Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: nagość

  1. Jak rozumieć słowa „Dla czystych wszystko jest czyste”?

    Leave a Comment

    Nieraz bywa, iż w rozmaitych dyskusjach tyczących się cnoty skromności i wstydliwości przywoływane są słowa św. Pawła Apostoła:

    Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15).

    Tym, którzy cytują ów fragment Pisma świętego chodzi w owych dysputach o przeniesienie ciężaru moralnej odpowiedzialności z tych, którzy dopuszczają się bezwstydu i nieskromności na tych, którzy ową nieskromność i bezwstyd krytykują. A więc, jeśli mówisz, że np. chodzenie przez kobiety w minispódniczkach jest złe, to ty masz problem, twoje spojrzenie jest nieczyste i mamy na to nawet potwierdzenie w powyżej zacytowanych fragmentach Biblii. Innymi słowy, gdyby ktoś był naprawdę czysty, to nie przeszkadzałaby mu żadna nagość, bezwstyd i nieskromność. Czy jednak rzeczywiście w słowach św. Pawła Apostoła o tym, iż „Dla czystych wszystko jest czyste” chodzi o tego typu kwestie, czy może jednak idzie w nich o zupełnie innego rodzaju sprawy?

     

    Zacznijmy od tego, iż z pewnością św. Pawłowi Apostołowi nie chodziło o to, jakoby dobre intencje danej osoby czyniły dobrymi wszelkie jej działania. Nie ma bowiem tak, iż dla ludzi z czystym sercem „czyste” są np. kłamstwo, oszustwa, czary, homoseksualizm, cudzołóstwo, pijaństwo, mordowanie niewinnych. Wszystkie te czyny są złe i w tym kontekście można by powiedzieć „nieczyste” zawsze i wszędzie, niezależnie od dobrych intencji, które mogą towarzyszyć osobom je czyniącym. Dobry cel nie uświęca złych środków. Jeśli więc, dajmy na to ktoś w szlachetnym celu uratowania innych od śmierci czyniłby cudzołóstwo, to pomimo jego dobrych intencji, czyn ten nadal byłby zły, moralnie zakazany i „nieczysty”. Sam św. Paweł Apostoł przestrzegał przed podobnym myśleniem:

    „I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? – jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara” (Rz 3, 8).

    Magisterium Kościoła też bynajmniej nie interpretuje słów św. Pawła Apostoła tak, jakby nie miały istnieć czyny, które są zawsze i wszędzie złe oraz zakazane, choćby i za nimi stały dobre intencje. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza między innymi:

    „Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…). Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy oszczerstwo). Cel nie uświęca środków (…). Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe” – (Tamże, n. 1753-1754, 1756).

     

    Może więc słowa św. Pawła Apostoła rzeczywiście odnoszą się do spraw typu prezentowanie nagości i jej odbiór u innych, kanony skromności i wstydliwości w ubiorze, etc? Otóż, nie ma żadnych przesłanek w wypowiedziach owego Apostoła, by w ten sposób interpretować owe jego słowa. List do Tytusa, gdzie umieszczony został fragment: „Dla czystych wszystko jest czyste” nie jest w żaden sposób poświęcony tym zagadnieniom. Sam zaś św. Paweł w innym ze swych listów apelował do niewiast, by ubierały się w sposób zgodny ze skromnością i wstydliwością (Tm 2, 9-10).

    Istnieje za to w miarę prosta interpretacja i zgodna z szerszym kontekstem Nowego Testamentu interpetacja rzeczonych słów św. Pawła Apostoła. Otóż, najprawdopodobniej w zdaniu: Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane (Tt 1, 15) chodzi o to, że uczniowie Pana Jezusa nie muszą trzymać się niegdyś ustanowionych w Prawie Mojżeszowym rozróżnień na potrawy czyste oraz potrawy nieczyste. Na słuszność takiej wykładni wskazują dwa czynniki. Pierwszym z nich jest to, iż „List do Tytusa” został adresowany do społeczności chrześcijańskiej na Krecie, gdzie aktywni byli chrześcijanie „judaizujący”, którzy twierdzili, że konieczne do zbawienia jest przestrzeganie ogółu przepisów Prawa Mojżeszowego, w tym tych z nich, które tyczyły się rozróżniania pomiędzy pokarmami. Zauważmy bowiem, że zaledwie parę wersetów wcześniej, czyli w 10 wersie 1 rozdziału listu do Tytusa św. Paweł pisze, iż „zwłaszcza wśród obrzezanych” jest „wielu  krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli„. W bezpośrednio poprzedzającym zaś zdanie „Dla czystych wszystko czyste …” wersecie 14 Apostoł przestrzega, by nie zważać „na żydowskie baśnie czy nakazy ludzi odwracających się od prawdy„.

    Drugą okolicznością, która bardzo uprawdopodobnia interpretację, że słowa „Dla czystych wszystko jest czyste” odnoszą się do ustania podziału na pokarmy czyste i nieczyste jest fakt, iż bardzo podobne sformułowania znajdują się w tych fragmentach Nowego Testamentu, które poruszają właśnie kwestię pokarmów. W liście do Rzymian czytamy np.:

    Wiem i przekonany jestem w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo przez się było nieczyste, a jest nieczyste tylko dla tego, kto je uważa za nieczyste. Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swego brata, nie postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie] pokarmów nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus. (…) Nie burz dzieła Bożego ze względu na pokarmy! Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. (Rz 14, 14 – 15; 20).

