Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: liberalizm

  1. Czy prawny zakaz pewnych grzechów jest negacją wolnej woli?

    Leave a Comment

    Wiele razy, gdy rozmawia się o potrzebie zakazywania przez państwo niektórych z grzechów, które bezpośrednio nie naruszają czyjejś wolności (ale które mimo to często krzywdzą osoby postronne, jak to ma miejsce np. w przypadku niewierności małżeńskiej, pijaństwa czy rozpowszechniania pornografii), przeciwnicy takich rozwiązań wyciągają jeden ze swych koronnych argumentów mówiąc: “Pan Bóg dał ludziom wolność wyboru pomiędzy dobrem, a złem, więc władza, która chce zakazywać czynienia zła, występuje przeciw Bożej woli“. To stwierdzenie, choć wydaje się być na pierwszy rzut oka efektowne, jest całkowicie bzdurne i wynika z  niezrozumienia tego, co w rzeczywistości oznacza fakt, iż Bóg dał ludziom wolną wolę.

     

    Zacznijmy od tego, że gdyby przyjąć liberalne i libertariańskie rozumienie Bożego daru wolnej woli, jako implikującego niemoralność państwowych zakazów wymierzonych w różne dobrowolnie czynione grzechy, to samego Boga musielibyśmy oskarżyć o poważną niekonsekwencję a nawet sprzeczność w swych działaniach. A to dlatego, że owszem Bóg “stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (Syr 15: 14), jednak z drugiej strony ten sam Bóg ustanawiając starożytny Izrael jako państwo i naród, polecił jego rządzącym, by karali różne dobrowolnie czynione występki i nieprawości, np. pod sankcją śmierci zakazane było bałwochwalstwo (Wj 22: 20); bluźnierstwo (Kpł 24: 15 – 16);  okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14). Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju. Czy więc Bóg popadł tu w sprzeczność Sam ze Sobą, czy jednak  prawda o tym, iż człowiekowi został dany wolny wybór pomiędzy cnotą a grzechem, nie jest sprzeczna z tym,  że władze cywilne  mają moralne praw zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów?

    Otóż, tradycyjna filozofia katolicka rozróżnia trzy rodzaje wolności.

    Pierwszym z tych rodzajów jest tzw. wolność psychologiczna, która jest właśnie w sensie ścisłym Bożym darem wolnej woli. Została ona dana ludziom w odróżnieniu od zwierząt i oznacza ona, iż człowiek jest w stanie, przynajmniej w swym umyśle, sercu i rozumie, dokonywać wyborów pomiędzy dobrem i złem. I w tym znaczeniu, nikt nie tylko, że  może, ale nie jest nawet w stanie odebrać człowiekowi wolnej woli. Nawet więc, gdyby jakieś państwo zamierzało coś takiego robić, to nie byłoby możliwe do zrealizowania z oczywistych względów. Na przykład, o ile państwo, rodzice, policjanci mogą w pewnych okolicznościach powstrzymać kogoś przed cudzołożeniem albo upiciem się jako zewnętrznie dokonywanym uczynkiem, to nie są zdolni zmusić kogoś, by o takich rzeczach nie myślał z upodobaniem i ochotą. A zatem w tym sensie, oczywiście, że państwo nie tylko, że nie powinno, ale i z natury rzeczy nie jest w stanie ingerować w daną człowiekowi wolność.

    Drugim z rodzajów wolności jest tzw. wolność moralna. Polega ona na tym, iż pewne nasze wybory podobają się Bogu, a inne z nich są Mu wstrętne i obrzydliwe. W tym zaś znaczeniu nie można powiedzieć, by Bóg dał człowiekowi absolutną wolność, ale że wolność ta ma swoje granice wyznaczone przez Stwórcę poprzez objawione przez niego przykazania i prawa.

    Trzecim zaś rodzajem wolności, podstawowym zresztą dla rozważań o prawie władz cywilnych do zakazywania pewnych dobrowolnie czynionych grzechów jest tzw. wolność fizyczna. Oznacza ona, wolność realizowania na zewnątrz swych wewnętrznych aktów wolnej woli. Innymi słowy, jest to wolność od zewnętrznego przymusu i kar za czynione zewnętrznie zło. Taka zaś wolność powinna być ograniczana przez prawa i stosowne kary stanowione przez władze cywilne oraz inne autorytety (np. rodziców, nauczycieli w szkole, przełożonych w pracy). O ile bowiem, nie jesteśmy w stanie komuś zabronić np. uwodzenia czyjeś żony w myślach, o tyle ze względu na dobro innych ludzi, powinniśmy mu utrudniać realizację tych myśli w świecie rzeczywistym. Podobnie rzecz się ma w przypadku zakazu innych nieprawości, np. państwo zakazuje fizycznego morderstwa, mimo, że nie jest w stanie zakazać komuś zabijania ludzi w swych myślach. Ba, zresztą nie tylko, w takich okolicznościach można moralnie ograniczać czyjąś wolność fizyczną, ale nieraz czyni to sama natura (a raczej Bóg za jej pośrednictwem). Na przykład, ktoś chciałby kraść, ale nie jestem w stanie, gdyż stracił obie ręce, albo chciałby oglądać pornografię, ale nie może tego robić, gdyż stracił wzrok, etc. Nie istnieje zatem jakaś absolutna (albo ograniczana tylko ze względu na wolność drugiego człowieka) wolność do braku kary ze strony władz cywilnych za pewne dobrowolnie czynione grzechy. Państwo owszem nie jest w stanie nikomu odebrać wolnej woli, ale jest w stanie utrudniać i zniechęcać kogoś do realizacji na zewnątrz aktów owej woli [1].

     

    Liberalno-libertariańska argumentacja miesza więc ze sobą dwie przesłanki: słuszną (Bóg dał człowiekowi wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości).

    Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji.

    Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci, pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” [2].

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmienią serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List „Ad Vincentium”) [3].

     

    Przypisy:

    1. Tradycyjne rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi rodzajami wolności podaję za: Abp Marcel Lefebrve, “Oni Jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa“, Warszawa 1997, s. 39 – 40.

    2. Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna w skrócie„, Warszawa 2000, s. 343 – 344.

    3. Cytat za: Abp Marcel Lefebrve, jw., 44.

     

     

  2. Które grzechy powinny być karane przez państwo?

    Leave a Comment

    Wszystkim chrześcijanom powinno być wiadome, iż błędem jest liberalne spojrzenie na prawo i porządek, wedle którego państwo powinno zakazywać tylko tych z czynów, które są naruszeniem czyjejś wolności. W takim razie można jednak zapytać, jaką alternatywę należy wysunąć wobec takiej liberalnej optyki? Czy władze cywilne powinny zabraniać wszystkich zewnętrznie czynionych grzechów? A może należy złapać tu pewien balans pomiędzy podejściem forsującym zakazywanie tylko czynów naruszających czyjąś wolność, a optyką wedle której wszystkie z grzechów powinny być karane? Przyjrzyjmy się co na temat miał do powiedzenia najznakomitszy teolog katolicki św. Tomasz z Akwinu. Ów święty uczony w swej wiekopomnej “Sumie teologicznej” pisał na ten temat co następuje:

    Jak już powiedziano, prawo ustanawia się jako jakąś normę lub miarę ludzkiego postępowania. Według zaś Filozofa, miara zawsze powinna być jednorodna z rzeczą mierzoną. Różne bowiem rzeczy mierzymy innymi miarami. Toteż i prawa nakłada się ludziom odpowiednio do ich uwarunkowań, bo jak pisze Izydor: prawo powinno być „możliwe do wykonania odpowiednio do natury człowieka i do zwyczaju kraju”. Możność zaś, czyli większa lub mniejsza łatwość działania, pochodzi od wewnętrznego urobienia czy usposobienia. Co bowiem jest niemożliwe do wykonania dla człowieka o nieurobionej cnocie, nie jest takim dla człowieka o urobionej cnocie; tak jak również i dla dziecka nie jest możliwe do wykonania to, co jest możliwe dla dorosłego. Z tego też powodu nie ustanawia się takiego samego prawa dla dziecin co dla dorosłych. Na niejedno bowiem zezwala się dzieciom, co u dorosłych bywa prawem karane lub też ganione. Podobnie, na niejedno trzeba zezwolić ludziom o nieurobionej cnocie, czego nie należy cierpieć u ludzi o urobionej cnocie.

    Prawo zaś nakłada się masie ludzi, z której większa część, to ludzie o nieurobionej cnocie. Toteż prawo ludzkie nie zabrania wszystkich występków, od których stronią ludzie cnotliwi. Zabrania tylko cięższych występków, od których może się powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej. Zwłaszcza tych, które są ze szkodą dla innych. Bez ich bowiem zabronienia społeczność ludzka nie mogłaby się utrzymać. Tak też prawo ludzkie zabrania zabójstw, kradzieży itp.

    W innym zaś swym dziele (“De regimine principium”) św. Tomasz z Akwinu pisze:

    Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać to, co do niego prowadzi, a, w stopniu jakim to jest możliwe zakazywać tego, co jest mu przeciwne”.

    Poddajmy teraz krótkiemu omówieniu treść powyżej cytowanych wypowiedzi “Akwinaty”, nie ograniczając się jednak tylko do nich, ale ukazując je w nieco szerszym kontekście nauczania katolickiego na temat zadań państwa i prawa.

    Przede wszystkim wydaje się jasne, iż św. Tomasz z Akwinu nie popiera takiego modelu prawa, w którym wszystkie z grzechów byłyby zakazane. Z drugiej strony nie jawi się on bynajmniej jako zwolennik zacieśniania prawnych zakazów jedynie do tych czynów, które naruszają czyjąś wolność. Co prawda, w cytowanym fragmencie “Summy teologicznej” wymienia on jako zakazywane przez władze cywilne akurat te z zachowań, które taką wolność naruszą – czyli zabójstwa i kradzieże – ale nie jest to z jego strony katalog zamknięty, gdyż podaje je tylko jako niektóre z przykładów. Ponadto, w drugim z zacytowanych dzieł “Akwinata” brzmi już zupełnie nieliberalnie, gdy stwierdza, iż rządzący powinien “w stopniu jakim to możliwe zakazywać tego, co jest przeciwne osiągnięciu niebiańskiego szczęścia”. Św. Tomasz z Akwinu nie był więc raczej liberałem czy libertarianinem, choć owszem nie popierał karania wszystkich z czynionych w sposób zewnętrzny grzechów. Ten święty teolog podaje przede wszystkim dwa kryteria, którymi winni się kierować rządzący przy zakazywaniu różnych złych czynów. Jednym z nich jest coś, co można by nazwać kryterium szkodliwości społecznej czynu. W raczej aprobatywny sposób pisze on bowiem, iż władze cywilne “zakazują zwłaszcza tych czynów, które szkodzą innym“. Na pierwszy rzut oka takie sformułowanie może wydawać się mylące, gdyż łatwo na nie odpowiedzieć, że przecież dokładnie wszystkie z grzechów szkodzą nie tylko ich sprawcom, ale także innym ludziom. Jak wszak naucza Magisterium Kościoła:

    W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1488).

    To prawda, jednak z drugiej strony wedle doktryny katolickiej nie wszystkie grzechy są sobie równe, a co za tym idzie poziom ich szkodliwości jest różny – raz mniejszy, a raz większy. Istnieją grzechy mniej szkodliwe i istnieją grzechy bardziej szkodliwe. Przykładowo, nałogowe palenie papierosów jest szkodliwe tak dla palacza, jak i jego otoczenia, jednak mimo wszystko wywołuje znacznie mniej szkód niż pijaństwo. Palacz papierosów może bowiem przedwcześnie zachorować na jakąś chorobę i przy okazji trochę podtruć członków swej rodziny, ale w odróżnieniu od pijaka nie będzie pod wpływem swego nałogu wywoływać awantur, opowiadać sprośnych dowcipów, zachowywać się rozwiąźle czy agresywnie. Stopień społecznej szkodliwości palenia tytoniu jest więc wyraźnie mniejszy niż w przypadku nadużywania alkoholu. Wracając więc do wskazanego przez św. Tomasza z Akwinu kryterium szkodliwości dla innych to prawdopodobnie nie chodziło mu o to, że podstawą zakazu takich czy innych czynów jest jakikolwiek stopień ich szkodliwości. Najpewniej chodziło mu o to, iż zakazywane przez państwo czyny powinny być szkodliwe dla innych w bardziej wyraźnym stopniu i wymiarze. Oczywiście, można zapytać o to, jak w przypadku każdego z grzechów wyznaczyć granicę pomiędzy nazwijmy to “niską szkodliwością czynu” a “wysoką szkodliwością”? Nie jest to zadanie w każdym wypadku łatwe i czasami jesteśmy tu skazani na mniejszy bądź większy poziom arbitralności. Z drugiej jednak strony nie jesteśmy tu zdani na błądzenie po omacku, gdyż Magisterium Kościoła niejednokrotnie podaje przykłady grzechów, które powinny być przez władze cywilne zakazane. Na przykład, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2354 stwierdza, iż władze państwowe “powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych”. W punkcie numer 2273 tego dokumentu naucza się z kolei, iż ” za każde dobrowolne pogwałcenie praw mającego się narodzić dziecka powinny być przewidziane odpowiednie sankcje karne”. Św. Jan Paweł II w encyklice “Evangelium vitae” między innymi potępiał legalizację również dobrowolnie czynionej eutanazji. W wydanym przez papieża Benedykta XVI “Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” czytamy z kolei, iż władze cywilne powinny za pomocą stosownych praw zakazywać rozprzestrzeniania takich grzechów przeciw czystości jak: nierząd, czyny homoseksualne, cudzołóstwo, masturbacja, pornografia (n. 494 w nawiązaniu do n. 492). Papież Pius XI w encyklice “Casti connubii”  potępił z kolei pomysły tych, którzy chcieli znieść prawną karalność niewierności małżeńskiej. Widać więc, iż wedle Magisterium Kościoła takie złe czyny jak np. pornografia, cudzołóstwo, eutanazja, rozprzestrzenianie homoseksualizmu, prostytucji i onanizmu są na tyle szkodliwe społecznie, iż powinny być prawnie zakazane przez sprawujących rządy.

     

    Drugim z kryteriów, które wymienia św. Tomasz z Akwinu jako decydujące czy władze publiczne powinny zakazywać danego grzechu jest to, czy “może się od nich powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej“. Trzeba powiedzieć, iż z jednej strony jest to kryterium mądre i roztropne, z drugiej historycznie oraz kulturowo zmienne oraz relatywne.

    Jest to ono mądre i roztropne, gdyż próba zakazywania i karania czegoś, co jest czynione przez większość ludzi w danym kraju, może zaowocować czymś jeszcze bardziej złym. Do w miarę skutecznego wdrażania danego prawa potrzebni są wszak policjanci, sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy. Co zaś, jeżeli większość policjantów, prokuratorów, urzędników i sędziów robiłaby złe rzeczy, których przestrzegania przez innych mieliby przestrzegać? Prawdopodobnie często kończyłoby się tym, iż de facto tolerowaliby oni łamanie prawa w tych obszarach, w których sami by mieli skłonności do jego lekceważenia. W ten zaś sposób mógłby rozszerzać się brak szacunku dla prawa, które byłoby codziennie, a może nawet pół-jawnie łamane. W skrajnych zaś wypadkach taka sytuacja mogłaby nawet prowadzić do wybuchu wojny domowej. Lepiej jest więc, gdy państwo zakazuje czegoś od czego potrafi powstrzymać się większość jego obywateli. Nawet jednak zaś dziś od różnych złych moralnie zachowań wstrzymuje się w wielu choćby i post-chrześcijańskich  państwach większość ludzi. Przykładowo, większość ludzi nie zdradza swych współmałżonków, nie uprawia homoseksualizmu, nie  bierze ciężkich narkotyków, nie produkuje i nie rozpowszechnia pornografii (przynajmniej na szerszą skalę). Nawet więc obecnie, w stosunku do tych grzechów przywołane wyżej kryterium św. Tomasza z Akwinu byłoby do zrealizowania dzisiaj. Trzeba jednak też wspomnieć, iż nie należy absolutyzować owej zasady. To prawda, że lepiej jest, by prawo zakazywało tych nieprawych etycznie działań od których powstrzymuje się większość, ale nie sądzę, by odnosiło się to do każdego z tego typu grzechów. Im dany grzech jest cięższy, tym mniej mu należy okazywać prawnej tolerancji, nawet wówczas, gdy jest on popełniany przez większość obywateli. Na przykład, są kraje, gdzie większość ludzi ma na sumieniu zabicie nienarodzonego dziecka. Morderstwo niewinnego jest jednak szczególnie ciężkim, bo wołającym o pomstę do Nieba grzechem, tak też należy je penalizować, nawet w sytuacji, gdy większość obywateli danego państwa ma je na sumieniu. Ba, prawdopodobnie nawet, gdyby wprowadzenie takiego zakazu miało zaowocować wybuchem wojny domowej, większym złem byłoby prawne tolerowanie aborcji.

    Zasada zakazywania i karania tych grzechów od których może powstrzymać się większość ludzi, jest zaś historycznie oraz kulturowo zmienna i relatywna, gdyż w danym czasie i danym kraju większość może unikać takich czy innych występków, ale już w innych czasach sytuacja w tym względzie może być inna. Na przykład, pod koniec XIX wieku w USA większość mieszkających tam ludzi prawdopodobnie nie dopuszczała się nierządu (czyli seksu przedmałżeńskiego). Jednak dziś, ogromna większość obywateli tego kraju niestety pozwala sobie na ów grzech, a co się z tym wiąże trudniej by było przeprowadzić prawny zakaz owej nieprawości.

     

    Podsumowując, św. Tomasz z Akwinu prawdopodobnie nie był żadnym liberałem, który popierałby zakazywanie tylko tych grzechów, które stanowią naruszenie czyjejś wolności. Nie był on przeciwny prawnemu karaniu również części z tych nieprawości, które takiej wolności nie gwałcą, ale chciał on by robione to było w mądry i roztropny sposób.

  3. Problemy liberalizmu i libertarianizmu

    Leave a Comment

    Jednym z ważnych pytań dotyczących kształtu państwa i prawa jest to, wedle jakich kryteriów rządzący nami ludzie powinni ustalić, co jest w danym społeczeństwie zakazane, a co legalne? W zasadzie wszyscy zgadzają się co tego, iż władze cywilne powinny zabraniać tych zachowań, których popełnianie wiąże się ze szkodzeniem innym ludziom. Niestety jednak w tym punkcie kończy się owa powszechna zgoda co do kryteriów ustanawiania jednych czynów nielegalnymi, a innych legalnymi.

    Liberałowie i libertarianie będą bowiem twierdzić, że zgodnie z zasadą prawa rzymskiego “Chcącemu nie dzieje się krzywda” państwo powinno legalizować wszystkie te uczynki, których dokonywanie nie wiąże się z naruszaniem wolności osób dorosłych. Wszak nawet jeśli dane działanie będzie oznaczać dla drugiej strony jakąś stratę to jeżeli tylko owa osoba wyraziła świadomie nań zgodę, liberalne państwo nie może uznać tego za akt szkodzenia jednego człowieka drugiemu.

    Przykładowo – dwoje osób umawia się na wzajemną bójkę. Choć w jej wyniku najprawdopodobniej obie strony doznają pewnych krzywd, to fakt wyrażenia przez nie zgody na ten czyn, sprawia, że mamy do czynienia z realizacją reguły “Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Owszem uczestnicy bójki poranili się nawzajem, jeden stracił parę zębów, drugi mam złamany nos i rozciętą głowę, ale przecież jeżeli nikt nikogo do tego nie przymuszał, to władza cywilna nie może zakazywać dorosłym osobom czynienia podobnych rzeczy.

    Ten punkt widzenia i definiowania szkody, której wyrządzanie innym, powinno być zakazane przez państwo, jest z kolei trudny do przyjęcia dla chrześcijańskich konserwatystów. Wszak dobrowolność danego czynu nie powoduje jeszcze tego, iż staje się on nieszkodliwy. Owszem, ktoś może w pełni świadomie godzić się na to, by np. ktoś odciął mu rękę, ale to przecież nie znaczy, że ów człowiek nie zostanie w ten sposób skrzywdzony. Przecież w ogóle w samej istocie moralnego bezprawia leży szkodzenie samemu sobie i/lub innym. To, że np. nierząd lub korzystanie z pornografii jest dokonywane dobrowolnie nie oznacza wcale, że ludzie tak czyniący nie szkodzą sobie i innym. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego: “W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata” (n. 1488). Napięcie pomiędzy liberalnym i libertariańskim a chrześcijańsko-konserwatywnym spojrzeniem na uprawnienia władz cywilnych do zakazywania pewnych zachowań, sprowadza się bardziej do tego, czy porządek prawny powinien  chronić swych obywateli nawet przed tego rodzaju krzywdami, które sami chcą oni sobie wyrządzić?

    Zwolennicy pierwszego nurtu kontestują tego rodzaju uprawienia władz państwowych, twierdząc, że mają one prawo delegalizować tylko te zachowania, które naruszają wolność osób dorosłych. Ów tradycyjnie liberalny pogląd może wydawać się kuszący, czyż bowiem wizja państwa karzącego również te z niemoralnych i bezbożnych zachowań, które nie gwałcą niczyjej wolności, nie wydaje się być przekroczeniem kompetencji rządzących? Zanim jednak pośpiesznie przyjmiemy poglądy liberalne i libertariańskie za swoje,  warto uświadomić sobie kilka poważnych problemów wiążących się z nimi problemów. Wbrew pozorom, zasada określająca, iż państwo ma prawo ingerować tylko wówczas, gdy naruszana jest wolność innych dorosłych obywateli, nie jest tak jasna i prosta, jakby się to wydawało na pierwszy rzut oka.

    DYLEMATY LIBERALIZMU I LIBERTARIANIZMU

    Problem 1. W jaki sposób ustalić granicę pomiędzy byciem dorosłym i odpowiedzialnym, a dziecinnością i niedojrzałością?

    Już samo określenie granicy dojrzałości, która ma sprawiać, iż państwo uznaje dane osoby za tak dalece świadome znaczenia swych czynów, że nie może ich “chronić przed nimi samymi” nastręcza niemało trudności. W prawodawstwie większości krajów uznaje się osoby powyżej 18 roku życia za dorosłe, a tym samym zdolne do ponoszenia pełnej odpowiedzialności za swe decyzje. Co prawda, dla niektórych czynności prawnych w pewnych krajach ustala się wyższy lub niższy cenzus wiekowy – na przykład w USA można legalnie pić alkohol po ukończeniu 21 lat, zaś choćby w naszym kraju piętnastolatkowie mogą już bezkarnie angażować się w pozamałżeński seks – jednak generalnie rzecz biorąc większość państw na świecie traktuje 18-latków, jako pełnoprawnych obywateli. Przyjmując więc liberalne granice ingerencji państwa należałoby uznać, iż zasadniczo rzecz biorąc, po ukończeniu 18 roku życia miliony młodych ludzi, szybko stają się na tyle świadome różnorakich skutków swych złych moralnie działań, by władze cywilne powstrzymały się przed zakazywaniem im ich.

    Oczywistym jest jednak, że osiągnięcie psychologicznej dojrzałości i świadomości różnych skutków swych czynów, nie jest kwestią przekroczenia 18 czy choćby 21 roku życia. Tak naprawdę pod omawianym względem 18-latek niewiele różni się od 15-latka. Najczęściej bycie dojrzałym i odpowiedzialnym jest sprawą nie przekroczenia jakiegoś progu wiekowego, lecz usamodzielnienia się polegającego na wyprowadzeniu się od rodziców, zarabianiu na swe życie i założeniu własnej rodziny. W obecnym czasie i w naszym kręgu cywilizacyjnym, coś takiego następuje zaś nie z chwilą ukończenia 18 roku życia, ale gdzieś pomiędzy 25 a 30 rokiem życia. Tak naprawdę przekonanie, iż 16-letni cudzołożnik i 18-letni pijak w pełni dojrzale rozważyli wszystkie negatywne skutki swych złych czynów jest skrajną naiwnością.

     

    Problem 2. Gdzie leży granica pomiędzy pełną wolnością, a przymusem?
    Liberałowie i libertarianie na ogół nie uważają za pogwałcenie czyjejś wolności sytuacji w której strona silniejsza sugeruje stronie słabszej poniesienie przez nią pewnych negatywnych konsekwencji w razie odmowy spełnienia jej woli, zacieśniając pojęcie naruszania swobody drugiego człowieka tylko do ewidentnie bezpośrednich tego form. Mówiąc bardziej konkretnie postawienie kogoś przed dylematem “Zrób to, albo cię zabiję lub pobiję” jest wykraczaniem przeciw wolności adresata takiego polecenia, ale już alternatywa “Zrób to, albo zwolnię cię z pracy” nie gwałci niczyjej wolności, bo przecież “Nikt nie jest przymuszony by pracować w danym miejscu“.

    Przykładowo, przed kilku laty głośna była sprawa szefów pewnego sklepu, którzy swym pracownicom nakazywali noszenie T-shirtów z napisem “I’m. bitch” (“Jestem suką”). Jeszcze bardziej znaną i drastyczniejszą sprawą z tej dziedziny była “seksafera” z udziałem liderów “Samoobrony”, polegająca na tym, iż w ramach pracy ludzie ci (przynajmniej tak orzekł sąd) domagali się od kobiet dla nich pracujących także usług seksualnych. Odnośnie tych dwóch spraw, znani i cenieni przedstawiciele myśli liberalnej twierdzili, iż czyny takie nie powinny być traktowane jako przestępstwo, gdyż np. pani Krawczyk mogła odejść z pracy dla “Samoobrony”, a skoro zgodziła się na ofertę “Praca za seks” to nie można mówić o naruszeniu jej wolności.

