Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: karcenie cielesne dzieci

  1. Wszystko albo nic

    Możliwość komentowania Wszystko albo nic została wyłączona

    Nie lubię zasady „Wszystko albo nic”. Często prowadzi ona bowiem do wybiórczej niesprawiedliwości w ocenieniu naszych bliźnich, dzieł kultury, idei czy programów politycznych. To, że np. nasz bliźni błądzi w kilku sprawach, nie musi od razu oznaczać, że ten człowiek jest po prostu zły albo też, iż nie ma on racji w żadnej sprawie.

    Istnieją jednak sprawy, w których zasada „Wszystko albo nic” się sprawdza. Taką kwestią jest chociażby podejście do Pisma świętego. Albo traktujemy bowiem Biblię jako absolutnie nieomylną, albo też krok po kroku będziemy odmawiać jej Bożego autorytetu i natchnienia. Widzę to jak na dłoni w podejściu do Pisma świętego nie tylko liberalnych, ale i konserwatywnych katolików.

    ***

    Zaczyna się więc od twierdzenia, iż Biblia jest nieomylna tylko w kwestiach wiary i moralności, nie zaś geografii, biologii czy historii. W obliczu rzeczywistych trudności oraz odmienności stylu w jakim autorzy biblijni wyrażali się na te tematy konserwatywni katolicy chętnie przyznają więc rację tezie, iż Pismo święte nie jest nieomylne w tych kwestiach. Myślą nawet przy tym, iż ocalą w ten sposób autorytet Biblii przed śmiesznością, a poza tym nie chcą uchodzić w oczach ludzi za jakichś szurów czy płaskoziemców.

    Kiedy jednak już raz przyznało się prymat dociekań naukowców nad tym co mówią biblijni autorzy kusi konserwatywnego katolika, by w kwestionowaniu autorytetu Pisma świętego iść jeszcze dalej. Może taki katolik był w dzieciństwie w sposób emocjonalny i niesprawiedliwy bity przez rodziców (uderzany w twarz, wulgarnie wyzywany, etc.). Takie złe, trudne i wręcz traumatyczne doświadczenie utrudnia mu obiektywne spojrzenie na problematykę kar cielesnych jako takich. W sukurs przychodzą mu współcześni psycholodzy i pedagodzy, którzy twierdzą, że cielesne karcenie dzieci jest zawsze i wszędzie szkodliwe. Połączenie więc wcześniej przyjętego założenia o tym, że Biblia nie jest absolutnie nieomylna, z własnym osobistym i negatywnym doświadczeniem oraz wielkim zaufaniem do naukowców prowadzi takiego konserwatywnego katolika do kwestionowania nieomylności Pisma świętego również w kwestiach moralnych. Bo, czym jak nie kwestią moralną są biblijne pochwały cielesnego karcenia dzieci? Mimo to jednak konserwatywny katolik macha na nie ręką i stwierdza: „To tylko prymitywne wyobrażenia prymitywnych ludów na temat wychowania. My dziś wiemy na ten temat znacznie więcej niż ludzie przed tysiącami lat„.

