Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: niszczenie bożków

  1. Publiczne palenie złych książek i okultystycznych przedmiotów jest dobre

    Leave a Comment

    Istna medialna burza rozpętała się w związku z, wydawałoby się dość marginalnym wydarzeniem, jakie miało miejsce w jednej z parafii na północy Polski. Otóż w ostatnią niedzielę po Mszy świętej odprawionej w kościele pw. NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej księża, ministranci i lektorzy urządzili swoiste „ognisko” w którego czasie spalili pewną ilość książek i przedmiotów, których treść albo zwyczajowe przeznaczenie mają charakter mniej lub bardziej szkodliwy oraz niebezpieczny duchowo. Na ów „stos” powędrowały więc m.in. książki o Harrym Potterze, publikacje hinduistycznego guru Osho, afrykańska maska obrzędowa oraz amulety w rodzaju figurek w kształcie małych słoników. Fakt upublicznienia tego wydarzenia przez jego organizatorów wywołał całą lawinę nieprzychylnych komentarzy. Bardzo krytyczne głosy na ten temat pojawiły się też po stronie katolickiej. Przykładowo, redaktor naczelny pisma „Więź” Zbigniew Nosowski nazwał całą sprawę „bezdenną głupotą”. Ks. Grzegorz Kramer skomentował owe „ognisko” mianem „wykorzystywania Eucharystii do guseł”. Z kolei Szymon Hołownia w pełnym oburzenia wpisie na swym facebookowym profilu napisał, iż „palenie książek w Gdańsku było pogaństwem”. Niestety, od swoistego „stosu” w wykonaniu księży z gdańskiej parafii odciął się też rzecznik kurii koszalińsko-kołobrzeskiej nazywając tę akcję „nieodpowiednią i kontrowersyjną formą działalności duszpasterskiej”.

     

    Choć bardzo trudno przebić się przez tę medialną burzę potępień i gromów, które spadły na księży z gdańskiej parafii powiedzmy sobie otwarcie – publiczne niszczenie złych książek oraz przedmiotów, których zwyczajowe i normalne przeznaczenie służy popełnianiu tych czy innych niegodziwości, jest jako takie dobre i godne pochwały. Nie jest to samo w sobie złe i na pewno nie zasługuje na falę zjadliwej krytyki, jaka ma obecnie w związku z tym miejsce. Być może niektóre z konkretnych książek spalonych w gdańskiej parafii aż na tak ostre potraktowanie nie zasługiwały (chodzi mi głównie o Harry’ego Pottera, co do którego treści nie mam przekonania, iż jest on tak zły, jak twierdzą niektórzy), jednak sam pomysł publicznego palenia rzeczy, które mają nas prowadzić do złego, jest dobry.

     

    Oczywiście, najczęstszym skojarzenie, które przywoływane jest w związku z omawianym wydarzeniem stanowi nawiązanie do praktyk nazistów w III Rzeszy polegających na tym, iż również oni publicznie palili uznawane przez siebie za złe książki. Tego rodzaju „reductio ad Hitlerum” jest jednak na dłuższą metę bezsensowne. W III Rzeszy budowano wszak też autostrady, karano gwałty i kradzieże – czy to więc oznacza, iż mamy zaprzestać budowania dróg oraz zalegalizować gwałty oraz kradzieże??? Z kolei, w stalinowskiej Rosji na nowo wprowadzono prawny zakaz aborcji. Czy zatem powinniśmy mówić, że dlatego pomysł delegalizacji zabijania nienarodzonych dzieci jest jako taki zły i totalitarny? Tego rodzaju analogie i porównania są absurdalne i nie prowadzą nas do żadnych konstruktywnych wniosków.

