Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: korwinizm

  1. List otwarty do Janusza Korwin Mikkego w kwestii „lekkiej pedofilii”

    Leave a Comment

    Szanowny Panie Prezesie!

    Jako, że Pańskie uwagi na temat tzw. lekkiej pedofilii wzbudzają szereg kontrowersji, pragnę niniejszym zwrócić się do Pana z prośbą o w miarę jasną i jednoznaczną odpowiedź na poniższe moje pytania.

    Pytanie pierwsze: co konkretnie ma Pan na myśli, wygłaszając opinię o tym, jakoby edukacja seksualna była gorsza od „lekkiej pedofilii”. Czy chce Pan przez to zasugerować, iż co prawda tak edukacja seksualna, jak i „lekka pedofilia” są moralnie złe, jednak pomiędzy dwojgiem z tych nagannych moralnie zjawisk to edukacja seksualna stanowi większe zło? Czy może jednak rozumie Pan przez to twierdzenie, jakoby tzw. lekka pedofilia (czyli dajmy na to dotykanie dziecka w jego miejscach intymnych w celu własnego pobudzenia seksualnego) była tak naprawdę obojętnym moralnie czy nawet dobrym etycznie zachowaniem?

    Pytanie drugie: czy przez twierdzenie o tym, jakoby „lekka pedofilia” nie jest „szkodliwa społecznie” chce Pan dać wyraz przekonaniu, iż władze cywilne nie powinny zakazywać oraz karać tych z form molestowania seksualnego osób nieletnich, które ograniczają się do dotykania ich w miejscach intymnych, jednak nie posuwają się do gwałcenia takowych? A może należy rozumieć te Pańskie wypowiedzi w ten sposób, iż takowe zachowania co prawda powinny być penalizowane, jednak sankcje karne należałoby złagodzić?

    Myślę, że odpowiedź na powyższe pytania nie powinna nastręczać Panu zbytniej trudności, byłbym więc wdzięczny, gdyby w którejś ze swych przyszłych publicznych wypowiedzi ustosunkował się Pan do nich. Dodam, iż uważam, że bardziej jednoznaczna odpowiedź na nie, mogłaby się przyczynić do pewnego wyjaśnienia i uporządkowania możliwych nieporozumień albo ewentualnych nadinterpretacji pańskich wypowiedzi odnośnie do tzw. lekkiej pedofilii.

    Pozdrawiam i łączę życzenia Bożych błogosławieństw.

    Mirosław Salwowski

  2. Dlaczego „Konfederacja”?

    Leave a Comment

    Nie czynię żadnej tajemnicy z tego, iż w najbliższych wyborach parlamentarnych (które odbędą się 13. 10. 2019 r.) zamierzam zagłosować na ugrupowanie o nazwie „Konfederacja. Wolność i Niepodległość”. Nie ukrywam jednak też tego, że ów wybór będzie dla mnie pod pewnymi względami dość trudny, a to głównie z powodu mocno liberalnej ekonomicznie oraz wyraźnie antyimigranckiej retoryki tego komitetu wyborczego. Mimo to uważam ową decyzję za najlepszą tak moralnie jak i taktycznie w obecnych okolicznościach. Poniżej postaram się wytłumaczyć dlaczego.

    Wybory polityczne a „mniejsze zło”

