Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: karalność homoseksualizmu

  1. O dobrej i złej „homofobii”

    Leave a Comment

    Ruch LGBT należy zwalczać. To nie ulega żadnej wątpliwości. Jednak w każdej walce powinny obowiązywać jakieś reguły, których nie należy przekraczać, choćby i dzięki ich złamaniu można byłoby odnieść zwycięstwo nad przeciwnikiem. Poniżej spróbuję zatem nakreślić, kiedy walka z ruchem LGBT jest moralnie oraz światopoglądowo dobra, a kiedy zaczyna ulegać wypaczeniu i degeneracji.

    Dobra „homofobia”

    A więc dobra „homofobia” jest wówczas, gdy:

    Akcentujemy, iż grzechy homoseksualne są szczególnie ciężkie, gdyż wołają o pomstę do Nieba. Oczywiście, każdy najmniejszy nawet grzech jest rzeczą straszną, gdyż stanowi coś gorszego od nawet największego doczesnego nieszczęścia. Nie mniej jednak nie wszystkie grzechy są sobie równe. Są grzechy mniejsze i są większe. Ba, nawet pośród grzechów ciężkich nie wszystkie z nich są tak samo złe i okropne. Jedne z grzechów ciężkich bardziej obrażają Boga, a inne mniej co będzie wiązało się ze stopniem dolegliwości kar piekielnych za poszczególne z owych nieprawości. Przykładowo nierząd (czyli seks pomiędzy osobami wolnymi) jest ciężką nieprawością, ale cudzołóstwo (czyli zdrada małżeńska) jest czymś znacznie gorszym, w związku z czym cudzołożnicy będą cierpieć w piekle większe męki od tych, którzy dopuszczali się samego tylko nierządu. Wracając zaś do czynów homoseksualnych, to takowe pośród różnych grzechów ciężkich są szczególnym objawem degeneracji, gdyż stanowią bezpośrednie naruszenie naturalnego porządku i ściągają na ziemię różne Boże kary. Należy więc podkreślać szczególne zło aktów homoseksualnych, nie zaś rozmywać je w „religijnie poprawnych” sformułowaniach typu: „Homoseksualizm jest co prawda grzechem, ale przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami„.

    Dobrą „homofobią” jest też popieranie prawnej karalności czynów homoseksualnych. Takie zachowania należą bowiem do czynów szczególnie niebezpiecznych społecznie i w związku z tym władze cywilne mają prawo je penalizować. Stopień surowości sankcji karnych może być różny i powinien być roztropnie rozeznawany przez osoby odpowiedzialne za sprawowanie władzy cywilnej.

    Dobrą „homofobią” jest także opowiadanie się za tymi z form dyskryminacji osób homoseksualnych, które są słuszne, roztropne i sprawiedliwe. I może to tyczyć się – podkreślam nie tylko osób aktywnych homoseksualnie – ale nawet jedynie odczuwających silne tendencje homoseksualne. Przykładowo, nie jest czymś roztropnym wpuszczanie osób homoseksualnych do seminariów duchownych czy nowicjatów zakonnych. Podobnie nie jest mądrym rozwiązaniem pozwalanie osobom homoseksualnym na to, by były wychowawcami w szkołach z męskim internatem. Takie ograniczenia wobec owych ludzi są czymś słusznym, gdyż nawet jeśli dany człowiek nie ma zamiaru homoseksualnie grzeszyć, to jednak długie przebywanie w wyłącznie męskim towarzystwie może stać się dla niego silną pokusą do grzechu.

    Dobra „homofobia” polega również na tym, iż unikamy nawiązywania bliższych relacji z osobami popełniającymi czyny homoseksualne wówczas, gdy coś takiego mogłoby zostać uznane za uwiarygadnianie ich złych uczynków. Św. Paweł Apostoł w imieniu Pana Jezusa nauczał wszak, że nie należy „nawet jadać” z takimi jawnogrzesznikami, którzy „zwą się naszymi braćmi” (patrz: 1 Kor 5, 9-11). Tytułem przykładu zatem, jeśli ktoś zwie się katolikiem i chrześcijaninem, a jednocześnie obnosi się ze swymi homoseksualnymi nieprawościami, to z kimś takim nie należy nawiązywać bliższych relacji.

