Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: św. Jan Vianney

  1. Czy Żydzi są narodem morderców Chrystusa?

    Leave a Comment

    Sobór Watykański II w deklaracji „Nostra Aetate” uczy na temat odpowiedzialności narodu żydowskiego za mękę i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa między innymi:

    A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym“.

    Z kolei, opublikowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 598 stwierdza:

    Uwzględniając fakt, że nasze grzechy dotykają samego Chrystusa, Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów.

    Część tradycjonalistycznych katolików (zwłaszcza tych skupionych wokół Bractwa św. Piusa X) krytykowało powyższe „soborowe” oraz „posoborowe” nauczanie Kościoła, jako rzekome zerwanie z tradycyjną teologią katolicką, w ramach której nieraz obdarzano Żydów mianem „narodu bogobójców”. Czy te zarzuty są uzasadnione?

    Zacznijmy od tego, iż naprawdę trudno jest widzieć coś błędnego lub zwodniczego w przytoczonym wyżej nauczaniu Vaticanum II o tym, iż nie można przypisywać takiej samej odpowiedzialności za śmierć Pana Jezusa ani wszystkim Żydom żyjącym w tamtym czasie ani tym bardziej Żydom dzisiejszym. Takie odrzucone przez Sobór Watykański II twierdzenie nie jest bowiem umocowane ani w Piśmie świętym, ani nawet w zdrowym rozsądku. Po pierwsze bowiem, Biblia nie wspomina o tym, by w czasie procesu i ukrzyżowania Chrystusa wszyscy Żydzi popierali zabicie Jezusa. Owszem, za zbrodnią bogobójstwa opowiedziały się władze religijne narodu żydowskiego czyli Sanhedryn oraz liczne zgromadzenie Żydów obecne na placu umiejscowionym przed siedzibą rzymskiego namiestnika Piłata. Pomijając jednak już zaś nawet tak oczywiste wyjątki Żydów, którzy nie popierali w tamtym czasie i miejscu skazania Pana Jezusa na śmierć, a więc np. Najświętszej Marii Panny, Nikodema, Józefa z Arymatei, Apostołów (nie licząc Judasza), to i tak nie sposób założyć, iż dokładnie wszyscy inni członkowie narodu żydowskiego byli obecni w tłumie wołającym do Piłata: „Ukrzyżuj Go!„. Owszem, na tym haniebnym zgromadzeniu było obecnych wielu Żydów, jednak nie wiemy jakiego dokładnie procentu ówczesnej nacji żydowskiej to dotyczyło. Nawet jeśli była to duża część spośród ówcześnie żyjących Żydów to i tak nie byli to wszyscy Żydzi.

    Stwierdzenie Soboru Watykańskiego II o tym, iż nie można „bez różnicy” (czyli inaczej mówiąc: w takim samym stopniu) obciążać wszystkich żyjących w czasie ukrzyżowania Chrystusa czy tym bardziej istniejących współcześnie Żydów jest więc tak zdroworozsądkowe, jak i biblijne. Czy w takim razie należy potępić często używane w tradycyjnej teologii katolickiej sformułowanie nazywające Żydów mianem „narodu bogobójców”? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie należy do bardzo łatwych. Z jednej bowiem strony nie wszyscy Żydzi popierali skazanie na śmierć Pana Jezusa, z drugiej zaś strony wielu z nich właśnie tak uczyniło. Warto też zauważyć, iż ogół Żydów został w relatywnie krótkim czasie ukarany przez Boga zburzeniem światyni w Jerozolimie a następnie ich wygnaniem z Palestyny co uprawdopodabnia tezę o tym, że rzeczywiście duża część narodu żydowskiego mogła solidaryzować się z posunięciem swych władz (czyli Sanhedrynu), które zdecydowały się wydać Zbawiciela na śmierć.

    Czy może więc błędne i sprzeczne z Tradycją Kościoła jest stwierdzenie punktu 598 „posoborowego” Katechizmu Kościoła Katolickiego o tym, iż to chrześcijanie ponoszą największą odpowiedzialność za mękę Jezusa? Cóż, owe sformułowanie może być uznane za lekko dwuznaczne, gdyż brakuje w nim dodania słowa, iż to „źli” chrześcijanie są większymi od żydów mordercami Chrystusa. Albowiem na płaszczyźnie nadprzyrodzonej to grzechy wszystkich ludzi przyczyniły się do śmierci Pana Jezusa. Im zaś kto ma większy dostęp do łask, tym jego wina jaką ponosi za popełniane przez siebie akty nieposłuszeństwa Bogu jest większa. Chrześcijanie zaś mają danych więcej łask niż żydzi, a co się z tym wiąże popełniane przez nich grzechy są większe aniżeli żydów. Im więc dany chrześcijanin więcej grzeszy tym większym też – w sensie nadprzyrodzonym – jest mordercą Chrystusa. Gdyby więc uściślić i doprecyzować punkt 598 Katechizmu Kościoła Katolickiego poprzez dodanie doń dopowiedzenia, iż to źli chrześcijanie ponoszą większą od Żydów odpowiedzialność za mękę Pana Jezusa to nie byłoby w tym stwierdzeniu jakiejkolwiek, choćby i lekkiej dwuznaczności. Warto zresztą odnotować co na ten temat nauczał Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Musimy uznać za winnych tej strasznej nieprawości tych, którzy nadal popadają w grzechy. To nasze przestępstwa sprowadziły na Pana naszego Jezusa Chrystusa mękę krzyża; z pewnością więc, ci, którzy pogrążają się w nieładzie moralnym i złu, <krzyżują … w sobie Syna Bożego i wystawiają go na pośmiewisko> (Hbr 6,6). Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, <nie ukrzyżowaliby Pana chwały> (1 Kor 2,8), gdyby go poznali. My przeciwnie, wyznajemy, że Go znamy. Gdy więc zapieramy się Go przez nasze uczynki, podnosimy na niego w jakiś sposób nasze zbrodnicze ręce“.

    Nie od rzeczy będzie zresztą przypomnienie tego co na temat odpowiedzialności złych chrześcijan za śmierć Chrystusa uczył św. Jan Maria Vianney, patron wszystkich proboszczów:

    Źli chrześcijanie będą kiedyś w piekle ponosili straszniejsze męczarnie, niż niewierni… Chrześcijanom, gdy tylko dojdą do wieku, w którym mogą już korzystać z rozumu, przyświeca niczym wspaniałe słońce pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Jakie straszne, jakie okropne będzie piekło chrześcijan! Jak niebo oddalone jest od ziemi, tak potępienie chrześcijanin będzie daleko cięższe od potępienia niewiernych. Bo sprawiedliwy Bóg surowiej ukarze tego, kto otrzymał więcej łask, ale wzgardził nimi, zamiast z nich korzystać i wiernie służyć Panu… Jak z trupów potopionych Egipcjan wypływa woda, tak z ust potępieńców przez całą wieczność będą płynęły narzekania, że nie chcieli wykorzystywać Bożych łask, że za życia znieważali Ciało i Krew Jezusową w Komunii Świętej. Na wieki – wedle słów św. Bernarda – stać im będą przed oczyma cierpienia i męka Jezusa Chrystusa, które zniósł także dla ich zbawienia… nie zniknie im nigdy sprzed oczu obraz łez, które przelał Boski Zbawiciel, obraz Jego pokuty… Będą Go widzieli w Ogrodzie Oliwnym, gdzie krwawymi łzami opłakiwał ich grzechy. Zobaczą go w śmiertelnej agonii, zobaczą włóczonego po ulicach Jerozolimy. Będą słyszeli uderzenia młotów, które Go krzyżowały na Kalwarii (…)” (Cytat za: Św. Jan Maria Vianney, „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 1999, ss. 337, 340).

    Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-czy-zydzi-sa-narodem-mordercow-chrystusa,125493.html

  2. Ojcowie, Doktorzy i Święci Kościoła na temat tańców i balów (zbiór wypowiedzi)

    Leave a Comment

    Poniżej umieszczonych zostało 79 wypowiedzi (oraz przytoczeń postaw) Ojców, Doktorów, Świętych, pisarzy kościelnych, teologów katolickich, katechizmów, synodów i papieży na temat damsko-męskich tańców. Warty zaznaczenia jest fakt, iż poniższe cytaty, swym zasięgiem czasowym obejmują niemal całą historię istnienia Kościoła katolickiego. Pierwsze z wypowiedzi w tej kwestii sięgają bowiem już II wieku po Chrystusie, i ciągnąć się przez praktycznie wszystkie epoki historyczne (starożytność, wczesne i późne średniowieczne, renesans, barok, kontrreformacja, oświecenie, XIX wiek) zatrzymują się na 1975 roku. Choć lektura tych wypowiedzi może miejscami sprawiać mniejsze bądź większe trudności, ufam, iż spokojne ich przeczytanie i rozważenie, ułatwi czytelnikom, wyrobienie sobie właściwego poglądu odnośnie problemu tak bardzo rozpowszechnionej dziś mody na tańce. Sądzę również, że, dla każdego trzeźwo i zdroworozsądkowo myślącego człowieka, nie będzie problemem zastosowanie dawniejszego nauczania katolickiego na temat tańców do oceny dzisiejszych zabaw tanecznych – zwłaszcza, gdy zważy się na fakt, iż tańce rozpowszechnione na początku 21 wieku, są w swej ogromnej większości, o wiele bardziej nies kromne oraz wyuzdane, aniżeli pląsy, które były piętnowane przez autorytety kościelne np. w XVI, XVII, czy choćby jeszcze na przełomie XIX i XX stulecia. Niech w lekturze i ocenie poniższego materiału, zdatna będzie też świadomość, iż zebrane w nim cytaty są autorstwa ludzi, mających ogromne, o wiele większe od naszego, doświadczenie Bożego prowadzenia, ludzkiej słabości i grzeszności oraz walki duchowej. W przygniatającej większości, autorzy cytowanych poniżej wypowiedzi, to osoby, które przez dziesiątki lat zajmowały się duszpasterstwem ludzi różnych stanów społecznych, słuchały w konfesjonałach wyznać dziesiątków, jeśli nie setek tysięcy ludzi, spędzały wiele czasu na modlitwie, a czasami też wypędzały złe duchy z opętanych. Uwzględnienie tego wszystkiego oraz szacunek dla bogatego duchowego doświadczenia tych wielkich Bożych mężów i niewiast, powinien pozwolić nam z większym dystansem spojrzeć na nasze, często bardzo ograniczone i mocno narażone na pomyłkę i błąd, przeżycia i doświadczenia związane z tańcem.

    KS. JAKUB WUJEK SJ:

    „A co się tańców dotyczy, jeśli że bez grzechu być mogą? Tedy znajdujemy w Piśmie świętym NIEKTÓRE tańce poczciwe, ku chwale Bożej uczynione, dla dziękowania za zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi od Pana Boga dane. Po wybawieniu ludu żydowskiego z niewoli egipskiej, a po przejściu przez morze czerwone, gdy w nim zatonęli prześladowcy jego; tam wszystek lud z radością i skakaniem dziękował Panu Bogu: tam Maria prorokini siostra Aaronowa ze wszystkimi niewiastami tańcowała, zaczynając piosnki, a dziękując Panu Bogu za ono zwycięstwo. Także kiedy był Dawid zabił onego olbrzyma Goliata, a wracał się z królem Saulem do Jeruzalem: tedy wychodziły przeciw im Panie i Panny ze wszystkich miast żydowskich, tańcując, grając i śpiewając: Poraził Saul tysiąc, a Dawid dziesięć tysięcy. Dawid także kiedy prowadził skrzynię Pańską do Jeruzalem skakał ze wszystkiej mocy przed Panem swoim, grając na harfie swojej. Także i córka Jefte, książęcia żydowskiego zabieżała z tańcem ojcu swemu, gdy się nawracał po zwycięstwie Ammonitów nieprzyjaciół swoich. I w Ewangelii czytamy o owym marnotrawnym synie, jako go ojciec wdzięcznie przyjął i sprawił przeń wesele z muzyką i tańcem. TAKOWE TAŃCE PRZYGANY NIE MAJĄ. ALBOWIEM NIE DLA ROZKOSZY, ANI DLA JAKIEGO WSZETECZEŃSTWA, ALE KU CHWALE BOŻEJ BYWAŁY SPRAWOWANE. A TEŻ TAM OSOBNO MĘŻCZYZNA, A OSOBNO NIEWIASTY TAŃCOWAŁY: NIE TAK SIĘ MIESZALI, JAK TO U NAS W OBYCZAJ WESZŁO. Lecz te nasze tańce nie wiem jako mają być wymówione, z których nic dobrego, jeno wszelakie grzechy, a wszelakie złości pochodzą. Bo te tańce naprzód diabeł wymyślił i onego cielca na puszczy, gdy się Mojżesz Panu Bogu modlił, a wziął od niego dziesięcioro Przykazań na dwu tablicach własnym palcem napisane. A Żydzi ulawszy sobie cielca, około niego tańcowali, jako pismo świadczy: Iż siadł lud pospolity i jedli, pili, a potem wstali do tańca. Ale cos się stało? Mojżesz słysząc krzyk i wesele ludu swego, wielką żałością obciążony, uderzył tablicę o ziemię i utracił on skarb drogi, którego nie godzien był on lud wszeteczny. A natychmiast wszedłszy do obozu, kazał je bić jak bydło: i zabito ich bardzo prędko przez trzydzieści i trzy tysiące: a ledwie się tym uspokoił gniew Boży, że wszystkich nie zatracił. Widzisz, jakie pożytki z tego tańca płyną. Nad Jana Chrzciciela, jako sam Pan powiedział, większy nie powstał miedzy synami człowieczymi: ale i jego tanecznica o gardło przyprawiła: jako masz szerzej u św. Mateusza napisane. Nie trzeba wiele mówić: w takim tańcu wszelakich grzechów jest pełno. Zaś tam pycha w ubiorach, w strojach, i w bryżach, i w gładkości cielesnej nie panuje? Zaś tam łakomstwo miejsca nie ma, gdy jeden drugiego, jedna drugą ujrzawszy szatę kosztowniejszą, łańcuszki, pierścionki i insze błazeństwa takowe, więcej tego życzyła sama sobie? Więc za tym wnet zazdrość i nienawiść być musi: gdy jeden drugiego widzi gładszego albo strojniejszego, który go w tych rzeczach celuje. Stąd że i gniewy, i swary o pierwsze miejsce w tańcu: a czasem i morderstwa i zabijania. Więc wróciwszy się do domu, frasunku i kłopotu pełno, gdy córka matkę, syn ojca ustawicznie frasuje, aby mu kosztowne szaty sprawił, aby on nie był między innymi podlejszy. O nieczystości nie pytaj, gdyż TANIEC JEST WARSZTAT KAŻDEJ WSZETECZNOŚCI, CUDZOŁÓSTWA i wszelkiego zbytku i cielesności: tam nieuczciwe dotykania, tam wszeteczne szeptania, namowy, śpiewania, całowania, a jednym słowem, wszystek bezwstyd okazać, rozmnażać, i wprawować się musi. Przeto też taniec bez obżarstwa i pijaństwa być nie może: ponieważ jako jeden Mędrzec tego świata napisał, żaden po trzeźwu nie skacze. Na koniec i lenistwo stąd pochodzi. Albowiem niejedno czas szkodliwie na tych marnościach ci trawią, ale i do wszelakiego dobrego uczynku niesposobni się stawają, ani Boga, ani jego chwały, ani bojaźni, , ani poczciwości przed oczami nie mają, ani świętam folgują, ale służą diabłu i sprawom a pompom jego, których się jednak na Chrzcie świętym wyrzekli byli. Św. Paweł widząc krewkość i niebezpieczeństwo nasze, które z tego obcowania pochodzi, tak powiada: „Iż dobra jest rzecz człowiekowi nie dotykać się niewiasty”. A św. Hieronim tego dokładając mówi: „Jeśli dobra jest rzecz nie dotykać się niewiasty, tedy zła jest dotykać się jej”. Bo pomiędzy dobrym a złym nie masz nic pośredniego. A Zbawiciel nasz ten zaś wyrok wy dał: „Iż każdy, który spojrzy na niewiastę, aby jej pożądał, ten już z nią cudzołóstwo popełnił w sercu swoim”. Przeto św. Augustyn tak napisał: „Że kto odpoczynki dni świętych na wszeteczeństwo obraca, lepiej by uczynił, aby w ten dzień orał, a niżby cały dzień tańcował. I zasię: Lepiej by uczyniły niewiasty w niedziele przędąc, niźli nieuczciwie skacząc albo tańcując”. A św. Jan Chryzostom ani na weselach tańców dopuścić nie chce i zwie je pompami szatańskimi i diabelskimi skokami. Dosyć ci, powiada, trudno jest bez tego poddymania, młodym ludziom namiętności i pożądliwości swoje pohamować: a cóż, gdy do tego jeszcze przystąpi, dopiero z tego co tam słyszą i widzą, większy w nich ogień zmaga i piec pożądliwości cielesnych więcej się rozpala (…). (…) w figurach którym się przypatrujemy, w głosach, których słuchamy, w przysmakach, które spożywamy, w perfumach, które wąchamy, w rzeczach, których się dotykamy, ustawicznie (diabeł) zastawia sidła swoje i wkrada się z nimi i pod nimi w serca nasze. Ale nigdzie tego nie czyni z większym swym pożytkiem, a z większą stratą naszą, jako w tych to tańcach. Bo tam zaraz ze wszystkich stron na ten zamek szturmuje, zewsząd nań szarżuje, zewsząd on ogień poddyma: przykładając jako miechy do oczu, gładkość i stroje niewieście, które wielu ludzi zwodzą: do uszu piskanie, bębnienie, trąbienie, pieśni wszeteczne i inne pobudki takowe: do nosa rozliczne wonności i perfumy, których cieleśni ludzie zwykli używać: do kuszenia rozmaite przysmaki w jedzeniu i piciu. Na koniec, aby ni na niczym nic nie zachodziło, do dotykania, obłapiania, całowania i inne takowe rzeczy przypuszcza: tak, że nie masz tej dziury, którą by nieprzyjaciel na ten czas opuścić miał. A gdy tak zewsząd nędznego człowieka obskoczy, a zewsząd go poddyma i podnieca , nie jest rzecz podobna, aby go na koniec pożreć i przekonać nie miał: musiałby być kamieniem, kto by się ku złej pożądliwości tak nie zapalił. A ta, gdy się pocznie, grzech więc rodzi: a za grzechem niewola szatańska i wieczne zatracenie chodzi. (…) A gdyż z tych tańców i pożądliwość cielesna tak bardzo wznieca, i wszystkie grzechy zaraz pochodzą: tedy rzecz pewna, że takowy taniec bez obrażonego sumienia, a bez niełaski Bożej, i grzechu być nie może (…) Ale wiem co mi na to rzekniesz: Iż jeśli córka moja nie pójdzie do tańca, to kto będzie o niej wiedział? Kiedyż ją wydam? Zwłaszcza, gdy często na takich biesiadach i śluby bywają: przeto i niektóre dziewczęta wolałyby nie jeść, ani pić, aniżeli nie iść do tańca? Na to tak odpowiem: Że pismo rozkazuje Pana Boga o szczęśliwe małżeństwo prosić, a nie do tańca chodzić. O nędzne to małżeństwo, które się z tańca poczyna! Gdyby mąż z żoną nic innego do śmierci nie mieli czynić, jeno skakać i tańcować, tedy bym rzekł, żeby sobie słusznie w tańcu żony albo mężów obierać mieli, ale jeśli małżeństwo święte jest, a w bojaźni Bożej, ku chwale jego ma być łączone: tedy małżonkowie takie sobie męże i żony obierać mają, nie którzy lepiej skaczą, ale którzy poczciwiej żyją, którzy lepszą sławę mają, którzy się bardziej brzydzą wszelką wszetecznością. Bo słuchaj, jako się ona cnotliwa i święta panienka Sara Panu Bogu modliła, przy której już był diabeł siedmiu mężów zabił: „Ty wiesz miły Panie, iżem ja nigdy nie pragnęła męża, nigdy się nie stowarzyszyła z igrającymi (to jest z tańcującymi), a nigdy nie miała społeczności z tymi, którzy w lekkości chodzą”. Tu słyszysz jako się ta tańców wystrzegała, a wżdy ją Pan Bóg mężem cnotliwym i świętym, Tobiaszem mniejszym, obdarzyć raczył: któremu że ją był zachował, owych siedmiu pierwszych, dla ich wszeteczeństwa, czartowi pobić dopuścił. Ale o tańcach dosyć” .

