Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: kara Boża

  1. Czemu tyle nieszczęść na świecie?

    Możliwość komentowania Czemu tyle nieszczęść na świecie? została wyłączona

    Ale niedowiarkowie pytają dalej: Jeżeli Pan Bóg stworzył człowieka dla szczęścia jego, czemu Pan Bóg zsyła na ludzi tyle nieszczęść i dolegliwości? Odpowiedź jest, że 1) dzieje się to z winy ludzi, ale też 2) dlatego, aby grzesznik się poprawił, a 3) sprawiedliwy, aby tutaj się nie wyróżniał, pokutował, ochronił się od grzechów, wzrastał w zasługi, a przez to tym większą nagrodę uzyskał w niebie, wreszcie był podobny do Chrystusa Pana.

    1. Po największej części nieszczęścia pochodzą z własnej winy człowieka, są karą sprawiedliwą na grzesznika, iż spełniają się słowa Psalmisty (31. 10): <<Wiele biczów na grzesznika>>, jako też księgi Przypowieści (11. 21): <<Ręka w ręce, grzesznik nie ujdzie karania>>. Weźmijmy ubóstwo! Jakżeż często jest ono skutkiem lenistwa, rozpusty, pijaństwa, zbytków, niezaradności. Pismo św. mówi (Syr. 19. 1): <<Robotnik opiły nie wzbogaci się, a kto gardzi małymi rzeczami, po mału upadnie>>. Choroby jakżeż często powstają skutkiem życia nieumiarkowanego wedle tegoż Pisma św. (37. 88): <<Kto grzeszy przed oczyma Tego, który go stworzył, wpadnie w ręce lekarskie>>. Toż i inne grzechy sprowadzają na człowieka choroby, a jeśli nie grzechy własne, to grzechy rodziców lub przodków starszych. Nie mogą zaś ludzie narzekać, iż cierpieć muszą za przodków swoich, skoro chlubić się lubią ich majątkiem, urodzeniem lub zasługami. Ponieważ grzechy są przyczyną chorób, stąd też Pan Jezus przed uzdrowieniem odpuszczał grzechy. Kłopoty i troski prawie zawsze pochodzą z pragnień niedorzecznych. Ludzie sami przyczyniają sobie kłopotów, zmartwień, gorzkości i gotują sobie piekło na ziemi, zwłaszcza tam, gdzie mąż ze żoną niezgodni. Gdyby ludzie żyli ze sobą, jak Pan Bóg przykazuje, ziemia choćby nie była rajem, bo ten zamknięty, byłaby jednak znośnym miejscem pobytu dla nas, nędznych synów Adamowych. Ale oto skąpstwo zamyka rękę przed zgłodniałym, to znowu chciwość biegnie kraść z cudzych pół i ogrodów zboże i owoce; tam zazdrość bluźni, tu rani język oszczerczy; wreszcie zemsta podnosi ręce przeciw bratu i wytacza procesy. A coś jest zazwyczaj przyczyną srogich wojen, jeżeli nie łakomstwo, zemsta i pycha ludzka? Przyznaję tedy, że wiele utrapienia pod słońcem, ale większa część pochodzi z winy ludzi, którzy sami są sobie katami.

    Ostatecznie – wiecie to dobrze, – wszystkie nieszczęścia mają źródło w grzechu pierworodnym. W raju nie znał człowiek, co to ból i nędza. Ale ludzie nie byli zadowoleni z tego, co mieli; chcieli tego, co złem największym, – grzechu. Z tego złego, jakoby ze źródła niewyczerpanego płyną wszystkie nieszczęścia inne: z tego źródła pochodzi zła pożądliwość, która człowieka podnieca do grzechów coraz nowych i prowadzi do tylokrotnych upadków: z tego źródła pochodzi zaćmienie rozumu, a stąd wszystkie niedorzeczne troski i narzekania niegodne chrześcijanina; z tego źródła płynie ona upartość, że tak powiem i nieprzyjaźń przyrodzenia i wszystkich stworzeń, które skutkiem grzechu pierworodnego zbuntowały się przeciw człowiekowi i stały mu się wrogimi. Więc nie ma co nam narzekać na Pana Boga, lecz na samych siebie. Pan Bóg stworzył i urządził raj rozkoszny, a myśmy przez nieposłuszeństwo zepsuli i zeszpecili to piękne dzieło Boże.

