Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: karnawał

  1. „Przedsoborowe” oblicze pism i objawień św. Faustyny Kowalskiej

    Leave a Comment

    Postać i pisma świętej siostry Faustyny Kowalskiej zyskały aprobatę władz kościelnych po Soborze Watykańskim II. Również tematyka objawień danych tej świętej może wydawać się wręcz stricte „posoborowa”, gdyż koncentrują się one na miłości oraz miłosierdziu Boga i Chrystusa, niezbyt często wspominając o Bożej sprawiedliwości oraz Bożych karach. Czy jednak rzeczywiście można uznać św. Faustynę Kowalską za swoistą prekursorkę różnych „posoborowych” nurtów w duszpasterstwie kościelnym oraz teologii katolickiej? Otóż, niekoniecznie. Poniżej, wykażę bowiem, iż różne fragmenty pism tej świętej mogłyby być przez dużą część współczesnych duszpasterzy uznane za błędne, gorszące, a nawet skandaliczne.

    Zacznijmy od tego, iż św. Faustyna Kowalska rzeczywiście – z Bożego natchnienia – pisała przede wszystkim o miłosierdziu naszego Stwórcy i Zbawiciela. I nie ma w tym niczego niewłaściwego, gdyż inspirowani przez Boga ludzie mogą być pobudzani przez Niego do kładzenia akcentu na rozmaite kwestie wiary oraz moralności. Ktoś np. może być przez Boga powołany do szczególnej opieki nad ubogimi ludźmi, a kogoś innego ten sam Bóg pobudzi do prowadzenia duszpasterstwa osób bardziej finansowo majętnych. A przecież pomiędzy działalnością jednego i drugiego nie będzie – co do samej zasady – rzeczywistej sprzeczności. Podobnie, jednych świętych Bóg może powoływać, by mówili znacznie więcej o miłosierdziu, a innych pobudzać do bardzo częstego nauczania o Bożej sprawiedliwości oraz karach. I, mimo że pozornie rzecz biorąc, nauczanie takich świętych może wydawać się komuś wręcz opozycyjne wobec siebie, to – jeśli takowe nauczanie nie będzie polegało np. na całkowitym przemilczeniu czy zaprzeczaniu lub zniekształcaniu Bożej sprawiedliwości (oraz vice versa) – nie będzie pomiędzy obiema postawami prawdziwej sprzeczności.

    Piekło jest straszne i są w nim konkretni ludzie

    Tak właśnie należy postrzegać św. Faustynę Kowalską. Bóg powołał ją w szczególny sposób do mówienia o Swoim miłosierdziu, ale powołanie to nie polega w jej przypadku na przemilczaniu, zaprzeczaniu czy zniekształcaniu prawdy o Bożej sprawiedliwości, sądzie i karze.

    Jasnym tego przykładem jest chociażby fakt, iż w pismach św. Faustyny znajdujemy fragment mówiący nie tylko o istnieniu piekła:

    Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne, towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

    Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. (…) Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem.” (Cytat za: Św. s. M. Faustyna Kowalska,Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 295-296, n.741).

    Zauważmy, jak bardzo ta wizja św. Faustyny Kowalskiej różni się od „posoborowego” mówienia o piekle. Żadnych mrzonek typu: „Prawdopodobnie piekło jest puste” albo „Piekło to tylko i wyłącznie stan duszy polegający na świadomości braku obecności Boga”. Piekło widziane przez siostrę Faustynę to piekło opisane w Biblii oraz pismach Ojców Kościoła i innych świętych. Jest to więc piekło, w którym są konkretni ludzie, gdzie ogień jest zapalany przez gniew Boży i w którym istnieją zmysłowe (a nie tylko czysto duchowe) męki.

    „Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech”

    Co więcej, Pan nasz Jezus Chrystus mówi w pewnym momencie do siostry Faustyny, iż „nie może kochać duszy, którą plami grzech”, dotyka grzeszników różnymi utrapieniami, a w razie uporu z ich strony zaczyna się nawet na nich gniewać:

    Napisz: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce moje, gdy oni wracają do mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili moje serce, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie mojej ręki. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem moim, wpadną w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję (się) w tętno ich serca, kiedy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daje im, czego pragną” (Św. s. M. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 575, n. 1728).

