Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Mądrość Syracha

  1. Politeizm i bałwochwalstwo powinny być kryminalizowane

    Możliwość komentowania Politeizm i bałwochwalstwo powinny być kryminalizowane została wyłączona

    Sobór Watykański II w chyba swym najbardziej kontrowersyjnym dokumencie “Dignitatis humanae” nauczał, iż ludzie mają naturalne prawo do bezkarności ze strony władz cywilnych w sferze religijnej (tak prywatnej, jak i publicznej), nawet gdy błądzą oni w tym zakresie i nie realizują moralnego obowiązku szukania Prawdy. Oczywiście, tenże sobór nie głosił przy tym, iż owo prawo do tak rozumianej wolności religijnej winno mieć charakter absolutny i nieograniczony. Jednym z ograniczeń dla owej wolności, o którym wspomina Sobór Watykański II, jest zachowywanie “sprawiedliwego ładu publicznego” (patrz: Dignitatis humanae”, n. 2). Innymi ze słusznych ograniczeń “prawa do wolności religijnej”, o których uczy deklaracja “Dignitatis humanae”, są: “normy prawne dostosowane do obiektywnego porządku moralnego”; “należyte strzeżenie moralności publicznej” (tamże: n. 7).

    O tym podobnych słusznych i sprawiedliwych ograniczeniach wolności religijnej wspomina też Katechizm Jana Pawła II w swym 2109 punkcie:


    Prawo do wolności religijnej nie może być w sobie ani nieograniczone (Por. Pius VI, breve Quod aliquantum), ani ograniczone tylko przez “porządek publiczny” pojmowany w sposób pozytywistyczny lub naturalistyczny (Por. Pius IX, enc. Quanta cura). Przynależny mu “słuszny zakres” powinna dla każdej sytuacji społecznej określać roztropność polityczna zgodnie z wymaganiami dobra wspólnego, a władza cywilna powinna go zatwierdzać według “norm prawnych dostosowanych do obiektywnego porządku moralnego” (Por. Sobór Watykański II, dekl. Dignitatis humanae, 7).

    W miarę oczywiste dla zdroworozsądkowo myślącego człowieka jest to, iż wolność religijna powinna być ograniczana w przypadku, gdy wykorzystywana jest ona np. do mordowania niewinnych, okradania czy gwałcenia swych bliźnich – z tym zgodzą się również liberałowie i libertarianie. Soborowa i posoborowa doktryna wydaje się jednak sugerować dalej idące – niż ochrona wolności poszczególnych jednostek – ograniczenia wolności religijnej, gdyż mówi ona o tym, że takowa musi być regulowana w sposób dostosowany do obiektywnego porządku moralnego, zaś porządek publiczny ją temperujący nie może być rozumiany na sposób pozytywistyczny i naturalistyczny. Można więc słusznie pytać, co w praktyce mogą oznaczać – owe aprobowane przez Sobór Watykański II i Katechizm Jana Pawła II sprawiedliwe ograniczenia wolności religijnej? Czy pewne formy religijności i duchowości na podstawie samych swych założeń nie powinny być przedmiotem ograniczeń, a nawet prawnych zakazów – nawet jeśli uznaje się za słuszny postulowany przez aktualne nauczanie Kościoła szeroki zakres wolności religijnej? W tym artykule zamierzam pokazać argumenty przemawiające za tym, iż wierzenia oraz kulty o charakterze politeistycznym (wiara w istnienie wielu bogów) i/lub bałwochwalczym (oddawanie boskiej czci martwym przedmiotom, zwierzętom, siłom natury lub ludziom) mogą być przedmiotem słusznym represji ze strony władz cywilnych i to nawet przy założeniu, iż deklaracja Soboru Watykańskiego II “Dignitatis humanae” jest w całej swej rozciągłości prawowierna oraz pozbawiona doktrynalnych błędów.

