słuchać o zbrodni”, “mieć na myśli, to co jest jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym”. Pomyślmy szczerze i logicznie, czy da się te przestrogi pogodzić z beztroskim patrzeniem na pokazujące w obfity sposób zło filmy, widowiska i programy? Czy wzorem natchnionego Duchem Świętym króla Dawida i proroka Izajasza możemy powiedzieć, iż “nawet nie chcemy znać zła” oraz “nie słuchać o zbrodni”, gdy z odtwarzamy z CD muzykę pełną wulgaryzmów bądź opowiadającą o czarach, wróżbach, szatanie, etc.?

    Czy można także obcując ze złymi wytworami popkultury stwierdzić: “To tylko rozrywka. To nie wywiera na mnie żadnego wpływu” wówczas, gdy na poważnie bierze się choćby takie z Bożych poleceń: “Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem” (Rzymian 12: 9); “Bać się Pana – znaczy nienawidzić zła” (Przypowieści 8, 13). Czy możliwym jest wszak szczerze nienawidzić i brzydzić się złem, a jednocześnie czynić sobie z oglądania i/lub słuchania przesiąkniętych nim widowisk rozrywkę?

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/12/czego-nalezy-strzec-sie-w-popkulturze/

  4. Czego należy strzec się w popkulturze?

    Leave a Comment

    Czy można powiedzieć, że większa część z rozrywki oferowanej przez współczesne mass-media, nawet jeśli jest dość niskich lotów, nie stanowi dla dobra naszych dusz większego zagrożenia? Czy poza pornografią i jakąś ekstremalną przemocą można powiedzieć, iż duża część oferowanych dziś filmów, programów rozrywkowych czy też muzyki stanowi poważniejsze niebezpieczeństwo dla naszej wiary i moralności? Chociaż, powszechne jest (i to nie tylko wśród chrześcijan) narzekanie na niski, miałki i „jarmarczny” poziom współczesnej popkultury to z drugiej strony (zwłaszcza, gdy przechodzi się do poruszania kwestii bardziej konkretnych tworów tejże) nieraz można dojść do wniosku, iż za prawdziwe zagrożenia dla dobra duchowego uważa się tylko najbardziej skrajne odmiany niemoralności promowanej przez mass media (czyli np. jawną pornografię). Sam nieraz czytałem i słyszałem wywody w rodzaju: „Co złego jest w oglądaniu Kill Billa, South Parku, Family Guy, słuchaniu zespołu „Metallica„, a przyczepiać się do do tak niegroźnego serialu jak „Allo Allo” to może się naprawdę tylko jakiś obsesjonat„. Powszechność tego rodzaju wywodów i obrony często naprawdę bardzo obrazoburczych wytworów współczesnej popkultury (i to nawet wśród konserwatywnych katolików) wskazuje w istocie na to, iż duża część popularnej rozrywki jest dziś postrzegana jako zasadniczo niegroźna dla przeciętnego, w miarę normalnie ukształtowanego odbiorcy owych treści.
    Przyjrzyjmy się zatem pokrótce tradycyjnej postawie katolickiej  wobec tego, co niegdyś było odpowiednikiem współczesnej popkultury, oraz spróbujmy wyciągnąć z tejże jakieś konkretne wnioski wobec tego, co dziś jest nam oferowane w postaci filmów, muzyki i programów rozrywkowych.

                                                Złe widowiska psują nasze dusze
    Zacznijmy jednak od zgoła psychologicznej obserwacji (która tym nie mniej ma swe pewne podstawy w Piśmie świętym). To, na co patrzymy i czego słuchamy (czyli także rzeczy, którymi karmimy się w ramach obcowania z popkulturą), ma na nas mniejszy bądź większy wpływ. Jeśli to będą treści dobre, owe oddziaływanie będzie pozytywne i budujące, jeżeli zaś karmimy się treściami złymi, będzie to wpływ negatywny i szkodliwy. Trzeba jednak od razu zastrzec, iż takowe skutki stykania się z dobrą lub złą stroną popkultury nie zawsze będą takie same. Poza tym, to co oglądamy i czego słuchamy, jest jednym z ważnych, ale nie jedynym czynnikiem kształtującym nasz charakter i postawy w sferze wiary i moralności. Bardziej szczegółowe omówienie tego, co mam w tej chwili na myśli, wymagałoby zapewne dłuższego artykułu poświęconego tylko temu tematowi, jednak podam poniżej parę przykładów, aby to zilustrować.
    Jestem więc np. przekonany o tym, iż każdy człowiek, który jako jedną z rozrywek wybrał sobie oglądanie brutalnych i krwawych widowisk, z biegiem czasu pogorszy swe postępowanie albo nawet przynajmniej wewnętrzne nastawienie w sferze takich chrześcijańskich cnót i postaw jak łagodność, uprzejmość, unikanie przemocy (o ile ta nie jest naprawdę konieczna), miłość bliźniego, etc. Czy to oznacza, że każdy albo „prawie każdy” kto lubi patrzeć na rozlew krwi, prędzej czy później weźmie karabin albo nóż i zabije drugiego człowieka? Oczywiście, że nie. Zdecydowana większość z ludzi patrzących z upodobaniem na krwawe widowiska nie stanie się mordercami w sensie fizycznym. Jednych przed taką ekstremalną niegodziwością będą powstrzymywać inne czynniki, które nań wywierały wpływ, typu przykład nieskłonnych do jakiejkolwiek agresji rodziców, chodzenie do kościoła, życie w kraju, gdzie większość ludzi jest łagodnego usposobienia. Jeszcze innych przed czymś takim pohamuje strach przed ziemską karą, niepewność własnej siły w sferze psychologicznej i/lub fizycznej, brak okazji w rodzaju wojny czy anarchii kraju. Jednak tak czy inaczej, wszystkich miłośników krwawych rozrywek owa skłonność jakoś tam pogorszy. Raz będzie to – bicie słabszych kolegów w szkole, a innym razem po prostu ich wyzywanie albo też znęcanie się nad własnym domowym zwierzątkiem. Jedni staną się psychicznymi tyranami, którzy przy byle okazji będą krzyczeć na innych, niektórzy zaś nawet jeśli w większości sytuacji zachowają łagodne i uprzejme usposobienie, to jednak emocjonalna agresja będzie zdarzać się im częściej niż wtedy, gdyby przez lata nie obcowali z krwawą rozrywką.
    Coś podobnego, można by powiedzieć o obcowaniu z pornografią. Większość ludzi tak czyniących zapewne – z różnych względów – nie dopuści się gwałtu czy molestowania seksualnego, ale na każdym z nich odbije ona swe, mniejsze bądź większe, ale negatywne piętno. Raz będzie to nałogowa masturbacja, kiedy indziej przedwczesne pożycie, zdradzanie współmałżonka, korzystanie z usług prostytutek, a czasami może tylko bardziej natarczywe i natrętne nieczyste oraz pożądliwe myśli i fantazje.