     

    Katoliccy krytycy gdańskiego „stosu” nie przejmują się tym, iż te wydarzenie miało swe mocne podstawy biblijne (np. Dz 19, 19, Pwt 7, 25), powtarzając przy tym niczym mantrę slogan o tym, iż „Biblii nie należy rozumieć dosłownie”. Prawdą jest jednak, iż owszem – większą część Pisma świętego (choć oczywiście nie dokładnie każde zawarte tam zdanie) należy rozumieć dosłownie. Istnieją nawet fragmenty Biblii, które Magisterium Kościoła traktuje w sensie dosłownym (np. słowa „To jest Ciało Moje” z Ewangelii św. Łukasza 19, 22), mimo iż na płaszczyźnie czysto racjonalnej mogą one wydawać się wręcz niedorzeczne. Oczywiście, zawsze można sypnąć jak z rękawa tymi cytatami z Pisma św., które nie są rozumiane w kategoriach dosłownych, ale stanowią swego rodzaju hiperboliczną przenośnię (koronnym tego przykładem są słowa Pana Jezusa o odcinaniu sobie dłoni i wyłupywaniu oka -Mk 9, 43-48), ale fakt, iż dajmy na to, jedno na dziesięć zdań z Biblii rzeczywiście ma sens głównie lub wyłącznie niedosłowny, nie oznacza, że w takim razie wszystko co w tej świętej Księdze nie pasuje do naszego sposobu myślenia, należy automatycznie w ten sposób traktować. Równie dobrze wszak i złodzieje oraz cudzołożnicy mogliby usprawiedliwiać swe niecne postępki tłumaczeniem, iż „Pisma świętego nie należy traktować dosłownie” wówczas, gdy ktoś zarzucałby im łamanie biblijnych przykazań o treści „Nie kradnij” (Wj 20, 15) oraz „Nie cudzołóż” (Wj 20, 14). Sprawa tego, które fragmenty Biblii należy interpretować bardziej dosłownie, a które bardziej przenośnie i symbolicznie oczywiście wymagałaby dłuższego wywodu, ale poprzestańmy na razie na tym, iż nie ma żadnych przesłanek tak w samym Piśmie św. jak i Tradycji Kościoła, by twierdzić, iż zawarte w spisanym Słowie Bożym nakazy niszczenia pogańskich bożków (patrz: Pwt 4, 25-26; Lb 33, 51-52) oraz przykład tego, jak nawróceni na chrześcijaństwo mieszkańcy Efezu publicznie palili swe magiczne książki (Dz 19, 19), należałoby traktować w jakiś niedosłowny sposób.

     

    Jednym z powodów, dla których nie należy traktować biblijnych poleceń i przykładów niszczenia rzeczy, które wcześniej były przeznaczone do czynienia zła, w sposób niedosłowny jest fakt, iż wielu Świętych Pańskich rozumiało je dosłownie. Przykładowo, św. Franciszek Ksawery tak pisał o jednym z aspektów swej misyjnej działalności:

    Kiedy dowiaduję się od nich (dzieci pogańskich rodziców – przyp. moje MS) o bałwochwalczych obrzędach, które mają się odbyć w wioskach, (…) zbieram wszystkich chłopców i ruszamy do tych miejsc, gdzie diabeł potraktowany bywa z ich rąk gorzej, niż był uczczony przez ich rodziców. Malcy chwytają za niewielkie, gliniane figurki, tłuką je, rozbijają na proch, opluwają je i depczą po nich nogami Cytat za: Ruth A. Tucker, „Sławni i nieznani”, Warszawa 1995, s. 43).

    Z kolei, św. Cezary z Arles dawał swym chrześcijanom następujące wskazówki:

    Nie dopuszczajcie żadną miarą do naprawiania świątyni pogańskiej, a raczej gdziekolwiek ją spotkacie, dążcie do jej zburzenia i rozebrania. Również święte drzewa wycinajcie z korzeniem. Ołtarze diabelskie doszczętnie niszczcie” (Cytat za: Św. Cezary z Arles, „Kazania do ludu (1-80)„, Kraków 2011, s. 301).

    Błogosłowiona Anna Katarzyna Emmerich w swych pismach twierdziła zaś nawet, iż Pan nasz Jezus Chrystus osobiście brał udział w niszczeniu pogańskich bałwanów:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu” (Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich„, Wrocław 2009, s. 662).

