Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: polskie powstania narodowe

  1. Powstanie listopadowe było niemoralne

    Leave a Comment

    Fakt potępienia powstania listopadowego przez papieża Grzegorza XVI w encyklice „Cum primum” do dziś budzi kontrowersje. W kręgach katolickich na ogół – w pewien sposób – próbuje się bronić postawę Watykanu w tej sprawie, twierdząc, że Grzegorz XVI napiętnował działania listopadowych powstańców będąc wprowadzonym w błąd oraz po części zastraszonym przez Rosjan.

    Ów papież miał również wycofać się ze swej wcześniejszej negatywnej oceny powstania listopadowego, wówczas, gdy zdał sobie sprawę z tego, iż został oszukany przez rosyjską dyplomację odnośnie rewolucyjnego i antychrześcijańskiego charakteru owej insurekcji. Jako dowód na zmianę postawy wspomnianego papieża w tej sprawie przytacza się jego wypowiedź, którą miał skierować na audiencji, jaką udzielił generałowi Władysławowi Zamoyskiemu w 1837 roku. W trakcie tegoż spotkania papież miał powiedzieć „Ależ ja was nie potępiłem” dodając przy tym, iż jego decyzja w tej sprawie została spowodowana groźbą ze strony Rosji, iż w przeciwnym razie Kościół katolicki na terenie rosyjskiego zaboru zostanie poddany dotkliwym represjom.

    Pomyłka Magisterium?

    Czy jednak rzeczywiście encyklika „Cum primum” była pomyłką Urzędu Nauczycielskiego Kościoła? Nawet, gdyby tak miał być w swej istocie, to powoływanie się na słowa, które Grzegorz XVI miał powiedzieć do kogoś w trakcie prywatnej audiencji, jako dowód w tej sprawie, jest nieporozumieniem. Po pierwsze bowiem: katolików obowiązuje nauczanie zawarte w oficjalnych wypowiedziach Magisterium Kościoła (zawarte m.in. w encyklikach i katechizmach), nie zaś prywatne opinie danego papieża wypowiadane np. w trakcie prywatnych audiencji udzielanych różnym osobom. Jeśli więc potępienie powstania listopadowego nie zostało skorygowane przez jakiś inny akt oficjalnego nauczania Kościoła, to tak naprawdę nie ma powodów sądzić, by postawa Magisterium kościelnego względem tego wydarzenia uległa zmianie. Po drugie: wypowiedzi nie mające charakteru publicznego i oficjalnego, lecz prywatny, ze swej natury narażone są na dość duże niebezpieczeństwo zniekształceń czy nawet jawnych zafałszowań. Trudniej jest bowiem w takim wypadku dokonać weryfikacji prawdziwości relacji danej osoby na temat słów, które wypowiedział do niej ktoś inny. Po trzecie: nawet gdyby relacja gen. Zamoyskiego odnośnie słów Grzegorza XVI była w 100 procentach prawdziwa, to i tak wynikałoby z niej, że co prawda prywatna opinia tego papieża była odnośnie powstania 1830 roku stała się znacznie łagodniejsza, co nie jest równoznaczne jednak z automatycznym pochwalaniem tegoż wydarzenia. „Nie potępianie” czegoś nie zawsze bowiem oznacza „pochwalanie i usprawiedliwianie”. Pomiędzy tymi dwoma postawami mogą się wszak kryć jeszcze takie moralne postawy jak: sceptycyzm, dystans lub po prostu nie zajmowanie określonego stanowiska.

    Niezależnie jednak od tego, czy Grzegorz XVI zmienił w tej sprawie swą prywatną opinię, osobiście uważam, że jego encyklika „Cum Primum” nie była pomyłką, a zawarta w niej krytyczna ocena powstania listopadowego była mocno ugruntowana w nauczaniu Pisma świętego, historycznych faktach oraz zasadach tradycyjnej moralistyki katolickiej mówiących o warunkach, jakie musi spełnić każdy zbrojny opór powzięty przeciw władzy publicznej, by móc być uznany za moralnie dopuszczalny.

    Mikołaj I legalnym władcą Królestwa Polskiego?

