Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: herezje

  1. 60 błędów i poważnych dwuznaczności „posoborowców” oraz „tradsów”

    Możliwość komentowania 60 błędów i poważnych dwuznaczności „posoborowców” oraz „tradsów” została wyłączona

    Nie trzeba wiele rozwodzić się nad faktem, iż społeczność katolicka przeżywa aktualnie wielki kryzys mający charakter również doktrynalny. Wiele błędnych lub poważnie dwuznacznych opinii w tej sferze krąży dziś pośród nawet i bardziej pobożnych katolików. W związku z tym postanowiłem zebrać w tymże poniższym wykazie często słyszane opinie, które choć mogą czasami wyglądać nawet na prawowierne, jednak w rzeczywistości są sprzeczne z tradycyjnym nauczaniem katolickim albo też w najlepszym wypadku są poważnie dwuznaczne. Chodzi w tym tekście o bardziej szczegółową identyfikację tych błędnych stwierdzeń przez co czytelnik może mieć większą łatwość, by w przyszłości rozpoznawać tego rodzaju opinie, jako nie zgadzające się z katolicką prawowiernością. Tenże wykaz częstych błędów lub dwuznaczności tyczy się tak katolików „posoborowych” (których pozwoliłem sobie na potrzeby tego tekstu nazwać „posoborowcami”), jak i tych „tradycjonalistycznych” (zwanych czasami potocznie „tradsami”). Katalog nie jest zamknięty ani też wyłączny (w tym sensie, że czasami dany „trads” może też wyznawać błąd wykazany tu jako typowy dla „posoborowców” i na odwrót).

    Mirosław Salwowski

    ***

    A więc częste błędy lub dwuznaczności „posoborowych” katolików to następującego rodzaju twierdzenia:
    1. Pismo święte jest nieomylne jedynie wtedy, gdy wypowiada się na tematy wiary i moralności.
    2. Pismo święte zasadniczo rzecz biorąc nie powinno być interpretowane dosłownie.
    3. Wiele fragmentów Pisma świętego bardziej wyraża ducha epoki i kultury czasów, w których było ono spisywane, aniżeli jest wyrazem Bożej woli i Bożego myślenia. Przykładami tak uwarunkowanych części Pisma świętego są np. pochwała cielesnego karcenia dzieci, zakaz nauczania przez niewiasty w kościołach czy też nakaz noszenia przez niewiasty w czasie modlitwy zasłony na głowie.
    4. Nie ma jakichkolwiek problemów pomiędzy nauczaniem katolickim, a teorią ewolucji.
    5. Adam i Ewa jako pierwsza para rodziców to tylko symbol, w rzeczywistości ludzkość pochodzi od większej liczby ludzi.
    6. Biblijny opis stworzenia z całą pewnością nie jest historyczną i dosłowną relacją. To w całości legendy i mity, które mają wyrażać głębsze prawdy.
    7. Kara śmierci jest z natury swej moralnie zła, a jeśli w ogóle można ją było uznawać za moralnie dozwoloną w pewnych okolicznościach to tylko na zasadzie „zła koniecznego” lub „mniejszego zła”.
    8. Nawet te z zabiegów, które w sensie fizycznym polegają na na bezpośrednim zadawaniu śmierci nienarodzonemu dziecięciu nie są aborcją jeśli są one czynione w intencji ratowania życia matki. Wówczas to mamy do czynienia nie z bezpośrednim morderstwem niewinnego, ale realizacją zasady podwójnego skutku.
    9. Nawet dokonywane z umiarem cielesne karcenie dzieci jest złe, gdyż taka jest powszechna opinia współczesnych psychologów i pediatrów.
    10. Kłamstwo jest moralnie dozwolone dla odpowiednio ważnych celów, np. ratowania siebie i innych przed śmiercią.
    11. Cnota skromności i wstydliwości w sposobie ubierania sie jest całkowicie uzależniona od takich czynników jak panująca w danym rejonie kultura i pogoda. Nie można mówić o żadnych obiektywnych i uniwersalnych zasadach w tej sferze i należy zdać się tu na indywidualną wrażliwość, wyczucie oraz intuicję.
    12. Można, a nawet należy mieć nadzieję na to, iż wszyscy ludzie będą zbawieni.
    13. Jeśli ktokolwiek będzie wiecznie potępiony to tylko najwięksi zbrodniarze w rodzaju Hitlera, Stalina czy Mao.
    14. Ogień piekielny jest tylko i wyłącznie metaforą cierpienia o charakterze czysto duchowym oraz psychologicznym i z całą pewnością nie oznacza męki odczuwalnej w sposób zmysłowy i cielesny.
    15. Jeśli ktokolwiek trafi do piekła to tylko i wyłącznie na zasadzie wolnego wyboru, a to co w tym punkcie nazywamy wyrokiem Bożej sprawiedliwości będzie jedynie i niczym więcej jak akceptacją ze strony Chrystusa wolnej decyzji człowieka.
    16. Możemy, a nawet powinniśmy mieć pewność, iż dzieci zmarłe bez chrztu trafiają do Nieba.
    17. Jeśli ktoś umiera w skutek zadanej sobie samemu śmierci to z samego tego faktu należy założyć, iż nie był on w pełni świadomy tego co czyni, a wolność podejmowania przez niego decyzji była poważnie ograniczona. Dlatego też nie należy czynić żadnych problemów z udzielaniem takim osobom kościelnych pogrzebów.
    18. Jeśli ktoś przystępuje do spowiedzi to należy założyć, iż czyni to będąc motywowanym prawdziwą skruchą.
    19. Należy udzielać rozgrzeszenia osobie spowiadającej się polegając tylko na jej ustnych zapewnieniach o posiadaniu prawdziwej skruchy.
    20. Pocałunki i dotknięcia dokonywane w ramach relacji pozamałżeńskich, przy których odczuwa się seksualne podniecenie nie są grzechem, jeśli czynione są w celu okazania sobie uczuć miłości i przywiązania. W takich wypadkach podniecenie seksualne przy tym występujące należy traktować jako mimowolny efekt uboczny zasadniczo dobrego działania.
    21. To, że nie należy w niesprawiedliwy i pozbawiony szacunku sposób traktować osoby homoseksualne oznacza, że między innymi, że władze cywilne nie mają moralnego prawa karać i zakazywać prywatnych czynów o charakterze homoseksualnym.
    22. Można i należy dawać parom homoseksualnym status związków honorowanych przez państwo byle tylko nie nazywać takich związków mianem „małżeństwa” oraz/albo nie dawać im przywileju adopcji dzieci.
    23. Małżonkowie mogą dokonywać pomiędzy sobą wszelkich chcianych przez siebie aktów i czynności seksualnych o ile tylko ich kulminacją będzie złożenie nasienie w naturalny sposób.
    24. Mąż nie ma żadnego prymatu władzy i kierownictwa nad żoną. Żona nie ma obowiązku posłuszeństwa i podporządkowania się mężowi.
    25. Największym przykazaniem jest miłość bliźniego i jeśli tylko coś czyni w szczerym przekonaniu o tym, że realizujemy owe przykazanie jest to tym samym moralnie dozwolone. Nie ma żadnych absolutnych i nie znających żadnego wyjątku norm moralnych.
    26. Skoro Kościół jest „szpitalem dla grzeszników” to należy unikać wytwarzania w nim takiej atmosfery w której ktokolwiek czułby się dyskryminowany.
    27. Dziewictwo i małżeństwo są równie doskonałymi sobie stanami życia.
    28. Nawet ateiści będą zbawieni choćby i wytrwali w swym ateizmie do końca swego życia o tyle tylko w swej ziemskiej egzystencji kierowali się oni miłością bliźniego, spełniali wiele dobrych uczynków oraz innych aktów cnoty.
    29. Jest rzeczą pewną, iż w czyśćcu nie ma żadnych odczuwalnych zmysłowo mąk. Pojęcie „ognia czyśćcowego” stanowi tylko metaforę cierpienia o charakterze wyłącznie duchowym i psychologicznym.
    30. Jedynym rodzajem czegoś co zwie się „Bożą karą” jest „samo-karaniem” się ludzi czyniących zło, a więc doświadczenie przecz nich naturalnych efektów popełnionego przez nich zła.

    31. Wszyscy ludzie są Bożymi dziećmi.

    32. Cudzołóstwo nie powinno być zakazywane i karane przez władze cywilne.

    33. Nie należy bać się Boga.

    34. Choroby nie są nigdy i w żadnym przypadku Bożą karą za grzechy.

    35. Do tej pory papieże tylko dwa razy skorzystali ze swego daru nieomylności.

    36. Jeśli chodzi o osoby homoseksualne to jedynie czyny o charakterze homoseksualnych przez nich popełniane są grzechem.

    37. Skoro Jezus w Nowym Testamencie przyniósł pełnię Bożego Objawienia i ukazał w pełni Boży charakter to różne bardziej „nieprzyjemne” aspekty Starego Testamentu można ignorować i traktować tak jakby w rzeczywistości nie wyrażały Bożej woli.

    38. Jest wręcz bluźnierstwem powiedzieć, że Jezus popierał stosowanie przemocy bądź nawet zabijanie złoczyńców.

    39. Nie należy w żaden sposób podkreślać i wyszczególniać grzeszności czynów homoseksualnych.

    40. Skoro w stanie pierwotnej niewinności Adam i Ewa byli nadzy, to nie powinno się postrzegać nawet publicznej nagości bądź pół-nagości jako czegoś obiektywnie nieprzyzwoitego.

    41. Żydzi (w sensie wyznawcy współczesnego judaizmu) są nadal narodem wybranym.

    42. Bóg udziela wybaczenia w sposób bezwarunkowy.

    43. Poniesienie męczeńskiej śmierci w obronie wiary lub innej z cnót chrześcijańskich jest piękne oraz chwalebne, ale nie powinno być traktowane jako obowiązek chrześcijanina.

    44. Osoba, która jest seksualnie napastowana nie ma moralnego obowiązku bronienia się przed takową napaścią, nawet jeśli ta osoba jest fizycznie zdolna do stawiania takiego oporu i istnieje realna możliwość, iż w wyniku takiego oporu napastnik odstąpi od swych niegodziwych zamierzeń.

    45. Z samej zasady należy zrezygnować z prawnego karania kobiet, które dopuściły się aborcji.

    46. Z samej zasady należy przyjmować, iż ci wszyscy którzy pod groźbą śmierci lub tortur dopuścili się aktów apostazji i/lub bałwochwalstwa nie zaciągnęli w ten sposób na swe sumienia winy grzechu ciężkiego.

    47. Jest dozwolone popełnianie aktów onanizmu wówczas, gdy jest to czynione w celu leczenia bezpłodności.

    48. Nigdy i w żaden sposób nie można twierdzić, iż Bóg nienawidzi zatwardziałych złoczyńców.

    49. Sztuczne ubezpładnianie aktów małżeńskich jest moralnie dozwolone wówczas, gdy jeden z małżonków jest chory wenerycznie. Wówczas to sztuczne ubezpłodnienie aktu małżeńskiego jest tylko efektem ubocznym, a nie bezpośrednio zamierzonym działaniem.

