Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: św. Augustyn z Hippony

  1. Pięć powodów dla których kłamstwa o św. Mikołaju są grzeszne

    Leave a Comment

    Rodzice zwykle nie mówią swym dzieciom, iż takie postaci jak Batman czy Superman istnieją naprawdę. I dobrze, wszak byłoby to kłamstwem. Jednak wielu ojców i wiele matek mówi swym pociechom, że w dniu 6 i/lub 24 grudnia każdego roku konkretny człowiek zwący się św. Mikołajem naprawdę roznosi grzecznym dzieciom prezenty. W naszej kulturze przyzwyczailiśmy się do traktowania tych opowiastek jako „niewinnych kłamstewek”, które nikomu nie szkodzą, a co więcej umilają czas dzieciństwa, czyniąc je bardziej „magicznym” oraz ekscytującym. A może by tak jednak po prostu uznać, że kłamanie dzieciom na ten temat jest, obiektywnie rzecz biorąc, grzeszne oraz niemiłe Bogu, a w związku z tym po prostu nie powinno się tego robić? Poniżej przedstawię pięć powodów, dla których właśnie w ten sposób należy ocenić zwyczaj opowiadania dzieciom zmyślonych informacji o św. Mikołaju, który rokrocznie roznosi prezenty.

    Powód nr 1: Każde kłamstwo jest grzechem.

    Owszem nie każde kłamstwo jest materią grzechu ciężkiego. Nie każde kłamanie grozi więc nam wiecznym ogniem piekielnym. Kłamstwa, które nie mają charakteru egoistycznego i nie przynoszą innym ludziom wielkiej szkody, są materią grzechu powszedniego. Nie zmienia to jednak zasady, iż wszystkie kłamstwa są, tak czy inaczej, niemiłe Panu Bogu. Tak naucza Kościół co najmniej od V wieku, czyli czasu, gdy przeciwko teorii dopuszczającej tzw. kłamstwo użyteczne, czyli mające chronić naszych bliźnich, opowiedział się św. Augustyn z Hippony. Od tego czasu uczą tak papieże, katechizmy, święci, biskupi i prawie wszyscy teologowie katoliccy. Nie jest to więc jedna z opinii teologicznych, które można przyjmować lub odrzucać, ale jest to powszechne, wielowiekowe nauczanie Kościoła, któremu przysługuje w związku z tym dar nieomylności. Owszem, i pomiędzy V a XXI wiekiem teologowie katoliccy nie zgadzali się ze sobą co do pewnych szczegółów tego, w jaki sposób należy definiować kłamstwo, jednak sama zasada, iż nie wolno nigdy kłamać, nie była kwestionowana przez ogromną większość z nich.

    Powód nr 2: Istnieje wielka różnica pomiędzy kłamstwem ratującym życie, a kłamstwami z okazji „Mikołajek”.

    Nawet jeśli ktoś upiera się przy błędnym twierdzeniu, iż moralnie dozwolone jest kłamanie w ekstremalnych okolicznościach (np. po to by uratować komuś życie), to rzeczą niepoważną jest przechodzenie od usprawiedliwiania wskazanych wyżej rodzajów kłamstw do obrony kłamstw w sprawie św. Mikołaja roznoszącego prezenty. Zdrowy rozsądek mówi nam wszak, iż istnieje wielka różnica pomiędzy obiema sytuacjami. W pierwszym przypadku chodzi bowiem o ratowanie ludzkiego życia, w drugim zaś o dodanie dzieciństwu większej porcji emocjonalnego uroku. Tymczasem, te chwile ekscytacji związane z oczekiwaniem na prezenty od „św. Mikołaja” mogą być w łatwy sposób zastąpione przez inne pozytywne, a nie budzące wątpliwości moralnych, rzeczy. Na przykład, dziecko, które nigdy z jednej strony nie było karmione opowieściami o prezentach roznoszonych przez Mikołaja, a z drugiej strony ani razu nie widziało swego ojca pijanym, prawdopodobnie odniesie z tego o wiele większy pożytek niż dziecko, które rokrocznie oczekiwało na św. Mikołaja z workiem pełnych prezentów, ale za to widywało swego rodzica w stanie nietrzeźwym.


    Powód nr 3: Opowieści o Mikołaju nie są „zastrzeżeniem domyślnym”.

    To prawda, że część teologów katolickich uznaje, iż nie jest kłamstwem tzw. zastrzeżenie domyślne, a więc mówienie rzeczy nieprawdziwych w sytuacji, gdy odbiorca takiej informacji może się łatwo domyślić, że nie jest wówczas przekazywana prawda. W wypadku opowieści o św. Mikołaju nie mamy jednak do czynienia z taką sytuacją. Dzieci są bowiem z natury bardziej ufne oraz niedoświadczone życiowo, w związku z czym łatwiej jest je wprowadzić w błąd niż osoby dorosłe. Poza tym, w wielu wypadkach opowieściom o Mikołaju roznoszącym prezenty towarzyszą różne dodatkowe elementy, które mają na celu, by dzieci jeszcze bardziej były utwierdzone w tym błędnym przekonaniu.

    Powód nr 4: Mikołajki uczą dzieci kłamać.

