Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Stary Testament

  1. Grzegorz Braun znieważa bohaterów naszej wiary

    Leave a Comment

    Pamiętam jak przed laty uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez ks. Karla Stehlina FSSPX słyszałem, jak tenże prezbiter krytycznie wspominał o pewnych przesadnie antysemickich publikacjach, w których ukazywano Mojżesza jako żydowskiego nacjonalistę uzurpującego sobie misję od Boga. Dziś jednak okazuje się, iż jeden ze znanych zwolenników i wiernych Bractwa św. Piusa X głosi publicznie bardzo podobne poglądy. Chodzi mi o wypowiedzi pana Grzegorza Brauna ujęte w dostępnym na serwisie YouTube filmie pt. „Grzegorz Braun: Żydowska Chanuka to świętowanie krwawego tryumfu plemienia nad drugim #144KNews” https://www.youtube.com/watch?v=ZAgCzNk08eM&t=1620s

    Przyznam, iż choć znając w moim odczuciu przesadnie krytyczne wypowiedzi pana Brauna na temat Żydów spodziewałem się po samym tytule tego filmu czegoś będącego z pogranicza prawowierności, to mówiąc kolokwialnie „zdębiałem”, gdy zacząłem odsłuchiwać jego treść poświęconą obchodzonej przez Żydów „Chanuce”. Wszak aż tak wręcz bluźnierczych słów i fraz po panu Grzegorzu Braunie nie oczekiwałem. Od minuty 19. 06 do 23. 33 człowiek ten odnosząc się do historycznego tła „Chanuki” nazywa jej świętowanie rytuałem „dzikim, plemiennym, rasistowskim„, „świętem żydowskiej nietolerancji„, „celebracją żydowskiego ekstremizmu„, „żydowskiego, plemiennego, dzikiego fundamentalizmu„. W kontekście owego święta pan Braun mówi też: „To jest świętowanie nietolerancji. Celebrowanie rasizmu. Celebrowanie plemiennego kultu, w którym zwracamy się do Pana Boga, ale, ale Boga ekskluzywnie plemiennego„.

    Bohaterowie wiary, a nie żydowscy ekstremiści

    Abstrahując od tego, czy po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa powinno się obchodzić Chanukę, jest po prostu wielkim skandalem mówienie o jej historycznym tle w taki sposób, jak czyni to pan Braun. Święto Chanuka jest bowiem celebrowaniem wydarzeń opisanych w należących do katolickiego kanonu biblijnego  dwóch księgach machabejskich. Tłem tego święta jest opowieść o tym, jak natchnieni i wspomagani przez jedynego prawdziwego Boga Machabeusze przeciwstawili się krwawo uciskającej ówczesną prawdziwą religię, jaką był starożytny judaizm, pogańskiej tyranii króla Antiocha IV Epifanesa. W księgach machabejskich znajdują się też piękne i wzniosłe opisy męczeństwa, jakie w obronie prawdziwej wiary poniosły np. siedmiu braci i ich matka (2 Mch 7) oraz starzec Eleazar (2 Mch 6, 18 – 31).

    Machabeusze nie byli więc „dzikimi fundamentalistami” i „rasistami”.  Są oni za to autentycznymi bohaterami również naszej katolickiej wiary, którym należy się szczery i głęboki szacunek. Historia ich zmagań i nierzadko krwawego męczeństwa należy do źródeł także chrześcijańskiej religii i jest prawdziwą obelgą jej deprecjonowanie, w taki sposób jak czyni to pan Braun. Bóg, który wspomagał Machabejczyków, nie jest jakimś „ekskluzywnym plemiennie Bogiem”, ale jest prawdziwym, wszechmocnym,  jedynym w Trójcy Bogiem. Pomijam już zaś nawet to, iż prawdopodobnie Pan Jezus obchodził Chanukę (J 10, 22-23).