                                                   Nie patrzeć na zło, nie słuchać o zbrodni
    Na część z powyższych obserwacji można by podawać dowody z różnych socjologicznych i psychologicznych badań, innym razem wydają się na to wskazywać pewne dość mocne poszlaki, ale dla mnie osobiście najmocniejszą przesłanką, która przekonuje, że treści jakimi się karmimy nie są bynajmniej obojętne dla naszego duchowego zdrowia, jest fakt, iż samo Pismo święte wskazuje nam na rangę tego problemu. Przyjrzyjmy się teraz poniżej nauczaniu Biblii na ów temat:

    Nie łudźcie się! <Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje>” (1 Kor 15: 33).

    Nie będę zwracał oczu ku sprawie niegodziwej; w nienawiści mam przestępstwa: nie przylgną one do mnie. Serce przewrotne będzie ode mnie z daleka; tego, co jest złe, nawet znać nie chcę” (Ps 101, 3-4).

    Któż z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu, któż z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni? Ten, kto postępuje sprawiedliwie i kto mówi prawdę, Kto odrzuca zyski bezprawne i wzbrania się rękami przed wzięciem podarku, Kto zatyka uszy, BY NIE SŁUCHAĆ O ZBRODNI, i zamyka oczy, BY NA ZŁO NIE PATRZEĆ” (Iz 33, 14 – 15).

    W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!” (Flp 4, 8).

    Zauważmy, że w przytoczonych wyżej Bożych napomnieniach mowa jest nie tylko o tym, by samemu nie czynić zła, ale także „by nie zwracać oczu ku sprawie niegodziwej„, „zamykać oczy by na zło nie patrzeć„, „zatykać uszy nie słuchać o zbrodni„, „mieć na myśli, to co jest jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym„. Pomyślmy szczerze i logicznie, czy da się te przestrogi pogodzić z beztroskim patrzeniem na pokazujące w obfity sposób zło filmy, widowiska i programy? Czy wzorem natchnionego Duchem Świętym króla Dawida i proroka Izajasza możemy powiedzieć, iż „nawet nie chcemy znać zła” oraz „nie słuchać o zbrodni”, gdy z odtwarzacza CD muzykę pełną wulgaryzmów bądź opowiadającą o czarach, wróżbach, szatanie, etc.?
    Czy można także obcując ze złymi wytworami popkultury stwierdzić: „To tylko rozrywka. To nie wywiera na mnie żadnego wpływu” wówczas, gdy na poważnie bierze się choćby takie z Bożych poleceń: „Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem” (Rz12: 9); „Bać się Pana – znaczy nienawidzić zła” (Prz 8, 13). Czy możliwym jest wszak szczerze nienawidzić i brzydzić się złem, a jednocześnie czynić sobie z oglądania i/lub słuchania przesiąkniętych nim widowisk rozrywkę?
    Nie ma się więc co łudzić i zwodzić, parafrazując jeden z przytoczonych powyżej wersetów Pisma świętego: „Złe widowiska psują nasze obyczaje„.
    Powyższe wywody odnośnie relacji pomiędzy życiem chrześcijańskim, a korzystaniem ze złych widowisk miały charakter bardziej ogólny, z którymi być może nawet dość libertyńsko nastawieni chrześcijanie ostatecznie mogliby się jakoś tam zgodzić (zastrzegając jednak ze swej strony, iż pod mianem niegodziwych widowisk rozumieją np. tylko jawną pornografię). Przejdźmy zatem do bardziej szczegółowych rozróżnień odnośnie tego, co w rzeczywistości jest tą złą albo przynajmniej niebezpieczną rozrywką, której w ramach popkultury winniśmy się strzec i unikać jej.

                                                     „Każdy kto pożądliwie patrzy na niewiastę”
    Z pewnością najbardziej ewidentnym i oczywistym przejawem złych treści w popkulturze jest pornografia (która przyjmijmy, że ukazuje seks lub daleko posunięte czynności seksualne) i erotyka (a więc nagość lub półnagość pokazywane w jawnie prowokacyjnym kontekście, np. taniec striptiz albo „go go”). Jeśli ktoś chce upierać się, że np. przedstawiona tu definicja erotyki jest błędna, może to czynić, ale nie zmienia to istoty rzeczy, a więc tego, iż obcowanie z takimi treściami po to, by dostarczyć sobie w ten sposób rozrywki albo zaspokoić swą ciekawość jest nie do pogodzenia z następującym nauczaniem naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa:

    Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. ” (Mt 5: 28).

