Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Grzegorz Braun

  1. Dlaczego „Konfederacja”?

    Leave a Comment

    Nie czynię żadnej tajemnicy z tego, iż w najbliższych wyborach parlamentarnych (które odbędą się 13. 10. 2019 r.) zamierzam zagłosować na ugrupowanie o nazwie „Konfederacja. Wolność i Niepodległość”. Nie ukrywam jednak też tego, że ów wybór będzie dla mnie pod pewnymi względami dość trudny, a to głównie z powodu mocno liberalnej ekonomicznie oraz wyraźnie antyimigranckiej retoryki tego komitetu wyborczego. Mimo to uważam ową decyzję za najlepszą tak moralnie jak i taktycznie w obecnych okolicznościach. Poniżej postaram się wytłumaczyć dlaczego.

    Wybory polityczne a „mniejsze zło”

    Niektórzy twierdzą, iż w sytuacji, gdy nie ma ugrupowań politycznych, które w 100 procentach reprezentowałyby dobre postulaty nie należy brać udziału w wyborach, gdyż zakazane jest popieranie czegoś co nazywamy mniejszym złem. Ludzie ci mają rację co do tego, iż nigdy nie należy czynić czegoś co jest w sensie moralnym mniejszym złem, ani też w żadnych okolicznościach nie powinno się mniejszego zła pochwalać lub usprawiedliwiać. Mimo to nie zgadzam się z ich stanowiskiem w kwestii nie chodzenia na wybory w sytuacji, gdy nie ma scenie politycznej ugrupowania, które we wszystkich swych postulatach było zgodne z nauczaniem katolickim. Czym innym jest bowiem czynienie, pochwalanie bądź usprawiedliwianie mniejszego zła (i to jest zawsze zakazane), a czym innym jego tolerowanie, a więc niechętne, bierne przyzwalanie na jego zaistnienie. Czy zaś głosowanie na ugrupowanie, które mówiąc potocznie nie jest w 100 procentach OK jest bardziej popieraniem czy tolerowaniem mniejszego zła? Otóż sądzę, że w sytuacji, gdy wyraża się jasno i jednoznacznie swój krytycyzm wobec tego co w tym ugrupowaniu jest złe, ale mimo to głosuje się nań ze względu na reprezentowane przez niego dobro, to zachowanie takie mieści się w ramach tradycyjnie pojmowanej tolerancji mniejszego zła. Można to porównać do sytuacji płacenia podatków, z których część szła na złe moralnie rzeczy (np. finansowanie pogańskiego kultu albo niemoralnych imprez w rodzaju igrzysk gladiatorów). Płacenie podatków w takich okolicznościach nie było popieraniem mniejszego zła, ale stanowiło tylko jego tolerowanie i dlatego też Pan nasz Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł polecali uiszczanie tej należności nawet w sytuacji, gdy wiązało się to z wyżej wymienionymi kwestiami (por. Mt 22, 21; Rz 13, 6-7).

    Jeszcze innym przykładem tolerowania mniejszego zła może być rada dana nam przez patrona moralistów i spowiedników św. Alfonsa Liguoriego. Otóż ów doktor Kościoła uważał, iż jest moralnie dopuszczalne nawet – pewnego rodzaju – zachęcenie kogoś o kim wiadomym jest, że tak czy inaczej dopuści się grzechu, by zamiast większego grzechu popełnił grzech mniejszy. Przykładem takiej postawy w praktyce był czyn św. Maksymiliana Kolbe, który przekonał jednego z komendantów obozu w Auschwitz, by zamiast skazać na śmierć ojca i męża rodziny wysłał do komory głodowej jego własną osobę. W tym sensie postawa św. Maksymiliana Kolbe była właśnie aprobowaną przez św. Alfonsa Liguoriego formą tolerowania mniejszego zła. Kolbe zdawał bowiem sobie sprawę, że w tej sytuacji tak czy inaczej zginą niewinni ludzie, więc postanowił zachęcić jednego ze swych oprawców, by uczynił mniejsze zło, skazując na śmierć osobę samotną niż gotując taki los człowiekowi, który miał pod swą pieczą żonę i dzieci. Czy innym jednak by było, gdyby np. św. Maksymilian zgodziłby się samemu zabić jednego niewinnego, po to by uratować dajmy na to 1 000 innych niewinnych osób. Wtedy to byłoby już nie tylko tolerowanie mniejszego zła, ale jego aktywne czynienie i coś takiego w żadnych okolicznościach nie podobałoby się Bogu.

    Z tego względu uważam też, iż w sytuacji, gdy wszystkie z biorących udział w wyborach komitetów wykazują mniej lub bardziej poważne wady i braki, należy głosować na ten z nich, który takowych ułomności ma najmniej lub też, którego wady i braki w praktycznym wymiarze nie będą mogły się zbyt rozwinąć i uaktywnić.

    Dlaczego nie PiS i nie PSL+Kukiz?

    Można by jednak zapytać, czemu nie głosować w takim razie na PiS albo PSL Koalicję Polską (czyli coś co na użytek tego artykułu nazwałem „PSL+Kukiz”), skoro w tych ugrupowaniach widać jeszcze relatywnie mniej lub bardziej mocne tendencje chrześcijańskie oraz konserwatywne? Najprostszą odpowiedzią na to pytanie jest stwierdzenie, iż porównując oba te komitety wyborcze z Konfederacją widać więcej ich wad oraz ułomności.

