Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: kult maryjny

  1. Czy (część) tradsów ma rację kwestionując dokument “Mater Populis fidelis”?

    Leave a Comment

    Gwałtowny sprzeciw jaki pośród dużej części tradsów (oraz Bractwa św. Piusa X – dalej FSSPX – „jako takiego”) wywołał dokument “Mater populis fidelis” Dykasterii Nauki Wiary (dalej: DNW) w sprawie „absolutnej niewłaściwości” stosowania wobec Maryi tytułu „Współodkupicielki” pokazuje pewien metodologiczny problem jaki część tradsów wydaje się mieć z rozeznawaniem tego co powinno być, a co nie powinno być punktem sporu pomiędzy tradsami a współczesnym Magisterium Kościoła (zakładającym na ten moment, że w ogóle taki spór ma prawo zaistnieć).

    O co dokładniej chodzi?

    Zacznę od czegoś co może wyglądać na pewien paradoks, a więc od konstatacji, iż z jednej strony należy być wewnętrznie posłusznym również „zwykłemu, lecz omylnemu Magisterium Kościoła” ale z drugiej strony w przypadku rzeczywistej bądź pozornej sprzeczności pomiędzy dwiema wypowiedziami należącymi do tego rodzaju Magisterium należy wybrać posłuszeństwo tym jego późniejszym wypowiedziom. W odniesieniu do tego dylematu trzeba bowiem przyjąć zasadę, iż jeden omylny akt może być korygowany przez inny omylny akt – i do katolików nie należy roztrząsanie tego za którym z tych aktów mogło stać więcej racji. Tytułem analogii: niegdyś niektórzy lekarze podobno nawet zalecali palenie tytoniu jako czegoś zdrowego. Dziś, chyba każdy lekarz odradza palenie tytoniu widząc w takowym coś szkodliwego dla zdrowia. Żadna z tych medycznych opinii nie jest per se nieomylna, ale to nie znaczy, że zwykły pacjent powinien przedkładać opinie dawniejszych lekarzy nad consensus współczesnej medycyny w tej kwestii.

    Piszę powyżej o rzeczywistym bądź pozornym konflikcie dwóch omylnych „zestawów” wypowiedzi Magisterium Kościoła, gdyż jak najbardziej ma to zastosowanie odnośnie kontrowersji w sprawie tytułowania Maryi mianem „Współodkupicielki”. Żadna z wypowiedzi magisterialnych na ów temat nie miała bowiem charakteru per se nieomylnego – tak więc wydaje się, iż późniejsze w porządku historycznym wypowiedzi Magisterium na ów temat miały prawo skorygować wcześniejsze deklaracje Magisterium. Co więcej, nie będzie nadinterpretacją rzec, iż w istocie rzeczy to dokument DNW zakazujący używania wobec Maryi tytułu „Współodkupicielki” miał nawet większą rangę doktrynalną niż wcześniejsze wspierające go wypowiedzi niektórych papieży. Ten dokument został bowiem zatwierdzony przez papieża, w wyraźny sposób jest skierowany do całego Kościoła, a ponadto jest on autorstwa tej rzymskiej kongregacji, która w specjalny sposób jest odpowiedzialna za badanie i rozstrzyganie (choćby na poziomie „omylnym”) różnych problemów doktrynalnych. Z kolei wypowiedzi niektórych papieży, którzy w przeszłości wspierali tytułowanie Maryi mianem „Współodkupicielki” miały w najlepszym razie niski magisterialny status. Przykładowo, papież Benedykt XV wyrażał dlań aprobatę w jednym z listów bezpośrednio skierowanych do jednego z pobożnych stowarzyszeń (a nie do ogółu Kościoła) – chodzi o list “Inter Sodalicia”. Niektórzy tradsi być może w tym miejscu zaprotestują twierdząc, iż o Maryi jako „Współodkupicielce” nauczał także w encyklice „Iucunda Semper Expactatione” – czyli dokumencie pośrednio skierowanym do całego Kościoła – papież Leon XIII. Jednak nawet, gdyby tak było, to de facto ostatni dokument DNW ma tę samą rangę doktrynalną co papieska encyklika – gdyż został zatwierdzony przez papieża, jest skierowany do całego Kościoła, a ponadto jest on autorstwa kongregacji, której zadaniem jest rozstrzyganie różnych problemów doktrynalnych. Poza tym, istnieją kontrowersje odnośnie tego, czy tłumaczenie wspomnianej encykliki w miejscu w którym Maryja została nazwana „Współodkupicielką” jest poprawne (np. w polskiej jego wersji opublikowanej przez przez wydawnictwo “Te Deum” – a więc instytucję prowadzoną przez Bractwo św. Piusa X – ów tytuł tam się nie znajduje). Podobne uwagi można odnieść do powoływania się w tym zakresie na encyklikę św. Piusa X “Ad diem illum”, gdzie w pewnych jej tłumaczeniach Maryja nazywana jest “Odkupicielką upadłej ludzkości” podczas, gdy w łacińskiej wersji tego dokumentu w odnośnym miejscu nie pojawia się słowo “Coredemptrix” (czego poprawnym tłumaczeniem jest wyraz “Współodkupicielka”) ale znajduje się tam termin “Repatrix”, którego lepszym polskim tłumaczeniem są terminy w rodzaju “Naprawicielka”.