    50. Piekło nie jest miejscem, ale tylko i wyłącznie stanem duchowym, w którym znajdują się osoby wiecznie potępione.

    ***

    Z kolei częstymi błędami lub poważnymi dwuznacznościami powielanymi przez tradycjonalistycznych katolików (tzw. „tradsów”) są następujące twierdzenia:


    51. Zachęty do nawet dobrowolnej abstynencji od napojów alkoholowych są niekatolickie i mają charakter protestancki.
    52. Moralny obowiązek uznawania nad sobą władz cywilnych dotyczy tylko władzy o charakterze katolickim.
    53. Demokracja jest ze swej natury złym i bezbożnym sposobem sprawowania władzy.
    54. Wizja Boga, którego wyznają współcześni żydzi i muzułmanie nie może być nazwana częściowo błędnym obrazem prawdziwego Boga, ale jest to na tyle błędna i fałszywa wizja bóstwa, iż nie można w jej wypadku mówić o wyznawaniu w jakiejkolwiek mierze prawdziwego Boga.
    55. Kanoniczne przestępstwo herezji/i lub schizmy powinno być utożsamiane z przestępstwem apostazji.
    56. Komunia święta udzielana na dłoń jest ze swej natury zawsze zła i świętokradcza.
    57. Jedynym zwyczajnym sposobem przyjmowania Komunii świętej powinna być postawa klęcząca i do ust.
    58. Noszenie spodni przez kobiety jest – w zwyczajnym porządku rzeczy – działaniem złym i naruszającym nauczanie Pisma świętego.
    59. Tylko brak intelektualnej i rozumowej wiedzy o istnieniu Kościoła katolickiego jest przyczyną niepokonanej wiedzy co do prawdziwej religii.
    60. Kościół w swych powszechnie obowiązujących aktach dyscyplinarnych może nakazywać popełnianie grzechu lub do takiegoż grzechu zachęcać.

  2. Piekielna herezja ks. Szustaka

    Leave a Comment

    Ojciec Adam Szustak jest jednym z najbardziej popularnych księży katolickich w Polsce. Zdecydowana większość jego wypowiedzi wydaje się słuszna i budująca, jednak od czasu do czasu zdarza mu się rzec coś skandalicznego, głupiego czy wręcz heretyckiego.

    Wcześniej pisałem już o tym, jak tenże ksiądz chwalił bluźniercze filmiki youtubowego kanału G.F. Darwin czy też sugerował, iż tragicznie zmarły prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jest już na pewno w Niebie (mimo że ten popierał sodomię oraz legalność aborcji). Powyższe wypowiedzi ojca Szustaka można by jednak zaliczyć do głupich i skandalicznych, ale jeszcze nie samych w sobie heretyckich. Zakonnik ten ma jednak na swym koncie również stwierdzenia o charakterze jawnie heretyckim. Chodzi mianowicie o wyrażaną przez niego bardzo mocną nadzieję powszechnego zbawienia, czyli przekonanie o tym, iż absolutnie wszyscy ludzie dostąpią wiecznego szczęścia z Bogiem i że nikt nie trafi do piekła. Myśl ta została przez o. Szustaka niezwykle jasno wyartykułowana w umieszczonym na kanale „YouTube” filmiku pt. „Czy wszyscy będą ZBAWIENI?”. Ksiądz mówi w tym filmowym materiale między innymi następujące rzeczy:

    Głęboko wierzę i mam taką nadzieję, że absolutnie wszyscy będą zbawieni. Wszyscy. Absolutnie wszyscy. W momencie śmierci będzie sąd i zobaczymy całą prawdę o Bogu, dobru i złu. Nie będzie oszustw i zakłamań. Zobaczymy jaki jest Bóg. I Bóg nas zapyta:

    – Teraz kiedy widzisz całą prawdę – czy chcesz być ze mną na wieki czy trafić do piekła? Jeśli człowiek zapragnie być w niebie, to Bóg wpuści go. Może przez czyściec. Ale kiedy człowiek zobaczy Boga, to Mu się nie oprze. To nie będzie branie siłą. Nikt nie wpadnie na pomysł, by Mu się oprzeć i Go wybierze„.

    Ojciec Adam chociaż zastrzega, iż powyższa jego opinia ma charakter prywatny, jednocześnie de facto w pewien sposób ją dogmatyzuje, gdyż w ścisłym nawiązaniu do tegoż swego poglądu stwierdza też:

    „Jeśli chrześcijanin nie ma takiej nadziej, to jest to du**a, a nie chrześcijanin. Jeśli ktoś nie pragnie tego, nie marzy, nie działa by tak się stało – to żaden z niego chrześcijanin” (wykropkowanie wulgaryzmu moje – MS).

    Choć podobne – jak czyni to ks. Szustak – stawianie sprawy, a więc: „Piekło jest, ale dobrze jest mieć nadzieję, iż nikt do niego nie trafia” nie stanowi niczego niezwykłego wśród współczesnych katolików, trzeba jasno to sobie powiedzieć, iż taki pogląd jest heretycki.

    Po pierwsze bowiem: choć – z pewnymi wyjątkami (o których poniżej) – owszem nie wiemy, które konkretne osoby spędzą wieczność w piekle, to jednak możemy być pewni, iż część ludzi tam trafi. Innymi słowy, nie znamy „z imienia i nazwiska” osób, które są, lub będą w piekle, ale wiemy, że niektórzy ludzie będą wiecznie potępieni. Mówi nam o tym Pan nasz Jezus Chrystus, gdy naucza o Sądzie Ostatecznym, w czasie którego ludzkość zostanie podzielona na dwie kategorie osób. Do tych znajdujących się po lewej stronie Chrystus powie:

    Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (…) I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25: 41, 46).

    O tym, że niektórzy ludzi będą wiecznie potępieni naucza też Magisterium Kościoła. Ot, choćby Sobór Laterański IV, uczy na temat powtórnego przyjścia Pana Jezusa następującą rzecz:

    na końcu wieków przyjdzie sądzić żywych i umarłych, każdemu odda według jego uczynków, zarówno odrzuconemu, jak i wybranemu,Wszyscy oni powstaną w swoich własnych ciałach, które teraz mają, aby otrzymać stosownie do swoich czynów, dobrych czy złych, jedni karę wieczną z diabłem, inni zaś wiekuistą chwałę z Chrystusem„.

    Podobne wypowiedzi Pisma świętego i Magisterium Kościoła można by mnożyć, ale warto zauważyć w tym miejscu jedną rzecz. Otóż na temat wiecznego potępienia niektórych ludzi wypowiadają się one w duchu faktu, który nastąpi, a nie tylko teoretycznej możliwości. Pan Jezus w przytoczonych wyżej słowach nie mówi: „Jeśli w ogóle znajdą się takie osoby, które do końca życia będą trwać w grzechu, takie osoby skażą się na potępienie. Nie objawiam wam jednak tego, czy tacy ludzie będą istnieli”. Chrystus mówi, że będą tacy ludzie i wyda On na nich wyrok wiecznego potępienia.

    Po drugie: co do wiecznego potępienia przynajmniej jednej wymienionej z imienia osoby Magisterium Kościoła wypowiedziało się jasno. W Katechizmie Soboru Trydenckiego czytamy bowiem:

    Judasz, który żalem przywiedziony obwiesiwszy się, i żywot i duszę utracił” (Rozdział V „O Sakramencie pokuty” Pytanie 6).

    Chyba nie trzeba zaś specjalnie tłumaczyć, co w świetle katolickiej terminologii oznacza, iż ktoś „utracił swą duszę”.

    Po trzecie: jest rzeczą skrajnie trudną pogodzić przekonanie ks. Szustaka o tym, iż każdy umarły stając po śmierci przed obliczem Boga, zdecyduje się jednak nawrócić i żałować za swoje grzechy z nauczaniem Pana Jezusa, który w przypowieści o bogaczu i Łazarzu mówił o następującym dialogu, jaki miał się odbyć pomiędzy cierpiącym męki ognia bogaczem a Abrahamem:

    Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!”.”Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”» (Łk 16, 27-31).

    Poza tym, wedle nauki katolickiej nawrócenie może dokonać się za ziemskiego życia, nie zaś po śmierci. Jednostkowy sąd Boży, który odbędzie się po śmierci danej osoby, stanowić będzie wyrok przypieczętowujący efekt dokonanych za życia ziemskiego wyborów, nie zaś ostatnią szansę, by żałować za swe grzechy.

    Na sam koniec tego artykułu pozwolę sobie zaproponować małe logiczne ćwiczenie pokazujące, jak omawiana opinia o. Szustaka może być szkodliwa dla dusz. Otóż, załóżmy czysto teoretycznie, że ksiądz ten ma rację i jest bardzo prawdopodobne, że nikt z ludzi nie trafia do piekła. Cóż, jednak wtedy za szkodę niosą ludzkim duszom ci, którzy mówią, że piekło jest i że przebywają tam niektóre osoby? Jeśli i tak wszyscy idą do Nieba, to co najwyżej niektórzy ludzie postresują się wizją piekła, ale ostatecznie ten stres i tak zostanie im wynagrodzony w Niebie, gdzie wszak Bóg „otrze każdą łzę” (Ap 7, 17). Jeśli jednak piekło jest i przebywa tam część ludzkości to rozpowszechnianie twierdzeń w rodzaju: „Prawdopodobnie w piekle nie ma nikogo z ludzi, a stając po śmierci przed Bogiem i tak się nawrócimy” jest niewyobrażalnie szkodliwe. W ten sposób bowiem de facto zachęca się ludzi do praktykowania dwu z sześciu grzechów przeciwko Duchowi Świętemu, którymi są: „Przeciwko miłosierdziu Bożemu zuchwale grzeszyć” oraz „Rozmyślnie trwać w niepokucie”. Ostatecznie zaś takie opinie prowadzą do tego, iż więcej osób trafi do piekła będąc przekonanymi, że przecież i tak nie mają się czego obawiać.

  3. „Antyklapsowe” błędy ks. Grzegorza Kramera

    Leave a Comment

    Ks. Grzegorz Kramer SJ sprawia wrażenie dobrego kapłana, a jego publiczne wypowiedzi bardzo często są mniej lub bardziej słuszne i budujące. Na uznanie zasługuje fakt, iż nieraz krytykuje (ale w sposób życzliwy i nieagresywny) wady i przywary swych braci w kapłaństwie. Niestety jednak od czasu do czasu ks. Grzegorzowi zdarza się powiedzieć coś niedorzecznego, a nawet wprost heretyckiego.

    Działo się tak np. gdy twierdził, iż słowa Pana Jezusa o tym, iż mamy się bać tego kto może naszą duszę zatracić w piekle (patrz: Łk 12, 4-5) odnoszą się do szatana (podczas gdy w rzeczywistości tyczą się one Boga). Innym razem, ks. Kramer kwestionował tradycyjne nauczanie Kościoła uczące, że zabijanie wrogich żołnierzy w czasie wojny sprawiedliwej może być moralnie dozwolone. W niedawnym zaś czasie, wziął się on za podważanie tego co Pismo święte i Tradycja Kościoła nauczają o stosowności cielesnego karcenia dzieci. W swym publicznie udostępnionym dnia 29 grudnia 2018 roku na Facebooku poście ksiądz Grzegorz Kramer pisze bowiem między innymi:

    „(…) Nie da się pogodzić chrześcijaństwa z biciem dzieci. Nie ma czegoś takiego jak śmieszne rozróżnienie na „to tylko klaps i pobicie”. To zawsze jest pogarda okazana mniejszemu.
    Nie bij!”.

    Powyższe słowa w oczywisty sposób przeczą nauczaniu Pisma świętego na temat cielesnego karcenia dzieci, które nie tylko zezwala, ale po prostu doradza i chwali ów środek dyscyplinujący:

    Rózga i karność udziela mądrości, pozostawiony sobie chłopiec jest wstydem dla matki” – Prz 29: 15.

    W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi je stamtąd” – Prz 22: 15.

    Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go rózgą uderzysz, a od Szeolu zachowasz mu duszę” – Prz 23: 13 – 14.

    Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć” – Syr 30: 1.

