Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: zabijanie nienarodzonych

  1. Czy posiadanie abonamentu w Netflixie jest grzechem?

    Leave a Comment

    Przed kilkoma miesiącami znana międzynarodowa firma Netflix okazała swe poparcie dla legalności mordowania nienarodzonych dzieci, ogłaszając swoisty bojkot Georgii, jednego ze stanów USA, na terenie którego poszerzono w tym czasie zakaz tzw. aborcji. Chodzi o to, że Netflix ogłosił, iż w związku z owym antyaborcyjnym prawem nie będzie kręcił swych produkcji na terenie tego stanu. W reakcji na to po stronie konserwatywnych katolików i chrześcijan innych wyznań wzmogły się pytania o to, czy w takim razie moralnie dozwolone jest wspomaganie Netflixa poprzez opłacanie wykupu do jego internetowej bazy filmów, seriali oraz programów? W tym artykule spróbuję dać odpowiedź na to pytanie.

    Otóż w tego rodzaju wypadkach – gdy osobiście nie czynimy danej nieprawości, ale poprzez swoje działania w jakiś sposób współpracujemy ze złem bezpośrednio czynionym przez inne osoby, ważne jest znać tradycyjnie katolickie rozróżnienia pomiędzy tzw. formalną współpracą z czyimś grzechem, a materialną współpracą.

    Współpraca formalna

    Z formalną współpracą mamy do czynienia wówczas, gdy przyczyniamy się do czyjegoś grzechu przez nakaz, radę, pochwałę lub zachętę albo też nasze współdziałanie z czyimś grzechem jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost ułatwiamy jego zaistnienie. O ile w miarę jasne jest, kiedy mamy do czynienia z nakazem, radą, pochwałą, czy zachętą do grzechu, o tyle wątpliwości może wzbudzać to, kiedy nasze współdziałanie jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost przyczynia się do zaistnienia danego złego uczynku. Jeden z teologów moralnych, kard. Gousset (do którego dzieła podaje poniżej link) stwierdził, iż z czymś takim mielibyśmy do czynienia wówczas, gdy np. ktoś specjalnie opiekował się osobą chcącą dokonać morderstwa, po to, by ta tym łatwiej mogła spełnić swe zamierzenia. Tytułem analogii można by wskazać, iż tego rodzaju formalna współpraca ma miejsce dajmy na to w przypadku sutenerów, którzy organizują swym pracownicom sprawniejsze wykonywanie ich zajęć.

    Formalna współpraca z czyimś grzechem jako taka nigdy nie jest dozwolona, nawet w sytuacji zagrożenia życia osoby współpracującej w ten sposób. Jeśli więc ktoś twierdzi lub sugeruje, iż coś jest formalną współpracą, ale np. pod przymusem wolno jest to czynić, to tym samym błądzi. Po prostu nigdy nie mamy moralnego prawa formalnie współpracować z czynionym przez kogoś grzechem.

    Współpraca materialna

    Z materialną współpracą mamy zaś do czynienia wówczas, gdy w świadomy lub nieświadomy sposób z mniejszym bądź większym prawdopodobieństwem nasze działanie pomaga komuś w popełnieniu zła. Im bardziej nasza współpraca jest tu świadoma i im większe prawdopodobieństwo, iż zostanie ona wykorzystana do zła, tym bardziej możemy nazwać ją mianem „bliskiej materialnej współpracy„. Współpraca materialna bliska jest ogólnie odradzana, ale dla odpowiednio ważnych przyczyn może być moralnie dozwolona. Takimi przypadkami są np. potrzeba zarabiania na życie własne czy innych osób. Współpraca materialna daleka jest zaś, ogólnie rzecz biorąc, dozwolona i nie trzeba mieć tu bardziej poważnych przyczyn by się takowej dopuszczać.

    Jako przykład bliskiej materialnej współpracy ze złem wielu teologów podawało działanie pracowników barów czy restauracji, którzy polewali alkohol swym częściowo już nietrzeźwym klientom. Myślę, iż w podobny sposób należałoby też oceniać np. pracę więźniów obozów koncentracyjnych w czasie II wojny światowej polegającą na produkcji broni i wojskowych mundurów wykorzystywanych później przez Niemców do prowadzenia i kontynuowania niesprawiedliwej wojny.

    Z kolei, jako przykład dalekiej materialnej współpracy ze złem można podać pracę w sklepie z bronią. W większej albo znacznej części wypadków pracownik takiego sklepu nie wie bowiem, czy broń kupuje u niego bandyta lub przestępca, a przez to, nawet jeśli w nieświadomy sposób sprzeda on broń takiej osobie, jego współpraca będzie daleka. Nie można też wszak powiedzieć, iż sam towar, który on sprzedaje, jest w zwyczajny sposób ukierunkowany na czynienie tych czy innych grzechów. Co innego, gdyby ktoś sprzedawał np. miny wybuchowe w kształcie zabawek (gdyż takie rzeczy są w specjalny sposób przeznaczone do mordowania i ranienia niewinnych).

    Troszkę więcej na ten temat rozróżnień pomiędzy formalną a materialną współpracą ze złem można wyczytać w Tomie I na stronach 177 i 178 poniższej publikacji:
    http://www.ultramontes.pl/gousset_teologia_moralna.htm

    Opłacanie Netflixa – jakim rodzajem współpracy to jest?

    Jak zatem ocenić opłacanie abonamentu dla Netflixa? Cóż, nie sądzę, aby był to przypadek zawsze zakazanej formalnej współpracy ze złem. Byłoby tak, gdyby wnoszenie takich opłat wiązało się np. z podpisaniem deklaracji o treści: „Popieram prawo do legalnej aborcji„, ale przecież – przynajmniej póki co – nie mamy z czymś takim do czynienia. Opłacanie abonamentu dla tej firmy nie wiąże się też ze specjalnym ułatwianiem zaistnienia czynionego przez nią zła. Środki finansowe pozyskiwane w ten sposób są bowiem przez Netflix przeznaczane na różne cele – dobre, złe oraz moralnie obojętne.

    Można oczywiście jednak zastanawiać czy współfinansowanie Netflixa za pomocą stałych opłat abonamentowych jest współpracą materialną bliską czy daleką? Gdyby miało okazać się, że stanowi ono współpracę materialną bliską to, zasadniczo rzecz biorąc, należałoby gorliwie zachęcać do rezygnacji z wnoszenia takich opłat, gdyż dostęp do różnych filmów, programów i seriali nie jest na tyle ważną przyczyną, by usprawiedliwiać takie działanie. Oczywiście, może się zdarzyć, iż ktoś z przyczyn zawodowych chce mieć dostęp do takowych rzeczy – wtedy jest to inna sprawa. W większości wypadków jednak korzystanie z bazy Netflixa jest rozrywką, a nie kwestią życiowej konieczności.

    Czy jednak opłacanie Netflixa stanowi bliską materialną współpracę ze złem czynionym przez tę korporację? Mówiąc otwarcie: trudno jest mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Osobiście przychylałbym się raczej do twierdzenia, iż prawdopodobnie – mimo wszystko – jest to współpraca materialna daleka. Żeby wszak mówić o współpracy materialnie bliskiej trzeba by wykazać, iż większość z działań Netflixa ma naganny moralnie charakter. Do tego trzeba by zaś jakichś bardziej szczegółowych analiz, nie zaś – samego w sobie oczywiście słusznego – wskazywania, że te czy inne posunięcia tej firmy są obiektywnie grzeszne.

    Mirosław Salwowski

  2. Mirosław Salwowski vs. Ks Szymon Bańka (wymiana maili w sprawie aborcji)

    Leave a Comment

    Zgodnie z sugestią oraz wyrażoną na to zgodą ks. Szymona Bańki publikuję poniżej korespondencję mailową, która została wymieniona pomiędzy mą osobą a osobą ks. Szymona Bańki w kwestii jego wypowiedzi odnoszących się do oceny moralnej niektórych, bardzo rzadko występujących przypadków aborcji.

    Mirosław Salwowski

    Od:  Mirosław Salwowski
    Wysłano: czwartek, 7 listopada 2019 23:59
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

    Przesyłam Księdzu link do mego artykułu na temat pewnych dwuznacznych, a nawet błędnych wypowiedzi autorstwa Księdza i pana Michała Murgrabiego:

    Zachęcam do spokojnego zapoznania się z mym tekstem na ów temat, a następnie przemyślenia zawartych w nim uwag. 

