Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: porządek

  1. Grzegorz Braun za penalizacją aktywności homoseksualnej „jako takiej”

    Leave a Comment

    Jak do tej pory w III Rzeczypospolitej żaden bardziej rozpoznawalny polityk nie odważył się – przynajmniej publicznie – opowiedzieć się za wprowadzeniem kryminalizacji aktów homoseksualnych. Szczytem obyczajowego konserwatyzmu w tej kwestii na naszej prawicy było co najwyżej, i to też niezbyt śmiałe, popieranie prawnego zakazu tych czy innych przejawów publicznej propagandy sodomii. Wydaje się jednak, iż tej swego rodzaju „prawicowej poprawności” wyrażającej się w zapewnieniach „Ależ my, nikomu nie chcemy zaglądać do łóżek” rzucił ostatnio wyzwanie, nie kto inny, tylko – sam znany wcześniej z tego typu wypowiedzi – Grzegorz Braun. Ów były kandydat na urząd Prezydenta Polski oraz jeden z czołowych działaczy „narodowo-wolnościowej” koalicji o nazwie „Konfederacja” w wywiadzie dla internetowej telewizji „wRealu24” stwierdził co następuje:

    Ja muszę przyznać się do dość poważnej reasumpcji moich wniosków w tej sprawie. Ja kiedyś łudziłem się, że to są sprawy, które zgodnie z polską tradycją, że wolność Tomku w swoim domku, że można zostawić, że tak powiem zaciszu domowemu. (…) Ale dziś, wydaje mi się, że szydło tak bardzo wyszło z worka (Przepraszam panią premier); tak bardzo ujawniło się, o co tak naprawdę tutaj chodzi, że nie ma mowy o jakimś modus vivendi. Że nie ma mowy o tym, że osiągniemy w tej, w tym obłędzie tolerancjonizmu jakąś linię demarkacyjną i wtedy sodomici powiedzą: OK, to już mamy, cośmy chcieli. Nie. Oni chcą się dobierać do naszych dzieci. I właśnie nawet wcale tego nie tają. I w związku z tym, proszę Państwa na czym zmiana u mnie polega? Ja dzisiaj opowiadam się za penalizacją aktywności homoseksualnej jako takiej.

    Po tej deklaracji Grzegorza Brauna, prowadzący program Marcin Rola niejako chyba nie do końca dowierzając temu co przed chwilą usłyszał zapytał polityka „Konfederacji”: W ogóle? Całkowicie?

    Na co Grzegorz Braun odpowiedział:

    Tak, tak. Ja chciałbym wrócić w tej sprawie do czasów, w których świat nie stał jeszcze na głowie i było zupełnie jasne, że kto podejmuje czynności ryzykowne, kto się zachowuje ryzykownie, ten ryzykuje (…) Tak ja to postuluję. Karalność sodomii jako takiej. To jest mój postulat. Wystąpię z takim wnioskiem. Zobaczymy jak zostanie on przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Od jesieni daj Boże za pośrednictwem moich kolegów, koleżanek konfederatów na forum Parlamentu warszawskiego trzeba taki wniosek złożyć, bo dosyć tego„.

    Cóż można rzec na tą zaskakującą zmianę poglądów pana Grzegorza Brauna? Osobiście, jako krytyk niektórych z innych jego wypowiedzi (np. na temat imigrantów czy sposobu w jaki wypowiadał się on na temat opisanego w księgach Starego Testamentu powstania Machabeuszy) jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem pokory i odwagi tego polityka. Pokory, gdyż trzeba się takową wykazać, publicznie korygując swe wcześniejsze i wielokrotne wypowiedzi na podobne tematy. Odwagi, albowiem pogląd o tym, iż czyny homoseksualne powinny być prawnie karalne jako takie, nie należy do popularnych również na prawicy. Nie sądzę też, by większość z polityków „Konfederacji” do której należy Grzegorz Braun podzielała jego najnowsze wypowiedzi w tej sprawie i w związku z tym prawdopodobnie głowią się oni już na tym, jak w oczach opinii publicznej złagodzić jasny i jednoznaczny jego wypowiedzi. Pozostaje jednak mieć nadzieję, iż zgodnie z treścią tradycyjnego przysłowia: „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając” świadomość słuszności postulatów prawnej karalności czynów homoseksualnych oraz niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa) będzie stopniowo docierać do coraz szerszych kręgów polskiej prawicy oraz środowisk katolickich.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2017/08/12/11-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane-i-karalne/

     

  2. Czy prawny zakaz pewnych grzechów jest negacją wolnej woli?

    Leave a Comment

    Wiele razy, gdy rozmawia się o potrzebie zakazywania przez państwo niektórych z grzechów, które bezpośrednio nie naruszają czyjejś wolności (ale które mimo to często krzywdzą osoby postronne, jak to ma miejsce np. w przypadku niewierności małżeńskiej, pijaństwa czy rozpowszechniania pornografii), przeciwnicy takich rozwiązań wyciągają jeden ze swych koronnych argumentów mówiąc: „Pan Bóg dał ludziom wolność wyboru pomiędzy dobrem, a złem, więc władza, która chce zakazywać czynienia zła, występuje przeciw Bożej woli„. To stwierdzenie, choć wydaje się być na pierwszy rzut oka efektowne, jest całkowicie bzdurne i wynika z  niezrozumienia tego, co w rzeczywistości oznacza fakt, iż Bóg dał ludziom wolną wolę.

     

    Zacznijmy od tego, że gdyby przyjąć liberalne i libertariańskie rozumienie Bożego daru wolnej woli, jako implikującego niemoralność państwowych zakazów wymierzonych w różne dobrowolnie czynione grzechy, to samego Boga musielibyśmy oskarżyć o poważną niekonsekwencję a nawet sprzeczność w swych działaniach. A to dlatego, że owszem Bóg „stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (Syr 15: 14), jednak z drugiej strony ten sam Bóg ustanawiając starożytny Izrael jako państwo i naród, polecił jego rządzącym, by karali różne dobrowolnie czynione występki i nieprawości, np. pod sankcją śmierci zakazane było bałwochwalstwo (Wj 22: 20); bluźnierstwo (Kpł 24: 15 – 16);  okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14). Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju. Czy więc Bóg popadł tu w sprzeczność Sam ze Sobą, czy jednak  prawda o tym, iż człowiekowi został dany wolny wybór pomiędzy cnotą a grzechem, nie jest sprzeczna z tym,  że władze cywilne  mają moralne praw zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów?

    Otóż, tradycyjna filozofia katolicka rozróżnia trzy rodzaje wolności.

    Pierwszym z tych rodzajów jest tzw. wolność psychologiczna, która jest właśnie w sensie ścisłym Bożym darem wolnej woli. Została ona dana ludziom w odróżnieniu od zwierząt i oznacza ona, iż człowiek jest w stanie, przynajmniej w swym umyśle, sercu i rozumie, dokonywać wyborów pomiędzy dobrem i złem. I w tym znaczeniu, nikt nie tylko, że  może, ale nie jest nawet w stanie odebrać człowiekowi wolnej woli. Nawet więc, gdyby jakieś państwo zamierzało coś takiego robić, to nie byłoby możliwe do zrealizowania z oczywistych względów. Na przykład, o ile państwo, rodzice, policjanci mogą w pewnych okolicznościach powstrzymać kogoś przed cudzołożeniem albo upiciem się jako zewnętrznie dokonywanym uczynkiem, to nie są zdolni zmusić kogoś, by o takich rzeczach nie myślał z upodobaniem i ochotą. A zatem w tym sensie, oczywiście, że państwo nie tylko, że nie powinno, ale i z natury rzeczy nie jest w stanie ingerować w daną człowiekowi wolność.

    Drugim z rodzajów wolności jest tzw. wolność moralna. Polega ona na tym, iż pewne nasze wybory podobają się Bogu, a inne z nich są Mu wstrętne i obrzydliwe. W tym zaś znaczeniu nie można powiedzieć, by Bóg dał człowiekowi absolutną wolność, ale że wolność ta ma swoje granice wyznaczone przez Stwórcę poprzez objawione przez niego przykazania i prawa.

    Trzecim zaś rodzajem wolności, podstawowym zresztą dla rozważań o prawie władz cywilnych do zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów jest tzw. wolność fizyczna. Oznacza ona, wolność realizowania na zewnątrz swych wewnętrznych aktów wolnej woli. Innymi słowy, jest to wolność od zewnętrznego przymusu i kar za czynione zewnętrznie zło. Taka zaś wolność powinna być ograniczana przez prawa i stosowne kary stanowione przez władze cywilne oraz inne autorytety (np. rodziców, nauczycieli w szkole, przełożonych w pracy). O ile bowiem, nie jesteśmy w stanie komuś zabronić np. uwodzenia czyjeś żony w myślach, o tyle ze względu na dobro innych ludzi, powinniśmy mu utrudniać realizację tych myśli w świecie rzeczywistym. Podobnie rzecz się ma w przypadku zakazu innych nieprawości, np. państwo zakazuje fizycznego morderstwa, mimo, że nie jest w stanie zakazać komuś zabijania ludzi w swych myślach. Ba, zresztą nie tylko, w takich okolicznościach można moralnie ograniczać czyjąś wolność fizyczną, ale nieraz czyni to sama natura (a raczej Bóg za jej pośrednictwem). Na przykład, ktoś chciałby kraść, ale nie jestem w stanie, gdyż stracił obie ręce, albo chciałby oglądać pornografię, ale nie może tego robić, gdyż stracił wzrok, etc. Nie istnieje zatem jakaś absolutna (albo ograniczana tylko ze względu na wolność drugiego człowieka) wolność do braku kary ze strony władz cywilnych za pewne dobrowolnie czynione grzechy. Państwo owszem nie jest w stanie nikomu odebrać wolnej woli, ale jest w stanie utrudniać i zniechęcać kogoś do realizacji na zewnątrz aktów owej woli [1].