    Jednym z najtrudniejszych do przełknięcia przez Polaków fragmentów „Cum Primum” są słowa Grzegorza XVI określające powstanie listopadowe mianem buntu przeciw „legalnej władzy książąt”. Określanie w ten sposób władzy jednego z zaborców, a mianowicie cara Rosji Mikołaja I oraz jego namiestnika Wielkiego Księcia Konstantego, nad częścią Rzeczpospolitej jawi się jako swoiste bluźnierstwo przeciw idei polskiej niepodległości. Wszak, czy może prawowitą władzę nad Polakami sprawować następca carycy Katarzyny, która do spółki z królami Prus i Austrii pozbawiła nasz kraj niepodległości i przymusiła ostatniego króla Polski do abdykacji na jej rzecz? Czy w ogóle można mówić o władaniu częścią Polski przez monarchę obcego imperium w kategoriach innych niż uzurpacja? Cóż, jakkolwiek nie byłoby to trudne dla naszej narodowej dumy, wszystko wskazuje na to, że Mikołaj I był legalnym władcą Królestwa Polskiego (zwanego też „Królestwem Kongresowym”), któremu należało okazywać posłuszeństwo i szacunek. Jedną z ważnych przesłanek, które na to wskazują jest fakt, iż Pan Jezus i św. Paweł Apostoł uznawali legalność władzy cesarzy rzymskich i ich namiestników nad Izraelem. Owe uznanie wyrażało się w tym, że nakazywali okazywanie władzom rzymskim posłuszeństwa, uległości, czci, zanoszenie modlitw za nimi, płacenie danin, ceł i podatków, które one nakładały (Rzym13, 1 – 7; Mat 22, 21; 1 Piotr 2, 13 – 14; Tyt 3, 1; 1 Tm 2, 2). Dodatkowo Pan Jezus wyraźnie stwierdził, iż władza, jaką sprawował namiestnik Rzymu, Poncjusz Piłat, została nadana mu z Nieba ( Jn 19, 11), zaś św. Paweł Apostoł ucząc chrześcijan podległości rządom Nerona pisał, iż „nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga” (Rzym 13, 1). A przecież imperium Rzymskie rządziło ludem żydowskim w wyniku militarnego podboju ich ziemi i ciągłego okupowania terytorium Izraela. Jeśli więc okupacyjna władza obcego pogańskiego imperium nad ludem wybranym została uznana za godną okazywania jej uległości przez samego Zbawiciela i Apostołów, to nie ma powodów, by w inny sposób traktować rządy rosyjskiego prawosławnego monarchy, będącego następcą zaborczyni Katarzyny nad katolickimi Polakami. Tym bardziej należy uznać legalność owych rządów, gdy zważy się na to, iż w czasie istnienia Królestwa Kongresowego nie było żadnego konkurencyjnego ośrodka władzy (np. rządu na uchodźstwie czy rządu podziemnego), który przypisywałby sobie legitymację do sprawowania władzy w tej części Polski.

    Pragnę zaznaczyć, iż powyższych słów nie piszę z pozycji jakiegoś „rusofila”. Wprost przeciwnie: mój stosunek do Rosji, jej historii, kultury, mentalności i cywilizacji, jest mocno krytyczny. Uważam np. iż to co za przyzwoleniem rosyjskiego rządu czyniła armia tego kraju w Czeczenii jest nie dającą się usprawiedliwić zbrodnią ludobójstwa. Stwierdzenie jednak tego, iż legalną władzę nad Królestwem Kongresowym w latach 1815 – 1830 sprawowali rosyjscy monarchowie i ich namiestnicy jest dla mnie po prostu sprawą intelektualnej uczciwości. Tylko tyle i aż tyle.

    Powstańcy listopadowi XIX-wiecznymi Machabeuszami?

    Skoro nie ma silnych podstaw ku temu, by kwestionować legalność władzy Mikołaja I oraz jego namiestnika wielkiego księcia Konstantego nad Królestwem Kongresowym, to w związku z tym rodzi się pytanie, czy powstanie zbrojne skierowane przeciw ich rządom mogło być moralnie usprawiedliwione? Zarówno Biblia jak i oficjalne nauczanie Kościoła choć nie potępiają w sposób absolutny i bezwarunkowy takiej formy oporu względem legalnej władzy, to jednak wydają się usprawiedliwiać ją tylko w bardzo rzadkich sytuacjach. Pozostaje sobie zatem odpowiedzieć na pytanie; czy powstanie listopadowe spełniało wymogi, jakie tradycyjna moralność chrześcijańska stawia zbrojnym rebeliantom, by móc usprawiedliwić ich działania?