    2. a) Jakkolwiek bądź słusznym to, co mówi Pan Bóg u proroka (Ezech. 33. 11): <<Nie chcę śmierci niezbożnego, ale żeby się nawrócił niezbożny od drogi swej, a żył>>. Iluż to takich grzeszników, którzy nawrócić się nie chcą, gardzą wszelkimi łaskami nieba i grzech na grzech gromadzą! Wtedy Pan Bóg, ponieważ nie skutkuje łagodność, chwyta się środków surowych: zsyła utrapienia i nieszczęścia i tymi to środkami właśnie ratuje ludzi od zatracenia. – Historia św. potwierdza tę prawdę. Jonasz nie chciał usłuchać rozkazu Bożego, żeby Niniwitom przepowiadać pokutę; dopiero, kiedy Pan Bóg zesłał burzę i Jonasza wrzucono w fale morskie, tedy wyznał winę swoją. Król Manasses wiele lat prowadził życie bezbożne i szydził z upomnień, ale w niewoli babilońskiej poznał złość swoją i nawrócił się do Pana Boga. – Podobne przykłady widzimy i dzisiaj. Po niejednym sercu jakoby po skale spływa woda łaski nie zostawiając śladu żadnego: ludzie tacy nie zważają ani na głos sumienia, przez które Pan Bóg przemawia, ani przez upomnienia rodziców, przełożonych i pasterzy: gardzą sakramentami świętymi. Ponieważ nie chcą słuchać, muszą cierpieć. Pan Bóg zsyła klęskę po klęsce. I oto ten grzesznik uparty kruszeje, upokarza się przed Panem Bogiem i czyni pokutę prawdziwą. Woła jak ów syn marnotrawny (Łuk. 15, 17-19): << Jako wiele najemników w domu ojca mego mają dosyć chleba, a ja tu głodem umieram! Wstanę i pójdę do ojca mego i rzeknę mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przed tobą; jużem nie jest godzien być zwać synem twoim: uczyń mnie jako jednego z najemników twoich!>>. Co się działo z owym synem, to się działo i dzieje z wielu innymi. Tak oto Pan Bóg okazuje się łaskawym na grzesznika, iż sprawdzają się słowa księgi Mądrości (12. 2): <<Te, którzy występują, po kęsu karzesz, i w czym upominasz i mówisz do nich, aby opuściwszy złość, wierzyli w Cię, Panie!>>. Cierpienia są najlepszym lekarstwem na choroby duszy, jako to sam Bóg powiada u proroka (Oze. 6. 1): <<W utrapieniu swym rano wstaną do Mnie, mówiąc: Pójdźcie a nawróćmy się do Pana!>>.

    Dlatego, najmilsi, ilekroć Pan Bóg tyka nas karami, przyjmijmy te kary z pokorą i mówmy za św. Augustynem: <<Tutaj Panie, pal, tu kraj, ale ochroń nas na wieki!>>. Idźmy za przykładem braci Józefa egipskiego, którzy uwięzieni w Egipcie rzekli (Gen. 42. 21): <<Słusznie to cierpimy, bośmy zgrzeszyli przeciw bratu naszemu>>.

    b) Powiecie jednak dalej: Niechżesz już Pan Bóg karze grzesznika na ziemi, czemuż jednak potępia go na wieki? Toć wtedy Pan Bóg nie stworzył człowieka dla szczęścia jego, skoro unieszczęśliwia go w ten sposób? Ależ, drodzy bracia, kto człowieka takiego czyni nieszczęśliwym? Czy Pan Bóg? O, nie, Pan Bóg dał mu wszystko, co tylko potrzebne, aby mógł być szczęśliwym: dał mu rozum i wolną wolę i łaskę świętą. Ale człowiek pogardził tym wszystkim, wzgardził Panem Bogiem i dlatego nie może mieć z Nim cząstki na wieki. Nie Pan Bóg tedy potępia człowieka; potępiają go grzechy jego, ale on sam potępia siebie czyni siebie kąkolem odpowiednim na spalenie.

    3. Powiadają jednak dalej: Nieszczęścia, jakie istnieją na świecie, dotykają nie tylko złych, lecz i dobrych; czemu się to dzieje?

    a) Oto Pan Bóg dotyka nieszczęściami i dobrych, bo nie chce robić wyjątków. Stąd to na wojnie kule trafiają i pobożnych żołnierzy i bezbożników, stąd podczas zaraźliwych chorób giną źli i dobrzy. Cierpią źli i dobrzy, ale nie dlatego, że żyją źle albo dobrze, lecz głównie dlatego, że są ludźmi. Gdyby dobrzy byli wyjęci od nieszczęść, Pan Bóg musiałby czynić cuda nieustannie. Zresztą już same narzekanie człowieka, że go Pan Bóg karze, choć inni bardziej grzeszni, jest wskazówką, iż nieszczęście dotyka go słusznie. Narzekanie to bowiem wskazuje, że człowiek stawia opór Panu Bogu i nie dosyć szanuje sprawiedliwość Bożą. Dlatego też św. Augustyn tak się odzywa do człowieka dobrego, który się żali na nieszczęścia: << Ma ci Pan Bóg dawać pieniądze? Te ma i rozbójnik. Żonę i dziecko, zdrowie i zaszczyty? Iluż złych nie ma tego wszystkiego! Dlatego nie przypuszczaj jednak, że Panu Bogu służysz za darmo, skoro i ci, którzy Mu nie służą, posiadają rzeczy te same! Wszystko to daje Pan Bóg i złym ludziom. Siebie Samego daje dobrym tylko>>. Podobnie uczy św. Cyprian (por. Wilmers. I. 387). Dlatego nie wszystkie nieszczęścia można przypisywać grzechom. Gdy apostołowie zapytali Pana Jezusa (Jan 9. 2): „Nauczycielu, kto zgrzeszył, ten czy rodzice jego, iż się ślepym narodził?” Odpowiedział Pan Jezus (w.3): <<Ani ten zgrzeszył, ani rodzice jego, ale żeby się sprawy Boże w nim okazały>>. Wreszcie na to zważyć trzeba, że Pan Bóg dotyka dobrych nieszczęściami przeważnie zewnętrznymi, ale udziela im dóbr wewnętrznych, których nie posiada zły człowiek, np. zadowolenia z losu swego.

