Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: piąte przykazanie

  1. Czy zabicie niepoczytalnego napastnika jest wyjątkiem od zakazu mordowania niewinnych?

    Możliwość komentowania Czy zabicie niepoczytalnego napastnika jest wyjątkiem od zakazu mordowania niewinnych? została wyłączona

    Jedną z prawd katolickiego nauczania moralnego jest to, iż nigdy, nigdzie i w żadnym najlepszym nawet celu nie mamy prawa w bezpośredni sposób zabijać niewinnych osób. O tej zasadzie moralnej wyraźnie uczył choćby papież Jan Paweł II w encyklice “Evangelium Vitae”:

    “(…) przykazanie „nie zabijaj” ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed samowolą i przemocą innych.

    (…) Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

    Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. (…)

    Pod względem prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać. Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim «nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy absolutnie równi”.” (tamże, n. 57).

    Ten absolutny i nieznający żadnych wyjątków Boży zakaz nie jest jednak sprzeczny z prawem naturalnym, które mówi nam, iż wolno jest bronić siebie i innych przed niesprawiedliwą napaścią, nawet gdybyśmy mieli przy tym zadać agresorowi śmiertelny cios. W istocie rzeczy bowiem człowiek dokonujący niesprawiedliwej napaści nie powinien być traktowany w kategoriach “niewinnej osoby”, przez co absolutny zakaz zabijania niewinnych nie tyczy się takiego agresora. Innymi słowy: atakujesz spokojnych ludzi, trudno w tej sytuacji uznawać cię za niewinnego człowieka.

    Można jednak ktoś spytać, co wtedy, gdy niesprawiedliwym napastnikiem jest np. osoba chora psychicznie? Czy śmiertelne odparcie ataku takiego człowieka nie będzie równała się z bezpośrednim zabiciem niewinnej osoby, skoro takowa byłaby chora psychicznie, a co się z tym wiąże, jej moralna odpowiedzialność za dokonywane działania mogłaby być całkowicie albo poważnie ograniczona?

    Papież Jan Paweł II w cytowanej już powyżej encyklice “Evangelium Vitae” odpowiedział, iż jest moralnie dozwolone zabicie napastnika, nawet w sytuacji, gdy ten byłby chory psychicznie:

    Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem (tamże, n. 55).

    Czy zatem w rzeczywistości moralna zgoda na uśmiercenie chorego psychicznie agresora jest wyjątkiem od zakazu zabijania niewinnych ludzi? Twierdząca odpowiedź na to pytanie byłaby zdecydowanie zbyt pochopna. Zasada moralna zabraniająca tego czynić nie zasadza się bowiem na stwierdzaniu subiektywnej winy poszczególnych niesprawiedliwych napastników. Polega ona raczej na dostrzeżeniu obiektywnego wymiaru danego działania (w tym wypadku: niesprawiedliwej agresji) i odpowiednim do takowego bronieniu się przed nim. Ocena zaś, czy na płaszczyźnie subiektywnej dany napastnik jest w pełni lub częściowy winien swego zachowania, nie należy do obowiązków osoby zaatakowanej. Podobnie, nawet jeśli w poszczególnych przypadkach może zdarzyć się, że napastnik w ogóle nie będzie subiektywnie winien, nie musi to wpływać na rezygnację z obrony siebie lub innych. W zwyczajnym porządku rzeczy nie jest się bowiem w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia w stanie tego ocenić. A nawet, gdyby tak się zdarzyło, iż wiedzielibyśmy, że dany agresor jest osobą chorą psychicznie, to i tak najpewniej nie moglibyśmy w sposób całkowity wykluczyć tego, że w jego działaniu byłyby jakieś złośliwe elementy. Po prostu, gdy jesteśmy niesprawiedliwie napadnięci, to mamy prawo się bronić bez rozważania, czy i jaki stopień osobistej winy leży po stronie agresora. Może ten agresor jest całkowicie winien, może częściowo, a może w ogóle – w zwyczajnym porządku rzeczy tego nie wiemy i gdy nasze życie oraz zdrowie jest bezpośrednie zagrożone nie mamy obowiązku tego rozważać, czy oceniać.

