Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: nazizm

  1. Czy większość Niemców popierała Holocaust?

    Leave a Comment

    Nie tak dawno jeden ze znanych katolickich publicystów napisał, iż większość Niemców popierała „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” (a więc w domyśle ludobójstwo popełnione na Żydach w czasie II wojny światowej). Wydaje się, iż zarzut ten jest dość popularny w naszym kraju – czy jest on jednak sprawiedliwy? Zastanówmy się nad tym poniżej.

     

    Jest historycznym faktem, iż znaczna część Niemców oddała swój głos na partię nazistowską (NSDAP) doprowadzając w ten sposób do objęcia władzy przez Hitlera i jego partyjnych towarzyszy. W 1932 roku na NSDAP padło 37 procent głosów, zaś w 1933 roku partia ta zdobyła 44 procent wyborczego poparcia. Czy to jednak świadczy o tym, że większość Niemców popierała Holocaust? Oczywiście, że nie. Pomijając już bowiem to, iż NSDAP nie uzyskała w wyborach bezwględnej większości głosów, to przecież partia ta nie szła do wyborów pod hasłem wymordowania Żydów. Owszem, program NSDAP sugerował wysiedlenie z Niemiec ogółu mieszkańców żydowskiego pochodzenia, ale coś takiego różni się jeszcze poważnie od postulatu ich mordowania. W 1932 i 1933 roku głosujący na nazistów Niemcy mieli więc pełne prawo nie wiedzieć, ani nawet wyraźnie nie przeczuwać, jak okrutny los zostanie zgotowany za kilka lat Żydom.

    Czy jednak dalszy przebieg wydarzeń nie uprawdopodabnia tezy o tym, że większość Niemców popierała „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”? Jest mocno prawdopobnym założeniem, iż mimo tego, że NSDAP nie uzyskała większości głosów wyborczych, z biegiem czasu rządy Hitlera cieszyły się poparciem zdecydowanej większości Niemców. Prawdopodobnie też  akceptacją większości mieszkańców III Rzeszy cieszyły się wymierzone w Żydów prześladowania, a także wszczęcie przez Hitlera wojny. Ale nawet te rzeczy nie są dowodem na rzecz twierdzenia o treści: „Większość Niemców popierała Holocaust„. Prześladowania Żydów, które miały charakter jawny, były bowiem ciężkie, ale mimo wszystko mniej więcej do 1941 roku nie polegały na ich masowym zabijaniu. Tak więc, nawet jeśli większość Niemców aprobowała nazistowskie prześladowania wymierzone w Żydów nie oznaczało to jeszcze, że popierała ich mordowanie. Tak jak jest różnica pomiędzy pobiciem a zabiciem kogoś, tak była jeszcze bowiem poważna różnica pomiędzy antyżydowskimi poczynaniami nazistów przed 1941 rokiem, a tym co wyczyniali oni z Żydami po 1941 roku.

     

    Nawet poparcie Niemców dla wszczynanych przez Hitlera wojen nie musiało świadczyć o aprobowaniu przez nich Holocaustu. Wódz III Rzeszy nie zapowiadał bowiem (przynajmniej w sposób jawny i jednoznaczny), iż jednym z celów jego wojny będzie fizyczna eksterminacja żydowskiej nacji. Samo zaś przeprowadzanie Holocaustu nie było ogłaszane do wiadomości publicznej, a w sprawie jego słuszności bądź niesłuszności naziści nie rozpisywali ogólnonarodowego referendum. Czy jednak większość Niemców wiedziała o Holocauście? Są ku temu wątpliwości (o których za chwilę). Jednak, załóżmy na moment, iż przeważająca część Niemców wiedziała o tym ludobójstwie. Czy wiedzieć o jakimś fakcie oznacza od razu popierać jego istnienie? Oczywiście, że nie można stawiać pomiędzy oboma stanami znaku równości. Ja np. wiem o tym, iż w mym mieście są gabinety wróżbiarskie, ale czy to oznacza, że popieram ich funkcjonowanie? Ba, nawet, gdybym nie wypowiedział ani jednego słowa krytyki czy przygany pod ich adresem nie byłoby to równoznaczne z ich popieraniem czy usprawiedliwianiem z mej strony. Być może moje milczenie w tej sprawie byłoby jakaś moralną winą, ale nie można by go jeszcze nazwać mianem „popierania” czy „usprawiedliwiania” istnienia takich miejsc. Tymczasem, nie jest wcale nawet pewne, iż większość Niemców wiedziała o Holocauście. Wedle przeprowadzanych przez historyków Erica Johnsona i Karla Heinz Reuband wywiadów z 3000 Niemców żyjących w czasach II wojny światowej  około 27-29% Niemców miało informacje o Holokauście w pewnym momencie przed końcem wojny, a kolejne 10-13% podejrzewało, że coś strasznego dzieje się przez ten cały czas. Johnson sugeruje (nie zgadzając się ze swoim współautorem), że jest bardziej prawdopodobne, że około 50% ludności niemieckiej było świadome okrucieństw popełnionych wobec narodu żydowskiego.

