Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: św. Franciszek Ksawery

  1. Pijaństwo (nie mylić z umiarkowanym piciem) powinno być kryminalizowane

    Możliwość komentowania Pijaństwo (nie mylić z umiarkowanym piciem) powinno być kryminalizowane została wyłączona

    O ile wielu ludzi dostrzega szkody społeczne będące efektem pijaństwa, o tyle bardzo rzadko zdarza się, by ktoś popierał wprowadzenie prawnej karalności (choćby i „tylko” prywatnego) upijania się. W tym artykule zamierzam wskazać na argumenty przemawiające za rozważeniem słuszności takiego postulatu.

    A więc po pierwsze, za kryminalizacją pijaństwa przemawia fakt, iż jest to zachowanie bardzo niebezpieczne dla otoczenia. Nie muszę chyba w tym miejscu rozwodzić się nad tym, ile przestępstw, różnego rodzaju wypadków i chorób powstaje w wyniku upijania się. I wskutek tego grzechu cierpią nie tylko sami pijacy, ale również osoby postronne i niewinne, np. żony i dzieci takich ludzi, ofiary wypadków komunikacyjnych, etc. Pijaka można więc przyrównać do chodzącej i tykającej bomby zegarowej. Nawet jeśli będziemy mieli szczęście, że w danych okolicznościach taka bomba nie wybuchnie i nikogo nie zrani, to ryzyko wystąpienia jej eksplozji jest duże. Podając jeszcze inną analogię: osoba pijana jest jak pirat drogowy – nawet jeśli danego dnia taki „pirat” nikogo nie skrzywdzi, to jego działanie stwarza innym wielki dyskomfort na drodze, a poza tym jest dla nich bardzo niebezpieczne. Libertarianie oraz liberałowie mogą twierdzić, że zachowania niebezpieczne społecznie nie powinny być kryminalizowane, dopóki nie naruszają w bezpośredni sposób czyjejś wolności – ale brakiem zdrowego rozsądku jest utrzymywać taki pogląd! Równie dobrze można by wszak mówić, że jazda po pijanemu nie powinna być prawnie karalna aż do momentu, gdy dany kierowca nie spowoduje wypadku na drodze. Któż jednak w imię „poszanowania wolności” pijaków godziłby się na taki absurd?!?

    Po drugie: pijaństwo często wiąże się z naruszaniem obowiązków sprawiedliwości, jakie zaciągamy wobec swych bliźnich. Mam tu na myśli mężów i ojców, którzy wydają pieniądze na upijanie się, kosztem wydatków potrzebnych dla ich żon oraz dzieci. Można powiedzieć, że w zasadzie każda złotówka, którą pijak przeznacza na swój grzech, a którą powinien wydać na potrzeby swej rodziny, stanowi w rzeczywistości okradanie swej żony i dzieci. Dlatego też tradycyjni moraliści twierdzili, że żony mężczyzn, którzy roztrwaniają pieniądze, mają moralne prawo potajemnie zabierać im pieniądze i nie będzie to z ich strony kradzieżą. Przykładowo, kardynał Thomas M.J. Gousset pisał na ów temat rzecz następującą:

    (…) Nie należy jednak uważać za winną kradzieży żonę, która bierze z dóbr spólności ile jej potrzeba na skromne utrzymanie stosowne do jej stanu, na przyzwoite ubranie dzieci, i inne rzeczy niezbędne dla rodziny, skoro mąż marnotrawca lub skąpiec, nie opatruje ich potrzeb koniecznych.

    Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, Tom I, Warszawa 1858, s. 238.

    Któż zaś ośmieli się przeczyć temu, że zachowania poważnie niesprawiedliwe, niebezpieczne oraz szkodliwe dla innych nie powinny być przedmiotem karnych represji ze stron władz cywilnych?

    ***

    Oczywiście, zdaje sobie sprawę z tego, iż powyższe moje wywody mogą nie wyczerpywać tematu i wobec zasadności prawnego karania pijaństwa niektórzy ludzie będą podnosić pewne argumenty. Postaram się poniżej odpowiedzieć na kilka z możliwych takich kontrargumentów.

    Nawet Prawo Mojżeszowe, które nakazywało karanie wielu grzechów, nie przewidywało karalności pijaństwa.

