Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: MMA

  1. Krwawe sporty a kryminalna przestępczość

    Możliwość komentowania Krwawe sporty a kryminalna przestępczość została wyłączona

    Większość spośród argumentów wysuwanych w obronie krwawych sportów jest łatwa do obalenia już na „pierwszy rzut oka”. Bo co np. za znaczenie ma argument, iż ludzie czynią to „w pełni dobrowolnie” (grać w filmach porno też można na tej zasadzie)? Czy też jaką wartość mają wybiegi typu: „Ranienie się w tych sportach jest tylko efektem ubocznym” (Czy śmierć, dajmy na to, zarżniętego przeze mnie kurczaka jest tylko efektem ubocznym tego, iż chciałem w ten sposób ugotować sobie rosół?).

    Obalałem wyżej wymienione i inne argumenty w obronie krwawych sportów wielokrotnie. Przyznam jednak, że do jednego z argumentów wysuwanych w ich obronie nie odnosiłem się zbyt często. Być może dlatego, że wydawał się mi on relatywnie dość mocny. To oczywiście nie znaczy, że wydawał on się mi na tyle silny, by móc zaburzyć generalną ocenę krwawych sportów. Co to, to nie. Jako jednak, że z jednej strony wydawał mi się on mocny, a z drugiej i tak nie wpływał na generalną ocenę wspomnianego zjawiska, nie chciałem się zbytnio nim zajmować. Tym razem jednak zamierzam to uczynić.

    Chodzi mianowicie o tezę mówiącą, że „wielu młodych ludzi” wskutek zaangażowania się w uprawianie krwawych sportów odciąganych jest od podejrzanych klimatów ulicznych (przestępczość, handel narkotykami, używki), ucząc się w ten sposób samodyscypliny, kanalizując nadmiar energii na bardziej konstruktywne cele, etc.

    Cóż, można na to odpowiedzieć?

    Po pierwsze: przejście od np. ślepej ulicznej przemocy do uprawiania krwawych komercyjnych i publicznych walk na ringu, w klatce czy oktagonie, jest może dla wielu ludzi jakimś krokiem w dobrym kierunku, ale i tak nie stanowi przejścia od pełnienia zła do pełnienia cnót. W takim wypadku mamy przejście od większego zła do mniejszego zła. Na jakimś poziomie można się nawet z tego cieszyć, ale nie należy tego pochwalać ani do tego aktywnie zachęcać. Coś takiego można porównać do sytuacji polegającej na tym, że jakiś dotychczas bardzo rozwiąźle żyjący mężczyzna (czyli praktykujący mniej lub bardziej przypadkowy seks) postanawia zaangażować się w stałą, acz niemałżeńską relację seksualną z kobietą, w ramach to której będzie on okazywał jej wierność, szacunek i troskę. Czy taką przemianę można będzie nazwać „dużym krokiem w dobrym kierunku”? Myślę, że tak. Jednakże i tak nie będzie to jeszcze w tej sferze przejście od pełnienia zła do praktykowania cnót. Inną sprawą jest to, że na płaszczyźnie indywidualnego poradnictwa i prowadzenia takich ludzi (np. w ramach spowiedzi) można nawet zastanawiać się, czy nie będzie roztropne tymczasowe zaniechanie upominania takowych za to, że jeszcze nie porzuciły takiego zła na 100 procent. Jak wszak w swej 19-wiecznej „Teologii moralnej dla plebanów i spowiedników” pisał kardynał Thomas Marie Joseph Gousset:

    Lecz, nie bacząc na przypadki, o którycheśmy wspomnieli, czy godzi się penitenta wywodzić z dobrej wiary, gdy błąd jego jest niepokonalny, jeżeli zwłaszcza nie ma nadziei, aby usłuchał rady mu danej; jeżeli się przewiduje, jeżeli wnosi się rozsądnie, że te rady będą dlań więcej szkodliwe niż pożyteczne? Nie można, według zdania, jakiego się trzymali po większej części teologowie, a w szczególności św. Alfons de Liguori. „Zdanie pospolite i prawdziwe naucza, mówi ten sławny nauczyciel, że jeżeli penitent jest w nieświadomości niepokonalnej, czy to świecki czy duchowny, a nie ma nadziei dobrego skutku, owszem roztropnie wnosić można, że upomnienie więcej zaszkodzi niż pomoże, wtenczas spowiednik może i powinien je opuścić, zostawiając penitenta w jego dobrej wierze”(Cytat za: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników”, Warszawa 1858, s. 31.)