    Niektórzy twierdzą, iż w sytuacji, gdy nie ma ugrupowań politycznych, które w 100 procentach reprezentowałyby dobre postulaty nie należy brać udziału w wyborach, gdyż zakazane jest popieranie czegoś co nazywamy mniejszym złem. Ludzie ci mają rację co do tego, iż nigdy nie należy czynić czegoś co jest w sensie moralnym mniejszym złem, ani też w żadnych okolicznościach nie powinno się mniejszego zła pochwalać lub usprawiedliwiać. Mimo to nie zgadzam się z ich stanowiskiem w kwestii nie chodzenia na wybory w sytuacji, gdy nie ma scenie politycznej ugrupowania, które we wszystkich swych postulatach było zgodne z nauczaniem katolickim. Czym innym jest bowiem czynienie, pochwalanie bądź usprawiedliwianie mniejszego zła (i to jest zawsze zakazane), a czym innym jego tolerowanie, a więc niechętne, bierne przyzwalanie na jego zaistnienie. Czy zaś głosowanie na ugrupowanie, które mówiąc potocznie nie jest w 100 procentach OK jest bardziej popieraniem czy tolerowaniem mniejszego zła? Otóż sądzę, że w sytuacji, gdy wyraża się jasno i jednoznacznie swój krytycyzm wobec tego co w tym ugrupowaniu jest złe, ale mimo to głosuje się nań ze względu na reprezentowane przez niego dobro, to zachowanie takie mieści się w ramach tradycyjnie pojmowanej tolerancji mniejszego zła. Można to porównać do sytuacji płacenia podatków, z których część szła na złe moralnie rzeczy (np. finansowanie pogańskiego kultu albo niemoralnych imprez w rodzaju igrzysk gladiatorów). Płacenie podatków w takich okolicznościach nie było popieraniem mniejszego zła, ale stanowiło tylko jego tolerowanie i dlatego też Pan nasz Jezus Chrystus oraz św. Paweł Apostoł polecali uiszczanie tej należności nawet w sytuacji, gdy wiązało się to z wyżej wymienionymi kwestiami (por. Mt 22, 21; Rz 13, 6-7).

    Jeszcze innym przykładem tolerowania mniejszego zła może być rada dana nam przez patrona moralistów i spowiedników św. Alfonsa Liguoriego. Otóż ów doktor Kościoła uważał, iż jest moralnie dopuszczalne nawet – pewnego rodzaju – zachęcenie kogoś o kim wiadomym jest, że tak czy inaczej dopuści się grzechu, by zamiast większego grzechu popełnił grzech mniejszy. Przykładem takiej postawy w praktyce był czyn św. Maksymiliana Kolbe, który przekonał jednego z komendantów obozu w Auschwitz, by zamiast skazać na śmierć ojca i męża rodziny wysłał do komory głodowej jego własną osobę. W tym sensie postawa św. Maksymiliana Kolbe była właśnie aprobowaną przez św. Alfonsa Liguoriego formą tolerowania mniejszego zła. Kolbe zdawał bowiem sobie sprawę, że w tej sytuacji tak czy inaczej zginą niewinni ludzie, więc postanowił zachęcić jednego ze swych oprawców, by uczynił mniejsze zło, skazując na śmierć osobę samotną niż gotując taki los człowiekowi, który miał pod swą pieczą żonę i dzieci. Czy innym jednak by było, gdyby np. św. Maksymilian zgodziłby się samemu zabić jednego niewinnego, po to by uratować dajmy na to 1 000 innych niewinnych osób. Wtedy to byłoby już nie tylko tolerowanie mniejszego zła, ale jego aktywne czynienie i coś takiego w żadnych okolicznościach nie podobałoby się Bogu.

    Z tego względu uważam też, iż w sytuacji, gdy wszystkie z biorących udział w wyborach komitetów wykazują mniej lub bardziej poważne wady i braki, należy głosować na ten z nich, który takowych ułomności ma najmniej lub też, którego wady i braki w praktycznym wymiarze nie będą mogły się zbyt rozwinąć i uaktywnić.

    Dlaczego nie PiS i nie PSL+Kukiz?

    Można by jednak zapytać, czemu nie głosować w takim razie na PiS albo PSL Koalicję Polską (czyli coś co na użytek tego artykułu nazwałem „PSL+Kukiz”), skoro w tych ugrupowaniach widać jeszcze relatywnie mniej lub bardziej mocne tendencje chrześcijańskie oraz konserwatywne? Najprostszą odpowiedzią na to pytanie jest stwierdzenie, iż porównując oba te komitety wyborcze z Konfederacją widać więcej ich wad oraz ułomności.

