Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: Kukiz

  1. Dlaczego “Konfederacja”?

    Leave a Comment

    Nie czynię żadnej tajemnicy z tego, iż w najbliższych wyborach parlamentarnych (które odbędą się 13. 10. 2019 r.) zamierzam zagłosować na ugrupowanie o nazwie “Konfederacja. Wolność i Niepodległość”. Nie ukrywam jednak też tego, że ów wybór będzie dla mnie pod pewnymi względami dość trudny, a to głównie z powodu mocno liberalnej ekonomicznie oraz wyraźnie antyimigranckiej retoryki tego komitetu wyborczego. Mimo to uważam ową decyzję za najlepszą tak moralnie jak i taktycznie w obecnych okolicznościach. Poniżej postaram się wytłumaczyć dlaczego.

    Wybory polityczne a “mniejsze zło”

    Niektórzy twierdzą, iż w sytuacji, gdy nie ma ugrupowań politycznych, które w 100 procentach reprezentowałyby dobre postulaty nie należy brać udziału w wyborach, gdyż zakazane jest popieranie czegoś co nazywamy mniejszym złem. Ludzie ci mają rację co do tego, iż nigdy nie należy czynić czegoś co jest w sensie moralnym mniejszym złem, ani też w żadnych okolicznościach nie powinno się mniejszego zła pochwalać lub usprawiedliwiać. Mimo to nie zgadzam się z ich stanowiskiem w kwestii nie chodzenia na wybory w sytuacji, gdy nie ma scenie politycznej ugrupowania, które we wszystkich swych postulatach było zgodne z nauczaniem katolickim. Czym innym jest bowiem czynienie, pochwalanie bądź usprawiedliwianie mniejszego zła (i to jest zawsze zakazane), a czym innym jego tolerowanie, a więc niechętne, bierne przyzwalanie na jego zaistnienie. Czy zaś głosowanie na ugrupowanie, które mówiąc potocznie nie jest w 100 procentach OK jest bardziej popieraniem czy tolerowaniem mniejszego zła? Otóż sądzę, że w sytuacji, gdy wyraża się jasno i jednoznacznie swój krytycyzm wobec tego co w tym ugrupowaniu jest złe, ale mimo to głosuje się nań ze względu na reprezentowane przez niego dobro, to zachowanie takie mieści się w ramach tradycyjnie pojmowanej tolerancji mniejszego zła. Można to porównać do sytuacji płacenia podatków, z których część szła na złe moralnie rzeczy (np. finansowanie pogańskiego kultu albo niemoralnych imprez w rodzaju igrzysk gladiatorów). Płacenie podatków w takich okolicznościach nie było popieraniem mniejszego zła, ale stanowiło tylko jego tolerowanie i dlatego też Pan nasz Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł polecali uiszczanie tej należności nawet w sytuacji, gdy wiązało się to z wyżej wymienionymi kwestiami (por. Mt 22, 21; Rz 13, 6-7).

    Jeszcze innym przykładem tolerowania mniejszego zła może być rada dana nam przez patrona moralistów i spowiedników św. Alfonsa Liguoriego. Otóż ów doktor Kościoła uważał, iż jest moralnie dopuszczalne nawet – pewnego rodzaju – zachęcenie kogoś o kim wiadomym jest, że tak czy inaczej dopuści się grzechu, by zamiast większego grzechu popełnił grzech mniejszy. Przykładem takiej postawy w praktyce był czyn św. Maksymiliana Kolbe, który przekonał jednego z komendantów obozu w Auschwitz, by zamiast skazać na śmierć ojca i męża rodziny wysłał do komory głodowej jego własną osobę. W tym sensie postawa św. Maksymiliana Kolbe była właśnie aprobowaną przez św. Alfonsa Liguoriego formą tolerowania mniejszego zła. Kolbe zdawał bowiem sobie sprawę, że w tej sytuacji tak czy inaczej zginą niewinni ludzie, więc postanowił zachęcić jednego ze swych oprawców, by uczynił mniejsze zło, skazując na śmierć osobę samotną niż gotując taki los człowiekowi, który miał pod swą pieczą żonę i dzieci. Czy innym jednak by było, gdyby np. św. Maksymilian zgodziłby się samemu zabić jednego niewinnego, po to by uratować dajmy na to 1 000 innych niewinnych osób. Wtedy to byłoby już nie tylko tolerowanie mniejszego zła, ale jego aktywne czynienie i coś takiego w żadnych okolicznościach nie podobałoby się Bogu.