    Na kartach Pisma świętego większość zbrojnych buntów przeciw rządzącym jest potępianych. Oczywiście nie oznacza to, że Pismo święte pochwala ślepe posłuszeństwo ludziom sprawującym rządy. W tej świętej Księdze znajdujemy wszak wielu pozytywnych bohaterów, którzy odmawiali wykonywania niemoralnych poleceń autorstwa swych ludzkich przełożonych. Najczęściej jednak owe przypadki błogosławionego nieposłuszeństwa nie przybierały charakteru zbrojnej rebelii skierowanej przeciw rządzącym. W Biblii mamy do czynienia tylko z dwoma przypadkami zaaprobowanego przez Boga zbrojnego powstania przeciw władzy. Pierwszy z nich to obalenie niegodziwej królowej Atalii. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z rozkazem zabicia owej władczyni pochodzącym od Bożego sługi i pobłogosławionym przez Boże Słowo (2 Krn 23, 14). Drugie z powstań, które jak na to wszystko wskazuje – było błogosławione przez Boga – zostało opisane w księgach machabejskich. Polegało ono na zbrojnym wystąpieniu Machabeuszy przeciw despotycznej władzy Antiocha IV, którzy za pomocą przymusu i przemocy próbowali zwalczać wiarę Mojżeszową. Za rządów tego człowieka śmiercią karane było obrzezywanie niemowląt, przestrzeganie szabatu oraz posiadanie świętych Ksiąg Prawa. Antioch IV nakazywał też żydom uczestniczenie w pogańskich obrzędach, w których dodatkowo najczęściej składano ofiarę ze świń (i z których mięso miało być spożywane w ramach tych rytuałów). Do tego dochodziło jeszcze ustawianie posągów bożków wszędzie gdzie to było możliwe i popieranie przez owe władze sakralnej prostytucji. Rządy Antiocha IV faktycznie więc delegalizowały wyznawanie i praktykowanie objawionej wówczas przez prawdziwego Boga religii i za pomocą represji próbowały zmusić wszystkich żydów do przyjęcia pogaństwa i niemoralności.

    Czy można jednak porównać powstanie listopadowe z pobłogosławionymi przez Boga, aczkolwiek rzadkimi i wyjątkowymi, przypadkami zbrojnego wystąpienia przeciw władzy? Nie sposób dostrzec tu analogii. Trudno bowiem porównać grupę młodzieńców z rozgrzanymi głowami, którzy grali główną rolę podczas „Nocy Listopadowej” do Bożych Proroków występujących w imieniu samego Boga. Tym bardziej trudno tu dostrzec jakiekolwiek podobieństwo, gdy zważy się na fakt, iż ludzie, którzy wywołali to powstanie w przeważającej części należeli do masonerii lub ugrupowań o charakterze paramasońskim. Wiara chrześcijańska zaś w Królestwie Kongresowym generalnie rzecz biorąc nie była prześladowana, nie mówiąc już o tym, by za pewne praktyki z nią związane groziła kara śmierci, zaś Mikołaj I nie narzucał prawosławia za pomocą przymusu i siły.

    Powstanie Listopadowe w świetle Katechizmu Jana Pawła II

    Ogłoszony w 1992 roku przez papieża Jana Pawła II „Katechizm Kościoła Katolickiego” w punkcie numer 2243 powtórzył tradycyjne zasady moralistyki katolickiej, których RÓWNOCZESNE spełnienie JEDYNIE pozwala usprawiedliwić powzięcie zbrojnej rebelii przeciw panującemu w danym czasie rządowi. Przypatrzmy się tym regułom i spróbujmy sobie odpowiedzieć, czy powstanie listopadowe czyniło im zadość?