    ***

    Po pierwsze zatem zauważmy, iż gdy mowa jest o “obiektywnym porządku moralnym” to jego najbardziej oczywistym przejawem są normy Prawa Naturalnego. Te normy zaś są wypisane w sercach i rozumach wszystkich ludzi i nawet nie musiałyby być przedmiotem pouczeń ze strony zewnętrznego Boskiego Objawienia. Każdy człowiek wszak w swym sercu i rozumie rozpoznaje takie zasady moralne jak to, iż złe są kradzież, kłamstwo, zabijanie niewinnych, cudzołożenie albo zoofilia. Taka jest po prostu naturalna – wlana nam ludziom – przez Boga wiedza. I pewne, najbardziej podstawowe prawdy o charakterze religijnym zostały przez Boga zapisane w ludzkich sercach i rozumach. Do tychże poznawanych w sposób naturalny i rozumowy religijnych prawd należą zaś właśnie te, które sprzeciwiają się politeizmowi oraz bałwochwalstwu – a więc to, iż istnieje jeden Bóg i Stwórca, oraz że temu jedynemu Bogu i Stwórcy należy się najwyższa cześć. O tej naturalnej dla ludzi wiedzy pisał choćby św. Paweł Apostoł:

    To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy (Rzymian 1: 19-20).

    Idąc za tym apostolskim nauczaniem Sobór Watykański I w rozdziale 2 Konstytucji “Dei filius” nauczał na ów temat:

    Ta sama święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że Boga, początek i cel wszystkich rzeczy, na pewno można poznać z rzeczy stworzonych naturalnym światłem rozumu ludzkiego, „albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (por. Rzymian 1, 20).

    Skoro zatem wiedza o istnieniu jednego Boga jest naturalna, to jej zaprzeczanie (np. w postaci wiary w istnienie wielu bogów) jest sprzeczne z Prawem Naturalnym na tej samej zasadzie co zabijanie niewinnych, kłamstwo, cudzołożenie, oszustwo albo kradzież. Politeizm nie stanowi zatem występku w rodzaju herezji, która to polega na zaprzeczaniu niektórych prawd pochodzących z zewnętrznego Boskiego Objawienia (nikt wszak nie rodzi się z wiedzą np. o Prymacie Piotrowym, Rzeczywistej Obecności Jezusa w Eucharystii albo wieczystym dziewictwie Maryi Panny). O ile więc herezja też wiąże się z pewnego rodzaju niemoralnością, o tyle jej wyznawanie nie jest sprzeczne z naturalnym prawem moralnym. Politeizm oraz bałwochwalstwo jako takie i same w sobie nie zgadzają się z naturalną moralnością, z czego logicznym wnioskiem jest to, iż władze cywilne mają moralne prawo je ograniczać, zakazywać i represjonować na podobnych zasadach jak karze i zabrania się kradzieży, morderstwa, oszustwa, zoofilii i – niestety coraz rzadziej – cudzołóstwa oraz sodomii.

    Warto w tym miejscu zresztą zacytować uważanego przez niektórych za “prekursora wolności religijnej” Pawła Włodkowica, który choć bronił pewnych naturalnych swobód przysługujących również niechrześcijanom, to jednocześnie pisał na temat pogan:

    (…) “papież nie może ich karać, jeżeli nie grzeszą przeciw prawu naturalnemu, za przykładem Pana karzącego Sodomę i Gomorę, co omawia Innocenty i ogólnie uczeni (w c. 8 X Quod super hijs, 3, 34) i tam wyliczone są pewne wypadki, w których są przez papieża godziwie karani, mianowicie jeśli zajmują ziemie chrześcijan, jeśli przeszkadzają chrześcijanom w czczeniu prawdziwego Boga albo uciskają ich, jeśli nie dopuszczają kaznodziejów Ewangelii, albo jeśli między sobą nie pozwalają chrześcijanom żyć w spokoju, jeśli czczą bałwany, gdyż naturalne jest czcić jedynego Boga, Stworzyciela wszystkich, nie stworzenia” (patrz: Ludwik Ehrlich, “Pisma Wybrane Pawła Włodkowica”, Tom II, Instytut Wydawniczy PAX, 1966, s. 226-227. Podkreślenia moje – MS).