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Dziękuję za uwagi, przepraszam że tak na szybko i bez podawania źródeł – jak znajdę chwilę to coś podeślę. Tymczasem tylko sprzeciwię się twierdzeniu:

    iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione [1].

    To nie jest prawda – i tego (mam nadzieję) nie powiedziałem – piszę mam nadzieję bo nie pamiętam i nie mam w tej chwili czasu żeby to odsłuchać – jeśli padło takie stwierdzenie z moich ust to byłaby to fatalna pomyłka! A jeśli nie to proszę nie sugerować że coś takiego powiedziałem.

    Nie w przypadku „zagrożenia życia” a w przypadku aktualnego „ataku na życie” na matki można to brać pod uwagę. Teologia moralna dopuszcza traktowanie nawet niewinnej osoby jako „injustus agresor” – jako niesprawiedliwego agresora, gdy jego działanie sprowadza aktualne zagrożenie życia niewinnej osoby (np. osoby tonące które próbują się dostać na już przeładowaną łódź ratunkową i ewidentnie ją zatopią mogą zostać potraktowane jako agresorzy – można z nimi walczyć – nawet sprowadzając na nich śmierć). W tym samym sensie nie dziecko które stwarza zagrożenie dla życia ale takie którego rozwój realnie i aktualnie zabija matkę (ponoć może się to zdarzyć właśnie w przypadku ciąży pozamacicznej) może zostać zabite (choć teolodzy mówią że należy czekać i obserwować sytuację do samego końca – tak żeby mieć pewność że zaistniała taka sytuacja – więc musi się zacząć bezpośrednie niszczenie narządów wewnętrznych matki – wtedy według teologów można podjąć leczenie kobiety nawet jeśli będzie to wymagało zabicia dziecka. Nie zmienia to faktu że aborcja zawsze jest złem – tak jak niewpuszczanie tonących osób na łódź ratunkową (poprzez czynną walkę z nimi).

    Przy okazji spróbuję znaleźć źródła.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: piątek, 8 listopada 2019 14:23
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Odp: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

    Cytaty z wypowiedzi Księdza zostały przeze mnie zaznaczone kursywą. Stwierdzenie o treści: „iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione” nie jest cytatem słów Księdza, ale moją ich konstatacją. Co prawda uważam, że to jest najbardziej logiczny wniosek, jaki można wysnuć z cytowanych przeze mnie słów Księdza jednak jeśli uważa Ksiądz, że w jakiś sposób Księdza skrzywdziłem w ten sposób to mogę to uściślić i sprecyzować w swym artykule. Dodam jednak, że ostatnie z cytowanych przeze mnie stwierdzeń pana Michała Murgrabii idzie jeszcze dalej w swej interpretacji słów Księdza niż ja, a jednak nie sprostował Ksiądz jego komentarza na ów temat, co w tym określonym kontekście może być w oczywisty sposób interpretowane, jako wyrażenie aprobaty da jego słów. 

    Co do różnych możliwych wypowiedzi teologów, które mogłyby być odczytywane jako przyzwolenie na akt bezpośredniego zabicia niewinnego dziecka w celu ratowania życia matki to nie wątpię, że takowe mogą istnieć, jednak o ile dane nauczanie teologów nie ma charakteru jednomyślnego to nie można zakładać nieomylnego ich charakteru. Należy też pamiętać, że ponad nauczaniem poszczególnych teologów (których oczywiście opinie należy zasadniczo rzecz biorąc szanować i brać pod uwagę) są wypowiedzi Magisterium Kościoła. A Magisterium Kościoła w jasny sposób wypowiedziało się, że odnośnie dziecka nienarodzonego nie można stosować klauzuli „niesprawiedliwego napastnika” czy też „ostatecznej konieczności” (cytowany przeze mnie Pius XI), a także w nieomylny sposób orzekło, iż norma moralna zakazująca bezpośredniego i zamierzonego zabicia niewinnej osoby ludzkiej nie zna żadnych wyjątków (Jan Paweł II, „Evangelium Vitae”). Co do konkretnego przypadku ciąży pozamacicznej to zachęcam Księdza do zapoznania się z tekstem swego współbrata, ks. Petera Scotta z USA:

    http://archives.sspx.org/Catholic_FAQs/catholic_faqs__morality.htm?fbclid=IwAR0ZsebXW_XTR15jinv7A–pFhxzxpCOnVcVSwXHE-Fp3uyCxIOfIpcTZVM#ectopicpregnancy

    Myślę, że dobrze będzie też dodać, iż jeśli chodzi o akty wewnętrznie złe to w świetle nauki katolickiej nie można mówić o tym, że niektóre z nich co prawda pozostaną złe, jednak mogą być w ekstremalnych okolicznościach dozwolone. Po prostu one są zawsze zakazane, dlatego, że są wewnętrznie złe. Swego czasu pisał o tym jeden z biskupów Bractwa św. Piusa X, bp Tissier de Mallerais:

    “(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata” – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, “Komunikat Bractwa św. Piusa X”, Zawsze Wierni, nr. 11/ 1996, s. 5.

    Na samym końcu chciałbym przeprosić Księdza jeśli poczuł się Ksiądz jakoś urażony czy zaatakowany mym artykułem. Nie to było mą intencją. Uznałem też, że nie muszę z Księdzem wcześniej omawiać tego tematu, gdyż wedle Pisma świętego należy upomnieć najpierw w cztery oczy tego, kto „zgrzeszył przeciw tobie” (Mt 18, 15) Ksiądz zaś swymi wypowiedziami nie uderzał w dobro mej osoby. Ponadto, wypowiedzi Księdza w tej kwestii miały charakter publiczny więc uznałem, że zasadne jest w takim razie publiczne ich omówienie przeze mnie. Mam przy tym nadzieję, iż mimo publicznego charakteru mych uwag da radę Ksiądz obiektywnie przyjrzeć się ich zasadności. 

    Pozdrawiam w imieniu Jezus i życzę wielu Bożych błogosławieństw.

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu [2].

    Nie podważam oczywiście cytowanych przez Pana dokumentów magisterium, jednak podążając za moim profesorem teologii moralnej z Zaitzkofen uważam że właśnie wtedy kiedy rozwój dziecka aktualnie i realnie uszkadza narządy wewnętrzne kobiety może jednak zostać uznane za agresora – jeśli dobrze pamiętam to teolodzy stosowali tu wyjaśnienie że nie można po prostu zabić tego dziecka (na podstawie przewidywań), ale jeśli jest konieczne przeprowadzenie operacji usunięcia jakiejś części narządów wewnętrznych za względu na rozwój dziecka (co z konieczności wiąże się ze śmiercią dziecka i w praktyce jest równoznaczne z zabiciem go), który je uszkadza to wtedy jest to dopuszczalne moralnie (w ten sposób omijają oni bardzo jasne zakazy bezpośredniego zabicia istoty niewinnej). Jeśli dobrze pamiętam to zostało nam to przedstawione jako rzecz dosyć powszechnie uznaną przez nowszych teologów moralnych i nie łamiącą zakazu zabijania istoty niewinnej.  

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski

    Data: 08.11.2019 22:01 (GMT+01:00)

    Do: Ks. Szymon Bańka

    Temat: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Być może profesorowi teologii moralnej z Zaitzkofen chodziło o tzw. pośrednią aborcję, czyli takie działanie, które samo w sobie nie zmierza wprost do zabicia nienarodzonego dziecięcia, ale śmierć dziecka jest tu efektem ubocznym głównego, mającego charakter leczniczy działania. Na przykład, dozwolone jest operowanie serca ciężarnej kobiety nawet gdyby prawdopodobnym tego efektem miała by być śmierć dziecka. W przypadku ciąży pozamacicznej część moralistów katolickich uznaje też za dozwolone wyjęcie jajowodu wraz z żywym dzieckiem chociaż wiadomym jest, że w skutek takiej operacji dziecko i tak umrze. Jest jednak zawsze niedozwolonym bezpośrednie i zamierzone zabijanie niewinnego dziecka, a więc np. rozkawałkowanie go na części, wyssanie z łona matki, wstrzyknięcie mu trucizny. Jest to niedozwolone również w celu ratowania życia matki. 