    Skoro zaś już w jednej kwestii moralnej zaprzeczyło się nieomylności Pisma świętego, konserwatywnego katolika zaczyna korcić, by nie dowierzać tej świętej Księdze w innych trudniejszych aspektach moralności. A jako coraz ciężej być „homofobem” we współczesnych czasach (w niektórych krajach można nawet trafić do więzienia!) to może i świadectwo Pisma świętego i na ten temat trzeba by zrelatywizować?!? Zaczyna się więc od powątpiewania, czy aby na pewno Bóg nakazał karać śmiercią za męskie czyny homoseksualne. W post-chrześcijańskich narodach nie karze się wszak już nie tylko śmiercią za te czyny, ale – z pewnymi chwalebnymi wyjątkami – nie karze się ich już w ogóle. Żadne konserwatywne ugrupowanie polityczne nie opowiada się ponadto za taką karalnością. A zatem dostosujmy swe spojrzenie na Biblię do panującej powszechnie mentalności i również w tej kwestii powiedzmy sobie: „To nie Bóg – tylko prymitywne wyobrażenia barbarzyńskich ludów o Bożej woli!„. Na tym się jednak nie kończy. Wokół widzimy coraz więcej ujawniających się „gejów” i lesbijek. Być może niektórych z nich nawet osobiście znamy i wydają się nam być całkiem fajnymi i porządnymi ludźmi. W większości post-chrześcijańskich krajów zalegalizowano już nawet homo-małżeństwa, a co za tym idzie, głupio jest odmawiać swym krewnym, przyjaciołom i znajomym uczestnictwa w takich uroczystościach. Słyszymy też coraz częściej o teologach, a nawet katolickich biskupach wspierających LGBT. Ba, słyszeliśmy nawet o bardzo dwuznacznych i mogących być łatwo w tym duchu interpretowanych wypowiedziach aktualnego papieża Franciszka! Coraz więc bardziej nieswojo czujemy się ze swym przekonaniem o wewnętrznym złu aktów homoseksualnych. Panująca kultura i być może też osobiste emocje nam to bardzo utrudniają. Gdzieś w naszych umysłach czai się więc już sugestia: „Skoro w jednej kwestii moralnej (karcenie cielesne dzieci) autorzy biblijni się mylili, to może i w sprawie homoseksualizmu również się mylili i nie przekazywali w ten sposób Bożej prawdy i woli?„. I tą też drogą może jeszcze nie większość, ale coraz bardziej rosnąca w szeregi mniejszość konserwatywnych katolików zaczyna relatywizować biblijne nauczanie na temat czynów homoseksualnych.

    A gdy nie wierzymy już w nieomylność Biblii odnośnie spraw moralnych, to w końcu przestaniemy jej też ufać w sprawach wiary. Stąd prawdopodobnie wzięły się wywody różnych posoborowych teologów podważające np. wieczyste dziewictwo Maryi, cuda Chrystusa czy nawet Jego Zmartwychwstanie. No bo, czy nie jest niepoważnym wierzyć, że Maryja jako dziewica poczęła i porodziła Jezusa, skoro naukowcy mówią, iż dziewice nie poczynają, ani nie rodzą dzieci?! Przecież można zreinterpretować to nauczanie i powiedzieć, że wiernych sobie małżonków także powinno się określać mianem „dziewiczych”, a wówczas w tym sensie Maryja była i jest dziewicą. Cuda Chrystusa? Toć to też takie nienaukowe jest! Sprowadźmy więc je do jakichś baśni, metafor i symboli. Zmartwychwstanie Jezusa? Po co upierać się przy jego dosłownym i fizycznym sensie? Powiedzmy, że Chrystus zmartwychwstał duchowo w sercach swych zwolenników.