    Zła „homofobia”

    Wszystko powyższe jest dobrą „homofobią”. Przejdę więc teraz do wskazania złych przejawów „homofobii”. A zatem ze złą „homofobią” mamy do czynienia wtedy, gdy:

    Kierujemy w stronę osób homoseksualnych słowa o charakterze wulgarnym. Wprowadzanie – nawet do walki ze złem i niegodziwościami – wulgarnej mowy przypomina próbę wycinania zgangrenowanej tkanki za pomocą umaczanego w fekaliach noża. Najbardziej prawdopodobnym efektem takiej operacji będzie tylko rozjątrzenie ran. Wulgarność jest bowiem mocno połączona z wadą nieczystości, stanowiąc jej jakże częsty słowny wyraz oraz ekspresję. Tak jak gangrenę winno się wycinać za pomocą sterylnie czystych narzędzi, tak z grzechem sodomii należy walczyć w sposób czysty i cnotliwy, a więc bez wulgarności, oszczerstw i innych występków. Pamiętajmy o tym, czego nauczał choćby św. Paweł Apostoł: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21).

    Zła „homofobia” zachodzi też wówczas, gdy w sposób samowolny używamy przemocy i siły fizycznej względem osób homoseksualnych. To bowiem władze cywilne z Bożego upoważnienia noszą miecz, by karać zło i złych (por. Rz 13, 3-4), a nie prywatne jednostki. Trudno zaś mówić o moralnie usprawiedliwionym przypadku używania przemocy w ramach tzw. koniecznej obrony w sytuacji, gdy np. demonstrujemy przeciw marszom LGBT. Pojęcie obrony koniecznej było bowiem przez tradycyjną moralistykę katolicką formułowane w ścisłym kontekście odpierania przemocy o charakterze fizycznym i nie powinno się tego pojęcia rozszerzać na innego rodzaju sytuacje.

    Zła „homofobia” jest również wtedy, gdy sami nie dajemy np. swym ubiorem i wyglądem dobrej alternatywy wobec tego, co prezentują nam ruchy LGBT. Czy bowiem, dajmy na to protestująca przeciw „marszom równości” młoda niewiasta odziana w krótką obcisłą spódniczkę prezentuje znacznie lepszy widok, niż powiedzmy jakaś feministyczna lesbijka z obciętymi na krótko włosami i kolczykami w nosie? Czyż jakiś uczestniczący w kontrach do marszów LGBT kibic, który w piątek po imprezie uprawiał ze swą dziewczyną za przeproszeniem seks analny, czynił coś choćby o wiele mniej złego niż aktywni homoseksualiści i lesbijki? Otóż nie, nie czynił on w ten sposób czegoś znacznie mniej nieprawego, gdyż choć owszem zwykły nierząd jest grzechem mniejszym od aktów homoseksualnych to jednak wspomniana przeze mnie forma aktywności seksualnej (czyli seks analny) należy do tego samego rodzaju nieprawości co homoseksualizm (to znaczy czegoś, co tradycyjnie miało miano „grzechów przeciw naturze”).

    Złym rodzajem „homofobii” jest też stosowanie zbyt daleko idących, a przez to pochopnych oraz niesprawiedliwych oskarżeń wobec homoseksualistów i lesbijek. Można wszak i należy mówić, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest czymś złym, ale czy to musi się łączyć z twierdzeniem bądź sugestią, że każda taka para będzie seksualnie molestować adoptowane dzieci??? Oczywiście, nie należy tak mówić, gdyż nawet jeśli ryzyko takich zachowań w owych okolicznościach jest większe, to nie znaczy, że istnieje absolutna i nieznająca wyjątków zależność pomiędzy adopcją dzieci przez pary homoseksualne, a ich późniejszym molestowaniem.