    I tak np. PiS choć nie sposób odmówić mu wielu dobrych rzeczy, które uczynił w czasie swych rządów (np. znaczne ograniczenie legalności handlu niedzielnego, delegalizacja skrajnych postaci lichwy w postaci tzw. chwilówek, podniesienie płacy minimalnej, „uzusowienie” tzw. umów śmieciowych) to w kwestii obecnie najważniejszej, a więc poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci konsekwentnie stosuje obstrukcję, de facto nie godząc się na wprowadzenie bardziej sprawiedliwego prawa tego się tyczącego. Jeśli zaś chodzi o stosunek tego ugrupowania do ruchów LGBT to owszem w sferze werbalnej jego przedstawiciele nieraz słusznie je krytykują, jednak nie widać by przekładało się to na bardziej realne i prawne działania owej partii. W czasie 4 lat rządów PiS nie uchwalano żadnej ustawy, które choćby w małym stopniu ograniczała legalność pro-sodomickiej propagandy. Przeciwnie, znajdująca się w rękach PiS Telewizja Publiczna sama dokłada rękę do szerzenia się takiej propagandy (jak zresztą również innych form niemoralności) choćby poprzez emitowanie seriali, w których życzliwie pokazuje się pary sodomickie wychowujące razem dzieci.

    A zatem podsumowując ocenę PiS-u można powiedzieć, iż partia ta czyni wiele dobrego w takich sprawach jak ochrona pracowników oraz osób ekonomicznie słabszych, jednak nie czyni nic albo nawet przeszkadza w postępie spraw moralnych i cywilizacyjnych, które aktualnie są pierwszą linią frontu pomiędzy siłami dobra i zła (aborcja oraz LGBT).

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci. Z drugiej strony, w aktualnych okolicznościach antyaborcyjne skrzydło tego ugrupowania jest osłabione przez sojusz z resztkami klubu parlamentarnego Pawła Kukiza. Tak się bowiem składa, że tak większość z posłów, którzy zostali przy Kukizie (i którzy w związku z tym zwykle otrzymali „jedynki” na listach PSL KP) głosowało przeciwko ustawie „Stop aborcji”. Tak też w chwili obecnej trudno by było powiedzieć, iż w komitecie wyborczym PSL+Kukiz przeważa nurt opowiadający się za poszerzeniem prawnej ochrony życia dzieci poczętych.

    Obecność na listach wyborczych PSL KP Pawła Kukiza i najbardziej oddanych mu ludzi czyni też jeszcze bardziej dwuznaczną sprawę podejścia tego ugrupowania do prawnej legitymizacji związków partnerskich. Sam Kukiz niejednokrotnie bowiem opowiadał się za wprowadzeniem do polskiego prawa takiej instytucji. Politycy zaś PSL-u co prawda zdecydowanie sprzeciwiali się pomysłowi małżeństw homoseksualnych oraz adoptowania przez takowe pary dzieci, jednak jeśli chodzi o instytucję związków partnerskich ich deklaracje były już mniej jasne i jednoznaczne.

    Do głosowania na PSL+Kukiz może też zniechęcać dość powszechna opinia odnosząca się do PSL jako partii mającej być ugrupowaniem, które potocznie zwie się „obrotowym” i „systemowym”. Chodzi tu o łatwość z jaką ugrupowanie to wchodziło w koalicje rządowe z rozmaitymi nieraz mocno różniącymi się od siebie partiami. Wielu dopatruje się w tejże cesze PSL-u nieuporządkowanej tendencji do przysłowiowych „stołków” oraz apetytu na publiczne pieniądze. Trudno tak naprawdę ocenić ile w takiej postawie PSL-u było dobrej odpowiedzialności za nasz kraj, a ile osobistej nieuczciwości poszczególnych jej działaczy. Tym nie mniej pewien cień na owe ugrupowanie okoliczność ta rzuca.

    Wady i zalety Konfederacji

    Przyjrzyjmy się zatem teraz jak na tle PiS oraz PSL+Kukiz prezentuje się Konfederacja?

    Przede wszystkim Konfederacja jest o wiele bardziej klarowna jeśli chodzi o podejście do aborcji i LGBT.

    I tak w kwestii poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci to trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, iż ogromna większość czołowych działaczy tego ugrupowania opowiada się za takim prawem. Można tu co prawda mieć pewne wątpliwości co do Janusza Korwina-Mikke, który w różnym duchu wypowiadał się na ten temat, jednakże i tak większość z działaczy skupionych wokół Korwina popiera zaostrzenie zakazu aborcji.

    Co do LGBT to wśród polityków Konfederacji często jest podnoszony postulat zakazu publicznego propagowania tego ruchu – co ani w PiS ani PSL+Kukiz nie zdarza się często (jeśli w ogóle miało to w tych kręgach miejsce). Ba, swego czasu jeden z liderów Konfederacji, pan Grzegorz Braun publicznie opowiedział się za prawnym zakazem czynów homoseksualnych jako takich – choć niestety później niektórzy z innych polityków tego ugrupowania sugerowali, iż była to tylko swoista ironia z jego strony. Tak czy inaczej, w kwestii LGBT Konfederacja zajmuje najbardziej tradycyjnie katolickie i konserwatywne stanowisko, do którego nie dorasta przekaz jaki w tym obszarze dają PSL+Kukiz czy nawet werbalnie krytykujący ruch pro-sodomicki politycy PiS-u.