    b) Ale powiesz może: Choć Pan Bóg dotyka nieszczęściami złych i dobrych, to po większej części dobrzy tu na ziemi więcej doznają nieszczęść niż źli ludzie. Prawdę mówisz, najmilszy, ale to nie żadna niesprawiedliwość. Pan Bóg nieraz obdarza złych dobrami doczesnymi, bo i oni wypełniają niejedno co zasługuje na nagrodę, np. są miłosiernymi dla potrzebujących; a ponieważ zaś nie będzie mógł nagrodzić ich szczęśliwością wieczną, Sprawiedliwość Boża wynagradza ich docześnie (por. Mat. 6. 2, Łuk 16. 25). Ale nagroda taka jest nieszczęściem dla bezbożnych ponieważ ich zaślepia (Przyp. 1, 32, Jer. 51. 39-40). Częściej jeszcze Pan Bóg obdarza grzeszników dobrami doczesnymi na to, aby ich pociągnąć ku Sobie, tak jak to czynią nieraz i ludzie, dobrodziejstwami usiłując pozyskać przeciwników. – Z drugiej strony nie ma człowieka, któryby obok cnót nie popełniał i grzechów, i kłamcą byłby wedle św. Jana (I Jan 1. 8-10), ktoby twierdził, że nie ma grzechu żadnego (por. Ekl. 7.21, Przyp. 20, 9). Pan Bóg tedy karze docześnie, aby człowiek mógł odpokutować za winy w tym życiu. Jest to więc łaskawość Boża.

    c). Zsyłając na sprawiedliwego nieszczęścia, Pan Bóg okazuje mu łaskawość i z tego względu, bo tym sposobem zachowuje go od grzechu. Nic gorszego nad powodzenie światowe, albowiem jest ono jakoby jad jaki, który przez samo oddychanie dostaje się do serca i zaraża je śmiertelnie. Osoby najpobożniejsze nie zdolne uchronić się tego przez czas dłuższy. Jakżeż bogobojnym był Dawid, dopóki pasał owce w domu ojca swego! Zaledwo został królem i począł używać zaszczytów i wygód, aż oto zaraz popadł w grzechy srogie … Dzisiaj nie widzimy dobrze niebezpieczeństw wszystkich, w którebyśmy popadli, gdyby Pan Bóg nie ratował od nich przez rozmaite nieszczęścia. Poznamy to na świecie drugim i będziemy dziękowali Panu Bogu za przedziwną opatrzność Jego. – Czyż nie chciałbyś tedy znieść ani jednego uderzenia tej ręki, która dla ciebie na krzyżu była przybitą? Pan Bóg przecież wszystko układa ku zbawieniu twemu. Wspomnij choćby na chorego! Ponosi on przykrości wszelakie: odmawia sobie jadła i napoju, choć głodny lub pragnący; zażywa przykre lekarstwa, każe wypalać i wyrzynać rany – wszystko to chętnie znosi i jeszcze płaci lekarzowi. Czyźbyśmy mniej mieli ufać Panu Jezusowi, lekarzowi niebieskiemu, który za nas cierpiał i umarł? Dawid, gdy Pan Bóg miał zesłać na niego, oświadczał (Psalm 37, 18): << Jam na bicze gotów jest;>> gdy je zaś już zesłał, wielbił P. Boga (Psalm 38. 10) <<Zamilkłem i nie otworzyłem ust moich, boś Ty uczynił>> (…).

    Ks. Wojciech Andersz, Nauki katechizmowe ułożone na podstawie różnych autorów, Tom I, Poznań 1908. s. 297 – 302.

  2. Czy pożar katedry Notre Dame był Bożą karą?

    Leave a Comment

    Po tragicznym spaleniu się paryskiej katedry Notre Dame pojawiły się sugestie, iż zdarzenie to było czymś w rodzaju Bożej kary. Komentatorzy z prawej strony dawali do zrozumienia, że jest to Boża chłosta za laicyzację Europy, z kolei niektórzy ateiści i lewicowcy ironizowali sobie, iż mamy tu do czynienia z karą za tuszowanie przez kościelną hierarchię pedofilii oraz za wystawny i próżny styl życia wielu katolickich duchownych. Cóż można rzec na tym podobne głosy?

     

    Osobiście nie wiem, czy pożar tej chrześcijańskiej katedry był Bożą karą. Nie można tego jednak całkowicie odrzucać, gdyż Pismo święte i Tradycja Kościoła nie wyklucza tego, iż pewne doczesne nieszczęścia są Bożą chłostą za nasze grzechy. Można by przywoływać liczne biblijne przykłady ze Starego Testamentu, które o tym mówią, jednak nie uczynię tego w tym artykule. Po pierwsze, ramy objętościowe tego tekstu nie pozwolą mi na to. Po drugie, wielu katolików ma wręcz heretyckie, neomarcjonistyczne podejście do Starego Testamentu i nawet jeśli formalnie rzecz biorąc, nazywa tę część Biblii Słowem Bożym, to de facto widzi w nim raczej zbiór prymitywnych żydowskich wyobrażeń o Bogu, aniżeli rzeczywistą prawdę o Nim i Jego charakterze. Skupię się więc na Nowym Testamencie. A w nim o doczesnych nieszczęściach jako Bożych karach też jest dużo. W samej jednej tylko księdze Nowego Testamentu, a mianowicie „Dziejach Apostolskich” odnotowane zostały przynajmniej trzy tego rodzaju przypadki. Czytamy tam o: Annaniaszu i Safirze, którzy padli śmiercią natychmiast po tym, jak ich oszustwo zostało ujawnione przez św. Piotra (tamże: 5, 1-11); Herodzie „poraził go Anioł Pański za to, że nie oddał czci Bogu. I wyzionął ducha, stoczony przez robactwo(tamże: 12, 23); Elimasie oślepionym za odwodzenie rzymskiego prokonsula od wiary: „Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca” – tamże: 13, 11). W Apokalipsie św. Jana Pan nasz Jezus Chrystus mówi: Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam: bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” (tamże: 3, 19), a także, że rzuca na „łoże boleści” fałszywą prorokinię Jezabel, na tych co z nią „cudzołożą” zsyła „wielkie utrapienie” (tamże: 2, 21-22). W Liście do Hebrajczyków z kolei napisane zostało:

    Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości.Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (tamże: 12, 6-11).