    ***

    Wszystko co napisałem powyżej, nie ma celu podważania szacunku dla dociekań naukowców jako takich. Oczywiście, trzeba szanować ich pracę, ale wiedzieć też, iż nie są oni nieomylni i że mają oni swe ograniczenia jeśli chodzi o badanie pewnych spraw. Niektóre wnioski, jakie formułuje świat nauki, tak naprawdę zawsze zostaną raczej w kręgu domysłów, hipotez czy interpretacji aniżeli pewników lub swego rodzaju „dogmatów”. Nie spisywałem też powyższych wywodów po to, by sugerować, że wszyscy konserwatywni katolicy, którzy podważają absolutną nieomylność Pisma świętego czynią to z lęku przed otaczającą nas kulturą i/lub ulegają w ten sposób swym emocjom. Nie można jednak realistycznie patrząc, wykluczyć, iż w przypadku części z nich z takimi motywami mamy też do czynienia. Zdaję sobie też sprawę tego, że rzeczywiście istnieją w Piśmie świętym pewne trudności, które na pierwszy rzut oka wyglądają na zawarcie w nim błędów. Ale odpowiedzią na to, powinno być uznanie ograniczeń tak naukowych dociekań, jak i własnych rozumowych wywodów, a uznanie nad nimi prymatu Bożego Objawienia. Mogę wreszcie zgodzić się, iż czasami emocje wydają się nam przeszkadzać w akceptacji tej czy innej prawdy biblijnej. Rozumiem, że kochającemu rodzicowi trudno jest wymierzyć klapsa swemu dziecku – ale tym bardziej trudno mu będzie wydalić swego nadużywającego i znoszącego do domu narkotyki nastoletniego syna (mimo że rozum będzie mu podpowiadał, że jest to najlepsze rozwiązanie). W każdym razie Biblia jest tego typu Księgą, że gdy wyjmie się spod jej nieomylności choćby jeden fragment, to sukcesywnie zaczyna zawalać się cała jej konstrukcja. Dlatego też zgodnie tak z tym co samo Pismo święte o sobie mówi, jak i tradycyjną doktryną katolicką, brońmy wiary w absolutną nieomylność i bezbłędność tej Księgi.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    Pismo święte jest całkowicie nieomylne i bezbłędne

    Dlaczego nie warto absolutyzować twierdzeń naukowców?

    Czy Biblia jest podręcznikiem do historii, geografii i biologii?

    Całe Pismo jest natchnione. Nie tylko Ewangelie

    Czy ewolucja i ewolucjonizm dadzą się pogodzić z chrześcijaństwem? (15 pytań i odpowiedzi)

  2. Jeszcze 3 uwagi o cielesnym karceniu chłopców

    Możliwość komentowania Jeszcze 3 uwagi o cielesnym karceniu chłopców została wyłączona

    W swym poprzednim tekście skupiłem się na obronie biblijnego i tradycyjnie chrześcijańskiego podejścia do karcenia cielesnego dzieci (a zwłaszcza chłopców). Choć zawarłem w nim wiele spostrzeżeń i uwag tyczących się tego problemu, w międzyczasie uświadomiłem sobie, że pewne jego aspekty nie zostały tam albo wcale poruszone, albo też nie uczyniłem tego w dostateczny sposób. Tytułem zatem dopowiedzenia, w niniejszym artykule chciałbym dodać jeszcze trzy uwagi do mego poprzedniego tekstu.

    Po pierwsze zatem: zaznaczam, iż nie jest moją intencją pochwalanie czy namawianie do łamania obowiązującego w naszym kraju prawa tyczącego się zakazu cielesnego karcenia dzieci. Korzystam jednak ze swego konstytucyjnego prawa do wolności słowa i wolności wyrażania przekonań religijnych, w efekcie czego poddaję krytyce owo prawo, jako przesadne oraz niesprawiedliwe, które dobrze byłoby znieść. Nie mówię zatem ani nie sugeruję rodzicom: „Dawajcie klapsy swym chłopcom, nawet jeśli jest to nielegalne” ale sugeruję im raczej: „Dążcie do zmiany niesprawiedliwego prawa, które w sposób wręcz absolutny zakazuje cielesnego karcenia dzieci„.

    Po drugie: często jako argument przeciw cielesnemu karceniu dzieci wysuwane jest twierdzenie, iż takowe uczy, że silniejszy może bić słabszego. Tymczasem karcenie cielesne ma przede wszystkim uświadamiać karconemu powagę pewnych złych zachowań. A to, że ktoś karany może być słabszy od wykonującego karę, nie jest decydującym argumentem przeciw. Pojedynczy złoczyńcy też są słabsi od aparatu państwowego, który ich poddaje represji. Kiedy zaś jakiś słabowity gwałciciel dostanie lanie od umięśnionego sportowca o 2 metrach wysokości, to też nie znaczy, że mu się to lanie nie należało, mimo że przecież w tej konfrontacji fizycznej to on był słabszą stroną.

