Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: pieniądze

  1. Ks. Ambroży Guillois: Czym jest lichwa i dlaczego jest grzechem?

    Leave a Comment

    (…) Pismo święte w wielu miejscach najwyraźniej potępia lichwę:  „Nie weźmiesz lichwy od brata twego, ani więcej niżeś dał ” (Kapłańska 25, 35); „Jeśli pożyczysz ludowi memu ubogiemu, który mieszka z tobą, nie będziesz mu przynaglał jako wyciągacz, ani lichwami uciśniesz” (Wyjścia 22, 25);  „Bratu twemu tego, czego mu trzeba, bez lichwy pożyczysz” (Powtórzonego Prawa 23, 20); „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się stąd nie spodziewając” (Łukasz 6, 35).

    Ojcowie Kościoła mocno powstają przeciwko lichwie i głośno mówią, że wszystko co się bierze nad pożyczkę jest niesprawiedliwością. Święty Bazyli przedstawia lichwę jako zbytek niesprawiedliwości: „Jest to przeklęta córka chciwości i przywiązania do rzeczy ziemskich”; „Pismo święte (są to słowa świętego Grzegorza Nysseńskiego) zabrania wyraźnie lichwy, jako nieprawego środka wzbogacenia się (…) Nasze księgi święte zabraniają we wszystkim wymagać więcej nad to, co dano. Wszystko czego się żąda więcej nad pożyczkę, nazywa się lichwą; nakazuję lichwiarzowi zwrócić co wziął”; „Lichwa (mówi święty Jan Złotousty) zarówno szkodliwą jest dla tego kto ją płaci, i dla tego kto ją bierze; gubi duszę ostatniego a nędzę pierwszego powiększa”. Posłuchajmy jeszcze świętego Leona: „Jakikolwiek obrót rzeczy wezmą, lichwiarz zawsze traci, jeśli postrada to co pożyczył; lecz jeszcze nieszczęśliwszy, gdy bierze więcej nad to co pożyczył. Ciągnie zyski ze swych pieniędzy, śmierć zadaje duszy swojej”.

    Wszystkie sobory także potępiły lichwę. Drugi sobór powszechny  lugduński (Lyon) pod Grzegorzem X rzucił klątwę na lichwiarzy, a Sobór powszechny wienieński, pod Klemensem V, żądał aby karano jako heretyków tych, którzy uparcie twierdzili, że nie jest grzechem zajmować się lichwą, to jest wymagać i brać więcej niżeli kto pożyczył.

    Wszyscy papieże, aż do Piusa IX, ciągle powtarzali te same zasady. Benedykt XIV, między innymi w swym liście encyklicznym z dnia 1 listopada 1745 roku, wydanym do wszystkich biskupów włoskich, zaczynającym się od słów: „Vix pervenit”, mówi, że po roztrząśnięciu przedmiotu przez najuczeńszych kardynałów i teologów, postanowiono jednozgodnie, że wszelka lichwa, wszelki zysk wymagany nad kapitał, to jest nad sumę pożyczoną, z tytułu samej tylko pożyczki, jest niegodziwym i lichwiarskim, jakikolwiek byłby majątek osoby, od której wymaga się ten zysk, i na jakikolwiek cel używałaby ona sumy pożyczonej.

    Lichwę więc potępiają: Pismo święte, tradycja czyli podanie i Ojcowie Kościoła, tudzież Papieże i Sobory. Lichwiarze zatem, którzy każą sobie płacić bez prawnej zasady, procenty od pożyczonych pieniędzy, pobierają to, co do nich nie należy; przywłaszczają cudzą własność i obowiązani są zwrócić ją, bo inaczej Niebo zamknięte jest dla nich na zawsze. „Złodzieje (mówi św. Paweł Apostoł) nie wnijdą do Królestwa Bożego” (1 Koryntian 6, 10), a lichwiarze czymże są, jeżeli nie złodziejami? Starożytny pisarz nazywał ich zbójcami, Zapytany, co znaczy pożyczać na lichwę, odpowiedział: „jest toż samo co zabijać”.

    Ale nie jest przywłaszczeniem cudzej własności, nie jest lichwą, żądać procenta od pożyczki, wymagać więcej niżeli kto pożyczył, jeżeli posiadamy do tego zasadę prawną, jako to: stratę, przerwę zysku, cel zyskowny, niebezpieczeństwo nadzwyczajne.

