Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: nie zabijaj

  1. Kiedy moralnie dozwolone jest zabijanie złoczyńców?

    Leave a Comment

    Nie popełnia grzechu morderstwa i ten, kto życie odbiera drugiemu sprawiedliwie tj. kto ma prawo do tego. A czy istnieje jakie prawo odbierania życia ludziom? Tak.

     

    a) Może odebrać komuś życie zwierzchność prawowita. Prawo nad życiem i śmiercią ma wprawdzie jedynie Pan Bóg, ale jak inne prawa Swoje np. odpuszczanie grzechów może Pan Bóg i to prawo przekazać innym. To też uczynił Pan Bóg, bo zwierzchności dał prawo karania złoczyńców, nawet odebraniem życia, jak to czytamy w Piśmie św. Tak w starym zakonie Pan Bóg ustanowił karę śmierci na morderców, bałwochwalców, bluźnierców, krzywoprzysięzców i innych wszelkich zbrodniarzy. Dlatego czytamy u Mojżesza (Gen. 9, 6): „Ktobykolwiek wylał krew człowieczą, będzie wylana krew jego”; podobnie dalej (Exod. 22, 18): „Czarownikom żyć nie dopuścisz”. I karę tę wykonywano rzeczywiście. Mojżesz wezwał mężów z pokolenia Lewi przeciw bałwochwalcom, co kłaniali się cielcowi złotemu, i kazał poodbierać im życie: jakoż zabito ich przeszło 20000, poczym Mojżesz pochwalił owych lewitów, mówiąc (Exod. 32, 29): „Poświęciliście ręce wasze dzisiaj Panu”.

    Władza ta pozostała zwierzchności i w zakonie nowym, jak widać ze słów Pana Jezusa do Piłata. Kiedy bowiem Piłat odezwał się do Pana Jezusa (Jan 19, 10): „Nie wiesz, iż moc mam ukrzyżować Cię i moc mam puścić Cię?” odpowiedział mu Pan Jezus (Jan 19, 11): „Nie miałbyś mocy przeciw Mnie żadnej, gdyby ci nie dano z wierzchu”. Tę władzę przyznaje zwierzchności i św. Paweł, bo mówi o niej (Rzym. 13, 4): „Nie bez przyczyny miecz nosi, Boga bowiem sługą jest, mścicielem ku gniewu temu, który złość czyni”. Ostatnia zaś księga Pisma św. powiada (Apok. 13, 10): „Kto mieczem zabije, ma być mieczem zabity”. – Jakoż sam rozum wskazuje, że zwierzchności musi przysługiwać takie prawo, gdyż tylko taka kara zdolna poskromić namiętności ludzkie i odstraszyć od zbrodni. Gdyby, jak chcą niektórzy, zniesiono karę śmierci, wtedy by jeszcze częściej aniżeli obecnie działy się zbrodnie wielkie np. morderstwa. Kara więzienia dożywotniego nie byłaby wystarczającą, bo sama ze siebie nie jest tak straszną jak kara śmierci i nadto zbrodniarz ma jeszcze nadzieję odzyskania wolności czy to przez ucieczkę, czy przez ułaskawienie. Toteż prawo to potrzebne; a zresztą zwierzchność nie będzie potrzebowała karać śmiercią, byleby zabójcy dali sami początek dobry – i przestali zabijać.

     

    b) Wolno dalej pozbawić życia nieprzyjaciela w słusznej obronie ojczyzny. Całość i bezpieczeństwo ojczyzny przedniejsze trzyma miejsce przed życiem nieprzyjaciół, tych, co się na nią targają. Nieprzyjaciele sami sobie winni, jeśli, krzywdę wyrządzając innemu krajowi, giną śmiercią. Skoro tedy zwierzchnik kraju prowadzi wojnę, każdy zawezwany do broni ma obowiązek stawać do szeregów. W takich razach dla uzyskania zwycięstwa wolno używać wszelkich środków potrzebnych, o ile nie zakazuje ich prawo przyrodzone czy też prawo narodów. Wolno tedy w takim razie uprzedzić nieprzyjaciela, napaść kraj jego i każdego, kto by się opierał, pojmać, zranić czy zabić. Zwłaszcza każdy żołnierz ma obowiązek walczenia mężnie wśród bitwy. Natomiast, jak już powiedziałem, grzeszyłby, gdyby zabijał lub znieważał albo bezcześcił mieszkańców spokojnych, bezbronnych, czy to dzieci, czy niewiasty, czy starców, czy też takich żołnierzy, co broń już złożyli. W ogólności żaden żołnierz nie powinien zapominać o tym, że jest chrześcijaninem, że ma być mężnym ale nie krwi chciwym i okrutnym.