     

    Najpiękniejsze miasto w Ojczyźnie naszej … zniszczone jak Sodoma

    W pismach św. Faustyny Kowalskiej znajdujemy też fragmenty mówiące w jasny sposób o tym, iż Bóg gniewa się i zsyła na poszczególne społeczności kary w sferze doczesnej. Przykładowo, w pewnym momencie siostra Faustyna pisze:

    Widziałam gniew Boży ciążący nad Polską. I teraz widzę, że jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby jeszcze Jego wielkie miłosierdzie, bo by nas mógł ukarać wiecznym zniszczeniem za tak wielkie występki” (Św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 517, n. 1533).

    Jako swego rodzaju rozwinięcie i konkretyzację powyższej myśli można uznać inne z natchnień danych św. Faustynie, a mianowicie:

    Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być – jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zagniewanie Boże i dreszcz napełnił, przeszył mi serce„ (Św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 46, n. 39).

    Co prawda, nazwa owego miasta nie została wymieniona przez siostrę Faustynę, ale wiemy przecież z historii, które z polskich miast zostało w czasie II wojny światowej w swej olbrzymiej części zniszczone. Była to Warszawa, osławiona w okresie międzywojennym przez duży poziom przestępczości, korupcji i rozwiązłości, które ją nękały. Warto zresztą dodać, iż w jednej ze swych konferencji ks. Sławomir Kostrzewa powoływał się na pewną zakonnicę, która osobiście znała siostrę Faustynę i która to twierdziła, iż święta ta miała mówić wprost o tym, że polskim miastem zniszczonym jak Sodoma będzie właśnie Warszawa.

    Karnawał oraz związany z nim nawał kar i grzechów

    Świętej Faustynie – przynajmniej pośrednio – było także dane poznać prawdę o wielkim niebezpieczeństwie różnych „światowych” rozrywek i zwyczajów, przed którymi współcześnie w Kościele niemal w ogóle się nie przestrzega. Zakonnica ta pisze bowiem:

    W ostatnie te dwa dni karnawału poznałam wielki nawał kar i grzechów. Dał mi Pan poznać w jednym momencie grzechy świata całego w dniu tym popełnione. Zemdlałam z przerażenia i pomimo że znam całą głębię miłosierdzia Bożego, zdziwiłam się, że Bóg pozwala istnieć ludzkości. I dał mi Pan poznać, kto podtrzymuje istnienie tej ludzkości: to są dusze wybrane. Kiedy dopełni się miara wybranych, świat istniał nie będzie” ( Św. s. M. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 351, n. 926).

    Z powszechnego doświadczenia wiemy, iż zabawy karnawałowe tradycyjnie obfitują w tańce damsko-męskie, nieskromne stroje oraz nadużywanie alkoholu. Ilu jednak współczesnych księży przestrzega – poza pijaństwem (bo o tym grzechu owszem jeszcze się dość często wspomina) – przed takimi rzeczami? Ba, ilu duchownych nawet bez ostrzegania przed tymi konkretnymi rozrywkami, uczula w jakiś szczególny sposób na to, iż czas karnawału jest szczególnie niebezpiecznym dla życia moralnego okresem roku?

    Jak zatem widać, św. Faustyna Kowalska – delikatnie mówiąc – nie za bardzo nadaje się na bycie patronką wykrzywionej i zniekształconej „posoborowej” wizji Bożego miłosierdzia. Mówi wszak ona o piekle jako stanie oraz miejscu, w którym konkretni ludzie doznają strasznych mąk polegających również na tym, iż znajdujący się tam a zapalany przez Boży gniew ogień dotyka naszych zmysłów. Mówi ona także o tym, iż ludzie grzechy ściągają na nas gniew Boga oraz Jego kary. Jednym zdaniem nie da się tego w żaden sposób pogodzić z twierdzeniami tych, którzy mówią, iż „Bóg nikogo nie karze oraz nie gniewa się na grzeszników”, oraz można, a nawet należy mieć nadzieję, że piekło jest puste.

     

    Nota od redakcji: Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-sw-faustyna-nie-bedzie-patronka-katolikow-otwartych,125821.html