    Nie od rzeczy będzie też wspomnieć o tym, iż papież św. Grzegorz I Wielki, choć bronił dość daleko posuniętej swobody dla wyznawców judaizmu, to zarazem optował nawet za pośrednim przymuszaniem pogan do przyjęcia religii chrześcijańskiej. W jednym ze swych listów pisał on wszak:

    Do tego dochodzi inna jeszcze sprawa, nader smutna. Oto przez niedbałość, Czcigodny Bracie, dopuściłeś do tego, że wieśniacy, jakich ma kościół, dotychczas trwają w niewierności. I po cóż będę was zachęcał, byście obcych pociągali do Boga, skoro nie dbacie o to, by swoich odciągać od niedowiarstwa? Przeto musicie wszelkimi sposobami czuwać nad ich nawróceniem. Albowiem surowo będę karać tego biskupa na wyspie Sardynii u którego znajdę wieśniaka poganina. Jeśliby się znalazł wieśniak tak wiarołomny i uparty, że nie będzie chciał przyjść do Boga, należy go obłożyć tak wielką opłatą, aby przez jej ściąganie za karę zmuszony był wejść na prawą drogę” (List do Januariusza, biskupa miasta Calaris. Podkreślenie moje – MS).

    ***

    Po drugie: w Starym Testamencie Bóg niejednokrotnie nakazał sprawującym władzę karać właśnie grzechy politeizmu i bałwochwalstwa. Stwórca nakazywał zatem Żydom przykładowo: spalenie ogniem posągów bożków (Powtórzonego Prawa 7: 25-26); spustoszenie “świętych” gajów (Liczb 33: 51 – 52); zburzenie bałwochwalczych ołtarzy, potłuczenie pogańskich pomników, spalenie “świętych” drzew (Powtórzonego Prawa 12: 2- 3). Izraelscy zaś królowie, którzy w praktyce realizowali owe Boże nakazy, są przez autorów Pisma świętego nazywani tymi którzy “czynili to co prawe w oczach Pana” (np. Asa, Jozjasz).

    Fakty te są bardzo znamienne, gdyż mimo tego, że starotestamentowe prawa cywilne i karne nie obowiązują w sensie ścisłym chrześcijańskich władców, to już sam fakt istnienia w ich ramach Bożych nakazów represjonowania politeistów i bałwochwalców wskazuje na to, iż takie represje nie mogły być wewnętrznie złe, a co za tym idzie prawo do wolności religijnej nie może przysługiwać zwolennikom tego rodzaju błędów. Gdyby tak wszak miało być, to sam Bóg nakazywałby coś per se złego i niegodziwego, a to z jest z natury swej niemożliwe. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syrach 15: 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

    Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

    ***

    Trzecim powodem dla którego należy uznać represjonowanie bałwochwalstwa i politeizmu za słuszne ograniczenie wolności religijnej jest to, iż sam Bóg swymi cudami potwierdzał słuszność np. niszczenia pogańskich bożków. Widać to na przykładzie św. Marcina z Tours, w którego żywocie czytamy o następującym zdarzeniu:

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie (Patrz: Sulpicjusz Sewer, “Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi“, Tyniec, s. 75 – 76; 79).

    W tej historii widzimy więc, iż Bóg w cudowny sposób ochraniał św. Marcina z Tours, gdy ten burzył pogańskie bałwany. Bóg jako będący samą Prawdą i Świętością nie mógłby jednak poświadczać swymi cudami działań będących wewnętrznie złymi. Wniosek jaki zatem płynie z tej historii jest taki, że represjonowanie politeizmu i bałwochwalstwa może być słuszne, godziwe oraz sprawiedliwe.