    Że zabicie na wojnie tych, co szkodzą ojczyźnie, nie jest grzechem, dowodzi Pismo św., bo wychwala Matatiasza, Judę i innych bohaterów, którzy w obronie ojczyzny i uciskanej braci swojej ciężkie wiedli boje z narodami postronnymi. Dowodem niewinności takich żołnierzy i to, że Pan Bóg nieraz cudownie wspierał tych, co wiedli wojnę sprawiedliwą. Dodaję „sprawiedliwą”, bo samo się przez się rozumie, że wojna powinna być taką. O tym jednak wiedzieć trzeba, że odpowiedzialność za wojnę i wszystkie jej następstwa, spada na zwierzchność kraju, obowiązkiem zaś jest poddanych iść za głosem swej władzy, a nie badać, czy wojna jest słuszną czy też niesłuszną (por. fałszerstwo depeszy przez Bismarcka przed wojną francusko-niemiecką).

     

    c) Wreszcie wolno pozbawić kogoś życia we własnej sprawiedliwej obronie. Kiedy tedy złodziej, zbójca wypada z lasu z nożem czy narzędziem jakim zbójeckim, albo jeśli się zakrada do mieszkania i chce nas obedrzeć, złupić i przy tym zagraża naszemu życiu: wolno jest w takim razie się bronić i nie mamy grzechu, choćby złoczyńca zginął z ręki naszej. To potwierdza już rozum, bo nikt nie ma obowiązku cudze życie przedkładać ponad własne. Tenże rozum powiada, że jeśli nie ma innego środka obrony, powinien utracić życie raczej napastnik niesprawiedliwy, aniżeli niesłusznie napastowany. Gdyby bowiem nikt nie miał prawa bronienia się przeciw napadom niesłusznym, wtedy by bezbożnicy mieli zabezpieczoną swobodę da wszelkich bezprawi. Dlatego Pismo św. (Exod. 22, 2) wyraźnie pozwala na zabicie człowieka, jeśli tego potrzeba do obrony życia. – Co więcej nauczyciele duchowni wspominają o tym, że niewiasta w razie napadu na swącnotę może się bronić jakim bądź sposobem, a ostatecznie, gdy nie ma ratunku innego, wolno jej nawet zabić napastnika, gdyż dla niej ważniejszą jest jej cnota niż życie takiego niegodziwca.

    Aby jednak dozwolonym było zabójstwo w obronie własnej, napaść musi być niesprawiedliwą. Jeżeli tedy zwierzchność chwyta złoczyńcę, aby go zaprowadzić do więzienia, złoczyńcy nie przysługuje prawo obrony, bo zwierzchności wolno pojmać złoczyńcę. – Dalej nawet w razie napadu niesprawiedliwego nie wolno wyrządzić szkody większej nad tę, ile potrzeba dla obrony swego życia. Należy tedy wpierw, o ile można, użyć innych środków do obrony własnej np. uciekać, wołać o pomoc, uderzyć złoczyńcę, ogłuszyć go, powalić o ziemię, zranić, a dopiero, gdyby te sposoby nie prowadziły do celu lub gdyby ich zgoła nie można użyć, wolno zabić napastnika. Z tego więc wynika, że wolno napastnika zabić tylko podczas napadu samego, a nie, kiedy ucieka. A dalej nie godzi się żadną miarą zabijać złodzieja, którego schwycono na złodziejstwie, ale który widocznie nie zagraża życiu naszemu. – Wreszcie nie wolno zabijać z myślą zemsty czy nienawiści, lecz jedynie celem obrony własnej, bo chrześcijaninowi mścić się nie wolno.

     

    Ks. Wojciech Andersz, Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom IV, Poznań 1910, s. 8-11. 

