Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: pogaństwo

  1. Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem

    Możliwość komentowania Dziewięć powodów dla których czczenie figurek Pachamamy było złem została wyłączona

    Upłynęło już kilka miesięcy od czasu, gdy w Watykanie za aprobatą papieża Franciszka kłaniano się do samej ziemi przed figurkami mającymi przedstawiać tzw. Pachamamę. Jako że emocje narosłe wokół tego wydarzenia zdążyły już opaść, warto w nieco spokojniejszy sposób przedstawić kilka argumentów na rzecz twierdzenia, iż takie potraktowanie tychże przedmiotów było czymś złym, obrzydliwym oraz skandalicznym.

    Po pierwsze zatem: żaden papież nie ma przywileju bezgrzeszności bądź bezbłędności swego postępowania. Ta uwaga nie traci na swej słuszności, nawet jeśli złe moralnie postępowanie danego Wikariusza Chrystusa jest publicznie znane albo, gdy on sam je nagłaśnia. Historia Kościoła zna wszak przypadki papieży, których ewidentnie niegodziwe postępki były publicznie znane (np. Jan XII, Aleksander VI). Co więcej, wiemy też o pewnych wątpliwych moralnie zachowaniach, które stawały się czymś w rodzaju może nieoficjalnego, ale publicznie znanego zwyczaju kościelnego, czego przykładem było przyjmowanie do kościelnych chórów chłopców specjalnie w tym celu okaleczanych za pomocą kastracji. Na ową praktykę zezwolił w 1599 roku papież Klemens VIII, a zakazał jej dopiero Leon XIII pod koniec XIX wieku. Mimo jednak, że coś takiego działo się z przyzwoleniem papieży przez prawie 300 lat, nikt dziś raczej nie twierdzi, że było to coś godnego pochwały. Podobnie fakt publicznego wsparcia papieża Franciszka dla czczenia figurek Pachamamy w Watykanie nie musi przesądzać o moralnej godziwości tej praktyki.

    Po drugie: nawet gdyby te figurki miały przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę (co w zasadzie jest bardzo niewiarygodne), to i tak niezwykle dyskusyjne byłoby kłanianie się im aż do ziemi. Taki bowiem gest jest w sensie fizycznym wyrazem najgłębszego rodzaju czci oraz uniżenia się, co na płaszczyźnie religijnej oznacza kult adoracji, który to kult należy się tylko i wyłącznie Bogu jako naszemu Panu, Stwórcy, Zbawcy i Odkupicielowi. Owszem, Najświętszej Pannie Maryi należy się cześć szczególnego rodzaju, jako Matce Bożej i najwierniejszej służebnicy Pana w historii, jednak nie przysługuje Jej kult, który miałby być równy czci oddawanej Bogu. Warto w tym kontekście zauważyć, że katolicka liturgia w swej odmianie zwanej popularnie „trydencką” znała rozróżnienie również na płaszczyźnie zewnętrznej, czyli powiedzmy „fizyczno-cielesnej” pomiędzy czcią należną Bogu i Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi – na którego imię miano w niej wykonywać tzw. głęboki pokłon, a czcią oferowaną Maryi – na której imię powinno się czynić tzw. pokłon głowy „mierny”. Nie od rzeczy będzie też przypomnienie w tym miejscu nauczania papieża św. Grzegorza Wielkiego, który w liście do jednego z biskupów na temat obrazów chwaląc obecność religijnych wizerunków w kościołach, stwierdzał jednocześnie, iż: „padać na twarz winno się jedynie podczas adoracji Trójcy Świętej„.