    Z tego względu uważam też, iż w sytuacji, gdy wszystkie z biorących udział w wyborach komitetów wykazują mniej lub bardziej poważne wady i braki, należy głosować na ten z nich, który takowych ułomności ma najmniej lub też, którego wady i braki w praktycznym wymiarze nie będą mogły się zbyt rozwinąć i uaktywnić.

    Dlaczego nie PiS i nie PSL+Kukiz?

    Można by jednak zapytać, czemu nie głosować w takim razie na PiS albo PSL Koalicję Polską (czyli coś co na użytek tego artykułu nazwałem “PSL+Kukiz”), skoro w tych ugrupowaniach widać jeszcze relatywnie mniej lub bardziej mocne tendencje chrześcijańskie oraz konserwatywne? Najprostszą odpowiedzią na to pytanie jest stwierdzenie, iż porównując oba te komitety wyborcze z Konfederacją widać więcej ich wad oraz ułomności.

    I tak np. PiS choć nie sposób odmówić mu wielu dobrych rzeczy, które uczynił w czasie swych rządów (np. znaczne ograniczenie legalności handlu niedzielnego, delegalizacja skrajnych postaci lichwy w postaci tzw. chwilówek, podniesienie płacy minimalnej, “uzusowienie” tzw. umów śmieciowych) to w kwestii obecnie najważniejszej, a więc poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci konsekwentnie stosuje obstrukcję, de facto nie godząc się na wprowadzenie bardziej sprawiedliwego prawa tego się tyczącego. Jeśli zaś chodzi o stosunek tego ugrupowania do ruchów LGBT to owszem w sferze werbalnej jego przedstawiciele nieraz słusznie je krytykują, jednak nie widać by przekładało się to na bardziej realne i prawne działania owej partii. W czasie 4 lat rządów PiS nie uchwalano żadnej ustawy, które choćby w małym stopniu ograniczała legalność pro-sodomickiej propagandy. Przeciwnie, znajdująca się w rękach PiS Telewizja Publiczna sama dokłada rękę do szerzenia się takiej propagandy (jak zresztą również innych form niemoralności) choćby poprzez emitowanie seriali, w których życzliwie pokazuje się pary sodomickie wychowujące razem dzieci.

    A zatem podsumowując ocenę PiS-u można powiedzieć, iż partia ta czyni wiele dobrego w takich sprawach jak ochrona pracowników oraz osób ekonomicznie słabszych, jednak nie czyni nic albo nawet przeszkadza w postępie spraw moralnych i cywilizacyjnych, które aktualnie są pierwszą linią frontu pomiędzy siłami dobra i zła (aborcja oraz LGBT).

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy “Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo “prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci. Z drugiej strony, w aktualnych okolicznościach antyaborcyjne skrzydło tego ugrupowania jest osłabione przez sojusz z resztkami klubu parlamentarnego Pawła Kukiza. Tak się bowiem składa, że tak większość z posłów, którzy zostali przy Kukizie (i którzy w związku z tym zwykle otrzymali “jedynki” na listach PSL KP) głosowało przeciwko ustawie “Stop aborcji”. Tak też w chwili obecnej trudno by było powiedzieć, iż w komitecie wyborczym PSL+Kukiz przeważa nurt opowiadający się za poszerzeniem prawnej ochrony życia dzieci poczętych.

    Obecność na listach wyborczych PSL KP Pawła Kukiza i najbardziej oddanych mu ludzi czyni też jeszcze bardziej dwuznaczną sprawę podejścia tego ugrupowania do prawnej legitymizacji związków partnerskich. Sam Kukiz niejednokrotnie bowiem opowiadał się za wprowadzeniem do polskiego prawa takiej instytucji. Politycy zaś PSL-u co prawda zdecydowanie sprzeciwiali się pomysłowi małżeństw homoseksualnych oraz adoptowania przez takowe pary dzieci, jednak jeśli chodzi o instytucję związków partnerskich ich deklaracje były już mniej jasne i jednoznaczne.

    Do głosowania na PSL+Kukiz może też zniechęcać dość powszechna opinia odnosząca się do PSL jako partii mającej być ugrupowaniem, które potocznie zwie się “obrotowym” i “systemowym”. Chodzi tu o łatwość z jaką ugrupowanie to wchodziło w koalicje rządowe z rozmaitymi nieraz mocno różniącymi się od siebie partiami. Wielu dopatruje się w tejże cesze PSL-u nieuporządkowanej tendencji do przysłowiowych “stołków” oraz apetytu na publiczne pieniądze. Trudno tak naprawdę ocenić ile w takiej postawie PSL-u było dobrej odpowiedzialności za nasz kraj, a ile osobistej nieuczciwości poszczególnych jej działaczy. Tym nie mniej pewien cień na owe ugrupowanie okoliczność ta rzuca.