    Ktoś może jednak powie, że pan Braun ma rację co do Chanuki, gdyż chrześcijanie nie powinni obchodzić starotestamentowych obrzędów i ceremonii. To prawda, że te z obrzędów Starego Przymierza, których celem było wskazywanie na Chrystusa już przeminęły i że chrześcijanom nie wolno ich obchodzić (choć akurat kwestią dyskusyjną jest czy konkretnie Chanuka do nich należała). Uczniom Jezusa nie wolno ich obchodzić nie dlatego, jakoby były one wyrazem „dzikiego żydowskiego fundamentalizmu i rasizmu” oraz reprezentowały wiarę w „plemiennego Boga”. Chrześcijanie nie powinni celebrować obrzędów Starego Testamentu, gdyż owe zapowiadały przyjście Jezusa, a skoro Chrystus już przyszedł zostały One w Jego osobie i dziele wypełnione. Przykładowo, nie należy obchodzić na sposób starozakonny Paschy, gdyż to ofiara krzyżowa i zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Paschą Nowego Testamentu, ale to nie znaczy, że Pascha Starego Przymierza była celebracją „zwycięstwa żydowskich rasistów pod wodzą wierzących w swego plemiennego Boga ekstremistów Mojżesza i Aarona nad ludem Egiptu”. Kto by w ten sposób uzasadniał nieobchodzenie przez chrześcijan starozakonnej Paschy po prostu bluźniłby przeciwko Bogu i obrażałby Jego świętych. A niestety właśnie w ten sposób obchodzenie Chanuki kwestionuje pan Grzegorz Braun.

    Pomijam już to, że p. Braun omawiając temat historycznego tła Chanuki wykazuje się kompletną niewiedzą co do pewnych ich ważnych szczegółów. Myli on bowiem umiejscowioną w innym czasie i w innej księdze Biblii historię Judyty odcinającej głowę Holofernesowi z wydarzeniami, które stoją u podstaw obchodzenia Chanuki.

    Grzegorz Braun kontra Ojcowie Kościoła

    Na koniec, tytułem przeciwwagi dla „antychanukowego” obłędu pana Grzegorza Brauna warto przytoczyć z jakim szacunkiem o Machabeuszach wypowiadali się Ojcowie i Święci Kościoła:

    Kim byli Machabejczycy? … Nie u wielu zaznają czci, gdyż ich męczeńskie zmagania nie miały miejsca po Chrystusie. Lecz godni są uczczenia przez wszystkich, ponieważ ich męstwo dotyczyły wartości wiary ojców religijnych. Złożyli bowiem świadectwo przed cierpieniem Chrystusa na to, co mieli czynić prześladowani po Chrystusie i naśladujący Jego śmierć w naszej obronie. Oni bowiem, bez takiego przykładu, skoro wykazali się tak wielką cnotą, o ileż by okazali się doskonali, wstępując w szranki po przykładzie, jaki dał nam Chrystus! (…) – św. Grzegorz z Nazjanzu, „Mowa 15: Pochwała Machabejczyków”.

    Oto masz męstwo wojenne, w którym niemało jest szlachetności i piękna, ponieważ przekłada ono śmierć nad niewolę i hańbę! A cóż mam mówić o cierpieniach męczenników? Żeby szeroko się nie rozwodzić, zapytam, czy młodzieńcy machabejscy mniejszy odnieśli tryumf nad pysznym królem Antiochem niż ich ojcowie? (2 Mch 7, 1-4). Przecież tamci zwyciężyli przy pomocy oręża, ci bez broni. Stąd niezwyciężony zastęp siedmiu chłopców, otoczony wojskami króla. (…) św. Ambroży, „Obowiązki duchownych” 1, 41, 202n.

    Gotowiśmy raczej umrzeć, niźli zakon Boży ojczysty przestąpić ( 2 Mch 7, 2). Taką odpowiedź dała znakomita rodzina Machabeuszów Antyochowi, okrutnemu prześladowcy religii żydowskiej. Młodzi Hebrajczycy odpowiedzieli śmiało i odważnie: Bogu winniśmy miłość i żadna męczarnia nie odwiedzie nas od Niego. Gotowiśmy na wszystko, ciała nasze są w twej mocy. Ale nasza wiara i miłość nie uznaje twej władzy i panowania. Nie myśl, że uczynimy coś takiego, co by się Panu nie podobało, z radością umrzemy za wiarę. Istotnie, nie zachwiali się w swem postanowieniu, gotowi przy łasce Bożej dla zachowania wiary wszystko utracić: majątek, godności, a nawet i życie. Czy was nie wprawia w podziwienie męstwo owych starozakonnych Męczenników, którzy mniej od nas łask posiadali? Bracia moi, ci ludzie nie widzieli jako my Jezusa Chrystusa, niosącego krzyż na Kalwarię, nie widzieli również niezliczonych Męczenników, którzy na wzór Jezusa Chrystusa z takim bohaterstwem cierpieli za wiarę; oni właśnie nam torowali drogę. Nie słyszeli wcale Jezusa Chrystusa, który z krzyża zdaje się do nas przemawiać: Dziatki moje, wstąpcie na swą Kalwarię, jak ja wstąpiłem na swoją Golgotę. Ta zachęta może nam dodać męstwa i otuchy. Oni jej jednak nie mieli! (…) Starajmy się naśladować tych bohaterów (…). – św. Jan Vianney, Kazanie o męczeństwie Machabeuszów.