    Ksiądz Grzegorz, gdy niektórzy z użytkowników Facebooka przypominali mu owe biblijne wersety sprowadzał je do tych zasad i praw Starego Testamentu, które wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Pana Jezusa przeminęły. Jest jednak skrajnie kontrowersyjnym założenie, iż starotestamentowe pochwały cielesnego karcenia dzieci rzeczywiście uległy dezaktualizacji wraz z nastaniem Nowego Testamentu. Owszem, niektóre z praw i przepisów Starego Przymierza już nie obowiązują chrześcijan, gdyż np. ich celem było zapowiadanie sakramentów i praw Nowego Przymierza (dajmy na to cielesne obrzezanie było zapowiedzią chrztu świętego, zabijanie i spożywanie mięsa baranków w czasie Paschy stanowiło zapowiedź zabicia Pana Jezusa, etc). Ale to nie znaczy, że w takim razie żadne z zasad i przykazań ujętych na kartach Starego Testamentu nie są już wiążące i ważne dla chrześcijan. Pochwały zaś cielesnego karcenia dzieci nie stanowią wyżej wskazanych starozakonnych obrzędów, ale są częścią moralnych wskazówek dotyczących codziennych międzyludzkich relacji. Ponadto, o ile niektóre z praw Starego Testamentu były wyrazem roztropnego tolerowania mniejszego zła, które w danym czasie nie można było wykorzenić (vide: przyzwolenie na rozwody czy poligamię) o tyle kar cielesnych względem dzieci Bóg nie tyle toleruje, co je pochwala i doradza. Stwórca ze swej natury jako absolutnie dobry i święty nie może w pozytywny sposób zatwierdzać czegoś co by było złe w swej istocie (a więc zawsze i wszędzie). Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

    Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

    Poza tym, moralna prawowitość karcenia cielesnego dzieci była tradycyjnie nauczana również przez katolickich moralistów (którzy wszak żyli już w czasach Nowego, a nie Starego Przymierza). Przykładowo, doktor Kościoła i patron spowiedników oraz teologów moralnych, św. Alfons Liguori w taki mądry i wyważony sposób pisał na ów temat:

    Gdzie zaś nie przynoszą skutku dobre słowa i karcenie, tam należy zabrać się do kar: zwłaszcza gdy dzieci jeszcze nie wyrosną, wtedy jest rzeczą niepodobną, aby ich można ukrócić `Kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego`. (Przyp. 13, 24). Nienawidzi syna swego ten, który go nie karze, kiedy potrzeba. I tego kiedyś Pan Bóg ukarze (…) Alić należy karać dzieci roztropnie, nie w uniesieniu gniewnym, jak to teraz nieraz czynią ojcowie i matki: bo wtedy nic nie osiągną, gdyż wówczas dzieci stają się jeszcze krnąbrniejsze. Najpierw wypada dzieci upominać, potem im grozić a wreszcie ukarać, ale po ojcowski, a nie po katowsku, z umiarkowaniem, bez złorzeczeń i bez przekleństwa. Można je zamknąć w pokoju, ująć cokolwiek z pokarmu, nie dać odzienia lepszego, a jak potrzeba użyć rózgi, a nie kija. A jest zasadą ustaloną, aby nie kłaść ręki na dziecko póki wrzenie namiętności nie ustąpi, dopiero po uśmierzeniu gniewu karajcie”  (Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego Doktora Kościoła rozszerzony przez ks. Bronisława Markiewicza”, Miejsce Piastowe 1931, s. 68 – 69).

    Ks. Grzegorz Kramer w oczywisty sposób więc błądzi twierdząc, iż wszelkiego rodzaju cielesne karcenie dzieci jest zawsze złe i szkodliwe. Nie wiem, czy powyższe argumenty do niego dotrą, ale niech przynajmniej przed fałszywością jego poglądów w tej sprawie będą ostrzeżeni inni.

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł po raz pierwszy ukazał się na portalu Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-antyklapsowe-herezje-ks-grzegorza-kramera%2C121005.html

  4. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

    Mirosław Salwowski

  5. Błędy doktrynalne i herezje zawarte w pismach oraz objawieniach Alana Amesa

    Leave a Comment

    Od kilku lat wśród polskich katolików dużą popularnością cieszą się publikacje pochodzącego z Australii mistyka i wizjonera, Carvera Alana Amesa. W publikacjach tych pan Ames relacjonuje wizje oraz objawienia, jakie miał otrzymywać od Boga Ojca, Pana Jezusa, Matki Bożej i Świętych Pańskich, a także zamieszcza swoje bardziej osobiste przemyślenia i komentarze na tematy związane z religią oraz moralnością. Chociaż zdecydowana większość treści przekazywanych przez Carvera Amesa jest jak najbardziej ortodoksyjnie katolicka i budująca, należy jednak zwrócić uwagę, iż znajdują się w nich też elementy, które w świetle nauczania Pisma świętego, Ojców i Magisterium Kościoła są poważnie dwuznaczne, a czasami jawnie błędne, by nie powiedzieć że heretyckie. Poniżej przedstawię kilka przykładów takich właśnie treści, które Carver Alan Ames przekazuje albo jako swoje refleksje, albo też co gorsza przypisuje je Bogu Ojcu i Jego Synowi Jezusowi Chrystusowi.

     

    Bóg nie zsyła klęsk żywiołowych?

    Tak więc, przykładowo p. Ames wypowiada następujące słowa:

    To prawda, że nie żyjemy tak, jak chciałby tego Bóg, ale to nie oznacza, że zsyła On na nas klęski żywiołowe (…) Niektórzy spośród nas próbują przekonywać, że nieszczęścia są „znakami”, po to, by wystraszyć innych i skłonić  ich do nawrócenia się. Wierny, który został zmuszony do przyjęcia religii, nie jest prawdziwym wiernym, gdyż kiedy minie strach, wkrótce skończy się też wiara. Do nawrócenia należy nakłaniać ludzi miłością„[1].

    Człowiek ten sugeruje więc, iż Bóg w żadnym wypadku nie zsyła na ludzkość klęsk żywiołowych, a także dyskredytuje rolę strachu w procesie nawrócenia człowieka. Jednak wbrew temu, papież św. Pius V w bulli „Cum primum” wspominając o takich grzechach jak sodomia, bluźnierstwo, zaniedbywanie Bożego kultu oraz synomia nauczał:

     Za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę” [2].

    Podobnie, uczył np. św. Bazyli Wielki, który pisał:

    Dlatego choroby spadają na miasta i ludy, przychodzą posuchy powietrza i nieurodzajność ziemi, a także gorsze doświadczenia w życiu każdego, które przerywają wzrost zła. W ten sposób nieszczęścia te pochodzą od Boga, aby powstrzymać powstanie prawdziwego zła. Należy uważać, że cierpienia ciała i zewnętrzne trudy są dla powstrzymania grzechu. Bóg zatem usuwa zło. Zło więc nie pochodzi od Boga.

    Także lekarz usuwa chorobę, a nie wprowadza jej do ciała. Zniszczenia miast, trzęsienia ziemi i powodzie, klęski wojsk, rozbicia okrętów i wszelkie katastrofy dotykające ludzi, jakie pochodzą z ziemi, morza, z powietrza albo od ognia, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny, zdarzają się po to, by opamiętali się ci, co pozostali przy życiu. Powszechną złość Bóg karci powszechnymi biczami [3].

    Powyższe nauczanie katolickie ma niezwykle silne umocowanie tak w Starym jak i Nowym Testamencie, gdzie pełno jest fragmentów o tym, iż Bóg posługuje się klęskami żywiołowymi w celu ukarania grzesznych ludzi. Stwórca wszak zesłał na Egipt dziesięć plag, gdy jego władca nie chciał wypuścić z niewoli Hebrajczyków (Wj 10); za pośrednictwem Eliasza sprowadza na Izrael pod rządami popierającego bałwochwalstwo Achaba trwającą trzy i pół roku suszę (1 Krl 17, 1), zaś w ostatniej księdze Nowego Testamentu, czyli Apokalipsie św. Jana zapowiada „siedem czasz gniewu Bożego” wśród których będą m.in. wielki upał (Ap 16, 8-9), potężne trzęsienie ziemi (Ap 16, 18), wyschnięcie rzeki Eufrat (Ap 16, 12); zamienienie się rzek i źródeł wód w krew (Ap 16, 4).  W Mądrości Syracha czytamy zaś :

     Są wichry, które stworzone zostały jako narzędzie pomsty, gniewem swym wzmocnił On ich smagania, w czasie zniszczenia wywierają swą siłę i uśmierzają gniew Tego, który je stworzył. 
     Ogień, grad, głód i śmierć – wszystko to w celu pomsty zostało stworzone.
     Kły dzikich zwierząt, skorpiony i żmije, miecz mściwy – ku zagładzie bezbożnych – radują się Jego rozkazem, gotowe są na ziemi służyć według potrzeby – i gdy przyjdzie czas, nie przekroczą polecenia (Syr 39, 28 – 31). 

     

    Jeśli zaś chodzi o stwierdzenie Alana Amesa o tym, iż nawrócenia dokonywane pod wpływem strachu przed Bożymi karami nie są prawdziwe, to w pewien sposób na tę jego obiekcję odpowiada wielki doktor Kościoła, św. Augustyn z Hipony:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął (List „Ad Vincentium”)[4].

    Prawdą jest, że nawrócenia dokonywane pod wpływem strachu często mogą okazywać się nietrwałe i połowiczne, jednak nie zmienia to faktu, iż nie można w sposób absolutny wykluczyć pozytywnej roli strachu w procesie nawracania się człowieka. Wskazuje na to powyżej św. Augustyn, ale również Pismo św. niejednokrotnie chwali postawę polegającą na „baniu się Boga” – np. Łk 1, 50; 1 P 2, 17; Koh 12, 12; Ps 34, 10; Pwt 6, 1-2.

     

    Wojna i kara śmierci zawsze złe?

    Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa z wypowiedziami Carvera Alana Amesa na temat rzekomego wielkiego zła wszelkiego zabijania ludzi – również tego, które dokonuje się względem złoczyńców na skutek orzeczonej przez władze cywilne kary śmierci lub też prowadzonej przez rząd danego kraju wojny. Tezy te w pewnych momentach pan Ames przypisuje bowiem wprost i bezpośrednio Bogu Ojcu. W mistycznym przesłaniu jakie miał on bowiem otrzymać od Boga Ojca w dniu 2 kwietnia 1995 roku czytamy co następuje:

    „Istnieje wiele sposobów zabijania oraz wiele wymówek, niemniej, niezależnie od metod czy powodów, zabijanie jest złe, pozostaje grzechem. Jeśli zabijacie w imię sprawiedliwości lub słusznej sprawy, wciąż jest to grzechem. Jeśli zabijacie w odwecie lub dla swojego kraju, jest to grzechem. Zabijanie jest grzechem, chyba że jest dziełem przypadku, w wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczności.

    Odbieranie życia, bez względu na motywy, silnie obraża Mnie, waszego Boga, i zostawia śmiertelną bliznę na waszej duszy.

    Ci, którzy zgadzają się na zabijanie, choćby za pośrednictwem reprezentującego ich rządu, który zdecydował o wojnie, czy w imię sprawiedliwości, także noszą blizny. (…) Ci, którzy zabijają, by powstrzymać innych przed zabijaniem, stają się tacy sami jak ci, którym się sprzeciwili, gdyż popełniają ten sam grzech. Zabijanie zawsze jest złe, zawsze obraża Mnie, waszego Boga i oddala was ode Mnie” [5].

    Twierdzenie, iż wszelkie zabijanie jest złe przewija się zresztą często w wypowiedziach i pismach pana Carvera Alana Amesa:

    „Zabijanie w ramach zemsty jest złe. Wojna jest złem. W momencie kiedy zaczynamy szukać zemsty, w chwili gdy postanawiamy zabić wroga – nawet w czasie wojny – nie różnimy się niczym od samych terrorystów. Jeśli zabijamy ludzi – jakichkolwiek ludzi – także jesteśmy mordercami. Nie ma wyjątków. Boże przykazanie głoszące, by nie zabijać, nie mówi o odstępstwach. Nie mówi: „Nie zabijaj, o ile nie ma wojny”. Mówi: „Nie zabijaj!”[6].

    „Powinniśmy pozbyć się broni. Jezus nie miał ani strzelby ani noża. Pozbądźcie się broni, która niesie śmierć”[7].