     

    Liberalno-libertariańska argumentacja miesza więc ze sobą dwie przesłanki: słuszną (Bóg dał człowiekowi wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości).

    Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji.

    Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci, pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” [2].

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmienią serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List „Ad Vincentium”) [3].

     

    Przypisy:

    1. Tradycyjne rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi rodzajami wolności podaję za: Abp Marcel Lefebrve, „Oni Jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa„, Warszawa 1997, s. 39 – 40.

    2. Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna w skrócie„, Warszawa 2000, s. 343 – 344.

    3. Cytat za: Abp Marcel Lefebrve, jw., 44.

     

     

  3. Czy Katechizm Kościoła Katolickiego wyklucza karę śmierci za cudzołóstwo?

    Leave a Comment

    W reakcji na mój poprzedni artykuł pt. „Kamienowanie cudzołożników i cudzołożnic było dobre, mądre oraz sprawiedliwe” pojawiło się kilka krytycznych głosów i sugestii mych czytelników, do których chciałbym się ustosunkować. A zatem:

     

    PO PIERWSZE: sam nie jestem, zasadniczo rzecz biorąc, zwolennikiem karania śmiercią za niewierność małżeńską. Owszem, wierzę w to, iż w czasach Starego Testamentu kara ta była w pełni dobra, mądra i sprawiedliwa. Nie widzę zresztą innej możliwości, gdyż taką sankcję karną dla ówczesnego narodu żydowskiego ustanowił Bóg, a On przecież się nigdy nie myli i nigdy nie nakazuje mam czynienia czegoś, co byłoby ze swej istoty złe i niegodziwe. Przyznaję też otwarcie, że nie widzę żadnych mocniejszych przesłanek, by traktować karę śmierci za cudzołóstwo jako zawsze złą i zawsze niedozwoloną również po ustaniu obowiązywania Starego Testamentu. Jak to bowiem już obszernie wyjaśniałem w swym poprzednim tekście, interpretacja zachowania Pana Jezusa wobec cudzołożnej kobiety, jako rzekomo potępiająca taką karę jest powierzchowna i nie uwzględnia wielu innych czynników. Pogląd zaś, jakoby z nastaniem Nowego Testamentu chrześcijańskim władcom zakazane było stosowanie karno-sądowych praw Starego Przymierza został wyraźnie odrzucony przez św. Tomasza z Akwinu:

    Przykazania sądownicze nie miały na zawsze obowiązywać; zgasły na skutek przyjścia Chrystusa: inaczej jednak niż przykazania obrzędowe. Te ostatnie do tego stopnia zgasły n że stały się nie tylko martwe, lecz także śmiercionośne dla tych, którzy by je zachowywali po Chrystusie, zwłaszcza po rozprzestrzenieniu się ewangelii. Natomiast przykazania sądownicze stały się wprawdzie martwe, bo już nie mają siły obowiązywania, nie stały się jednak śmiercionośne. Bo gdyby jakiś rządca państwa nakazał je zachowywać w swoim państwie, nie popełniłby grzechu; chyba żeby ktoś je zachowywał lub nakazał zachowywać jako mające siłę obowiązywania z ustanowienia starego prawa. Taki bowiem zamiar ich zachowywania byłby śmiercionośny.

    Podstawą tej różnicy jest ton co wyżej powiedziano. A powiedzieliśmy, że przykazania obrzędowe w pierwszym rzędzie i same przez się były symboliczne; były bowiem głównie ustanowione dla symbolizowania tajemnic Chrystusa jako przyszłych. I dlatego zachowywanie ich godzi w tę prawdę wiary, którą wyznajemy, mianowicie że te tajemnice już się dokonały. – Natomiast przykazania sądownicze nie były ustanowione dla symbolizowania, ale porządkowania sposobu bycia tego narodu, który zmierzał ku Chrystusowi. I dlatego, gdy zmienił się stan bycia tego narodu na skutek przyjścia Chrystusa, przykazania te przestały obowiązywać. Prawo bowiem, według Apostoła, było „wychowawcą” prowadzącym do Chrystusa. Ponieważ jednak te przykazania nie miały na celu symbolizowania czegoś, a tylko spełnienie czegoś, dlatego samo ich zachowywanie w istocie rzeczy nie godziło w prawdę wiary. Natomiast zamiar zachowywania ich jako obowiązujących na mocy prawa godzi w prawdę wiary, bo z tego by wynikało, że dotychczas obowiązujący stan nadal trwa i że Chrystus jeszcze nie przyszedł [1].

    A zatem, wedle św. Tomasza z Akwinu, prawa sądowe Starego Zakonu (do których należy też kara śmierci za cudzołóstwo) nie są ani nakazane, ani zakazane władcom chrześcijańskim. Podobnie, uważam i ja osobiście. Sam nie jestem za preferowaniem karania śmiercią cudzołóstwa (opowiadam się raczej za karaniem takich czynów chłostą lub pracami społecznymi), jednak nie mogę z drugiej strony powiedzieć, iż taka sankcja byłaby współcześnie zawsze zła i niedozwolona. Co prawda, uważam iż okoliczności czasów, w których żyjemy, różnią się dość znacząco od czasów, w których Bóg dawał Mojżeszowi prawa karna mające wówczas rządzić narodem żydowskim, ale nie mogę wykluczyć też tego, że w pewnych miejscach i czasach mogą zaistnieć podobne uwarunkowania, które taką karę  czyniłyby w pełni uzasadnioną. Na przykład, jeśliby w jakimś kraju, 90 procent małżonków dopuszczałoby się cudzołóstwa, a w dodatku publicznie by się z nim obnosiło i bez skrępowania namawiało do tego występku innych, to sądzę, iż dobre by było wprowadzenie na pewien czas kary śmierci za zdradę małżeńską. Prawdopodobnie, należałoby wówczas wyłapać kilka tysięcy najbardziej zuchwałych cudzołożników, następnie wytoczyć im szeroko nagłośnione medialnie procesy, by na końcu wobec kilkuset szczególnie zdeprawowanych z nich orzec i zastosować karę śmierci. O takie okoliczności jednak jest trudno nawet w naszych mocno rozluźnionych na płaszczyźnie seksualnej czasach. Mimo wszystko, większość małżonków wciąż bowiem się nie zdradza (przynajmniej w bardziej notoryczny sposób), a ci, którzy to czynią, najczęściej nie chwalą się swym grzechem na prawo i lewo. Sądzę więc, że nie ma aktualnie potrzeby aż tak surowego karania cudzołóstwa i cel, jakim jest jego ograniczanie oraz wzmacnianie w społeczeństwie przekonania o jego złu, można osiągnąć za pomocą znacznie łagodniejszych kar w rodzaju chłosty albo prac społecznych.

     

    PO DRUGIE: jak dla mnie wątpliwe jest założenie, iż aktualne, owszem dość sceptyczne i dystansujące się wobec kary śmierci, stanowisko Magisterium Kościoła wyklucza zasadność takowej sankcji za cudzołóstwo. W punkcie numer 2267 opublikowanego w 1992 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy:

    Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony życia ludzkiego przed niesprawiedliwym napastnikiem. 

    Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem , władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

    Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.

    Na pierwszy rzut oka powyższe sformułowanie wygląda tak, jakby usprawiedliwiało ono karę śmierci jedynie za zamachy na ludzkie życie. Moim zdaniem jest to jednak dość wątpliwa interpretacja, a to choćby dlatego, że nie uwzględnia ona szerszego kontekstu nauczania katolickiego na ów temat. Zacznijmy jednak od tego, iż zacytowana wypowiedź Katechizmu nie stwierdza, że karanie śmiercią jest usprawiedliwione tylko w przypadku aktów morderstwa. Owszem, koncentruje się ona na tym czynie, ale raczej milczy na temat stosowności kary śmierci za innego rodzaju przestępstwa, aniżeli w sposób absolutny ją w odniesieniu do nich wyklucza. Jeśli np. ojciec powie swemu synowi, iż może obejrzeć bajkę jedynie pod warunkiem wcześniejszego odrobienia lekcji, to nie oznacza przecież, że wyklucza on danie mu podwieczorka jedynie wtedy, gdy posprząta też swój pokój. Po prostu, obie wypowiedzi takiego ojca będą tyczyć się innych kwestii, co nie znaczy, że muszą się wzajemnie wykluczać. Podobnie, stwierdzenie Katechizmu, iż kara śmierci może być uzasadniona wówczas, gdy jest jedynym dostępnym środkiem ochrony życia nie wyklucza stwierdzenia, że sankcja taka może być usprawiedliwiona, gdy jest jedynym dostępnym środkiem ochrony wiernosci małżeńskiej albo też, dajmy na to, ochrony przed gwałtem. Z wykluczeniem kary śmierci za inne niż morderstwa przestępstwa mielibyśmy do czynienia, gdyby Katechizm stwierdzał:

    nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, tylko w przypadku jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony życia ludzkiego przed niesprawiedliwym napastnikiem. 

    Takiego sformułowania w aktualnym Katechiźmie jest jednak brak. Poza tym, inne wypowiedzi Kościoła pokazują dobitnie, iż kara śmierci nie była uważana za usprawiedliwioną tylko w przypadku morderstwa. Przykładowo, papież Leon X w bulli „Exsurge Domine” potępił pogląd Marcina Lutra o treści:

    Palenie heretyków jest przeciwko woli Ducha [2].