    ***
    Czwartą przesłanką pozwalającą przypuszczać, że ograniczenia oraz zakazy wymierzone w politeistów i bałwochwalców mogą mieścić się w soborowej doktrynie o prawie do wolności religijnej, jest fakt, iż pogaństwo bardzo często prowadzi do przeróżnych wynaturzeń w tych moralnych relacjach, które tyczą się relacji międzyludzkich. Jeśli spojrzymy na samą treść politeistycznych wierzeń, to stanowią one najczęściej wielką lekcję perwersji, zboczeń i innych wynaturzeń. Opowieści o pogańskich bogach obfitują wszak o tym, jak te czy inne bóstwo cudzołożyło, mordowało, gwałciło, uprawiało seks ze zwierzętami, dokonywało aktów masturbacji, itp. Trudno się zatem dziwić, że nasiąknięci tym podobnymi chorymi fantazjami poganie naśladowali później swych bogów poprzez takie społeczne praktyki jak: składanie ofiar z ludzi, rytualna prostytucja, sakralne orgie, kanibalizm, wyrafinowanie tortury, krwawe walki gladiatorów, aborcje, sodomia czy gwałty. Można powiedzieć, iż politeistyczne i bałwochwalcze wierzenia są zarazem i w wielkiej mierze tradycyjną szkołą niemoralności oraz wynaturzeń, których upowszechnianie stwarza poważne ryzyko dla sprawiedliwego funkcjonowania ładu społecznego.

    ***

    Wszystko co powyżej piszę nie oznacza oczywiście, iż prawne zakazywanie oraz karanie politeizmu i bałwochwalstwa jest w każdych okolicznościach najlepszym rozwiązaniem. Rzecz jasna, niejednokrotnie lepsza może być – tradycyjnie rozumiana – tolerancja dla tych pogańskich wierzeń oraz praktyk. Tym nie mniej nie można powiedzieć, by władze cywilne nie miały moralnego prawa do ich represjonowania i że sam taki pomysł jest sprzeczny z nauczaniem Soboru Watykańskiego o prawie do wolności religijnej.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O niszczeniu pogańskich bożków

    Czy mamo prawo niszczyć (cudze) bożki, pornografię, okultystyczne przedmioty, itp?

    Czy dobrze jest niszczyć pomniki pogaństwa?

    Obrazek wykorzystany został w tekście za stroną internetową:

    https://www.lotussculpture.com/hindu-god-statues.html

  2. “Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności”

    Leave a Comment

    Prawdopodobnie, wszyscy bardziej świadomi chrześcijanie znają słowa Pana Jezusa przestrzegające przed pożądliwym patrzeniem na kobietę jako czymś co jest grzechem cudzołóstwa w sercu (Mt 5, 28). Najpewniej też znaczna część bardziej pobożnych chrześcijan akceptuje te słowa, co prawda jako trudne, lecz słuszne napiętnowanie tych nieczystych myśli, które są świadome oraz dobrowolne. W Biblii znajdują się jednak jeszcze trudniejsze i dalej idące w tej kwestii napomnienia, których, jak się zdaje,  wielu chrześcijan nie zna i nie akceptuje. Chodzi mi w tym miejscu głównie o następującą wypowiedź ze starotestamentowej księgi “Mądrość Syracha”:

    Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie poniósł kar z jej powodu (…) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień” (Syr 9: 5, 8).

    W podobnym duchu utrzymany jest zresztą inny fragment Pisma św., a mianowicie wyznanie św. Hioba, który mówi:

    “Zawarłem z oczami przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę” (Hi 31, 1).

    Dodajmy w tym miejscu tylko, iż św. Hiob jest w Biblii pozytywnym bohaterem więc powyższe jego słowa mogą być śmiało traktowane jako dobry przykład do naśladowania, a nie jako grzech, wypaczenie czy też skrupulancka przesada.