    I tak np. PiS choć nie sposób odmówić mu wielu dobrych rzeczy, które uczynił w czasie swych rządów (np. znaczne ograniczenie legalności handlu niedzielnego, delegalizacja skrajnych postaci lichwy w postaci tzw. chwilówek, podniesienie płacy minimalnej, „uzusowienie” tzw. umów śmieciowych) to w kwestii obecnie najważniejszej, a więc poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci konsekwentnie stosuje obstrukcję, de facto nie godząc się na wprowadzenie bardziej sprawiedliwego prawa tego się tyczącego. Jeśli zaś chodzi o stosunek tego ugrupowania do ruchów LGBT to owszem w sferze werbalnej jego przedstawiciele nieraz słusznie je krytykują, jednak nie widać by przekładało się to na bardziej realne i prawne działania owej partii. W czasie 4 lat rządów PiS nie uchwalano żadnej ustawy, które choćby w małym stopniu ograniczała legalność pro-sodomickiej propagandy. Przeciwnie, znajdująca się w rękach PiS Telewizja Publiczna sama dokłada rękę do szerzenia się takiej propagandy (jak zresztą również innych form niemoralności) choćby poprzez emitowanie seriali, w których życzliwie pokazuje się pary sodomickie wychowujące razem dzieci.

    A zatem podsumowując ocenę PiS-u można powiedzieć, iż partia ta czyni wiele dobrego w takich sprawach jak ochrona pracowników oraz osób ekonomicznie słabszych, jednak nie czyni nic albo nawet przeszkadza w postępie spraw moralnych i cywilizacyjnych, które aktualnie są pierwszą linią frontu pomiędzy siłami dobra i zła (aborcja oraz LGBT).

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci. Z drugiej strony, w aktualnych okolicznościach antyaborcyjne skrzydło tego ugrupowania jest osłabione przez sojusz z resztkami klubu parlamentarnego Pawła Kukiza. Tak się bowiem składa, że tak większość z posłów, którzy zostali przy Kukizie (i którzy w związku z tym zwykle otrzymali „jedynki” na listach PSL KP) głosowało przeciwko ustawie „Stop aborcji”. Tak też w chwili obecnej trudno by było powiedzieć, iż w komitecie wyborczym PSL+Kukiz przeważa nurt opowiadający się za poszerzeniem prawnej ochrony życia dzieci poczętych.

    Obecność na listach wyborczych PSL KP Pawła Kukiza i najbardziej oddanych mu ludzi czyni też jeszcze bardziej dwuznaczną sprawę podejścia tego ugrupowania do prawnej legitymizacji związków partnerskich. Sam Kukiz niejednokrotnie bowiem opowiadał się za wprowadzeniem do polskiego prawa takiej instytucji. Politycy zaś PSL-u co prawda zdecydowanie sprzeciwiali się pomysłowi małżeństw homoseksualnych oraz adoptowania przez takowe pary dzieci, jednak jeśli chodzi o instytucję związków partnerskich ich deklaracje były już mniej jasne i jednoznaczne.

    Do głosowania na PSL+Kukiz może też zniechęcać dość powszechna opinia odnosząca się do PSL jako partii mającej być ugrupowaniem, które potocznie zwie się „obrotowym” i „systemowym”. Chodzi tu o łatwość z jaką ugrupowanie to wchodziło w koalicje rządowe z rozmaitymi nieraz mocno różniącymi się od siebie partiami. Wielu dopatruje się w tejże cesze PSL-u nieuporządkowanej tendencji do przysłowiowych „stołków” oraz apetytu na publiczne pieniądze. Trudno tak naprawdę ocenić ile w takiej postawie PSL-u było dobrej odpowiedzialności za nasz kraj, a ile osobistej nieuczciwości poszczególnych jej działaczy. Tym nie mniej pewien cień na owe ugrupowanie okoliczność ta rzuca.

    Wady i zalety Konfederacji

    Przyjrzyjmy się zatem teraz jak na tle PiS oraz PSL+Kukiz prezentuje się Konfederacja?

    Przede wszystkim Konfederacja jest o wiele bardziej klarowna jeśli chodzi o podejście do aborcji i LGBT.

    I tak w kwestii poszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci to trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, iż ogromna większość czołowych działaczy tego ugrupowania opowiada się za takim prawem. Można tu co prawda mieć pewne wątpliwości co do Janusza Korwina-Mikke, który w różnym duchu wypowiadał się na ten temat, jednakże i tak większość z działaczy skupionych wokół Korwina popiera zaostrzenie zakazu aborcji.

