Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Ks. Piotr Skarga

  1. Czy mamy prawo niszczyć (cudze) bożki, pornografię, okultystyczne przedmioty, itp?

    Leave a Comment

    Od czasu do czasu pojawia się pytanie, czy jest moralnie uprawnione niszczenie przez chrześcijan rzeczy nie będących ich własnością, a które to w sposób zwyczajny przeznaczone są do popełniania za ich pomocą różnego rodzaju grzechów? Czy np. kolega może spalić swemu znajomemu pismo pornograficzne albo potłuc figurkę jakiegoś fałszywego bóstwa? Oczywistą sprawą jest to, iż nie tylko można, ale należy niszczyć takie przedmioty wówczas, gdy są one naszą własnością – w ten bowiem sposób wyrażamy postanowienie definitywnego odcięcia się od czynionego wcześniej przez siebie za ich pomocą zła. Jednak, czy nie jest aby grzechem wandalizmu i brakiem szacunku dla czyjejś wolnej woli niszczenie takich rzeczy w sytuacji, gdy nie należą one do nas, a co więcej ich właściciele nie wyrażają swej zgody na to, byśmy tak potraktowali należącą do nich własność?

    Na powyższe pytania, nie waham się odpowiedzieć, iż niszczenie przedmiotów, które zostały wyprodukowane po to, by czynić za ich pomocą coś, co obraża Boga (a więc np. pism porno, pogańskich bałwanów, kart do wróżenia) nie jest jako takie grzechem, a przeciwnie może być nawet chwalebnym i miłym Stwórcy uczynkiem. Dzieje się tak również wówczas, gdy owe rzeczy nie są naszą własnością i niszczymy je bez zgody ich właścicieli. Istnieje wiele mocnych przesłanek, by tak twierdzić.

    Jeden z powodów, dla którego wymieniony wyżej sposób postępowania, nie jest grzechem stanowi już sama tradycyjnie katolicka definicja kradzieży. W punkcie numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy wszak:

    Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i korzystanie z nich.

    Choć powyższy fragment nauczania Kościoła poświęcony jest nieco innemu zagadnieniu (to znaczy nie zniszczeniu jako takiemu, ale przywłaszczeniu na swój użytek cudzej własności) to pokazuje on pewną ważną zasadę: otóż nie jest grzeszne absolutnie każde naruszenie czyjejś własności, ale występne jest ono wówczas, gdy dokonuje się wbrew racjonalnej woli jej właściciela. Jeden z „przedsoborowych” pisarzy kościelnych, ks. Wojciech Andersz tak precyzował i wyjaśniał tę zasadę:

    Kradzieżą jest jednak zabranie cudzej własności wtenczas dopiero, kiedy dzieje się wbrew rozsądnej i uprawnionej woli właściciela. (…) A więc nie popełniłby kradzieży, ktoby, n.p. drugiemu wziął jakie narzędzie, nóż, powróz, pistolet, truciznę, i.t.p., któremiby chciał kto odebrać życie sobie lub innym. Nie jest kradzieżą zabranie książki szkodliwej, bo rozsądny człowiek nie powinien mieć nic przeciw temu. Nie popełniają kradzieży żony, jeśli mężom potajemnie zabierają pieniądze, którychby ci użyli na pijaństwo, byleby spotrzebowały je uczciwie na potrzeby domowe (…)

    Nie tylko grzeszą przeciw przykazaniu siódmemu, co z kradzieży i innych grzechów  do niej podobnych mają korzyść, lecz nadto ci, co, choćby bez korzyści dla siebie, bliźniemu szkodzą niesprawiedliwie na jego własności. 

    Wyraźnie wypowiadam <<niesprawiedliwie>>, bo można uszkodzić cudzą własność <<sprawiedliwie>>, a wtedy też nie ma grzechu. 

     

    Jako komentarz do powyższych mądrych słów, a zarazem nawiązanie do tematu, który teraz rozważamy można zadać retoryczne pytanie, czy używanie swej własności w sposób obrażający Boga jest rozsądne, racjonalne i sprawiedliwe. Jeśli zaś jest ono nierozsądne, nieracjonalne i niesprawiedliwe, to nieuchronny wniosek, jaki stąd wypływa jest taki, iż własność tak używana nie podlega bezwarunkowej ochronie.

     

    Innym z przykładów pokazujących, iż moralnie uprawnione może być niszczenie cudzej własności jest postawa nie kogo innego jak naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Znanym jest wszak chyba wszystkim Jego zachowanie w Świątyni Jerozolimskiej, gdy widząc, iż jej teren jest profanowany przez różnego rodzaju bankierów i kupców, począł za pomocą bicza ich przepędzać i wywracać należące do nich stragany (J 2,14-16) . Trudno wyobrazić sobie, by w wyniku takiego działania Chrystusa przynajmniej niewielkim zniszczeniom nie uległy rzeczy należące do kupców oraz bankierów. Ponadto, w objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich czytamy, że Pan Jezus zachęcał, a także sam brał aktywny udział w niszczeniu pogańskich bałwanów:

    Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu [3].