    Walczmy z LGBT rycersko i sprawiedliwie

    Podsumowując: walczmy z ruchami LGBT, ale róbmy to w zgodzie z regułami moralnymi, czyli w sposób sprawiedliwymi, rycerski, bez ciosów poniżej pasa i tym podobnych brzydkich zagrywek.

  2. Grzegorz Braun za penalizacją aktywności homoseksualnej „jako takiej”

    Leave a Comment

    Jak do tej pory w III Rzeczypospolitej żaden bardziej rozpoznawalny polityk nie odważył się – przynajmniej publicznie – opowiedzieć się za wprowadzeniem kryminalizacji aktów homoseksualnych. Szczytem obyczajowego konserwatyzmu w tej kwestii na naszej prawicy było co najwyżej, i to też niezbyt śmiałe, popieranie prawnego zakazu tych czy innych przejawów publicznej propagandy sodomii. Wydaje się jednak, iż tej swego rodzaju „prawicowej poprawności” wyrażającej się w zapewnieniach „Ależ my, nikomu nie chcemy zaglądać do łóżek” rzucił ostatnio wyzwanie, nie kto inny, tylko – sam znany wcześniej z tego typu wypowiedzi – Grzegorz Braun. Ów były kandydat na urząd Prezydenta Polski oraz jeden z czołowych działaczy „narodowo-wolnościowej” koalicji o nazwie „Konfederacja” w wywiadzie dla internetowej telewizji „wRealu24” stwierdził co następuje:

    Ja muszę przyznać się do dość poważnej reasumpcji moich wniosków w tej sprawie. Ja kiedyś łudziłem się, że to są sprawy, które zgodnie z polską tradycją, że wolność Tomku w swoim domku, że można zostawić, że tak powiem zaciszu domowemu. (…) Ale dziś, wydaje mi się, że szydło tak bardzo wyszło z worka (Przepraszam panią premier); tak bardzo ujawniło się, o co tak naprawdę tutaj chodzi, że nie ma mowy o jakimś modus vivendi. Że nie ma mowy o tym, że osiągniemy w tej, w tym obłędzie tolerancjonizmu jakąś linię demarkacyjną i wtedy sodomici powiedzą: OK, to już mamy, cośmy chcieli. Nie. Oni chcą się dobierać do naszych dzieci. I właśnie nawet wcale tego nie tają. I w związku z tym, proszę Państwa na czym zmiana u mnie polega? Ja dzisiaj opowiadam się za penalizacją aktywności homoseksualnej jako takiej.

    Po tej deklaracji Grzegorza Brauna, prowadzący program Marcin Rola niejako chyba nie do końca dowierzając temu co przed chwilą usłyszał zapytał polityka „Konfederacji”: W ogóle? Całkowicie?

    Na co Grzegorz Braun odpowiedział:

    Tak, tak. Ja chciałbym wrócić w tej sprawie do czasów, w których świat nie stał jeszcze na głowie i było zupełnie jasne, że kto podejmuje czynności ryzykowne, kto się zachowuje ryzykownie, ten ryzykuje (…) Tak ja to postuluję. Karalność sodomii jako takiej. To jest mój postulat. Wystąpię z takim wnioskiem. Zobaczymy jak zostanie on przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Od jesieni daj Boże za pośrednictwem moich kolegów, koleżanek konfederatów na forum Parlamentu warszawskiego trzeba taki wniosek złożyć, bo dosyć tego„.

