Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: nauczanie Leona XIII

  1. Czy demokracja jest herezją i najgorszym z ustrojów?

    Leave a Comment

    Postrzeganie demokracji jako najgorszego z ustrojów, a nawet jako samego w sobie złego i heretyckiego systemu rządzenia jest bardzo popularne w kręgach konserwatywno-katolickiej prawicy.

    Powodów tak negatywnego postrzegania ustroju demokratycznego jest wiele. Wśród nich można wymienić: częsty sojusz z liberalizmem i laicyzmem, częsta nieuczciwość i korupcja w ośrodkach władzy demokratycznych państw, łatwe manipulowanie większością wyborców przez media i świat biznesu, etc. Zwyczajem niektórych konserwatystów stało się – śladem JKM – nazywanie demokracji „d…kracją”, co ma dodatkowo podkreślać ich pryncypialne obrzydzenie do niej żywione. Czy jednak rzeczywiście należy odrzucać demokrację jako taką?

    Herezja demokracji?

    Przeciwnicy demokracji czasami twierdzą, iż demokracja jest ze swej natury heretycka, gdyż wbrew nauczaniu Pisma świętego, Tradycji i Magisterium Kościoła zasadza się ona na przekonaniu, iż źródłem prawowitości i moralnej słuszności władzy sprawowanej w społeczeństwie jest wola większości, nie zaś – jak głosi tradycyjne chrześcijaństwo – wola albo co najmniej przyzwolenie Pana Boga. Prawdę „Nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga” ma więc zastępować demokratyczna herezja, iż „Każda władza pochodzi od ludu”. Tak pojmowana demokracja nie uznaje więc za prawowite, słuszne i dobre żadnych ustrojów, w których rządy nie są ustanawiane przez większość (a więc monarchii, arystokracji czy dyktatury). Co więcej, zwolennicy tak definiowanej demokracji mają nawet tendencję do moralnego usprawiedliwiania różnych obrzydliwości o ile tylko, owe zostaną przegłosowane przez większość. Mówią oni np. prawo zezwalające na legalność aborcji i rozwodów jest dobre, gdyż zostało ono demokratycznie uchwalone, itp.

    Oczywiście, nie trzeba długich wywodów, by dowieść, iż tak pojmowana i definiowana demokracja jest herezją uderzającą nie tylko w podstawy tradycyjnego nauczania Kościoła o źródłach pochodzenia i moralnej prawowitości władzy, ale nawet w same podstawy moralności, w której kanony tego jest dobre, a co złe, z pewnością nie leżą w woli i decyzji większości. Sęk jednak w tym, że choć owszem demokracja często jest pojmowana w taki heretycki sposób, to przecież nie musi być ona właśnie tak definiowana. Nie istnieje żaden wszechświatowy „Watykan demokracji”, który wydawał by certyfikaty „demokratycznej ortodoksji” w zależności od udzielenia twierdzącej odpowiedzi na pytania: „Czy źródłem władzy jest wola ludu?” oraz „Czy uważasz prawa uchwalone przez większość  tym samym za dobre, a przynajmniej takie, którym zawsze trzeba być posłusznym?”. Można być zwolennikiem demokracji, uważając ją za jeden z dobrych sposób wyłaniania ludzi mających rządzić danym państwem, ale wierzyć jednocześnie w to, że:

    – To Pan Bóg nadaje rządzącym moralne prawa do rządzenia danym krajem;

     

    – Niedemokratyczne ustroje też mogą być dobrymi i prawowitymi systemami sprawowania władzy;

     

    – Choćby i przygniatająca większość opowiadała się za jakimś złem, ono i tak dalej jest obrzydliwością i żaden rząd nie może w związku z tym go chwalić, usprawiedliwiać, doń zachęcać i nakazywać.