    Po trzecie: choć argument z badań i dociekań naukowców i tak jest drugorzędny w stosunku do Pisma świętego (naukowcy nie są nieomylni, za to Biblia jest nieomylna), to warto by podrążyć temat w kierunku przyjrzenia się temu, jaką metodologię w swych badaniach na temat kar cielesnych przyjęli naukowcy? Można bowiem domniemywać, że zdecydowana większość z tych rodziców, którzy stosowali lub stosują takie formy karcenia, czyni to w nieprawidłowy sposób. A więc np. policzkuje swe dzieci, krzyczy na nie, wulgarnie je wyzywa. Tego rodzaju cielesne karcenie jest nadużyciem i nie ma co się dziwić, że dziecko mu poddawane będzie w przyszłości bardziej agresywne, emocjonalne, nadpobudliwe czy niesprawiedliwe w swych relacjach z bliźnimi. Mimo to jednak, jak mówi jedna z tradycyjnych sentencji: „Nadużycie nie znosi prawidłowego użycia„. Tytułem analogii: jeśli większość ludzi pijących alkohol upija się nim, to nie znaczy, że nie istnieją prawidłowe sposoby korzystania z alkoholu – a więc te, które naznaczone są umiarem i ostrożnością. Jeśli by zatem nawet 99 procent z rodziców stosujących cielesne karcenie czyniło to w sposób nieprawidłowy, to nie znaczy, że kary cielesne są wewnętrznie złe. Być może zatem psycholodzy i pedagodzy koncentrowali się na tych (domniemanych) 99 procentach rodziców, ignorując ów 1 procent z nich, którzy stosowali przysłowiowe klapsy w dobry sposób. Gdyby tak miało miejsce, to nie należałoby wtedy się dziwić, że owym naukowcom wychodziłoby wyniki sugerujące, iż wszelkie kary cielesne są zawsze i wszędzie szkodliwe. Tego rodzaju wnioski czy sugestie wynikałby jednak wtedy z przyjęcia błędnej metodologii owych badań i dociekań. Jednak nawet gdyby naukowe badania w dostateczny sposób uwzględniały ów domniemany 1 procent rodziców to i tak nie byłyby one nieomylne, a nad ich powagą stałby autorytet samego Boga, który przez swych proroków pochwalił cielesne karcenie chłopców.

    Mirosław Salwowski

  3. 10 uwag o cielesnym karceniu chłopców

    Możliwość komentowania 10 uwag o cielesnym karceniu chłopców została wyłączona

    Punkt 1. Pismo święte w niektórych księgach Starego Testamentu pochwala używanie „rózgi”w celu karcenia wykroczeń popełnianych przez dzieci płci męskiej (czyli chłopców). Biblijne fragmenty, w których takowy sposób karcenia jest pochwalany i przynajmniej doradzany to między innymi: Prz 13: 24; Prz 22: 15; Prz 23: 13 – 14 ; Prz 29: 15, Syr 30: 1. Zgodnie z nauczaniem katolickim całe Pismo święte jest natchnione przez Ducha Świętego oraz wolne od jakichkolwiek błędów (por: Sobór Watykański II, konst. Dei verbum 11). Nie można więc twierdzić bądź sugerować, iż biblijne rady tyczące się używania wobec chłopców rózgi stanowią wyraz prymitywnych przekonań ludzi ówczesnych czasów, których autorzy błędnie myśleli, że taka jest Boża wola na ten temat.

    Wielu współczesnych teologów twierdzi bądź sugeruje, iż Biblia jest wolna od błędów tylko w sferze wiary i moralności albo też jest ona nieomylna tylko „w rzeczach odnoszących się do zbawienia”. Jest to pogląd błędny, niezgodny tak z „przedsoborowym” nauczaniem Kościoła, jak i prawidłowym rozumieniem nauczania ostatniego z soborów powszechnych. Jednak nawet gdyby przyjąć słuszność tych opinii, to i tak wychodziłoby na to, że biblijne rady tyczące się cielesnego karcenia chłopców są nieomylne i wolne od błędów. W oczywisty sposób tyczą się one bowiem moralności, a ponadto same o sobie mówią, że ich przestrzeganie ma związek ze zbawieniem duszy: Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę (Prz 23: 13-14 – podkreślenie moje MS).