    W łonie Konfederacji dostrzegalne są również inne, jeszcze dalej idące przejawy konserwatyzmu obyczajowego. Przykładem tego jest choćby jeden z projektów przygotowanych przez pana Sławomira Mentzena, w którym proponuje się wprowadzenie prawa umożliwiającego zawieranie małżeństw prawnie nierozwiązywalnych. Co więcej jeden z czołowych polityków wspomnianego ugrupowania publicznie wypowiadał się w bardzo przychylnym duchu i tonie o pomyśle prawnej delegalizacji niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa). Nie waham się powiedzieć, iż jest to prawdziwy (oraz chwalebny) ewenement na polskiej scenie politycznej.

    Oczywiście Konfederacja ma też swoje mniej lub bardziej poważne wady, których część poniżej wymienię. Tak się jednak składa, że w większości wypadków owe ułomności w obecnych okolicznościach politycznych i tak nie mogą być w zbytnym wymiarze realizowane w praktyce, przez co nawet, jeśli w niektórych punktach na płaszczyźnie teoretycznej są one większe niż w przypadku PiS lub PSL+Kukiz to de facto i tak wychodzi na to, że Konfederacja prezentuje mniej złe rzeczy niż inne komitety wyborcze.

    Tendencja do skrajnego liberalizmu gospodarczego. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich polityków Konfederacji, ale nie da się nie zauważyć, iż retoryka tego komitetu wyborczego w kwestiach ekonomicznych przybiera ton nadawany przez korwinistów. Nie zawsze to jest złe, gdyż niektóre z postulatów liberalizmu ekonomicznego są godne rozważenia, jednak co do samego rdzenia takich poglądów to są one nie do pogodzenia z nauką katolicką. Nie waham się nawet twierdzić, że gdyby zrealizować pomysły Janusza Korwina-Mikke w obszarze gospodarczym to de facto oznaczałoby pełną legalizację jednego z wołających o pomstę do Nieba grzechów, którym jest wszak uciskanie ludzi ubogich. Z drugiej strony jednak nawet jeśli Konfederacja wejdzie do Sejmu to z pewnością nie będzie ona miała na tyle silnej reprezentacji, by wchodzący w jej skład korwiniści zdołali przeforsować na gruncie prawnym większość ze swych postulatów o charakterze ekonomicznym.

    Radykalnie antyimigracyjna retoryka. Wielu działaczy Konfederacji wywodzi się ze środowisk, które przed kilku laty napędzały i inspirowały agresywną i nierzadko wulgarną kampanię skierowaną przeciwko imigrantom oraz uchodźcom. Ta kampania de facto sprowadzała się wówczas do zniesławiania ogółu przybyszów, jako band leni, nierobów oraz potencjalnych terrorystów oraz próbowała zniechęcać władze naszego kraju do przyjmowania imigrantów i uchodźców w jakichkolwiek, choćby i małych ilościach. Dzisiejsze antyimigracyjne hasła podnoszone przez polityków Konfederacji nie są może już tak radykalne, jak te sprzed kilku laty, jednak pozostaje wciąż kwestią otwartą czy krytycznie odnoszą się oni do do antyimigranckiej histerii wówczas rozpętanej?

    Obsesyjna niechęć do Żydów. Co prawda nie dotyczy ta wada raczej większości polityków Konfederacji, ale nie da się ukryć, iż przynajmniej jeden z jej liderów (to znaczy pan Grzegorz Braun) oraz jeden ze znanych publicystów ją popierających (czyli pan Stanisław Michalkiewicz) wykazują silne tendencje do chorej, obsesyjnej niechęci wobec Żydów, która przeradza się nawet w wygłaszanie opinii bliskich herezji lub wręcz jawnie heretyckich bo kwestionujących albo prawość bohaterów Starego Testamentu albo też podważających wiarygodność Starego Testamentu. Należy tą zdegenerowaną odmianę podejrzliwości wobec Żydów odróżnić od zdrowej, tradycyjnie chrześcijańskiej ostrożności wobec tego narodu, która wynika ze świadomości faktu, iż swego czasu większość Żydów odrzuciła lub nie poznała Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawcy. W związku z tym też kolejne pokolenia Żydów były wychowywane w mniejszej bądź większej niechęci wobec chrześcijaństwa. Zdrowa podejrzliwość wobec Żydów jest świadoma tych faktów, ale zarazem godzi wiedzę na ich temat z miłością wobec tego narodu, a także docenieniem tego, co ów przyniósł światu dobrego i co wciąż jest w nim zasługujące na pochwałę.