     

    Oczywiście, naród niemiecki był odpowiedzialny za rządy nazistów. Niestety też, prawdopodobnie większość Niemców popierała prowadzone przez Hitlera wojny. Nie ma co w tych aspektach wybielać Niemców. Należy jednak powstrzymać się od pochopnych, lekkomyślnych i zbyt daleko idących sądów oraz ocen postępowania tak jednostek, jak i całych narodów. Oskarżenie zaś ogółu narodu, iż ten wspierał w swej większości dokonywanie Holocaustu jest bardzo poważnym zarzutem na poparcie którego wypadałoby mieć mocne dowody. Takich dowodów jest jednak brak. Pan nasz Jezus Chrystus ostrzega zaś: „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy” (J 7, 24). Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2478 stwierdza m.in:

    W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego.

    Wydaje się więc, iż zarzucanie większości Niemców żyjących w czasie II wojny światowej, iż popierali oni dokonywane przez władze ich kraju ludobójstwo wobec Żydów jest właśnie takim pochopnym osądem. Niemcy jako naród mieli wówczas wiele win i grzechów, ale nie ma dostatecznych dowodów na to, iż większa część z nich aprobowała masowe mordowanie Żydów.

     

  2. Współczesny „antyimigrantyzm” jest odbiciem nazistowskiego antysemityzmu

    Leave a Comment

    Radykalni przeciwnicy wpuszczania do Europy jakichkolwiek muzułmańskich imigrantów zapewne nie będą zachwyceni tym porównaniem, ale trzeba powiedzieć to sobie jasno. Używana przez nich retoryka i narracja niczym rodzona siostra przypomina propagandę, jaką swego czasu naziści stosowali wobec Żydów, aby obrzydzić ich społeczeństwu oraz przygotować dogodny grunt do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Da się bowiem wyodrębnić trzy punkty, w których współczesny „antyimigrantyzm” naśladuje nazistowski antysemityzm.

    Po pierwsze: Naziści wykorzystywali realne problemy związane z obecnością Żydów, które zwykle nie dotyczyły jednak ich większości, po to, by wytworzyć wrażenie, iż tyczą się one wszystkich Żydów. I tak np. w ruchach komunistycznych i socjalistycznych Żydzi stanowili dużą część aktywistów. Mimo to jednak większość Żydów to nie byli komuniści i socjaliści (choć było ich wśród nich „nadproporcjonalnie” więcej). Z drugiej strony Żydzi częściej niż przedstawicieli innych warstw społecznych angażowali się w prowadzenie praktyk lichwiarskich. Jednak większość Żydów mimo to nie trudniła się lichwą. Hitlerowcy eksponowali jednak te dwa fakty i mówili Niemcom: „Żydzi to komuniści albo chciwi bankierzy”. Nie dodawali jednak przy tym: „Część Żydów to komuniści albo chciwi bankierzy”. W ten sposób sugerowali, iż wszyscy Żydzi są tacy.