    O tym, że w Starym Testamencie wręcz roi się od Bożych nakazów niszczenia pogańskich bożków nawet nie będę już wspominał.

     

    Także w żywotach Świętych Pańskich pełno jest wzmianek o tym, iż niszczyli oni pogańskie bożki również wówczas, gdy te należały do innych osób i ich właścieiele nie wyrażali zgody na takie działanie. Ks. Piotr Skarga tak relacjonował postępowanie Świętych żyjących w pierwszych wiekach rozwoju chrześcijaństwa:

    Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili [4].

    W żywocie św. Marcina z Tours czytamy zaś nawet, iż niszczeniu przez niego obiektów pogańskiego bałwochwalstwa towarzyszyły Boże cuda:

    Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie [5].

    Z kolei w żywotach błogosławionych Krzysztofa, Antoniego i Jana czytamy, że zostali oni okrutnie zabici przez swych współziomków za to, że niszczyli pogańskie bożki:

    Wszystko czego się (Krzysztof – przypomnienie moje MS) nauczył i co usłyszał od zakonników, powtarzał i uczył swojego ojca i jego wasali, aby zaprzestali czczić bożki, upijać się i popełniać inne ciężkie grzechy przeciwko Bogu. 

    Na początku Acxotecatl (ojciec Krzysztofa – przyp. moje MS) myślał, że Cristobal (czyli Krzysztof – przyp. moje MS) powtarzał tylko słowa, którym nie przypisywał żadnego znaczenia. Jednak głoszenie dziecka było nieustanne i przekonujące i gdy zobaczył, że ojciec nie zwraca na niego uwagi zaczął zrzucać i niszczyć bożki, które były w domu, a także wylał pulque (sferementowany sok z agawy) umieszczony u stóp bożków. Acxotecatl z początku mu wybaczył, ale kiedy zobaczył wytrwałość syna, zdecydował się odebrać mu życie [6].

    Przybyli do Tepeaca, Puebla, a dzieci (chodzi o Antoniego i Jana – przyp. moje MS) pomagały im usunąć bożki z domów Indian. Chwilę później dotarli do Cuauhtinchan, Puebla, aby kontynuować to samo zlecenie misjonarzy. Kiedy przyszli do pewnego domu, Jan pozostawał w drzwiach, a Antoni wszedł, aby zabrać bożki. Gdy to robił przyszli Indianie ubrojeni w maczugi i okrutnie zbili Jana tak, że natychmiast zmarł. 

    Po tym wyszedł Antoni i gdy zobaczył okrucieństwo zbrodniarzy nie uciekł, ale z wielką odwagą powiedział im: „Dlaczego zabiliście mojego towarzysza, który jest bez winy, zamiast mnie? Ja jestem tym, który wynosi wasze bożki, bo wiem, że są diabłami, a nie bogami”. Natychmiast tubylcy uderzyli Antoniego z dużą siłą tak, że również on zmarł [7].

    Znany jest też przykład św. Dominika Savio, który podarł na strzępy nie należące do niego niemoralne pismo po to, by nie było ono oglądane przez jego kolegów [8].

     

    Nie ulega zatem wątoliwości, iż nie jest jako takie złe, grzeszne oraz występne niszczenie przedmiotów pomagających w obrażaniu Boga, nawet wówczas, gdy są one cudzą własnością, a ich właściciele nie wyrażają na to zgody. Przykład Pisma świętego, Świętych Pańskich, a wreszcie samego Pana Jezusa jest w tym względzie zbyt silny, by nie być przekonujący. To nie oznacza jednak, że powinniśmy niszczyć bałwany, pornografię, okultystyczne akcesoria i tym podobne obrzydliwości zawsze wtedy, gdy zdarzy się nam ku temu okazja. Nie jest to bowiem zasada o charakterze absolutnym i przy jej ewentualnym wdrażaniu w życie należy brać pod uwagę inne czynniki oraz okoliczności.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom IV, Poznań 1910, s. 125.

    [2] Cytat za: Nauki katechizmowe, jw. s. 134.

    [3] Cytat za: Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich,  Wrocław 2009, s. 662.

    [4] Cytat za: Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych, tom II, Petersburg 1862, s. 595 – 596.

    [5] Cytat za: Sulpicjusz Sewer, Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi, Tyniec, s. 79.

    [6] Cytat za: Regina Przyłucka, Święci choć młodzi, Kraków 2014, s. 145.

    [7] Cytat za: Regina Przyłucka, jw., s. 147.

    [8] Patrz: Regina Przyłucka, jw. s. 257.