    „Są tacy, którzy jako uzasadnienie wojny przytaczają słowa św. Tomasza z Akwinu i św. Augustyna. Kiedy Żydzi zadali Panu Jezusowi pytanie o rozwód, powołali się na słowa, które wypowiedział Mojżesz na usprawiedliwienie rozwodu. Tymczasem Jezus  odrzekł im (Ewangelia wg św. Marka 10, 5): „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie”. Czy to samo mógłby dziś odpowiedzieć Pan tym, którzy usiłują usprawiedliwiać wojnę, powołując się na słowa św. Tomasza z Akwinu i św. Augustyna?”[8].

     

    Takie wypowiedzi są jednak sprzeczne tak z Pismem świętym, jak i wielowiekowym nauczaniem Magisterium Kościoła.

    Katechizm Soboru Trydenckiego tak naucza na temat etycznej słuszności stosowania zabijania złoczyńców w niektórych wypadkach:

    (Bóg) rozkazuje, aby sądy wszystkie sprawiedliwie i według praw były odprawowane(…)upomina Pan Bóg, aby sędziowie winnym nie folgowali, a niewinnych nie potępiali (…) Ma też Urząd moc prawną do zabijania i karania złych ludzi na gardle: i nie idzie zatem, żeby mieli takowi, którzy są na urzędzie, przeciwko temu przykazaniu grzeszyć, ale owszem są woli bożej posłuszni. Bo Pan Bóg dla tego zakazał zabijania, aby każdy bezpiecznym był zdrowia swego. Przeto urząd, gdy karze gwałtowników, czyni dla pokoju pospolitego, jako Dawid święty o sobie mówi: „O zarannym czasie – to jest bez odwłoki – zabijałem wszystkich grzesznych ludzi, abym wygładził wszystkich złych ludzi z miasta”. Także i ci nie grzeszą, którzy wojnę wiodą, i nieprzyjaciół swoich zabijają, nie z okrucieństwa albo chciwości jakiej, ale dla sprawiedliwości i pokoju pospolitego. Są też przykłady w Piśmie świętym, gdzie sam Pan Bóg rozkazał zabijać ludzi i przeto synowie Lewiego nie zgrzeszyli nie, iż jednego dnia tak wiele tysięcy zabili i owszem Mojżesz im powiedział: Poświęciliście dziś ręce wasze Panu Bogu[9].

    Katechizm Kościoła Katolickiego (z 1992 roku) mówi zaś:

    2308: …  rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań

    2265: Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osobyObrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności.

    2267: Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.

     

    Powyższe, tradycyjnie katolickie nauczanie, ma swe silne podstawy w Piśmie świętym.

    W Starym Testamencie czytamy wszak np. o błogosławionych przez Boga wojnach Izraela z Kananejczykami (Joz 10), odpieraniu niesprawiedliwej agresji za pomocą siły zbrojnej (Rdz 14; 1 Sm 23, 1-2) czy też zbrojnym powstaniu przeciw bałwochwalczej tyranii (księgi Machabejskie) [2].Czytamy tam również wszak o Bożych rozkazach uśmiercania między innymi: morderców (Rdz 9, 6; Wj 21, 12), bałwochwalców (Wj 22, 20), bluźnierców (Kpł 24, 15-16), okultystów (Wj 22, 18), fałszywych proroków (Pwt. Prawa 18, 20), homoseksualistów, zoofilów (Kpł 20, 15-16), cudzołożników (Kpł 20, 10), gwałcicieli (Pwt. Prawa (22, 25), kazirodców (Kpł 20, 11), porywaczy (Wj 21, 16).

    Św. Eliasz, wielki starotestamentowy prorok, jednego dnia zabił 450 fałszywych proroków bożka Baala (1 Krl 18, 40) i bynajmniej nie czytamy w żadnym fragmencie Pisma świętego, iż zostało mu to przez Boga poczytane jako grzech, wada, błąd czy jakaś niedoskonałość. Przeciwnie, św. Eliasz jest prorokiem, który obok Henocha został zachowany od śmierci doczesnej i przeniesiony do rajskiego ogrodu Eden, a podczas ziemskiego życia naszego Pana Jezusa Chrystusa wraz z Mojżeszem został uhonorowany obecnością przy objawieniu się chwały Mesjasza na górze Przemienienia Pańskiego.

    Wskazywany w pismach pana Amesa rzekomy brak rozróżniania przez Boga na uprawnione pod pewnymi warunkami zabijanie złoczyńców i zawsze zakazane zabijanie niewinnych choćby więc z powyższych względów jest nie do obronienia. Poza tym chociaż Piąte Przykazanie owszem mówi „Nie zabijaj” (Wj 20, 13) to równie dobrze można by powiedzieć, że przykazanie to nie rozróżnia jednak także pomiędzy ludźmi a zwierzętami – czy zatem należy twierdzić, że w takim razie wszelkie zabijanie zwierząt też jest złe? Przykazania Dekalogu mają formę skrótową i nie omawiają wielu spraw, które są jednak poruszane w innych częściach Pisma świętego. Przykładowo, przykazanie „Nie cudzołóż” nie mówi nic o grzeszności relacji homoseksualnych, ale w innych fragmentach Biblii jest o tym mowa. Podobnie, choć przykazanie „Nie zabijaj” nie precyzuje, czy jego treść tyczy się wszystkich ludzi we wszystkich okolicznościach to w innych ustępach Biblii wskazane zostało rozróżnienie na osoby niewinne, których w sposób zamierzony nie wolno zabijać nigdy i nigdzie oraz na złoczyńców, których w pewnych okolicznościach można zabijać. W Piśmie świętym czytamy, że Bóg nienawidzi i brzydzi się „rękoma, które przelały krew niewinnych” (Prz 6, 16-19), a jedno z praw danych Mojżeszowi mówiło: „nie wydasz wyroku śmierci na niewinnego i sprawiedliwego” (Wj 23, 7)To zatem niewinni i sprawiedliwy mają być w absolutny sposób chronieni przez Piąte Przykazanie, a nie złoczyńcy oraz przestępcy. 

    Nie jest też prawdą – jak sugeruje to Alan Ames, iż Bóg podobnie jak w przypadku zgody na rozwody w prawodawstwie Starego Przymierza, tylko tolerował prowadzenie wojen i wymierzanie kary śmierci. Było wprost przeciwnie, Stwórca nieraz wprost nakazywał wykonywanie kary śmierci i prowadzenie wojen, a nie tylko na to zezwalał.

    Bóg za pośrednictwem jednego ze swych proroków nawet karcił za niedokładne wykonanie rozkazu wybicia Amelekitów (1 Sm 15). Mojżesz w imieniu Pana Boga wzywał mężów z pokolenia Lewiego przeciw bałwochwalcom, którzy kłaniali się złotemu cielcowi i nakazuje im poodbierać życie (zabito ich przeszło 20 000), po czym chwali ich i obiecuje Boże błogosławieństwo (Wj 32: 27-29). Boży prorok Jeremiasz podał miecz Judzie (przywódcy zbrojnie walczących Machabeuszy) mówiąc przy tym: „Weź święty miecz, dar od Boga, z jego pomocą pokonasz przeciwników” (2 Mch 15, 16).

    Bóg popierał też prowadzone przez Żydów wojny z poganami poprzez czynione przez siebie cudowne zdarzenia (zawalenie murów Jerycha, wstrzymanie słońca w bitwie prowadzonej przez Jozuego).

    Widzimy więc, że w przypadku uśmiercania złoczyńców mamy do czynienia z czymś znacznie silniejszym niż tylko Boża tolerancja dla złych zwyczajów Żydów. Prowadzenie wojen, wymierzenie kary śmierci nie dadzą zakwalifikować się jako niechętne, bierne i negatywne przyzwolenie ze strony Boga. Stwórca te wszystkie rzeczy nakazywał, popierał i błogosławił. Bóg zaś nie może nakazywać, popierać i błogosławić czegoś, co jest samo w sobie złe. Gdyby więc kara śmierci czy wojna były same w sobie złe, to Bóg nie mógłby ze swej natury ich nakazywać lub pochwalać. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20).  Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

    Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza(…)nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu. Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością[10].

     

    Wbrew pozorom, również Nowy Testament nie przyniósł jakiejś radykalnej zmiany w podejściu do moralnej prawowitości zabijania złoczyńców w pewnych sytuacjach. W Ewangelii św. Łukasza (22, 35 – 38) Pan Jezus mówi swym uczniom, by kupili miecze. Niektórzy co prawda rozumieją te słowa, jako pewien symbol, jednak w innym fragmencie Biblii widzimy, że św. Piotr Apostoł miał przy sobie miecz (Mt 26, 52), co w pewien sposób osłabia czysto symboliczną egzegezę Chrystusowego nakazu zaopatrzenia się w miecze. Rozsądniej jest więc przyjąć, iż nie chodziło tu tylko o jakiś symbol, ale Pan Jezus nakazał swym uczniom zaopatrzyć się w dosłowne miecze po to by mogli bronić się w sytuacji fizycznego zagrożenia ich życia i zdrowia.

    W Liście do Hebrajczyków czytamy następującą pochwałę starotestamentowych wojowników: I co jeszcze mam powiedzieć? Nie wystarczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy przez wiarę pokonali królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnicę, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrza miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w wojnie i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki (Hbr 11: 32-34). I w tym wypadku najbardziej zdroworozsądkową wykładnią jest to, iż udział w wojnie nie zawsze jest złem, skoro autor przywołanego listu z natchnienia Bożego chwali ludzi właśnie za udział w wojnach.

    W Ewangelii św. Łukasza spisane zostało, iż św. Jan Chrzciciel przychodzącym do niego o poradę żołnierzom mówi, by nikogo nie uciskali i poprzestali na swym żołdzie niczego od nikogo nie wymuszając (Łk 3, 14). Jednak św. Jan Chrzciciel nie wzywa żołnierzy do porzucenia swego rzemiosła.

    Podobnie, gdy św. Piotr Apostoł spotkał się z żołnierzem Korneliuszem nie zachęcał go wcale, by ten zrezygnował ze swego zawodu (Dz 10).

    W liście do Rzymian św. Paweł Apostoł daje następujące pouczenie: „Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. .Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” (Rz 13, 3-4). Miecz jest oczywiście narzędziem stosowania przemocy (w tym kary śmierci). Mimo to jednak w powyższym ustępie Nowego Testamentu „miecz” jest ukazany w jednoznacznie pozytywnym kontekście, jako coś co stanowi narzędzie Boga w celu utrzymywania porządku w społeczeństwie. Nauczanie św. Pawła Apostoła powtarza też św. Piotr Apostoł pisząc, iż władze cywilne „są posłane celem karania złoczyńców” (1 P 2, 13).

    W księdze Dziejów Apostolskich czytamy z kolei, iż św. Paweł Apostoł korzystał z ochrony armii rzymskiej (Dz. 23), a także w obliczu dotykających go oskarżeń stwierdził: „Jeśli zawiniłem  i popełniłem coś podpadającego pod karę śmierci, nie wzbraniam się umrzeć” (Dz 25, 11). I w tym więc miejscu św. Paweł Apostoł w pewien sposób wyraził aprobatę dla kary śmierci, zaś korzystając z ochrony militarnej przynajmniej pośrednio zaakceptował używanie przemocy w celu ochrony przed niesprawiedliwą napaścią.

     

    Partnerstwo i równość w małżeństwie?

    Następną wątpliwością doktrynalną jaką można wyczytać w pismach Carvera Alana Amesa jest następujące stwierdzenie, jakie przypisuje on Panu Jezusowi:

    Kiedy kobieta i mężczyzna  zostają połączeni węzłem małżeńskim, ten ma stanowić o partnerstwie i równości w Bożej miłości” [11].

