Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: synkretyzm

  1. O mądrych i głupich formach inkulturacji

    Możliwość komentowania O mądrych i głupich formach inkulturacji została wyłączona

    Jako że na prawicy zdarzają się działać też neopoganie, można w związku z tym od czasu do czasu ze strony konserwatywnych katolików usłyszeć wobec nich „umizgi” w stylu: „Katolicyzm jest taki fajny również dlatego, że pozwolił na przetrwanie rozmaitych elementów pogańskiego dziedzictwa, co nie miało miejsca w krajach protestanckich. Co więcej, katolicyzm w swej mądrości chrystianizował różne elementy pogańskiej kultury i obrzędowości, przez co w pewien sposób doceniał ich wartość„.

    Jak należy odpowiedzieć na tego rodzaju narrację? Oczywiście, można mówić o mądrym i roztropnym (przynajmniej w swych pierwszych założeniach) chrystianizowaniu elementów pogańskiej kultury i obrzędowości – o ile te elementy nie były ze swej natury złe i błędne. Na przykład, nie zawsze trzeba było palić pogańskie świątynie. Jeśli usunęło się z nich figury bożków i inne świństwa, to można je było używać do chrześcijańskiego kultu, gdyż, ostatecznie rzecz biorąc, ten czy inny budynek nie jest jako taki zły sam w sobie. Podobnie, jeśli przyzwyczajonym do wzywania duchów zmarłych i składania im ofiar niegdysiejszym poganom powiedziano: „Teraz już tego nie róbcie, ale wspominajcie w tych dniach przykład miłych Bogu świętych oraz módlcie się za swych zmarłych przodków„, to było to posunięcie mądre. W ten bowiem sposób zdegenerowane przez pogaństwo formy czegoś, co było może w swych początkach wyrazem naturalnej szlachetności (pamięć o bliskich zmarłych) próbowano oczyścić i skierować na pobożne tory.

    To jednak, że istniały mądre oraz roztropne formy chrystianizacji pogańskiej przeszłości nie oznacza, że wszelkie takie próby były dobre albo też, iż to, co może w swych początkach było mądre oraz roztropne, z czasem się nie wykrzywiło i zdegenerowało. Podobnie, przesadne tolerowanie przez duszpasterzy różnych nadużyć z tym związanych mogło trwać przez wiele wieków, gdyż świętość Kościoła nie jest równoznaczna z zapewnieniem, że większa część hierarchii zawsze będzie postępować dobrze i cnotliwie. Hipotetycznym i nieco przejaskrawionym przykładem nadużycia w tej sferze mogłoby być przemianowanie jakiś pogańskich orgii seksualnych i pijackich na uroczystości ku czci świętych. Jeśliby np. biskupi danego miejsca powiedzieli coś w rodzaju: „Możecie robić to co robiliście na tych imprezach do tej pory, tylko nie przywołujcie już przy tej okazji imion Wenery i Bachusa, ale róbcie to na cześć świętych pańskich„, to byłoby to oczywiście złe, bezbożne i bluźniercze. Bardziej zaś realistycznym przykładem nadużycia, które wkradło się do pierwotnie zapewne mądrej próby chrystianizacji elementów dawnej pogańskiej zwyczajowości może być sposób, w jaki przez wieki w naszej części świata celebrowano tzw. Wigilię św. Jana Chrzciciela. W pogańskich czasach celebrowano w tym czasie za pomocą rozpusty, wróżb i rozmaitych zabobonów dzień przesilenia letniego. Kościół chcąc odciągnąć uwagę ludzi od takiego sposobu świętowania owego czasu, ustanowił więc dzień, w którym wspomina się wielkiego biblijnego proroka i świętego, jakim był Jan Chrzciciel. I to było mądre oraz roztropne posunięcie powiedzieć ludziom: „Zamiast ganiać po lasach i się tam łajdaczyć wspominajcie w tym dniu wielkiego świętego, który za swą walkę z rozpustą został ścięty mieczem„. Tyle tylko, że ludzie owszem zaczęli w tym dniu wspominać św. Jana Chrzciciela, ale dalej robili to co w tym czasie czynili ich pogańscy przodkowie. A więc uprawiali wówczas rozpustę, a jakby było tego mało, to dorabiali do tego jeszcze absurdalne teorie w rodzaju, iż św. Jan Chrzciciel miał być rzekomo miłośnikiem kobiet i alkoholu, a poczęte w wigilię jego święta nieślubne dzieci będą cieszyć się jego specjalną opieką. W ten więc sposób coś, co w swych pierwszym założeniu stanowiło mądrą próbą odwrócenia uwagi niegdysiejszych pogan od ich niemoralności i zabobonów, zdegenerowało się do poziomu jakiegoś quasi-synkretyzmu, gdzie wielki chrześcijański święty zaczął być używany do usprawiedliwiania rozpusty. Ci z prawicy, którzy przymilają się neopoganom, powiedzieliby może: „O, patrzcie, jaki to piękny przykład zachowania przez katolicyzm pogańskiego dziedzictwa„, ale w rzeczywistości należałoby o tym rzec: „Jaki to smutny przykład bluźnienia św. Janowi Chrzcicielowi, który powstał być może przez zaniedbania i przesadną tolerancję ze strony części duchowieństwa„.

