Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: zabobony

  1. Rzucanie welonem to grzeszny zabobon

    Leave a Comment

    Jednym z tradycyjnych polskich zwyczajów jest praktyka rzucania welonem (lub bukietem ślubnym albo też muszką) przez Pannę młodą (vel Pana młodego) w kierunku znajdujących się na weselnej sali panien (albo kawalerów). Ten, kto złapie welon, bukiet  lub muszkę ma pierwszy wstąpić w związek małżeński. Choć ów zwyczaj uzasadniany jest w niedorzeczny i zabobonny sposób, a w zasadzie stanowi pewien rodzaj wróżby, jest on w naszym wydawałoby się katolickim kraju powszechny, a najczęstsze usprawiedliwienia dlań to stwierdzenia typu: „Przecież to tylko zabawa”; „Nikt tego nie traktuje na poważnie”, etc. Poniżej chciałbym przedstawić argumenty na rzecz tezy, iż praktyka rzucania welonem, bukietem ślubnym lub muszką stanowi – w naszym kontekście kulturowym – grzech wróżbiarstwa i zabobonu, dlatego też powinna zostać ona albo zarzuca, albo też poddana radykalnej reinterpretacji.

     

    Po pierwsze: nie wiemy, czy rzeczywiście „nikt w to nie wierzy”. Nie znamy bowiem ani stanu serc ani myśli znajdujących się w głowach uczestników tej zabawy. Może większość z nich w to wierzy, a może większość nie wierzy – trudno coś bardziej jednoznacznego na ten temat powiedzieć. Gdybym miał kierować się tu własną intuicją i przeczuciem, to obstawiałbym, iż większa część z osób biorących udział w tym podobnych zwyczajach traktuje je w myśl powiedzenia: „Pół żartem, pół serio”.  Innymi słowy, pewno i nie daliby sobie uciąć ręki za prawdziwość intepretacji takich praktyk, ale też do końca nie wykluczają oni, że coś w nich może jednak być. Ostatnio zresztą pytałem się pewnej grupy niewiast, czy uważają one, iż osoby biorące udział w takich zabawach wierzą w ich zabobonno-wróżbiarskie uzasadnienia i co najmniej połowa z nich odpowiedziała mi twierdząco na to pytanie (a druga połowa z nich temu nie zaprzeczyła).

    Tak czy inaczej zaś, faktem jest, iż powszechne są zabobonne uzasadnienia zwyczaju rzucania welonem, bukietem lub muszką. Tak się po prostu na weselach mówi, iż kto pierwszy/pierwsza złapie te elementy ślubnej garderoby ten/ta najszybciej się ożeni/wyjdzie za mąż. A jeśli się w coś takiego nie wierzy, to gwoli uczciwości należałoby nie brać w tym udziału, albo przynajmniej wyjaśnić, że nie podziela się takiego uzasadnienia owej zabawy.

     

    Po drugie: jeśli ktoś nie wierzy w zabobonno-wróżbiarskie interpretacje omawianego zwyczaju to biorąc pomimo tego udział, daje swym bliźnim zgorszenie. Nie jest bowiem jasne, jaki procent ludzi wierzy w podawane uzasadnienia tego zwyczaju. A jeśli nie jest to jasne, to biorąc w czymś takim udział bez podawania jakiegokolwiek wyjaśnienia, iż samemu nie podziela się głupich jego interpretacji, utwierdza się w błędach tych, którzy wierzą w te wróżby i zabobony. Tymczasem, wedle apostolskiego nauczania uczeń Pana Jezusa winien być gotów zrezygnować nawet z czegoś co jest jako takie dobre, ale co może zgorszyć tych braci w wierze, którzy są słabsi:

    Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina, i nie czynić niczego, co twego brata razi. (Rz 14, 21).

    Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata. (1 Kor 8, 13).

    Tymczasem rzucanie welonu, bukietu albo muszki różni się znacznie od jedzenia mięsa. Pan Bóg w wyraźny sposób zaaprobował spożywanie mięsa. Nie jest to działanie ani złe ani choćby dwuznaczne moralnie. Mimo to jednak, gdy może to zgorszyć słabszych w wierze Pismo święte poucza, że należy się od tego wstrzymać. Rzucanie welonu, bukietu bądź muszki w kontekście zabobonnych i wróżbiarskich interpretacji temu towarzyszących nie może być zaś przyrównane do jedzenia mięsa. Wróżby i zabobony zostały bowiem potępione przez Stwórcę jako obrzydliwość (Pwt 18,10-12). Nie wiemy co prawda, ilu ludzi w to wierzy, ale ryzyko, że wcale takich wierzących nie jest tylko garstka czy margines, jest znaczne. W najlepszym więc wypadku zwyczaj, o którym mowa jest poważnie dwuznaczny, a w najgorszym stanowi po prostu coś jawnie złego i bezbożnego.

