Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Jarosław Kaczyński

  1. Dziś wszyscy powinnyśmy wspierać Jarosława Kaczyńskiego

    Możliwość komentowania Dziś wszyscy powinnyśmy wspierać Jarosława Kaczyńskiego została wyłączona

    Choć jeszcze do nie tak dawna kierownictwo PiS najprawdopodobniej z inspiracji prezesa Jarosława Kaczyńskiego dokonywało obstrukcji starań o poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci, sytuacja zmieniła się diametralnie kilka dni temu. Jak bowiem wszyscy wiemy, Trybunał Konstytucyjny (dalej: TK) w dniu 22. 10. 2020 roku orzekł o niezgodności z polską konstytucją przepisu pozwalającego na tzw. aborcję eugeniczną. Można śmiało przypuszczać, że stało się to dzięki wyraźnemu przyzwoleniu ze strony pana Jarosława Kaczyńskiego. Ta decyzja owej instytucji ściągnęła tak na PiS, jak i na samego prezesa Kaczyńskiego gniew setek tysięcy oburzonych ludzi, którzy dzień w dzień demonstrują na ulicach naszych miast oraz miasteczek. W łonie obozu PiS i Zjednoczonej Prawicy widać pewne wyraźne pęknięcia, jeśli chodzi o twarde stanie przy obronie słuszności ostatniego orzeczenia TK. Wyrazem tego są wszak postulaty ze strony prezydenta Dudy oraz Jarosława Gowina i jego środowiska, by wprowadzić do polskiego prawa legalność aborcji w przypadku tzw. wad letalnych – czyli takich wad, które uprawdopodobniają, że nienarodzone dziecko albo urodzi się martwe albo też umrze w krótkim czasie po swym narodzeniu. Mimo to jednak, prezes Kaczyński jasno opowiada się po stronie wyroku TK i – przynajmniej póki co – w żaden sposób nie daje sygnałów o tym, by owo orzeczenie rozmydlać i osłabiać.

    Jarosław Kaczyński znajduje się więc w trudnej, będącej nie do pozazdroszczenia, sytuacji. Z jednej strony ma bowiem do czynienia z masowymi protestami na ulicach, których dynamika i charakter jest nieprzewidywalny. Z drugiej zaś strony, nie wszystkie ważne postaci w obozie rządzących podzielają jego jasne i jednoznaczne stanowisko w odniesieniu do ostatniego orzeczenia TK. Co zatem w tej sytuacji powinny czynić te osoby, którym zależało na tym, by nasze instytucje państwowe wreszcie zdecydowały się na poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieciątek? Czyż nie powinny cieszyć się z tego, iż pan Kaczyński po wielu latach zdecydował się wreszcie zerwać z obstrukcją w sprawie aborcji? Czy nie należy zatem odłożyć na bok dawne żale, jakie do niego niegdyś mieliśmy i po prostu docenić to, że wreszcie postąpił w tej kwestii słusznie? Czyż wreszcie, na tym konkretnym froncie nie powinniśmy wspierać pana Kaczyńskiego? Wedle mnie, odpowiedź na wszystkie powyższe pytania jest twierdząca. A więc: tak, powinniśmy cieszyć się z tego, iż prezes Kaczyński zerwał z obstrukcją w kwestii aborcji, tak jak np. należy być radym z tego, że pijak pewnego dnia wyrzuci ze swego domu wszystkie butelki z alkoholem. Tak, powinniśmy odłożyć na bok swe żale do pana Kaczyńskiego i docenić to, że wreszcie postąpił on słusznie, podobnie jak nawróconemu z jakiegoś grzechu człowiekowi nie należy na każdym kroku wypominać jego dawnych występków. Tak, powinniśmy wspierać teraz prezesa Kaczyńskiego w jego obronie ostatniego wyroku TK, nawet jeśli z innych względów i tak nie będziemy w przyszłości głosować na PiS.

    Jako że powyższe odpowiedzi wydają mi się oczywiste, ze smutkiem obserwują fakt, iż politycy bliskiego mi ugrupowania, czyli Konfederacji, a także część osób zaangażowanych w walkę o poszerzenie zakazu aborcji, przyjmuje zgoła inną postawą. Chodzi mi mianowicie o nastawienie, które można streścić w trzech następujących punktach: 1) Unikanie tematu orzeczenia TK; 2) Sugestia, iż wydanie wyroku przez TK w tym, a nie innym czasie miało specjalnie podgrzać społeczne emocje; 3) Twierdzenie lub sugerowanie, że pan Kaczyński tak naprawdę w sposób cyniczny gra sprawą aborcji i chce ją wykorzystać dla własnych politycznych celów.