    Nie jest to prawdą. Prawo Mojżeszowe nakazywało karać (i to śmiercią) przynajmniej za niektóre przypadki pijaństwa. W Starym Zakonie czytamy wszak:

    Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny,  ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu. Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się” (Pwt 21, 18-21 – podkreślenie moje MS).

    Z powyższego Bożego przykazania widzimy zatem, iż pijaństwo miało być karane śmiercią w przypadku, gdy było ono połączone z rozpustą oraz uporczywym nieposłuszeństwem wobec napomnień rodzonego ojca i matki. Nie należy zatem szukać w Piśmie świętym jakiegoś naturalnego prawa do braku kary za pijaństwo ze strony władz cywilnych.

    Poza tym nawet gdyby Prawo Mojżeszowe nie nakazywało nigdy i w żadnym wypadku karać pijaństwa (co nie jest – jak już wyżej wskazałem – prawdą), to i tak nie byłby to jeszcze rozstrzygający argument przeciwko wprowadzeniu takich praw przez chrześcijańskich władców. Prawo Mojżeszowe, choć bowiem było dobre, mądre i sprawiedliwe, to nie we wszystkich swych aspektach reprezentowało tak wysoki poziom moralności co księgi Nowego Testamentu. A z wyższej moralności Nowego Przymierza płyną też czasami konkluzje o charakterze prawnych wskazań dla chrześcijańskich rządzących. Przykładowo, Prawo Mojżeszowe tolerowało rozwody oraz poligamię, ale władcy chrześcijańscy – na ile w danych okolicznościach będzie to roztropne – powinni dążyć do prawnego zakazania tych rzeczy.

    Tradycja krajów katolickich w ciągu wieków nie przewidywała kryminalizacji prywatnie czynionego pijaństwa.

    To też nie jest do końca prawdą, ale nawet gdyby tak było to i tak nie byłby to jeszcze decydujący argument. Czasami bowiem, kraje katolickie potrzebowały wielu wieków, by dojrzeć do uznania słuszności realizacji pewnych prawnych postulatów. Dobrym tego przykładem jest zakaz niewolnictwa, który w krajach katolickich został – miejmy nadzieję ostatecznie – zaprowadzony w XIX wieku.

    A przytoczony kontrargument nie jest do końca prawdą, gdyż da się pokazać przykłady katolickich władców, którzy – czasami aż do przesady – zwalczali za pomocą prawnych represji nawet prywatne pijaństwo. Na czele takowych wymienić należy Brzetysława I Czeskiego (1002 -1055), który to w wydanych przez siebie dekretach nakazał przyłapanych na piciu poddanych wtrącać do więzień aż do czasu zapłacenia przez nich do książęcego skarbca kwoty 300 denarów (Link do informacji na ten temat znajduje się w tym miejscu). Niestety nie dotarłem do informacji na temat tego, czy pod pojęciem „przyłapanych na piciu” należało tu uważać osoby tylko upijające się, czy też pijące z umiarem (w tym drugim wypadku byłaby to oczywiście przesada), jednak, tak czy inaczej, wychodzi na to, że pośród władców katolickich był co najmniej jeden, który karał nawet prywatne pijaństwo. Jako przykład innego z katolickich władców, który zachęcał do prawnego represjonowania pijaństwa, podać można króla Francji św. Ludwika IX, który to w liście do swego syna pisał:

    (…) troszcz się aby grzech został unicestwiony w twoich ziemiach, to znaczy bluźnierstwa i wszystkie rzeczy, które czyni się lub mówi przeciw Bogu, Najświętszej Marii Pannie i świętym, grzechy cielesne, gry w kości, tawerny, lub inne grzechy. Zgnieć wszystko to w swojej ziemi roztropnie i w dobry sposób” (podkreślenie – moje MS).

    Patrz:  Jean de Joinville, „Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002, s. 212-213.

    Jeśli chodzi o bardziej duszpasterskie działania to mogę tu powołać się na przykład św. Franciszka Ksawerego, który na prowadzonych przez siebie misjach nakazywał wtrącanie do aresztu niewiast dopuszczających się pijaństwa:

    Św. Franciszkowi Ksaweremu doniesiono, iż kobiety z Punnaikayal oddają się pijaństwu. Ksawery posłał tam jednego człowieka, jako policjanta, obiecując mu, że za każdą kobietę, którą pochwyci na piciu araku, otrzyma nagrodę jeden „fanam”, winna zaś odsiedzi karę 3-dniowego aresztu.