    Skoro więc taki pogląd został potępiony, a nie pochwalony to logicznie z tego wynika, iż karanie śmiercią przynajmniej niektórych przypadków herezji nie jest zawsze i wszędzie złe. To nie musi znaczyć, że każdą herezję należy tak surowo karać, albo że zawsze należy doradzać takie karanie owego występku. Ba, myślę, że nie byłoby sprzeczne z treścią owego potępienia stwierdzenie, iż zazwyczaj należy powstrzymać się od tak surowego karania herezji. Tym nie mniej, z przytoczonej bulli Leona X na pewno wynika potępienie przekonania o wewnętrznym, a więc absolutnym złu karania śmiercią za herezje. Mamy więc tu do czynienia z nieprawością, która nie jest morderstwem, a której mimo to Kościół w swym nauczaniu karania śmiercią w sposób absolutny nie wykluczył.

    Ponadto, papież św. Pius V w swych bullach „Cum Primum” oraz „Horrendum illud scelus” nakazał karać „bez okazywania litości” tych duchownych, ale także świeckich, którzy zostali przyłapani na aktach homoseksualnych, a także przekazywać ich władzy świeckiej w celu wymierzenia im przewidzianej przez ówczesne prawo kary [3]. Przypominam zaś, że w czasach św. Piusa V (druga połowa XVI wieku) władze cywilne czynny homoseksualizm najczęściej karały śmiercią. Powstaje więc retoryczne pytanie, czy gdyby ów wielki, święty papież uważał karę śmierci za inne niż morderstwo czyny za zawsze złą, mógłby gorliwie współuczestniczyć w jej wymierzaniu za inne z nieprawości (w tym przypadku sodomii)?

    Warto wreszcie wspomnieć, iż papież Sykstus V wydał bullę nakazującą na terenie Państwa Kościelnego karanie śmiercią winnych cudzołóstwa.

    Oczywiście, jeśli ktoś chce się upierać, to może pewne niepełne zapisy Katechizmu Jana Pawła II interpretować w duchu zerwania z poprzednią doktryną oraz dyscpliną kościelną, ja jednak uważam, że gdy nie ma ku temu bardzo mocnych podstaw, lepiej jest takie wypowiedzi wykładać w duchu tzw. hermeneutyki ciągłości. Jeśli więc nowsze wypowiedzi Magisterium Kościoła są niepełne i niekompletne, ale same w sobie nie zaprzeczają poprzedniemu nauczaniu katolickiemu, to dobrze jest przyjąć intepretację, iż ich intencją nie było negowanie tych elementów wcześniejszejdoktryny, o których się one nie wypowiadają.

     

    PO TRZECIE: ktoś przywołał opinię tych osób duchownych i teologów, którzy twierdzą, iż małżonek winny cudzołóstwa powinien zamilczeć o swym grzechu wobec swego współmałżonka. Nie widzę jednak żadnej absolutnej czy zasadnicznej sprzeczności pomiędzy tym poglądem, a przekonaniem, że cudzołóstwo powinno być karane przez władze cywilne. Są bowiem różne przypadki cudzołóstwa, które powinny być w różny sposób też traktowane. Jeśli np. komuś ów grzech zdarzył się raz czy dwa, ale za niego żałuje i nie chce do niego wracać, to owszem nie byłoby chyba roztropnym przyznawanie się z własnej inicjatywy do takowego przed współmałżonkiem. Coś takiego nie byłoby roztropne, zwłaszcza w czasach, gdy rozwody są legalne i takie przyznanie się mogłoby doprowadzić do jeszcze większego zła, jakim byłoby trwałe rozbicie własnej rodziny. Oczywiście, nie należy w takim wypadku kłamać, że nie popełniło się cudzołóstwa (gdyż kłamstwo jest zawsze zakazane), ale po prostu trzeba wówczas milczeć na ów temat. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy ktoś dopuścił się cudzołóstwa nie raz czy dwa razy, ale powiedzmy, że uczynił to kilkaset razy, a do tego chwalił się tym przed swymi kolegami, aż w końcu został przyłapany na „gorącym uczynku”. Ukaranie przez władze cywilne takiego człowieka byłoby ze wszechmiar słuszne oraz sprawiedliwe i nie widzę tu niemal żadnej analogii z pierwszym przywołanym przeze mnie przypadkiem cudzołóstwa.

    Może ktoś jednak powiedzieć, iż w sytuacji, gdy cudzołóstwo byłoby prawnie karalne, mogłoby dojść do sytuacji, w której ktoś raz czy dwa dopuścił by się tej nieprawości, a mimo to zostałby na tym przyłapany i w efekcie doprowadziłoby to do rozpadu jego rodziny. Odpowiam na ów argument w następujący sposób:

    1. Taka sytuacja byłaby mało prawdopodobna, gdyż im rzadziej ktoś coś czyni w sekrecie, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że zostanie to wykryte.

    2. Rozwody powinny być zakazane, więc małżonek, który dowiedziałby sie o zdradzie swego współmałżonka i tak nie mógłby w ten sposób rozbić swej rodziny.

    3. Nigdy nie należy pomijać elementu Bożej opatrzności. Jeśli ktoś zostałby przyłapany po jednokrotnie bądź dwukrotnie czynionej przez siebie zdradzie małżeńskiej, to widocznie była w tym ręka Boga i czegoś miało to go nauczyć.

    4. W prawie zakazującym cudzołóstwa też można by uwzględnić różne rodzaje i przypadki takowego. Być może w przypadku cudzołożnika, który by uczynił coś takiego raz, zadeklarował chęć poprawy, mogło by się skończyć na upomnieniu takowego i nałożeniu na niego grzywny, bez nagłaśniania jego grzechu (tak, by nie dowiedział się o tym współmałżonek). Surowiej jednak mogłyby być traktowane przypadei niewierności małżeńskiej, z którymi wiązałaby sie zuchwałość oraz notoryczność.

     

    Przypisy:

    [1] Patrz: Summa teologiczna 2, 104 (3). Podkreślenie w tekście moje – MS.

    [2] Cytat za: „Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła”, Poznań 2007, s. 176.

    [3] Treść przywołanych bulli papieża św. Piusa V można przeczytać w książce pt. „w obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawiać się legalizacji związków homoseksualnych?” (Kraków 2005, s. 181 – 182).

  4. Nie ucztuj z kryminalistami

    Leave a Comment

    W mym rodzinnym mieście zauważyłem ostatnimi czasy wysyp punktów gastronomicznych biorących swą nazwę od rzeczywistych bądź filmowych postaci kojarzonych z mafijną przestępczością (np. Capone, Soprano). Podejrzewam zaś, że w całej Polsce nie brakuje podobnie nazwanych miejsc z jedzeniem. To bardzo zły znak, iż coś tak obrzydliwego jak mafijną przestępczość próbuje się  łączyć z czymś atrakcyjnym, przyjemnym i zasadniczo pozytywnym (smaczne jedzenie i picie, spotkania w gronie przyjaciół oraz znajomych, itp.). Al Capone i jemu podobni  kryminaliści z pewnością nie zasługują by być podziwianymi, chwalonymi czy w jakikolwiek inny sposób sympatycznie kojarzonymi – byli to bowiem mordercy, rabusie, złodzieje i sutenerzy, którzy niszczyli życie innym ludziom. Każdy uczeń Pana Jezusa powinien brzydzić się i nienawidzieć ich podłych czynów, gdyż Pismo święte wzywa nas do takiej postawy względem tego co jest moralnym złem oraz bezbożnością:

    Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem” (Rz 12, 9);

    miej w wielkiej nienawiści to, co obrzydliwe” (Syr 17, 26);

    Nie będę zwracał oczu ku sprawie niegodziwej; w nienawiści mam przestępstwa, nie przylgną one do mnie, tego co złe nawet znać nie chcę” (Ps 101, 3-4).

    Czy zaś rzeczywiście można mieć wstręt do zła, nienawidzieć tego co obrzydliwe, a nawet nie chcieć znać tego co złe, jeśli ze sprawców wielu bardzo złych czynów robi się twarze reklamowe swej gospodarczej działalności? Przecież, gdyby w podobny sposób traktowano postać jakiegoś znanego pedofila lub psychopaty wielu ludzi byłoby słusznie oburzonych. Dlaczego więc, nie słyszy się żadnych głosów sprzeciwu wobec kojarzenia tego co atrakcyjne i zasadniczo pozytywne z szemranymi osobistościami mafijnego oraz przestępczego półświatka?

    Na koniec dodam, iż władze cywilne powinny zakazać takiego rodzaju przedstawiania przestępczości. Prawodawstwo wielu krajów słusznie zabrania zachowań polegających na pochwalaniu popełniania przestępstw albo też na podżeganiu do takowych. Choć nadawanie lokalom gastronomicznym imion znanych kryminalistów nie jest otwartą pochwałą przestępczości, to czyż nie powinno się iść o krok dalej i prawnie zakazać upowszechnienia wszelkiego rodzaju pozytywnych skojarzeń z taką działalnością?

  5. O posłuszeństwie władzy i granicach tego posłuszeństwa

    Leave a Comment

    Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Bo jeżeli źli są urzędnicy albo przełożeni, nie ich się złości bojemy, ale onej mocy Boskiej, którą w nich być uważamy, tak, iż (co jest rzecz bardzo dziwna) chociażby nam nieprzyjaciółmi byli i na nas się gniewali się, chociażby najmniej litości w nich nie znać było, jednak co słuszna przyczyna nie jest, czemubyśmy z wielką pilnością im posłuszni być nie mieli, gdyż i Dawid wiele dobrego Saulowi czynił, chociaż on się gniewał, co pokazuje onemi słowy: (Psalm 119). Lecz jeżeliby co niegodziwego i złośliwego rozkazali, więc słuchani w tem być nie mają, ponieważ to nie według onej mocy swej, ale z niesprawiedliwości i z złego umysłu czynią„ [1].

     

    Ks. Piotr Skarga SJ:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„ [2].