    – 1. Od Strata albo szkoda, której doznajemy własnie z powodu pożyczki, tak, że wówczas procent albo wynagrodzenie tej straty jest rzeczywiście zwrotem czyli restytucją rzeczy, którąbyśmy posiadali, gdyby pożyczka nas jej nie pozbawiła. Łatwo to zrozumiecie z następnego przykładu. Przyjaciel wasz mając pieniądze, przeznaczone na konieczną i pilną naprawę domu swego, pożycza ci je przez przychylność. Cóż wtedy wyniknie? Ponieważ naprawa nie została dokonaną. może on wynająć swego domu, jako zagrożonego ruiną. Słusznie jest więc, gdy odpłacając mu za pożyczone z dobrego serca pieniądze, wynagrodzisz go za stratę, jaką poniósł z powodu tej pożyczki.

    – 2. Przerwa zysku, któryby miał z swoich pieniędzy ten, kto ci je pożyczył. Na przykład masz pieniądze w handlu; przyjaciel twój, znajdując się w potrzebie, prosi cię o pożyczenie tysiąca złotych; przychylasz się uprzejmie do jego prośby, i nie posiadając innych pieniędzy prócz tych, które masz w handlu, bierzesz stąd tysiąc złotych: słusznie więc twój przyjaciel powinien ci wynagrodzić zysk. jaki miałbyś z swoich pieniędzy. gdybyś mu ich nie pożyczył.

    – 3. Osoba ma pieniądze, które nie chce żeby na próżno leżały w szkatule; owszem, zamierza ich użyć i jest przekonaną moralnie, że znajdzie sposobność do otrzymania z nich zysku prawego i godziwego. Zamiar tej osoby, pod względem jej pieniędzy, jest celem zyskownym, i jeżeli prosić ją będziemy o pożyczkę, wolno jej żądać od nas procentu.

    – 4. Każdy kto pożycza komu pieniądze, naraża się na pewne niebezpieczeństwo; na przykład, dłużnik może być okradzionym, stracić wszystko co ma i znaleźć się w niemożności zwrotu danego mu kapitału. To niebezpieczeństwo zwyczajne i nieodzowne, nie nadaje prawa do wymagania procentów. Ale trafić się może, że pożyczając komu kto naraża się na prawdopodobne niebezpieczeństwo utraty swego kapitału; na przykład, jeżeli pożycza się człowiekowi nieprzemyślnemu, marnotrawcy, będącemu w złych interesach, lub który z całym swym, funduszem puszcza się na morze, gdzie często rozbijają się okręta, itp. To niebezpieczeństwo nadzwyczajne i nie zależące od pożyczki, staje się prawną i godziwą zasadą do wymagania i pobierania więcej nad sumę wypożyczoną; zwykle 5 lub 6 od sta. (…).

    LICHWIARZ ŻAŁUJĄCY GRZECHÓW.

    Przed kilku lat byliśmy świadkami nader budującego zdarzenia. Starzec, uzbierawszy pożyczkami na lichwę, sumę przynoszącą około piętnastu tysięcy franków rocznego dochodu, widząc, że niedługo już stanie przed Panem Bogiem, uczuł wstępującą w siebie łaskę, i chciał pogodzić z swym sumieniem. Przywołał dwóch synów swoich i rzekł im: „Wiecie, synowie moi, że majątek, który posiadam, nie do mnie należy, ponieważ nabyłem go środkami, jakie religia, i ludzkość potępia: ileż familij, niestety przyprowadziłem do upadku! Oświadczam wam, że stanowczą wolą moją jest. aby wszelkie krzywdy, zrządzone przeze mnie, zostały powetowane, i liczę na waszą poczciwość i religię waszą, że ostatnia wola moja święcie przez was spełnioną zostanie”. – „O nasz ojcze! Zawołali obaj synowie, zalewając się łzami, jakąż radością napełniasz serca nasze! Nie powątpiewaj ani na chwilę; pieniądze, które tak ciążą na twym sumieniu, niezawodnie zwrócone będą komu należy”. W kilka tygodni potem mnóstwo familij podbierało, jedne po 500 franków itp. Wszystkie procenta nieprawnie pobrane, zwrócone zostały do ostatniego grosza”.

    Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów „, Wilno 1863, s. 345 – 348; 376.

  2. Pan Jezus był biedny

    Leave a Comment

    Zwolennicy poglądu, iż „katolicy powinni się bogacić” w swych twierdzeniach posuwają się do prób dowodzenia, jakoby Jezus Chrystus – nasz Pan i Zbawiciel – był osobą bogatą. Jako dowody na rzekomą majętność Pana Jezusa podaje się zatem takie fakty oraz następujące po nich interpretacje:

     

    1. Chrystus nosił na sobie tkaną tunikę, o którą po Jego śmierci krzyżowej losy rzucali żołnierze (Jan 19, 23 – 24).  Wniosek jaki z tego wyciągają jest taki: taka szata była droga, a zatem musiał On być bogaty.

    2. Zbawiciel dał się namaścić Marii bardzo drogim olejkiem (Jan 12, 3-6) a zatem był majętny.

    3. Zawód cieśli, jaki wykonywał Jezus i Jego przybrany ziemski ojciec św. Józef był w owych czasach dobrze opłacany, a więc Chrystus i św. Józef zapewne byli bogaci.

     

    Cóż, chwila spokojnej refleksji pozwala ujrzeć przytoczone wyżej argumenty jako czyste domysły.

    Tak naprawdę nie mamy bowiem żadnych pewnych danych, które pozwalałaby stwierdzić, ile rzeczywiście kosztowała tunika, którą Pan Jezus miał na sobie. To zaś, że rzymscy żołdacy rzucali o nią losy niczego jeszcze nie dowodzi. Wszak w hazardzie nie zawsze stawką jest gra o fortunę (tym bardziej w dorywczej jego wersji, uprawianej w przerwach pomiędzy jedną a drugą pracą). A zresztą nawet, gdyby owa szata Pana Jezusa była bardzo droga, to przecież nie jest w żaden sposób wykluczone, iż była ona prezentem danym Mesjaszowi przez jednego z jego bardziej majętnych przyjaciół (gdyż takowych owszem też posiadał).

    Powoływanie się zaś na to, iż Pan Jezus dał sobie namaścić stopy cennym olejkiem, nie wytrzymuje już krytyki wcale. Przecież owa maść nie była własnością Pana Jezusa, ale Marii, która Go nim uhonorowała.

    Również twierdzenie, iż skoro zawód cieśli był w czasach biblijnym dobrze płatnym zajęciem, to w takim razie Chrystus i św. Józef musieli być bogaci, wydaje się być naciągane. Nawet jeśli rzeczywiście, ogólnie rzecz biorąc, cieśle byli wówczas bogaci, to przecież nie musiało to dotyczyć absolutnie każdego z nich. Przecież wszyscy wiemy, iż od różnych statystycznych prawidłowości można znaleźć mniej lub więcej wyjątków. Przykładowo, w naszych czasach ludzie z wyższym wykształceniem  częściej niż inne grupy społeczne zarabiają większe pieniądze. Ale to wszak nie znaczy, że dokładnie każdy magister jest materialnie lepiej sytuowany od każdego człowieka z wykształceniem zawodowym lub podstawowym – zdarzają się wszak sytuacje odwrotne i bardzo błądziłby ten kto twierdziłby, że wyższy status ekonomiczny osób z wyższym wykształceniem jest jakąś absolutną i bezwzględną prawidłowością socjologiczną. Podobnie zatem to, iż ciesielskie rzemiosło było niegdyś dobrze opłacanym fachem, automatycznie nie pociągało za sobą tego, że nasz Pan Jezus Chrystus i jego przybrany ojciec byli ludźmi finansowo majętnymi.

     

    W rzeczywistości istnieją silniejsze „biblijne poszlaki” wskazujące na to, iż Pan Jezus był materialnie ubogi.

