Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: prawo kanoniczne

  1. Opłaty za sakramenty są zakłamaniem

    Leave a Comment

    Jak podaje serwis eKai.pl, katoliccy biskupi z Filipin dążą do tego, by w 500 rocznicę dotarcia do ich kraju chrześcijaństwa (czyli do 2021 roku ) nastąpiło w zarządzanych przez nich diecezjach całkowite zniesienie systemu opłat za różnorodnego rodzaju kościelne posługi (Msze święte, pogrzeby, chrzty itp).

    Jednym z hierarchów, który już teraz zdecydował się na ten krok, jest biskup Ruperto Santos z diecezji Balanga. Wydał on zarządzenie znoszące stałe taryfy za pogrzeby i błogosławieństwa na terenie swej diecezji. Przepis ten wejdzie w życie 21 kwietnia b. roku, czyli w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego.

     

    Droga wyznaczana w tej kwestii przez filipińskich biskupów jest jak najbardziej godna pochwały. Niestety bowiem częste zwyczaje kościelne polegające na faktycznym wymaganiu ustalonych opłat za udzielanie sakramentów i sakramentaliów niosły i niosą za sobą zbyt wiele dwuznaczności oraz zamieszania. Jakim bowiem mianem można określić sytuację polegającą na tym, iż z jednej strony nazywa się datki na posługi kościelne mianem „dobrowolnej ofiary” albo nawet „jałmużny”, z drugiej zaś strony z góry określa się ich wysokość, a nawet stawia się sprawę poprzez znaną formułę: „Co łaska, ale nie mniej niż …”? Nazywanie takich praktyk dwuznacznością jest i tak łagodnym określeniem, gdyż niestety chyba trafniejszym słowem byłoby tu raczej „zakłamanie”.

     

    Oczywiście wierni świeccy powinni troszczyć się o materialne utrzymanie osób sprawujących posługę duchowną, ale można to przecież czynić bez systemu opłat za sakramenty i sakramentalia. Lepsze już by było wprowadzenie na wzór Niemiec podatku kościelnego czy nawet przywrócenie dziesięciny niż podtrzymywanie praktyk oraz zwyczajów, które przynajmniej sprawiają wrażenie handlu sakramentami i sakramentaliami (co tradycyjnie określało się jako grzech symonii).

     

    Warto w tym kontekście przytoczyć jedno z zarządzeń Soboru Laterańskiego IV, które było wymierzone w grzech symonii i chciwości osób duchownych:

    Do Stolicy Apostolskiej często dochodzą głosy, że niektórzy duchowni żądają i wymuszają pieniądze za obrzędy pogrzebowe, błogosławieństwa ślubne i im podobne. Jeśli nie zadowoliłoby się ich chciwości, chytrze wymyślają fikcyjne przeszkody.
    Niektórzy zaś świeccy powodowani fermentem heretyckiej przewrotności, pod pretekstem kanonicznej prawowierności usiłują występować przeciw godnemu pochwały zwyczajowi, wynikłemu z pobożności wiernych, [składania ofiar] na rzecz Kościoła świętego.
    Dlatego zabraniamy niegodnej praktyki pobierania opłat w wyżej wymienionych przypadkach i jednocześnie zalecamy, aby zachowywać pobożne zwyczaje. Postanawiamy, że sakramentów Kościoła należy udzielać bez opłat, ci zaś, którzy podstępnie usiłują zmienić godny pochwały zwyczaj [składania ofiar pieniężnych], po rozpoznaniu prawdy, zostaną powściągnięci przez biskupa miejsca.

    Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, iż wedle uznanych przez władze kościelne prywatnych objawień Najświętsza Maria Panna i św. Józef nie pobierali żadnych określonych opłat za wykonywaną przez siebie pracę:

    Chociaż św. Józef i św. Maryja wykonywali pracę dla innych, nigdy nie domagali się za nią żadnej zapłaty ani nie wyznaczali ceny. Ponieważ pracowali nie dla zysku, ale z miłości bliźniego albo by zaspokoić swoje potrzeby, pozostawili kwestię zapłaty swoim zleceniodawcom. Przyjmowali ją jako dobrowolnie daną jałmużnę, a nie zarobione wynagrodzenie. Józef nauczył się od Maryi doskonałego stopnia świętości w kwestiach ekonomicznych” (Patrz: „Życie Maryi w wizjach wielkich mistyczek. Na podstawie objawień św. Elżbiety z Hesji, św. Brygidy Szwedzkiej, bł. Marii z Agredy i bł. Anny Katarzyny Emmerich”, Kraków 2014, s. 147).

     

    Od redakcji: Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl; https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-oplaty-za-sakramenty-sa-zaklamaniem,124113.html

  2. Czy prof. Romuald Dębski powinien mieć kościelny pogrzeb?

    Leave a Comment

    Nie jest wielką tajemnicą, iż w ostatnich dziesięcioleciach hierarchia katolicka ma dość poważne problemy z egzekwowaniem ducha i litery prawa kanonicznego w odniesieniu do tego, komu powinien być odmówiony kościelny pochówek. Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 1184 stwierdza wszak, że takiego obrzędu pozbawieni winni być m.in. ekskomunikowani, notoryczni heretycy oraz jawni grzesznicy, jeśli „przed śmiercią nie okazali żadnych oznak pokuty„. Mimo to jednak, czy to zagranicą czy to w Polsce nieraz słyszy się o osobach zmarłych, które za życia podpadały pod wyżej wymienione kategorie, a jednak po śmierci otrzymały kościelny pogrzeb, chociaż nie za bardzo było wiadomo, by wyraziły jakieś zewnętrzne oznaki skruchy za popełnione przez siebie nieprawości. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych w 2009 roku odbył się uroczysty kościelny pochówek senatora Teda Kennedy’ego, który był jednym z gorliwszych zwolenników legalności aborcji na życzenie oraz małżeństw homoseksualnych. Z kolei, w Polsce słyszeliśmy już o kościelnym pogrzebie Daniela z Ełku, który zginął na krótko po tym, jak dokonał kradzieży oraz obrzucił obelgami pracowników jednej z restauracji. Nie tak dawno w naszym kraju nie tylko sam katolicki pochówek, ale została też odprawiona Msza pogrzebowa w której wręcz pod niebiosa wychwalano zmarłego zostały odprawione za jednego artystę-muzyka, znanego ze współpracy z ruchami LGBT oraz upowszechniania różnych form bezwstydu.

     

    W podobnym (choć nie dokładnie identycznym duchu) można odczytywać fakt udzielenia katolickiego obrzędu pogrzebowego znanemu lekarzowi-ginekologowi prof. Romualdowi Dębskiemu. Człowiek ten był bowiem znany z dokonywania aborcji oraz tego, iż w podległej mu placówce dokonywano takich zabiegów. W tym zakresie stanowił więc on przykład „jawnego grzesznika” na którym dodatkowo ciążyła kara automatycznej ekskomuniki (patrz: Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1398).  Ponadto, można by się poważnie zastanawiać nad tym, czy prof. Dębski nie był tak naprawdę heretykiem, gdyż uważając za słuszną legalność aborcji w niektórych wypadkach sprzeciwiał się tym samym doktrynie powszechnego Magisterium zwyczajnego Kościoła, które uczy, iż każda aborcja powinna być prawnie zakazana. A nauczanie na temat wiary i moralności przekazywane przez powszechne i zwyczajne Magisterium Kościoła należy do nieomylnej doktryny, którą chrześcijanie winny przyjmować aktem wiary Boskiej i katolickiej, i której uparte przeciwstawianie się oznacza herezję. Nie można zaś mówić, iż katolickie nauczanie na temat nielegalności aborcji nie należy do zakresu moralności, ale tyczy się „tylko polityki„. Jest to po prostu nauczanie na temat moralnych powinności osób sprawujących władzę, które dodatkowo jest w pewien, przynajmniej pośredni sposób, zakorzenione w nauczaniu Pisma świętego mówiącego, iż „władza nie na próżno nosi miecz” po to by „karać zło i złych” (Rz 13: 1 – 4).