    I dziś zresztą mamy przykłady, do czego może prowadzić błędnie pojęta chrystianizacja pogańskiej przeszłości. W Ameryce Łacińskiej mamy na to miliony przykładów (voo doo, macumba, santeria, kult Santa Muerte). Pochodzący z tego kontynentu papież Franciszek nawet sam patronował czczeniu w Watykanie figurki nagiej Pachamamy, a co niektórzy apologeci tego wydarzenia próbowali usprawiedliwiać, mówiąc, że przecież ta figurka przedstawia Maryję Dziewicę. Pomijając zaś już nawet to, iż nie wszystkie wyrazy czci przysługują wyobrażeniom naszej błogosławionej Matki (np. padanie na twarz przysługuje tylko Bogu – a niestety miało to miejsce w odniesieniu do figurek Pachamamy), to ileż absurdu jest zawartych w tego rodzaju apologiach. A więc, coś nazywane jest imieniem ciągle czczonej przez amazońskich pogan bogini (Pachamamy), coś wygląda jak typowe, tradycyjne przedstawienie takich bogiń (naga kobieta) – ale wystarczy, że nazwiesz to coś wizerunekiem Maryi Dziewicy i już wszystko ma być w porządku! Równie dobrze, można by i tradycyjne dla hinduistów wizerunki bogini Kali nazywać wizerunkami Maryi, a ich bardziej obrazoburcze elementy (np. Kali trzymająca odcięte ludzkie głowy) tłumaczyć tym, że przecież w katolickiej apologetyce i teologii Mate Bożej też przypisuje się pewne bardziej „waleczne” motywy (np. zniszczenie wszystkich herezji, zmiażdżenie głowy diabelskiego węża).

    Nie należy zatem bezkrytycznie usprawiedliwiać faktu, iż w kulturze krajów katolickich rzeczywiście przetrwało więcej elementów pogańskiej przeszłości. W istocie rzeczy, to, co było niemoralnego, zabobonnego i bałwochwalczego w pogańskiej kulturze, należało wypalać do cna i wyrywać wraz z korzeniami. A walka z pogaństwem to nie są przelewki, gdyż tam gdzie było i jest pogaństwo, zwykle jest więcej krzywdzenia niewinnych, śmierci (ofiary z ludzi, a nawet dzieci) oraz rozwiązłości seksualnej. Walka z pogaństwem nie jest więc „tylko” walką o zbawienie wieczne, ale stanowi także bój o to, by i na tym świecie ludziom żyło się lepiej. To do czego zresztą prowadzi łączenie chrześcijaństwa z pogaństwem widać chociażby na przykładzie wspomnianej już Ameryki Łacińskiej, która obok Afryki jest najbardziej niebezpiecznym, skorumpowanym i zdeprawowanym regionem świata.