    Po pierwsze: Zbawiciel urodził się w biednej rodzinie. Józef i Maryja złożyli ofiarę nakazaną ubogim, gdy przynieśli małego Jezusa do świątyni (Łukasz 2, 22 – 24; Kapłańska 5, 7, 12, 8). Niektórzy w odpowiedzi na ów fakt odpowiadają, że ziemscy rodzice złożyli ofiarę ubogich po tym jak przebywali w Egipcie, gdzie zapewne zbiednieli, lecz ów stan nie był prawdopodobnie dla nich trwały. To są jednak czyste domysły, które niezbyt pasują do innych fragmentów Pisma świętego. Otóż, owszem w Biblii pisze, że Święta Rodzina uciekła do Egiptu po tym jak mędrcy ze wschodu opuścili Betlejem, jednak Słowo Boże nie precyzuje w jakim to dokładniej czasie miało miejsce. Pismo nie podaje bowiem informacji, czy św. Józef wraz w Maryją i Jezusem udali się do Egiptu miesiąc, dwa miesiące czy może pół roku po tym jak odwiedzili ich mędrcy ze wschodu. Z drugiej zaś strony wiemy, że wedle prawodawstwa mojżeszowego niewiasta, która porodziła syna była zobowiązana złożyć ofiarę oczyszczenia po 40 dniach od narodzenia dziecięcia płci męskiej. Gdyby rzeczywiście, błogosławiona Maryja złożyła tę ofiarę dopiero po powrocie z Egiptu oznaczałoby to, iż Święta Rodzina przebywałaby w tym kraju może kilka dni (uwzględniając czas podróży potrzebny wówczas na przemieszczenie się w obie strony). To brzmi jednak bardzo niewiarygodnie zwłaszcza, gdy zważymy na to, że Herod Wielki, który wydał rozkaz zabicia wszystkich chłopców poniżej 2 roku życia którzy znajdowali się w okolicach Betlejem, zmarł w 3 roku naszej ery. Tak więc jest niemal pewne, iż Święta Rodzina musiała przebywać w Egipcie znacznie dłuższy okres czasu niż tylko kilka dni. Poza tym w objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich znajdujemy informację, iż najpierw Maryja złożyła ofiarę oczyszczenia, a dopiero później wraz w Józefem i małym Jezusem uciekła do Egiptu przed morderczymi planami Heroda.

    Po drugie zaś, sama zaś Matka Boża w swym wielkim hymnie „Magnificat” wydaje się bardziej utożsamiać z biednymi niż  bogatymi mówiąc: „(Bóg) Głodnych syci dobrami, a bogaczy z niczym odprawia” (Łukasz 1, 53). Zbawiciel z kolei mówił o sobie: „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie mógłby głowę położyć” (Łukasz 9, 58).

     

    Warto zresztą zauważyć, iż interpretację Biblii mówiącą o ubóstwie Pana Jezusa w pewien sposób wspiera nauczanie Magisterium Kościoła:

    Chrześcijanin powinien być zadowolony ze stanu ubóstwa wiedząc, że naszym największym dobrem jest czyste i spokojne sumienie, że naszym prawdziwym domem jest niebo i że sam Jezus Chrystus stał się ubogim z miłości do nas i obiecał specjalną nagrodę tym, którzy cierpliwie znosić będą ubóstwo” – Katechizm św. Piusa X,  cz. II, omówienie przykazania X, pyt. 4.

    Apostołowie, jako pierwsi po Chrystusie Panu dali przykład wielkodusznego ubóstwa. Porzucili wszystko bez wyjątku. (…) Porzuciwszy wszelkie swoje majątki i posiadłości, dzięki swemu świętemu ubóstwu stali się bogatymi w dobra wieczne. Jak świadczy przepowiadanie Apostołów, radowali się bardzo z tego, że nic nie mają na tym świecie, a wszystko mają w Chrystusie”  – św. Leon Wielki, Kazanie „O błogosławieństwach”.

    Co więcej przyjmując postać ludzką, Chrystus wybrał ubóstwo i niedostatek, by wskazać na czym polega prawdziwe bogactwo, którego należy poszukiwać, czyli komunii życia z Bogiem. Uczuł oderwania się od bogactw ziemskich po to, by pozyskać dobra niebieskie. Apostołowie, których wybrał, także musieli opuścić wszystko i podzielić Jego niedostatek” – Kongregacja Nauki Wiary, instrukcja „Libertatis conscientia”, n. 66.