    Mirosław Salwowski

  2. Kamienowanie złych synów w Starym Testamencie było wyrazem miłości

    Leave a Comment

    Różne z praw i przykazań, które Bóg dał w Starym Testamencie, są ulubionym celem ataków rozmaitych wrogów chrześcijaństwa. Mają one – wedle autorów tych ataków – pokazywać, iż albo tak naprawdę Bóg w Starym Zakonie był zły i okrutny, albo zaś Stary Testament jest bardziej zbiorem prymitywnych żydowskich wyobrażeń o Bogu, aniżeli autentyczną Prawdą o Bogu. Jednym z przykładów takiego rzekomo niemiłosiernego prawa Starego Testamentu jest następująca zapisana w nim zasada:

    Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny,  ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu. Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się” (Pwt 21, 18-21).

    Cóż może być bardziej okrutnego od powyższego prawa – mówią wrogowie Starego Testamentu – niż wydawanie swych dzieci na śmierć? Czy jednak, aby na pewno owe starotestamentalne przykazanie było w absolutny sposób sprzeczne z miłością i miłosierdziem? Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

    Sięgnijmy po pewną analogię. Otóż powiedzmy, że jacyś rodzice wiedzą, iż ich syn jest notoryczynym gwałcicielem i jeśli nie doniosą na niego do odpowiednich organów ścigania, to będzie on to czynił dalej. Oczywiście, na płaszczyźnie emocjonalnej, decyzja o zadenuncjonowaniu swego zwyrodniałego syna będzie dla nich bardzo trudna, a może nawet wyda im się sprzeczna z miłością, jaką winni mu okazywać. Ale, czy rzeczywiście można powiedzieć, iż zgłoszenie takiego syna na policję (a co za tym idzie de facto skierowanie go do więzienia) będzie nie do pogodzenia z miłością, jaka mu się należy? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie, rodzice, którzy doniosą na swego syna-gwałciciela postąpią zgodnie z miłością – tak do całego społeczeństwa, względem jego potencjalnych przyszłych ofiar, jak i ostatecznie wobec niego samego. Czy bowiem wyrazem miłości wobec innych bliźnich byłoby pozostawianie na wolności groźnego przestępcy i złoczyńcy? Rzecz jasna, że nie byłaby to oznaka autentycznej miłości wobec tych, których ich syn już skrzywdził i których mógłby jeszcze skrzywdzić. Czy wreszcie, miłością wobec syna-gwałciciela byłoby dawanie mu bezkarności w jego ohydnym postępowaniu? Nie, to nie byłaby prawdziwa miłość, gdyż nie służyłaby jego dobru. Bezkarność bowiem jest najlepszą szkołą demoralizacji, a rodzicom powinno zależeć na tym, by ich syn się poprawił. Ukaranie więc jego czynów, nie byłoby ze strony rodziców aktem nienawiści, ale przeciwnie stanowiłoby wyraz trudnej, twardej, niemniej jednak prawdziwej i dojrzałej miłości.

     

    OK, powie może ktoś, ale przecież w przypadku starotestamentowego prawa mamy do czynienia ze współpracą rodziców w wymierzeniu ich synowi znacznie bardziej surowej kary (wyrok śmierci) za lżejsze niż gwałt występki (pijaństwo i rozpustę). Czy to aby na pewno jest miłosierne? Nie widzę powodów, by uznawać takie postępowanie za jakoś fundamentalnie różniące się od przyczynienia się do skazania swego dziecka na karę więzienia. Po pierwsze bowiem, kara śmierci może być dla skazanego większym dobrodziejstwem niż więzienie. W więzieniu bowiem skazani często jeszcze bardziej się deprawują, a ponadto nieraz są ofiarami różnych aktów przemocy fizycznej i seksualnej. Kara śmierci może zaś pobudzić skazanego do głębszej refleksji nad swym życiem (które ma się niebawem skończyć), a w efekcie pomóc mu pojednać się z Bogiem i bliźnimi. Jeśli zaś, ktoś nawet w obliczu zbliżającej się dla niego egzekucji nie nawróci się, to przynajmniej odbierze mu się możność dalszego czynienia zła, przez co ochroni się społeczeństwo przed jego zbrodniczą działalnością. Po drugie: choć owszem rozpusta i pijaństwo są lżejszymi występkami niż gwałt, to jednak są one wciąż poważnymi grzechami, które przysparzają wielu cierpień ludziom wokół. Zasługują więc one na odpowiednią karę. W Starym Testamencie Bóg w swej mądrości nakazał w niektórych przypadkach karać coś takiego śmiercią. Czy było to niemiłosierne? Nie. Prawo to było  tak miłosierne, jak i rozsądne. W tamtym czasie naród żydowski był bowiem otoczony przez nieraz wręcz ekstremalnie zdeprawowane narody (które np. zabijały dzieci w ofierze swym bożkom, uprawiały świątynną prostytucję) i okoliczność ta uzasadniała stosowanie bardziej surowych praw karnych, które jednak nie musiały być wdrażane w czasach późniejszych, gdy zmieniły się niektóre z uwarunkowań kulturowych.