    Cóż można rzec na tą zaskakującą zmianę poglądów pana Grzegorza Brauna? Osobiście, jako krytyk niektórych z innych jego wypowiedzi (np. na temat imigrantów czy sposobu w jaki wypowiadał się on na temat opisanego w księgach Starego Testamentu powstania Machabeuszy) jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem pokory i odwagi tego polityka. Pokory, gdyż trzeba się takową wykazać, publicznie korygując swe wcześniejsze i wielokrotne wypowiedzi na podobne tematy. Odwagi, albowiem pogląd o tym, iż czyny homoseksualne powinny być prawnie karalne jako takie, nie należy do popularnych również na prawicy. Nie sądzę też, by większość z polityków „Konfederacji” do której należy Grzegorz Braun podzielała jego najnowsze wypowiedzi w tej sprawie i w związku z tym prawdopodobnie głowią się oni już na tym, jak w oczach opinii publicznej złagodzić jasny i jednoznaczny jego wypowiedzi. Pozostaje jednak mieć nadzieję, iż zgodnie z treścią tradycyjnego przysłowia: „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając” świadomość słuszności postulatów prawnej karalności czynów homoseksualnych oraz niewierności małżeńskiej (czyli cudzołóstwa) będzie stopniowo docierać do coraz szerszych kręgów polskiej prawicy oraz środowisk katolickich.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2017/08/12/11-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane-i-karalne/

     

  3. 10 powodów, dla których czyny homoseksualne powinny być prawnie zakazane i karalne

    Leave a Comment

    Wśród osób niechętnych homoseksualizmowi przeważa dziś narracja, którą można ująć w takich oto słowach: „To co robią homoseksualiści i lesbijki we własnych domach, nie jest sprawą państwa. My sprzeciwiamy się jednak temu, by owe skłonności były wywlekane na publiczne forum. A już na pewno temu, by uczono o tym w szkołach nasze dzieci lub takie osoby miały prawo do adopcji”. Mniej więcej to właśnie na temat prawnego statusu homoseksualizmu mówią tacy znani ze swej „homofobii” politycy jak Janusz Korwin Mikke czy Grzegorz Braun. Czy jest to jednak stanowisko słuszne? Można mieć ku temu poważne wątpliwości i dlatego w niniejszym artykule przedstawię dziesięć – mym zdaniem dobrych powodów – dla których powinniśmy raz jeszcze przemyśleć zasadność powszechnego dla naszego kręgu kulturowego odrzucania kryminalizacji prywatnych aktów homoseksualnych.

     

    Powód nr 1: Nie wszystko co jest czynione w sposób dobrowolny przez dorosłych ludzi w sferze prywatnej powinno być legalne i bezkarne.

    Do dziś mamy tego świadomość i słusznie zakazuje się niektórych z tego typu zachowań. Władze cywilne zakazują takich czynów dlatego, że pomimo ich prywatnego i dobrowolnego charakteru, są one bardzo szkodliwe tak dla osób je czyniących, jak i dla osób postronnych. Przykładowo, dorośli ludzie czasami czynią z własnego wyboru akty o charakterze kazirodczym, ale jest to nielegalne, choćby dlatego, iż z tego typu związków mogą rodzić się obciążone genetycznie dzieci. W większości krajów do dziś jest nielegalne handlowanie i zażywanie ciężkich narkotyków. Zakazane prawnie zazwyczaj jest też pomaganie komuś w realizacji jego samobójczego zamiaru. Podobnie zabronione jest dobrowolne zawieranie umów w rodzaju: „Jan Kowalski zezwala Adamowi Nowakowi na ucięcie mu dłoni”. W naszym kraju zaś do dziś słusznie obowiązują przepisy zakazujące sprzedaży alkoholu osobom nietrzeźwym (nawet gdy konsumpcja takowego mogłaby się odbywać prywatnie), a nawet istnieje możliwość wysłania nałogowych alkoholików na przymusowe leczenie.

    Dlaczego więc, by nie traktować czynów homoseksualnych w podobny sposób? Przecież niosą one za sobą ponadprzeciętne zagrożenia dla zdrowia, a nawet życia osób je popełniających. AIDS i choroby weneryczne w wielkim stopniu są rozprzestrzeniane za pomocą kontaktów homoseksualnych. Co więcej, zarażeni takimi dolegliwościami homoseksualiści i lesbijki mogą zarażać nie tylko siebie, ale również osoby postronne, np. gdy osoba utrzymująca relacja homoseksualne ma przy tym jednocześnie stosunki heteroseksualne z własnym małżonkiem/małżonką, poza tym w przypadku niektórych chorób wenerycznych można zarazić się przez korzystanie ze wspólnych sanitariatów, ręczników, etc. Im więcej więc będzie aktów homoseksualnych, tym więcej będzie chorób wenerycznych, a to nie leży w interesie społecznym. Oczywiście można to powiedzieć też o rozwiązłości heteroseksualnej, ale ta również powinna być przez prawo ograniczana i zakazywana.