    I właśnie tak rozumianej demokracji Magisterium Kościoła nie tylko, że nie odmawia prawa do istnienia, ale czasami nawet ją chwali i promuje. Już papież Leon XIII nauczał: „Należy wszakże w tym miejscu zaznaczyć, że, jeżeli chodzi o określenie tych, którzy powinni rządzić republiką, wyznaczenie ich, może, w pewnych wypadkach, być pozostawione wyborowi i preferencjom większości, i że nie sprzeciwia się to katolickiej doktrynie” (Diuturnum illud). W innym ze swych pism papież ten mówiąc o różnych formach rządu (w tym też o demokracji) deklarował zaś: „każda z nich jest dobra tak długo, jak długo uczciwie dąży do swojego celu, a mianowicie dobra wspólnego, dla którego władza społeczna jest ustanowiona” („Au milieu de solicitudes”). Z kolei Pius XII mówił:„Według świadectwa historii, tam gdzie panuje prawdziwa demokracja, życie narodu jest jak przepojone zdrowymi tradycjami (…)”, przez co uznawał jej pozytywną wartość. Sobór Watykański II nauczał zaś: „Na pochwałę zasługuje postępowanie tych narodów, w których jak największa część obywateli uczestniczy w sprawach publicznych warunkach prawdziwej wolności” („Gaudium et Spes”, n. 31), a w Katechizmie bł. Jana Pawła II czytamy: „Jeśli władza odwołuje się do porządku ustanowionego przez Boga, to jakakolwiek <forma ustroju politycznego i wybór władz pozostawione są wolnej woli obywateli>. Różne ustroje polityczne są moralnie dopuszczalne pod warunkiem, że dążą one do uprawnionego dobra wspólnoty, która te ustroje przyjmuje” ( n. 1901). Takich wypowiedzi Magisterium, w których uznaje się demokrację za jeden z dobrych ustrojów, a nawet się ją chwali, jest więcej. Źródeł tego dowartościowania demokracji można upatrywać już w wywodach św. Tomasza z Akwinu, który pisał: „Gdy wszyscy mają pewien udział w rządzie, w ten sposób rzeczywiście jest zachowany pokój społeczny. Każdy kocha taką organizację i dba o jej zachowanie”. Nie ma więc wątpliwości, iż twierdzenie o rzekomym wewnętrznym złu demokracji i jej nieodłącznie heretyckim charakterze jest błędne.

    Warto zresztą zauważyć, że jeśli zarzucamy demokracji to, iż często (choć nie zawsze) jest motywowana w heretycki sposób, to uczciwie rzecz biorąc można ów zarzut zastosować do tych form ustrojów, które znajdują znacznie więcej uznania w oczach konserwatystów, a więc: monarchii i dyktatury. I tak np. niejeden starożytny, pogański monarcha uważał siebie za boga, przez co źródeł swej władzy nie upatrywał w żywym i prawdziwym Bogu, ale we własnej osobie. Cześć zaś chrześcijańskich królów wyznawała doktrynę tzw. „Boskiego prawa królów” wywodząc z prawdziwej przesłanki o Bożym ustanowieniu wszelkiej władzy, fałszywy wniosek, jakoby ich władza nad poddanymi miała mieć charakter absolutny. Również dyktatorzy nieraz przypisywali sobie absolutną władzę, a czasami nawet wręcz roztaczali wokół siebie nimb boskości (czego przykładem był Adolf Hitler).

     

    Demokracja najgorszym ustrojem?

    Również zarzucanie demokracji, jakoby była „najgorszym z ustrojów” jest bardzo krótkowzroczne. W istocie rzeczy można bowiem pokazać, iż najbardziej krwawe, okrutne i niemoralne rządy nie miały charakteru demokratycznego, ale monarchiczny albo dyktatorski. Dość wspomnieć o komunistycznych dyktaturach XX wieku, albo o III Rzeszy, której co prawda początkiem były demokratyczne wybory, ale która później przerodziła się w państwo dyktatorskie. Ba, najbardziej despotyczny reżim współczesności, którym są rządy w Korei Północnej, jeśli chodzi o sposób wyłaniania władzy, jest de facto stalinowską monarchią dziedziczną, a nie „ludową demokracją”, jak wskazywałaby nazwa tego państwa.

    Nawet praktyka dzisiejszego sojuszu demokracji z laicyzmem i liberalizmem w porównaniu do tego co działo się w jednej z największych i najdłużej trwających monarchii świata, jakim było starożytne cesarstwo rzymskie, wydaje się być tym, czym są wybryki niesfornych ministrantów do działalności gangsterów. Porównajmy wszak różne płaszczyzny rzeczywistości zachodnich demoliberalnych państw z analogicznymi sferami starożytnej rzymskiej monarchii.