    Kontrowersją jaka rodzi się w tym i podobnych sprawach, jest to, jakim zakresem wolności dysponuje samotna matka mająca na wychowaniu małe dzieci w obliczu faktycznego szantażu szefa domagającego się od niej cudzołóstwa? Oczywiście w rozumowaniu liberałów w tej sprawie jest pewne ziarno prawdy, gdyż z pewnością nie jest tak, jakoby kiedykolwiek byśmy byli zmuszeni do czynienia czegoś co jest złe w oczach Pana Boga. Jak nauczał Jan Paweł II w swej wiekopomnej encyklice “Veritatis splendor” człowiekowi: “nie sposób (…) odebrać możliwości powstrzymania się od zła, zwłaszcza jeżeli on sam gotów jest raczej umrzeć niż dopuścić się zła” (n. 52). Od takich czynów jak cudzołóstwo, kłamstwo, bałwochwalstwo czy morderstwo niewinnego, jesteśmy zobowiązani powstrzymać się nie tylko w obliczu utraty pracy, ale nawet wówczas, gdyby miało się to dla skończyć śmiercią w męczarniach. Tyle tylko, że dla kształtu prawodawstwa zasada ta niewiele znaczy, gdyż w przeciwnym razie musielibyśmy legalizować nie tylko szantaże “Noszenie wulgarnych koszulek albo wyrzucenie z pracy”, “Seks za pracę”, ale także “Cudzołóstwo albo śmierć”. Pomysły legalizowania zaś wspomnianych wyżej szantażów są tak naprawdę domaganiem się bezkarności dla jednych z najbardziej wstrętnych i podłych sposobów postępowania silniejszych względem słabszych.

     

    Problem 3. Gdzie leży granica pomiędzy pełną wolnością a psychomanipulacją?
    Chyba każdy przyzna, że wprowadzenie w błąd klienta przez sprzedawcę co do jakości towaru, narusza wolność tego pierwszego do podjęcia świadomej decyzji. Czym innym jest bowiem kupno zepsutej ryby z pełną świadomością tego faktu, a czym innym zakup tego produktu w skutek zapewnień sprzedawcy, że jest on świeży i dobry do spożycia. Tymczasem mimo, że prawo do pełnej informacji przy kupowaniu różnych rzeczy uważane jest za oczywisty składnik świadomie wolnego wyboru, dostrzeżenie analogicznych zależności przy podejmowaniu decyzji, których skutkiem może być coś o wiele groźniejszego niż zatrucie pokarmowe, wydaje się być dla wielu liberałów i libertarian sporą trudnością. O wiele groźniejsze jest wszak postępowanie jakiegoś doświadczonego rozpustnika, który uwodzi młodą dziewczyną mówiąc, że ją kocha, podczas, gdy chodzi mu tylko o przyjemność i żądzę, niż błędna informacja przedstawiająca nieświeżą żywność jako świeżą. Czy można powiedzieć, iż w takim wypadku nie mamy do czynienia z manipulacją i kłamstwem ograniczającym podjęcie świadomej i odpowiedzialnej decyzji? A jeśli mamy to, czy przynajmniej tego rodzaju złe czyny nie powinny być uznane za nielegalne i prawnie zakazane?

     

    Problem 4. Zło może być czynione bez pogwałcenia czyjejkolwiek wolności, a mimo to w sposób ewidentny krzywdzić niewinne, niezaangażowane w nie osoby.

    Zasada “Chcącemu nie dzieje się krzywda” okazuje się w pewnych przypadkach bardzo krótkowzroczna. Nawet wszak jeśli założy się, iż państwo nie powinno zakazywać pijaństwa, gdyż pijacy szkodzą samym sobie nadużywając alkoholu, nie zmieni to faktu, że ofiarami pijaństwa nie padają tylko amatorzy nadmiernego picia, ale także niewinni członkowie ich rodzin. I nawet jeśli jakaś część pijaków nie dopuszcza się względem swych żon czy dzieci czynów, które bezpośrednio ograniczałyby ich wolność, to przecież czy psychiczny i emocjonalny ból, jaki im zadają nie zalicza się do krzywd? Albo czy pijak, który wydaje pieniądze na alkohol zamiast na potrzeby swej rodziny faktycznie nie okrada swej żony i dzieci? A co powiedzieć o szkoda, jakie niewinnym dzieciom i małżonkom wyrządza zdrada jednego z małżonków? Dzieci nie są pytane o to, czy chcą by ich ojciec odszedł od mamy do innej kobiety. Zdradzana żona czuje się jakby część niej samej została zabita przez fakt cudzołóstwa jej męża. I nie zmieni tego okoliczność polegająca na tym, że zarówno cudzołożnik i cudzołożnica czynią zło dobrowolnie i przez nikogo nie przymuszani.

    Czy sprawiedliwym jest więc prawo, które bierze w obronę wolność nawet tych spośród niemoralnych zachowań, co do których można mieć pewność, że w niedalekiej perspektywie doprowadzą do wielkiego cierpienia niewinnych osób?

     

    Problem 5. Zasada nieingerencji państwa w dobrowolne zachowania międzyludzkie nie daje odpowiedzi na pytanie, jakie czyny powinny być prawnie zakazane względem zwierząt?

    Nikt, prócz skrajnych ekologów, nie twierdzi, że władze cywilne powinny zabraniać tych spośród czynów, które naruszają wolność zwierząt. Nie spotkałem żadnego liberała czy libertarianina, który twierdziłby, że należy zdelegalizować zabijanie świń na jedzenie, trzymanie psów na smyczy bądź zamykanie małp w klatkach. Wynika to z całkowicie słusznego założenia, iż zwierzęta stoją w porządku stworzenia znacznie niżej od ludzi i w związku z tym nie przysługuje im wolność. Jak jednak w takim wypadku określić granice wolności człowieka w postępowaniu względem zwierząt? Czy w wypadku przyjęcia za dobrą zasady, iż władze cywilne mają prawo ingerować tylko wtedy, gdy narusza jest wolność dorosłych ludzi, to w takim razie nie można w żaden sposób ograniczać przypadków naprawdę okrutnego traktowania zwierząt przez człowieka? Czy np. kręcenie brutalnych filmów na których ludzie znęcają się nad zwierzętami ma być bezkarne? Albo organizowanie krwawych walk psów czy kogutów? A może bezkarnymi powinny być widowiska na których przez całą godzinę powoli by obdzierano kota ze skóry? Wszak wszystkie te ohydne czyny  – zakładając, że byłyby czynione za zgodą właścicieli tych zwierząt – nie polegałyby na gwałceniu wolności dorosłych ludzi.

     

    Tradycyjnie chrześcijańska odpowiedź na liberalizm

    W jaki więc sposób ustalić kryteria tego, co w dobrym państwie powinni być nielegalne, a co legalne? Skoro liberalne kryterium  wolności dorosłych osób nie gwarantuje nawet obrony przed krzywdą niewinnych osób, to co powinny być tą granicą? Z pewnością dobrą odpowiedzią na to pytanie nie jest twierdzenie, iż prawnie zakazane powinny być wszystkie moralnie złe uczynki. Poza ewidentnie drastycznymi przypadkami (w rodzaju samobójstwa bądź samookaleczenia) kontrowersyjne też wydaje się wprowadzanie praw, które polegałyby “na chronieniu ludzi przed nimi samymi”. Jednak im bardziej dana niemoralność i bezbożność uderza swym ostrzem w ludzi w nią niezaangażowanych tym rozsądniejsze wydaje się jej delegalizowanie. Otaczanie bezkarnością czynów, które choć bezpośrednio nie naruszają niczyjej wolności, to jednak wiążą się z krzywdzeniem niewinnych osób (np. żon i dzieci cierpiących w skutek pijaństwa lub cudzołóstwa ojców i mężów) jest po prostu niesprawiedliwością, która w efekcie prowadzi do niszczenie porządku społecznego.

     

  4. Czy karanie nieprawości mija się z celem?

    Leave a Comment

    Zakazy nic nie dają. Represje i kary powodują tylko, że zło zejdzie do podziemia. Chyba każdy słyszał ów sofizmat przy okazji dyskusji o zakazie pornografii czy też aborcji. Jak można odnieść się do tej wciąż powtarzanej opinii?

    Zlikwidować kodeks karny?

    Przede wszystkim zauważmy, iż przeciwnicy zakazywania różnych nieprawości są wyjątkowo niekonsekwentni. Dlaczego bowiem stosują ją tylko w odniesieniu do pewnych rodzajów zła? Zgodnie z “logiką” takiego postawienia sprawy należałoby zanegować zasadność istnienia jakichkolwiek sankcji karnych. Po co penalizować kradzieże, pobicia, porwania, zgwałcenia, rabunki i inne tego typu występki?

    Owszem, różne są kryteria i standardy, wedle których ustala się, co w danym społeczeństwie jest przestępstwem czy wykroczeniem, a co jest legalne. Jedne są w tym względzie bardziej liberalne, inne bardziej konserwatywne. Ale nie ma i nigdy nie było rządzących, którzy konsekwentnie i w 100 procentach ustalaliby prawo wedle filozofii: Zakazany owoc smakuje lepiej, więc lepiej nie zakazywać spożywania żadnych owoców.

    Liberałowie i libertarianie zawsze będę powoływać się na przykład prohibicji w USA, jako niezbity dowód na to, że zakazy i kary nic nie dają. Pomijając jednak całą złożoność i kontrowersyjność tezy o całkowitym fiasku ustawy prohibicyjnej z jednaj strony, z drugiej zaś fakt, że jako taka szła ona zbyt daleko (gdyż wymierzona była nie tylko w oczywiste zło jakim jest pijaństwo, ale także w umiarkowane spożywania alkoholu, które przecież zła nie stanowi), jako kontrprzykład można by podać setki dowodów na to, że zakazy i kary w rzeczywistości przyczyniają się do poprawy, a nie pogorszenia sytuacji.

    Można by cytować wiele statystyk, które wykazują z jednej strony pozytywne oddziaływanie zakazów i kar, z drugiej zaś związki zachodzące pomiędzy bezkarnością i legalnością zła, a jego natężeniem. W Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 procent. Z kolei we Francji prawo ustanowione przez byłego prezydenta tego kraju, a wówczas jeszcze ministra spraw wewnętrznych, Nicolasa Sarkozy’ego, wymierzone w uliczną prostytucję, spowodowało jej spadek w Paryżu o 40 procent. Co ciekawe, w tych rejonach USA, gdzie powrócono do pewnych restrykcji względem seks-biznesu, ilość przestępstw seksualnych zmalała. Dowodem tego jest chociażby Oklahoma City, gdzie w 1984 roku zamknięto 150 klubów “peep show”, kin porno, księgarni pornograficznych dla dorosłych. W tym okresie liczba gwałtów zmalała w mieście o przeszło jedną czwartą, gdy tymczasem w całym stanie liczba tych przestępstw wzrosła o 21 procent.

    Badania nad przestępczością seksualną (to znaczy zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią), chorobami wenerycznymi, rozwodami, aborcjami, ciążami nastolatków, niepełnymi i rozbitymi rodzinami pokazują z kolei, iż w ciągu ostatnich 50 lat rosną one w zastraszającym tempie. Wszystkie te zjawiska powiązane są bardzo mocno z rozwiązłością seksualną, która jeszcze 50-60 lat temu, była w naszym kręgu cywilizacyjnym mocno ograniczana przez istniejące jeszcze wówczas prawne zakazy i kary (prawie wszędzie wówczas zabroniona była np. pornografia, w części krajów karano też niewierność małżeńską). Czy to tylko przypadek, czy jednak logiczna prawidłowość zachodząca pomiędzy legalizacją występków przeciw cnocie czystości, a natężeniem patologii z nimi związanych?

      “Uczy grzechu, kto go nie karze”

    Prócz rażącego naruszania zasad zdrowego rozsądku oraz wniosków płynących z uniwersalnego doświadczenia ludzkości, zwolennicy tezy o “bezsensie wszelkich prawnych zakazów” faktycznie kontestują jedną z ważnych reguł moralności chrześcijańskiej. Wedle nauczania katolickiego bezkarność jest sojusznikiem nieprawości i dlatego władze cywilne powinny za pomocą stanowionych przez siebie kar represjonować różne (choć nie wszystkie) przejawy zła.

    Świadomość tej prawdy jest w chrześcijaństwie na tyle silna, iż w różnych katechizmach od dawna naucza się nawet, że jednym z tzw. cudzych grzechów jakie można popełnić jest postawa wyrażająca się w słowach: “Grzechu nie karać”. Święty Grzegorz z Nazjanzu ujął ową zasadę w słowach: “Uczy grzechu, kto go nie karze”.

    Owszem, prawne zakazy i kary wymierzone w zło, same w sobie, nie sprawią, iż ludzkie serca się zmienią – ale pełnią one rolę wychowawczą i ułatwiają decyzję porzucenia nieprawości. Poza tym nawet, jeśli dany złoczyńca przestanie czynić źle tylko z obawy przed ziemskimi karami, to przynajmniej w ten sposób nie będzie demoralizował i krzywdził innych. To prawda, że państwowe restrykcje nigdy nie zlikwidują do końca negatywnych zachowań, które są za ich pomocą zwalczane – jednak skutecznie ograniczają zasięg ich oddziaływania.

  5. Libertarianizm kontra tradycyjne chrześcijaństwo

    Leave a Comment

    Państwo nie ma prawa zakazywać tego, co nie stanowi naruszenia wolności innych dorosłych osób, choćby i to było niemoralne, wstrętne, bezbożne i zboczone”; „Władze cywilne nie są od regulowania i narzucania moralności swym obywatelom”; „Państwo ma być stróżem nocnym pilnującym wolności i własności obywateli, a nie aniołem stróżem, który strzeże wiary i cnoty”; „Wszelkie prawne zakazy są bezsensowne i szkodliwe, gdyż nie likwidują problemu, ale sprawiają tylko, że schodzi on do podziemia”.

    Te i inne libertariańskie hasła wydają się zdobywać popularność na prawicy. W istocie rzeczy dla niejednego prawicowca libertarianizm zaczyna się wręcz jawić jako jedyna prawdziwie dobra alternatywa dla lewicowości, etatyzmu i socjalizmu. Co więcej, niejednokrotnie idee libertariańskie przedstawiane są jako będącymi w swych fundamentach całkowicie zgodnymi z tradycyjnym chrześcijaństwem, gdyż kładącymi nacisk na zasadę poszanowania wolnej woli człowieka. Trzeba przyznać, że w obliczu historycznych doświadczeń z socjalistycznymi i nazistowskimi reżimami, a także współczesnych etatystycznych ciągot Unii Europejskiej, wizja libertarianizmu jako zgodnego z chrześcijaństwem i prawicowością może być kusząca. Tyle razy wszak owe lewicowo zorientowane rządy i reżimy próbowały narzucać za pomocą stanowionych przez siebie praw rzeczy złe, wątpliwe czy wręcz niedorzeczne, iż za właściwą nań odpowiedź ma się pokusę uznać stan rzeczy, w którym interwencja państwa będzie ograniczana do absolutnego minimum, a więc sytuacji obrony przed zewnętrzną agresją oraz karania jedynie tych spośród zachowań, które polegają na naruszaniu czyjejś wolności.

    Za akceptacją tego libertariańskiego poglądu pozornie rzecz biorąc wydaje się przemawiać niejedna przesłanka. Czyż dorośli ludzie nie powinni być traktowani, jako odpowiedzialne osoby, które same muszą ponosić skutki własnych czynów i decyzji? Czy w związku z tym wszelkie przymusy, które ograniczają wolność dorosłych ludzi do czynienia, tego, co im się podoba, nie są przejawem tyranii i totalitaryzmu? Czy władze cywilne mają prawo decydować za dorosłych obywateli co jest dla nich dobre i właściwe? Czy zgodnie z zasadą prawa rzymskiego mówiącą, iż “Chcącemu nie dzieje się krzywda“, nie należy uznać, że każdy dorosły człowiek sam na własnej skórze poniesie negatywne skutki własnych złych czynów, a co za tym idzie, władze cywilne nie powinny się tym interesować? Czyż wreszcie wszelkie zakazy i kary, które mają na celu ograniczanie wolności dorosłych ludzi nie mijają się z celem? Czy tak naprawdę prawne represje skierowane w jakieś zło, nie likwidują zjawiska, które chcą zwalczyć, ale zgodnie z logiką powiedzenia mówiącego, iż “Zakazany owoc lepiej smakuje” nie powodują one tak naprawdę wzrostu zainteresowania zakazywaną rzeczą? Jaki zresztą sens ma mieć zakazywanie czegoś dorosłym ludziom, skoro, nawet jeśli zewnętrznie podporządkują się oni owym zakazom, to, tak czy inaczej, nie odmieni to ich wnętrza, a tym samym nie staną się przez to lepsi?

    Niniejszy tekst stanowi próbę udowodnienia, iż wszelkie formy libertarianizmu w żaden sposób nie dadzą się pogodzić z tradycyjnym nauczaniem Kościoła katolickiego. Ze względu na swą objętość został on podzielony na trzy części:Pierwsza (powyższa) część poświęcona jest zdefiniowaniu samego libertarianizmu oraz dość szczegółowemu ukazaniu tego, jakie w poszczególnych kwestiach społecznych i prawnych winny zajmować osoby pragnące być konsekwentnymi libertarianami. W tej części pokazane też zostanie, w jakim stopniu kształt współczesnych porządków prawnych odpowiada libertariańskim zasadom, a w jakim jest z nimi sprzeczny.Drugą część tego opracowania stanowi obalenie libertariańskich zasad i założeń w świetle nauczania Pisma świętego i Tradycji Kościoła.Trzecia część artykułu będzie będzie zaś poświęcona omówieniu różnych libertariańskich sofizmatów zwłaszcza w oparciu o zasad zdrowego rozsądku, logicznego myślenia i historycznego doświadczenia ludzkości.Pragnę też zadeklarować, iż niniejszy tekst stanowi swego rodzaju dokończenie prowadzonych przeze mnie w swym czasie polemik ze zwolennikami libertarianizmu, które ze względu na inne zajęcia, nie zawsze miałem czas doprowadzić do końca.

    CZYM JEST LIBERTARIANIZM? W odniesieniu do rozumienia porządku prawnego mianem libertarianizmu można określić pogląd twierdzący, iż władze cywilne powinny zakazywać i karać tylko te z ludzkich zachowań, których istota polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Owo tradycyjnie libertariańskie przekonanie zakłada więc, iż wszystkie inne czyny, które takowej wolności nie gwałcą winny być bezkarne i legalne. Kryterium przy ustalaniu przez władze cywilne prawnych zakazów, kar i represji nie powinno być nic innego, a tylko to, czy dany ludzki akt stanowi naruszenie wolności jakiegoś dorosłego człowieka, czy dorosłych osób. Nie ważne więc, jak bardzo dane zachowanie jest niemoralne, wstrętne Panu Bogu, poniżające ludzką godność, zboczone, obrzydliwe, etc. Póki nie wiąże się ono z wkroczeniem w przestrzeń wolności innego człowieka lub innych ludzi, władze cywilne nie mają prawa ingerować tu ze swoimi karami i zakazami. Choćby coś było więc bardzo złym, upadlającym, niemoralnym, bluźnierczym, czy dewiacyjnym; czynienie tego osobiście, z innymi ludźmi, a także przekonywanie, zachęcanie, namawianie do owych aktów innych, ma być bezkarne, póki nie gwałci czyjejś swobody.

    Libertarianizm można więc uznać za najbardziej konsekwentną i radykalną formę ideologii liberalnej. Różnica pomiędzy tradycyjnymi liberałami a libertarianami jest zasadniczo tylko taka, iż ci pierwsi częściej są skłonni iść na kompromisy z wyznawaną przez siebie zasadą prymatu wolności w porządku prawnym, aniżeli ci drudzy. Dlatego też w tym tekście, jako synonimy słów „libertarianizm” i „libertarianie” będę czasami używać wyrażeń: „skrajny liberalizm”, „konsekwentni liberałowie”, „skrajni liberałowie”.

    Choć libertariański pogląd na zasięg i rolę prawnych kar i zakazów, jest, w sensie werbalnych deklaracji, powszechnie przyjęty w naszym kręgu kulturowym, to jednak daleko jeszcze do konsekwentnego wcielania go w życie. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak daleko jest nam do pełnej akceptacji owego skrajnie liberalnego spojrzenia na państwo i prawo, mimo powtarzania przez nas libertariańskie brzmiących formułek typu: “Każdy decyduje sam za siebie i władzy nic do tego”. Spójrzmy choćby tylko na całą sferę jeszcze istniejących prawnych zakazów, kar i ograniczeń i zestawmy ich sensowność z tradycyjnie libertariańskim kanonem myślenia.

    OCHRONA ŻYCIA I ZDROWIA. Zgodnie z zasadą, iż władze winny represjonować tylko te z czynów, które naruszają czyjąś wolność, nielegalnymi należałoby uczynić w tej sferze tylko morderstwo, pobicie i napad. Daleko jest jednak do konsekwentnej realizacji tej zasady. Prawnymi represjami obok morderstw, pobić i napadów są wszak objęte także: samobójstwo, dobrowolne bójki i bijatyki, pojedynki, używanie narkotyków, nadużywanie alkoholu, palenie papierosów. Wszystkie te zachowania z istoty swej polegają przecież na działaniu dobrowolnym. Naturą samobójstwa jest odebranie samemu sobie życia. Człowiek decyduje więc sam, iż nie chce dalej żyć. Dobrowolne bójki i bijatyki oraz pojedynki polegają na umawianiu się ze sobą dwojga lub większej ilości osób na wzajemną walkę. Wszelkie rany, obrażenia, a nawet śmierć, będąca ich wynikiem, są więc efektem decyzji tych osób. Używanie narkotyków, palenie papierosów oraz nadużywanie alkoholu także w swej istocie nie polegają na deptaniu czyjeś wolności. Po prostu dany człowiek postanawia, iż w zamian za różnego rodzaju przyjemności, jakie dostarczają owe używki, narazi na poważny szwank własne życie i zdrowie.

    Tymczasem jednak:

    Samobójstwo jest represjonowane choćby poprzez zakaz eutanazji. W większości krajów z naszego kręgu kulturowego karalne jest udzielanie komuś pomocy w samobójstwie, nawet, gdy ta osoba sobie tego życzy, a co więcej żąda i nalega, by odebrano jej życie. Co prawda zakaz eutanazji jest coraz bardziej mocno kontestowany, jednak należy przypuszczać, że jeszcze jakieś 20 lat zajmie zwolennikom legalności tej formy samobójstwa przekonanie większości rządów do jego zniesienia. Podobnie spore problemy z prawem, mogłyby mieć książki, wydawnictwa i publikacje, które namawiały by choćby i dorosłych ludzi do samobójstwa. Policja wezwana do niedoszłego samobójcy, także nie ogranicza się jedynie do słownego zniechęcania owego jegomościa, ale, w razie potrzeby, za pomocą bezpośredniego przymusu fizycznego przeszkadza mu w realizacji owego własnowolnie podjętego postanowienia. Jednym z konkretnych przykładów nie szanowania przez współczesne państwa “prawa” do odebrania sobie życia, może być głośny przypadek niemieckiego kanibala-homoseksualisty, który w 2003 r. w Internecie ogłosił, iż szuka chętnego samobójcy, zgadzającego się na to, by on go zabił, a następnie skonsumował jego zwłoki. Wszystko tu odbyło się więc za obopólną zgodą zainteresowanych. Do kanibala zgłosił się mężczyzna, wyrażający zgodę na bycie przez niego zabitym, a następnie zjedzonym. Mimo to jednak, czyn ten wywołał powszechną negatywną reakcję w społeczeństwie niemieckim, zaś wymiar sprawiedliwości nie omieszkał się dotkliwie go ukarać.

    Dobrowolne bójki, bijatyki i pojedynki są znacznie ograniczane przez współczesne prawodawstwa. Tak zwane kibicowskie ustawki, które polegają przecież na tym, że zainteresowane bijatyką osoby dobrowolnie umawiają się w ustronnym miejscu (a więc nie na terenie, gdzie ich aktywność mogłaby być ograniczeniem wolności osób postronnych) na wzajemne zadawanie sobie ran i ciosów, nadal są nielegalne, a ich organizatorzy w każdej chwili mogą stać obiektem zainteresowania policji. Także bójka bądź pojedynek, w których obie strony wyraźnie zgodziłyby się na ryzyko poniesienia śmierci, nie należą do legalnych prawnie zachowań. Uczestnik takiego czynu, który zabiłby w ten sposób drugiego człowieka, na 99 proc. trafiłby do więzienia, choćby i miał na swoją obronę własnoręcznie podpisaną zgodę swej ofiary, w której ta, zaręczałaby, iż godzi się na ryzyko poniesienia śmierci w wyniku bójki lub pojedynku.