     

     

  3. Czy tatuaże są dozwolone?

    Leave a Comment

    Wedle mej opinii zwyczaj „ozdabiania” swej cielesnej powłoki za pomocą trwałych, nie dających się w sposób normalny usunąć, malunków (czyli tatuaży), stanowi coś nad wyraz wątpliwego moralnie i w związku z tym powinien być stanowczo odradzany. Co pewien jednak czas, temat stosowności bądź niestosowności tatuaży wraca, zaś różni księża wypowiadający się w tej sprawie reprezentują odmienne opinie. Przykładowo, znani duchowni, ks. Grzegorz Kramer i o. Adam Szustak sami nie kryją, iż posiadają tatuaże, opatrując ów fakt mniej lub bardziej aprobatywnym komentarzem ze swej strony. Z kolei inni także dość rozpoznawalni księża wypowiadają się mocno krytycznie na temat tej praktyki. Warto więc może zebrać w jednym miejscu argumenty chrześcijańskich zwolenników tatuowania się, by następnie dać na nie konkretną odpowiedź.

     

    ARGUMENTY OBROŃCÓW TATUAŻY

    1. Zakaz tatuowania się jest jednym z tych przykazań Starego Testamentu, które  nie zostały powtórzone przez Pana Jezusa i Apostołów w Nowym Testamencie. Przykazania zaś Starego Przymierza nie obowiązują chrześcijan, więc nie można uznać tatuowania się za zakazane w aktualnych czasach.

    2. Kontekst starotestamentowego zakazu tatuowania się wskazuje na to, iż nie tyczy się on naszych czasów, gdyż obok tego zakazu podano też różne prawa i przepisy, które z pewnością nie obowiązują już chrześcijan, np.  nieobsiewanie pola dwoma rodzajami ziarna, nieobcinanie w kółko włosów na głowie.

    3. Jest wątpliwe, czy aby na pewno w przywoływanym przez przeciwników zakazie tatuowania się chodzi o tę praktykę czy może o coś innego. Ów zakaz brzmi bowiem: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować” (Kapłańska 19: 28).  Prawdopodobnie nie chodzi więc o samo czynienie sobie trwałych malunków na ciele, ale o robienie sobie tego w określonym celu, czyli na znak żałoby po zmarłej osobie. Jeśli więc ktoś czyni sobie tatuaże w innych celach niż przywołany wyżej, to nie łamie tym samym tego Bożego zakazu.

    4. Starożytny zwyczaj tatuowania się miał ścisłe odniesienie do pogańskich wierzeń i dlatego był zakazany w Starym Przymierzu. Jeśli więc dany tatuaż nie ma treści i intencji o charakterze pogańskim, to nie można tego ganić jako czegoś nieodpowiedniego.

    5. Nawet jeśli zwyczaj tatuowania się ma pochodzenie pogańskie, to nie oznacza jeszcze, że jest to coś per se złego lub niebezpiecznego. Wiele z rozpowszechnionych dziś rzeczy ma pochodzenie pogańskie, a przecież nie potępia się ich praktykowania (np. w języku angielskim poszczególne dni tygodnia pochodzą od imion pogańskich bóstw).

    6. Argument o tym, jakoby tatuowanie się było czymś nieodpowiednim, gdyż stanowi poprawianie Bożego dzieła stworzenia nie jest trafny, albowiem wiele z naszych działań polega na udoskonalaniu i ulepszaniu sposobu funkcjonowania naszego organizmu czy otaczającego nas świata, np. używanie dezodorantu, obcinanie paznokci, leczenie chorób, koszenie trawy.

    7. Chorwaccy katolicy i egipscy Koptowie przez wieki tatuowali sobie krzyże na nadgarstkach, aby w obliczu prześladowań ze strony muzułmanów nie wyrzec się wiary. Podobnie i dziś można zrobić sobie tatuaż o treści chrześcijańskiej, dając w ten sposób piękne świadectwo wiary w Pana Jezusa i Jego Ewangelię.