     

    1. Pogański Rzym czynił chrześcijaństwo nielegalnym, co najwyżej tolerując je. Tysiące chrześcijan było zabijanych, torturowanych, bitych i więzionych z rozkazu i/lub inspiracji władz pogańskiego Rzymu.
    2. Starożytna monarchia rzymska oficjalnie popierało i narzucało swym poddanym kult bożków.
    3. W starożytnej monarchii rzymskiej nie tylko, że aborcja była legalna i bezkarna, to nawet nowo narodzone dziecię można było wydać na śmierć, jeśli tylko ojciec tak postanowił. W ogóle „Pater Familias” miał prawo zabić swe dziecko, kiedy chciał, niezależnie od jego wieku.
    4. Starożytna monarchia rzymska nie tylko przyzwalało na wiele z form niemoralności (nierząd, cudzołóstwo, homoseksualizm) ale nieraz je popierało i promowało (sakralna prostytucja, krwawe walki gladiatorów).
    5. Starożytne imperium rzymskie przez wiele wieków swego istnienia wyjmowało spod jakiekolwiek opieki prawnej ok. 30 procent swych mieszkańców będących niewolnikami (jeśli ich panowie sobie tego życzyli mogli być zabici, torturowani, okaleczeni, molestowani, zgwałceni, sprzedani do domu publicznego, rozdzieleni z rodziną, na starość zaś porzuceni na pastwę losu bez żadnej opieki etc). Dopiero na przełomie II i III wieku po Chrystusie, część z tych najbardziej drastycznych nieprawości została tam prawnie zakazana.

     

    Tymczasem we współczesnych demoliberalnych państwach:
    Ad. 1. Chrześcijaństwo jest legalne. Owszem coraz częściej chrześcijanie są poddawani pewnym represjom, ale są to prześladowania lekkie i bardzo umiarkowane w porównaniu z tym, co się działo w starożytnym imperium Rzymu. Może raz na 1-2 lata, jakiś chrześcijanin dostanie karę kilku m-cy więzienia (i to najczęściej w zawieszeniu) czy grzywny za krytykę sodomii, etc. Czasami komuś policja pogrozi palcem, powie, by więcej zbytnio nie krytykował homoseksualistów, gdyż może się to skończyć karą, itp.
    Ad . 2. Państwa demoliberalne jeśli coś narzucają to co najwyżej kult tolerancjonizmu. Ale jeszcze żaden chrześcijanin nie został zabity czy torturowany z tego powodu, że owego kultu nie zaakceptował. Nie zostanie komisarzem UE z powodu swego krytycznego podejścia do homoseksualizmu, trudno wszak zestawić w jednym rzędzie z byciem rozszarpywanym przez lwy na arenie.
    Ad. 3. Aborcja w państwach demoliberalnych jest legalna i bezkarna, ale w znacznie mniejszym zakresie niż miało to miejsce w pogańskim Rzymie. Najczęściej przerywanie ciąży jest bowiem legalne w pierwszym trymestrze ciąży (a nie do końca jej trwania), a w niektórych krajach jest ona ograniczana do wyjątków (tak jak ma to miejsce np. w Polsce, Irlandii, czy jeszcze do niedawna w Portugalii i Hiszpanii). Zabijanie nowo narodzonych dzieci wciąż jest nielegalne i karalne.
    Ad. 4. Państwa demoliberalne przyzwalają na wiele z nieprawości, a czasami nawet je promują (jak ma to miejsce w przypadku sodomii). Ale i w tym wypadku, trudno jest mówić, by działo się to w tak szerokim wymiarze jak w pogańskim Rzymie. Państwa demoliberalne mimo wszystko nie organizują dla swych obywateli krwawych walk na śmierć i życie.
    Ad. 5. W państwach demoliberalnych nie pozbawia się wszelkiej ochrony prawnej 30 procent mieszkańców. Nie można bezkarnie wydzielonej kategorii ludzi zabijać, bić, torturować, gwałcić, molestować, sprzedawać do lupanarów.

    Jak zatem widać, nawet prawdziwa monarchia potrafi być znacznie gorsza od demoliberalnych republik (vel „koronowanych republik”).

    Chrześcijańska demokracja?

    Nie od rzeczy będzie też przypomnienie, iż sojusz demokracji z liberalizmem i laicyzmem nie jest wcale historyczną prawidłowością i normą. Najstarsza, nowożytna demokracja jaką jest USA przez ogromną większość swego istnienia miała raczej charakter tradycyjnie chrześcijański niż laicki i konserwatywny aniżeli liberalny. Do dziś prezydenci tego kraju składają przysięgą na Biblię (podobnie jak świadkowie w sądzie), obrady tamtejszego parlamentu są rozpoczynane modlitwą, zaś przed budynkami sądów federalnych znajdują się tablice z treścią Dziesięciu Przykazań. A wspomnijmy, że w dawniejszych czasach, prezydent całego kraju potrafił ogłaszać dany rok „rokiem modlitwy”, a w wielu amerykańskich stanach ateiści nie mogli pełnić publicznych funkcji, w szkołach publicznych nie można było nauczać darwinowskiej ewolucji, lekcje zaczynały się modlitwą, a pijaństwo, pornografia, cudzołóstwo, homoseksualizm, aborcja i prostytucja stanowiły na mocy prawa przestępstwa.