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Tak o takiej sytuacji mówimy – choć jest to rzecz nie do końca w stylu: leczenie powoduje też śmierć, gdyż to właśnie samo dziecko jest bezpośrednio zagrożeniem. Więc jest to przypadek pośredni, bardzo trudny i wyjątkowy, przeważnie nie wymieniany w zwykłych dyskusjach na ten temat. 

    Może warto opublikować naszą wymianę zdań pod pańskim tekstem? Wydaje mi się że to trochę wyjaśnia. 

    W Chrystusie 

    ks. Szymon Bańka 

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: sobota, 9 listopada 2019 09:54
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Re: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Jeśli chodzi o publikację naszej wymiany zdań bezpośrednio pod mym artykułem to niestety nie jest to możliwe ze względów technicznych, gdyż moja strona póki co nie ma możliwości dodawania komentarzy pod artykułami. Mogę jednak zaproponować Księdzu publikację odrębnego artykułu, na którego treść składały się maile, które wymieniliśmy na ów temat? Co Ksiądz na to?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Możemy tak zrobić.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski

    Data: 11.11.2019 10:19 (GMT+01:00)

    Do: Ks. Szymon Bańka

    Temat: ODP: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    Przesyłam Księdzu linka do kolejnej drugiej już części mego artykułu, który został poświęcony wypowiedziom Księdza:

    Co do publikacji naszej korespondencji mailowej to skoro się Ksiądz na to zgadza, zamierzam tak uczynić. Zanim jednak to zrobię prosiłbym jeszcze Księdza o odpowiedź na pytanie, które uważam za tak naprawdę najważniejsze i najbardziej kluczowe dla całej tej sprawy (odpowiedź Księdza na ów temat chciałbym dołączyć do publikacji naszych maili). A mianowicie, chodzi mi o odpowiedź na pytanie, czy uważa Ksiądz, że takie czynności jak np. rozerwanie jeszcze żyjącego nienarodzonego dziecięcia na kawałki, wyssanie takowego za pomocą specjalnego przyrządu lub wstrzyknięcie w jego organizm trucizny mogą być uznane za moralnie dozwolone wówczas, gdyby miała się okazać, iż bez ich podjęcia nie da się uratować życia matki?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Metoda którą ratuje się życie matki nie może być sama w sobie zła, stąd śmierć dziecka może być dopuszczalna tylko jako „voluntarium indirectum” zgodnie z jego zasadami: a więc czyn sam w sobie nie jest zły i powód jest bardzo poważny. 

    A mianowicie, chodzi mi o odpowiedź na pytanie, czy uważa Ksiądz, że takie czynności jak np. rozerwanie jeszcze żyjącego nienarodzonego dziecięcia na kawałki, wyssanie takowego za pomocą specjalnego przyrządu lub wstrzyknięcie w jego organizm trucizny mogą być uznane za moralnie dozwolone wówczas, gdyby miała się okazać, iż bez ich podjęcia nie da się uratować życia matki?

    Czyli nie jest to dopuszczalne. 

    Choć w przypadkach o których mówiliśmy operacja sprowadzi śmierć na dziecko to celem operacji nie może być zabicie dziecka. 

    W Chrystusie 

    ks. Szymon Bańka 

    _________________________________________________________

    Od: Mirosław Salwowski
    Wysłano: wtorek, 12 listopada 2019 13:54
    Do: Ks. Szymon Bańka
    Temat: Re: ODP: Odp: ODP: ODP: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Dziękuję za tę odpowiedź. Wynika zatem z niej, iż wcześniejsze wypowiedzi Księdza w programie „Kościół. Naród. Państwo” były dwuznaczne, niejasne, aczkolwiek nie jawnie błędne. Myślę jednak, że warto by było w jednym z następnych programów wyjaśnić i naprostować te dwuznaczności. Myślę, że jest to tym bardziej wskazane, gdyż o ile Ksiądz wyrażał się dwuznacznie i nieprecyzyjnie o tyle redaktor Michał Murgrabia wypowiadał się na ten temat już w sposób jawnie błędny. 

    Przy okazji, czy chciałby Ksiądz się jeszcze odnieść do drugiej części mego artykułu? Jeśli tak do dołączę Księdza odpowiedź na ów temat do publikacji naszej korespondencji mailowej?

    Pozdrawiam w najchwalebniejszym imieniu Jezus

    Mirosław Salwowski

    _________________________________________________________

    Od: Ks. Szymon Bańka
    Do: Mirosław Salwowski

    Temat: Błędy i dwuznaczności Księdza w kwestii aborcji

    Tak na szybko i z głowy: Herezją stricte sensu nazywamy bezpośrednią negację jakiejś uroczyście zdefiniowanej prawdy wiary (faktycznie może ona być natury moralnej). Mówi się również o herezji latae sensu jako o negacji powszechnie przyjętej prawdy wiary (takiej w którą zawsze i wszędzie wierzono – jednak której nie zdefiniowano). Definicja Jana Pawła II wprawdzie spełnia znamiona uroczystej definicji – jednak znając ówczesną politykę kongregacji nauki i wiary, zapytani pewnie by odpowiedzieli że Papież nie użył swojej władzy a jedynie stwierdził że jest to prawda wiary na podstawie jej powszechnej w czasie i przestrzeni akceptacji – dokładnie tak zrobiono w bardzo podobnym przypadku zdefiniowania przez Jana Pawła II niemożności wyświęcenia kobiety na kapłana.

    Także moim zdaniem na pewno można nazwać dopuszczanie aborcji herezją, ale można się kłócić czy w sensie ścisłym czy potocznym.

    W Chrystusie

    ks. Szymon Bańka

  3. Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. II

    Leave a Comment

    W pierwszej części tego artykułu omówiłem błędy i dwuznaczności, których w jednym z programów na kanale „Media Narodowe” dopuścili się ks. Szymon Bańka i redaktor Michał Murgrabia. Chodziło konkretnie o sugestię, jakoby istniał jeden wyjątek od kategorycznego zakazu zabijania nienarodzonych dzieci i że tym wyjątkiem miałyby być sytuacja ratowania życia matki. W tej części przyjrzę się zaś twierdzeniu ks. Bańki o tym, jakoby popieranie aborcji zasługiwało co prawda na miano grzechu i błędu, jednak raczej nie stanowiłoby herezji. W wywiadzie, jaki ks. Szymon Bańka udzielił redaktorowi Murgrabiemu, słyszymy wszak co następuje:

    Michał Murgrabia: Czy akceptacja aborcji jest grzechem czy herezją?

    Ks. Szymon Bańka: Hm, pytanie jest dosyć trudne. To znaczy, akceptacja aborcji jest przede wszystkim błędem, błędem dotyczącym moralności. To w pierwszej linii. Błędem, który może mieć bardzo poważne konsekwencje. Człowiek, który ma błędne przekonanie o tym co jest dopuszczalne, a co nie, bardzo łatwo wpada w grzechy, bardzo łatwo naraża swoje życie wieczne na zagrożenie, na utratę łaski i wieczne potępienie. Jeśli pytamy o to, czy to jest grzech, czy to jest herezja? Negowanie takiej prawdy moralnej – jeśli ta osoba już wie, że Kościół tak naucza i że Kościół tu naucza bardzo mocno, znaczy się z wielkim autorytetem – to wtedy, jako wierny katolik ma obowiązek się poddać. Także na pewno mielibyśmy tutaj do czynienia z grzechem, jeśli uporczywie sprzeciwia się nauce Kościoła w tak newralgicznym punkcie, gdzie Kościół mówi, że coś jest grzechem ciężkim, a coś nie jest. Także, taka świadoma i dobrowolna negacja pomimo ostrzeżenia ze strony Kościoła: uwaga, tutaj koniecznie trzeba, tego, w ten sposób patrzeć na tą sprawę, na pewno będzie grzechem, na pewno będzie grzechem ciężkim. No, nie jest, wydaje mi się, że nie jest to herezja, dlatego, że nie jest to zanegowanie bezpośrednio jakiegoś dogmatu wiary. Jest to kwestia moralna, nie dotycząca bezpośrednio jakiejś prawdy wiary. (Na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg , minuty 8. 19 – 9. 59).

    Co jest, a co nie jest herezją?