    Powyższe słowa nie są może bezwarunkowo błędne i fałszywe, gdyż owszem w wielu kwestiach mąż i żona oczywiście są sobie równi. Nie zmienia to jednak faktu, iż nie na wszystkich płaszczyznach równość ta występuje, a ponadto w rodzinie rolę kierownika ma – z Bożego ustanowienia – pełnić mężczyzna. Jasno naucza o tym Pismo święte:

    „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jako Panu. Albowiem mąż jest głową żony, jako Chrystus jest głową Kościoła” (Efez 5,  22-23).

    Tak samo żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie żon zostali [dla wiary] pozyskani bez nauki” (1 P 3, 1).

    Tradycyjna, wielowiekowa wykładnia Magisterium Kościoła też nie pozostawia co do tej kwestii wątpliwości:

    „W społeczności domowej, wzmocnionej węzłem miłości, winien koniecznie zakwitnąć czynnik, nazywany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmując tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i skora, wolna od niechęci uległość i podporządkowanie się żony” (Pius XI, „Casti connubii”) [12].

    Nie można więc mówić o absolutnej i pełnej równości w ramach małżeństwa pomiędzy mężczyzną a niewiastą. Niestety zaś w znanych mi pismach Alana Amesa (a przeczytałem dużą ich część) nie ma doprecyzowania, iż równość w małżeństwie nie może być absolutna, pełna i bezwarunkowa oraz, że to mąż jest głową i kierownikiem rodziny. To uszczegółowienie jest na tyle ważne, iż powyżej zacytowane słowa o „partnerstwie i równości” w małżeństwie, które Ames przypisuje Panu Jezusowi nabierają co najmniej bardzo dwuznacznego wymiaru.

     

    Podsumowując, pisma i objawienia Carvera Alana Amesa zawierają – wbrew zapewnieniom jego samego, a także niektórych wspierających go księży i biskupów – jawne błędy doktrynalne, herezje oraz poważne dwuznaczności. Należy o tym jasno mówić i w konsekwencji podchodzić do twierdzeń i działalności pana Amesa z pewnym wyraźnym dystansem.

     

    Przypisy:

    1. Patrz: Carver Alan Ames. „Łagodny Duch”, Kraków 2014, s. 161, 162.

    2. Cytat za: Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności – TFP, „W obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawić się legalizacji związków homoseksualnych?”, Kraków 2005, s. 181.

    3. Św. Bazyli Wielki, O tym, że Bóg nie jest sprawcą zła, w: Bóg i zło. Pisma Bazylego Wielkiego, Grzegorza z Nyssy i Jana Chryzostoma, Wydawnictwo M, Kraków 2004, s. 42-43.

    4. Cytat za: Abp Marcel Lefebvre, „oni Jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa„, Warszawa 1997, s. 44.

    5. Patrz: Carver Alan Ames. „Łagodny Duch”, Kraków 2014, s. 203.

    6. Patrz: jw., s. 201 – 202.

    7. Patrz:  jw., s. 205.

    8. Patrz: jw., s. 143.

    9.  Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, ss. 96-97; 62.

    10. Cytat za: Michael Davies, „Sobór Watykański II a wolność religijna”, Warszawa 2002, s. 34.

    11. Cytat za: Carver Alan Ames, „Oczami Jezusa”, wydanie I, Kraków 2012, s. 383.

    12. Cytat za: Pius XI, „Encyklika o małżeństwie chrześcijańskim (Casti connubii)”, Londyn 1943, Wydawnictwa dokumentów nauki Kościoła, s. 26.

  6. Pomiędzy psychologią a psycho-herezjami

    Leave a Comment

    Od jakichś kilkudziesięciu lat psychologia cieszy się niezmienną popularnością. Widać to nie tylko po mnogości psychoterapeutycznych gabinetów i osób korzystających z usług psychologów, ale także po tym, jak wiele z psychologicznych zwrotów i pojęć weszło już na stałe do naszego języka. „afirmacja”, „depresja”, „asertywność”, „alkoholizm”, „samoakceptacja”, „samorealizacja”, „niskie poczucie własnej wartości” – to tylko niektóre z takich wyrażeń. Można nawet powiedzieć, iż dla milionów ludzi na świecie psychologia stała się substytutem religii i duchowości. To u psychologów i w pisanych przez nich książkach często szuka się dziś pocieszenia, sensu życia, rad mających być odpowiedzią na pytania dotyczącego tego, jak być pogodzonym z samym sobą i otaczającym nas światem. Oczywiście, fakt, iż psychologia stała się dla niektórych zamiennikiem chrześcijańskiej duchowości, nie musi przekreślać owej gałęzi nauki z samej jej definicji i natury. Istnieje wszak wiele nurtów psychologii oraz tez głoszonych przez psychologów, które nie zawsze przecież stoją w opozycji do chrześcijaństwa. Ba, opinie i poglądy psychologów, choć są wyrażane odmiennym językiem, często potwierdzają tradycyjnie chrześcijański sposób patrzenia na rzeczywistość. Na przykład, psychologia mówiąca o dużym wpływie zmartwień, lęków i różnych innych psychologicznych bolączek na powstanie i rozwój wielu fizycznych chorób, w istocie swej tylko powtarza to, co już przed kilkoma tysiącami laty na ów temat objawił Pan Bóg w swoim Słowie: „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości” (Przys. 17, 22). Innym z przykładów dobrych i czerpiących wiele z chrześcijaństwa, popularnych rad psychologicznych, może być podkreślanie wagi optymizmu, wiary w zmiany na lepsze, etc. Wszak Pismo święte w niejednym miejscu mówi o tym, by się nie lękać, mieć ufność w Bogu, wierzyć w to, że zmiany są możliwe (por. Psalmy: 55, 23; 27, 5; 37, 5; 1 List św. Piotra 5, 7; Hebr 13, 5).

    Jednak, jak zapewne domyśliła się już większość czytelników tego tekstu, w odniesieniu do psychologii, istnieje też przysłowiowa „druga strona medalu”. Jest to pokaźna liczba opinii i tez wyznawanych przez niemałą część psychologów, które w świetle tradycyjnego chrześcijaństwa są co najmniej dwuznaczne, niebezpieczne, a nieraz nawet jawnie błędne i bezbożne. W tym tekście pozwolę sobie na wymienienie i omówienie kilku z nich. Wbrew temu, co by się mogło wydawać, nie skupię w nim na tym, że wielu psychologów wyznaje światopogląd co najmniej niechrześcijański i w związku tym mają oni silną tendencję, by w swych opiniach i radach, usprawiedliwiać różne nieprawości, grzechy czy bliskie okazje do grzechy (np. nierząd, cudzołóstwo, homoseksualizm czy rozwód), przedstawiając je jako zdrowe formy „samorealizacji”. W tym artykule spróbuję się skupić na pewnych, najbardziej akceptowanych, będących wręcz wyrazem powszechnej zgody wśród psychologów, tezach i opiniach, które można uznać za będące korzeniem i źródłem wielu innych błędów i dwuznaczności popularyzowanych przez znaczną część psychologicznego światka.

    W stronę egocentryzmu

    I tak wedle „opinio communis” psychologicznego światka głównym źródłem problemów człowieka jest „niska samoakceptacja” i „niskie poczucie własnej wartości”. Psycholodzy o bardziej chrześcijańskim nastawieniu określają to jako „brak miłości do samego siebie i darzenie siebie nienawiścią”. Nieraz w tym kontekście pojawia się nawet odwołanie do jednego z najważniejszych przykazań Bożych, które nakazuje nam kochać swych bliźnich, jak siebie samego (Mt 22: 39). Wedle takiej psychologicznej interpretacji owego Bożego nakazu, nie można miłować innych, póki nie kocha się samego siebie. A zatem, pierwszą rzeczą, jaką należy w swym życiu uczynić, to „pokochać siebie”, „zaakceptować siebie”, „mieć pozytywny obraz samego siebie”.

    W czym tkwi błędność i niebezpieczeństwo takiego postawienia sprawy? Otóż, w świetle Pisma świętego i tradycyjnej duchowości katolickiej problemem człowieka jest raczej nadmiar miłości do samego siebie (tzw. miłość własna), aniżeli „autonienawiść”. Podobnie, zbytnie przekonanie o własnej wartości, było przez 20 wieków chrześcijaństwa zwane niepochlebnym mianem „pychy”, której „początkiem (jest) grzech, a kto się jej trzyma zalany będzie obrzydliwością” (Syr. 10, 13). Na kartach Pisma świętego i w nauczaniu Ojców Kościoła oraz Świętych można znaleźć wiele tego rodzaju ostrzeżeń. I tak św. Paweł ostrzega, iż w czasach ostatnich ludzie będą „samolubni” (2 Tym. 3, 1); Pan Jezus naucza z kolei: „Ten, kto kocha swoje życie traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (Jn. 12, 25). W Biblii mamy też wezwania do zapierania się samego siebie (Łk. 9, 23; Mt. 16, 24); uniżania siebie jako drodze do prawdziwego wywyższenia (Łk 18, 14); polecenia typu: „Im większy jesteś tym bardziej się uniżaj” (Syr. 3, 18); „w pokorze oceniajcie jedni drugich za wyżej stojących od siebie” (Flp 2, 3) oraz wyznania w stylu: „(jestem) pierwszy z grzeszników” (1 Tym.1,15); „Nieszczęsny ja człowiek!” (Rzym.7, 24); „mnie, jako poronionemu płodowi” (1 Kor 15, 3,8); „najmniejszy ze wszystkich świętych” (Ef 3, 8). Ojcowie i Święci Kościoła nieraz głosili nauki jeszcze bardziej będące na bakier z omawianymi doktrynami psychologicznymi. Papież św. Grzegorz Wielki uczył, iż człowiek uważający, że jest czymś, jest niemądry, a gdyby siebie dobrze znał, czułby do siebie wstręt i pogardę. Św. Wincenty Fereriusz twierdził: „jestem niczym, nie mogę niczego, nie mam wartości. Zawsze Tobie służę źle i we wszystkim jestem sługą niepożytecznym”. Św. Ludwik Grignion de Monfort pisał: „Mądrość nieskończona (…) każe nam nienawidzić samych siebie, Nic tak nie jest godne miłości jak Bóg, nic tak godne nienawiści jak my sami”. Św. Jan Vianney uczył: „Człowiek (…) sam z siebie nie wnosi niczego, oprócz grzechu i kłamstwa”

    Nakaz miłowania innych tak jak samych siebie wcale zaś nie oznacza, że aby kochać bliźniego najpierw musimy pokochać samych siebie. W rzeczywistości bowiem każdy miłuje już siebie ze swej natury. List do Efezjan ujmuje to w następujących słowach: „Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią  do własnego ciała, lecz (każdy) je żywi i pielęgnuje” (tamże: 5, 29). Zadanie jakie jest przed nami postawione to więc nie: „najpierw pokochaj siebie, byś mógł kochać innych”, ale raczej: „siebie już z natury rzeczy kochasz, teraz zacznij miłować innych tak, jak miłujesz siebie samego”.

    A co z autodestrukcją, samobójstwami, ciężkimi depresjami, samogłodzeniem się, negatywnym obrazem samego siebie i tym podobnymi zjawiskami? Czy nie są one dobitnym dowodem na to, że człowiek może sam siebie nienawidzić? To co na pierwszy rzut oka wydaje się nam nienawidzeniem samego siebie może być równie dobrze interpretowane jako przejaw „miłości własnej”. Kobiety np. często cierpią z powodu przekonania o swej fizycznej nieatrakcyjności. Czy to oznacza, że dlatego nienawidzą samych siebie? Nie. One nienawidzą swego wyglądu, dlatego, że kochają siebie i chciałyby ładnie wyglądać. Inni nienawidzą swych porażek, gdyż kochają siebie i chcieliby w związku z tym odnosić sukcesy. Nawet w wypadku anorektyków nie jest trudne do wykazania, iż ich patologiczna niechęć do jedzenia, nie musi wcale wypływać z nienawiści do siebie. Wszak dla cierpiących na anoreksję, chude ciało jest ideałem piękna i właśnie w imię owego „wzoru” postanawiają oni głodzić swój organizm. Dla nich głodzenie swego ciała jest – rzecz jasna chorą i skrajnie kaleką – formą troski o nie.