    Z kolei, gdy św. Piotr Apostoł otrzymał wizję, w której Anioł nakazał mu spożywanie wszelkich zwierząt, również tych, które Prawo Mojżeszowe uznawało za nieczyste, czytamy co następuje:

    «ZabijajPiotrze i jedz!» – odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». (Dz 10, 13 – 15).

    Wreszcie, sam Pan nasz Jezus Chrystus powiedział:

    Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7, 18 – 23).

     

    Nie ma więc tak naprawdę, żadnych silniejszych podstaw, by twierdzić, iż słowa św. Pawła Apostoła o tym, że: „Dla czystych wszystko jest czyste (…)” odnoszą się do kwestii skromności i wstydliwości. Trudno też utrzymywać, iż Apostoł chciał przez nie zaprzeczyć doktrynie o istnieniu wewnętrznie złych i zawsze zakazanych działań. Przyjęcie takiej interpetacji owych słów czyniłoby nas zresztą podobnymi do obyczajowych libertynów z sekty „Rodzina Miłości”, którzy powołując się właśnie dokładnie na nie, usprawiedliwiali np. zdradę małżeńską w przypadku, gdy ów postępek miałby być motywowany miłością i ważną potrzebą życiową (dajmy na to chorobą jednego ze współmałżonków). Są jednak powody, by sądzić, iż wiadome słowa św. Pawła Apostoła odnosiły się do kwestii pokarmów.

  2. Co należy sądzić o nagości w Kaplicy Sykstyńskiej?

    Leave a Comment

    Podczas różnych dyskusji na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności publicznego pokazywania seksu, nagości i erotyki niemal zawsze pojawia się argument w obronie takowych, który streścić można za pomocą słów: „Popatrzcie na Kaplicę Sykstyńską, ile tam jest nagości, a przecież jest to jedno z najważniejszych miejsc katolickiego kultu„. Powyższe zdanie czasami brzmi dla katolików niczym szach-mat, czy można wszak podważać obecność erotyki choćby i w popkulturze, jeśli w samym sercu katolickiego świata aż roi się od golizny? Rzadko zaś da się słyszeć ze strony katolików głosy poddające w wątpliwość zasadność takowych malowideł w owym miejscu -a jeśli takowe się pojawiają, to są one ciche i nieeksponowane przez ich autorów.  Coś takiego mówił np. jeden z głównych inspiratorów katolickiego tradycjonalizmu, to znaczy arcybiskup Marcel Lefebvre, jednak choć przez wiele lat byłem stałym czytelnikiem publikacji wydawanych przez założone przez niego Bractwo św. Piusa X, nie przypominam sobie, by poza książką „Oni Jego zdetronizowali” (w której bezpośrednio została przytoczona ta jego wypowiedź) zdarzyło mi się przeczytać powtórzenie tej z jego opinii w innym z wydawnictw Bractwa. Podobnie, kilka razy wyraźnie krytyczną opinię na temat zawartości Sykstyny słyszałem w kręgach założonego przez prof. Plinio Correa de Oliveira stowarzyszenia TFP, ale zawsze raczej były to zdania wypowiadane w wewnętrznym kręgu znajomych, nie zaś coś o czym pisałoby się publicznie. Widać więc, iż wielu katolików traktuje obecność nagości w Kaplicy Sykstyńskiej jako wręcz oczywisty wyraz tego, jakie jest katolickie podejście do kwestii erotyki w sztuce, ci zaś z nielicznych wiernych, którym to się nie podoba, nie przejawiają zbyt wielkiej chęci, by swe stanowisko w tej sprawie eksponować i upubliczniać. Summa summarum powstaje więc wrażenie, iż wylewająca się z Sykstyny nagość to niekwestionowany wyraz katolickiego ducha, co jednak konsekwentnie czyni trudniejszym zwalczanie takowej w innych publicznych sytuacjach – np. kiedy słynna polska tenisistka Agnieszka Radwańska dała rozbieraną sesję fotograficzną jednemu ze sportowych czasopism, od razu pojawił się argument: „Czego od niej chcecie i tak pokazała mniej, niż uczynił to Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej„.

    Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej sprawie stosunku Kościoła do nagości, która istotnie obfituje w Kaplicy Sykstyńskiej, to możemy mieć duże wątpliwości co do tezy, jakoby stanowiła ona wyraz „katolickiego ducha” czy też, co więcej, jakoby aprobując ją, Kościół uznał tym samym za zasadne publiczne eksponowanie golizny. Zacznijmy bowiem od tego, że tak naprawdę, Kościół katolicki w swych oficjalnych aktach nie tylko, że nie uznał zasadności nagości tam zawartej, a wręcz przeciwnie zdecydowanie ją zakwestionował. Otóż, ojcowie Soboru Trydenckiego wydali następującej treści postanowienie na ów temat:

    „Postaciom na malowidle w kaplicy sykstyńskiej należy dodać szaty, podobnie w innych kościołach, jeśli przedstawiają coś obscenicznego lub wyraźnie fałszywego zgodnie z dekretem z 2 sesji 9 (25) za Piusa” (patrz: Dokumenty po sesji 25/B, pkt 11).

    Powyższe zaś polecenie ojców Trydentu było nawiązaniem do innego z dokumentów tego Soboru, a mianowicie dekretu „O wzywaniu, czci i relikwiach świętych oraz świętych obrazach”, gdzie w punkcie numer 9 stwierdza się, iż umieszczane w kościołach wizerunki nie powinny przedstawiać żadnej błędnej nauki ani też cechować się „bezwstydnym powabem”. Skoro więc, w nakazie „dodania szat” do postaci na malowidle w Kaplicy Sykstyńskiej powołano się właśnie na to stwierdzenie, to najwidoczniej ojcowie Trydentu uznali, iż malowidła te naruszają owe zasady (czyli pokazują błędną naukę i/albo są zdobione „bezwstydnym powabem”).