     

    Powód nr 2: Czyny homoseksualne, mimo że mogą być dobrowolne, często oparte są na psychomanipulacji.

    Młodzi ludzie nieraz wchodzą bowiem na tę drogę, będąc uwodzonymi przez znacznie starszych od siebie mężczyzn (np. 18-letni chłopiec jest uwiedziony przez 40-letniego mężczyznę). Czy jednak można porównywać dojrzałość, doświadczenie i stopień świadomości dopiero wchodzącego w dorosłość 18-letniego młodzieńca z dojrzałością, doświadczeniem i świadomością 40-letniego mężczyzny? Oczywiście, że nie, gdyż 40-latek zwykle będzie psychologicznie znacznie górował nad 18-letnim chłopcem i w związku z tym łatwo będzie mu go zwieść, wykorzystać jego naiwność, brak doświadczenia itp. Od strony nazwijmy to „formalnej” owszem taka relacja będzie miała charakter dobrowolny (bo starszy mężczyzna nie powie młodzieńcowi „Zrób to ze mną, albo zabiję twoją matkę”), ale mimo to trudno będzie nazwać ją uczciwą i pozbawioną psychomanipulacji. Nie widzę zaś wielkiej różnicy pomiędzy legalnością takiej sytuacji a prawną bezkarnością uwiedzenia, dajmy na to 13-letniej dziewczyny przez 30-letniego mężczyznę. W obu wypadkach takie uwiedzenie może odbywać się bez przemocy i przymusu, jednak zwykle opiera się ono na wykorzystaniu naiwności i braków w dojrzałości drugiej strony. Poza tym warto uświadomić sobie, jak wielką krzywdę uwiedzionemu homoseksualnie młodzieńcowi może uczynić starszy mężczyzna. Taki 18-letni chłopak bez uwiedzenia mógłby bowiem, co prawda mieć jakieś lekkie homoseksualne tendencje, ale nie będąc w młodym wieku skrzywionym i zdeprawowanym przez owe czyny, mógłby takowe skłonności kontrolować, a nawet założyć szczęśliwe małżeństwo i rodzinę. Jednakże homoseksualne zdeprawowanie go we wczesnej młodości może sprawić, że już przez całe życie będzie się mocno borykać z tą dewiacją, popadając w nałóg czynienia aktów sodomii, uwodząc i wciągając w to bagno innych ludzi.

     

    Powód nr 3: To, że dane czyny są popełniane w prywatnej sferze, nie oznacza wcale, że nie będą pozostawiać swego wpływu na tkankę społeczną.

    Do rozpowszechniania jakiegoś negatywnego zjawiska nie jest bowiem koniecznie potrzebne, by było ono propagowane na ulicach albo w mass mediach. 100 tysięcy czujących się w sferze prywatnej bezkarnie homoseksualistów i lesbijek może wciągnąć w swe występki kolejnych 100 tysięcy osób itd. Siła oddziaływania za pomocą prywatnych spotkań i rozmów jest oczywiście mniejsza, niż ma to miejsce w przypadku artykułów prasowych bądź ulicznych manifestacji, niemniej jednak nie pozostaje ona bez znaczenia i wpływu na oblicze społeczeństwa. Podobnie, łapówkarze, jeśli czują się bezkarni w sferze prywatnej, będą rozszerzać swój grzech na społeczeństwo, nawet jeśli nie stoją za nimi popierające ich oficjalnie organizacje, nie organizują marszów w obronie łapówkarstwa i nie chwalą ich mass media.