    Patrz: O. Stanisław Cieślak SJ, „Św. Franciszek Ksawery (Wielcy ludzie Kościoła)”, Kraków 2005, s. 40.

    Widać zatem, iż nie jest w 100 procentach prawdziwy argument o tym, że w historii katolickich krajów i społeczności nie znalazłoby się żadnych przykładów kryminalizacji prywatnego pijaństwa. Ja sam, nie będąc historykiem i nie poddając tego zagadnienia badaniu potrafiłem wynaleźć na to 2-3 przykłady, więc kto wie, ilu tym podobnych działań ze strony władców katolickich doliczyliby się profesjonalni historycy, którzy chcieliby się zająć szczegółową analizą tego tematu.

    Karanie pijaństwa byłoby niepraktyczne, gdyż mogłoby prowadzić do skazywania niewinnych (np. chorych) ludzi.

    Jeśli w tym argumencie chodzi o to, że np. policjant mógłby wziąć za osobę pijaną człowieka tak naprawdę chorego i skierować wniosek o jego ukaranie, to jest to słaby kontrargument. Zwłaszcza dziś, gdy istnieją wszak alkomaty można łatwo wykazać, czy takie rzeczy jak bełkotliwa mowa, niespójność ruchów, itp są wynikiem przebrania miary w piciu alkoholu czy też rzeczywistych chorobowych zaburzeń.

    ***

    Kończąc, pragnę zaznaczyć, iż w żadnym razie, powyższy artykuł nie stanowi poparcia dla postulatu prohibicji. Co innego, wszak picie alkoholu z umiarem oraz ostrożnością (co może być dobre i miłe Bogu), a co innego upijanie się, które nie „tylko” jest grzechem, ale stanowi zachowanie bardzo poważnie szkodliwe społecznie. Rzecz jasna, nie wszystkie grzechy powinny być karane przez władze cywilne, ale te z nich, które w wyraźny sposób szkodzą innym ludziom, należy zwalczać również za pomocą świeckiego miecza (por. Rzymian 13, 1-4). Pijaństwo zaś z pewnością należy do tej kategorii grzechów.

    Mirosław Salwowski

    Źródło obrazka wykorzystanego w artykule:
    https://melmagazine.com/en-us/story/medieval-europe-beer-clean-water

    Przeczytaj też:

    Które grzechy powinny karane przez państwo?

    Czy karanie nieprawości mija się z celem?

    Pomiędzy pijaństwem a prohibicją

    Św. Cezary z Arles: „Zło pijaństwa jest bardzo wielkie i Bogu obrzydłe”

    O tradycyjnie chrześcijańskiej kulturze picia alkoholu

  2. Publiczne palenie złych książek i okultystycznych przedmiotów jest dobre

    Leave a Comment

    Istna medialna burza rozpętała się w związku z, wydawałoby się dość marginalnym wydarzeniem, jakie miało miejsce w jednej z parafii na północy Polski. Otóż w ostatnią niedzielę po Mszy świętej odprawionej w kościele pw. NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej księża, ministranci i lektorzy urządzili swoiste „ognisko” w którego czasie spalili pewną ilość książek i przedmiotów, których treść albo zwyczajowe przeznaczenie mają charakter mniej lub bardziej szkodliwy oraz niebezpieczny duchowo. Na ów „stos” powędrowały więc m.in. książki o Harrym Potterze, publikacje hinduistycznego guru Osho, afrykańska maska obrzędowa oraz amulety w rodzaju figurek w kształcie małych słoników. Fakt upublicznienia tego wydarzenia przez jego organizatorów wywołał całą lawinę nieprzychylnych komentarzy. Bardzo krytyczne głosy na ten temat pojawiły się też po stronie katolickiej. Przykładowo, redaktor naczelny pisma „Więź” Zbigniew Nosowski nazwał całą sprawę „bezdenną głupotą”. Ks. Grzegorz Kramer skomentował owe „ognisko” mianem „wykorzystywania Eucharystii do guseł”. Z kolei Szymon Hołownia w pełnym oburzenia wpisie na swym facebookowym profilu napisał, iż „palenie książek w Gdańsku było pogaństwem”. Niestety, od swoistego „stosu” w wykonaniu księży z gdańskiej parafii odciął się też rzecznik kurii koszalińsko-kołobrzeskiej nazywając tę akcję „nieodpowiednią i kontrowersyjną formą działalności duszpasterskiej”.