  2. Jaki jest duch karnawału?

    Leave a Comment

    Nie jest do końca pewne skąd pochodzi karnawał. Wiadomo, iż zwyczaj urządzania różnego rodzaju zabaw, przed rozpoczynającym się czterdziestodniowym „Wielkim Postem”, był już znany w średniowieczu. Nierzadko mówi się jednak, że pierwotne pochodzenie karnawału może sięgać czasów znacznie wcześniejszych. Wedle niektórych kulturoznawców prawzorem dzisiejszego karnawału były obchodzone jeszcze za pogańskich czasów święta, które za pomocą – nieraz bardzo zmysłowych i orgiastycznych – imprez – czciły początek nowego roku i odradzanie się przyrody (jednym z nich były starożytne rzymskie Saturnalia). Tak jak część innych pogańskich zwyczajów, praktyk i przekonań, również owe zmysłowe zabawy, miały przetrwać czasy nadejścia chrześcijaństwa. „Saturnalia”, wedle tej koncepcji, ostały się więc zastąpione „karnawałem”, jednak sam sposób ich celebrowania, polegający na oddawaniu się różnego rodzaju uciechom, przyjemnościom i rozrywkom, miał się zasadniczo nie zmienić. Choć różne pierwotnie pogańskie święta i uroczystości, w ciągu stuleci, w miarę skutecznie zostały oczyszczone z ich złych (np. bałwochwalczych) konotacji, to można zadać sobie pytanie, czy i na ile (przyjmując tezę o pogańskich korzeniach karnawału za prawdziwą) udało się to uczynić w odniesieniu do karnawału?

    Samba, „Boeufgras” i złoty cielec

    Gdy przyjrzymy się bliżej temu, w jaki sposób odbywają się największe, a przez to najbardziej reprezentacyjne, zabawy karnawałowe na świecie, to można mieć ku temu duże wątpliwości.

    Jednym z najbardziej ewidentnych przykładów w tym względzie jest osławiony karnawał w Rio de Janeiro. Jego najbardziej rozpoznawalną wizytówką są parady szkół samby, których pewna część składa się z niemal całkowicie nagich tancerek przystrojonych tylko w barwne pióra i cekiny. Owe pochody roznegliżowanych i wijących się w zmysłowym tańcu niewiast wydają się być tylko wierzchołkiem góry nieprawości, jaka – szczególnie w ostatnich dniach przed Wielkim Postem – dokonywana jest w Rio de Janeiro. Wszakże nie bez powodu, władze tego miasta w tym czasie rozprowadzają wśród uczestników karnawału w Rio miliony prezerwatyw. Pouczający jest też widok ulic i wzgórz tego miasta w poranek kończący zabawy karnawałowe. Miejsca te są usiane tysiącami leżących ciał osób płci obojga i różnego wieku. Nie są to jednak ofiary karabinowych strzałów, lecz upici do nieprzytomności ludzie odsypiający w ten sposób libację ostatnich dni. Absolutnej rzadkości nie stanowią też prawdziwie krwawe ofiary karnawałowych zabaw w Rio. W 1982 roku, ponad 16 000 osób zostało w tym czasie rannych w wyniku bójek i wypadków, zaś przeszło 240 poniosło na ich skutek śmierć. W ostatnich dniach karnawału w Rio de Janeiro staje się też wręcz światową stolicą homoseksualizmu. Warto wspomnieć, że już w 1984 r. przy gorliwym poparciu władz tego miasta, zorganizowano swoisty maraton prawie 20 tańców karnawałowych z udziałem homoseksualistów.

    Innym, znanym na świecie karnawałem jest rokrocznie odbywające się w Nowym Orleanie „Mardi Gras”. Gdyby nie huragan „Katrina” to owe miasto zapewne znane byłoby głównie z powodu wielkiego rozmachu z jakim odbywają się tam karnawałowe imprezy. Mało kto jednak zwraca uwagę na prawdziwie bałwochwalczy charakter „Mardi Gras”. Otóż jednym z głównych symboli tego festiwalu jest figura, wielkiego tłustego byka (zwanego „Boeuf Gras”, czyli „Tłuszcz wołowy”), która jest wówczas przystrojona w wieńce, paciorki i koraliki, obnoszona po ulicach Nowego Orleanu i pozdrawiana przez tysiące uczestniczących w zabawie ludzi. W Piśmie świętym czytamy, iż figura „złotego cielca” (czyli w dosłownym tłumaczeniu „młody byk”) była czczona przez zbuntowanych wobec Mojżesza Żydów. Dodatkowo, ów „złoty cielec” był otaczany przez nich czcią w trakcie zmysłowych zabaw i uczt, jakim się oni oddawali w czasie, gdy Mojżesz poszedł na górę Synaj po Dekalog (Wj. 32, 1-8). Innym fragmentem, w którym postać byka pojawia się jako przedmiot kultu, jest opis rządów króla Jeroboama próbującego zastąpić wiarę w jedynego prawdziwego Boga pogańskim bałwochwalstwem. W tym celu ów władca nakazał sporządzenie dwóch cielców ze złota i ogłoszenie Żydom: „oto bogowie twoi, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej” (1 Krl 12, 28). W przytaczanych wyżej wypadkach wizerunek byka oraz cześć mu okazywana były wyrazem buntu przeciw prawdziwemu Bogu oraz oddawania się grzesznym żądzom w miejsce poddawania swej woli Bożym poleceniom. Czy można przypuszczać, by – wychowani bądź co bądź w kulturze wciąż zawierającej niemało odniesień do biblijnej i chrześcijańskiej symboliki oraz światopoglądu – organizatorzy „Mardi Gras” nie wiedzieli, albo przynajmniej nie przypuszczali, co oznacza wytwarzanie atmosfery kultu wokół wizerunku byka. A gdy wspomnimy fakt, iż karnawałowy festiwal w Nowym Orleanie dosłownie obfituje w takie grzechy jak: nierząd, rozpusta, homoseksualizm, prostytucja, bezwstyd, pijaństwo czy kradzież, to możliwość przypadkowego obrania postaci byka na jednego z patronów „Mardi Gras” wydaje się być zredukowana do minimum. Tak jak za czasów Mojżesza dzikiej, pozbawionej granic zabawie, towarzyszyło kłanianie się złotemu cielcowi, tak orgii nieprawości „Mardi Gras” patronuje „Boeufgras”, pozdrawiany za pomocą okrzyków i wzniesionych rąk przez uczestników tego festiwalu.