     

    Po trzecie: to prawda, że niektóre z pogańskich zwyczajów zostały schrystianizowane, ale akurat zwyczaj rzucania welonu nie został schrystianizowany. Praktyka ta zostałaby schrystianizowana, gdyby nadano jej jakąś chrześcijańską treść, tak się jednak nie stało. Ciągle bowiem uzasadnia się ją w sposób głupi, zabobonny i pogański. Nie można więc porównywać tego zwyczaju do niektórych z elementów towarzyszących współczesnemu obchodzeniu Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy Dnia Wszystkich Świętych.

  2. O „Piątku trzynastego” i innych zabobonach

    Leave a Comment

    Pośród grzechów przeciwko Pierwszemu Przykazaniu Dekalogu nauczanie katolickie wymienia tradycyjnie (obok różnych innych występków) nieprawość znaną jako „zabobony”. Ogólnie rzecz biorąc cechą zabobonów jest przypisywanie szczególnej mocy i znaczenia rzeczom stworzonym lub doczesnym wydarzeniom w sytuacji, gdy owe takiej mocy nie mają ani z natury swojej ani przez modlitwę Kościoła. Można powiedzieć, iż zabobonność jest wypaczeniem wszczepionego przez Boga w ludzką naturę religijnego instynktu. Sobór Trydencki uczy, że zabobon jest fałszywym naśladowaniem prawdziwej pobożności. Łatwo jest zrozumieć taką definicję owego grzechu, gdy uświadomimy sobie, iż człowiek zabobonny z jednej strony nie może być prawdziwym ateistą i racjonalistą, gdyż wierzy w różne rzeczy nie dające zamknąć się ramach naukowo udowodnionych twierdzeń, z drugiej zaś strony pokłada ufność i wiarę nie w prawdach i zasadach objawionych przez Boga, lecz przypisuje szczególną moc rozmaitych rzeczom i zjawiskom kierując się przy tym różnymi mglistymi, a wytworzonymi wcześniej przez ludzkie umysły legendami, mitami i opowiadaniami. Historycznie rzecz ujmując zabobony miały swój początek w rozmaitych wierzeniach i praktykach pogan. Na przykład starożytni Rzymianie badali wolę swych fałszywych bóstw wpatrując się we wnętrzności zabitych im w ofierze zwierząt. Choć uczciwie trzeba dodać, iż niektóre z zabobonów wykształciły się też na bazie chrześcijańskich już przekonań i praktyk (oczywiście je wypaczając i zniekształcając).

    Przykładów zabobonnych wierzeń i praktyk jest mnóstwo. Czarny kot przebiegający przez drogę i rzekomo przynoszący pecha, niepodawanie sobie dłoni przez próg, przydeptywanie upadłej na ziemię rzeczy, zawieszanie podkowy „na szczęście” i obrazu Żyda liczącego pieniądze po to by w danym domu nie zabrakło finansów, odpukiwanie „w niemalowane”. Powyższe to tylko niektóre z bardziej popularnych w naszym społeczeństwie zabobonów. Warto dodać, iż zabobonnym może być nawet podejście do niektórych objawionych przez Boga czy zatwierdzonych przez Kościół modlitw albo innych praktyk pobożnościowych. Na przykład, gdy ktoś wierzy, iż w razie choroby ucha przyłożenie doń krzyżyka z jednoczesnym odmówieniem 5 Ojcze nasz i 5 Zdrowaś Mario go z tej choroby wyleczy dopuszcza się zabobonu. Oczywiście odmawianie Ojcze nasz, Zdrowaś Mario oraz posiadanie krzyżyka są rzeczami bardzo pożytecznymi, jednak Bóg nie objawił nam, iż używanie tych modlitw i rzeczy w powyżej wymieniony sposób sprawi, że choroba ucha lub innej części ciała zostanie wyleczona. Coś takiego jest zatem wyraźnym wypaczeniem cnoty religijności i dlatego zalicza się do zabobonów. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2111 naucza, iż z zabobonnością mamy do czynienia też wtedy:

    gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają„.