    Używanie narkotyków, palenie papierosów i nadużywanie alkoholu należą do czynów objętych szeregiem prawnych zakazów. W ogromnej większości państw karalna jest nie tylko sprzedaż i rozpowszechnianie narkotyków wśród osób dorosłych, ale również zażywanie przez nie tego rodzaju specyfików. Nawet w Holandii, która słynie z legalizacji narkotyków, bezkarność zażywania i rozpowszechniania tejże używki jest mocno ograniczona, albowiem dotyczy jedynie tzw. jej miękkich odmian, czyli marihuany i haszyszu. Ciężkie narkotyki w rodzaju kokainy, heroiny, LSD, amfetaminy, etc, są także w tym kraju zakazane. Co prawda, coraz częściej odzywają się głosy za legalizacją przynajmniej “lekkich” narkotyków, zaś ich promocja przez sporą część popkultury jest de facto bezkarna, jednak nie wydaje się, by powszechna liberalizacja przepisów prawnych w tej kwestii, była tylko kwestią krótkiego odstępu czasu. Względem palenia papierosów wprowadza się szereg różnorodnych ograniczeń. Często ustanawia się zakaz reklamy tytoniu w mass mediach. W części krajów nie wolno także palić w miejscach publicznych, nawet, gdy naruszanie przez to wolności niepalących jest mocno wątpliwe. Nadużywanie alkoholu jest z kolei prawnie ograniczane przez specjalne koncesje wydawane na obrót trunkami, zakaz podawania napojów alkoholowych nietrzeźwym klientom, nielegalność ich spożywania poza publicznymi miejscami do tego specjalnie wyznaczanymi (tj. barami, restauracjami, kawiarniami, itp.).

    SEKSUALNOŚĆ. Tradycyjnie libertariańskie podejście do prawa i państwa nie pozwala czynić przestępstwami zbyt wielu czynów z tej dziedziny. Z pewnością zgwałcenie, jako przymuszenie kogoś przy użyciu fizycznej siły (bądź też za pomocą wykorzystania nieświadomości drugiej osoby, np. podania jej narkotyku) do odbycia stosunku płciowego powinno mieć swój paragraf w libertariańskim kodeksie karnym. Wymuszanie na kimś różnorodnych zachowań seksualnych poprzez stosowanie gróźb, szantażu, pogróżek, także wiąże się pogwałceniem czyjeś wolności, a więc każdy liberał przyklaśnie prawnemu zakazywaniu takich czynów. Przyjmując także, iż tylko wolność ludzi dorosłych winna być chroniona, za sprzeczną z zasadami libertarianizmu nie należy uznawać karalność pedofilii, nawet gdy ta dokonywana jest za zgodą dziecka. Z pewnością w naszym kręgu kulturowym prawodawstwo chyba już wszystkich krajów zniosło karalność wielu niemoralnych czynów, których istota nie polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Tak też od dziesięcioleci legalne są: homoseksualizm, nierząd, cudzołóstwo, prostytucja, pornografia, onanizm, orgie seksualne. Prawo uczyniło bezkarnym, nie tylko praktykowanie takich czynów, w tzw. czterech ścianach domu, ale – pomijając pewne szczegółowe zastrzeżenia – o których będę, jeszcze pisać, również zachęcanie, namawianie i inspirowanie do nich innych ludzi. Mimo to jednak wciąż zakazane są niektóre z niemoralnych zachowań, których sednem nie jest przecież gwałcenie czyjeś wolności. Są nimi: kazirodztwo oraz zoofilia.

    Kazirodztwo wcale nie musi polegać na naruszaniu czyjeś swobody. Prawdą jest, że często ów czyn się z tym wiąże, jednak nie jest to jego nieodłącznym elementem. Może wszak być ( i faktycznie znane są takie wypadki), gdy dwoje blisko spokrewnionych ze sobą osób pragnie ze sobą seksualnie obcować. W takim wypadku do zdeptania niczyjej wolności nie dochodzi. Dzisiejsze kodeksy karne zakazują jednak kazirodztwa niezależnie od tego, czy jest ono praktykowane dobrowolnie przez dorosłych ludzi, czy też nie.

    Zoofilia jakkolwiek wstrętną i nienaturalną jest praktyką, to nie można powiedzieć, by wiązała ona z naruszeniem wolności człowieka. Czyn ten stanowi pogwałcenie swobody zwierzęcia. Gdybyśmy jednak chcieli chronić wolność nie tylko ludzi, ale także istot czworonożnych, musielibyśmy zakazywać również ich zabijania, trzymania na uwięzi, zamykania w klatkach, etc.Niektóre z przejawów seksualnej niemoralności, które zasadniczo są legalne, czasami poddawane są też zgoła nieliberalnym ograniczeniom prawnym.

    Prostytucja jest w Polsce ograniczana poprzez istnienie zakazu sutenerstwa i stręczycielstwa. Czyn nielegalny stanowi więc czerpanie zysków oraz pomaganie komuś w praktykowaniu płatnego seksu. De facto jest to w naszym kraju przepis martwy, tym niemniej jednak wciąż on funkcjonuje w kodeksie karnym. Z kolei, w Szwecji wprowadzono kary nie dla prostytutek, ale ich klientów.

    Pornografia jest hamowana poprzez prawa zakazujące jej produkcji i rozprzestrzeniania, wówczas, gdy ukazuje ona szczególnie zwyrodniałe postawy, tj. zoofilia czy stosowanie przemocy. I znów wypada zauważyć, że przecież nie zmusza się ludzi do oglądania tego rodzaju materiałów. Nawet zaś pornografia z użyciem przemocy nie musi wiązać z naruszaniem czyjejś wolności. Osoby tam występujące, mogą zgadzać się być bite, poniżane (są np. sadomasochistami).

    SZACUNEK DLA RELIGII. Wiele bluźnierstw i świętokradztw jest w naszym kręgu cywilizacyjnym legalnych i bezkarnych. Nawet jednak w tej dziedzinie, w części krajów, istnieją prawne przepisy wymierzone w tego rodzaju zachowania. Niekiedy są one wcielane w życie. W naszym państwie mieliśmy z tym do czynienia, wówczas, gdy gdański sąd ukarał p. Dorotę Nieznalską za to, iż wystawiła tzw. instalację, która ukazywała Krzyż z namalowanymi nań męskimi genitaliami. Sprzeczność tego wyroku z założeniami libertarianizmu jest oczywista. Prezentacja owego bluźnierczego malowidła, nie była nikomu narzucana, a patrzył na nie, ten kto wyrażał na to zgodę.

    RASIZM. Jakkolwiek byśmy potępiali i odrzucali uprzedzenia rasowe, faktem jest, że wiele z istniejących lub forsowanych obecnie rozwiązań prawnych wymierzonych w rasizm nie da się pogodzić z libertariańskimi zasadami. Z pewnością w 100 proc. libertariańskie jest karanie mordów, pobić, kradzieży i napadów dokonywanych ze względów rasowych. Zapewne zgodne z libertarianizmem jest także prawne zakazywanie zachęcania innych do tego rodzaju czynów.

    Czy jednak naruszeniem czyjejś wolności nie jest już np. zakaz używania słów wyrażających pogardę względem innych ras. To prawda, że, przykładowo wyrażenie “Czarnuch” jest obraźliwe dla Murzynów, jednak póki nikt nie przymusza nikogo do wysłuchiwania tego rodzaju słownictwa, to chyba trudno jest mówić o pogwałceniu czyjejś wolności? Podobnie, rozprowadzanie wydawnictw, w których nazywa się osoby rasy czarnej “małpami”, “małpoludami”, “śmieciami”, itp., w swej istocie nie jest naruszeniem niczyjej swobody, gdyż nie przymusza się nikogo do czytania tego rodzaju wywodów. Nawet przypadek polegający na tym, iż prywatny przedsiębiorca z powodów rasowych nie zatrudni jakiejś osoby, nie podpada pod libertariański kodeks karny. Czy można bowiem zmuszać ludzi, by z własną własnością robili to, czego nie chcą? Nikt nikomu nie nakazuje zatrudniać się u przedsiębiorcy rasisty, a więc przedsiębiorca rasista może zatrudniać kogo tylko chce. Na tej samej zasadzie, członek Ku Klux Klanu będący zarazem właścicielem restauracji może wywiesić tabliczkę z napisem: “Czarnuchom i kundlom wstęp wzbroniony” i nie będzie to przecież naruszeniem czyjejś wolności. Ów lokal jest przecież jego własnością i ma prawo tam wpuszczać i nie wpuszczać kogo tylko zapragnie. Tymczasem prawodawstwo wielu krajów już zakazało lub podjęło wyraźne kroki w celu wprowadzenia karalności tego rodzaju rasistowskich poczynań.

    EKONOMIA. Tradycyjnie libertariańskim ideałem jest, by stosunki pomiędzy pracodawcą a pracownikiem były regulowane wyłącznie w drodze zawieranej między nimi umowy. Wysokość wynagrodzenia, urlop, dni wolne od pracy, ilość przepracowanych godzin, charakter wykonywanych obowiązków, itp. – to wszystko winno być obustronną decyzją podjętą przez pracownika i pracodawcę w spisanej przez nich umowie o pracę. Zgodnie z zasadą mówiącą, iż “chcącemu nie dzieje się krzywda”, w takiej umowie mogą być zawarte choćby nie wiadomo jak niesprawiedliwe, krzywdzące i poniżające jedną ze stron zapisy. Póki obie strony podpisały umowę dobrowolnie, póty władzy nic do jej treści. W umowie będzie zapisane, że należy pracować po 17 godzin dziennie, nie wyłączając z tego niedziel i świąt, za 400 złoty miesięcznie, dodatkowo będąc odzianą w koszulkę z napisem: “Jestem suką“. Trudno, nikt nie zmuszał do podpisywania tego rodzaju umowy, a jak się nie podoba, to zawsze można się zwolnić. I tym razem widać, jak bardzo daleko jest nam do akceptacji libertariańskiej doktryny. Chyba w każdym kraju istnieją bowiem kodeksy pracy, które wyznaczają odgórnie, jakie standardy winny spełniać poszczególne umowy o pracę. Prawo wyznacza więc ilość dni urlopu, minimalną pensję, wolne dni od pracy, zakazuje kobietom wykonywania niektórych zawodów, etc.

    GDZIE SIĘ PODZIALI KONSEKWENTNI LIBERAŁOWIE?

    Być może część czytelników na wykaz powyższych nieliberalnych praw, zakazów i kar w zastosowaniu krajów sławiących liberalne wolności, oburzy się, stwierdzając, iż tak naprawdę przedstawiam karykaturę libertarianizmu, próbując sprowadzić go do absurdu. Jeszcze inni, ale tych chyba będzie mniejszość, w dużej, albo przynajmniej większej części spraw, przyznają mi rację, stwierdzając, iż rzeczywiście przytaczane rozwiązania prawne są sprzeczne z libertarianizmem, a wynika to tak naprawdę z niezrozumienia przez rządzących prawdziwie liberalnych ideałów.

    Zwolennikom tej pierwszej opcji odpowiem, iż to nie ja sprowadzam libertarianizm do karykatury i absurdu. To tak naprawdę tradycyjne libertariańskie ideały odsłaniają w ten sposób swoją straszną, absurdalną karykaturę właściwego spojrzenia na obowiązki władzy i prawa. Konsekwentne zastosowanie zasady mówiącej, iż władze cywilne nie mają prawa karać i zakazywać czynów, które nie naruszają wolności innych dorosłych osób, musiałoby doprowadzić do uznania słuszności legalizacji eutanazji i innych rodzajów samobójstw, używania narkotyków, dobrowolnych bójek, bijatyk oraz pojedynków, kazirodztwa, zoofilii, pornografii z udziałem zwierząt, bluźnierstw, świętokradztw, nazywania ludzi innej rasy “czarnuchami”, “żółtkami” i “białasami”, niesprawiedliwego traktowania pracowników, etc. Jeśli jednak, czujesz się zwolennikiem liberalizmu, ale oburzasz się na pomysł bezkarności takich czynów, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie jesteś jeszcze prawdziwym libertarianinem. Możesz zajmować libertariańskie stanowisko w większej lub mniejszej ilości spraw, ale tkwi w Tobie jeszcze jakaś ilość tradycyjnie chrześcijańskich i zdroworozsądkowych odruchów oraz przekonań. Faktycznie przyznajesz bowiem, że istnieją wartości, które władze cywilne i stanowione przez nie prawa są zobowiązane stawiać ponad wolność. Wciąż uznajesz, iż prawa, zakazy i kary mają sięgać dalej aniżeli tylko poza ochronę tego, by niczyja wolność nie była gwałcona. Nadal więc uważasz, że pewne czyny złe, podłe, wstrętne, niemoralne i zboczone, należy karać, nawet, gdy są one całkowicie dobrowolne i niewymuszone.

    Będąc zwolennikiem prawnego zakazu samobójstwa, eutanazji, dobrowolnych bójek, bijatyk, pojedynków, narkotyków, uznajesz, że ważniejszy jest szacunek dla czyjegoś zdrowia i życia, aniżeli czyjeś “prawo” do dobrowolnego zabicia się, okaleczenia lub zatruwania.

    Optując za karalnością kazirodztwa i zoofilii, przyznajesz, iż ochrona zdrowych więzi rodzinnych, niekrzywdzenie zwierząt oraz po prostu godność ludzkiej płciowości ograniczają prawo do podejmowania dobrowolnych aktów seksualnych.

    Kiedy jesteś za zakazem bluźnierstw oraz profanacji przyznajesz rację tym, którzy utrzymują, iż np. szacunek dla męki naszego Pana Jezusa Chrystusa, jest cenniejszy, aniżeli zachcianki pseudoartystów ukazujących Krzyż Pański unurzany w moczu, nawet, gdy nikogo nie zmuszają oni do oglądania swych “dzieł”.

    Jeśli jesteś przekonany, iż nazywanie Murzynów “małpami” winno być zakazane, to tym samym wierzysz w to, iż szacunek dla ludzi niezależnie od ich koloru skóry, wymaga, by propaganda rasizmu była prawnie karalna, nawet, gdy nikt nie zmusza nikogo do obcowania z nią.

    Wreszcie, je żeli uważasz, że nakazywanie ekspedientkom noszenia t-shirtów z hasłem: “Jestem suką” nie może być legalne, nawet, gdyby coś takiego zostało zapisane w umowie o pracę, to tym samym przyznajesz, iż sprawiedliwość oraz godność człowieka stoi ponad wolnością umów.Moje gratulacje: w niejednej kwestii zajmujesz więc tradycyjnie chrześcijańskie, a zatem antyliberalne stanowisko. Wciąż jesteś przekonany, iż prawo powinno represjonować złe, niemoralne i wstrętne zachowania, również wtedy, gdy nie gwałcą one wolności. Wciąż traktujesz władzę w sposób paternalistyczny, a więc, jako ojca karzącego zło i wskazującego właściwą dobrą drogę. Są więc poważne nadzieje, iż niezależnie od tego, w jak wielkiej części spraw wyznajesz libertariańskie przekonania, zdrowe poglądy, jakie jeszcze posiadasz, pozwolą ci porzucić Twą sympatię względem liberalizmu.

    Zwolennikom opcji mówiącej, że tak naprawdę przywołane przez mnie przykłady pokazują, iż w niejednej sprawie, rządzący wciąż nie kierują się libertarianizm ideologią, przyznam więc naturalnie rację. Tak naprawdę znalezienie osoby, która wyznawała by w 100 procentach twardy i bezkompromisowy liberalizm jest wciąż zadaniem trudnym. Z pewnością mianem najkonsekwentniejszych liberałów należałoby uznać tak zwanych libertarian, którzy przyklasnęliby postulatowi zniesienia wszystkich, a przynajmniej prawie wszystkich zakazów, które powyżej wymieniłem.

    Większości ludzi deklarujących się jako liberałowie niewątpliwie więc wiele brakuje do liberalnego ideału, którym jest libertarianizm. Nie należy jednak w związku z tym popadać w zbytni optymizm. Tradycyjnie libertariański sposób myślenia zdołał przeniknąć wprawdzie jeszcze nie do wszystkich, ale na pewno do wielu płaszczyzn naszego patrzenia na prawo i państwo. Także fakt stosowania przez współczesne państwa represji wobec dobrowolnych zachowań uderzających z tradycyjną moralność chrześcijańską na dłuższą metę nie jest zbyt pocieszający. Z drugiej strony bowiem prawne zakazy i przymusy coraz częściej godzą także w chrześcijańskie obowiązki i powinności. Dobrym tego przykładem są kary nakładane na pastorów za nazywanie homoseksualizmu grzechem i zboczeniem a aborcji ludobójstwem. Podobny wydźwięk mają prawa, które przymuszają chrześcijan prowadzących drukarnie i hotele, do drukowania pro-homoseksualnych materiałów oraz wynajmowania pokoi parkom homoseksualistów. Długo można by jeszcze wymieniać tego rodzaju zakazy i kary: nagany za modlitwę przy posiłku, zabranianie noszenia obrączek symbolizujących świętą cnotę czystości, i tym podobne. Jednym zdaniem: współczesne rządy mimo zachowania pewnej części swych tradycyjnie chrześcijańskich przyzwyczajeń, dają wiele wolności złu, nierzadko represjonując przy tym dobro. Przypominają one więc ojca, który od niekarania grzechów swych synów przeszedł do wymierzania chłosty za ich cnotliwe uczynki.Tytułem uzupełnienia, warto dodać, że choć w podanych wyżej przykładach, mimo czasami ich szokującej natury, bardzo łatwo było wskazać, które zachowanie nie narusza czyjeś wolności, a więc zgodnie z konsekwentnie liberalnym poglądem powinno być bezkarne i legalne, nie zawsze jest to tak bezproblemowe. Jednym z przykładów trudności w określaniu co jest, a co już nie jest, pogwałceniem czyjejś wolności, może być kwestia obscenicznych demonstracji. Każda osoba uważająca się za libertarianina, z pewnością uzna, iż propaganda np. homoseksualizmu winna być bezkarna, póki jest prowadzona w sposób nie narażający ludzi, którzy sobie tego nie życzą, na styczność z tego rodzaju promocją. W libertariańskiej perspektywie jest więc bezdyskusyjne, iż promowanie homoseksualizmu może się legalnie odbywać w klubach, kinach, etc. Są to bowiem lokale, do których nikt nie jest przymuszany uczęszczać. Czy jednak władze cywilne winny zezwalać na parady homoseksualistów odbywające się na ulicach miast? Co wówczas z wolnością osób, które nie chcą na nie patrzeć? Czy nie będą one przymuszone do styczności z czymś, z czym kontaktu mieć nie chcą? Tego rodzaju zastrzeżenia względem legalności homoseksualnych manifestacji są wysuwane ze strony tzw. konserwatywnych liberałów, głównie tych skupionych wokół Unii Polityki Realnej i „Nowej Prawicy” Janusza Korwina Mikke.

    Większość libertarian zdecydowanie jednak odrzuca tego rodzaju obiekcje, argumentując, iż także w przypadku ulicznych parad homoseksualistów nikt nie jest zmuszony się im przyglądać. To prawda, że niemało przechodniów może być przeciwnikami homoseksualizmu i nie życzy sobie oglądania takich demonstracji. Czy jednak rzeczywiście muszą oni na nie patrzeć? Mogą po prostu odwrócić wzrok w innym kierunku, iść dalej i trudno wówczas jest mówić o przymusie stosowanym względem kogokolwiek.Zresztą, gdybyśmy chcieli na poważnie potraktować zagwarantowanie każdemu prawa do nawet przypadkowego i sporadycznego nie oglądania rzeczy, które nie chce on widzieć, to musielibyśmy zakazać wychodzenia na ulicę wszystkim ludziom. Co z procesjami Bożego Ciała? Przecież ulicami chodzą także protestanci, dla których są one wyrazem bałwochwalstwa oraz ateiści widzący w tym zabobon i ciemnotę. Zarówno protestanci jak i ateiści mogą nie chcieć patrzeć na tego rodzaju procesje. Czyżby noszenie Hostii po ulicach należałoby uznać za gwałcenie wolności innowierców i bezwyznaniowców do nie patrzenia na takie manifestacje? Z kolei białych rasistów może drażnić widok Murzynów. Czy w związku z tym należałoby zakazać osobom o czarnym kolorze skóry wychodzenia z domu? Przecież widok Murzyna zmusza białego rasistę do kierowania wzroku w inną stronę, albo przechodzenia na drugą stronę ulicy.Widać więc, iż z konsekwentnie liberalnego punktu widzenia niezwykle trudno by było uzasadnić zakaz publicznych demonstracji homoseksualistów. Chociaż z jednej strony niektórzy ludzie napotykający się na nie, rzeczywiście mogą nie chcieć ich oglądać, z drugiej jednak strony nikogo nie zmusza się by patrzył na te demonstracje i poza sporadycznym kontaktem istnieje przecież możliwość ich ominięcia. Tak zwani konserwatywni liberałowie kontestując legalność publicznych parad zboczeńców wykazują w tej sprawie więc więcej przywiązania do chrześcijaństwa, aniżeli liberalnej konsekwencji.

    CZYM LIBERTARIANIZM BYĆ NIE MUSI?

    Zanim jednak to uczynię, zacznę od przyznania racji liberalnie nastawionym chrześcijanom. Z pewnością formułowane przez kręgi chrześcijańskie zarzuty względem liberalizmu są nieraz przesadne.

    Przesadą jest choćby stawianie absolutnego znaku równości pomiędzy byciem libertarianinem, a popieraniem różnych wynaturzeń moralnych. Wbrew temu popularnemu wyobrażaniu konsekwentnym liberałem może być nie tylko obyczajowy permisywista, bluźnierca bądź ateista, ale również Amisz czy też zachowująca dziewictwo do ślubu żarliwa chrześcijanka. Sednem libertarianizmu nie jest bowiem nadawanie przeróżnym grzechom moralnego imprimatur, ale twierdzenie, iż owe występki winny być wyjęte spod obszaru prawnych represji, zakazów i kar, póty nie gwałcą one czyjejś wolności. Nie jest więc trudne wyobrażenie sobie jakiegoś libertarianina jako z jednej strony chrześcijańskiego kaznodziei grzmiącego przeciw homoseksualizmowi z ambony, z drugiej zaś uważającego, iż mimo jego osobistej wiary w to, iż czyn ten stanowi wielki grzech i sromotę, sądzi on jednocześnie, że piętnowane przez niego moralnie zjawisko, nie powinno być prawnie zakazywane i karane.

    Kontrowersyjne jest tak że bezwarunkowe utożsamianie nawet skrajnych form liberalizmu z ruchem na rzecz legalnej aborcji. Konsekwentny liberał, który, zgodnie z prawdą, widzi w nienarodzonych dzieciach, istoty ludzkie, od razu na coś takiego odparuje, iż domaganie się bezkarności przerywania ciąży nie jest żadną liberalizacją, ale przeciwnie stanowi posunięcie wybitnie antyliberalne. Albowiem postulat ów zasadza się na gwałceniu wolności zabijanych dzieci, które przecież nikt się o zgodę na “zabieg” nie pyta. Oczywiście bez trudu znajdzie się też zwolenników libertarianizmu, którzy będą bronić legalności aborcji, twierdząc, iż mamy tu do czynienia nie z istotą ludzką, ale tzw. płodem czy embrionem, a więc nie można utrzymywać, iż gwałci się wolność innych ludzi.

    Czy jednak fakt, iż libertarianizm nie musi być tożsamy ze stricte moralnym przyzwoleniem na zło czy też domaganiem się prawnej legalizacji aborcji, może spowodować uznanie owego za możliwy do pogodzenia z tradycyjnym chrześcijaństwem i prawicowością?Usunięcie zarzutów o nierozłączne związki libertarianizmu z moralnym permisywizmem czy też postulatem legalnej aborcji, nie jest jeszcze dowodem, iż doktryna ta da się pogodzić z chrześcijaństwem. Nie trzeba wcale demonizować libertarianizmu, poprzez przypisywania mu poglądów, które nie muszą należeć do jego integralnego sedna, by dowieść, że tak czy inaczej jest to ideologia sprzeczna z tradycyjnym prawowiernym chrześcijaństwem. Zaczynając od Biblii, poprzez przykład życia Świętych oraz Błogosławionych, a skończywszy na odwiecznej doktrynie jak i praktyce Kościoła katolickiego, widzimy z całą wyrazistością, iż chrześcijańskiej prawowierności zawsze obcym był libertariański pogląd zakładający, że ostrzem prawnych zakazów i represji winny być dotknięte tylko te uczynki, które naruszają czyjąś wolność.

    KARAĆ NIEPRAWOŚCI MĄDRZE I ROZTROPNIE

    BIBLIA na kartach Starego Testamentu uczy nas, iż Pan Bóg nakazał surowo karać takie czyny jak: bałwochwalstwo (Wj 22, 20), bluźnierstwo (Kpł 24, 15-16), okultyzm (Wj 22, 18), fałszywe proroctwa (Pwt. Prawa 18, 20), homoseksualizm, zoofilia (Kpł 20, 15-16), cudzołóstwo (Kpł 20, 10), kazirodztwo (Kpł 20, 11), gwałcenie szabatu (Wj 31, 14).

    Żaden z tych czynów nie polega w swej istocie na naruszaniu czyjejś swobody, a jednak Wszechmocny nakazał swym sługom, by je karali i zakazywali. Jahwe nie powiedział: “Trudno, czyny te są mi wstrętne, ale każdy jest wolny, a więc zostawcie ich sprawców w spokoju“.

    Także przykłady starotestamentowych Bożych mężów dają w tym względzie wiele do myślenia. Pinchas karzący parę przyłapaną na cudzołóstwie; Eliasz zabijający czcicieli fałszywego bożka Baala, Mojżesz niszczący bałwany oraz wielu innych – z pewnością trudno posądzić owe postacie o bycie uosobieniem libertariańskich “cnót”.

    Z kolei, św. Paweł Apostoł na kartach Nowego Testamentu pouczał chrześcijan:

    Rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem narzędziem Boga, który ciebie ma prowadzić ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu,który czyni źle” (Rz 13, 3-4).