    Pornografia i erotyka ze swej natury są ukierunkowane na wzbudzanie pożądliwości i przynajmniej na dłuższą metę nie da się z takowymi treściami obcować (w ramach rozrywki lub z ciekawości), nie tylko nie wzbudzając w sobie pożądliwych myśli, ale także nie grzesząc przeciw cnocie czystości w bardziej zewnętrzny sposób (np. masturbacją, cudzołóstwem, korzystaniem z usług prostytutek, etc.). Owszem, może się zdarzyć, iż ktoś w ramach obowiązków służbowych (czyli np. sędziowie, policjanci albo prokuratorzy)  będzie zmuszony do zapoznawania się z takimi materiałami, ale wówczas osoba taka winna to czynić w możliwie najkrótszy sposób, pilnie strzec się przy tym wywołania jakiejkolwiek nieczystej myśli oraz tym bardziej chronić swój umysł od możliwych negatywnych skutków obcowania z czymś takim poprzez modlitwę i zwracanie się do Boga.

                                                     „Odwróć swe oko od pięknej kobiety”
    Pismo święte podaje nam też następujące polecenie, które w dość łatwy sposób możemy zastosować do naszego wyboru rozrywki:

    Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie poniósł kar z jej powodu (…)Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień” (Syr 9: 5, 8).

    Zauważmy, że w odróżnieniu od poprzednio cytowanych słów Chrystusa o „pożądliwym patrzeniu na kobietę„, w wypadku tej Bożej przestrogi nie ma zastrzeżenia, iż powinno się unikać patrzenia na niewiasty wówczas, gdy równocześnie towarzyszy mu ewidentnie pożądliwa intencja. Jest owszem sugestia, iż często „piękność kobiety” prowadzi do zła i grzechu, jednak samemu patrzeniu przed którym przestrzega Bóg nie musi od razu towarzyszyć jakaś jawnie seksualna myśl albo pragnienie. Nie jest tu bowiem napisane „Nie wpatruj się w dziewicę pożądliwie” ale jest po prostu zostało powiedziane: „Nie wpatruj się w dziewicę„. Nie zostało tutaj też napisane: „nie przyglądaj się obcej piękności z pożądliwością”, ale po prostu: „nie przyglądaj się obcej piękności„. Najwyraźniej więc Bóg w tych Swych słowach przestrzega mężczyzn przed samym tylko „estetycznym podziwianiem piękna niewiast„, a nie tylko przed takim patrzeniem nań, którym towarzyszą rozbudowane i szczegółowe myśli na temat możliwych stosunków seksualnych albo, które wywołuje biologiczne podniecenie seksualne (czyli erekcję). Jeśli więc mówisz, iż „chcesz tylko zawiesić oko na tej kobiecie” albo też: „Nie patrzysz by się podniecić, ale bo kochasz patrzeć na piękne kobiety” to wiedz, że nawet jeśli nie wpadłeś jeszcze w samą przepaść, to jesteś już na śliskiej i niebezpiecznej drodze doń prowadzącej. Bóg zna bowiem zasady działania męskiego umysłu i serca i wie, że dla zdrowego mężczyzny patrzenie na piękną kobietę nie jest tym samym co podziwianie ślicznego górskiego krajobrazu i że to pierwsze będzie prowadzić nas w końcu (prędzej czy później) do jawnie seksualnych myśli, pragnień oraz spojrzeń.
    Powyższa interpretacja przytoczonego wyżej fragmentu Pisma świętego, nie jest tylko moją prywatną wykładnią, gdyż w nawiązaniu doń, jeden z doktorów Kościoła (a zarazem patron spowiedników i teologów moralnych), św. Alfons Liguori nauczał tak:

    Czy jest grzechem poglądać na kobiety? Tak, przyjacielu, gdy niewiasty są młode, poglądać na nie jest przynajmniej grzechem powszednim; a gdy spojrzenia się powtarzają, wtedy jest nawet niebezpieczeństwem grzechu śmiertelnego” [1].