    I dzięki Bogu, zarządzenie to, nie pozostało martwym prawem, ale władze kościelne zrealizowały je pod koniec XVI wieku i aż do lat 80-tych XX wieku, najbardziej intymne miejsca na wizerunkach w Kaplicy Sykstyńskiej pozostawały zamalowane.

    Nietrudno zresztą znaleźć uzasadnienie dla takowego sposobu potraktowania malowideł w Sykstynie przez Sobór Trydencki. Gdy się bowiem owym przyjrzymy, to istotnie dostrzeżemy tam wiele nagości, nieraz całkowicie nieuzasadnionej kontekstem pokazywanych za jej pomocą scen, a nawet ukazanej w taki sposób, iż można mieć podejrzenia co do tego, czy ich autor rzeczywiście nie był homoseksualistą, jak tu mu się niekiedy przypisuje (nagie kobiety w Sykstynie umięśnione niczym mężczyźni, przedstawiciele płci męskiej odmalowani w swej nagości za to z dużą dbałością, etc.). Niektóre zaś ze scen tam namalowanych po prostu rażą swą nonszalancją wobec Bożego Majestatu (Bóg Ojciec w szacie podkreślającej pośladki).

    Tak więc, to bynajmniej nie Kościół popierał nagość w Kaplicy Sykstyńskiej, ale takową temperował przez 400 lat jej istnienia, aż do lat 80-tych XX wieku, kiedy to Jan Paweł II postanowił, iż po kolejnych pracach konserwatorskich dokonanych w tym miejscu nie będzie już domalowanych szat do znajdujących się tam nagich postaci.  Czy jednak można powiedzieć, iż ta decyzja Jana Pawła II oznaczała zmianę postawy Kościoła wobec nagości eksponowanej w Kaplicy Sykstyńskiej? Należy raczej w to powątpiewać. Ów akt Jana Pawła II nie miał bowiem charakteru doktrynalnego, ale był jednym z wielu działań administracyjnych, których za pontyfikatu każdego papieża podejmuje się w tysiącach. Nie można mówić o tego typu decyzjach, że są „nauczaniem Kościoła”, tak jak nie można mówić, iż „nauczaniem Magisterium” było powołanie tego czy innego księdza na biskupa danej diecezji albo też przenoszenie duchownych winnych skandali seksualnych z diecezji do diecezji. Oczywiście, prawdopodobnie, za administracyjną decyzją o zerwaniu z 400-letnią tradycją zamalowania scen nagości w Sykstynie kryło się pewne teologiczne spojrzenie Jana Pawła II na ów problem, ale przynajmniej z prawnego i formalnego punktu widzenia nie miała ona żadnej rangi doktrynalnej, a więc czegoś co zobowiązywałoby katolików w sumieniu do uznawania za stosowne i dobre tym podobnych rzeczy.

     

     

     

     

  3. Kiedy nagość w sztuce kościelnej jest uprawniona, a kiedy niedozwolona?

    Leave a Comment

    Błogosławiony Antoni Nowowiejski:

    Nade wszystko jednak liturgia wyklucza w utworach plastyki wszelką nagość zmysłową, cielesną. Chociaż nagość sama w sobie nie jest szkaradą i grzechem, ale że jest w skutek grzechu pierworodnego, jak na początku tego rozdziału powiedzieliśmy, przypomnieniem grzechu, oznaką hańby naszej, źródłem pożądliwości i bodźcem do grzechu, a więc i przedmiotem wstydu dla chrześcijan, stąd on ją osłania szatami i tak chce – ją widzieć w sztuce, aby mu nie była podnietą do pożądliwości zmysłowej, ale okryta przypominała ujarzmienie ciała i poczucia wstydu nauczyła. Zresztą w sztuce liturgicznej, gdzie się nadprzyrodzoność ma wyrazić, chodzi o ducha człowieka, a ten się odbija w najpiękniejszej jego części, obliczu, gdy przez resztą ciała człowiek do nierozumnej istoty należy. Wprawdzie nagości ani sobór trydencki ani postanowienia papieży nie wykluczyły bezwzględnie z obrazów, ale to dlatego tylko, że niekiedy, choć bardzo rzadko, nie jest ona moralną brzydotą, ale owszem sprawia wrażenie prawdziwego, duchowego piękna, dzieje się to w niewielu przypadkach i to z najmożliwszym ograniczeniem przy zachowaniu tych trzech warunków:

    1. Aby nic w danym utworze umyślnie nie dążyło do obrażenia wstydliwości i wywoływania uczuć zmysłowych.

    2. Aby wysoka świętość przedmiotu wszelką cielesność na dalszy plan usuwała.

    3. Aby nagości wymagała treść obrazu, jak np. w diable i potępionych, lub prawda historyczna, jak w obrazach Adama i Ewy przed upadkiem dla wyrażenia niewinności, chrztu Pana Jezusa, biczowania, ukrzyżowania; przy czym stopień nagości musi być zastosowany do stopnia potrzeby użycia tego środka.

    Historia uczy, jak wraz z poniżeniem wiary i moralności – nagość bezkarnie na obrazach zajmowała miejsce; ale przy podnoszeniu się wiary i życia religijnego, poczucie wstydu brało górę, nagością się brzydzono” [1].