    „1 – w przypadku pewnych, poważnych i długotrwałych naruszeń podstawowych praw”.Faktem jest, iż car Mikołaj I oraz jego namiestnik w Warszawie Konstanty zaczęli łamać niektóre z postanowień konstytucji Królestwa Kongresowego. Czy jednak to ich postępowanie miało charakter „poważnego, pewnego i długotrwałego naruszania podstawowych praw”? Jeśli mowa jest o ograniczaniu wolności słowa poprzez np. wprowadzenie cenzury prewencyjnej, to niezwykle trudno jest nazwać takie działanie „naruszaniem podstawowych praw”. Zasada wolności słowa nie jest bowiem nieograniczona, a władze cywilne mają prawo i obowiązek karania i zakazywania rozprzestrzeniania wad psujących serca i moralność. A może za naruszenie „podstawowych praw” należałoby uznać delegalizację masonerii w Królestwie Kongresowym, które nastąpiło w 1821 roku?

    Rządy Mikołaja I oraz Wielkiego Księcia Konstantego z pewnością nie należały do najlepszych, ale Królestwo Kongresowe nawet w czasie nich miało cieszyło się daleko posuniętą autonomią, wiara katolicka nie była wówczas represjonowana, nie dochodziło do masowych egzekucji dokonywanych na Polakach, zaś kultura i instytucje polskie mogły się w nim bardzo swobodnie rozwijać. Trudno byłoby zatem dowieść, iż posłuszeństwo Mikołajowi I oraz księciu Konstantemu oznaczało ze strony Polaków popełniania czegoś co byłoby w sposób jasny i ewidentny sprzeczny z przykazaniami Bożymi lub prawem naturalnym (a tylko taka sytuacja daje obywatelom prawo do sprzeciwiania się władzy – a nawet w takim wypadku opór z użyciem broni powinien być ostatecznością).

    ” 2 – po wyczerpaniu wszystkich innych środków”. Jasnym jest, iż do momentu wybuchu powstania nie zostały wyczerpane wszystkie inne środki oporu. A Królestwo Kongresowe, które cieszyło bardzo dużą autonomią miało do dyspozycji jeszcze wiele innych metod. Powstanie listopadowe wybuchło za przyczyną ludzi, którzy w sposób szybki i gwałtowny pragnęli zrzucić z Królestwa Polskiego zwierzchnictwo rosyjskiego caratu, pomijając przy tym jakiekolwiek zasady roztropności.

    „3 – jeśli nie spowoduje to większego zamętu„. Faktem jest, że owocem powstania listopadowego było znaczne pogorszenie się sytuacji Polaków pod zaborem rosyjskim. Nawet jednak, gdyby owa rebelia odniosła zwycięstwo, to można zastanowić się, czy rządy, które w jej wyniku by się utrwaliły nie przyniosły by Królestwu Kongresowemu większego zamętu i szkód, niż protektorat Mikołaja I? Wszak powstanie to było w dużej mierze inspirowane przez kręgi wolnomularskie, a więc antychrześcijańskie ze swej natury.

    „4 – jeśli istnieje uzasadniona nadzieja powodzenia„. Jest bardzo wątpliwe, czy armia Królestwa Kongresowe była w stanie wygrać wojną z Rosją.

    5 – jeśli nie można rozumnie przewidzieć lepszych rozwiązań„. Bardzo duży zakres autonomii, jaką cieszyło się Królestwo Polskie w latach 1815 – 1830, pozwalał na podejmowanie różnych innych pokojowych kroków mających na celu poprawę sytuacji. Niestety inspiratorzy listopadowego buntu postanowili działać z ich ominięciem, dążąc do jak najszybszego wywołania konfliktu zbrojnego.

    Jak widać powstanie z 1830 roku nie spełniało chyba ŻADNEGO z tych pięciu warunków, których RÓWNOCZESNEGO wypełnienia domaga się katolickie nauczanie moralne po to by móc usprawiedliwić fakt zbrojnego oporu przeciw uciskowi stosowanemu przez władzę polityczną. Wniosek jest więc jasny: powstanie listopadowe było niemoralne.

    Trzeba zresztą stwierdzić, iż praktycznie rzecz biorąc sytuacje, w których równocześnie jest wypełnionych pięć tych warunków są bardzo rzadkie, dlatego Magisterium Kościoła z zasady niechętnie patrzyło na podnoszenie miecza przez poddanych przeciw legalnej władzy i choć uznawało prawo i obowiązek okazywania nieposłuszeństwa niemoralnym poleceń przełożonych, to zachęcało by odbywało się to na drodze pokojowej. Widać to choćby w encyklice Leona XIII „Diuturnum illud”, gdzie za przykład właściwego postępowanie w tej mierze postawieni zostali pierwsi chrześcijanie:

    Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„.