    ***

    Punkt 2. Próba dyskredytowania starotestamentowych rad tyczących się cielesnego karcenia chłopców za pomocą przywoływania innych „brutalnych” i „krwawych” przykazań Starego Testamentu jest błędna. Oczywiście, że takie polecane w Starym Testamencie sankcje karne jak: kara śmierci, chłosta czy obcięcie dłoni nie są same w sobie złe i choć wraz z nastaniem Nowego Przymierza prawno-karna część Mojżeszowego Prawodawstwa przestała obowiązywać w sensie ścisłym, to jednak i w naszych czasach nie są one jako takie niegodziwe, a rządzący mogą je zgodnie z prawem moralnym aplikować do ustanowionego przez siebie prawodawstwa, o ile roztropnie uznają, iż w danych okolicznościach sankcje takowe będą lepiej służyły ochronie społeczeństwa oraz poprawie karanych w ten sposób winnych.

    ***

    Punkt 3. Choć jak to zostało już stwierdzone wyżej, nie wszystkie przykazania Starego Testamentu aktualnie obowiązują, to żadne z nich nie było samo w sobie złe. Przykładowo, nakaz obrzezania nie obowiązuje już chrześcijan, ale to nie znaczy, że Bóg w tym względzie polecał Żydom czynienie czegoś złego. Poza tym, o ile niektóre ze starotestamentowych przykazań straciły na swej aktualności wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Pana Jezusa, to żaden fragment Nowego Testamentu nie uchyla ważności i aktualności starotestamentowych porad odnoszących się do cielesnego karcenia dzieci.

    ***

    Punkt 4. Twierdzenie, iż biblijne rady tyczące się używania wobec chłopców „rózgi” nie powinny być interpretowane w dosłownym duchu, ale że są one pewnego rodzaju symbolem innych niemających charakteru fizycznego kar nie są przekonujące. Język Pisma świętego jest w tych miejscach daleki od poezji, metafor czy hiperbol. Poza tym, o ile protestanci mogą mieć kłopot z odróżnieniem tego, co w Biblii należy rozumieć dosłownie, a co symbolicznie, takiego kłopotu w wielu kwestiach nie powinni mieć katolicy, którym z pomocą w tym odróżnianiu przychodzą Ojcowie Kościoła, Święci Pańscy, Papieże, Sobory, zatwierdzeni teolodzy, etc. A prawda jest taka, że w tradycyjnej teologii katolickiej zawsze rozumiano rzeczone biblijne rady w duchu dosłownym, to znaczy jako pochwałę fizycznego karcenia dzieci wówczas, gdy swym złym postępowaniem na takowe karcenie zasłużą.

    Również żydzi, którzy byli pierwszymi odbiorcami, biblijnych rad odnoszących się do cielesnego karcenia chłopców, rozumieli je w sposób dosłowny. Ten fakt rodzi zaś konkluzję, iż Bożą intencją było dosłowne ich rozumienie. Gdyby bowiem Bóg natchnął autorów Biblii do takiego formułowania rad na wzmiankowany temat, iż ich odbiorcy (starożytni żydzi) nie potrafiliby ich prawidłowo (tu: niedosłownie) zrozumieć, to byłoby to ze strony Boga oszustwo – Bóg jednak nigdy nie kłamie.