     

    Istnieje jednak problem z powyższymi biblijnymi radami i przestrogami. Przestrzegają one bowiem nie tylko przed pożądliwymi myślami czy spojrzeniami, ale odradzają one nawet tych spojrzeń, z którymi nie wiążą się jasne seksualne intencje. Czyż praktyczna ich realizacja nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby chodzić z zamkniętymi oczami po ulicach miast? A co z młodymi mężczyznami, którzy chcą poznać kandydatki na swe przyszłe żony, skoro nie mogliby oni nawet niepożądliwie na nie patrzeć? A może powyższe biblijne rady tak naprawdę są tylko częścią tych starotestamentowych zasad, które nie obowiązują już chrześcijan? Wreszcie, czy takie rady nie sprowadzają mężczyzn do rzędu jakichś bezrozumnych zwierząt, których bardzo łatwo jest pobudzić i skusić do seksualnych grzechów?

     

    Zacznijmy od tego, iż nic nie wskazuje na to, by rada z 9 rozdziału Mądrości Syracha oraz przykład życia św. Hioba stanowiły ten element Starego Testamentu, który nie obowiązuje już chrześcijan. Owszem niektóre z praw, przykazań i przepisów Prawa Mojżeszowego nie wiążą w sumieniu uczniów Jezusa i chodzi o te z nich, które miały charakter ceremonialno-obrzędowy bądź karno-cywilny. Jednak omawiane starotestamentowe fragmenty odnoszą się bezpośrednio do moralności, a nie spraw obrzędowych czy tego w jaki sposób rządzący państwem powinni karać poszczególne grzechy. Są to więc wskazówki o charakterze moralnym i obyczajowym, a te mimo, że zawarte w Starym Testamencie są w ścisły sposób skierowane również do chrześcijan. Poza tym, gwoli ścisłości, to sam św. Hiob nie był Żydem związanym Prawem Mojżeszowym, więc to co czytamy o nim w Piśmie świętym, nie musi łączyć się z karno-cywilnymi i obrzędowymi elementami Starego Zakonu.

    Silnym argumentem przeciwko traktowaniu zasady unikania przyglądania się pięknym niewiastom jest też fakt, iż aprobatywne jej powtórzenia, a także praktyczne zastosowania, znajdujemy w nauczaniu Ojców Kościoła i przykładzie życia jacy dali nam Święci, którzy żyli już wszak w czasach Nowego Testamentu. Papież św. Grzegorz Wielki tak wszak komentował słowa z księgi Hioba 31, 1:

    Nie godzi się spoglądać na to, czego pożądać nie wolno. Bo jeśli będziesz na to spoglądał, to oko cię za sobą pociągnie i serce twe złupi. Dlatego też Hiob bardzo dobrze się pod tym względem uzbroił (…) Dlaczego? Bo Hiob bardzo dobrze wiedział, że przez oczy wchodzą złe myśli do serca, i że strzegąc oczu, drzwi zmysłów, ustrzeże zarazem i serce, i rozum” [1].

    Z kolei, św. Jan Chryzostom odnośnie postawy Hioba nauczał:

    “Któż się nie zdziwi, widząc, że ten wielki mąż, który się przeciwstawił szatanowi, odważnie z nim walczył i wszystkie jego podstępy i napady odparł, nie śmie spojrzeć na pannę? (…) Czyni tak, abyśmy poznali, jak potrzebna jest nam ostrożność w tych rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak doskonali byli”[2].

    Doktor Kościoła, św. Alfons Maria Liguori uczy z kolei:

    Czy jest grzechem poglądać na kobiety? Tak, przyjacielu, gdy niewiasty są młode, poglądać na nie jest przynajmniej grzechem powszednim; a gdy spojrzenia się powtarzają, wtedy jest nawet niebezpieczeństwem grzechu śmiertelnego” [3].