    Nie ma zatem co dziwić się Grzegorzowi XVI. Wszystko wskazuje bowiem na to, że nie został on wprowadzony w błąd co do charakteru listopadowej rebelii. Tak jak napisał ów papież była ona buntem przeciw legalnej władzy inspirowanym przez „sprawców kłamstwa i podstępu” (to znaczy masonów). My Polacy nie jesteśmy nieomylni i bezbłędni, dlatego nie powinniśmy zachowywać się jak kapryśne dzieci, kiedy tylko ktoś nas upomni i wskaże nam błąd.

  2. Coś o Piłacie, Hitlerze, Nabuchodonozorze i zaborcach

    Leave a Comment

    W odniesieniu do  artykułu opublikowanego pt. „O tym, dlaczego zaborcy stanowili legalną władzę dla Polaków” pojawiło się kilka krytycznych głosów, do których chciałbym się niniejszym odnieść.

    Hitler legalnym władcą dla Polaków?

    A więc, tradycyjnie przy okazji podkreślania, w odniesieniu do naszego narodu i kraju, biblijnej prawdy o tym, że „każda władza pochodzi od Boga” odezwały się mniej lub bardziej ironiczne albo szydercze głosy w stylu, iż „w takim razie Polacy powinni poddać się też władzy Hitlera, który podbił i najechał nasz kraj„. Jest to jednak, wbrew pozorom dość słaba analogia z władzą zaborców nad Polską. Państwom zaborczym rządy nad naszym krajem zostały bowiem oficjalnie przekazane przez wcześniejszych władców Polski. W odniesieniu zaś do III Rzeszy, która najechała i podbiła Drugą Rzeczpospolitą nie tylko, że taka sytuacja nie miała miejsca, ale jeszcze zachowana została prawna sukcesja rządu w tym państwie wcześniej władającego, który to w żaden sposób nie zrzekł się  władzy nad Polską na rzecz Hitlera i jego namiestników. W czasie niemieckiej okupacji w l. 1939 – 1945 – w odróżnieniu od sytuacji mającej miejsce pod zaborami – ciągle istniał (tyle, że na emigracji) rząd II Rzeczpospolitej, który w dodatku miał na terenie Polski własne struktury wojskowe (Armia Krajowa), administracyjne i sądowe. Przynajmniej więc na płaszczyźnie stricte prawnej sytuacja Polski pod zaborami i pod hitlerowską okupacją różniła się diametralnie. Hitler owszem, przynajmniej do pewnego poziomu oraz etapu reprezentował legalną władzę, tyle, że dla Niemców (przez których został wybrany zgodnie z prawem i konstytucją), jednak Polacy ciągle mieli swego prezydenta, premiera i ministrów oraz ich reprezentantów pod okupacją.

    Nabuchodonozor legalnym władcą dla Żydów?

    Innym głosem krytycznym przeciwko uznaniu zaborców za legalną władzę dla Polaków było podkreślanie, iż – poza Austrią – rządy sprawowali tam niekatolicy, a wszak czy godzi się uznawać polityczną zwierzchność niekatolików nad katolikami? Ten argument jest jednak bardzo słaby z wielu względów. Ot, choćby nietrudno byłoby wskazać, iż Pan Bóg aprobował nie tylko władzę niekatolików nad katolikami, ale coś znacznie dalej idącego rządy pogan nad wybranym przez siebie ludem Izraela, a później też nad chrześcijanami. Dobrym przykładem tej pierwszej sytuacji jest choćby najazd i podbicie w niewolę Żydów przez pogańskiego króla Nabuchodonozora. W biblijnej księdze Jeremiasza jest napisane w sposób bardzo jasny, iż Bożym postanowieniem było, aby Żydzi w karze za swe grzechy poddali się władzy tego króla. Czytamy tam m.in:

    Teraz zaś dałem wszystkie te ziemie w ręce Nabuchodonozora, króla babilońskiego, mojego sługi; oddaję mu nawet zwierzęta polne, by mu służyły. (…) Naród i królestwo, które nie chciałyby służyć Nabuchodonozorowi, królowi babilońskiemu, i które nie poddałyby swego karku pod jarzmo króla babilońskiego, nawiedzę mieczem i zarazą – wyrocznia Pana – dopóki nie oddam ich w jego ręce. (…) Narodowi zaś, który podda swój kark pod jarzmo króla babilońskiego, by mu służyć, pozwolę spoczywać w swej ziemi – wyrocznia Pana – będzie ją uprawiał i w niej mieszkał».