    Jak można skomentować powyższe słowa? Cóż, zacznijmy od tego, iż należy odróżnić samo czynienie aborcji od jej popierania w sensie intelektualnym. Oczywiście, jeśli ktoś tylko czyni tzw. aborcję i nawet sam jej nie żałuje, ale nie twierdzi przy tym, że takowy grzech jest dobry, dozwolony moralnie albo usprawiedliwiony, to oczywiście żadnej herezji czy błędu doktrynalnego się w ten sposób nie dopuszcza. Rzecz jasna popełnia w ten sposób coś, co jest bardzo obrzydliwe Panu Bogu i jeśli nie będzie za ową zbrodnię szczerze żałować, to jeśli umrze w tym stanie i – zakładając, że ów grzech był czyniony w pełni dobrowolny i świadomy sposób – niechybnie pójdzie na wieczną mękę wraz z szatanem, diabłami oraz innymi potępionymi. W przypadku potępionych katolików ta męka w piekle będzie prawdopodobnie znacznie cięższa niż kary piekielne wymierzane niekatolikom i niechrześcijanom, gdyż grzechy ciężkie popełniane przez katolików mają jeszcze większy ciężar niż takowe czynione przez niekatolików oraz niechrześcijan. A to dlatego, że katolicy mieli większy dostęp do skarbnicy Bożych łask niż niechrześcijanie. Katolicy, którzy czynili aborcję, nie żałując za nią, lecz nie zaprzeczając w swych umysłach, iż jest ona czymś bardzo złym, nie dopuścili się jednak herezji i jeśli będą wiecznie potępieni, to nie będą tam cierpieć w piekle jako heretycy.

    Powyższe podejście do zabijania nienarodzonych dzieci różni się jednak od sytuacji, w której ktoś nie tylko to czyni, ale też utrzymuje – wbrew powszechnemu i odwiecznemu nauczaniu Kościoła – że coś takiego może być dobre, usprawiedliwione lub moralnie dozwolone. Wówczas to, istotnie należy zastanowić się, czy mamy do czynienia nie tylko z utrzymywaniem przez takie osoby czegoś, co zwie się „błędem doktrynalnym”, ale również, czy nie jest to po prostu herezją? Popieranie na płaszczyźnie intelektualnej grzechu aborcji już na pierwszy rzut oka wydaje się spełniać większą część z tego, co przynależy do definicji „herezji”. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2089 cytując kanon 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego, mówiąc o różnych rodzajach grzechów przeciw wierze i jedności Kościoła, stwierdza:

    Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej (…)” [2].

    Sobór Watykański I deklaruje zaś, iż:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Herezją jest zatem uporczywe kwestionowanie tych prawd, które:

    – zostały przez Boga objawione w Piśmie świętym lub ustnym podaniu przekazanym przez apostołów.

    – są podawane przez Kościół jako objawione przez Boga albo przez uroczyste orzeczenie (czyli definicję dogmatyczną) albo przez zwyczajne i powszechne nauczanie (czyli jednomyślne nauczanie wszystkich biskupów w łączności z Papieżem).

    Prawda o moralnym zakazie aborcji wydaje się spełniać te kryteria, gdyż:

    Po pierwsze: została przez Boga objawiona co prawda nie bezpośrednio w Piśmie świętym, ale w ustnym podaniu przekazanym apostołom. Dowodzi tego fakt, iż potępiania tej haniebnej praktyki są obecne już w najstarszych pismach chrześcijańskiej starożytności, np. w „Didache”.

    Po drugie: prawda, z której bezpośrednio wynika potępienie aborcji, a mianowicie zakaz zabijania niewinnych osób ludzkich została wyraźnie objawiona przez Boga na kartach Pisma świętego (patrz: Prz 6, 16-19; Wj 23, 7; Mdr 12, 3-6).

    Po trzecie: Magisterium Kościoła od wieków nauczało potępiania aborcji, a papież Jan Paweł II w wyraźny sposób rozeznał tę doktryną jako należącą do zwyczajnego i powszechnego – a więc nieomylnego – Magisterium Kościoła:

    ” Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne” (Jan Paweł II, „Evangelium vitae”, n. 62).

    Ujmując więc rzecz w skrócie: prawda o zakazie aborcji została objawiona przez Boga i była przekazywana przez Magisterium Kościoła w jego stałym, powszechnym oraz zwyczajnym nauczaniu. Czyż więc kwestionowanie tej prawdy nie przypomina herezji? Powie jednak może ktoś, że herezją jest tylko negowanie bądź dobrowolne powątpiewanie w te z Bożych prawd, które tyczą się porządku wiary, a nie moralności. Cóż, na pierwszy rzut oka ów zarzut może wydawać się zasadnym, ale czy po głębszej analizie rzeczywiście wygląda on na słuszny? Czyż bowiem nie można powiedzieć, że wierzyć należy nie tylko w prawdy typu Boskość Pana Jezusa, wieczyste dziewictwo Matki Bożej, ustanowienie sakramentu chrztu, ale również można rzec, iż wierzyć można w to, jak należy moralnie, zgodnie z wolą Boga postępować? Nie sądzę, żeby pomiędzy oboma płaszczyznami prawd istniała jakaś wielka różnica – wszak wszystkie one zostały nam objawione przez Boga.

    Herezje przeciw moralności

    Co więcej zaś, można podać przykłady konkretnych wypowiedzi Magisterium Kościoła, w których pewne błędne wypowiedzi odnoszące się do postępowania na płaszczyźnie moralnej zostały zakwalifikowane jako właśnie „heretyckie”.

    I tak np. Sobór w Konstancji potępił następujący pogląd:

    „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu” (Patrz: Sesja XVII, V, 2).

    Ojcowie tego soboru uzasadnili napiętnowanie owego poglądu, w taki oto sposób:

    Pragnąc przeciwstawić się temu błędowi i usunąć go z korzeniami, święty synod, po dojrzałym namyśle ogłasza, orzeka i ustala, że doktryna tego rodzaju jest błędna w wierze i z punktu widzenia obyczajów, odrzucają i potępia jako heretycką, gorszącą, wywołującą niepokój i otwierającą drogę dla fałszu, oszustwa, kłamstwa, zdrady i wiarołomstwa. Ponadto ogłasza, orzeka i określa, że ci, którzy z uporem podtrzymują tę najbardziej zgubną doktrynę, są heretykami i jako tacy powinni być karani według prawnych sankcji kanonicznych.” (Patrz: Sesja XVII, V, 3, podkreślenia moje – MS).

    Z kolei Sobór w Vienne tak wypowiedział się na temat tych, którzy broniliby uprawiania lichwy:

    (…) Jeśli ktoś popadłby w taki błąd, że śmiałby z uporem twierdzić, iż uprawianie lichwy nie jest grzechem, postanawiamy, że powinien być ukarany jako heretyk, przy czym zobowiązujemy stanowczo miejscowych ordynariuszy i inkwizytorów niegodziwości herezji, aby występowali przeciw oskarżonym lub podejrzanym o tego rodzaju błąd tak samo, jak nie wahają się występować przeciw oskarżonym lub podejrzanym o herezję.” (podkreślenie moje – MS).

    Kongregacja Nauki Wiary zaś w dokumencie o nazwie „Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły <Wyznania wiary>” z dnia 29. 06. 1998 roku prawdę nauczania katolickiego głoszącą, iż: „bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym” zaliczała do rzędu tych prawd, które:

    „(…) powinny być przez wszystkich wierzących przyjęte z wiarą teologalną. Dlatego gdyby ktoś uporczywie podawał je w wątpliwość lub odrzucał, podlegałby cenzurze herezji, zgodnie z odnośnymi kanonami Kodeksów kanonicznych”.

    Podsumowanie

    Wiele więc wskazuje na to, iż kwestionowanie bądź poddawanie w wątpliwość katolickiego nauczania o zakazie zabijania nienarodzonych dzieci rzeczywiście powinno być kwalifikowane jako herezja. Podobnie zresztą jako herezja powinno być traktowanie kwestionowanie innych prawd nauczania katolickiego w sferze moralnej, a więc np. nieuznawanie wewnętrznego zła kłamstwa, nierządu, homoseksualizmu, itd. Ci zatem, którzy twierdzą, że bezpośrednia aborcja może być w pewnych okolicznościach moralnie dozwolona dopuszczają się co najmniej materialnej herezji.