     

  2. Czy magisterium Kościoła sprzeciwia się karze śmierci?

    Leave a Comment

    Jan Paweł II niejednokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec stosowania kary śmierci  (dalej KS) w aktualnych czasach. Argumentacja tego papieża zasadzała się na postrzeganiu współczesnego systemu karania przestępstw jako wystarczającego do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom oraz ochrony porządku publicznego. Jan Paweł II utrzymując zarazem w mocy tradycyjne nauczanie Kościoła o prawie władz cywilnych do karania śmiercią sprawców szczególnie złych i groźnych przestępstw, wówczas, gdy inne środki karne, nie są wystarczające, by powstrzymać ich od szkodzenia innym bliźnim; od 1999 roku, zaczął w sposób jasny i otwarty dawać wyraz swemu przekonaniu o tym, iż KS jest obecnie niepotrzebna, a zatem nie powinna być już używana. Piszę, iż ów sprzeciw Ojca świętego względem KS nastąpił od 1999 roku, gdyż wcześniejsze deklaracje papieża w tej sprawie, nie były tak jasne, zostawiając pewną furtkę dla moralnej godziwości odwoływania się do owej najwyższej sankcji, także współcześnie. W ogłoszonej bowiem w 1994 roku, encyklice „Evangelium vitae” Jan Paweł II napisał, że choć władze publiczne mają prawo w pewnych wypadkach karać śmiercią, to jednak: „Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (tamże, n. 56). Oczywiście i to nauczanie jest niechętne stosowaniu kary śmierci, jednakże nie wyklucza zarazem, iż także w naszych czasach mogą zdarzać się wypadki, w których sądowe uśmiercenie wyjątkowo niebezpiecznych kryminalistów będzie moralnie dozwolone i potrzebne. Od 1999 roku, stanowisko Jana Pawła II uległo zatem pewnemu przeobrażeniu, polegającemu na przejściu do wyraźnego sądu, iż stosowanie KS nie jest już dziś potrzebne, a więc powinna być ona obecnie zniesiona.

    Reakcje na wspomniane wyżej rozeznanie Jana Pawła II odnośnie najwyższego wymiaru kary, także w łonie Kościoła katolickiego, były różne. Część katolików cieszyła się z takiego postawienia sprawy, zaś inni wyrażali swój mniej lub bardziej jawny krytycyzm. Wśród głosów krytykujących papieskie stanowisko, często pojawiały się twierdzenia o tym, jakoby sprzeciw wobec KS był niezgodny z odwieczną Tradycją Kościoła, która ową karę uznawała za moralne dozwoloną. Najczęściej zaś krytycy Jana Pawła II podnosili argument o „prywatnym charakterze” jego opozycji względem KS, który miał przez to czynić postulat zniesienia tej sankcji, nie-obowiązującym dla katolików. Innymi słowy, twierdzenie o braku potrzeby odwoływania się do KS w aktualnych czasach, miało stanowić prywatną opinię papieża, nie zaś doktrynę obowiązującą katolików do okazywania jej posłuszeństwa.

    Sprzeciw wobec kary śmierci błędem lub herezją?

    Na pierwszy z postawionych zarzutów odpowiedź wydaje się być jasna. Jan Paweł II nie dopuścił się żadnego błędu lub herezji, twierdząc, iż KS jest współcześnie niepotrzebna. Poprzedni papież nie nazwał owej sankcji „wewnętrznie złą”, a więc czymś co jest zawsze i w każdych okolicznościach moralnie niedopuszczalne, ale stwierdził jedynie, iż w obecnych czasach istnieją inne środki obrony społeczeństwa przed groźnymi złoczyńcami, aniżeli urzędowe pozbawienie ich życia, zatem nie należy w takiej sytuacji sięgać po najwyższy wymiar kary. Tego rodzaju argumentacja dobrze wpisuje się w tradycyjnie katolicką koncepcję obrony własnej, która co prawda uważa za dozwolone odpieranie agresji na swoje lub czyjeś życie, także za pomocą zadania śmierci napastnikowi, jednak uważa już za złe, zabijanie złoczyńcy, wówczas, gdy można go unieszkodliwić w inny sposób. Przykładowo: jeśli napastnik został już obezwładniony i leży ciężko ranny na ziemi, to nie należy go dobijać. Wedle sporej części z tradycyjnych uzasadnień KS, sankcja ta jest przełożeniem zasady obrony własnej na płaszczyznę społeczną. Jeśli nie da się powstrzymać wyjątkowo niebezpiecznych złoczyńców przed szkodzeniem swym bliźnim, można ich zabijać. Jeżeli jednak da się obronić przed nimi społeczeństwo, bez ich uśmiercania,  to KS staje się wówczas przekroczeniem zasady obrony koniecznej. Jest faktem, iż mniej więcej od IV wieku, wielu katolickich moralistów, a także niektórzy z papieży, wyrażali otwarcie swą moralną aprobatę dla KS. Owe poparcie dla KS było jednak czasami uzasadniane w bardziej warunkowy niż absolutny sposób.  Jan Paweł II stwierdził zaś, iż po prostu, aktualnie nie zachodzą warunki, które czyniły by z instytucji KS prostą realizację zasady obrony koniecznej.