    Zwróćmy też uwagę na to, iż w czasach i miejscu, gdy i gdzie Syrach z Bożego natchnienia przekazywał powyższe napomnienie, niewiasty ubierały się znacznie skromniej niż współcześnie (czyli np. w długie suknie, zasłony na głowie). Co więc można powiedzieć o przyglądaniu się kobietom, które nie tyle mają długie suknie, ale są odziane w minispódniczki, obcisłe leginsy czy bluzki z głębokim dekoltem albo nawet w samą tylko bieliznę lub plażowe bikini? Czy więc trudno jest wskazać w dzisiejszej popkulturze widowiska, w których łatwo jest narazić się na złamanie powyższych Bożych przestróg i napomnień? Czy np. patrzenie na pokazy mody, konkursy piękności, seriale w rodzaju „Słoneczny patrol” nie jest podeptaniem zasady, by „odwrócić swój wzrok od pięknej kobiety”? Albo czy oglądanie np. występów pięknych i atrakcyjnych piosenkarek da się pogodzić z tym, by „nie przyglądać się obcej piękności” (zwłaszcza dziś, gdy owe eksponują swe cielesny wdzięki, w sposób, którego nie powstydziłyby się nawet prostytutki)? Sądzę też, iż trudno jest normalnemu mężczyźnie oglądać zawody sportowe, w których biorą udział (głównie lub wyłącznie) młode i ładne niewiasty (np. kobieca piłka plażowa, kobiecy tenis, gimnastyka artystyczna) bez „podziwiania piękna” owych kobiet (tym bardziej, że delikatnie mówiąc strój używany do tych sportów pozostawia dużo do życzenia, jeśli chodzi o jego wstydliwość i skromność).
    Ktoś może powiedzieć, że cytowane wyżej Boże przykazanie jest niemożliwe do spełnienia, gdyż żyjąc na tym świecie nie jesteśmy w stanie nie widzieć pięknych niewiast. Na to zastrzeżenie możemy jednak dać odpowiedź, iż czym innym jest mimowolne, krótkie albo niezamierzone spostrzeganie pięknych kobiet, którego rzeczywiście, gdybyśmy chcieli unikać, musielibyśmy albo się oślepić albo zaszyć się gdzieś na pustyni. Syrach w imieniu Boga przestrzega jednak nie tyle przed samym widzeniem czy dostrzeganiem pięknych kobiet, ale raczej przed „wpatrywaniem się„, „przyglądaniem się” im, a więc czymś co nie jest kwestią przypadkowego spojrzenia, ale stanowi bardziej długotrwałą i poniekąd przemyślaną czynność (przemyślaną, w tym sensie, iż np. przy drugim czy trzecim spojrzeniu mogliśmy podjąć bardziej świadomą decyzję co do tego czy patrzeć dalej czy nie). Owszem, żyjąc zwyczajnie w społeczeństwie, możemy nie mieć wielkiego wyboru, by nie widzieć kobiecej piękności, ale zasadniczo mamy wybór, czy spojrzymy na ową piękność drugi lub trzeci raz, a tym bardziej możemy przecież zdecydować czy obejrzymy dany film lub program, w którym eksponuje się nie tylko piękne niewiasty, ale jeszcze przy tym owe piękno odziane jest w nieskromny, bezwstydny i nieprzyzwoity sposób.
    Ktoś inny może rzecz, że przy takim postawieniu sprawy, młody mężczyzna nie mógłby ocenić piękna i atrakcyjności swej przyszłej żony, co byłoby dość absurdalne. Sądzę jednak, że omawiana zasada bardziej tyczy się beztroskiego patrzenia na inne kobiety, aniżeli umiarkowanego podziwiania i dostrzegania atrakcyjności niewiasty, co do której ma się poważne matrymonialne plany. Czy innym jest chyba spojrzeć bez pożądliwości na swą skromnie, a zarazem gustownie odzianą narzeczoną, a czym innym jest wlepiać swój wzrok w piękności ze „Słonecznego patrolu”, nawet jeśli przy tym nie ma się erekcji. Każdy rozsądny człowiek chyba widzi lub wyczuwa tę różnicę.

                                                                      „Tańce nierządnic”
    Sobór Nicejski II przestrzegał także świeckich chrześcijan m.in., przed „patrzeniem na tańczące nierządnice„[2]. Co może być odpowiednikiem „tańczących nierządnic” w dzisiejszej popkulturze? Nie trzeba chyba wielu wywodów, by uznać za słuszne twierdzenie, iż wiele z eksponowanych dziś tańców ma wyraźnie obsceniczną i seksualną treść, przez co przywołują one na myśl skojarzenie z „tańczącymi nierządnicami”. Muzyczne teledyski, w których nieraz pełno jest półnagich, sugestywnie wywijających się młodych kobiet czy też programy w rodzaju „Taniec z gwiazdami”, gdzie pląsające ze sobą pary w swych tanecznych ruchach i pozach nieraz w jawny sposób naśladują różne czynności seksualne, to z pewnością jedne z ewidentniejszych przykładów dawniejszych „tańczących nierządnic„. Co prawda, możemy nie wiedzieć, czy modelki tańczące w wideoclipach 50 Centa, Snoop Dogga osobiście trudnią się dosłownie rozumianą prostytucją, ale czy nie jest zgodne przynajmniej z duchem Soboru Nicejskiego II nazwać ich pląsy „tańcem nierządnic”? Albo, czy naśladowania gry wstępnej albo wręcz ruchów frykcyjnych przez pary tańczące w „Tańcu z gwiazdami” nie można określić w ten sposób?

       „Szatańskie śpiewy”, „pieśni poświęcone czartowi”, „pieśni namiętne”
    Przywołane wyżej orzeczenie Soboru Nicejskiego II przestrzegało też chrześcijan przed słuchaniem czegoś, co ojcowie owego soboru, nazwali „szatańskimi śpiewami”. Z kolei, Klemens Aleksandryjski, jeden z wybitniejszych nauczycieli kościelnych wczesnych wieków, nauczał:

    Precz od was, wszelkie pieśni, w których miłość światowa odgrywa rolę. Chrześcijanin nie zna innych pieśni, prócz poświęconych chwale Pana. Odstępuje mężczyznom pijanym i niewiastom rozpustnym pieśni zniewieściałe i rozwiązłe„[3].

    Jeden z Ojców Kościoła, św. Ambroży, uczył zaś:

    Idźmy, z pieśniami świętymi na ustach, nie powtarzajmy zaś pieśni poświęconych czartowi, Naszym pieśniom świętym towarzyszą wszelkie światłości niebieskie, myśl o Niebie, pokój duszy …; pieśniom światowym towarzyszy zaćmienie umysłu, namiętności bezwstydne i występne„[4].

    Bardziej uważny czytelnik, spostrzeże kilka kategorii pośród „pieśni”, których Ojcowie i nauczyciele Kościoła, zdecydowanie odradzali chrześcijanom, a były nimi:

    1. „Pieśni poświęcone czartowi„.

