Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: antykoncepcja

  1. Dlaczego antykoncepcja nie powinna być prawnie zakazana?

    Możliwość komentowania Dlaczego antykoncepcja nie powinna być prawnie zakazana? została wyłączona

    Moja publicystyka nieraz błędnie kojarzy się z tezą, jakoby wszelkie grzechy powinny być prawnie zakazane przez władze cywilne. Jest to oczywiście mylne, choć jednak zrozumiałe wrażenie, jakie niektórzy ludzie odnoszą z czytania mych tekstów, gdyż prawdą jest, że częściej piszę o tym, co powinno być zakazane przez prawo, aniżeli o tym, co nie powinno być w ten sposób represjonowane. Sam jednak fakt częstotliwości poruszania przeze mnie takiej tematyki nie oznacza, iż uważam, że rzeczywiście wszystkie bądź choćby zdecydowana większość grzechów powinna być kryminalizowana. Istnieją wszak grzechy, których szkodliwość społeczna jest niska, albo których zakazanie w danych okolicznościach społeczno-kulturowych spowodowałoby by więcej zła niż ich tolerowanie. Tego rodzaju nieprawości władze cywilne nie powinny penalizować. W poniższym tekście zamierzam dłużej pochylić się nad uzasadnieniem tezy, dlaczego tak używanie, jak i rozprzestrzenianie środków antykoncepcyjnych (mimo że takowe w małżeństwie są wewnętrznie i poważnie złe) nie powinno stać się przedmiotem karnych represji ze strony władz cywilnych.

    ***

    Po pierwsze zatem: nie jest wcale pewne, czy sztuczne ubezpładnianie wszelkich seksualnych aktów jest wewnętrznie złe i samo w sobie stanowi materię grzechu. Owszem takowe działanie jest wewnętrznie złe i obiektywnie grzeszne wobec aktów małżeńskich, ale już niekoniecznie wobec aktów pozamałżeńskich. We wszystkich magisterialnych wypowiedziach Kościoła, jakie na ten temat czytałem (np. “Humanae Vitae” Pawła VI, “Casti Connubii” Piusa XI, Katechizm Jana Pawła II) potępiano używanie antykoncepcji w odniesieniu do stosunków małżeńskich, a nie jakichkolwiek aktów seksualnych. To więc, że małżonkowie nigdy nie powinni sztucznie ubezpładniać swych aktów seksualnych jest w świetle tradycyjnego nauczania Kościoła jasne. To jednak, czy np. prostytutki albo osoby współżyjące poza małżeństwem popełniają dodatkowy grzech, używając przy swej i tak już złej aktywności seksualnej, dajmy na to prezerwatyw, nie jest już takie jasne i nawet przed Soborem Watykańskim II opinie teologów moralnych i hierarchów były tu podzielone. Przykładowo biskup diecezji Linz Józef Calasanz Fließer latem 1945 roku pouczał podległych sobie księży, by poszkodowane przez gwałt kobiety udawały się natychmiast po zdarzeniu do lekarzy, aby ci nie dopuścili do poczęcia w ten sposób dziecka (Patrz: Erna Putz, Boży dezerter. Franz Jägerstätter 1907-1943, Warszawa 2008, s. 265). Oczywiście, jest to przykład skrajny, ale i on pokazuje, że sztuczne ubezpładnianie pozamałżeńskiego aktu seksualnego (w tym wypadku: gwałtu) nie było i przed Vaticanum II uważane powszechnie za wewnętrznie złe. Skoro zaś, nie ma jasności, czy takowe działanie jest wewnętrznie złe, to otwiera to dyskusję odnośnie moralnej dopuszczalności stosowania środków antykoncepcyjnych w innych niż zgwałcenie formach pozamałżeńskiej aktywności seksualnej. Na przykład, czy prostytutkom – jeśli nie da się ich nawrócić – należałoby doradzać stosowanie prezerwatyw? Osobiście sądzę, że tak. Jeśli bowiem taka kobieta się nie nawróci, to poczęcie przez nią w owych okolicznościach dziecka skutkowałoby w zdecydowanej większości wypadków większym złem, czyli jego zabiciem. Ponadto, w tych przypadkach, w których prostytutki zdecydowałyby się jednak urodzić poczęte dziecko, to najczęściej takowa istota ludzka byłaby narażona na wykorzystywanie seksualne, wdrażano by ją w arkana profesji jej matki, etc.