     

    „Przegląd katolicki”:

    Błędem, który skromność chrześcijańska musi artystom nawet najsławniejszym wyrzucać jest bezwstyd. Niektórzy malarze jakby umyślnie wyszukiwali w historii biblijnej ustępów takich, których przedstawienie musi budzić zmysłowość, np. córki Lota w postawach całkowicie nieskromnych, żona Putyfara do grzechu nagląca Józefa, Batszeba zapalająca ogień namiętny w sercu Dawida, Zuzanna w kąpieli. Artyści te sceny malujący nadużyli sztuki, zrobili z niej prostytucję, które nawet u pogan prawo karało. Egipcjanie do kryminalnej odpowiedzialności pociągali malarzy, przedstawiających bezwstydne przedmioty; Arystoteles zaś obywatelom i urzędnikom miejskim zalecał, aby usuwali malowidła i posągi nieprzyzwoite. Ojcowie Kościoła tym bardziej na to uwagę zwracali. Św. Grzegorz Nisseński niewstydne malowidła nieuczciwymi widowiskami nazywa, a Tacjan podnietą zmysłów; koncylia zaś Trullańskie i Trydenckie wyraźnie zabroniły tekstu biblijnego przedstawiać w bezwstydnych obrazach. Bulla „Sacrosanti” Urbana VIII tak w kościołach jak i przedsionkach kościołów zabrania umieszczać obrazów, w których coś nieprzyzwoitego i nieskromnego było. Powinni malarze nie tylko samych bezwstydnych scen nie przedstawiać, ale strzec się nagości nieprzystojnych, których łatwo mogą uniknąć. Grecy i w ogóle wszyscy chrześcijanie wschodni, u których obrazy Świętych są w tak wielkim poszanowaniu, nigdy ich inaczej nie przedstawiają, jak przyzwoicie odzianych; nagość w obrzydzeniu mają. Dobrze by by było, gdyby ich malarze zachodni naśladować zaczęli; ale, niestety, jakże to jest wiele obrazów, od których uczciwość chrześcijańska oczy każe odwracać! Jakże często widać aniołów w postaci chłopczyków nagich, a nawet najdoskonalszy wzór czystości i skromności dziewiczej, Najświętszą Marię Pannę, ośmielili się artyści przedstawiać w postaci niewiasty z utrefionymi włosami i odsłoniętymi ramionami, tak, że raczej jakąś boginię pogańską widzisz przed sobą, a nie królową dziewic. A Pan Jezus w dwóch czy trzech latach wieku ileż to razy w całkowitym obnażeniu jest przedstawiany. I pytamy, jaki pożytek tych nagości? Co na nich zyskuje pobożność? Jakie zbudowanie lud chrześcijański odnieść może? Czyż przeciwnie nie jest każdemu wiadomo, że takie przedstawienia, zwłaszcza na umysły dzieci i młodzieży robią silne zgubne wrażenie. Nie chcemy opisywać, w jaki sposób niektórzy malarze starali się uwydatnić katusze zadawane męczennikom, zapominając, że takie obrazy nie tyle uwielbienie dla bohaterstwa Świętych, ile oburzenie w jednych, a zmysłowość wrażeń w drugich obudzają. Wysilali się na piękność kształtów ciała i rysów oblicza, co przy nieskromnej nagości zwabiało tylko tych do patrzenia, w których zmysłowość stępiła święte uczucie chrześcijańskiej wstydliwości. Wprawdzie poganie do męczarni chrześcijanom zadawanym  w szatańskim okrucieństwie dodawali jeszcze i pogwałcenie ich wstydliwości, zdzierających z nich odzież i obnażonych na męki biorąc. Toż samo czynili i arianie, jak powiadają św. Atanazy, św. Hilary i historyk Euzebiusz. Gwałt ten, który święci musieli znieść, dodawał tym większej zasługi ich wierze i cierpieniu, ale czy to będzie zasługą malarza lub patrzących na obraz, jeżeli rzeczywistość w całej pełni przedstawioną zostanie? W takich razach malarz musi odstąpić prawdy historycznej dla nierównie większych względów, a pozostawiony konieczności, wybierze inną sytuację, inną chwilę, słowem uniknie zgorszenia. Jeśli niektórzy malarze, pragnąc wielkość cierpienia męczenników przedstawiać dla dogodzenia  swej próżności artystycznej, pominęli prawidła chrześcijańskiej uczciwości i skromności, a tym samym celu nie osiągnęli i sztukę równie jak jej świętość znieważyli, to lepiej im taż próżność posłużyła w obrazach pustelników płci obojej. Często widzieć można tych świętych samotników wyobrażonych z rękami, piersiami i nogami nagimi. Malarz dał im silne muszkuły, ciało białe i pulchne, jakby ci ludzie nie żyli pod gorącymi promieniami słońca, nie sypiali na ziemi i pod gołym niebem, i nie byli mieszkańcami egipskiej pustyni, a skutkiem tego nie mieli skóry twardej, ogorzałej i przykre na patrzącym wrażenie czyniącej. Po co ta próżność! Żaden z tych Świętych nago nie chodził, ubierali się w wory, robili sobie odzież z liści palmowych, jak św. Paweł, pierwszy pustelnik. A jeżeli ta uwaga nasza jest słuszną, gdy  o świętych pustelnikach mówimy, to o ileż słuszniejsza będzie, gdy ją odniesiemy do takich świętych pokutnic, jak św. Pelagia, św. Maria Egipcjanka, św. Maria Magdalena, tak często, albo wcale nie odzianych, albo ladajako, i to z umysłu” [2].