    Po trzecie: nawet gdyby uparcie się trzymać przy niezwykle mało wiarygodnej interpretacji owych figurek jako wyobrażeń Maryi to i tak przedstawianie Matki Bożej jako całkowicie nagiej kobiety jest haniebne oraz godne potępienia. Choć bowiem nie jest tak, że nagość w sztuce kościelnej stanowi coś absolutnie nagannego, to nie ma żadnych powodów, by przedstawiać Najświętszą Maryję Pannę jako całkowicie nagą niewiastę. Żadne z wydarzeń przywoływanych w Piśmie świętym nie opisuje wszak nagości Maryi ani też w żadnych z uznanych przez Kościół objawień maryjnych Matka Boża nie pokazywała się w ten sposób. Po grzechu pierworodnym ludzie powinni raczej zakrywać swą nagość niż ją całkowicie bądź częściowo odkrywać, gdyż takowa od grzechu Adama wiąże się w dużym stopniu ze wstydem oraz nieuporządkowaną pożądliwością. Dlatego, jeśli już w pewnych wytworach kultury i sztuki przedstawia się nagość, to zawsze powinno się to robić bardzo ostrożnie i jeśli jest uzasadnione kontekstem. Choć Maryja Panna na mocy Bożego przywileju została uwolniona od winy i zmazy grzechu pierworodnego, nie ma żadnych uzasadnionych powodów, by pokazywać ją całkowicie bądź częściowo nagą (może poza sceną karmienia małego Jezusa, gdzie jednak owa nagość jest bardzo niewielka).

    Po czwarte: mało, kto to publicznie podnosił, jednakże co najmniej podejrzany charakter wizerunków Pachamamy w Watykanie podkreśla jeszcze jeden fakt. Otóż w czasie pamiętnej uroczystości kłaniania się w watykańskich ogrodach aż do ziemi przed tymi figurkami oprócz wizerunków nagich kobiet były tam też obecne inne pomniejsze figurki. Jedna z tych figurek była usadowiona z pozycji leżącej i przedstawiała obnażonego mężczyznę z penisem w stanie wzwodu. To rodzi uzasadnione pytania o to, czy czczenie Pachamamy w Watykanie oprócz swych pogańskich konotacji nie zawierało w sobie też elementów fallicznych i orgiastycznych – zresztą również przecież nierzadkich dla religii politeistycznych.

    Po piąte: wielu obrońców i popleczników omawianego wydarzenia przyznaje otwarcie, iż figurki nagiej kobiety miały przedstawiać nie Maryję, ale właśnie tzw. Pachamamę. A Pachamama jest czczoną nie tylko niegdyś, ale też obecnie pogańską boginią. Oddawanie zaś pokłonów wizerunkom pogańskich bożków jest bałwochwalstwem i czczeniem demonów, a więc czymś, przed czym wielu chrześcijan wzdragało się z obrzydzeniem aż do męczeńskiego przelewu własnej krwi.

    Po szóste: cała sprawa wygląda na synkretyczne pomieszanie z poplątaniem. A więc pokazuje się figurki dwóch nagich kobiet w ciąży: jedni mogą to próbować interpretować jako swoistą interpretację sceny nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję; z drugiej jednak strony scena ta jest jednak przedstawiona w sposób typowy dla różnych pogańskich wyobrażeń (nagość, a nawet wulgarność i obsceniczność, skojarzenia z Pachamamą, itp.). Zaryzykowałbym więc przypuszczenie, iż ludzie stojący za całą tą aranżacją chcieli ją przedstawiać tak, by zarówno chrześcijanie, jak i poganie mogli ją – przynajmniej po części – interpretować na swój własny sposób.

    Po siódme: nawet gdyby próbować tłumaczyć owe wydarzenia w kategoriach inkulturacji to przecież istnieją pewne tak doktrynalne, jak i choćby zdroworozsądkowe jej granice. Inkulturacja nie powinna np. oznaczać inkorporacji stricte pogańskich wierzeń do religii chrześcijańskiej. Dajmy na to tłumaczenie poganom prawdy o czci należnej Świętym Pańskim, nie powinno przeradzać się w swego rodzaju mruganie do nich okiem i mówienie im: „No wiecie, nasi święci to byli goście podobni do waszych bogów i oni też lubili się od czasu do czasu ostro zabawić„. Podobnie, przekroczeniem zdroworozsądkowej granicy inkulturacji byłaby np. próba przedstawiania Maryi na podobieństwo jednej z pogańskich bogiń, która ukazywana jest jako karmiąca wieloma piersiami.