    Bezpośrednio w czasach, gdy formułowano te ostrzeżenia, najpewniej chodziło o pieśni, piosenki, w których poganie lub pozostający jeszcze pod wpływem dawnych pogańskich wierzeń, chrześcijanie, wspominali różnych bogów i boginie (albowiem w tradycyjnym języku chrześcijańskim pogańskie bożki były jednoznacznie utożsamiane z szatanem i jego demonami). Dziś co prawda, utwory muzyczne o charakterze ściśle pogańskim są raczej marginesem odsłuchiwanym w środowiskach skrajnej prawicy, jednak trudno zaprzeczyć temu, iż tematyka szatana, czarów, okultyzmu, etc.,  jest szeroko rozpowszechniona w pewnych nurtach muzycznych. Istotnie bowiem, zwłaszcza w gałęzi muzyki zwanej Heavy Metalem oraz jego pochodnymi, tematyka demoniczna jest na porządku dziennym. Widać to zresztą nie tylko w wyśpiewywanych słowach, ale także w wizualnym „image” tego gatunku. Okładki płyt i plakaty koncertów są tu pełne jasnych skojarzeń i odwołań do świata ciemności. Najczęściej, utrzymane w ciemnych, mrocznych bądź ognistych kolorach przedstawiają one rysunki głów demonów, ukrzyżowanych postaci, potwornych noworodków, szkieletów, pentagramów, czarnych świec, numerów 666, scen torturowanych ludzi oraz innych krwawych obrazów. I nawet jeśli nie zawsze coś takiego jest pokazywane w Heavy Metalu i i jego pochodnych w jawnie aprobatywnym duchu, to ciężko wytłumaczyć takie natężenie owych treści inaczej niż w kategoriach obsesyjnego zainteresowania demoniczną tematyką, za którą prawdopodobnie kryje się przynajmniej podświadoma fascynacja szatanem, demonami oraz tym co mroczne, ciemne i odrażające. W tym więc sensie i znaczeniu, duża część współczesnej muzyki może być określona językiem Ojców Kościoła jako „szatańskie śpiewy” i „pieśni poświęcone czartu„.

    2. „Pieśni namiętne„.

    W czasach pogańskich pieśni i piosnki nieraz miały w sobie różne odniesienia lub przynajmniej podteksty o charakterze erotycznym. W dużej mierze było to związane z faktem, iż kulty pogańskie często ubóstwiały płodność, seks oraz erotyczną zmysłowość. Gdy religia chrześcijańska stała się dominującą, tego typu utwory muzyczne przetrwały zwłaszcza w niektórych gałęziach tradycyjnej muzyki ludowej, gdzie różne pozostałości pogaństwa często przez wieki miały się jeszcze dość dobrze. W dzisiejszych czasach także nietrudno jest znaleźć odpowiednik dawnych „pieśni namiętnych”. Temat pozamałżeńskiego seksu i różnych pochodnych tego grzechu (np. fantazji erotycznych, bezwstydu) jest wszak często poruszany we współczesnej muzyce począwszy od skrajnie ordynarnych i wulgarnych popisów twórców w rodzaju „Gangu Albanii”, poprzez przypominające ludową przaśność teksty muzyków „Disco Polo”, a skończywszy na bardziej subtelnych, czy wręcz poetyckich tego opisach, jakie czasami można znaleźć pośród niektórych piosenkarzy nurtu pop. I choć różna jest siła rażenia wspomnianych wyżej sposobów opisywania grzechów nieczystości, chrześcijanie nie powinni mieć chyba większych wątpliwości, iż od wszystkich z nich powinni trzymać się z dala.
    Zapewne jednak, inną kwalifikację etyczną należało by dać tym utworom muzycznym, które w w subtelny sposób i bez dosadności opisują miłość pomiędzy mężczyzną a niewiastą i czynią to jeszcze w sposób sugerujący, iż miłość ta nie ma mieć charakteru występnego i grzesznego, ale ma prowadzić do życia w ramach dozgonnego, monogamicznego małżeństwa (np. teksty w rodzaju: „Chcę być z tobą już na zawsze„; „Będziemy ze sobą aż po kres dni„, „I ty tylko ty, będziesz moją panią” albo „Umówiłem się z nią na dziewiątą„). W wypadku takowej muzyki, nie widziałbym większego zagrożenia grzechem i sądzę, że odpowiednio miarkowana może być ona dobrą dla chrześcijan.

                                                          „Nieprzyzwoite dowcipy”
    Św. Paweł Apostoł w imieniu Chrystusa nauczał i przestrzegał:

    O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie” (Ef 5, 4).

    Czyż powyższe słowa nie są dobrym opisem tego, co można usłyszeć i zobaczyć w wielu serialach komediowych i telewizyjnych kabaretach? Czy zawarte tam dowcipy często nie żerują na humorystycznych skojarzeniach z rozpustą, cudzołóstwem, nierządem, bezwstydem, a także różnymi zboczeniami i perwersjami seksualnymi? Czy swego rodzaju, przywołany przez św. Pawła Apostoła, test na przyzwoitość , zdałby choćby serial „Allo, Allo” albo programy Benny Hilla?

                                                „Nie patrz na to ani nie słuchaj takich rzeczy”

    Starożytne pismo chrześcijańskie, powstałe już w I wieku po Chrystusie: „Didache, czyli nauka dwunastu apostołów” zwane także „pierwszym Katechizmem” pośród różnych moralnych pouczeń podawało też następujące:

    Dziecko moje, nie zajmuj się wróżbami, ponieważ to skłania do bałwochwalstwa, ani zaklęciami, ani astrologią, ani oczyszczeniami, nie patrz na to ani nie słuchaj takich rzeczy , wszystko to bowiem daje początek bałwochwalstwu” (Tamże, III, 4) [5].