    Na koniec dodam, iż ewentualna analogia pomiędzy moralnym prawem we własnej obronie nawet chorego psychicznie napastnika a rzekomym prawem do aborcji w sytuacji zagrożenia życia matki nie jest uprawniona. A to choćby dlatego, że w tym drugim przypadku po prostu możemy mieć 100 procent pewności, iż zagrożenie, jakie stwarza dla życia matki rozwój ciąży, nie jest spowodowane nawet w najmniejszym stopniu żadnymi intencjonalnymi działaniami ze strony nienarodzonego dziecięcia. Takie dziecko jest na pewno niewinne tego, iż jego biologiczny rozwój stwarza dla życia matki zagrożenie. W pierwszym przypadku jednak nie wiemy, czy choćby i chora psychicznie osoba byłaby na pewno w 100 procentach niewinna swego działania. Może tak być, ale jako, że nie jesteśmy w stanie tego ocenić, domniemanie słuszności leży po stronie broniącej się osoby. I na tym polega też różnica pomiędzy obiema tymi sytuacjami.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:
    Kiedy moralnie dozwolone jest zabijanie złoczyńców?

    Przemoc w Starym i Nowym Testamencie

    Obrazek użyty w tekście został wykorzystany za poniżej linkowanym źródłem:
    https://www.huffpost.com/entry/violence-in-the-bible-greatest-hits_b_5861bd66e4b068764965be0a

  2. Czy magisterium Kościoła sprzeciwia się karze śmierci?

    Leave a Comment

    Jan Paweł II niejednokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec stosowania kary śmierci  (dalej KS) w aktualnych czasach. Argumentacja tego papieża zasadzała się na postrzeganiu współczesnego systemu karania przestępstw jako wystarczającego do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom oraz ochrony porządku publicznego. Jan Paweł II utrzymując zarazem w mocy tradycyjne nauczanie Kościoła o prawie władz cywilnych do karania śmiercią sprawców szczególnie złych i groźnych przestępstw, wówczas, gdy inne środki karne, nie są wystarczające, by powstrzymać ich od szkodzenia innym bliźnim; od 1999 roku, zaczął w sposób jasny i otwarty dawać wyraz swemu przekonaniu o tym, iż KS jest obecnie niepotrzebna, a zatem nie powinna być już używana. Piszę, iż ów sprzeciw Ojca świętego względem KS nastąpił od 1999 roku, gdyż wcześniejsze deklaracje papieża w tej sprawie, nie były tak jasne, zostawiając pewną furtkę dla moralnej godziwości odwoływania się do owej najwyższej sankcji, także współcześnie. W ogłoszonej bowiem w 1994 roku, encyklice “Evangelium vitae” Jan Paweł II napisał, że choć władze publiczne mają prawo w pewnych wypadkach karać śmiercią, to jednak: “Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (tamże, n. 56). Oczywiście i to nauczanie jest niechętne stosowaniu kary śmierci, jednakże nie wyklucza zarazem, iż także w naszych czasach mogą zdarzać się wypadki, w których sądowe uśmiercenie wyjątkowo niebezpiecznych kryminalistów będzie moralnie dozwolone i potrzebne. Od 1999 roku, stanowisko Jana Pawła II uległo zatem pewnemu przeobrażeniu, polegającemu na przejściu do wyraźnego sądu, iż stosowanie KS nie jest już dziś potrzebne, a więc powinna być ona obecnie zniesiona.

    Reakcje na wspomniane wyżej rozeznanie Jana Pawła II odnośnie najwyższego wymiaru kary, także w łonie Kościoła katolickiego, były różne. Część katolików cieszyła się z takiego postawienia sprawy, zaś inni wyrażali swój mniej lub bardziej jawny krytycyzm. Wśród głosów krytykujących papieskie stanowisko, często pojawiały się twierdzenia o tym, jakoby sprzeciw wobec KS był niezgodny z odwieczną Tradycją Kościoła, która ową karę uznawała za moralne dozwoloną. Najczęściej zaś krytycy Jana Pawła II podnosili argument o “prywatnym charakterze” jego opozycji względem KS, który miał przez to czynić postulat zniesienia tej sankcji, nie-obowiązującym dla katolików. Innymi słowy, twierdzenie o braku potrzeby odwoływania się do KS w aktualnych czasach, miało stanowić prywatną opinię papieża, nie zaś doktrynę obowiązującą katolików do okazywania jej posłuszeństwa.

    Sprzeciw wobec kary śmierci błędem lub herezją?