    Po drugie: władze cywilne powinny tolerować te z grzechów, co do których można roztropnie przewidywać, iż ich prawne zakazanie spowodowałoby więcej zła, lub też utrudniałoby osiągnięcie większego dobra. O tej zasadzie nauczał chociażby papież Leon XIII w encyklice “Libertas praestantissimum”:

    Niemniej jednak okiem matki ocenia Kościół wielkie ciążenie słabości ludzkiej: i nie jest nieświadomy, dokąd ten prąd umysłów i spraw unosi wiek nasz. Z tych przyczyn, nie przyznając atoli prawa jak tylko temu, co prawdziwe i co uczciwe jest, nie wzbrania jednak, iżby publiczna władza tolerowała coś prawdzie i sprawiedliwości obcego, a to dlatego, aby albo jakieś większe zło ominąć, albo dobro osiągnąć lub zachować. Sam najopatrzniejszy Bóg, choć jest nieskończoną dobrocią i choć wszystko może, dozwala jednak złemu istnieć na świecie, już to, aby nie przeszkodzić wzrostowi dobrego, już to, aby większe zła nie wynikły. Godzi się w sterowaniu państwami naśladować sternika świata: co więcej, gdy władza ludzka nie może wszystkiego złego wzbronić, winna wiele dopuścić i bezkarnie pozostawić, dosięgnie tam już tego sprawiedliwie opatrzność Boża.

    Gdyby więc nawet uznać sztuczne ubezpładnianie wszelakich aktów seksualnych (nie tylko małżeńskich) za wewnętrznie złe to z tej konkluzji nie wynikałby jeszcze w sposób konieczny słuszność kryminalizacji używania i rozpowszechniania środków antykoncepcyjnych. Zanim poparłoby się taki postulat, należałoby zatem wpierw zastanowić się nad prawdopodobnymi skutkami jego wprowadzenia. Czy zmniejszenie dostępu do antykoncepcji skutkowałoby np. większą częstotliwością większego zła, jakim jest zabijanie nienarodzonych dzieci? Czy dzieci poczęte wskutek braku antykoncepcji byłyby częściej wychowywane w dobrych tak moralnie, jak i materialnie warunkach? Cóż, możliwa odpowiedź na oba pytania skłania mnie do tezy, iż władze cywilne powinny jednak tolerować tak używanie, jak i rozpowszechnianie środków antykoncepcyjnych. Co więcej, przypuszczam, że takowa tolerancja może być tu bardziej uniwersalnym, niż tylko czasowo ograniczonym sposobem działania. Większość (a przynajmniej znaczna część) ludzi – niezależnie od czasów i kultur – prawdopodobnie czyniła, czyni i będzie czynić – seks przedmałżeński. To oczywiście jest poważnie złe, ale taka jest najpewniej rzeczywistość, którą to należy przyjąć do wiadomości. Powstaje więc pytanie: jeśli tej większości (lub znacznej) części ludzi, odebrałoby się, lub poważnie ograniczyło dostęp do środków antykoncepcyjnych, to efektem tego byłaby większa czy mniejsza liczba prenatalnych lub postnatalnych dzieciobójstw? Obawiam się, że jednak mielibyśmy wówczas do czynienia z większą liczbą tych zbrodni. Poza tym, niechciane, a jednak poczęte poza małżeństwem dzieci (nawet jeśli się narodzą) najczęściej są bardzo zaniedbywane na różnych płaszczyznach. I odnośnie tego aspektu można się pytać, czy coś takiego jest czymś lepszym niż użycie środka antykoncepcyjnego. Powracając zaś jeszcze na chwilę do przykładu prostytutki, która nie używałaby prezerwatyw, to spróbujmy sobie wyobrazić los poczętych w ten sposób dzieci. Powiedzmy, że taka prostytutka 10 razy zaszłaby w ciążę. 8 na 10 tych ciąż skończyłoby się aborcją. Na 2 urodzonych dzieci 1 zostałoby oddane do sierocińca, a 1 trafiło w ręce “opiekuna” prostytutki, który by je molestował, a kiedy by ono już podrosło, nakazałby jej (powiedzmy, że byłaby to dziewczynka) przejąć zawodową schedę po matce. Czy naprawdę, biorąc pod uwagę, taki możliwy scenariusz wydarzeń można rozsądnie twierdzić, że tolerowanie przez władze cywilne antykoncepcji nie miałoby tu na celu zapobieganie większemu złu?