    Dobra zabawa czy przyzwolenie dla grzechu?

    Karnawał w Rio i Nowym Orleanie nie są oczywiście jedynymi przykładami tego, w jaki sposób ów czas jest wykorzystywany na dawanie większej swobody przeróżnym grzechom. Można by wszak jeszcze wspomnieć choćby o znaczeniu liczby „11”, która uznawana jest za symbol karnawału w Kolonii (rozpoczyna się on w tym mieście zawsze 11. 11 o godz. 11. 11 i trwa aż do środy popielcowej). Liczba ta symbolizuje wszak nadmiar, nieporządek i grzech. Można by też nadmienić, iż zabawy karnawałowe zazwyczaj wiążą się z organizowaniem damsko-męskich tańców i balów, które tradycyjnie były uważane przez Ojców, Doktorów i Świętych Kościoła katolickiego za będące zazwyczaj bardzo niebezpiecznymi i prowadzącymi do grzechu.

    Również fakt, iż maski stały się swoistym symbolem zabaw karnawałowych jest znamienny, by nie powiedzieć symboliczny. Otóż, w dawniejszych czasach, bale maskowe cieszyły się chyba jedną z najgorszych opinii i uważano, że nieprzyzwoitość jest z nimi nierozłącznie związana. To przekonanie miało swe częściowe uzasadnienie w symbolice związanej z przywdziewaniem maski, która zakłada ukrywanie swej tożsamości co z kolei ułatwia robienie rzeczy, których nie czyni się w innych okolicznościach.

    O co więc chodzi? Na pewno nie o to, że chrześcijanie powinni przez cały rok chodzić w workach pokutnych, pościć, posypywać swe głowy popiołem i unikać wszelkich przyjemności. Nie ma też nic złego w tym, iż przez pewien czas w roku je się nieco więcej, wykwintniej i smaczniej, czy też praktykuje się inne moralnie dozwolone rozrywki. Wszak jak mówi Księga Koheleta: „Jest czas płaczu i czas śmiechu” (tamże: 3, 4).

    Zdecydowanie źle się jednak dzieje, gdy pewne okresy w roku stają się pretekstem do większego pobłażania grzechom i dyspensą od powinności prowadzenia uświęconego życia. O ile bowiem można czasami nieco więcej i wykwintniej zjeść, o tyle nie ma ani jednego dnia w roku, choćby był to i „tłusty czwartek”, w którym obżeranie się przestawało być nieprawością w oczach Boga. O ile, wino jest dobrym, stworzonym przez Boga napojem, o tyle zawsze aktualne są Boże przestrogi przed nadmiarem w piciu alkoholu, a słowa „Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina” (Iz 5, 22) nie tracą na swym znaczeniu w karnawale. Podobnie, nie ma ani jednego dnia, ani nawet jednej minuty, w ciągu całego roku, w którym czymś niewinnym stawały by się nierząd, cudzołóstwo, rozpusta albo nieskromne i wyuzdane tańce. Choć to co piszę powyżej, powinno być dla każdego chrześcijanina oczywistością, to jednak wydaje się, iż sposób w jaki celebrowany jest karnawał sprzyja większemu przyzwoleniu na różne grzechy, jakie dokonywane są w tym czasie. Ten duch aprobaty dla nieprawości dostrzegają autorzy różnych komentarzy relacjonujący i opisujący czas karnawału. Na przykład, już w latach 80 tych XX wieku, tygodnik „Newsweek” pisał:

    W Nadrenii (…) swobodę karnawałową oficjalnie uznaje się za usprawiedliwienie niemal wszystkiego z wyjątkiem zabójstwa lub kierowania w stanie nietrzeźwym„.