    Robotnicy i biedni niech spojrzą na tę Rodzinę i, zamiast się smucić, niech cieszą ze stanu, w jakim się znajdują. Ubodzy powinni się cieszyć, że swym stanem są tak bliscy członkom Świętej Rodziny” – Leon XIII.
    „Miłość Kościoła do ubogich… należy do jego stałej tradycji” . Czerpie ona natchnienie z Ewangelii błogosławieństw, z ubóstwa Jezusa i Jego uwagi poświęconej ubogim”  – Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2444.

     

    Z powyższego oczywiście nie wynika, że bycie bogatym jest per se złe, jednak przykład przyjęcia przez naszego Pana Jezusa Chrystusa stanu materialnego ubóstwa pokazuje, iż  dobrowolna akceptacja takowego stanowi coś lepszego, wyższego i doskonalszego.

  3. Czy chrześcijanin powinien dążyć do bogactwa?

    Leave a Comment

    W swych tekstach nieraz zwracałem uwagę na różne aspekty czegoś, co można nazwać „konserwatywnym leczeniem katolickich kompleksów wobec świata„. Owo zjawisko polega na tym, iż niektóre środowiska katolickie chcąc jednocześnie pozostać w granicach ortodoksji i tradycyjnej moralności, próbują przekonać ludzi „z tego świata”, że katolicyzm nie jest i nie był taki zacofany i „obciachowy„, jak wskazywałby na to obraz kreowany przez jego przeciwników. W tym duchu robi się więc i nagłaśnia akcje pokazujące np. jak  to katoliczki potrafią się malować, seksownie ubierać i chodzić w szpilkach (aby przekonać „światowców”, że katoliczki nie chodzą bynajmniej w długich sukniach i powyciąganych swetrach). Temu mają służyć też różne publikacje nagłaśniające rozmaite postacie ze świata popkultury. Owi aktorzy/aktorki, piosenkarze/piosenkarki, sportowcy/sportsmanki, którzy przyznają się do wyznawania wiary katolickiej, mają uświadamiać ludziom zdystansowanym do Kościoła, iż można być katolikiem, a jednocześnie być sławnym i podziwianym człowiekiem sukcesu.

    W tym nurcie „katolickich pokazów mody„, „ewangelizacyjnych dyskotek” oraz „katolików odnoszących sukcesy w świecie popkultury” mieści się też walka z utożsamianiem katolicyzmu z biedą i niechęcią do bogactwa i bogaczy. Mało kto lubi być biednym, wielu chciało by być bogatymi. Szczególnie dziś, jesteśmy ciągle kuszeni do tego by piąć się po szczeblach kariery, oraz mieć coraz więcej pieniędzy i dóbr, które można za nie kupić. Reklamy wciąż podszeptują: „Kup sobie nowego I-phona„; „Posiądź najnowszy model samochodu, po co masz jeździć starym autem„, „Zaciągnij pożyczkę w banku, by było cię stać na więcej„. W tym świetle religia, która gloryfikuje materialne ubóstwo musi więc jawić się rzeszom ludzi jako zniechęcająca i odstręczająca. Łatwo zatem rodzi się pokusa, by zdjąć z chrześcijaństwa owe odium sympatii do biedy i niechęci do bogactwa, przekonując, iż takie utożsamienie jest czystym mitem, a katolik ma pełne prawo dążyć do maksymalnego powiększenia stanu swego posiadania (oczywiście z poszanowaniem zasad moralnych). Czy jednak aby na pewno nie jest to pokusa i pułapka? A może rzeczywiście nie ma niczego niebezpiecznego i wstydliwego w dążeniu do bogactwa, sam Pan Jezus był bogaczem, a chrześcijaństwo tak naprawdę bardziej przychylnie patrzy na bogatych niż biednych? Przyjrzyjmy się zatem bliżej argumentacji stojącej za tą „katolicką teologią sukcesu” porównując ją z Pismem świętym i Tradycją Kościoła.

    „Bogaćcie się” czy „zadowalajcie się tym co macie”?