  2. Czy przyjęcie męczeńskiej śmierci jest samobójstwem?

    Leave a Comment

    Istnieją osoby, które twierdzą, iż poniesienie męczeńskiej śmierci w obronie wiary lub pewnych zasad moralnych jest inną formą samobójstwa. Czy nie jest to prowokowanie kogoś, by zadał nam śmiertelny cios, a więc tak naprawdę zabicie siebie, tyle, że rękoma kogoś innego? Oczywiście, ów styl myślenia o męczeństwie, jako faktycznym samobójstwie nie odpowiada prawdzie i nie wytrzymuje próby logicznego myślenia. Czym innym jest bowiem zadać sobie samemu śmierć bądź aktywnie zachęcać lub prowokować kogoś, by nam śmiertelny cios zadał, a czym innym dać się zabić w sytuacji, gdy jedynym wyborem, jaki przed nami staje jest śmierć lub grzech. W takiej sytuacji nie dążymy bowiem do śmierci jako takiej, nie zachęcamy w sposób aktywny i aprobatywny innych do zabicia nas, ale przyjmujemy fakt, iż są wartości cenniejsze od ziemskiego życia. Tę różnicę pomiędzy zadaniem sobie samemu śmierci, a biernym jej przyjęciem z czyjejś ręki dobrze ujął doktor Kościoła, św. Augustyn z Hippony:

    Słyszałem, jakobyś miał mówić, że Apostoł Paweł utrzymywał, że wolno jest odebrać sobie życie, kiedy powiedział: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (1 Kor 13, 3), gdyż wyliczając wszystkie te dobrodziejstwa, które nic nie znaczą bez miłości, takie jak znajomość języków ludzi i aniołów, i wszystkich tajemnic, i całej wiedzy, i wszystkich proroctw, i rozdawanie swej posiadłości ubogim, dodał pośród tych dobrych czynów akt sprowadzenia na siebie śmierci. Przypatrz się jednak uważnie i dowiedz, w jakim sensie Pismo głosi, że człowiek może wystawić swe ciało na spalenie. Z pewnością nie w takim, że każdy człowiek może rzucić się w ogień, kiedy jest napastowany przez następujacego nań nieprzyjaciela, ale że kiedy zmuszony jest wybrać pomiędzy złym czynem a cierpieniem, powinien raczej odmówić czynienia zła, wydając swe ciało katu, jak to uczynili owi trzej mężowie, których zmuszano do oddawania czci złotemu posągowi, grożąc wrzuceniem ich do pieca ognistego. Odmówili oni oddania czci bożkowi, nie rzucili się jednak sami w ogień, a jednak napisano o nich, że „oddali swe ciała, aby nie musieli oddawać czci jakimś bożkom, ale tylko swemu Bogu (Dn 3, 95 – przyp. moje MS). To jest sens, w jakim Apostoł pisał: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (List do Donatusa CLXXIII).

    Także, znany polski kaznodzieja ks. Piotr Skarga rozróżniał pomiędzy chwalebnym przyjęciem śmierci z cudzej ręki po to, by nie popełnić występnego czynu, a grzesznym  zadaniem sobie samemu śmierci:

    O czystość zdrowie położyć, a drugiemu dać się zabić, rzecz jest święta, i dziesięciokroć umrzeć, aby raz P. Bóg rozgniewany nie był. Ale samego siebie zabijać nikt nie ma, bo to jest mężobójstwo (Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 591).

     

    Istnieje zatem fundamentalna różnica pomiędzy biblijnym i tradycyjnie chrześcijańskim pojmowaniem męczeństwa, a popieraniem samobójstwa. Męczeństwo to pogodzenie się z faktem, iż są wartości, dla których warto dać się nawet zabić. Męczennik nie powinien jednak niepotrzebnie wystawiać się na śmierć z rąk innych, czy też aktywnie zachęcać swych oprawców, by go uśmiercili. Gdyby np. jakiś niedoszły morderca zrezygnował, czy wahał się co do tego, czy ma zabić swą ofiarę, to męczennik nie powinien dopingować go słowami w stylu: „Ja chcę iść do nieba, proszę nie rezygnuj ze swego wcześniejszego zamiaru i jednak mnie zabij„. Nie można jednak próbować ratować swego życia za cenę grzechu i należy pokornie przyjąć śmierć z czyjejś ręki, gdy nie ma innego wyboru nić „Umrzeć albo zgrzeszyć„. Samobójstwo jest zaś albo zabiciem samego siebie za pomocą własnych rąk albo przynajmniej aktywnym zachęcaniem kogoś innego, by nam to uczynił.

  3. Czy można zgrzeszyć nie opierając się seksualnej przemocy?

    Leave a Comment

    Kościół katolicki wyniósł do chwały ołtarzy wiele z niewiast, a także niektórych z mężczyzn, którzy w obliczu wymierzonej w nich przemocy o charakterze seksualnym woleli ponieść śmierć niż w ten czy inny sposób zgodzić się na wspomiane działania napastujących ich osób. W kontekście tych Świętych Pańskich mówi się, iż „woleli raczej umrzeć niż zgrzeszyć„. Jednak, czy jest słusznym przywoływanie tej zasady w sytuacji seksualnej agresji, czyli wymuszania na ofierze biernej uległości wobec żądzy napastnika? Więcej, czy taka seksualna przemoc nie zwalnia z wszelkiej moralnej winy tych, którzy ustępując takowej godzą się nie tylko biernie ulegać czyjejś erotycznej pożądliwości, ale nawet podejmują pewne aktywne działania o charakterze seksualnym? Czy więc stawianie za wzór innym chrześcijanom osób, które wolały umrzeć niż biernie lub aktywnie ulegać seksualnym napastnikom, nie jest niepotrzebnym zachęcaniem do zbędnych skrupułów w sytuacji gwałtu czy molestowania? Czy nie jest może też pewnego rodzaju krzywdzeniem tych spośród ofiar przemocy seksualnej, które być może nie w 100 procentach opierały się takiej agresji?