    Osobiście nie zgadzam się z żadną z tych postaw i twierdzeń. Tak więc, za niezbyt poważne uważam unikanie poruszania tematu ostatniego orzeczenia TK w sytuacji, gdy wcześniej uznawało się kwestię poszerzenia prawnej ochrony nienarodzonych dzieci za sprawę ważną lub bardzo ważną. Mówiąc językiem jednego z przysłów: po prostu trzeba umieć pić piwo, w którego warzeniu też brało się udział. Jeśli przedtem samemu (słusznie) krytykowało się PiS za obstrukcję w sprawie aborcji, to gdy już doszło do realizacji tego postulatu, należy odważnie i konsekwentnie bronić go i w dzisiejszej bardzo niesprzyjającej temu sytuacji społeczno-politycznej. Podobnie, jako bardzo niepoważne odbieram wytykanie rządzącym takiej, a nie innej daty orzeczenia TK. A co, by było, gdyby TK kolejny raz nie zajął się tą sprawą? Oczywiście, środowiska „Pro Life” i przynajmniej część polityków Konfederacji krytykowałaby pana Kaczyńskiego oraz PiS za kolejny akt obstrukcji w tej sprawie. Twierdzono, by że pan Kaczyński i kierownictwo PiS tak naprawdę nie chce nic zmieniać w tej sprawie i tylko mydli oczy obrońcom życia. Kiedy już jednak doszło do wydania wyroku przez TK to i tak nawet niektórzy z działaczy „Pro Life” twierdzą, że prezes PiS ma w tym swój niecny plan. A więc cokolwiek by w tej sprawie pan Kaczyński nie zrobił, i tak jest niedobrze. Innymi słowy, spełnia się tu tradycyjne przysłowie o tym, że jak się chce psa uderzyć, to i kij się zawsze znajdzie. Podobnie sądzę, iż nieuprawnione moralnie jest doszukiwanie się w aktualnej postawie pana Kaczyńskiego politycznego cynizmu i złych intencji. To prawda, że prezes PiS nie jest zwolennikiem całkowitego zakazu aborcji (np. w przypadku gwałtu), ale nie zmienia to faktu, iż już dawno temu wypowiadał się on za słusznością delegalizacji zabijania poczętych dzieci w wypadku przesłanki eugenicznej. W wywiadzie dla agencji PAP udzielonym przez niego w październiku 2016 roku stwierdzał on wszak:

    „W dalszym ciągu jest sprawa prawnych rozwiązań odnoszących się, na różnym poziomie, być może nawet w ramach obecnej ustawy, do aborcji ze względu na stan płodu, a w szczególności ze względu na zespół Downa. Legalnych aborcji jest teraz rocznie około tysiąca, z tego ogromna część spowodowana jest zespołem Downa. Mamy nadzieję, że niedługo już tego nie będzie, taki jest nasz cel. Trzeba to jednak odpowiednio przygotować, trzeba także przekonać społeczeństwo, w szczególności kobiety i będziemy to robić (…)

    „Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki”

    Nie można więc powiedzieć, by w tej sprawie pogląd pana Kaczyńskiego miałby się nagle i dziwnie zmienić. To prawda, że przez kilka lat swych rządów PiS zwlekał z realizacją postulatu poszerzenia prawnej ochrony, ale nie musiało to wynikać z jakiejś pryncypialnej niezgody prezesa tej partii na zakaz aborcji eugenicznej, ale z jego wcześniejszych przewidywań odnośnie do zbyt wielkiego oporu społecznego, który powstałby w wyniku wprowadzenia takiego prawa. I fakt, że nawet w dobie rekordowego wzrostu w naszym kraju zakażeń wirusem COVID-19 doszło do masowych protestów przeciwko wiadomemu wyrokowi TK w pewien sposób tylko potwierdza celność takich przewidywań (inna sprawa, że i tak wedle mej opinii należało przeforsować tego typu zakaz wcześniej). Jest także prawdą, że w kwestiach mniej ważnych i jednoznacznych etycznie prezes Kaczyński potrafił być bardziej stanowczy (vide: przysłowiowa „Piątka dla zwierząt”), ale i ten fakt nie oznacza od razu, że jest on nieszczery w sprawie aborcji eugenicznej. Po prostu być może jest tak, że ochrona zwierząt jest dla niego ważniejsza od ochrony nienarodzonych dzieci, ale to jeszcze nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że ta druga sprawa nie jest dla niego w żadnym stopniu ważna czy istotna.