    Co ciekawe, wedle badań opublikowanych swego czasu przez „Psychological Review”, a przeprowadzonych przez trójkę profesorów psychologów: Ray F. Baumeister z Case Western Reserve University oraz Joseph M. Boden i Laura Smart z „University of Virginia”, to właśnie „poczucie własnej wartości” może być źródłem najbardziej bolesnych problemów. Naukowcy ci doszli do wniosku, iż zbyt wysokie mniemanie o sobie może być główną przyczyną szczególnej brutalności w przestępstwach takich jak gwałt, napad zbrojny, wojny gangów i zbrodnie powodowane nienawiścią. Wspomniana wyżej trójka psychologów swoje badania oparła na podstawie analizy literatury historycznej, socjologicznej i społecznej. Piszą oni:
    Gdyby prawdziwą przyczyną przemocy było niskie poczucie własnej wartości to terapeutycznie rozsądne byłoby przekonanie gwałciciela, mordercy, znęcającego się nad żoną, płatnego zabójcy, tyrana, sadysty itd., że jest kimś nadzwyczajnym” – gdy tymczasem zdaniem autorów osoby te już mają o sobie takie przekonanie (…) Mężowie o długich brodach i łysych głowach już od tysięcy lat przekonują, że najlepszym sposobem na szczęście – i w wymiarze osobistym, i społecznym – jest myśleć o sobie bardzo skromnie, unikać egotyzmu i poświęcać swój interes w imię wyższego bądź wspólnego dobra”.

    Jednym z argumentów za tym przemawiającym są liczne wyniki badań prowadzonych w więzieniach, które przekonują, iż typową cechą kryminalistów jest przekonanie o byciu istotą lepszą od innych. Charakterystyczne jest np. dla mężów znęcających się nad żonami i rasistów, mówienie, iż czynili to po to by pokazać swym ofiarom „gdzie jest ich miejsce”. Nie od rzeczy, jest też uwaga autorów tych badań, iż popełnienie przestępstw wiążą się zwykle z ryzykiem, a ludzie, którzy ryzykują, najczęściej wierzą, iż są zdolni przetrzymać to, czego nie przetrzymałby zwykły, gorszy śmiertelnik. Wspomniana trójka psychologów zwraca też uwagę, że ludzie pogrążeni w depresji, którzy  mają ewidentnie niskie mniemanie o sobie, niemal nigdy nie czynią krzywdy drugiej osobie, co najwyżej sobie samemu (na postawie artykułu: „Poczucie własnej wartości na cenzurowanym”; http://www.tiqva.pl/o-psychologii/104-czy-biblia-kae-nam-naladowa-narcyza-http://www.tiqva.pl/o-psychologii/104-czy-biblia-kae-nam-naladowa-narcyza- ).

    Oczywiście tego, co zostało tu wyżej napisane, nie należy interpretować, jakoby ideałem było ciągłe mówienie o sobie: „Jestem do niczego”; „Nic mi się nie uda”; „Nienawidzę siebie”. Trzeba wszak wierzyć, iż z Bożą łaską i pomocą, można osiągnąć wiele, a czucie się kochanym przez Pana Boga z pewnością jest ważne. Pismo święte wszak naucza też, że jako ludzie zostaliśmy „cudownie stworzeni” (Psalm 139, 14) oraz zapewnia, iż jesteśmy „ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12, 6-7). Chodzi jednak o, że w tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie brak jest podstaw, by popierać twierdzenie o rzekomym braku miłości do samego siebie oraz „negatywnym wizerunku własnej osoby” jako głównym źródle ludzkich problemów. To raczej ciągłe mówienie o tym, że człowiek musi się kochać, darzyć samoakceptacją i dbać o pozytywny obraz samego siebie może w niezbyt długiej perspektywie prowadzić do pychy oraz egocentryzmu. Tym bardziej będzie prowadziło to do tych bardzo złych cech, jeśli „pozytywny obraz samego siebie”, „samoakceptacja” i „miłość do siebie” będę budowane w oderwaniu od wiary w Pana Boga oraz Jego cudownej łaski.

    Grzech czy choroba?

    Innym z bardzo niebezpiecznych poglądów psychologii jest nazywanie pewnych złych ludzkich zachowań (zwłaszcza tych dokonywanych nałogowo) mianem „choroby”.

    Nie byłoby  w tym niczego groźnego, gdyby określanie grzechów jako „chorób” oznaczało tylko tyle, iż zło moralne owocuje w życiu człowieka różnymi negatywnymi następstwami oraz sprawia, iż nie funkcjonuje się wówczas w sposób prawidłowy i normalny na różnych płaszczyznach. Analogiczne skutki wywołują wszak na płaszczyźnie biologicznej choroby o fizycznym charakterze. W tym sensie, można więc nazwać grzech „chorobą”. Istnieje jednak też sens słowa „choroba”, którego przenoszenie na płaszczyznę moralną, musi owocować różnymi błędami. Otóż w przypadku części chorób fizycznych, bardzo trudno lub wręcz niemożliwym, jest mówić o moralnej odpowiedzialności za bycie chorym. Można np. dość łatwo zarazić się przeziębieniem, czasami dzieci dziedziczą po swych rodzicach różne choroby, niektórzy ludzie nabyli wirusa HIV lub HPV nie wskutek prowadzonego przez siebie nieporządnego życia, ale w wyniku transfuzji krwi, nie zachowania potrzebnych wymogów higieny przy przeprowadzanych w szpitalach operacjach i zabiegach, etc. Inną cechą stanu chorobowego jest to, iż w trakcie choroby nie mamy kontroli nad pewnymi fizycznymi reakcjami swego organizmu. Nie można wtedy np. rozkazać swej głowie, by przestała gorączkować, albo nakazać swemu brzuchowi by już nie bolał.

    Nietrudno dostrzec, jak niszczące może być patrzenie na moralność w tych kategoriach. Owocuje to uwalnianiem z moralnej odpowiedzialności sprawców różnych nieprawości. Zamiast rozpustników mamy więc „seksoholików”, w miejsce pijaków powstali „alkoholicy”.

    Mówi się „Ten człowiek nie odpowiada za swe czyny, nie ponosi winy, bo jest chory„; „To choroba, a więc nie można mówić w tym wypadku o grzechu„; „Nie winię samego siebie, gdyż moje zachowanie wynikało z choroby„; „Jestem chory, nie mogę się powstrzymać od nadmiernego picia i seksu”.

    Skonfrontujmy ten sposób myślenia z wiatą katolicką wyrażoną w poniższych wypowiedziach Magisterium Kościoła”:

    Wreszcie, jest zawsze możliwe, że przymus lub inne okoliczności mogą przeszkodzić człowiekowi w doprowadzeniu do końca określonych dobrych działań; NIE SPOSÓB NATOMIAST ODEBRAĆ MU MOŻLIWOŚĆ POWSTRZYMANIA SIĘ OD ZŁA, zwłaszcza jeżeli on sam gotów jest raczej umrzeć niż dopuścić się zła (…) W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, NIGDY JEDNAK NIE JEST NIEMOŻLIWE.” –  Jan Paweł II, „Veritatis splendor”, n. 52, 102.

    ŻADEN CZŁOWIEK, choć usprawiedliwiony, nie może się uważać za zwolnionego z przestrzegania przykazań; nikt nie powinien podzielać błędnego mniemania, potępianego przez Ojców, wedle którego przestrzeganie Bożych przykazań jest dla człowieka usprawiedliwionego niemożliwe. Bóg bowiem nie nakazuje tego, co niemożliwe, lecz nakazując przynagla cię, byś czynił wszystko, co możesz, a prosił o to, czego nie możesz, On zaś pomoże ci, byś mógł, albowiem „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5, 3), a „jarzmo Jego jest słodkie i brzemię lekkie”>>” (por. Mt 11, 30) – Sobór Trydencki, Sesja VI, „Dekret o usprawiedliwieniu”, rozdz. 11.

    Jeśli choroba psychiczna, nałóg lub uzależnienia sprawia, iż dany człowiek nie jest w stanie powstrzymać się od popełniania jakiejś nieprawości, to powyższe nauczanie katolickie jest kłamstwem.

    Oczywiście, trudno kwestionować istnienie, pewnego rodzaju- czy to zewnętrznych czy wewnętrznych – rodzajów przymusów, które w jakiś tam sposób ograniczają dobrowolność podejmowania decyzji. Tyle tylko, że nie istnieje przymus o charakterze bezwzględnym, nie ma takiej choroby, w skutek, której człowiek nie mógłby się w żaden sposób oprzeć pokusie do pijaństwa, nieczystości, obżarstwa czy nienawiści. Jasne, że jeśli ktoś odczuwa jakiś rodzaj przymusu, to wina za popełnianie tych nieprawości może być mniejsza, ale nie można powiedzieć, że człowiek ów „po prostu jest chory i nie odpowiada za swoje czyny, gdyż nie jest w stanie się od nich powstrzymać„.

    Szukajmy wpierw jedzenia czy Królestwa Bożego?

    Kolejnym niebezpiecznym i dwuznacznym twierdzeniem psychologii jest tzw. hierarchia potrzeb, czyli opinia, jakoby fizyczne potrzeby człowieka, takie jak pożywienie, ubranie i schronienie, muszą być zaspokojone najpierw, później tak zwane potrzeby psychologiczne, a dopiero na końcu potrzeby duchowe. Od razu rzuca się w oczy, iż takie stawianie sprawy wydaje się być sprzeczne z tym czego nauczał Pana Jezus, a mianowicie:
    Starajcie się naprzód o królestwo (Boga) i o Jego sprawiedliwości, a to wszystko (pożywienie, ubiór, schronienie) będzie wam dodane” (Mt 6,33)

    „Hierarchia potrzeb” może mieć swą właściwą interpretację, jeśli traktować ją, jako dostrzeżenie pewnej socjologicznej prawidłowości, którą można streścić w słowach:Większość ludzi niezbyt interesuje się sprawami duszy, jeśli potrzeby ich ciała nie są zaspokojone”. Niebezpieczeństwo tego psychologicznego poglądu polega jednak na tym, że łatwo jest uczynić z dostrzeżenia owego socjologicznego, acz smutnego faktu, właściwy, pożądany model postępowania i wartościowania rzeczywistości. Ktoś może zatem rzecz (i bardzo często tak się dzieje): „Póki nie będę miał pełnej miski, nie mam zamiaru przejmować się jakimś tam posłuszeństwem wobec jakiegoś tam Pana Boga” albo: „Człowieku, muszę kraść, kłamać i oszukiwać, aby przetrwać, Bóg mi przecież nie ześle manny z nieba”. Sprzeczność takiego podejścia do spraw duszy i ciała z tradycyjnym chrześcijaństwem, będzie w tym wypadku, oczywista, radykalna i rażąca.

    Można by jeszcze dużo pisać o różnych wątpliwych, jeśli nie otwarcie błędnych poglądach wielu psychologów. A więc np. o idei „katharsis” („oczyszczenia”) zakładającej, iż pewne negatywne emocje powinny być uwalniane na polu sztuki i kultury, która otworzyła drogę do istnego wylewu bluźnierstw, wyuzdania, pornografii i przemocy na teren popkultury. Albo o niemal jednomyślnym przekonaniu psychologów o szkodliwości kar cielesnych nawet tych stosowanych względem dzieci; co jest bezpośrednim zaprzeczeniem tych fragmentów Pisma świętego, które owe kary chwalą, polecają i nakazują. Nie wspominając już o jednym z najbardziej popularnych przekonań psychologii, iż tłumienie w sobie pewnych myśli, pragnień i emocji, jest źródłem stresów i kompleksów, a zatem należy dać im otwarty, nieskrępowany wyraz, „wykrzyczeć je”; co jest prostą drogą do praktykowania i usprawiedliwiania różnych grzechów i nieprawości.