    Co do LGBT to wśród polityków Konfederacji często jest podnoszony postulat zakazu publicznego propagowania tego ruchu – co ani w PiS ani PSL+Kukiz nie zdarza się często (jeśli w ogóle miało to w tych kręgach miejsce). Ba, swego czasu jeden z liderów Konfederacji, pan Grzegorz Braun publicznie opowiedział się za prawnym zakazem czynów homoseksualnych jako takich – choć niestety później niektórzy z innych polityków tego ugrupowania sugerowali, iż była to tylko swoista ironia z jego strony. Tak czy inaczej, w kwestii LGBT Konfederacja zajmuje najbardziej tradycyjnie katolickie i konserwatywne stanowisko, do którego nie dorasta przekaz jaki w tym obszarze dają PSL+Kukiz czy nawet werbalnie krytykujący ruch pro-sodomicki politycy PiS-u.

    W łonie Konfederacji dostrzegalne są również inne, jeszcze dalej idące przejawy konserwatyzmu obyczajowego. Przykładem tego jest choćby jeden z projektów przygotowanych przez pana Sławomira Mentzena, w którym proponuje się wprowadzenie prawa umożliwiającego zawieranie małżeństw prawnie nierozwiązywalnych. Co więcej jeden z czołowych polityków wspomnianego ugrupowania publicznie wypowiadał się w bardzo przychylnym duchu i tonie o pomyśle prawnej delegalizacji niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa). Nie waham się powiedzieć, iż jest to prawdziwy (oraz chwalebny) ewenement na polskiej scenie politycznej.

    Oczywiście Konfederacja ma też swoje mniej lub bardziej poważne wady, których część poniżej wymienię. Tak się jednak składa, że w większości wypadków owe ułomności w obecnych okolicznościach politycznych i tak nie mogą być w zbytnym wymiarze realizowane w praktyce, przez co nawet, jeśli w niektórych punktach na płaszczyźnie teoretycznej są one większe niż w przypadku PiS lub PSL+Kukiz to de facto i tak wychodzi na to, że Konfederacja prezentuje mniej złe rzeczy niż inne komitety wyborcze.

    Tendencja do skrajnego liberalizmu gospodarczego. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich polityków Konfederacji, ale nie da się nie zauważyć, iż retoryka tego komitetu wyborczego w kwestiach ekonomicznych przybiera ton nadawany przez korwinistów. Nie zawsze to jest złe, gdyż niektóre z postulatów liberalizmu ekonomicznego są godne rozważenia, jednak co do samego rdzenia takich poglądów to są one nie do pogodzenia z nauką katolicką. Nie waham się nawet twierdzić, że gdyby zrealizować pomysły Janusza Korwina-Mikke w obszarze gospodarczym to de facto oznaczałoby pełną legalizację jednego z wołających o pomstę do Nieba grzechów, którym jest wszak uciskanie ludzi ubogich. Z drugiej strony jednak nawet jeśli Konfederacja wejdzie do Sejmu to z pewnością nie będzie ona miała na tyle silnej reprezentacji, by wchodzący w jej skład korwiniści zdołali przeforsować na gruncie prawnym większość ze swych postulatów o charakterze ekonomicznym.

    Radykalnie antyimigracyjna retoryka. Wielu działaczy Konfederacji wywodzi się ze środowisk, które przed kilku laty napędzały i inspirowały agresywną i nierzadko wulgarną kampanię skierowaną przeciwko imigrantom oraz uchodźcom. Ta kampania de facto sprowadzała się wówczas do zniesławiania ogółu przybyszów, jako band leni, nierobów oraz potencjalnych terrorystów oraz próbowała zniechęcać władze naszego kraju do przyjmowania imigrantów i uchodźców w jakichkolwiek, choćby i małych ilościach. Dzisiejsze antyimigracyjne hasła podnoszone przez polityków Konfederacji nie są może już tak radykalne, jak te sprzed kilku laty, jednak pozostaje wciąż kwestią otwartą czy krytycznie odnoszą się oni do do antyimigranckiej histerii wówczas rozpętanej?