    Po trzecie: chociaż władze kościelne niektórych krajów (np. Włoch i Irlandii) w nieformalny sposób wpływały na rządy, by te zakazywały rozpowszechniania środków antykoncepcyjnych, to jednak nie znam żadnych oficjalnych magisterialnych wypowiedzi Kościoła na ów temat. Póki zaś dana teza nie jest przedmiotem oficjalnego nauczania Kościoła, powszechnej opinii teologów albo jednomyślnej doktryny Ojców Kościoła, póty nie zobowiązuje ona do posłuszeństwa serca i rozumu katolików. W nieformalny zaś sposób władze kościelne mogły wpływać na rządy państw w różnych sprawach i to nie zawsze słusznie. Na przykład można się zastanawiać, dlaczego w krajach z większością katolicką tak rzadko dopuszczający się przestępstw seksualnych księża trafiali do więzień? Czy hipoteza o tym, że taka daleko posunięta łagodność organów ścigania wobec nich nie odbywała się bez pewnych nieformalnych nacisków ze strony władz kościelnych jest aby na pewno błędna?

    ***

    Być może niektórzy z Czytelników byliby skłonni zgodzić się z mymi powyższymi wywodami pod warunkiem, że tyczyłyby się one prezerwatyw, a nie antykoncepcji hormonalnej, która ma mieć działanie również wczesnoporonne, a więc bezpośrednio niszczące niewinne, a nienarodzone ludzkie życie. Cóż odpowiem na ten argument? Otóż przyznam się w tym momencie otwarcie, że nie wiem, czy antykoncepcja hormonalna rzeczywiście działa tak, iż w razie gdy nie uda się za jej pomocą w sztuczny sposób ubezpłodnić aktu seksualnego, to następnym jej etapem jest koniecznie uśmiercenie poczętego już życia. Nawet jednak gdyby właśnie takie było konieczne działanie owego rodzaju antykoncepcji, to i tak nie zrównywałbym go z bezpośrednią aborcją (która oczywiście powinna być zawsze zakazana przez władze cywilne). Tak czy inaczej, podstawowym działaniem antykoncepcji hormonalnej jest bowiem niedopuszczenie do poczęcia się nowego życia, a nie jego przerwanie. Jak już więc przerwanie takiego życia należałoby tu traktować w kategoriach czegoś, co tradycyjna teologia moralna nazywała “skutkiem ubocznym”. Poza tym, o ile zasada, iż nigdy nie ma się moralnego prawda do bezpośredniego niszczenia nienarodzonego życia jest jasna, o tyle nie jest jednak oczywiste, kiedy dokładnie następuje wlanie ludzkiej duszy do poczętego już płodu. Może następuje ono w pierwszej chwili poczęcia, a może następuje ono później. Nie wiemy tego z całą pewnością, a Katechizm Soboru Trydenckiego nauczał na ten temat rzeczy następującej:

    (…) kiedy się człowiek poczyna w żywocie matki swojej, dusza bywa wlewana, ale za czasem, kiedy ciało zupełnie człowiecze będzie. (…) [Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 42).

    Gdyby zatem dusza nie była wlewana do ludzkiego płodu z pierwszą chwilą jego poczęcia, to tym bardziej (i tak uboczne) wczesnoporonne działanie antykoncepcji hormonalnej trudno by było postawić na jednej płaszczyźnie z bezpośrednim zabiciem niewinnej osoby ludzkiej. Jeszcze raz podkreślam, nie chodzi mi w tym miejscu u rzekomą moralną dopuszczalność jakiejkolwiek bezpośredniej aborcji – rzecz w stosowaniu pewnych rozróżnień, które mają też swoje znaczenie dla oceny, czy dane działanie powinno, czy nie powinno być przedmiotem kryminalizacji ze strony władz państwowych.