    Cytat za: Ks. Jakub Wujek, „Wykład Pisma świętego – Postilla Catholica„, cz. I. Komorów 1997, s. 239-244.

    ŚW. PIO Z PIETLERCINY:

    Umberto Antonelli di Marcianise między 1954 a 1955 rokiem przybył do San Giovanni Rotondo, by się wyspowiadać. Gdy zakończył wyznanie grzechów, Ojciec zapytał go: Czy czegoś nie wyznałeś? On odpowiedział, że nie. Ojciec powtórzył pytanie, o on znów powiedział „nie”. Zapytał więc po raz trzeci: Czy czegoś nie wyznałeś? Znów usłyszał zaprzeczenie. Penitent opowiada: „Ojciec Pio krzyknął wówczas: Precz, precz, bo jeszcze nie żałujesz swoich grzechów!. Skamieniałem z powodu wstydu, jaki odczuwałem wobec zgromadzonych ludzi. Próbowałem coś powiedzieć, lecz on przerwał mi: Ucisz się gaduło, mówiłeś już wystarczająco: teraz ja chcę mówić. To prawda czy nie, że chodzisz na sale balowe? Na moją potwierdzającą odpowiedź powiedział: NIE WIESZ, ŻE TANIEC JEST ZAPROSZENIEM DO GRZECHU? Zdziwiony nie wiedziałem, co powiedzieć: w portfelu miałem legitymację członka towarzystwa tanecznego, o której zapomniałem. Obiecałem poprawę i po tym wszystkim dał mi rozgrzeszenie” (…). „Bardzo lubiłam tańczyć (…) Oczywiście zawsze tańczyłam w kręgu rodziny czy sąsiadów i pod okiem rodziców. LECZ OJCIEC TEGO NIE POCHWALAŁ. Pewnego razu w konfesjonale, po tym jak wyznałam, że tańczyłam, powiedział mi: JAK JESZCZE RAZ ZATAŃCZYSZ TO CIĘ WYRZUCĘ. Po jakimś czasie byłam na weselu i wbrew własnej woli zostałam „porwana” do tańca. Bojąc się, że gdy tylko zbliżę się do konfesjonału, Ojciec mnie wyrzuci, poszłam do innego spowiednika, który na moje wyznanie, że tańczyłam nie zwrócił żadnej na to uwagi. Zapytał mnie czy coś jeszcze chcę wyznać, lecz ja nic więcej do wyznania nie miałam. Otrzymawszy rozgrzeszenie, wróciłam do domu, lecz nie byłam spokojna. Następnego dnia poszłam do spowiedzi do Ojca, który jak tylko usłyszał mój głos, powiedział: A ty, co zmieniłaś dzień spowiedzi? <>. Chcesz dostać baty, prawda? Nie wyrzucę cię, lecz nie rób tego więcej. <>. Ty możesz być pewna swoich uczuć, a nie uczuć innych. Ja nie potępiam tańca jako takiego, LECZ UPIERAM SIĘ I UTRZYMUJĘ, ŻE JEST ON NIEBEZPIECZEŃSTWEM GRZECHU(…)” .

    Cytat za: O. Marcellino IasenzaNiro, „Ojciec” Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz. Świadectwa, San Giovanni Rotondo 2006, ss. 42-43, 140-141.

    KS. JEAN GAUME:

    „(…) „Mój wuju czy wolno tańczyć?”. Takie uczyniła zapytanie raz pewnemu szanownemu Kapłanowi, młoda osiemnastoletnia panienka. – „Pytasz mnie, odpowiedział on, o moje zdanie o tańcach; uczynię ci zadość. – Wyjąć tu naprzód należy tańce religijne, których znajdujemy w Piśmie Świętym. Nie ma nic wspólnego pomiędzy świętym zapałem Maryi i siostry Mojżesza, albo Króla Proroka, a tańcami światowymi; pomiędzy żywym uniesieniem wdzięczności, a zamiłowaniem uciech światowych. Nie pytasz mnie również pewno o tańce niewinne i skromne, choć światowe, jakie mogą mieć miejsce pomiędzy osobami jednej płci, których Kościół nie potępił. Idzie więc pomiędzy nami o bale tylko i wieczory; to jest, o te tańce światowe, gdzie się łączy jedna i druga płeć, – o te kółka, które jednoczy próżność, które ożywiają rozkosze, gdzie namiętności idą w zawody, gdzie w końcu jest tak trudno, aby niewinność się zarumieniła, już to z przyczyny natury tańców, już dla nieskromności ubiorów, już dla wolności w postępowaniu i słowach. Po tym wstępie, odpowiem na twe pytanie czy wolno tańczyć. „Taniec, niewinny sam w sobie, używany niekiedy przy uroczystościach religijnych na uczczenie Boga, poniżony został później przez namiętności, i zamienił się w część bałwanów. Poganie czcili występne swe bożyszcza, przez swe rozwiązłe tańce. Oto, moja siostrzenica, początek tańca dziś używanego; o tym świadczy historia (por. homilia św. Cezarego). – Ale, mój wuju, nie o historię tańców na pytam, tylko o twoje zdanie co do tego, czy wolno tańczyć. – Wiem to dobrze; przeto chcę ci odpowiedzieć. Cycero broniąc Konsula Lucjusza Mureny, oskarżonego że tańczył, powiedział: Nie podoba temu uwierzyć, zwłaszcza o Konsulu, chyba, że kto dowiedzie, iż uległ jakiemu występkowi, zanim się posunął do takiego nadużycia, bo nikt nie tańczy, ani na osobności, ani na ucztach porządnych, chyba pijany, albo pozbawiony rozumu. Taniec po wszystkich następuje bezprawiach , i zawiera je w sobie wszystkie. Demostenes, najpierwszy z mówców greckich, chcąc podać w pogardę dworzan Filipa, króla Macedońskiego, oskarżył ich publicznie, że tańczyli. W Rzymie, dla wystawienia kobiety bez obyczajów, dosyć było powiedzieć tylko, że dworniej tańczyła, jak przystało na uczciwą niewiastę. – Owidiusz ów miękki poeta, tak wolny w swej moralności, miejsca tańców nazywa miejscami rozbicia dla wstydu, a tańce same nasieniem występków. Pomijam tu już słowa Arystotelesa, Platona, Seneki, Scypiona. – Ale pozwól mój wuju, nie Cycerona ani o innych, lecz o twoje pytam zdanie, czy wolno tańczyć. – Kiedy nie lubisz Pogan, nie mówmy więcej o nich. Żałuję jednakże, żem ci nie wspomniał, iż Senat Rzymski wygnał a Rzymu wszystkich tancerzy za czasów Tyberiusza, i że Domicjan oddalił nawet z senatu kilku senatorów, którzy oddawali się rozwiązłym tańcom. Ale przyrzekłem ci, nie mówmy przeto o Poganach więcej. (…). – Ale, daruj, mój wuju, ty nie odpowiadasz mi, a raczej ja przewiduję twoją odpowiedź. – Możesz się bardzo omylić. Czekaj, aż skończę, i powiem wyraźnie czy wolno tańczyć. ( W następnych akapitach ks. Gaume przytacza wypowiedzi Ojców, Doktorów i Synodów Kościoła przytaczane już w tym opracowaniu. Z tego względu pomijam owe fragmenty – przyp. moje MS). – (…) O! To już za wiele: mój wuju, pytam więc ostatecznie, powiedz mi, tak lub nie: Czy wolno tańczyć? – Nie obrażaj się, moja siostrzenico, przyrzekam już objawić ci moje zdanie, jeżeli odpowiesz mi na pytania, które ci zadam: 1. W dniu twego Chrztu odrzekłaś się czarta, jego pychy i jego uczynków; powiedz mi więc, czy to się znajduje na balach lub nie? 2. Chciałabyś umrzeć wśród balu, nie mając chwili do zastanowienia się? 3. Czy byś chciała przystąpić do Stołu Pańskiego w sukni balowej? – Ale, mój wuju… mój wuju! Bądź łaskaw, nie mówmy o tym. Nie o moje to, lecz o twoje idzie zdanie. – Zwalniam cię z odpowiedzi na pytania poprzedzające, ale powiedz mi przynajmniej: Czy to prawda, że o balu myśli się kilka dni naprzód, nim się nań pójdzie; że się o tym myśli nawet podczas modlitwy? Czy to prawda, że ubiór na bal zajmuje całe godziny, które by poświęcić należało domowi, albo obowiązkom Religii? Czy to prawda, że często wybierają się na tańce dni poświęcone Bogu, a nieraz nawet, przeznaczone na pokutę? Prawda to, że na balu jedni drugich usiłują przewyższyć próżnością, popisując się jak tylko można z przepychem strojów, a bardzo często z nieskromnością ubiorów? Prawda to, że tam niczego nie zaniedbują, aby się podobać i ściągnąć poklaski? Czy to prawda, że dla dopięcia tego celu nie wstydzą się osłaniać niby, ale nie okrywać, i używać nieskromnych sposobów dla podniesienia niebezpiecznych wdzięków, dla dopełnienia czego odmówiła natura, albo poprawić to, co zniszczyły lata? „Prawda to, że na balu zazdrość więcej uważna oburza się i wre na widok powodzenia cudzego? Czy to prawda, że dla poniżenia współzawodników lub współzawodniczek, nie oszczędza się tam, ani szyderstw ani uwag niepochlebnych, ani szeptów tajemnych, ani przymówek mniej lub więcej złośliwych? Prawda, że to wszystko staje się przedmiotem myśli i mów nieraz przez kilka dnia jeszcze po balu? Czy to prawda, że na balu wszystko dąży do poruszenia zmysłów, do osłabienia serca, do rozognienia wyobraźni? Czy to prawda, że się tam znajduje świetne koło przedstawiające najułudniejsze przybory mód, mieszaninę obojga płci, połączenie osób, które dla swego wieku najbardziej oddalone być winny, a jedne i drugie popisujące się z ozdobami, z strojami, zdolnymi rzucić nawzajem zgubne do serc iskry, że taktowne poruszenia miękkiego i zniewieściałego tańca, akordy ujmującej harmonii, ułuda dekoracji, blask światła, dodają jeszcze uroku temu oczarowaniu? „Prawda to, iż na balu wydaje się tyle, że można by tym wielką liczbę wyżywić ubogich, którzy, gdy wy się upajacie rozkoszą, drżą od zimna, nie mając czym się okryć, – nie mając garści słomy, na której by spoczęli, ani kawałka chleba na pożywienie, i których łzy i łkania wznoszą się do Boga wraz z waszymi śmiechami i bezbożnymi akordami? Czy to prawda, że podczas balu, to jest przez większą część nocy, służący obojga płci pozostają bez ścisłego dozoru, i mogą pozwalać sobie tego, czego lepsze wychowanie wzbrania państwu?”. – Czy to prawda… – Ach mój wuju! Dosyć już, proszę cię; wyznam szczerze, że w miejsce odpowiedzi na te pytania wolę raczej powiedzieć ci, że nie będę nigdy tańczyła; widzę bowiem, iż nie pozwalasz mi tańczyć. – Mylisz się, moja siostrzenico, mówię wyraźnie: pozwalam ci tańczyć, pod jednym małym warunkiem. – Ty mój wuju? – Tak, ja, starzec o siwych włosach, pozwalam ci tańczyć, pod jednym małym warunkiem. – Pod jakim? – Przyrzekasz go wypełnić? – Bez wątpienia. – A więc dobrze! Posłuchaj mnie. Wiesz, moja siostrzenico, że ogólna i niezaprzeczona moralności Chrześcijańskiej zasada obowiązuje nas, abyśmy wszystko czym się zajmujemy, odnosili do Boga, i że Bóg tak jest dobrym, iż przyjmuje ofiarę najpospolitszych i najobojętniejszych czynów naszych, jako to: posiłek, odpocznienie, sen, gdyż to wszystko zawiera się w porządku Opatrzności. Gdy przeto ubierzesz się bal; pójdziesz do swego pokoiku, i tam sama, bez innego świadka, prócz Boga i sumienia, uklękniesz u stóp Krzyża, i odmówisz następującą modlitwę: O mój Boże! Wzorze mój i Mistrzu, Ojcze i Sędzio mój! Chcę czynić rozmyślnie i dobrowolnie to, co Ewangelia i Kościół przedstawia jako bardzo niebezpieczne, przy czym pobożność, pokora, niewinność nawet wielu rozbiła się; i aby to dobrze wypełnić, poświęciłam wiele czasu na me przebranie, uwieńczyłam się w róże, abym się lepiej podobała. Ofiaruję Ci więc to, dla naśladowania Cię o mój Boże, któryś był ukoronowany cierniem, – dla wypełnienia obietnic moich na Chrzcie przez które wyrzekłam się czarta, jego pychy, i uczynków, – dla zbudowania bliźniego, i na zbawienie mojej duszy. Racz to przyjąć o mój Boże, i udzielić mi swego świętego błogosławieństwa. – Ale, mój wuju, twój warunek nie podobny do spełnienia; żadna ochrzczona dusza nie mogłaby wznieść podobnej modlitwy: to naigrywanie się. – Jak chcesz, moja siostrzenico; wolno przyjąć, wolno nie przyjąć, – moje pozwolenie od tego zawisło. – Niechaj inni otrzymują je za taką cenę; co do mnie zrzekam się go. – Gdy więc nie można bez naigrywania się ofiarować Bogu tańców i balów; widzisz moje dziecię, że one nie są tak niewinnymi, jak je świat uważa. Jednakże, powtarzam co to, że taniec nie jest grzechem sam przez się: staje się niebezpiecznym z powodu okoliczności jemu towarzyszących prawie zawsze, a przede wszystkim dzisiaj. (…) Do głównych okazji do grzechu w szóstym i dziewiątym Przykazaniu zakazanego, zawsze zaliczano tańce i widowiska choć świat mówi, że w nich nie ma nic złego. Zaprawdę! Jedno tu z dwojga: albo się świat myli, albo Kościół Jezusa Chrystusa jest w błędzie: BO NIE MASZ KATECHIZMU, KTÓRYBY NIE UMIESZCZAŁ TAŃCÓW I WIDOWISK POMIĘDZY OKAZJAMI DO TEGO GRZECHU. (…) Duch Święty mówi nam wyraźnie: Z tanecznicą nie bądź ustawiczny, ani jej słuchaj, byś snać nie zginął jej potężnością (Ekll 9, 4). A gdzie indziej, mówiąc o tym co się dzieje bez wątpienia na naszych balach, wyrzekł: Przeto, że się wyniosły córki syjońskie, a chodziły wyciągnąwszy szyje i pomrugując oczyma chodziły i pląsały i postawnym krokiem postępowały; obłysi Pan wierzch głowy córek syjońskich, a Pan włosy ich obnaży (Iż 3, 17) (…) Koncylium Konstantynopolitańskie zakazuje tańców publicznych pod karą klątwy. Koncylia: Laodyceńskie i Lerydskie, zabraniają ich nawet a weselu; Koncylium Akwizgrańskie nazywa je „haniebnymi”; – jedno z Koncyliów Afrykańskich, „bardzo niegodziwymi”; – Koncylium Rueńskie , „szaleństwem”; Koncylium Turyńskie, „sztuką i ponętą szatańską” .

    Cytat za: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, ss. 415, 422-423.

    KS. AMBROŻY GUILLOIS:

    (Pytanie) Który jest ósmy powód grzechu przeciwnego czystości? (Odpowiedź) Ósmym powodem grzechu przeciwnego czystości, są tańce i bale. WYKŁAD. – Przez taniec rozumiemy ruchy ciała, wykonywane w takt, krokiem wymierzonym, i zwykle przy dźwięku muzyki albo śpiewie. Bal jest zgromadzeniem, zebraniem na którym tańczą. Te więc dwa wyrazy: tańce i bale, mają prawie toż samo znaczenie, a co powiemy o tańcach, to się odnosi i do balów. Taniec osób jednej płci, gdy zresztą nic się nie dzieje, ani w ruchach, ani w rozmowach, co by przeciwnym było skromności i przyzwoitości, jest rzeczą zupełnie obojętną, a tym samym rozrywką zupełnie niewinną. Taniec między osobami różnej płci, nie ma także w sobie nic występnego; ALE: Z POWODU TOWARZYSZĄCYCH MU ZWYKLE OKOLICZNOŚCI, JEST NADZWYCZAJNIE NIEBEZPIECZNYM i uważany być powinien za rozrywkę, mało zgadzającą się z duchem chrystianizmu. Okolicznościami tymi są: panująca tam próżność, zbyt wielka poufałość, jaka się wtedy często zawiązuje, roztargnienie stąd wynikające, a nade wszystko ubiór nie nader skromny większej części tanecznic. Są tańce, których zupełnie zabronić trzeba i do których należeć nie godzi się, chociażby nawet raz jeden, pod winą grzechu śmiertelnego; takimi są: walc, galopada, polka, cancan… tańce te złymi są z natury swojej, postawą jaka się w nich przybiera; powinny być wyrugowane ze wszelkiego uczciwego towarzystwa, i trudno pojąć, jak kobieta iść może do takiego tańca, nie wyrzekłszy się skromności, płci jej właściwej (…)” Przymieszać się mogą i do innych rodzajów tańca, ubiór, gest, słowa, wzniecające i mocno pobudzające popęd do lubieżności. Stają się wówczas bliskim powodem do grzechu, a zatem wstrzymywać się od nich należy. To się odnosi szczególniej do tańców publicznych. Tańcami publicznymi nazywają się te, do których każdy ma przystęp bez różnicy; na przykład w klasach niższych, tańce po szynkach, karczmach, tak nazwanych salach, lub tym podobnych miejscach; a w klasach wyższych maskarady, wieczory tańcujące, na które wchodzi się jak na teatr, płacąc za bilet. W takich tańcach dopuszczają się wyuzdanej swawoli, a ci, którzy wyrzec się ich nie chcą, nie zasługują na rozgrzeszenie. Tańce na zebraniach publicznych, zwanych balami, niemniej są niebezpieczne, zwłaszcza gdy się odbywają nocną porą. Nieskromność tam panująca i wszystko co się tam dzieje, powinno oddalać stamtąd każdego, kto jeszcze jest przenikniony bojaźnią bożą, i pragnie zachować swój honor i dobre imię. W rzeczy samej, czyliż nie jest narażeniem swojego honoru, znajdować się w towarzystwie z ludźmi zepsutymi, i skalanymi rozpustą? A przecież, prawie zawsze tacy spotykają się na wspomnianych balach? Są bez wątpienia wyjątki, ALE BARDZO RZADKIE. Co się tyczy tańców w domach prywatnych, na zebraniach familijnych, nie masz wątpliwości, że bywają bardzo złe, gdyż bardzo wiele jest towarzystw rozwiązłych i familij, gdzie panuje mała oględność na obyczaje (…).

