Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: zabijanie nienarodzonych

  1. Czy posiadanie abonamentu w Netflixie jest grzechem?

    Leave a Comment

    Przed kilkoma miesiącami znana międzynarodowa firma Netflix okazała swe poparcie dla legalności mordowania nienarodzonych dzieci, ogłaszając swoisty bojkot Georgii, jednego ze stanów USA, na terenie którego poszerzono w tym czasie zakaz tzw. aborcji. Chodzi o to, że Netflix ogłosił, iż w związku z owym antyaborcyjnym prawem nie będzie kręcił swych produkcji na terenie tego stanu. W reakcji na to po stronie konserwatywnych katolików i chrześcijan innych wyznań wzmogły się pytania o to, czy w takim razie moralnie dozwolone jest wspomaganie Netflixa poprzez opłacanie wykupu do jego internetowej bazy filmów, seriali oraz programów? W tym artykule spróbuję dać odpowiedź na to pytanie.

    Otóż w tego rodzaju wypadkach – gdy osobiście nie czynimy danej nieprawości, ale poprzez swoje działania w jakiś sposób współpracujemy ze złem bezpośrednio czynionym przez inne osoby, ważne jest znać tradycyjnie katolickie rozróżnienia pomiędzy tzw. formalną współpracą z czyimś grzechem, a materialną współpracą.

    Współpraca formalna

    Z formalną współpracą mamy do czynienia wówczas, gdy przyczyniamy się do czyjegoś grzechu przez nakaz, radę, pochwałę lub zachętę albo też nasze współdziałanie z czyimś grzechem jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost ułatwiamy jego zaistnienie. O ile w miarę jasne jest, kiedy mamy do czynienia z nakazem, radą, pochwałą, czy zachętą do grzechu, o tyle wątpliwości może wzbudzać to, kiedy nasze współdziałanie jest na tyle ścisłe, iż wręcz wprost przyczynia się do zaistnienia danego złego uczynku. Jeden z teologów moralnych, kard. Gousset (do którego dzieła podaje poniżej link) stwierdził, iż z czymś takim mielibyśmy do czynienia wówczas, gdy np. ktoś specjalnie opiekował się osobą chcącą dokonać morderstwa, po to, by ta tym łatwiej mogła spełnić swe zamierzenia. Tytułem analogii można by wskazać, iż tego rodzaju formalna współpraca ma miejsce dajmy na to w przypadku sutenerów, którzy organizują swym pracownicom sprawniejsze wykonywanie ich zajęć.

    Formalna współpraca z czyimś grzechem jako taka nigdy nie jest dozwolona, nawet w sytuacji zagrożenia życia osoby współpracującej w ten sposób. Jeśli więc ktoś twierdzi lub sugeruje, iż coś jest formalną współpracą, ale np. pod przymusem wolno jest to czynić, to tym samym błądzi. Po prostu nigdy nie mamy moralnego prawa formalnie współpracować z czynionym przez kogoś grzechem.

    Współpraca materialna

    Z materialną współpracą mamy zaś do czynienia wówczas, gdy w świadomy lub nieświadomy sposób z mniejszym bądź większym prawdopodobieństwem nasze działanie pomaga komuś w popełnieniu zła. Im bardziej nasza współpraca jest tu świadoma i im większe prawdopodobieństwo, iż zostanie ona wykorzystana do zła, tym bardziej możemy nazwać ją mianem „bliskiej materialnej współpracy„. Współpraca materialna bliska jest ogólnie odradzana, ale dla odpowiednio ważnych przyczyn może być moralnie dozwolona. Takimi przypadkami są np. potrzeba zarabiania na życie własne czy innych osób. Współpraca materialna daleka jest zaś, ogólnie rzecz biorąc, dozwolona i nie trzeba mieć tu bardziej poważnych przyczyn by się takowej dopuszczać.

    Jako przykład bliskiej materialnej współpracy ze złem wielu teologów podawało działanie pracowników barów czy restauracji, którzy polewali alkohol swym częściowo już nietrzeźwym klientom. Myślę, iż w podobny sposób należałoby też oceniać np. pracę więźniów obozów koncentracyjnych w czasie II wojny światowej polegającą na produkcji broni i wojskowych mundurów wykorzystywanych później przez Niemców do prowadzenia i kontynuowania niesprawiedliwej wojny.