     

    ODPOWIEDZI NA ARGUMENTY OBROŃCÓW TATUAŻY

    Ad. 1. Jest prawdą, iż zawarta w Starym Testamencie zasada: „Nie będziecie się tatuować” (Kapłańska 19: 28) nie została w sposób bezpośredni powtórzona w żadnej z ksiąg Nowego Testamentu. Ale to nie znaczy jeszcze, że w takim razie na pewno ona nie obowiązuje. Starotestamentowy zakaz zoofilii też nie został powtórzony w Nowym Testamencie, ale czy w takim razie oznacza to, iż seks ze zwierzętami jest dozwolony chrześcijanom?

    Na to, iż zakaz tatuowania się może być dalej wiążącym przykazaniem wskazuje fakt, iż przynajmniej jeden z papieży zabronił praktykowania owego zwyczaju. Uczynił tak Hadrian I w roku 726. Chyba zaś, nie muszę przypominać nikomu, iż rok 726 był czasem na długo po ustaniu Starego Przymierza.

    Ad. 2. Zakaz tatuowania się został ujęty w 19 rozdziale Księgi Kapłańskiej, gdzie zostało podanych ok. 29 różnych nakazów i zakazów. Zdecydowana większość z tych 29 zasad, gdyż jakieś 24 z nich, może być spokojnie uznana za mająca uniwersalne znaczenie moralne i obowiązujące chrześcijan. Przykładowo, obok zakaz tatuowania się czytamy tam m.in. o szanowaniu matki i ojca, zakazie kradzieży, oszustwa i kłamstwa, nieuprawianiu czarów, wróżbiarstwa, niezwracania się do wywołujących zmarłych, wydawaniu sprawiedliwych wyroków, niewyzyskiwaniu swego bliźniego. Zaledwie kilka z podanych tam reguł odnosi się do rzeczy, które nie są tradycyjnie obecne w nauczaniu chrześcijańskim jako aktualne, a więc np. zakaz obsiewania pola dwoma gatunkami ziarna czy też noszenia szat z dwóch rodzajów lnu. Zwolennicy zaś tatuaży powołują się na tę zdecydowaną mniejszość przykazań z 19 rozdziału Księgi Kapłańskiej, by przekonać innych, że na pewno zakaz tatuowania się należy do tej samej kategorii nie tyczących się uniwersalnej i obiektywnej moralności reguł. To jest podejście manipulacyjne albo wynikające z pośpiesznej, nieuważnej lektury tej części owej księgi. Obecność zakazu tatuowania się w 19 rozdziale Księgi Kapłańskiej samo w sobie jeszcze nie rozstrzyga tego, czy zasada ta jest wyrazem obiektywnej moralności czy może jest zmienną, uwarunkowaną kulturowo normą.

    Ad. 3. To, że zakaz nacinania ciała na znak żałoby po zmarłym został umieszczony obok zakazu tatuowania się nie oznacza od razu, iż na pewno w takim razie jest to jedna i ta sama zasada. Można by tak powiedzieć, gdyby 28 werset 19 rozdziału Księgi Kapłańskiej brzmiał: „Nie będziecie się tatuować po to, by czynić znak żałoby po zmarłym„. Jednak ten fragment tak nie brzmi. Jest więc prawdopodobną tezą, iż Księga Kapłańska (19: 28) podaje dwa odrębne od siebie zakazy, a nie tylko jeden zakaz.

    Ad. 4. Pismo święte nie podaje uzasadnienia zakazu tatuowania się, dlatego twierdzenie, iż przykazanie to było motywowane jego ówczesną pogańską treścią jest pewnego rodzaju domysłem. Zresztą to, że prawdopodobnie w starożytności tatuaże odwoływały się do pogaństwa nie oznacza, iż w takim razie tatuowanie nie nawiązujące do takich treści jest automatycznie OK. Przykładowo, w Starym Testamencie potępia się i zakazuje prostytucji o charakterze kultowym (czyli takiej sprawowanej w ramach pogańskiego kultu), ale czy w takim razie oznacza to, iż prostytucja nie-sakralna, lecz komercyjna jest moralnie w porządku?