    Istnienia nierozerwalnego związku demokracji z liberalizmem i laicyzmem trudno byłoby dowieść nawet na przykładzie nowożytnej Europy, gdzie z pewnością owe powiązania były i są znacznie bardziej widoczne niż na przykładzie USA. Pomijając konsekwentnie laicką republikę Francji, problem owego sojuszu w wyraźny sposób zaczął pojawiać się na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku.

    Oczywiście, demokracja (nawet ta nieliberalna i chrześcijańska) nie jest ustrojem doskonałym (tak jak idealnymi nie są ani monarchia ani dyktatura), gdyż w jej ramach rządzą niedoskonali ludzie. Z pewnością mogą istnieć i w rzeczywistości już istniały dobre i tradycyjnie chrześcijańskie republiki demokratyczne z jednej strony, tak jak istniały (i wciąż istnieją) złe, okrutne i niemoralne monarchie. Demokracja to tylko środek, a nie cel, dlatego nie należy jej ani demonizować, ani idealizować.

     

     

  2. Coś o Piłacie, Hitlerze, Nabuchodonozorze i zaborcach

    Leave a Comment

    W odniesieniu do  artykułu opublikowanego pt. „O tym, dlaczego zaborcy stanowili legalną władzę dla Polaków” pojawiło się kilka krytycznych głosów, do których chciałbym się niniejszym odnieść.

    Hitler legalnym władcą dla Polaków?

    A więc, tradycyjnie przy okazji podkreślania, w odniesieniu do naszego narodu i kraju, biblijnej prawdy o tym, że „każda władza pochodzi od Boga” odezwały się mniej lub bardziej ironiczne albo szydercze głosy w stylu, iż „w takim razie Polacy powinni poddać się też władzy Hitlera, który podbił i najechał nasz kraj„. Jest to jednak, wbrew pozorom dość słaba analogia z władzą zaborców nad Polską. Państwom zaborczym rządy nad naszym krajem zostały bowiem oficjalnie przekazane przez wcześniejszych władców Polski. W odniesieniu zaś do III Rzeszy, która najechała i podbiła Drugą Rzeczpospolitą nie tylko, że taka sytuacja nie miała miejsca, ale jeszcze zachowana została prawna sukcesja rządu w tym państwie wcześniej władającego, który to w żaden sposób nie zrzekł się  władzy nad Polską na rzecz Hitlera i jego namiestników. W czasie niemieckiej okupacji w l. 1939 – 1945 – w odróżnieniu od sytuacji mającej miejsce pod zaborami – ciągle istniał (tyle, że na emigracji) rząd II Rzeczpospolitej, który w dodatku miał na terenie Polski własne struktury wojskowe (Armia Krajowa), administracyjne i sądowe. Przynajmniej więc na płaszczyźnie stricte prawnej sytuacja Polski pod zaborami i pod hitlerowską okupacją różniła się diametralnie. Hitler owszem, przynajmniej do pewnego poziomu oraz etapu reprezentował legalną władzę, tyle, że dla Niemców (przez których został wybrany zgodnie z prawem i konstytucją), jednak Polacy ciągle mieli swego prezydenta, premiera i ministrów oraz ich reprezentantów pod okupacją.

    Nabuchodonozor legalnym władcą dla Żydów?