     

    Powód nr 4: Absolutna bezkarność homoseksualizmu w sferze prywatnej może wysyłać obywatelom wspierający hipokryzję przekaz.

    Prawo ma bowiem swą wartość wychowawczą. Jeśli ustawodawca przez stanowione przez siebie prawo mówi: „Nie interesuje mnie to co robicie w domu, bylebyście nie obnosili się z tym na ulicach” to łatwo jest wtedy o wytwarzanie atmosfery obłudy i hipokryzji polegającej na innym zachowywaniu się we własnym domu, a innym publicznie.

     

    Powód nr 5: Sam Bóg nakazał w Swym Słowie surowo karać homoseksualizm.

    W Starym Zakonie Bóg nakazał karać czyny homoseksualne śmiercią (Kpł 20, 13). Powie ktoś, że prawa karno-cywilne Starego Przymierza nie obowiązują chrześcijańskich władców. To prawda, niemniej jednak fakt, że Bóg rozkazał surowo karać czynnych homoseksualistów, oznacza, że takie karanie nie jest samo w sobie sprzeczne z miłością bliźniego (co wielu nawet chrześcijan dziś utrzymuje, a o czym więcej za chwilę), gdyż Bóg jest Miłością (1 J 8, 4) i nie nakazuje on w związku z tym rzeczy, które są sprzeczne z Jego charakterem i które jako takie byłyby złe (Syr 15, 19-20). Nawet zaś, jeśli przyjmiemy, że kara śmierci za czyny homoseksualne odnosiła się tylko do narodu żydowskiego w czasach Starego Przymierza, to takowa konstatacja nie oznacza jeszcze, że w czasach Nowego Przymierza owe zachowania nie powinny być przez władze cywilne karane choćby i w łagodniejszy sposób. Także bowiem Stary Testament jest odbiciem mądrości, miłości i sprawiedliwości Stwórcy i nawet jeśli w czasach spisywania tej Księgi potrzebne były Żydom bardziej surowe prawa niż dziś, to nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że w takim razie nie powinniśmy się kierować choćby tylko duchem tych praw. Oczywiście, że należy kierować się duchem (choć nie zawsze literą) starotestamentowego prawa cywilnego i karnego, gdyż jest on odbiciem Bożego charakteru. Przykładowo, jedno z praw cywilnych Starego Przymierza mówi, iż ludzkie odchody powinny być zakopywane w ziemi (Pwt 23, 9-14) – czy to oznacza, że pod rządami Nowego Testamentu ludzie nie powinni się troszczyć o utylizację fekaliów i np. załatwiać swe potrzeby fizjologiczne, gdzie popadnie? Rzecz jasna, że nie o to chodzi i nawet jeśli nie jesteśmy zobowiązani do zakopywania odchodów w ziemi, gdyż możemy je usuwać za pomocą innych środków – dajmy na to kanalizacji – to troska o higienę w tym zakresie jest nadal aktualna i ważna. Podobnie, choć chrześcijańscy władcy nie są zobowiązani do karania homoseksualizmu śmiercią, nie oznacza to, że w takim razie nie powinni oni zakazywać go za pomocą innych sankcji karnych.

     

    Powód nr 6: Kościół katolicki w swych aktach dyscyplinarnych i doktrynalnych potwierdzał słuszność utrzymywania nielegalności choćby i tylko prywatnie czynionego homoseksualizmu.