    Obowiązująca doktryna czy prywatna opinia?

    Nieco inaczej wydaje się wyglądać odpowiedź na drugi z zarzutów. Przede wszystkim, należy zauważyć, iż nie zawsze jest rzeczą łatwą rozróżnić, to co w wypowiedziach danego papieża jest obowiązującą chrześcijan doktryną, a co prywatną opinią. Jasnym jest, że np. treść nauczania zawartego w encyklikach bądź rzymskim Katechizmie obliguje katolików do posłuszeństwa serca i rozumu. Z pewnością nie da się tego powiedzieć o poglądzie wyrażonym przez papieża w czasie spożywanej przez niego kolacji z przyjaciółmi. Problem z interpretacją rangi rozpatrywanych wypowiedzi Jana Pawła II polegał jednak na tym, iż zostały one ujęte, nie w formie, nazwijmy to „urzędowej”, a więc za pośrednictwem encyklik, listów, adhortacji apostolskich czy katechizmu. Stanowcze rozeznanie poprzedniego papieża co do aktualnego braku potrzeby stosowania KS, zostało wyrażone przez niego w przemówieniach wygłaszanych do wiernych. Z jednej strony, nie była to więc forma, co do której wiemy w sposób jasny, iż wyraża się w niej co najmniej „autentyczne nauczanie Kościoła” ( a więc te, które zobowiązuje chrześcijan do wewnętrznego poddania), z drugiej zaś strony, było też jasne, że  Ojciec święty nie wyraża się o tej sprawie w sposób czysto prywatny (a więc np. w koleżeńskiej rozmowie z kardynałami). Tradycyjne powiedzenie: „Na dwoje babka wróżyła” miało zatem w tym przypadku swoje dobre odzwierciedlenie. Kto pragnąłby upierać się, iż sprzeciw wobec kary głównej jest częścią autentycznego nauczania Kościoła, mógłby to czynić, w podobny sposób, co ci, którzy twierdzili, że jest to tylko prywatna opinia Jana Pawła II.

    Jak zatem wyjść z impasu polegającego na trudności w rozstrzygnięciu co jest obowiązującą doktryną, a co prywatnym poglądem danego papieża? Czasami samo magisterium Kościoła pomaga nam rozwiązywać tego rodzaju problem. Wydaje się, iż w przypadku wypowiedzi Jana Pawła II o niestosowności KS w dzisiejszych czasach, samo magisterium Kościoła przyszło nam z odpowiedzią.

    Otóż, w wysłanej do kardynała T. McCarricka w 2004 roku, przez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kardynała Josepha Ratzingera instrukcji pt. „Godność do przyjęcia Komunii świętej: zasady ogólne” czytamy:

    Nie wszystkie kwestie moralne mają tę samą wagę moralną co aborcja i eutanazja. Na przykład, jeżeli katolik nie zgadza się z Ojcem Świętym w sprawie wykonywania kary śmierci lub w sprawie podejmowania decyzji o wypowiedzeniu wojny, nie będzie z tej racji uznany za niegodnego przyjęcia Komunii Świętej. Choć Kościół zachęca władze cywilne do szukania pokoju, nie wojny, i do okazywania współczucia i łaski w wymierzaniu kary przestępcom, mimo to może być dozwolone chwycenie za broń w celu odparcia napastnika lub odwołanie się do kary głównej. Nawet wśród katolików istnieć może uprawniona różnorodność opinii w kwestiach wytaczania wojny i stosowania kary śmierci, ale nie w kwestiach aborcji oraz eutanazji„.