     

    Leon XIII, encyklika „Diuturnum illud”:

    Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa natury lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak wykonanie go byłoby zbrodnią. (…) 

    A więc pasterze dusz idąc za przykładem Pawła Apostoła, usiłowali z największym naciskiem pouczać ludy, iż powinny „monarchom i władzom być uległe, rozkazów ich słuchać” (Tyt. 3, 1); podobnie modlić się do Boga za wszystkich ludzi, lecz szczególnie  za „królów i za tych, którzy piastują najwyższe godności, to bowiem zaleca nauka Zbawiciela Pana naszego” (1 Tym 2, 1-3). Pierwsi chrześcijanie postawili nam pod tym względem wzór znakomity; z największą niesprawiedliwością i okrucieństwem prześladowani przez pogańskich cesarzy, nigdy nie przestawali zachowywać się posłusznie i ulegle; wydawało się wprost, iż tamtych srogość chcą przemóc własną pokorą. Podobna skromność i niezłomna wola pozostawania wiernymi poddanymi wywierała tak silne wrażenie, iż zaćmić go nie mogły potwarze i złość wrogów (…) Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„ [3].

     

    Katechizm św. Piusa X:

    Tak, należy przestrzegać wszystkich praw, które są stanowione przez władze świeckie, zgodnie z nakazem i i przykładem, który dał nam nasz Pan Jezus Chrystus, o ile jednak nie są one sprzeczne z prawem Bożym” [4].

     

    Katechizm Kościoła Katolickiego n.1903, 2242:

    Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. (…)Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii” [5}.

     

    Kardynał Thomas-Marie-Joseph Gousset

    Na tej to zasadzie ojcowie i pasterze kościoła, ustawnie skłaniali wiernych do płacenia podatków, nauczając ich, że nie można być nigdy nieposłusznym prawom krajowym, chyba gdyby wymagały rzeczy sprzecznych z moralnością i religią, lub były oczywiście niesprawiedliwymi. Na przypadek wątpliwości, należy przechylać się na korzyść prawodawcy i oświadczyć się za prawem” [6].

     

    Ks. Ildefons Bobicz:

    Prawo niesprawiedliwe nie jest właściwie prawem i posłuch mu się nie należy. Zanim ludzie prawo wydali, w sercu każdego wypisane było już prawo boże. Jeżeli więc prawo ludzkie stoi w sprzeczności z prawem bożym, jest niesprawiedliwe i jako takie nie może obowiązywać. Więc cóż pozostaje? Chwycić za broń i przemocą prawo zmienić? Nie! Nawet dla obalenia praw niesprawiedliwych w rzadkich tylko wypadkach wolno poddanym używać siły zbrojnej lub dopuszczać się gwałtów. Zazwyczaj dozwolony jest jedynie opór bierny, wiodący do ulepszenia praw drogą uczciwą i legalną.

    Widzicie więc drodzy bracia, jak źle, jak nie po chrześcijańsku, postępują ci, którzy dla byle powodu, a nieraz i bez powodu, bądź w pismach, bądź na wiecach, bądź w rozmowach prywatnych odgrażają się rządowi i nawołują współobywateli do buntów i zamieszek. Prawy katolik nie będzie dawał tym podżegaczom posłuchu, nie będzie należał do żadnej partii wywrotowej, nie przyłoży ręki do gwałtów i rozruchów ulicznych. Bóg sam rozsądzi sprawę naszą, a sprawiedliwość wcześniej czy później zatryumfuje. Znane są dzieje legii tebańskiej. W III w. po Chrystusie legia ta wysłana w celu prześladowania chrześcijan, nie wykonała rozkazu, ponieważ był bezbożny, ale też nie podniosła rokoszu przeciwko swej władzy, co przecież było jej łatwe, gdyż liczyła w swych szeregach do 6. 600 jednomyślnych i uzbrojonych żołnierzy. Wszyscy woleli umrzeć śmiercią męczeńską, niż czynnie przeciwstawić się prawowitej władzy” [7].

     

    Ks. Franciszek Spirago:

    Obowiązki masze względem panującego są następujące: Posłuszni mamy być wszelkim sprawiedliwym ustawom, ogłoszonym w jego imieniu, mamy mu być wiernymi, okazywać mu szacunek, wspierać go modlitwą, daninami pieniężnymi i daniną krwi.

    Ustaw państwa przestrzegać mamy, nie z obawy przed zagrożoną karą, lecz ze względu na Boga (Rzym. 13, 5). albowiem rozkazy zwierzchności świeckiej są rozkazami Boga (Rzym 13, 2). Zważmy, jak ochoczo usłuchali Marya i Józef rozkazu cesarza Augusta i poszli do Betlejem, aby dać się zapisać (Łuk. 2). Tylko jeśli prawo świeckie nakazuje coś, czego zakazuje Bóg, wtedy postąpić trzeba według słów Apostoła (Dz. Apost. 5, 29). Trzej młodzieńcy w piecu gorejącym posłuszni byli przede wszystkim Bogu, podobnie i bracia Machabejscy; również postąpił święty Maurycy i pułk zwany legią Tebańską (286). Panującemu dochować mamy wierności, zwłaszcza w razie wojny. Dlatego każdy żołnierz musi składać przysięgę na wierność swemu panującemu. Wzorem bohaterskiej wierności dla swego władcy jest Andrzej Hofer, który za czasów wojen napoleońskich bronił dzielnie i skutecznie swego kraju przeciw Francuzom (r. 1809). Nigdy nie wolno powstawać przeciw prawowitemu i sprawiedliwemu panującemu, nawet choćby tenże był tyranem; bo kto sprzeciwia się zwierzchności, sprzeciwia się rozporządzeniu Boga (Rzym. 13, 1). Uległymi być mamy nie tylko dla władcy dobrotliwego, ale i dla złego ( 1 Piotr 2, 18). Źli władcy są zwykle karą Boga za grzechy narodów (Św. Augustyn). Jeśli panujący jest tyranem, to najlepszą radą jest udawać się do Boga o pomoc. A udzieli jej Bóg niezawodnie, lecz tylko jeśli naród wyrzeknie się grzechu (Św. Tomasz z Akwinu)” [8].

     

    Bł. Franciszek Jägerstätter

    Nie wolno nam także zapominać, że powinniśmy być posłuszni władzy świeckiej, nawet wówczas, gdy jest to niezmiernie trudne. Należy okazywać wierne posłuszeństwo świeckim władcom i przełożonym, mimo częstego wrażenia, że jesteśmy traktowani przez władzę niesprawiedliwie. (…) Przykazania boskie mówią nam wprawdzie, że powinniśmy okazywać posłuszeństwo także zwierzchności świeckiej, nawet jeśli nie jest natury chrześcijańskiej, ale tylko do momentu, gdy nie narzuca nam nic złego. Bogu należy się większe posłuszeństwo niż człowiekowi” [9].

     

    Przypisy: 

    1. Cytat za: „Katechizm Rzymski”, Jasło 1866, s. 399.

    2. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu„, tom II, Petersburg 1862, s. 206.

    3. Patrz: Leon XIII, Encyklika „Diuturnum illud (O władzy politycznej”, Warszawa 2001, s. 12, 14, 15-16.

    4. Patrz: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika„, Sandomierz 2006, s. 100.

    5. Patrz: „Katechizm Kościoła Katolickiego„, Poznań 2002, s. 452, 520 – 521.

    6. Patrz: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników„, Warszawa 1858, s. 61.

    7. Patrz: Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 220 – 221.

    8. Patrz: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki katechizm ludowy. Część druga: Nauka obyczajów„, Mikołów-Warszawa 1906, s. 202 – 203.  

    9. Cytat za: Erna Putz, „Boży dezerter. Franz Jägerstätter 1907 – 1943„, Warszawa 2008. s. 300 – 301.

  6. Czy karanie nieprawości mija się z celem?

    Leave a Comment

    Zakazy nic nie dają. Represje i kary powodują tylko, że zło zejdzie do podziemia. Chyba każdy słyszał ów sofizmat przy okazji dyskusji o zakazie pornografii czy też aborcji. Jak można odnieść się do tej wciąż powtarzanej opinii?

    Zlikwidować kodeks karny?

    Przede wszystkim zauważmy, iż przeciwnicy zakazywania różnych nieprawości są wyjątkowo niekonsekwentni. Dlaczego bowiem stosują ją tylko w odniesieniu do pewnych rodzajów zła? Zgodnie z „logiką” takiego postawienia sprawy należałoby zanegować zasadność istnienia jakichkolwiek sankcji karnych. Po co penalizować kradzieże, pobicia, porwania, zgwałcenia, rabunki i inne tego typu występki?

    Owszem, różne są kryteria i standardy, wedle których ustala się, co w danym społeczeństwie jest przestępstwem czy wykroczeniem, a co jest legalne. Jedne są w tym względzie bardziej liberalne, inne bardziej konserwatywne. Ale nie ma i nigdy nie było rządzących, którzy konsekwentnie i w 100 procentach ustalaliby prawo wedle filozofii: Zakazany owoc smakuje lepiej, więc lepiej nie zakazywać spożywania żadnych owoców.

    Liberałowie i libertarianie zawsze będę powoływać się na przykład prohibicji w USA, jako niezbity dowód na to, że zakazy i kary nic nie dają. Pomijając jednak całą złożoność i kontrowersyjność tezy o całkowitym fiasku ustawy prohibicyjnej z jednaj strony, z drugiej zaś fakt, że jako taka szła ona zbyt daleko (gdyż wymierzona była nie tylko w oczywiste zło jakim jest pijaństwo, ale także w umiarkowane spożywania alkoholu, które przecież zła nie stanowi), jako kontrprzykład można by podać setki dowodów na to, że zakazy i kary w rzeczywistości przyczyniają się do poprawy, a nie pogorszenia sytuacji.