    Czy nie wydaje si ę, że gdyby św. Paweł Apostoł był libertarianinem, w liście do Rzymian, nie pisałby, iż władza ma być postrachem i narzędziem dla karania złych ludzi i uczynków? Konsekwentny liberał napisałby, że władza ma karać naruszanie wolności dorosłych ludzi, a to, czy wiąże się ono z czynieniem zła, państwa nie powinno interesować. W “ortodoksyjnie” libertariańskim przekładzie, powyższe słowa Apostoła winny być zmienione na następujące: „Rządzący nie są postrachem dla uczynków dobrowolnych, ale dla naruszających czyjąś wolność. A chcesz nie bać się władzy? Nie naruszaj wolności dorosłych ludzi, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem narzędziem Boga, który ciebie ma prowadzić ku poszanowaniu wolności twych bliźnich. Jeżeli jednak gwałcisz wolność bliźniego, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który narusza wolność innego bliźniego lub bliźnich.”

    Biblia jednak nie mówi by karać tylko gwałcenie czyjejś wolności, ale by czynić to w stosunku do zła. Złem są jednak również zachowania, które niczyjej wolności nie naruszają. Co więcej nieraz, dobrym uczynkiem jest właśnie ingerencja w czyjąś wolność. Dobrze np. czyni ten, kto rzuca się na pomoc samobójcy, mimo, że ten z własnego wyboru pragnie skończyć ze swym życie.Trudno więc znaleźć w Piśmie świętym poparcia dla libertariańskiego spojrzenia na rolę państwa i prawa.

    ŚWIĘCI I BŁOGOSŁAWIENI również nie dostarczają argumentów zwolennikom libertarianizmu. Cóż powiedzieć np. o św. Bonifacym, który nie pytając się pogan o zgodę ściął czczone przez nich drzewo? Jak skomentować postępowanie św. Franciszku Ksawerego, który nie dość, że zachęcał dzieci do niszczenia fałszywych bożków to nakazał karać aresztem niewiasty przyłapane na pijaństwie (Por. O. Stanisław Cieślak, “Św. Franciszek Ksawery. Wielcy ludzie Kościoła”, Kraków 2005, s. 40)? Albo jak można ocenić przykład, jaki dali nam bł. Jan Chrzciciel i bł. Hiacynt od Aniołów, informujących władze kościelne i cywilne o sprawowaniu bałwochwalczych obrzędów?

    Niby w jaki sposób, w kanon libertariańskiej ideologii można by wpasować następujące słowa, wielkiego chrześcijańskiego króla, św. Ludwika IX, które ten skierował do swego syna-następcy tronu:

    „Chętnie powierzaj władzę ludziom dobrej woli, którzy wiedzą, jak jej dobrze użyć, i troszcz się, aby grzech został unicestwiony w twoich ziemiach, to znaczy bluźnierstwa i wszystkie rzeczy, które czyni się lub mówi przeciw Bogu, Najświętszej Marii Pannie i świętym, grzechy cielesne, gry w kości, tawerny, lub inne grzechy. Zgnieć wszystko to w swojej ziemi roztropnie i w dobry sposób. Ścigaj heretyków i innych złych ludzi w swojej ziemi, aż ziemia twoja będzie oczyszczona „(Cytat za: Jean de Joinville, “Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002, s. 213-213).

    Dużo można by jeszcze pisać o wyniesionych na ołtarze chrześcijanach, którzy nie zważając na czyjąś własność i wolność wyboru karali, zakazywali i stawiali rozliczne przeszkody takim złym uczynkom jak: bałwochwalstwo, pijaństwo, nierząd czy cudzołóstwo. Z pewnością więc i oni nie zostali kanonizowani bądź beatyfikowani przez Kościół za bycie wzorami libertariańskich “cnót”.

    ODWIECZNA DOKTRYNA I PRAKTYKA KOŚCIOŁA także stanowi zaprzeczenie libertariańskich przekonań.

    Św. Tomasz z Akwinu uczył wszak:

    Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać to, co do niego prowadzi, a, w stopniu jakim to jest możliwe zakazywać tego, co jest mu przeciwne” ( “De regimine principium”, L 1, rozdz. XV).

    Z kolei, św. Alfons Maria Liguori, w przemowie do króla Neapolu mówił:

    Ty możesz więcej zrobić dla zbawienia dusz, aniżeli ja”.

    Za nim Papieże powtarzali zaś:

    Prawdziwa wolność społeczności ludzkiej nie polega na tym, że każdy człowiek robi to, co chce, ponieważ prowadziłoby to wprost do zamieszania i nieładu, powodując rozbicie państwa; polega ona raczej na tym, że przez wpływ prawa stanowionego wszyscy łatwiej mogą spełniać zapisy prawa wiecznego” ( Leon XIII, “Libertas”).

    Jedynie cnotliwy żywot jest drogą do nieba, dokąd wszyscy zdążamy: a więc zbacza państwo od zasad i przepisów prawa naturalnego, kiedy tak wyuzdaną daje wolność… czynom niegodziwym, że bezkarnie można umysły odwodzić od prawdy i serca od cnoty“(Leon XIII, “Immortale Dei”).

    Ustawy bowiem państwowe bardzo skutecznie mogą wesprzeć niezmiernie ważne zadanie Kościoła, jeśli w swych przepisach uwzględnią to, co nakazują prawa Boskie i Kościelne, a ukarzą tych, którzy je przekraczających (Pius XI, “Casti Connubii”, IV, 4).

    Od tego, czy ustrój jakiegoś państwa jest zgodny z prawem Bożym, zależy zdrowie dusz jego obywateli (…), a zatem to, czy ludzie oddychają powietrzem zdrowym prawdą czy też śmiertelnym bakcylem grzechu i deprawacji” (Pius XII, przemówienie w 50 rocznicę ogłoszenia encykliki Rerum novarum, 01. 06. 1941).

    „Pragniemy więc zwrócić się do Rządów Narodów, ponieważ im to przede wszystkim powierzone zostało najważniejsze zadanie ochrony dobra wspólnego i one mogą tak wiele uczynić dla ratowania dobrych obyczajów; nie dopuście nigdy do upadku dobrych obyczajów wśród waszych narodów!” (Paweł VI, “Humanae Vitae”, nr 22-23).

    Jan Paweł II z kolei w encyklice “Evangelium Vitae” nazwał mianem poglądu wywodzącego z nurtu “etycznego relatywizmu” (a więc nurtu wrogiego chrześcijaństwu) opinię:

    żądającą od państwa, aby nie opowiadało się po stronie żadnej określonej koncepcji etycznej i nie narzucało jej innym, ale by ograniczyło się do zapewnienia każdemu możliwie jak największej przestrzeni wolności, której jedynym ograniczeniem zewnętrznym jest zasada nienaruszania przestrzeni autonomii, do jakiej ma prawo każdy inny obywatel”(tamże: n. 69-70).

    Papież ten, do poglądów wywodzących się z nurtu wrogiemu chrześcijaństwu zaliczył więc podstawową ideę libertarian, a więc przekonanie, iż zadaniem państwa jest strzeżenie jedynie wolności poszczególnych obywateli.

    Treść postulowanych przez doktrynę katolicką szczegółowych prawnych zakazów, kar i represji także nie pozostawia wątpliwości co do ich antylibertariańskiego wydźwięku.

    I tak np. św. Alfons Liguori wzywał chrześcijańskich władców, by wygnali ze swych krajów głosicieli fałszywych doktryn.Wielu papieży potępiało zaś wolność propagowania niemoralności i fałszu, jako: “najbardziej śmiertelną ze swobód, swobodę ohydną, dla której nigdy dość obrzydzenia” (Grzegorz XVI, “Mirari vos”), “swobodę zatracenia prowadzącą dusze do zepsucia obyczajów” (bł. Pius IX, “Quanta cura”, “Syllabus”).

    Leon XIII w odniesieniu do wolności promowania zła uczył zaś:

    tego co się prawdzie i cnocie sprzeciwia, nie godzi się na jaw wydobywać i przed oczy ludziom stawiać, a tym mniej opieką prawa godzi się popierać” (“Immortale Dei”);

    zwodnicze doktryny, najbardziej śmiertelna ze wszystkich zaraza umysłu, a także wady psujące serca i moralność, winny być pieczołowicie represjonowane przez władzę publiczną, w imię sprawiedliwości, by powstrzymać zło przed rozprzestrzenianiem się na zgubę społeczeństwa. Dewiacje rozwiązłego umysłu, które dla nieświadomego tłumu, łatwo stają się prawdziwym uciskiem, winny być karane z całą surowością prawa, nie mniej niż kryminalne zamachy gwałtu skierowane przeciwko słabym” (“Libertas”).

    Tradycyjne prawowierne chrześcijaństwo ogłasza również, iż prawnie zakazane, winno być rozprzestrzenianie pornografii, nierządu, cudzołóstwa, prostytucji, homoseksualizmu, onanizmu:

    „Władze cywilne powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych”(Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2354).

    „Władze cywilne, ponieważ są zobowiązane szanować godność osoby ludzkiej, powinny stwarzać środowisko przyjazne dla czystości, zakazując także, stosownymi prawami,rozprzestrzeniania się wspomnianych wyżej ciężkich wykroczeń przeciw czystości(wyżej zaś, mianem ciężkich wykroczeń przeciw czystości określono: stosunki przed i pozamałżeńskie, onanizm, prostytucję, pornografię, czyny homoseksualne – przyp. moje MS),aby chronić przede wszystkim małoletnich i bardziej słabych” (Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w odpowiedzi na pytanie nr. 494).

    Co więcej Kościół katolicki otwarcie opowiedział się za prawnym zakazem i karalnością nierządu i cudzołóstwa. Uczynił to Pius XI, który w encyklice “Casti Connubii” w odniesieniu do niemałżeńskiego pożycia seksualnego deklarował:

    prawowita władza ma prawo i obowiązek zakazywania takich haniebnych związków, jako sprzeciwiających się rozsądkowi i naturze ludzkiej, zapobiegania im i karania ich”.W tym samym dokumencie papie ż ów mianem “podłych i haniebnych pomysłów” określa poglądy tych, którzy chcą, “aby uznać za nijakie lub znieść wszelkie ustawy karne, jakie państwo wydało dla zachowania wierności małżeńskiej” (“Casti connubii”).

    Doktryna wyłożona w “Casti connubii” w ciągu wieków była praktycznie realizowana w wielu krajach katolickich. Wystarczy spojrzeć choćby na rozwiązania prawne, jakie obowiązywały w Polsce. I tak np. polskie prawo miejskie zdradę małżeńską nierzadko karało ścięciem, a stosunki przedmałżeńskie obwarowane były sankcjami w postaci wypędzenia z miasta, bądź też chłosty. W prawie wiejskim winnym rozpusty i cudzołóstwa odmierzano baty, nakazywano im leżeć krzyżem w kościele przez kilka niedziel, stać w specjalnej kapie pokutnej lub w tzw. kunie (obręczy żelaznej, przytwierdzonej do ściany świątyni), płacić grzywny pieniężne na rzecz dworu, kościoła i sądu. Niekiedy też, odpowiedzialnych za takowe występki wyganiano ze wsi. Warto wspomnieć, iż w prawie każdej polskiej wsi działały swoiste komisje moralności, których zadaniem było tępienie uczynków przeciwnych świętej cnocie czystości. Szczególnie surowo, takie przestępstwa, ścigane były za panowania Bolesława Chrobrego. Wówczas to przyłapanym na cudzołóstwie bądź rozpuście dawano do wyboru: śmierć albo też własnoręczne dokonanie kastracji.

    W innych państwach katolickich władze świeckie także brały się za represjonowanie stosunków przed i pozamałżeńskich. Przykładowo, w “Zwierciadle Saskim” – spisie prawa dokonanym na początku XIII w., którym posługiwały się sądy miast i wsi lokowanych na prawie niemieckim – przewidywano karę śmierci dla niewiernego małżonka. W XVI – wiecznych Włoszech niewierność małżeńska obwarowana była karą więzienia, cudzołożnice chłostano albo też golono im głowy, zaś za pocałowanie mężatki lub wdowy groziły kary cielesne. Z kolei Brzetysław Czeski w 1038 roku, po zajęciu Gniezna ustanowił kary grzywny, wygnania, chłosty za nierząd, wielożeństwo, etc.

    Władze krajów katolickich dość długo były świadome tego, iż to co dokonywane jest w zaciszu sypialni nie powinno być wyjęte spod jurysdykcji kodeksów karnych. Co prawda, wraz z postępującym marszem liberalizmu i laicyzmu, od końca XVIII wieku sukcesywnie łagodzono i znoszono kary wymierzone w nieobyczajność seksualną, to jednak jeszcze do poł. XX stulecia nie było niczym nadzwyczajnym traktowanie w kategoriach przestępstw karnych takich czynów jak: rozpusta, cudzołóstwo i homoseksualizm. W Hiszpanii za rządów gen. Franco zdrada małżeńska zagrożona była 6 latami więzienia, a w Bawarii depenalizacja konkubinatów nastąpiła dopiero w 1969 roku.

    W całym tym okresie, władze kościelne, tak zachęcały, jak i aktywnie współdziałały z władzami cywilnymi w zwalczaniu grzechów ciała. Warto wiedzieć, że św. Inkwizycja obok tropienia herezji zajmowała się również ściganiem niemoralności seksualnej. W Polsce niejednokrotnie misjonarze urządzali nawet nocne najazdy na domy osób podejrzanych o uczynki nieczystości, a w razie przyłapania ich na czymś takim, poddawali takich ludzi karze chłosty, zamykania we wspomnianej wyżej kunie kościelnej, etc. Sobór Trydencki na sesji 24 zachęcał biskupów, by, w miarę potrzeby, w karaniu konkubinatu i cudzołóstwa uciekali się do pomocy władz świeckich.

    Jan Paweł II potwierdził z kolei, iż władza cywilna powinna zakazywać eutanazji:

    Tak więc ustawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. Można by wysunąć zastrzeżenie, że nie dotyczy to eutanazji, gdy zostaje ona dokonana na w pełni świadome żądanie zainteresowanego. Jednakże państwo, które uznałoby takie żądanie za prawomocne i zezwoliłoby na jego spełnienie, usankcjonowałoby swoistą formę samobójstwa-zabójstwa, wbrew podstawowym zasadom, które zabraniają rozporządzać życiem i nakazują ochraniać każde niewinne życie. W ten sposób zmierza się do osłabienia szacunku dla życia i otwiera drogę postawom niszczącym zaufanie w relacjach społecznych. Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym” (“Evangelium Vitae”, n. 72).

    Także w dawniejszych wiekach, Magisterium Kościoła wzywało rządzących, by nie szanowali “prawa” do dobrowolnego niszczenia własnego lub cudzego życia i zdrowia. Sobór Trydencki na przykład nałożył ekskomunikę na wszystkich władców, którzy w swych granicach tolerowaliby zwyczaj pojedynków. I tym razem tradycyjne chrześcijaństwo nie zdało testu na libertarianizm. Czy libertariańskimi można bowiem nazwać apele o karalność obustronnie dobrowolnych zachowań? Przecież, by doszło do pojedynku druga strona musiał wyrazić na to zgodę.

    Tradycyjne nauczanie Kościoła nie zgadza się z libertariańskim kanonem również w sferze ekonomicznej. Z pewnością rację mają ci, spośród libertarian, którzy próbując wykorzystać katolicką doktrynę społeczną podkreślają, że odrzuciła ona komunizm i socjalizm. Istotnie, Magisterium kościelne nieraz piętnowało nadmierną ingerencję państwa w gospodarkę, dążenie do likwidacji własności prywatnej lub też krępowanie jej licznymi oraz uciążliwymi przepisami, tłamszenie swobody działalności ekonomicznej przez nadmierny centralizm, rozrost biurokracji, etc. Można więc powiedzieć, iż wolny rynek opierający się na prężnie rozwijającej się własności prywatnej, niskich podatkach, skromnej biurokracji jest bliski tradycyjnemu chrześcijaństwu. Odrzucenie “nadmiernej” ingerencji państwa nie oznacza jednak jej negacji jako takiej. Sprzeciw wobec likwidowania lub krępowania własności prywatnej licznymi przepisami nie jest jeszcze tym samym, co proklamacja jej “świętego”, “nienaruszalnego” i “absolutnego” charakteru. Słowem: sprzeciw wobec herezji komunizmu i socjalizmu nie musi jeszcze oznaczać imprimatur dla skrajnego ekonomicznego liberalizmu. Gdy przyjrzymy się z bliska katolickiemu nauczaniu o wolnym rynku dostrzeżmy jak na dłoni, że nie może ono zadowolić żadnego libertarianina.

    Popatrzmy chociażby na wiekopomną encyklikę Leona XIII “Rerum Novarum”. Papież ów wprost odrzuca pogląd, jakoby państwo miało prawo interweniować tylko w wypadku, gdy złamana zostaje obustronnie zawarta pomiędzy pracodawcą a pracownikiem umowa. Leon XIII stwierdza tam, iż sam fakt zawarcia takiej umowy nie wystarcza, by mówić o sprawiedliwych warunkach pracy. Encyklika “Rerum Novarum” wymienia otwarcie szereg przypadków, w których uprawniona jest interwencja państwa w relacje pomiędzy pracodawcą, a pracownikami, nawet wówczas, gdy z punktu widzenia zawartej między nimi umowy wszystko wydaje się przebiegać prawowicie. Leon XIII pośród przypadków takiej uprawnionej interwencji władz cywilnych w życie ekonomiczne wymienia między innymi:

    1. Rozluźnianie naturalnych związków rodzinnych wśród robotników,

    2. Zadawanie gwałtu religijności robotników przez odmawianie im sposobności do spełniania obowiązków względem Boga,

    3. Zagrożenia dla moralności, wynikające z pomieszania osób różnej płci lub z innych pokus do grzechu,

    4. Obarczanie pracowników nadmiernymi ciężarami lub narzucanie innych, niegodnych człowieka warunków pracy,

    5. Szkodzenie zdrowiu przez pracę nad siły lub zmuszanie do pracy niestosownej dla wieku lub płci,

    6. Zbyt niskie w stosunku do włożonej pracy płace (tamże: n. 29-35)

    “Rerum Novarum” naucza też:

    Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia”.

    Encyklika ta dodaje przy tym, iż również za parawanem obustronnie zawartej umowy może kryć się gwałt zadawany sprawiedliwości, przeciw któremu należy wykorzystać powagą praw państwowych (tamże n. 34 – 35).

    To nauczanie Leona XIII zostało potwierdzone w innych późniejszych dokumentach Magisterium.W Kompendium Katolickiej Nauki Społecznej czytamy poza tym, że własność prywatna nie jest ani “nienaruszalna”, ani “absolutna”, zaś władze cywilne co prawda nie powinny interweniować w zakresie ekonomii, natrętnie, ale również winny się strzec czynienia tego w sposób “znikomy” (tamże, n. 177, 351).

    Czy “ortodoksyjny” liberał może przystać na to, by władze cywilne ingerowały w treść zawieranych przez strony umów? Czy z libertariańskim myśleniem o ekonomii ewidentnie nie kłócą się postulaty sprowadzające się do tego, by to nie tylko umowy o pracę, ale również państwo ustalało warunki sprawiedliwej pracy i płacy?

    TOLERANCJA MNIEJSZEGO ZŁA

    Ważnym dopowiedzeniem do katolickiej nauki o prawie i obowiązku władz cywilnych do karania i zakazywania zła, jest przypomnienie, iż wolno jest niekiedy tolerować mniejsze zło. Jest to dozwolone wówczas, by zapobiec większemu złu lub ocalić jakieś większe dobro. Tradycyjne rozumienie tolerancji zakłada zawieszenie aktywnego przeciwstawienia (karania czy nawet upominania grzechu) się jakiemuś złu, w imię zachowania jakiegoś większego dobra lub zapobieżenia większemu złu.

    Przekładając takie rozumienie tolerancji na sferę stricte prawną: władza może zrezygnować z karania nieprawości, która w normalnych warunkach winna być zakazana i tępiona, jeśli groziłoby to powstaniem większego zła lub można by było w ten sposób utracić większe dobro. Tolerancja oznacza więc uwarunkowane okolicznościami i warunkami zawieszenie karania zła, ale nie przyznanie nieprawościom rzekomego prawa do bycia wyjętymi spod represji. Kiedy jednak okoliczności na to pozwolą grzech winien być prawnie karany i zakazany.

    Powiedzenie: “Na razie lepiej tego nie karać” nie jest tym samym, co: “Nic mi do tego, nie mam prawa tego karać“. Pierwsze jest wyrazem tradycyjnie chrześcijańskiej roztropności i tolerancji, drugie: libertariańskiej herezji.

    NIE WSZYSTKIE GRZECHY MUSZĄ BYĆ KARANE

    Warto jest również zastrzec, iż prawo oraz obowiązek władz cywilnych do represjonowania nieprawości, nie oznacza bynajmniej, iż dokładnie wszystkie ze złych uczynków winny być prawnie karane i zakazywane. Różny jest stopień szkodliwości społecznej poszczególnych nieprawości. Pewne złe czyny bezpośrednio szkodzą jedynie ich sprawcom, inne z kolei polegają na wciąganiu w to swych bliźnich. Część z nieprawości zagraża zaś wręcz całemu porządkowi społecznemu. Bardzo wątpliwym byłby pomysł karania ludzi, którzy dokonują swych złych uczynków zupełnie potajemnie i w całkowitym odosobnieniu. W końcu przecież nie można powiedzieć, by w ten sposób bezpośrednio szkodzili komuś poza sobą. Czym innym jest już jednak namawianie, pobudzanie, inspirowanie swego bliźniego do zła (co ma miejsce choćby w przypadku grzechów, do których dokonania potrzebne są dwie osoby) i podobnego rodzaju nieprawości, jako działania wymierzone w dobro innych osób powinny stać się przedmiotem prawnych zakazów i kar.

    Swego rodzaju podsumowaniem tradycyjnego nauczania Kościoła na temat karania zła, mogą być dwa kazania wygłoszone przez wybitnych polskich kaznodziejów, gdzie w wyrazisty sposób ukazany jest z jednej strony obowiązek represjonowania nieprawości, z drugiej zaś konieczność wstrzymywania się od realizowania tej powinności, z powodu wglądu na roztropną i mądrą tolerancją mniejszego zła:

    (…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego sięśmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika albo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ależniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie.Toby taki cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce.Znosić heretyki i ścierpieć, gdy się bez wojny i rozruchów domowych i wszystkiego królestwa karać nie mogą, to każdy rozum przypuścić musi. Boby wiele dobrych poginęło, boby szkodę wielką niewinni podjęli. Uchowaj Boże tego! Toż się o innych grzechach mówi: ktoby wszystkie lichwiarze zaraz wykorzenić chciał, szkodę by tym, którzy pożyczków potrzebują, uczynił. Na dzień sądny, na ono ostatnie żniwo, wszystko się i zaraz ukarze, ale tu na ziemi i najpilniejsze urzędy nie mogą zaraz i wszystkiego złego wykorzenić. Ale złe ganić i wolności im bronić a roztropnie je karać, to powinien urząd każdy „ – Ks. Piotr Skarga, (.Ks. Piotr Skarga, “Kazania na niedziele i święta całego roku“, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149).

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak niezakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego” – ks. Jakub Wujek (Cytat za: „Wykład Pisma świętego. Postilla Catholica”, cz. I, Komorów 1997, s. 178 – 179).

    ŚW. TOMASZ Z AKWINU ZWOLENNIKIEM LEGALNOŚCI PROSTYTUCJI?

    Poplecznicy libertarianizmu nie składają jednak broni i próbują wykazać, iż również w ramach tradycyjnego prawowiernego chrześcijaństwa istniały nurty libertariańskiego myślenia o państwie i prawie.

    Niezwykle częstym argumentem libertarian jest np. powoływanie się na św. Augustyna oraz św. Tomasza z Akwinu, jako będących zwolennikami bezkarności prostytucji. W ślad za tymi doktorami Kościoła, brak karalności oraz legalność prostytucji miała zaś wspierać nawet cała nauka katolicka oraz wszyscy władcy katoliccy. Takie stawianie sprawy jest jednak mitem oraz przekłamaniem.

    Po pierwsze bowiem: to nie doktryna katolicka, ale niektórzy teologowie katoliccy twierdzili, że w ściśle zakreślonych granicach prostytucja powinna pozostać niekaralna. Prawda, że pośród tych teologów znajdowała się tak wybitna postać, jak św. Augustyn. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, iż sformułował on ten pogląd, gdy był jeszcze katechumenem nie obeznanym dość mocno z doktryną chrześcijańską.

    Apologeci bezkarnej prostytucji powołują się także na św. Tomasza z Akwinu. Tymczasem, wiele wskazuje na to, że tak naprawdę Akwinata nie jest autorem zdań opowiadających się za – choćby cząstkową – legalnością tego procederu. Część jego dzieła pt. “De regimine principium”, w której jest mowa o potrzebie pozostawienia bezkarną prostytucji, nie została tak naprawdę napisana przez św. Tomasza z Akwinu, lecz przez jego ucznia – Ptolomeusza z Luki. Akwinata przerwał pisanie tej pracy z powodu śmierci księcia, do którego utwór był adresowany. Dokończenia tego dzieła podjął się zaś wspomniany Ptolomuesz z Luki (Patrz: Kinga Wiśniewska – Roszkowska, “Problemy współczesnego erotyzmu”, Warszawa 1986, s. 74-75).