    Innym głosem krytycznym przeciwko uznaniu zaborców za legalną władzę dla Polaków było podkreślanie, iż – poza Austrią – rządy sprawowali tam niekatolicy, a wszak czy godzi się uznawać polityczną zwierzchność niekatolików nad katolikami? Ten argument jest jednak bardzo słaby z wielu względów. Ot, choćby nietrudno byłoby wskazać, iż Pan Bóg aprobował nie tylko władzę niekatolików nad katolikami, ale coś znacznie dalej idącego rządy pogan nad wybranym przez siebie ludem Izraela, a później też nad chrześcijanami. Dobrym przykładem tej pierwszej sytuacji jest choćby najazd i podbicie w niewolę Żydów przez pogańskiego króla Nabuchodonozora. W biblijnej księdze Jeremiasza jest napisane w sposób bardzo jasny, iż Bożym postanowieniem było, aby Żydzi w karze za swe grzechy poddali się władzy tego króla. Czytamy tam m.in:

    Teraz zaś dałem wszystkie te ziemie w ręce Nabuchodonozora, króla babilońskiego, mojego sługi; oddaję mu nawet zwierzęta polne, by mu służyły. (…) Naród i królestwo, które nie chciałyby służyć Nabuchodonozorowi, królowi babilońskiemu, i które nie poddałyby swego karku pod jarzmo króla babilońskiego, nawiedzę mieczem i zarazą – wyrocznia Pana – dopóki nie oddam ich w jego ręce. (…) Narodowi zaś, który podda swój kark pod jarzmo króla babilońskiego, by mu służyć, pozwolę spoczywać w swej ziemi – wyrocznia Pana – będzie ją uprawiał i w niej mieszkał».

    Do Sedecjasza, króla judzkiego, powiedziałem, zgodnie z tymi wszystkimi słowami: «Poddajcie swe karki pod jarzmo króla babilońskiego, służcie jemu i jego narodowi, a będziecie żyć. Dlaczego chcecie umrzeć, ty wraz ze swym narodem, od miecza, głodu i zarazy, jak to przepowiedział Pan o narodzie, który nie chciałby służyć królowi babilońskiemu?  Nie słuchajcie też słów proroków, mówiących do was: „Nie będziecie służyć królowi babilońskiemu”. Prorokują wam bowiem kłamstwo (Jeremiasz 27: 6, 8, 11 – 14).

    Warto dodać, iż jeden z biblijnych proroków, a mianowicie Daniel stał się nawet wysoko postawionym urzędnikiem na dworze pogańskiego króla Babilonii (co wielu patriotów i nacjonalistów mogłoby uznać za akt zdrady narodowej). Poza tym trudno, nie widzieć dość daleko idących analogii i podobieństw pomiędzy sytuacją Żydów w niewoli u Nabuchodonozora, a rozbiorami Polski. Tak bowiem jak Żydzi dostali się w tę niewolę w karze za popełniane przez siebie nieprawości, tak i upadek oraz rozbiory Polski poprzedzone były długim okresem narastania w naszym kraju różnych występków, wad i grzechów. By wspomnieć choćby o coraz bardziej uciążliwych i okrutnych formach pańszczyzny czy rozwijającej się się kulturze sarmackiej. co do której wielu aspektów można by zastosować biblijne ostrzeżenie o „ludziach mających pozór pobożności lecz wyrzekających się jej mocy” ( 2 Tymoteusz 3: 5)  – z jednej strony ostentacyjna nieraz wręcz religijność, z drugiej pielęgnowanie wielu grzechów, np. pijaństwa, pieniactwa, obżarstwa, pojedynków). I tak jak Żydzi, tak nasz naród został oddany pod panowanie władzy w dużej mierze sobie obcej. Istnieje jeszcze jedno podobieństwo – otóż, tak jak Żydzi po pobycie w niewoli babilońskiej nie wracali już później przynajmniej do jednego ze swych grzechów, a mianowicie bałwochwalstwa, tak Polakom rozbiory w pewnych ważnych aspektach wyszły na dobre, np. w czasie ich trwania zniesiona została pańszczyzna chłopów, ukrócono samowolę szlachty, a także ogólnie rzecz biorąc w życie naszego narodu wniesiono więcej poczucia porządku, społecznej dyscypliny, pracowitości i solidności.

    Prawdopodobnie więc rację mieli ci, z kościelnych kaznodziejów, którzy twierdzili, iż rozbiory były dla Polski i Polaków karą Bożą za ich grzechy. Najwidoczniej, tak nam, jak i Żydom potrzebne było takie skarcenie, byśmy mogli pewne rzeczy przemyśleć oraz do pewnych postaw dojrzeć.

    Innym z przykładów, kiedy to już chrześcijanie pokornie poddawali się pod władzę pogan były choćby pierwsze wieki po Chrystusie, kiedy to wyznawcy Pana Jezusa żyli w Imperium Rzymskim. Ich postawę w taki sposób charakteryzował ks. Piotr Skarga:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„.