    Mirosław Salwowski

  4. Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. I

    Leave a Comment

    W jednym z programów umieszczonych na internetowym kanale „Media Narodowe” należący do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Szymon Bańka – który pełni też funkcję redaktora naczelnego pisma „Zawsze Wierni” – wyraził w najlepszym wypadku bardzo dwuznaczną myśl na temat dopuszczalności tzw. aborcji w przypadku, gdy rozwój życie nienarodzonego dziecięcia ma zagrażać życiu matki. Otóż ks. Bańka po stwierdzeniu, iż „zasadniczo” nie ma wyjątków od zakazu zabijania niewinnych istot ludzkich stwierdził, co następuje:

    (…) W przypadku jakichś absolutnie wyjątkowych przypadkach, gdybyśmy mieli do czynienia z faktycznie równowagą, czyli życie za życie, kiedy rozwój dziecka ewidentnie prowadziłby do śmierci, nieuchronnie, kiedy mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją. Wtedy trzeba by ten konkretny przypadek bardzo, bardzo dokładnie badać i zastanawiać się, co można zrobić? Ale, zasada jest, ogólna zasada jest prosta: nie wolno pozbawiać życia istoty niewinnej.

    Następnie prowadzący z nim wywiad redaktor Michał Murgrabia sformułował następujące pytanie:

    (…) A druga rzecz, odpowiedział Ksiądz od razu na następne pytanie: czy są przypadki, kiedy dokonujący aborcji może nie ponieść grzechu z tego powodu? To też już wybrzmiało. Bo jednak są pewne wyjątki. I należy też pamiętać o tym, myślę, że to jest bardzo ważne żeby to sobie uświadomić, że z wyjątków nie należy czynić reguły. Czy dobrze rozumiem, proszę Księdza?

    Ks. Szymon Bańka odpowiedział na to w następujący sposób:

    Oczywiście z wyjątków nie należy czynić reguły. I tutaj, wyjątki o których Pan wspomniał, nie używałbym nawet liczby mnogiej. Mnie jest znany jeden przypadek, gdzie można by się zastanawiać, to znaczy, gdzie faktycznie teologia moralna zastanawia się, czy nie można potraktować wtedy tego dziecka, jako tak zwanego (w cudzysłowiu) „niesprawiedliwego agresora”. To znaczy oczywiście, nie, nie dobrowolnie, to znaczy oczywiście to dziecko nie jest w stanie być agresorem, ale kiedy rozwój dziecka faktycznie zabija bezpośrednio, prawda, wtedy być może mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją, która by pozwoliła na ratowanie życia matki w ten sposób. Ale to są przypadki naprawdę absolutnie wyjątkowe, gdzie każdy pojedynczy przypadek trzeba rozważać osobno. Także, odpowiedź na pytanie brzmi: aborcja zawsze jest zakazana, jeśli mielibyśmy sytuację taką, jaką opisałem, że rozwój tego dziecka bezpośrednio zabija matkę, wtedy trzeba ten konkretny przypadek naprawdę ocenić pojedynczo. Znaczy, naprawdę tym konkretnym przypadkiem się zająć i poradzić, znaczy się w sensie, jakby Kościół, kapłana powinien poradzić, skonsultować, konsultując to również z lekarzem, co należy zrobić. Także, nie mówiłbym tu o jakichś wyjątkach od reguły, bo to są sytuacje absolutnie wyjątkowe, gdzie naprawdę trzeba bardzo osobiście i konkretnie potraktować ten konkretny przypadek.

    Zatrzymajmy się na chwilę nad wymową cytowanych stwierdzeń ks. Szymona Bańki. Otóż z jednej strony stwierdza on, że co prawda „aborcja jest zawsze zakazana” jednak w przypadkach „absolutnie wyjątkowych” – czyli wówczas, gdy kontynuowanie donoszenia ciąży zagraża życiu matki – ów zakaz nie jest już wcale taki pewny i dalsze postępowanie w tej sytuacji należy skonsultować z kapłanem oraz lekarzem. Ksiądz Bańka nie mówi przy tym jednak, że celem tych konsultacji powinno być ocalenia życia nienarodzonego dziecka przez, co faktycznie daje furtkę przyzwoleniu na aborcję w tym jednym wypadku – czyli w sytuacji zagrożenia życia matki.

    Nie inaczej powyższe słowa ks. Szymona Bańki zinterpretował redaktor Michał Murgrabia, który skomentował je w poniższy sposób:


    Ja myślę, że może tu nastąpić bardzo duże zdziwienie za strony naszych widzów, którzy na przykład nie są przychylni Kościołowi, a którzy często mieli takie wyobrażenie dotychczas, że Kościół restrykcyjnie przymusza ludzi, prawda, żeby tam, broń Boże, nie wychylili się poza te ramki, które są dozwolone, że aborcja jest zawsze złem, bezwzględnym złem i tak dalej, i tak dalej. Więc myślę, że ci ludzie, którzy byli przynajmniej bardzo niechętnie nastawieni dotychczas do kapłanów, czy do Kościoła, zrozumieją, że jednak Kościół patrzy na tą sprawę, dość powiedziałbym zdroworozsądkowo, a nie tak jak koń, który ma klapki na oczach, prawda, bez względu na wszystko, idziemy cały czas do przodu.

    Niestety, cytowana wypowiedź redaktora „Mediów narodowych” nie spotkała się z żadnym sprostowaniem ze strony ks. Szymona Bańki, przez co jego wcześniejsze i tak bardzo dwuznaczne wywody w tej sprawie urosły do faktycznego wsparcia jednego z błędów doktrynalnych. Oczywiście, treścią owego błędu jest twierdzenie, iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione [1].

    Czy ten pogląd da się uzasadnić w świetle nauczania katolickiego? Cóż, zacznijmy od tego, iż wedle tradycyjnej doktryny Kościoła istnieją czyny wewnętrznie złe, od których zakazu nie ma absolutnie żadnych, ale to żadnych wyjątków. To nie jest tak, że owe czyny są „prawie zawsze złe i zabronione” ale na przykład w 1 na 100 000 000 przypadków mogą być one dozwolone. Po prostu one są złe zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach i nie są one dozwolone nigdy i nikomu. Jeśli ktoś nie wierzy mi, że takie jest właśnie nauczanie katolickie na temat niektórych z czynów, to zachęcam go chociażby do uważnej lektury encykliki „Veritatis Splendor” papieża Jana Pawła II, a zwłaszcza jej punktów numer 52, 80-81, 92. Tradycyjna doktryna o absolutnym i nieznającym żadnych wyjątków zakazie pewnych zachowań została też streszczona w punktach numer 1754 oraz 1756 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

    Absolutnie każda aborcja jest zakazana i niemiła Bogu

    Pozostaje zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy konkretnie aborcja należy do czynów wewnętrznie złych, a więc takich, od których moralnego zakazu nie ma absolutnie żadnych wyjątków? Oczywiście, że tak jest. Skoro nawet kłamstwo wedle doktryny katolickiej jest wewnętrznie złe, to coś o wiele gorszego, czyli zamierzone zabicie niewinnej osoby ludzkiej tym bardziej należy do tej kategorii ludzkich zachowań. A doktrynalnych dowodów na takie postawienie sprawy jest wiele.

    I tak np. jedna z rzymskich kongregacji w dniu 28 maja 1884 roku odpowiedziała w przeczący, negatywny sposób na zapytanie kardynała Caverot z Lyonu, w której ten pytał się o to, czy można tolerować interwencję chirurgiczną zwaną kraniotomią (rozkawałkowaniem czaszki), jeśli bez tego zabiegu umrze tak matka, jak i dziecko. Z kolei, w dniu 14 sierpnia 1889 roku Watykan stwierdził, iż moralnie zakazany jest „każdy zabieg chirurgiczny, który bezpośrednio powoduje śmierć płodu lub ciężarnej matki”.

    Do sytuacji zagrożenia życia matki w bezpośredni sposób odniósł się też papież Pius XI w encyklice Casti Connubi:

    W sprawie „indykacji lekarskiej lub terapeutycznej” – by użyć tych określeń – wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla takiej matki, której spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu Bożemu i głosowi przyrodzonemu: „Nie zabijaj” (Exod., XX, 13; cfr. Decr. S. Offic. 4 Maii 1898, 24 Julii 1895, 31 Maii 1884). Życie dziecięcia tak samo święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się przeciw tym niewinny istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych. Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu [2].