    Można by podawać przykłady jeszcze wielu Świętych Pańskich, którzy w dosłowny sposób traktowali biblijne wezwania do niszczenia pogańskich bożków, ale nie znalazłby się nawet jeden przypadek Świętego, który rozumiałby dosłownie stwierdzenie Pana Jezusa o tym, iż należy uciąć sobie rękę lub wyłupić oko, gdy prowadzą one nas do grzechu. Od razu, wyjaśniam przy tym, iż Orygenes, który dał się wykastrować, nigdy nie został przez Kościół wyniesiony do chwały ołtarzy. Już więc sam fakt, iż wielu Świętych Pańskich rozumiało dosłownie nakazy i przykłady z Pisma świętego na ów temat, wskazuje nam, że bynajmniej nie były one jakimiś hiperbolami czy czystymi symbolami.

     

    Czy gdańskie palenie książek, talizmanów oraz pogańskich amuletów nie było wyrazem nienawiści? Myślę, że tak, było ono takim aktem. Jednak nie ma racji pan Zbigniew Nosowski, który potępiając to wydarzenie, pisze, iż nie ma nienawiści gorszej i lepszej. Oczywiście, że istnieje nienawiść zła oraz nienawiść dobra. Ze złą nienawiścią mamy do czynienia wówczas, gdy życzymy złoczyńcom wszystkiego, co najgorsze, odmawiamy im wszelkiej pomocy, a nawet nie chcemy, by się oni nawrócili. Dobra nienawiść jest jednak skierowana wobec tego, co jest złe oraz bezbożne i jako taka jest ona pochwalana w Piśmie świętym. Psalmista Dawid z natchnienia Ducha Świętego mówi na przykład: „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Ps 97, 10), Pan zaś nasz i Zbawca Jezus Chrystus mówi do lokalnego kościoła w Efezie następujące słowa: „Ale masz tę [zaletę], że nienawidzisz czynów nikolaitów, których to czynów i Ja nienawidzę (Ap 2, 6).

    Nie ma zatem co ulegać medialnej histerii i oburzać się na dzielnych księży z gdańskiej parafii. Postąpili oni dobrze oraz słusznie. Oby więcej takich kapłanów i takich akcji.

     

    Nota od redakcji: Po raz pierwszy artykuł ten ukazał się na portalu Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-palenie-zlych-ksiazek-jest-dobre,124529.html

  2. Czy mamy prawo niszczyć (cudze) bożki, pornografię, okultystyczne przedmioty, itp?

    Leave a Comment

    Od czasu do czasu pojawia się pytanie, czy jest moralnie uprawnione niszczenie przez chrześcijan rzeczy nie będących ich własnością, a które to w sposób zwyczajny przeznaczone są do popełniania za ich pomocą różnego rodzaju grzechów? Czy np. kolega może spalić swemu znajomemu pismo pornograficzne albo potłuc figurkę jakiegoś fałszywego bóstwa? Oczywistą sprawą jest to, iż nie tylko można, ale należy niszczyć takie przedmioty wówczas, gdy są one naszą własnością – w ten bowiem sposób wyrażamy postanowienie definitywnego odcięcia się od czynionego wcześniej przez siebie za ich pomocą zła. Jednak, czy nie jest aby grzechem wandalizmu i brakiem szacunku dla czyjejś wolnej woli niszczenie takich rzeczy w sytuacji, gdy nie należą one do nas, a co więcej ich właściciele nie wyrażają swej zgody na to, byśmy tak potraktowali należącą do nich własność?

    Na powyższe pytania, nie waham się odpowiedzieć, iż niszczenie przedmiotów, które zostały wyprodukowane po to, by czynić za ich pomocą coś, co obraża Boga (a więc np. pism porno, pogańskich bałwanów, kart do wróżenia) nie jest jako takie grzechem, a przeciwnie może być nawet chwalebnym i miłym Stwórcy uczynkiem. Dzieje się tak również wówczas, gdy owe rzeczy nie są naszą własnością i niszczymy je bez zgody ich właścicieli. Istnieje wiele mocnych przesłanek, by tak twierdzić.

    Jeden z powodów, dla którego wymieniony wyżej sposób postępowania, nie jest grzechem stanowi już sama tradycyjnie katolicka definicja kradzieży. W punkcie numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy wszak:

    Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i korzystanie z nich.