    Z kolei  papież Leon XIII w encyklice „Diuturnum illud” w taki sposób chwalił nastawienie pierwszych chrześcijan:

    „Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„.

    Jedna z tradycyjnych reguł logiki i interpretacji mówi, iż „jeśli dozwolone jest coś większego, to tym bardziej dozwolone jest coś mniejszego„. A zatem jeżeli Żydzi i chrześcijanie mieli podporządkować się politycznej władzy sprawowanej przez pogan, to tym bardziej Polacy-katolicy powinni uznawać i respektować nad sobą rządy prawosławnych Rosjan i luterańskich Prusów (nie wspominając już o katolickiej Austrii).

    Poncjusz Piłat legalnym rządcą Izraela?

    Pojawił się też argument kwestionujący wysnutą przeze mnie tezę, jakoby Pan Jezus i Apostołowie uznawali władzę Imperium Rzymskiego nad Izraelem. Stwierdzono nawet, iż uzasadniając ten pogląd stosuję zasadę „Sola Scriptura” („Tylko Pismo”). Cóż, ów argument mych krytyków jest bardzo naciągany, gdyż ze swej strony mógłbym go łatwo odwrócić i powiedzieć, że ci, którzy kwestionują mój pogląd odwołują się do swej własnej prywatnej interpretacji Pisma świętego (albo może jej braku jakiejkolwiek wykładni w tej sprawie). Nawet, gdyby bowiem nie było jakiejś wykładni Ojców Kościoła czy Magisterium na ten temat (czego wcale nie jestem pewien), to nie ma też takowej interpretacji na rzecz przeciwnej memu poglądowi tezy. Poza tym, zasada „Sola Scriptura” oznacza, iż odrzuca się autorytatywną i wiążącą rolę Tradycji Apostolskiej oraz interpretacji dawanej przez Ojców i Urząd Nauczycielski Kościoła, a nie, że odnośnie jakiejś wypowiedzi Pisma świętego, w której być może takiej wykładni jest brak, stosuje się zasady logicznego myślenia.

    Ale przejdźmy do konkretnych fragmentów Biblii, które wydają się przemawiać za tym, iż rzeczywiście Zbawiciel uznawał władzę Imperium nad Żydami za legalną i wiążącą ich sumienia. Tak więc zapytany o to, czy należy płacić podatki cesarzowi, wskazując na monetę podatkową z wizerunkiem owego władcy odpowiedział: „Oddawajcie więc, co jest cesarskie cesarzowi, a co Bożego Bogu” (Mateusz 22, 21). Czy była to odpowiedź tylko „salonowa” albo „kurtuazyjna”? Nie sądzę, gdyż Chrystus wskazał w ten sposób na pewien moralny obowiązek, przez co też de facto uznał legalność rzymskiej władzy (to bowiem legalny rząd ma moralne prawo wymagać podatków od swych poddanych).

    Jeszcze bardziej zaś są wymowne słowa, jakie Pan Jezus rzekł do rzymskiego namiestnika na Palestyną, Poncjusza Piłata: „Nie miałbyś nade mną władzy, gdyby nie była ci ona dana z góry” (Jan 19, 10 – 11). Skoro, ta władza została dana mu „z góry” to znaczy, że pochodziła ona od samego Boga.

    Poza tym, pomijając już wszystkie inne, stwierdzenie, iż powyższe fragmenty prawdopodobnie oznaczają, że Jezus Chrystus uznawał władze Imperium Rzymskiego nad Palestyną za legalną, jest najprostszą i najbardziej logiczną ich interpretacją, za to kwestionowanie tego typu wniosków wymaga wielu skomplikowanych kombinacji myślowych, przez co zachodzi podejrzenie, iż mają one na celu przysłowiowe „odwracanie kota ogonem”.

    Odrzucić patriotyczne fetysze

    Kończąc pragnę przypomnieć coś, co już przy różnych okazjach pisałem. Takie rzeczy i wartości jak niepodległość, miłość do ojczyzny, narodowa tradycja są ważne, ale nie najważniejsze. Nie można czynić sobie z nich bożka czy fetysza, ale muszą być one podporządkowane wyższym od nich prawdom i zasadom. Gdybyśmy o tym pamiętali na co dzień, zapewne łatwiej byłoby nam Polakom przełknąć gorzką, ale tym nie mniej odżywczą pigułkę prawdy o tym, iż nasi zaborcy mogli być naszymi legalnymi władcami, a zabory mogły stanowić dla naszego kraju oczyszczającą karę Bożą.