    Tak czy inaczej pozwolę sobie powtórzyć główną tezę mych dotychczasowych wywodów: wewnętrzne posłuszeństwo należy się ze strony katolików także omylnym aktom Magisterium Kościoła, jednak w przypadku gdy istnieje rzeczywista bądź pozorna sprzeczność pomiędzy takimi aktami posłuszeństwo należy okazać tym historycznie późniejszym z nim.

    Warto zresztą dodać, iż tradsi stosują wyżej zarysowaną zasadą w przypadku innych rzeczywistych bądź problemów doktrynalnych, które miały miejsce w obrębie Kościoła katolickiego. Przykładowo, św. Inkwizycja na początku 17 wieku zakazała nauczania heliocentryzmu jako doktryny „sprzecznej z Pismem świętym”. To wcześniejsze magisterialne orzeczenie zostało jednak odwrócone przez późniejszy dekret św. Oficjum, który za pontyfikatu Piusa VII zezwolił na nauczanie heliocentryzmu (miało to miejsce na początku 19 stulecia). Oczywiście, wyżej wskazany przypadek nie jest jedynym, w którym tradsi de facto uznają, iż późniejsze omylne akty Magisterium mają prawo korygować wcześniejsze omylne akty magisterialne. Dlaczego więc, wydają się oni nie uznawać tej prawidłowości w przypadku rzeczonego wyżej dokumentu DNW?

    ***
    Na wszystkie te wywody ktoś może jednak rzec, iż w odniesieniu do zakazu używania wobec Maryi tytułu „Współodkupicielki” mamy do czynienia w rzeczywistości z konfliktem na linii „zwyczajne i powszechne Magisterium (które może być nieomylne i które miało wspierać stosowanie tego tytułu) vs. zwykłe Magisterium Kościoła (które jest omylne i które sprzeciwia się używaniu tego tytułu)”.