    Z kolei, jako przykład dalekiej materialnej współpracy ze złem można podać pracę w sklepie z bronią. W większej albo znacznej części wypadków pracownik takiego sklepu nie wie bowiem, czy broń kupuje u niego bandyta lub przestępca, a przez to, nawet jeśli w nieświadomy sposób sprzeda on broń takiej osobie, jego współpraca będzie daleka. Nie można też wszak powiedzieć, iż sam towar, który on sprzedaje, jest w zwyczajny sposób ukierunkowany na czynienie tych czy innych grzechów. Co innego, gdyby ktoś sprzedawał np. miny wybuchowe w kształcie zabawek (gdyż takie rzeczy są w specjalny sposób przeznaczone do mordowania i ranienia niewinnych).

    Troszkę więcej na ten temat rozróżnień pomiędzy formalną a materialną współpracą ze złem można wyczytać w Tomie I na stronach 177 i 178 poniższej publikacji:
    http://www.ultramontes.pl/gousset_teologia_moralna.htm

    Opłacanie Netflixa – jakim rodzajem współpracy to jest?

    Jak zatem ocenić opłacanie abonamentu dla Netflixa? Cóż, nie sądzę, aby był to przypadek zawsze zakazanej formalnej współpracy ze złem. Byłoby tak, gdyby wnoszenie takich opłat wiązało się np. z podpisaniem deklaracji o treści: „Popieram prawo do legalnej aborcji„, ale przecież – przynajmniej póki co – nie mamy z czymś takim do czynienia. Opłacanie abonamentu dla tej firmy nie wiąże się też ze specjalnym ułatwianiem zaistnienia czynionego przez nią zła. Środki finansowe pozyskiwane w ten sposób są bowiem przez Netflix przeznaczane na różne cele – dobre, złe oraz moralnie obojętne.

    Można oczywiście jednak zastanawiać czy współfinansowanie Netflixa za pomocą stałych opłat abonamentowych jest współpracą materialną bliską czy daleką? Gdyby miało okazać się, że stanowi ono współpracę materialną bliską to, zasadniczo rzecz biorąc, należałoby gorliwie zachęcać do rezygnacji z wnoszenia takich opłat, gdyż dostęp do różnych filmów, programów i seriali nie jest na tyle ważną przyczyną, by usprawiedliwiać takie działanie. Oczywiście, może się zdarzyć, iż ktoś z przyczyn zawodowych chce mieć dostęp do takowych rzeczy – wtedy jest to inna sprawa. W większości wypadków jednak korzystanie z bazy Netflixa jest rozrywką, a nie kwestią życiowej konieczności.

    Czy jednak opłacanie Netflixa stanowi bliską materialną współpracę ze złem czynionym przez tę korporację? Mówiąc otwarcie: trudno jest mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Osobiście przychylałbym się raczej do twierdzenia, iż prawdopodobnie – mimo wszystko – jest to współpraca materialna daleka. Żeby wszak mówić o współpracy materialnie bliskiej trzeba by wykazać, iż większość z działań Netflixa ma naganny moralnie charakter. Do tego trzeba by zaś jakichś bardziej szczegółowych analiz, nie zaś – samego w sobie oczywiście słusznego – wskazywania, że te czy inne posunięcia tej firmy są obiektywnie grzeszne.

    Mirosław Salwowski

  2. Czy projekt „Stop aborcji” całkowicie zakazywał mordowania nienarodzonych dzieci?

    Leave a Comment

    W swym ostatnim artykule pt. „Dlaczego Konfederacja?” zawarłem wyraziłem swą (raczej nie zbyt wielką) wątpliwość, czy aby na pewno projekt ustawy „Stop aborcji” poszerzającej ochronę życia nienarodzonych dzieci zakazywał bez żadnych wyjątków aborcji. Napisałem w tym tekście bowiem:

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci.