    Rzucającą się w oczy cechą „katolickich teologów sukcesu” jest głoszenie tezy, iż nie ma niczego podejrzanego w dążeniu do bycia bogatym. Oczywiście nie twierdzi się przy tym, że do bogactwa można dążyć „po trupach„, wszelkimi sposobami czy też, że czymś dobrym jest pokładanie swych nadziei w ilości posiadanych dóbr … Co to, to nie. W tym przypadku zachowane zostają tradycyjnie chrześcijańskie przestrogi o tym, by nie przywiązywać swego serca do bogactwa i nie dążyć do niego w niemoralny sposób. Nie zmienia to jednak faktu, iż samo postawienie sprawy w sposób: „Nie ma nic podejrzanego w dążeniu do bycia bogatym” jest bardzo dwuznaczne i kontrowersyjne. Nie mówiąc już o wypowiedziach radykalnych zwolenników „katolickiej teologii sukcesu” w stylu: „Katolik powinien być bogatym” lub „Katolik zobowiązany jest być bogatym„, które niestety daje się coraz częściej słyszeń.

    W całym Piśmie świętym trudno jest bowiem znaleźć polecenia czy zachęty wzywające do bogacenia się (oczywiście ciągle mówi się tu o bogactwie w sensie materialnym, a nie duchowym czy moralnym). Można za to powiedzieć, iż Biblia dość sceptycznie patrzy na samo dążenie do bogactwa:

    O bogactwo się nie ubiegaj i odstąp od swojej rozwagi (…)” (Przyp 23, 4);

    Ten, kto złoto miłuje, nie ustrzeże się winy, a ten, kto goni za zyskami, przez nie zostanie oszukany.” (Syr 31, 5) ;

    nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym” (Przyp 30, 8).

    Do tego dochodzi jeszcze wielokrotne akcentowanie w Piśmie świętym zagrożeń i niebezpieczeństw związanych nie tylko z pokładaniem zaufania w dobrach doczesnych, ale też samym faktem bycia bogatym i dążeniu do osiągnięcia takowego stanu. I tak możemy wyczytać tam, iż:

    Bardzo wielu zgrzeszyło dla zysku, a ten, kto stara się wzbogacić, odwraca oko(Syr 27, 1);

    ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” ( 1 Tym 6, 9 –10);

    Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wnijść do Królestwa niebieskiego” (Mt 19, 24);

    Błogosławiony bogacz, którego znaleziono bez winy, który nie gonił za złotem.Któż to jest? Wychwalać go będziemy, uczynił bowiem rzeczy podziw wzbudzające między swoim ludem. Któż poddany pod tym względem próbie został doskonały?” (Syr 31, 8 – 10).

    W tej świętej Księdze możemy też przeczytać następujące wezwania:

    Postępowanie wasze niech będzie wolne od zachłanności na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie.(Hbr 13, 5);

    Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!(1 Tym 6, 8 – 10);

    Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną” (Mt 6, 19 – 20).

    Oczywiście to nie znaczy, że bogactwo jako takie jest złe. Nie oznacza to także, iż każdy bogacz ma się pozbyć całego swojego majątku i żyć jak biedak. Z drugiej strony prawdą jest wszak, iż w tej samej Biblii podane mamy przykłady ludzi bogatych, a zarazem sprawiedliwych, pobożnych i moralnych (np. Hiob, Dawid, Józef, Zacheusz, Abraham), zaś samo bogactwo jest czasami ukazywane jako Boże błogosławieństwo i owoc dobrego życia: „Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie”(Przyp 22, 4); „Koroną mądrych jest bogactwo” (Przyp 14, 24).