    Ad. 5. Nie wszystkie rzeczy, które były praktykowane przez pogan są od razu złe czy niebezpieczne (np. poganie nosili buty, co nie oznacza, że było to czymś niewłaściwym), ale trzeba odróżnić coś co jest specyficznego dla pogańskich społeczności od tego, co jest nie jest dla takowych czymś wyróżniającym i oryginalnym. Przykładowo, poganie nosili obuwie, ale nie było to rzeczą ich wyróżniającą, gdyż żydzi i chrześcijanie też praktykowali ów zwyczaj. Jednak np. składanie krwawych ofiar z ludzi czy sakralna prostytucja miały swój początek w pogańskich narodach, były one wśród nich często rozpowszechnione, a jeśli zdarzały się takowe rzeczy wśród żydów, to stanowiły one wynik naśladownictwa pogańskich obyczajów. Podobnie, zwyczaj tatuowania się miał swe początki w pogańskich społecznościach, a do narodów chrześcijańskich dotarł później w skutek naśladownictwa tychże ludów. Choć nie jest to jeszcze argument w 100 procentach niezawodny, to sam ów fakt (pogańskie korzenie i popularność wśród pogan owego zwyczaju) powinien nas pobudzać do szczególnej ostrożności i podejrzliwości wobec tatuowania się. Choć bowiem poganie nie błądzą zawsze i wszędzie, to jednak ich umysł oraz serce są w większym stopniu narażone na oddziaływanie szatana i jego demonów, a także są oni bardziej podatni na różne pokusy do grzechu.

    Ad. 6. Należy odróżnić te ingerencje w funkcjonowanie naszego organizmu oraz otaczającego nas świata przyrody, które służą czemuś dobremu i konstruktywnemu od tych z nich, które są w zasadzie bezużyteczne, a jeśli już to służą próżności, nieskromności oraz powodują mniejsze bądź większe ryzyko dla zdrowia. Nie można więc np. porównać choćby obcinania włosów i paznokci z robieniem tatuaży. Te pierwsze czynności w oczywisty sposób służą lepszemu funkcjonowaniu naszych ciał (zbyt długie włosy mogą utrudniać widzenie, długie paznokcie ranić innych, łamać się powodując uszkodzenia palców, etc.). Tatuowanie się jednak z praktycznego i zdrowotnego punktu widzenia niczemu zasadniczo nie służy, a jeśli już to może zaszkodzić. Od strony estetycznej jest to bowiem oszpecanie siebie, które polega na wstrzykiwaniu w swój organizm sztucznych barwników, co powoduje może nie duże, ale jednak pewne ryzyko dla zdrowia. Bilans możliwych zysków i strat w przypadku tatuaży nie wypada dla nich pozytywnie. Są one bowiem tym rodzajem nienaturalnej interwencji w organizm, która żadnego wymiernego dobra nie powoduje, a za to oszpeca i wywołuje możliwe komplikacje zdrowotne.

    Ad. 7. Nie istnieje dogmat o bezgrzeszności i bezbłędności chorwackich katolików oraz egipskich Koptów. To, że oni coś przez wieki często czynili, nie oznacza od razu, że na pewno było to dobre. Mogli wszak robić rzeczy niewłaściwe w dobrych intencjach. Poza tym, nawet, gdyby uznać, że ten przypadek tatuowania się dałoby się uzasadnić, to i tak nie dałoby się tego usprawiedliwienia rozciągnąć na innego rodzaju tatuaże. Chorwaccy katolicy i egipscy Koptowie czynili to bowiem po to, by nie wyrzec się wiary w Chrystusa, w ogromnej zaś większości przypadków tatuaży nie czyni się w tej intencji, ani też nie ma żadnej ku temu potrzeby. Jeśli zaś chodzi o tatuaże o treści chrześcijańskiej czynione czasami w naszych czasach i w naszym kręgu kulturowym, to i ich zasadność można zakwestionować. Istnieje bowiem wiele innych sposobów przyznawania się do wiary w Pana Jezusa (np. modlitwa przed posiłkiem), z którymi nie wiąże się tyle podejrzanych konotacji co z tatuażami.

     

    PODSUMOWANIE

    Argumenty podawane w obronie tatuaży nie wydają się brzmieć zbyt wiarygodnie i przekonująco. Nie widać mocnych przesłanek na rzecz tezy, jakoby starotestamentowy zakaz tatuowania się miał charakter przykazania obrzędowego, a przez to tymczasowego i nie będącego wyrazem naturalnego prawa oraz porządku moralnego.  Tak naprawdę, już sam naturalny zmysł, intuicja oraz rozsądek wydają się podpowiadać nam, iż jest to zupełnie bezużyteczne oszpecanie swego ciała i nawet jeśli na siłę dałoby się wymyślić jakieś dobra mające z tego wyniknąć, to po stronie minusów tatuowania się można bez problemu wskazać więcej rzeczy.