    ***

    Reasumując zatem: sztuczne ubezpładnianie aktów małżeńskich jest z pewnością wewnętrznie i poważnie złe. Dlatego też stanowi materię ciężkiego grzechu. Nie jest jednak już pewne, czy wewnętrznie złe jest sztuczne ubezpładnianie wszelakich aktów seksualnych. A i tak nie każdy grzech powinien być zakazany, oraz karany przez władze cywilne. Jednym z ważnych powodów dla którego dane grzechy powinny być tolerowane przez prawo i państwo jest to, że ich kryminalizacja mogłaby przynieść gorsze efekty od zamierzonych. Można zaś zdroworozsądkowo przypuszczać, iż w większości wypadków zakazanie używania i rozpowszechniania antykoncepcji przyczyniałoby się do szerzenia jeszcze większego zła w postaci prenatalnych i postnatalnych dzieciobójstw. A zatem nie wydaje się, by prawny zakaz antykoncepcji winien być czymś doradzanym większości tak aktualnie, jak i niegdyś rządzących.

    Mirosław Salwowski

  2. Libertyńskie oblicze islamu

    Możliwość komentowania Libertyńskie oblicze islamu została wyłączona

    Islam wraz ze swymi różnymi surowymi zasadami moralnymi może jawić się dla ludzi Zachodu jako religia bardzo konserwatywna i rygorystyczna. Co więcej, w ten sposób może być on postrzegany także na tle dzisiejszego chrześcijaństwa, które wszak straciło wiele ze swej dawnej surowości, jednoznaczności oraz czegoś, co można by nazwać “antyświatowością”. Jednak bardziej uważne przyjrzenie się moralności promowanej przez islam i porównanie jej z tradycyjnie pojmowaną moralnością chrześcijańską przekonuje, iż w pewnych mniej lub bardziej ważnych aspektach tyczących się etyki religia muzułmańska tak naprawdę jest wręcz libertyńska. Przyjrzyjmy się poniżej tym kwestiom moralnym, w których islam prezentuje stanowisko bardziej laksystyczne i przyzwalające niż tradycyjne chrześcijaństwo. Dla większej jasności w odbiorze tego mego wywodu dodam tylko, iż w tym konkretnym artykule omawiam tylko moralność reprezentowaną przez większościowy, czyli sunnicki nurt religii muzułmańskiej. Nie odwołuję się zatem poniżej do rozumienia zasad moralnych przez szyitów, którzy w niektórych kwestiach są jeszcze bardziej libertyńscy niż sunnici.

    Brak absolutnych norm moralnych

    Zacznijmy od tego, iż – wbrew pewnym pozorom – w muzułmańskiej moralności nie ma żadnych absolutnych norm moralnych. To znaczy nie ma tam takich zasad postępowania, których nie ma się moralnego prawa łamać nigdy i w żadnych okolicznościach, nawet dla ratowania życia swojego lub swych bliźnich. Choć owszem, niektóre z norm moralnych są w islamie bardzo mocno i stanowczo akcentowane, to w zasadzie każdą z nich można naruszyć wówczas, gdy w grę wchodzi ocalenie swego życia. Muzułmanin ma więc np. prawo pić alkohol, gdy nie ma w zasięgu ręki innego napoju albo jeść wieprzowinę, kiedy ma na innego jedzenia. Wyznawcom islamu za grzech nie jest poczytywane nawet zaparcie się wiary w Allaha i posłannictwo “proroka” Muhammada, wówczas, gdy takowe zostało uczynione pod przymusem. Tę zasadę sugeruje następujący wers Koranu:

    Ten, kto nie wierzy w Boga, choć przedtem w Niego wierzył – z wyjątkiem tego, kto został zmuszony, lecz serce jego jest spokojne w wierze – ten, kto otworzył swą pierś na niewiarę – nad nimi wszystkimi będzie gniew Boga i spotka ich kara ogromna!” (tamże: 16, 106 – podkreślenie moje MS).

    Z kolei w dziele “Życie Proroka” autorstwa Al-Sirah al-Halabiyyah czytamy następujące wspomnienie o jednej z rad udzielonych przez Muhammada:

    Po podbiciu miasta Khaybar przez muzułmanów, przed oblicze Proroka zbliżył się Hajaj ibn Aalat i powiedział: „O Proroku Allaha! Mam w Mekce dużo bogactwa i krewnych, i chciałbym ich odzyskać; czy będzie mi wybaczone jeżeli źle się wypowiem o tobie (aby uniknąć prześladowań)?” Prorok wybaczył mu i powiedział: „Powiedz cokolwiek będziesz musiał powiedzieć”.