    Tak czy inaczej fałszem jest sugerowanie, jakoby doktryna katolicka opowiadała się za legalnym płatnym nierządem. Jeśli ktoś, chce bronić prawdziwości tej tezy powinien wskazać, nie na opinie poszczególnych teologów (albowiem w niektórych kwestiach nawet niektórzy Święci głosili poglądy, które później były odrzucane przez Magisterium – np. św. Augustyn poddawał w wątpliwość Niepokalane Poczęcie Matki Bożej), ale na orzeczenia Papieży, Soborów i rzymskich Kongregacji. Albo przynajmniej należałoby wykazać, iż coś takiego było przedmiotem powszechnego consensusu wśród katolickich autorów.

    Po drugie: postawa państw katolickich względem prostytucji przejawiała się, albo w absolutnym i całkowitym zakazie, lub też w mocno ograniczonej tolerancji prawnej dla tego zjawiska. Przez długi czas handel ciałem został całkowicie zabroniony m.in. w Hiszpanii, Portugalii i Francji. Trzeba nadmienić, że nierzadko plaga ta była tępiona drakońskimi represjami. Stręczyciel mógł być zatem ścięty, pozbawiony uszu, zakuty w pręgierz, wygnany z miasta, itp. Prostytutki chłostano i zamykano w klatkach na widok publiczny. Mężczyzna korzystający z płatnych usług seksualnych mógł trafić za więzienne kraty. Ci spośród władców, którzy postanowili tolerować w swych granicach płatny nierząd, starali się zamykać go w ściśle określonych granicach, których przekroczenie niejednokrotnie surowo karano. Prostytutki często musiały praktykować swój “zawód” tylko w obrębie specjalnych domów, nierzadko nie miały wstępu w granice miast. Dbano też, by nad owym procederem unosił się silny odór obrzydzenia i ohydy. Płatne nierządnice nieraz były zobowiązane nosić specjalnie wyróżniający strój, a przed domami publicznymi mnisi głosili kazania, w których odmalowywano wiernym ohydę grzechów ciała. Nie wszyscy z tych władców, którzy w ograniczony sposób tolerowali prostytucję byli zresztą przekonani, iż czynią dobrze. Św. Ludwik IX pod koniec swego życia mocno sobie wyrzucał, iż nie wprowadził we Francji całkowitego zakazu prostytucji.

    Błędem jednak byłoby przypisywanie tym spośród teologów i władców katolickich, którzy optowali za częściowo bezkarną prostytucją, libertariańskiego spojrzenia na rolę Państwa w tej sferze. Bez wątpienia, nie byliby oni zachwyceni takim przedstawieniem ich stanowiska, jak gdyby wspierali oni ideę braku ingerencji rządu w prywatny obszar seksualności. Ich ujęcie tego problemu wypływało ze zdecydowanie innych przesłanek. Zakładały one, że w społeczeństwie, w którym istnieje szereg rygorów, kar i represji względem przed i pozamałżeńskich kontaktów cielesnych, winno istnieć jakieś wąskie ujście dla tłamszonej nieczystości, albowiem w przeciwnym razie zacznie się ona wszędzie pokątnie rozlewać. Św. Augustyn porównał to do kloaki, która musi znajdować się w każdym, choćby najschludniejszym domu, albowiem w przeciwnym razie całe domostwo zostanie zanieczyszczone fekaliami i uryną. Można z takim podejściem się nie zgadzać i z nim dyskutować, ale nie sposób go wpisać w liberalną tezę, iż władzom cywilnym nic do tego, co obywatele wyrabiają miedzy sobą za czterema ścianami mieszkania. Teolodzy katoliccy, którzy byli za mocno ograniczoną bezkarnością prostytucji, nie negowali bowiem wcale zasadności ustanawiania praw zakazujących rozpusty oraz cudzołóstwa, ale twierdzili, że w tym obszarze powinien istnieć bardzo wąski margines wolny od prawnych kar i represji.

    PAN JEZUS PRZECIWNIKIEM KARALNOŚCI CUDZOŁÓSTWA?

    Innym z liberalnych argumentów, jaki wysuwany jest przeciw idei karania zła jest powoływanie na ewangeliczną perykopę, w której Pan Jezus “de facto” uchronił cudzołożną niewiastę przed przewidzianą w Starym Testamencie karą ukamienowania, jaką chcieli względem niej wymierzyć faryzeusze (J, 8, 1-11). Tymczasem, jeżeli już ów fragment ma przeciw czemuś świadczyć, to co najwyżej przeciw pomysłowi karania śmiercią za cudzołóstwo. Z pewnością zaś nie jest to przekonywujący argument na rzecz zniesienia jakichkolwiek sankcji karnych wymierzonych w grzechy nieczystości. Co więcej, bardziej uważna lektura tej biblijnej historii wskazuje, iż można mieć wiele wątpliwości również co do tego, czy Pan Jezus ratując cudzołożnicę, rzeczywiście chciał w ten sposób pokazać, iż karanie śmiercią małżeńskiej niewierności jest czymś absolutnie niedopuszczalnym i zakazanym.

    Ważnym w próbie interpretacji tego fragmentu jest dostrzeżenie tego, iż Nowy Testament kładzie duży nacisk na konieczność prostoty i czystości intencji. Nasze dobre czyny, winny być spełniane w celu podobania się Bogu, nie zaś na pokaz, albo dla zaspokojenia własnych egoistycznych interesów. Przykładowo, sędzia powinien kierować się pragnieniem sprawiedliwości i obrony Bożego porządku, odrzucić musi zaś chęć sławy, nienawiść do bliźnich, chciwość dóbr doczesnych, etc. Jednak faryzeusze, którzy pragnęli zabić ową grzesznicę nie kierowali się dążeniem do sprawiedliwości. Biblia wyraźnie wskazuje, iż ich serca były podstępne i zdradliwe. Pierwszą tego oznaką jest to, że cudzołożnica została przyprowadzona przed Chrystusa, sama, bez wspólnika własnego grzechu – tzn. mężczyzny. Tymczasem Prawo Mojżeszowe nakazywało kamienowanie obu stron cudzołóstwa – mężczyzny i kobiety (Ks. Powt. Prawa 22, 22). Pytanie; co się stało z cudzołożnikiem? Czyżby zdołał uciec kilkunastoosobowej grupie mężczyzn? A może “sprawiedliwość” faryzeuszy była wybiórcza? Na ową wybiórczość faryzeuszowskiego poczucia sprawiedliwości wskazuje następujący fragment owej sceny: “Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć( Jn, 8,6). Jasno tu widać, iż Prawo Mojżeszowe, było w tym konkretnym wypadku, narzędziem, które podstępni ludzie próbowali wykorzystać nie w celu obrony Bożych przykazań, ale po to by rzucić fałszywe oskarżenia na Syna Bożego. Chrystus Pan znał doskonale ludzkie serca, dlatego też postanowił uwolnić cudzołożną niewiastę. Poza tym należy przypomnieć, iż sam fakt anulowania w poszczególnych przypadkach kary za przestępstwo nie oznacza jeszcze zanegowania samej potrzeby jego karania. Przykładowo, Wszechmogący rzekł: “Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Ks. Rodzaju 9,6);jednak względem Kaina – mordercy Abla, Bóg uczynił wyjątek, dając mu specjalne znamię, aby ludzie nie uśmiercili go (Ks. Rodzaju 4, 15). Ten fakt nie oznacza jednak, że Bóg absolutnie potępił karę śmierci za morderstwo. Analogicznie rzecz biorąc: nie ukaranie śmiercią poszczególnych przypadków cudzołóstwa nie jest jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie nie wolno w ten sposób karać cudzołożników i cudzołożnice.

    Choć brak jest przekonywujących dowodów na to, iż Pan Jezus rzeczywiście potępił karę śmierci za cudzołóstwo nie oznacza to jeszcze, że należy zawsze i wszędzie stosować tą sankcję względem osób winnych owej nieprawości. Starotestamentowe prawo karne nie jest bowiem – w ścisłym tego słowa znaczeniu – obowiązujące władców chrześcijańskich. W przeciwieństwie do przepisów obrzędowo-rytualnych Starego Zakonu tj. święcenie szabatu, zakaz spożywania krwi i wieprzowiny, ofiary całopalne, uciekanie się przez chrześcijan do sankcji karnych tam zawartych nie zostało jednak zakazane. Z pewnością ustanowione przez Pana Boga w Starym Przymierzu prawodawstwo karne może być moralnie stosowane, o ile uwzględni się przy tym inne objawione przez Wszechmocnego zasady postępowania z czyniącymi nieprawość, tj. łagodność, umiar w karaniu, chęć nawrócenia, a nie zniszczenia grzesznika, zapobieganie zgorszeniom, obrona społeczności przed złem. W zależności do sytuacji może się okazać, iż bardziej godne i sprawiedliwe będzie sięganie raz po łagodniejsze, a innym razem po surowsze środki karne. I tak w jednym wypadku może okazać się, iż bardziej zgodne z miłością i sprawiedliwością będą łagodniejsze kary, a w innym przypadku odpowiednia będzie kara śmierci.

    CZY KARANIE NIEPRAWOŚCI JEST BEZCELOWE?

    Istnieje jeszcze wiele wybiegów za pomoc ą których libertarianie próbują poddawać w wątpliwość słuszność tradycyjnie chrześcijańskiego stanowiska w sprawie prawnego karania i zakazywania zła. Jednym z nich jest opinia głosząca, iż państwo, które represjonuje i karze grzechy, w ten sposób odbiera swym obywatelom najcenniejszy Boży dar, jakim jest wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem. Bez wolności wyboru nie ma zaś prawdziwie chrześcijańskiego życia.

    Ten argument miesza ze sobą dwie przesłanki: słuszną (winniśmy czynić dobro i unikać zła w sposób wolny) z błędną (w związku z tym nie wolno karać i zakazywać nieprawości). Przede wszystkim trzeba podkreślić, iż tak naprawdę żadne prawne zakazy i kary nie są w stanie odebrać człowiekowi wewnętrznej wolności wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wszakże nawet, gdy z obawy przed ziemskimi karami powstrzymujemy się od dokonania jakiegoś złego uczynku, to nasze myśli i pragnienia wciąż mogą być przeciwne Bożemu prawu. Jasnym jest, iż żadne państwo nie jest w stanie zmusić kogokolwiek do bycia dobrym chrześcijaninem. Bycie dobrym chrześcijaninem zaczyna się bowiem w sercu, którego nie może przecież objąć nadzór sądów i policji. Może więc karanie grzechu faktycznie mija się z celem? Otóż nie. Traktując konsekwentnie ten argument można by zakwestionować zasadność karania choćby zgwałceń. Cóż bowiem z tego, iż potencjalny gwałciciel ze strachu przed karą nie dokona swej zbrodni? Wszak, w swym sercu i tak zgwałci kobietę. A jednak nawet, jeśli ów człowiek tak potwornie zgrzeszy w swych pragnieniach, to jednak: niedoszła ofiara nie zostanie zgwałcona; innym ludziom nie zostanie dany zły przykład do naśladowania; ów grzesznik jeśli się nie nawróci pójdzie co prawda do piekła, jednak jego potępienie nie będzie tak srogie, jak w przypadku, gdyby swe złe pragnienia zrealizował także w czynach. Podobnie, nawet jeśli dany mężczyzna nie uwiedzie młodej dziewczyny tylko z powodu obawy ukarania, to jednak: owa niewiasta nie zostanie wciągnięta przez niego w grzech; innym chłopcom i mężczyznom nie zostanie zaprezentowany kolejny zły przykład do naśladowania; ów grzesznik nie będzie odpowiadał na Bożym Sądzie za swe czyny, a jedynie za myśli i pragnienia, przez co jego potępienie będzie mniej srogie.

    Św. Tomasz z Akwinu pisze:

    „(…) jednak bywają ludzie krnąbrni, skłonni do złych nałogów, którzy nie łatwo dają się poruszyć słowami, dlatego zaistniała konieczność, by takich powstrzymywać od złego siłą i strachem, by przynajmniej z tego względu przestali źle postępować i pozostawili innych w spokoju… Otóż to właśnie wychowanie jest zdaniem ustawodawstwa ludzkiego” (Patrz: Św. Tomasz z Akwinu, “Suma teologiczna w skrócie“, Warszawa 2000, s. 343 – 344).

    Poza tym odpowiednie represje i kary co prawda nie zmieni ą serca grzesznika, ale mogą pobudzić go do zmiany swego stylu myślenia i wartościowania. Św. Augustyn uczy o tym w następujący sposób:

    Teraz widzisz, jak sądzę, iż nie należy zważać na sam fakt istnienia przymusu, ale raczej na to przez co się jest przymuszonym: czy jest to dobro czy zło. Nie jest tak, że każdy może stać się dobrym wbrew sobie, ale strach przed tym czego człowiek nie chce cierpieć kładzie kres uporowi, który stanowił przeszkodę, i przynagla go do poszukiwania prawdy, której nie znał. To sprawia, iż człowiek odrzuca kłamstwo, które wcześniej dopuszczał, szuka prawdy, której nie znał; dochodzi do pragnienia tego, czego nie pragnął” (List “Ad Vincentium”).

    Zawsze też należy pamiętać o dwóch zasadach: zło nie ma żadnych praw; niekaranie grzechu jest jednym z dziewięciu grzechów cudzych.Jeśli zło nie ma żadnych praw to oznacza to, iż nadużyciem jest domagać się dla niego prawnej ochrony, bezkarności czy legalności. Nieprawości są jak rak. Tylko głupiec uzna, iż nowotwory należy ochraniać, że przysługują im jakiekolwiek prawa.

    Niekaranie grzechu jest tradycyjnie wymieniane w katalogu tak zwanych grzechów cudzych. Jeżeli nie karzemy grzechu, mimo, że mamy ku temu możliwości i uprawnienia, a za powstrzymaniem się od represjonowania zła nie przemawia chęć uniknięcia większego zła bądź ocalenia większego dobra, to wówczas nasz brak działania w tej mierze, czyni nas współodpowiedzialnymi za nieprawość, której nie ukarzemy.

    Czy chcącemu nie dzieje się krzywda?

    Stara zasada prawa rzymskiego mówi: “Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Człowiek, który wybiera zło sam sobie szkodzi, dlatego też nie jest sprawą rządu próbować sprowadzać go na dobrą drogę. Myśl ta jest następną wykorzystywaną w libertariańskim arsenale.

    Zasada głosząca, iż “Chcącemu nie dzieje się krzywda”, jeśli jest rozumiana w swym nie-dosłownym, ale metaforycznym sensie, może być po części słuszna. Oczywistym jest wszak, że nawet, jeśli dobrowolnie decydujemy się na jakąś nieprawość, fakt ów nie przemienia zachowania szkodliwego w nieszkodliwe. Jeżeli postanawiamy dla zabawy uciąć sobie rękę, to przecież sama dobrowolność tego zachowania nie sprawia, iż nie wyrządziliśmy sobie tym samym krzywdy.

    Częściowa słuszność tej zasady może jednak zasadzać się na stwierdzeniu, iż wiemy co czynimy, a jeśli tak, to będziemy odczuwać skutki swego złego postępowania na własnej skórze. Z tego rodzaju postawieniem sprawy wiąże się jednak niejedna wątpliwość i zastrzeżenie.

    Po pierwsze: każda nieprawość choćby, w mniejszym bądź większym stopniu, pośrednio lub bezpośrednio, szkodzi innym bliźnim, a nawet całemu społeczeństwu. Taka jest po prostu natura zła. Jest ono destrukcyjne, niszczące, zaraźliwe i niebezpieczne nie tylko dla jego sprawców, ale również dla osób postronnych.

    Oczywiście nie każdy grzech szkodzi w bezpośredni sposób innym ludziom. Przykładowo, jeśli onanista dokonuje swych wstrętnych czynów w tajemnicy i całkowitym odosobnieniu, to nie można powiedzieć, by w sensie właściwym szkodził on swym bliźnim. Nie daje on wszak innym złego przykładu, nie namawia, ani nie inspiruje swych bliźnich do czynów, które sam popełnia.

    Cudzołożnik z pewnością jednak krzywdzi już nie tylko siebie, ale choćby wspólniczkę swego grzechu, jej zdradzanego męża oraz dzieci. Na przykładzie cudzołóstwa widać więc, iż niemała część nieprawości wiąże się z licznymi szkodami wyrządzanymi nie tylko ich bezpośrednim uczestnikom, ale również osobom postronnym, a nawet całemu społeczeństwu. Bez problemu można by wykazać, jak bardzo niszcząca dla społeczeństwa jest część grzechów, których bezkarności i legalności domagają się libertarianie.

    JAK GRZECH NISZCZY SPOŁECZEŃSTWO?

    Pijaństwo wiąże się z ogromem mordów, wypadków samochodowych, pobić, kłótni, i zgwałceń, które dokonywane są pod jego wpływem. Większość przestępstw popełniana jest w stanie nadużycia alkoholu. Przyczyną sporej części rozwodów jest pijaństwo. Żony i dzieci pijaków przeżywają nieustanną mękę, będąc w większości wypadków przedmiotem agresji psychicznej lub fizycznej, a czasami też molestowania seksualnego.Narkomania często napędza przestępczość.

    Nałogowi narkomani nierzadko dokonują kradzieży, włamań, pobić i napadów, czyniąc to w celu zdobycia pieniędzy na swą ulubioną rozrywkę.

    Nierząd i cudzołóstwo owocują niszczeniem tradycyjnej rodziny i małżeństwa, które to z kolei są podstawami normalnego i zdrowego społeczeństwa. Dzieci zamordowane przed narodzeniem, oddawane do przytułków po narodzeniu, wychowujące się w rozbitych, przeważnie pozbawionych ojca rodzinach – to tylko niektóre z nieszczęsnych skutków tych nieprawości. Ciężki kryzys tradycyjnej rodziny i małżeństwa w dalszej rodzi takie patologie jak: przestępczość, narkomania, bezdomność. Wedle badań przeprowadzonych w USA prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest o 30 proc. wyższa wśród nastolatków, które wychowały się bez ojca. Podobnie 90 proc. dzieci bezdomnych i uciekających z domu, 3/4 nastoletnich narkomanów i 85 proc. młodocianych przestępców (w tym 72 proc. nieletnich morderców i 60 proc. gwałcicieli), wzrastało w rodzinie pozbawionej ojca (Patrz: “Ameryka bez ojców“, “Newsweek”, 10. 03. 2002, s. 82). Z grzechami nierządu i cudzołóstwa połączona jest też niemała liczba morderstw, pobić, samobójstw (dokonywanych np. przez zazdrosnych mężów, konkubentów, kochanków, etc).

    Jaskrawym przykładem tego do jakich konsekwencji prowadzą nierząd i cudzołóstwo może być rzeczywistość czarnej społeczności w USA. Obecnie 69 proc. czarnych dzieci nie pochodzi ze związku małżeńskiego, a 57 proc. nastolatków wychowywanych jest przez jednego z rodziców (najczęściej przez matkę). Szacuje się też, iż odpowiednio 43 proc. czarnych mężczyzn i 42 proc. kobiet nie żyło nigdy w małżeństwie. Ponad połowa morderstw i 42 proc. innych ciężkich przestępstw jest dokonywanych przez kryminalistów wywodzących się z 13 – procentowej czarnej społeczności. Ocenia się, iż 28, 5 proc. czarnych chłopców trafi do aresztów i więzień. W dużych miastach 4 na 10 czarnoskórych mężczyzn w wieku od 17 do 35 lat przebywa w więzieniach ( Por. Patrick J. Buchanan, “Śmierć Zachodu”, Wrocław 2005, s. 93-95).

    Homoseksualizm wiąże się ze zwiększoną częstotliwością dokonywania aktów pedofilii, molestowania nieletnich, przemocy i tym podobnych przestępstw. Około 2 procentowa społeczność homoseksualistów jest odpowiedzialna za od 30 proc. do 50 proc. wszystkich przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci. Z szeroko zakrojonych badań wynika, iż przeciętny homoseksualista wykorzystuje 7, 5 razy więcej chłopców, aniżeli heteroseksualny pedofil dziewczynek ( Patrz: Dave Hunt, “Co nam szkodzą homoseksualiści?”, Tymoteusz, nr 9/1997, s. 12). Zbadanie spraw 518 masowych morderców, którzy zabijali na tle seksualnym w USA w l. 1966 – 1983 ujawniło, że 350 (68 %) ofiar zostało zamordowanych przez sprawców będących homoseksualistami oraz że 19 (44%) z 43 morderców było biseksualnych lub homoseksualnych .

    Prostytucja i pornografia owocują nierządem, cudzołóstwem, zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią. Przeważnie grzechy te powiązane są też ze światem kryminalnym. Prawie zawsze domy publiczne, kluby ze striptizem i innymi tańcami erotycznymi znajdują się pod kontrolą organizacji przestępczych. Przybytki takowe są też ulubionymi miejscami rozrywki kryminalistów. W centrach seksbiznesu notuje się zwiększoną ilość przestępstw. Badania przeprowadzone przez amerykańskie FBI wykazały, iż na 36 notorycznych zabójców, aż 29 było fanami materiałów pornograficznych. Inne analizy, którym poddawani byli przestępcy seksualni, wykazywały zaś, że 64 proc. homoseksualnych pedofilów oraz 86 proc. gwałcicieli permanentnie korzystało z pornografii ( Patrz: David A. Scott, “Pornografia – jej wpływ na rodzinę, społeczeństwo, kulturę“, Gdańsk 1995, s. 24 – 25).

    Ted Bundy, człowiek, który zgwałcił i zamordował co najmniej 28 niewiast i dzieci (podejrzewany był zaś o ok. 100 takich czynów), w wywiadzie jaki udzielił znanemu psychologowi Jamesowi Dobsonowi, wyznał:

    „ Spędziłem wiele czasu w więzieniu. Spotkałem wielu mężczyzn, którzy stosowali przemoc z takich samych motywów, co ja. Każdy z nich – i to co do jednego! – pogrążony był po uszy w pornografii. Każdy był pod jej wpływem i od niej uzależniony. To jedno nie ulega wątpliwości!” (Cytat za: Alfred J. Palla, “Poradnik walki duchowej“, Rybnik 1999, s. 186 – 187).

    Można by podawać jeszcze wiele przykładów złych skutków czynów w istocie swej nie naruszających cudzej wolności, które jednak szkodzą nie tylko osobom je popełniającym, ale również innym bliźnim. Sugestia więc, jakoby złe czyny szkodziły tylko ich sprawcom jest po prostu fałszywa i nieprawdziwa.

    Oczywiście można powiedzieć, iż mimo złych owoców dla całego porządku, które rodzą owe nieprawości, to i tak nie powinny być one represjonowane, póki nie przekraczają granic wolności innych ludzi. Tego rodzaju myślenie przypomina jednak działanie na zasadzie: “Nie zapobiegajmy, ale dopiero jak pojawi się choroba, to ją leczmy”. Tradycyjnie powiada się jednak: “Lepiej zapobiegać, niż leczyć”. Tkwi w tym przysłowiu wiele mądrości. Po co zmagać się z rakiem, jeśli przez odpowiedni styl życia, można znacznie zminimalizować ryzyko jego wystąpienia? Po co przyszywać uciętą dłoń, jeśli można jej nie ucinać?

    Idąc traktem libertariańskiego myślenia równie dobrze należałoby się domagać utrzymania karalności jedynie spowodowania wypadków samochodowych pod wpływem alkoholu, ale zalegalizować trzeba było samą jazdą w stanie nietrzeźwym. O ile bowiem spowodowanie wypadku na drodze jest już naruszeniem czyjejś wolności (wszak nie pytamy się drugiego kierowcy, czy życzy on sobie, by w niego uderzać), to sama jazda w stanie nietrzeźwości nie stanowi jeszcze gwałtu zadanego swobodzie innych kierowców. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, by karać nie tylko same sprawstwo wypadków, ale także to, co do nich bezpośrednio prowadzi, a więc jazdę pod wpływem alkoholu, nadmierną prędkość, itp.

    Właściwie pojęte dobro porządku społecznego wymaga więc, by część z nieprawości, które są popełniane dobrowolnie i bez przymusu, była mimo to represjonowana przez władze cywilne, również za pomocą kar i zakazów. Wiele z negatywnych zjawisk społecznych mogłoby być znacznie ograniczonych poprzez dobrze działające prawa wymierzone w zło.

    ZAKAZANY OWOC SMAKUJE LEPIEJ?

    Być może najczęściej używanym przez libertarian argumentem przeciw jest twierdzenie mówiące, jakoby prawne kary, zakazy i represje powodowały tak naprawdę narastanie zjawisk, które za ich pomocą pragnie się zwalczyć. Nie od dziś wszak ma być wiadomo, iż “zakazany owoc smakuje lepiej”. Prawne represjonowanie pewnych zjawisk potęguje tylko ich szkodliwość, w skutek czego okazuje się ono “lekarstwem gorszym od choroby”.

    Jeden z żarliwych obrońców liberalizmu, publicysta Tomasz Cukiernik, pisze o tym w następujący sposób:

    „ (…) niepotrzebne zakazy państwowe powodują przede wszystkim powstawanie i rozwój zorganizowanej przestępczości, tworzenie się czarnego rynku, a nie rozwiązują żadnego z problemów. Przeciwnie – sytuacja jest gorsza, niż gdyby zakazów nie było”.

    Libertarianie utrzymują zatem, iż najlepszym sposobem walki z jakimś złem jest uczynienie go bezkarnym i zgodnym z prawem. I tak np. zwolennicy legalności pornografii przekonują, iż zakaz tej obrzydliwości nic nie daje, albowiem nielegalnie czy legalnie ludzie zawsze korzystali i będą korzystać z pornografii. Apologeci bezkarności przerywania ciąży przekonują, iż prawa zabraniające aborcji powodują tylko zepchnięcie jej do podziemia, co nie wiąże się jednak ze zmniejszeniem skali dokonywanych “skrobanek”. Koronnym argumentem przeciw sensowności prawnych zakazów ma być historycznych przykład prohibicji w USA, która miała skończyć się jedynie ośmieszeniem tego prawa, napędzając przestępczość i nie zmniejszając przy tym poziomu używania przez Amerykanów alkoholu.