     

    Choć bardzo trudno przebić się przez tę medialną burzę potępień i gromów, które spadły na księży z gdańskiej parafii powiedzmy sobie otwarcie – publiczne niszczenie złych książek oraz przedmiotów, których zwyczajowe i normalne przeznaczenie służy popełnianiu tych czy innych niegodziwości, jest jako takie dobre i godne pochwały. Nie jest to samo w sobie złe i na pewno nie zasługuje na falę zjadliwej krytyki, jaka ma obecnie w związku z tym miejsce. Być może niektóre z konkretnych książek spalonych w gdańskiej parafii aż na tak ostre potraktowanie nie zasługiwały (chodzi mi głównie o Harry’ego Pottera, co do którego treści nie mam przekonania, iż jest on tak zły, jak twierdzą niektórzy), jednak sam pomysł publicznego palenia rzeczy, które mają nas prowadzić do złego, jest dobry.

     

    Oczywiście, najczęstszym skojarzenie, które przywoływane jest w związku z omawianym wydarzeniem stanowi nawiązanie do praktyk nazistów w III Rzeszy polegających na tym, iż również oni publicznie palili uznawane przez siebie za złe książki. Tego rodzaju „reductio ad Hitlerum” jest jednak na dłuższą metę bezsensowne. W III Rzeszy budowano wszak też autostrady, karano gwałty i kradzieże – czy to więc oznacza, iż mamy zaprzestać budowania dróg oraz zalegalizować gwałty oraz kradzieże??? Z kolei, w stalinowskiej Rosji na nowo wprowadzono prawny zakaz aborcji. Czy zatem powinniśmy mówić, że dlatego pomysł delegalizacji zabijania nienarodzonych dzieci jest jako taki zły i totalitarny? Tego rodzaju analogie i porównania są absurdalne i nie prowadzą nas do żadnych konstruktywnych wniosków.

     

    Katoliccy krytycy gdańskiego „stosu” nie przejmują się tym, iż te wydarzenie miało swe mocne podstawy biblijne (np. Dz 19, 19, Pwt 7, 25), powtarzając przy tym niczym mantrę slogan o tym, iż „Biblii nie należy rozumieć dosłownie”. Prawdą jest jednak, iż owszem – większą część Pisma świętego (choć oczywiście nie dokładnie każde zawarte tam zdanie) należy rozumieć dosłownie. Istnieją nawet fragmenty Biblii, które Magisterium Kościoła traktuje w sensie dosłownym (np. słowa „To jest Ciało Moje” z Ewangelii św. Łukasza 19, 22), mimo iż na płaszczyźnie czysto racjonalnej mogą one wydawać się wręcz niedorzeczne. Oczywiście, zawsze można sypnąć jak z rękawa tymi cytatami z Pisma św., które nie są rozumiane w kategoriach dosłownych, ale stanowią swego rodzaju hiperboliczną przenośnię (koronnym tego przykładem są słowa Pana Jezusa o odcinaniu sobie dłoni i wyłupywaniu oka -Mk 9, 43-48), ale fakt, iż dajmy na to, jedno na dziesięć zdań z Biblii rzeczywiście ma sens głównie lub wyłącznie niedosłowny, nie oznacza, że w takim razie wszystko co w tej świętej Księdze nie pasuje do naszego sposobu myślenia, należy automatycznie w ten sposób traktować. Równie dobrze wszak i złodzieje oraz cudzołożnicy mogliby usprawiedliwiać swe niecne postępki tłumaczeniem, iż „Pisma świętego nie należy traktować dosłownie” wówczas, gdy ktoś zarzucałby im łamanie biblijnych przykazań o treści „Nie kradnij” (Wj 20, 15) oraz „Nie cudzołóż” (Wj 20, 14). Sprawa tego, które fragmenty Biblii należy interpretować bardziej dosłownie, a które bardziej przenośnie i symbolicznie oczywiście wymagałaby dłuższego wywodu, ale poprzestańmy na razie na tym, iż nie ma żadnych przesłanek tak w samym Piśmie św. jak i Tradycji Kościoła, by twierdzić, iż zawarte w spisanym Słowie Bożym nakazy niszczenia pogańskich bożków (patrz: Pwt 4, 25-26; Lb 33, 51-52) oraz przykład tego, jak nawróceni na chrześcijaństwo mieszkańcy Efezu publicznie palili swe magiczne książki (Dz 19, 19), należałoby traktować w jakiś niedosłowny sposób.