    Po drugie: czy na pewno wiemy, ilu ludzi porzuca kryminalny czy patologiczny tryb życia na rzecz uprawiania krwawych sportów, a ilu równolegle praktykuje obie ścieżki życia? A gdyby miało się okazać, że tak naprawdę większa część z takich osób i tak popełnia przestępstwa albo popada w jakieś nałogi? Wszak o nazwiska znanych pięściarzy czy zawodników MMA i Gromda, którzy również w czasie trwania swych sportowych karier mieli problemy z prawem (albo też są o to mocno podejrzewani) nie trudno, np. Dawid Kostecki, Krystian Kuźma, Michał Materla, Mamed Khalidow, Avantdil Khurtsidze, Mike Tyson. Do tego punktu można jeszcze dodać to, iż ci mężczyźni, którym nie udaje się osiągać wielkich sukcesów w owych sportach (a takich jest przecież większość), często są angażowani przez gangsterów do roli ich współpracowników (jako ochroniarze, osoby wymuszające haracze, etc.).

    Po trzecie: wpływ krwawych walk na ogół społeczeństwa jest jeszcze w dużej mierze nieznany i niezbadany. Nie wiemy więc, czy np. na jednego – w pewnym sensie pozytywnie – zmienionego pięściarza nie przypada, dajmy na to, dwóch czy trzech mężczyzn, którzy wskutek oglądania takich widowisk stali się bardziej agresywni, impulsywni, brutalni. A gdyby ta moja nieśmiale zarysowana hipoteza miała się okazać prawdą, to wówczas nawet patrząc na ten problem czysto utylitarystycznie to gra okazałaby się niewarta świeczki. Kilka tysięcy młodych ludzi może by wyszło wszak na „prostą”, ale więcej byłoby przez nich zdeprawowanych.

    Po czwarte: warto zastanowić się, dlaczego świat przestępczy tak bardzo lgnie do krwawych sportów? Wszak gangsterzy, mafiosi i alfonsi często obstawiają walki, siadają w pierwszych rzędach przy ringach i klatkach, a także kumplują się ze znanymi pięściarzami i zawodnikami MMA. Czy równie często jednak tego typu persony można zobaczyć na festiwalach pieczenia ciast, koncertach muzyki klasycznej albo pokazach latania motolotni?

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Dlaczego zawodowy boks i MMA są niemoralne?

    Prosty powód dla którego komercyjne i publiczne walko bokserskie są grzeszne

    Św. Almachiusz: człowiek, który zmienił starożytną kulturę

    O boksie zawodowym (i innych krwawych sportach)

  2. Św. Almachiusz: człowiek, który zmienił starożytną kulturę

    Leave a Comment

    Wielu spośród Świętych Pańskich jest mniej lub bardziej znanych (choć i tak często niesłuchanych i nienaśladowanych). Proste przykłady takich znanych Świętych to choćby: Pio z Pietrelciny, Faustyna Kowalska, Franciszek z Asyżu. Istnieją jednak też prawie nieznani Święci, jak np. św. Almachiusz (nazywany też Telemachiuszem). W przypadku św. Almachiusza fakt, iż do dziś pozostaje on zapomnianym świętym wydaje się jawić wręcz jako historyczna niesprawiedliwość, jeśli zważy się na to, jak istotny wpływ wywarł przykład jego życia na naszą kulturę.

     