    Czy rzeczywiście receptą na zło jest jego legalizacja, a nie penalizacja? Czy karanie zła, jedynie je wzmacnia, a przynajmniej w ogóle go nie ogranicza? Zanim odpowiem na te pytania, pozwolę sobie na pewną ważną w tym kontekście uwagę. Jeśli rzeczywiście sprawy mają się tej sferze, tak jak je liberałowie prezentują, to konsekwentnie należałoby zakwestionować celowość jakichkolwiek kar, zakazów i ograniczeń. Po co represjonować kradzieże, morderstwa, pobicia, rabunki i gwałty, jeśli wedle libertarian zakazy tylko wzmacniają to co jest zwalczane ? Przecież “zakazany owoc lepiej smakuje”, a więc zapisanie kradzieży w kodeksie karnym sprawia jedynie, iż przybywa śmiałków chcących zakosztować rozkoszy owego czynu. Wizja dożywotniego więzienia albo krzesła elektrycznego za morderstwo napędzałaby w tej perspektywie tylko liczbę zabójstw. Najlepszym rozwiązaniem tego problemu, byłaby więc legalizacja wszelkich przestępstw oraz likwidacja kodeksu karnego, albowiem w myśl libertariańskiej logiki nie ma mądrzejszego sposobu na wytępienie jakiegoś zjawiska, niż uczynienie go bezkarnym i zgodnym z prawem. Albo będziemy więc logiczni oraz konsekwentni i przyznamy, że owocem zakazów i kar jest ograniczenie zjawiska, w które są one wymierzone. Albo też kierując się przekonaniem, iż zabroniony owoc smakuje posuniemy się do pomysłu likwidacji wszelkich kodeksów karnych.

    Libertariańskie dywagacje o “zakazanych owocach” opieraj ą się tak naprawdę na powierzchownej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu pochopnych wniosków w tendencyjnie dobranych przykładów. Owszem, prawdą jest, iż bywają sytuacje, w których zakazy i kary nic nie pomagają, a czasami nawet bardziej szkodzą. Wielkim błędem jest jednak twierdzić, iż owe zakazy i kary, ze swej natury, nie są pomocne w zwalczaniu zła, a co najwyżej sprzyjają jego szerzeniu. Rzeczywistość jest dokładnie odwrotna: mądrze i właściwie wprowadzane kary i zakazy wydatnie pomagają ograniczyć zło. To bezkarność zaś stanowi jeden z największych sprzymierzeńców w procesie rozprzestrzeniania się nieprawości. Jeżeli zaś, kary i zakazy nie pomagają, a szkodzą, to nie jest to winą ich wewnętrznej natury, ale pewnych, szczególnych okoliczności, które im towarzyszą.

    Biblijnym przykładem tego, na czym powinno polegać właściwe karanie nieprawości jest historia Helego i jego synów. Heli, jeden z izraelskich arcykapłanów, chociaż napominał swych synów z powodu złego życia, które prowadzili (kradzieży ofiar i rozpusty), to jednak nie potrafił on sięgnąć po narzędzie kary. Zamiast stanowczo ukarać grzechy synów, Heli ograniczał się tylko do ich napominania i wzywania by się nawrócili (1 Sm 2, 12 – 29). Do dziś postępowanie Helego jest ukazywane w chrześcijaństwie jako obraz grzechu niekarania zła.

    Aby prawne zakazy i kary skutecznie ograniczały zło, potrzebnych jest więc wypełnienie kilku warunków (wszystkich albo przynajmniej większości z nich):

    1. Zakazy i kary powinny być egzekwowane stanowczo i konsekwentnie. Pismo święte mówiąc o takim sposobie karania zła stwierdza: “Cały lud słysząc to ulęknie się i już więcej nie będzie się unosił pychą” ( Ks. Powt. Prawa 17, 13). Prawa egzekwowane w tym duchu powstrzymują więc wielu od popełniania złych czynów. Gdy brakuje jednak owej stanowczości i konsekwencji, autorytet prawa jest narażony na szwank, a zło coraz śmielej zaczyna podnosić swą głowę. Złoczyńcy coraz mniej lękają się kary i bardziej zuchwale popełniają swe nieprawości. Biblia mówi o tym tak: “Ponieważ wyroku nad czynem złym nie wykonuje się zaraz, dlatego serce synów ludzkich bardzo jest skore do czynów złych”(Ks. Koheleta 8, 11). Przykładem tego są choćby dzieje zakazu pornografii w naszym kraju. Na naszym rodzinnym podwórku mogliśmy obserwować, jak to od początku lat 90 – tych ub. wieku, mimo prawnego zakazu, pornografia de facto była w Polsce legalna. Wbrew prawu zabraniającemu rozpowszechniania pornografii, które obowiązywało u nas, aż do 1997 r., przez kilka lat materiały tego były sprzedawane jawnie i bez żadnych sankcji karnych. Czy w tym wypadku zawinił zakaz pornografii? Nie. Albowiem przez dziesiątki lat nie działały w Polsce jawnie otwierane sex schopy. W kioskach i sklepach nie wystawiano pornografii. Stacje telewizyjnego nie umieszczały w swych ramówkach programów o tym charakterze. Owszem, w drugim obiegu krążyła pornografia, jednak z pewnością nie było tak łatwo się z nią zetknąć jak obecnie. Zmieniło to się z początkiem lat 90., kiedy to z praktycznego wyciągania wniosków z istniejących zakazów prawnych, powszechnie zrezygnowała policja oraz wymiar sprawiedliwości. Ten stan doprowadził do istnego wylewu pornografii na Polskę. Przyczyną tego nie był jednak zakaz pornografii, ale brak chęci do jego wcielania w życie. Coś podobnego można zaobserwować odnośnie wielu innych nieprawości. W Holandii np., zanim zdepenalizowano eutanazję, przez wiele lat zwolennicy tej ohydnej zbrodni, uprawiali swą propagandę, której owocem było przekonanie większości społeczeństwa do “dobrej śmierci”. W skutek tego wielu lekarzy coraz bardziej ochoczo mordowało chorych starców, co z kolei spotykało się z przyzwoleniem społecznym oraz tolerancją prokuratorów i sędziów. “Uczy grzechu, kto go nie karze” – te słowa św. Grzegorza z Nazjanzu już nieraz okazały się boleśnie prawdziwe i realne (Cytat za: “Nauki katechizmowe ułożone na podstawie nauk różnych autorów. Tom V. O Przykazaniach”, Poznań 1910, s. 335).

    2. Władza ustanawiająca kary i zakazy powinna cieszyć się moralnym autorytetem. Małego posłuchu mogą się spodziewać zdemoralizowani i skorumpowani rządzący. Jedna z tradycyjnych powiedzeń mówi: „Ryba psuje się od głowy”.

    3. Społeczeństwo powinno być pod różnymi względami gotowe na wprowadzenie określonych zakazów. Przykładowo, choć prawna karalność nierządu i cudzołóstwa jest sama w sobie czymś słusznym, to jednak nie wydaje się, by rozsądne byłoby nagłe ustanawianie takiego prawa w społeczeństwie, w którym zdecydowana większość nie tylko, że popełnia owe czyny, ale jeszcze uważa je za objaw psychicznego zdrowia, normalności i właściwego korzystania z życiowych przyjemności. Tak jak ciasto wymaga odpowiedniego przygotowania, by wyrósł z niego chleb, tak nieraz potrzeba by zanim wprowadzi się zakazy, społeczeństwa zmieniły swą mentalność. Oczywiście, odpowiednie prawa także mają wpływać na zmianę mentalności, jednak przy zbyt wysokim stopniu demoralizacji społeczeństwa, ustanawianie pewnych prawnych zakazów może okazać się zbyt wczesne. Po prostu musi istnieć pewna warstwa zdrowej tkanki społecznej, by było to możliwe. Powodem niskiej efektywności przepisów prawa może być fakt, iż pewne dobre kary i represje są “obcym ciałem” w całokształcie praw i obyczajów danego społeczeństwa. Przykład amerykańskiej prohibicji także jest bardziej dowodem na to, iż pewne szczególne okoliczności mogą zniweczyć owocność prawnych zakazów, nie zaś, że są one, same w sobie bezsensowne. Oczywiście, odpowiednie prawa także mają wpływać na zmianę mentalności, jednak przy zbyt wysokim stopniu demoralizacji społeczeństwa, ustanawianie pewnych prawnych zakazów może okazać się zbyt wczesne. Po prostu musi istnieć pewna warstwa zdrowej tkanki społecznej, by było to możliwe. Powodem niskiej efektywności przepisów prawa może być fakt, iż pewne dobre kary i represje są “obcym ciałem” w całokształcie praw i obyczajów danego społeczeństwa.

    A CO Z AMERYKAŃSKĄ PROHIBICJĄ?

    Przykład amerykańskiej prohibicji także jest ciągle przywoływany przez liberałów i libertarian, jako koronny argument przeciw sensowności prawnych zakazów i kar. Pomijając już fakt, iż na ów jeden przykład domniemanego fiaska państwowych represji można by podać jakichś dziesięć kontrprzykładów pokazujących, iż prawne zakazy i kary wydatnie wpływały na ograniczenie dotkniętych nimi zjawisk, historia prohibicji wcale nie jest tak jasna i bezdyskusyjna, jak to się zwykło przedstawiać. Antyprohibicyjni fanatycy zapominają np. o tym, że zanim prohibicja objęła cały obszar Stanów Zjednoczonych, ( tzn. w 1920 r.), w miarę skutecznie, obowiązywała ona w części stanów (np., w Maine od 1852 roku) a na jej fiasko w skali ogólnokrajowej złożyło się skumulowanie wielu czynników, takich jak: potężny kryzys gospodarczy oraz demoralizacja setek tysięcy Amerykanów wracających z I wojny światowej, połączona z niemożnością znalezienia dla nich prac. Czynniki te wpłynęły na ogromny rozrost gangów i różnorakich organizacji mafijnych, dla których ponętnym kąskiem był handel alkoholem. W czasie obowiązywania prohibicji, w Stanach Zjednoczonych zmniejszył się poziom spożywania alkoholu oraz spadła ilość przyjęć w szpitalach spowodowanych alkoholizmem, a także liczba zgonów związanych z praktykowaniem pijaństwa (Patrz: Iwona Niewiadomska/ Marta Sikorska – Głodowicz, “Alkohol. Uzależnienia. Fakty i mity”, Lublin 2004, s. 37). Warto wiedzieć, że po zniesieniu prohibicji w 1933 roku, wskaźniki spożywania napojów alkoholowych jeszcze przez ok. 30 lat utrzymywały się na niższym poziomie niż miało to miejsce przed jej wprowadzeniem. Można też powiedzieć, iż w perspektywie długofalowej prohibicja przyczyniła się do większej kultury picia wśród Amerykanów. W USA wszak bardzo ściśle jest przestrzegany zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 21 roku życia, jest tam też więcej abstynentów niż w innych krajach, zaś pijaków jest mniej niż w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Irlandii (nie wspominając już o Rosji czy Finlandii).

    Sam nie jestem zwolennikiem prohibicji, ale w powyższy sposób próbuję jedynie pokazać, iż twierdzenie zatem, iż amerykańska prohibicja skończyła się totalnym fiaskiem nie jest więc wcale aż tak bezdyskusyjne jak to się wielu wydaje.

    Generalnie rzecz biorąc więc, to nie kary, ale bezkarność umacniają i rozszerzają zło. W normalnych okolicznościach prawne zakazy ograniczają występowanie nieprawości. Można by cytować wiele statystyk, które wykazują z jednej strony pozytywne oddziaływanie zakazów i kar, z drugiej zaś związki zachodzące pomiędzy bezkarnością i legalnością zła, a jego natężeniem.

    W Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 proc (Por. Christine Ockrent/Sandrine Treiner, “Czarna Księga Kobiet“, Warszawa 2007, s. 414).

    Z kolei w Francji prawo ustanowione przez obecnego prezydenta tego kraju, a wówczas jeszcze ministra spraw wewnętrznych, Nicolasa Sarkozy’ego, które było wymierzone w uliczną prostytucję, spowodowało jej spadek w Paryżu o 40 proc.

    Co ciekawe, w tych rejonach USA, gdzie powrócono do pewnych restrykcji względem seks-biznesu, ilość przestępstw seksualnych zmalała. Dowodem tego jest chociażby Oklahoma City, gdzie w 1984 roku zamknięto 150 klubów “peep schow”, kin porno, księgarni pornograficznych dla dorosłych. W tym okresie liczba gwałtów zmalała w mieście o przeszło jedną czwartą, gdy tymczasem w całym stanie liczba tych przestępstw wzrosła o 21 proc (Por. Michał Dylewski, “Seks analny i klopsiki“, “Fronda”, nr 27 – 26/2002, s. 275). Badania nad przestępczością seksualną (to znaczy zgwałceniami, molestowaniem seksualnym, pedofilią), chorobami wenerycznymi, rozwodami, aborcjami, ciążami nastolatków, niepełnymi i rozbitymi rodzinami pokazują z kolei, iż w ciągu ostatnich 50 lat rosną one w zastraszającym tempie, nierzadko o 300, 400, 500, a czasami nawet ponad 1000 procent. Wszystkie te zjawiska powiązane są bardzo mocno z rozwiązłością seksualną, która jeszcze 50-60 lat temu, była w naszym kręgu cywilizacyjnym mocno ograniczana przez istniejące jeszcze wówczas prawne zakazy i kary (prawie wszędzie wówczas zabroniona była np. pornografia, w części krajów karano niewierność małżeńską). Czy to tylko przypadek, czy też może logiczna prawidłowość zachodząca pomiędzy legalizacją występków przeciw cnocie czystości, a natężeniem patologii z nimi związanych?

    BIG BROTHER?

    Być może część z Czytelników przekonała się już do niesłuszności głównych założeń libertarianizmu. Mimo to wciąż można mieć wątpliwości do celowości tradycyjnie chrześcijańskich postulatów wzywających do penalizacji również tych spośród złych uczynków, które dokonywane są jedynie “w czterech ścianach domu”.

    Ktoś może zapytać się, czy prawo zakazujące i karzące takowych czynów nie mijało by się całkowicie z celem? Czy nie byłyby to całkowicie martwe przepisy, których praktyczna realizacja wymagałaby montowania kamer w domostwach, albo też jakiś metodycznych najazdów policji na mieszkania obywateli? Czyż życie społeczne nie przypominałoby wówczas programu “Big Brother”, w którym wszyscy są podglądani i podsłuchiwani?

    Z pewnością każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego. Czy jednak prawo to ma charakter absolutny? Wiele złych czynów, które dokonywane są w “czterech ścianach domu” jest współcześnie prawnie zakazanych. W domach dokonywane są mordy, masakry, pobicia, zgwałcenia, pedofilia, poligamia, kazirodztwo, zoofilia. Nikt jednak nie twierdzi, iż póki zachowania te nie wykraczają poza “cztery ściany mieszkania” bezsensowne byłoby ich karanie. Co więcej fakt, iż czyny te praktykowane są właśnie w taki “prywatny” sposób wydatnie utrudnia ich wykrycie i ściganie.

    Poza morderstwem, masakrami i poligamią, których sama specyfika, sprawia, iż zazwyczaj wychodzą one na jaw, pozostałe z wymienionych wyżej zachowań nie są łatwe do praktycznego karania.

    Szacuje się, iż np. tylko 10 proc. zgwałceń jest wykrywanych przez policję, albowiem reszta ofiar wstydzi się przyznać do bycia obiektem tego przestępstwa, a poza tym jego przeważnie niepubliczny charakter utrudnia udowodnienie sprawcom winy. Podobnie sprawa wygląda z pedofilią.

    Z kolei, odnośnie kazirodztwa (gdy jest ono dokonywane przez obie strony dobrowolnie) i zoofilii, możliwość ich wykrycia oraz udowodnienia jest jeszcze bardziej nikła. Poza jakimiś naprawdę ekstremalnymi wypadkami w walce z tymi przestępstwami nie używa się też takich metod jak zakładanie podsłuchów i kamer w prywatnych domach.

    Mimo to raczej nie słyszy się postulatów legalizacji tych nieprawości. Najzwyczajniej w świecie przyjmuje się, iż takie czyny jak kazirodztwo czy zoofilia zostaną ukarane wówczas, gdy wyjdą one na jaw. W pewnym sensie przyjmuje się z góry założenie, że poza jakimiś wyjątkowymi sytuacjami, zachowania w rodzaju seksu z krewnymi lub zwierzętami, nie wyjdą na jaw, gdyż taka jest ich specyfika. Nie mówi się jednak: w takim razie wykreślamy te czyny z katalogu przestępstw. Powód tego jest prosty. Nawet, jeśli przeciętny kazirodca czy zoofil wie, iż istnieje mała szansa na to, by jego czyny zostały wykryte i ukarane, to z drugiej strony ma świadomość tego, że może to nastąpić. Nie czuje się więc całkowicie bezkarny. Zniesienie karalności takowych czynów, sprawiłoby zaś, iż amatorzy stosunków seksualnych z własnymi krewnymi i czworonogami, poczuli by się zupełnie bezpieczni i bezkarni, dopóty swe obrzydliwości czynili by w domu. A tak zawsze mają przed oczyma, iż może spotkać ich za to kara. Świadomość ta sprawia, że nawet zło, które jest praktykowane wyłącznie w granicach prywatności, ma swe hamulce i nie rozprzestrzenia się w taki sposób, jakby to się działo, gdyby nie istniały przeciw niemu żadne zakazy i prawa. Warto też dodać, iż wiele z nieprawości, które dziś roszczą sobie prawa i przywileje, zaczynało swą drogę właśnie od realizacji postulatu zniesienia karalności wówczas, gdy dokonywane są one w sferze prywatnej. Klasycznym tego przykładem jest historia ruchu wojujących homoseksualistów. Jakieś 50 lat temu, nikomu by do głowy nie przyszło, iż zwolennicy sodomii będą domagać się “praw” do zawierania oficjalnych “małżeństw” czy też adopcji dzieci. Wojujący homoseksualizm zaczynał właśnie od żądania uznania go za bezkarnym i legalnym “zaledwie” w obszarze prywatności. Nie będzie chyba ani odrobiną przesady stwierdzić, iż publiczna propaganda grzechu, zawsze jest poprzedzona jego bezkarnością w sferze prywatnej. Z tych to powodów, głęboki sens mają zakazy i kary wymierzone w “prywatny” nierząd i cudzołóstwo.

    Czy prawowierny chrześcijanin może być libertarianinem?

    Zapewne jeszcze nie raz, jako chrześcijanie będziemy stawać przed pytaniem: czy libertarianizm może być dobry i chrześcijański? I niejednokrotnie usłyszymy na nie odpowiedź twierdzącą. Nie negując jednak tego, iż w pewnych szczegółowych postulatach libertarianie czasami mogą mieć rację, a nawet reprezentować stanowisko bliskie chrześcijańskiemu, to nie ulega też wątpliwości, iż podstawowe założenia ideologii libertariańskiej są po prostu złe i niezgodne z Bożym porządkiem. Idea, by państwo i prawo delegalizowały jedynie te zachowania, które naruszają czyjąś wolność, ze zdroworozsądkowego punktu widzenia jest absurdalna, a w perspektywie tradycyjnie chrześcijańskiej najzwyczajniej stanowi herezję. Pogląd ten, gdyby był realizowany w praktyce, czyniłby życie w społeczeństwie całkowicie nieznośnym, przypominającym życie na beczce prochu lub jazdę na autostradzie, na której dwie trzecie kierowców jest pijanych. Podpieranie się zaś libertarianizmu niektórymi fragmentami z Biblii czy też faktami z historii chrześcijaństwa jest zaś po prostu skrajnie naciągane. Konsekwentnie liberalne maksymy po głębszej analizie okazują się sprzeczne z podstawowymi zasadami chrześcijańskiego postępowania. Na przykład. cały wysiłek, jaki libertarianie wkładają w przekonywanie, jak to bardzo bezsensowną i niepotrzebną rzeczą jest karanie zła, zderza się z tradycyjną chrześcijańską zasadą, która umieszcza niekaranie grzechu pośród grzechów cudzych, a więc zachowań moralnie napiętnowanych. Niemożliwy jest więc chrześcijański libertarianizm. Niemożliwe jest to nawet, gdybyśmy zacieśnili libertarianizm jedynie do jego ekonomicznego wymiaru. Chociaż postulaty liberalizmu gospodarczego mogą wydawać się w dużej mierze zgodne z doktryną katolicką, to i tu jego rdzeń okazuje się być nie do zaakceptowania.

    Jakikolwiek więc możliwy do zaaprobowania przez prawowierne chrześcijaństwo libertarianizm musiałby bowiem pozbyć się swych podstawowych założeń, pozostawiając co najwyżej swe przypadłości. W ten sposób libertarianizm przestałby być jednak libertarianizmem.

  6. Czy wolność słowa i ekspresji są wartościami nadrzędnymi?

    Leave a Comment

    Tradycyjne nauczanie katolickie o tym, iż uznawanie przez władze cywilne prawa do nieograniczonej wolności słowa jest ohydnym błędem, sprzyjającym szerzeniu się zła w społeczeństwie, nie znajduje dziś posłuchu nawet wśród katolików. Wedle najbardziej rozpowszechnionej dziś opinii, wolność propagowania przeróżnych poglądów i zachowań jest wartością nadrzędną względem innych dóbr, którą państwo powinno chronić niemal niczym świętość. Co najwyżej uznaje się, iż wolność słowa może być prawnie ograniczana w jakichś najbardziej ekstremalnych, bardzo rzadko występujących przypadkach. Tego rodzaju argumentacja najbardziej widoczna jest  wówczas, gdy opinia publiczna poruszana jest wiadomościami o kolejnych bluźnierczych ekscesach rozmaitych artystów, lub też gdy przekraczane są przez popkulturę następne z granic w eksponowania seksu i przemocy. Dobrym tego przykładem może być słynna sprawa znieważania przez p. Adama „Nergala” Darskiego, wokalistę zespołu „Behemoth”, Pisma świętego, poprzez podarcie jednego z jego egzemplarzy i nazwanie go „gów*m”. Obrońcy tego bluźniercy twierdzili, iż; choć można nie zgadzać się ze skrajnie antychrześcijańskimi ekscesami p. Darskiego, to państwo nie ma prawa ich zakazywać oraz karać, gdyż prawna ochrona „wolności ekspresji” jest ważniejsza niż gwarancja szacunku dla czyichś uczuć religijnych. Jak utrzymują zwolennicy tak pojmowanej „wolności słowa” póki nikt nikogo nie zmusza do obcowania z treściami, z którymi się nie zgadza, władze cywilne nie mają prawa karać autorów choćby najbardziej obrzydliwych, obscenicznych czy obrazoburczych wypowiedzi.

    Niestety także po prawej stronie sceny politycznej różne ohydne i niemoralne formy wypowiedzi są bronione pod hasłem „wolności słowa”. Było tak choćby w przypadku twórcy słynnej strony „Anty-Komor”, która w swej pierwotnej wersji wulgarnie lżyła poprzedniego Prezydenta naszego kraju (Bronisława Komorowskiego), prezentując go jako homoseksualistę, prostytutkę, pijaka oraz upowszechniała gry polegające na strzelaniu do głowy państwa albo rzucaniu weń kałem. Niestety zamiast moralnej dezaprobaty dla tych plugawych wybryków, na prawicy częściej było słychać głosy oburzenia z powodu „prześladowania” jakie dotknęło twórcę owej witryny i tłamszenia w ten sposób „wolności słowa”.

                    Dobra wyższe niż „wolność słowa i ekspresji”

    Można jednak z łatwością wykazać, iż pogląd o wolności słowa jako „wartości nadrzędnej” jest niedorzeczny i absurdalny, zaś jego konsekwentna realizacja doprowadziłaby do rozbicia więzi społecznych, a nawet mogłaby realnie zagrażać nawet najbardziej elementarnym podstawom funkcjonowania państwa. W rzeczywistości istnieje bowiem wiele dóbr i wartości, którym w razie ich konfliktu z „wolnością słowa i ekspresji” porządek prawny powinien przyznawać pierwszeństwo i ochronę.

    Jednym z najbardziej oczywistych przykładów wartości, które państwo winno strzec nawet kosztem „wolności słowa” jest bezpieczeństwo narodowe. Nie ma chyba na świecie kraju, który w swym prawodawstwie nie zakazywałby ujawniania tzw. tajemnic państwowych. Jak najsłuszniej wszak uznaje się, iż np. informacje o tym, gdzie i w jakiej ilości rozmieszczone są wojska danego państwa, nie powinny być przedmiotem informacji rozpowszechnianych w mass mediach, a gdyby coś takiego się wydarzyło, to odpowiedzialni za to powinni być surowo ukarani.

    Oczywiście ktoś może rzecz, iż ochrona tajemnic państwowych należy do rzędu najbardziej ekstremalnych sytuacji, którą można zaliczyć do „absolutnych wyjątków od zasady ochrony wolności słowa”, jednak listę dóbr, których potrzebę strzeżenia przez porządek prawny choćby i kosztem czyjejś „swobody ekspresji” można kontynuować.