    (Pytanie) Czy Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego potępiali tańce? – (Odpowiedź) TAK JEST OJCOWIE KOŚCIOŁA I MISTRZOWIE ŻYCIA DUCHOWEGO POTĘPIALI TAŃCE, I DOWODZILI, ŻE PRAWIE ZAWSZE SĄ ONE BLISKIM POCHOPEM DO GRZECHU ŚMIERTELNEGO. ( W tym miejscu ks. Ambroży Guillois przytacza wypowiedzi Ojców i Doktorów Kościoła, które cytuję w dalszej części aneksu – przyp. moje MS). (Pytanie) Ludzie światowi, którzy chcą postępować z dobrą wiarą, czy w przedmiocie tańców wyrażają się inaczej jak Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego? – (Odpowiedź) Nie, ludzie światowi, którzy chcą postępować z dobrą wiarą, wyrażają się w przedmiocie tańców tak samo, jak Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego. WYKŁAD. – Około roku 1620, biskup Autun chcąc dać swojej owczarni naukę przeciw tańcom, zasięgał rady człowieka, który znał dobrze rozkosze światowe, hrabiego de Bussy- Rabutin, sławnego z dowcipu i pism swoich. Taką odebrał odpowiedź: „Zawsze uważałem bale za niebezpieczne; nie sam tylko rozum skłaniał mnie do tego, ale i doświadczenie; a chociaż świadectwo Ojców Kościoła jest bardzo ważne, sadzę, że w tym przedmiocie świadectwo dworaka światowego większą mieć powinno wagę. Wiem dobrze, że są osoby, które na mniejsze niebezpieczeństwo narażają się w tych miejscach, aniżeli inni; wszelako, najzimniejsze temperamenty tu zapalają się. Zwykle na takie towarzystwo składa młodzież, której trudno przychodzi oprzeć się pokusom w samotności, a tym bardziej w podobnych miejscach. Sądzę więc, że prawdziwemu chrześcijaninowi nie wypada uczęszczać na bale”. Młoda dama, żyjąca z dala od świata, która będąc panną, nigdy nie była na balu, nie mogąc wymówić się od znajdowania się na weselu swojego szwagra, pisała nazajutrz do przyjaciółki: „Zebranie było liczne, toalety nadzwyczaj świetne; miałam przyjemność, że byłam ubrana najskromniej ze wszystkich … Tu widziałam, pierwszy raz w życiu tańcujących walca; dosyć mi było tego tańca, abym zrozumiała, ile niebezpiecznymi są bale, i abym więcej jeszcze niż kiedy postanowiła ich unikać”. (…)

    (Pytanie) Czy nie należy uważać za przesadzone tego, co powiedziano o niebezpieczeństwie tańców i wieczorów? – (Odpowiedź). Nie należy uważać za przesadzone tego, co powiedziano o niebezpieczeństwie tańców i zebrań wieczornych; niejednokrotnie to niebezpieczeństwo było uznanym i wskazywanym przez same władze rządowe, które wstrzymać się nie mogły, w sprawie dobrych obyczajów, od wydania w tym przedmiocie rozporządzeń policyjnych. WYKŁAD. – Oto są dwa przykłady, z pomiędzy wielkiej liczby innych, które moglibyśmy przytoczyć. Dnia 5 kwietnia 1811 roku, prefekt departamentu l’Aisne pisał do wszystkich merów swojego departamentu, następującą odezwę: „Nie mogę za nadto polecić wam, panowie, ścisłego czuwania i utrzymywania porządnej policji względem miejsc, gdzie zimową porą zbierają się osoby płci obojga, bądź na tańce, bądź na wspólną pracę, pod imieniem „wieczornic:. Doszło do mojej wiadomości, że gorszące wypadki zdarzały się często na podobnych zebraniach. Powinniście, w podobnych okolicznościach, wystąpić z całą surowością praw … Zapowiedzcie ojcom i matkom, że w takim przypadku są odpowiedzialni za swoje dzieci; a nade wszystko bądźcie nieubłagani względem szynkarzy, którzy sprzedawaliby trunki po godzinach wyznaczonych przepisami policyjnymi”. Dnia 16 lutego 1842 r., mer departamentu Loiret; wydał następujące postanowienie : „Zważywszy gorszące zdarzenia, które wynikają ze sposobu tańców od niejakiego czasu, stanowczo zabrania się, od dzisiejszego dnia, tańczyć galopadę, pod karą 5 do 10 franków, wnosić się mającą przez muzyków, którzy by grali wspomniany taniec, lub przez gospodarza zakładu, który by temu nie przeszkodził.

    (Pytanie) Czyliż przynajmniej nie jest przesadą twierdzić z niektórymi moralistami: że tańce prowadzą do siedmiu grzechów śmiertelnych; że oddawać się podobnym zabawom, jest – to zapominać o łasce sakramentów i samychże sakramentach, które nas poświęcają; jest to zacierać w sobie siedem darów Ducha Świętego? (Odpowiedź) TO WSZYSTKO DA SIĘ ZASTOSOWAĆ AŻ NADTO DO WIELKIEJ LICZBY BALÓW I TAŃCÓW (…). WYKŁAD – 1-e Tańce i bale prowadzą do siedmiu grzechów śmiertelnych. Do pychy, przez żądzę popisywania się i przewyższania innych pięknością, zgrabnością. – Do łakomstwa, przez niedostatek dobrowolny: wszystko obracają na toaletę, i aby mieć świetny strój, odmawiają zaspokojenia koniecznych potrzeb staremu ojcu, chorej matce; odmawiają grosza jałmużny ubogiemu, a u modniarki nie wahają się wyrzucić dwóchset lub trzechset franków! – Do nieczystości, przez wszelkie złe myśli, którym się wtedy oddają; przez wszelkie złe żądze, pielęgnowane w głębi serca swego. – Do zazdrości, smutku, jakiego doznają widząc się przewyższonymi przez inne młodością, pięknym ubiorem. – Do obżarstwa, sutymi biesiadami, które kończą podobne zebrania i przeciwne są wstrzemięźliwości chrześcijańskiej. – Do gniewu, kłótniami, zazdrością, nieprzyjaźnią, które często biorą tam początek. – Do lenistwa, przez niesmak nabierany tam do pobożności, i przez niepodobieństwo moralne, wykonywania jej ćwiczeń. 2 – e Uczęszczający na tańce i bale, czyliż nie zdają się zakładać swojej chwały na zapominaniu łaski sakramentów i samychże sakramentów, które nas poświęcają? – Idą tu w niepamięć: Chrzest święty, przez jawne popisywanie się z pychą szatańską; – Bierzmowanie, przez zbiegostwo z wojska chrześcijańskiego; – Eucharystia, czyli Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej, przez znieważanie własnego ciała, które jest świątynią; – Pokuta, przez rozkosze zmysłowe, którym się tam oddają; – Ostatnie namaszczenie, przez skazy jakimi się tam plamią; – Kapłaństwo, przez pogardę praw Kościoła; – Małżeństwo, przez cudzołóstwa, o których się tam zamyślają, a często zmawiają się o ich spełnieniu. Te wykroczenia, powiedzieć trzeba, nie spotykają wszystkie na jeden raz, ani zawsze w jednostajnym stopniu we wszystkich zgromadzeniach światowych; ale bardzo mało jest takich, które by nie nastręczały jakiegokolwiek przynajmniej niebezpieczeństwa, ponieważ bardzo mało jest takich, które by wolne były od wszelkiego zepsucia. 3 – e Na tańcach i balach zacierają się i tracą siedem darów Ducha Świętego. – Pierwszy, którym jest dar Mądrości, odrywa nas od świata i pobudza do smakowania rzeczy boskich; zwykłym zaś skutkiem tańców jest przywiązania do świata i zasmakowania w jego próżnościach i zdaniach. – Drugi, którym jest dar Rozumu, pomaga nam poznawać prawdy religii, i przeniknąć się nimi; zwykłym zaś skutkiem tańców, przez złe skłonności, które one obudzają, j est stracenie z oka prawd religii, która potępia i odrzuca te właśnie skłonności. – Trzeci, którym jest dar Rady, daje nam poznać i wybierać to, co najwięcej przykłada się do chwały bożej i zbawienia naszego; zwykłym zaś skutkiem tańców jest przynajmniej obojętność osób światowych o chwałę boską, i zapomnienie z ich strony o duszy swojej. – Czwarty, którym jest dar Mocy, dodaje nam odwagi do zwyciężania przeszkód, sprzeciwiających się naszemu poświęceniu; zwykłym zaś skutkiem tańców jest osłabienie tych, którzy uczęszczają na nie; prawie nie myśląc już o Bogu, gdy miłość ich ku Niemu nadzwyczaj ostygnie, nie mogą się oprzeć najmniejszemu doświadczeniu i najmniejsze doświadczenie dostateczne jest do ich złamania. – Piąty, którym jest dar Nauki, wskazuje nam drogę, której się trzymać, i niebezpieczeństwa, których unikać powinnyśmy, abyśmy dostąpili zbawienia; zwykłym zaś skutkiem tańców, przez wzruszenie jakie tam panuje, i odurzenie, które na nas one sprawiają, jest zaślepienie uczęszczających na ni, tak, że na oślep wpadają w sidła, które czart na nich zastawił – Szósty, którym jest dar Pobożności, pobudza nas do przyjmowania z rozkoszą tego wszystkiego, co się wiąże ze służbą bożą; zwykłym zaś skutkiem tańców jest najprzód ostudzenie, a wkrótce potem zaniedbanie najistotniejszych powinności wiary chrześcijańskiej. Jakież upodobanie, na przykład, może mieć tanecznica w modlitwie, komunii, przyozdabianiu ołtarzy”, itd. – Siódmy, którym jest dar Bojaźni bożej, przenika nas wielką czcią dla Pana Boga i nade wszystko bojaźnią niepodobania się Jemu; zwykłym zaś skutkiem tańców jest wyrugowanie z umysłu uczęszczających na nie, myśli o Bogu i bojaźni sądów jego, tak dalece, iż wkrótce niczego się nie rumienią. – Tańce i bale więc zacierają w osobach światowych i pozbawiają je siedmiu darów Ducha Świętego” .

    Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów „, Wilno 1863, s. 279 -.283; 285 – 287.

    ŚW. JAN MARIA VIANNEY (PROBOSZCZ Z ARS):

    Także bale i tańce są pod tym względem bardzo niebezpieczne. Co najmniej trzy czwarte młodych ludzi dostaje się z ich powodu w ręce nieczystego ducha. Nie muszę wam tego dowodzić, bo już to, niestety, wiecie z własnego doświadczenia. Ile złych myśli, ile brudnych pragnień i niemoralnych postępków powodują tańce! Wcale się nie dziwię, że aż osiem synodów francuskich pod ciężkimi karami zabraniało swawolnych zabaw. Ale powie cie mi: Dlaczego niektórzy księża nie traktują tego jako grzech? Powiem tylko tyle, że każdy za siebie zda rachunek przed Bogiem. Dlaczego tylu ludzi się gubi? Dlaczego nie przystępują do Sakramentów Świętych? Dlaczego opuszczają modlitwę? Powodem tego są zabawy i tańce, które przeciągają się do późna w noc. Ile dziewcząt straciło z tego powodu dobre imię – więcej: swoją biedną duszę, niebo i Boga! Św. Augustyn twierdzi, że mniejszym złem byłoby całą niedzielę pracować, niż spędzić ją na tańcach! Tak, moi bracia, dopiero na Sądzie Ostatecznym przekonamy się, że przez te zabawy dziewczęta, które tak lubią na nich bywać, popełniły więcej grzechów, niż mają włosów na głowie. Ile się wtedy zdarza nieczystych spojrzeń, ile pragnień, ile nieskromnych dotknięć, brudnych słów, roznamiętnionych uścisków, ile zazdrości i kłótni? Dobrze powiedział cierpiący Hiob: ( Hi 21, 12 – 13 ). Prorok Ezechiel z rozkazu Boga mówi do Żydów, że za tańce spadnie na nich surowa kara, żeby cały lud Izraela zaczął się tego bać. Św. Jan Chryzostom twierdzi, że patriarchowie Abraham, Izaak i Jakub nie pozwalali wyprawiać pląsów na swoich weselach, bojąc się kary niebios/ Zresztą nie potrzebują na to wyszukiwać długich dowodów. Spytam się was tylko: powiedzcie szczerze – czy chcielibyście umrzeć zaraz po powrocie z tańców? Na pewno nie. Sami jakoś tam przyznacie, że bezsensowne oddawanie się zabawom jest rzeczą zła i że trzeba się z tego spowiadać. Za czasów św. Karola Boromeusza osoby, które prowadziły hulaszczy tryb życia skazywano na surową pokutę, a niekiedy nawet je ekskomunikowano. W godziną śmierci przekonacie się o prawdziwości tego, co mówię, ale dla wielu nie będzie już czasu na poprawę. Tylko ślepi mogą dowodzić, że przy tańcach nie grozi im żadne niebezpieczeństwo. Gdyby tak miało być, to czemu ludzie, którzy chcieli zdobyć niebo, tak starannie unikali zabaw i tańców, dlaczego tak żałowali za wszystkie szaleństwa młodości? Teraz możemy się łudzić, ale kiedyś przyjdzie dzień, w którym spadną nam z oczu łuski – dzień, w którym na nic zdadzą się wszelkie wymówki; w tym dniu innymi oczami będziemy patrzyli na świat” . „Nie ma ani jednego przykazania Bożego, którego by się nie przekraczało przez tańce. Wprawdzie tłumaczą się matki, że przecież czuwają nad córkami. Tak, czuwacie nad ich strojem, lecz nie czuwacie nad ich sercem. Idźcie, potępieni ojcowie i matki, idźcie do piekła, gdzie czeka was gniew Boży, idźcie niebawem przyjdą tam za wami i wasze dzieci, którym wskazaliście tam dokładnie drogę!… Przekonacie się, czy miał słuszność wasz pasterz zabraniając wam tych piekielnych zabaw…” „Mój Boże, jakże można być zaślepionym do tego stopnia, aby przypuszczać, że nie ma nic złego w tańcu! Korowód taneczny to przecież powróz, którym szatan ściąga dusze do piekła!…” „Najbliższą okazją do grzechu nazywamy te miejsca, osoby i okoliczności, w których zazwyczaj upadamy. Są to na przykład: widowiska teatralne, BALE, TAŃCE, złe książki, nieuczciwe towarzystwa, nieskromne piosenki i obrazy, rozrzutne stroje, stosunki z osobami przeciwnej płci, które już wcześniej były powodem upadku

    Cytat za: Św. Jan Maria Vianney, „Kazania Proboszcza z Ars„, Warszawa 2009, s. 73 – 75, 226; a także: Francis Trochu, „Proboszcz z Ars. Święty Jan Maria Vianney 1786 – 1859. Na podstawie akt procesu kanonizacyjnego i nie wydanych dokumentów z języka francuskiego przełożył Piotr Mańkowski, biskup kamieniecki, Poznań 2004, s. 114.

    KS. FRANCISZEK SPIRAGO:

    Ogółem wziąwszy, należy KAŻDEMU TAŃCÓW STANOWCZO ODRADZAĆ, od nich wstrzymywać, zwłaszcza w dobie obecnej, gdzie WSZYSTKIE PRAWIE TAŃCE obrażają uczucia moralności i przyzwoitości przez nieprzystojne gesty i układ ciała tańczących. U BARDZO WIELU ludzi wyradza się taniec w namiętność, obudza w nich złe skłonności, zabija w nich ducha pobożności, a tak prowadzi do coraz większego rozluźnienia obyczajów i zepsucia”.

    Cytat za: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki Katechizm Ludowy„, Warszawa-Mikołów, cz. II, 1906 r. s. 401.

    ŚW. FRANCISZKA RZYMIANKA (OPIS WIZJI):

    Nie tylko miała świadomość tortur, które cierpieli potępieńcy, lecz ujrzała w szczególności cierpienia, które przeszli. Każdy z nich ponosił karę za niegodziwość do jakiej szczególnie był przywiązany za życia. Po opisaniu straszliwych tortur jakie diabły zadają tym, KTÓRZY BYLI MIŁOŚNIKAMI TAŃCA, opisuje ona obelgi i szyderstwa, jakich używają diabły, aby wyśmiewać tancerzy kiedy ich torturują: – mówią – .”

    KS. GERMAN GRABOWSKI:

    Tańce to przyjemny i wabiący lep dla wszystkich dziewcząt i parobczaków, który najczęściej ich moralnie truje (…) Że nie ma dziś tańców dobrych, każdy mi to przyzna (…) Jeśli tylko prawdę każdy wypowiedzieć zechce, to się łatwo przekonamy, że dziś nie ma tańca bez grzechu. Czy tańczysz na weselu, na zabawie, na dożynkach, czy tańczysz w karczmie, w szynkownej izbie, zawsze ten taniec nieprzestanie być dla ciebie źródłem rozlicznych większych lub mniejszych, sromotniejszych lub lżejszych grzechów i upadków, zawsze taniec okaże się moralnie złym

    Cytat za: Ks.. G. Grabowski. „Czytania o grzechu nieczystości (dla ludu)„.

    „KONSTYTUCJE APOSTOLSKIE”:

    „Kandydat (co chrztu – przypomnienie moje MS) – mężczyzna lub kobieta – który pracuje w teatrze lub jest woźnicą cyrkowym, gladiatorem, biegaczem na stadionie, organizatorem igrzysk, atletą, fletnistą, kitarzystą, lutnistą, tancerzem, szynkarzem niech porzuci swe zajęcie albo należy go odrzucić” (VIII, 32: 6).

    O. ATANAZY BIERBAUM OFM:

    NIE DO ZBAWIENIA AŻ NAZBYT CZĘSTO PROWADZI DROGA NA SALE TANECZNE. Taniec sam w sobie i nie jest czymś złym. LECZ ZŁĄ JEST WIĘKSZOŚĆ PRZYJEMNOŚCI TANECZNYCH NASZYCH CZASÓW, o które rozbija się zdrowie ciała i duszy i które kopią grób dla niewinności. Rozrzutność, niewierność małżeńska, sromota i zbrodnicze zabijanie kiełkującego życia oto różnorodne występki, pieniące się na salach tanecznych. Dlatego św. Jan Chryzostom nazywa woskowane podłogi rafą, o które rozbijają się cnoty, Tertulian sale zabaw uważa za świątynie bogini rozpusty, św. Ambroży nazywa je grobem wstydliwości, św. Karol Boromeusz towarzystwem szatana. Łzy leją się potem najczęściej nadaremnie, bo – za późno...” .

    Cytat za: http://msza.net/i/rozmyslania-169.html_

    KSIĘGA POKUTNA Z SILOS (1060-1065 r.):

    „188. Nie godzi się, by chrześcijanie na weselach tańczyli lub skakali”

    Cytat za: „Libri poenitentalies”, Kraków 2011, s. 470.

    Bł. PIOTR JERZY FRASSATI (OPIS POSTAWY):

    „Męczą go przyjęcia i bale urządzane w ambasadzie, w których ze względu na rodzinę MUSI uczestniczyć.(…) CIESZY SIĘ, gdy z powodu śmierci króla Nicoladi Montenegro, ojca królowej Włoch Heleny, w ramach żałoby zakazano organizowania wszelkich zabaw. Zamiast korzystać z życia światowego, on odnajduje w Berlinie dzielnice biedy. Te 'przyjęcia' na które chodził, nie wymagały stroju wieczorowego i nie było na nich tańców, KTÓRYCH TAK BARDZO NIE LUBIŁ”

    Cytat za” Teresa Jankowska, „Człowiek rad ewangelicznych.Błogosławiony Piotr Jerzy Frassati”, Warszawa 2008, s. 50.

    ŚW. JÓZEF SEBASTIAN PELCZAR:

    A cóż należy sądzić o tańcach i zabawach publicznych, czyli tak zwanych balach? Gdyby taniec uważano tylko za prostą gimnastykę nóg, albo gdyby tańczono tak, jak Dawid przed arkę, nic by w tym złego nie było. Lecz tańce dzisiejsze, według słów św. Franciszka Salezego, mają nachylenie ku złemu, ze względu na sposób, w jaki się odbywają. Wskutek tego dla niejednej młodej i nieostrożnej duszy mogą się stać niebezpieczne. Dlatego wszyscy nauczyciele życia duchowego zakazują tańców nieskromnych lub namiętnych, bo są one „biesiadą diabelską” (św. Efrem), „trumną niewinności i grobem wstydliwości” (św. Ambroży), a jeden z nich twierdzi dowcipnie, że na drugi dzień po takiej zabawie nie potrzeba zamiatać sali, gdyż zamiótł już ją diabeł, szukając grzechów, obficie rozsypanych. Od tańców skromniejszych radzą powstrzymywać się, zwłaszcza tym, którzy chcą żyć pobożnie, bo one, jeżeli się ktoś im z szałem oddaje, rozwiewają ducha pobożności, osłabiają siły, ostudzają miłość Bożą (św. Franciszek Salezy), a czasem wywołują zmysłowość, zalotność, próżność i zazdrość. Wolno jednak brać w nich udział, jeżeli tego miłość bliźniego, posłuszeństwo dla starszych lub stanowisko społeczne wymaga, ale pod warunkiem, by przestrzegać należytej skromności, zachować umiarkowanie i unikać zbytku w strojach. Rozumie się, że modne tańce, zwane murzyńskimi albo amerykańskimi, które biskupi polscy napiętnowali jako nieprzyzwoite, są wszystkim zabronione”.

    Cytat za: Św. Józef Sebastian Pelczar, „Życie duchowe„, Kraków 2000, s. 299.

    KS. STANISŁAW SZAREK:

    Walka z modnymi tańcami jest może najtrudniejsza, ale i tu nie wolno kapitulować. Zakazy tańców były w Kościele katolickim od pierwszych już wieków. Nowoczesne tańce egzotyczne potępili papieże Benedykt XV i Pius XI, a za nimi episkopaty licznych krajów i bardzo wielu biskupów poszczególnych diecezji, także i w Polsce. I pod tym względem zgodnym jest sąd Kościoła naucza jącego i moralistów katolickich, że te tańce są złe same w sobie i prawie zawsze są grzechem ciężkim, bo jest przy nich albo wprost onanja, albo przynajmniej grzech cudzy, zgorszenie, bliska sposobność do grzechu. Nie wolno więc ich tańczyć, choćby nie było zakazu diecezjalnego, choćby danej osobie nie szkodziły i choćby ta osoba utrzymywała, że w nich nic złego nie widzi i że je tańczy przyzwoicie (…) Nie ma więc innego wyjścia, tylko trzeba z całą stanowczością nalegać na szanowanie tego zakazu przez tych, którzy chcą należeć do Kościoła katolickiego. W pierwszych wiekach poganie poznawali nowonawróconych chrześcijan przede wszystkim po tym, że nie tańczyli już ówczesnych wyuzdanych tańców. Nowoczesne tańce TAK BARDZO ZBLIŻYŁY SIĘ DO POGAŃSKICH WZORÓW, że i do nich ten sprawdzian musimy zastosować”.