    Jeden z Czytelników zapytał, który konkretnie przepis owego projektu budzi pewne wątpliwości odnośnie tego, czy aby na pewno zakaz zabijania nienarodzonych dzieci miał charakter absolutny, a więc pozbawiony jakichkolwiek wyjątków? Odpowiadam. Chodzi mi o poniższy przepis owej projektowanej ustawy:

    2 § 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.

    Dlaczego uważam, powyższe sformułowanie za lekko dwuznaczne jeśli chodzi o to, czy daje ono furtkę dla jednego wyjątku od całkowitego zakazu aborcji? Ano, dlatego, że można na dwa sposoby rozumieć użyty tam termin: „śmierć dziecka jako następstwo działań leczniczych koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego„. Pierwszy z tych sposobów to odwołująca się do tradycyjnie katolickiej moralistyki jego wykładnia, której podtrzymuje się, że nigdy nie można w bezpośredni sposób zadać śmierci nienarodzonemu dziecięciu (np. rozrywając jego ciałko na kawałki czy też wstrzykując mu do organizmu truciznę), jednak dopuszczalne są inne zabiegi medyczne, które w swym przebiegu nie polegają na zabijaniu dziecka, ale jednym z ich następstw może być/lub nawet będzie jego śmierć (dajmy na to chemioterapia podawana chorej na raka kobiecie). Wówczas to śmierć nienarodzonego dziecięcia nie jest zamierzona ani jako cel ani jako środek prowadzący do dobrego celu, ale stanowi uboczny skutek głównego działania, które jako takie nie polega na zabijaniu poczętego dziecięcia. Gdyby przyjąć taką interpretację cytowanego wyżej fragmentu projektu ustawy „Stop aborcji” to należałoby stwierdzić, iż rzeczywiście nie przewidywał on żadnych wyjątków od całkowitego zakazu aborcji.

    Jest jednak możliwa druga, odwołująca się do bardziej potocznego rozumienia, interpretacja tego zapisu. Większość ludzi, w tym nawet konserwatywnych katolików, uważa bowiem, że nawet bezpośrednie przerwanie ciąży, jest moralnie dozwolone, wówczas, gdy jest to konieczne do ratowania życia matki. Takie osoby mogą nawet unikać nazywania zabicia poczętego dziecka w tych okolicznościach mianem aborcji, a za to mówić właśnie np. o „koniecznych działaniach leczniczych” lecz nie będzie to zmieniać faktu, iż przez takowe „działania lecznicze” rozumieją oni również np. czynności w sposób bezpośredni polegające na odebraniu dziecku życia (dajmy na to wyssanie z kobiecego łona dziecięcego ciała). Po prostu jako „konieczne dla ratowania życia matki działanie lecznicze, którego następstwem jest śmierć dziecka” rozumieją oni bezpośrednią aborcję, nawet jeśli nie chcą przy tym w sposób jawny i literalny wspominać o brutalnych szczegółach tyczących się owego „koniecznego zabiegu”.

    Z tego powodu uważam, że cytowany przepis projektu „Stop aborcji” był co najmniej lekko dwuznaczny, jeśli chodzi o to, czy zakazywano w nim wszelkich bezpośrednich aborcji czy też czyniono od tej zasady jeden wyjątek. Gwoli jasności powinno się w treści owego przepisu dodać sformułowanie, iż przez „konieczne działania lecznicze” nie mogą być rozumiane zabiegi w sposób bezpośredni polegające na uśmiercaniu poczętego dziecięcia. Wówczas, rzeczywiście byłoby na 100 procent jasne i jednoznaczne, iż projekt ustawy całkowicie i bez żadnych wyjątków zakazuje wszelkich bezpośrednich aborcji zamierzonych jako cel lub też jako środek prowadzący do dobrego celu.

    Oczywiście, przy tej okazji można zadać pytanie, czy aby na pewno prawny zakaz aborcji powinien być absolutny, gdyż nie zezwalając na zabicie nienarodzonego dziecięcia nawet w przypadku poważnego zagrożenia życia matki? O ile bowiem Boże prawo moralne zobowiązuje czasami do wyboru zachowań o charakterze heroicznym (np. nie wolno cudzołożyć nawet jeśli w przeciwnym razie czekałaby nas śmierć poprzedzona długimi torturami) o tyle zasadne wydaje się pytanie, czy prawo karne i cywilne winno zmuszać ludzi do heroizmu (a matka, która woli umrzeć niż poddać się aborcji z pewnością jest heroiczna)?