    Czy chodzi mi zatem o to, iż cała psychologia jest nauką diabelską, bezbożną i zwodniczą? Bynajmniej. Rzecz w tym, by do rozmaitych psychologicznych tez i koncepcji podchodzić z odpowiednim dystansem i ostrożnością, zgodnie z nakazem św. Pawła Apostoła:Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie. Unikajcie wszelkiego rodzaju zła” (1 Tes 5, 21 – 22). Po prostu, psychologia niesie za sobą dobre i w swej istocie chrześcijańskie koncepcje, ale niemało jest też w niej błędnych, złych i zwodniczych rad. Mądrością jest to, by odróżniać jedno od drugiego.

  7. 15 herezji i błędów Paulo Coelho

    Leave a Comment

    Paulo Coelho jest znanym niemal na całym świecie pisarzem. I choć wielu uważa jego twórczość za grafomanię oraz zbitek cukierkowatych banałów, to nie ulega wątpliwości, że jest on jednym z bardziej poczytnych autorów książek. Nakład jego publikacji sięga wszak kilkuset milionów sprzedanych egzemplarzy. W tych dniach wchodzi też do kin biograficzny film poświęcony historii życia tego człowieka. Warto więc przypomnieć, że Paulo Coelho jest autorem nie tylko cukierkowatych banałów, ale w swych książkach i innych wypowiedziach przekazuje on rozliczne herezje oraz poważne błędy doktrynalne, które dla niepoznaki są skrywane pod szatą katolickiej i chrześcijańskiej terminologii. Poniżej w pewnym skrócie wyliczę te z błędów i herezji Coelho, które swego czasu udało mi się w swej pracy nad książką mu poświęconą, wychwycić i poddać krytyce. Dodam jednak, że od kiedy pisałem książkę na temat twórczości tego pisarza, minęło już przeszło 11 lat, w międzyczasie ukazało się na rynko polskim jeszcze kilka publikacji jego autorstwa, więc co dość prawdopodobne, poniższa lista herezji i błędów Paula Coelho jest niepełna. Jak już wspomniałem owe moje wyliczenie fałszywych doktrynalnie poglądów tego człowieka ma formę skrótową – szczegółowe ich omówienie ująłem w swej książce pt. „Paulo Coelho – duchowy mistrz czy fałszywy prorok?” (wyd. Polwen, Radom 2005) oraz artykule: „Paulo Coelho. Herezjarcha w szatach mistyka”(Fronda. Pismo poświęcone, numer 34/2004).

    Oto zatem – zapewne niepełna – lista błędów, herezji i doktrynalnych wypaczeń, które Paulo Coelho prezentuje swym czytelnikom jako rzeczy dobre, pożądane, prawdziwe i usprawiedliwione.

     

    1. Propagowanie magii, czarów, wzywania duchów i okultyzmu.

    W zasadzie cała książka pt. „Pielgrzym” (to polski tytuł, w oryginale zwie się ona „Dziennik maga”) poświęcona jest tym praktykom, co do których co więcej znajdują się tam specjalne instrukcje jak owe rzeczy skutecznie czynić. Coelho zwie te praktyki „mocą czynienia cudów” oraz przebudzaniem „uśpionych mocy”. Pisarz ów też chwali „białą magię” oraz określa się mianem „maga” mówiąc przy tym, iż „każdy może być magiem”.

    2.Postawa ślepego posłuszeństwa wobec duchowego mistrza.

    W powieści „Pielgrzym” Coelho opisuje, iż jego pielgrzymce do Santiago de Compostela towarzyszył swego rodzaju przewodnik, któremu przyrzekł bezwzględne być posłusznym  „choćby rozkazał zabić, bluźnić lub popełnić bezsensowny czyn”.

    Jednocześnie Coelho w żadnym miejscu tej książki nie dystansuje się od stosowności składania tego rodzaju przysiąg, przez co daje do zrozumienia, iż jego postawa w tym względzie była dobra i właściwa.

    3. Usprawiedliwianie kultu składanego demonom, a także zawierania przyjacielskich z nimi relacji.

    W książce pt. „Zwierzenia pielgrzyma” Coelho chwali składanie ofiary demonom. Z kolei w swym „Pielgrzymie” człowiek ten twierdzi, iż należy pozyskać przyjaźń demona (którego w niektórych miejscach nazywa też „Posłańcem”). Coelho charakteryzuje „Posłańca” jako „anioła”, którego „potęga jest zbuntowana i oswobodzona„.  Coelho radzi, by wzywać demona codziennie, słuchać jego rad, aby „osiągnąć sukces w pracy lub wśród ludzi„. Pisarz ten zastrzega jednak, iż nigdy nie należy pozwolić, by demon dyktował nam warunki, ani nie ulegać fascynacji nim, zastrzegając jednak, że próba egzorcyzmowania go sprawia, iż „tracimy wszystko„.

    4. Ubóstwienie człowieka.

    W „Pielgrzymie” Coelho opisuje swą „mistyczną” wizję, jaka miała być jego udziałem pod koniec pielgrzymki do Santiago de Compostela. W trakcie tego przeżycia pisarz ów miał widzieć Pana Jezusa (którego zwie w książce „barankiem”) oraz mieć objawienie tego, iż „triumf baranka” będzie polegał na tym, iż: „każda istota ludzka stąpająca po tej ziemi obudziła swą wielka moc uśpionego w niej boga”. Wedle Coelho ludzie ukrzyżowali Chrystusa nie dlatego, żeby okazać niewdzięczność Synowi Bożemu, ale „ponieważ bali stać się bogami”. Wedle wspomnianej wizji misją Pana Jezusa było pokazanie ludziom, iż „potęga i chwała są dostępne dla wszystkich, lecz tak nagłe objawienie naszych zdolności przerosło nas”.

    5. Panteizm.

    W powieści „Alchemik” pozytywny jej bohater – bez żadnego krytycznego komentarza – snuje wywody o tym, że: „ten świat jest jedynie widzialną częścią Boga”. W książce tej znajdujemy też takie stwierdzenie: „Młodzieniec zanurzył się w Duszy Świata i ujrzał, że Dusza Świata jest częścią Duszy Boga, a Dusza Boga jest jego własną duszą. I odtąd mógł czynić cuda”. 

    6. Kwestionowanie podziału na dobro i zło.

    W książce „Pielgrzym” Coelho umieszcza następujące twierdzenie: „nie ma Dobra, ani Zła, (…) jest tylko ruch. A skoro jest ruch, często widzimy rzeczy raz z punktu widzenia Dobra, raz Zła”.

    7. Faktyczny agnostycyzm.

    W „Zwierzeniach Pielgrzyma” Paulo Coelho na zadane pytanie: Kim jest dla ciebie Bóg?, odpowiada: „Doświadczeniem wiary. Niczym więcej. Uważam, że próba definicji Boga jest pułapką. Zadano mi już to pytanie na spotkaniu autorskim i odpowiedziałem: „Nie wiem. Bóg nie jest dla mnie tym samym, czym jest dla ciebie”, i publiczność zaczęła bić brawo. Właśnie to czują ludzie, że nie istnieje Bóg, który pasuje wszystkim, bo to jest bardzo indywidualne”.

    8. Popieranie religijnego feminizmu poprzez faktyczne poniżanie Najświętszej Maryi Panny poprzez utożsamianie Jej i zrównywanie z różnymi czczonymi przez pogan żeńskimi boginiami.

    W książce pt. „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam”pojawia się wielce pozytywnie opisana postać proroka i mistyka, mającego rozmawiać z Matką Bożą, który twierdzi, iż Maryja jest: „ucieleśnieniem bogini, która objawia się we wszystkich religiach świata, i mimo że przez wieki wiara w nią była tępiona, to jej kult przetrwał w ukryciu tysiąclecia”. Ów „prorok” nazywa też Boga „Matką”. a błogosławioną Maryję z Nazaretu zwie „Boginią” z utęsknieniem czekając na czas, gdy „w Trójcy Świętej pojawiła się niewiasta (i da początek) Trójcy Ducha Świętego, Matki i Syna?”. Postać ta ma też w przyszłości „wiele wycierpieć” i głosić „wiarę we Wszechmocną Matkę„.

    9. Kwestionowanie wieczystego dziewictwa Najświętszej Maryi Panny.

    Wspomniany powyżej „prorok” z książki „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam” twierdzi, iż Maryja „była zwyczajną kobietą i miała więcej dzieci„.

    10. Indyferentyzm i synkretyzm religijny.

    W „Zwierzeniach pielgrzyma” Paulo Coelho twierdzi m.in: „Trzeba otwarcie głosić, że można być ateistą, muzułmaninem, katolikiem, buddystą czy agnostykiem i nie stanowi to żadnego problemu. Każdy jest panem swojego sumienia. Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Boga. My mamy swoją drogę, to nasz wybór, ale tych dróg jest sto lub dwieście”. Coelho podoba się też synkretyczny klimat panujący wśród wielu brazylijskich katolików, który przejawia się w próbach łączenia wiary chrześcijańskiej z dawnymi pogańskimi kultami. Z nieukrywaną radością mówi on: „Jeśli przyjedziesz do Rio na sylwestra, tu, na plaży Copacabana, ujrzysz niewiarygodne zjawisko. Znajdziesz się wśród miliona katolików, ubranych na biało i rzucających kwiaty do morza, jak każą dawne afrykańskie obrzędy. Tutaj wszystkie wierzenia współistnieją ze sobą, wierni i teologowie potrafią godzić je bez wyrzutów sumienia”. W książce „Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam” jeden z pozytywnych bohaterów mówi, iż „Bóg jest jeden, choć ma tysiące imion„, a także zrównuje różne pogańskie mity i opowieści z prawdą o przyjściu Chrystusa na świat.

    11. Kreowanie fałszywej nadziei na zbawienie poprzez trwanie przy automatycznie sprawowanych praktykach religijnych.

    W „Pielgrzymie”, niejaki Petrus będący autorytetem Paulo Coelho w czasie jego pielgrzymki do Santiago de  Compostela raczy czytelników taką opowiastką: „Miałem przyjaciela, który zawsze chodził pijany, ale co wieczór odmawiał trzy zdrowaśki, ponieważ w dzieciństwie wpoiła mu to matka. Nawet kiedy wracał do domu kompletnie zalany, nawet nie wierząc w Boga, mój przyjaciel co wieczór klepał trzy zdrowaśki. Po jego śmierci, uczestnicząc w jednym z rytuałów Tradycji, zwróciłem się do ducha Starszych, pytając, gdzie przebywa mój przyjaciel. A duch powiedział, że zmarły miewa się doskonale, że otacza go światło. Choć w życiu zabrakło mu wiary, ocalił go wysiłek ograniczony do automatycznego odmawiania trzech modlitw, po prostu z poczucia obowiązku”.

    Wniosek z tego wywodu nasuwa się sam: nie musisz wierzyć w Boga i żałować za swego grzechy, wystarczy, że w czysto automatyczny sposób będziesz odmawiał (a raczej recytował) pewne modlitwy i już to samo zagwarantuje ci zbawienie.

    12. Poddawanie w wątpliwość obiektywnego charakteru moralności na rzecz subiektywnego „wsłuchiwania się w głos serca i marzeń”.

    W powieści „Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam” Coelho wkłada w usta swych pozytywnych bohaterów między innymi takie maksymy jak:  „(Pan Bóg) nakazuje nam kierować się głosem marzeń i serca (…) w miłości nie ma żadnych reguł. Choćbyśmy trzymali się wiernie podręczników, sprawowali nadzór nad sercem, postępowali zgodnie z góry ustalonym planem wszystko to nie zda się na nic. Bowiem o wszystkim decyduje serce i ono ustanawia prawa”. Z kolei, w książce „Demon i panna Prym” jedna z postaci  mądry i świątobliwy biskup, zapytany przez pewnego księdza, cóż należy czynić, by było to miłe Stwórcy, odpowiada: „Skądże mam wiedzieć, co podoba się Wszechmogącemu? Czyń to, co dyktuje ci serce, a Bogu się to spodoba”. W innym ze swych tekstów Coelho pisze: „Nie istnieją żadne powinności. Istotą miłości jest gotowość wyzbycia się powinności i przymusu”. 