     

  4. Które z przykazań i praw Starego Testamentu obowiązują chrześcijan?

    Leave a Comment

    Przy omawianiu niektórych kwestii moralnych w rodzaju zdobienia swego ciała tatuażami, cielesnego karcenia dzieci czy też stosowania kary śmierci za pewne nieprawości, częstym argumentem jaki jest stosowany przez przeciwników bądź zwolenników tych rzeczy jest stwierdzenie, iż „chrześcijan nie obowiązują prawa Starego Testamentu„. Czy jest to zasadne twierdzenie? Owszem, jest to zdanie prawdziwe, ale tylko po części. Część bowiem z przykazań i praw Starego Testamentu nie obowiązuje chrześcijan (a pełnienie niektórych z nich jest im nawet zakazane), ale część z tych przykazań i praw jak najbardziej wiąże nas w sumieniu. Nie można więc tu dać żadnej absolutnej i ogólnej reguły typu: „Chrześcijan nie obowiązują przykazania Starego Zakonu” albo przeciwnie „Chrześcijan obowiązują przykazania Starego Przymierza„. Odpowiedź na pytanie, czy uczniów Pana Jezusa obowiązuje zapisane wcześniej w Starym Testamencie przykazanie będzie bowiem zależała od rozpoznania, czy to przykazanie miało charakter moralny, sądowy czy obrzędowy.  Mówiąc bowiem w skrócie – moralne przykazania Starego Przymierza jak najbardziej wiążą chrześcijan w sumieniu; prawa tam zawarte o charakterze sądowym nie obowiązują chrześcijan w sensie ścisłym, ale ich spełnianie nie jest też chrześcijanom zakazane; z kolei przykazania Starego Zakonu o charakterze obrzędowym nie tylko nie obowiązują chrześcijan, ale są im zakazane pod karą grzechu.

    Wskazane wyżej rozróżnienia nie są mego autorstwa, ale stanowią najbardziej klasycznie chrześcijańskie podejście do kwestii obowiązywania praw i przykazań Starego Testamentu. W ten sposób na ów temat nauczał w swej „Sumie teologicznej” choćby św. Tomasz z Akwinu. Pochylmy się więc na chwilę nad uzasadnieniem tych tradycyjnych rozróżnień tyczących się obowiązywania przykazań Starego Zakonu.

    Przykazania moralne Starego Testamentu to np. zakaz zabijania niewinnych, cudzołożenia, oszukiwania, kłamania, nakaz szanowania rodziców, wspierania ubogich, itp. Zasady te są niezmienne, gdyż tyczą się funkcjonowania ludzkiej natury, która jest też w swych zasadniczych podstawach niezmienna i niezależna od uwarunkowań kultury, historii czy okoliczności. To, że morderstwo, cudzołóstwo, kłamstwo czy oszustwo rani oraz krzywdzi naszych bliźnich było prawdziwe 6 tysięcy lat temu, tysiąc lat temu, jak i będzie prawdziwe za 100 tysięcy lat, jeśli tylko jeszcze nasz świat będzie istniał. Natura tych rzeczy się nie zmieni, tak jak nie zmieni się to, iż kobiety rodzą dzieci, jako ludzie mamy krew, serce, wątrobę, itp.

    Przykazania sądowe Starego Testamentu to przede wszystkim różnego rodzaju kary i sankcje, które były przewidziane za popełnienie poszczególnego rodzaju grzechów, a więc np. zabijanie za czary, homoseksualizm, bałwochwalstwo, nakaz zwrócenia w poczwórny bądź pięciokrotny sposób wartości skradzionej przez siebie rzeczy, etc. Te prawa nie obowiązują w sensie ścisłym chrześcijan, gdyż zostały dane jednemu konkretnemu  narodowi (czyli Żydom) przy uwzględnieniu warunków, w którym przyszło mu żyć oraz szczególnej misji dziejowej, która została mu powierzona. Narody zaś o charakterze chrześcijańskim nie muszą ich przestrzegać pod karą grzechu, gdyż nie żyją w dokładnie takich samych warunkach, w jakich żyli niegdyś Żydzi. To jednak nie oznacza, że chrześcijańscy władcy nie mają moralnego prawa do wprowadzania części bądź nawet całości sądowych praw Starego Testamentu, o ile po namyśle i roztropnym rozeznaniu uznają, iż okoliczności, w których przyszło im panować, czynią wskazanym taką prawną adaptację. Chrześcijański władca ma więc np. prawo karać śmiercią za cudzołóstwo, morderstwo, czary czy homoseksualizm i nie można go za to ganić czy potępiać. Tym bardziej zaś, chrześcijańscy władcy nie tylko mają prawo, ale wręcz powinni inspirować się duchem praw sądowych Starego Testamentu, gdyż przykazania te były autorstwa Boga i odzwierciedlały Jego charakter oraz mądrość. Tak więc, nawet jeśli w danym chrześcijańskim państwie nie karze się śmiercią cudzołóstwa czy homoseksualizmu, to jeszcze nie oznacza, że występki te powinny być z samej zasady wolne od jakichkolwiek kar. Czyny te bowiem tak jak niegdyś szkodzą społeczeństwu, więc choć surowość kary za owe, nie musi być dokładnie taka sama jak pod Starym Przymierzem, nie znaczy jednak to, iż mają być one prawnie bezkarne. Podsumowując jednak tę część naszych rozważań – prawa sądowego Starego Zakonu w ich ścisłym i literalnym sensie nie są chrześcijanom ani nakazane, ani zakazane.