    Wady i zalety Konfederacji

    Przyjrzyjmy się zatem teraz jak na tle PiS oraz PSL+Kukiz prezentuje się Konfederacja?

    Przede wszystkim Konfederacja jest o wiele bardziej klarowna jeśli chodzi o podejście do aborcji i LGBT.

    I tak w kwestii poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci to trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, iż ogromna większość czołowych działaczy tego ugrupowania opowiada się za takim prawem. Można tu co prawda mieć pewne wątpliwości co do Janusza Korwina-Mikke, który w różnym duchu wypowiadał się na ten temat, jednakże i tak większość z działaczy skupionych wokół Korwina popiera zaostrzenie zakazu aborcji.

    Co do LGBT to wśród polityków Konfederacji często jest podnoszony postulat zakazu publicznego propagowania tego ruchu – co ani w PiS ani PSL+Kukiz nie zdarza się często (jeśli w ogóle miało to w tych kręgach miejsce). Ba, swego czasu jeden z liderów Konfederacji, pan Grzegorz Braun publicznie opowiedział się za prawnym zakazem czynów homoseksualnych jako takich – choć niestety później niektórzy z innych polityków tego ugrupowania sugerowali, iż była to tylko swoista ironia z jego strony. Tak czy inaczej, w kwestii LGBT Konfederacja zajmuje najbardziej tradycyjnie katolickie i konserwatywne stanowisko, do którego nie dorasta przekaz jaki w tym obszarze dają PSL+Kukiz czy nawet werbalnie krytykujący ruch pro-sodomicki politycy PiS-u.

    W łonie Konfederacji dostrzegalne są również inne, jeszcze dalej idące przejawy konserwatyzmu obyczajowego. Przykładem tego jest choćby jeden z projektów przygotowanych przez pana Sławomira Mentzena, w którym proponuje się wprowadzenie prawa umożliwiającego zawieranie małżeństw prawnie nierozwiązywalnych. Co więcej jeden z czołowych polityków wspomnianego ugrupowania publicznie wypowiadał się w bardzo przychylnym duchu i tonie o pomyśle prawnej delegalizacji niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa). Nie waham się powiedzieć, iż jest to prawdziwy (oraz chwalebny) ewenement na polskiej scenie politycznej.

    Oczywiście Konfederacja ma też swoje mniej lub bardziej poważne wady, których część poniżej wymienię. Tak się jednak składa, że w większości wypadków owe ułomności w obecnych okolicznościach politycznych i tak nie mogą być w zbytnym wymiarze realizowane w praktyce, przez co nawet, jeśli w niektórych punktach na płaszczyźnie teoretycznej są one większe niż w przypadku PiS lub PSL+Kukiz to de facto i tak wychodzi na to, że Konfederacja prezentuje mniej złe rzeczy niż inne komitety wyborcze.

    Tendencja do skrajnego liberalizmu gospodarczego. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich polityków Konfederacji, ale nie da się nie zauważyć, iż retoryka tego komitetu wyborczego w kwestiach ekonomicznych przybiera ton nadawany przez korwinistów. Nie zawsze to jest złe, gdyż niektóre z postulatów liberalizmu ekonomicznego są godne rozważenia, jednak co do samego rdzenia takich poglądów to są one nie do pogodzenia z nauką katolicką. Nie waham się nawet twierdzić, że gdyby zrealizować pomysły Janusza Korwina-Mikke w obszarze gospodarczym to de facto oznaczałoby pełną legalizację jednego z wołających o pomstę do Nieba grzechów, którym jest wszak uciskanie ludzi ubogich. Z drugiej strony jednak nawet jeśli Konfederacja wejdzie do Sejmu to z pewnością nie będzie ona miała na tyle silnej reprezentacji, by wchodzący w jej skład korwiniści zdołali przeforsować na gruncie prawnym większość ze swych postulatów o charakterze ekonomicznym.