    Wielu ludzi mówi, iż kłamstwa o św. Mikołaju z workiem pełnym prezentów nie są niczym złym, gdyż miło wspominają je ze swego dzieciństwa. Jednak, czy same miłe wspomnienia są dowodem moralnej dobroci i godziwości danego zdarzenia? Czy np. jeśli dwie lesbijki ze wzruszeniem wspominają swój cywilny ślub (kwiaty, patrzenie sobie w oczy, przyrzekanie sobie wzajemnej miłości, łzy wzruszenia w oczach znajomych), to oznacza, że na pewno było to coś dobrego? Oczywiście nie stawiam w tym miejscu znaku równości pomiędzy sodomickim ślubem a okłamywaniem dzieci z okazji Mikołajek. Sodomia jest bowiem czymś o wiele gorszym niż takie kłamstwa. Chodzi mi jednak o to, że same miłe wspomnienia nie są jeszcze wystarczającym argumentem na rzecz godziwości danego zachowania. My ludzie widzimy bowiem tylko cząstkę danej rzeczywistości, a Bóg postrzega ją w całej jej pełni. Jeśli więc Bóg czegoś zakazuje (jak np. kłamstwa) to, mimo iż możemy nie widzieć wielu z negatywnych efektów takiej zabronionej aktywności, to powinniśmy ufać wszechwiedzącemu Stwórcy, że jest ona naprawdę zła.

    Nie trzeba jednak szukać daleko, by wskazać na pewne szkodliwe skutki mikołajkowych kłamstw. Na przykład, niektóre z dzieci wyrastając z wiary w Mikołaja roznoszącego prezenty nabierają też sceptycyzmu co do samej religii jako takiej. Ich rozumowanie jest tu wszak proste: jeśli rodzice mogli mnie okłamywać w sprawie mającej pewien związek z religią (postać św. Mikołaja oraz związane z tym Boże Narodzenie) to mogli mnie też okłamać w innych sprawach tyczących się religii (boskość Chrystusa, wiarygodność Biblii, etc.). Ponadto, zwyczaj mikołajkowych kłamstw może w łatwy sposób przyczyniać się do usprawiedliwiania innych „drobnych kłamstewek”. Nie trzeba zaś chyba specjalnie wskazywać na to, iż kłamanie i oszukiwanie swych bliźnich jest niestety mocno rozpowszechnionym zachowaniem w naszej kulturze. Być może kłamstwa o św. Mikołaju roznoszącym prezenty, są jednym z elementów, które później budują w nas tendencję do coraz częstszego posługiwania się kłamstwem oraz oszustwem w swym życiu.

    Powód nr 5: Nie okazuje się szacunku Świętym Pańskim poprzez kłamstwo.

    Gdzie znajduje się teraz św. Mikołaj? Jego dusza przebywa aktualnie w Niebie, gdzie cieszy się uszczęśliwiającym widzeniem Boga oraz wychwala na wieki Pana naszego i Zbawcę Jezusa Chrystusa. On lepiej niż my żyjący jeszcze na tej Ziemi zna zło i obrzydliwość kłamstwa, dlatego jest absurdem sądzić, że przez okłamywanie dzieci możemy okazywać mu prawdziwy szacunek. Owszem, św. Mikołaj był znany ze swej dobroczynności oraz hojności, dlatego właściwym jest naśladować go np. poprzez obdarowywanie podarunkami naszych bliźnich, ale nie należy dołączać do tego kłamstwa. Świętych Pańskich należy szanować poprzez naśladowanie wzoru, jaki dali swym życiem, a przecież jedną z charakterystycznych ich cech była nienawiść do nawet relatywnie małych grzechów.

    Wniosek

    Z tych wszystkich powodów unikając z jednej strony wyolbrzymiania i nadmiernej demonizacji mikołajkowych kłamstw, ale także dostrzegając wagę zła wszystkich choćby i najmniejszych grzechów, nie należy usprawiedliwiać omawianego w tym artykule zwyczaju. Kłamstwo to kłamstwo drodzy rodzice. Nie pójdziecie oczywiście do piekła z tego powodu, iż powiecie swym dzieciom, że Mikołaj przyniósł im prezenty. Nie mniej jednak i tak nie będzie się to podobać Bogu. Po prostu Mu zaufajcie i przestańcie okłamywać swe dzieci.

    Mirosław Salwowski

  2. Dwie katolickie definicje kłamstwa

    Leave a Comment

    W nawiązaniu do mego ostatniego artykułu na temat kłamstwa: https://salwowski.net/2018/10/20/czy-powiedzenie-nieprawdy-niesprawiedliwemu-agresorowi-jest-czy-nie-jest-klamstwem/ jeszcze raz chciałbym przybliżyć i skonkretyzować  na czym polegają i czym się od siebie różnią dwie podstawowe katolickie definicje kłamstwa. A zatem:

     

    I. Pierwsza z nich to mająca za sobą najdłuższą historycznie tradycję teologiczną definicja autorstwa św. Augustyna z Hippony, wedle którego:

    kłamać jest to wyrażać bądź słowami, bądź innym znakiem, w zamiarze oszukania bliźniego, rzecz przeciwną tej, jaką zachowujemy w sercu swoim [1].