    Zabobonne jest też podejście do niektórych środków, które co prawda same w sobie mają charakter leczniczy i zdrowotny, jednak dodanie do nich pewnych innych praktyk czy słów, nadaje im znamię zabobonu. Na przykład, wyciąg z jakiejś rośliny może przyśpieszać gojenie się ran, ale wiara w to, iż należy przy nakładaniu takiej maści wypowiedzieć jakieś zaklęcie, jest już zabobonem.

     

    Jednym z popularnych zabobonów jest też przekonanie, iż tzw. Piątek trzynastego jest feralnym dniem. Jak w przypadku większości zabobonnych wierzeń i praktyk owe przekonanie nawiązuje do pewnych wątków o charakterze religijnym, które są tu jednak zanurzone w mocno niedorzecznym oraz irracjonalnym sosie. Mówi się wszak, że wiara w feralność Piątku trzynastego wzięła się z przekleństwa, jakie wobec papieża Klemensa V i króla Francji Filipa IV Pięknego miał wyrzec skazany na karę stosu wielki mistrz zakonu Templariuszy Jacques de Molay (w kilka miesięcy po wypowiedzeniu tego przekleństwa tak wspomniany papież, jak i król umarli śmiercią tragiczną). Jednak choć proces de Molaya owszem odbył się w piątek 13 października 1307 roku, to przekleństwo, które on rzekł, wyszło z jego ust dopiero kilka lat później to jest w dniu wykonania na nim wyroku, czyli  18 marca 1314 roku. Poza tym nawet, gdyby owe przekleństwo zostało wypowiedziane przez niego w piątek 13 października to przecież i tak nie konstytuowało to by w żaden sposób jakiejś prawidłowości odnośnie zwiększonej ilości nieszczęść mających się zdarzać w takie dni.

    Być może też jednym ze źródeł przekonania o nieszczęśliwym charakterze Piątku trzynastego jest fakt, iż Pan Jezus umarł za nas na Krzyżu w piątek, a liczba 13 przewyższa liczbę 12 apostołów. Jednak nawet w tym wypadku nie widzimy, by owe fakty miały w jakiś sposób decydować o słuszności omawianego przekonania tyczącego się Piątku trzynastego. Owszem dni piątkowe tradycyjnie są czasem, w którym powinniśmy na znak pamięci o męce Chrystusa bardziej się umartwiać, ale to przecież nie pociąga za sobą jakiejś zwiększonej tendencji do nieszczęśliwych zdarzeń i wypadków. Ba, jeśli już to dobrze przeżyty piątek, jako dzień umartwienia i pokuty może bardziej odwracać gniew Boga i związane z tym kary doczesne. W Piśmie świętym i nauczaniu Ojców Kościoła nie znajdziemy też jakiś wzmianek o tym, iż piątek ma być jakimś szczególnie nieszczęśliwym dniem. Wreszcie, nawet Wielki Piątek, w którym Jezus cierpiał dla naszego zbawienia tak naprawdę niósł nam coś co zwykliśmy zwać „szczęściem w nieszczęściu”. Dzień ten bowiem był początkiem przegranej szatana i jego demonów, gdyż zwycięstwo Mesjasza przyszło przez Jego śmierć na Krzyżu.

    Niektórzy wiarę w bardziej nieszczęśliwy charakter Piątku trzynastego mogą wiązać też z prywatnymi objawieniami Najświętszej Panny Marii, jakie miały miejsce w 1917 roku w Fatimie. Objawienia te najczęściej miały bowiem miejsce 13 dnia poszczególnych miesięcy i niektóre z wypowiedzianych tam proroctw zapowiadały wielkie nieszczęścia (rozprzestrzenianie się komunizmu, II wojnę światową, krwawe prześladowania Kościoła, zniknięcie z powierzchni ziemi całych narodów). Jednak i w tym wypadku trudno jest widzieć jakieś bardziej logiczne powiązanie pomiędzy treścią i charakterem fatimskich objawień a przekonaniem o nieszczęśliwym charakterze Piątku trzynastego. Matka Boża w Fatimie nie zapowiadała bowiem, iż owe nieszczęścia będą miały miejsce tego czy innego dnia, poza tym zaś nie każde z Jej objawień miało miejsce w piątek trzynastego. Brak zatem podstaw by na podstawie objawień w Fatimie uzasadniać zabobon Piątku trzynastego.

     

    Zabobony to religijność głupców i obraza Pana Boga. Strzeżmy się więc nich i się nimi brzydźmy.