    Radykalnie antyimigracyjna retoryka. Wielu działaczy Konfederacji wywodzi się ze środowisk, które przed kilku laty napędzały i inspirowały agresywną i nierzadko wulgarną kampanię skierowaną przeciwko imigrantom oraz uchodźcom. Ta kampania de facto sprowadzała się wówczas do zniesławiania ogółu przybyszów, jako band leni, nierobów oraz potencjalnych terrorystów oraz próbowała zniechęcać władze naszego kraju do przyjmowania imigrantów i uchodźców w jakichkolwiek, choćby i małych ilościach. Dzisiejsze antyimigracyjne hasła podnoszone przez polityków Konfederacji nie są może już tak radykalne, jak te sprzed kilku laty, jednak pozostaje wciąż kwestią otwartą czy krytycznie odnoszą się oni do do antyimigranckiej histerii wówczas rozpętanej?

    Obsesyjna niechęć do Żydów. Co prawda nie dotyczy ta wada raczej większości polityków Konfederacji, ale nie da się ukryć, iż przynajmniej jeden z jej liderów (to znaczy pan Grzegorz Braun) oraz jeden ze znanych publicystów ją popierających (czyli pan Stanisław Michalkiewicz) wykazują silne tendencje do chorej, obsesyjnej niechęci wobec Żydów, która przeradza się nawet w wygłaszanie opinii bliskich herezji lub wręcz jawnie heretyckich bo kwestionujących albo prawość bohaterów Starego Testamentu albo też podważających wiarygodność Starego Testamentu. Należy tą zdegenerowaną odmianę podejrzliwości wobec Żydów odróżnić od zdrowej, tradycyjnie chrześcijańskiej ostrożności wobec tego narodu, która wynika ze świadomości faktu, iż swego czasu większość Żydów odrzuciła lub nie poznała Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawcy. W związku z tym też kolejne pokolenia Żydów były wychowywane w mniejszej bądź większej niechęci wobec chrześcijaństwa. Zdrowa podejrzliwość wobec Żydów jest świadoma tych faktów, ale zarazem godzi wiedzę na ich temat z miłością wobec tego narodu, a także docenieniem tego, co ów przyniósł światu dobrego i co wciąż jest w nim zasługujące na pochwałę.

    Na pocieszenie można jednak powiedzieć, iż nic nie wiadomo, aby tak pan Grzegorz Braun, jak i Stanisław Michalkiewicz postulowali przekształcanie swej werbalnej obsesji wobec Żydów w jakieś realne prawne akty prześladowań i niesprawiedliwości czynionych wobec członków tego narodu. Ponadto, w naszym kraju istnieje niewielka ilościowa społeczność żydowska, a ewentualna obecność Grzegorza Brauna w polskim sejmie i tak nie mogłaby w rzeczywisty sposób wpłynąć na np. uchwalenie w polskim prawodawstwie jakichś niesprawiedliwych krzywdzących Żydów ustaw.

    Podsumowanie

    A zatem reasumując: wszystkie komitety wyborcze aktualnie startujące w wyborach mają swe zalety i wady. Poddając jednak poszczególne z nich bardziej dokładnej refleksji nasuwa się konkluzja, iż to właśnie oddanie głosu na ugrupowanie “Konfederacja. Wolność i Niepodległość” będzie stanowiło akt wsparcia większego dobra oraz tolerowania mniejszego zła. To co bowiem jest dobre w Konfederacji jest obecne z niej w stopniu bardziej wyrazistym niż w innych ugrupowaniach (stosunek do aborcji i LGBT, a także niektóre z innych elementów konserwatyzmu obyczajowego). To co zaś jest z Konfederacji złe albo wątpliwe moralnie i doktrynalnie w praktyce – nawet jeśli ugrupowanie to wejdzie do Sejmu – w większości wypadków, nie będzie mogło być zrealizowane na drodze prawnej.

    Z tych więc powodów 13 października 2019 roku oddam swój głos na Konfederację oraz zachęcam do tego innych.

    Mirosław Salwowski


  2. Czy kult “Żołnierzy Wyklętych” jest drogą do “ukrainizacji” naszej pamięci narodowej?

    Leave a Comment

    Niedawno Paweł Kukiz ośmielił się dodać małą łyżeczkę dziegciu do beczki miodu, którą w naszym kraju otacza się tzw. Żołnierzy Wyklętych. Mianowicie powiedział on, iż szanując postawę większości z tych ludzi, uważa, że i wśród nich zdarzali się bandyci oraz zbrodniarze, dlatego też nie ujmując pamięci tych pierwszych, trzeba w całym kulcie “Wyklętych” zadbać o to, by oddzielono w nim ziarno od plew i nie gloryfikowano tych drugich. Choć osobiście jestem krytyczny wobec samej istoty działalności zbrojnego podziemia z lat 1945 – 1953 powyższa myśl Kukiza mogła by się wydawać także dla zwolenników “Wyklętych” swego rodzaju “oczywistą oczywistością”. W każdej wszak choćby i najlepszej zbiorowości znajdzie się jakiś margines niegodziwców i szubrawców. Ba, nawet wśród Aniołów przed wieloma wiekami jedna trzecia z nich wybrała bycie złymi i wrogami Boga, stając się z własnej woli demonami.