    Można by cytować wiele statystyk, które wykazują z jednej strony pozytywne oddziaływanie zakazów i kar, z drugiej zaś związki zachodzące pomiędzy bezkarnością i legalnością zła, a jego natężeniem. W Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 procent. Z kolei we Francji prawo ustanowione przez byłego prezydenta tego kraju, a wówczas jeszcze ministra spraw wewnętrznych, Nicolasa Sarkozy’ego, wymierzone w uliczną prostytucję, spowodowało jej spadek w Paryżu o 40 procent. Co ciekawe, w tych rejonach USA, gdzie powrócono do pewnych restrykcji względem seks-biznesu, ilość przestępstw seksualnych zmalała. Dowodem tego jest chociażby Oklahoma City, gdzie w 1984 roku zamknięto 150 klubów „peep show”, kin porno, księgarni pornograficznych dla dorosłych. W tym okresie liczba gwałtów zmalała w mieście o przeszło jedną czwartą, gdy tymczasem w całym stanie liczba tych przestępstw wzrosła o 21 procent.

    Badania nad przestępczością seksualną (to znaczy zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią), chorobami wenerycznymi, rozwodami, aborcjami, ciążami nastolatków, niepełnymi i rozbitymi rodzinami pokazują z kolei, iż w ciągu ostatnich 50 lat rosną one w zastraszającym tempie. Wszystkie te zjawiska powiązane są bardzo mocno z rozwiązłością seksualną, która jeszcze 50-60 lat temu, była w naszym kręgu cywilizacyjnym mocno ograniczana przez istniejące jeszcze wówczas prawne zakazy i kary (prawie wszędzie wówczas zabroniona była np. pornografia, w części krajów karano też niewierność małżeńską). Czy to tylko przypadek, czy jednak logiczna prawidłowość zachodząca pomiędzy legalizacją występków przeciw cnocie czystości, a natężeniem patologii z nimi związanych?

      „Uczy grzechu, kto go nie karze”

    Prócz rażącego naruszania zasad zdrowego rozsądku oraz wniosków płynących z uniwersalnego doświadczenia ludzkości, zwolennicy tezy o „bezsensie wszelkich prawnych zakazów” faktycznie kontestują jedną z ważnych reguł moralności chrześcijańskiej. Wedle nauczania katolickiego bezkarność jest sojusznikiem nieprawości i dlatego władze cywilne powinny za pomocą stanowionych przez siebie kar represjonować różne (choć nie wszystkie) przejawy zła.

    Świadomość tej prawdy jest w chrześcijaństwie na tyle silna, iż w różnych katechizmach od dawna naucza się nawet, że jednym z tzw. cudzych grzechów jakie można popełnić jest postawa wyrażająca się w słowach: „Grzechu nie karać”. Święty Grzegorz z Nazjanzu ujął ową zasadę w słowach: „Uczy grzechu, kto go nie karze”.

    Owszem, prawne zakazy i kary wymierzone w zło, same w sobie, nie sprawią, iż ludzkie serca się zmienią – ale pełnią one rolę wychowawczą i ułatwiają decyzję porzucenia nieprawości. Poza tym nawet, jeśli dany złoczyńca przestanie czynić źle tylko z obawy przed ziemskimi karami, to przynajmniej w ten sposób nie będzie demoralizował i krzywdził innych. To prawda, że państwowe restrykcje nigdy nie zlikwidują do końca negatywnych zachowań, które są za ich pomocą zwalczane – jednak skutecznie ograniczają zasięg ich oddziaływania.

  7. 10 powodów, dla których czyny homoseksualne powinny być prawnie zakazane i karalne

    Leave a Comment

    Wśród osób niechętnych homoseksualizmowi przeważa dziś narracja, którą można ująć w takich oto słowach: „To co robią homoseksualiści i lesbijki we własnych domach, nie jest sprawą państwa. My sprzeciwiamy się jednak temu, by owe skłonności były wywlekane na publiczne forum. A już na pewno temu, by uczono o tym w szkołach nasze dzieci lub takie osoby miały prawo do adopcji”. Mniej więcej to właśnie na temat prawnego statusu homoseksualizmu mówią tacy znani ze swej „homofobii” politycy jak Janusz Korwin Mikke czy Grzegorz Braun. Czy jest to jednak stanowisko słuszne? Można mieć ku temu poważne wątpliwości i dlatego w niniejszym artykule przedstawię dziesięć – mym zdaniem dobrych powodów – dla których powinniśmy raz jeszcze przemyśleć zasadność powszechnego dla naszego kręgu kulturowego odrzucania kryminalizacji prywatnych aktów homoseksualnych.

     

    Powód nr 1: Nie wszystko co jest czynione w sposób dobrowolny przez dorosłych ludzi w sferze prywatnej powinno być legalne i bezkarne.

    Do dziś mamy tego świadomość i słusznie zakazuje się niektórych z tego typu zachowań. Władze cywilne zakazują takich czynów dlatego, że pomimo ich prywatnego i dobrowolnego charakteru, są one bardzo szkodliwe tak dla osób je czyniących, jak i dla osób postronnych. Przykładowo, dorośli ludzie czasami czynią z własnego wyboru akty o charakterze kazirodczym, ale jest to nielegalne, choćby dlatego, iż z tego typu związków mogą rodzić się obciążone genetycznie dzieci. W większości krajów do dziś jest nielegalne handlowanie i zażywanie ciężkich narkotyków. Zakazane prawnie zazwyczaj jest też pomaganie komuś w realizacji jego samobójczego zamiaru. Podobnie zabronione jest dobrowolne zawieranie umów w rodzaju: „Jan Kowalski zezwala Adamowi Nowakowi na ucięcie mu dłoni”. W naszym kraju zaś do dziś słusznie obowiązują przepisy zakazujące sprzedaży alkoholu osobom nietrzeźwym (nawet gdy konsumpcja takowego mogłaby się odbywać prywatnie), a nawet istnieje możliwość wysłania nałogowych alkoholików na przymusowe leczenie.

    Dlaczego więc, by nie traktować czynów homoseksualnych w podobny sposób? Przecież niosą one za sobą ponadprzeciętne zagrożenia dla zdrowia, a nawet życia osób je popełniających. AIDS i choroby weneryczne w wielkim stopniu są rozprzestrzeniane za pomocą kontaktów homoseksualnych. Co więcej, zarażeni takimi dolegliwościami homoseksualiści i lesbijki mogą zarażać nie tylko siebie, ale również osoby postronne, np. gdy osoba utrzymująca relacja homoseksualne ma przy tym jednocześnie stosunki heteroseksualne z własnym małżonkiem/małżonką, poza tym w przypadku niektórych chorób wenerycznych można zarazić się przez korzystanie ze wspólnych sanitariatów, ręczników, etc. Im więcej więc będzie aktów homoseksualnych, tym więcej będzie chorób wenerycznych, a to nie leży w interesie społecznym. Oczywiście można to powiedzieć też o rozwiązłości heteroseksualnej, ale ta również powinna być przez prawo ograniczana i zakazywana.

     

    Powód nr 2: Czyny homoseksualne, mimo że mogą być dobrowolne, często oparte są na psychomanipulacji.

    Młodzi ludzie nieraz wchodzą bowiem na tę drogę, będąc uwodzonymi przez znacznie starszych od siebie mężczyzn (np. 18-letni chłopiec jest uwiedziony przez 40-letniego mężczyznę). Czy jednak można porównywać dojrzałość, doświadczenie i stopień świadomości dopiero wchodzącego w dorosłość 18-letniego młodzieńca z dojrzałością, doświadczeniem i świadomością 40-letniego mężczyzny? Oczywiście, że nie, gdyż 40-latek zwykle będzie psychologicznie znacznie górował nad 18-letnim chłopcem i w związku z tym łatwo będzie mu go zwieść, wykorzystać jego naiwność, brak doświadczenia itp. Od strony nazwijmy to „formalnej” owszem taka relacja będzie miała charakter dobrowolny (bo starszy mężczyzna nie powie młodzieńcowi „Zrób to ze mną, albo zabiję twoją matkę”), ale mimo to trudno będzie nazwać ją uczciwą i pozbawioną psychomanipulacji. Nie widzę zaś wielkiej różnicy pomiędzy legalnością takiej sytuacji a prawną bezkarnością uwiedzenia, dajmy na to 13-letniej dziewczyny przez 30-letniego mężczyznę. W obu wypadkach takie uwiedzenie może odbywać się bez przemocy i przymusu, jednak zwykle opiera się ono na wykorzystaniu naiwności i braków w dojrzałości drugiej strony. Poza tym warto uświadomić sobie, jak wielką krzywdę uwiedzionemu homoseksualnie młodzieńcowi może uczynić starszy mężczyzna. Taki 18-letni chłopak bez uwiedzenia mógłby bowiem, co prawda mieć jakieś lekkie homoseksualne tendencje, ale nie będąc w młodym wieku skrzywionym i zdeprawowanym przez owe czyny, mógłby takowe skłonności kontrolować, a nawet założyć szczęśliwe małżeństwo i rodzinę. Jednakże homoseksualne zdeprawowanie go we wczesnej młodości może sprawić, że już przez całe życie będzie się mocno borykać z tą dewiacją, popadając w nałóg czynienia aktów sodomii, uwodząc i wciągając w to bagno innych ludzi.

     

    Powód nr 3: To, że dane czyny są popełniane w prywatnej sferze, nie oznacza wcale, że nie będą pozostawiać swego wpływu na tkankę społeczną.