    A zatem, już po wypowiedziach Jana Pawła II, w których ów papież stwierdził, iż w aktualnych czasach, nie należy stosować kary śmierci, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, poprzez swój oficjalny dokument, naucza, że:

    1. Katolik będący zwolennikiem KS może godnie przystępować do Komunii świętej

    2. Nawet we współczesnych czasach mogą zachodzić sytuacje, w których moralnie dozwolone będzie odwoływanie się do KS

    3. Katolicy mają moralne prawo zarówno sprzeciwiać się KS, jak i ją popierać.

    Cóż to w praktyce oznacza? Jeżeli – jak pisze prefekt Kongregacji Nauki Wiary „wśród katolików może istnieć uprawniona różnorodność opinii w kwestii stosowania kary śmierci” to tym samym wypowiedzi Jana Pawła II odnośnie niestosowności jej stosowania zostały przez nią rozeznane, nie jako obowiązującą katolików doktryna, ale prywatna opinia poprzedniego Ojca świętego. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nawet zwyczajne nauczanie Kościoła zobowiązuje katolików do okazywania mu posłuszeństwa serca i rozumu. Innymi słowy, jako katolicy mamy powinność dostosowywać swoje myśli, poglądy, przekonania, a nawet uczucia („rozum i serce”) do nauczania Kościoła. Nie można by zatem, nawet w odniesieniu do zwyczajnego magisterium Kościoła, twierdzić, iż katolicy mają moralne prawo się z nim nie zgadzać. Albo bowiem, mam być czemuś posłuszny sercem i rozumem, albo też mogę się z tym nie zgadzać. Nie można jednocześnie być posłusznym w swych poglądach nauczaniu Kościoła, a zarazem się z nim nie zgadzać. Coś takiego, byłoby czystym absurdem. Gdyby zatem stanowisko Jana Pawła II w kwestii braku potrzeby stosowania KS stanowiło element zwyczajnej doktryny katolickiej, to Kongregacja Nauki Wiary dopuściłaby się wcale niemałego błędu, twierdząc, że – także w obecnych czasach – może być moralnie dopuszczalne odwoływanie się do kary głównej, zaś katolicy mogą ją popierać.

    Faktem jest, iż już po wspomnianej wyżej instrukcji kardynała Ratzingera karze śmierci sprzeciwił się kolejny z papieży, czyli aktualnie urzędujący na Stolicy Piotrowej Franciszek. Jednak, pomijając już rangę doktrynalną jego stanowiska w tej sprawie, trzeba otwarcie stwierdzić, iż uzasadnił je on w całkowicie błędny doktrynalnie sposób, gdyż stwierdził m.in: „Przykazanie: «Nie zabijaj» ma absolutną wartość i stosuje się zarówno do niewinnego, jak i winnego”. To jednak w świetle tradycyjnego nauczania katolickiego z pewnością nie jest prawda i nawet bardzo niechętny KS Jan Paweł II nie posunął się do takiego twierdzenia, a przeciwnie podkreślał ortodoksyjne rozróżnienia pomiędzy absolutnym zakazem zabijania niewinnych ludzi, a warunkową możliwością uśmiercania złoczyńców.

    Wypada zatem stwierdzić, iż obowiązującą nauką Kościoła w kwestii kary śmierci, jest ta wyrażona przez Jana Pawła II w encyklice „Evangelium vitae” oraz „Katechizmie Kościoła Katolickiego”, nie zaś w jego przemówieniach mających miejsce po opublikowaniu wymienionych wyżej dokumentów. Kara śmierci, jako forma obrony społeczeństwa przed sprawcami skrajnych nieprawości, jako taka może być moralnie dozwolona (gdyż nie jest „wewnętrznie zła”). Obecnie potrzeba jej używania jest jednak albo „bardzo rzadka” albo też „być może nie zdarza się już wcale„. Jest jednak istotna różnica pomiędzy stwierdzeniem „być może”, a słowem „na pewno”. Faktem jest, że po 1999 roku, Jan Paweł II był w kwestii KS zdecydowanie bliższy słowu „na pewno” niż „być może”, jednak przytaczany powyżej list prefekta Kongregacji Nauki Wiary wydaje się wskazywać, iż nie nadawał temu ze swych przekonań charakteru obowiązującej doktryny.