    Po ósme: zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej – a więc w rejonie, z którego przywiezione zostały wizerunki Pachamamy – istnieje duży problem synkretyzmu wśród katolików, czego przykładem są rozpowszechnione wśród nich kulty w rodzaju voodoo, macumba czy santeria. Publiczne eksponowanie figurek, które w najlepszym razie łaczą ze sobą motywy chrześcijańskie i pogańskie, stanowi więc de facto wsparcie dla owej złej i obrzydliwej wobec Boga mentalności dużej części katolików z Ameryki Łacińskiej.

    Po dziewiąte: jedną z zasad moralnych jest unikanie zgorszenia, a więc działania lub zaniechania, które w danych okolicznościach w realistyczny sposób mogłoby zachęcić naszych bliźnich do grzechu lub też sprawić, iż pomyślą oni, by takiego występku się dopuściliśmy. Jeśli np. żonaty mężczyzna musi wybrać się ze swą koleżanką z pracy w służbową podróż, to nie powinien dzielić z nią jednego pokoju hotelowego, choćby i były w nim dwa odrębne łóżka i ów mężczyzna nie miałby zamiaru czynić z nią niczego nieczystego. Czy w takim przypadku mielibyśmy pretensje żony tego mężczyzny za nieuzasadnione niczym podejrzenia? Podobnie, czy można mieć pretensje wobec tych, którzy podejrzewają pogaństwo i/lub synkretyzm w oddawaniu pokłonów wizerunków nagich kobiet nazywanych imieniem jednej z czczonych do dziś przez pogan bogiń?

    Mirosław Salwowski

  2. O tym jak Anioły pomogły św. Marcinowi z Tours zniszczyć pogańską świątynię.

    Leave a Comment

    „Podobnie w wiosce zwanej Leprosum, gdy chciał zburzyć bardzo okazałą świątynię pogańską, wielki tłum pogan sprzeciwił się mu do tego stopnia, że wypędził używając przemocy. Oddalił się więc Marcin na miejsce położone w pobliżu i tam, poszcząc i modląc nieustannie przez trzy dni w popiele, odziany  we włosienicę, zanosił do Pana błagania, aby moc Boska zburzyła tę świątynię, skoro on nie zdołał przewrócić jej ludzką ręką. Zaraz po tym stanęło przed nim dwóch aniołów uzbrojonych w dzidy, z tarczami, jako wojsko niebieskie, mówiąc, iż zostali posłani  przez Pana, aby przepędzić tłum wieśniaków i przyjść Marcinowi z pomocą, iżby nikt mu się nie sprzeciwiał, gdy będzie burzył tę świątynię: niech więc powróci i pobożnie dopełni rozpoczętego dzieła. Wróciwszy zatem do wioski zburzył aż do fundamentów bezbożny gmach, a wszystkie ołtarze i posągi bożków zamienił w proch. podczas gdy tłumy pogan przypatrywały się temu w milczeniu. Ujrzawszy to chłopi pojęli, iż z woli Boskiej osłupieli i zamarli, by nie stawiać oporu biskupowi. Prawie wszyscy uwierzyli w Pana Jezusa, wołając otwarcie i wyznając, że należy czcić Boga Marcina, porzucić zaś bożków, którzy ani sobie ani innym nie mogą dopomóc.

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan , zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał go o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń bywała mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im światła prawdy oni sami wywracali swe świątynie”.

     

    Cytat za: Sulpicjusz Sewer, „Pisma o św. Marcinie z Tours„,  Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC, s. 78 – 79.