    Na koniec dodam, że doszukiwanie się w aktualnej postawie pana Kaczyńskiego względem delegalizacji aborcji eugenicznej cynizmu i złych intencji kłóci się z nauką katolicką, która za sprzeczne z Bożą wolą uznaje formułowanie pochopnych i lekkomyślnych osądów. Póki nie mamy bowiem jasnych dowodów lub choćby mocnych przesłanek, by podejrzewać, że prezes PiS-u jest nieszczery w tej sprawie, póty powinniśmy interpretować jego postawę w sposób korzystny i przychylny dla niego. Tak naucza o tym chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego idąc tu za św. Ignacym Loyolą:

    Każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić (patrz: Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, 22; zobacz również; Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    Powyższa sentencja św. Ignacego Loyoli jest poprzedzona uwagą autorów Katechizmu, w której czytamy:

    W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego (…) (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

    Ja zaś bym powiedział, że przywołane powyżej wypowiedzi Katechizmu Jana Pawła II i św. Ignacego Loyoli niekoniecznie nawet muszą odnosić się do omawianej postawy prezesa PiS. Uważniejsza obserwacja bowiem jego deklaracji na temat aborcji eugenicznej klarowała bardziej jasny niż dwuznaczny obraz przekonań pana Kaczyńskiego w tej kwestii. Był to obraz, który streścić można w następujących słowach: Jestem za zakazem aborcji eugenicznej, ale należy czekać na odpowiedni czas w celu jego wprowadzenia. Fakt zaś, że jednak doszło do stwierdzenia niekonstytucyjności prawnego przyzwolenia na tę praktykę oraz to, iż pan Kaczyński publicznie i otwarcie opowiedział się za słusznością wyroku TK, wskazuje też, iż jego wcześniejsze deklaracje na temat były jednak szczere. Inna sprawa, że prezes PiS prawdopodobnie nie przewidział skali protestów społecznych w tej sprawie, myśląc, iż obawa przed rozprzestrzenianiem się COVID-19 będzie skutecznie je ograniczać.

    Podsumowując zatem:

    Po pierwsze: pan Kaczyński nie jest zwolennikiem całkowitego zakazu mordowania poczętych dzieci (w czym błądzi), ale optuje on za delegalizacją aborcji eugenicznej (w czym ma słuszność).

    Po drugie: należy wspierać ludzi w tym co czynią dobrego i słusznego, a więc w chwili obecnej trzeba być po stronie pana Kaczyńskiego. Nie należy tego mylić z ewentualnym późniejszym wspieraniem PiS-u w wyborach parlamentarnych.

    Po trzecie: nie należy doszukiwać się na siłę złych intencji w działaniach naszych bliźnich, co w odniesieniu do pana Kaczyńskiego oznacza, że nie powinniśmy twierdzić, iż deklarowana przez niego postawa w kwestii aborcji eugenicznej jest pozorowana, nieszczera czy udawana.

    Mirosław Salwowski

  2. Czy Jarosław Kaczyński słusznie otrzymał tytuł „Heroda 2016 roku”?

    Leave a Comment

    Antyaborcyjna fundacja „Pro – prawo do życia” niedawno temu ogłosiła, iż w rozpisanym przez nią internetowym plebiscycie na człowieka, któremu należy przyznać tytuł „Heroda roku 2016” pierwsze miejsce przypadło prezesowi PiS, panu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy była to słuszna i sprawiedliwa decyzja?

    Cóż, wbrew pozorom, odpowiedź nie jest tak łatwa, jakby się to mogło wydawać. O ile bowiem, rzeczywiście pan Jarosław Kaczyński swymi ostatnimi działaniami przyczynił się do kontynuowania legalności stanu prawnego, w którym pewne kategorie dzieci poczętych mogą być bezkarnie zabijane, o tyle dość kontrowersyjne wydaje się zrównywanie takiej postawy z działaniem realnie istniejącego niegdyś Heroda. Mimo wszystko nie są to bowiem postawy, które na płaszczyźnie etycznej są takie same. Prezes PiS jeśli już dopuścił się tych grzechów cudzych, które tradycyjnie nazywa się mianem „Zezwalać na grzech drugiego” oraz „Grzechu nie karać”. A mówiąc bardziej precyzyjnie broni on takiego prawnego stanu rzeczy, w którym będzie się zezwalać i nie karać niektórych z przypadków grzechu prenatalnego dzieciobójstwa. Jednak grzech Heroda był czymś gorszym i polegał nie tyle na popieraniu prawa, które pozwala grzeszyć w omawianym aspekcie, ale na tym, że on sam nakazywał swym podwładnym dokonywać tego grzechu, czyli zabijać małe dzieci. Herod nie tylko w pośrednim sensie pozwalał na dokonywanie przez innych tej nieprawości (co można zarzucić panu Kaczyńskiemu), ale wprost i bezpośrednio rozkazywał dokonanie morderstw niektórych z dzieci. Postępek Heroda to była cięższa kategoria od postępowania tych współczesnych polityków, którzy bronią praw pozwalających na zabijanie niektórych dzieci. Nie znaczy to, że ci drudzy popełniają jakąś błahostkę,  ale oznacza to, iż nieprawość w wykonaniu Heroda była większa.