    Widzimy zatem, iż uczniowie, nie tylko nie powinni zajmować się okultyzmem, ale nawet nie powinny patrzeć ani słuchać takich rzeczy? Jak tę zasadę można przenieść na grunt współczesnej popkultury? W najbardziej oczywisty sposób można ją zastosować do różnych programów telewizyjnych, w których jak najbardziej prawdziwe wróżki i wróżbici oferują i przedstawiają widzom swe nikczemne praktyki. Sądzę jednak, iż przeróżne filmy i seriale, w których główną rolę odgrywają osoby mające parać się okultyzmem, także da się podciągnąć przynajmniej pod ducha cytowanej wyżej zasady. Nawet jeśli bowiem w drugim wypadku mamy do czynienia z pozorowanymi, a nie rzeczywistymi aktami okultyzmu, to cel takich widowisk jest podobny – często chodzi w nich wszak o zainteresowanie ludzi owymi niecnymi rzeczami i przedstawienie takowych z sympatią.

    Poza tym myślę, iż tzw. horrory, w których aktywność diabelska jest często głównym punktem odniesienia, a także, gdzie celem jest przestraszenie w ten sposób widza (i paradoksalnie rzecz biorąc dostarczenie mu w ten sposób perwersyjnej rozrywki) są sprzeczna z pouczeniem Pana Jezusa:

    „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10: 28).

    Katechizm Soboru Trydenckiego nauczał zaś, iż wiara:

    Napomina też nas i ku temu, abyśmy się nie bali, gdzie się bać nie trzeba, ale żebyśmy bali się jednego Boga, w którego mocy i my sami jesteśmy i wszystkie rzeczy nasze zostają” [6].

    Skoro więc mamy bać się tylko Boga (ewentualnie ziemskich zwierzchności ustanowionych przez Boga do karania grzechu – jak naucza list do Rzymian w 13 rozdziale), to czy powinnyśmy dobrowolnie wprowadzać się za pomocą „horrorów” w stan, w którym boimy się straszydeł tam pokazanych?

                                                         Przemoc na ekranie

    Jest znanym faktem głęboka niechęć i obrzydzenie starożytnych chrześcijan do krwawych widowisk, które były popularną rozrywką w dawnym Imperium Rzymskim. Przypomnijmy, że owe widowiska polegały na tym, iż szkoleni do tego gladiatorzy ku uciesze publiczności walczyli ze sobą przy pomocy różnych niebezpiecznych narzędzi, w efekcie zadając sobie śmierć lub poważne rany. Poza walkami gladiatorów, popularną rozrywką tamtych czasów były też walki bokserskie oraz zapasy.

    Jaką lekcję dla współczesności możemy wyciągnąć z odrzucenia przez pierwszych chrześcijan owych form rozrywki?

    Rzucającą się na pierwszy plan analogią wydają się dzisiejsze publiczne i komercyjne walki bokserskie i MMA. Co prawda, realnie tam pokazana przemoc nie przybiera aż tak ekstremalnych form, jak dawniejsze walki gladiatorów, jednak zgodnie z zasadą, iż „nie należy patrzeć na to, czego nie chce się czynić” (Tertulian) i od tego rodzaju rozrywek powinnyśmy się ze wstrętem odwracać. Nie tylko bowiem zabijanie człowieka jest potępione przez Boga, ale także dobrowolne zadawanie mu ran (chyba, że istnieją naprawdę bardzo ważne powody, by kogoś zabić lub zranić). Publiczne walki pięściarskie i MMA są zaś oczywistym naruszeniem moralnej reguły zabraniającej ranienia swych bliźnich bez ważnej ku temu przyczyny. Stąd zaś logiczny wniosek, iż nie powinno się na takie rzeczy patrzeć.

    Nieco bardziej skomplikowaną kwestią jest sprawa co prawda pozorowanej, ale nieraz także w widowiskowy sposób przemocy pokazywanej w różnego rodzaju filmach. Ktoś wszak mógłby powiedzieć, iż skoro tak naprawdę zamiast krwi leje się tam keczup, to moralny problem czerpania rozrywki z patrzenia na realnie dokonującą się przemoc, takowych widowisk się nie tyczy.  Jest to chyba jednak zbyt łatwe usprawiedliwianie tego typu filmów. Czy bowiem można usprawiedliwiać czynienie głównej atrakcji ze scen choćby i pozorowanego, ale wymyślnie pokazanego rozlewu krwi? A jeśli nie da się tego moralnie uprawomocnić, to czy da się uzasadnić oglądanie czegoś takiego dla rozrywki?

    Oczywiście, nie każdy sposób pokazywania w filmach przemocy ma celu ekscytowanie nią widza. Czasem coś takiego, służy raczej podkreślaniu wagi ludzkiego cierpienia, czy też po prostu jest odwzorowaniem ukazanych w danej produkcji historycznych wydarzeń (jak np. w filmach wojennych). Istnieje jednak taki sposób pokazywania i pozorowania przelewu krwi, iż naprawdę nie ma większych wątpliwości, iż jego celem jest podniecanie nim publiczności. Co wszak powiedzieć np. o filmach słynnego Tarantino, gdzie krew rozbryzguje się w nienaturalnie wielkich ilościach, sceny walk są spowalniane tak by trwały dłużej, a jeden człowiek potrafi sam zabić dziesiątki innych?  Trudno wszak mówić tu o podkreślaniu wagi ludzkiego cierpienia czy choćby o „odwzorowywaniu realiów” skoro tego typu sceny praktycznie nie miałyby szans zaistnieć w rzeczywistości.