     

  3. Co należy sądzić o tatuażach?

    Leave a Comment

    Pytania odnośnie moralnej godziwości i stosowności czynienia na swym ciele trudnych do usunięcia wizerunków i napisów (zwanych też tatuażami) są chyba jednymi z częściej podnoszonych przez katolików oraz chrześcijan. Pobieżna zaś analiza odpowiedzi na te pytania wydaje się wskazywać, iż większa część współczesnych opinii na ów temat idzie w kierunku warunkowego uznania stosowności i godziwości praktyki tatuowania się. Obrońcy tatuowania się mówią więc mniej więcej coś w tym stylu: „O ile, takowe tatuaże, nie wyrażają w swej treści czegoś złego, np. nie promują okultyzmu, rozwiązłości i bluźnierstw, o tyle można je uznać za usprawiedliwione”. 

    Czy można uznać powyższe założenie za uzasadnione? Cóż, bardzo mocno w to wątpię z następujących powodów:

    1. Pismo święte w jasny sposób zakazuje tatuowania się. 

    W istocie rzeczy bowiem, w Księdze Kapłańskiej czytamy co następuje: „Nie będziecie się tatuować” (tamże: 19: 28). Już jednak widzę popularną na to odpowiedź w stylu: „Ale to był Stary Testament, który zakazywał wielu innych rzeczy dziś uznawanych przez chrześcijaństwo za moralnie w porządku, a więc np. jedzenia skorupiaków, noszenia odzieży wykonanej z dwóch rodzajów lnu, etc.„. W tym argumencie owszem są pewne ziarna prawdy, gdyż jest faktem, że nie wszystkie z zakazów i nakazów Starego Przymierza obowiązują chrześcijan, ale z drugiej strony prawdą jest też to, iż duża część ze starotestamentowych praw i przykazań wciąż jest dla uczniów Pana Jezusa wiążąca. I co więcej, pod rządami Nowego Testamentu aktualne i obowiązujące są również niektóre z tych zakazów i nakazów Starego Zakonu, które dosłownie nie zostały powtórzone w Nowym Zakonie. Na przykład, w żadnej z ksiąg Nowego Testamentu nie powtarza się nauczania Starego Przymierza o tym, że pogański bożki powinny być niszczone. Czy to oznacza jednak, że ci liczni żyjący już po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa święci, którzy takowe bałwany burzyli czynili źle? Nie, czynili dobrze, mimo, że w Nowym Przymierzu nie zostało powtórzone owe przykazanie. Albo, czy to, iż w Nowym Testamencie nie został powtórzony starotestamentowy zakaz seksualnego obcowania ze zwierzętami, przebierania się w stroje płci przeciwnej oraz czynienia ze swej córki świątynnej prostytutki oznacza, że w takim razie wszystkie te rzeczy są dozwolone chrześcijanom? Oczywiście, że nie – przyjęcie takiego wniosku byłoby absurdem i potwornością.

    Widać więc, iż powiedzenie „To był Stary Testament, a w Nowym Testamencie tego nie ma” nie jest jeszcze wystarczającym dowodem na to, iż dane przykazanie nie obowiązuje chrześcijan. Raczej wypadałoby pokazać, iż określony zakaz czy nakaz Starego Przymierza został w Nowym Zakonie wyraźnie odwołany albo też w świetle tego co dokonało się przez Krzyż i Zmartwychwstanie Pana Jezusa straciło ono swój dotychczasowy sens i znaczenie. Przykładem takich przykazań i praw Starego Zakonu są choćby obrzezanie czy też składanie w ofierze kultowej zwierząt. Te rzeczy były bowiem cieniem i zapowiedzią tego, co wypełnił i uczynił Chrystus przez swą śmierć i zmartwychwstanie, dlatego też nie są one już dla nas aktualne i wiążące. Czy jednak starotestamentowy zakaz tatuowania się należy do tego rodzaju nieaktualnych praw i przykazań Starego Przymierza? Nie sądzę, gdyż o ile np. ofiary ze zwierząt były cieniem i zapowiedzią krwawej Ofiary Chrystusa i w oczywisty sposób wraz tą Ofiarą straciły swój dalszy sens, o tyle bardziej prawdopodobnym sensem i celem zakazu tatuowania się jest to, by w bezcelowy sposób nie oszpecać swego ciała – a wszak biologiczna funkcja i natura naszej cielesnej powłoki nie zmieniła się wraz z kluczowymi wydarzeniami Nowego Zakonu. Podobnie, rozpatrując inny z możliwych celów starotestamentowego przykazania o zakazie tatuowania się, a więc to, że mogły w nim też chodzić o nieupodobnianie się do pogan, nie widzimy by jego sensowność straciła zbyt wiele na swym znaczeniu – wszak szersza moda na tatuaże w społeczeństwach chrześcijańskich i postchrześcijańskich zaczęła rodzić się dopiero pod koniec XX wieku, podczas gdy wcześniej była to praktyka mocno rozpowszechniona wśród wyznawców pogaństwa (o czym szerzej poniżej).