    Na pocieszenie można jednak powiedzieć, iż nic nie wiadomo, aby tak pan Grzegorz Braun, jak i Stanisław Michalkiewicz postulowali przekształcanie swej werbalnej obsesji wobec Żydów w jakieś realne prawne akty prześladowań i niesprawiedliwości czynionych wobec członków tego narodu. Ponadto, w naszym kraju istnieje niewielka ilościowa społeczność żydowska, a ewentualna obecność Grzegorza Brauna w polskim sejmie i tak nie mogłaby w rzeczywisty sposób wpłynąć na np. uchwalenie w polskim prawodawstwie jakichś niesprawiedliwych krzywdzących Żydów ustaw.

    Podsumowanie

    A zatem reasumując: wszystkie komitety wyborcze aktualnie startujące w wyborach mają swe zalety i wady. Poddając jednak poszczególne z nich bardziej dokładnej refleksji nasuwa się konkluzja, iż to właśnie oddanie głosu na ugrupowanie „Konfederacja. Wolność i Niepodległość” będzie stanowiło akt wsparcia większego dobra oraz tolerowania mniejszego zła. To co bowiem jest dobre w Konfederacji jest obecne z niej w stopniu bardziej wyrazistym niż w innych ugrupowaniach (stosunek do aborcji i LGBT, a także niektóre z innych elementów konserwatyzmu obyczajowego). To co zaś jest z Konfederacji złe albo wątpliwe moralnie i doktrynalnie w praktyce – nawet jeśli ugrupowanie to wejdzie do Sejmu – w większości wypadków, nie będzie mogło być zrealizowane na drodze prawnej.

    Z tych więc powodów 13 października 2019 roku oddam swój głos na Konfederację oraz zachęcam do tego innych.

    Mirosław Salwowski


  2. Paszkwile, herezje i bluźnierstwa Stanisława Michalkiewicza

    Leave a Comment

    Na tej stronie pisałem już o tym, jak Pismo święte de facto było dyskredytowane przez pana Grzegorza Brauna, jednego ze znanych przedstawicieli prawicy katolickiej (patrz: https://salwowski.net/2018/12/27/grzegorz-braun-zniewaza-bohaterow-naszej-wiary/ ). Niedawno z pewnym zaskoczeniem przyjąłem fakt, iż inny znany konserwatywny publicysta, a mianowicie pan Stanisław Michalkiewicz poszedł w swych próbach podważania wiarygodności Biblii jeszcze dalej. Oto wszak w napisanym przez siebie tekście pt. „Filip de Villiers zdziera maski” (Tygodnik „Najwyższy Czas!”,  4 lipca 2019) pan Michalkiewicz sugeruje, iż jeden z fundamentalnych dla Starego Testamentu tekstów opisujących wyjście Hebrajczyków z ziemi Egiptu został zafałszowany na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela”. Pisze on tam wszak co następuje:

    „W dzisiejszych czasach, a zresztą nie tylko w dzisiejszych, bo i w starożytnych, nie można się obejść bez tak zwanych „mitów założycielskich”. Na przykład mitem założycielskim Izraela była ucieczka z Egiptu, oczywiście podana w nader patetycznym sosie w Księdze Wyjścia. Jak pamiętamy, faraon uparł się, by Izraelitów z Egiptu nie wypuszczać, bo Najwyższy w tym celu specjalnie zatwardził mu serce. Czy zatwardził je faraonowi, na którym nie zrobiły wrażenia nawet plagi, czy też rozmiękczył je Izraelitom, którzy – być może – wcale nie chcieli z Egiptu uciekać w nieznane – tego oczywiście już się nie dowiemy. Warto jednak zatrzymać się nad jedną, ostatnią plagą, która zrobiła wrażenie nawet na złym faraonie. Chodzi oczywiście o zagładę wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej, których w ciągu jednej nocy wytracił Anioł Śmierci. Charakterystyczna jest przy tym wskazówka, jaką Izraelici, na polecenie Mojżesza udzielali Aniołowi Śmierci – gdzie ma zabijać, a gdzie nie. Jak pamiętamy, była to jucha barania, którą Izraelici posmarowali drzwi swoich domostw. Czy taka wskazówka była potrzebna Aniołowi, który chyba przecież i bez tego by wiedział, gdzie robić jatkę, a gdzie nie – czy też członkom specjalnego komanda morderców, którzy bez takiej wskazówki rzeczywiście mogliby narobić sporo zamieszania – tego oczywiście nie wiemy – ale warto w związku z tym zwrócić uwagę, że Izraelici pożyczyli od swoich egipskich sąsiadów kosztowności właśnie przed tą ostatnią plagą. Po co im te kosztowności były potrzebne – tajemnica to wielka, ale jeśli nawet, to wszystko układa się w scenariusz prowokacji. Mojżesz polecił pożyczyć jak najwięcej kosztowności, bo to miał być kapitał założycielski Ziemi Obiecanej, podobnie jak teraz „roszczenia” dotyczące „własności bezdziedzicznej”, zaś ostatnia plaga miała na celu zmuszenie Izraelitów do ucieczki – bo zanim faraon zostałby przekonany, że to Anioł, a nie jacyś nocni mordercy – to spadłaby niejedna głowa i potem nie miałby już kto uciekać. Nie było zatem wyjścia, jak dokonać Wyjścia – na szczęście z kosztownościami. Inna rzecz, że kiedy tylko podczas wędrówki coś szło nie tak, to zaraz Izraelici przeciwko Mojżeszowi „szemrali”, że jak tam w Egipcie było, to było, ale mieli pełną michę i w ogóle, a tu pustynia i zatracenie. Podobnie warto zwrócić uwagę, że kiedy Mojżesz zbyt długo namawiał się z Najwyższym na górze Synaj, Izraelici ze zrabowanych egipskich kosztowności ulali… złotego cielca, czyli egipskiego Apisa. Kiedy powracający Mojżesz to zobaczył, uległ atakowi furii i krzyknął: „kto z Panem – do mnie!” Kiedy zwolennicy Pana już go otoczyli, kazał im dziesiątkować czcicieli Złotego Cielca. Czy to nie byli przypadkiem członkowie komanda, które wykonało mokra robotę za Anioła Śmierci? (…)”