     

    Form seksualnej agresji może być wiele. Począwszy od najbardziej brutalnej z nich, czyli wymuszenia za pomocą fizycznej siły uległości w tej sferze (gwałt), poprzez wykorzystywanie w tym celu gróźb, szantażu, czyjejś zależności albo nieświadomości. Nie ulega żadnej wątpliwości, że wszystkie z tych działań są szczególnie ohydne i zasługują na bardzo surowe ukaranie (nie wyłączając w najbardziej ich skrajnych wypadkach także kary śmierci). Nie powinno też podlegać dyskusji to, iż jeśli mielibyśmy mówić o jakimkolwiek grzechu po stronie osoby, która w jakimś stopniu godzi się na stosowaną wobec siebie seksualną przemoc, to grzech takiego człowieka jest z pewnością jakieś 1000 razy mniejszy od grzechu tego, który tę agresję inicjuje i stosuje. W żadnym więc wypadku nie można stawiać jakiekolwiek stopnia równości pomiędzy seksualnym napastnikiem, a ofiarą jego agresji, nawet jeśli w pewnym wymiarze, po to by uniknąć jakiegoś cierpienia taka ofiara w lekkim stopniu przyzwoliłaby na działania swego oprawcy. To są rzeczy zupełnie nieporównywalne, tak jak np. nie można porównywać zabijania i torturowania staruszek w celu ich ograbienia z kradzieżą jednego cukierka w sklepie. Tym nie mniej, trzeba sobie też jasno powiedzieć, że mogą być sytuacje, w których brak oporu przed seksualną napaścią, a tym bardziej aktywne współdziałanie z wymuszającym na nas coś w tej sferze agresorem, jest grzechem.

     

    Aby zilustrować, kiedy może taka uległość czy aktywne współdziałanie być grzechem, poddajmy przykład z nieco innej dziedziny. Otóż, wyobraźmy sobie sytuację z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to pogańscy władcy próbowali zmuszać wyznawców Chrystusa do oddawania czci fałszywym bóstwom poprzez sypanie kadzidła przed wizerunkami takowych bożków. Wielu chrześcijanom, choć było z tego powodu męczonych i zabijanych, odmawiało podobnej rzeczy. Mogli oni sobie co prawda powiedzieć, że nie zgrzeszą poprzez okadzanie takich bałwanów, wszak w sercu się tym brzydzą, a są do tego przymuszani. Ci jednak, którzy tak tłumaczyliby swe bałwochwalstwo w istocie rzeczy by grzeszyli, gdyż pewnych działań nie wolno czynić nawet dla ratowania swego (lub innych osób) życia. Mogła jednak zajść sytuacja, w której to kilku osiłków obezwładniłoby chrześcijanina, wcisnęłoby do jego dłoni garść kadzidła, a następnie za pomocą siły tak poruszałoby jego ręką, iż ta jego część ciała w sensie fizycznym i zewnętrznym wykonałaby akt bałwochwalstwa. Taki chrześcijanin mógłby się opierać i krzyczeć, by jego oprawcy tego nie robili, ale mógłby być po prostu fizycznie za słaby, by im w tym przeszkodzić. Oczywiście, w takim przypadku, choć bałwochwalstwo zostałoby dokonane dłonią tego chrześcijanina, nie byłby on za nie w żaden sposób odpowiedzialny, gdyż jego wola nawet w małym stopniu nie godziła się na dokonanie tego czynu. Mogła by zaistnieć jednak jeszcze inna sytuacja: otóż, tak obezwładniony chrześcijanin w trosce o to, by nie być zbyt surowo potraktowanym nie opierałby się zbytnio przytrzymującym go osiłkom, nie krzyczałby by tego nie czynili, i choć jego dłoń byłaby fizycznie poruszana przez inne osoby, on w ten sposób w jakimś tam choćby i nieznacznym stopniu wyraził zgodę na ich działanie. Taki chrześcijanin niestety nie byłby całkowicie niewinny od grzechu bałwochwalstwa – chociaż ci, którzy go do tego przymuszaliby byliby za nie odpowiedzialni tysiąkroć bardziej od niego.