    Fragmentów o podobnej wymowie w Nowym Testamencie jest więcej (np. Rz 1, 18; Rz 2, 5-8; Rz 12, 19; 1 Tm 4, 6; Ap 15, 7) i naprawdę trzeba być bardzo nieuważnym czytelnikiem choćby i tylko tej części Biblii, by nie widzieć albo co gorsza zaprzeczać temu, iż doczesne nieszczęścia mogą być Bożą karą za grzechy. Niektórzy jednak próbują się w tej sprawie powoływać na słowa Pana Jezusa, w których zganił On myślenie o tym, iż śmiertelne ofiary zawalenia się wieży w Siloe oraz zabici przez Piłata mieszkańcy Galilei byli większymi grzesznikami niż inni z mieszkańców owych rejonów (vide: Łk 13, 1-5). Interpretacja tego fragmentu nauczania Chrystusa jako zaprzeczającego twierdzeniu, iż niektóre doczesne nieszczęścia są Bożą karą, jest bardzo wątpliwa i dyskusyjna. Zbawiciel bowiem nie przeczy tu temu, iż zabicie Galilejczyków oraz zawalenie się wieży w Siloam mogły być Bożą karą. To, co Jezus sugeruje w powyżej cytowanych słowach, to jedynie to, by słyszący o tych wydarzeniach ludzie, nie uważali się za lepszych od ofiar owych nieszczęść. Jednocześnie nasz Pan mówi przy tym, iż brak nawrócenia doprowadzi do podobnej śmierci jak ta, która stała się udziałem Galilejczyków i mieszkańców Siloam: „Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13, 5) . Nasz Zbawca nie mówi też tutaj, że owi ludzie nie byli grzesznikami, których Bóg postanowił ukarać, a jedynie przestrzega innych przed uważaniem się za mniej grzesznych od tych ludzi, a przez to może niezasługujących na podobny los.

    Powyższe nie jest bynajmniej jakąś mą samowolną interpretacją Nowego Testamentu. Tradycja Kościoła potwierdza bowiem dosłowną wykładnię Biblii w tym względzie. Dobrym tego przykładem są, chociażby poniższe słowa jednego z Ojców i Doktorów Kościoła św. Bazylego Wielkiego:

    „A kiedy słyszysz: „Czy jest zło w mieście, którego by Pan nie uczynił” (Am 3, 6), zastanów się nad wyrażeniem „zło”. Słowo to pozwala rozumieć, że kara dotyka tych, którzy zgrzeszyli, aby poprawić ich występki. Pismo mówi bowiem: „Dotknąłem cię i trapiłem niedostatkiem”, aby ci czynić dobrze: zanim bowiem niesprawiedliwość bez miary się rozprzestrzeni, wstrzymuje ją, jak potok może być zagrodzony jakimś silnym wałem i zaporą.

    Dlatego choroby spadają na miasta i ludy, przychodzą posuchy powietrza i nieurodzajność ziemi, a także gorsze doświadczenia w życiu każdego, które przerywają wzrost zła. W ten sposób nieszczęścia te pochodzą od Boga, aby powstrzymać powstanie prawdziwego zła. Należy uważać, że cierpienia ciała i zewnętrzne trudy są dla powstrzymania grzechu. Bóg zatem usuwa zło. Zło więc nie pochodzi od Boga.

    Także lekarz usuwa chorobę, a nie wprowadza jej do ciała. Zniszczenia miast, trzęsienia ziemi i powodzie, klęski wojsk, rozbicia okrętów i wszelkie katastrofy dotykające ludzi, jakie pochodzą z ziemi, morza, z powietrza albo od ognia, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny, zdarzają się po to, by opamiętali się ci, co pozostali przy życiu. Powszechną złość Bóg karci powszechnymi biczami.

    Właściwe zatem zło, czyli grzech, który najbardziej zasługuje na nazwę zła, zależy od naszej woli. Od nas bowiem zależy powstrzymanie się od zła albo oddanie się złym uczynkom. Jeśli chodzi o inne rzeczy, jedne są zsyłane jako próby dla okazania męstwa, jak w przypadku Hioba, który w jednej chwili utracił dzieci oraz całe bogactwo i cierpiał z powodu licznych wrzodów na ciele (por. Hi 1,13-19; 2,7), inne zaś jako lekarstwo na grzechy, jak u Dawida, na którego dom została ściągnięta hańba za jego nieprawą żądzę.” (Patrz:Bóg i zło. Pisma Bazylego Wielkiego, Grzegorza z Nyssy i Jana Chryzostoma„, Wydawnictwo M, Kraków 2004, s. 42-43.)

    Nie ma zatem co oburzać się na sugestie, iż pożar katedry Notre Dame mógł być Bożą karą. Jeśli Bóg poprzez doczesne nieszczęścia nas karze, to czyni to z miłości, jaką nas darzy. W ten bowiem sposób chce On nas wychować, poprawić i ustrzec od niewyobrażalnie większego nieszczęścia niż jakikolwiek kataklizm na tej ziemi, a mianowicie wiecznej męki w ogniu piekielnym. Jak wszak naucza Biblia:

    Znakiem bowiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. Nie uważał bowiem Pan, że z nami trzeba postępować tak samo, jak z innymi narodami, co do których pozostaje cierpliwy i nie karze ich tak długo, aż wypełnią miarę grzechów. Nie chciał bowiem karać nas na końcu, dopiero wtedy, gdyby grzechy nasze przebrały miarę.  A więc nigdy nie cofa On od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu” (2 Mch 6, 13 – 16).