    Dziewiętnastowieczny teolog i apologeta katolicki, ks. Ambroise Guillois tak rozwija nauczanie owego Doktora Kościoła na ten temat:

    Kłamstwo jest to słowo, które mówimy, lub znak, który czynimy w zamiarze, aby bliźni uwierzył w rzecz zupełnie przeciwną tej, o jakiej myślimy. Istotą kłamstwa jest mówić, pisać lub czynić przeciw własnej myśli. Jeżeli twierdzimy o rzeczy jakiej, którą uważamy za prawdziwą, a ona taką nie jest, będzie to wówczas błąd, a nie kłamstwo. I przeciwnie, gdy twierdzimy, że rzecz jaka jest prawdziwą, która istotnie jest prawdziwą, wierzymy atoli, że jest fałszywą, wówczas dopuszczamy się kłamstwa, mówiąc nawet prawdę. Kłamstwo więc nie czerpie swojej złości z prawdy lub fałszu tego co mówimy, ale z obłudy serca kłamcy, który chce przekonać mową lub odpowiednimi jej znakami o tym, czego sam nie myśli, i wmówić w bliźniego to, czemu sam nie wierzy. Kłamstwo jest to słowo które mówimy lub znak, który czynimy w zamiarze oszukania bliźniego [2].

    A zatem mówiąc w skrócie: kłamstwem jest przekazanie za pomocą słów lub znaków czegoś co samemu uważa się za nieprawdę w celu wprowadzenia naszego bliźniego w błąd.

    Wedle takiego rozumienia kłamstwa nie jest tym grzechem np. wyznanie na scenie przez aktora aktorce gorących ku niej uczuć, gdyż nawet jeśli owe słowa nie są prawdą to aktor ten w oczywisty sposób nie składa owych deklaracji po to, by kogokolwiek wprowadzić w błąd. Inną sprawą jest, to że aktorskie rzemiosło niesie wiele innych niebezpieczeństw w sferze duchowej i moralnej, ale to jest odrębny temat.

    Nie każdy też żart, w którym opowiada się jakąś fikcyjną historię jest kłamstwem. Jak nauczał św. Augustyn:

    Nieuważane są za kłamstwo, pewne żarty, w których jawnie się okazuje ze sposobu, w jakim je wyrażamy, że nie mamy zamiaru oszukiwać, nawet mówiąc nieprawdę [3].

    Wspomniany już wyżej ks. Ambroise Guilloise rozwija i precyzuje tę kwestię:

    Stąd wynika, że jeśli kto mówi dla śmiechu, rzecz fałszywą z taką miną i powierzchownością, że bliźni nie może być zwiedzionym, ani oszukanym, albo rzecz tak dalece niepodobną do prawdy, że nikt jej wierzyć nie zechce, na przykład, że uszedł pieszo dwadzieścia mil na godzinę, byłoby to nie kłamstwem, ale niedorzecznością, marną gadaniną [4].

    Wedle św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu i większości katolickich moralistów kłamstwem jest zdefiniowany wyżej sposób wprowadzania w błąd, również wówczas, gdy ma on na celu ratowanie życia niewinnych, a nawet wieczne zbawienie dusz. Św. Augustyn pisał:

    „Nie trzeba mniemać, iż kłamstwo nie jest grzechem, skoro posługuje na korzyść cudzą (…) Czy kłamstwo może kiedykolwiek nie być złem? Czy może kiedykolwiek być dobrem? (…) Powinniśmy nienawidzieć powszechnie wszelkiego rodzaju kłamstwa, ponieważ nie ma żadnego, które przeciwnym nie byłoby prawdzie. Podobnie jak nie masz zgody pomiędzy światłem a ciemnością, między religią a bezbożnością, zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią: tak też nie ma żadnej godziwej umowy między kłamstwem a prawdą. O ile ta jest dla nas drogą, o tyle kłamstwem brzydzić się powinniśmy. Ale oto jest człowiek niewinny, któremu trzeba ocalić życie, oświadczając wbrew prawdzie, że nie wiemy gdzie się ukrył. Czy powiedzielibyście to samo w obecności najwyższego Sędziego, któryby wam zadał to pytanie? Czyliż nie jest większą odwagą i cnotą odpowiedzieć: Nie będę ani donosicielem ani kłamcą. Biskup Thagaste, imieniem Firmus wezwany imieniem cesarza, o wydanie człowieka, który się ukrywał u niego, odpowiedział śmiało, że nie chce ani kłamać, ani wydać nieszczęśliwego, woląc raczej wycierpieć najsroższe męki, niżeli uczynić to, czego wymagają po nim, lub powiedzieć fałsz. (…) Gdy nas przymuszają do kłamania z powodu zbawienia wiekuistego jakiej osoby, na przykład gdy idzie o udzielenie jej sakramentu chrztu świętego, do kogoż wtedy mam się uciec, jeżeli nie do ciebie; o prawdo święta? Ale czy prawda może pozwolić dopuścić się kłamstwa?” [5].

    Z kolei św. Tomasz z Akwinu pisał:

    „Nie wolno mówić kłamstwa, nawet by ocalić kogoś z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa”.

    O ile jednak kwestia tego co rozumiemy pod pojęciem kłamliwych słów jest jasna, jako mniej jednoznaczne jawi się to, co w bardziej szczegółowym sensie oznaczają „znaki” za pomocą, których również możemy skłamać. Tertulian tak to wyjaśnia:

    Pisałem, powiadają, ale nie wyrzekłem ani jednego słowa. Ale czyliż nie jest mówieniem pisanie? Czyliż nie można wydać głosu bez poruszenia ust? Zachariasz, pozbawiony przez jakiś czas daru mowy, czyliż jednak nie rozmawiał sam z sobą, a przezwyciężając opór swojego języka, zastąpił go mową rąk, na wyrażenie myśli swojego serca … mówi pisząc [6].