    Jeśli więc byśmy traktowali tytuł „Heroda roku” jako bardziej dosłowną analogię pomiędzy postępowaniem historycznie istniejącego Heroda, a postawą niektórych współczesnych polityków to trzeba by powiedzieć, że owe „wyróżnienie” spotkało nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale także np. wielu innych jego „laureatów” (dajmy na to Donalda Tuska) w jednak niesprawiedliwy sposób. Ich grzech nie polegał bowiem na rozkazywaniu zabijania dzieci, ale na bronieniu stanu prawnego, w którym istnieje przyzwolenie na takowe zabijanie. Choć to i tak  wielka nieprawość, to jednak czymś jeszcze znacznie gorszym jest rozkazywanie mordowania niewinnych niż pośrednie zezwalanie na takie zabijanie. W ogóle, jeśli chodzi o rządzących w XX i XXI wieku to przypadki występowania wśród nich swoistych „Herodów” nie były bardzo częste. Nie było bowiem w tym czasie bardzo wielu przypadków, w których rządy w bezpośredni sposób nakazywałyby zabijanie małych dzieci. Czynił tak Hitler, można powiedzieć, że do tej niegodziwości zbliżali się też komuniści w Chinach, za których rządów w różny sposób wywierano presję na rodzicach, by poddawali oni aborcji swe „nadliczbowe” dzieci. Jednakże najczęściej, rządzący w XX i XXI wieku partycypowali w mordowaniu dzieci w inny sposób, to znaczy dając zgubną wolność w tej mierze swym obywatelom. Tak też w sensie bardziej dosłownym niezbyt wielu rządzących w ostatnich 100 latach polityków można by przyrównać do prawdziwego Heroda.

    Nie zmienia to jednak pewnego faktu, którego chyba nie chce widzieć wielu pobożnych katolików w Polsce. Otóż, Jarosław Kaczyński w aktywny sposób przyczynił się do utrzymania w naszym kraju legalności zabijania niektórych z nienarodzonych dzieci. Zrobił to za pomocą autorytetu, jakim się on cieszy w łonie PiS oraz presji wywieranej na swych posłów (słowa o „moralnej dyscyplinie”, etc.).  Gdyby nie jego działania w tej sprawie to istniała dość duża szansa na poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych w naszym kraju (gdyż duża część posłów PiS była gotowa poprzeć wiadomy projekt ustawy). Co zaś najistotniejsze w tej kwestii to fakt, iż prezes Kaczyński nie uczynił tego bynajmniej tylko w imię „roztropności i mądrości” w walce o poszerzanie prawnej obrony poczętych dzieci (na zasadzie „Nie wprowadzajmy całkowitego zakazu aborcji od razu, ale rozłóżmy to na kilka lat, przygotowując do tego społeczeństwo”). Postąpił on tak, gdyż nie wierzy w słuszność wprowadzenia prawa zakazującego wszelkich aborcji. Prezes PiS już kilkukrotnie wszak to jasno deklarował, iż np. uważa, że państwo przekraczałoby swe uprawnienia zakazując aborcji z powodu gwałtu. Trzeba więc jasno to sobie uświadomić, iż Jarosław Kaczyński nie zgadza się z nauczaniem katolickim na temat obowiązku zakazywania przez władze cywilne wszelkich prenatalnych zabójstw, a jego praktyczne postępowanie w tej kwestii jest nie tyle wyrazem „roztropnego dążenia do wprowadzenia ideału”, ale wynika właśnie z tego jego błędnego przekonania. I dobrze się dzieje, że są jeszcze w Polsce katolickie oraz konserwatywne środowiska, które nie boją się nam tego uświadamiać (w odróżnieniu np. od oportunistycznej postawy Radia Maryja w ten sprawie), chociaż akurat konkretne porównanie prezesa PiS do Heroda może wydawać się pewną przesadą.