    Tak więc wedle pana Michalkiewicza prawdopodobną jest teza, jakoby w rzeczywistości pierworodnych synów Egiptu nie uśmiercił Boży Anioł (jak twierdzi Pismo święte), ale dokonali tego członkowie specjalnego żydowskiego komanda śmierci. Warto przy tym zwrócić uwagę na właściwy raczej dla młodocianych ateistów z Gimnazjum sposób w jaki ów prawicowy publicysta uzasadnia swą sugestię. Otóż, drzwi domostw, które miał ominąć niosący śmierć Anioł winny być oznaczone krwią zabitego w ofierze paschalnej baranka. Jednak przecież Anioł i bez takiego oznakowania wiedziałby w których domach mieszkają Hebrajczycy, a w których Egipcjanie … Stąd wniosek, że ta część biblijnej historii prawdopodobnie została sfałszowana na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela” a zabicia pierworodnych synów Egiptu dokonali sami specjalnie do tego przeznaczeni Żydzi. Cóż, trudno o głębsze niezrozumienie znaczenia biblijnej relacji o tym, iż krew paschalnego baranka miała znaczyć domy Hebrajczyków po to, by Boży Anioł niosący śmierć je ominął. Była to oczywiście starotestamentowa zapowiedź Paschy Nowego Przymierza, a więc Ofiary Krzyżowej Bożego Baranka, czyli Pana naszego Jezusa Chrystusa, którego przelana krew chroni nas od wiecznej śmierci. Nie wiem, czy pan Stanisław Michalkiewicz jest świadomy znaczenia tejże symboliki, jednak obiektywnie rzecz biorąc jego wywody na ów temat są paszkwilem uderzającym w prawdziwość Starego Testamentu.

    „Palestyński kacyk”, „żydowski królik”

    Na tym jednak nie koniec tym podobnych wynurzeń pana Michalkiewicza. Oto z artykule pt. „Oczyszczanie przedpola dla żydowskiej okupacji” publicysta ten wręcz pogardą wypowiada się o św. Dawidzie, królu Izraela (nazywa go wszak „żydowskim królikiem” oraz „palestyńskim kacykiem”) a także sugeruje, iż autor jednej z Ewangelii, a mianowicie św. Mateusz, uległ „żydowskiemu szowinizmowi”, gdy wywodził pochodzenie Pana Jezusa od rodu Dawida. W tekście tym czytamy wszak:

    „Sam pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy córka powiedziała mi, że musiała uczyć się imion protoplastów 12 tak zwanych „pokoleń Izraela”, czyli naczelników tamtejszych koczowniczych rodów. Jeden z nich miał na imię Gad i jestem pewien, że musiało ono być znakomicie dobrane do charakteru jego nosiciela. Te żydowskie opowieści włączone zostały do nauki religii katolickiej dlatego, że gwoli przekonania starożytnych Żydów o autentyczności Jezusa z Nazaretu, jako Mesjasza, ewangelista św. Mateusz podał – trudno powiedzieć, czy autentyczny, czy też sprokurowany – bo przecież w tamtych czasach nie było żadnej dokumentacji stanu cywilnego – rodowód Jezusa, w którym dowodził, że pochodzi On z rodu żydowskiego królika Dawida. Na Żydach pewnie takie parantele robiły wrażenie i być może nadal robią, ale dlaczego miałyby robić na nas, którzy przecież żadnymi Żydami nie jesteśmy i palestyński królik Dawid wcale nie musi nam imponować, podobnie jak nie musi nam imponować murzyński król Kazondy, którego śmierć z powodu zapalenia się wypitej przezeń wódki, opisał Juliusz Verne w książce „Piętnastoletni kapitan”? Mniejsza zresztą już o nas, bo ważniejsze wydaje mi się przeświadczenie św. Mateusza, że wyprowadzenie rodowodu Jezusa, którego on sam uważał za Syna Stwórcy Wszechświata, od palestyńskiego kacyka, nie tylko przynosi Mu zaszczyt, ale w ogóle Go legitymizuje. Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy jest to, że i święty Mateusz nie był wolny od żydowskiego szowinizmu, który rzymski cesarz Klaudiusz w liście do Żydów aleksandryjskich określił, jako „chorobę świata cywilizowanego”. „

    Paszkwile, herezje, bluźnierstwa

    Wyżej cytowane twierdzenia pana Stanisława Michalkiewicza powinny być w zasadzie nazwane paszkwilami, bluźnierstwami oraz herezjami. Paszkwilami są one dlatego, że sugeruje się w nich, iż święci i natchnieni autorzy Biblii byli w rzeczywistości podłymi kłamcami wymyślającymi na potrzeby „mitu założycielskiego Izraela” bajki. Warto w tym miejscu zauważyć, iż Sobór Trydencki potępił podobne obchodzenie się z Pismem świętym:

    „Następnie [sobór] chce powstrzymać zuchwałość prowadzącą do profanacji słów i zdań z Pisma Świętego w: żartach, bajkach, czczej gadaninie, pochlebstwach, oszczerstwach, przesądach, bezbożnych i diabelskich przyśpiewkach, przepowiedniach i wróżbach, jak również w paszkwilach. Dla zniesienia tego rodzaju znieważania i pogardy poleca i nakazuje, aby w przyszłości nikt nie ośmielał się używać słów Pisma Świętego w takich i podobnych celach, wszyscy zaś zuchwalcy i gwałciciele Słowa Bożego, zostali ukarani przez biskupów zgodnie z prawem i wyrokiem sądu” (Dekret o wydaniu i korzystaniu z Ksiąg świętych, Sesja 4,  Rozdział II, 3).

    Bluźnierstwa pana Michalkiewicza polegają z kolei na tym, iż z wielkim lekceważeniem, jeśli nie wręcz pogardą wypowiada się on o biblijnym świętym, jakim był i jest król Dawid. Nauczanie katolickie głosi bowiem, iż z bluźnierstwem mamy do czynienia również wtedy, gdy obrażamy Świętych Pańskich:

    „Bluźnierstwo jest strasznym grzechem, który polega na użyciu słów lub na działaniach, które są zniewagą albo złorzeczeniem Bogu, Najświętszej Maryi Pannie, świętym albo rzeczom poświęconym Bogu” (Katechizm św. Piusa X, „O drugim przykazaniu Bożym”, p. 3).

    „Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych. (…) Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym.” (…) [Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2146 i 2148].

    Herezją są zaś wywody wspomnianego wyżej prawicowego publicysty dlatego, iż poddają one w wątpliwość odwieczne, a także uroczyste nauczanie Kościoła o Boskim natchnieniu i absolutnej bezbłędności Pisma świętego:

    Albowiem wszystkie Księgi, które Kościół przyjął za święte i kanoniczne, tak w całości, jak we wszystkich swych częściach, zostały napisane pod natchnieniem Ducha Świętego.
     Takie jest stare i stałe przekonanie Kościoła, zdefiniowane nadto na Soborze Florenckim i Trydenckim, a ostatnio potwierdzone i wyraźniej sformułowane na Soborze Watykańskim [I], który orzekł w sposób bezwzględny, że Księgi Starego i Nowego Testamentu w całości i we wszystkich swych częściach, jako zostały wyliczone dekretem tego samego Soboru (Trydenckiego) i jako znajdują się w starych wydaniach Wulgaty łacińskiej, należy przyjmować za święte i kanoniczne. „Kościół zaś uważa je za święte i kanoniczne nie dlatego, iż były ułożone ludzkim tylko staraniem, a potem powagą Jego zostały potwierdzone, ani dlatego tylko, że zawierają Objawienie Boże bez błędu, lecz dlatego, że napisane pod natchnieniem Ducha Świętego Boga mają za Autora”[Conc. Vat. I, Sess. III, cap. 2, De revel.]. (…)

    Takie było nauczanie Ojców, które zawsze uważali za rzecz pewną. „Ponieważ, mówi św. Augustyn, oni (tj. święci pisarze) pisali to, co im On sam (tj. Bóg ) pokazał i powiedział, nie można powiedzieć, że On sam nie pisał; gdyż członki pisały to, co poznały od dyktującej głowy”[Św. August, De cons. Evang. I, 35 [54]]. A święty Grzegorz Wielki oświadcza: „Jest rzeczą niepotrzebną badać, kto te rzeczy napisał, skoro wierzy, się mocno, że Autorem Księgi jest Duch Święty. Ten bowiem to napisał, kto dyktował rzeczy mające być napisane; ten napisał, kto był inspiratorem całego dzieła”[Św. Grzeg. W, Moral. in 1. lob praef. 1, 2.]. Wynika z tego, że ci, co sądzą, iż w ustępach autentycznych Ksiąg świętych może znajdować się jakiś błąd, ci z pewnością albo zniekształcają katolickie pojęcie Bożego natchnienia, albo samego Boga czynią sprawcą błędu.

    Wszyscy Ojcowie i Doktorowie byli jak najmocniej przekonani, że Księgi Boże w tej formie, w jakiej wyszły spod pióra świętych pisarzy, są w zupełności wolne od wszelkiego błędu (…) Wszyscy wyznawali jednomyślnie, że Księgi te, tak w całości jak i w swych częściach, są jednako dziełem natchnienia Bożego, i że sam Bóg, mówiąc przez świętych autorów, nie mógł bezwzględnie powiedzieć niczego, co by odbiegało od prawdy”. (Leon XIII, „Providentissimus Deus”).