                                                             Podsumowanie

    Powyższe wyliczenie możliwych złych i niebezpiecznych treści, z którymi można zetknąć się w ramach obcowania z popkulturą z pewnością nie jest wyczerpujące. Ta niepełność owego wywodu, częściowo wynika z tego, iż w tym opracowaniu starałem się trzymać norm określonych już wcześniej przez Pismo święte i Tradycję Kościoła, a nie wszystkie ze złych rzeczy, jakie dziś możemy spotkać w mass mediach, były bardziej bezpośrednim problemem w czasach, gdy owe zasady i reguły były formułowane (albo przynajmniej nie zawsze bezpośrednio piętnowano te rzeczy). Tak czy inaczej widać jednak,  iż w świetle przytoczonych kryteriów lwia część współczesnej popkultury nadaje się na śmietnik, a nie na rozrywkę dla chrześcijan.

    Gdyby jednak, ktoś chciał jeszcze bronić zasadności zabawiania się przy pomocy przytoczonych widowisk, przywołując cytowane już wyżej slogany w rodzaju: „Mi to nie szkodzi” polecam wzięcie sobie do serca jedno z następujących pouczeń Ojców i nauczycieli Kościoła:

    „Podobnie czemuż by wolno było patrzeć na to, co hańbą jest czynić? Czemuż by to, co kala człowieka wychodząc z ust, nie miało go kalać, gdy wchodzi doń przez oczy i uszy? Przecież oczy i uszy są sługami ducha, nie może więc on sam okazać się czysty, jeżeli jego słudzy są nieczyści! A więc masz zakaz uczęszczania do teatru, płynący z zakazu bezwstydu” – Tertulian [7].

    Cóż tedy, powiesz, jeśli nie patrzę pożądliwie? Jak mnie o tym przekonasz? Kto się nie wstrzymuje od patrzenia, nawet celowo to czyni, jak może pozostać czysty? Czy twe ciało z kamienia lub z żelaza? Przyobleczony jesteś w ciało, w ludzkie ciało, które łatwiej od siana zapala się od pożądliwością. Cóż wspominać teatr? Na rynku spotykając się z kobietami, często doznajesz poruszeń. A ty siedząc w górze, gdzie jest tyle podniet do szpetności, gdzie patrząc na niewstydliwie wchodzącą kobietę z odkrytą głową, ubraną w złociste szaty, o delikatnych i miękkich ruchach, śpiewającą śliskie pieśni, wypowiadającą nieprzyzwoite słowa, tak bezwstydnie się zachowującą, jak tylko możesz w myśli pojąć, nachylasz się, by spojrzeć, i śmiesz mówić, że nic ludzkiego nie odczuwasz? Czy ciało twe z kamienia lub z żelaza?” – św. Jan Chryzostom [8].

    Niby teksty pisane kilkanaście wieków temu, a jakże aktualnie brzmią – nieprawdaż?

     

    Przypisy:

    1Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 93.

    2Cytat za: „Dokumenty Soborów Powszechnych”, Kraków 2005, tom II, s. 379.

    3Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 278.

    4Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 278.

    5Cytat za: „Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich„, Kraków 1998, s. 34.

    6Cytat za: „Katechizm Rzymski”, Jasło 1866, s. 23.

    7 Tertulian, „O widowiskach. O bałwochwalstwie„, Poznań 2005, s. 44-45.

    8 Św. Jan Chryzostom, „Homilie i kazania wybrane”, Warszawa 1971, s. 177 – 178.

  5. Czy “Superman” jest jedną z zapowiedzi Antychrysta?

    Leave a Comment

    Chyba wszyscy znamy filmy o “Supermanie”. Jest to wykreowana przez popkulturę (oczywiście fikcyjna) postać, która będąc przeniesiona z innej planety na Ziemię, posiadając rozliczne nadzwyczajne moce nieraz ratuje ludzkość przed katastrofą i zagładą. Można by nawet powiedzieć, iż z nieco bardziej konserwatywnego punktu widzenia filmy o “Supermanie” mogą się podobać, gdyż wyeksponowany jest w nich tradycyjny motyw dobra walki ze złem oraz samotnego bohatera, który wbrew wielu niesprzyjającym okolicznościom podejmuje się takiego boju. Poza tym, produkcje filmowe na ów temat zwykle stronią od wulgarności, obsceniczności czy bezwstydu, więc tym bardziej owe opowieści mogą się wydawać nam cenne i budujące.

    Niestety jednak, jak w owym popkulturowym micie o “Supermanie” czai się pewna poważa dwuznaczność i niebezpieczeństwo, na które warto zwrócić uwagę. Otóż są nimi liczne, jasne oraz uderzające wręcz podobieństwa tej postaci do Pana naszego Jezusa Chrystusa. Imionami adopcyjnych rodziców „Supermana” były wszak pierwotnie “Joseph” i Mary” (a więc Józef i Maria), które w 1940 roku zostały zmienione na Martha i Jonathan. Właściwym zaś imieniem tego bohatera, które otrzymał od swych rodziców, był Kal-El, co oznacza „Głos Boga” (przypomnijmy, że w Piśmie świętym Jezus wielokrotnie jest nazywany “Słowem Bożym” albo “Słowem”). Przed zagładą planety Krypton rodzice wysłali go na Ziemię w czymś, co przypominało kołyskę Mojżesza. Ponadto „Superman” zostaje zabity przez swojego głównego wroga i zmartwychwstaje. I jak Pan Jezus posłany jest na Ziemię, żeby ratować ludzkość. Jest to szczególnie uderzające w ekranizacji opowieści o „Supermanie” z 1978 roku, gdzie jego ojciec mówi do niego o mieszkańcach Ziemi: „Mogą być wspaniałymi ludźmi, Kal-El-u, jakimi być pragną. Brak im tylko światła do oświecania drogi. Właśnie z tego powodu, przede wszystkim, ze względu na ich uzdolnienie do dobra, posłałem Ciebie, mojego jedynego syna.