    Jak wszyscy wiemy, w starożytnym pogańskim imperium Rzymu przez całe wieki popularną rozrywkę stanowiły walki gladiatorów. Co prawda, pierwszy pro-chrześcijański cesarz rzymski, Konstantyn Wielki w roku 326 ne. ich zakazał, ale owe odbywały się jeszcze długi czas, po tym jak zostały prawnie zabronione. Pod wpływem Kościoła i chrześcijaństwa zasięg owej rozrywki ulegał stopniowemu ograniczeniu, jednak duża część społeczeństwa wciąż była spragniona tego krwawego widowiska. Jednym z silniejszych bodźców, które sprawiły, iż walki gladiatorów na trwałe zniknęły z naszej kultury i historii była właśnie postawa wspomnianego wyżej świętego Almachiusza. Człowiek ten był pustelnikiem, który jednak w 391 (lub 404) roku naszej ery przywędrował do Rzymu. Opatrzność sprawiła, iż w czasie  swej wędrówki Almachiusz był akurat świadkiem rozgrywających się na arenie walk gladiatorów. Wzburzony tym widokiem święty wbiegł na scenę, gdzie odbywała się ta krwawa impreza, próbując przeszkodzić gladiatorom w ich specyficznej pracy polegającej na wzajemnym biciu, a czasami nawet zabijaniu się. Wedle jednej z dwóch wersji tego co działo się potem, Almachiusz został zamordowany przez tłum, który rozwścieczony był tym, iż ktoś przeszkadza im w napawaniu się ich ulubioną rozrywką. Odwaga Almachiusza nie poszła jednak na marne. Krótko po jego męczeńskiej śmierci walki gladiatorów całkowicie ustały w mieście Rzymie, zaś w 440 roku naszej ery przestały być organizowane w jakiejkolwiek części rzymskiego Imperium. I tak przez prawie 16 wieków, aż do dziś dnia owa rozrywka nigdy już nie powróciła. A wszystko to za sprawą nieznanego i skromnego pustelnika o imieniu Almachiusz.

     

    Choć walki gladiatorów przynajmniej w swej pełnej brutalnej oraz krwawej krasie istotnie nigdy nie powróciły do naszej kultury, nie znaczy to, że dziś nie potrzebujemy chrześcijan w rodzaju św. Almachiusza. Od dłuższego czasu popularnością cieszą się wszak sporty, które można by nazwać gladiatorstwem w wersji soft. A więc nie leje się w nich tyle krwi i nie pada w nich tyle trupów co na rzymskich arenach, jednak podobnie jak w przypadku walk gladiatorów chodzi w nich o czynienie z przemocy i brutalności rozrywki dla publiczności. Chodzi mi oczywiście o boks zawodowy i MMA. Czy znajdą się więc nowi Almachiusze, którzy położą kres tym co prawda złagodzonym, ale jednak wciąż krwawym rozrywkom?

     

  3. O czym ks. Jacek Międlar nie wspomniał w swym kazaniu?

    Leave a Comment

    W różnego rodzaju mediach nie milkną echa obchodów 82 rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego (w skrócie ONR), które w tym roku odbyły się w Białymstoku, a jednym z ich elementów była odprawiona przy tej okazji w jednej z tamtejszych katedr  przez x. Jacka Międlara Msza św. Nie byłoby oczywiście w tym nic dziwnego, iż katolicki ksiądz sprawuje w kościele Mszę i głosi przy tej okazji kazanie, gdyby nie fakt, iż wnętrze owego kościoła przypominało halę jakiegoś politycznego zlotu, a wygłaszane przez ks. Międlara słowa brzmiały niczym przemówienie na partyjnym wiecu. Kazanie x. Jacka było splotem twierdzeń na ogólnym poziomie słusznych, ze sformułowaniami mocno przesadzonymi, fantazyjnymi, megalomańskimi, a także mającymi charakter czystej agitacji politycznej. Do tego ostatniego rodzaju stwierdzeń należy zaliczyć nawiązania do przedwojennej historii ONR, które były utrzymane w tonie samych pochwał i superlatyw. Warto więc przypomnieć kilka faktów na temat tego ruchu, o których ksiądz Jacek Międlar nie raczył wspomnieć.

    ONR dawniej

    1. Środowiska ONR-u postulowały pozbawienie wszelkich praw obywatelskich, a także własności prywatnej (i to bez odszkodowania) wszystkich mieszkających w Polsce Żydów, a następnie ich wyrzucenie z naszego kraju. Represje te miały tyczyć się wszystkich Żydów niezależnie od tego, czy byli oni wyznawcami judaizmu, ateizmu, agnostycyzmu czy może chrześcijaństwa. Aktywiści tego ruchu twierdzili wyraźnie, iż bycie przez Żyda wyznawcą religii chrześcijańskiej, nie może zmieniać przewidywanego dla nich w przyszłości losu oraz, że nie uznają oni podziału Żydów na „uczciwych i nieuczciwych”. Niektórzy zaś z publicystów ONR-u posuwali się nawet do twierdzeń, iż wobec Żydów należałoby zastosować „metody tureckie” (chodziło o masowe mordy, jakie na początku XX wieku zostały dokonane przez Turków na Ormianach).