     

    Bł. Antoni Nowowiejski:

    Wszakże możliwi są aniołowie w postaci dziecięcej. Święta Franciszka widziała stale obok siebie anioła stróża w postaci dziewięcioletniego dziecka, jaśniejącego jak słońce; św. Augustynowi rozmyślającemu o Trójcy św. nad brzegiem morza objawił się anioł także w postaci dziecka. Lecz tego rodzaju przedstawienia są rzadkie; wymagają ich szczególne okoliczności, jak np. zgodność treści obrazu z przedstawioną legendą. W zwykłych jednakże warunkach postać dziecięcia nie wyobraża dokładnie pojęcia anioła: przecież dziecię jest dopiero w drodze rozwijania się cielesnego i umysłowego, gdy anioł jest duchem dokładnym, wyższymi władzami duszy, w całej ich postaci obdarzonym. Przy tym, czyż może być aniołem, do którego się modlimy, dzieciak nagi, tłusty, choćby najśliczniejszy, figlarne, nie odpowiednie wysokiej doskonałości i godności, ruchy wykonywujący, aniołek, którego Pismo św. nie zna, ale ludzie sobie wymyślili, kiedy anioł jest poważnym duchem, ideałem niewinności i wstydu, posłem Pana Boga, wykonawcą Jego woli, przewodnikiem i opiekunem naszym? Odrodzenie tego rodzaju aniołków do sztuki wprowadziło, reminiscencje o pogańskich geniuszach w rozmaitych formach przedstawiając. Stało się to jednak nie od razu. Najprzód anioła, ducha bezpłciowego, uosobienie czystości, obrano z szat, płeć mu nadano i szmatę około bioder zarzucono. A od nagości do postaci dziecięcej jeden krok. Niechrześcijańskie to przedstawienie aniołów, a tym bardziej nieliturgiczne” [3].

     

    Przypisy:

    Cytat za: Ks. Antoni Nowowiejski, “Wykład liturgii Kościoła katolickiego”, Tom I, Warszawa 1893, s. 532 – 533.

    Przegląd katolicki, „Błędy religijnego malarstwa„, r. 1870, s. 49.

    Ks. Antoni Nowowiejski, “Wykład liturgii Kościoła katolickiego”, Tom I, Warszawa 1893,  s. 860.

  4. Bł. Antoni Nowowiejski: Co sądzić o obrazach aniołów przedstawianych jako tłuste i nagie dzieci?

    Leave a Comment

    „Wszakże możliwi są aniołowie w postaci dziecięcej. Święta Franciszka widziała stale obok siebie anioła stróża w postaci dziewięcioletniego dziecka, jaśniejącego jak słońce; św. Augustynowi rozmyślającemu o Trójcy św. nad brzegiem morza objawił się anioł także w postaci dziecka. Lecz tego rodzaju przedstawienia są rzadkie; wymagają ich szczególne okoliczności, jak np. zgodność treści obrazu z przedstawioną legendą. W zwykłych jednakże warunkach postać dziecięcia nie wyobraża dokładnie pojęcia anioła: przecież dziecię jest dopiero w drodze rozwijania się cielesnego i umysłowego, gdy anioł jest duchem dokładnym, wyższymi władzami duszy, w całej ich postaci obdarzonym. Przy tym, czyż może być aniołem, do którego się modlimy, dzieciak nagi, tłusty, choćby najśliczniejszy, figlarne, nie odpowiednie wysokiej doskonałości i godności, ruchy wykonywujący, aniołek, którego Pismo św. nie zna, ale ludzie sobie wymyślili, kiedy anioł jest poważnym duchem, ideałem niewinności i wstydu, posłem Pana Boga, wykonawcą Jego woli, przewodnikiem i opiekunem naszym? Odrodzenie tego rodzaju aniołków do sztuki wprowadziło, reminiscencje o pogańskich geniuszach w rozmaitych formach przedstawiając. Stało się to jednak nie od razu. Najprzód anioła, ducha bezpłciowego, uosobienie czystości, obrano z szat, płeć mu nadano i szmatę około bioder zarzucono. A od nagości do postaci dziecięcej jeden krok. Niechrześcijańskie to przedstawienie aniołów, a tym bardziej nieliturgiczne”

    Ks. Antoni Nowowiejski, “Wykład liturgii Kościoła katolickiego”, Tom I, Warszawa 1893,  s. 860.