    Na pierwszy z postawionych zarzutów odpowiedź wydaje się być jasna. Jan Paweł II nie dopuścił się żadnego błędu lub herezji, twierdząc, iż KS jest współcześnie niepotrzebna. Poprzedni papież nie nazwał owej sankcji “wewnętrznie złą”, a więc czymś co jest zawsze i w każdych okolicznościach moralnie niedopuszczalne, ale stwierdził jedynie, iż w obecnych czasach istnieją inne środki obrony społeczeństwa przed groźnymi złoczyńcami, aniżeli urzędowe pozbawienie ich życia, zatem nie należy w takiej sytuacji sięgać po najwyższy wymiar kary. Tego rodzaju argumentacja dobrze wpisuje się w tradycyjnie katolicką koncepcję obrony własnej, która co prawda uważa za dozwolone odpieranie agresji na swoje lub czyjeś życie, także za pomocą zadania śmierci napastnikowi, jednak uważa już za złe, zabijanie złoczyńcy, wówczas, gdy można go unieszkodliwić w inny sposób. Przykładowo: jeśli napastnik został już obezwładniony i leży ciężko ranny na ziemi, to nie należy go dobijać. Wedle sporej części z tradycyjnych uzasadnień KS, sankcja ta jest przełożeniem zasady obrony własnej na płaszczyznę społeczną. Jeśli nie da się powstrzymać wyjątkowo niebezpiecznych złoczyńców przed szkodzeniem swym bliźnim, można ich zabijać. Jeżeli jednak da się obronić przed nimi społeczeństwo, bez ich uśmiercania,  to KS staje się wówczas przekroczeniem zasady obrony koniecznej. Jest faktem, iż mniej więcej od IV wieku, wielu katolickich moralistów, a także niektórzy z papieży, wyrażali otwarcie swą moralną aprobatę dla KS. Owe poparcie dla KS było jednak czasami uzasadniane w bardziej warunkowy niż absolutny sposób.  Jan Paweł II stwierdził zaś, iż po prostu, aktualnie nie zachodzą warunki, które czyniły by z instytucji KS prostą realizację zasady obrony koniecznej.

    Obowiązująca doktryna czy prywatna opinia?

    Nieco inaczej wydaje się wyglądać odpowiedź na drugi z zarzutów. Przede wszystkim, należy zauważyć, iż nie zawsze jest rzeczą łatwą rozróżnić, to co w wypowiedziach danego papieża jest obowiązującą chrześcijan doktryną, a co prywatną opinią. Jasnym jest, że np. treść nauczania zawartego w encyklikach bądź rzymskim Katechizmie obliguje katolików do posłuszeństwa serca i rozumu. Z pewnością nie da się tego powiedzieć o poglądzie wyrażonym przez papieża w czasie spożywanej przez niego kolacji z przyjaciółmi. Problem z interpretacją rangi rozpatrywanych wypowiedzi Jana Pawła II polegał jednak na tym, iż zostały one ujęte, nie w formie, nazwijmy to “urzędowej”, a więc za pośrednictwem encyklik, listów, adhortacji apostolskich czy katechizmu. Stanowcze rozeznanie poprzedniego papieża co do aktualnego braku potrzeby stosowania KS, zostało wyrażone przez niego w przemówieniach wygłaszanych do wiernych. Z jednej strony, nie była to więc forma, co do której wiemy w sposób jasny, iż wyraża się w niej co najmniej “autentyczne nauczanie Kościoła” ( a więc te, które zobowiązuje chrześcijan do wewnętrznego poddania), z drugiej zaś strony, było też jasne, że  Ojciec święty nie wyraża się o tej sprawie w sposób czysto prywatny (a więc np. w koleżeńskiej rozmowie z kardynałami). Tradycyjne powiedzenie: “Na dwoje babka wróżyła” miało zatem w tym przypadku swoje dobre odzwierciedlenie. Kto pragnąłby upierać się, iż sprzeciw wobec kary głównej jest częścią autentycznego nauczania Kościoła, mógłby to czynić, w podobny sposób, co ci, którzy twierdzili, że jest to tylko prywatna opinia Jana Pawła II.

    Jak zatem wyjść z impasu polegającego na trudności w rozstrzygnięciu co jest obowiązującą doktryną, a co prywatnym poglądem danego papieża? Czasami samo magisterium Kościoła pomaga nam rozwiązywać tego rodzaju problem. Wydaje się, iż w przypadku wypowiedzi Jana Pawła II o niestosowności KS w dzisiejszych czasach, samo magisterium Kościoła przyszło nam z odpowiedzią.

    Otóż, w wysłanej do kardynała T. McCarricka w 2004 roku, przez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kardynała Josepha Ratzingera instrukcji pt. “Godność do przyjęcia Komunii świętej: zasady ogólne” czytamy:

    Nie wszystkie kwestie moralne mają tę samą wagę moralną co aborcja i eutanazja. Na przykład, jeżeli katolik nie zgadza się z Ojcem Świętym w sprawie wykonywania kary śmierci lub w sprawie podejmowania decyzji o wypowiedzeniu wojny, nie będzie z tej racji uznany za niegodnego przyjęcia Komunii Świętej. Choć Kościół zachęca władze cywilne do szukania pokoju, nie wojny, i do okazywania współczucia i łaski w wymierzaniu kary przestępcom, mimo to może być dozwolone chwycenie za broń w celu odparcia napastnika lub odwołanie się do kary głównej. Nawet wśród katolików istnieć może uprawniona różnorodność opinii w kwestiach wytaczania wojny i stosowania kary śmierci, ale nie w kwestiach aborcji oraz eutanazji“.