    Pius XII z kolei, omawiając ten sam problem stwierdził:

    „Błędem jest formułowanie pytania w sposób alternatywny: albo życie dziecka, albo życie matki. Nie: ani życie dziecka, ani życie matki nie mogą być wydane na zatracenie. Tak w odniesieniu do jednego, jak i do drugiego, jedyną konieczną zasadą powinno być zastosowanie wszelkich możliwych środków, aby uratować życie, zarówno życie matki, jak i życie dziecka” (Przemówienie z dnia 27 listopada 1951 r., wygłoszone na kongresie „Frontu rodziny”) [3].

    Wreszcie w encyklice „Evangelium Vitae” Jan Paweł II dał wyraźnie do zrozumienia, iż nauczanie katolickie o nie znającym żadnych wyjątków absolutnym zakazie bezpośredniego i zamierzonego zabijania niewinnych osób ludzkich ma charakter nieomylny, gdyż należy do zwyczajnego i powszechnego Magisterium Kościoła:

    „(…) przykazanie „nie zabijaj” ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed samowolą i przemocą innych.

    Istotnie, absolutna nienaruszalność niewinnego życia ludzkiego jest prawdą moralną bezpośrednio wynikającą z nauczania Pisma Świętego, niezmiennie uznawaną przez Tradycję Kościoła i jednomyślnie głoszoną przez jego Magisterium. Ta jednomyślność jest oczywistym owocem owego „nadprzyrodzonego zmysłu wiary”, wzbudzonego i umacnianego przez Ducha Świętego, który chroni od błędu Lud Boży, gdy „ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów”.

    Wobec stopniowego zacierania się w sumieniach i w społeczeństwie świadomości, że bezpośrednie odebranie życia jakiejkolwiek niewinnej ludzkiej istocie, zwłaszcza na początku i na końcu jej egzystencji, jest absolutnym i ciężkim wykroczeniem moralnym, Magisterium Kościoła nasiliło swoje wystąpienia w obronie świętości i nienaruszalności życia ludzkiego. Z Magisterium papieskim, które szczególnie często powracało do tego zagadnienia, było zawsze złączone nauczanie biskupów, zawarte w licznych i obszernych dokumentach doktrynalnych i duszpasterskich, ogłaszanych zarówno przez Konferencje Episkopatów, jak i przez poszczególnych biskupów. Również Sobór Watykański II poświęcił tej sprawie zwięzłą, ale stanowczą i jednoznaczną wypowiedź.

    Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

    Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”.

    Pod względem prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać. Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim «nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy absolutnie równi”. (…)


    Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne ” (tamże, n. 57 i 62) [4].

    Nauczanie katolickie jest więc jasne, nigdy i nigdzie, w jakichkolwiek okolicznościach nie ma się moralnego prawa do bezpośredniego oraz zamierzonego zabicia niewinnej osoby ludzkiej. Tą prawdę niestety – najpewniej nieświadomie – poddają w wątpliwość tak redaktor Michał Murgrabia, jak i ks. Szymon Bańka z Bractwa św. Piusa X.

    Zasada podwójnego skutku a absolutny zakaz aborcji

    Ktoś może jednak powie, że sytuacja zagrożenia życia matki stwarza swoisty moralny pat, gdyż nie da się zeń wyjść bez zabicia którejś z niewinnych osób, a więc albo dziecka, albo matki. Otóż bardzo ważnym elementem w zakazie zabijania niewinnych osób ludzkich jest stwierdzenie, iż nigdy nie wolno tego czynić w sposób bezpośredni oraz zamierzony. Nie jest jednak w sposób absolutny zakazane pośrednie i niezamierzone spowodowanie śmierci niewinnej osoby. Wynika to choćby z tradycyjnie nauczanej przez moralistów katolickich zasady tzw. podwójnego skutku.
    Reguła ta pozwala na czynienie aktów, które ze swej istoty są albo dobre, albo też neutralne moralnie, jednak z którymi wiąże się mniejsze lub większe ryzyko wystąpienia złych skutków [5]. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia np. w przypadku zagadnień związanych z ciążą zagrażającą życiu matki. Jasnym jest, iż nigdy, nawet dla ratowania życia matki, nie wolno jest dokonać aborcji. Byłoby to bowiem złamanie zasady mówiącej, iż „Cel nie uświęca środków”. W ten sposób zgodzilibyśmy się, iż w szlachetnym celu (ratowania niewinnego życia matki) można sięgnąć po zły i niegodziwy środek (morderstwo niewinnego i bezbronnego dziecka). Tym samym zniszczylibyśmy jedno niewinne życie, by ratować innego niewinnego. Zamordowalibyśmy jednego człowieka, by uleczyć innego. W tak dramatycznych okolicznościach jedyne co jest dopuszczalne; to poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmiercenie dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego życia celem ratowania innego niewinnego człowieka, ale jedynie przewiduje się, że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację, w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować, kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko, może nie zdążyć pomóc matce. Nie mniej jednak ów strażak nie ma prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi, po to by łatwiej mu było ratować pozostałych.

    Każda aborcja jest zakazana, ale nie każda musi ściągać na sumienie osobistą winę grzechu ciężkiego

    Warto też dodać, iż absolutny i nieznający żadnych wyjątków zakaz bezpośredniej aborcji nie musi oznaczać, że zakłada się domniemanie ciężkiej osobistej winy u dokładnie wszystkich osób, które dopuściły się tego czynu. Owszem, aborcja jako taka jest materią grzechu ciężkiego, ale do zaistnienia osobistej winy grzechu śmiertelnego potrzebna jest jeszcze pełna świadomość oraz pełna dobrowolność. Gdy brak jest przynajmniej jednego z tych czynników, nie możemy mówić o zaistnieniu grzechu śmiertelnego. Coś, co obiektywnie rzecz biorąc, jest ciężkim wykroczeniem przeciw Bożemu prawu, subiektywnie może obciążać sprawcę jedynie w stopniu lekkim. Może się nawet zdarzyć, iż sprawca danego czynu był tak bardzo nieświadomy zła, które popełniał, albo subiektywnie czuł, iż jego wolność jest całkowicie skrępowana, iż nie zaciągnął na swe sumienie nawet grzechu powszedniego. Rzecz jasna, różne ekstremalne okoliczności oraz chwalebne intencje należą do tego rodzaju czynników, które mogą w znacznym stopniu utrudnić rozeznanie zła danego czynu, oraz skrępować dobrowolność podejmowanych decyzji. Najbardziej skrajne okoliczności nie usuwają jednak zła danych czynów, nie czynią ich uprawnionymi, nie przemieniają je z rzeczy niemiłych Panu Bogu i zawsze zakazanych, w coś dozwolonego oraz miłego, albo przynajmniej obojętnego Stwórcy. Jedyne, co w obliczu takich skrajnych okoliczności może ulec zmianie, to ocena indywidualnej odpowiedzialności sprawcy. Nie można jednak powiedzieć, iż strach, niewiedza i tym podobne okoliczności, dają nam prawo do czynienia zła. Zmniejszą one, a czasami nawet eliminują naszą moralną odpowiedzialność, ale nie jest to równoznaczne z przyznaniem, iż wolno jest nam popełniać pewne zło. Powiedzieć: „jeśli działałeś w wielkim strachu, być może nie zaciągnąłeś na swe sumienie grzechu”, nie jest tym samym, co stwierdzić: „jeśli będziesz działał w wielkim strachu, możesz skłamać albo czcić bożki, w takim wypadku jest to dozwolone”. Pierwsze z tych stwierdzeń jest prawdziwe; drugie stanowi już sytuacjonistyczną herezję. Nie wymierzenie kary za czyn stanowiący przestępstwo, nie zawsze jest tym samym, co stwierdzenie, iż w pewnych warunkach ów uczynek przestaje być przestępstwem.