    Obsesyjna niechęć do Żydów. Co prawda nie dotyczy ta wada raczej większości polityków Konfederacji, ale nie da się ukryć, iż przynajmniej jeden z jej liderów (to znaczy pan Grzegorz Braun) oraz jeden ze znanych publicystów ją popierających (czyli pan Stanisław Michalkiewicz) wykazują silne tendencje do chorej, obsesyjnej niechęci wobec Żydów, która przeradza się nawet w wygłaszanie opinii bliskich herezji lub wręcz jawnie heretyckich bo kwestionujących albo prawość bohaterów Starego Testamentu albo też podważających wiarygodność Starego Testamentu. Należy tą zdegenerowaną odmianę podejrzliwości wobec Żydów odróżnić od zdrowej, tradycyjnie chrześcijańskiej ostrożności wobec tego narodu, która wynika ze świadomości faktu, iż swego czasu większość Żydów odrzuciła lub nie poznała Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawcy. W związku z tym też kolejne pokolenia Żydów były wychowywane w mniejszej bądź większej niechęci wobec chrześcijaństwa. Zdrowa podejrzliwość wobec Żydów jest świadoma tych faktów, ale zarazem godzi wiedzę na ich temat z miłością wobec tego narodu, a także docenieniem tego, co ów przyniósł światu dobrego i co wciąż jest w nim zasługujące na pochwałę.

    Na pocieszenie można jednak powiedzieć, iż nic nie wiadomo, aby tak pan Grzegorz Braun, jak i Stanisław Michalkiewicz postulowali przekształcanie swej werbalnej obsesji wobec Żydów w jakieś realne prawne akty prześladowań i niesprawiedliwości czynionych wobec członków tego narodu. Ponadto, w naszym kraju istnieje niewielka ilościowa społeczność żydowska, a ewentualna obecność Grzegorza Brauna w polskim sejmie i tak nie mogłaby w rzeczywisty sposób wpłynąć na np. uchwalenie w polskim prawodawstwie jakichś niesprawiedliwych krzywdzących Żydów ustaw.

    Podsumowanie

    A zatem reasumując: wszystkie komitety wyborcze aktualnie startujące w wyborach mają swe zalety i wady. Poddając jednak poszczególne z nich bardziej dokładnej refleksji nasuwa się konkluzja, iż to właśnie oddanie głosu na ugrupowanie „Konfederacja. Wolność i Niepodległość” będzie stanowiło akt wsparcia większego dobra oraz tolerowania mniejszego zła. To co bowiem jest dobre w Konfederacji jest obecne z niej w stopniu bardziej wyrazistym niż w innych ugrupowaniach (stosunek do aborcji i LGBT, a także niektóre z innych elementów konserwatyzmu obyczajowego). To co zaś jest z Konfederacji złe albo wątpliwe moralnie i doktrynalnie w praktyce – nawet jeśli ugrupowanie to wejdzie do Sejmu – w większości wypadków, nie będzie mogło być zrealizowane na drodze prawnej.

    Z tych więc powodów 13 października 2019 roku oddam swój głos na Konfederację oraz zachęcam do tego innych.

    Mirosław Salwowski


  3. Czy Jezus pochwalał ekonomiczny liberalizm?

    Leave a Comment

    Istnieje jedna z przypowieści naszego Pana Jezusa Chrystusa, która notorycznie jest wykorzystywana przez liberałów do usprawiedliwiania ich idei. Chodzi mianowicie o przypowieść tyczącą się robotników w winnicy (Mt 20, 1-16). W tej opowieści Chrystus przedstawia sytuację polegającą na tym, iż gospodarz winnicy najął o różnych porach dnia robotników do pracy na swej posiadłości, po czym wypłacił taką samą ilość pieniędzy (jednego denara) zarówno tym, którzy pracowali u niego od samego rana, jak i tym, którzy przepracowali tylko ostatnią godzinę. Kiedy zaś robotnicy zatrudnieni u niego od godzin porannych czynili mu wyrzuty on odpowiedział jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną?  Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? (Mt 20, 14 – 15).

    Liberałowie komentują tę przypowieść mniej więcej tak: „Patrzcie, Chrystus w ten sposób pochwalił zasadę wolności umów pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Jeśli obie strony zgadzają się między sobą na dane warunki pracy i płacy, to władzom państwowym nic do tego. Precz zatem z ustalaną przez rząd płacą minimalną oraz kodeksem pracy krępującym wolność umów”.

    Co jest nie tak z tą wykładnią biblijnej przypowieści o robotnikach ostatniej godziny? Po pierwsze; nie wszystkie przypowieści Pana Jezusa należy interpretować jako pochwałę opisanego w nich stanu rzeczy. Po drugie: nie w taki sposób ową przypowieść interpretują Ojcowie i Magisterium Kościoła.