    Nie wydaje się też zbyt prawdopodobną teza, jakoby starotestamentowy zakaz tatuaży dotyczył tylko tych z nich, które były czynione na pamiątkę zmarłych. To prawda, że Boży zakaz tatuowania się jest poprzedzony napomnieniem: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym” (Kapłańska 19, 28), ale nie każde nacinanie swego ciała jest równoznaczne z robieniem sobie tatuażu. Nacięcie swego ciała zasadniczo polega na zadaniu sobie krwawej rany i to też było często czynione przez pogan w celu uczczenia swych zmarłych. Jednak tatuowanie się jest czymś znacznie więcej niż tylko nacięciem swego ciała, gdyż jego istotą jest pozostawienie na sobie malunków, napisów bądź graficznych symboli. Nacięcie swego ciała i tatuowanie się nie muszą więc być jedną i tą samą praktyką, która została objęta jednym Bożym zakazem.

    2. Tatuowanie się jest nieuzasadnionym zmienianiem wyglądu swego ciała. 

    Gdy przyjrzymy się gorliwości z jaką Ojcowie Kościoła piętnowali praktykę polegającą jedynie na malowaniu swej twarzy (a więc coś co jest łatwo odwracalne), gdyż widzieli w tym występne poprawianie Bożego dzieła stworzenia, to tym bardziej należy uznać za godne zdecydowanego odradzania tatuaże. Owe bowiem polegają na trwałym oszpecaniu („ozdabianiu”) swego ciała, które nie da się usunąć tak łatwo jak makijaż (gdyż wymaga to kosztownego i bolesnego zabiegu, po którym i tak w miejscu tatuażu zostaje widoczna blizna).

    Oczywiście, można powiedzieć, iż zgodnie z przedstawionym wyżej sposobem rozumowania należałoby też potępić jako nienaturalne poprawianie Bożego dzieła stworzenia także np. obcinanie paznokci. Nie wydaje się jednak, by ta analogia była słuszna i trafna. Należy bowiem odróżnić zabiegi, których celem jest poprawienie funkcjonowania naszego organizmu i świata wokół nas od tego rodzaju ingerencji w naturalny porządek, które nie dość, że takiego charakteru nie mają, to jeszcze ich celowość oraz sensowność wydaje się być pod wielkim znakiem zapytania. Przykładem pierwszych „poprawek” może być używanie leków, środków przeciwbólowych czy preparatów bakteriobójczych. Takie rzeczy nie są nieuprawnioną ingerencją człowieka w naturalny porządek, gdyż stanowią dozwoloną, a nawet nakazaną przez Boga metodę łagodzenia negatywnych skutków grzechu naszych pierwszych rodziców (albowiem choroby i boleści są właśnie jednym z takich efektów tego grzechu). W świetle zdrowego rozsądku można w łatwy sposób wykazać czemu w praktycznym wymiarze ma służyć obcinanie paznokci. Chodzi oczywiście o to, by te paznokcie nie łamały się, nie przeszkadzały nam w pracy i codziennych zajęciach, nie kaleczyły innych ludzi, etc. Obcinanie paznokci jest więc czynnością pielęgnacyjną, podobną w swej celowości do zażywania leków.  Czy jednak można podobną sensowność wykazać w przypadku praktyki wstrzykiwania pod własną skórę chemicznych barwników? Przecież w żaden sposób nie służy to poprawieniu funkcjonowania naszego organizmu, a jeśli już to może mu zaszkodzić. Z racjonalnego punktu widzenia tatuowanie się nie polega w żaden sposób na ulepszaniu sposobu działania naszych ciał, ale jest jego bezsensownym oszpecaniem. Wątpliwym jest zaś, by zgodne z Bożą wolą odnośnie naszej cielesnej powłoki było czynienie jej estetycznie brzydszą niż została ona zaprojektowana przez Stwórcę (w istocie rzeczy bowiem nawet najbardziej starannie i artystycznie wykonane tatuaże wyglądają na ludzkiej skórze niczym zmiany chorobowe i obiektywnie rzecz biorąc nie przydają jej uroku i piękna).