     

    Istnieje duża analogia pomiędzy przywołanymi wyżej przypadkami bałwochwalstwa, a różnymi modelami zachowania się w sytuacji agresji seksualnej. Ktoś np. może być namawiany do popełnienia nieczystości pod groźbą zadania mu śmierci lub innych poważnych cierpień. W takim wypadku, ulegnięcie owym namowom będzie grzechem, mimo że byliśmy wtedy w sytuacji przymusowej. Nie można się wtedy usprawiedliwiać, że co prawda brzydziliśmy się w sercu, tym co czyniliśmy, ale robiliśmy to, by ocalić swoje życie albo zdrowie. Ktoś inny, może być fizycznie obezwładniony i pomimo prób oporu, krzyku i wołań o pomoc, zostanie zgwałcony. W takich okolicznościach ofiara w żaden sposób nie grzeszy, gdyż co prawda występny akt jej gwałciciela został dokonany za pomocą jej ciała, ale nie było w tym żadnego, choćby najmniejszego przyzwolenia woli ze strony ofiary. Jednak jeszcze ktoś inny, może w sytuacji bezpośredniej agresji seksualnej, nie opierać się jej zbytnio, nie krzyczeć, nie walczyć z całych swych sił, po to, by nie wywoływać w ten sposób tym większej furii i gniewu napastnika i nie narażać się na jeszcze bardziej okrutne traktowanie z jego strony. Wówczas to, nawet takie bierne przyzwolenie na agresję seksualną może być grzechem – choć oczywiście 1000 razy bardziej grzeszy człowiek, który taką napaść inicjuje i przeprowadza.

     

    To co piszę powyżej, nie jest bynajmniej moją prywatną interpretacją, ale ma swe silne podstawy tak w Piśmie świętym, jak i tradycyjnej wykładni moralistów katolickich i papieży.

     

    W Księdze Powtórzonego Prawa 22:23-27 Bóg za pośrednictwem Mojżesza podaje przykłady dwóch sytuacji. W pierwszej nich  kobieta spotyka mężczyznę, który z nią seksualnie obcuje. Choć nie jest pewne, czy do tego obcowania nie doszło czasem na drodze gwałtu, kobieta ma być ukarana wraz z mężczyzną za to, iż nie krzyczała, będąc w tej sytuacji. Jednak z drugim przypadku opisane zostaje przestępstwo gwałtu, a będąca jego ofiarą niewiasta zostaje uwolniona od wszelkiej winy i odpowiedzialności, gdyż wyraźnie opierała się seksualnemu napastnikowi za pomocą krzyku i wzywania w ten sposób pomocy.

    Choć Prawo Mojżeszowe w jego częściach karno-cywilnych nie obowiązuje już w sposób ścisły chrześcijan, to i z powyżej przytoczonych zasad widzimy ważną lekcję – opieranie się gwałcicielowi jest istotną i polecaną przez Boga czynnością.

     

    Z kolei, w 13 rozdziale księgi Daniela czytamy o cnotliwej Zuzannie, którą dwaj niegodziwi starcy próbowali nakłaniać, by z nimi cudzołożyła, grożąc jej przy tym, iż w przeciwnym razie doprowadzą do skazania ją na śmierć. Zuzanna mogłaby się tłumaczyć, że przecież w tak ekstremalnej sytuacji, może bez grzechu ulec ich seksualnej żądzy, ale odpowiedziała ona: Jestem w trudnym ze wszystkich stron położeniu. Jeżeli to uczynię, zasługuję na śmierć; jeżeli zaś nie uczynię, nie ujdę waszych rąk.  Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce, niż zgrzeszyć wobec Pana» (Dn 13, 22 – 23). Święty Jan Paweł II w punkcie 91 swej  encykliki „Veritatis Splendor” tak komentuje postawę Zuzanny:

    daje (ona) świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro. Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga. 

    Logiczny wniosek jest więc taki, iż gdyby Zuzanna postąpiła przeciwnie i uległa seksualnej agresji owych dwóch starców, to uczyniłaby coś co prawo Boże uznaje za złe.

     

    Warto też wspomnieć to co ks. Piotr Skarga pisał o tym, jak powinny zachowywać się osoby zagrożone gwałtem:

    (…) grzechu nie masz, gdzie woli nie masz, odejmując się i broniąc jak może. Jako Zuzanna w Piśmie Ś. uczyniła i Rypsyma w żywocie Grzegorza Ormiańskiego. Bo drugie milcząc, a nie broniąc się cicho przyzwalają i grzeszą Panu Bogu (…) O czystość zdrowie położyć, a drugiemu dać się zabić, rzecz jest święta, i dziesięciokroć umrzeć, aby raz P. Bóg rozgniewany nie był. (…) [1].

    Z kolei, ceniony XIX-wieczny teolog moralny, biskup Jean Baptiste' A Bouvier odpowiadając na pytanie, co ma robić kobieta „wzięta siłą”, aby nie „być winną przed Bogiem” pisze co następuje:

    Powinna bronić się ze wszystkich sił – rękami, nogami, paznokciami, zębami – wszelkimi innymi środkami (…) Jeżeli ma nadzieję, że ktoś może przyjść jej na ratunek, powinna krzyczeć i wzywać pomocy  bliźniego; albowiem jeśli nie stawia oporu, który jest w jej mocy, to wydaje się przyzwalać [2].

     

    A zatem podsumowując, nie ma co się dziwić, iż Kościół do chwały ołtarzy wyniósł te niewiasty i tych mężczyzn, którzy w obliczu seksualnej przemocy woleli umrzeć, niż choćby w małym stopniu się na nią zgodzić. Istnieją bowiem sytuacje, w których nawet w okolicznościach wielkiego przymusu, przyzwolenie na działanie seksualnego napastnika może być grzeszne. A lepiej jest wszak umrzeć niż zgrzeszyć.