  5. Czy istnieją uniwersalne i obiektywne kanony skromności?

    Leave a Comment

    Wybitny (choć nie pozbawiony pewnych modernistycznych inklinacji) chrześcijański apologeta C. S. Lewis pisał swego czasu: „(…) choć zasada czystości jest jednakowa dla wszystkich chrześcijan wszystkich epok, zasada właściwego postępowania jest zmienna. Dziewczyna na wyspach Pacyfiku, która prawie nic nie ma sobie i wiktoriańska dama w całości okryta ubraniami mogą być tak samo <skromne> czy też przyzwoite według standardów własnego społeczeństwa – a przy tym niezależnie od ubioru obie mogą być jednakowo czyste (lub jednakowo nieczyste)”. Wydaje się, iż jego sposób rozumienia kanonów skromności, przeniknął myślenie ogromnej większości chrześcijan. Ilekroć bowiem przytacza się tradycyjnie katolickie zasady skromnego odziewania się, tylekroć słyszy się argumentację w stylu: „Nie można aplikować reguł, które tworzone były w czasach, gdy odsłanianie kostek u nóg stanowiło zgorszenie, do współczesności, w której odsłonięte pępki stają się kulturową normą. To co do nieczystości pobudzało dawniej, dziś nie czyni już żadnego wrażenia. Wszystko w dziedzinie skromności strojów, zależy od określonych czasów, kultury, a nawet warunków pogodowych, panujących na danym terenie geograficznym. Publiczne chodzenie nago w Europie i Ameryce Północnej jest nieskromne, ale już np. w Afryce będzie zgodne ze wstydliwością i skromnością, nie stanowiąc dla jej mieszkańców zagrożenia„. Ten sposób myślenia, sukcesywnie przyzwala na coraz dalej posunięte odsłanianie i eksponowanie swego ciała. „Krótkie spódniczki, głębokie dekolty, odsłonięte brzuchy? – ach, nie bądźmy tacy purytańscy, kiedyś wszak kobieta nie mogła pokazać nawet kostek, a papieże zakazywali odsłaniania dekoltu na szerokość trzech palców, poza tym dobrze jest, gdy niewiasta wygląda kobieco. Bikini na plaży? W czym problem? Przecież nie będziemy cofać się do czasów, w których plaże rozdzielano, według płci. A poza tym, wszyscy tam są podobnie ubrani, co eliminuje (albo przynajmniej) ryzyko zgorszenia i pobudzenia do grzechu”. Ktoś mający choć trochę zdrowego rozsądku i historycznego rozeznania co do ewolucji pewnych kulturowych norm i zachowań, może łatwo przewidzieć dalszy rozwój tak relatywnie rozumianych kanonów skromności. Córki matek, które dziś – w zarysowany powyżej sposób – usprawiedliwiają bikini na plaży, w ten sam sposób będą tłumaczyć praktykowanie przez siebie w owych miejscach stroju „topless” (co zresztą już jest normą na zachodnich plażach i stopniowo zaczyna być akceptowane w Polsce), zaś w miejsce dzisiejszych minispódniczek i bluzek z dekoltami, które są normą w ciepłe dni na naszych ulicach, pojawi się pewnie coś w rodzaju ulicznego bikini. Jaki argument będzie w stanie to powstrzymać, jeśli założy się, iż nie ma żadnych uniwersalnych i obiektywnych zasad skromnego odziewania się? W tym artykule pragnę przedstawić argumenty na rzecz przeciwnej tezy, a mianowicie tego, iż istnieją uniwersalne i obiektywne kanony wstydliwego stroju, gestów i zachowania się, a więc nie wszystko w tej sferze można uzależniać od zmieniających się czasów, kultury czy warunków klimatycznych.

    Publiczna nagość oraz pół-nagość nie są relatywne

    Problem w takiej koncepcji moralnej przystojności publicznej nagości jest jednak taki, że nie ma ona żadnych podstaw w Piśmie świętym i Tradycji Kościoła. Przed grzechem pierworodnym, owszem nasi pierwsi rodzice chodzili nago, nie wstydząc się tego i zachowując przy tym bezgrzeszność, ale radykalnie zmieniło się to po tym, jak przekroczyli oni Boży zakaz jedzenia zakazanego owocu. Jednak po tym smutnym wydarzeniu, jak czytamy w Biblii, poznali oni, że są nadzy, zawstydzili się tym i próbowali się przysłonić (Rdz 3, 7). Następnie sam Bóg przyodział naszych pierwszych rodzicom w „odzienie ze skór” (Rdz 3, 21 – w języku hebrajskim użyty w tym miejscu termin oznacza zaś długie zakrywające większość ciała tuniki). Dalej zaś, gdy czytamy Biblię, zauważamy, że nagość jak najbardziej jest kojarzona z rzeczami złymi, niebezpiecznymi bądź podejrzanymi, a więc np. z grzechem i pokusą (Sm 11, 3-4; Rdz 9, 20 – 21)), diabelskim opętaniem (Łk 8, 27), hańbą (Iz 20, 4). Pismo święte nakazuje też skromnie, wstydliwie i przyzwoicie się ubierać, a nie „skromnie rozbierać” (Tm 2, 9-10; 1 P 3, 3-4). Wielowiekowa zaś tak nauka, jak i duszpasterska praktyka Kościoła, polecała ubierać się ludziom niezależnie od tego w jakiej kulturze i klimacie żyli. Widać więc, że nakaz zakrywania swej nagości w miejscach publicznych i skromnego ubierania się, nie jest jakimś kulturowym bagażem, który roztropnie jest w pewnych okolicznościach zachowywać (typu jedzenie nożem i widelcem), ale wynika wprost z objawionej przez Boga i wpisanej w nasze serca naturalnej moralności. Nagość bądź półnagość po prostu ze swej natury niesie ze sobą duży potencjał seksualnych skojarzeń i konotacji – to nie jest wytwór tej czy innej kultury.

    Części ciała „skromne i mniej skromne”

    Tradycyjni moraliści katoliccy zwykli rozróżniać pomiędzy tzw. skromnymi częściami ciała, do których zaliczali twarz oraz ręce oraz „mniej skromnymi” partiami ciała, którymi mają być piersi, brzuch, pośladki, łono oraz uda. Odsłanianie lub/i eksponowanie (np. poprzez obcisły krój stroju) owych „mniej skromnych części ciała, miało być (poza pewnymi nadzwyczajnymi i wyjątkowymi sytuacjami, typu wizyta u lekarza) moralnie naganne, niedozwolone i grzeszne. W ustanawianych przez siebie nakazach, przepisach i poleceniach dotyczących skromnego odziewania się, Kościół katolicki przez wieki, kierował się owym tradycyjnym rozróżnieniem. Tak więc, oprócz ogólnych wezwań do zachowania skromnego stroju, władze kościelne, nakazywały m.in.:

    1. Powstrzymywać się przed odwiedzaniem publicznych łaźni, gdyż przebywało się tam nago lub prawie nago, nieraz w mieszanym płciowo towarzystwie (by się o tym przekonać wystarczy bardziej uważnie przeczytać uchwały wczesnochrześcijańskiego synodu w Laodycei);

    2. Nauczać pogańskie ludy, iż mają porzucić zwyczaj chodzenia nago (czynił tak św. Pius V w dekrecie skierowanym do ówczesnych biskupów Brazylii;

    3. Zakrywać uda, kolana, brzuchy, pośladki, klatkę piersiową, ramiona, plecy (polecali tak m.in.: bł. Innocenty XI, biskupi Niemiec, Pius XI za pośrednictwem swego Wikariusza Generalnego)

    4. Wystrzegać się mieszanych plaż i kąpielisk (vide: napomnienia kardynałów, biskupów, a nawet całych episkopatów Austrii, Niemiec czy Hiszpanii).

     

    Chociaż, w ciągu wieków, różnie bywało z konsekwentnym trzymaniem się przez katolickie i chrześcijańskie społeczeństwa wyżej nakreślonych zasad skromności w sposobie ubierania się, to z pewnością – generalnie rzecz biorąc – jeszcze do początku XX wieku, mody, jakie panowały w tym zakresie, uwzględniały dużą część spośród owych kanonów. Tak więc, nawet jeśli w pewnych wiekach, niewiasty pozwalały sobie na głębokie dekolty, to jednak zawsze nosiły przy tym długie suknie. Dopiero od jakichś ostatnich 80 – 90 lat, w obrębie naszej cywilizacji popularyzowane są niewieście stroje, które stopniowo, acz wytrwale niszczą poczucie wstydliwości w dosłownie wszystkich aspektach, odsłaniając lub eksponując (np. poprzez obcisły krój) wszystkie z części ciała, które tradycyjnie uważano za „mniej skromne”.

    Zazwyczaj, pierwszą reakcją na wskazane wyżej rozróżnienia pomiędzy „skromnymi” i „mniej skromnymi” partiami ciała są kpiny, śmiechy oraz próba ich relatywizowania (w stylu o którym już pisałem, a więc „Ach, kiedyś to nawet widok odsłoniętej łydki gorszył. Dziś są inne czasy”). Tymczasem jednak zdrowy rozsądek, naturalne wyczucie i znajomość ludzkiej natury podpowiadają nam, iż ów tradycyjny podział jest zasadniczo słuszny. Któż bowiem postawi znak równości pomiędzy patrzeniem komuś w oczy, a zerkaniem w dekolt, uściśnięciem dłoni, a złapaniem za udo czy pośladki, pocałunkiem w policzek, a cmoknięciem w brzuch??? Nikt poważny nie będzie twierdził czegoś podobnego, gdyż wszyscy wiemy, albo przynajmniej wyczuwamy, iż pewne części ciała znacznie bardziej rozbudzają zmysłowość seksualną, aniżeli inne. Oczywiście, pewne szczegółowe, drobne elementy skromnego ubioru, mogą się, w zależności od różnych okoliczności zmieniać. Nie rzecz w tym, by utrzymywać, że np. rozporządzenie Piusa XI, w którym piętnowano dekolty większe niż „na szerokość dwóch palców mierząc od szyi” albo rękawy odsłaniające łokcie, obowiązują i dziś dokładnie w każdym punkcie, gdyż w sposób absolutny i niezmienny określają co jest nieskromnym, a co przyzwoitym ubiorem. Z pewnością śmiesznym byłoby uznanie za nieskromne publiczne pokazywanie się kobiet w sukni z rękawami sięgającymi połowy ramienia, dekoltem na szerokość trzech palców oraz lekko odsłaniającej kolana (a właśnie taką moralną ocenę implikowałoby ścisłe trzymanie się zasad wyznaczonych w tej mierze przez Piusa XI). Czy to jednak oznacza, że na podobnej zasadzie należy zrelatywizować moralną dezaprobatą dla dopasowanych do figury strojów, kostiumów bikini a nawet topless, krótkich spodenek, obcisłych sukienek, bluzek i spodni, głębokich dekoltów, rozcinanych spódnic, mini spódniczek, t-shirtów odsłaniających pępki i tym podobnych rodzajów odzienia??? Oczywiście, że nie. Nieskromność publicznego noszenia takich strojów zasadza się bowiem nie na pewnych zmiennych, bo uwarunkowanych kulturowo i historycznie szczegółowych przesłankach, ale wynika z samej natury naszego ciała i naszej seksualności. Po prostu Pan Bóg już tak stworzył nasze ciała, iż pewne ich rejony są znacznie bardziej „seksualne” od innych. I dlatego te „mniej skromne” części ciała, powinny być raczej zasłaniane przed widokiem innych, aniżeli odsłaniane i uwypuklane przez krój stroju.