    A zatem pod pojęciem znaku należy rozumieć pisanie, gestykulację rękoma czy też np. kiwnięcie głową.

    Zasadnie jednak można spytać się, czy pod pojęciem kłamliwych znaków trzeba też rozumieć dajmy na to pozorowane ruchy armii w czasie wojny albo choćby przybranie tzw. pokerowej miny podczas gry w karty? Teolog moralny z XIX wieku kardynał Gousset powołując się na św. Tomasza z Akwinu pisze, iż podobne działania nie są kłamstwem:

    W czasie wojny wolno używać podejścia, na przykład wydawać rozkazy publicznie do podchodów, ruchów wojsk, mając na myśli, wcale co innego. Takowe udawanie, zwodzenie, nie jest kłamstwem, gdyż właściwie nie jest to kłamać,, ukrywać przed nieprzyjacielem to, co się ma zrobić, aby go zbić z prawdziwego toru [7].

    Oczywiście, ktoś może w tym miejscu zaprotestować, iż rozróżnienie na kłamliwe znaki w rodzaju pisma, ruchów ręką czy kiwnięcia głową i niekłamliwe znaki typu pozorowane ruchy wojska jest nielogiczne i niekonsekwentne. Cóż, nie wiem w tej chwili, czy przyznać słuszność takiej obiekcji, jednak po prostu takie jest mniej więcej tradycyjnie katolickie rozróżnienie w tej sferze. Nie twierdzę, iż nie wymaga on dalszych badań, dociekań, a być może też pewnych poprawek oraz korekt.

     

    II. Jako drugą katolicką definicją kłamstwa można podać tę ukutą w XVI wieku przez niektórych moralistów, która, zachowując podstawowe augustyniańskie rozumienie kłamstwa, jednocześnie łagodzi owo poprzez położenie akcentu na tzw. zastrzeżenie myślne (lub domyślne). Wedle tej koncepcji kłamstwo jest owszem absolutnie zakazane, jednak nie jest kłamstwem taki sposób wyrażania się, który choć dwuznaczny, a nawet literalnie nieprawdziwy, jest przez odbiorcę owej wypowiedzi łatwy do rozpoznania właśnie jako dwuznaczny lub nieprawdziwy, a to z powodu przyjętego w danym kręgu kulturowym zwyczaju lub sposobu mówienia. Ks. Ambroise Guillois tak wyjaśnia ową opinię teologiczną:

    Są wszakże okoliczności, w którym wolno używać wyrażeń dwuznacznych; na przykład, ktoś powodowany ciekawością, zadaje ci pytanie, na które nie możesz odpowiedzieć wyraźnie i stanowczo, bez narażenia się na nieprzyzwoitość lub przykrość; z drugiej zaś strony, twoje milczenie byłoby dostatecznym do objawienia twojej myśli: w takim razie możesz odpowiedzią dwuznaczną powściągnąć natręctwo tego, kto cię zapytuje (…) są wszakże niektóre wyrażenia, nie będące prawdziwymi dosłownie, używać ich wszakże można, ponieważ przyjęte są przez zwyczaj, i znaczenie ich jest wiadome. Służący mówi, że nie masz pana w domu, chociaż jest rzeczywiście: czy kłamie? Nie, ponieważ nie oszukuje tego do kogo mówi. Czyliż nie wiadomo, że słowa te znaczą: że pan nie chce się z kim widzieć, że nie przyjmuje gości? Znaczenie takiej odpowiedzi jest wiadome; nikt się nie omyli na nim; nie masz tu zatem kłamstwa. Prosisz przyjaciela o pożyczenie pieniędzy; ponieważ wie on, że lubisz za nadto wydatki, odpowiada ci: Nie mam, a jednak ma pieniądze. Czy dopuszcza się kłamstwa? Nie, ponieważ słowa, które mówi, nie mogą cię oszukać, i znaczą tylko, według przyjętego zwyczaju: Nie mam pieniędzy, które bym chciał lub mógł ci pożyczyć [8].

    Zwolennikiem takiego rozumienia kłamstwa i zastrzeżenia domyślnego był św. Alfons Maria Liguori, doktor Kościoła i patron katolickich moralistów. Ów święty rozciągał zastosowanie zastrzeżenia domyślnego nawet na zeznania składane w sądzie pod przysięgą wówczas, gdy m.in. treść owych zeznań mogła by ujawnić tajemnicę, której obiecało się strzec, kiedy przestępstwo będące przedmiotem procesu wydawało się być pozbawione winy, albo też sąd dokonujący przesłuchania działał poza granicami prawa.

    Oczywiście, powyższe definiowanie kłamstwa musi logicznie prowadzić do wniosku, że w takim razie trudno za kłamstwo uznać przekazywanie czegoś, co uważa się za nieprawdę w sytuacji, gdy w grę wchodzi obrona życia niewinnych ludzi.