    Cytat za: Ks. Stanisław Szarek, „Walka z niemoralnością„, Lwów 1929, s. 16.

    ŚW. FRANCISZEK SALEZY:

    Tańce i bale, są rzeczami obojętnymi z natury swojej; ale ich używanie, JAKIE DZISIAJ JEST ZAPROWADZONE, TAK SIĘ SKŁANIA KU ZŁEMU WSZELKIMI SWYMI OKOLICZNOŚCIAMI, ŻE WIELKĄ SZKODĘ PRZYNOSZĄ DUSZY. Mówię wam przeto o balach, jak lekarze mówią o grzybach: najlepsze z nich powiadają, na nic się nie zdadzą, a ja powiadam, że najlepsze bale nie są przecież dobrymi. Jeżeli chcecie jeść grzyby, dopilnujcie, żeby były dobrze zgotowane i jedźcie je bardzo mało: bo chociażby najlepiej były zgotowane, stają się trucizną, gdy spożyjemy je w zbytecznej ilości. Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli W ŻADEN SPOSÓB WYMÓWIĆ SIĘ OD PÓJŚCIA NA BAL; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; TAŃCZCIE NAJMNIEJ ILE MOŻECIE, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało (…) Te dziwaczne rozrywki, zazwyczaj są niebezpieczne; rozpraszają ducha pobożności, osłabiają moc woli, oziębiają świętą miłość bliźniego i budzą w duszy tysiące złych skłonności (…) Jako niektóre rośliny wciągają w siebie jad żmij, które się do nich przybliżają, TAK TAŃCE PRZYCIĄGAJĄ DO SIEBIE TRUCIZNĘ NAMIĘTNOŚCI LUDZKICH I POWSZECHNEGO ZEPSUCIA (…). Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, ZA GRZECHY POPEŁNIONE W TAŃCU, LUB ZA ZŁE NASTĘPSTWA, KTÓRE WYNIKNĘŁY Z TAŃCÓW” .

    Cytat za: ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów”, Wilno 1863, s. 281 – 282:. Zob. też: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów„, Kraków 1870, tom IV, s. 423.

    KS. ANTONI CZĄSTKA:

    Przenieśmy się chwilowo na tę salę balową, którą często jest zwyczajna, ciasna i brudna izba, i na chłodno przypatrzmy się, jak wyglądają te utęsknione i wysławiane tańce. Oto już późne noc. Z dala słychać tony wabiącej muzyki. Wchodzimy do wnętrza sali. Uderza nas na wstępie gorące, ciężkie, mdławe i aż odpychające swą podejrzaną wonią powietrze, przepojone odorem wszelakich perfum i wyziewów ludzkich. Wśród świateł i papierkowych festonów tłoczy się w takt muzyki ciżba tancerzy: różnego wieku niewiasty w objęciach mężczyzn… Twarze ich nerwowo rozgorączkowane… i jakby czasami nieprzytomne… Coś tu nie w porządku. Tańczyli i dziś jeszcze tańczą ludy pierwotne. Ale tańczą na świeżym powietrzu i tańczą zwyczajnie sami mężczyźni. Jest to rodzaj rozrywkowej gimnastyki, popis zgrabności i siły, często w ramach obrzędów religijnych Aż wstyd powiedzieć, że tańce tych ludów stoją, niestety, nieraz moralnie wyżej od naszych dzisiejszych tańców cywilizowanych. U pogan starożytnych, już cywilizowanych, w okresie moralnej rozwiązłości urządzano w Grecji i Rzymie nocne schadzki i tańce w towarzy stwie ówczesnych niewiast – specjalnie dla rozpusty. Sami raczcie w sumieniach waszych rozstrzygnąć, który rodzaj tańców przypominają tańce dzisiejsze? Ja tylko stwierdzam, że ogień zbliżony do strzechy słomianej zawsze ją zapala, choćby była od deszczu wilgotna, a cóż dopiero mówić, gdy sucha? A przecież w tańcach naszych następuje tak wielkie zbliżenie, że gdybyśmy je spostrzegli nie w sali balowej, lecz na ulicy w dzień zwyczajny, nazwalibyśmy je bezsprzecznie gorszącą rozpustą… A pomyślmy na chwile o tańcach podlanych wódką czy jakimś innym napitkiem. Wszak i takie tańce są w modzie… Piją, niestety, nawet nieletnie panienki, toteż zabawa zamienia się często w istną Sodomę i Gomorę…. Kościół katolicki nigdy nie pochwalał tańców. Św. Bazyli, biskup i doktor Kościoła (329-379), bez osłonek nazwał tańce „szkołą rozpusty”. I trudno zaprzeczyć, że miał słuszność. Warto zapamiętać jego opinię o tańcach. Wymienia się dla usprawiedliwienia tzw. tańce salonowe, towarzyskie, w obecności rodziców itp. Ale jest rzeczą jasną, że salon i rodzice upilnują co najwyżej ciało, ale nie ustrzegą duszy. Zresztą, gdybym chciał nawet jakiś rodzaj tańców usprawiedliwić, to słuszne zachodzi pytanie, czy Bóg je usprawiedliwić zechce ?

    Kazanie o grzechach przeciw czystości na XIII niedzielę po Zielonych Świętach. Cytowane kazanie zostało wygłoszone ok. 1951 – 1952 r.

    FRANCESKO PETRARCA:

    W rzeczywistości nie ma nic w tańcach, co nie przekracza granic skromności

    Cytat za: o. Henri Louis Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 76.

    BISKUP VIALART DE HERSE (OPIS POSTAWY):

    W każdych czasach, najbardziej sławni i gorliwi biskupi dawali instrukcje duszpasterskie dla wiernych, które zachęcały ich do unikania tańców. Vialart de Herse, biskup of Chalons, nim został mianowany głową diecezji, napisał okólnik dla swoich wikariuszy, zachęcający ich, aby nie szczędzili zapału i korzystali z wszelkich możliwości jakie daje im ich posługa, by znieść tańce. Nakazuje im odmawiać rozgrzeszenia tym, dla których są one co najmniej okazją do grzechu, o ile nie obiecają trzymać się od nich z daleka i dotrzymają tej obietnicy; często ganić tańce publicznie i z ambony, ukazując obrazowo fatalne konsekwencje tańca i nakazując odgrodzić się mocnym murem od wszelkich takich rozrywek”.

    Cytat za: O. Henri Louis Hulot, Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church, Boston 1857, s. 69.

    JAN GERSON (PRZYTOCZENIE WYPOWIEDZI):

    Uczony Gerson powiada, że w tańcu są wszystkie grzechy i że ludzka słabość jest tak wielka, że tańce są pewną przyczyną mnóstwa grzechów”.

    Cytat za: O. Henri Louis Hulot, Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church, Boston 1857, s. 70.

    VINCENT DE BEAUVAIS (PRZYTOCZENIE WYPOWIEDZI):

    Vincent de Beauvais powiada, że ludzie grzeszą w tańcu wszystkimi członkami i poświęcają je nieskromności, że czas życia nie jest dla rozrywki, a już najmniej dla dla takiej nieskromnej igraszki jak taniec, lecz nasze życie jest dla jęku i płaczu; a tańce to cześć oddawana diabłu, który jest ich wynalazcą, i który zachęca nas do uczestnictwa w nich.

    Cytat za: O. Henri Louis Hulot, Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church, Boston 1857, s. 70.

    ŚW. ELIGIUSZ (OPIS POSTAWY):

    Św. Eligiusz, biskup Noyon, nie zadawala się jedynie potępianiem ich; stosuje wobec tancerzy karę ekskomuniki, która jest największą jaką kościół może zastosować przeciw tym, którzy uparcie trwają w błędzie lub nieprawidłowości postępowania. Nauczając pewnego dnia w parafii blisko Noyon, zdecydowanie potępił tańce, które były przyczyną wielu niepokojów wśród mieszkańców. Ci, nie będąc w stanie znieść bycia pozbawionym rozrywek, które praktykowali już ich przodkowie, i które mieli od niepamiętnych czasów, zbuntowali się przeciw biskupowi i postanowili go zabić, jeśli kiedyś jeszcze o nich wspomni. Ich groźby nie zastraszyły świętego pasterza, który płonął chęcią przelania krwi za swoje owce i który „tęsknił za chwałą zostania męczennikiem. W następnym roku, nauczał, w rocznicę poprzedniego nauczania, na ten sam temat, z jeszcze większą żarliwością niż poprzednio. Jego gorliwość spotkała się z urazą i otwartym gniewem; ludzie mówili, że go zmasakrują; jednak szacunek dla jego świętości był tak wielki, że nikt nie ośmielił się podnieść ręki na tego świętego męża. Św. Eloi, widząc, że jego napomnienia nie przyniosły pożądanych efektów oddał „przez ekskomunikę, najbardziej upartych i zatwardziałych” „diabłu na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pana.” Są to słowa Św. Pawła ogłaszającego ekskomunikę przeciwko kazirodczemu Koryntyjczykowi. Ponad pięćdziesięciu sług Archambauda, pana zamku, znalazło się od razu w mocy diabła i przez swój przykład nauczyło innych bać się wyroków Bożych, ogłaszanych przez Jego sługi. Ich cierpienia i poniżenie trwało cały rok. Święty biskup uleczył ich dopiero podczas święta w następnym roku, po tym jak ukorzyli się oni wraz zresztą mieszkańców. Straszny przykład, który pokazuje jak niemiłe są Bogu tańce i jak ślepi i winni są ci, którzy uczęszczają na nie wbrew radzie pasterza!”

    Cytat za: O. Henri Louis Hulot, Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church, Boston 1857, s. 80 – 81.

    Ks. Mikołaj Łęczyki TJ:

    Tańców powinni przede wszystkim wszyscy unikać a szczególnie ci, którzy zamierzają wstąpić do zakonu (…) Jeżeli ubliża swej postawie tańczący, o ileż więcej szkodzi on swej duszy”

    Patrz: Ks. Mikołaj Łęczycki T. J., Pobudki do unikania grzechu śmiertelnego i kilka innych rozważań pobożnych. Z łacińskiego oryginału przełożył na nowo X. J. P. Kraków 1930. WYDAWNICTWO KSIĘŻY JEZUITÓW, ss. 109-120. Cytat za: http://www.ultramontes.pl/pobudki_do_unikania_ii_6.htm

    KS. ILDEFONS BOBICZ:

    Tak samo trzeba powiedzieć o niemoralnych tańcach TAK BARDZO I U NAS ROZPOWSZECHNIONYCH. Kościół wprawdzie nie potępia w czambuł tańców, gdyż niektóre z nich mogą być prawdziwie piękne i niewinne. W Starym Testamencie spotykamy się z tańcami pod arką przymierza, a nawet i dziś w niektórych krajach utrzymał się zwyczaj, że dzieci tańczą w kościołach (Sewilla). Ale nie o takich tańcach mówimy: człowiek współczesny uważałby je za mdłe i niepociągające. Według opinii znawców dzisiejsze tańce mało mają w sobie powagi i piękna a za to wiele płochości i wprost wyuzdania. Już niejednego i niejedną doprowadziły one do upadku. Nie dziwmy się przeto, że Kościół przed tańcami usilnie przestrzega i wzywa rodziców, by czuwali nad dziećmi. Na tańce obrażające moralność chrześcijańską żaden dobry katolik nie udzieli lokalu, sam nie pójdzie i dzieciom swoim pójść nie pozwoli.

    Cytat za: Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 435.

    KS. DON LUIGI SATORI (list z 18 czerwca 1903r. do biskupa Williama George McCluskey):

    Czytałem w Evening Times z Cumberland w Maryland 17 czerwca 1903 r. wasz dekret potępiający tańce wszelkiego rodzaju na wszelkich jarmarkach, piknikach, zabawach i wycieczkach, podający jako powód potępienia „szokująco nieprzyzwoity styl współczesnego tańca”. Macie rację, walc jest charakterystyczny dla tańców w parach i razem z polką, galopadą, mazurkiem i innymi tańcami tego rodzaju stanowi dziś najbardziej śmiały i bezwstydny, rozpustny harmider w kraju, grożąc obaleniem autorytetu biskupów i księży przez swobodę stręczenia do cielesnych namiętności. Współczesny taniec wyższych i niższych klas społecznych to nie cywilizacja ale czysta demonizacja. To nic innego jak grzeszne zaspokojenie ciała. Niech katolicy i katolickie towarzystwa wstydzą się praktykować współczesny taniec, który jest otwartą zniewagą Chrystusa i jego niepokalanego Kościoła. Gratulując Jego Lordowskiej Mości, jej w porę zajętego i szlachetnego stanowiska w swojej diecezji i żywiąc nadzieję, że reszta waszych Towarzyszy Biskupów, podąży za waszym godnym pochwały przykładem„.

    Cytat za: „Immorality of Modern Dances”, New York 1904, s. 60 – 61. Patrz: http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M14918%29%29

    DEKRET II SYNODU PLENARNEGO W BALTIMORE Z 1868 ROKU:

    Uważamy za swój obowiązek ostrzec naszych wiernych przeciw tym rozrywkom, które łatwo mogą się dla nich stać okazją do grzechu, a zwłaszcza przeciw owym modnym tańcom, które w swojej obecnej postaci występują przeciwko wszelkiemu poczuciu przyzwoitości i stosowności i obfitują w wszelkie zagrożenia dla moralności. (…) Niech atakują i śmiało potępiają nieskromne tańce, które z każdym dniem stają się coraz bardziej popularne. Niech napominają wiernych jak bardzo grzeszą, nie tylko przeciw Bogu, lecz przeciw społeczeństwu, przeciw swoim rodzinom i przeciw sobie samym, ci, którzy biorą udział w tych tańcach lub przynajmniej zdają się jej aprobować przez swoją obecność. Niech uczą zwłaszcza rodziców, jak poważnej dopuszczają się winy, kiedy wystawiają swoich młodych synów i córki na niebezpieczeństwo utraty czystości i niewinności umysłu, pozwalając, aby w ten sposób wpadli w sidła diabła (…) Jako Ojcowie Drugiego Plenarnego Soboru, w Baltimore w swoim liście pastoralnym do wiernych, całkowicie potępiliśmy te tańce, które są powszechnie nazywane WALCAMI I TAŃCAMI TOWARZYSKIMI, postanawiamy, że nie mają one być nauczane ani tolerowane w collegeach, akademiach i szkołach diecezji, nawet celem rekreacji osób tej samej płci„.

    Cytat za: Rev. Mgr. DON LUIGI SATORI., „Modern Dances”, St. Joseph’s Printing Office, Collegville, 1910, s. 35.

    Zobacz: http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M20814%29%29

    ŚW. EFREM:

    Gdzie taniec, tam płaczą aniołowie, a czart obchodzi swoją uroczystość (…) Któż pokaże kiedy w Piśmie świętym, że wolno chrześcijanom tańczyć? Któryż z proroków tego nauczał? Który Ewangelista to upoważnia? W jakiejże apostolskiej księdze znajduje się, aby jeden tekst sprzyjający tańcom? Jeżeli podobna zabawa może być pozwolona chrześcijanom; to trzeba chyba powiedzieć, że przepełnione są błędami: Prawo (Mojżesza), Prorocy, pisma Apostołów i Ewangelistów. Lecz jeśli wszystkie słowa w tych świętych księgach są prawdziwe i natchnione od Boga, jak są w rzeczy samej; to niezaprzeczalną rzeczą jest, że nie wolno jest chrześcijanom szukać tego rodzaju rozrywek” .

    Cytat za: Cytat za: Ks. Antoni Lorens, „Tańce w świetle moralności katolickiej” w „Powściągliwość i Praca”, październik – listopad 1933, a także: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 422.

    ŚW. CYPRIAN:

    Fakt, że Dawid przewodził tańcom w obecności Boga nie jest usprawiedliwieniem dla wiernych chrześcijan do zajmowania siedzeń w publicznych teatrach. Ponieważ Dawid nie wykręcał kończyn w obscenicznych ruchach. On nie przedstawiał w swoim tańcu pożądliwej greckiej opowieści (…) Czego się uczą w tańcach? Na co tam patrzą? Weszli tu z niewinnością; wychodzą występni. Jesteś wprawdzie dziewicą ciałem i myślą, ale niewinność oczu twoich, uszu twoich, mowy twojej, nie pozostała bez skazy. Nie rzucasz na nikogo niewstydliwego spojrzenia; nie, ale sama jesteś jego przedmiotem. Nie kalasz oczu twoich występną pożądliwością; zawsze jednak winna jesteś żądz, które zapalasz w innych” .

    Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów„, Wilno 1863, s. 281.

    ŚW. PIOTR CHRYZOLOG:

    Dlaczego tak bardzo zabiegasz o przyjemności? Zwykłe przeziębienie może położyć im koniec; jedna godzina może oddzielić cię na wieki od tych, z którymi zwykłaś tańczyć. W jednej godzinie te stopy, które Bóg dał ci, aby skromnie chodzić, a z których robiłaś tak zły użytek, mogą być nieruchome, sztywne przez śmierć. Wtedy wszyscy ci, którzy byli towarzyszami twoich rozrywek opuszczą cię. Nikt nie będzie teraz bliżej ciebie niż demony, którym byłaś posłuszna, a które czekały na pozwolenie Zbawiciela, by zabrać twoją niegodziwą duszę do piekła; gdyż nie możesz oczekiwać, że będziesz radować się z aniołami w niebie po tym, jak bawiłaś się demonami na ziemi.

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 60 – 61.

    KS. WŁADYSŁAW WICHER:

    Wreszcie WIELE tańców nowoczesnych obliczonych jest na grubą zmysłowość i budzenie instynktu erotycznego: teksty śpiewek, muzyka, pewne dwuznaczne i nieraz wprost seksualne ruchy muszą obudzić czujność katolików, skoro nawet ludzie areligijni zwrócili na to uwagę”.

    Cytat za: Ks. Prof. Dr. Władysław Wicher, „Teologia moralna”, cz. I, Kraków 1958, s. 179.

    BISKUP WILLIAM GEORGE McCLUSKEY Z LOUISVILLE W KENTUCKY, DEKRET Z 16 CZERWCA 1903 ROKU:

    W obliczu szokująco nieprzyzwoitego stylu współczesnego tańca ZAKAZUJEMY TAŃCÓW WSZELKIEGO RODZAJU na wszelkich jarmarkach, piknikach zabawach czy wycieczkach.”

    Cytat za: „Immorality of Modern Dances”, New York 1904, s. 59. Patrz: http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M14917%29%29:

    PIUS XI (encyklika „Ubi Arcano”):

    Jak wielki zanik skromności w ubiorach, przede wszystkim zaś w tańcach, jak wielka płochość niewiast i .młodych dziewcząt, wywołujących zbytkami swymi nienawiść biednych.

    KATECHIZM CZYLI NAUKA CHRZEŚCIJAŃSKA (1785):

    Same z siebie nakłaniają do nierządu obnażenia nieskromne, książki, malowidła nieprzystojne, komedie, BALE, TAŃCE, poufałości między osobami różnej płci, to wszystko nakłania samo z siebie do nieczystości” .

    ŚW. KAROL BOROMEUSZ:

    Tańce światowe są kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy. Stąd pochodzi, że RZADKO, albo nawet NIGDY TANIEC NIE JEST BEZ GRZECHU (…) „Taniec to genialny wynalazek dla psucia obyczajów. Jest on źródłem złych myśli, nieczystych wyrażeń, cudzołóstw, najbardziej haniebnych aktów nieczystości, kłótni i zabójstw. Odciąga wiele osób od ich religijnych powinności, od modlitwy, świętych czytań i czyni ich obojętnymi na wskazówki, których tak bardzo potrzebują. Nie da się tam uczęszczać bez częstego i poważnego obrażania Boga. Czy ktokolwiek może pragnąć swojego zbawienia i wystawiać się na tak wielkie zło, jakim są nieszczęsne owoce tańców?