     

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 591.

    [2] Cytat za: Jean Baptiste' A Bouvier, „Tajemnice Konfesjonału. Podręcznik dla spowiedników„, Gdańsk 2015, s. 42.

  4. „… Abyśmy spokojnie i cicho żyli”

    Leave a Comment

    W Nowym Testamencie znajdujemy następujące pouczenie:

    Polecam więc przede wszystkim zanosić błagania, modlić się, prosić i dzięki czynić za wszystkich ludzi, za królów i wszystkich posiadających władzę, żebyśmy mogli żyć spokojnie i cicho w wielkiej pobożności i uczciwości” (1 Tm 2, 1).

    Widać więc, iż jedną z cech uczniów Pana Jezusa winno być spokojne i ciche życie. I to nawet wówczas, gdy sprawujący władzę bynajmniej nie są chrześcijanami. W czasach wszak, gdy były pisane powyżej zacytowane słowa rządzącymi byli poganami, a jednak Apostołowie nie nawoływali chrześcijan do wszczynania rozruchów, buntów, powstań i tym podobnych ekscesów. Jak uczył nasz narodowy kaznodzieja, ks. Piotr Skarga:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego” [1].

    Taką postawę pierwszych chrześcijan pochwalał i stawiał za wzór papież Leon XIII w encyklice „Diuturnum illud”:

    Pierwsi chrześcijanie postawili nam pod tym względem wzór znakomity; z największą niesprawiedliwością i okrucieństwem prześladowani przez pogańskich cesarzy, nigdy nie przestali się zachowywać posłusznie i ulegle; wydawało się wprost, iż tamtych srogość chcą przemóc własną pokorą (…) Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk”[2].

    Dość retorycznym pytaniem jest więc to, jak do postawy tych naszych znamienitych braci w wierze ma się tak drogi nam Polakom kult powstań narodowych,  estyma dla „Żołnierzy Wyklętych” czy też choćby owa krzykliwość i brak umiaru za pomocą których zwykło się ganić swych przeciwników politycznych czy też tych rządzących, którzy akurat w danym czasie nam nie odpowiadają.

    Oczywiście to nie znaczy, że w takim razie chrześcijanie nie mają prawa opierać się np. niesprawiedliwym prawom ustanawianym przez tę czy inną władzę. Mają ku temu prawo, a nieraz nawet jest to ich obowiązkiem. Jednak – pomijając pewne naprawdę wyjątkowe sytuacje – opór ów powinien cechować się spokojem i cichością. Dobrym przykładem takiego właśnie oporu względem niesprawiedliwości sankcjonowanej przez rządzących jest postawa reprezentowana przez znaną kanadyjską działaczkę „Pro Life” panią Mary Wagner. Ta dzielna, a jednocześnie wręcz emanującą skromnością, pokorą i spokojem niewiasta była już wielokrotnie więziona za próby odwodzenia innych kobiet od aborcji. Mimo to nie popada ona w agresję, nie miota obelgami przeciwko rządowi swego kraju, nie wzywa do jakichś zbrojnych buntów. Przeciwnie, jak skomentował postawę Mary Wagner rozpatrujący jej sprawę sędzia:

    Chcę mocno podkreślić, że podczas procesu Pani zachowanie było nienaganne. Wszelkie komentarze były pełne szacunku i przemyślane. Nie zawsze tak bywa podczas procesów„[3].

    Pamiętając więc o Mary Wagner w modlitwie uczmy się też od niej właściwej formy oporu wobec zła i niesprawiedliwości.

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu„, tom II, Petersburg 1862, s. 206.

    2. Patrz: Leon XIII, Encyklika „Diuturnum illud (O władzy politycznej)”, Warszawa 2001, s. 12, 14, 15-16.

    3. Cytat za: Ks. Tomasz Jaklewicz, „Jak obrona Sokratesa„, Gość Niedzielny nr 44/2017.

     

  5. O posłuszeństwie władzy i granicach tego posłuszeństwa

    Leave a Comment

    Katechizm Soboru Trydenckiego:

    Bo jeżeli źli są urzędnicy albo przełożeni, nie ich się złości bojemy, ale onej mocy Boskiej, którą w nich być uważamy, tak, iż (co jest rzecz bardzo dziwna) chociażby nam nieprzyjaciółmi byli i na nas się gniewali się, chociażby najmniej litości w nich nie znać było, jednak co słuszna przyczyna nie jest, czemubyśmy z wielką pilnością im posłuszni być nie mieli, gdyż i Dawid wiele dobrego Saulowi czynił, chociaż on się gniewał, co pokazuje onemi słowy: (Psalm 119). Lecz jeżeliby co niegodziwego i złośliwego rozkazali, więc słuchani w tem być nie mają, ponieważ to nie według onej mocy swej, ale z niesprawiedliwości i z złego umysłu czynią„ [1].