  3. „Przedsoborowe” oblicze pism i objawień św. Faustyny Kowalskiej

    Leave a Comment

    Postać i pisma świętej siostry Faustyny Kowalskiej zyskały aprobatę władz kościelnych po Soborze Watykańskim II. Również tematyka objawień danych tej świętej może wydawać się wręcz stricte „posoborowa”, gdyż koncentrują się one na miłości oraz miłosierdziu Boga i Chrystusa, niezbyt często wspominając o Bożej sprawiedliwości oraz Bożych karach. Czy jednak rzeczywiście można uznać św. Faustynę Kowalską za swoistą prekursorkę różnych „posoborowych” nurtów w duszpasterstwie kościelnym oraz teologii katolickiej? Otóż, niekoniecznie. Poniżej, wykażę bowiem, iż różne fragmenty pism tej świętej mogłyby być przez dużą część współczesnych duszpasterzy uznane za błędne, gorszące, a nawet skandaliczne.

    Zacznijmy od tego, iż św. Faustyna Kowalska rzeczywiście – z Bożego natchnienia – pisała przede wszystkim o miłosierdziu naszego Stwórcy i Zbawiciela. I nie ma w tym niczego niewłaściwego, gdyż inspirowani przez Boga ludzie mogą być pobudzani przez Niego do kładzenia akcentu na rozmaite kwestie wiary oraz moralności. Ktoś np. może być przez Boga powołany do szczególnej opieki nad ubogimi ludźmi, a kogoś innego ten sam Bóg pobudzi do prowadzenia duszpasterstwa osób bardziej finansowo majętnych. A przecież pomiędzy działalnością jednego i drugiego nie będzie – co do samej zasady – rzeczywistej sprzeczności. Podobnie, jednych świętych Bóg może powoływać, by mówili znacznie więcej o miłosierdziu, a innych pobudzać do bardzo częstego nauczania o Bożej sprawiedliwości oraz karach. I, mimo że pozornie rzecz biorąc, nauczanie takich świętych może wydawać się komuś wręcz opozycyjne wobec siebie, to – jeśli takowe nauczanie nie będzie polegało np. na całkowitym przemilczeniu czy zaprzeczaniu lub zniekształcaniu Bożej sprawiedliwości (oraz vice versa) – nie będzie pomiędzy obiema postawami prawdziwej sprzeczności.

    Piekło jest straszne i są w nim konkretni ludzie

    Tak właśnie należy postrzegać św. Faustynę Kowalską. Bóg powołał ją w szczególny sposób do mówienia o Swoim miłosierdziu, ale powołanie to nie polega w jej przypadku na przemilczaniu, zaprzeczaniu czy zniekształcaniu prawdy o Bożej sprawiedliwości, sądzie i karze.

    Jasnym tego przykładem jest chociażby fakt, iż w pismach św. Faustyny znajdujemy fragment mówiący nie tylko o istnieniu piekła:

    Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne, towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

    Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. (…) Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem.” (Cytat za: Św. s. M. Faustyna Kowalska,Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 295-296, n.741).

    Zauważmy, jak bardzo ta wizja św. Faustyny Kowalskiej różni się od „posoborowego” mówienia o piekle. Żadnych mrzonek typu: „Prawdopodobnie piekło jest puste” albo „Piekło to tylko i wyłącznie stan duszy polegający na świadomości braku obecności Boga”. Piekło widziane przez siostrę Faustynę to piekło opisane w Biblii oraz pismach Ojców Kościoła i innych świętych. Jest to więc piekło, w którym są konkretni ludzie, gdzie ogień jest zapalany przez gniew Boży i w którym istnieją zmysłowe (a nie tylko czysto duchowe) męki.

    „Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech”

    Co więcej, Pan nasz Jezus Chrystus mówi w pewnym momencie do siostry Faustyny, iż „nie może kochać duszy, którą plami grzech”, dotyka grzeszników różnymi utrapieniami, a w razie uporu z ich strony zaczyna się nawet na nich gniewać:

    Napisz: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce moje, gdy oni wracają do mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili moje serce, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie mojej ręki. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem moim, wpadną w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję (się) w tętno ich serca, kiedy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daje im, czego pragną” (Św. s. M. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 575, n. 1728).

     

    Najpiękniejsze miasto w Ojczyźnie naszej … zniszczone jak Sodoma

    W pismach św. Faustyny Kowalskiej znajdujemy też fragmenty mówiące w jasny sposób o tym, iż Bóg gniewa się i zsyła na poszczególne społeczności kary w sferze doczesnej. Przykładowo, w pewnym momencie siostra Faustyna pisze:

    Widziałam gniew Boży ciążący nad Polską. I teraz widzę, że jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby jeszcze Jego wielkie miłosierdzie, bo by nas mógł ukarać wiecznym zniszczeniem za tak wielkie występki” (Św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 517, n. 1533).

    Jako swego rodzaju rozwinięcie i konkretyzację powyższej myśli można uznać inne z natchnień danych św. Faustynie, a mianowicie:

    Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być – jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zagniewanie Boże i dreszcz napełnił, przeszył mi serce„ (Św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 46, n. 39).