    O ile bowiem większość stwierdzeń zawartych w Piśmie świętym należy rozumieć mniej lub bardziej dosłownie, o tyle nie odnosi się to dokładnie do wszystkich zdań i słów ujętych w tej Księdze. A przypowieści podawane przez Pana Jezusa często należą właśnie do tych mniej dosłownie interpretowanych części Biblii. Gdyby wszak wszystkie z podawanych przez Chrystusa przypowieści wykładać jako pochwalanie podanego w nich stanu rzeczy to musielibyśmy usprawiedliwiać nie tylko liberalnie rozumianą wolność umów, ale także zacząć aprobować poligamię oraz oszukiwanie swych przełożonych. Oto bowiem w przypowieści o pannach roztropnych i nieroztropnych (Mt 25, 1-13) Pan Jezus posłużył się przykładem zaślubin poligamicznego małżeństwa (dziesięć panien wyszło na spotkanie swego pana młodego). Chrystus nie krytykuje w tej przypowieści owego zwyczaju, czy to jednak oznacza, że w takim razie obowiązek monogamii, o którym uczy Magisterium Kościoła jest błędny? W przypowieści zaś o nieuczciwym zarządcy (Łk 16, 1-13) Pan Jezus posługuje się przykładem człowieka, który z groźby utraty swej posady wydobywa się za pomocą oszukiwania swego ziemskiego szefa. Czy to jednak oznacza, że w takim razie można oszukiwać i okłamywać swych pracodawców?

    Widzimy zatem, iż celem przypowieści Jezusa nie zawsze było wyrażenie aprobaty dla wszystkich opisanych w nich zachowań. Te przypowieści nieraz po prostu wyrażały prawdę o pewnych nadprzyrodzonych sprawach za pomocą zrozumiałych dla ówczesnych ludzi porównań wziętych ze współczesnego im życia. I podobnie w przypowieści o robotnikach ostatniej winnicy nie chodzi o to, że pracodawca ma prawo w dowolny i arbitralny sposób wynagradzać swych pracowników, nie kierując się przy tym żadnymi innymi względami niż treść danego przez siebie słowa. W tej przypowieści chodzi o pokazanie, iż w Królestwie Niebieskim nikt nikomu nie będzie czynił wyrzutów pobudzanych zazdrością oraz o dodanie otuchy tym, którzy może i większość swego życia zmarnowali na popełnianiu różnego rodzaju grzechów, ale pragnęliby się szczerze z nich nawrócić choćby i na swą starość (oczywiście nie należy tego mylić z postawą celowo odkładającą nawrócenie na starość, gdyż takowa stanowi bezbożną zuchwałość). I tak właśnie tę przypowieść rozumiał św. Jan Chryzostom, jeden z Ojców i Doktorów Kościoła. Uczył on bowiem na ten temat m.in:

    Co można na to powiedzieć? Nie ma w królestwie niebieskim – w żadnym przypadku – kto spierałby się lub upominał o takie rzeczy. Miejsce to wolne jest od zawiści i zazdrości. Jeśli święci oddają w doczesności nawet swe dusze za grzeszników, to o wiele bardziej cieszą się tam, widząc ich używających tych dóbr; uważają je za własne. 

    Dlaczego więc tak to przedstawił? Była to przypowieść. Dlatego nie trzeba wszystkiego w przypowieściach dokładnie analizować, ale poznawszy cel, w jakim została powiedziana, nim się zajmować, a jej już bliżej nie roztrząsać.

    Dlaczego więc ta przypowieść została tak ułożona i co chce w niej osiągnąć? Chce uczynić bardziej gorliwymi tych, którzy się nawrócili w późnej starości i stali się lepsi oraz nie dopuścić, by myśleli, że otrzymali mniej (…)

    Na podstawie tego wszystkiego widzimy więc, że przypowieść ta została powiedziana zarówno do tych, którzy wstąpili na drogę cnoty w pierwszej młodości, jak również tych, którzy uczynili to później w podeszłym już wieku. Do tych pierwszych, aby nie byli zarozumiali i nie czynili wyrzutów tym, którzy przyszli około godziny jedenastej, do tych drugich zaś, by się dowiedzieli, że można wszystko osiągnąć nawet w krótkim czasie” (Homilie na Ewangelię św. Mateusza, Hom. LXIV).