     

    Jednym z powodów, dla których nie należy traktować biblijnych poleceń i przykładów niszczenia rzeczy, które wcześniej były przeznaczone do czynienia zła, w sposób niedosłowny jest fakt, iż wielu Świętych Pańskich rozumiało je dosłownie. Przykładowo, św. Franciszek Ksawery tak pisał o jednym z aspektów swej misyjnej działalności:

    Kiedy dowiaduję się od nich (dzieci pogańskich rodziców – przyp. moje MS) o bałwochwalczych obrzędach, które mają się odbyć w wioskach, (…) zbieram wszystkich chłopców i ruszamy do tych miejsc, gdzie diabeł potraktowany bywa z ich rąk gorzej, niż był uczczony przez ich rodziców. Malcy chwytają za niewielkie, gliniane figurki, tłuką je, rozbijają na proch, opluwają je i depczą po nich nogami Cytat za: Ruth A. Tucker, „Sławni i nieznani”, Warszawa 1995, s. 43).

    Z kolei, św. Cezary z Arles dawał swym chrześcijanom następujące wskazówki:

    Nie dopuszczajcie żadną miarą do naprawiania świątyni pogańskiej, a raczej gdziekolwiek ją spotkacie, dążcie do jej zburzenia i rozebrania. Również święte drzewa wycinajcie z korzeniem. Ołtarze diabelskie doszczętnie niszczcie” (Cytat za: Św. Cezary z Arles, „Kazania do ludu (1-80)„, Kraków 2011, s. 301).

    Błogosłowiona Anna Katarzyna Emmerich w swych pismach twierdziła zaś nawet, iż Pan nasz Jezus Chrystus osobiście brał udział w niszczeniu pogańskich bałwanów:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu” (Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich„, Wrocław 2009, s. 662).

    Można by podawać przykłady jeszcze wielu Świętych Pańskich, którzy w dosłowny sposób traktowali biblijne wezwania do niszczenia pogańskich bożków, ale nie znalazłby się nawet jeden przypadek Świętego, który rozumiałby dosłownie stwierdzenie Pana Jezusa o tym, iż należy uciąć sobie rękę lub wyłupić oko, gdy prowadzą one nas do grzechu. Od razu, wyjaśniam przy tym, iż Orygenes, który dał się wykastrować, nigdy nie został przez Kościół wyniesiony do chwały ołtarzy. Już więc sam fakt, iż wielu Świętych Pańskich rozumiało dosłownie nakazy i przykłady z Pisma świętego na ów temat, wskazuje nam, że bynajmniej nie były one jakimiś hiperbolami czy czystymi symbolami.

     

    Czy gdańskie palenie książek, talizmanów oraz pogańskich amuletów nie było wyrazem nienawiści? Myślę, że tak, było ono takim aktem. Jednak nie ma racji pan Zbigniew Nosowski, który potępiając to wydarzenie, pisze, iż nie ma nienawiści gorszej i lepszej. Oczywiście, że istnieje nienawiść zła oraz nienawiść dobra. Ze złą nienawiścią mamy do czynienia wówczas, gdy życzymy złoczyńcom wszystkiego, co najgorsze, odmawiamy im wszelkiej pomocy, a nawet nie chcemy, by się oni nawrócili. Dobra nienawiść jest jednak skierowana wobec tego, co jest złe oraz bezbożne i jako taka jest ona pochwalana w Piśmie świętym. Psalmista Dawid z natchnienia Ducha Świętego mówi na przykład: „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Ps 97, 10), Pan zaś nasz i Zbawca Jezus Chrystus mówi do lokalnego kościoła w Efezie następujące słowa: „Ale masz tę [zaletę], że nienawidzisz czynów nikolaitów, których to czynów i Ja nienawidzę (Ap 2, 6).

    Nie ma zatem co ulegać medialnej histerii i oburzać się na dzielnych księży z gdańskiej parafii. Postąpili oni dobrze oraz słusznie. Oby więcej takich kapłanów i takich akcji.

     

    Nota od redakcji: Po raz pierwszy artykuł ten ukazał się na portalu Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-palenie-zlych-ksiazek-jest-dobre,124529.html