    W objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy zaś o następującej zdarzeniu, jakie miało mieć miejsce podczas posługi Pana Jezusa:

    Najpierw Jezus mówił ogólnie o obowiązkach stanu małżeńskiego, a szczególnie żon; zalecał im, by tylko mężowi patrzyły śmiało w oczy, a przed każdym innym spuszczały wzrok” [4].

    Co prawda, ostatnia z cytowanych wypowiedzi nie odnosi się bezpośrednio do kwestii patrzenia mężczyzn na niewiasty, ale poniekąd pokazując “drugą stronę medalu” sugerują też słuszność omawianej zasady.

     

    Warto też zauważyć, iż w historii życia różnych Świętych Pańskich odnaleźć możemy praktyczne stosowanie nauczania z “Mądrości Syracha” i “Księgi Hioba”. Przykładowo, św. Franciszek Salezy miał nawet nie znać zbytnio twarzy jednej z odwiedzających go członkiń swej rodziny, gdyż kiedy inni ludzie mówili mu, iż jest ona piękna ten odpowiadał: “Podobno to prawda“.  Oczywiście, ktoś może w tym miejscu powiedzieć, iż podobne zachowania miały miejsce w przypadku osób duchownych, które były zobowiązane do zachowania dozgonnego celibatu. Czy jednak, jeśli weźmie się pod uwagę zasadę unikania pokus i okazji do grzechu, sytuacja osoby zobowiązanej do celibatu w bardzo radykalny sposób różni się od sytuacji kogoś kto znajduje się np. w związku małżeńskim? Przecież, tak bezżenny, jak i żonaty mężczyzna zobowiązani są do zachowania cnoty czystości właściwej ich stanowi, a co za tym idzie do unikania sytuacji i zachowań, które wystawiałyby na niebezpieczeństwo tę cnotę. Nie widać większego powodu dla którego beztroskie patrzenie na piękne kobiety miałoby być niebezpieczne dla duchownych, a bezpieczne dla mężczyzn pozostających w związku małżeńskim, a przez to zobowiązanych do zachowania wierności jednej kobiecie.

     

    Można jednak postawić pytanie, czy realizacja zasad z “Mądrości Syracha” i “Księgi Hioba” nie czyniłaby z mężczyzn dziwaków, którzy musieliby po ulicach chodzić ciągle ze spuszczonymi oczami? Otóż, warto zaznaczyć, iż wspomniane na początku tego artykułu słowa z “Mądrości Syracha” mówią bardziej o czymś, co można nazwać przyglądaniem się niewiastom, aniżeli o jakichś niecelowych pojedynczych spojrzeniach na tę czy inną kobietę. Jest tam bowiem napisane: “Nie wpatruj się w dziewicę” oraz “Nie przyglądaj się obcej piękności“. Chodzi więc raczej o dłuższe spojrzenia, coś co my współcześni nazwalibyśmy “zawieszaniem oka” czy nawet “podziwianiem piękna kobiet” aniżeli zwykłe krótkie spojrzenia na np. przechodzące po ulicy niewiasty. Poza tym mowa jest tam o przyglądaniu się pięknym i młodym kobietom, a nie jakimkolwiek niewiastom.