    Do zwolenników powyżej zarysowanej tezy mam jednak następujące pytania: 1. Ile czasu spędziliście nad szczegółową weryfikacją tezy o tym, jakoby nauka o „Maryi Współodkupicielce” należała do „zwyczajnego i powszechnego Magisterium”? Czy aby na pewno możecie z ręką na sercu powiedzieć, iż zbadaliście tak dokładnie temat, by solennie zadeklarować, że np. w okresie 100 lat wszyscy katoliccy biskupi głosili tę naukę jako objawioną przez Boga prawdę wiary?; 2. A jeśli nie jesteście w stanie szczerze i pozytywnie odpowiedzieć na pytanie numer to czy przynajmniej możecie dowieść, iż biskupi w sposób pośredni – czyli poprzez aprobowane przez siebie katechizmy i zatwierdzane dzieła teologiczne – dawali do zrozumienia, iż ta doktryna jest objawioną przez Boga prawdą?
    Zadaję powyższe pytania nie bez kozery, gdyż: Ad 1; Z góry wiem, iż wykonanie opisanego w pytaniu zadania praktycznie rzecz biorąc stanowiłoby tytaniczną, niemal niemożliwą dla zrealizowania choćby i dla teologa pracę – takową pracę jak już mógłby wykonać jakiś specjalistyczny zespół badaczy, który w sposób wyłączny poświęciłby się jej przez dłuższy czas; Ad 2: Na podstawie swego własnego (nie tak skromnego) oglądu treści „przedsoborowych” katechizmów i zatwierdzonych pism teologicznych mogę z całą pewnością powiedzieć, że niemała część z nich nie wspominała o Maryi jako „Współodkupicielce” a niektórzy z „przedsoborowych” teologów nawet dość otwarcie poddawali w wątpliwość stosowność używania tego tytułu.

    I w tym miejscu warto zwrócić uwagę na niespójność stanowiska niektórych tradsów (teraz mam na myśli głównie FSSPX), którzy z jednej strony wydają się wyolbrzymiać doktrynalną rangę wcześniejszego nauczania o Maryi jako „Współodkupicielce” z drugiej zaś, gdy jest im to wygodne poddają w wątpliwość nawet powszechne (lub „prawie powszechne”) nauczanie przedsoborowych teologów. Chodzi mi w tym momencie konkretnie o twierdzenie księży należących do FSSPX jakoby można było bezpiecznie odejść od powszechnej niegdyś opinii teologicznej głoszącej, iż zatwierdzone dla całego Kościoła normy dyscyplinarne cieszą się „nieomylnym bezpieczeństwem” (czyli nie mogą one wyrządzać poważnej szkody duszom). Oczywiście, zastosowanie tegoż „przedsoborowego nauczania” do posoborowej rzeczywistości Kościoła stawiałoby pod co najmniej wielkim znakiem zapytania zasadność choćby odrzucania przez FSSPX godziwości nowego rytu Mszy – stąd księża owego Bractwa sugerują, iż można odejść od owej powszechnej dla „przedsoborowych” teologów opinii (która zresztą znalazła wyraz także w niektórych stricte magisterialnych aktach takich jak bulla „Auctorem Fidei” Piusa VI czy encyklika Piusa XII „Mystici Corporis”).

    ***

    Summa summarum problem z kwestionowaniem co prawda omylnego, ale wciąż obowiązującego katolików w sumieniu nauczania DNW, które uznaje nazywanie Maryi mianem „Współodkupicielki” sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: czy w przypadkach wątpliwych należy zaufać przedstawicielom Magisterium Kościoła, iż to oni rozeznali lepiej okoliczność, czy dana – nauczana wcześniej przez pewien czas – doktryna była nieomylna (a co za tym idzie niereformowalna) czy była jednak omylna, a przez to mogąca zostać poddana korektom przez późniejsze akty magisterialne?

    Mirosław Salwowski

  2. Tak, Maryję można kochać zbyt mocno

    Możliwość komentowania Tak, Maryję można kochać zbyt mocno została wyłączona

    W katolickim Internecie można od czasu do czasu spotkać się ze stwierdzeniami sugerującymi, jakoby wręcz niemożliwa była nadmierna miłość do Najświętszej Maryi Panny. Wszak – jak powtarzają sympatycy takiego podejścia – i tak nie będzie się kochać Maryi bardziej niż Jej własny rodzony Syn, czyli nasz Pan Jezus Chrystus. W niniejszym artykule pragnę pokazać, iż wbrew owym sugestiom istnieje (i istniało w przeszłości) zjawisko, które można by nazwać przesadną miłością do Maryi.