    Do rozpowszechniania jakiegoś negatywnego zjawiska nie jest bowiem koniecznie potrzebne, by było ono propagowane na ulicach albo w mass mediach. 100 tysięcy czujących się w sferze prywatnej bezkarnie homoseksualistów i lesbijek może wciągnąć w swe występki kolejnych 100 tysięcy osób itd. Siła oddziaływania za pomocą prywatnych spotkań i rozmów jest oczywiście mniejsza, niż ma to miejsce w przypadku artykułów prasowych bądź ulicznych manifestacji, niemniej jednak nie pozostaje ona bez znaczenia i wpływu na oblicze społeczeństwa. Podobnie, łapówkarze, jeśli czują się bezkarni w sferze prywatnej, będą rozszerzać swój grzech na społeczeństwo, nawet jeśli nie stoją za nimi popierające ich oficjalnie organizacje, nie organizują marszów w obronie łapówkarstwa i nie chwalą ich mass media.

     

    Powód nr 4: Absolutna bezkarność homoseksualizmu w sferze prywatnej może wysyłać obywatelom wspierający hipokryzję przekaz.

    Prawo ma bowiem swą wartość wychowawczą. Jeśli ustawodawca przez stanowione przez siebie prawo mówi: „Nie interesuje mnie to co robicie w domu, bylebyście nie obnosili się z tym na ulicach” to łatwo jest wtedy o wytwarzanie atmosfery obłudy i hipokryzji polegającej na innym zachowywaniu się we własnym domu, a innym publicznie.

     

    Powód nr 5: Sam Bóg nakazał w Swym Słowie surowo karać homoseksualizm.

    W Starym Zakonie Bóg nakazał karać czyny homoseksualne śmiercią (Kpł 20, 13). Powie ktoś, że prawa karno-cywilne Starego Przymierza nie obowiązują chrześcijańskich władców. To prawda, niemniej jednak fakt, że Bóg rozkazał surowo karać czynnych homoseksualistów, oznacza, że takie karanie nie jest samo w sobie sprzeczne z miłością bliźniego (co wielu nawet chrześcijan dziś utrzymuje, a o czym więcej za chwilę), gdyż Bóg jest Miłością (1 J 8, 4) i nie nakazuje on w związku z tym rzeczy, które są sprzeczne z Jego charakterem i które jako takie byłyby złe (Syr 15, 19-20). Nawet zaś, jeśli przyjmiemy, że kara śmierci za czyny homoseksualne odnosiła się tylko do narodu żydowskiego w czasach Starego Przymierza, to takowa konstatacja nie oznacza jeszcze, że w czasach Nowego Przymierza owe zachowania nie powinny być przez władze cywilne karane choćby i w łagodniejszy sposób. Także bowiem Stary Testament jest odbiciem mądrości, miłości i sprawiedliwości Stwórcy i nawet jeśli w czasach spisywania tej Księgi potrzebne były Żydom bardziej surowe prawa niż dziś, to nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że w takim razie nie powinniśmy się kierować choćby tylko duchem tych praw. Oczywiście, że należy kierować się duchem (choć nie zawsze literą) starotestamentowego prawa cywilnego i karnego, gdyż jest on odbiciem Bożego charakteru. Przykładowo, jedno z praw cywilnych Starego Przymierza mówi, iż ludzkie odchody powinny być zakopywane w ziemi (Pwt 23, 9-14) – czy to oznacza, że pod rządami Nowego Testamentu ludzie nie powinni się troszczyć o utylizację fekaliów i np. załatwiać swe potrzeby fizjologiczne, gdzie popadnie? Rzecz jasna, że nie o to chodzi i nawet jeśli nie jesteśmy zobowiązani do zakopywania odchodów w ziemi, gdyż możemy je usuwać za pomocą innych środków – dajmy na to kanalizacji – to troska o higienę w tym zakresie jest nadal aktualna i ważna. Podobnie, choć chrześcijańscy władcy nie są zobowiązani do karania homoseksualizmu śmiercią, nie oznacza to, że w takim razie nie powinni oni zakazywać go za pomocą innych sankcji karnych.

     

    Powód nr 6: Kościół katolicki w swych aktach dyscyplinarnych i doktrynalnych potwierdzał słuszność utrzymywania nielegalności choćby i tylko prywatnie czynionego homoseksualizmu.

    Czynił tak, chociażby papież św. Pius V w bullach „Horrendum illud scelus” i„Cum Primum”, nakazując przekazywanie winnych czynów homoseksualnych księży władzy świeckiej, by ta skazywała ich na karę śmierci. Pius XI w encyklice „Casti Connubii” nauczał, iż władze cywilne mają prawo oraz obowiązek karania niemałżeńskich związków seksualnych. I bynajmniej postulat delegalizacji owej nieprawości nie jest tylko reliktem „przedsoborowej” nauki Kościoła, gdyż jeszcze w wydanym przez papieża Benedykta XVI w 2006 roku „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” przeczytać możemy, iż „rozprzestrzenianie ciężkich wykroczeń przeciwko czystości winno być zakazane przez władze cywilne stosownymi prawami” (n. 494), a w punkcie poprzedzającym to stwierdzenie do takich występków zaliczono m.in. czyny homoseksualne (n. 492). Ktoś może rzeknie, że ostatnie ze stwierdzeń oznacza zapewne nawoływanie do karania publicznego propagowania homoseksualizmu, gdyż jest tu mowa o zakazywaniu „rozprzestrzeniania” takowego. Czy jednak „rozprzestrzenianie” czegoś zawsze musi mieć formę publiczną? Oczywiście, że nie. Można „rozprzestrzeniać” daną rzeczy także w inny niż publiczny sposób. Homoseksualista, który uwodzi 5 czy 10 młodzieńców też rozprzestrzenia ów występek, nawet jeśli nie chwali się tym w mass mediach, czy nie chodzi z plakatem „Jestem gejem” po ulicy.

    Warto zresztą dodać, że czyny homoseksualne są jednymi z tych grzechów, które „wołają o pomstę do Nieba”, a w związku z tym ściągają na narody karę Bożą.

    Widzimy to na przykładzie biblijnej Sodomy i Gomory, które zostały ukarane przez Boga również za homoseksualizm. Ponadto papież św. Pius V w bulli „Cum Primum” nauczał, iż owo zboczenie należy do tych przewin, za które „Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody, zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę”. Zatem w interesie choćby i tylko doczesnego bezpieczeństwa oraz dobrobytu danego narodu leży to, by sodomia nie cieszyła się w nim przyzwoleniem i bezkarnością.

     

    Powód nr 7: Prawna karalność homoseksualizmu jest zdobyczą chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji.

    Przed tym wszak, jak chrześcijaństwo zyskało znaczący wpływ na prawo i życie społeczne starożytnego Rzymu oraz Grecji różne formy homoseksualizmu cieszyły się w nich tak moralną, jak i prawną akceptacją. Tyczyło się to zwłaszcza uwodzenia młodych chłopców przez starszych mężczyzn oraz bycia stroną aktywną w czasie homoseksualnych praktyk. Dopiero w 390 roku po Chrystusie, wówczas, gdy chrześcijaństwo było już religią panującą pod naciskiem św. Ambrożego, w Imperium Rzymskim zdelegalizowano wszelkie praktyki homoseksualne. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała w innych rejonach świata, gdzie dominujące wcześniej pogaństwo było skłonne mniej lub bardziej akceptować homoseksualizm, jednak pod wpływem presji chrześcijan wprowadzało moralne i prawne obostrzenia wobec tej ohydy. Przykładowo, w pogańskiej Japonii stosunki homoseksualne nigdy nie były prawnie zakazane z wyjątkiem lat 1873 – 1880 kiedy to władze tego kraju zaczęły się otwierać na wpływy chrześcijańskiego Zachodu.

    W krajach chrześcijańskich (katolickich i protestanckich) dekryminalizacja czynów homoseksualnych zaczęła się na szerszą skalę pojawiać się w XIX wieku w niektórych państwach Ameryki Łacińskiej wówczas, gdy rządy w nich obejmowali masońscy rewolucjoniści. W XX stuleciu nieszczęsny trend zniesienia prawnej karalności tego szkodliwie społecznego zachowania przybrał na sile wraz z rewolucją seksualną lat 60—tych i 70—tych, tak że obecnie już żaden kraj o chrześcijańskiej przeszłości nie przewiduje zakazu tych czynów.

     

    Powód nr 8: Karanie czynnych homoseksualistów nie jest wyrazem nienawiści do nich, ale przeciwnie stanowi objaw ich miłowania.

    Nauka katolicka wśród tzw. grzechów cudzych wymienia postawę wyrażoną w słowach „Grzechu nie karać„. Nie trudno jest zrozumieć tę zasadę, gdy uświadomi się sobie, iż bezkarność udzielana złoczyńcom jest jedną z największych nauczycielek zła. To nie jest prawdziwa miłość, gdy nie karci się grzeszących, gdyż w ten sposób tylko zachęca się ich do dalszego grzeszenia, oraz naraża się inne osoby na szkodliwe skutki czynionego przez nich zła. Autentycznym miłowaniem złoczyńców oraz społeczeństwa jest upominanie złych, a w razie konieczności ich karanie oraz ochrona innych ludzi przed złem przez nich czynionym. To dlatego np. karzemy złodziei. Nie chodzi o to, że życzymy im wszystkiego, co najgorsze, ale nie chcemy, by bezkarność im dawana utwierdzała ich dalej w czynionym przez nich złu, oraz by cierpieli przez to okradani przez nich ludzie. Karzemy złodziei w nadziei, że w końcu się poprawią oraz po to, aby chronić innych ludzi przed ich złą działalnością. Logika, iż karanie grzechu jest samo sprzeczne z miłością do osób karanych, nie jest logiką zgodną z Bożym charakterem, gdyż Pismo św. mówi, iż „kogo Bóg kocha, tego karci” (Hbr 12, 6), zaś wyrazem miłości ojców do ich synów jest właśnie ich karcenie (Syr 30, 1; Prz 13, 24).

     

    Powód nr 9: Karanie czynnego homoseksualizmu nie jest przejawem „niesprawiedliwej dyskryminacji” wobec homoseksualistów i lesbijek.