    3. Tatuowanie się jest tradycyjną praktyką pogańską, a chrześcijanie winni unikać naśladowania pogańskich zwyczajów. Należy być bardzo ostrożnym w adaptacji na potrzeby chrześcijańskich społeczności różnych rozpowszechnionych wśród pogan praktyk i zwyczajów. Wyznawcy pogańskich religii i kultów z natury rzeczy bowiem są bardzo podatni na demoniczne wpływy i działania. Co prawda, nie są oni w w sposób całkowity odcięci od Bożej łaski i światła Ducha Świętego, jednak ze względu na brak chrztu oraz fakt, iż czczone przez nich bóstwa są tak naprawdę diabłami, fałsz, ciemność i niemoralność często wydają się u nich przeważać nad prawdą, cnotą i moralnością. Można by napisać całą grubą księgę na temat tego, w jak wielkim stopniu pogańskie wierzenia degenerowały ich wyznawców – dość wspomnieć rozpowszechnione wśród nich krwawe ofiary z ludzi ku czci rozlicznych bóstw, pełne ekstremalnej przemocy rozrywki w rodzaju walk gladiatorów czy też wielkie przyzwolenie dla rozmaitych form seksualnej rozwiązłości i erotycznych zboczeń (np. sakralna prostytucja typowa dla wielu pogańskich kultów).

    Czy należy więc lekceważyć i ignorować historyczny fakt, iż praktyka czynienia na swym ciele trwałych i bardzo trudnych do usunięcia malunków ma pochodzenie ściśle pogańskie i występowała wśród pogan powszechnie, podczas gdy pośród chrześcijan, jeśli już, to miała ona charakter zaledwie lokalny albo ograniczający się do środowisk tzw. marginesu społecznego?

    4. Tatuowanie się sprzyja ekstrawagancji, próżności i nieskromności. Im więcej ktoś czyni na swym ciele tatuaży, tym większą pokusę będzie żywił, by pokazywać je innym, przez co też tym więcej będzie odkrywał swego ciała. Nierzadko tatuaże są nawet czynione w miejscach najbardziej intymnych lub też w ich bezpośredniej bliskości po to by uczynić ich widok bardziej prowokującym i zachęcającym. Zgodnie jednak z Bożą wolą powinniśmy się raczej skromnie ubierać, niż rozbierać i wystawiać swe ciała na publiczny pokaz. Nieskromność w ubiorze i zachowaniu wydatnie sprzyja rozprzestrzenianiu się grzechów nieczystości, a zwyczaj tatuowania się często okazuje się ich sprzymierzeńcem. Poza tym, naturalne poczucie piękna i estetyki podpowiada nam, iż czynienie na swym ciele różnych malunków i znaków bardziej je szpeci, aniżeli wydobywa z niego piękno. Paradoksem jest, że owe oszpecanie własnego ciała często jest czynione w celu uczynienia go bardziej atrakcyjnym i pociągającym, ale nie od dziś wiemy, iż nawet brzydota potrafi być (po początkowych odruchach nakazujących odrzucenie jej) dla ludzi źródłem rozrywki.