    Choć powyższy fragment nauczania Kościoła poświęcony jest nieco innemu zagadnieniu (to znaczy nie zniszczeniu jako takiemu, ale przywłaszczeniu na swój użytek cudzej własności) to pokazuje on pewną ważną zasadę: otóż nie jest grzeszne absolutnie każde naruszenie czyjejś własności, ale występne jest ono wówczas, gdy dokonuje się wbrew racjonalnej woli jej właściciela. Jeden z „przedsoborowych” pisarzy kościelnych, ks. Wojciech Andersz tak precyzował i wyjaśniał tę zasadę:

    Kradzieżą jest jednak zabranie cudzej własności wtenczas dopiero, kiedy dzieje się wbrew rozsądnej i uprawnionej woli właściciela. (…) A więc nie popełniłby kradzieży, ktoby, n.p. drugiemu wziął jakie narzędzie, nóż, powróz, pistolet, truciznę, i.t.p., któremiby chciał kto odebrać życie sobie lub innym. Nie jest kradzieżą zabranie książki szkodliwej, bo rozsądny człowiek nie powinien mieć nic przeciw temu. Nie popełniają kradzieży żony, jeśli mężom potajemnie zabierają pieniądze, którychby ci użyli na pijaństwo, byleby spotrzebowały je uczciwie na potrzeby domowe (…)

    Nie tylko grzeszą przeciw przykazaniu siódmemu, co z kradzieży i innych grzechów  do niej podobnych mają korzyść, lecz nadto ci, co, choćby bez korzyści dla siebie, bliźniemu szkodzą niesprawiedliwie na jego własności. 

    Wyraźnie wypowiadam <<niesprawiedliwie>>, bo można uszkodzić cudzą własność <<sprawiedliwie>>, a wtedy też nie ma grzechu. 

     

    Jako komentarz do powyższych mądrych słów, a zarazem nawiązanie do tematu, który teraz rozważamy można zadać retoryczne pytanie, czy używanie swej własności w sposób obrażający Boga jest rozsądne, racjonalne i sprawiedliwe. Jeśli zaś jest ono nierozsądne, nieracjonalne i niesprawiedliwe, to nieuchronny wniosek, jaki stąd wypływa jest taki, iż własność tak używana nie podlega bezwarunkowej ochronie.

     

    Innym z przykładów pokazujących, iż moralnie uprawnione może być niszczenie cudzej własności jest postawa nie kogo innego jak naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Znanym jest wszak chyba wszystkim Jego zachowanie w Świątyni Jerozolimskiej, gdy widząc, iż jej teren jest profanowany przez różnego rodzaju bankierów i kupców, począł za pomocą bicza ich przepędzać i wywracać należące do nich stragany (J 2,14-16) . Trudno wyobrazić sobie, by w wyniku takiego działania Chrystusa przynajmniej niewielkim zniszczeniom nie uległy rzeczy należące do kupców oraz bankierów. Ponadto, w objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy, że Pan Jezus zachęcał, a także sam brał aktywny udział w niszczeniu pogańskich bałwanów:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu [3].

    O tym, że w Starym Testamencie wręcz roi się od Bożych nakazów niszczenia pogańskich bożków nawet nie będę już wspominał.

     

    Także w żywotach Świętych Pańskich pełno jest wzmianek o tym, iż niszczyli oni pogańskie bożki również wówczas, gdy te należały do innych osób i ich właścieiele nie wyrażali zgody na takie działanie. Ks. Piotr Skarga tak relacjonował postępowanie Świętych żyjących w pierwszych wiekach rozwoju chrześcijaństwa:

    Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili [4].

    W żywocie św. Marcina z Tours czytamy zaś nawet, iż niszczeniu przez niego obiektów pogańskiego bałwochwalstwa towarzyszyły Boże cuda:

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie [5].

    Z kolei w żywotach błogosławionych Krzysztofa, Antoniego i Jana czytamy, że zostali oni okrutnie zabici przez swych współziomków za to, że niszczyli pogańskie bożki:

    Wszystko czego się (Krzysztof – przypomnienie moje MS) nauczył i co usłyszał od zakonników, powtarzał i uczył swojego ojca i jego wasali, aby zaprzestali czczić bożki, upijać się i popełniać inne ciężkie grzechy przeciwko Bogu. 