    Czynił tak, chociażby papież św. Pius V w bullach „Horrendum illud scelus” i„Cum Primum”, nakazując przekazywanie winnych czynów homoseksualnych księży władzy świeckiej, by ta skazywała ich na karę śmierci. Pius XI w encyklice „Casti Connubii” nauczał, iż władze cywilne mają prawo oraz obowiązek karania niemałżeńskich związków seksualnych. I bynajmniej postulat delegalizacji owej nieprawości nie jest tylko reliktem „przedsoborowej” nauki Kościoła, gdyż jeszcze w wydanym przez papieża Benedykta XVI w 2006 roku „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” przeczytać możemy, iż „rozprzestrzenianie ciężkich wykroczeń przeciwko czystości winno być zakazane przez władze cywilne stosownymi prawami” (n. 494), a w punkcie poprzedzającym to stwierdzenie do takich występków zaliczono m.in. czyny homoseksualne (n. 492). Ktoś może rzeknie, że ostatnie ze stwierdzeń oznacza zapewne nawoływanie do karania publicznego propagowania homoseksualizmu, gdyż jest tu mowa o zakazywaniu „rozprzestrzeniania” takowego. Czy jednak „rozprzestrzenianie” czegoś zawsze musi mieć formę publiczną? Oczywiście, że nie. Można „rozprzestrzeniać” daną rzeczy także w inny niż publiczny sposób. Homoseksualista, który uwodzi 5 czy 10 młodzieńców też rozprzestrzenia ów występek, nawet jeśli nie chwali się tym w mass mediach, czy nie chodzi z plakatem „Jestem gejem” po ulicy.

    Warto zresztą dodać, że czyny homoseksualne są jednymi z tych grzechów, które „wołają o pomstę do Nieba”, a w związku z tym ściągają na narody karę Bożą.

    Widzimy to na przykładzie biblijnej Sodomy i Gomory, które zostały ukarane przez Boga również za homoseksualizm. Ponadto papież św. Pius V w bulli „Cum Primum” nauczał, iż owo zboczenie należy do tych przewin, za które „Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody, zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę”. Zatem w interesie choćby i tylko doczesnego bezpieczeństwa oraz dobrobytu danego narodu leży to, by sodomia nie cieszyła się w nim przyzwoleniem i bezkarnością.

     

    Powód nr 7: Prawna karalność homoseksualizmu jest zdobyczą chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji.

    Przed tym wszak, jak chrześcijaństwo zyskało znaczący wpływ na prawo i życie społeczne starożytnego Rzymu oraz Grecji różne formy homoseksualizmu cieszyły się w nich tak moralną, jak i prawną akceptacją. Tyczyło się to zwłaszcza uwodzenia młodych chłopców przez starszych mężczyzn oraz bycia stroną aktywną w czasie homoseksualnych praktyk. Dopiero w 390 roku po Chrystusie, wówczas, gdy chrześcijaństwo było już religią panującą pod naciskiem św. Ambrożego, w Imperium Rzymskim zdelegalizowano wszelkie praktyki homoseksualne. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała w innych rejonach świata, gdzie dominujące wcześniej pogaństwo było skłonne mniej lub bardziej akceptować homoseksualizm, jednak pod wpływem presji chrześcijan wprowadzało moralne i prawne obostrzenia wobec tej ohydy. Przykładowo, w pogańskiej Japonii stosunki homoseksualne nigdy nie były prawnie zakazane z wyjątkiem lat 1873 – 1880 kiedy to władze tego kraju zaczęły się otwierać na wpływy chrześcijańskiego Zachodu.

    W krajach chrześcijańskich (katolickich i protestanckich) dekryminalizacja czynów homoseksualnych zaczęła się na szerszą skalę pojawiać się w XIX wieku w niektórych państwach Ameryki Łacińskiej wówczas, gdy rządy w nich obejmowali masońscy rewolucjoniści. W XX stuleciu nieszczęsny trend zniesienia prawnej karalności tego szkodliwie społecznego zachowania przybrał na sile wraz z rewolucją seksualną lat 60—tych i 70—tych, tak że obecnie już żaden kraj o chrześcijańskiej przeszłości nie przewiduje zakazu tych czynów.

     

    Powód nr 8: Karanie czynnych homoseksualistów nie jest wyrazem nienawiści do nich, ale przeciwnie stanowi objaw ich miłowania.