    Jaki jest więc problem w „katolickiej teologii sukcesu”? Rzecz nie w tym, że mówi się: „katolik może być bogaty„. Przestrzeganie moralności chrześcijańskiej w zakresie zdobywania dóbr doczesnych (pracowitość, skromne życie i wynikająca z tego oszczędność, rozwaga i uczciwość w prowadzeniu interesów) mogą (choć nie muszą) owocować bogactwem. I nie ma nic nieprawego w tym, jeżeli w ten sposób zostało się majętnym. Problem polega jednak na wyznaczaniu przed katolikami celu: „Macie się bogacić„. Coś takiego bowiem stanowi przysłowiowe „stawianie karocy przed woły„. Bogactwo materialne może być wszak owocem chrześcijańskiego życia, to nie jest jednak równoznaczne z tym, iż powinno być ono jednym z jego celów. Poza tym, jak już wspomniałem nie ma takiej normy moralnej: „Bogać się” jest za to: „zadowalaj się tym co masz„. Poplecznicy „katolickiej teologii sukcesu” powołują się jednak w swych wywodach na te stwierdzenia Pisma świętego w których człowiek jest wezwany do „panowania nad ziemią” oraz „pomnażania swych talentów” jako dowodu na to, iż rzeczywiście zasada „Bogać się człowieku” jest objawiona przez Pana Boga. Takie stawianie sprawy jest jednak klasycznym błędem interpretacyjnym polegającym na przedkładaniu mniej jasnych fragmentów Pisma świętego ponad jego bardziej jasne i oczywiste sformułowania. W istocie rzeczy bowiem ani „panowanie nad ziemią” ani „pomnażanie swych talentów” nie musi wiązać się z byciem majętnym człowiekiem. Można rozwijać swe zdolności, a dochody mieć całkiem umiarkowane, a nawet skromne. Można ujarzmiać ziemię, a mimo to nie być bogaczem. Podobnie niektóre sformułowania z nauczania Kościoła mówiące o tym, że nie ma nic złego w dążeniu do polepszenia swego materialnego bytu, są zbyt pośpiesznie interpretowane jako udzielanie moralnego imprimatur dla stawiania sobie za życiowy cel bogactwa. Wszak pomiędzy „polepszaniem swego bytu„, a „dążeniem do bogactwa” może istnieć jeszcze cała masa opcji i stanów. Oba pojęcia nie są bowiem absolutnie ze sobą tożsame.

    Opcja preferencyjna na rzecz bogatych?

    Naciąganie pewnych fragmentów Biblii przez zwolenników „katolickiej teologii sukcesu” widoczne jest też w ich próbach dowodzenia, jakoby Jezus Chrystus – nasz Pan i Zbawiciel – był osobą bogatą. Jako dowody na rzekomą majętność Pana Jezusa podaje się zatem następujące fakty oraz następujące po nich interpretacje:

    1. Chrystus nosił na sobie nietkaną tunikę, o którą po Jego śmierci krzyżowej losy rzucali żołnierze – Jn 19, 23 – 24 (wniosek: taka szata była droga, a zatem musiał On być bogaty);

    2. Zbawiciel dał się namaścić Marii bardzo drogim olejkiem – Jn 12, 3-6 (a zatem był majętny).

    Cóż, chwila spokojnej refleksji pozwala ujrzeć przytoczone wyżej argumenty jako czyste domysły. Tak naprawdę nie mamy bowiem żadnych pewnych danych, które pozwalałaby stwierdzić, ile rzeczywiście kosztowała tunika, którą Pan Jezus miał na sobie. To zaś, że rzymscy żołdacy rzucali o nią losy niczego jeszcze nie dowodzi. Wszak w hazardzie nie zawsze stawką jest gra o fortunę (tym bardziej w dorywczej jego wersji, uprawianej w przerwach pomiędzy jedną a drugą pracą). A zresztą nawet, gdyby owa szata Pana Jezusa była bardzo droga, to przecież nie jest w żaden sposób wykluczone, iż była ona prezentem danym Mesjaszowi przez jednego z jego bardziej majętnych przyjaciół (gdyż takowych owszem też posiadał). Powoływanie się zaś na to, iż Pan Jezus dał sobie namaścić stopy cennym olejkiem nie wytrzymuje już krytyki wcale. Przecież owa maść nie była własnością Pana Jezusa, ale Marii, która Go nim uhonorowała.

    W rzeczywistości istnieją silniejsze „biblijne poszlaki” wskazujące na to, iż Pan Jezus był materialnie ubogi. Po pierwsze: Zbawiciel urodził się w biednej rodzinie. Józef i Maryja złożyli ofiarę nakazaną ubogim, gdy przynieśli małego Jezusa do świątyni (Łk 2, 22 – 24; Kpł 5, 7, 12, 8). Sama zaś Matka Boża w swym wielkim hymnie „Magnificat” wydaje się bardziej utożsamiać z biednymi niż bogatymi mówiąc: „(Bóg) Głodnych syci dobrami, a bogaczy z niczym odprawia” (Łk 1, 53). Zbawiciel z kolei mówił o sobie: „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie mógłby głowę położyć” ( (Łk 9, 58). Także sugestie, jakoby św. Piotr Apostoł był jakimś majętnym przedsiębiorcą nie zbyt pasują do słów, które on sam wypowiedział uzdrawiając chromego od urodzenia: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję. W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź” (Dz. Ap. 3, 6).