    2. Aktywiści jednego z dwóch odłamów pierwotnego ONR, a mianowicie RNR-Falanga dokonywali licznych krwawych napaści na innych obywateli Rzeczypospolitej (głównie Żydów i lewicowców), zaś ONR-owska prasa zwykle pisała o tych czynach w duchu przyzwolenia i aprobaty.

    3. ONR charakteryzował się pogardą dla istniejącego w Polsce porządku i prawa, o czym świadczą wspomniane wyżej akty samosądów, a także sam fakt, iż pomimo rozwiązania tej organizacji przez władze naszego kraju, działała ona nadal nielegalnie w swych zmutowanych formach.

    Oczywiście, ONR gorliwie powoływała się w swym programie i deklaracjach na Boga, katolicyzm i chrześcijaństwo, ale czy to coś zmienia w ocenie powyższych aspektów doktryny i praktyki tej organizacji. Ktoś kto jest pijakiem też może mówić, iż wierzy w Boga, chodzić codziennie do kościoła, etc., ale przecież to nie zmieni tego, iż czynione przez niego pijaństwo wciąż jest grzechem, nie podoba się Bogu i nie jest zgodne z nauczaniem katolickim.

    ONR dziś

    Reaktywowany po upadku PRL-u Obóz Narodowo-Radykalny choć już nie eksponuje w swej działalności tak skrajnego antysemityzmu, to jednak nigdy nie zdystansował się od takowego, głoszonego przez jego ideowych ojców. Nigdy liderzy ONR-u nie powiedzieli czegoś w stylu: „To było złe. Szanujemy i pragniemy kontynuować wiele z przedwojennego dziedzictwa, ale nie uważamy, że wszystko w nim było godne pochwały„. Jeśli już to, z ich ust można było słyszeń relatywizujące stwierdzenia w stylu: „Dziś problem żydowski nie jest aktualny tak jak kiedyś, ale w latach 30-tych to była wielka bolączka, stąd też radykalne przekonania i działania naszych poprzedników w tej kwestii„.

    Ks. Międlar nie wspomniał też w swym kazaniu o kilku bardziej wątpliwych aspektach dzisiejszego ONR, a więc np.:

    1. Promowaniu przez związane z tą organizacją portale komercyjnych pokazów krwawych sportów w rodzaju boksu zawodowego i MMA.

    2. Akcjach propagandowych czynionych pod oficjalnym szyldem ONR, a pochwalających zbrodniczy czyn Eligiusza Niewiadomskiego, mordercy pierwszego prezydenta II Rzeczypospolitej Polskiej.

    3. Propagowaniu przez te ugrupowanie prymitywnej i wulgarnej retoryki antyimigranckiej – na stronach związanych z ONR publikuje się nawet piosenki, w których nazywa się imigrantów „ciapatymi śmieciami”, „brudasami”, itp.

    4. Promuje się ewidentnie bezwstydny i nieskromny styl ubierania się kobiet. Przykładowo, na głównej stronie internetowej ONR w galerii pokazane jest zdjęcie pokazujące młodą dziewczyną w obcisłej i krótkiej, znacznie powyżej kolan spódniczce, zaś na jednym z Marszów Niepodległości wieniec w imieniu tej organizacji niosły podobnie odziane niewiasty.

    5. Promowanie kultu tzw. Żołnierzy Wyklętych, a więc ludzi, którzy bez upoważnienia jakiejkolwiek legalnej władzy postanowili zabijać i ranić swych bliźnich.

     

    Czy zatem x. Jacek Międlar został słusznie ukarany przez władze kościelne? Oczywiście, że tak. Albowiem bezkrytyczne wspieranie i chwalenie ruchu politycznego, który miał i ma tyle – delikatnie mówiąc – wątpliwych aspektów – zasługuje bowiem na karę. A robienie z przestrzeni stricte sakralnej wiecu dla takiej organizacji tym bardziej wzmacnia słuszność sankcji wobec x. Międlara. I mało ważne jest, czy aby na pewno, polscy hierarchowie równie gorliwie zwalczają wypaczenia i nadużycia z „lewej strony” duchowieństwa. Ewentualny brak kar dla wypaczeń jednych nie usprawiedliwia wypaczeń innych. Poza tym teza, jakoby biskupi w Polsce byli bardziej surowi dla księży o konserwatywnych i prawicowych inklinacjach, zważywszy na to, iż do tej pory częściej i dotkliwiej byli karani duchowni znani raczej z innego rodzaju tendencji (ks. Lemański, ks. Adam Boniecki).