    Cóż – mimo wszystko – sądzę, iż w tym konkretnym wypadku prawo ludzkie winno na matkę nakładać obowiązek heroicznego zachowania się. Rzecz jasna, złamanie tego obowiązku nie powinno być w tej sytuacji obwarowane surowymi sankcjami karnymi – przeciwnie, należałoby w takich przypadku stosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Tym nie mniej samo prawo zakazujące aborcji nie powinno przewidywać żadnych wyjątków. Według mnie przemawiają za tym dwie przesłanki. Po pierwsze: zadaniem rządzących jest stanie na straży porządku sprawiedliwości. Bezpośrednie zamordowanie niewinnej osoby ludzkiej jest jednak zawsze aktem niesprawiedliwości. Nawet jeśli konsekwencją niezabicia takiej osoby będzie śmierć innej osoby to i tak niczego to nie zmienia. Niewinne dziecko nie zagraża życiu swej matki w sposób zamierzony i intencjonalny. Nie jest ono więc niesprawiedliwym napastnikiem, więc jego życie powinno być – również przez prawo ludzkie – chronione. Po drugie: nie widzę w nauczaniu katolickim o słuszności prawnego zakazu aborcji żadnych wyjątków. Przeciwnie, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2273 powtarza nauczanie Kongregacji Nauki Wiary zawarte w instrukcji „Donum vitae”:

    W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa… Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw” (podkreślenie moje – MS).

    A więc, innymi słowy, władze cywilne powinny karać każdą aborcję.

    Mirosław Salwowski

  3. Czy kobieta powinna być karana za aborcję?

    Leave a Comment

    Jak wiemy, gdy jesienią 2016 roku do polskiego Sejmu trafił projekt ustawy autorstwa „Ordo Iuris”, który przewidywał  karanie za aborcję również kobiet, ów zapis stał się jedną z głównych przyczyn, dla których nie powiodła się wówczas próba poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci. Niestety, przeciwko pomysłowi karania kobiet za zabijanie swych poczętych dzieci opowiedzieli się również polscy biskupi. Piszę „niestety”, gdyż od razu  można powiedzieć, iż absolutne negowanie pomysłu karania kobiet za aborcję jest z punktu widzenia zwykłej ludzkiej logiki i zdrowego rozsądku bezsensowne oraz niedorzeczne.

     