    Prawda, że z kolei w Księdze Hioba autor określa swe postępowanie tak, iż na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi nawet o krótkie i pojedyncze spojrzenia na młode kobiety, jednak można ów krótki fragment interpretować w świetle dłuższego wywodu na ów temat, a więc wskazanego powyżej nauczania z “Mądrości Syracha”. Ponadto, nawet gdyby postawę św. Hioba traktować rzeczywiście jako deklarację unikania nawet krótkiego spoglądania na młode niewiasty to w odróżnieniu od zasad podanych w “Mądrości Syracha” mamy tam do czynienia z opisem indywidualnej postawy Hioba nie zaś nauczaniem ogólnych norm skierowanych do innych ludzi. Niewykluczone, że jakieś szczególne okoliczności w życiu Hioba sprawiały, że dobrym było dla niego rezygnowanie nawet z krótkich spojrzeń na młode kobiety. Nawet jeśli intencją Pisma św. nie byłoby pouczanie wszystkich innych mężczyzn, iż powinni wzorem Hioba czynić tak samo, to i tak płynęłaby z tego ogólna lekcja o tym, że należy uczciwie rozeznawać swe słabe punkty i zgodnie z tym rozeznaniem unikać tego co może być dla nas niebezpieczne.

     

    Czy jednak zasada dłuższego nieprzyglądania się ładnym i młodym kobietom nie ubliża mężczyznom kreując ich na jakichś seksualnych maniaków, których byle impuls może skusić do grzechów przeciw cnocie czystości? Cóż, tradycyjne doświadczenie chrześcijańskie uczy, że w tych kwestiach zwłaszcza mężczyznom “lepiej jest dmuchać na zimne“. Granica bowiem pomiędzy “podziwianiem piekna kobiet” a jawnie pożądliwymi myślami i spojrzeniami często nie jest zbyt szeroka i wyraźna, dlatego nie jest rzeczą bardzo trudną ją przekroczyć. Można powiedzieć, że tak jak np. w prawie drogowym zakazane jest nie tylko wkraczanie na jezdnię pełną samochodów, ale także poleca się nieprzekraczanie specjalnego pasa oddzielającego jezdnię od chodnika dla pieszych, tak Bóg w Swym Słowie rozsądnie zachęca mężczyzn do zachowania pewnej bezpiecznej odległości, jaka istnieje pomiędzy seksualną pożądliwością a patrzeniem na kobiety. Tym swego rodzaju pasem przygranicznym są właśnie beztroskie, ciekawskie i dłuższe spojrzenia na młode, atrakcyjne i ładne kobiety. Choć nie muszą być one od razu pożądliwe, to są na tyle grząskim gruntem, że rozsądnie jest ich unikać.

     

    Ktoś może wreszcie zapytać, jak zatem młodzi mężczyźni mają poznawać swe wybranki, skoro nie powinni się im przyglądać przed ślubem? Myślę, że w odpowiedzi na to pytanie warto uświadomić sobie to, iż w starożytnej kulturze hebrajskiej mężczyźni żenili się raczej szybko. Tak też, słowa z “Mądrości Syracha” w dużej mierze są skierowane już do żonatych mężczyn. Hiob zaś, który deklarował, iż “zawarł przymierze z oczyma swoimi, aby nawet nie spojrzeć na pannę” także miał już żonę. Powyższe okoliczności w mej opinii uprawdopodabniają interpretację, w myśl której zasada unikania dłuższego przyglądania się młodym i ładnym niewiastom choć ważna także w stosunku do nieżonatych mężczyzn, może być wobec nich aplikowana z nieco większą łagodnością niż w przypadku tych osobników płci męskiej, którzy mają już swe żony. Żonaty mężczyzna powinien wpatrywać się głównie w swoją żonę, a nie rozglądać się czy “podziwiać piękno” innych niewiast. Jest jednak bardziej zrozumiałe, iż młody mężczyzna szukający żony chce wizualnie ocenić fizyczne piękno otaczających go kobiet i również na tej podstawie wybrać sobie kandydatkę na żonę. Jednak, kiedy ów mężczyzna już to uczyni, a więc wybierze obiekt swych uczuć, również on nie powinien ciekawsko rozglądać się za innymi kobietami.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: “Twoje życie duchowe” (w) “Miłujcie się” (Numer specjalny z 2002 roku), , s. 24.

    [2] Cytat za: jw., s. 24.

    [3] Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 93.

    [4] Cytat za: “Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich”,  Wrocław 2009, s. 599.