    Pismo „Time” donosiło swego czasu, iż:

    sędziowie (w Monachium) nie uważają cudzołóstwa w okresie karnawału za powód do rozwodu„.

    Z kolei, profesor psychologii społecznej na Tulane University, Fred Koenig, tak opisuje duch panujący na „Mardi Gras”:

    Możesz być trochę bardziej pijany, trochę bardziej dziki, trochę bardziej prymitywny. W karnawale ludzie są bardziej tolerancyjni dla was. Nie ma wówczas normalnych zasad, a tradycyjne reguły są zawieszone„.

    Św. Faustyna o ostatnich dniach karnawału

    Na końcu warto przytoczyć to, co o okresie najbardziej nasilonych zabaw karnawałowych dane było poznać słynnej polskiej mistyczce, św. Faustynie Kowalskiej. Pisała mianowicie ona tak o tym czasie:

    W ostatnie te dwa dni karnawału poznałam wielki nawał kar i grzechów. Dał mi Pan poznać w jednym momencie grzechy świata całego w dniu tym popełnione. Zemdlałam z przerażenia i pomimo że znam całą głębię miłosierdzia Bożego, zdziwiłam się, że Bóg pozwala istnieć ludzkości. I dał mi Pan poznać, kto podtrzymuje istnienie tej ludzkości: to są dusze wybrane. Kiedy dopełni się miara wybranych, świat istniał nie będzie„(św. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek”, n. 926, 9 luty 1937 r.).

    Warto również wskazać, jaką postawę wobec imprez karnawałowych miał bł, Piotr Jerzy Frassati. Otóż, w napisanej przez Teresę Jankowską biografii tego błogosławionego („Człowiek rad ewangelicznych. Piotr Jerzy Frassati”, Warszawa 1998) czytamy:

    Starał się jak mógł, szerzyć to wszystko, co dla niego stanowiło dużą wartość. Pragnął, aby radość wypływająca z czystego sumienia, była także udziałem młodzieży z którą się stykał. W tym celu organizował np. w klubach katolickich grę w bilard, aby jego koledzy spędzając tam wolne chwile unikali nieodpowiedniego towarzystwa i okazji do złego. 

    Często z tego samego powodu proponował spędzenie w górach chrześcijańskiego karnawału. Wiązało się to dla niego z wyrzeczeniem i rezygnacją z wyprawy na kolejny szczyt” (Cytat za: jw., s. 116 – 117).

    Jak więc widać, bł. Piotr Jerzy Frassati musiał mieć mocno krytyczny stosunek do jego popularnego przebiegu, skoro w czasie jego trwania proponował swego rodzaju separację od reszty społeczeństwa, po to by unikać nieodpowiedniego towarzystwa i okazji do złego.

    Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, iż przez wiele wieków w kościelnym kalendarzu wyróżniano okres tzw. przedpościa, które przypadało właśnie na ostatnie dni karnawału i w których to dniach zachęcano wiernych do postu i pokuty między innymi w celu przepraszania Boga za liczne grzechy popełniane w tym czasie.

    Wiele wskazuje więc na to, iż karnawał wciąż czeka na prawdziwą chrystianizację. Jeśli ma on istnieć, to powinien być czasem dobrej, niewinnej i stroniącej od niebezpieczeństwa grzechu, umiarkowanej zabawy, radości i wesołości. Nie zaś okresem, w którym zawiesza się moralne standardy, po to, by po dniach hulanek, szaleństw i swawoli, iść do kościoła i dać sobie posypać głowę popiołem. Jak na razie jednak, karnawał jest bardziej czymś w rodzaju szatańskiej zemsty i parodii świętych okresów czasu go poprzedzających i po nim następujących (Boże Narodzenie oraz Wielki Post i święta Wielkiej Nocy). W ten sposób demony chcą bowiem zbrukać i upodlić ludzkie sumienia licznymi grzechami, tak by uczynić je niezdolnymi do owocnego przeżywania Wielkiego Postu i świąt Zmartwychwstania Pańskiego.