    Cytat za: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 423

    KONFERENCJA EPISKOPATU AUSTRII (1925 r.):

    Modne tańce – będąc PRAWIE WSZYSTKIE najgorszego pochodzenia – grożą skromności i wstydliwości i nie mogą być bezwarunkowo dłużej cierpiane, choćby nawet z nich usunięto najgrubszą zmysłowość”.

    Cytat za: Ks. Stanisław Szarek, „Walka z niemoralnością„, Lwów 1929, s. 12-13.

    KS. MACIEJ SIENIATYCKI:

    Tańce najnowsze są WSZYSTKIE GODNE POTĘPIENIA, dla nagannej swobody tańczących. Trzeba tedy za zasadę postawić, że z wyjątkiem na pewnych zebraniach familijnych, tańce są zakazane, tem bardziej trzeba się wstrzymywać”

    Cytat za: Ks. M. Sieniatycki, „Etyka katolicka. Podręcznik szkolny”, Kraków 1931.

    ŚW. AMBROŻY:

    Dziewczyna, która lubi taniec, nie lubi czystości (…) Tańce są zbiorem nieprawości, trumną niewinności i grobem czystości” .

    Cytat za: Ks. Antoni Lorens, „Tańce w świetle moralności katolickiej” w „Powściągliwość i Praca”, październik – listopad 1933; Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 422; zobacz także: Czesław Lechicki „W walce z demoralizacją„, t.1,s.86,1932).

    BENEDYKT XV (encyklika „Sacra Propediem):

    Pomijamy tutaj tańce, jedne gorsze od drugiego, które niedawno przedostały się od ludów barbarzyńskich do zwyczajów narodów kulturalnych, a będące NAJSKUTECZNIEJSZYM ŚRODKIEM DO POZBYCIA SIĘ WSZELKIEJ WSTYDLIWOŚCI„.

    ŚW. JAN CHRYZOSTOM:

    W KAŻDYM TAŃCU czart bierze udział, a miejsce gdzie się tańce odbywają jest prawdziwą świątynią diabelską (…) Gdyby w noc ciemną tyle gwiazd oświecało niebo, ile grzechów śmiertelnych dzieje się przy tańcach, ciemna noc przemieniłaby się w dzień jasny” .

    Ks. Antoni Lorens, „Tańce w świetle moralności katolickiej” w „Powściągliwość i Praca”, październik – listopad 1933. Patrz też: „Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów„, Tom II, ” O Przykazaniach”, Poznań 1910, s. 533.

    ŚW. HIERONIM:

    Cóż powiem o owych tańcach ognistych, o symfoniach miękkich i zwodniczych? Czyliż nie sam szatan przychodzi osobiście brać udział w tych zabawach, i tańczy przy tej muzyce?” .

    Cytat za: ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej.”

    ŚW. BAZYLI WIELKI:

    Tańce to: „szkoły rozpusty”. ” Młode kobiety, które kochają taniec, tracą bojaźń Bożą i gardzą ogniem piekielnym; dalekie od zadumy, od rozważania o tym straszliwym dniu gdy otworzą się niebiosa i kiedy suwerenny Sędzia żywych i umarłych zstąpi, by odpłacić wszystkim stosownie do ich czynów; dalekie od tego by starać się oczyścić swe serca z wszelkiej złej myśli i zetrzeć łzami grzechy, które popełniły, zrzucają jarzmo Boga, depczą jego święte prawo, zrzucają zasłonę, której wymaga przyzwoitość; wystawiają się, bez wstydu, na spojrzenia mężczyzn; przybierają nieprzyzwoity wygląd, śmieją się nieskromnie i postępują w sposób, który nie przystoi ani ich wiekowi, ani płci; zachowują się jak oszalałe i wzbudzają swoim zachowaniem żądze w młodych mężczyznach.”

    Cytat za: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 422.; a także: Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 57.

    SYLWIUS:

    Kiedy rozważymy prawdopodobne niebezpieczeństwo, które może spotkać czyjąś duszę i na które wystawiamy dusze naszych sąsiadów, musimy dojść do wniosku, że NIE ŁATWO IŚĆ na wspólne tańce BEZ POPEŁNIENIA GRZECHU„.

    KLEMENS ALEKSANDRYJSKI:

    Poza (kościołem) zabawiają się oni głupio niegodziwą rozrywką … zajęci grą na flecie, TAŃCEM, pijaństwem i wszelkimi rodzajami głupoty” .

    Cytat za: David W. Bercot, „A Dictionary of Early Christian Beliefs. A Reference Guide to More Than 700 Topics Discussed by the Early Church Fathers”, Hendricson Publishers, 1998, s. 187.

    ORYGENES:

    Odwróciliśmy kobiety od niemoralnego życia … od wszelkiego rodzaju szalonego pożądania teatru i TAŃCÓW” .

    Cytat za: David W. Bercot, „A Dictionary of Early Christian Beliefs. A Reference Guide to More Than 700 Topics Discussed by the Early Church Fathers”, Hendricson Publishers, 1998, s. 187.

    ŚW. ALFONS MARIA LIGUORI:

    Rodzice powinni zabronić swym dzieciom chodzenia na zabawy z maskami, na muzyki z TAŃCAMI i NA granie komedyj„.

    Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego” wydany nakładem Towarzystwa św. Michała Archanioła, s. 72, 1931 r.

    ŚW. CEZARY Z ARLES:

    (Taniec to): „najbardziej nikczemne i nieludzkie działanie„.

    ŚW. JAN KANTY:

    (Tańce są) „procesjami diabła”

    Cytat za: Maria Kowalczykówna, „Tańce i zabawy w świetle rękopisów średniowiecznych Biblioteki Jagiellońskiej”, Kraków 1985, s. 79.

    TERTULIAN:

    (miejsca, gdzie odbywają się tańce to) „świątynie Wenery; stek nieczystości” .

    Cytat za: Ks. J. Gaume, ” Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 422

    BENEDYKT XIV:

    „Ze względu na sposób, w który teraz się odbywają, tańce z ledwością mogą być dozwolone, PONIEWAŻ, W WIĘKSZOŚCI SĄ ONE OKAZJĄ DO GRZECHU.”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. VII.

    BISKUP LEFEVRE, LIST PASTERSKI DO KSIĘŻY I WIERNYCH W DIECEZJI DETROIT, październik 1850 roku:

    Naszym czasom przypadł zaszczyt dodania do słownika naszego języka słowa „bal charytatywny” i nauczania, że to, co obraża Boga, bluźni naszej religii i jest kamieniem potknięcia dla mnóstwa dusz, które znajdują w tym zarówno duchową jak i doczesną zgubę, to może być prawe, a nawet godne pochwały, ze względu na ulgę, jaką może przynieść biednym, itp.; innymi słowy, że cel uświęca środki, jakby nie były występne same w sobie, lub towarzyszące im okoliczności. Jesteś przekonany, a my to głośno oświadczamy, że trzeba dawać jałmużnę według nauk naszego Pana; pamiętaj jednak że ten Bóg, nieskończenie mądry, nie może być obojętny na sposób, w jaki spełniasz dzieła miłosierdzia, aby to mogło odpowiadać Jego planowi i być dla ciebie zasługą.” „Gdyż aby jakakolwiek dzieło mogło być naprawdę dobre, nie wystarczy, by było dobre w pewnym względzie, lub w w okolicznościach, które mu towarzyszą, ale musi być dobre pod każdym względem – w swoim przedmiocie, który powinien być proporcjonalny do działania, w swoim celu i okolicznościach, które powinny być w harmonii z samym aktem; w końcu, w swojej intencji, którą powinno być nic innego jak dobro aktu. Jeśli zabraknie tylko jednego z tych warunków, to nie tylko dzieło przestaje być dobre, ale staje się występne i wstrętne w oczach Boga – staje się grzechem. Czy po tym, możemy sobie wyobrazić, że Bóg przyjmie jako prawy i chwalebny akt tak zwanego miłosierdzia, dokonany z pomocą balów i tańców, wśród tych wszystkich niebezpiecznych i występnych okoliczności, które, szczególnie w naszych czasach, im towarzyszą? Czy nie służy to obalaniu wszelkich zasad chrześcijańskiej moralności i znieważaniu Boga, przez udawanie, że wykonuje się miłe Jemu działanie, podczas gdy posługujemy się się środkami, których On Sam zabronił; które Kościół, zawsze prowadzony przez Ducha Świętego, potępia.; o których fatalnych skutkach zaświadczają na podstawie własnego doświadczenia nawet ludzie tego świata, i którym poganie, mimo swobody swoich obyczajów, przydali piętno hańby?

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. VIII – IX.

    III SYNOD W TOLEDO (589 r.):

    (nakazuje) „aby bezbożny zwyczaj, wprowadzony przez ludzi, poświęcania czasu na tańce i śpiewanie nieprzyzwoitych pieśni w dni świąteczne, zamiast udziału w nabożeństwie, został całkowicie zniesiony; nie tylko dlatego, że ludzie ci szkodzą własnym duszom, ale również przeszkadzają, przez hałas jaki czynią, pobożności bardziej religijnych chrześcijan.”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 63 – 64.

    SYNOD W TRULLO:

    „ Potępiamy się i znosimy publiczne tańce kobiet, gdyż pociągają za sobą wiele błędów i zgubę wielu dusz.

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 64.

    SYNOD W RZYMIE (826 r.):

    Są pewne osoby, które skłaniają ludzi do przychodzenia na święta, nie na godziwe i święte widowiska, jak to być powinno, ale aby tańczyć i śpiewać nieprzyzwoite pieśni. Jeśli ci, którzy tak czynią przychodzą do kościoła z kilkoma grzechami, to wychodzą w wieloma

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 65 – 66.

    SYNOD W ROUEN (1581 r.):

    Potępiamy złe i nieprzyzwoite rozrywki, tańce, jako pełne szaleństwa; słowem, wszystko to co zmierza do nieczystości i profanacji dni świątecznych”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 66.

    SYNOD W RHEIMS (1583 R.):

    zakazuje profanowania świąt przez „zabawy i tańce

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 66.

    SYNOD W TOURS:

    zakazuje tańców pod groźbą ekskomuniki: „gdyż sprzeciwia się to wszelkiemu rozsądkowi i dyscyplinie, aby wierni pozwalali odwodzić się sztuczkami i atrakcjami diabła od udziału w swoich powinnościach i modlitwach w dni, które są na nie przeznaczone, aby łagodzić Boży gniew i zyskiwać przebaczenie za grzechy”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 66-67.

    SYNOD W NARBONNE (17 WIEK):

    zakazuje tańców zwłaszcza w dni świąteczne: „z obawy, że Bóg może nas oskarżyć, jak to wcześniej czynił wobec Żydów, ze względu na sposób w jaki obchodzili swoje dni świąteczne, oświadczając im ustami proroka Izajasza: „Obrzydłe mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań;” to znaczy – nienawidzę waszych świąt, chociaż pochodzą ode mnie; nie służą już one mojej czci; ale kochacie je ze względu na niegodziwą profanację, którą z nich czynicie i wykroczenia, jakich się na nich dopuszczacie.”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 67 – 68.

    SYNOD W KONSTANTYNOPOLU:

    Tańce publiczne są zabronione pod groźbą ekskomuniki „

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n064rp_Balls-01.htm

    ARCYBISKUP WALSH (LIST PASTERSKI DO WIERNYCH DIECEZJI DUBLIN):

    Nigdy nie angażujcie się w te niewłaściwe tańce sprowadzone z innych krajów, które zachowują obce nazwy, takie jak POLKI I WALCE, tak odrażające dla pojęć surowej moralności, że są potępiane przez wielu spośród najważniejszych i najbardziej szanowanych członków społeczności i stoją w jawnej sprzeczności z czystością i skromnością kobiecego charakteru, jaką zawsze wyróżniała się Irlandia.

    Cytat za: Cytat za: „Immorality of Modern Dances”, New York 1904, s. 59. Patrz: http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M14917%29%29:

    JEAN B. BOUVIER:

    Uczestniczenie na poważnie w balach, ze względu na nieprzyzwoity ubiór, sposób tańca, słowa, śpiew, TO POPEŁNIENIE GRZECHU ŚMIERTELNEGO, zatem taniec niemiecki, pospolicie nazywany „WALCEM”, nigdy dozwolony być nie może.

    Cytat za: Rev. Mgr. Don Luigi Satori, „Modern Dances”, St. Joseph’s Printing Office, Collegville, Ind. 1910, s. 31. Patrz też: http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M20812%29%29:

    JEAN PIERRE GURY SJ:

    W powszechnej praktyce, powinno się w miarę możliwości zapobiegać wszelkim tańcom pomiędzy osobami różnej płci; ponieważ prze sposób, w jaki są teraz zwykle prowadzone, są one, w przeważającej mierze, bardzo niebezpieczne. Stąd księża w parafiach i spowiednicy powinni, ze wszystkich swoich sił, odciągać od nich swoich parafian i penitentów. Tak powszechnie nauczają doktorzy naszych czasów i kierownicy duchowi. (…) „Jest oczywistym, że nieprzyzwoite bale, z powodu nieskromności ubioru i sposobu tańczenia, słów, gestów, piosenek, są zawsze surowo niedozwolone. Pośród takich tańców, zdaniem wielu teologów, należy wyodrębnić współczesne tańce nazywane w języku francuskim la Walse, la Polka, le Galop i inne tego samego rodzaju”.

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. VII. Patrz też:

    http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28M20812%29%29

    ŚW. ANTONIN (arcybiskup Florencji):

    Czytamy w Apokalipsie, że na dźwięk piątej trąby anioła, otchłań została otwarta, podniósł się dym jak z pieca; z tego dymu wyszła szarańcza, która rozeszła się po całym świecie, i której dano władzę dręczenia mieszkańców ziemi jak skorpiony. Ta szarańcza była niczym konie gotowe do bitwy; a na jej głowie, jakby korony ze złota, a włosy jej jakby włosy kobiet, a zęby jakby lwów.”

    Ta szarańcza to tancerze; a jama z której wychodzą to dno piekła; jako że miłość do tańca jest inspirowana przez diabła, który rezyduje w piekle. Dym z pieca, z którego wychodzi szarańcza, symbolizuje duchowe opary i skutki nieczystości, z której zrodziły się tańce. Szarańcza, która miała, jak gdyby, korony ze złota i włosy niczym kobiety, a która była jak konie gotowe do walki, oznacza, że diabły posługują się tancerzami obojga płci, którzy przygotowują się do tańców staranniej niż przy innych okazjach, w celu atakowania i uwodzenia sług Bożych.”Ci, którzy oddają się tej zgubnej rozrywce, przez sam ten czyn uznają samych siebie za wrogów Jezusa Chrystusa; gdyż działają w opozycji do przykazań i sakramentów, które On ustanowił dla uświęcenia grzeszników. Najpierw, występują przeciwko chrztowi, jako że że gwałcą uroczyste obietnice, które na nim składali, że wyrzekają się diabła, całej jego pychy i wszystkich jego dział. Czy można tańczyć nie naśladując Diabła, który tym kieruje, nie będąc przywiązanym do jego pychy, lub nie wykonując jego dzieł, które są grzechem? Występują przeciw bierzmowaniu, ponieważ, po tym jak zostali naznaczeni pieczęcią Jezusa Chrystusa, hańbią Go przez nieprzyzwoite gesty i postawy ciała w tańcu, a tym samym pokazują, że chlubią się pieczęcią i charakterem diabła, od którego pochodzi każda nieskromna rzecz. Grzeszą przeciwko pokucie, ponieważ stawiają przeszkody na drodze pokuty i żalu. Działają przeciwko sakramentowi Eucharystii, gdyż, po tym jak otrzymali Jezusa Chrystusa, krzyżują go ponownie na tych światowych zgromadzeniach. Działają przeciwko sakramentowi małżeństwa, ponieważ taniec rodzi myśli i pragnienia przeciwne wierności małżeńskiej .”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 71 – 74.

    ŚW. ROBERT BELLARMINE:

    Och, gdyby ktoś mógł otworzyć wasze oczy, byście zobaczyli ogromną rzeszę demonów zmieszaną z tancerzami! O, gdyby ktoś mógł sprawić, że zrozumiecie z jakim zapałem owe demony towarzyszą mężczyznom i kobietom zgromadzonym na tańcach, z jaką finezją próbują wzbudzić w sercach mężczyzn pożądanie ku kobiet, a w sercach kobiet ku mężczyznom, iskry, czy raczej ogień, nieczystej miłości, aby uczynić z ich serc piece pożądliwości! O, gdybyście mogli ujrzeć jak te złośliwe duchy radują się z widoku tych, których doprowadziły do grzechu, to dalecy od tego zapału do bywania na balach i tańcach, unikalibyście ich jak ognia.

    Unikaj towarzystwa tych nieczystych duchów, które nieustannie próbują wzbudzać dookoła płomień żądzy. Młody mężczyzna nie może tańczyć z młodą kobietą bez odczuwania iskier nieczystego płomienia. Jeśli cudzołóstwo i wszeteczeństwo są grzechem, to konsekwentnie musi być nim też taniec, gdyż prowadzi do tych rzeczy.

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 74 – 76.

    KATECHIZM RELIGII KATOLICKIEJ DLA DIECEZJI CHEŁMIŃSKIEJ:

    Do nieczystości prowadzą głównie (…) nieskromny ubiór, nieczyste gry i tańce (…)”

    Cytat za: „Katechizm religii katolickiej dla diecezji chełmińskiej”, Grudziądz 1921, s. 66.

    KATECHIZM RZYMSKI WEDŁUG UCHWAŁY ŚWIĘTEGO SOBORU TRYDENCKIEGO:

    Powiada Apostoł: . Ponieważ to samo czynią lubieżne i pieszczone śpiewania i tańce więc pilno się ich strzec potrzeba”

    Cytat za: „Katechizm Rzymski, według uchwały Ś. Soboru Trydentskiego dla Plebanów ułożony”, 1866, s. 420.

    KARDYNAŁ GOUSSET:

    Taniec rzadko, nawet przyzwoity, bywa bez pewnego niebezpieczeństwa: najczęściej bywa niebezpieczny, mniej lub więcej, stosownie do okoliczności i usposobienia tych co na niego uczęszczają; byłoby więc nieroztropnością doradzać go lub pochwalać. Lecz inna rzecz pochwalać taniec, a inna cierpieć go tylko. Pleban uczyni, co tylko mu gorliwość rozsądna uczynić pozwoli, aby powściągnąć tańce i bale od wciskania się do jego parafii. Strzec ma się wszakże posuwać za daleko, z obawy żeby się czasem nie znalazł w potrzebie odwrotu, coby naraziło jego powagę. Jeżeli mimo jego czujności i zachęty taniec wciśnie się i utrwali w jego parafii, powinien go cierpieć (…)

    Cytat za: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, tom I, Warszawa 1858, s. 16.

    ŚW. ANTONI MARIA KLARET:

    Diabeł wynalazł bale dla zguby dziewcząt i rozciągnął je na cały świat jak ogromną sieć, aby chwytać młodych ludzi i poddawać ich swojej tyrańskiej władzy (…) Bogini Venus była modelem powabu i matką cielesnych przyjemności i, z tego powodu, pogańskie dziewczęta , w swoim bałwochwalczym oddaniu, uważały, że najlepszym sposobem uczczenia nieczystej bogini było ofiarowanie przed jej ołtarzem każdego typu nieczystej frywolności. … Prawda jest taka, że tańce mają pogańskie pochodzenie – a co się tyczy tych, praktykowanych obecnie, to tylko diabeł mógł je wymyślić dla psucia młodzieży. W pierwszych trzech wiekach naszej ery, prześladowania i sprzeciw Kościoła wobec wszystkiego, co pochodziło z pogaństwa, stanowiły przeszkodę do korzystania z balów wśród wiernych. Ale po czwartym stuleciu, stopniowo wprowadzano je wśród chrześcijan, a władze kościelne natychmiast ich zakazywały.”

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n065rp_Balls-02.htm

    KS. FELIX DE SARDA Y SALVANY:

    W swoim gorącym pragnieniu zawładnięcia młodzieżą, diabeł wynalazł wiele pęt i sposobów do jej zepsucia: bezbożne czasopisma, obsceniczne przedstawienia teatralne, emocje hazardu, nieczyste tawerny, kasyno czy kabaret, które są niczym innym jak tawerną, w której ludzie noszą czyste koszule. Nie było, dzięki Bogu, miejsca dla systematycznego zepsucia kobiet. …„Tym, czego zatem brakowało, były sposoby „przyzwoitego” zepsucia. Środków zepsucia, które wymazałyby skromność z twarzy, powściągliwość ze spojrzenia i czystość z serca – to co stanowi najcenniejsze niewieście zalety, największe ozdoby chrześcijańskiej panny. To musiało zostać uczynione bez splamienia dobrego imienia tej, która miała być uwiedziona, bez niepokojenia jej sumienia wyrzutami, bez zakłopotania jej uczciwej matki, ale raczej napełniając ją samozadowoleniem i matczyną dumą. Trudno było wymyślić wynalazek, który mógłby sprostać tym wszystkim, na pierwszy rzut oka sprzecznościom. Nie mniej jednak diabeł go znalazł. Była to sala taneczna.”