    13. Gloryfikacja rozwiązłości seksualnej.

    W książce pt. „Weronika postanawia umrzeć” znajduje się opis perwersyjnego aktu masturbacji połączonego z jeszcze bardziej perwersyjnymi fantazjami seksualnymi. To zachowanie spotyka się z następującą pochwałą ze strony jednej z pozytywnych postaci tej powieści: „Zakazane? Posłuchaj: byłam adwokatem i znam prawo. Byłam też katoliczką i znam na pamięć całe fragmenty Biblii (…). Popatrz mi prosto w oczy i zapamiętaj to, co ci powiem. Istnieją tylko dwie zakazane rzeczy jedna przez ludzkie prawo, druga przez boskie. Nigdy nie zmuszaj nikogo do stosunku bo to jest uznawane za gwałt. I nigdy nie próbuj tego z dziećmi, bo to największy z grzechów. Poza tym, jesteś wolna. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pragnie dokładnie tego samego, co ty”.

    Inna z powieści Coelho „Jedenaście minut” poświęcona jest perypetiom jednej z prostytutek, gdzie jednemu z dokonywanych przez nią stosunków seksualnych towarzyszy prośba o błogosławieństwo oraz odczytywanie fragmentów biblijnej Księgi Koheleta. Z kolei, w książce „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam” wielki „prorok” i „mistyk” w trakcie odbywanego przez siebie pozamałżeńskiego aktu seksualnego wznosi do Nieba podziękowania za ów czyn, a także słyszy głos „Ducha Świętego” przekonującego ją, iż „nie popełnia grzechu”.

    14. Neutralne przedstawianie grzechu pijaństwa.

    W „Pielgrzymie” widzimy, jak duchowy przewodnik Paulo Coelho Petrus upija się do tego stopnia, iż nie może sam o własnych siłach dowlec się do hotelu, co spotyka się z dość przychylnym komentarzem Coelho, który pisze, że takie zachowanie było ze strony Petrusa pokazaniem: „że jest on takim samym człowiekiem jak inni, zdolnym do odczuwania Erosa, Filos i Agape”.

    15. Przedstawianie Pana Jezusa, jako nieposłusznego dziecka.

    W „Zwierzeniach pielgrzyma” Paulo Coelho twierdzi: „Niewątpliwe, Jezus często przeciwstawiał się Marii i Józefowi”.

    alchemik

     

     

     

     

  8. Nacjonalizm „de facto” jest błędem i herezją

    Leave a Comment

    Spore zamieszanie, a nawet oburzenie, wywołała w kręgach prawicowych wypowiedź prymasa Polski, abpa Wojciecha Polaka o tym, że nacjonalizm jest herezją. Czy jednak aby na pewno jest się tu czym oburzać?

    Podstawowym problemem ze stwierdzeniami aprobującymi lub krytykującymi tezę  o nacjonalizmie jako herezji jest to, iż samo pojęcie nacjonalizmu niemal z samego swego założenia będzie w dużej swej części rzeczą płynną, nieokreśloną, co do której poszczególnych części składowych nie istnieje zgoda wśród osób określających się mianem nacjonalistów. I poniekąd jest to naturalny stan rzeczy, gdyż nie ma objawionej z Nieba definicji tego „czym jest prawdziwy nacjonalizm”, ani też nie istnieje jakiś światowy Watykan nacjonalistów, który ustalałaby co mieści się w ramach „nacjonalistycznej ortodoksji”, a co z takową jest sprzeczne. Oprócz więc może bardziej ogólnych stwierdzeń typu: „naród jest najważniejszy” albo „w polityce winno się stawiać interes własnego narodu ponad interesy innych nacji” bardzo trudno jest stwierdzić co – w sensie bardziej szczegółowym – mieści się w ramach autentycznego nacjonalizmu? Historia zaś i teraźniejszość różnych ruchów i środowisk odwołujących się do tego pojęcia tylko poświadcza ową trudność w zdefiniowaniu bardziej szczegółowych cech i elementów nacjonalizmu. Nacjonalistami zwą się wszak i wrogo nastawieni do chrześcijaństwa neo-poganie, jak i osoby dość obojętne wobec religii, ale również zdeklarowani katolicy, prawosławni czy protestanci. I choć jedni drugim mogą zarzucać odstępstwo czy wykrzywianie idei prawdziwego nacjonalizmu, to tak naprawdę – z powyżej przytoczonych względów – każda z tych grup  może uważać się za „autentycznych nacjonalistów„.

    Innym problemem w odniesieniu do tego, czy nacjonalizm można nazwać doktrynalnym błędem czy herezją jest to, iż w bardziej oficjalnych aktach Magisterium Kościoła trudno jest znaleźć bardziej jasne potępienie czy też z drugiej strony pochwałę nacjonalizmu jako takiego. Jeśli już to potępia się pojęcie „przesadnego” albo „skrajnego” nacjonalizmu, jednak nie stwierdza się przy tym, iż np. umiarkowany nacjonalizm jest doktrynalnie w porządku, przez co pozostawia się kwestię oceny nacjonalizmu jako takiego otwartą i dyskusyjną. Co prawda, w różnych kręgach prawicowych przez długi czas był upowszechniany rzekomy cytat z encykliki „Caritate Christi compulsi” Piusa XI, w której ten miał twierdzić, iż”Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny, ani nacjonalizmu; przeciwnie, kontroluje on go, uświęca i ożywia ” jednakże ów okazał się przekręcony i zmanipulowany, gdyż w rzeczywistości w cytowanym fragmencie papież ów nie użył słowa „nacjonalizm”. Poprawnym tłumaczeniem jest tu: „uporządkowana miłość chrześcijańska, nie tylko nie potępia przywiązania do narodu, przeciwnie zasadami swymi uświęca je i ożywia”. Chyba zaś nie trzeba nikomu specjalnie tłumaczyć, iż „przywiązanie do narodu” nie musi być absolutnie tożsame z „nacjonalizmem”. Co prawda każdy nacjonalizm jest przywiązaniem do swego narodu, ale nie każde przywiązanie do narodu musi być nacjonalizmem. Z drugiej zaś strony wypowiedzi niektórych papieży czy biskupów bardziej wyraźnie piętnujące nacjonalizm nie zostały ujęte w formie aktów magisterium Kościoła, lecz mają niższą rangę, przez co katolicy nie muszą w sposób automatyczny uważać takowych za wiążące ich serca i rozumy. Poza tym, pewnego rodzaju zdawkowość owych potępień nacjonalizmu z ust niektórych katolickich hierarchów też nie ułatwia sprawy, gdyż jak znam życie niektórzy z nacjonalistów mogliby powiedzieć, iż to co owi hierarchowie rozumieją jako „nacjonalizm” w rzeczywistości nie jest prawdziwym nacjonalizmem, ale np. nazizmem czy szowinizmem, a więc tak naprawdę nie potępili oni wyznawanych przez nich poglądów.

     

    Osobiście jednak sądzę, iż można w miarę spokojnie powiedzieć, że – nawet bez wchodzenia w rozliczne szczegóły – zatrzymując się na najbardziej podstawowym i ogólnym rozumieniu tego czym jest nacjonalizm, ów można nazwać błędem doktrynalnym, herezją i nadużyciem. Już samo bowiem stwierdzenie, iż, choćby tylko w sferze doczesnej i politycznej, naród jest „najwyższą wartością” i „jego interesy winny być przedkładane ponad interesy innych nacji” jest ze wszech miar wątpliwe. Co bowiem, jeśli sprawiedliwość nakazuje w danej sytuacji przełożyć dobro innego narodu nad interes własnej nacji? Przykładowo, naród niemiecki w dużej swej części doprowadził do wybuchu światowej wojny, ludobójstwa, masowych mordów oraz rozlicznych cierpień z tego wynikających. Sprawiedliwym było więc poddanie Niemców pewnym formom represji i ograniczeń, to jest np. czasowej okupacji ich kraju, zawieszeniu niemieckiej państwowości na czas kilku lat, odebraniu im części posiadanych wcześniej terytoriów, nałożeniu daleko posuniętych ograniczeń na rozwój siły militarnej przyszłej niemieckiej armii. Z perspektywy stricte nacjonalistycznej, a więc uznającej prymat interesów własnego narodu nad inne, takie ograniczenia musiały się jawić jako krzywdzące, jednak jeśli już popatrzymy na takowe z punktu widzenia tradycyjnej moralności chrześcijańskiej, coś takiego było działaniami sprawiedliwymi i rozsądnymi.

    Także inne z podstawowych założeń nacjonalizmu jest co najmniej wątpliwe, a w praktyce prowadzi do różnych grzechów i nieprawości. Chodzi mianowicie o twierdzenie, iż suwerenem danego państwa jego jego naród, a co za tym idzie każdy naród powinien mieć własne państwo i nim rządzić. Co jednak przy takim założeniu począć z katolickim nauczaniem o tym, iż  władza pochodzi od Boga, a nie od ludu i że warunkiem legalności danego rządu nie jest jego wyłonienie przez naród? Czy w takim razie należy potępić sytuację, w której dany naród jest rządzony przez państwo etnicznie mu obce? Jeśli tak to co począć z faktem, iż sam Bóg nakazywał np. Żydom życie pod obcymi im rządami (przykład babilońskiego władcy Nabuchodonozora, któremu Żydzi z Bożego polecenia mieli się podporządkować)?

    Poza tym, gdy popatrzy się na historię również tych ruchów nacjonalistycznych, które odżegnywały się od pogaństwa i antychrześcijaństwa, a za to gorliwie akcentowały swe przywiązanie do katolicyzmu i chrześcijaństwa, to również w ich wypadku widzimy jak naznaczone one były poważnymi błędami oraz nadużyciami. Widzimy to na przykładzie tak chorwackich Ustaszy (odpowiedzialnych za przerażające i liczne akty sadyzmu oraz okrucieństwa), rumuńskiej „Żelaznej Gwardii” (zhańbionej choćby krwawymi czystkami antysemickimi przez nią dokonywanymi) czy też „naszym” ONR-e, który to postulował wypędzenie z Polski, po uprzednim odebraniu im prywatnej własności, wszystkich Żydów, choćby i ci byli z wyznania chrześcijanami (tak wiem, że w czasie II wojny światowej wielu ONR-owców pomagało wtedy Żydom, ale to nie zmienia historycznego faktu głoszenia wcześniej przytoczonych przeze mnie poglądów, ale raczej pokazuje zawiłości ludzkiej psychiki i duchowości).

     

    Oczywiście, może się zdarzyć tak, iż ktoś nazywa się „nacjonalistą” jednak w rzeczywistości nie wyznaje żadnych błędnych czy heretyckich poglądów, które historycznie rzecz biorąc były powszechne w środowiskach nacjonalistycznych. Może jednak być też tak, że ktoś nazywa się „socjalistą”, a przy tym nie wyznaje żadnego z konkretnych poglądów socjalistycznych, które zostały potępione przez Magisterium Kościoła (ale np. pod pojęciem „socjalizmu” rozumie istnienie płacy minimalnej, Kodeksu pracy, opieki społecznej, a nie upaństwowienia większej części środków produkcji, rozdziału Kościoła od państwa, etc.). Jednak tak w wypadku owych „nacjonalistów” i „socjalistów” zachodzi pytanie o sensowność aprobatywnego używania pojęć, które w powszechnym obiegu językowym były i są rozumiane w znacznie szerszym i błędnym znaczeniu?