    Zilustrujmy powyższą zasadę takim oto przykładem: Pewna niewiasta, słabo obeznana z prawdami wiary i moralności chrześcijańskiej, jeszcze gdy była dzieckiem, została porwana do domu publicznego. Przez wiele lat była ona bita, zastraszana i poniżana. Ta biedna dziewczyna subiektywnie rzecz biorąc, nie wiedziała jak wyrwać się z prostytucji i przeciwstawić się niemoralnym poleceniom swych „przełożonych”. Zawód, jaki praktykowała, był sam w sobie ciężką zniewagą Wszechmogącego, którego nikt i nic nie może uprawomocnić. Jednak bardzo prawdopodobne jest to, iż odpowiedzialność owej prostytutki była w tym wypadku znikoma. Uwaga; nie znaczy to jednak, iż można powiedzieć: „Dziewczęta, jeżeli zdarzy się, iż będziecie bite, poniżane, zastraszane: to trudno, możecie zgodzić się oddawać swe ciało za pieniądze, póki ta dramatyczna sytuacja nie ulegnie zmianie„. Jest to dokładnie na odwrót. Należy tu powiedzieć: „Nawet, jeśli będziecie bite, poniżane i zastraszane, nie macie prawa oddawać się prostytucji, albowiem obrazicie w ten sposób Pana Boga. Wszechmogący przyjdzie wam z pomocą w tych trudnych chwilach i ostatecznie nagrodzi wasze męstwo„. Trzeba bowiem pamiętać, iż nam może się jedynie wydawać, iż w ekstremalnych okolicznościach niemożliwe jest dochowanie wierności Bożym przykazaniom.

    Tak naprawdę, nigdy nie jesteśmy zmuszeni do popełnienia, któregokolwiek z wewnętrznie złych uczynków. Wszechmocny zawsze wspiera nas swą łaską i nie ma takiej sytuacji, w której musielibyśmy wybrać zło moralne. Jak uczył Jan Paweł II w punkcie nr 102 encykliki „Veritatis Splendor”:

    W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe. To niezmienne nauczanie Tradycji Kościoła tak ujmuje Sobór Trydencki: <<Żaden człowiek, choć usprawiedliwiony, nie może się uważać za zwolnionego z przestrzegania przykazań; nikt nie powinien podzielać błędnego mniemania, potępianego przez Ojców, wedle którego przestrzeganie Bożych przykazań jest dla człowieka usprawiedliwionego niemożliwe. Bóg bowiem nie nakazuje tego, co niemożliwe, lecz nakazując przynagla cię, byś czynił wszystko, co możesz, a prosił o to, czego nie możesz, On zaś pomoże ci, byś mógł, albowiem „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5, 3), a „jarzmo Jego jest słodkie i brzemię lekkie”>>” (por. Mt 11, 30). (Sobór Trydencki, Sesja VI, „Dekret o usprawiedliwieniu”, rozdz. 11).

    Na sam koniec tego artykułu chciałbym jednak dodać, że nie zarzucam ani ks. Szymonowi Bańce, ani panu redaktorowi Michałowi Murgrabiemu złej woli. Myślę, że po prostu błądzą oni w kwestii aborcji nie z powodu uporu czy braku chęci podporządkowania się nauce katolickiej w tej sprawie, ale czynią to z braku dokładnej wiedzy na ten temat. Ten mój artykuł ma na celu zachęcić ich do dokładniejszego poznania doktryny Kościoła odnośnie aborcji, a następnie publicznego sprostowania głoszonych przez siebie błędów.

    W następnej części mego tekstu omówię kolejną z dwuznaczności prezentowanych przez ks. Szymona Bańkę, a mianowicie sugestię, iż popieranie tzw. aborcji co prawda jest grzechem, ale nie stanowi herezji.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Wszystkie cytowane w tym artykule wypowiedzi ks. Szymona Bańki oraz redaktora Michała Murgrabiego znajdują się pod następującym adresem internetowym: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg (minuty od 4. 54 do 8. 15).

    [2] Cytat za: Pius XI, encyklika „Casti Connubi”, Portal Opoka.org.pl,
    https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/casti_connubi_31121930.html

    [3] Cytat za: „50 pytań i odpowiedzi o aborcji”, Kraków, brw, s. 25.

    [4] Por. Jan Paweł II, „Evangelium Vitae”, wydawnictwo TUM, Wrocław 1995, s. 103 – 106.

    [5] Więcej na temat zasady podwójnego skutku można przeczytać w następującej pozycji książkowej: Evencio Cofreces Merino/ Ramon Garcia de Haro, „Teologia moralna fundamentalna”, Kraków 2004, s. 237-241.


  5. Czy projekt „Stop aborcji” całkowicie zakazywał mordowania nienarodzonych dzieci?

    Leave a Comment

    W swym ostatnim artykule pt. „Dlaczego Konfederacja?” zawarłem wyraziłem swą (raczej nie zbyt wielką) wątpliwość, czy aby na pewno projekt ustawy „Stop aborcji” poszerzającej ochronę życia nienarodzonych dzieci zakazywał bez żadnych wyjątków aborcji. Napisałem w tym tekście bowiem:

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci.

    Jeden z Czytelników zapytał, który konkretnie przepis owego projektu budzi pewne wątpliwości odnośnie tego, czy aby na pewno zakaz zabijania nienarodzonych dzieci miał charakter absolutny, a więc pozbawiony jakichkolwiek wyjątków? Odpowiadam. Chodzi mi o poniższy przepis owej projektowanej ustawy:

    2 § 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.

    Dlaczego uważam, powyższe sformułowanie za lekko dwuznaczne jeśli chodzi o to, czy daje ono furtkę dla jednego wyjątku od całkowitego zakazu aborcji? Ano, dlatego, że można na dwa sposoby rozumieć użyty tam termin: „śmierć dziecka jako następstwo działań leczniczych koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego„. Pierwszy z tych sposobów to odwołująca się do tradycyjnie katolickiej moralistyki jego wykładnia, której podtrzymuje się, że nigdy nie można w bezpośredni sposób zadać śmierci nienarodzonemu dziecięciu (np. rozrywając jego ciałko na kawałki czy też wstrzykując mu do organizmu truciznę), jednak dopuszczalne są inne zabiegi medyczne, które w swym przebiegu nie polegają na zabijaniu dziecka, ale jednym z ich następstw może być/lub nawet będzie jego śmierć (dajmy na to chemioterapia podawana chorej na raka kobiecie). Wówczas to śmierć nienarodzonego dziecięcia nie jest zamierzona ani jako cel ani jako środek prowadzący do dobrego celu, ale stanowi uboczny skutek głównego działania, które jako takie nie polega na zabijaniu poczętego dziecięcia. Gdyby przyjąć taką interpretację cytowanego wyżej fragmentu projektu ustawy „Stop aborcji” to należałoby stwierdzić, iż rzeczywiście nie przewidywał on żadnych wyjątków od całkowitego zakazu aborcji.

    Jest jednak możliwa druga, odwołująca się do bardziej potocznego rozumienia, interpretacja tego zapisu. Większość ludzi, w tym nawet konserwatywnych katolików, uważa bowiem, że nawet bezpośrednie przerwanie ciąży, jest moralnie dozwolone, wówczas, gdy jest to konieczne do ratowania życia matki. Takie osoby mogą nawet unikać nazywania zabicia poczętego dziecka w tych okolicznościach mianem aborcji, a za to mówić właśnie np. o „koniecznych działaniach leczniczych” lecz nie będzie to zmieniać faktu, iż przez takowe „działania lecznicze” rozumieją oni również np. czynności w sposób bezpośredni polegające na odebraniu dziecku życia (dajmy na to wyssanie z kobiecego łona dziecięcego ciała). Po prostu jako „konieczne dla ratowania życia matki działanie lecznicze, którego następstwem jest śmierć dziecka” rozumieją oni bezpośrednią aborcję, nawet jeśli nie chcą przy tym w sposób jawny i literalny wspominać o brutalnych szczegółach tyczących się owego „koniecznego zabiegu”.

    Z tego powodu uważam, że cytowany przepis projektu „Stop aborcji” był co najmniej lekko dwuznaczny, jeśli chodzi o to, czy zakazywano w nim wszelkich bezpośrednich aborcji czy też czyniono od tej zasady jeden wyjątek. Gwoli jasności powinno się w treści owego przepisu dodać sformułowanie, iż przez „konieczne działania lecznicze” nie mogą być rozumiane zabiegi w sposób bezpośredni polegające na uśmiercaniu poczętego dziecięcia. Wówczas, rzeczywiście byłoby na 100 procent jasne i jednoznaczne, iż projekt ustawy całkowicie i bez żadnych wyjątków zakazuje wszelkich bezpośrednich aborcji zamierzonych jako cel lub też jako środek prowadzący do dobrego celu.