    A zatem, już po wypowiedziach Jana Pawła II, w których ów papież stwierdził, iż w aktualnych czasach, nie należy stosować kary śmierci, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, poprzez swój oficjalny dokument, naucza, że:

    1. Katolik będący zwolennikiem KS może godnie przystępować do Komunii świętej

    2. Nawet we współczesnych czasach mogą zachodzić sytuacje, w których moralnie dozwolone będzie odwoływanie się do KS

    3. Katolicy mają moralne prawo zarówno sprzeciwiać się KS, jak i ją popierać.

    Cóż to w praktyce oznacza? Jeżeli – jak pisze prefekt Kongregacji Nauki Wiary “wśród katolików może istnieć uprawniona różnorodność opinii w kwestii stosowania kary śmierci” to tym samym wypowiedzi Jana Pawła II odnośnie niestosowności jej stosowania zostały przez nią rozeznane, nie jako obowiązującą katolików doktryna, ale prywatna opinia poprzedniego Ojca świętego. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nawet zwyczajne nauczanie Kościoła zobowiązuje katolików do okazywania mu posłuszeństwa serca i rozumu. Innymi słowy, jako katolicy mamy powinność dostosowywać swoje myśli, poglądy, przekonania, a nawet uczucia (“rozum i serce”) do nauczania Kościoła. Nie można by zatem, nawet w odniesieniu do zwyczajnego magisterium Kościoła, twierdzić, iż katolicy mają moralne prawo się z nim nie zgadzać. Albo bowiem, mam być czemuś posłuszny sercem i rozumem, albo też mogę się z tym nie zgadzać. Nie można jednocześnie być posłusznym w swych poglądach nauczaniu Kościoła, a zarazem się z nim nie zgadzać. Coś takiego, byłoby czystym absurdem. Gdyby zatem stanowisko Jana Pawła II w kwestii braku potrzeby stosowania KS stanowiło element zwyczajnej doktryny katolickiej, to Kongregacja Nauki Wiary dopuściłaby się wcale niemałego błędu, twierdząc, że – także w obecnych czasach – może być moralnie dopuszczalne odwoływanie się do kary głównej, zaś katolicy mogą ją popierać.

    Faktem jest, iż już po wspomnianej wyżej instrukcji kardynała Ratzingera karze śmierci sprzeciwił się kolejny z papieży, czyli aktualnie urzędujący na Stolicy Piotrowej Franciszek. Jednak, pomijając już rangę doktrynalną jego stanowiska w tej sprawie, trzeba otwarcie stwierdzić, iż uzasadnił je on w całkowicie błędny doktrynalnie sposób, gdyż stwierdził m.in: “Przykazanie: «Nie zabijaj» ma absolutną wartość i stosuje się zarówno do niewinnego, jak i winnego”. To jednak w świetle tradycyjnego nauczania katolickiego z pewnością nie jest prawda i nawet bardzo niechętny KS Jan Paweł II nie posunął się do takiego twierdzenia, a przeciwnie podkreślał ortodoksyjne rozróżnienia pomiędzy absolutnym zakazem zabijania niewinnych ludzi, a warunkową możliwością uśmiercania złoczyńców.

    Wypada zatem stwierdzić, iż obowiązującą nauką Kościoła w kwestii kary śmierci, jest ta wyrażona przez Jana Pawła II w encyklice “Evangelium vitae” oraz “Katechizmie Kościoła Katolickiego”, nie zaś w jego przemówieniach mających miejsce po opublikowaniu wymienionych wyżej dokumentów. Kara śmierci, jako forma obrony społeczeństwa przed sprawcami skrajnych nieprawości, jako taka może być moralnie dozwolona (gdyż nie jest “wewnętrznie zła”). Obecnie potrzeba jej używania jest jednak albo “bardzo rzadka” albo też “być może nie zdarza się już wcale“. Jest jednak istotna różnica pomiędzy stwierdzeniem “być może”, a słowem “na pewno”. Faktem jest, że po 1999 roku, Jan Paweł II był w kwestii KS zdecydowanie bliższy słowu “na pewno” niż “być może”, jednak przytaczany powyżej list prefekta Kongregacji Nauki Wiary wydaje się wskazywać, iż nie nadawał temu ze swych przekonań charakteru obowiązującej doktryny.