    Oczywiście, nie sposób zaprzeczyć istnieniu sytuacji, w których znacznie łagodniejszą odpowiedzialność karną kobiety dokonującej aborcji można by uznać za rozwiązanie tak rozsądnie miłosierne, jak i sprawiedliwe. Można o takich sytuacjach mówić m.in., wówczas, gdy dana niewiasta znajduje się pod wielką presją swego męża lub partnera, rodziny (kiedy jest np. wręcz zastraszana, wyzywana, szantażowana, etc.). Być może też, należałoby w ten sposób traktować niewiasty dokonujące aborcji, które znajdują się w wielkiej biedzie, albo też są bardzo młode, niedoświadczone życiowo, intelektualnie upośledzone, wychowały się w środowiskach patologicznych, itp. Tego rodzaju sytuacje, powodują bowiem, iż rzeczywiście kobieta zgadzająca się na przerwanie własnej ciąży jest w całej tej zbrodni stroną wyraźnie słabszą, a przez co w mniejszym stopniu zasługującą na karę aniżeli np. namawiające ją do tego otoczenie, czy też główny wykonawca owego czynu, a więc zarabiający na nim lekarz-aborter. Ale nawet w takich i tym podobnych okolicznościach, rozsądniej byłoby mówić o czymś, co w prawie zwie się nadzwyczajnym złagodzeniem kary, aniżeli o całkowitym i absolutnym zwolnieniu z takowej represji kobiety. Mimo wszystko bowiem, przyznawanie komuś bezwzględnej bezkarności za uczynione przez niego (w ten czy inny sposób) zło jest – paradoksalnie rzecz biorąc – pewnego rodzaju uwłaczaniem jego ludzkiej godności. Jedną z istotnych cech człowieczeństwa jest bowiem to, iż w odróżnieniu od zwierząt jesteśmy w stanie dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem.  Ta wolność wyboru jest aktualna nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach i w związku z tym powstrzymanie się od czynienia nieprawości jest zawsze możliwe. A skoro jesteśmy ludźmi, posiadającymi wolny wybór, odpowiadamy też za czynione przez siebie zło. Raz, ta odpowiedzialność może być surowsza, a innym razem łagodniejsza, jednak zwalnianie kogoś w sposób absolutny od kary za jego złe czyny, jest de facto odczłowieczaniem tego kogoś, stwierdzaniem, iż ma on status jakiejś bezwolnej maszyny czy zwierzęcia. Zasada jest prosta – jesteś człowiekiem, odpowiadasz za swe czyny. Owszem, jeśli z tych czy innych względów wolność podejmowania przez ciebie decyzji mogła być poważnie ograniczona, twoja odpowiedzialność powinna być łagodniejsza, ale zasadniczo rzecz biorąc nigdy nie można tej wolności całkowicie odebrać, dlatego też jakaś kara za złe czyny powinna być zachowana. W przytoczonych zaś wyżej wypadkach myślę, iż wystarczającą sankcją karną byłoby np. wymierzanie kary więzienia w zawieszeniu, skierowanie na prace społeczne połączone z uczestnictwem w kursach uświadamiających powagę zła aborcji, itp.

     

    Brakiem realizmu, byłoby jednak twierdzić, iż dokonujące aborcji kobiety zawsze znajdują się w wymienionych wyżej sytuacjach. Częściej lub rzadziej to bowiem niewiasta jest stroną inicjującą zabicie własnego dziecka, gorliwie dążącą do tego czynu wbrew niechęci swego męża, partnera bądź otoczenia i całkowicie z własnej woli płacącą za dokonanie takiego morderstwa lekarzowi. W części przypadków nikt na kobiecie nie wywiera presji by przerwała swą ciążę, nikt jej do tego aktywnie nie zachęca, ani nie przymusza. Czy zatem nawet tak zachowujące się niewiasty powinny być z zasady wolne od kary za zabicie swego poczętego dziecka?

     

    Ktoś może jednak powie, iż nieroztropne byłoby karanie kobiet za ów czyn, gdyż mogłoby to oznaczać, że niewiasta mająca już dzieci szłaby do więzienia. Taka zaś sytuacja byłaby szkodą dla jej pozostałych dzieci. Jednak i ten argument nie może być absolutyzowany, gdyż zgodnie z jego logiką należałoby uwalniać od kary nie tylko kobiety posiadające dzieci, ale też wykonujących aborcję lekarzy będących jednocześnie ojcami rodzin. Poza tym, nie zawsze niewiasty, które godzą się uśmiercić swe nienarodzone dziecię, są już matkami wychowującymi inne pociechy. Czasami, dziecko, które chcą zabić jest ich pierwszym, więc w razie czego, pójście przez nie do więzienia, nie oznaczałoby pozbawienia matczynej opieki innych dzieci.

     

    Dlaczego więc, z samej zasady, każda kobieta miałaby być zwolniona od jakichkolwiek sankcji karnych za aborcję? Takie stanowisko jest zupełnie nielogiczne, absurdalne i jest całkowicie arbitralnym oraz niesprawiedliwym faworyzowaniem kobiet. Inną sprawą jest to, że w aktualnych okolicznościach wprowadzenie zasady prawnego karania kobiet za aborcję jest najprawdopodobniej niemożliwe, dlatego też czymś chyba roztropnym jest rezygnacja z forsowania tego postulatu po to, by przeprowadzić większe dobro jakim jest poszerzenie prawnej ochrony nienarodzonych dzieci. Nie należy jednak z takowej rezygnacji czynić nienaruszalnej zasady.