    Na początku Acxotecatl (ojciec Krzysztofa – przyp. moje MS) myślał, że Cristobal (czyli Krzysztof – przyp. moje MS) powtarzał tylko słowa, którym nie przypisywał żadnego znaczenia. Jednak głoszenie dziecka było nieustanne i przekonujące i gdy zobaczył, że ojciec nie zwraca na niego uwagi zaczął zrzucać i niszczyć bożki, które były w domu, a także wylał pulque (sferementowany sok z agawy) umieszczony u stóp bożków. Acxotecatl z początku mu wybaczył, ale kiedy zobaczył wytrwałość syna, zdecydował się odebrać mu życie [6].

    Przybyli do Tepeaca, Puebla, a dzieci (chodzi o Antoniego i Jana – przyp. moje MS) pomagały im usunąć bożki z domów Indian. Chwilę później dotarli do Cuauhtinchan, Puebla, aby kontynuować to samo zlecenie misjonarzy. Kiedy przyszli do pewnego domu, Jan pozostawał w drzwiach, a Antoni wszedł, aby zabrać bożki. Gdy to robił przyszli Indianie ubrojeni w maczugi i okrutnie zbili Jana tak, że natychmiast zmarł. 

    Po tym wyszedł Antoni i gdy zobaczył okrucieństwo zbrodniarzy nie uciekł, ale z wielką odwagą powiedział im: „Dlaczego zabiliście mojego towarzysza, który jest bez winy, zamiast mnie? Ja jestem tym, który wynosi wasze bożki, bo wiem, że są diabłami, a nie bogami”. Natychmiast tubylcy uderzyli Antoniego z dużą siłą tak, że również on zmarł [7].

    Znany jest też przykład św. Dominika Savio, który podarł na strzępy nie należące do niego niemoralne pismo po to, by nie było ono oglądane przez jego kolegów [8].

     

    Nie ulega zatem wątoliwości, iż nie jest jako takie złe, grzeszne oraz występne niszczenie przedmiotów pomagających w obrażaniu Boga, nawet wówczas, gdy są one cudzą własnością, a ich właściciele nie wyrażają na to zgody. Przykład Pisma świętego, Świętych Pańskich, a wreszcie samego Pana Jezusa jest w tym względzie zbyt silny, by nie być przekonujący. To nie oznacza jednak, że powinniśmy niszczyć bałwany, pornografię, okultystyczne akcesoria i tym podobne obrzydliwości zawsze wtedy, gdy zdarzy się nam ku temu okazja. Nie jest to bowiem zasada o charakterze absolutnym i przy jej ewentualnym wdrażaniu w życie należy brać pod uwagę inne czynniki oraz okoliczności.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom IV, Poznań 1910, s. 125.

    [2] Cytat za: Nauki katechizmowe, jw. s. 134.

    [3] Cytat za: Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich,  Wrocław 2009, s. 662.

    [4] Cytat za: Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych, tom II, Petersburg 1862, s. 595 – 596.

    [5] Cytat za: Sulpicjusz Sewer, Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi, Tyniec, s. 79.

    [6] Cytat za: Regina Przyłucka, Święci choć młodzi, Kraków 2014, s. 145.

    [7] Cytat za: Regina Przyłucka, jw., s. 147.

    [8] Patrz: Regina Przyłucka, jw. s. 257.

  3. Czy dobrze jest niszczyć pomniki pogaństwa?

    Leave a Comment

    Kiedy przed dwoma dniami opublikowałem na swym blogu zestaw cytatów z Pisma św. i Tradycji Kościoła, które pochwalały niszczenie pogańskich bałwanów, jednocześnie przyrównując owe działania do podobnie wyglądających czynów w wykonaniu ISIS i Talibów zaraz pojawił się zarzut, iż jest to zestawienie nieuprawnione. Starożytni Żydzi, a później chrześcijanie burzyli bowiem te z pogańskich wizerunków, które były w danym czasie przedmiotem bałwochwalczego kultu; ISIS zaś i Talibowie często niszczyli te z wizerunków, które miały już charakter tylko historyczny, a nie kultowy (gdyż nikt już ich nie otaczał religijną czcią, a zachowane zostały tylko jako wspomnienie kultury i dziejów dawnych czasów). Nie można więc – wedle autorów przytoczonej obiekcji – porównywać niszczenia pogańskich idoli zalecanego przez Biblię i Tradycję Kościoła z tym co czynili Talibowie i ISIS. Czy ten zarzut jest słuszny?