    Czy przeciwnicy przyjmowania muzułmańskich przybyszów robią tu coś zasadniczo odmiennego? Nie, gdyż tak jak naziści eksplorują oni realne problemy tyczące się mniejszości imigrantów na ich ogół. Ciągle mówią bowiem, że „imigranci to terroryści, gwałciciele, mordercy, chuligani i lenie” ale rzadko, a nawet nigdy nie dodają, że wszystkie te złe rzeczy dotyczą mniejszości imigrantów. Nie mówią oni wszak: „Część imigrantów jest taka, a taka”, ale wspominają o różnych patologiach w ich wykonaniu bez stosowania takich rozróżnień. W ten sposób, tak jak niegdyś hitlerowcy czynili to wobec Żydów, wytwarzają sugestię, jakoby wszyscy albo prawie wszyscy islamscy imigranci byli złoczyńcami czyhającymi tylko na życie i pieniądze Europejczyków oraz na seksualną cześć europejskich kobiet.

    Po drugie: Naziści stosowali wobec Żydów odczłowieczający i dehumanizujący tę nację język. Hitlerowska propaganda porównywała wszak Żydów do szczurów oraz pająków. Antysemickie karykatury rozpowszechnione przez nazistowską propagandę odmalowywały przedstawicieli tego narodu tak, by jak najmniej przypominali ludzi (zniekształcone rysy twarzy, itp).

    A teraz przypomnijmy sobie popularny sposób przedstawiania imigrantów przez ich przeciwników. Wedle nich współcześni przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki to „śmieć ludzki” (wypowiedź Janusza Korwina-Mikke), „bydło”, itp. W pamięci mam jeszcze wyborczą reklamówkę partii Korwina-Mikke z 2015 roku, w której to pokazywano masy imigrantów z lotu ptaka, tak, iż miało się wrażenie, że widzi się przed sobą jakieś poruszającą się na ziemi chmarę robactwa. Z kolei w swoistej „Biblii” współczesnego antyimigrantyzmu, czyli słynnym „Obozie świętych” Jeana Raspaila imigranckie dzieci nagminnie nazywane są „potworkami”.

    Po trzecie: Naziści z biegiem czasu coraz śmielej mówili o stosowaniu wobec Żydów przemocy. Dodajmy, że przemoc ta miała charakter „ślepy” i dotyczyła wszystkich Żydów, bez rozróżniania na płeć, wiek, wyznawaną religię, prawy bądź nieprawy styl życia poszczególnych osób z tej nacji. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło, więc nie trzeba się o tym rozpisywać.

    Ktoś może powie teraz, że co jak co, ale w tym punkcie nie można przypisywać przeciwnikom współczesnej imigracji naśladowania nazistowskiej retoryki. Czy aby jednak na pewno nie? A co np. ze słynną wypowiedzią cenionego na prawicy prof. Bogusława Wolniewicza, który powiedział otwarcie, iż łódki z płynącymi do Europy imigrantami należy zatapiać? Czy którykolwiek z cenionych prawicowych publicystów potępił te mordercze i zbrodnicze tyrady, albo przynajmniej poddał je krytyce? Ja, o żadnym takim głosie dezaprobaty nie słyszałem, za to widziałem, iż filmik z tą wypowiedzią prof. Wolniewicza na kanale Youtube ma 2761 polubień na jedynie 263 osoby zgłaszające przy nim znak „Nie lubię tego”. A co ze wspomnianym już „Obozem świętych” Raspaila, gdzie jako właściwa recepta na masową imigrację są wyraźnie sugerowane właśnie masowe mordy dokonywane na przybyszach? I w tym wypadku niewiele jest na prawicy głosów krytykujących ową książkę, ale mnóstwo jest pod jej adresem pochwał i zachwytów.

     

    Kończąc, muszę się podzielić niestety jeszcze jedną smutną refleksją. Otóż, patrząc na łatwość z jaką wielu ludzi ulega dziś pełnej przesady, krzywdzących uogólnień oraz niestroniącej od nienawiści propagandzie antyimigranckiej łatwiej przychodzi mi zrozumieć fenomen Hitlera i nazizmu w Niemczech. Czy można się bowiem zbytnio dziwić, iż Niemcy – będący prawdopodobnie w swej większości – porządnymi i spokojnymi ludźmi – z biegiem czasu ulegli jadowitej propagandzie antysemityzmu, skoro i dziś porządni, dobrzy oraz empatyczni ludzie potrafią bez większego namysłu powtarzać najbardziej bzdurne, a czasami nawet zbrodnicze slogany wymierzone w imigrantów?