    Mirosław Salwowski

  2. Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem

    Możliwość komentowania Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem została wyłączona

    Upłynęło już kilka miesięcy od czasu, gdy w Watykanie za aprobatą papieża Franciszka kłaniano się do samej ziemi przed figurkami mającymi przedstawiać tzw. Pachamamę. Jako że emocje narosłe wokół tego wydarzenia zdążyły już opaść, warto w nieco spokojniejszy sposób przedstawić kilka argumentów na rzecz twierdzenia, iż takie potraktowanie tychże przedmiotów było czymś złym, obrzydliwym oraz skandalicznym.

    Po pierwsze zatem: żaden papież nie ma przywileju bezgrzeszności bądź bezbłędności swego postępowania. Ta uwaga nie traci na swej słuszności, nawet jeśli złe moralnie postępowanie danego Wikariusza Chrystusa jest publicznie znane albo, gdy on sam je nagłaśnia. Historia Kościoła zna wszak przypadki papieży, których ewidentnie niegodziwe postępki były publicznie znane (np. Jan XII, Aleksander VI). Co więcej, wiemy też o pewnych wątpliwych moralnie zachowaniach, które stawały się czymś w rodzaju może nieoficjalnego, ale publicznie znanego zwyczaju kościelnego, czego przykładem było przyjmowanie do kościelnych chórów chłopców specjalnie w tym celu okaleczanych za pomocą kastracji. Na ową praktykę zezwolił w 1599 roku papież Klemens VIII, a zakazał jej dopiero Leon XIII pod koniec XIX wieku. Mimo jednak, że coś takiego działo się z przyzwoleniem papieży przez prawie 300 lat, nikt dziś raczej nie twierdzi, że było to coś godnego pochwały. Podobnie fakt publicznego wsparcia papieża Franciszka dla czczenia figurek Pachamamy w Watykanie nie musi przesądzać o moralnej godziwości tej praktyki.

    Po drugie: nawet gdyby te figurki miały przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę (co w zasadzie jest bardzo niewiarygodne), to i tak niezwykle dyskusyjne byłoby kłanianie się im aż do ziemi. Taki bowiem gest jest w sensie fizycznym wyrazem najgłębszego rodzaju czci oraz uniżenia się, co na płaszczyźnie religijnej oznacza kult adoracji, który to kult należy się tylko i wyłącznie Bogu jako naszemu Panu, Stwórcy, Zbawcy i Odkupicielowi. Owszem, Najświętszej Pannie Maryi należy się cześć szczególnego rodzaju, jako Matce Bożej i najwierniejszej służebnicy Pana w historii, jednak nie przysługuje Jej kult, który miałby być równy czci oddawanej Bogu. Warto w tym kontekście zauważyć, że katolicka liturgia w swej odmianie zwanej popularnie „trydencką” znała rozróżnienie również na płaszczyźnie zewnętrznej, czyli powiedzmy „fizyczno-cielesnej” pomiędzy czcią należną Bogu i Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi – na którego imię miano w niej wykonywać tzw. głęboki pokłon, a czcią oferowaną Maryi – na której imię powinno się czynić tzw. pokłon głowy „mierny”. Nie od rzeczy będzie też przypomnienie w tym miejscu nauczania papieża św. Grzegorza Wielkiego, który w liście do jednego z biskupów na temat obrazów chwaląc obecność religijnych wizerunków w kościołach, stwierdzał jednocześnie, iż: „padać na twarz winno się jedynie podczas adoracji Trójcy Świętej„.