    Co prawda, nazwa owego miasta nie została wymieniona przez siostrę Faustynę, ale wiemy przecież z historii, które z polskich miast zostało w czasie II wojny światowej w swej olbrzymiej części zniszczone. Była to Warszawa, osławiona w okresie międzywojennym przez duży poziom przestępczości, korupcji i rozwiązłości, które ją nękały. Warto zresztą dodać, iż w jednej ze swych konferencji ks. Sławomir Kostrzewa powoływał się na pewną zakonnicę, która osobiście znała siostrę Faustynę i która to twierdziła, iż święta ta miała mówić wprost o tym, że polskim miastem zniszczonym jak Sodoma będzie właśnie Warszawa.

    Karnawał oraz związany z nim nawał kar i grzechów

    Świętej Faustynie – przynajmniej pośrednio – było także dane poznać prawdę o wielkim niebezpieczeństwie różnych „światowych” rozrywek i zwyczajów, przed którymi współcześnie w Kościele niemal w ogóle się nie przestrzega. Zakonnica ta pisze bowiem:

    W ostatnie te dwa dni karnawału poznałam wielki nawał kar i grzechów. Dał mi Pan poznać w jednym momencie grzechy świata całego w dniu tym popełnione. Zemdlałam z przerażenia i pomimo że znam całą głębię miłosierdzia Bożego, zdziwiłam się, że Bóg pozwala istnieć ludzkości. I dał mi Pan poznać, kto podtrzymuje istnienie tej ludzkości: to są dusze wybrane. Kiedy dopełni się miara wybranych, świat istniał nie będzie” ( Św. s. M. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Warszawa 2007, s. 351, n. 926).

    Z powszechnego doświadczenia wiemy, iż zabawy karnawałowe tradycyjnie obfitują w tańce damsko-męskie, nieskromne stroje oraz nadużywanie alkoholu. Ilu jednak współczesnych księży przestrzega – poza pijaństwem (bo o tym grzechu owszem jeszcze się dość często wspomina) – przed takimi rzeczami? Ba, ilu duchownych nawet bez ostrzegania przed tymi konkretnymi rozrywkami, uczula w jakiś szczególny sposób na to, iż czas karnawału jest szczególnie niebezpiecznym dla życia moralnego okresem roku?

    Jak zatem widać, św. Faustyna Kowalska – delikatnie mówiąc – nie za bardzo nadaje się na bycie patronką wykrzywionej i zniekształconej „posoborowej” wizji Bożego miłosierdzia. Mówi wszak ona o piekle jako stanie oraz miejscu, w którym konkretni ludzie doznają strasznych mąk polegających również na tym, iż znajdujący się tam a zapalany przez Boży gniew ogień dotyka naszych zmysłów. Mówi ona także o tym, iż ludzie grzechy ściągają na nas gniew Boga oraz Jego kary. Jednym zdaniem nie da się tego w żaden sposób pogodzić z twierdzeniami tych, którzy mówią, iż „Bóg nikogo nie karze oraz nie gniewa się na grzeszników”, oraz można, a nawet należy mieć nadzieję, że piekło jest puste.

     

    Nota od redakcji: Po raz pierwszy powyższy artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-sw-faustyna-nie-bedzie-patronka-katolikow-otwartych,125821.html

  4. Błędy doktrynalne w pismach i objawieniach Alicji Lenczewskiej

    Leave a Comment

    Od pewnego czasu w środowiskach katolickich w Polsce popularyzowane są pisma zmarłej przed kilkoma laty (w 2012 roku) pani Alicji Lenczewskiej. Materiały te mają w większej części stanowić zapis słów, jakie Chrystus miał przez wiele lat przekazywać tej niewieście, a sama p. Lenczewska jest już nawet nazywana przez niektórych „współczesną świecką siostrą Faustyną”.  Ze swej strony nie negując możliwości, iż pani Alicja Lenczewska rzeczywiście w większej części była świadkiem prawdziwych objawień Bożych, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż niektóre ze słów, które w jej pismach przypisuje się Jezusowi Chrystusowi, wydają się w rzeczywistości od Niego nie pochodzić. A to dlatego, że są sprzeczne ze słowami, które Pan Jezus objawił w Piśmie świętym, a także z tradycyjną ich wykładnią dawaną przez Kościół.

    Bóg, który nigdy nie karze

    Tak więc na przykład, w zapiskach z dnia 6. VII. 1987 roku Chrystus Pan miał do p. Alicji Lenczewskiej skierować takie oto słowa:

    Ja nie karzę. Dusza nieposłuszna i nieuporządkowana karze sama siebie, bo traci dobro, jakie mogła mieć i jakiego mogła doznać (…) żyjąc w harmonii z Moją wolą i Moją Miłością” [1].

    Powyższe stwierdzenie odzwierciedla popularną w „posoborowej” teologii kościelnej myśl o tym, jakoby Bóg nigdy nie karał grzeszników, a jedynie pozwalał na to, by grzesznicy sami siebie karali. Kłopot z takim założeniem polega jednak na tym, iż w Piśmie świętym tak Starego, jak i Nowego Testamentu dosłownie setki, jeśli nie tysiące razy jest mowa o Bożych karach, a nie tylko „samo-karaniu się grzeszników”. Dodatkowo sposób formułowania owych biblijnych przestróg nieraz jasno wskazuje na czynną i aktywną rolę Boga w wymierzaniu tychże kar.