     

    Przeczytaj także:

     https://salwowski.net/2016/11/07/dlaczego-europa-powinna-przyjac-na-rozsadnych-warunkach-muzulmanskich-imigrantow/

     

  3. Paradoks błogosławionego Franciszka Jägerstättera

    Leave a Comment

    Zapewne większość z Czytelników słyszała o  postaci błogosławionego Franza (po polsku – Franciszka) Jägerstättera.

    On był – w czasie II wojny światowej – jednym z nielicznych katolików, który w swym sumieniu doszedł do jasnego rozeznania, iż wojna prowadzona przez Hitlera jest ewidentnie niesprawiedliwa i dlatego nawet za cenę śmierci, musi odmówić służenia w armii III Rzeszy oraz złożenia przysięgi wojskowej, w której zobowiązałby się do bezwzględnego posłuszeństwa Adolfowi Hitlerowi.

    Chociaż teoretycznie rzecz biorąc, sprawa była prosta, choćby z tego względu, że o ile posłuszeństwo władzom cywilnym jest ważną zasadą moralną, to nikomu z ludzi nie należy się absolutne i bezwzględne posłuszeństwo, gdyż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dzieje Apostolskie 5, 29) to jednak bł. Franz był w tej swej postawie i przekonaniu niemal całkowicie osamotniony. Mimo, że przez lata miliony katolików słyszały nauczanie o tym, iż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” z ust tysięcy swych księży, kiedy „przyszło co do czego”, błogosławiony Franciszek Jägerstätter był jednym z zaledwie 6 niemieckich katolików, który odmówił swego udziału w niesprawiedliwej wojnie i złożenia przysięgi na bezwzględną wierność Adolfowi Hitlerowi.  Inni pobożni katolicy kręcili na to głową, a do zmiany decyzji próbowali namawiać go nawet księża i biskupi. Ale on doszedł do wniosku, iż nauczanie katolickie wymaga od niego, by nie brał udziału w tej niesprawiedliwej wojnie jaką prowadził Hitler. Pomyślmy jak to wtedy wyglądało? Nikt z pobożnych katolików nie dochodzi do tego wniosku, księża i biskupi doradzają mu, by jednak wstąpił do armii, a ten się jeden upiera twierdząc, iż jego decyzja wynika z nauczania Kościoła. Wielu pewno myślało: „To jakiś wariat, albo ukryty świadek Jehowy, wszak to jehowici powszechnie odmawiają służby wojskowej, a katolicy posłusznie wstępują do Wermachtu i nawet, jeśli nie zgadzają się z Hitlerem, to walczą za swoją ojczyzną„.

    I komu po wielu latach „de facto” rację przyznał Kościół wynosząc go do ołtarzy? Tym, którzy namawiali go, by jednak przyjął wezwanie na front czy temu samotnikowi, który uparł się, iż logicznym wnioskiem płynącym z nauczania katolickiego jest to, iż nie może wziąć udziału w prowadzonej przez Hitlera wojnie (oraz składać mu przysięgi bezwzględnej wierności)???

    Jaki płynie wniosek z tej historii? Istnieją czasy i miejsca, gdy płynąca ze znajomości nauczania katolickiego, wierność pewnym Bożym zasadom, będzie wywoływać konsternację i niezrozumienie również ze strony zdecydowanej większości pobożnych katolików, a nawet duchownych. Jeśli więc drogi Czytelniku powiesz któremuś ze swych wierzących katolickich znajomych, iż np. nie pójdziesz na dyskotekę, bal albo na damsko-męską plażę i usłyszysz w związku z tym pełną niezrozumienia uwagę: „Tyle lat chodzę do kościoła i nigdy nie słyszałem, by ksiądz mówił coś przeciwko tym rzeczom” to nie bądź tym ani trochę zdziwiony.