    Z drugiej strony warto zaznaczyć, że zbyt szerokie rozumienie zastrzeżenia myślnego zostało potępione przez papieża bł. Innocentego XI, który odrzucił jako błędne i skandaliczne następujące twierdzenia:

    Jeżeli ktoś, czy sam, czy wobec innych, czy pytany, czy z własnej woli, czy dla zabawy lub w jakimkolwiek innym celu, zaprzysięga, że nie zrobił tego, co w istocie zrobił, lub inną drogę nie tę na której to zrobił, lub cokolwiek dodanego prawdziwego, nie kłamie w rzeczy samej, ani jest krzywoprzysiężcą. Słuszna przyczyna użycia dwuznaczników, ilekroć potrzebne to potrzebne lub korzystne dla ocalenia ciała, honoru, dla zachowania majątku lub jakiegokolwiek innego czynu cnoty, tak że wtedy ukrycie prawdy uważa się za konieczne i dogodne [9].

    Warto też wspomnieć, iż Katechizm Soboru Trydenckiego zdecydowanie odrzuca nie tylko twierdzenie, jakoby zeznając w sądzie wolno było kłamać, ale też stwierdza, że nie godzi się tam zatajać prawdy:

    Powinien świadek każdy nie tylko fałszywie nie świadczyć, ale i prawdy nie taić. Bo jako Augustyn S. powiada: Kto zatai prawdę, a kto kłamstwo powie, obydwa winni; ów iż pomóc bliźniemu nie chce, a ten iż szkodzić chce. Bywa, iż czasem godzi się prawdę zamilczeć, ale nie u sądu. Bo, gdzie Sędzia świadectwo od kogo swoim porządkiem odbiera, tam winien prawdę każdy zawsze powiedzieć. W czym potrzeba świadków ostrzegać, aby nie spuszczając się na pamięć swoją, nie twierdzili tego zapewne, czego dobrze nie pamiętają [10].

     

    A zatem podsumowując:

    1. Wedle zgodnego nauczania katolickich moralistów nigdy i nigdzie nie ma się prawa kłamać. Ta doktryna jest podtrzymywana także przez Magisterium Kościoła.

    2. Katoliccy moraliści różnią się jednak co do tego, w jakich szczegółowych okolicznościach życiowych mamy do czynienia z kłamstwem. Historycznie rzecz ujmując większość moralistów katolickich była zdania, że z kłamstwem mamy do czynienia również w sytuacji przekazywania tego, co uważa się za nieprawdę w celu ratowania życia niewinnych ludzi. Z wywodów mniejszości katolickich moralistów (którzy jednak w ostatnich 200 latach zdobyli przewagę) można jednak wysnuć wniosek, iż nieprawda nie jest wówczas kłamstwem.

    3. Z pewnością kłamstwem nie są żarty po których sposobie opowiadania da się łatwo poznać, iż ich celem nie jest przekazywanie prawdziwej historii. Jasno o tym mówi nawet autor bardziej surowej definicji kłamstwa, czyli św. Augustyn z Hippony.

    4. Oczywistość stanowi też wniosek, że kłamstwem nie jest gra aktorów na scenie czy też opowiadanie dzieciom bajek na dobranoc (o ile w przypadku bajek jasno mówi się, że czytamy w danej chwili bajkę, a nie np. podręcznik do historii). Celem tych działań nie jest bowiem wprowadzanie kogoś w błąd. Każdy rozsądny widz wie bowiem, iż gra aktorska jest grą aktorską, a nie pokazem „reality show”. Również dzieci zwykle dostrzegają różnicę pomiędzy bajkami a prawdziwymi historiami.

    5. Kłamać można nie tylko za pomocą słów, ale także takich znaków jak pismo, ruchy ręką czy też skinięcie głową. Wedle będącego jednak zwolennikiem bardziej rygorystycznej definicji kłamstwa św. Tomasza z Akwinu do tego czynu nie należy zaliczać wojskowych forteli w rodzaju pozorowanych ruchów wojsk, etc.

     

    Przypisy:

    [1] Św. Augustyn z Hippony, „De mendacio”, Lib I.  Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 380.

    [2] Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 379 – 380.

    [3] Św. Augustyn z Hippony, „De mendacio”, Lib I. Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 380.

    [4] Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 380.

    [5] Św. Augustyn z Hippony.  Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 382.

    [6] Tertulian, „Opera”. Cytat za:  Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 379.

    [7] Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, Warszawa 1858, s. 303.

    [8] Ks. Ambroży Guillois, s. 385 – 386; 387.

    [9] Cytat za: Kardynał Gousset, jw., s. 271.

    [10] Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 98.

     

     

     

     

  3. Czy powiedzenie nieprawdy niesprawiedliwemu agresorowi jest czy nie jest kłamstwem?

    Leave a Comment

    Ilekroć mówi się o tradycyjnym nauczaniu katolickim, wedle którego kłamstwo jest zawsze i wszędzie zakazane – a więc również dla ratowania życia swego i swych bliźnich – osoby kwestionujące ową zasadę przywołują jeden z klasycznych problemów, a mianowicie co czynić w przypadku „mordercy u drzwi”? Chodzi mianowicie o sytuację, gdy ktoś w niesprawiedliwy sposób czyha na czyjeś życie, my zaś chroniąc ową niesłusznie prześladowaną osobę zostaniemy spytani przez prześladowcę, czy np. w naszym domu znajduje ta osoba. Często przywołuje się tu przykład ukrywających się w czasie II wojny światowej Żydów. Czy ktoś, kto chronił w swym domu członków tego narodu, w razie przyjścia do niego niemieckich żołnierzy miał moralne prawo powiedzieć, im – z pełną świadomością nieprawdziwości swego oświadczenia – nie, nie ma u mnie żadnych Żydów?