    Przyznaję, iż mogłem zbyt swobodnie porównać wspomniane wyżej dwa rodzaje zachowań. Oczywiście, istnieje pewna różnica pomiędzy niszczeniem wizerunków, które w danym czasie są obiektem pogańskiego kultu, a niszczeniem tych z nich, które takiego charakteru już nie mają, ale np. są zachowywane jako pomniki czy też eksponaty w muzeach. Nie ma tu bardzo prostego porównania – to fakt. Tym nie mniej jednak, nie potępiałbym w wymiarze absolutnym ani nawet poddawałbym jakiejś wyraźniejszej krytyce burzenia takich wizerunków, które są zachowywane jako pomniki historyczne czy nawet – jednak z poważniejszymi zastrzeżeniami – eksponaty w muzeach. Wszystko bowiem zależy tu od tego, w jakim duchu wizerunek pogańskiego bóstwa funkcjonuje jako pomnik czy muzealny eksponat? Jeśli jest to czynione w duchu pozytywnym – a więc sugeruje się przy tym, iż upamiętnia się w ten sposób coś dobrego, budującego, szlachetnego, etc. – to owszem, nie widzę niczego złego w niszczeniu nawet tych z pogańskich wizerunków, które nie są aktualnie przedmiotem religijnego kultu. Nie można bowiem, w takim dowartościowującym duchu przedstawiać pogańskich bożków, gdyż owe były tworami diabelskimi, których celem było oszukiwanie i zwodzenie ludzkich dusz. Pomyślmy tylko, dlaczego oburzalibyśmy się na obecność w przestrzeni publicznej pomników Hitlera czy dajmy na to Charlesa Mansona? Otóż, słusznie sądzilibyśmy, iż nawet, gdyby nikt takich pomników nie otaczał stricte religijnym kultem, to osoby takie po prostu ze względu na wielkość czynionych przez siebie nieprawości, nie zasługują na upamiętnianie ich w ów sposób. Rzecz jasna, czym innym jest obecność fotografii Hitlera bądź Charlesa Mansona w książkach historycznych, ale wszyscy wiemy, że co innego fotografia w książce, a co innego publiczne wystawianie pomnika na miejskim placu. Dlaczego więc, mielibyśmy inaczej traktować wizerunki czczonych niegdyś przez pogan bóstw? To, że są one elementem naszej historii jeszcze niczego nie przesądza, bo Hitler też należy do historycznej spuścizny Niemiec i Austrii, a przecież nie będziemy pochwalać wystawiania mu pomników w tych krajach.

    Jeszcze inną sprawą jest to, czy wizerunki pogańskich bogów powinny być przechowywane w muzeach? O ile wydźwięk stawiania publicznego pomnika jest zwykle pozytywny, o tyle obecność danej rzeczy w muzeum może mieć bardziej zróżnicowany charakter. Czasami wszak jakiś przedmiot umieszcza się w muzeum, po to by dodatkowo podkreślić jego pozytywną wartość. I jeśli w takim duchu wizerunek tego czy innego bóstwa jest tam umieszczany, to powinno się dążyć do zmiany tego stanu rzeczy. Może być jednak tak i nieraz tak właśnie bywa, że obecność czegoś w muzeum ma przede wszystkim charakter informacji historycznej – wówczas należy coś takiego zasadniczo pozostawić w spokoju. Tak czy inaczej trzeba więc mądrości i rozsądku, by rozeznać, w jakim duchu pewne rzeczy są przechowywane w muzeach – czy ma to służyć ich dowartościowaniu, czy jest to po prostu element szerszej edukacji historycznej.

     

    Kończąc, pragnę jeszcze zaznaczyć, iż niszczenie pogańskich bałwanów, choć jako takie jest oczywiście postawą dobrą i chwalebną, to nie jest zasadą postępowania o charakterze absolutnym. Innymi słowy, nie ma obowiązku takiego działania zawsze i wszędzie kiedy to jest tylko możliwe. Należy przy tym kierować się zasadami roztropności, a więc próbować rozeznać, czy w danych okolicznościach taki czyn przyniesie więcej dobra, czy zaowocuje większym złem.