    Taką wartością jest jest np. czyjeś dobre imię. Czy sprawiedliwym i dobrym byłby porządek prawny, który w imię „wolności słowa i ekspresji” zezwalałby na rozpowszechnienie o kimś nieprawdziwych, oszczerczych informacji lub też uwalniałby od kary za rzucanie obelg czy wyzwisk pod czyimś adresem? Z pewnością nie. Szacunek dla czyjegoś dobrego imienia wymaga tego, by zakazywać i karać rozpowszechnianie obelg, oszczerstw i wyzwisk. I naprawdę słabym argumentem byłoby w obliczu nazywania kogoś przez jakąś gazetę czy telewizję którymś z wulgarnych epitetów tłumaczenie tak poniżonej osobie: „Ale przecież, nikt nie nakazuje ci czytać tej gazety, ani oglądać owej telewizji”.

    Innym dobrem, którego potrzebę chronienia przed „wolnością słowa” łatwo jest udowodnić stanowi porządek społeczny. Trzeba być wszak bardzo mało rozsądnym człowiekiem, by utrzymywać, że, co prawda, karać należy popełnianie takich czynów jak morderstwa, pobicia, zgwałcenia czy kradzieże, ale już pochwalanie i usprawiedliwianie owych przestępstw za pomocą słów czy też innych środków ekspresji powinno być legalne. Sytuacja, w której do więzienia idzie tylko fizyczny sprawca morderstwa, ale już np. piosenkarz wychwalający na scenie zabijanie ludzi, nie jest pociągany do odpowiedzialności karnej, jest co najmniej bardzo dziwaczna i niespójna, jeśli chodzi o przekaz, który w ten sposób prawodawca wysyła do społeczeństwa.

    Wartością, którą należy strzec nawet kosztem „wolności słowa i ekspresji” jest też szacunek dla ludzi odróżniających się od nas kolorem skóry czy też pochodzeniem etnicznym. Historia pokazała wszak bardzo dobitnie jak zatrute słowa nienawiści oraz pogardy motywowane przekonaniem o rasowej niższości danej grupy ludzi potrafiły owocować wieloma zbrodniami i cierpieniami zadawanymi w imię rasizmu. Państwo troszcząc się o utrzymanie spokoju społecznego z jednej strony, z drugiej zaś mając na względzie to, by osoby należące do mniejszości rasowej bądź etnicznej nie były poniżane czy wyszydzane, ma prawo, a nawet obowiązek zakazywania tych przejawów wolności słowa, które są ukierunkowane na szerzenie rasistowskiej nienawiści i pogardy (może to się np. wyrażać w nazywaniu czarnoskórych „małpoludami” albo „czarnuchami”). I w tym wypadku, wyjątkowo słabym tłumaczeniem, byłoby domaganie się legalności dla tego rodzaju słów twierdzeniem, iż przecież „nikt Murzynom, Żydom czy kolorowym, nie nakazuje słuchać wyzwisk pod ich adresem”…

    Ktoś może zapytać, jak powyższe przykłady ograniczania wolności słowa mają się do postulatów karania rozprzestrzeniania obsceniczności, pornografii czy bluźnierstw? To proste, im silniejsze są małżeństwa i rodziny, tym trwalsze są też więzi istniejące w społeczeństwie, mniejsza jest przestępczość i oddziaływanie innych patologii. Porządek społeczny wymaga więc, by władze cywilne chroniły dobro tradycyjnego małżeństwa i rodziny. Ochrona dzieci, młodzieży i osób co prawda dorosłych, ale bardziej słabych moralnie, troska o to, by żony i dzieci nie były porzucane przez niewiernych i nieodpowiedzialnych mężów jest ważniejsza niż chęć zarabiania dużych pieniędzy przez osoby pokroju Larry’ego Flynta, Hugha Heffnera, Lady Gagi, Rihanny, 50- Centa, „Madonny” czy Eminema. Jeszcze większą wartością jest zaś cześć, bojaźń i szacunek dla prawdziwego Boga. Jak naucza św. Paweł w trzynastym rozdziale listu do Rzymian „nie ma władzy, która nie pochodziłaby od Boga”. Jeśli więc, wszystkie rządy na tym świecie sprawują swe funkcję dzięki Bożemu nadaniu albo przynajmniej przyzwoleniu Wszechmocnego, to oczywistym jest, że dzierżący władzę winni okazywać wdzięczność za ów przywilej Bogu. Trudno jednak nazwać mianem wdzięczności Bogu otaczanie przez władze cywilne ochroną bluźnierstw wymierzonych przeciw najchwalebniejszemu imieniu Jezus, szydzenia z Biblii i inne skrajnie antychrześcijańskie ekscesy. Rządy, które tak czynią, mogą spodziewać się zamiast Bożego błogosławieństwa raczej Bożej kary…

                            Słowa, które zabijają…

    Znany przebój Czesława Niemena pt. „Dziwny jest ten świat” zawiera wers: „(…) A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem”. Chociaż wykonawca tej piosenki był raczej w swych poglądach daleki od ortodoksji katolickiej, potrafił w tych słowach dobrze wyrazić, co na temat siły i znaczenia słów mówi Pismo święte. Ta święta Księga niejednokrotnie wszak przestrzega przed złem, jakie można wyrządzić bliźnim za pomocą słów. W Biblii czytamy, iż język, którego używamy może być „przekleństwem”, „złem pełnym zabójczego jadu”, „sferą nieprawości”, narzędziem „ognia piekielnego”, co „bezcześci ciało”, „małym ogniem, który podpala wielki las” (Jk 3, 5-10). Inaczej mówiąc słowa potrafią nie tylko leczyć, uzdrawiać i budować, ale też niszczyć, ranić i zabijać. Nieograniczona zaś wolność słowa oznacza de facto nieograniczoną swobodę przyznawaną niszczeniu, zabijaniu i ranieniu, tyle, że dokonywaną nie bezpośrednio w sferze fizycznej i materialnej, lecz czynioną na płaszczyźnie duchowej, psychologicznej i emocjonalnej. Ba, uznawanie tak pojętej wolności słowa, może przyczyniać się nawet do zabijania bliźnich w dosłownym, fizycznym jego znaczeniu. Jednostki słabsze psychicznie potrafią wszak pod wpływem złych słów popełniać samobójstwa, a niektórzy zainspirowani nieodpowiedzialnymi wypowiedziami innych, zdolni są cieleśnie ranić i mordować swych bliźnich.

    Oczywiście wolność słowa jest potrzebna i powinna być chroniona przez porządek prawny w rozsądnych i dobrych granicach. Dobrze jest, gdy dziennikarze, publicyści czy artyści korzystając ze swej swobody ujawniają korupcję na szczytach władzy, demaskują niesprawiedliwość lub krytykują zło, gdziekolwiek by się ono nie znajdowało. Wolność słowa może też okazać się wielce pożyteczna w prowadzeniu różnych dyskusji o charakterze ideowym, politycznym czy światopoglądowym. Uczciwie prowadzona dyskusja, w której przedstawiane są różne argumenty często służy bowiem uznaniu i przyjęciu Prawdy i ukazaniu słabości argumentów wysuwanych na rzecz błędu i fałszu. Jednak pogląd, jakoby władze cywilne powinny uznawać oraz chronić wolność słowa i ekspresji w stopniu nieograniczonym albo ograniczonym jedynie o jakieś bardzo rzadko występujące wyjątki, jest po prostu niedorzeczny, absurdalny i szalony.

  7. Czy cnota powinna być wymuszana przez prawo?

    Leave a Comment

    W różnych dyskusjach na temat prawnych zakazów pewnych niemoralnych czynów w rodzaju pornografii, aborcji, cudzołóstwa czy homoseksualizmu liberałowie i libertarianie zwykli mówić coś w stylu: “Cóż za pożytek jeśli dany człowiek z obawy przed karami i represjami prawnymi powstrzyma się zewnętrznie od tego czy innego grzechu, skoro w sercu i tak pozostanie grzesznikiem? Cnoty nie wymusza się policyjną pałką, ale powinna ona płynąć z czystego serca – unikanie zła ze strachu przed ziemska karą jest bezwartościowe“.

    Czy powyższy argument nie wygląda na bardzo chrześcijański? Owszem, pomijając jednak fakt, iż tak naprawdę mało on ma wspólnego z chrześcijaństwem (wszak, czy sam Pan Bóg nie nakazał rządzącym właśnie wymuszania unikania pewnych złych rzeczy za pomocą siły i przymusu?), to bliższe przyjrzenie się jemu pokazuje, że jest on nie tylko niechrześcijański, ale także daleki od zdrowego rozsądku. Czyż, zgodnie z logiką przedstawionego na początku tego tekstu rozumowania równie dobrze nie można by wszak powiedzieć: “Cóż za pożytek z tego, że człowiek ogarnięty gniewem i nienawiścią z obawy przed karą i represjami powstrzyma się przed ciężkim pobiciem czy zabiciem swego bliźniego, skoro i tak w swym sercu będzie nienawidzącym swego brata mordercą?“.

    Czy widzicie już na czym polega błędność i zwodniczość owego liberalno-libertariańskiego (a przebranego w chrześcijańskie szaty) sofizmatu? Jeśli bowiem, ktoś powstrzymuje się od pewnych zewnętrznych grzechów z obawy przed prawnymi represjami, to mamy w skutek tego mniej skrzywdzonych ludzi wokół. Tak jak w przypadku człowieka, który pozostanie “mordercą w sercu” ktoś dzięki temu, że ów boi się stryczka lub siedzenia w pace, będzie dalej żył, jakieś dzieci nie stracą przedwcześnie swego ojca, jakaś matka nie będzie przedwcześnie opłakiwać śmierci swego syna, a jakaś żona nie przywdzieje zbyt prędko czarnej sukni. Tak i w przypadku ludzi, którzy tylko z obawy przed ziemskimi karami pozostaną “cudzołożnikami w sercu” czy “homoseksualistami w sercu” jakaś rodzina nie zostanie z ich powodu rozbita, któraś żona nie zostanie rzucona przez niewiernego męża, jakiś młodzieniec nie zostanie uwiedziony i nie rozwinie swych homoseksualnych tendencji, etc. W ten sposób zmniejsza się oddziaływanie niszczycielskiej siły grzechu na ogół społeczeństwa. I w tym tkwi właśnie wartość „wymuszania cnoty za pomocą policyjnej pałki”.

    W ostatecznym zaś, wiecznym wymiarze, taki człowiek, który ze względu na strach przed ziemskim prawem i wymiarem sprawiedliwości, w wymiarze zewnętrznym nie będzie czynił pewnych grzechów, albo przynajmniej będzie się z nimi hamował, nie pociągnie za sobą do piekła innych ludzi (albo pociągnie za sobą mniej ludzi) i zyska sobie mniej srogie potępienie niż wtedy, gdyby czuł się całkowicie bezkarnie w swych nieprawościach.

    Oczywiście, nie znaczy to, że dokładnie wszystkie złe czyny powinny być prawnie zakazane. Są bowiem grzechy, które albo ze względu na swą specyfikę z natury rzeczy nie mogą być wykryte i ukarane przez władze cywilne (np. nieczyste czy nienawistne myśli). Są też nieprawości, które nie są w sposób ewidentny i wyraźny szkodliwe dla innych (albo innymi słowy – ich szkodliwość dla bliźnich jest relatywnie niewielka), a w bezpośrednim wymiarze krzywdzą przede wszystkim tych, którzy się ich dopuszczają. Takimi złymi czynami są np. obżarstwo albo samotna, potajemna masturbacja. Karanie przez państwo tego rodzaju złych czynów jest mało roztropne i mija się z celem. Istnieją jednak nieprawości, które nawet jeśli same w sobie nie naruszają niczyjej wolności – to jednak w sposób ewidentny szkodzą innym (nieraz także zupełnie niewinnym, niezaangażowanym w nie osobom). Czymś takim jest np. zniesławienie drugiej osoby (nie narusza to bezpośredni jej wolności, ale ją krzywdzi), większość przypadków pijaństwa (proszę zapytać rodzin pijaków czy są zadowolone z życia pod jednym dachem z taką osobą), zdrada małżeńska (nikt nie musi być zmuszany do cudzołóstwa, a mimo to w skutek takowe bardzo cierpią zdradzani współmałżonkowie, dzieci z rozbitych domów, etc.) albo homoseksualizm (choroby weneryczne roznoszone przez sodomitów nie dotykają tylko ich, ale roznoszone są też przez sanitariaty, poza tym biseksualny sodomita może zarazić swą żonę, partnerkę, etc.). I właśnie tego rodzaju czyny powinny być karane policyjną pałką.

  8. Amerykańska prohibicja była skuteczna

    Leave a Comment

    “Popatrzcie na prohibicję w USA!” – tego rodzaju hasło pojawia się zawsze, gdy na forum publiczne wypływa kwestia wprowadzenia do porządku publicznego praw zakazujących bądź mających ograniczyć jakieś negatywne moralnie i szkodliwe społecznie zjawiska w rodzaju pornografii, prostytucji czy aborcji. Przykład amerykańskiej prohibicji ma tu być koronnym dowodem na to, że tego rodzaju prawa i zakazy są bezsensowne i “przeciwskuteczne”, gdyż zamiast zlikwidować bądź ograniczyć objęte nimi zachowania, powodują tylko ich rozrost w “szarej strefie” i kryminalnym podziemiu.

    Czy jednak aby na pewno, nawet w przypadku alkoholowej prohibicji w USA można powiedzieć, iż jest ona sztandarowym przykładem na bezsens i bezskuteczność innych prawnych zakazów wymierzonych np. w aborcję, pornografię czy prostytucję? Cóż, zanim przyjrzymy się nieco dokładniej rzeczywistym skutkom samej prohibicji w Ameryce, pozwólmy sobie na pewną wydawałoby się całkiem oczywistą dygresję. Otóż, nawet, gdyby prawdą miała być teza, iż wspomniana prohibicja skończyła się całkowitą klęską, to owa okoliczność nie byłaby jeszcze dowodem na to, iż podobnego rodzaju zakazy prawne zawsze czy zazwyczaj, niejako ze swej natury są bezsensowne i nieskuteczne. Brakiem rzetelności jest bowiem eksponowanie jednego historycznie istniejącego przypadku (rzekomej) “przeciwskuteczności” danego prawnego zakazu i automatyczne przekładać go na wszelkie inne tego typu prawne restrykcje. Choć jest to temat na odrębny artykuł – można bowiem całkowicie spokojnie podać liczne przykłady na to, że zakazy prawne w ciągu wielu wieków funkcjonowały całkiem sprawnie, wydatnie ograniczając objęte nimi złe zjawisko, ponadto spełniając swą dobrą wychowawczą rolę dla społeczeństwa, umacniając w nim przekonanie o tym, że zakazana prawnie rzecz jest również moralnie zła i obrzydliwa. Przykładem może być chociażby jest obowiązujący w Polsce od 1993 roku, prawie całkowity zakaz zabijania dzieci poczętych. Tak naprawdę bowiem, wszystkie dostępne statystyki i szacunkowe dane (nawet te znacznie wyolbrzymiane przez feministki) dotyczące ilości nielegalnych aborcji w naszym kraju pokazują, iż w rzeczywistości w porównaniu do PRL (kiedy zabijanie nienarodzonych dzieci do pewnego momentu ich życia było legalne na życzenie) liczba tego rodzaju morderstw znacznie spadła. Poza tym, wyraźnie wzrosła wśród Polaków świadomość tego, iż aborcja jest moralnie zła i powinna być ona prawnie zabroniona. Z kolei, w Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 proc, zaś w Francji prawo ustanowione przez Nicolasa Sarkozy’ego (wówczas, gdy był on jeszcze ministrem spraw wewnętrznych), a wymierzone w uliczny handel ciałem, spowodowało spadek tego zjawiska w Paryżu o 40 proc. Można też pokazać wiele przykładów tego, jak uchylenie pewnych prawnych zakazów przyczyniło się do gwałtownego rozrostu objętej wcześniej nimi patologii, a także – w dalszej perspektywie – przyczyniło się do innych złych skutków. Przykładowo, dekryminalizacja zachowań homoseksualnych na Zachodzie (w latach 60 i 70-tych XX wieku) przyczyniła się do wybuchu epidemii AIDS w latach 80-tych, a także rozzuchwaliła homoseksualnych aktywistów, którzy z biegiem czasu zaczęli się dla siebie domagać już nie tylko “praw”, ale też przywilejów (“małżeństw”, zakazu wszelkiej dyskryminacji, karalności bardziej stanowczych form krytyki ich zboczenia, etc.).

    Historia potwierdza więc raczej, że regułą jest, iż to okazywana w porządku prawnym bezkarność i przyzwolenie dla pewnych rodzajów nieprawości, zachęca do nich, powodując też ich rozprzestrzenianie się. I nie ma w tym nic dziwnego wszak nie bez powodu Tradycja Kościoła do tzw. grzechów cudzych zalicza zachowania określone jako: “Grzechu nie karać” oraz “Zezwalać na zło”.

    Wróćmy jednak do amerykańskiej prohibicji. Nawet ona,  po bliższym przyjrzeniu się jej skutkom, nie jawi się jako przykład zakazu, który skończył się całkowitym fiaskiem i porażką.

    Po pierwsze bowiem: prohibicja funkcjonowała w wielu stanach bez większych problemów na długo przed wprowadzeniem jej na terenie całych USA (np. w Maine od 1852 roku)
    Po drugie: w czasie obowiązywania prohibicji spadła ilość przyjęć w szpitalach spowodowanych nadużyciem alkoholu, a także liczba zgonów związanych z praktykowaniem pijaństwa (Patrz: Iwona Niewiadomska/ Marta Sikorska – Głodowicz, “Alkohol. Uzależnienia. Fakty i mity”, Lublin 2004, s. 37).
    Po trzecie: poziom spożycia alkoholu wyraźnie zmalał w czasie obowiązywania prohibicji i do stanu sprzed jej wprowadzenia wrócił dopiero  w 1960 roku, a więc prawie 30 lat po jej zniesieniu.
    Po czwarte: nie wykluczone, iż w perspektywie długofalowej prohibicja przyczyniła się do większej kultury picia wśród Amerykanów. W USA wszak bardzo ściśle jest przestrzegany zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 21 roku życia, jest tam też więcej abstynentów niż w innych krajach, zaś pijaków jest mniej niż w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Irlandii (nie wspominając już o Rosji czy Finlandii).

    Oczywiście był też jeden negatywny skutek prohibicji, jakim był rozrost przestępczości kryminalnej, która znaczną część swej energii i potencjału ulokowała w nielegalny handel alkoholem. Ale i i co co tego nie do końca wiadomo, czy prohibicja była główną tego przyczyną. Pamiętajmy wszak, iż prohibicja zbiegła się z powrotem setek tysięcy młodych mężczyzn z frontu okrutnej wojny, a także nasiloną imigracją do USA milionów osób z krajów znacznie biedniejszych. Nie należy chyba pomijać tych dwóch czynników (czyli demoralizacja spowodowana wojną i napływ biednych) we wzroście przestępczości zamiast zwalać wszystko na prohibicję.  Nie jest bowiem wcale wykluczone, że w tamtym czasie i okolicznościach, gdyby handel i spożycie alkoholu nie zostały zakazane, to świat przestępczy znalazłby sobie inną sferę nielegalnej działalności, w którą zainwestowałby swą gorliwość i energię. Zamiast alkoholu, mogłoby to być narkotyki, prostytucja, nielegalne walki bokserskie czy nawet pokazy walk psów (czy zatem aby uniknąć wzrostu przestępczości należy to wszystko legalizować?). Być może, to po prostu był taki czas i miejsce, że przestępczość rozwinęłaby się i bez prohibicji.

    Żeby nie było jednak wątpliwości – nie popieram prohibicji jako całkowitego zakazu handlu i spożywania alkoholu w celach relaksacyjnych (jestem  tylko za prawnym zakazem pijaństwa). Nie jest też tak, jakobym postulował prawne zabronienie wszelkich niemoralnych zachowań (optuję tylko za zakazem tych, które w wyraźny sposób szkodzą innym i społeczeństwu) ale nie zgadzam się z uproszczoną wizją jej funkcjonowania jako całkowitego fiaska i dowodu na przeciwskuteczność prawnych zakazów.

  9. Dlaczego nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm powinny być nielegalne?

    Leave a Comment

    Prawdopodobnie niewielu konserwatystów zgodziłoby się z poglądem, iż prywatne akty nierządu (czyli stosunków przedmałżeńskich), cudzołóstwa (tzn. małżeńskiej niewierności) i sodomii (homoseksualizmu) powinny być przez porządek prawny uznane za nielegalne i karalne. Zazwyczaj mówi się w tym kontekście, że państwo nie ma prawa wkraczać w całkowicie prywatne relacje seksualne, które odbywają się dobrowolnie i pomiędzy dorosłymi ludźmi, a taka ingerencja stanowiłaby objaw skrajnego etatyzmu, prowadząc do totalnej inwigilacji społeczeństwa, naruszania “miru domowego”, przypominając ponadto bardziej praktyki purytańskich i kalwinistycznych gmin, aniżeli dawnych katolickich państw. W tym artykule przedstawię argumenty przemawiające za tym, iż właściwie rozumiany, postulat delegalizacji (choćby i prywatnie czynionych) nierządu, cudzołóstwa i homoseksualizmu jest pomysłem całkowicie zdroworozsądkowym, dobrym i tradycyjnie katolickim.

    1. Nie istnieje absolutne prawo do nienaruszalności życia prywatnego. Argument “z życia prywatnego“, które nie może być w żaden sposób niepokojone przez rząd jest chwytliwy, ale po bliższej analizie nie wytrzymuje krytyki. W rzeczywistości bowiem, nie ma na świecie żadnego państwa, które legalizowałoby wszystkie prywatnie czynione przez swych obywateli praktyki, nawet w wypadku, gdy są one czynione za dobrowolną zgodą dorosłych ludzi. Przykładem tego może być kazirodztwo, które jest karane w większości krajów nawet wówczas, gdy obie strony tego występku są dorosłe i zgadzają się nań. Podobnie, spełnienie czyjejś prośby o dokonanie nań zabójstwa, a następnie skonsumowanie w uczcie kanibalistycznej jego ciała, nie spotkałoby się ze zrozumieniem sądu gdziekolwiek, nawet, gdyby oskarżony o taki czyn, pokazałby w swej obronie taśmę wideo na której to zabity i zjedzony przezeń człowiek, jasno i dobitnie deklarowałby, iż w pełnie zgadza się na to, by zostać potraktowany w ten sposób. Także prywatnie czynione akty zoofilii są prawie wszędzie nielegalne, mimo, że w swej istocie nie naruszają one przecież wolności innych ludzi. Jak widzimy zatem, nikt tak naprawdę nie traktuje poważnie argumentu o świętym i absolutnie niczym nieograniczonym prawie do nienaruszalności życia prywatnego. Rzecz jasna, ingerencja w prywatne, intymne i dobrowolne relacje pomiędzy ludźmi ze swej natury wymaga znacznie większej delikatności i powściągliwości, aniżeli tyczy się to rzeczy czynionych publicznie, ale szaleństwem byłoby twierdzić, iż rząd nie może zakazywać jakichkolwiek z tak odbywających się czynów.

    2. Skutki przyzwalania na nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm są niszczące dla innych ludzi, rodzin i całych społeczeństw. Często w obronie nielegalności kazirodztwa słyszy się następujący argument: “To zagraża zdrowiu ewentualnego potomstwa spłodzonego w takich związkach“. Zgoda i między innymi, dlatego nieprawość ta, powinna być nielegalna i karalna. Ale, czy nierząd i cudzołóstwo także nie zagrażają zdrowiu, a nawet życiu spłodzonych w ich dzieci? Oczywiście, że tak. Nawet, jeśli chodzi o zdrowie fizyczne, to przecież niektóre z chorób wenerycznych mogą przenosić się na dzieci (np. chlamydia, AIDS). Nie wspominając już o milionach nienarodzonych dzieci mordowanych dlatego, że są owocem przedmałżeńskiej “wpadki” lub pozamałżeńskiego romansu. A co powiedzieć o rozlicznych niebezpieczeństwach dla zdrowia emocjonalnego, psychicznego i duchowego, jakie dla niewinnych dzieci, niosą grzechy nierządu i cudzołóstwa? Nie wiem, czy ktokolwiek ośmieliłby się twierdzić, że wychowywanie się w sierocińcu lub domu bez ojca, ewentualnie w rodzinie słabej i ciągle trapionej napięciami wynikłymi m.in. z niewierności ojca lub matki, może być korzystne dla rozwoju dziecka? A przecież im więcej jest nierządu i cudzołóstwa, tym więcej też będzie dzieci zabijanych (przed lub po narodzeniu), opuszczonych, dorastających w rozbitych domach, etc.

    Wedle badań przeprowadzonych w USA prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest o 30 proc. wyższa wśród nastolatków, które wychowały się bez ojca. Podobnie 90 proc. dzieci bezdomnych i uciekających z domu, 3/4 nastoletnich narkomanów i 85 proc. młodocianych przestępców (w tym 72 proc. nieletnich morderców i 60 proc. gwałcicieli), wzrastało w rodzinie pozbawionej ojca. Z grzechami nierządu i cudzołóstwa połączona jest też niemała liczba morderstw, pobić, samobójstw (dokonywanych np. przez zazdrosnych mężów, konkubentów, kochanków, etc). Jaskrawym przykładem tego do jakich konsekwencji prowadzą nierząd i cudzołóstwo może być rzeczywistość czarnej społeczności w USA. Wedle danych z początku obecnego stulecia, 69 proc. czarnych dzieci nie pochodzi ze związku małżeńskiego, a 57 proc. nastolatków wychowywanych jest przez jednego z rodziców (najczęściej przez matkę). Szacowano wówczas, iż odpowiednio 43 proc. czarnych mężczyzn i 42 proc. kobiet nie żyło nigdy w małżeństwie. Ponad połowa morderstw i 42 proc. innych ciężkich przestępstw było wtedy dokonywanych przez kryminalistów wywodzących się z 13 – procentowej czarnej społeczności. Ocenia się, iż 28, 5 proc. czarnych chłopców trafi do aresztów i więzień. W dużych miastach 4 na 10 czarnoskórych mężczyzn w wieku od 17 do 35 lat przebywa w więzieniach.