    Po trzecie: nawet gdyby uparcie się trzymać przy niezwykle mało wiarygodnej interpretacji owych figurek jako wyobrażeń Maryi to i tak przedstawianie Matki Bożej jako całkowicie nagiej kobiety jest haniebne oraz godne potępienia. Choć bowiem nie jest tak, że nagość w sztuce kościelnej stanowi coś absolutnie nagannego, to nie ma żadnych powodów, by przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę jako całkowicie nagą niewiastę. Żadne z wydarzeń przywoływanych w Piśmie świętym nie opisuje wszak nagości Maryi ani też w żadnych z uznanych przez Kościół objawień maryjnych Matka Boża nie pokazywała się w ten sposób. Po grzechu pierworodnym ludzie powinni raczej zakrywać swą nagość niż ją całkowicie bądź częściowo odkrywać, gdyż takowa od grzechu Adama wiąże się w dużym stopniu ze wstydem oraz nieuporządkowaną pożądliwością. Dlatego, jeśli już w pewnych wytworach kultury i sztuki przedstawia się nagość, to zawsze powinno się to robić bardzo ostrożnie i jeśli jest uzasadnione kontekstem. Choć Maryja Panna na mocy Bożego przywileju została uwolniona od winy i zmazy grzechu pierworodnego, nie ma żadnych uzasadnionych powodów, by pokazywać ją całkowicie bądź częściowo nagą (może poza sceną karmienia małego Jezusa, gdzie jednak owa nagość jest bardzo niewielka).

    Po czwarte: mało, kto to publicznie podnosił, jednakże co najmniej podejrzany charakter wizerunków Pachamamy w Watykanie podkreśla jeszcze jeden fakt. Otóż w czasie pamiętnej uroczystości kłaniania się w watykańskich ogrodach aż do ziemi przed tymi figurkami oprócz wizerunków nagich kobiet były tam też obecne inne pomniejsze figurki. Jedna z tych figurek była usadowiona z pozycji leżącej i przedstawiała obnażonego mężczyznę z penisem w stanie wzwodu. To rodzi uzasadnione pytania o to, czy czczenie Pachamamy w Watykanie oprócz swych pogańskich konotacji nie zawierało w sobie też elementów fallicznych i orgiastycznych – zresztą również przecież nierzadkich dla religii politeistycznych.

    Po piąte: wielu obrońców i popleczników omawianego wydarzenia przyznaje otwarcie, iż figurki nagiej kobiety miały przedstawiać nie Maryję, ale właśnie tzw. Pachamamę. A Pachamama jest czczoną nie tylko niegdyś, ale też obecnie pogańską boginią. Oddawanie zaś pokłonów wizerunkom pogańskich bożków jest bałwochwalstwem i czczeniem demonów, a więc czymś, przed czym wielu chrześcijan wzdragało się z obrzydzeniem aż do męczeńskiego przelewu własnej krwi.

    Po szóste: cała sprawa wygląda na synkretyczne pomieszanie z poplątaniem. A więc pokazuje się figurki dwóch nagich kobiet w ciąży: jedni mogą to próbować interpretować jako swoistą interpretację sceny nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję; z drugiej jednak strony scena ta jest jednak przedstawiona w sposób typowy dla różnych pogańskich wyobrażeń (nagość, a nawet wulgarność i obsceniczność, skojarzenia z Pachamamą, itp.). Zaryzykowałbym więc przypuszczenie, iż ludzie stojący za całą tą aranżacją chcieli ją przedstawiać tak, by zarówno chrześcijanie, jak i poganie mogli ją – przynajmniej po części – interpretować na swój własny sposób.

    Po siódme: nawet gdyby próbować tłumaczyć owe wydarzenia w kategoriach inkulturacji to przecież istnieją pewne tak doktrynalne, jak i choćby zdroworozsądkowe jej granice. Inkulturacja nie powinna np. oznaczać inkorporacji stricte pogańskich wierzeń do religii chrześcijańskiej. Dajmy na to tłumaczenie poganom prawdy o czci należnej Świętym Pańskim, nie powinno przeradzać się w swego rodzaju mruganie do nich okiem i mówienie im: „No wiecie, nasi święci to byli goście podobni do waszych bogów i oni też lubili się od czasu do czasu ostro zabawić„. Podobnie, przekroczeniem zdroworozsądkowej granicy inkulturacji byłaby np. próba przedstawiania Maryi na podobieństwo jednej z pogańskich bogiń, która ukazywana jest jako karmiąca wieloma piersiami.