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n065rp_Balls-02.htm

    BŁ. DYDAK JÓZEF Z KADYKSU:

    Bale to zgromadzenia bogato ubranych mężczyzn i kobiet, których celem jest jest bawić się i radować, nie w zgodzie z Bogiem i duchem, ale naśladując uciechy świata i ciała. Mieszając się razem, tańczą do muzyki różnych instrumentów i może też do słodkich i delikatnych pieśni przez dłuższy czas.”

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n064rp_Balls-01.htm

    O. REMIGIO VILARINO SJ:

    Bale są zdecydowanie grzeszne i występne, ponieważ sposób tańczenia poważnie skłania do grzechu. Dzisiaj posunęliśmy się bardzo daleko i posuwamy się jeszcze dalej, ku naszej hańbie, pozwala się na coraz to nowe tańce, które są coraz bardziej nieprzyzwoite i niebezpieczne.”

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n064rp_Balls-01.htm

    SYNOD W AIX LA CHAPELLE (798 rok):

    nazywa tańce: „niesławnymi rzeczami

    Cytat za: http://www.traditioninaction.org/religious/n064rp_Balls-01.htm

    SOBÓR NICEJSKI II (787 r.):

    Lecz nawet gdy ci, którzy wybrali małżeństwo, dzieci i światowe uczucia, jeśli spożywają posiłek razem, kobiety i mężczyźni, niech się zachowują w sposób nienaganny, niech złożą dzięki w modlitwie Temu, który im dał pożywienie, niech unikają natomiast zwyczaju przyglądania się przedstawieniom teatralnym, słuchania szatańskich śpiewów, patrzenia na muzykujących i tańczące nierządnice. Do tych rzeczy bowiem odnosi się przekleństwo Proroka, który mówi: „Nic, tylko harfy i cytry i wino na ucztach, o sprawę Pana nie dbają, ani nie baczą na dzieła rąk Jego” .

    Cytat za: http://dokumenty-soborow.blogspot.com/2010/05/sobor-nicejski-ii-787r.html

    ŚW. AUGUSTYN:

    Lepiej jest orać w niedzielę, niźli spędzić ją na tańcach

    ” .

    Cytat za: Ks. J. Gaume, ” Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 422.

    O. PIERRE COLLOT:

    Bale (…) były zawsze surowo zabronione”

    Cytat za: o. P. Collot, Doctrinal and scriptural catechism, or, Instructions on the principal truths of the Christian religion, 1862, s. 335.

    OJCIEC SCHERER I OJCIEC LAMPERT O.S.B.:

    Po tym wszystkim co powiedzieliśmy, jak rodzice, którzy posiadają jeszcze zdrowego rozsądku, iskierkę rozumnej miłości dla swoich dzieci; jak dziewczęta, którym pozostało jeszcze poczucie przyzwoitości i bojaźni Boga, mogą zastanawiać się na tym czym są tańce w naszych czasach?„.

    KSIĘGA MISYJNA OJCÓW REDEMPTORYSTÓW:

    Tańce, bale i zabawy są niebezpieczne i zgubne dla młodej kobiety. W zmysłowym tańcu umiera niewinność, a w drodze do domu zostanie pogrzebana. Pierwszy krok na parkiecie, jest przeważnie, pierwszym krokiem do uwiedzenia.”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. VI.

    SYNOD W LAODYCEI (KONIEC IV WIEKU):

    „Chrześcijanie, którzy uczestniczą w przyjęciach weselnych, nie powinni skakać ani tańczyć, lecz z powagą spożyć obiad lub inny posiłek, tak jak to przystoi chrześcijanom” – kanon 53.

    Cytat za: „Synody i Kolekcje Praw, tom IV. Dokumenty synodów od 381 do 431 roku”, Kraków 2010, s. 118.

    NAUKI KATECHIZMOWE UŁOŻONE NA PODSTAWIE RÓŻNYCH AUTORÓW PRZEZ KAPŁANA ARCHIDIECEZJI GNIEŹNIEŃSKIEJ, TOM IV. O PRZYKAZANIACH, POZNAŃ 1910:

    „Tak samo tańce, pominąwszy ich szkodliwość dla zdrowia, są wielką podnietą do grzechów nieczystości i dlatego upomina już Pismo św. starego zakonu (Syr. 9. 4): >> Z taneczniczą nie bądź ustawiczny ani jej nie słuchaj, byś snadź nie zginął jej potężnością<<” – s. 71.

    Oto młode osoby płci obojej, a nieraz i starsi chwytają się, ściskają, przyciskają, – kręcą się jak wicher w koło, nieraz na pół rozebrani, rozpaleni wódką … I tożby miało być bezpiecznym? Jeżeli miłą ci tedy niewinność serca, jeśli kochasz duszę swoją, nie chodż na tańce, nie wdawaj się w tańce!” – s. 71.

    Po co bowiem idziesz zwykle na tańce, czy o sam tylko taniec ci chodzi? O, nie, przynajmniej nie jest to rzecz główna, tobie chodzi o lubieżność, o zmysłowość. Ach, bo co się dzieje zazwyczaj dopiero po tańcach, po drogach, po kątach ciemnych? A jakiż był twój pacierz, gdyś wrócił z tańca? Jeżliś zrobił wtenczas rachunek sumienia, jakżeż on wypadł dla ciebie?” – s. 71 – 72.

    Wiemci, że macie wymówki swoje. Powiadacie: <>. Ale czyś ty owca czy człowiek? Owca idzie jedna za drugą choćby w ogień, aleś ty człowiek. Nie dbaj o żarty, naśmiewiska, bo te czynić będą chyba rozpustnicy, ludzie zaś uczciwi pochwalą ciebie, że się nie narażasz. Nie mów, że bez tańca nie znajdziesz męża, bo czyś człowiek uczciwy będzie żony szukał dla siebie przy tańcu? – <>. Ale czyż to człowiek stworzony dla zabawy? Życie to nie zabawka, to czas drogi, w którym mamy sobie zapracować niebo, lecz jeśli go zmarnujemy, zasłużymy sobie na piekło, gdzie za tańce doczesne będzie płacz i zgrzytanie zębów. – Powiesz: <> – a ja ci powiadam, że wolno wszystko, co nie jest grzechem lub co nie prowadzi do grzechu. – Mówisz: <>. Ależ tak mówi każdy tanecznik i tanecznica każda, jak mało jednak ustrzegło się grzechu przy tańcu, nawet z tych co nie tańczyli, lecz tylko przypatrywali się tańcom. – Powiadasz: <>. Prawda, bez łaski Bożej nie możesz, ale możesz z pomocą Bożą”. – s. 72.

    KONGREGACJA ds. SAKRAMENTÓW I KULTU BOŻEGO (INSTRUKCJA PT. „TANIEC W LITURGII”, 1975 R.):

    Jednakże, te same kryteria i osąd nie mogą być zastosowane w kulturze zachodniej. Tutaj taniec jest związany z miłością, rozrywką, z bezczeszczeniem, z uwalnianiem zmysłów. TAKI TANIEC, OGÓLNIE RZECZ BIORĄC, NIE JEST CZYSTY.”

    Cytat za: http://www.ewtn.com/library/CURIA/CDWDANCE.HTM

    O. HENRI HULOT:

    Łatwo jest zauważyć, że taniec jest pompą diabła, pułapką nieczystego ducha, sztuczką piekła uwodzącą mężczyzn, ogniem, który płonie w sercach młodych, który pobudza w nich różnego rodzaju nieskromne namiętności i naraża je na wielkie niebezpieczeństwo prowadzenia do ruiny.”

    Cytat za: o. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils and most the renowned Theologians of the Church”, Boston 1857, s. 175.

     

    PS. Wszystkich tych, którzy zainteresowani są dokładniejszym poznaniem tradycyjnie katolickiego stanowiska w kwestii tańców damsko-męskich, zachęcam do zapoznania się z następującymi publikacji:

    O. Henri Hulot, „Balls and Dancing Parties Condemned by the Scriptures, Holy Fathers, Holy Councils, and Most Renowned Theologians of the Church

    http://books.google.pl/books?id=j78MAAAAYAAJ&printsec=frontcover&dq=Balls+and+Dancing+Parties+Condemned+by+the+Scriptures,+Holy+Fathers,+Holy+Councils,+and+Most+Renowned+Theologians+of+the+Church&source=bl&ots=GX0xAEsYP8&sig=8tkhSmSrgPzn6u0u_tHDuBK0NIM&hl=pl&ei=lWszTaOaB5HvsgaS3sn5CQ&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1&ved=0CBgQ6AEwAA#v=onepage&q&f=false

    Don Luigi Satori, „Moden Dances”

    http://memory.loc.gov/cgi-bin/query/r?ammem/musdi:@field%28DOCID+@lit%28musdi208%29%29

    Mirosław Salwowski. „O co chodzi z pozamałżeńskimi tańcami damsko-męskimi?”

    http://salwowski.msza.net/pub/o-co-chodzi-z-pozamalzenskimi-tancami-damsko-meskimi-30-pytan.html

    Film autorstwa Gabriela Castillo pt. „Do not go to dances”:

    https://www.youtube.com/watch?v=4JIkDohIC7A

  3. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

     

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

     

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

     

     

  4. Za drugim razem Chrystus przyjdzie nie po to by odpuścić grzechy, ale by je osądzić

    Leave a Comment

    Św. Jan Chryzostom:

    Są dwie paruzje Jezusa Chrystusa: jedna już się dokonała, druga dopiero się dokona. Wszelako przyczyna oraz cel obu tych przyjść nie są takie same. Po raz pierwszy Chrystus przyszedł nie po to, aby osądzić nasze grzechy, lecz aby je odpuścić. Ale za drugim razem przyjdzie nie po to, aby je odpuścić, lecz po to, by osądzić. Dlatego o pierwszym przyjściu Boski Zbawiciel mówi: <<Ja nie przyszedłem świata sądzić, lecz zbawić>> (J 3, 17). Ale o drugim powiada: <<Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w majestacie swoim i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy usiądzie na stolicy majestatu swego. (…) I postawi owce po prawicy swojej, a kozły po (swojej) lewicy. (…) I pójdą ci (ostatni) na mękę wieczną, a sprawiedliwi do życia wiecznego>> (Mt 25, 31, 33, 46)” [1].

    Św. Jan Maria Vianney:

    Teraz zjawia się On, jako surowy i nieubłagany Sędzia! To nie litościwy Pasterz, który szuka zbłąkanych owieczek, żeby im przebaczyć, ale Bóg pomsty, który na zawsze już oddziela grzeszników od sprawiedliwych, w zapalczywości Swojego gniewu karze przewrotnych, a sprawiedliwych zanurza w zdroje wiecznych rozkoszy (…) Niedługo już ten zaślepieniec, który spokojnie żył sobie w grzechu, usłyszy wyrok odrzucenia (…) Naprawdę przyjdzie chwila, w której nie będzie już miłosierdzia[2].

     

    Przypisy: 

    1. Św. Jan Chryzostom, 28 Homilia na Ewangelię św. Jana, par. 1.

    2. Cytat za: „Kazania Proboszcza z Ars„, Warszawa 2009, s. 377, 380.

  5. Wydawnictwo „M” fałszowało pisma św. Jana Vianneya

    Leave a Comment

    Św. Jan Maria Vianney (zwany też „Proboszczem z Ars”) w niejednym punkcie stoi na antypodach mentalności współczesnych, choćby i mocno pobożnych duchownych i świeckich. Ksiądz Vianney piętnował wszelkie zabawy taneczne i bale, jednak dla przeszło 99 procent dzisiejszych katolików niebezpieczeństwo z nimi związane, co najwyżej dotyczy ich wąskiego marginesu. Patron kapłanów polecał swym wiernym usuwać z domów portrety dam z większym dekoltem, a obecnie niewiasty odsłaniające jeszcze więcej niż owe damy ze starych obrazów, nie mają większych problemów by być wyspowiadane i dopuszczone do Komunii świętej. Proboszcz z Ars twierdził, iż łatwość udzielania rozgrzeszenia nałogowym grzesznikom nie jest dla nich dobrodziejstwem, ale okrucieństwem, gdyż tak naprawdę zachęca ich do trwania w złu, jednakże normalną praktykę rzesz spowiedników stanowi dziś dawanie absolucji nawet tym co do których istnieje wręcz pewność, że niedługo po spowiedzi wrócą do swych nieprawości.

    Proboszcz z Ars – czy na pewno chciany Święty?
    Nie łudźmy się zatem. Mimo iż św. Jan Vianney jest patronem wszystkich proboszczów, prawdopodobnie nie byłby mile widziany na wielu plebaniach i w wielu katolickich domach. Słodkawo-cukierkowy nastrój towarzyszący współczesnemu wspominaniu jego osoby prysłby jak bańka mydlana, gdyby ksiądz ten stanął znów przed nami i zaczął powtarzać swe niepopularne nauki. Skoro, postawa i nauczanie św. Proboszcza z Ars są zbyt twarde i niemiłe dla uszu współczesnych katolików, może rodzić się pokusa, by w jakiś sposób je „osłodzić” i „umilić”. Jak to uczynić? Najlepszym ku temu sposobem jest przemilczenie lub zniekształcenie co bardziej „surowych” i wymagających fragmentów jego nauczania. Na drugą z tych dróg – a więc na deformację, a mówiąc bardziej otwarcie sfałszowanie nauczania św. Jana Vianneya – zdecydowało się przed kilku laty, skądinąd, bardzo zasłużone dla spraw katolickich, krakowskie wydawnictwo „M.”. Otóż, w związku z rokiem pod patronatem św. Proboszcza z Ars, pod koniec 2009 roku, nakładem tejże oficyny ukazały się trzy książeczki o następujących tytułach: „Dobra spowiedź”, „Mały katechizm” oraz „Różaniec”. Wszystkie te publikacje, wedle zapewnień redakcji wydawnictwa „M.” miały być wyborem fragmentów kazań i pism św. Jana Vianneya opracowanych na podstawie jego „Kazań niedzielnych i świątecznych” wydanych w języku polskim przez ks. Jakuba Górkę w 1906 roku. Konkretnie i personalnie zaś rzecz ujmując autorem tego wyboru i opracowania jest pan Marek Czekański, który opracował już dla wydawnictwa M kilkanaście podobnych publikacji (ostatnia taka książeczka pod jego redakcją ukazała się w tej oficynie w tym, czyli 2017 roku). Chociaż w zdecydowanej większości treść owych książeczek rzeczywiście pokrywa się z wydaniem kazań św. Proboszcza z Ars z 1906 roku, to jednak „diabeł tkwi w szczegółach” i najwyraźniej ów demon podkusił redaktora owych publikacji, by przynajmniej w dwóch miejscach nieco „złagodzić” surowy ton wypowiedzi ks. Vianneya. Owe „złagodzenia”, a mówiąc bez ogródek fałszerstwa, znajdują się w pierwszej z wymienionych pozycji, a mianowicie książeczce „Dobra spowiedź”. Nie waham się pisać wprost o „fałszerstwach”, gdyż rzeczone ustępy najzwyczajniej w świecie wkładają w usta św. Jana Vianneya słowa, których on nie powiedział.

    Czy św. Jan Vianney piętnował tylko „niektóre” tańce?
    Przechodząc zaś do konkretów; książeczka „Dobra spowiedź” na stronie numer 34 zamieszcza następującą, rzekomą wypowiedź św. Jana Vianneya:

    Do grzechu nieczystości prowadzi złe towarzystwo i próżnowanie. Ponadto: złe książki, bezwstydne obrazy, teatr, kino, niektóre tańce, obfite jedzenie (zwłaszcza mięs) i używanie trunków alkoholowych„.

    Już sama znajomość historii, pozwala stwierdzić, iż powyższe zdania nie mogły paść z ust św. Proboszcza z Ars. Patron wszystkich kapłanów odszedł do wieczności w 1859 roku, a więc na 36 lat przed opatentowaniem przez braci Lumiere, kinematografu. Św. Jan Vianney nie mógł zatem przestrzegać przed kinem, a to z tej prostej przyczyny, iż za jego ziemskiego życia, ono jeszcze nie istniało. Skonfrontowanie zaś przytoczonej wyżej wypowiedzi z treścią kazań Proboszcza z Ars wydanych w 1906 roku – a przypomnijmy, że to rzekomo na nich jest w całości oparta książeczka „Dobra spowiedź” – ujawnia fałszerstwo. Opublikowane w 1906 roku kazania ks. Vianneya odnośnie zabaw tanecznych wypowiadają się, m.in., tak:

    Drugim znakiem prawdziwej skruchy jest staranne unikanie okazyi do grzechu, jak n.p. złych książek, niemoralnych przedstawień teatralnych, balów, tańców, nieskromnych malowideł i piosnek” (cytat za: Tom II, s. 195).

    W innym miejscu owych kazań przeczytać możemy następujące słowa owego świętego:

    Także bale i tańce są pod tym względem bardzo niebezpieczne. Co najmniej trzy czwarte młodych ludzi dostaje się z ich powodu w ręce nieczystego ducha. Nie muszę wam tego dowodzić, bo już to, niestety, wiecie z własnego doświadczenia. Ile złych myśli, ile brudnych pragnień i niemoralnych postępków powodują tańce! Wcale się nie dziwię, że aż osiem synodów francuskich pod ciężkimi karami zabraniało swawolnych zabaw. Ale powie cie mi: Dlaczego niektórzy księża nie traktują tego jako grzech? Powiem tylko tyle, że każdy za siebie zda rachunek przed Bogiem. Dlaczego tylu ludzi się gubi? Dlaczego nie przystępują do Sakramentów Świętych? Dlaczego opuszczają modlitwę? Powodem tego są zabawy i tańce, które przeciągają się do późna w noc. Ile dziewcząt straciło z tego powodu dobre imię – więcej: swoją biedną duszę, niebo i Boga! Św. Augustyn twierdzi, że mniejszym złem byłoby całą niedzielę pracować, niż spędzić ją na tańcach! Tak, moi bracia, dopiero na Sądzie Ostatecznym przekonamy się, że przez te zabawy dziewczęta, które tak lubią na nich bywać, popełniły więcej grzechów, niż mają włosów na głowie. Ile się wtedy zdarza nieczystych spojrzeń, ile pragnień, ile nieskromnych dotknięć, brudnych słów, roznamiętnionych uścisków, ile zazdrości i kłótni? Dobrze powiedział cierpiący Hiob: ( Hi 21, 12 – 13 ). Prorok Ezechiel z rozkazu Boga mówi do Żydów, że za tańce spadnie na nich surowa kara, żeby cały lud Izraela zaczął się tego bać. Św. Jan Chryzostom twierdzi, że patriarchowie Abraham, Izaak i Jakub nie pozwalali wyprawiać pląsów na swoich weselach, bojąc się kary niebios/ Zresztą nie potrzebują na to wyszukiwać długich dowodów. Spytam się was tylko: powiedzcie szczerze – czy chcielibyście umrzeć zaraz po powrocie z tańców? Na pewno nie. Sami jakoś tam przyznacie, że bezsensowne oddawanie się zabawom jest rzeczą zła i że trzeba się z tego spowiadać. Za czasów św. Karola Boromeusza osoby, które prowadziły hulaszczy tryb życia skazywano na surową pokutę, a niekiedy nawet je ekskomunikowano. W godziną śmierci przekonacie się o prawdziwości tego, co mówię, ale dla wielu nie będzie już czasu na poprawę. Tylko ślepi mogą dowodzić, że przy tańcach nie grozi im żadne niebezpieczeństwo. Gdyby tak miało być, to czemu ludzie, którzy chcieli zdobyć niebo, tak starannie unikali zabaw i tańców, dlaczego tak żałowali za wszystkie szaleństwa młodości? Teraz możemy się łudzić, ale kiedyś przyjdzie dzień, w którym spadną nam z oczu łuski – dzień, w którym na nic zdadzą się wszelkie wymówki; w tym dniu innymi oczami będziemy patrzyli na świat” (Cytat za: Błogosławiony X. Jan Maria Vianney. Proboszcz z Ars, „Kazania niedzielne i świąteczne”, Tom I, Lwów 1906, s. 423 – 424).