     

    Należy też zauważyć, że Magisterium Kościoła będące autorytatywnym interpretatorem Pisma św. i Tradycji Apostolskiej bynajmniej nie popiera liberalnego poglądu o tym, jakoby wysokość płacy powinna być ustalona wyłącznie w drodze umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem.

    Papież Leon XIII w encyklice „Rerum novarum” naucza co następuje:

    Sądzi się, że pracodawca wypłaciwszy umówioną płacę, uczynił tym samym zadość swoim obowiązkom i do niczego już nie jest obowiązany. Dopiero zaś wtedy – sądzi się – naruszona byłaby sprawiedliwość, gdyby albo pracodawca nie chciał dać pełnej płacy, albo pracownik nie chciał całej wykonać pracy. W tych tylko wypadkach, a poza tym w żadnych innych, usprawiedliwiona jest – mówi się – interwencja państwa dla ochrony praw każdemu należnych.

    Sprawiedliwy jednak sędzia niełatwo przyzna rację temu poglądowi i nie we wszystkim. Pogląd ten bowiem nie jest wszechstronny, a pomija wzgląd bardzo ważny. Mianowicie pracować, znaczy: rozwijać działalność dla zdobycia środków wymaganych przez różne potrzeby życia, a przede wszystkim przez potrzebę utrzymania go. W pocie oblicza twego będziesz pożywał chleb (Rdz 3,19). Stąd praca nosi na sobie dwie niejako cechy: mianowicie jest naprzód osobista, ponieważ siła pracy tkwi w osobie i jest właściwością osoby, która jej używa i na której pożytek natura ją przeznaczyła. Dalej, praca jest konieczna, ponieważ do zachowania życia potrzebuje człowiek owoców pracy; sama zaś natura, której nie można być nieposłusznym, nakazuje staranie o życie. Jeśli na pracę patrzyć będziemy tylko z pierwszego, osobistego punktu widzenia, to nie ulega wątpliwości, że się pracownik może zadowolić skromnym zarobkiem; jak bowiem pracę swoją oddaje komuś decyzją własnej woli, tak samo też decyzją swej woli może zrezygnować z części albo z całej płacy.

    Sprawa jednak inaczej się nam przedstawi, jeśli ze względem na osobisty charakter pracy połączymy wzgląd na konieczność, dającą się zresztą od tamtego odłączyć tylko w myśli, nie w rzeczywistości. W istocie zachowanie życia jest obowiązkiem spoczywającym na wszystkich ludziach, a zbrodnią byłoby nie spełnić go. Z tego to obowiązku wywodzi się prawo do starania się o rzeczy potrzebne dla utrzymania życia, których ubogiemu dostarczyć może tylko płaca otrzymana za pracę. Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia. Jeśli zatem pracownik zmuszony koniecznością, albo skłoniony strachem przed gorszym nieszczęściem, przyjmuje niekorzystne dla siebie warunki, które zresztą przyjmuje tylko pod przymusem, ponieważ mu je narzuca właściciel warsztatu lub w ogóle pracodawca, wtedy dokonuje się gwałt, przeciw któremu głos podnosi sprawiedliwość (tamże, p. 34, podkreślenie moje – MS).

    Z kolei, w punkcie 2434 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy:

    Słuszne wynagrodzenie jest uzasadnionym owocem pracy. Odmawianie go lub zatrzymywanie może stanowić poważną niesprawiedliwość . Aby ustalić słuszne wynagrodzenie, należy uwzględnić jednocześnie potrzeby i wkład pracy każdego. „Należy tak wynagradzać pracę, aby dawała człowiekowi środki na zapewnienie sobie i rodzinie godnego stanu materialnego, społecznego, kulturalnego i duchowego stosownie do wykonywanych przez każdego zajęć, wydajności pracy, a także zależnie od warunków zakładu pracy i z uwzględnieniem dobra wspólnego” . Porozumienie stron nie wystarczy do moralnego usprawiedliwienia wysokości wynagrodzenia (podkreślenie moje – MS).