    Do Sedecjasza, króla judzkiego, powiedziałem, zgodnie z tymi wszystkimi słowami: «Poddajcie swe karki pod jarzmo króla babilońskiego, służcie jemu i jego narodowi, a będziecie żyć. Dlaczego chcecie umrzeć, ty wraz ze swym narodem, od miecza, głodu i zarazy, jak to przepowiedział Pan o narodzie, który nie chciałby służyć królowi babilońskiemu?  Nie słuchajcie też słów proroków, mówiących do was: „Nie będziecie służyć królowi babilońskiemu”. Prorokują wam bowiem kłamstwo (Jeremiasz 27: 6, 8, 11 – 14).

    Warto dodać, iż jeden z biblijnych proroków, a mianowicie Daniel stał się nawet wysoko postawionym urzędnikiem na dworze pogańskiego króla Babilonii (co wielu patriotów i nacjonalistów mogłoby uznać za akt zdrady narodowej). Poza tym trudno, nie widzieć dość daleko idących analogii i podobieństw pomiędzy sytuacją Żydów w niewoli u Nabuchodonozora, a rozbiorami Polski. Tak bowiem jak Żydzi dostali się w tę niewolę w karze za popełniane przez siebie nieprawości, tak i upadek oraz rozbiory Polski poprzedzone były długim okresem narastania w naszym kraju różnych występków, wad i grzechów. By wspomnieć choćby o coraz bardziej uciążliwych i okrutnych formach pańszczyzny czy rozwijającej się się kulturze sarmackiej. co do której wielu aspektów można by zastosować biblijne ostrzeżenie o „ludziach mających pozór pobożności lecz wyrzekających się jej mocy” ( 2 Tymoteusz 3: 5)  – z jednej strony ostentacyjna nieraz wręcz religijność, z drugiej pielęgnowanie wielu grzechów, np. pijaństwa, pieniactwa, obżarstwa, pojedynków). I tak jak Żydzi, tak nasz naród został oddany pod panowanie władzy w dużej mierze sobie obcej. Istnieje jeszcze jedno podobieństwo – otóż, tak jak Żydzi po pobycie w niewoli babilońskiej nie wracali już później przynajmniej do jednego ze swych grzechów, a mianowicie bałwochwalstwa, tak Polakom rozbiory w pewnych ważnych aspektach wyszły na dobre, np. w czasie ich trwania zniesiona została pańszczyzna chłopów, ukrócono samowolę szlachty, a także ogólnie rzecz biorąc w życie naszego narodu wniesiono więcej poczucia porządku, społecznej dyscypliny, pracowitości i solidności.

    Prawdopodobnie więc rację mieli ci, z kościelnych kaznodziejów, którzy twierdzili, iż rozbiory były dla Polski i Polaków karą Bożą za ich grzechy. Najwidoczniej, tak nam, jak i Żydom potrzebne było takie skarcenie, byśmy mogli pewne rzeczy przemyśleć oraz do pewnych postaw dojrzeć.

    Innym z przykładów, kiedy to już chrześcijanie pokornie poddawali się pod władzę pogan były choćby pierwsze wieki po Chrystusie, kiedy to wyznawcy Pana Jezusa żyli w Imperium Rzymskim. Ich postawę w taki sposób charakteryzował ks. Piotr Skarga:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„.

    Z kolei  papież Leon XIII w encyklice „Diuturnum illud” w taki sposób chwalił nastawienie pierwszych chrześcijan:

    „Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„.