    Nauka katolicka wśród tzw. grzechów cudzych wymienia postawę wyrażoną w słowach „Grzechu nie karać„. Nie trudno jest zrozumieć tę zasadę, gdy uświadomi się sobie, iż bezkarność udzielana złoczyńcom jest jedną z największych nauczycielek zła. To nie jest prawdziwa miłość, gdy nie karci się grzeszących, gdyż w ten sposób tylko zachęca się ich do dalszego grzeszenia, oraz naraża się inne osoby na szkodliwe skutki czynionego przez nich zła. Autentycznym miłowaniem złoczyńców oraz społeczeństwa jest upominanie złych, a w razie konieczności ich karanie oraz ochrona innych ludzi przed złem przez nich czynionym. To dlatego np. karzemy złodziei. Nie chodzi o to, że życzymy im wszystkiego, co najgorsze, ale nie chcemy, by bezkarność im dawana utwierdzała ich dalej w czynionym przez nich złu, oraz by cierpieli przez to okradani przez nich ludzie. Karzemy złodziei w nadziei, że w końcu się poprawią oraz po to, aby chronić innych ludzi przed ich złą działalnością. Logika, iż karanie grzechu jest samo sprzeczne z miłością do osób karanych, nie jest logiką zgodną z Bożym charakterem, gdyż Pismo św. mówi, iż „kogo Bóg kocha, tego karci” (Hbr 12, 6), zaś wyrazem miłości ojców do ich synów jest właśnie ich karcenie (Syr 30, 1; Prz 13, 24).

     

    Powód nr 9: Karanie czynnego homoseksualizmu nie jest przejawem „niesprawiedliwej dyskryminacji” wobec homoseksualistów i lesbijek.

    Osoby takie mają bowiem swe naturalne prawa jako ludzie, ale nie mają prawa do realizacji swych dewiacyjnych skłonności. Równie dobrze można by powiedzieć, że „niesprawiedliwą dyskryminacją” osób z tendencjami do złodziejstwa jest karanie ich za kradzieże, a pedofilów karanie za wykorzystywanie seksualne dzieci. Osoby homoseksualne nie powinny być ograniczane w tych prawach, które przysługują im jako ludziom i które nie są związane ściśle z ich nieuporządkowanymi skłonnościami. Przykładowo, nie powinno zabraniać się homoseksualistom i pedofilom nabywania domów czy samochodów, podejmowania pracy w charakterze kierowców autobusów, sprzedawców lub też murarzy – gdyż te rzeczy nie są bezpośrednim wyrazem ich seksualnych tendencji. Już jednak np. zakazywanie pedofilom pracy z dziećmi jest słuszne, podobnie jak karanie homoseksualistów za ich czyny. Oczywiście zaś, każda podejrzana o czynny homoseksualizm osoba powinna mieć prawo do uczciwego procesu, możliwość obrony przed sądem na równi z innymi oskarżonymi o odmienne przestępstwa ludźmi.

     

    Powód numer 10: Sama trudność w wykrywaniu prywatnie czynionych występków nie jest jeszcze dowodem przeciwko słuszności ich penalizacji.

    W przypadku innych seksualnych nieprawości, które ciągle są karane, np. zoofilii też trudno jest o dowody, ale jakoś nie słyszy się pokpiwań z prawnego zakazu zoofilii w stylu: „Jak chcecie to egzekwować? Montować kamery w każdej oborze i stajni”; „Jak zwierzę ma zeznawać w sądzie?”. Przez wieki prawny zakaz homoseksualizmu obowiązywał w prawodawstwie prawie wielu krajów na świecie, mimo że nie było kamer i filmów. Jest wiele sposobów, za pomocą których takie czyny mogą wyjść na jaw, np. ktoś winny się przyzna, ktoś nagra swe wyczyny, ktoś będzie kogoś namawiał do takiego czynu i zachowane zostaną na to dowody. Samo zaś istnienie prawa nieraz ma wymiar wychowawczy, nawet gdy nie jest ono często egzekwowane.

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł – w nieco zmienionej wersji – ukazał się też na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-10-powodow-dla-ktorych-czyny-homoseksualne-powinny-byc-prawnie-zakazane,123682.html