     

    Ze swej strony, wiedząc, iż najpewniej bardziej skomplikuje, niż rozjaśnię odpowiedź na to pytanie, mogę skrótowo na nie odrzec w czterech poniższych punktach:

    1. Tak, wedle tradycyjnego nauczania katolickiego każde kłamstwo jest zakazane, również te dokonywane w celu ratowania niewinnych osób. Takie kłamstwo co prawda jest materią grzechu powszedniego, a nie śmiertelnego, więc nawet jeśli nie będzie się za nie żałować nie pójdzie się w wyniku tego do piekła, jednak nie zmienia to tego, iż Panu Bogu się ono nie podoba. Poparciem dla tej wydawałoby się surowej doktryny jest fakt, iż Pan Bóg w Swym Słowie wielokrotnie potępia kłamstwo, nigdy – przynajmniej bezpośrednio – nie rozróżnia pomiędzy kłamstwami zakazanymi a dozwolonymi (Patrz: Wj 23, 7; Syr 7, 14; Kpł 19, 11; Syr 20, 24 – 26; Mdr 1, 11; Ps 5, 7; Prz 12, 22; Kol 3, 9; Ef 4, 25; Jn 8, 44; Ap 22, 15).

    Jednym z papieży, który nauczał o absolutnym zakazie kłamstwa był św. Grzegorz Wielki:

    „Unikajmy troskliwie wszelkiego rodzaju kłamstwa. Są wprawdzie kłamstwa lekkie: na przykład skłamać, aby ocalić życie bliźniemu swemu. Wszelako ponieważ powiedziane jest w Piśmie świętym: (Ks. Mądrości 1:11), tudzież (Ps 5: 5-6); nie masz żadnej wątpliwości, że każdy chrześcijanin, który pragnie przyjść do doskonałości, unikać powinien owych kłamstw usłużnych, stronić troskliwie od wszelkiego rodzaju skrytości, nawet w przypadku, o którym wspomnieliśmy, z obawy, iżby chcąc ocalić życie doczesne bliźniego, nie zaszkodzić dobru żywota duchownego (…)”.

    2. Uznając słuszność treści ujętej w punkcie numer 1 renomowani teolodzy katolicy mniej więcej od 4 do 16 wieku twierdzili, iż kłamstwem jest świadome powiedzenie nieprawdy również w sytuacji, gdy za jego pomocą chroni się niewinnych przed śmiercią. Tego zdania byli choćby dwaj najwięksi teologowie katoliccy, czyli św. Augustyn z Hippony i św. Tomasz z Akwinu. Na poparcie takiej, a nie innej definicji kłamstwa przywoływali oni postawę niektórych Świętych Pańskich, jak np. św. Antyma, który wolał umrzeć niż w swej obronie doradzać kłamstwo (skłamać chcieli bowiem ścigający go żołnierze, po to by nie wydać go na śmierć ) czy św. Firmus, który pomagając pewnemu człowiekowi w ukrywaniu się, będąc męczony na torturach, odmówił tak udzielenia o nim informacji, jak i skłamania na ów temat.

    Te fragmenty Pisma świętego, które wydają się pokazywać w korzystnym świetle powiedzenie nieprawdy w przywołanych wyżej sytuacjach, czyli np. zachowanie hebrajskich położnych (Wj 1, 18 – 19) albo uczynek Rachab (Joz 2, 4-5) św. Tomasz z Akwinu i św. Augustyn z Hippony tłumaczyli rozróżniając w działaniach tych osób ich aspekt miłosierdzia okazanego swym bliźnim (co miało być pochwalane przez Boga) od niektórych ze sposobów, w jaki owe miłosierdzie zostało zrealizowane (czyli kłamstwa, które przez Boga nie było pochwalane).

    3. Uznając słuszność absolutnego zakazu kłamstwa, niektórzy z cenionych teologów katolickich, zwłaszcza tych tworzących swe dzieła od XVI wieku ukuli doktrynę tzw. zastrzeżenia domyślnego. Wedle tejże doktryny kłamstwo co prawda jest zawsze i wszędzie zakazane, jednak czasami powiedzenie nawet świadomie i w sposób literalny tego, co nie jest prawdą, nie stanowi kłamstwa. Ma się dziać tak wówczas, gdy kontekst kulturowy danego miejsca i czasu sprawia, iż odbiorca naszej wypowiedzi powinien z łatwością domyślić się, że nie przekazujemy mu wówczas prawdziwej wiadomości. Zwolennicy tzw. zastrzeżenia domyślnego (wśród których nadmieńmy jest św. Alfons Maria Liguori, patron katolickich moralistów) w swych wywodach na ów temat twierdzili więc, iż nie jest kłamstwem np. powiedzenie przez służącego „Pana nie ma w domu” (mimo, że w tym czasie ów był w domu), gdyż w w ramach zwyczajów różnych narodów można łatwo się domyśleć, że celem podania tak brzmiącej odpowiedzi nie było informowanie o rzeczywistym stanie rzeczy, ale po prostu powściągnięcie zbytniej ciekawości danego interesanta. W sposób oczywisty można więc przenieść tę zasadę na sytuację ochrony niewinnych przed niesprawiedliwą agresją.