    Osoby takie mają bowiem swe naturalne prawa jako ludzie, ale nie mają prawa do realizacji swych dewiacyjnych skłonności. Równie dobrze można by powiedzieć, że „niesprawiedliwą dyskryminacją” osób z tendencjami do złodziejstwa jest karanie ich za kradzieże, a pedofilów karanie za wykorzystywanie seksualne dzieci. Osoby homoseksualne nie powinny być ograniczane w tych prawach, które przysługują im jako ludziom i które nie są związane ściśle z ich nieuporządkowanymi skłonnościami. Przykładowo, nie powinno zabraniać się homoseksualistom i pedofilom nabywania domów czy samochodów, podejmowania pracy w charakterze kierowców autobusów, sprzedawców lub też murarzy – gdyż te rzeczy nie są bezpośrednim wyrazem ich seksualnych tendencji. Już jednak np. zakazywanie pedofilom pracy z dziećmi jest słuszne, podobnie jak karanie homoseksualistów za ich czyny. Oczywiście zaś, każda podejrzana o czynny homoseksualizm osoba powinna mieć prawo do uczciwego procesu, możliwość obrony przed sądem na równi z innymi oskarżonymi o odmienne przestępstwa ludźmi.

     

    Powód numer 10: Sama trudność w wykrywaniu prywatnie czynionych występków nie jest jeszcze dowodem przeciwko słuszności ich penalizacji.

    W przypadku innych seksualnych nieprawości, które ciągle są karane, np. zoofilii też trudno jest o dowody, ale jakoś nie słyszy się pokpiwań z prawnego zakazu zoofilii w stylu: „Jak chcecie to egzekwować? Montować kamery w każdej oborze i stajni”; „Jak zwierzę ma zeznawać w sądzie?”. Przez wieki prawny zakaz homoseksualizmu obowiązywał w prawodawstwie prawie wielu krajów na świecie, mimo że nie było kamer i filmów. Jest wiele sposobów, za pomocą których takie czyny mogą wyjść na jaw, np. ktoś winny się przyzna, ktoś nagra swe wyczyny, ktoś będzie kogoś namawiał do takiego czynu i zachowane zostaną na to dowody. Samo zaś istnienie prawa nieraz ma wymiar wychowawczy, nawet gdy nie jest ono często egzekwowane.

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł – w nieco zmienionej wersji – ukazał się też na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-10-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane,123682.html

  8. „Przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu – gdy może – nie karze”

    Leave a Comment

    „(…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego się śmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika abo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.

    Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ale żniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie. Toby tak i cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce.

    Znosić heretyki i ścierpieć, gdy się bez wojny i rozruchów domowych i wszystkiego królestwa karać nie mogą, to każdy rozum przypuścić musi. Boby wiele dobrych poginęło, boby szkodę wielką niewinni podjęli. Uchowaj Boże tego! Toż się o innych grzechach mówi: ktoby wszystkie lichwiarze zaraz wykorzenić chciał, szkodę by tym, którzy pożyczków potrzebują, uczynił. Na dzień sądny, na ono ostatnie żniwo, wszystko się i zaraz ukarze, ale tu na ziemi i najpilniejsze urzędy nie mogą zaraz i wszystkiego złego wykorzenić. Ale złe ganić i wolności im bronić a roztropnie je karać, to powinien urząd każdy. 

    Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku„, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149.

     

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak nie zakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego„.

    Ks. Jakub Wujek, „Postilla Catholica. Wykład Pisma świętego, cz. I, Komorów 1997, s. 178-179.

  9. Czy słowa tej muzułmanki są naprawdę szokujące?

    Leave a Comment

    Co pewien czas po „prawej stronie” Internetu pojawia się poniższa wrzutka z wypowiedzią polskiej muzułmanki, w której ta stwierdza, że w razie, gdyby wedle „Prawa Szariatu” zaistniała sytuacja, iż jej własnemu synowi „trzeba by było obciąć głowę”  to „musiałaby wziąć to na klatę”.  Jak można było przewidzieć, reakcjami na te słowa owej wyznawczyni islamu są określenia typu: „szokujące”, „oburzające”, etc. Niektórzy twierdzą też, iż owa wypowiedź tej muzułmanki to najlepszy dowód na to, iż muzułmanie z pewnością nie wierzą w tego samego Boga co chrześcijanie.

     

    Czy jednak rzeczywiście cytowane wyżej słowa są „oburzające” i „szokujące”??? Otóż nie sądzę.

    Zacznijmy od tego, iż najbardziej oczywista interpretacja tej wypowiedzi nie oznacza bynajmniej aprobaty dla krwawych samosądów wymierzanych członkom własnej rodziny. Prawo Szariatu, na które powołuje się autorka cytowanych słów, zakłada bowiem wymierzanie różnych sankcji karnych (w tym i śmierci) na drodze sądowej. Nie jest więc tak, że np. skoro za homoseksualizm czy morderstwo wedle Szariatu należy się kara śmierci, to każdy może wziąć nóż i poderżnąć gardło winnym tych nieprawości ludziom. Musi najpierw odbyć się proces sądowy z udziałem sędziów, świadków, z podaniem dowodów na rzecz winy oskarżonych i dopiero po tym może być zasądzona i wykonana kara śmierci. Muzułmance tej nie chodziło więc najprawdopodobniej o to, że w razie, gdyby jej własny syn popełnił coś zasługującego na karę śmierci, to zabiłaby go bez sądu własnymi rękoma. Rzecz raczej w tym, iż w takim wypadku zaakceptowałaby najwyższy wymiar kary – nawet, gdyby został on sądownie orzeczony wobec bliskiego członka jej rodziny. Czy jest w tym coś złego, dziwnego, bezbożnego lub odrażającego? Patrząc na to od strony zdroworozsądkowej i racjonalnej (a nie emocjonalnej) to naprawdę nie ma w tym niczego, na co można byłoby się oburzać. Jest to prostu wyrażenie zasady przedkładania sprawiedliwości nad własne przywiązania rodzinne i emocjonalne. Przykładowo, jeśli czyjś syn zgwałci dziewczynę, to czy rodzice powinni go chronić przed wymiarem sprawiedliwości, bo przecież jest ich dzieckiem? Nie, tak dla dobra jego, jak i całego społeczeństwa, nie powinni go chronić przed sprawiedliwą karą.

     

    Poza tym, sam Bóg w Starym Przymierzu nakazał podobny rodzaj postępowania:

    Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny,  ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta,
     i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu. Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się” (Pwt 21, 18-21).

    I nie chodzi tu o to, czy każde z przykazań Starego Przymierza obowiązuje, czy nie obowiązuje, ale o to, że autorem każdego z nich był Bóg (a więc również Pan Jezus). A skoro tak, to nie można wypowiadać się o takim sposobie myślenia i postępowania, tak jakby były one same w sobie złe oraz godne absolutnego potępienia. Gdyby tak było to sam Bóg nakazywałby coś per se złego i niegodziwego, a to z jest z natury swej niemożliwe. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20); „wszystkie Twoje przykazania są sprawiedliwe” (Ps 119, 172). Papież Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób: „Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

     

    Czy to znaczy, że islam jest prawdziwy i objawiony przez Boga? Oczywiście, że nie. Religia muzułmańska jest błędna i zwodnicza, jednak nie każde podane w niej stwierdzenie oraz zasada są fałszywe. Należy polemizować z islamem, pokazywać muzułmanom błędy ich religii oraz przekonywać do przyjęcia wiary w zbawczą moc Chrystusa i Jego męki krzyżowej. Ale doprawdy nie ma sensu atakować islamu za cokolwiek, tak, iż nieraz „de facto” podważa się zasady nie tylko zdrowego rozsądku, ale i własnej chrześcijańskiej religii.

     

    Ps. Link do cytowanej w artykule wypowiedzi muzułmanki:

     

  10. Czy wolność słowa i ekspresji są wartościami nadrzędnymi?

    Leave a Comment

    Tradycyjne nauczanie katolickie o tym, iż uznawanie przez władze cywilne prawa do nieograniczonej wolności słowa jest ohydnym błędem, sprzyjającym szerzeniu się zła w społeczeństwie, nie znajduje dziś posłuchu nawet wśród katolików. Wedle najbardziej rozpowszechnionej dziś opinii, wolność propagowania przeróżnych poglądów i zachowań jest wartością nadrzędną względem innych dóbr, którą państwo powinno chronić niemal niczym świętość. Co najwyżej uznaje się, iż wolność słowa może być prawnie ograniczana w jakichś najbardziej ekstremalnych, bardzo rzadko występujących przypadkach. Tego rodzaju argumentacja najbardziej widoczna jest  wówczas, gdy opinia publiczna poruszana jest wiadomościami o kolejnych bluźnierczych ekscesach rozmaitych artystów, lub też gdy przekraczane są przez popkulturę następne z granic w eksponowania seksu i przemocy. Dobrym tego przykładem może być słynna sprawa znieważania przez p. Adama „Nergala” Darskiego, wokalistę zespołu „Behemoth”, Pisma świętego, poprzez podarcie jednego z jego egzemplarzy i nazwanie go „gów*m”. Obrońcy tego bluźniercy twierdzili, iż; choć można nie zgadzać się ze skrajnie antychrześcijańskimi ekscesami p. Darskiego, to państwo nie ma prawa ich zakazywać oraz karać, gdyż prawna ochrona „wolności ekspresji” jest ważniejsza niż gwarancja szacunku dla czyichś uczuć religijnych. Jak utrzymują zwolennicy tak pojmowanej „wolności słowa” póki nikt nikogo nie zmusza do obcowania z treściami, z którymi się nie zgadza, władze cywilne nie mają prawa karać autorów choćby najbardziej obrzydliwych, obscenicznych czy obrazoburczych wypowiedzi.