    Istniały więc poważne powody, by w świetle ducha i litery prawa kanonicznego zakazującego udzielania kościelnego pogrzebu niektórym kategoriom zmarłych osób zadawać pytania o stosowność udzielenia takowego prof. Romualdowi Dębskiemu. Co jeszcze ważniejsze w tej sprawie, tak naprawdę nie wiemy, czy człowiek ten przed śmiercią wyraził na płaszczyźnie zewnętrznej jakiekolwiek oznaki skruchy. Co prawda, kuria warszawska w swym komunikacie tyczącym się jego pogrzebu stwierdziła, iż „został on opatrzony przed śmiercią sakramentami świętymi”, ale z tak enigmatycznego stwierdzenia może wynikać z jednej strony wszystko, z drugiej zaś nic w temacie ewentualnego żalu prof. Dębskiego. Mógł on wszak się wyspowiadać i wtedy rzeczywiście byłby to z jego strony akt, który mógłby być interpretowany jako przejaw skruchy. Ale równie dobrze, mógł prof. Dębski zostać opatrzony sakramentem namaszczenia chorych wówczas, gdy znajdował się już w stanie nieprzytomności i co więcej ów sakrament mógł mu być wówczas udzielony nie na jego wcześniejszą prośbę, ale na wniosek jego rodziny. W tym drugim wypadku nie byłoby tak naprawdę żadnych zewnętrznych oznak skruchy prof. Dębskiego i opatrzenie go sakramentem chorych nie powinno być podstawą do udzielenia mu kościelnego pogrzebu. Ponadto, gdyby ów znany lekarz-ginekolog rzeczywiście przystąpił do spowiedzi to fakt publicznego charakteru zła, jakie popełniał powinien zmotywować spowiadającego go księdza, by zobowiązał swego penitenta do wyrażenia jakiejś publicznej formy skruchy.

     

    Żadnej z tych poważnych wątpliwości kuria warszawska jednak nie wyjaśniła. Nie wiemy, czy prof. Dębski się przed śmiercią wyspowiadał. Nie wiemy czy sam prosił o sakrament namaszczenia chorych, czy może zrobiła to jego rodzina wówczas, gdy pozbawiony on był świadomości. Co najważniejsze, nie wiemy wreszcie, czy prof. Dębski był gotów publicznie odciąć się od swych wcześniejszych czynów i wypowiedzi w kwestii aborcji. Trudno więc, w przypadku kościelnego pogrzebu dla tego człowieka nie mówić o zgorszeniu wiernych. Jedną z cech zgorszenia jest bowiem przysłowiowe mieszanie ludziom w głowach, upewnianie ich w błędnych przekonaniach, usprawiedliwianie zła. Jak zaś określić sytuację, w której mianem „Bożego sługi”(bo takim mianem nazywa się w katolickich obrzędach pogrzebowych osobę umarłą) zwie się człowieka zmarłego w krótkim czasie po tym, jak patronował on dokonywaniu niektórych aborcji, a także utrzymywał, że w niektórych przypadkach zabijanie nienarodzonych dzieci powinno być legalne? Człowieka, o którym tak naprawdę nie wiemy nic, czy przed swą śmiercią wyraził żal z powodu tych swych czynów i przekonań? Czy nie jest w końcu wręcz groteskową sytuacja, w której modlitwa pogrzebowa o treści: „Pożegnajmy zmarłego (który) Przez całe życie pracował i cierpiał z Chrystusem” jest wygłaszana nad taką osobą? Przecież taka sytuacja naraża na śmieszność powagę kościelnych obrzędów, a poza tym może utwierdzać ludzi w ich grzesznym stylu życia.