    Powyższy brak w islamie absolutnych norm moralnych znacząco go odróżnia od tradycyjnego chrześcijaństwa, które uznaje istnienie tzw. aktów wewnętrznie złych, a więc takich czynów i zachowań, które są zawsze i wszędzie zakazane. O takich czynach naucza Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 1753-1754 oraz 1756:

    „Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…). Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy oszczerstwo). Cel nie uświęca środków (…). Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe” (podkreślenia moje – MS).

    O takich zasadach nauczał też papież Pius XII:

    Fundamentalne obowiązki prawa moralnego opierają się na istocie i naturze człowieka, na jego podstawowych relacjach. I dlatego obowiązują w przypadku każdego człowieka. Fundamentalne obowiązki prawa chrześcijańskiego w stopniu, w którym są one nadrzędne wobec prawa naturalnego, opierają się na istocie nadprzyrodzonego porządku ustanowionego przez Boskiego Zbawiciela. Z zasadniczych relacji między człowiekiem a Bogiem, człowiekiem a człowiekiem, mężem a żoną, rodzicami a dziećmi z zasadniczej wspólnoty relacji typowych dla rodziny, w Kościele i w Państwie wynika między innymi, że nienawiść do Boga, bluźnierstwo, bałwochwalstwo, porzucanie prawdziwej wiary, wyparcie się wiary, krzywoprzysięstwo, morderstwo, dawanie fałszywego świadectwa, oszczerstwo, cudzołóstwo i nierząd, przemoc małżeńska, samogwałt, kradzież i rabunek, odbieranie rzeczy niezbędnych do przeżycia, pozbawianie pracowników ich sprawiedliwej zapłaty (Jk 5,4), monopolizacja podstawowego pożywienia, niesprawiedliwe podwyżki cen, nieuczciwe bankructwo, niesprawiedliwe manewry spekulacyjne – wszystko to jest surowo zabronione przez Boskiego Prawodawcę. Nie są tu konieczne żadne badania. Niezależnie od sytuacji danej osoby, nie ma ona żadnego innego wyboru, jak tylko zachować posłuszeństwo (…) Chrześcijanin nie może być nieświadomy faktu, że musi poświęcić wszystko, nawet własne życie, aby ocalić swoją duszę. Przypominają nam o tym wszyscy męczennicy. Męczenników jest bardzo wielu, również w naszych czasach. Matki Machabeuszy wraz ze swoimi synami święte Perpetua i Felicyta, wraz z ich nowo narodzonymi dziećmi; Maria Goretti i tysiące innych mężczyzn i kobiet, których czci Kościół – czy w obliczu sytuacji, w której się znaleźli, bezsensownie lub wręcz błędnie zaryzykowali krwawą śmierć? Nie, z pewnością nie, a w swojej krwi są oni najbardziej ewidentnymi świadkami prawdy przeciwko nowej moralności (Przemówienie o błędach moralności sytuacyjnej, 18 kwietnia 1952 r., nr 10-11, podkreślenia moje – MS).

    Islam nie do końca “Pro Life”

    Islam ma także bardziej libertyńskie podejście do sprawy aborcji. O ile tradycyjne chrześcijaństwo uważa bezpośrednie i zamierzone niszczenie nienarodzonego życia ludzkiego za zawsze złe i zawsze zakazane, muzułmańska moralność przewiduje w tym punkcie kilka wyjątków. Choć opinie szkół islamskich różnią się w tej sprawie między sobą, to wszystkie one uznają moralną zasadność aborcji przed 40 dniem ciąży w takich przypadkach jak zagrożenie dla życia lub zdrowia matki lub też, gdy urodzenie dziecka mogłoby wiązać się z wywołaniem poważnej szkody dla niego lub jego matki. Warto zresztą zauważyć, iż większość muzułmańskich uczonych uznaje 120 dzień życia płodowego za granicę, do której zabicie nienarodzonego dziecięcia jest moralnie dozwolone ze wskazanych wyżej powodów.