    Po ósme: zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej – a więc w rejonie, z którego przywiezione zostały wizerunki Pachamamy – istnieje duży problem synkretyzmu wśród katolików, czego przykładem są rozpowszechnione wśród nich kulty w rodzaju voodoo, macumba czy santeria. Publiczne eksponowanie figurek, które w najlepszym razie łaczą ze sobą motywy chrześcijańskie i pogańskie, stanowi więc de facto wsparcie dla owej złej i obrzydliwej wobec Boga mentalności dużej części katolików z Ameryki Łacińskiej.

    Po dziewiąte: jedną z zasad moralnych jest unikanie zgorszenia, a więc działania lub zaniechania, które w danych okolicznościach w realistyczny sposób mogłoby zachęcić naszych bliźnich do grzechu lub też sprawić, iż pomyślą oni, by takiego występku się dopuściliśmy. Jeśli np. żonaty mężczyzna musi wybrać się ze swą koleżanką z pracy w służbową podróż, to nie powinien dzielić z nią jednego pokoju hotelowego, choćby i były w nim dwa odrębne łóżka i ów mężczyzna nie miałby zamiaru czynić z nią niczego nieczystego. Czy w takim przypadku mielibyśmy pretensje żony tego mężczyzny za nieuzasadnione niczym podejrzenia? Podobnie, czy można mieć pretensje wobec tych, którzy podejrzewają pogaństwo i/lub synkretyzm w oddawaniu pokłonów wizerunków nagich kobiet nazywanych imieniem jednej z czczonych do dziś przez pogan bogiń?

    Mirosław Salwowski

  3. 15 herezji i błędów Paulo Coelho

    Leave a Comment

    Paulo Coelho jest znanym niemal na całym świecie pisarzem. I choć wielu uważa jego twórczość za grafomanię oraz zbitek cukierkowatych banałów, to nie ulega wątpliwości, że jest on jednym z bardziej poczytnych autorów książek. Nakład jego publikacji sięga wszak kilkuset milionów sprzedanych egzemplarzy. W tych dniach wchodzi też do kin biograficzny film poświęcony historii życia tego człowieka. Warto więc przypomnieć, że Paulo Coelho jest autorem nie tylko cukierkowatych banałów, ale w swych książkach i innych wypowiedziach przekazuje on rozliczne herezje oraz poważne błędy doktrynalne, które dla niepoznaki są skrywane pod szatą katolickiej i chrześcijańskiej terminologii. Poniżej w pewnym skrócie wyliczę te z błędów i herezji Coelho, które swego czasu udało mi się w swej pracy nad książką mu poświęconą, wychwycić i poddać krytyce. Dodam jednak, że od kiedy pisałem książkę na temat twórczości tego pisarza, minęło już przeszło 11 lat, w międzyczasie ukazało się na rynko polskim jeszcze kilka publikacji jego autorstwa, więc co dość prawdopodobne, poniższa lista herezji i błędów Paula Coelho jest niepełna. Jak już wspomniałem owe moje wyliczenie fałszywych doktrynalnie poglądów tego człowieka ma formę skrótową – szczegółowe ich omówienie ująłem w swej książce pt. „Paulo Coelho – duchowy mistrz czy fałszywy prorok?” (wyd. Polwen, Radom 2005) oraz artykule: „Paulo Coelho. Herezjarcha w szatach mistyka”(Fronda. Pismo poświęcone, numer 34/2004).

    Oto zatem – zapewne niepełna – lista błędów, herezji i doktrynalnych wypaczeń, które Paulo Coelho prezentuje swym czytelnikom jako rzeczy dobre, pożądane, prawdziwe i usprawiedliwione.