    Cóż, więc w tym dziwnego czy szokującego, iż Paweł Kukiz w realistyczny sposób dostrzegł, że także wśród “Wyklętych” znajdowali się bandyci i zbiry? Dodajmy, że uczynił to zastrzegając przy tym, iż uważa zdecydowaną ich większość za bohaterów i dobrych ludzi. A jednak, owa wypowiedź posła Kukiza ściągnęła na niego falę przysłowiowego “hejtu”. W oczach sporej części wypowiadających się na ten temat prawicowców stał się on “komunistą”, “ruskim agentem”, “który wreszcie pokazał swą prawdziwą twarz”, itp. Jakie wnioski można zatem wyciągnąć z faktu tak wielu i nienawistnych wręcz reakcji na banalne historycznie stwierdzenia Pawła Kukiza?

    Otóż, mamy tu do czynienia z faktycznie bałwochwalczym stosunkiem do naszej narodowej historii i spuścizny. Skoro, nie można powiedzieć ani słowa krytyki np. pod adresem “Żołnierzy Wyklętych”, bo inaczej jest się komunistą, ruskim agentem albo przynajmniej dzieckiem bądź wnukiem Ubeka, to de facto czyni się z “Wyklętych” osoby bez skazy, a stąd już tylko krok do ich ubóstwiania. Jakże dalekie jest takie podejście do swej narodowej historii od przykładu, jaki dali prorocy starożytnego, biblijnego Izraela. Ci ostatni wszak w imię Boga i właściwie pojętej miłości do swego narodu odważnie wypominali mu jego grzechy, choćby i bardzo mocno wrosły już one w jego historię, kulturę i tożsamość. Prorocy ci nie wahali się też mówić, iż nieszczęścia, które spadają na Izraelitów są Bożą karą i chłostą za ich nieprawości. Prorok Jeremiasz rzekł niegdyś: Leżeć musimy w hańbie i wstyd nas okrywa, bo zgrzeszyliśmy wobec Pana, Boga naszego, my i przodkowie nasi, począwszy od młodości aż do dziś; nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego (Jeremiasz 3, 23). Porównajmy to odważne, biblijne mówienie o karach Bożych za grzechy własnego narodu z tym jak odbierane są dziś w pewnych kręgach wszelkie wzmianki o tym, że pewne nieszczęścia, które dotykały Polaków mogły być właśnie tego rodzaju karą. Wiem coś o tym, gdyż jeszcze świeżo w pamięci mam gniewne reakcje na mój tekst, w którym, w oparciu o Pismo święte i zapiski polskich mistyczek, św. Faustyny Kowalskiej i służebnicy Bożej Rozalii Celakówny, stwierdziłem, iż dokonane w skutek Powstania Warszawskiego zniszczenie Warszawy było Bożą chłostą ze rozliczne nieprawości, z których słynęła ona w okresie międzywojennym.

    Takie bezkrytyczne podchodzenie do “Żołnierzy Wyklętych” można też nazwać czymś w rodzaju “ukrainizacji” naszego podejścia do pamięci narodowej. Apologeci “Wyklętych” oburzają się na porównywanie polskiego zbrojnego podziemia antykomunistycznego do UPA, ale sami naśladują w swym zaślepieniu dzisiejszych chwalców owej zbrodniczej organizacji. Popatrzmy wszak na naszych wschodnich sąsiadów, czyli Ukrainę. Tam ich nowożytna tożsamość narodowa jest budowana na kreowaniu wielce pozytywnego obrazu UPA. W dominującym przekazie UPA to zatem szlachetni “gieroje” walczącymi z komunistami i Niemcami, a wszelkie głosy krytyki względem tego ugrupowania, a nawet próby przypominania o popełnianych przez nie niegodziwościach, gniewnie się ucisza jako przejaw komunistycznych sympatii czy bycia przedstawicielem rosyjskiej agentury. Oczywiście, nie można postawić znaku równości pomiędzy “Wyklętymi” a UPA, gdyż ci drudzy popełnili o wiele więcej okrutnych zbrodni niż ci pierwsi, jednak stopień zaślepienia i bezkrytycyzmu, z jakim podchodzi się do obu tych środowisk, jest bardzo podobny, by nie powiedzieć, że identyczny.