    Pomiędzy zdrową a chorą podejrzliwością wobec Żydów

    Na sam koniec warto zauważyć, iż istnieje duża różnica pomiędzy zdrową, tradycyjnie chrześcijańską podejrzliwością wobec Żydów, a zdegenerowaną i chorą podejrzliwością względem nich. Ta, pierwsza wynika ze świadomości faktu, iż swego czasu większość Żydów odrzuciła lub nie poznała Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawcy. W związku z tym też kolejne pokolenia Żydów były wychowywane w mniejszej bądź większej niechęci wobec chrześcijaństwa. Zdrowa podejrzliwość wobec Żydów jest świadoma tych faktów, ale zarazem godzi wiedzę na ich temat z miłością wobec tego narodu, a także docenieniem tego, co ów przyniósł światu dobrego i co wciąż jest w nim zasługujące na pochwałę.

    Zdegenerowana i chora podejrzliwość wobec Żydów cechuje się zaś m.in. obsesją na ich punkcie, co z kolei wiąże się z doszukiwaniem się u nich za wszelką cenę zła i niegodziwości. Niestety tego rodzaju antysemicka podejrzliwość posuwa się nawet do atakowania Pisma świętego, a zwłaszcza Starego Testamentu, jako żydowskich wytworów pełnych zmyślonych i okrutnych opowieści oraz szowinistycznych bajek. Jak widać takiemu zdegenerowanemu antysemityzmowi ulegają w naszym kraju niektórzy z prawicowych publicystów i polityków. Czego dobrymi przykładami są właśnie Grzegorz Braun oraz Stanisław Michalkiewicz.

    Mirosław Salwowski

  3. Grzegorz Braun za penalizacją aktywności homoseksualnej „jako takiej”

    Leave a Comment

    Jak do tej pory w III Rzeczypospolitej żaden bardziej rozpoznawalny polityk nie odważył się – przynajmniej publicznie – opowiedzieć się za wprowadzeniem kryminalizacji aktów homoseksualnych. Szczytem obyczajowego konserwatyzmu w tej kwestii na naszej prawicy było co najwyżej, i to też niezbyt śmiałe, popieranie prawnego zakazu tych czy innych przejawów publicznej propagandy sodomii. Wydaje się jednak, iż tej swego rodzaju „prawicowej poprawności” wyrażającej się w zapewnieniach „Ależ my, nikomu nie chcemy zaglądać do łóżek” rzucił ostatnio wyzwanie, nie kto inny, tylko – sam znany wcześniej z tego typu wypowiedzi – Grzegorz Braun. Ów były kandydat na urząd Prezydenta Polski oraz jeden z czołowych działaczy „narodowo-wolnościowej” koalicji o nazwie „Konfederacja” w wywiadzie dla internetowej telewizji „wRealu24” stwierdził co następuje:

    Ja muszę przyznać się do dość poważnej reasumpcji moich wniosków w tej sprawie. Ja kiedyś łudziłem się, że to są sprawy, które zgodnie z polską tradycją, że wolność Tomku w swoim domku, że można zostawić, że tak powiem zaciszu domowemu. (…) Ale dziś, wydaje mi się, że szydło tak bardzo wyszło z worka (Przepraszam panią premier); tak bardzo ujawniło się, o co tak naprawdę tutaj chodzi, że nie ma mowy o jakimś modus vivendi. Że nie ma mowy o tym, że osiągniemy w tej, w tym obłędzie tolerancjonizmu jakąś linię demarkacyjną i wtedy sodomici powiedzą: OK, to już mamy, cośmy chcieli. Nie. Oni chcą się dobierać do naszych dzieci. I właśnie nawet wcale tego nie tają. I w związku z tym, proszę Państwa na czym zmiana u mnie polega? Ja dzisiaj opowiadam się za penalizacją aktywności homoseksualnej jako takiej.

    Po tej deklaracji Grzegorza Brauna, prowadzący program Marcin Rola niejako chyba nie do końca dowierzając temu co przed chwilą usłyszał zapytał polityka „Konfederacji”: W ogóle? Całkowicie?

    Na co Grzegorz Braun odpowiedział:

    Tak, tak. Ja chciałbym wrócić w tej sprawie do czasów, w których świat nie stał jeszcze na głowie i było zupełnie jasne, że kto podejmuje czynności ryzykowne, kto się zachowuje ryzykownie, ten ryzykuje (…) Tak ja to postuluję. Karalność sodomii jako takiej. To jest mój postulat. Wystąpię z takim wnioskiem. Zobaczymy jak zostanie on przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Od jesieni daj Boże za pośrednictwem moich kolegów, koleżanek konfederatów na forum Parlamentu warszawskiego trzeba taki wniosek złożyć, bo dosyć tego„.