     

    1. Propagowanie magii, czarów, wzywania duchów i okultyzmu.

    W zasadzie cała książka pt. „Pielgrzym” (to polski tytuł, w oryginale zwie się ona „Dziennik maga”) poświęcona jest tym praktykom, co do których co więcej znajdują się tam specjalne instrukcje jak owe rzeczy skutecznie czynić. Coelho zwie te praktyki „mocą czynienia cudów” oraz przebudzaniem „uśpionych mocy”. Pisarz ów też chwali „białą magię” oraz określa się mianem „maga” mówiąc przy tym, iż „każdy może być magiem”.

    2.Postawa ślepego posłuszeństwa wobec duchowego mistrza.

    W powieści „Pielgrzym” Coelho opisuje, iż jego pielgrzymce do Santiago de Compostela towarzyszył swego rodzaju przewodnik, któremu przyrzekł bezwzględne być posłusznym  „choćby rozkazał zabić, bluźnić lub popełnić bezsensowny czyn”.

    Jednocześnie Coelho w żadnym miejscu tej książki nie dystansuje się od stosowności składania tego rodzaju przysiąg, przez co daje do zrozumienia, iż jego postawa w tym względzie była dobra i właściwa.

    3. Usprawiedliwianie kultu składanego demonom, a także zawierania przyjacielskich z nimi relacji.

    W książce pt. „Zwierzenia pielgrzyma” Coelho chwali składanie ofiary demonom. Z kolei w swym „Pielgrzymie” człowiek ten twierdzi, iż należy pozyskać przyjaźń demona (którego w niektórych miejscach nazywa też „Posłańcem”). Coelho charakteryzuje „Posłańca” jako „anioła”, którego „potęga jest zbuntowana i oswobodzona„.  Coelho radzi, by wzywać demona codziennie, słuchać jego rad, aby „osiągnąć sukces w pracy lub wśród ludzi„. Pisarz ten zastrzega jednak, iż nigdy nie należy pozwolić, by demon dyktował nam warunki, ani nie ulegać fascynacji nim, zastrzegając jednak, że próba egzorcyzmowania go sprawia, iż „tracimy wszystko„.

    4. Ubóstwienie człowieka.

    W „Pielgrzymie” Coelho opisuje swą „mistyczną” wizję, jaka miała być jego udziałem pod koniec pielgrzymki do Santiago de Compostela. W trakcie tego przeżycia pisarz ów miał widzieć Pana Jezusa (którego zwie w książce „barankiem”) oraz mieć objawienie tego, iż „triumf baranka” będzie polegał na tym, iż: „każda istota ludzka stąpająca po tej ziemi obudziła swą wielka moc uśpionego w niej boga”. Wedle Coelho ludzie ukrzyżowali Chrystusa nie dlatego, żeby okazać niewdzięczność Synowi Bożemu, ale „ponieważ bali stać się bogami”. Wedle wspomnianej wizji misją Pana Jezusa było pokazanie ludziom, iż „potęga i chwała są dostępne dla wszystkich, lecz tak nagłe objawienie naszych zdolności przerosło nas”.

    5. Panteizm.

    W powieści „Alchemik” pozytywny jej bohater – bez żadnego krytycznego komentarza – snuje wywody o tym, że: „ten świat jest jedynie widzialną częścią Boga”. W książce tej znajdujemy też takie stwierdzenie: „Młodzieniec zanurzył się w Duszy Świata i ujrzał, że Dusza Świata jest częścią Duszy Boga, a Dusza Boga jest jego własną duszą. I odtąd mógł czynić cuda”. 

    6. Kwestionowanie podziału na dobro i zło.

    W książce „Pielgrzym” Coelho umieszcza następujące twierdzenie: „nie ma Dobra, ani Zła, (…) jest tylko ruch. A skoro jest ruch, często widzimy rzeczy raz z punktu widzenia Dobra, raz Zła”.