    Każdy mężczyzna może też poświadczyć bliski związek zachodzący pomiędzy oglądaniem widoków nagości i pół-nagości, a grzechami nieczystości. Część mężczyzn ucieka od tego rodzaju widoków, a część chętnie z nimi obcuje, ale trudno byłoby znaleźć takich, którzy zaprzeczyliby, iż ich oglądanie inspiruje do pożądliwych spojrzeń, myśli i pragnień. Najzwyczajniej w świecie patrzenie na atrakcyjnie wyglądające niewiasty odziane w stroje typu minispódniczka czy bikini jest dla prawie wszystkich mężczyzn bardzo niebezpieczne. Tak było, jest i będzie. Nie jest to bowiem kwestia zmieniającej się kultury czy warunków klimatycznych, ale samej natury naszej seksualności. I nie chodzi tu bynajmniej o rzekome każdorazowe podniecenie seksualne, jakie miałoby się wiązać z patrzeniem na takie widoki. Można być wszak kuszonym do grzechów nieczystości bez odczuwania przy tym określonego rodzaju stanów fizjologicznych. 25-letni mężczyzna zatrzymujący swój wzrok dłużej na okładce CKM i Playboya najprawdopodobniej nie będzie wskutek tego odczuwał seksualnego podniecenia. Czy to jednak oznacza, że nie będzie w ten sposób kuszony do pożądliwych spojrzeń i myśli? Bynajmniej. Im dłużej będzie patrzył na okładki tych pism, tym łatwiej będzie mu zajrzeć do ich środka, by później  już podniecać się seksualnie obrazami tam umieszczonymi.

    Owszem, jak ktoś się uprze, może powoływać się na przypadki rozmaitych fetyszystów, których pociągają bardziej stopy aniżeli piersi, ale ten sposób rozumowania przypomina „argumentację” tych, którzy twierdzą, iż nie da się zdefiniować pornografii, powołując się na wypadek człowieka odczuwającego podniecenie seksualne za każdorazowym słuchaniem hymnu USA … Da się jednak zdefiniować uniwersalne i obiektywne kanony tego, co zaliczamy do pornografii, tak jak można to uczynić w stosunku do nieskromnego stroju. Wystarczy tylko trochę zdrowego rozsądku, naturalnego wyczucia, a mniej skupiania się na ekscentrycznych wyjątkach i dewiacjach.

    Skromna nagość cnotliwych Dzikusów?

    Zwolennicy relatywistycznego podejścia do kanonów skromności twierdzą jednak, iż społecznościach, w których, ze względu na panującą tam pogodę, zwyczajowo chodzi się półnago lub nago, potrafią strzec zasad czystości seksualnej. Mielibyśmy więc tu do czynienia ze „skromną nagością” ludów pierwotnych. Czy aby na pewno jest to jednak prawda? Można mieć ku temu duże wątpliwości. Nieco bardziej uważne spojrzenie na obyczajowość seksualną ludów i narodów, które od wieków praktykują publiczny negliż lub półnagość, przekonuje raczej do przeciwnej tezy. Niemal wszędzie, gdzie rozpowszechniony był lub jest ów zwyczaj, tam widać bardziej swobodne życie seksualne, a więc np. większą społeczną akceptację dla poligamii, nierządu czy cudzołóstwa. Dobitnym tego przykładem jest Afryka, gdzie w skutek opłakanego stanu moralności seksualnej, całe narody wymierają na AIDS. Nie jest to jednak dziwne, gdy zważymy, iż przeciętny afrykański mężczyzna w swym życiu potrafi utrzymywać kontakty z dziesiątkami, a nawet setkami kobiet. Do tego można jeszcze wspomnieć choćby o takich tradycyjnych – przynajmniej dla pewnych rejonów Afryki praktykach jak: „wypożyczanie” gościom żon; molestowanie i gwałcenie dziewic, nieraz motywowane wiarą w to, iż kontakt seksualny z takową dziewczyną leczy AIDS. Dodajmy, że w rejonach Afryki, w których dominuje religia muzułmańska, w związku z czym niewiasty chodzą tam skromnie odziane, poziom występowania HIV i AIDS jest znacznie mniejszy niż tam, gdzie stroje są nieskromne i bezwstydne.

    Co więcej, wyższy poziom rozwiązłości seksualnej, można zaobserwować nawet w tych krajach, które od wieków są katolickie, ale w związku z ich geograficznym usytuowaniem przez większość czasu panuje tam ciepła pogoda, co z kolei prowokuje do śmielszego odsłaniania i eksponowania swego ciała. W Ameryce Łacińskiej zdecydowana większość dzieci pochodziła z nieprawego łoża (w XIX-wiecznym Ekwadorze takich dzieci było nawet 75 procent), istniało (i wciąż istnieje) szeroko rozwinięte przyzwolenie na cudzołóstwo w wykonaniu mężczyzn . W zastraszających rozmiarach szerzyła się tam prostytucja (np. w latach 50-tych XX wieku, w liczącym wówczas 520 tysięcy kolumbijskim mieście Cali istniało 2600 domów publicznych z 13 000 zatrudnionych tam prostytutek, co daje ok. 5 procent całej żeńskiej populacji tego miasta). Ideał latynoskiego mężczyzny od dawna stanowi tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, itp. Powyższe, w dużej mierze, dotyczy też Włoch, czego jednym z przejawów była bardzo przyzwalająca postawa mieszkańców tego kraju wobec domniemanych wybryków seksualnych premiera Silvio Berlusconiego.

    Żadnych złudzeń

    Skromność strojów nie jest zatem w całości uwarunkowana przez zmieniające się okoliczności kulturowe czy warunki klimatyczne. Istnieją pewne naturalne i zdroworozsądkowe kryteria, wedle których można określić obiektywne i uniwersalne kanony w tej dziedzinie. Tradycyjni moraliści katoliccy w miarę trafnie rozeznali je, dzieląc nasze ciała na jego „skromne” i „mniej skromne” części. Dlatego też prawdziwie skromny strój powinien zasłaniać i nie eksponować takich części ciała jak piersi, brzuch, uda, pośladki, łono czy plecy. I nie chodzi bynajmniej o to, by wszystkie niewiasty ubierały się w burki czy też worki po kartoflach. Skromny strój może być połączony z dyskretnym podkreślaniem niewieściego piękna.