    Cóż można rzec na tą zaskakującą zmianę poglądów pana Grzegorza Brauna? Osobiście, jako krytyk niektórych z innych jego wypowiedzi (np. na temat imigrantów czy sposobu w jaki wypowiadał się on na temat opisanego w księgach Starego Testamentu powstania Machabeuszy) jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem pokory i odwagi tego polityka. Pokory, gdyż trzeba się takową wykazać, publicznie korygując swe wcześniejsze i wielokrotne wypowiedzi na podobne tematy. Odwagi, albowiem pogląd o tym, iż czyny homoseksualne powinny być prawnie karalne jako takie, nie należy do popularnych również na prawicy. Nie sądzę też, by większość z polityków „Konfederacji” do której należy Grzegorz Braun podzielała jego najnowsze wypowiedzi w tej sprawie i w związku z tym prawdopodobnie głowią się oni już na tym, jak w oczach opinii publicznej złagodzić jasny i jednoznaczny jego wypowiedzi. Pozostaje jednak mieć nadzieję, iż zgodnie z treścią tradycyjnego przysłowia: „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając” świadomość słuszności postulatów prawnej karalności czynów homoseksualnych oraz niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa) będzie stopniowo docierać do coraz szerszych kręgów polskiej prawicy oraz środowisk katolickich.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2017/08/12/11-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane-i-karalne/

     

  4. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

    Mirosław Salwowski

  5. „Ptaku” promuje rasistowskie herezje

    Leave a Comment

    Raper o scenicznym pseudonimie „Ptaku” jest jednym z bardziej popularnych i cenionych na prawicy muzyków.  Szkoda zatem, iż w ostatnim czasie zaczął on przemycać do swej twórczości treści o charakterze jawnie rasistowskim i to jeszcze we wręcz heretyckim tego słowa znaczeniu. Oto bowiem jednemu ze swych nowych utworów „Ptaku” nadał tytuł „14 słów”. W treści zaś tej piosenki słyszymy m.in: „Czternaście słów tak bliskich mi… Musimy zadbać o to, by czternaście słów nie stało się, niespełnionym snem. (…) Najpierw dzielimy się na rasy, potem na wiary, na narody, nie ma co zaprzeczać, nie ma ku temu powodu„. Co w tym jest nie tak?

    Otóż, tytuł wspomnianej piosenki jest otwartym nawiązaniem do bardzo popularnego wśród nazistów i rasistów sloganu ” 14 Words” (czyli właśnie „14 słów”) o następującej treści: „We must secure the existence of our people and a future for White children”  (W tłumaczeniu na j. polski:Musimy zabezpieczyć byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci”).  Zdanie to zostało ukute przez Davida Lane’a, nieżyjącego już członka organizacji The Order, jednego z głównych propagatorów ideologii „białej supremacji”, wyznawcę starogermańskiego pogaństwa, który porzucił i zwalczał chrześcijaństwo, a ostatnie lata swego życia spędził w więzieniu odsiadując wyrok za ściąganie haraczy oraz współudział w morderstwie o podłożu antysemickim.  Lane przy tworzeniu tego hasła inspirował się  fragmentem Mein Kampf  (część I, rozdział VIII) autorstwa Adolfa Hitlera.  Współcześni neonaziści również lubują się w używaniu symboliki nawiązującej do „14 Words” pozdrawiając się np. cyframi 14/18, 14/88 (cyfra 18 oznacza z kolei Adolfa Hitlera, zaś 88 to słowa: „Heil Hitler”).  Jest w tym coś bardzo niepokojącego, iż jeden z czołowych przedstawicieli „narodowego hip hopu” w Polsce nie waha się odwoływać do tak jednoznacznie rasistowskich, a wręcz neonazistowskich skojarzeń.

    Mniejsza jednak o nieszczęśliwe konotacje słowne, do których nawiązuje „Ptaku”. Cytowany wyżej fragment utworu „14 słów” zawiera słowa, które z katolickiego i chrześcijańskiego punktu widzenia są po prostu błędne oraz fałszywe. Chodzi oczywiście o fragment: „Najpierw dzielimy się na rasy, potem na wiary, na narody, nie ma co zaprzeczać, nie ma ku temu powodu”. Ze słów tych wynika, iż podział ludzkości na rasy jest ważniejszy niż więzy religijne. Coś takiego niemal wprost przeczy nauczaniu Apostołów, wedle którego: „Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 27 -28).  Z tego fragmentu Pisma św. wynika jasno, iż fakt bycia ochrzczonym oraz wiary w Pana Jezusa jest ważniejszy niż podziały etniczne, klasowe, a nawet różnice płci. Jak więc można sugerować, iż rasa jest ważniejsza od wiary? Poza tym, Słowo Boże wyraźnie wskazuje na to, iż chrześcijanie są już czymś w rodzaju jednego narodu: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła,  wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali” (1 P 2, 9-10).

    Również nauczanie Kościoła akcentuje podstawową jedność rodzaju ludzkiego, a zwłaszcza to, iż pierwszym i podstawowym węzłem, który łączy ludzi jest nie rasa czy etniczne pochodzenie, ale właśnie chrzest i wiara w Jezusa. Papież Pius XI uczył: „Katolicki znaczy powszechny, nie rasistowski i nie nacjonalistyczny w znaczeniu separatystycznym, jakie niosą w sobie te dwa wyrażenia (…) Nie chcemy wprowadzać żadnego podziału do rodziny ludzkiej (…) Wyrażenie <rodzaj ludzki> nie oznacza innego, jak ludzką rasę. Trzeba powiedzieć, że ludzie tworzą przede wszystkim jeden wielki gatunek, jedną wielką rodzinę żyjących (…) Istnieje tylko jedna, ludzka, powszechna rasa <katolicka> (…), i dopiero w niej występują wielorakie zróżnicowania (…) Taka jest odpowiedź Kościoła” (Przemówienie do członków kolegium „Propaganda Fide” z dnia 28 lipca  1938 roku).