    Negatywne odniesienia do tańców i balów pojawiają się jeszcze w obydwu tomach kazań Proboszcza z Ars nie raz, jednak w żadnym wypadku nie ma w nich choćby aluzji, iż chodzi w nich o ostrzeżenie tylko przed „niektórymi” bądź „mniejszością” tych rozrywek. Z kolei w pracy „Proboszcz z Ars. Święty Jan Maria Vianney 1786 – 1859.” autorstwa ks. Franciszka Trochu opublikowanej w 2004 i 2009 roku, która zawiera materiał sporządzony na podstawie akt procesu kanonizacyjnego tego wielkiego męża Bożego można wyczytać następujące fragmenty jego kazań: „nie ma ani jednego przykazania Bożego, którego by nie przekraczano przez tańce” ( a nie tylko „niektóre tańce”). Odnajdujemy tam również następującą relację z duszpasterskiej praktyki św. Jana Marii Vianneya:

    Daremnie go zapewniali penitenci z wyższego towarzystwa, klęcząc u stóp jego, że pewni są siebie i zabezpieczeni od przewiny: – grzech uperfumowany nie znajdował w jego oczach łaski. Nie pozwolił uczestniczyć w żadnych balach, ani nawet zjawiać się na nich w roli zwykłego widza. Dziedzice wkrótce po przybyciu nowego proboszcza urządzili w kółku rodzinnym jedną czy dwie zabawy taneczne, ale przez szacunek dla jego zakazu niedługo podobnych zabaw zaniechano” (tamże; s. 117 ).

    Kłamstwo w obronie kłamstwa
    Drugim ewidentnym fałszerstwem zawartym w książeczce „Dobra spowiedź” są rzekome słowa ks. Vianneya na temat kłamstwa. Oto na stronie numer 44 owej publikacji znajduje się następujący fragment: „Tylko wtedy wolno skłamać, jeśliby się mogło kłamstwem uratować większe dobro, życie lub zdrowie„. Tymczasem we wspomnianym wyżej wydaniu „Kazań niedzielnych i świątecznych” autorstwa św. Proboszcza z Ars ( a na których, przypomnijmy to jeszcze raz, rzekomo jest w całości oparta książeczka „Dobra spowiedź”) nie dość, że nie znajdzie się choćby podobnie brzmiącego sformułowania, to zawarte są tam następujące słowa św. Jana Vianneya:

    Pismo św. Starego i Nowego Zakonu przestrzega nas przed kłamstwem. Czynią to i Święci, mówiąc, że nawet dla uratowania świata całego od zagłady nie należałoby kłamać. Choćby nawet przez kłamstwo można z piekła uwolnić potępionych i wprowadzić ich do nieba, nie wolnoby nam było tego uczynić. (…) Choćbmyśmy mogli kogoś uchronić od śmierci kłamstwem, nie wolnoby go popełnić. (…) Dla ocalenia życia i majątku nie wolno zasmucać Boga, bo życie i majątek trwają do czasu, a Bóg i szczęśliwość duszy trwać będą na wieki” (patrz: tom I, s. 138 – 139, 140 – 141).

    Warto zauważyć, iż redaktorzy wydawnictwa M. nieprawdziwie przypisując św. Proboszczowi z Ars opinię o moralnej dopuszczalności pewnego rodzaju kłamstw, tym samym próbują go uczynić winnym głoszenia poważnego błędu doktrynalnego. Zarówno bowiem tradycyjna moralistyka katolicka, jak i oficjalne nauczanie Kościoła bardzo jasno stwierdzają, iż nie wolno kłamać nigdy i nigdzie. Można by na dowód tego podać wiele cytatów, ale ograniczę się w tym miejscu jedynie do kilku z nich:

    Wszystkie te rodzaje kłamstw są grzechem. Nie wolno więc nigdy kłamać, ani dla uniknięcia śmierci i mąk, ani dla zachowania sobie samemu lub innym życia, sławy lub majątku, ani dla ocalenia niewinnego, niesłusznie oskarżonego, ani nawet dla zapewnienia bliźniemu zbawienia”. – Ks. Jean Gaume[1].
    Dlatego też my wnosimy, według św. Augustyna i według św. Tomasza, że nie należy nigdy kłamać , ani w sprawie religii, której gruntem jest prawda; ani pod pozorem chwały Boga, który nie może być uwielbiony tylko przez tryumf prawdy; ani dla odwrócenia grzesznika od zbrodni; ani dla ocalenia życia niewinnemu lub dla pozyskania duszy będącej w niebezpieczeństwie„. – Kardynał Gousset[2].
    Taka jest nauka świętego Augustyna o kłamstwie, a jest ona nauką całego Kościoła. Kłamstwo jest rzeczą złą samą w sobie; nie wolno przeto nigdy kłamać, nawet w celu rozrywki własnej lub dla zabawy innych, lub też dla swego usprawiedliwienia się, lub okazania przysługi bliźniemu. Żadna okoliczność, żaden zamiar, jakkolwiek dobry sam w sobie, nie może oczyścić ze złości tego, co jest z natury swojej złym.” – Ks. Ambroży Guillois[3].
    Nigdy nie można kłamać, ani w żartach, ani dla własnej korzyści, ani dla korzyści kogoś innego, gdyż kłamstwo zawsze jest złem samym w sobie„. – Katechizm św. Piusa X,  cz. III, rozdz. VIII, pyt. 11. [4].

    Jasne nauczanie Kościoła o bezwzględnej niedopuszczalności wszelkiego rodzaju kłamstwa jest jedną z tych prawd i zasad moralności chrześcijańskiej, którą najtrudniej przyjąć i zaakceptować. Redakcja wydawnictwa „M.” (w osobie pana Marka Czekańskiego) nie chciała przyjąć tej twardej nauki, albo też jej nie znała. Czy jednak, w swej obronie moralnej dopuszczalności pewnego rodzaju kłamstw, musieli oni posuwać się do kłamstwa polegającego na przypisywaniu św. Janowi Vianneyowi głoszenia błędu doktrynalnego? Ironicznie można by zapytać, kogo życie i zdrowie redaktorzy owej oficyny chcieli ocalić, kłamliwie wkładając w usta św. Proboszcza z Ars obronę kłamstwa?
    Jak widać nauczanie i postawa św. Jana Marii Vianneya kłuje niektóre serca aż do tego stopnia, iż podejmowane są próby zniekształcenia i sfałszowania co bardziej „surowych” i niewygodnych jego elementów. Jeśli ktoś jednak nie zgadza się ze św. Proboszczem z Ars, to czy zwykła, naturalna, ludzka uczciwość nie nakazuje raczej otwarte powiedzenie tego, aniżeli uciekanie się do kłamstw i przeinaczeń?

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: Ks. Jean Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli wykład jej historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, t. IV, s. 445.

    2. Cytat za: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, Warszawa 1858, s. 269 -270.

    3. Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 379, 383.

    4. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 109.

  6. Czy katolik może słuchać muzyki z podtekstami seksualnymi?

    Leave a Comment

    (Pytanie) „Jeśli w piosence jest kilka fragmentów (o) podtekście seksualnym, odnoszącym się do kobiet, czy z tego powodu nie należy jej słuchać?”

    Wyobraź sobie, że pewnego dnia zakładasz rodzinę: masz piękną żonę i maleńką córeczkę. Córeczka przypomina bardzo twoją żonę i po prostu przeżywasz drugą miłość. Teraz wyobraź sobie, że piosenkę, o której wspomniałeś, ktoś śpiewa o twojej małej księżniczce. Czy zaśpiewałbyś do wtóru? Czy ściągnąłbyś sobie tę piosenkę na komputer, albo też puszczał ją na cały regulator w swoim samochodzie? Pewnie raczej połamałbyś taką płytę. Jeśli tak, to dlaczego zachwycamy się muzyką, która poniża córki naszego niebieskiego Ojca?

    Jaka jest nasza odpowiedź? „Cóż, brzmi super”.

    Przyznaję, że trudno jest odpuścić sobie muzykę, która nam się podoba. Pozbycie się płyt CD, które lubimy może wydawać się czymś w rodzaju amputacji. To boli. W początkach mojego nawrócenia miałem całe stosy płyt z piosenkami, których nie zaśpiewałbym w kościele. Wcale nie chciałem się ich pozbywać. To była „moja” muzyka i podobała mi się. Myślałem: „Nie jestem przez to złym człowiekiem. Przecież to nie tak, że posłucham muzyki i pójdę szukać przygody na jedną noc. Po prostu lubię taką muzykę”. Zatem trzymałem się jej. Pan Bóg jednak jakimś dziwnym trafem domaga się rzeczy, z których nie chcemy zrezygnować.

    Nie chciałem zachowywać się w tej jest kwestii jak ktoś nawiedzony, więc zacząłem od pozbycia się mojej najgorszej płyty. Przychodzi swoiste uczucie pokoju, gdy wiesz, że rezygnujesz z czegoś ze względu na miłość do Boga. Ostatecznie pozbyłem się moich płyt kolejno jedna po drugiej, aż oczyściłem całą kolekcję. Zatem spróbuj! Oddaj Mu to, co masz najgorszego, a On da ci to, co najlepsze.

    Jedna z moich znajomych powiedziała kiedyś: „Jeśli to nie pochodzi od Boga, nie chcę mieć z tym nic wspólnego”. Życie było dla niej czarno-białe i troszczyła się tylko o oddawanie chwały Bogu podczas tej krótkiej chwili, którą On dał jej na ziemi. Święty Jan Vianney miał takie samo spojrzenie na życie. Ujął je następująco: „Dobrym sposobem postępowania jest robić tylko to, co można ofiarować Bogu”. Zatem jeśli wiesz, że utwór ma fragmenty, które nie podobają się Panu Bogu i zapewne zaszkodzą twojej duchowości, posłuchaj czegoś innego. (…)

    Jason Evert, „Jeśli naprawdę mnie kochasz. 100 pytań na temat randek, związków i czystości seksualnej”, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2012, s. 141 – 142.

  7. Jak rozpoznać prawdziwą skruchę?

    Leave a Comment

    Co w praktyce oznacza – będące jednym z warunków dobrej spowiedzi – „mocne postanowienie poprawy”? W jaki sposób możemy rozpoznać, iż nasze postanowienie poprawy rzeczywiście było „mocne”, nie zaś słabe lub chwiejne? Prawdopodobnie niejeden katolik zastanawiał się nieraz nad tego typu pytaniami. W odpowiedzi na nie warto przyjrzeć się pewnym, wyjętym z konkretnego życia, przykładom, a następnie porównać je z tym co na temat dobrego postanowienia poprawy mówi nauczanie katolickie.

    „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”

    Przykład 1. Włodek pracuje, jako handlarz używanych samochodów. Jako, że szef każe mu „nieco koloryzować” prawdę o ich rzeczywistym stanie, Włodek jako katolik ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Zawsze na spowiedzi mówi więc, iż oszukuje swych klientów, żałuje z tego powodu, chciałby przestać to czynić lecz „nie może„, gdyż „nie ma innego wyboru„, w przeciwnym bowiem razie szef wyrzuciłby go z pracy, a o znalezienie nowej posady w obecnych czasach jest przecież ciężko.

    Przykład 2. Zosia jest od kilku lat prostytutką, która dodatkowo ma na utrzymaniu dwójkę swych dzieci. Od pewnego czasu, czuje się ze swym zajęciem bardzo źle. Jest targana pomiędzy obrzydzeniem dla tego co robi, a potężnym strachem, iż w razie rzucenia prostytucji, nie będzie miała dać do jeść swym pociechom, a być może, Grzegorz, jej zawodowy „opiekun” na wieść o opuszczeniu przez nią zawodu, postanowi ją okrutnie zbić. Zosia spowiada się więc księdzu, mówiąc, że „gdyby tylko mogła” zerwała by ze swą profesją, ale na razie „musi to robić„, czekając na dogodniejsze czasy i okoliczności.

    Przykład 3. Paweł w czasie prześladowań chrześcijan złożył hołd figurce hinduistycznego bożka Wisznu. Gdyby tego nie uczynił, najprawdopodobniej zginąłby w okrutnych męczarniach. Po latach wyznaje zapłakany na spowiedzi, że praktykował bałwochwalstwo dodając jednocześnie: „Bardzo tego żałuję, ale musiałem to uczynić„.

    Przykład 4. Irek, przyszły pan młody wie, że jego kumple szykują mu „wieczór kawalerski„. Stałym elementem tego typu imprez jest upicie się z kolegami i obejrzenie występu striptizerki. Irek ma mieszane uczucia, co do tego, czy powinien zgodzić się na udział w tej zabawie – w końcu następnego dnia będzie odprawiał przedmałżeńską spowiedź, zaś za kilka dni stanie na ślubnym kobiercu ze swą wybranką, by przyrzec jej dozgonną miłość i wierność. Przyszły pan młody zwierza się więc swemu najlepszemu koledze Andrzejowi z tych dylematów. Andrzej mu odpowiada: „Stary, przecież to jeden taki wieczór w życiu! Musisz z nami zaszaleć po raz ostatni. Następnego dnia się wyspowiadasz i będzie kwita. Zresztą, może będziesz lekko podchmielony, a nie pijany, zaś na tancerkęłypniesz tylko jednym okiem, poza tym nie będziesz musiał z nią niczego robić. Brachu, nie odmawiaj nam, to byłoby niegrzeczne z twojej strony!”. Paweł ostatecznie wysłuchuje rady swego kumpla.

    Przykład 5. Adam od dłuższego czasu ma duże problemy z pożądliwością seksualną. Od pewnego momentu zaczął on zauważać, iż sięganie przez niego po pornografię oraz praktykowanie masturbacji, nasila się w weekendy, po tym, jak robi ze swymi kolegami „tradycyjną” rundę po klubach dla studentów, pubach i dyskotekach. Oglądane tam widoki (dziewczęta sugestywnie tańczące w bardzo nieskromnych strojach, puszczane z telewizyjnych bimów popularne teledyski) oraz typowe dla tego typu miejsc rozmowy, bynajmniej nie pomagają mu powstrzymać się przed sięgnięciem po „coś mocniejszego„. Adam jest jednak pobożnym katolikiem i zawsze spowiada się z czynionego przez siebie onanizmu oraz oglądania pornografii. Co więcej, w konfesjonale niezmiennie deklaruje, że nie chciałby już więcej tego robić: nie wiedzieć jednak czemu, nie ma on zbytniej determinacji by zaprzestać swych „tradycyjnych” weekendowych „obchodów” po studenckich klubach, pubach i dyskotekach.

    Co łączy wyżej wymienione sytuacje? Choć różna jest powaga przykrości i negatywnych konsekwencji, jakie mogą spotkać ich bohaterów w razie odmowy angażowania w zarysowane w nich zło (ryzyko urażenia kolegów nie jest wszak tym samym co poważne niebezpieczeństwo bycia zabitym, pobitym bądź utracenia możności zapewnienia materialnej egzystencji swym dzieciom), przykłady powyższych zachowań spaja jedna cecha: z jednej strony mamy tu czynienia z żalem za grzechy, ba istnieje ze strony tych ludzi nawet jakaś chęć poprawy, wycofania się z czynionego przez siebie zła, jednakże owa skrucha nie jest na tyle mocna, by w sposób absolutny i bezwzględny zadeklarować, że pragnie się nie czynić już tych nieprawości nigdy i nigdzie więcej. W tych wszystkich aktach skruchy zawsze pojawia się jakiś warunek, jakieś ograniczenie co do stanowczości, z jaką chcemy zerwać ze złem. Innymi słowy: zawsze pojawia się tu jakieś „ale”. Tym „ale” jest chęć ratowania własnego życia, zdrowia, pozycji materialnej, dobrych relacji z kolegami lub też niechęć do całkowitego zerwania z tym wszystkim co prowadzi nas do złego.

    Kolejnym zasadniczym pytaniem, jakie wiąże się z owymi casusami jest to, czy w ogóle można nazwać postawę ich bohaterów mianem „mocnego postanowienia poprawy„? Otóż, wedle nauczania katolickiego, owo nastawienie naszych bohaterów, tym określeniem zwane być nie może. Przyjrzyjmy się wszak, w jaki sposób „dobre postanowienie poprawy” jest definiowane przez Katechizm św. Piusa X:

    Postanowienie poprawy jest dobre gdy jest bezwarunkowe, powszechne i skuteczne.(…) Postanowienie poprawy jest bezwarunkowe, gdy nie ma w nim żadnych ograniczeń co do czasu, miejsca, ani osoby. (…). Postanowienie poprawy jest powszechne, to znaczy, że zamierzamy unikać wszelkich grzechów ciężkich, zarówno tych już popełnionych, jak również tych, które moglibyśmy popełnić. (…).Postanowienie poprawy jest skuteczne, gdy mamy mocną wolę, aby raczej utracić wszystko, niż popełnić na nowo grzech, unikaćniebezpiecznych okazji do grzechu, wykorzenić złe nawyki i wypełnić zobowiązania, które zaciągnęliśmy w następstwie naszych grzechów” (tamże, cz. IV, 61 – 65).

    Postanowienie poprawy, by było „dobre” (innymi słowy „mocne”) musi być więc, m.in.; zakładać:

    1. Brak jakichkolwiek ograniczeń i warunków co do jego spełnienia. Zastrzeżenia w rodzaju „zerwę z tym, ale od jutra”, „skończę z owym grzechem, jak dostanę inną pracę”, stanowią zatem pogwałcenie tego warunku.

    2. Mocna wola „utracenia raczej wszystkiego, niż popełnienia na nowo grzechu”.Mamy więc pragnąć stracić WSZYSTKO (pracę, dom, przyjaciół, zdrowie, a nawet życie) aniżeli popełnić na nowo dany grzech śmiertelny. Jeśli zatem ktoś mówi, że „musiał” daną nieprawość uczynić, gdyż w przeciwnym razie, straciłby pracę, zdrowie lub życie, to oznacza, że ów delikwent tak naprawdę nie rozumie jeszcze czym jest prawdziwie, mocne i dobre postanowienie poprawy.

    3. Wola unikania „bliskich okazji do grzechu”. Jeżeli ktoś widząc, że dane sytuacje, rzeczy czy osoby, zazwyczaj prowadzą go do grzechu, mimo to nie ma determinacji, by trzymać się od nich z daleka, dowodzi tym samym tego, że pozostaje raczej w dyspozycji do popełniania tego zła, aniżeli do zerwania z nim.

    Należy zaznaczyć, iż powyższe warunki nie są elementami tzw. żalu doskonałego (który co prawda bardzo dobrze jest żywić, ale brak go nie wyklucza możności uzyskania rozgrzeszenia przy spowiedzi). Doskonały żal zakłada, iż pragniemy porzucić grzech z miłości do Pana Boga. Aby otrzymać w sposób ważny absolucję wystarczy jednak mieć tzw. żal niedoskonały, który charakteryzuje się żałowaniem za popełnione przez siebie nieprawości z obawy przed Bożą karą lub też z powodu obrzydzenia, jakie mamy względem grzechu. W tym tekście jest mowa o „dobrym postanowieniu poprawy”, które jest czymś innym, niż „żal doskonały”. Nie są to żadne „wygórowane”, „przesadnie surowe” czy „idealistyczne” kanony dobrej skruchy. Po prostu, jeśli w chwili spowiedzi nie ma w nas woli nie popełniania grzechów ciężkich, nigdy, nigdzie i w żadnych okolicznościach, to nie ma mowy o wypełnieniu warunku zwanego „mocnym postanowieniem poprawy”.

    Skrucha prawdziwa czy zwodnicza?