     

    Ks. Piotr Skarga SJ:

    Nie doznana rzecz, póki chrześcijanom Pan Bóg dawał panów pogańskich, aby im się kiedy Święci Męczennicy mocą bronili, albo na ich urzędników rękę podnieśli i lud burzyli. Znali w nich z Apostołem moc i urząd Boski, i źle a niewinnie rozlewających krew ich czcili, i byli posłuszni tam, gdzie jawnego grzechu w ich rozkazaniu nie było, chociaż z największą szkodą, żalem i utratą majętności i zdrowia swego„ [2].

     

    Leon XIII, encyklika „Diuturnum illud”:

    Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa natury lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak wykonanie go byłoby zbrodnią. (…) 

    A więc pasterze dusz idąc za przykładem Pawła Apostoła, usiłowali z największym naciskiem pouczać ludy, iż powinny „monarchom i władzom być uległe, rozkazów ich słuchać” (Tyt. 3, 1); podobnie modlić się do Boga za wszystkich ludzi, lecz szczególnie  za „królów i za tych, którzy piastują najwyższe godności, to bowiem zaleca nauka Zbawiciela Pana naszego” (1 Tym 2, 1-3). Pierwsi chrześcijanie postawili nam pod tym względem wzór znakomity; z największą niesprawiedliwością i okrucieństwem prześladowani przez pogańskich cesarzy, nigdy nie przestawali zachowywać się posłusznie i ulegle; wydawało się wprost, iż tamtych srogość chcą przemóc własną pokorą. Podobna skromność i niezłomna wola pozostawania wiernymi poddanymi wywierała tak silne wrażenie, iż zaćmić go nie mogły potwarze i złość wrogów (…) Inna sprawa była, gdy cesarze przez swoje dekrety lub pretorzy przez swoje groźby chcieli ich zmusić do sprzeniewierzenia się wierze chrześcijańskiej lub innym obowiązkom: w takich chwilach woleli zaiste odmówić posłuszeństwa ludziom niż Bogu. Wszakże i w podobnych okolicznościach dalecy byli od tego, aby jakikolwiek wszczynać bunt i majestat cesarski obrażać, a jednego tylko żądali, aby wolno im było swoją wiarę otwarcie wyznawać i być jej niezachwianie wiernymi. Poza tym nie myśleli o żadnym buncie, a na tortury szli tak spokojnie i ochoczo, że wielkość ich ducha brała górę nad wielkością zadawanych im mąk„ [3].

     

    Katechizm św. Piusa X:

    Tak, należy przestrzegać wszystkich praw, które są stanowione przez władze świeckie, zgodnie z nakazem i i przykładem, który dał nam nasz Pan Jezus Chrystus, o ile jednak nie są one sprzeczne z prawem Bożym” [4].

     

    Katechizm Kościoła Katolickiego n.1903, 2242:

    Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. (…)Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii” [5}.

     

    Kardynał Thomas-Marie-Joseph Gousset

    Na tej to zasadzie ojcowie i pasterze kościoła, ustawnie skłaniali wiernych do płacenia podatków, nauczając ich, że nie można być nigdy nieposłusznym prawom krajowym, chyba gdyby wymagały rzeczy sprzecznych z moralnością i religią, lub były oczywiście niesprawiedliwymi. Na przypadek wątpliwości, należy przechylać się na korzyść prawodawcy i oświadczyć się za prawem” [6].

     

    Ks. Ildefons Bobicz:

    Prawo niesprawiedliwe nie jest właściwie prawem i posłuch mu się nie należy. Zanim ludzie prawo wydali, w sercu każdego wypisane było już prawo boże. Jeżeli więc prawo ludzkie stoi w sprzeczności z prawem bożym, jest niesprawiedliwe i jako takie nie może obowiązywać. Więc cóż pozostaje? Chwycić za broń i przemocą prawo zmienić? Nie! Nawet dla obalenia praw niesprawiedliwych w rzadkich tylko wypadkach wolno poddanym używać siły zbrojnej lub dopuszczać się gwałtów. Zazwyczaj dozwolony jest jedynie opór bierny, wiodący do ulepszenia praw drogą uczciwą i legalną.

    Widzicie więc drodzy bracia, jak źle, jak nie po chrześcijańsku, postępują ci, którzy dla byle powodu, a nieraz i bez powodu, bądź w pismach, bądź na wiecach, bądź w rozmowach prywatnych odgrażają się rządowi i nawołują współobywateli do buntów i zamieszek. Prawy katolik nie będzie dawał tym podżegaczom posłuchu, nie będzie należał do żadnej partii wywrotowej, nie przyłoży ręki do gwałtów i rozruchów ulicznych. Bóg sam rozsądzi sprawę naszą, a sprawiedliwość wcześniej czy później zatryumfuje. Znane są dzieje legii tebańskiej. W III w. po Chrystusie legia ta wysłana w celu prześladowania chrześcijan, nie wykonała rozkazu, ponieważ był bezbożny, ale też nie podniosła rokoszu przeciwko swej władzy, co przecież było jej łatwe, gdyż liczyła w swych szeregach do 6. 600 jednomyślnych i uzbrojonych żołnierzy. Wszyscy woleli umrzeć śmiercią męczeńską, niż czynnie przeciwstawić się prawowitej władzy” [7].