    Niektórzy mogą w tym miejscu sugerować, że nie wszyscy święci pańscy popierali karcenie cielesne dzieci, przywołując postać św. Jana Bosco, który w prowadzonych przez siebie szkołach zakazał stosowania takich sankcji. Przykład tego jednego świętego nie przekonuje, gdyż po pierwsze nie wiemy, czy jego zakaz wynikał z krytycznego spojrzenia na takowe karcenie we wszelkich sytuacjach i okolicznościach, czy raczej odnosił się w ścisły sposób do kontekstu szkoły jako takiej. W tym drugim wypadku byłoby zaś to bardziej zrozumiałe, gdyż istnieje różnica pomiędzy karceniem cielesnym ze strony rodzica, a takowym dyscyplinowaniem ze strony osoby dla dziecka obcej, jaką jest nauczyciel. Osoba obca może mieć bowiem mniej hamulców przed nadużywaniem owej kary, a ponadto jej autorytet jest w oczach dziecka mniejszy niż autorytet rodzica. Dlatego stosowanie kar cielesnych przez nauczycieli w szkołach może być postrzegane jako mniej roztropne i mniej odpowiednie niż używanie takowych przez rodziców.

    Na sam koniec tego punktu warto podkreślić, iż nawet papież Franciszek w aprobujący sposób wypowiedział się o stosowaniu kar cielesnych, o ile te są czynione z umiarem i miłością. Fakt ten jest wart zaznaczenia, gdyż Franciszek raczej nie słynie ze zbyt „fundamentalistycznej” interpretacji Biblii, ani też popierania rozwiązań „przemocowych” (patrz: jego sprzeciw wobec kary śmierci oraz pewnego rodzaju sceptycyzm wobec doktryny wojny sprawiedliwej). Warte zatem uwagi jest odnotowanie faktu, iż w odniesieniu do konkretnego zagadnienia cielesnego karcenia dzieci „de facto” podtrzymał on tak dosłowne rozumienie Pisma świętego, jak i wsparł on stosowanie rozwiązań „przemocowych”.

    ***

    Punkt 5. Niektórzy sugerują, iż jest sprzeczne z charakterem Pana naszego Jezusa Chrystusa odwoływanie się do kar cielesnych, jednak bliższe przyjrzenie się Nowemu Testamentowi nie potwierdza tego założenia. Przykładowo w Dziejach Apostolskich czytamy, iż św. Paweł Apostoł oślepił Elimasa za sprzeciwianie się przez niego szerzeniu Ewangelii (Dz 13: 11). Można się spytać, czy ów Apostoł dokonał tego za pomocą jakichś czarodziejskich sztuczek czy może jednak uczynił to za wolą i z upoważnienia Pana Jezusa? Z kolei w Apokalipsie św. Jana Chrystus pisze, iż „rzuca na łoże boleści” fałszywą prorokinię Jezebel (Ap 2, 22). Inne fizyczne kary, za którymi z pewnością stoi aprobata Pana naszego Jezusa Chrystusa to np. ukaranie śmiercią Annaniasza i Safiry za to, iż próbowali oszukać na płaszczyźnie finansowej wczesną gminę chrześcijańską (Dz 5: 1-11) oraz zeżarcie przez robactwo Heroda za przyjmowanie przez niego bałwochwalczej czci mu okazywanej (Dz 12: 23 ). Jeśli więc ktoś dworuje sobie z wizji Boga, który np. za karę zsyła komuś ból zęba, to niech przyjmie do wiadomości prawdę, iż Bóg zsyłał o wiele boleśniejsze i dotkliwsze kary, a więc np. oślepienie czy śmierć.

    ***

    Punkt 6. Negowanie słuszności biblijnych rad tyczących się kar cielesnych za pomocą twierdzeń w rodzaju „Biblia nie jest podręcznikiem do pedagogiki” jest niedorzeczne i równie dobrze można by w ten sposób negować biblijne zasady odnoszące się do homoseksualizmu, twierdząc, że „wszak Biblia nie jest podręcznikiem do seksuologii„.

    ***

    Punkt 7. Twierdzenia naukowców (choćby i powszechne dla nich w swym czasie) mogą być błędne i ich autorytet nie powinien być stawiany wyżej niż Pismo święte. Ta uwaga tyczy się także popularnych współcześnie twierdzeń pedagogów i psychologów o tym, jakoby kary cielesne wobec dzieci były zawsze i wszędzie szkodliwe.