    Doktryna zastrzeżenia domyślnego powołuje się na zachowanie Pana Jezusa, który pytany przez uczniów o to, czy uda się na święto namiotów najpierw rzekł, że jeszcze na nie nie pójdzie, lecz później poszedł na owe, jednak uczynił to w ukryciu (Jn 7, 1- 10). Poza tym, przywoływane są tu niektóre z uczynków Świętych Pańskich. Na przykład, św. Atanazy ścigany przez żołnierzy miał powiedzieć im: Pośpieszcie się, a jeszcze zdążycie go złapać (wówczas, gdy ci żołnierze nie wiedząc, że mają z nim do czynienia pytali go, czy widział może Atanazego) . Z kolei św. Franciszek Asyżu pytany przez rozbójników, którą drogą udał się ścigany przez nich człowiek, wskazał im widocznym dla nich palcem fałszywy kierunek, jednocześnie wskazując ukrytym pod habitem palcem prawdziwy kierunek ucieczki tej osoby).

    4. Najnowsze wypowiedzi Magisterium Kościoła podtrzymują tradycyjne nauczanie o tym, iż kłamstwo jest „z natury swej godne potępienia” (a więc innymi słowy: „wewnętrznie złe”) i że w związku z tym nie można się do niego uciekać nawet w dobrych celach (patrz: Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2485; 1753), jednak jednocześnie widoczne jest w nich pewne rozchwianie co do tego, czy rację należy przyznać raczej zwolennikom podejścia opisanego w punkcie numer 2 czy w apologetom rozróżnień pomiędzy kłamstwem a zastrzeżeniem domyślnym, o których mowa w jest punkcie 3. W pierwszej bowiem wersji punktu numer 2483 Katechizmu Kościoła Katolickiego (opublikowanego w 1992 roku) mieliśmy następującą definicję kłamstwa:

    Kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd, tego kto ma prawo ją znać. 

    Jednak zaledwie w 6 lat po opublikowaniu tej pierwszej wersji owego Katechizmu, czyli w 1998 roku, Kongregacja Nauki Wiary naniosła na jego treść kilkadziesiąt poprawek, wśród których jedna tyczyła się właśnie punktu 2483 i wykreślała zeń słowa: tego kto ma prawo ją znać. Od 1998 roku definicja kłamstwa ujęta w punkcie 2483 Katechizmu Kościoła Katolickiego brzmi:

    Kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd (bez wcześniejszego dopowiedzenia: tego kto ma prawo ją znać – przyp. moje MS).

     

    A zatem podsumowując: wedle tradycyjnego nauczania katolickiego, które nie zostało zmieniono do dziś; kłamstwo jest zawsze złe i zakazane. Magisterium Kościoła szanuje i akceptuje jednak dwie szkoły jego szczegółowego definiowania, a więc bardziej rygorystyczną, której najbardziej znanymi reprezentantami są św. Augustyn z Hippony i św. Tomasz z Akwinu oraz bardziej łagodną, której najbardziej cenionym przedstawicielem jest św. Alfons Maria Liguori. Z czysto formalnego punktu widzenia można powiedzieć, że choć Kościół naucza, że kłamstwo jest absolutnie zakazane, to jednak akceptuje opinię, wedle której świadome powiedzenie nieprawdy po to by chronić niewinnego nie jest kłamstwem (choć jednocześnie też akceptuje przeciwną doktrynę). Wiem, że to może wyglądać nie tylko na ciężki paradoks, ale nawet pewną obłudę chcącą zjeść ciastko i jednocześnie je mieć. Ja jednak nic na to nie poradzę. Będąc świadomy słabości takiego postawienia sprawy, staram się jednak zarazem najlepiej, jak to w tym miejscu potrafię, przedstawić główne meandry tradycyjnej katolickiej teologii moralnej na ów temat.

    Sam zaś, nie mam bardziej jednoznacznego zdania odnośnie tego, która z tych dwóch szkół ma więcej racji. Na pewno definicja kłamstwa wyznawana przez św. Augustyna i św. Tomasza jest bardziej spójna, logiczna i stoi za nią też historycznie dłuższa tradycja teologiczna. To podejście stanowi też coś w rodzaju ochronnego muru przeciw próbom swoistego „majstrowania” przy definicji innych z absolutnych zasad moralnych (np. podejściem typu: Cudzołóstwo jest zawsze złe, ale nie każda pozamałżeńska czynna aktywność seksualna jest cudzołóstwem). Z kolei, szkoła której reprezentantem jest św. Alfons Liguori wychodzi na przeciw jak się wydaje naturalnym intuicjom moralnym, jak i stwarza mniej problemów z interpretacją takich wydarzeń z Pisma świętego jak: zachowanie położnych hebrajskich (Wj 1, 18-19), szczegóły zachowania się Rachab przy ukrywaniu przez nią żydowskich szpiegów (Joz 2, 4-5) czy też przedstawienie się archanioła Rafała jako człowieka (Tb 5, 13).