    Warto zresztą zauważyć, iż interpretację Biblii mówiącą o ubóstwie Pana Jezusa w pewien sposób wspiera nauczanie Katechizmu św. Piusa X, gdzie czytamy:

    Chrześcijanin powinien być zadowolony ze stanu ubóstwa wiedząc, że naszym największym dobrem jest czyste i spokojne sumienie, że naszym prawdziwym domem jest niebo i że sam Jezus Chrystus stał się ubogim z miłości do nas i obiecał specjalną nagrodę tym, którzy cierpliwie znosić będą ubóstwo” (tamże: cz. II, omówienie przykazania X, pyt. 4.).

    Z kolei, w odniesieniu do Apostołów, papież, św. Leon Wielki nauczał czegoś takiego:

    Apostołowie, jako pierwsi po Chrystusie Panu dali przykład wielkodusznego ubóstwa. Porzucili wszystko bez wyjątku. (…) Porzuciwszy wszelkie swoje majątki i posiadłości, dzięki swemu świętemu ubóstwu stali się bogatymi w dobra wieczne. Jak świadczy przepowiadanie Apostołów, radowali się bardzo z tego, że nic nie mają na tym świecie, a wszystko mają w Chrystusie” (Kazanie „O błogosławieństwach”).

    Czy się to zatem komuś podoba, czy nie, tradycyjne prawowierne chrześcijaństwo, w pewnym sensie faworyzuje raczej ubóstwo i ubogich, aniżeli bogactwo i bogatych. To religia, w której Bóg „wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują” (Jk 2, 5). Nie znaczy to, że wszyscy biedacy będą zbawieni, a wszyscy bogacze potępieni. Trudno jednak nie wysnuć wniosku, iż to jednak materialne ubóstwo jest stanem, w którym łatwiej podąża się do Nieba. Jak nauczał św. Nilus: „Ubogi jest jako okręt, który nie obładowany nazbyt dobytkiem doczesnym, nie może tak prędko zatonąć„. Warto w tym miejscu pamiętać też o nauczaniu Katechizmu Soboru Trydenckiego: „O chwałach zaś ubóstwa i wzgardzie bogactw, łatwo to może Pleban i w Piśmie świętym i Ojcach świętych zebrać i chrześcijanom opowiadać„. Co ciekawe, nawet świecka nauka wydaje się potwierdzać tę tradycyjną katolicką doktrynę. Psycholog Paul Piff w swej pracy pt. „Wyższa klasa społeczna czynnikiem sprzyjającym nieetycznemu zachowaniu” dowodzi, iż ludzie bogacąc się, stają się mniej etyczni, bardziej egoistyczni, bardziej odizolowani, mniej współczujący. Pisze on: „Ludzie zamożni znacznie częściej przedkładają własne dobro nad interes innych. Krótko mówiąc, jest bardziej prawdopodobne, że wykażą się cechami, które zwykle przypisujemy dupkom„.

    Nie ma zatem co balansować na granicy ortodoksji, wymyślając nieistniejące normy o rzekomej powinności bogacenia się oraz na siłę zdejmując tradycyjne odium podejrzliwości względem bogatych. Nie ma co naciągać przy tym i przekręcać biblijne wersety, byle tylko dowieść, że Pan Jezus i Apostołowie byli bogaczami, próbując przy tym udowodnić światu, iż chrześcijańskim ideałem jest człowiek sukcesu mający rolexa na dłoni i 10 kart płatniczych w portfelu. Lepiej jest trzymać się prostej, jasnej, i tradycyjnej wykładni chrześcijańskiej. Jesteś biedny, znoś to cierpliwie i z radością. Masz co jeść, pić, w co się odziać i gdzie mieszkać? Ciesz się tym co tym co masz, kochaj Boga i bliźnich, a spotka cię wielki skarb w niebie. Przydarzyło ci ci się być bogatym? Dziękuj za to Bogu, nie przywiązuj jednak do tego swego serca i hojnie dziel się z biednymi.