    Oczywiście, przy tej okazji można zadać pytanie, czy aby na pewno prawny zakaz aborcji powinien być absolutny, gdyż nie zezwalając na zabicie nienarodzonego dziecięcia nawet w przypadku poważnego zagrożenia życia matki? O ile bowiem Boże prawo moralne zobowiązuje czasami do wyboru zachowań o charakterze heroicznym (np. nie wolno cudzołożyć nawet jeśli w przeciwnym razie czekałaby nas śmierć poprzedzona długimi torturami) o tyle zasadne wydaje się pytanie, czy prawo karne i cywilne winno zmuszać ludzi do heroizmu (a matka, która woli umrzeć niż poddać się aborcji z pewnością jest heroiczna)?

    Cóż – mimo wszystko – sądzę, iż w tym konkretnym wypadku prawo ludzkie winno na matkę nakładać obowiązek heroicznego zachowania się. Rzecz jasna, złamanie tego obowiązku nie powinno być w tej sytuacji obwarowane surowymi sankcjami karnymi – przeciwnie, należałoby w takich przypadku stosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Tym nie mniej samo prawo zakazujące aborcji nie powinno przewidywać żadnych wyjątków. Według mnie przemawiają za tym dwie przesłanki. Po pierwsze: zadaniem rządzących jest stanie na straży porządku sprawiedliwości. Bezpośrednie zamordowanie niewinnej osoby ludzkiej jest jednak zawsze aktem niesprawiedliwości. Nawet jeśli konsekwencją niezabicia takiej osoby będzie śmierć innej osoby to i tak niczego to nie zmienia. Niewinne dziecko nie zagraża życiu swej matki w sposób zamierzony i intencjonalny. Nie jest ono więc niesprawiedliwym napastnikiem, więc jego życie powinno być – również przez prawo ludzkie – chronione. Po drugie: nie widzę w nauczaniu katolickim o słuszności prawnego zakazu aborcji żadnych wyjątków. Przeciwnie, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2273 powtarza nauczanie Kongregacji Nauki Wiary zawarte w instrukcji „Donum vitae”:

    W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa… Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw” (podkreślenie moje – MS).

    A więc, innymi słowy, władze cywilne powinny karać każdą aborcję.

    Mirosław Salwowski

  6. Czy kobieta powinna być karana za aborcję?

    Leave a Comment

    Jak wiemy, gdy jesienią 2016 roku do polskiego Sejmu trafił projekt ustawy autorstwa „Ordo Iuris”, który przewidywał  karanie za aborcję również kobiet, ów zapis stał się jedną z głównych przyczyn, dla których nie powiodła się wówczas próba poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci. Niestety, przeciwko pomysłowi karania kobiet za zabijanie swych poczętych dzieci opowiedzieli się również polscy biskupi. Piszę „niestety”, gdyż od razu  można powiedzieć, iż absolutne negowanie pomysłu karania kobiet za aborcję jest z punktu widzenia zwykłej ludzkiej logiki i zdrowego rozsądku bezsensowne oraz niedorzeczne.

     

    Oczywiście, nie sposób zaprzeczyć istnieniu sytuacji, w których znacznie łagodniejszą odpowiedzialność karną kobiety dokonującej aborcji można by uznać za rozwiązanie tak rozsądnie miłosierne, jak i sprawiedliwe. Można o takich sytuacjach mówić m.in., wówczas, gdy dana niewiasta znajduje się pod wielką presją swego męża lub partnera, rodziny (kiedy jest np. wręcz zastraszana, wyzywana, szantażowana, etc.). Być może też, należałoby w ten sposób traktować niewiasty dokonujące aborcji, które znajdują się w wielkiej biedzie, albo też są bardzo młode, niedoświadczone życiowo, intelektualnie upośledzone, wychowały się w środowiskach patologicznych, itp. Tego rodzaju sytuacje, powodują bowiem, iż rzeczywiście kobieta zgadzająca się na przerwanie własnej ciąży jest w całej tej zbrodni stroną wyraźnie słabszą, a przez co w mniejszym stopniu zasługującą na karę aniżeli np. namawiające ją do tego otoczenie, czy też główny wykonawca owego czynu, a więc zarabiający na nim lekarz-aborter. Ale nawet w takich i tym podobnych okolicznościach, rozsądniej byłoby mówić o czymś, co w prawie zwie się nadzwyczajnym złagodzeniem kary, aniżeli o całkowitym i absolutnym zwolnieniu z takowej represji kobiety. Mimo wszystko bowiem, przyznawanie komuś bezwzględnej bezkarności za uczynione przez niego (w ten czy inny sposób) zło jest – paradoksalnie rzecz biorąc – pewnego rodzaju uwłaczaniem jego ludzkiej godności. Jedną z istotnych cech człowieczeństwa jest bowiem to, iż w odróżnieniu od zwierząt jesteśmy w stanie dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem.  Ta wolność wyboru jest aktualna nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach i w związku z tym powstrzymanie się od czynienia nieprawości jest zawsze możliwe. A skoro jesteśmy ludźmi, posiadającymi wolny wybór, odpowiadamy też za czynione przez siebie zło. Raz, ta odpowiedzialność może być surowsza, a innym razem łagodniejsza, jednak zwalnianie kogoś w sposób absolutny od kary za jego złe czyny, jest de facto odczłowieczaniem tego kogoś, stwierdzaniem, iż ma on status jakiejś bezwolnej maszyny czy zwierzęcia. Zasada jest prosta – jesteś człowiekiem, odpowiadasz za swe czyny. Owszem, jeśli z tych czy innych względów wolność podejmowania przez ciebie decyzji mogła być poważnie ograniczona, twoja odpowiedzialność powinna być łagodniejsza, ale zasadniczo rzecz biorąc nigdy nie można tej wolności całkowicie odebrać, dlatego też jakaś kara za złe czyny powinna być zachowana. W przytoczonych zaś wyżej wypadkach myślę, iż wystarczającą sankcją karną byłoby np. wymierzanie kary więzienia w zawieszeniu, skierowanie na prace społeczne połączone z uczestnictwem w kursach uświadamiających powagę zła aborcji, itp.

     

    Brakiem realizmu, byłoby jednak twierdzić, iż dokonujące aborcji kobiety zawsze znajdują się w wymienionych wyżej sytuacjach. Częściej lub rzadziej to bowiem niewiasta jest stroną inicjującą zabicie własnego dziecka, gorliwie dążącą do tego czynu wbrew niechęci swego męża, partnera bądź otoczenia i całkowicie z własnej woli płacącą za dokonanie takiego morderstwa lekarzowi. W części przypadków nikt na kobiecie nie wywiera presji by przerwała swą ciążę, nikt jej do tego aktywnie nie zachęca, ani nie przymusza. Czy zatem nawet tak zachowujące się niewiasty powinny być z zasady wolne od kary za zabicie swego poczętego dziecka?

     

    Ktoś może jednak powie, iż nieroztropne byłoby karanie kobiet za ów czyn, gdyż mogłoby to oznaczać, że niewiasta mająca już dzieci szłaby do więzienia. Taka zaś sytuacja byłaby szkodą dla jej pozostałych dzieci. Jednak i ten argument nie może być absolutyzowany, gdyż zgodnie z jego logiką należałoby uwalniać od kary nie tylko kobiety posiadające dzieci, ale też wykonujących aborcję lekarzy będących jednocześnie ojcami rodzin. Poza tym, nie zawsze niewiasty, które godzą się uśmiercić swe nienarodzone dziecię, są już matkami wychowującymi inne pociechy. Czasami, dziecko, które chcą zabić jest ich pierwszym, więc w razie czego, pójście przez nie do więzienia, nie oznaczałoby pozbawienia matczynej opieki innych dzieci.

     

    Dlaczego więc, z samej zasady, każda kobieta miałaby być zwolniona od jakichkolwiek sankcji karnych za aborcję? Takie stanowisko jest zupełnie nielogiczne, absurdalne i jest całkowicie arbitralnym oraz niesprawiedliwym faworyzowaniem kobiet. Inną sprawą jest to, że w aktualnych okolicznościach wprowadzenie zasady prawnego karania kobiet za aborcję jest najprawdopodobniej niemożliwe, dlatego też czymś chyba roztropnym jest rezygnacja z forsowania tego postulatu po to, by przeprowadzić większe dobro jakim jest poszerzenie prawnej ochrony nienarodzonych dzieci. Nie należy jednak z takowej rezygnacji czynić nienaruszalnej zasady.