    Przede wszystkim na samym początku zauważmy, iż sam Pan nasz i Zbawca Jezus Chrystus nie okazywał Maryi jakiejś bezgranicznej wręcz miłości. Oczywiście, jako Bóg kochał Ją, gdyż była Jego wybranym stworzeniem. Kochał Ją (i wciąż kocha) jako jej rodzony Syn. Pierwszą miłością i gorliwością Jezusa Chrystusa był Jego wiekuisty Ojciec oraz bezwzględne podporządkowanie się Jego najświętszej woli. Co do zaś Maryi to można wymienić przynajmniej jedną sytuację, w której Pan Jezus Chrystus nie spełnił woli swej Matki. Chodzi mi o okoliczność wspomnianą w 3 rozdziale Ewangelii św. Marka, gdzie najpierw czytamy, iż “bliscy” Pana Jezusa chcieli go “powstrzymać” albowiem mówiono o Nim “Odszedł od zmysłów” (tamże: 3, 21), a następnie dowiadujemy się, że owymi “bliskimi” byli “Jego Matka i bracia” (tamże: 3, 31). Gdy powiedziano Jezusowi, iż Jego “Matka oraz bracia” posłali po Niego, aby Go przywołać, nasz Pan nie powiedział czegoś w stylu: “Cóż, skoro moja Matka mnie woła, muszę was na pewien czas opuścić”, ale odrzekł:  

    «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia.  Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką». (Marek 3, 3-34).

    Nie jest więc dziwnym, że starożytne “Konstytucje apostolskie” tak piszą o naszym Panu Jezusie Chrystusie:

    On wyrzekł się odpoczynku, wygód, chwały, bogactwa. zaszczytów, prawa do obrony, matki i braci, a nawet własnego życia dla pobożności wobec Ojca i miłości względem nas (…)” (Cytat za: „Synody i Kolekcje Praw, Tom II, Konstytucje Apostolskie oraz Kanony Pamfilosa z apostolskiego synodu w Antiochii; Prawo kanoniczne świętych Apostołów; Kary świętych Apostołów dla upadłych; Euchologion Serapiona”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, s. 110).

    ***

    Ponadto, w historii chrześcijaństwa wymienić można niejedno – mogące być określone jako “przesada w miłości do Maryi” – nadużycie. Ot, np. korylydianie pod koniec IV wieku składali w ofierze Matce Bożej placki. W czasach nam nowszych jako przykłady tym podobnych odchyleń można wskazać na mariawitów (twierdzących, iż Bóg Ojciec wcielił się w Maryję) czy palmarian utrzymujących, iż pod postaciami eucharystycznymi kryje się również Ciało i Krew Matki Bożej, a poza tym Maryja miała nie potrzebować odkupienia i zbawienia.

    Na sam koniec tego tekstu dodam, iż problem “przesadnej miłości” do Maryi nie wydaje się być jakimś absolutnie marginalnym niebezpieczeństwem dla rzymskich katolików. Co prawda trudno jest tę mą opinię zweryfikować w bardziej konkretny sposób, gdyż nie ma wielu twardych danych socjologicznych na ten temat, ale do myślenia mogą dać wyniki sondażu, jaki swego czasu (na przełomie lat 80 i 90 XX wieku) pośród studentów wydziału katolickiej teologii na Uniwersytecie Puerto Rico przeprowadziły władze takowego. Otóż, jak pisze o tym współtwórca jednej z opcji zadanych w tym sondażu – chodzi o konwertytę z anglikanizmu, ks. Briana W. Harrisona (który jest też cenionym konserwatywnym teologiem katolickim) – studentom dano do oceny pogląd następującej treści: “Dziewica Maryja jest równa Bogu i dlatego zasługuje na taki sam rodzaj honoru i kultu jak On“. Jak się okazało, aż prawie 25 procent ankietowanych studentów napisało “Prawda” pod tą skrajnie heretycką i bałwochwalczą opinią. Co więcej, nie było pod tym kątem znaczącej różnicy pomiędzy studentami regularnie uczęszczającymi na Mszę a tymi, którzy tego nie czynili (Patrz: Fr. Brian W. Harrison, Our Silent Heresy, Catholic Answers).

    Mirosław Salwowski