    Jedna z tradycyjnych reguł logiki i interpretacji mówi, iż „jeśli dozwolone jest coś większego, to tym bardziej dozwolone jest coś mniejszego„. A zatem jeżeli Żydzi i chrześcijanie mieli podporządkować się politycznej władzy sprawowanej przez pogan, to tym bardziej Polacy-katolicy powinni uznawać i respektować nad sobą rządy prawosławnych Rosjan i luterańskich Prusów (nie wspominając już o katolickiej Austrii).

    Poncjusz Piłat legalnym rządcą Izraela?

    Pojawił się też argument kwestionujący wysnutą przeze mnie tezę, jakoby Pan Jezus i Apostołowie uznawali władzę Imperium Rzymskiego nad Izraelem. Stwierdzono nawet, iż uzasadniając ten pogląd stosuję zasadę „Sola Scriptura” („Tylko Pismo”). Cóż, ów argument mych krytyków jest bardzo naciągany, gdyż ze swej strony mógłbym go łatwo odwrócić i powiedzieć, że ci, którzy kwestionują mój pogląd odwołują się do swej własnej prywatnej interpretacji Pisma świętego (albo może jej braku jakiejkolwiek wykładni w tej sprawie). Nawet, gdyby bowiem nie było jakiejś wykładni Ojców Kościoła czy Magisterium na ten temat (czego wcale nie jestem pewien), to nie ma też takowej interpretacji na rzecz przeciwnej memu poglądowi tezy. Poza tym, zasada „Sola Scriptura” oznacza, iż odrzuca się autorytatywną i wiążącą rolę Tradycji Apostolskiej oraz interpretacji dawanej przez Ojców i Urząd Nauczycielski Kościoła, a nie, że odnośnie jakiejś wypowiedzi Pisma świętego, w której być może takiej wykładni jest brak, stosuje się zasady logicznego myślenia.

    Ale przejdźmy do konkretnych fragmentów Biblii, które wydają się przemawiać za tym, iż rzeczywiście Zbawiciel uznawał władzę Imperium nad Żydami za legalną i wiążącą ich sumienia. Tak więc zapytany o to, czy należy płacić podatki cesarzowi, wskazując na monetę podatkową z wizerunkiem owego władcy odpowiedział: „Oddawajcie więc, co jest cesarskie cesarzowi, a co Bożego Bogu” (Mateusz 22, 21). Czy była to odpowiedź tylko „salonowa” albo „kurtuazyjna”? Nie sądzę, gdyż Chrystus wskazał w ten sposób na pewien moralny obowiązek, przez co też de facto uznał legalność rzymskiej władzy (to bowiem legalny rząd ma moralne prawo wymagać podatków od swych poddanych).

    Jeszcze bardziej zaś są wymowne słowa, jakie Pan Jezus rzekł do rzymskiego namiestnika na Palestyną, Poncjusza Piłata: „Nie miałbyś nade mną władzy, gdyby nie była ci ona dana z góry” (Jan 19, 10 – 11). Skoro, ta władza została dana mu „z góry” to znaczy, że pochodziła ona od samego Boga.

    Poza tym, pomijając już wszystkie inne, stwierdzenie, iż powyższe fragmenty prawdopodobnie oznaczają, że Jezus Chrystus uznawał władze Imperium Rzymskiego nad Palestyną za legalną, jest najprostszą i najbardziej logiczną ich interpretacją, za to kwestionowanie tego typu wniosków wymaga wielu skomplikowanych kombinacji myślowych, przez co zachodzi podejrzenie, iż mają one na celu przysłowiowe „odwracanie kota ogonem”.

    Odrzucić patriotyczne fetysze

    Kończąc pragnę przypomnieć coś, co już przy różnych okazjach pisałem. Takie rzeczy i wartości jak niepodległość, miłość do ojczyzny, narodowa tradycja są ważne, ale nie najważniejsze. Nie można czynić sobie z nich bożka czy fetysza, ale muszą być one podporządkowane wyższym od nich prawdom i zasadom. Gdybyśmy o tym pamiętali na co dzień, zapewne łatwiej byłoby nam Polakom przełknąć gorzką, ale tym nie mniej odżywczą pigułkę prawdy o tym, iż nasi zaborcy mogli być naszymi legalnymi władcami, a zabory mogły stanowić dla naszego kraju oczyszczającą karę Bożą.