    Środki antykoncepcyjne czasami dozwolone

    Podobnie, religia muzułmańska wykazuje się bardziej przyzwalającym stosunkiem do używania środków antykoncepcyjnych. Historycznie rzecz biorąc, różne wyznania chrześcijańskie jednomyślnie uznawały sztuczne ubezpłodnienie aktów małżeńskich za zawsze złe i zakazane, aż do nieszczęsnego wyłomu, który w pierwszej połowie XX wieku uczyniła wspólnota anglikańska. Islam zaś nie ma większych problemów z uznawaniem godziwości antykoncepcji w pewnych określonych okolicznościach, którymi są wspólna zgoda obu małżonków, brak szkód z tego wynikających oraz tymczasowość, a nie stałość w jej praktykowaniu (często podaje się tu przykład dwóch lat po porodzie, w których to czasie kobieta karmi swe dziecko piersią).

    Masturbacja dopuszczalna dla ważnych celów

    Islamscy uczeni zgodnie z ogólną muzułmańską zasadą braku absolutów moralnych, choć potępiają co do zasady masturbację, zgadzają się jednak na takową dla takich celów jak leczenie bezpłodności. I w tym wypadku tradycyjnie katolickie stanowisko jest surowsze od islamu. Święte Oficjum (dzisiejsza Kongregacja Nauki Wiary) w dokumencie z dnia 24 lipca 1929 roku w odpowiedzi na pytanie:Czy godzi się powodować bezpośrednią masturbację dla uzyskania nasienia w celu wykrycia i ewentualnego leczenia zakaźnej choroby?” odpowiedziało: „Nie godzi się„.

    Z kolei, papież Pius XII w dniu 8 października 1953 roku w przemówieniu do uczestników XXVI Kongresu Włoskiego Towarzystwa Urologicznego stwierdził wyraźnie:

    “bezpośrednie powodowanie masturbacji w celu uzyskania nasienia, nie jest godziwe, jakikolwiek byłby cel tego badania (podkreślenie moje – MS).

    Rozwody oraz niewolnictwo seksualne

    Wyraźnym kontrastem pomiędzy islamem a tradycyjną moralnością katolicką jest też stanowisko takowego wobec rozwodów i ponownych małżeństw. Muzułmańska “ortodoksja” choć ceni sobie małżeństwo, jako instytucję, pozwala na jego rozwiązanie praktycznie rzecz biorąc w wielu sytuacjach. Co więcej, rozwód jest w islamie nawet nakazany wówczas, gdy powołani przez oboje ze skłóconych stron rozjemcy orzekną, iż nie ma innego rozwiązania niż zakończenie małżeństwa. Wedle religii muzułmańskiej rozwody są zakazane jedynie wówczas, gdy nie ma ku temu poważnych oraz uzasadnionych powodów. Należy oczywiście dodać, iż obie strony rozwiązanego małżeństwa mogą w prawowity sposób wchodzić w relacje małżeńskie z nowymi osobami.

    Jeszcze bardziej libertyńskie stanowisko islam ma wobec kwestii seksualnego współżycia z niewolnicami. Otóż w sytuacji, gdy niewolnictwo jest w danym kraju i danych czasach legalne, męski właściciel żeńskich niewolnic może swobodnie praktykować z nimi seks. W praktyce oznaczało to, iż mężczyzna, którego stać by było np. na posiadanie 100 żeńskich niewolnic, mógłby zgodnie z zasadami islamu seksualnie obcować z nimi wszystkimi, nawet nie pojmując ich za żony. Doktrynalną podstawą uzasadniającą seksualne niewolnictwo są następujące wersy Koranu:

    (Są wam zabronione) kobiety już zamężne, oprócz tych, którymi zawładnęły wasze prawice. Oto co przepisał wam Bóg!” (4: 24).

    (Szczęśliwi są wierzący, którzy zachowują wstrzemięźliwość) z wyjątkiem swoich żon i tych, którymi zawładnęła ich prawica” (23: 6).

    (I tych, którzy zachowują czystość) i żyją tylko z żonami i tymi, którymi zawładnęły ich prawice – wtedy oni nie są ganieni” (70: 30).

    W zbiorze hadisów Sahih Muslim (8. 3432) tak komentuje się przytoczony wyżej wers 4: 24 Koranu:

    Podczas bitwy pod Hunayn, Posłaniec Allaha wysłał armię do Autas i walczył z wrogiem. Zwyciężając przeciwników, wziął ich w niewolę, a towarzysze Posłańca Allaha wydawali się powstrzymywać od stosunków z uprowadzonymi kobietami ze względu na ich politeistycznych mężów. Wtedy Najwyższy Allah zesłał im wers: <<(są wam zabronione) kobiety już zamężne, oprócz tych, którymi zawładnęły wasze prawice (Koran 4: 24)>>“.