    ***

    Punkt 8. Rzecz jasna aprobata dla karcenia cielesnego dzieci nie może przeradzać się w przyzwalanie na bicie dzieci bez umiaru, w emocjonalnym uniesieniu, przy akompaniamencie wulgarnych wyzwisk, itp. Przynajmniej zatem, gdy takowe dyscyplinowanie jest legalne (patrz: Pkt 10) winno odbywać się ono w sposób umiarkowany, niezagrażający ich zdrowiu, nieprzynoszący im jakichś trwałych szkód cielesnych, z jednoczesnym okazaniem im troski oraz miłości. Kary cielesne powinny być też stosowane przy poważniejszych wykroczeniach i po wyczerpaniu wcześniej stosowanych łagodniejszych sankcji.

    ***

    Punkt 9. Jako że Pismo święte chwaląc cielesne karcenie dzieci mówi o tym tylko w stosunku do chłopców, dość prawdopodobną wydaje się być opinia, iż takowych kar nie powinno się stosować wobec dziewczynek. Za słusznością takowej opinii wydają się też przemawiać pewne naturalne różnice w psychologicznej, emocjonalnej i fizycznej strukturze chłopców i dziewczynek wyrażające się w większej kruchości, słabości oraz delikatności tych drugich.

    ***

    Punkt 10. Kontrowersyjną kwestią jest to, czy w sytuacji, gdy władze danego kraju zakazują wszelkiego cielesnego karcenia dzieci, rodzice mogą lub powinni być posłuszni takiemu prawu. Z jednej bowiem strony, jak mówi Pismo święte „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29), z drugiej zaś takowe nieposłuszeństwo wobec władz cywilnych, zasadniczo rzecz biorąc tyczy się sytuacji, gdy rządzący polecają nam łamanie jakichś Bożych zakazów (np. nie cudzołóż, nie okłamuj bliźniego, nie kłaniaj się bożkom, nie zabijaj niewinnych) lub Bożych nakazów (np. głoś Dobrą Nowinę o Chrystusie, wspomagaj biednych jałmużną). W ramach moralności naturalnej i chrześcijańskiej prócz Bożych zakazów i nakazów można jednak też wyodrębnić coś, co można nazwać „Bożymi radami”. Do takich Bożych rad zaliczyć można np. nadstawienie drugiego policzka, wyzbycie się własnego majątku. Myślę też, że jest dozwolone bycie posłusznym tym niesprawiedliwym prawo władz cywilnych, które zmuszają nas do niewdrażania jakiejś Bożej rady w życie – zwłaszcza wtedy, gdy efektem takiego nieposłuszeństwa miałoby być jakieś większe zło. Nie wiem, czy w stosunku do słów Pisma świętego chwalących cielesne karcenie chłopców należy mówić raczej o Bożych „radach”, aniżeli Bożych „nakazach”, ale gdyby uznać, że mamy do czynienia z tymi pierwszymi, to sądzę, że byłoby moralnie dozwolone zrezygnowanie przez rodziców z takowego sposobu karania, wówczas, gdy nieposłuszeństwo mogłoby się skończyć czymś, co dla rozwoju dziecka byłoby prawdopodobnie gorsze w skutkach (np. uwięzieniem rodzica, odebraniem rodzicom praw opiekuńczych nad dzieckiem). W każdym razie, nawet jeśli roztropne jest bycie posłusznym takim ludzkim zakazom, to prawa zabraniające cielesnego karcenia chłopców – jeśli wywodzą się one z przekonania o nieodłącznym moralnym złu takich form dyscypliny – są niesłuszne i niesprawiedliwe.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:

    O karceniu cielesnym dzieci

    Czy kary cielesne są niemoralne?

    Czy Bóg okłamał żydów i chrześcijan?

    „Antyklapsowe” błędy ks. Grzegorza Kramera