     

    Ks. Franciszek Spirago:

    Obowiązki masze względem panującego są następujące: Posłuszni mamy być wszelkim sprawiedliwym ustawom, ogłoszonym w jego imieniu, mamy mu być wiernymi, okazywać mu szacunek, wspierać go modlitwą, daninami pieniężnymi i daniną krwi.

    Ustaw państwa przestrzegać mamy, nie z obawy przed zagrożoną karą, lecz ze względu na Boga (Rzym. 13, 5). albowiem rozkazy zwierzchności świeckiej są rozkazami Boga (Rzym 13, 2). Zważmy, jak ochoczo usłuchali Marya i Józef rozkazu cesarza Augusta i poszli do Betlejem, aby dać się zapisać (Łuk. 2). Tylko jeśli prawo świeckie nakazuje coś, czego zakazuje Bóg, wtedy postąpić trzeba według słów Apostoła (Dz. Apost. 5, 29). Trzej młodzieńcy w piecu gorejącym posłuszni byli przede wszystkim Bogu, podobnie i bracia Machabejscy; również postąpił święty Maurycy i pułk zwany legią Tebańską (286). Panującemu dochować mamy wierności, zwłaszcza w razie wojny. Dlatego każdy żołnierz musi składać przysięgę na wierność swemu panującemu. Wzorem bohaterskiej wierności dla swego władcy jest Andrzej Hofer, który za czasów wojen napoleońskich bronił dzielnie i skutecznie swego kraju przeciw Francuzom (r. 1809). Nigdy nie wolno powstawać przeciw prawowitemu i sprawiedliwemu panującemu, nawet choćby tenże był tyranem; bo kto sprzeciwia się zwierzchności, sprzeciwia się rozporządzeniu Boga (Rzym. 13, 1). Uległymi być mamy nie tylko dla władcy dobrotliwego, ale i dla złego ( 1 Piotr 2, 18). Źli władcy są zwykle karą Boga za grzechy narodów (Św. Augustyn). Jeśli panujący jest tyranem, to najlepszą radą jest udawać się do Boga o pomoc. A udzieli jej Bóg niezawodnie, lecz tylko jeśli naród wyrzeknie się grzechu (Św. Tomasz z Akwinu)” [8].

     

    Bł. Franciszek Jägerstätter

    Nie wolno nam także zapominać, że powinniśmy być posłuszni władzy świeckiej, nawet wówczas, gdy jest to niezmiernie trudne. Należy okazywać wierne posłuszeństwo świeckim władcom i przełożonym, mimo częstego wrażenia, że jesteśmy traktowani przez władzę niesprawiedliwie. (…) Przykazania boskie mówią nam wprawdzie, że powinniśmy okazywać posłuszeństwo także zwierzchności świeckiej, nawet jeśli nie jest natury chrześcijańskiej, ale tylko do momentu, gdy nie narzuca nam nic złego. Bogu należy się większe posłuszeństwo niż człowiekowi” [9].

     

    Przypisy: 

    1. Cytat za: „Katechizm Rzymski”, Jasło 1866, s. 399.

    2. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu„, tom II, Petersburg 1862, s. 206.

    3. Patrz: Leon XIII, Encyklika „Diuturnum illud (O władzy politycznej”, Warszawa 2001, s. 12, 14, 15-16.

    4. Patrz: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika„, Sandomierz 2006, s. 100.

    5. Patrz: „Katechizm Kościoła Katolickiego„, Poznań 2002, s. 452, 520 – 521.

    6. Patrz: Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników„, Warszawa 1858, s. 61.

    7. Patrz: Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 220 – 221.

    8. Patrz: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki katechizm ludowy. Część druga: Nauka obyczajów„, Mikołów-Warszawa 1906, s. 202 – 203.  

    9. Cytat za: Erna Putz, „Boży dezerter. Franz Jägerstätter 1907 – 1943„, Warszawa 2008. s. 300 – 301.

  6. „Przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu – gdy może – nie karze”

    Leave a Comment

    „(…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego się śmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika abo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.

    Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ale żniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie. Toby tak i cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce.

    Znosić heretyki i ścierpieć, gdy się bez wojny i rozruchów domowych i wszystkiego królestwa karać nie mogą, to każdy rozum przypuścić musi. Boby wiele dobrych poginęło, boby szkodę wielką niewinni podjęli. Uchowaj Boże tego! Toż się o innych grzechach mówi: ktoby wszystkie lichwiarze zaraz wykorzenić chciał, szkodę by tym, którzy pożyczków potrzebują, uczynił. Na dzień sądny, na ono ostatnie żniwo, wszystko się i zaraz ukarze, ale tu na ziemi i najpilniejsze urzędy nie mogą zaraz i wszystkiego złego wykorzenić. Ale złe ganić i wolności im bronić a roztropnie je karać, to powinien urząd każdy. 

    Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku„, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149.

     

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak nie zakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego„.

    Ks. Jakub Wujek, „Postilla Catholica. Wykład Pisma świętego, cz. I, Komorów 1997, s. 178-179.