    Jednak, tak czy inaczej: doktrynalnie niedopuszczalne jest mówienie: Kłamstwo może być czasami dozwolone. Jest to nieuprawniony i heretycki sposób formułowania myśli nawet wtedy, gdy w rzeczywistości ma się na myśli nie kłamstwo, ale dozwolone moralnie zastrzeżenie domyślne. To jakich słów używamy jest bowiem ważne, ale słowo kłamstwo jest zbyt negatywnie obciążone choćby przez treść samego Pisma świętego, aby było one wymieniane kiedykolwiek w jakimś pozytywnym kontekście. Podobnie, nie powinno się np. mówić o dopuszczalności kościelnych rozwodów nawet jeśli przez te sformułowanie rozumie się nie rozwody w sensie ścisłym, ale uprawnione stwierdzenia nieważności tego czy innego małżeństwa. Nie ma kościelnych rozwodów, choć czasami są kościelne stwierdzenia nieważności małżeństwa (nawet jeśli z pozoru obie rzeczy mogą wyglądać podobnie). Tak samo nie ma dozwolonych i uprawnionych kłamstw, nawet jeśli miałyby istnieć takie formy zastrzeżenia domyślnego, w ramach których można by świadomie mówić nieprawdę.

     

     

  4. Czy przyjęcie męczeńskiej śmierci jest samobójstwem?

    Leave a Comment

    Istnieją osoby, które twierdzą, iż poniesienie męczeńskiej śmierci w obronie wiary lub pewnych zasad moralnych jest inną formą samobójstwa. Czy nie jest to prowokowanie kogoś, by zadał nam śmiertelny cios, a więc tak naprawdę zabicie siebie, tyle, że rękoma kogoś innego? Oczywiście, ów styl myślenia o męczeństwie, jako faktycznym samobójstwie nie odpowiada prawdzie i nie wytrzymuje próby logicznego myślenia. Czym innym jest bowiem zadać sobie samemu śmierć bądź aktywnie zachęcać lub prowokować kogoś, by nam śmiertelny cios zadał, a czym innym dać się zabić w sytuacji, gdy jedynym wyborem, jaki przed nami staje jest śmierć lub grzech. W takiej sytuacji nie dążymy bowiem do śmierci jako takiej, nie zachęcamy w sposób aktywny i aprobatywny innych do zabicia nas, ale przyjmujemy fakt, iż są wartości cenniejsze od ziemskiego życia. Tę różnicę pomiędzy zadaniem sobie samemu śmierci, a biernym jej przyjęciem z czyjejś ręki dobrze ujął doktor Kościoła, św. Augustyn z Hippony:

    Słyszałem, jakobyś miał mówić, że Apostoł Paweł utrzymywał, że wolno jest odebrać sobie życie, kiedy powiedział: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (1 Kor 13, 3), gdyż wyliczając wszystkie te dobrodziejstwa, które nic nie znaczą bez miłości, takie jak znajomość języków ludzi i aniołów, i wszystkich tajemnic, i całej wiedzy, i wszystkich proroctw, i rozdawanie swej posiadłości ubogim, dodał pośród tych dobrych czynów akt sprowadzenia na siebie śmierci. Przypatrz się jednak uważnie i dowiedz, w jakim sensie Pismo głosi, że człowiek może wystawić swe ciało na spalenie. Z pewnością nie w takim, że każdy człowiek może rzucić się w ogień, kiedy jest napastowany przez następujacego nań nieprzyjaciela, ale że kiedy zmuszony jest wybrać pomiędzy złym czynem a cierpieniem, powinien raczej odmówić czynienia zła, wydając swe ciało katu, jak to uczynili owi trzej mężowie, których zmuszano do oddawania czci złotemu posągowi, grożąc wrzuceniem ich do pieca ognistego. Odmówili oni oddania czci bożkowi, nie rzucili się jednak sami w ogień, a jednak napisano o nich, że „oddali swe ciała, aby nie musieli oddawać czci jakimś bożkom, ale tylko swemu Bogu (Dn 3, 95 – przyp. moje MS). To jest sens, w jakim Apostoł pisał: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (List do Donatusa CLXXIII).

    Także, znany polski kaznodzieja ks. Piotr Skarga rozróżniał pomiędzy chwalebnym przyjęciem śmierci z cudzej ręki po to, by nie popełnić występnego czynu, a grzesznym  zadaniem sobie samemu śmierci:

    O czystość zdrowie położyć, a drugiemu dać się zabić, rzecz jest święta, i dziesięciokroć umrzeć, aby raz P. Bóg rozgniewany nie był. Ale samego siebie zabijać nikt nie ma, bo to jest mężobójstwo (Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 591).

     

    Istnieje zatem fundamentalna różnica pomiędzy biblijnym i tradycyjnie chrześcijańskim pojmowaniem męczeństwa, a popieraniem samobójstwa. Męczeństwo to pogodzenie się z faktem, iż są wartości, dla których warto dać się nawet zabić. Męczennik nie powinien jednak niepotrzebnie wystawiać się na śmierć z rąk innych, czy też aktywnie zachęcać swych oprawców, by go uśmiercili. Gdyby np. jakiś niedoszły morderca zrezygnował, czy wahał się co do tego, czy ma zabić swą ofiarę, to męczennik nie powinien dopingować go słowami w stylu: „Ja chcę iść do nieba, proszę nie rezygnuj ze swego wcześniejszego zamiaru i jednak mnie zabij„. Nie można jednak próbować ratować swego życia za cenę grzechu i należy pokornie przyjąć śmierć z czyjejś ręki, gdy nie ma innego wyboru nić „Umrzeć albo zgrzeszyć„. Samobójstwo jest zaś albo zabiciem samego siebie za pomocą własnych rąk albo przynajmniej aktywnym zachęcaniem kogoś innego, by nam to uczynił.