    W  filmie zaś „Człowiek ze stali” podobieństwa do Chrystusa są jeszcze bardziej widoczne (narodziny „Supermana” są tu wyjątkowe, gdyż jako jedyny na planecie począł się naturalnie, podczas gdy inni zostali poczęci dzięki inżynierii genetycznej. Większa część akcji rozgrywa się w czasie, gdy główny bohater ma 33 lata itp.).

    Ktoś może jednak przyznać rację powyższym uderzającym podobieństwom pomiędzy Chrystusem Panem a opowieściami o „Supermanie” i nie tylko nie widzieć w tym niczego złego czy niestosownego, ale jeszcze pochwalić ów koncept, jako swego rodzaju dowód na to, iż osoba oraz dzieło Jezusa wciąż oddziałuje na ludzką świadomość, a co więcej „Superman” jako popkulturowy odpowiednik i symbol naszego Pana i Zbawiciela może nawet zachęcać ludzi do zainteresowania się „oryginałem” w postaci samego Chrystusa.

     Niezmiernie jednak trudno uznać „Supermana” za kogoś w rodzaju „Lwa Aslana” z „Opowieści z Narnii”. Dlaczego? Ano, dlatego, że o ile „Opowieści z Narnii” toczą się w bardzo abstrakcyjnej dla nas rzeczywistości, o tyle „Superman” nie tylko, że żyje „tu i teraz” (jest np. dziennikarzem gazety, ubiera się jak współcześni nam ludzie, mieszka w wielkim nowoczesnym mieście, jakie znamy), to jeszcze w filmach na jego temat w wyraźny sposób pojawia się chrześcijaństwo i chrześcijanie (jego rodzice to metodyści, on sam w jednej ze scen pojawia się w kościele i radzi się znajdującego tam księdza). Bardziej więc wygląda na to, iż „Superman” jest alternatywą dla naszego Pana Jezusa Chrystusa, aniżeli Jego popkulturowym symbolem czy zapowiedzią.

    Pismo święte mówi nam o tym, iż przed powtórnym przyjściem Chrystusa na Ziemię pojawi się „człowiek grzechu, syn zatracenia” (2 Tesaloniczan 2: 3), ktoś którego władzy i charyzmie podda się cała ludzkość. Tym  kimś będzie „Antychryst” (który w bardziej dosłownym tłumaczeniu nie oznacza kogoś, kto otwarcie zakwestionuje Pana Jezusa, ale, kogoś kto postawi się obok Niego, będzie stwarzał pozory podobieństwa do Chrystusa). Wiele wskazuje na to, iż nie jesteśmy już daleko od realizacji tego biblijnego proroctwa, można się więc mocno zastanawiać nad tym, czy wykreowane przez popkulturę opowieści o „Supermanie” nie są jednym ze sposobów szatana na stopniowe oraz łagodne oswojenie nas i przygotowanie do przyjęcia i akceptacji tego niegodziwca. „Antychryst” w końcu też będzie kimś w rodzaju „Supermana”.

  6. Prezydent Duda przyznał order pani Kożuchowskiej. Czy to dobra decyzja?

    Leave a Comment

    Jak poinformowały nas o tym mass media, w dniu 11 listopada b. roku,  wśród osób odznaczonych przez prezydenta Andrzeja Dudę znalazła się znana aktorka i celebrytka, pani Małgorzata Kożuchowska. Kobieta ta uhonorowana została przez głowę naszego państwa Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za “za wybitne zasługi w pracy artystycznej i twórczej“.

    Można spytać, czy ta decyzja naszego prezydenta była słuszna i właściwa? Otóż mam ku temu duże wątpliwości. Abstrahując już wszak od stricte etycznej oceny zawodowej działalności pani Kożuchowskiej, a skupiając się na jej wartości artystycznej, to niby jakie to wybitne zasługi ma tu owa niewiasta? W jakim to filmie, który zapisałby się na trwale w historii polskiego kina brała udział ta pani? W “Killerze”, “Zróbmy sobie wnuka”, “M jak miłość”, “Rodzinka.pl”? Przecież wszystko to, produkcje klasy B, nie prezentujące sobą żadnej większej wartości artystycznej.

    A co powiedzieć o wkładzie moralnym, jaki wniosła pani Małgorzata Kożuchowska do naszej kultury? Dała ona wybitny przykład podwójnej moralności i religijnej hipokryzji. Z jednej bowiem strony obściskiwała się  przed kamerą nie ze swym mężem, świeciła głębokim dekoltem oraz przyjmowała obsceniczne pozy do aparatów foto, a także grała rolę liberalnie nastawionej matki. Z drugiej zaś strony, po tym wszystkim, jak gdyby nigdy nic wygłaszała religijne deklamacje o Bogu, modlitwie, różańcu czy Janie Pawle II.

    Ani więc pod względem artystycznym, ani moralnym, pani Kożuchowska nie reprezentuje wybitnych uzdolnień czy osiągnięć. Nie stanowi ona osoby, którą należałoby podziwiać, naśladować czy też stawiać za wzór innym. Nie jest ona więc kimś komu odznaczenia państwowe by się należały. Smutne jest więc to, że prezydent Andrzej Duda przyznał tej pani państwowy order, przez co w pewien sposób obniżył rangę tego odznaczenia, a także przynajmniej pośrednio uwiarygodnił bardzo wątpliwą etycznie postawę przez nią reprezentowaną.