    7. Faktyczny agnostycyzm.

    W „Zwierzeniach Pielgrzyma” Paulo Coelho na zadane pytanie: Kim jest dla ciebie Bóg?, odpowiada: „Doświadczeniem wiary. Niczym więcej. Uważam, że próba definicji Boga jest pułapką. Zadano mi już to pytanie na spotkaniu autorskim i odpowiedziałem: „Nie wiem. Bóg nie jest dla mnie tym samym, czym jest dla ciebie”, i publiczność zaczęła bić brawo. Właśnie to czują ludzie, że nie istnieje Bóg, który pasuje wszystkim, bo to jest bardzo indywidualne”.

    8. Popieranie religijnego feminizmu poprzez faktyczne poniżanie Najświętszej Maryi Panny poprzez utożsamianie Jej i zrównywanie z różnymi czczonymi przez pogan żeńskimi boginiami.

    W książce pt. „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam”pojawia się wielce pozytywnie opisana postać proroka i mistyka, mającego rozmawiać z Matką Bożą, który twierdzi, iż Maryja jest: „ucieleśnieniem bogini, która objawia się we wszystkich religiach świata, i mimo że przez wieki wiara w nią była tępiona, to jej kult przetrwał w ukryciu tysiąclecia”. Ów „prorok” nazywa też Boga „Matką”. a błogosławioną Maryję z Nazaretu zwie „Boginią” z utęsknieniem czekając na czas, gdy „w Trójcy Świętej pojawiła się niewiasta (i da początek) Trójcy Ducha Świętego, Matki i Syna?”. Postać ta ma też w przyszłości „wiele wycierpieć” i głosić „wiarę we Wszechmocną Matkę„.

    9. Kwestionowanie wieczystego dziewictwa Najświętszej Maryi Panny.

    Wspomniany powyżej „prorok” z książki „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam” twierdzi, iż Maryja „była zwyczajną kobietą i miała więcej dzieci„.

    10. Indyferentyzm i synkretyzm religijny.

    W „Zwierzeniach pielgrzyma” Paulo Coelho twierdzi m.in: „Trzeba otwarcie głosić, że można być ateistą, muzułmaninem, katolikiem, buddystą czy agnostykiem i nie stanowi to żadnego problemu. Każdy jest panem swojego sumienia. Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Boga. My mamy swoją drogę, to nasz wybór, ale tych dróg jest sto lub dwieście”. Coelho podoba się też synkretyczny klimat panujący wśród wielu brazylijskich katolików, który przejawia się w próbach łączenia wiary chrześcijańskiej z dawnymi pogańskimi kultami. Z nieukrywaną radością mówi on: „Jeśli przyjedziesz do Rio na sylwestra, tu, na plaży Copacabana, ujrzysz niewiarygodne zjawisko. Znajdziesz się wśród miliona katolików, ubranych na biało i rzucających kwiaty do morza, jak każą dawne afrykańskie obrzędy. Tutaj wszystkie wierzenia współistnieją ze sobą, wierni i teologowie potrafią godzić je bez wyrzutów sumienia”. W książce „Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam” jeden z pozytywnych bohaterów mówi, iż „Bóg jest jeden, choć ma tysiące imion„, a także zrównuje różne pogańskie mity i opowieści z prawdą o przyjściu Chrystusa na świat.

    11. Kreowanie fałszywej nadziei na zbawienie poprzez trwanie przy automatycznie sprawowanych praktykach religijnych.

    W „Pielgrzymie”, niejaki Petrus będący autorytetem Paulo Coelho w czasie jego pielgrzymki do Santiago de  Compostela raczy czytelników taką opowiastką: „Miałem przyjaciela, który zawsze chodził pijany, ale co wieczór odmawiał trzy zdrowaśki, ponieważ w dzieciństwie wpoiła mu to matka. Nawet kiedy wracał do domu kompletnie zalany, nawet nie wierząc w Boga, mój przyjaciel co wieczór klepał trzy zdrowaśki. Po jego śmierci, uczestnicząc w jednym z rytuałów Tradycji, zwróciłem się do ducha Starszych, pytając, gdzie przebywa mój przyjaciel. A duch powiedział, że zmarły miewa się doskonale, że otacza go światło. Choć w życiu zabrakło mu wiary, ocalił go wysiłek ograniczony do automatycznego odmawiania trzech modlitw, po prostu z poczucia obowiązku”.