    Jasne jest więc, iż islam uznaje za moralnie dozwolone współżycie seksualne nie tylko z własną żoną lub żonami, ale również z tymi “którymi zawładnęły wasze prawice”, a więc np. pojmanymi jako niewolnice w czasie wypraw wojennych kobietami. Co więcej jest to dozwolone nawet wtedy, gdy dotychczasowi mężowie tych kobiet jeszcze żyją. Nie ma też żadnych przesłanek by twierdzić, iż seks z owymi kobietami może się wedle muzułmańskiej moralności odbywać tylko za ich zgodą. Można więc powiedzieć, że religia islamska zezwala na gwałcenie niewolnic. Ten odrażający aspekt islamu jest tu tylko łagodzony przez pewne obostrzenia, jakie szkoły koraniczne dają przy obchodzeniu się z niewolnicami. Otóż, nie wolno takich kobiet odstępować w celach seksualnych innym mężczyznom. W wypadku zaś, gdy wykorzystana przez swego właściciela niewolnica zajdzie z nim w ciążę, ta nie może być przez niego sprzedana innym ludziom, zaś dziecko w skutek tego narodzone ma równe prawo do majątku swego ojca.

    W tym kontekście warto zauważyć, że gdy terrorystyczne Państwo Islamskie wydawało na opanowanych przez siebie terenach szczegółowe instrukcje odnośnie między innymi tego, na jakich zasadach muzułmanie mogą współżyć seksualnie z posiadanymi przez siebie niewolnicami, było właśnie wierne zasadom wyznawanej przez siebie religii.

    Ktoś może teraz powie, iż w ramach chrześcijaństwo niewolnictwo też było przez wiele wieków akceptowane, a chrześcijańscy panowie nieraz seksualnie wykorzystywali posiadane przez siebie niewolnice. To jest jednak tylko po części prawda. Jako, że nie jest celem tego artykułu szczegółowe omawianie tego, na ile i w jakim stopniu religia chrześcijańska rzeczywiście aprobowała niewolnictwo, zatrzymam się w tej chwili tylko nad kwestią seksu z niewolnicami. A więc, owszem, takie okropności były najpewniej często popełniane i przez chrześcijan, jednak w odróżnieniu od islamu trudno by było znaleźć w pismach papieży czy teologów akceptacji dla takiej praktyki. Być może, część księży bądź pastorów de facto w prywatnych rozmowach wyrażało swą aprobatę dla tych ohydnych czynów, ale byłoby to i tak coś innego niż “oficjalna” zgoda na popełnianie takiego występku. Poza tym w aprobowanych przez Kościół objawieniach św. Brygidy Szwedzkiej czytamy o Bożym potępieniu względem seksualnego wykorzystywania niewolnic:

    “(…) Również niektórzy odnoszą się do swoich służących lub niewolnic z takim lekceważeniem i pogardą, jak, gdyby były psami; sprzedają je mianowicie i – co gorsza – oddają je do domów rozpusty celem wstrętnego i odrażającego zarobku. Inni trzymają je w swoich domach jak nałożnice, dla siebie i dla przyjaciół; jest to odrażające i oburzające dla Boga, dla Mnie i wszystkich mieszkańców Nieba” (Cytat za: Św. Brygida Wielka, “Objawienia i inne dzieła”, Kraków 2004, s. 337).

    Podsumowanie

    Jak więc widać, wbrew pozorom problemem religii muzułmańskiej jest bardziej to, iż jest ona w pewnych aspektach zanadto libertyńska i przyzwalająca aniżeli przesadnie rygorystyczna czy “purytańska”. Wszystko powyższe nie oznacza oczywiście, iż cała muzułmańska moralność jest błędna oraz zła. Rzecz jasne zdecydowana większość rzeczy jest tam dobra, właściwa i zgodna z Prawem Bożym oraz naturalnym. Co więcej, to co jest w moralności islamskiej dobre niejednokrotnie jest bardziej wyraźnie widoczne wśród muzułmanów niż pośród chrześcijan. I to właśnie jest jeden z tragicznych paradoksów współczesności.

    Mirosław Salwowski