    I tak np. w Starym Testamencie czytamy m.in:

    Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich (2 Sam 7, 14)

    Ponieważ On karze i okazuje miłosierdzie (Tb 13, 2)

    On karci was za wasze nieprawości (Tb 13, 5)

    Kiedy nas karcisz – wrogów naszych chłoszczesz tysiąckrotnie, byśmy pamiętali o dobroci Twojej, gdy sądzimy,  i oczekiwali miłosierdzia, gdy na nas sąd przyjdzie (Mdr 12, 22)

    Jeśli się [kto] nie nawróci, miecz swój On wyostrzy; przygotuje na niego pociski śmiertelne, sporządzi swe ogniste strzały (Ps 7, 13 – 14)

    On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący będzie udziałem ich kielicha (Ps 11, 6).

    Z kolei w Nowym Testamencie znajdują się takie przestrogi jak:

    Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam: bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” – Ap 3, 19.

     Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan” – Rz 12, 19.

     Bóg jest mścicielem tego wszystkiego.” – 1 Tm. 4, 6.

     Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.” – Hbr. 10, 30 – 31.

    Również o nich prorokował siódmy po Adamie [patriarcha] Henoch, mówiąc: «Oto przyszedł Pan z miriadami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki, przez które okazywała się ich bezbożność, i za wszystkie twarde słowa, które wypowiadali przeciwko Niemu grzesznicy bezbożni»” – Jud 1, 15.

    Ponadto, w samej jednej tylko księdze Nowego Testamentu, a mianowicie „Dziejach Apostolskich” odnotowane zostały przynajmniej trzy przypadki Bożych kar, których nie da się wytłumaczyć w kategoriach „samo-karania się grzeszników”. Czytamy tam o: Annaniaszu i Safirze, którzy padli śmiercią natychmiast po tym, jak ich oszustwo zostało ujawnione przez św. Piotra (tamże: 5, 1-11); Herodzie, którego „poraził  Anioł Pański za to, że nie oddał czci Bogu. I wyzionął ducha, stoczony przez robactwo” (tamże: 12, 23); Elimasie oślepionym za próbę symonii („Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca” – tamże: 13, 11). O ile bowiem, naturalnym rezultatem pijaństwa jest często kac, a skutkiem obżarstwa ból brzucha, to  wszak natychmiastowy zgon nie jest zwyczajnym skutkiem oszustwa, a fizyczna ślepota nie stanowi naturalnego efektu uprawiania symonii . To sam Pan Bóg aktywnie zainterweniował, karząc tych ludzi śmiercią bądź ślepotą za zło, które czynili.

    A jakie jest nauczanie Tradycji Kościoła w omawianej sprawie?

    „Wielki to jest gniew, kiedy Bóg nie gniewa się na grzeszących (…) (Prz 3, 12); < a biczuje tego, kogo uznaje za syna> (Hbr 12, 6). Tego tylko kształci ojciec, kogo kocha; nauczyciel karze tylko tego ucznia, u którego widzi większe zdolności; jeśli lekarz przestaje leczyć, znaczy to, że stracił nadzieję wyleczenia” – św. Hieronim.

    „Za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę (…)” – św. Pius V, bulla „Cum primum”[2].

    „O grzechach tych mówi się, że wołają o pomstę do nieba, ponieważ tak uczy Duch Święty i ponieważ ich niegodziwość jest tak wielka i tak oczywista, że skłaniają Boga, by wymierzał za nie najsurowsze kary”– Katechizm św. Piusa X [3].

    I znów widzimy, iż w myśl nauki Ojców i papieży Kościoła prawdy o Bożym karaniu nie da się sprowadzić tylko do „karania przez grzeszników samych siebie„. Mowa jest tam bowiem o tym, że to „Bóg sprawiedliwie karze, zsyłając kataklizmy, wojny, głód i zarazę” i to On „wymierza (za wielkie niegodziwości) najsurowsze kary„. A zatem, Wszechmocny nie tylko biernie pozwala, byśmy sami ponosili negatywne skutki swych złych czynów, ale sam aktywnie sprawia, iż jako kara zań dotykają nas różne nieszczęścia i cierpienia.

     

    „Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać”

    Drugie z niezwykle podejrzanych stwierdzeń znajdujących się w pismach pani Alicji Lenczewskiej brzmi następująco:

    W stosunku do twoich bliźnich kieruj się miłosierdziem a nie sprawiedliwością. Ty nie jesteś w stanie osądzić niczego sprawie­dliwie. Mogę uczynić to tylko Ja. Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać. Wręcz przeciwnie: przestrzegałem przed tym i za­kazałem (28. IX. 1989, g. 17. 40 – podkreślenie moje MS) [4].

    Powyższe słowa są w świetle Pisma świętego nie tylko błędne, ale wręcz absurdalne. Jak można bowiem twierdzić, iż Bóg „nikomu z ludzi nie nakazywał oceniać i karać, a wręcz przeciwnie przestrzegał przed tym i zakazał”??? Co zatem np. z autorytetem rodziców w stosunku do dzieci? Przecież Słowo Boże wyraźnie mówi, iż rodzice mają prawo i obowiązek karcić swe pociechy (patrz: Prz 29, 5; 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14; Syr 42, 1; 5). Co więc z autorytetem sprawujących władze cywilne, które wedle Pisma świętego zostały powołane przez Boga między innymi właśnie po to, aby być:  narzędziem do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle (Rz 13, 4); oraz są posłane celem karania złoczyńców (1 P 2, 13)? Co z sędziami, których celem wedle Bożego Słowa jest właśnie sprawiedliwe wyrokowanie (a więc także siłą rzeczy ocenianie), a jeśli też trzeba karanie sprawców różnych nieprawości (vide: Ps 58, 2; 82, 3-4; Pwt 16, 18-20)? Co więcej, w niektórych przypadkach Bóg pobudził swych ludzi nawet do oceniania wewnętrznych intencji innych osób, jak to miało miejsce w przypadku św. Pawła Apostoła, który w następujących słowach nazwał maga Elimasa: O synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich! (Dz 13, 10). Jak więc widać niektórych ludzi Pan Bóg, jak najbardziej powołał do oceniania i karania innych ludzi. 