    Wniosek z tego wywodu nasuwa się sam: nie musisz wierzyć w Boga i żałować za swego grzechy, wystarczy, że w czysto automatyczny sposób będziesz odmawiał (a raczej recytował) pewne modlitwy i już to samo zagwarantuje ci zbawienie.

    12. Poddawanie w wątpliwość obiektywnego charakteru moralności na rzecz subiektywnego „wsłuchiwania się w głos serca i marzeń”.

    W powieści „Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam” Coelho wkłada w usta swych pozytywnych bohaterów między innymi takie maksymy jak:  „(Pan Bóg) nakazuje nam kierować się głosem marzeń i serca (…) w miłości nie ma żadnych reguł. Choćbyśmy trzymali się wiernie podręczników, sprawowali nadzór nad sercem, postępowali zgodnie z góry ustalonym planem wszystko to nie zda się na nic. Bowiem o wszystkim decyduje serce i ono ustanawia prawa”. Z kolei, w książce „Demon i panna Prym” jedna z postaci  mądry i świątobliwy biskup, zapytany przez pewnego księdza, cóż należy czynić, by było to miłe Stwórcy, odpowiada: „Skądże mam wiedzieć, co podoba się Wszechmogącemu? Czyń to, co dyktuje ci serce, a Bogu się to spodoba”. W innym ze swych tekstów Coelho pisze: „Nie istnieją żadne powinności. Istotą miłości jest gotowość wyzbycia się powinności i przymusu”. 

    13. Gloryfikacja rozwiązłości seksualnej.

    W książce pt. „Weronika postanawia umrzeć” znajduje się opis perwersyjnego aktu masturbacji połączonego z jeszcze bardziej perwersyjnymi fantazjami seksualnymi. To zachowanie spotyka się z następującą pochwałą ze strony jednej z pozytywnych postaci tej powieści: „Zakazane? Posłuchaj: byłam adwokatem i znam prawo. Byłam też katoliczką i znam na pamięć całe fragmenty Biblii (…). Popatrz mi prosto w oczy i zapamiętaj to, co ci powiem. Istnieją tylko dwie zakazane rzeczy jedna przez ludzkie prawo, druga przez boskie. Nigdy nie zmuszaj nikogo do stosunku bo to jest uznawane za gwałt. I nigdy nie próbuj tego z dziećmi, bo to największy z grzechów. Poza tym, jesteś wolna. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pragnie dokładnie tego samego, co ty”.

    Inna z powieści Coelho „Jedenaście minut” poświęcona jest perypetiom jednej z prostytutek, gdzie jednemu z dokonywanych przez nią stosunków seksualnych towarzyszy prośba o błogosławieństwo oraz odczytywanie fragmentów biblijnej Księgi Koheleta. Z kolei, w książce „Nad brzegiem rzeki usiadłam i płakałam” wielki „prorok” i „mistyk” w trakcie odbywanego przez siebie pozamałżeńskiego aktu seksualnego wznosi do Nieba podziękowania za ów czyn, a także słyszy głos „Ducha Świętego” przekonującego ją, iż „nie popełnia grzechu”.

    14. Neutralne przedstawianie grzechu pijaństwa.

    W „Pielgrzymie” widzimy, jak duchowy przewodnik Paulo Coelho Petrus upija się do tego stopnia, iż nie może sam o własnych siłach dowlec się do hotelu, co spotyka się z dość przychylnym komentarzem Coelho, który pisze, że takie zachowanie było ze strony Petrusa pokazaniem: „że jest on takim samym człowiekiem jak inni, zdolnym do odczuwania Erosa, Filos i Agape”.

    15. Przedstawianie Pana Jezusa, jako nieposłusznego dziecka.

    W „Zwierzeniach pielgrzyma” Paulo Coelho twierdzi: „Niewątpliwe, Jezus często przeciwstawiał się Marii i Józefowi”.

    alchemik