    Nieraz dzieje się tak, iż mimo powtarzanych spowiedzi, ludzie tkwią ciągle w tych samych ciężkich nieprawościach. „Nudzi mnie przystępowanie do spowiedzi. Ciągle mówić o tych samych grzechach …”. Tego rodzaju deklaracje często słyszy się w kontekście sakramentu pokuty. Czy jest więc możliwe, by szczerze żałować za popełnione przez siebie grzechy, pragnąć nigdy już ich więcej nie popełniać (do tego stopnia, iż wolałoby się umrzeć niż zgrzeszyć), być zdeterminowanym unikać bliskich okazji prowadzących do zła – a mimo to przez wiele lat wciąż powracać do dawnych grzechów, czyniąc je, nawet w odstępie dwóch lub trzech dni od ostatniej spowiedzi? Prawdopodobnie niejeden katolik zastanawiał się nieraz nad tego typu pytaniami. Zobaczmy co na ów temat mówi św. Jan Maria Vianney, jeden z najbardziej doświadczonych spowiedników:„Doświadczenie uczy bowiem, że na gołosłownych obietnicach i postanowieniach w żadnym razie polegać nie można. Każdy mówi, że ma żal, że się poprawi. Kapłan wierzy i daje rozgrzeszenie. Ale co się dzieje zaraz po złożeniu tych obietnic, po zadeklarowaniu tych postanowień? Już po kilku dniach widzimy te same grzechy i te same występki! Same przyrzeczenia nie są więc wystarczającym dowodem mocnego postanowienia poprawy. Chrystus mówi, że drzewo poznaje się po owocach – TAKŻE PRAWDZIWĄ SKRUCHĘ POZNAJE SIĘ PO ZMIANIE POSTĘPOWANIA. Nie wystarczy opłakiwać grzechy – trzeba je porzucić i unikać wszystkiego, co na nowo może nas doprowadzić do upadku. A zatem trzeba mieć postanowienie tak mocne, że wolelibyśmy raczej wszystko wycierpieć, niż powrócić do tych samych grzechów. Tak jest. SKORO PO SPOWIEDZI WIDAĆ MAŁO POPRAWY, TO NALEŻY STĄD WNOSIĆ, ŻE BYŁA ONA ZŁA LUB NAWET ŚWIĘTOKRADZKA. Ach, gdyby na trzydzieści absolucji jedna była dobra, świat zaraz by się zmienił! Nie można więc dawać rozgrzeszenia tym, u których nie widać dostatecznych oznak skruchy (…).” „WEDŁUG POWSZECHNEJ NAUKI OJCÓW FAŁSZYWA I ZWODNICZA JEST POKUTA TYCH, U KTÓRYCH NIE WIDAĆ ŻADNEJ POPRAWY. Sobór Trydencki pozwala dać rozgrzeszenie tylko tym, którzy z grzechów powstają, swoich upadków z przeszłości nienawidzą, a wreszcie stanowczo postanawiają się poprawić i zacząć nowe życie. Można często słyszeć niesprawiedliwe zarzuty przeciw co surowszym spowiednikom, że burzą zasady wiary,że wtrącają grzeszników do piekła, że jest rzeczą nieroztropną wymagać od penitentów za wiele. Najmilsi! TAK ROZUMIEJĄ PRZEWAŻNIE CI, KTÓRZY NIE ZASŁUGUJĄ NA ŁASKĘ ROZGRZESZENIA (…).” „Bo co wynika z rozgrzeszania niepoprawnych penitentów? Cały łańcuch świętokradztw! Skoro po ciężkich grzechach z taką łatwością otrzymałeś rozgrzeszenie, to spodziewasz się, że i później tak będzie i dalej pogrążasz się w występkach. I przeciwnie – gdyby ci wtedy odmówiono rozgrzeszenia, byłbyś się przeraził, wszedłbyś w siebie i uznał swoją moralną nędzę i nieszczęście. A tak twoje życie składa się z szeregu łatwych rozgrzeszeń i ponownych upadków. NAPRAWDĘ ŁATWE OTRZYMANIE ROZGRZESZENIA NIE JEST ŻADNYM DOBRODZIEJSTWEM; JEST RACZEJ OKRUCIEŃSTWEM. Święty Cyprian naucza, że spowiednik powinien trzymać się przepisów Kościoła i rozgrzeszać tylko wtedy, kiedy pokutnik okazuje wyraźne oznaki poprawy i przemiany życia.” „(…)Prawdziwy żal nie może nie łączyć się z mocnym postanowieniem poprawy. DOWODEM TAKIEGO MOCNEGO POSTANOWIENIA POPRAWY BĘDZIE PRZEDE WSZYSTKIM GRUNTOWNA ZMIANA ŻYCIA (…). Drugim znakiem prawdziwie mocnego postanowienia poprawy jest staranne unikanie okazji do grzechu – a więc niemoralnych książek, widowisk, wszelkich balów, tańców, nieskromnych obrazów i piosenek (…)” (Cytaty za: „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 2009, ss: 224 – 225, 226, 228 – 229, 214, 215).

    Warto też przypomnieć w tym miejscu słowa Klemensa Aleksandryjskiego: „Nie wolno pozwolić sobie na zaplątanie się w te same grzechy, tak żeby musieć powtórnie dokonywać skruchy. Przecież taka częsta skrucha to raczej ćwiczenie się w grzechach oraz nabieranie do nich stałej dyspozycji z braku dyscypliny wewnętrznej. Częste żądanie przebaczenia za błędy, których dopuszczamy się często, to raczej pozór skruchy niż prawdziwa skrucha” .

    Zużyta folia czy mocny pancerz?

    Powyższe słowa św. Proboszcza z Ars i Klemensa Aleksandryjskiego mogą się wydawać bardzo surowe, a nawet okrutne i zniechęcające do korzystania ze spowiedzi. Tkwi jednak w nich wielka mądrość i roztropność. O ile bowiem, rzeczywiście nie można wykluczyć tego, iż nawet po dobrych spowiedziach ludzie będą czasami popadać w dawniej popełniane przez siebie grzechy ciężkie, o tyle już czymś bardzo mało prawdopodobnym wydaje się sytuacja polegająca na tym, że autentyczna skrucha nie zaowocuje znacznym i wyraźnym postępem w wykorzenianiu ze swego życia owych nieprawości. Wszak, wedle tradycyjnego nauczania Kościoła owocem dobrej spowiedzi i godnie przyjętej Komunii świętej jest „obrona przed ponownym popadnięciem w grzech” (Katechizm św. Piusa X, cz. IV, p. 123, pp 4) oraz „zachowanie nas od przyszłych grzechów śmiertelnych” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1393, 1395).

    Jesteśmy zatem bronieni i zachowywani przed popadaniem w ciężkie nieprawości. Nie oznacza to, że już nigdy z pewnością poważnie nie upadniemy – wszak ciągle będziemy mieć wolną wolę umożliwiającą nam wybranie zła, a i kuszenie ze strony ciała, świata i szatana nagle nie zniknie. Jednak – jeśli nasza skrucha była dobra – znacznie trudniej będzie nam ponownie popełniać te same grzechy, a co się z tym logicznie wiąże, ich częstotliwość ulegnie wyraźnemu zmniejszeniu. Próba godzenia notorycznego i wieloletniego praktykowania tych samych ciężkich nieprawości z możnością żywienia dobrego postanowienia poprawy tak naprawdę czyni z cudownej Bożej łaski coś w rodzaju starej, zużytej i słabej folii, która zostanie porwana i zniszczona przez co silniejszy poryw wiatru czy deszczu (są to pokusy oraz nasze wady i słabości). Boża łaska jest jednak żelazną zbroją i tarczą za pomocą, której możemy odpierać ataki złego, świata i ciała. Nie kwestionuję tego, iż w przypadku niektórych nałogowych grzeszników rzeczywiście dobra skrucha może współistnieć z wielką łatwością i dużą częstotliwością popadania nawet w ciężkie nieprawości. Sądzę jednak, że nie są to wypadki tak częste, jakby się nam by zdawało. W przypadku bardzo dużej części notorycznych złoczyńców, bardziej pilne zbadanie ich nastawienia do warunków spowiedzi, mogłoby wykazać, iż poważnie zaniedbują oni przynajmniej część z nich (np. ciągle angażują się w sytuacje będące bliskimi okazjami do zła, nie chcą „stracić raczej wszystkiego, aniżeli popełnić na nowo grzech„).

    Miłosierdzie czy lekkomyślność?

    Trudno się zatem dziwić, iż Magisterium Kościoła nieraz przestrzegało przed zbyt łatwym udzielaniem rozgrzeszenia. Bł. Innocenty XI i św. Oficjum dekretem z 5 marca 1679 roku potępili opinię, wedle której spowiadający kapłan powinien udzielić absolucji nawet takim penitentom, co do których nie istnieje prawie żadna nadzieja, że się poprawią, o ile ci ustnie zapewniają, iż żałują za swe grzechy i nie chcą do nich już powracać.

    Katechizm św. Piusa X w odpowiedzi na pytanie „Których penitentów można uznać za źle przygotowanych do otrzymania rozgrzeszenia i którym NALEŻY Z REGUŁY ODMÓWIĆ ROZGRZESZENIA, albo należy je opóźnić?” naucza: „Następujących penitentów należy uznać za źle przygotowanych do otrzymania rozgrzeszenia: (…) 2. Tych, którzy poważnie zaniedbali rachunek sumienia i U KTÓRYCH BRAK OZNAK SKRUCHY I POKUTY (…)5. Tych, którzy nie podejmują środków koniecznych do poprawy ich złych nałogów. 6. Tych, którzy nie chcą unikać bliskiej okazji do grzechu” (tamże, cz. IV, p. 101). Ów kościelny dokument deklaruje też, iż: „Spowiednik, który opóźnia udzielenie rozgrzeszenia, gdyż nie dowierza, że penitent jest dobrze przygotowany, NIE JEST NADMIERNIE SUROWY, A NAWET PRZECIWNIE JEST NADER PRZYCHYLNY PENITENTOWI I POSTĘPUJE JAK DOBRY LEKARZ, który stara się użyć wszystkich dostępnych leków, nawet nieprzyjemnych i bolesnych, aby ratować życie swego pacjenta.” (tamże, cz. IV, p. 102).

    Nie należy więc polegać tylko na ustnych zapewnieniach spowiadającego się o jego żalu i mocnym postanowieniu poprawy. Jeśli nie widać wyraźnych zmian w jego życiu, trzeba domniemywać, iż jego skrucha była zwodnicza, a nie prawdziwa, dlatego też odmówienie w takiej sytuacji rozgrzeszenia jest prawdziwym dobrodziejstwem, a nie okrucieństwem. Ciągłe zaś rozgrzeszanie tych, którzy wciąż wracają do swych starych, ciężkich grzechów, tak naprawdę bardziej zachęca ich do brnięcia w coraz to nowe upadki ( a to choćby z tego względu, iż wyrabia się w penitentach psychologiczny mechanizm „Jeśli tyle razy czyniłem ten sam grzech i zawsze otrzymywałem rozgrzeszenie, to i tym razem je otrzymam”). Można to zobrazować na przykładzie syna, który raz za razem niszczyłby darowany mu przez jego ojca samochód. Ów ojciec za każdym razem po zniszczeniu tego podarunku, szybko darowałby swemu synowi nowe auto. Czy jednak świadomość, że tak czy inaczej, za każdym razem w bardzo krótkim czasie otrzyma się nowy samochód, zachęca o większą dbałość o to, by dotychczasowemu autu nic się nie stało? Jeśli już, to bardziej inspiruje to do zuchwałości i nieodpowiedzialności w postępowaniu z darami taty.

    Czy św. Paweł Apostoł był notorycznym grzesznikiem?

    Wątpliwe jest powoływanie się na słowa Pana Jezusa o tym, iż mamy przebaczać swym bliźnim nie siedem lecz siedemdziesiąt siedem razy, jako argumentu przemawiającego za słusznością bardzo łatwego udzielania rozgrzeszenia.

    Po pierwsze bowiem: te słowa naszego Pana odnoszą się bezpośrednio do relacji międzyludzkich, nie zaś władzy odpuszczania i zatrzymywania grzechów, jaka została powierzona władzom Kościoła. Chodzi w nich więc o to, że zawsze mamy wybaczać i życzyć dobrze wszystkim, nawet tym, którzy często grzeszą przeciw nam, nie wyłączając z tego kręgu tych, którzy są naszymi wrogami.

    Po drugie zaś : Biblia naucza też, że nie należy nawet jadać z tymi, którzy zwą się naszymi braćmi, a jednocześnie są wszetecznikami, pijakami, oszczercami, bałwochwalcami, grabieżcami czy chciwcami (1 Kor 5, 11); iż tego kto grzeszy najpierw należy upomnieć w cztery oczy, później w obecności świadków, następnie donieść Kościołowi, a w przypadku niesłuchania Kościoła grzesznik taki ma być jak poganin i celnik (Mt 18, 17); należy stronić od każdego brata, który żyje nieporządnie (2 Tes 3, 6).

    Innymi słowy, Pismo święte nakazuje, by uporczywie grzeszących chrześcijan po stosownych napomnieniach odsunąć od pełnej jedności z Kościołem (gdyż np. jadanie z kimś jest jest zewnętrznym wyrazem jedności z daną osobą). Taka też była wielowiekowa dyscyplina w Kościele. Chrześcijanie winni obrzydliwości typu cudzołóstwo, bałwochwalstwo, okultyzm czy morderstwo niewinnego, musieli nieraz pokutować przez wiele lat, zanim pasterze Kościoła udzielili im rozgrzeszenia.

    Nie mniej dyskusyjne jest też powoływanie się na słowa św. Pawła Apostoła, w których ten określa swą postawę w słowach: „ Nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czyni ę” (Rzymian 7,15), jako rzekomym dowodzie na możność łączenia złego stylu życia z jednoczesnym szczerym pragnieniem odwrócenia się od grzechów ciężkich. W istocie bowiem życie tego „Apostoła pogan” było świadectwem wielkiej stałości w trwaniu i kroczeniu po raz obranej drodze i sugerowanie jakoby po swym nawróceniu mógł on przez dłuższy czas oddawać się jakimś ciężkim nieprawościom jest co najmniej bardzo kontrowersyjne. O co więc mogło chodzić św. Pawłowi w słowach, które napisał w przytoczonym wyżej fragmencie listu do Rzymian? Najbardziej prawdopodobną interpretacją tych słów jest to, iż miał on tu na myśli czyny, myśli, zaniechania, które tradycyjnie zwiemy „grzechami powszednimi”. Byłoby to jak najbardziej zgodne z postawą wielu innych Świętych, którzy choć sami po swym nawróceniu nie tkwili w ciężkich nieprawościach, to nieraz mówili o sobie w kategoriach bycia „największym grzesznikiem”. Im bardziej bowiem zbliżamy się do Boga, tym mocniej nienawidzimy i brzydzimy się własnymi, choćby i relatywnie małymi grzechami, coraz jaskrawiej widząc ich obrzydliwość i zło.

    Jansenizm czy ortodoksja?

    Krytyka bardzo łatwego (bo polegającego tylko na ustnych deklaracjach penitenta) rozgrzeszania często nazywana jest mianem „jansenistycznej”. Ten zarzut może wydawać się rzeczowy tylko pozornie. Owszem, janseniści w swoim czasie także poddawali krytyce tego rodzaju podejście do sakramentu pokuty, ale nie za to zostali oni potępieni przez Magisterium Kościoła. Pośród kilkudziesięciu tez jansenistów, które zostały uznane przez Stolicę Apostolską za błędne, heretyckie lub w najlepszym wypadku za nieroztropne i nierozważne, nie znajduje się opinia o treści: „Brak przemiany życia jest dowodem na to, iż prawdopodobnie skrucha penitenta była zwodnicza, fałszywa i w takim wypadku kapłan powinien wstrzymać się z udzieleniem rozgrzeszenia” (oczywiście nie ma tam też zdania, które co prawda nie brzmiałoby identycznie, lecz jego sens dał by się ująć w tych słowach). Wskazywanie zaś na to, że któryś z poglądów był podzielany przez jansenistów, a następnie twierdzenie, iż ktokolwiek powtarzający ową opinię dziś jest zwolennikiem jansenizmu jest tyle bezsensowne, co i głupie. Na takiej zasadzie można by wszak twierdzić, że np. sprzeciw wobec aborcji czy homoseksualizmu jest poglądem „fundamentalistycznie protestanckim”, gdyż przecież również wielu protestanckich fundamentalistów potępia te obrzydliwości. W przypadku zaś tematu o którym mowa oskarżenia o jansenizm są tym bardziej absurdalne, gdy zważy się na fakt, iż naukę o tym, iż należy wstrzymywać się z dawaniem rozgrzeszenia tym po których nie widać oznak skruchy i pokuty oraz, że kapłani podobnie czyniący postępują dobrze i właściwie, była promowana przez papieża św. Piusa X (vide: przywołany wyżej Katechizm jego autorstwa). Jest to niedorzeczne dlatego, iż św. Pius X bardzo mocno potępiał jansenizm, zwąc go „okropną herezją”. Podejrzewanie więc owego papieża, iż jednocześnie mógł on wyznawać i popierać stricte jansenistyczne błędy i herezje zakrawa na głupotę. Również kierowanie takich uwag pod adresem św. Proboszcza z Ars jest nie na miejscu. Co prawda już za życia św. Jana Vianneya niesprawiedliwie mu to zarzucano, lecz w trakcie procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego poddano szczegółowej analizie jego wypowiedzi i kazania. Gdyby znaleziono w nich ślady potępionych już wcześniej jansenistycznych błędów i herezji, wyniesienie go na ołtarze byłoby praktycznie niemożliwe.

    Wyludnione konfesjonały?

    W kontekście krytyki zbyt łatwego udzielania rozgrzeszania (a także jasnego przypominania takich warunków spowiedzi jak wola „utraty raczej wszystkiego niż popełnienia na nowo grzechu” ) czasami pojawia się sugestia, iż tego rodzaju postawa doprowadziłaby do wyludnienia konfesjonałów i kościołów. Cóż, doświadczenie pokazuje, że wyludniają się raczej te wspólnoty i kościoły, które „obniżają poprzeczkę” zasad i wymagań, zaś w silę rosną społeczności mające image „wymagających”, „surowych” i „fundamentalistycznych” (dobrym tego przykładem jest islam będący najszybciej rozwijającą się religią świata). Temu kto jednak upiera się przy tej opinii, polecam pochylenie się nad słowami św. Pio z Pietlerciny: „Lepsza mała ilość przekonanych niż tłumy bez wiary”. Cóż wszak z tego, iż zatrzymałoby się w kościołach miliony obrońców aborcji poprzez to, iż złagodziłoby się negatywne stanowisko względem tej zbrodni? Jeśli ci ludzie chcą dalej zdążać do piekła i potrzebują kościołów, gdzie nie będą słyszeć kazań będących dla nich wyrzutem sumienia, to najwyraźniej pomylili oni adresy. Jeżeli pewni notoryczni złoczyńcy chodzą do spowiedzi po to, by „czuć, iż mają czyste sumienie”, zarazem jednak nie chcąc „raczej umrzeć niż zgrzeszyć” oraz unikać bliskich okazji do grzechu, to najwyraźniej pomylili konfesjonał z kozetką u jakiegoś freudystycznego psychoanalityka (ten drugi na pewno znajdzie lepsze wytłumaczenie dla łączenia ciągłego grzeszenia ze szczerą wolą poprawy). Parafrazując św. Pio: „Podpis spowiednika nie jest im potrzebny, by przyjęto ich do piekła”.

    Owoce dobrego drzewa

    Ten artykuł nie ma w swym zamierzeniu zastępować indywidualnego prowadzania poszczególnych penitentów przez spowiadających ich księży. Oczywiście istnieje niemało niuansów i sytuacji granicznych związanych z poruszanymi tu problemami, które wymagają ustaleń i wyjaśnień w konfesjonale. Nie zmienia to jednak faktu, iż są pewne obiektywne i uniwersalne zasady, których powinien trzymać się zarówno penitent jak i spowiednik. Nie można wszak np. powiedzieć, że ksiądz może dawać rozgrzeszenie tym, którzy popełniają ciężkie nieprawości i deklarują, że chcą je dalej czynić. Te obiektywne kanony i zasady nie są kwestią, która może podlegać większym modyfikacjom w ramach indywidualnej spowiedzi. Zamierzeniem powyższego artykułu było po prostu przypomnienie tej ich części, która pomimo swej jasności i oczywistości wydaje się być dziś zapomniana i lekceważona. Celem tego tekstu nie jest również zniechęcanie ludzi do częstego spowiadania się czy przyjmowania Komunii świętej. Z pewnością obie te praktyki – jako takie – są dobre i godne polecenia. Chodzi jedynie o to, byśmy spowiadali się dobrze oraz potrafili odróżniać owoce dobre od złych. Dobrym owocem z pewnością nie jest zaś wieloletnie trwanie w tych samych ciężkich i poważnych nieprawościach, ciągłe ich powtarzanie i wracanie do nich. Dobrym owocem jest gruntowna zmiana życia, porzucenie i niewracanie do grzechów dawniej popełnianych, unikanie bliskich okazji do grzechu. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym prędzej nasze spowiedzi mogą stać się dobre, owocne i wspaniałe. Ale przedtem trzeba mieć odwagę, by powiedzieć, iż „Król jest nagi”.