    Jeśli chodzi o homoseksualizm, to choć tu aspekt przenoszenia różnych chorób i patologii na dzieci, z oczywistych, naturalnych względów, odpada, to trudno pominąć kwestię zagrożenia epidemiologicznego, jakie dla społeczeństwa niesie praktykowanie tego zboczenia. Czynni homoseksualiści w znacznie większym wymiarze zapadają wszak na AIDS i inne choroby przenoszone drogą płciową.

    Nawet prywatnie czyniony nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm nie są zatem “całkowicie prywatną sprawą osób je czyniących”, ale zbyt często krzywdzą postronne, niewinne osoby, które nie są zaangażowane w czynienie tych obrzydliwości, a mimo to muszą ponosić ich konsekwencje (dzieci, zdradzani współmałżonkowie, a w pewnym wymiarze całe społeczeństwo dźwigające koszty rosnących patologii). Legalizacja takich “prywatnych praktyk” przypomina więc pomysł bezkarnego handlu arszenikiem. Jeden kupi tą truciznę i zabiję się sam, inny wpuści ją do publicznych wodociągów (naruszając w ten sposób wolność tych, którzy nie chcą się truć), a rządzący w swej głupocie ukarzą tylko tego drugiego, zostawiając legalnym sam fakt sprzedaży arszeniku.

    3. Pismo święte (Stary Testament) jasno nakazuje prawnie karać nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm. Pan Bóg w Starym Testamencie wyraźnie nakazywał rządzącym karać owe nieprawości. W przypadku, gdy młoda kobieta nie zachowywała dziewictwa przed ślubem, miała być ukamienowana przez mężczyzn z całego miasta (patrz: Powt Prawa 22, 21 – 22). Młodych mężczyzn który, mimo upomnień, oddawali się rozpuście i pijaństwu również miała spotkać taka sama kara (patrz: Powt. Prawa 21, 18 – 21). Oczywiście śmiercią karano też cudzołóstwo i homoseksualizm (patrz: Kapł. 20, 10). Ktoś może powie: “Ależ to były szczególne prawa, dla szczególnych czasów. Nowy Testament zaś nie nakazuje karać tych grzechów“. Owszem, Nowy Testament nie nakazuje rządzącym karać nierządu, cudzołóstwa i sodomii, ale również nie mówi on wprost, iż należy prawnie zakazywać i karać morderstwa, kradzieże i gwałty. Po prostu, w Nowym Testamencie niewiele i dość ogólnikowo mówi się o zadaniach cywilnego rządu, a już w żadnym jego fragmencie nie ma szczegółowego wyliczenia, które z grzechów winny być i w jaki sposób karane (tak jak ma to miejsce w Starym Testamencie). Widać więc, iż przynajmniej w tym wypadku argument “z milczenia” Nowego Testamentu nic nam więcej nie mówi.

    To prawda, że Pan Jezus uwolnił od kary ukamienowania cudzołożną niewiastę, ale nawet w tym przypadku, błędem by było, wysuwanie zbyt daleko idących wniosków. Po pierwsze “na upartego” można by co najwyżej twierdzić, iż przykład Zbawiciela pokazuje tu, że nie należy już karać śmiercią za cudzołóstwo, a nie, iż nie należy w żaden sposób karać ów występek. Po drugie, szerszy kontekst omawianej sytuacji pokazuje, że tak naprawdę nie chodziło w niej o coś innego. Ważnym w próbie interpretacji tego fragmentu jest dostrzeżenie tego, iż Nowy Testament kładzie duży nacisk na konieczność prostoty i czystości intencji. Nasze dobre czyny, winny być spełniane w celu podobania się Bogu, nie zaś na pokaz, albo dla zaspokojenia własnych egoistycznych interesów. Przykładowo, sędzia powinien kierować się pragnieniem sprawiedliwości i obrony Bożego porządku, odrzucić musi zaś chęć sławy, nienawiść do bliźnich, chciwość dóbr doczesnych, etc. Jednak faryzeusze, którzy pragnęli zabić ową grzesznicę nie kierowali się dążeniem do sprawiedliwości. Biblia wyraźnie wskazuje, iż ich serca były podstępne i zdradliwe. Pierwszą tego oznaką jest to, że cudzołożnica została przyprowadzona przed Chrystusa, sama bez wspólnika własnego grzechu – tzn. mężczyzny. Tymczasem Prawo Mojżeszowe nakazywało kamienowanie obu stron cudzołóstwa – mężczyzny i kobiety (Ks. Powt. Prawa 22, 22). Pytanie; co się stało z cudzołożnikiem? Czyżby zdołał uciec kilkunastoosobowej grupie mężczyzn? A może “sprawiedliwość” faryzeuszy była wybiórcza? Na ową wybiórczość faryzeuszowskiego poczucia sprawiedliwości wskazuje następujący fragment owej sceny: “Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć” ( Jn, 8,6). Jasno tu widać, iż Prawo Mojżeszowe, było w tym konkretnym wypadku, narzędziem, które podstępni ludzie próbowali wykorzystać nie w celu obrony Bożych przykazań, ale po to by rzucić fałszywe oskarżenia na Syna Bożego. Chrystus Pan znał doskonale ludzkie serca, dlatego też postanowił uwolnić cudzołożną niewiastę. Poza tym należy przypomnieć, iż sam fakt anulowania w poszczególnych przypadkach kary za przestępstwo nie oznacza jeszcze zanegowania samej potrzeby jego karania. Przykładowo, Wszechmogący rzekł: “Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Ks. Rodzaju 9,6)jednak względem Kaina – mordercy Abla, Bóg uczynił wyjątek, dając mu specjalne znamię, aby ludzie nie uśmiercili go (Ks. Rodzaju 4, 15). Ten fakt nie oznacza jednak, że Bóg absolutnie potępił karę śmierci za morderstwo. Analogicznie rzecz biorąc nieukaranie śmiercią poszczególnych przypadków cudzołóstwa nie jest jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie nie wolno w ten sposób karać cudzołożników i cudzołożnice.

    Szersza i kompleksowa lektura Pisma świętego pokazuje nam zatem, iż:

    -Pan Bóg nie szanuje “absolutnego i nieograniczonego prawa do prywatności“, a przeciwnie nakazywał rządzącym, by naruszali owe “prawo” w przypadku ciężkich nieprawości.

    -nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm są na tyle poważnymi nieprawościami, iż nie jest Bożym planem pozwalanie przez rządzących na ich bezkarne szerzenie się w społeczeństwie.

    4. Magisterium Kościoła w pośredni i bezpośredni sposób naucza, iż grzechy te powinny być karane przez władze cywilne. W bezpośredni sposób nauczanie katolickie czyni tak przynajmniej w dwóch miejscach encykliki “Casti Connubii” Piusa XI. W odniesieniu do niemałżeńskich relacji seksualnych czytamy tam: “prawowita władza ma prawo i obowiązek zakazywania takich haniebnych związków, jako sprzeciwiających się rozsądkowi i naturze ludzkiej, zapobiegania im i karania ich.”(zobacz: Londyn 1943, s. 18). W tym samym dokumencie autor encykliki mianem “podłych i hańbiących pomysłów”, nazywa m.in.; postulat, aby uznać za nijakie lub znieść wszelkie ustawy karne, jakie państwo wydało dla zachowania wierności małżeńskiej. Cóż, “jasne nie wymaga interpretacji“. Pośrednio powinność prawnego karania takich nieprawości wynika zaś np. z faktu, iż św. Pius V w bulli “Horrendum illud scelus” polecał wydawać czynnych homoseksualistów władzy świeckiej, “by ta wymierzyła (im) karę“. Z kolei, tak Katechizm Soboru Trydenckiego, jak i Katechizm bł. Jana Pawła II zgodnie nauczają, iż cudzołóstwo jest grzechem przeciw porządkowi sprawiedliwości – przypomnijmy zaś, iż o ile, wedle nauczania katolickiego, obowiązki miłosierdzia nie powinny być wymuszane przez państwo (np. jałmużna), o tyle już to co jest niesprawiedliwością winno być przez nie karane.

    Żadnym argumentem nie jest też fakt, że prawne karanie takich występków często było bardziej gorliwie realizowane przez władców protestanckich, aniżeli katolickich. W USA katolicy znacznie bardziej gorliwie niż protestanci angażowali się w działalność mafii i gangów, a dziś częściej niż inni głosują na pro-aborcyjnych i pro-homoseksualnych kandydatów Partii Demokratycznej. Czego jednak ów fakt miałby dowodzić? Tego, że kryminalna przestępczość, legalność aborcji i legitymizacja sodomii są tradycyjnie katolickie?

    Nieporozumienie stanowi również powoływanie się na opinię niektórych teologów katolickich o potrzebie prawnej, acz ograniczonej tolerancji dla prostytucji., jako rzekomego dowodu na to, iż katolicką postawą jest nieingerowanie państwa w prywatne relacje seksualne. Raz, że opinie teologów są ich opiniami, a czym innym jest nauczanie Magisterium, które w tej sprawie jest jasne, a ponadto moralnie wiążące katolików. Dwa, prostytucja jest pewnym wycinkiem grzechów seksualnych i zgoda na jej tolerowanie w wymiarze prawnym wcale nie musi być równoznaczna z głoszeniem potrzeby bezkarności wszystkich innych dobrowolnych, acz nagannych moralnie zachowań w tej sferze.

    5. Postulat delegalizacji nierządu, cudzołóstwa i sodomii wcale nie musi wypływać z przekonania o konieczności prawnej delegalizacji wszelkich niemoralnych czynów. Chociaż istotnie wszystkie grzechy są szkodliwe, mniej lub bardziej, nie tylko dla tych, którzy je czynią, dla także wobec otoczenia, tym nie mniej, stopień ich szkodliwości dla porządku społecznego jest różny. Dlatego nie jest roztropnym ani właściwym, by rządzący angażowali posiadane przez siebie środki przymusu w zwalczanie jakichkolwiek grzechów. Rząd ma zakazywać tych spośród nieprawości, które w sposób wyraźny i ewidentny szkodzą i zagrażają innym ludziom, a czymś takim są z pewnością m.in. nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm (patrz: punkt 2 tego artykułu). Nie można jednak tego samego powiedzieć np. o całkowicie sekretnie i prywatnie czynionej masturbacji, która chociaż też jest poważnym i ciężkim złem, to jednak w swym wymiarze oddziaływania na innych, ma nieporównywalnie mniej złe skutki. W wyniku onanizmu nie poczyna się wszak dzieci, nie roznosi chorób płciowych ani też zasadniczo rzecz biorąc praktyka ta nie musi polegać na wciąganiu w nią innych ludzi (gdyż w odróżnieniu od cudzołóstwa do jej zaistnienia wystarczy jedna, a nie dwie osoby). Podobnie trudno porównać stopień niebezpieczeństwa, które stwarzają dla porządku społecznego z jednej strony pijaństwo, z drugiej zaś obżarstwo. Pijaństwo jest wszak odpowiedzialne za miliony rozbitych rodzin, przestępstw i wypadków drogowych. Trudno zaś, by było pokazać przykłady domów, które rozpadły się przez to, iż ojciec jadł za dużo hamburgerów i czekolady lub też morderstw, pobić czy gwałtów dokonanych pod wpływem wypicia nadmiernej ilości “Coca coli”.

    6. Delegalizacja nierządu, cudzołóstwa i sodomii wcale nie musi oznaczać wprowadzania systemu powszechnej inwigilacji, naruszania miru domowego i tym podobnych praktyk. Pewne prawne zakazy mają bardziej charakter prewencyjny i wychowawczy, aniżeli ściśle represyjny. Innymi słowy, celem części praw jest to bardziej to by powstrzymać potencjalnych chętnych do popełnienia danego zła, aniżeli wykryć i ukarać większość rzeczywistych sprawców takiego przestępstwa. Czy naprawdę ktokolwiek myśli, iż np. w przypadku karalności zoofilii czy kazirodztwa rządzący łudzą się, że większość sprawców takich czynów zostanie wykryta i ukarana? Oczywiście, że nie. Chodzi bardziej o to, by pokazać społeczeństwu, iż coś takiego jest obrzydliwością, zniechęcając w ten sposób część potencjalnych sprawców i odstraszając tych, którzy już coś takiego czynią od afiszowania się z tym, namawiania do tego innych. Bardzo podobnie jest z innymi prywatnymi, acz niemoralnymi relacjami seksualnymi.

    To prawda, że w naszym kręgu cywilizacyjnym nie istnieją warunki do przywrócenia nielegalności praktyk będących tematem tego artykułu. I prawdopodobnie próba restauracji takich praw nie byłaby w dzisiejszych okolicznościach kulturowych zbyt roztropnym pomysłem. Nie zmienia to jednak faktu, iż zasadniczo rzecz biorąc władze cywilne mają moralne prawo do zakazywania i karania nierządu, cudzołóstwa oraz homoseksualizmu.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/18/czy-prawna-karalnosc-cudzolostwa-oznacza-totalna-inwigilacje-spoleczenstwa/

    Czy prawna karalność cudzołóstwa jest sprzeczna z Ewangelią?

  10. Czy prawna karalność cudzołóstwa jest sprzeczna z Ewangelią?

    Leave a Comment

    Pan Bóg w Starym Testamencie wyraźnie nakazywał rządzącym karać nieprawości o charakterze seksualnym, nawet, gdy owe były dokonywane w sposób prywatny i bez publicznego promowania ich. W przypadku, gdy młoda kobieta nie zachowywała dziewictwa przed ślubem, miała być ukamienowana przez mężczyzn z całego miasta (patrz: Powtórzonego Prawa 22: 21 – 22). Młodych mężczyzn którzy, mimo upomnień, oddawali się rozpuście i pijaństwu również miała spotkać taka sama kara (patrz: Powt. Prawa 21: 18 – 21). Oczywiście Jahwe polecił też karać śmiercią cudzołóstwo i homoseksualizm (patrz: Kapłańska 20: 10). 

    Nowy Testament libertariański?

    Można by spytać, co począć z tym faktem? Wszak dziś, nie tylko karanie śmiercią występków seksualnych (czynionych prywatnie i “za zgodą zainteresowanych”) jest kwestionowane przez wielu konserwatywnych chrześcijan, ale neguje się zasadność jakichkolwiek sankcji karnych ustanawianych przez władze cywilne za popełnianie tych nieprawości. Popularną odpowiedzią na ów fakt jest stwierdzenie typu: “Ależ to były szczególne prawa, dla żyjących pod Starym Przymierzem Żydów. Nowy Testament zaś nie nakazuje karać tych grzechów“.

    Co można odpowiedzieć na tę argumentację? Owszem, tradycyjna teologia katolicka głosi, iż karno-cywilne przykazania i prawa Starego Zakonu nie obowiązują już chrześcijan, ale z drugiej strony nie są one też im zabronione. Nie można więc powiedzieć, jakoby chrześcijańscy władcy czynili coś per se złego, choćby i karali oni śmiercią czyny w rodzaju cudzołóstwa albo homoseksualizmu. Po prostu, mogą oni nawet tak surowo karać te występki, ale nie mają takiego obowiązku. A jeśli nie sposób potępić karania śmiercią cudzołóstwa i homoseksualizmu, to tym bardziej nie można ganić władców, gdy postanawiają oni zakazywać owych nieprawości, jednak pod karą łagodniejszych niż te polecone przez Boga w Starym Przymierzu sankcji (a więc np. zamiast śmierci jest chłosta, prace społeczne czy więzienie). W istocie zaś rzeczy, nie sposób w całkowity sposób ignorować karno-cywilne przykazania Starego Przymierza w ustalaniu tego co i dziś powinno być prawnie karalne i zabronione, albowiem gdybyśmy się chcieli w tej mierze opierać na nauczaniu samego Nowego Testamentu, to byśmy doszli do wniosku, iż w zasadzie tak naprawdę nie wiemy, które ze złych czynów winny być karane przez władze. A to dlatego, że w Nowym Testamencie, w żadnym miejscu nie podaje się, które z grzechów rządzący powinni karać. Owszem, Nowy Testament milczy na temat prawnego karania cudzołóstwa i homoseksualizmu, ale nic nie mówi też (przynajmniej bezpośrednio), iż władza cywilna powinna karać np. kradzieże, gwałty i morderstwa. Nawet, w 13 rozdziale listu do Rzymian, który w ogólny sposób stwierdza, iż rządzący z ustanowienia Bożego “noszą miecz“, by karać zło i złych, nie konkretyzuje się, które z nieprawości winny być karane owym “mieczem”. Sam ów fragment jest na tyle ogólnie sformułowany, iż w oderwaniu od pozostałych ksiąg Biblii (a zwłaszcza Starego Testamentu) może on oznaczać, że władza powinna karać wszelkie złe uczynki, część z nieprawości, albo może tylko bardzo nieliczne z nich. Ktoś może powiedzieć, że w 13 rozdziale listu do Rzymian jest mowa o tym, że rządzący winni zakazywać i karać tylko te ze złych czynów, które naruszają wolność innych osób, a więc np. morderstwa, porwania, kradzieży, gwałty. Tyle tylko, że to będzie tylko jego interpretacja, gdyż w rzeczywistości ów fragment nie wymienia ani konkretnych złych czynów, które winny być karane, ani nie podaje szczegółowych kryteriów pozwalających rozróżniać, które z nieprawości należy prawnie zakazywać, a które należy czynić bezkarnymi. Jeśli już, to 13 rozdział listu do Rzymian stwierdza, rządzący są postrachem dla złych uczynków, a złem w ujęciu biblijnym i tradycyjnie chrześcijańskim są nie tylko te zachowania, które gwałcą czyjąś wolność, ale również takie czyny, które niczyjej wolności nie naruszają (np. cudzołóstwo, homoseksualizm, bałwochwalstwo, etc.). Tak też, zdecydowanie bardziej prawdopodobną interpretacją jest to, iż ów fragment Nowego Testamentu nie ogranicza prawa i obowiązku rządzących do karania tylko tych czynów, które polegają na naruszaniu czyjejś wolności. 

    Skoro więc, Nowy Testament nie daje nam jasnych i bezpośrednich wskazówek odnośnie rozstrzygnięcia tego, które ze złych czynów powinny być karane i jakimi kryteriami należy się przy tym kierować, niejako siłą rzeczy jesteśmy tu zmuszeni, by bardziej uważnie przyjrzeć się temu, co na ten temat do powiedzenia miał Stary Testament. Nawet jeśli bowiem, przykazania karno-cywilne Starego Przymierza w sensie ścisłym chrześcijan nie obowiązują, to nie znaczy, że również w tej sferze nie ma ono nam współczesnym niczego mądrego i rozsądnego do powiedzenia. Nawet bowiem, jeśli szczegółowe normy w tej mierze mogą być już bardziej relatywne niż w czasach Starego Zakonu, to często zwykły chłopski rozum mówi nam, że sama zasada wyrażona przez dane starotestamentalne prawo pozostaje w mocy i jest aktualna. Przykładowo, Bóg w Starym Przymierzu nakazał wypłacanie robotnikom ich zapłaty każdego dnia (Kapłańska 19: 13). Być może, nie oznacza to, iż system wypłacania zarobków co miesiąc jest “per se” etycznie zły, jednak nie trudno dostrzec w tej regule niezmienną zasadę moralną oznaczającą, że należy troszczyć się o to, by pracodawcy w regularny i terminowy sposób opłacali swych pracowników. Podobnie, w Starym Zakonie, Jahwe polecił, by fekalia były zakopywane w ziemi (Powtórzonego Prawa 23: 14) i choć nie musi to oznaczać moralnego potępienia usuwania takich nieczystości za pomocą wodnych kanałów, sama zasada mówiąca, iż dobrze jest dbać o higienę w tym względzie nie uległa raczej zmianie. Czy więc w podobny sposób nie należałoby interpretować tych karnych przykazań Starego Przymierza, które nakazywały karać śmiercią za cudzołóstwo i homoseksualizm? Nawet, jeśli nie ma moralnego obowiązku stosowania aż tak surowej kary za owe przewinienia, to czy aby na pewno zmieniła się zasada, iż rządzący winni chronić powierzone sobie społeczności przed negatywnym ich wpływem, choć niekoniecznie i nie zawsze za pomocą kary śmierci?

    Czy Chrystus potępił karę śmierci za cudzołóstwo?

    Czy jednak Pan Jezus nie uwolnił od kary ukamienowania cudzołożną niewiastę? Oczywiście, że tak. Tyle, że  błędem jest wysuwanie z tego fragmentu zbyt daleko idących wniosków.

    Po pierwsze: “na upartego” można by co najwyżej twierdzić, iż przykład Zbawiciela pokazuje tu, że nie należy już karać śmiercią za cudzołóstwo, a nie, iż nie należy w żaden sposób karać ów występek. Stwierdzenie typu: “Tego czynu nie należy karać śmiercią” nie jest wszak jeszcze jednoznaczne z deklaracją zasady: “Tego czynu nie należy karać w żaden sposób“. A gwoli ścisłości, przypomnijmy, że z ust Pana Jezusa nie padły słowa: “Cudzołóstwa nie należy karać śmiercią“, więc intelektualną nieuczciwością jest przypisywanie Mu o wiele dalej idącej tezy, jakoby cudzołóstwa nie powinno być karane przez władze cywilne w żaden sposób. 

    Po drugie: szerszy kontekst omawianej sytuacji pokazuje, że można mieć duże wątpliwości co do tezy, jakoby Chrystus uwalniając cudzołożnicę od ukamienowania, chciał w ten sposób pokazać, jakoby pod rządami Nowego Przymierza kara śmierci za niewierność małżeńską stała się zawsze i wszędzie etycznie zła. 

    Ważnym w próbie interpretacji tego fragmentu jest dostrzeżenie tego, iż Nowy Testament kładzie duży nacisk na konieczność prostoty i czystości intencji. Nasze dobre czyny, winny być spełniane w celu podobania się Bogu, nie zaś na pokaz, albo dla zaspokojenia własnych egoistycznych interesów. Przykładowo, sędzia powinien kierować się pragnieniem sprawiedliwości i obrony Bożego porządku, odrzucić musi zaś chęć sławy, nienawiść do bliźnich, chciwość dóbr doczesnych, etc. Jednak faryzeusze, którzy pragnęli zabić ową grzesznicę raczej zbytnio nie kierowali się dążeniem do sprawiedliwości. Biblia wyraźnie wskazuje, iż ich serca były podstępne i zdradliwe. Pierwszą tego oznaką jest to, że cudzołożnica została przyprowadzona przed Chrystusa, sama bez wspólnika własnego grzechu – tzn. mężczyzny. Tymczasem Prawo Mojżeszowe nakazywało kamienowanie obu stron cudzołóstwa – mężczyzny i kobiety (Powtórzonego Prawa 22: 22). Pytanie; co się stało z cudzołożnikiem? Czyżby zdołał uciec kilkunastoosobowej grupie mężczyzn? A może “sprawiedliwość” faryzeuszy była wybiórcza? Na ową wybiórczość faryzeuszowskiego poczucia sprawiedliwości wskazuje następujący fragment owej sceny: “Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć” ( Jana, 8: 6). Jasno tu widać, iż Prawo Mojżeszowe, było w tym konkretnym wypadku, narzędziem, które podstępni ludzie próbowali wykorzystać nie w celu obrony Bożych przykazań, ale po to by rzucić fałszywe oskarżenia na Syna Bożego. Chrystus Pan znał doskonale ludzkie serca, dlatego też postanowił uwolnić cudzołożną niewiastę. Poza tym należy przypomnieć, iż sam fakt anulowania w poszczególnych przypadkach kary za przestępstwo nie oznacza jeszcze zanegowania samej potrzeby jego karania. Przykładowo, Wszechmogący rzekł: “Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Rodzaju 9: 6) jednak względem Kaina – mordercy Abla, Bóg uczynił wyjątek, dając mu specjalne znamię, aby ludzie nie uśmiercili go (Rodzaju 4:15). Ten fakt nie oznacza jednak, że Bóg absolutnie potępił karę śmierci za morderstwo. Analogicznie rzecz biorąc nieukaranie śmiercią poszczególnych przypadków cudzołóstwa nie jest jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie nie wolno w ten sposób karać cudzołożników i cudzołożnice.

     

    Podsumowując: skoro trudno jest stwierdzić, czy aby na pewno Pan Jezus uwalniając cudzołożną niewiastę od kary śmierci, chciał w ten sposób dać wyraz przekonaniu, iż w takim razie taka sankcja za ów czyn stała się zawsze zła, to tym bardziej nieuprawnione jest wysuwanie ogólnej tezy, jakoby rządzącym nie wolno było (w sensie braku moralnego prawa doń) karać zdrady małżeńskiej łagodniejszymi niż śmierć sankcjami. Samo zaś milczenie Ewangelii i innych ksiąg Nowego Testamentu odnośnie tego, czy władze cywilne powinny zakazywać i karać grzechy w rodzaju cudzołóstwa nie jest jeszcze żadnym dowodem, gdyż ogólnie rzecz biorąc Nowy Testament nie wymienia w żadnym swym miejscu tego, które konkretnie występki winny być w ten sposób represjonowane.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/18/czy-prawna-karalnosc-cudzolostwa-oznacza-totalna-inwigilacje-spoleczenstwa/