    Także Tradycja Kościoła potwierdza, iż w ludzkim społeczeństwie zostały ustanowione pewne urzędy i autorytety, których celem jest sprawiedliwe sądzenie oraz – jeśli taka jest potrzeba – karanie winnych zła osób. Katechizm Soboru Trydenckiego ujmuje to np. tak:

    (Bóg) rozkazuje, aby sądy wszystkie sprawiedliwie i według praw były odprawowane (…) upomina Pan Bóg, aby sędziowie winnym nie folgowali, a niewinnych nie potępiali (…) Ma też Urząd moc prawną do zabijania i karania złych ludzi na gardle: i nie idzie zatem, żeby mieli takowi, którzy są na urzędzie, przeciwko temu przykazaniu grzeszyć, ale owszem są woli bożej posłuszni„[5].

    Jako piękne podsumowanie tego tematu można przytoczyć słowa dwóch polskich kaznodziejów – ks. Piotra Skargi i ks. Jakuba Wujka:

    „(…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego się śmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika abo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.

    Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ale żniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie. Toby tak i cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce” (Ks. Piotr Skarga, podkreślenie moje – MS) [6].

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak nie zakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego” (ks. Jakub Wujek, podkreślenie moje – MS) [7].

     

    Czy więc pisma i objawienia pani Alicji Lenczewskiej w całości pochodzą od szatana, albo też są wykwitem jej wyobraźni? Daleki jestem od takiego wniosku, gdyż nie jest wykluczona możliwość, że w prywatnych objawieniach danej osoby autentyczne wizje i słowa od Boga mieszają się z szatańskimi mamieniami albo osobistymi interpretacjami danego człowieka. Objawienia prywatne to bowiem nie Pismo święte, które jest w sposób absolutny pozbawione jakichkolwiek błędów i pomyłek. Z całą pewnością jednak nie wszystkie słowa, które w pismach pani Lenczewskiej przedstawiane są jako przesłania Pana Jezusa są takowymi w rzeczywistości.

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: Alicja Lenczewska, „Świadectwo. Dziennik duchowy”, Poznań 2016, s. 398.

    2. Cytat za: Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności – TFP, „W obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawić się legalizacji związków homoseksualnych?”, Kraków 2005, s. 181.

    3. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 207.

    4. Cytat za: „Alicja Lenczewska – fragment pouczeń”, http://odnowalpz.cba.pl/index.php/lpz/jezus-mowi-do-nas/117-alicja-lenczewska-2, (Data korzystania – 30. 05. 2017).

    5. Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, ss. 96-97; 62.

    6. Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku”, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149.

    7. Ks. Jakub Wujek, „Postilla Catholica. Wykład Pisma świętego”, cz. I, Komorów 1997, s. 178-179.

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł ukazał się przed paroma dniami na łamach portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-bledy-doktrynalne-w-pismach-i-objawieniach-alicji-lenczewskiej,122915.html

     

  5. Katechizm św. Piusa V: Boże kary są wyrazem Bożej miłości

    Leave a Comment

    „A iż wiele jest ludzi prostych, których gdy Pan Bóg karze, rozumieją, iż łaskę swoją od nich oddalił ojcowską; przeto potrzeba tego nauczać takowych, aby wiedzieli, iż gdy nas Pan Bóg dotyka i nawiedza takim frasunkiem albo przygodą, nie czyni tego z gniewu, ale z tejże miłości ojcowskiej ku nam. Albowiem dla tego grzesznych tu karze, aby się polepszyli, żeby przez te doczesne karanie od wiecznego ich obronił, i choćby nas najbardziej karał, nigdy miłosierdzia swojego od nas nie oddala, jako on mąż cierpliwy Job S. mówił: Pan Bóg zrani i sam uleczy, On uderzy i sam uzdrowi (Job. 19). Także i Jeremiasz prorok mówi: Karałeś mnie i wyćwiczyłem się, jako cielec nieukrócony (Jerem. 31). Przeto przystoi każdemu chrześcijańskiemu człowiekowi, aby w takowych niemiłych przygodach, uznawał ojcowską łaskę bożą, i nie rozumiał żeby go Pan Bóg miał zapomnieć, albo przygodach jego nie wiedział; gdyż sam Chrystus Pan świadczy, iż włosy nasze policzone są, a żaden z nich z głowy naszej nie spadnie bez ojcowskiej woli (Łuk. 21). I owszem człowiek ma się tym cieszyć, co powiedzieć Pan Bóg o sobie raczył: Ja kogo miłuję, karzę (Apok. 3). Także i Paweł S. upomina: Synu miły, nie zaniedbywaj karności pańskiej ani się frasuj, gdy cię Pan Bóg karze: bo kogo miłuje, tego też karze: jeżeli was nie karze, znać, iż was nie ma za własnych synów (Hebr. 12). Więc jeżeliśmy Rodzicom swoim cielesnym posłusznymi byli, choć nas karali, i w uczciwości ich mieli; daleko więcej powinniśmy tę cześć posłuszeństwo Bogu Ojcu niebieskiemu”.

     

    „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 142 – 143.