    Niestety także po prawej stronie sceny politycznej różne ohydne i niemoralne formy wypowiedzi są bronione pod hasłem „wolności słowa”. Było tak choćby w przypadku twórcy słynnej strony „Anty-Komor”, która w swej pierwotnej wersji wulgarnie lżyła poprzedniego Prezydenta naszego kraju (Bronisława Komorowskiego), prezentując go jako homoseksualistę, prostytutkę, pijaka oraz upowszechniała gry polegające na strzelaniu do głowy państwa albo rzucaniu weń kałem. Niestety zamiast moralnej dezaprobaty dla tych plugawych wybryków, na prawicy częściej było słychać głosy oburzenia z powodu „prześladowania” jakie dotknęło twórcę owej witryny i tłamszenia w ten sposób „wolności słowa”.

                    Dobra wyższe niż „wolność słowa i ekspresji”

    Można jednak z łatwością wykazać, iż pogląd o wolności słowa jako „wartości nadrzędnej” jest niedorzeczny i absurdalny, zaś jego konsekwentna realizacja doprowadziłaby do rozbicia więzi społecznych, a nawet mogłaby realnie zagrażać nawet najbardziej elementarnym podstawom funkcjonowania państwa. W rzeczywistości istnieje bowiem wiele dóbr i wartości, którym w razie ich konfliktu z „wolnością słowa i ekspresji” porządek prawny powinien przyznawać pierwszeństwo i ochronę.

    Jednym z najbardziej oczywistych przykładów wartości, które państwo winno strzec nawet kosztem „wolności słowa” jest bezpieczeństwo narodowe. Nie ma chyba na świecie kraju, który w swym prawodawstwie nie zakazywałby ujawniania tzw. tajemnic państwowych. Jak najsłuszniej wszak uznaje się, iż np. informacje o tym, gdzie i w jakiej ilości rozmieszczone są wojska danego państwa, nie powinny być przedmiotem informacji rozpowszechnianych w mass mediach, a gdyby coś takiego się wydarzyło, to odpowiedzialni za to powinni być surowo ukarani.

    Oczywiście ktoś może rzecz, iż ochrona tajemnic państwowych należy do rzędu najbardziej ekstremalnych sytuacji, którą można zaliczyć do „absolutnych wyjątków od zasady ochrony wolności słowa”, jednak listę dóbr, których potrzebę strzeżenia przez porządek prawny choćby i kosztem czyjejś „swobody ekspresji” można kontynuować.

    Taką wartością jest jest np. czyjeś dobre imię. Czy sprawiedliwym i dobrym byłby porządek prawny, który w imię „wolności słowa i ekspresji” zezwalałby na rozpowszechnienie o kimś nieprawdziwych, oszczerczych informacji lub też uwalniałby od kary za rzucanie obelg czy wyzwisk pod czyimś adresem? Z pewnością nie. Szacunek dla czyjegoś dobrego imienia wymaga tego, by zakazywać i karać rozpowszechnianie obelg, oszczerstw i wyzwisk. I naprawdę słabym argumentem byłoby w obliczu nazywania kogoś przez jakąś gazetę czy telewizję którymś z wulgarnych epitetów tłumaczenie tak poniżonej osobie: „Ale przecież, nikt nie nakazuje ci czytać tej gazety, ani oglądać owej telewizji”.

    Innym dobrem, którego potrzebę chronienia przed „wolnością słowa” łatwo jest udowodnić stanowi porządek społeczny. Trzeba być wszak bardzo mało rozsądnym człowiekiem, by utrzymywać, że, co prawda, karać należy popełnianie takich czynów jak morderstwa, pobicia, zgwałcenia czy kradzieże, ale już pochwalanie i usprawiedliwianie owych przestępstw za pomocą słów czy też innych środków ekspresji powinno być legalne. Sytuacja, w której do więzienia idzie tylko fizyczny sprawca morderstwa, ale już np. piosenkarz wychwalający na scenie zabijanie ludzi, nie jest pociągany do odpowiedzialności karnej, jest co najmniej bardzo dziwaczna i niespójna, jeśli chodzi o przekaz, który w ten sposób prawodawca wysyła do społeczeństwa.

    Wartością, którą należy strzec nawet kosztem „wolności słowa i ekspresji” jest też szacunek dla ludzi odróżniających się od nas kolorem skóry czy też pochodzeniem etnicznym. Historia pokazała wszak bardzo dobitnie jak zatrute słowa nienawiści oraz pogardy motywowane przekonaniem o rasowej niższości danej grupy ludzi potrafiły owocować wieloma zbrodniami i cierpieniami zadawanymi w imię rasizmu. Państwo troszcząc się o utrzymanie spokoju społecznego z jednej strony, z drugiej zaś mając na względzie to, by osoby należące do mniejszości rasowej bądź etnicznej nie były poniżane czy wyszydzane, ma prawo, a nawet obowiązek zakazywania tych przejawów wolności słowa, które są ukierunkowane na szerzenie rasistowskiej nienawiści i pogardy (może to się np. wyrażać w nazywaniu czarnoskórych „małpoludami” albo „czarnuchami”). I w tym wypadku, wyjątkowo słabym tłumaczeniem, byłoby domaganie się legalności dla tego rodzaju słów twierdzeniem, iż przecież „nikt Murzynom, Żydom czy kolorowym, nie nakazuje słuchać wyzwisk pod ich adresem”…

    Ktoś może zapytać, jak powyższe przykłady ograniczania wolności słowa mają się do postulatów karania rozprzestrzeniania obsceniczności, pornografii czy bluźnierstw? To proste, im silniejsze są małżeństwa i rodziny, tym trwalsze są też więzi istniejące w społeczeństwie, mniejsza jest przestępczość i oddziaływanie innych patologii. Porządek społeczny wymaga więc, by władze cywilne chroniły dobro tradycyjnego małżeństwa i rodziny. Ochrona dzieci, młodzieży i osób co prawda dorosłych, ale bardziej słabych moralnie, troska o to, by żony i dzieci nie były porzucane przez niewiernych i nieodpowiedzialnych mężów jest ważniejsza niż chęć zarabiania dużych pieniędzy przez osoby pokroju Larry’ego Flynta, Hugha Heffnera, Lady Gagi, Rihanny, 50- Centa, „Madonny” czy Eminema. Jeszcze większą wartością jest zaś cześć, bojaźń i szacunek dla prawdziwego Boga. Jak naucza św. Paweł w trzynastym rozdziale listu do Rzymian „nie ma władzy, która nie pochodziłaby od Boga”. Jeśli więc, wszystkie rządy na tym świecie sprawują swe funkcję dzięki Bożemu nadaniu albo przynajmniej przyzwoleniu Wszechmocnego, to oczywistym jest, że dzierżący władzę winni okazywać wdzięczność za ów przywilej Bogu. Trudno jednak nazwać mianem wdzięczności Bogu otaczanie przez władze cywilne ochroną bluźnierstw wymierzonych przeciw najchwalebniejszemu imieniu Jezus, szydzenia z Biblii i inne skrajnie antychrześcijańskie ekscesy. Rządy, które tak czynią, mogą spodziewać się zamiast Bożego błogosławieństwa raczej Bożej kary…

                            Słowa, które zabijają…

    Znany przebój Czesława Niemena pt. „Dziwny jest ten świat” zawiera wers: „(…) A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem”. Chociaż wykonawca tej piosenki był raczej w swych poglądach daleki od ortodoksji katolickiej, potrafił w tych słowach dobrze wyrazić, co na temat siły i znaczenia słów mówi Pismo święte. Ta święta Księga niejednokrotnie wszak przestrzega przed złem, jakie można wyrządzić bliźnim za pomocą słów. W Biblii czytamy, iż język, którego używamy może być „przekleństwem”, „złem pełnym zabójczego jadu”, „sferą nieprawości”, narzędziem „ognia piekielnego”, co „bezcześci ciało”, „małym ogniem, który podpala wielki las” (Jk 3, 5-10). Inaczej mówiąc słowa potrafią nie tylko leczyć, uzdrawiać i budować, ale też niszczyć, ranić i zabijać. Nieograniczona zaś wolność słowa oznacza de facto nieograniczoną swobodę przyznawaną niszczeniu, zabijaniu i ranieniu, tyle, że dokonywaną nie bezpośrednio w sferze fizycznej i materialnej, lecz czynioną na płaszczyźnie duchowej, psychologicznej i emocjonalnej. Ba, uznawanie tak pojętej wolności słowa, może przyczyniać się nawet do zabijania bliźnich w dosłownym, fizycznym jego znaczeniu. Jednostki słabsze psychicznie potrafią wszak pod wpływem złych słów popełniać samobójstwa, a niektórzy zainspirowani nieodpowiedzialnymi wypowiedziami innych, zdolni są cieleśnie ranić i mordować swych bliźnich.

    Oczywiście wolność słowa jest potrzebna i powinna być chroniona przez porządek prawny w rozsądnych i dobrych granicach. Dobrze jest, gdy dziennikarze, publicyści czy artyści korzystając ze swej swobody ujawniają korupcję na szczytach władzy, demaskują niesprawiedliwość lub krytykują zło, gdziekolwiek by się ono nie znajdowało. Wolność słowa może też okazać się wielce pożyteczna w prowadzeniu różnych dyskusji o charakterze ideowym, politycznym czy światopoglądowym. Uczciwie prowadzona dyskusja, w której przedstawiane są różne argumenty często służy bowiem uznaniu i przyjęciu Prawdy i ukazaniu słabości argumentów wysuwanych na rzecz błędu i fałszu. Jednak pogląd, jakoby władze cywilne powinny uznawać oraz chronić wolność słowa i ekspresji w stopniu nieograniczonym albo ograniczonym jedynie o jakieś bardzo rzadko występujące wyjątki, jest po prostu niedorzeczny, absurdalny i szalony.