    Przykazania obrzędowe Starego Testamentu to różne przepisy i regulacje tyczące się judaistycznego kultu świątynnego, sposobu składania ofiar, ówczesnego kapłaństwa, poszczególnych świąt, itp. Te prawa i przepisy są zakazane chrześcijanom, dlatego, że ich celem było wskazywanie na doskonałą ofiarę Pana Jezusa, która miała przyjść, a wraz z ofiarą Chrystusa straciły one swą aktualność i znaczenie. Po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa kontynuowanie tych obrzędów sugerowałoby więc, iż Mesjasz jeszcze nie nadszedł i nie spełnił swej ofiarniczej misji, a to byłoby wielkim bluźnierstwem.

     

    Oczywiście, w przypadku poszczególnych przykazań Starego Testamentu może zachodzić trudność w rozeznaniu, czy należą one do moralnych, sądowych lub obrzędowych? W jaki sposób to rozpoznać. Poniżej podam parę kryteriów pomocnych w takim rozeznaniu.

    Po pierwsze: przykazania moralne często – choć nie zawsze – są powtórzone w treści Nowego Testamentu lub pismach Ojców Kościoła. Na przykład apostołowie w swych listach nieraz pisali, iż nie należy kraść, kłamać, oszukiwać, cudzołożyć, czynić bałwochwalstwa, a trzeba za to szanować rodziców, wspierać ubogich, itd. Z kolei, jeśli chodzi o starotestamentowy zakaz przebierania się w szaty płci przeciwnej, to co prawda owa zasada nie jest dosłownie powtórzona w Nowym Testamencie, jednak podają ją w swych pismach Ojcowie Kościoła – stąd wniosek, iż prawdopodobnie również ta reguła miała charakter ściśle moralny.

    Po drugie: jeśli w księgach Nowego Testamentu nie ma wskazania na to, iż dane przykazanie ze Starego Testamentu wciąż obowiązuje chrześcijan, to jest to prawdopodobna (choć niekoniecznie absolutnie pewna) przesłanka na rzecz tezy, iż dana zasada już nie obowiązuje. Na przykład, w Nowym Testamencie nie powtarza się zasad typu, iż nie wolno łączyć mięsa z mlekiem czy też ubierać się w szaty składające się jednocześnie z wełny i lnu – milczenie tej części Biblii na ów temat jest więc wskazówką na rzecz tezy, iż owe przykazania już nie obowiązują chrześcijan. Ale uwaga, nie zawsze to tak działa. Na przykład, starotestamentowy zakaz zoofilii nie jest dosłownie powtórzony w Nowym Testamencie, ale któż w związku z tym ośmielałby się twierdzić, że w takim razie seks ze zwierzętami jest chrześcijanom dozwolony.

    Po trzecie: część z przykazań Starego Testamentu została mniej lub bardziej wyraźnie odwołana w Nowym Testamencie. Na przykład św. Paweł Apostoł pisze, że poddawanie się obrzędowi obrzezania poddaje w wątpliwość ofiarę Pana Jezusa. W innym miejscu ów apostoł pisze zaś, żeby nikt nie sądził chrześcijan z powodu zachowywania świąt nowiu i szabatu. Z kolei, całe ustępy Listu do Hebrajczyków poświęcone są wyjaśnianiu tego, iż prawa obrzędowego Starego Przymierza miały swą wartość do czasu śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa.

    Po czwarte: może zdarzyć się tak, że co prawda w sensie dosłownym dana zasada Starego Testamentu nie obowiązuje chrześcijan, ale duch za nią stojący przekazuje nam zasadę moralną, którą mamy się kierować. Przykładowo, w Starym Zakonie Bóg nakazał wypłacać robotnikom ich zarobek na koniec każdego dnia pracy. Prawdopodobnie nie oznacza to, iż system comiesięcznych wypłat jest niemoralny, jednak głębszy sens tego przykazania, a mianowicie to, iż należy w sposób regularny wypłacać pracownikom ich pensje i nie powinno się z nimi zalegać jest zawsze aktualny.