Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: heroizm

  1. Czy jesteśmy zobowiązani do heroizmu?

    Leave a Comment

    Truizmem jest stwierdzić, iż historia chrześcijaństwa pełna jest przykładów heroizmu. Mamy w niej wszak tysiące, jeśli nie miliony świadectw ludzi, którzy woleli umrzeć (nieraz w strasznych męczarniach) niż posypać kadzidło przed posągiem Cezara, pokłonić się bałwanowi, wypowiedzieć bluźnierstwo, kłamać, cudzołożyć, bądź zabijać niewinnych. Mimo to, nieraz w kontekście przykładów takiego bohaterstwa pojawia się sugestia, iż co prawda, poświęcenie tych ludzi było godne najwyższego podziwu i szacunku, to jednak nie można powiedzieć, by byli oni do tego zobowiązani. Ów podziw i zachwyt, jaki w naturalny sposób żywimy względem „heroizmu”, jest więc temperowany przez popularne powiedzenie mówiące, iż: „Nikt nie jest zobowiązany do heroizmu”. Pozornie rzecz biorąc takie postawienie sprawy wydaje się  całkowicie poprawne. Czy można bowiem zobowiązywać kogokolwiek do czynów „nadludzkich” (gdyż z tym kojarzy się właśnie „heroizm”); poświęcenia swego życia, męczeństwa, poddania się wielkiemu cierpieniu? Wydaje się zatem, iż chociaż postawa heroiczna godna jest podziwu i docenienia, to jednak nie powinna być ona nigdy przedstawiana w kategoriach chrześcijańskiego obowiązku. Ten sposób rozumowania – choć jawi się jako rozsądny – jest prawdziwy co najwyżej tylko w jednym aspekcie.

    Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć

    Istnieje co najmniej kilka wypowiedzi Pisma świętego i Magisterium Kościoła, które w mniej lub bardziej otwarty sposób mówią nam, iż heroizm może być naszą moralną powinnością. Jednym z kościelnych dokumentów, w którym takich stwierdzeń jest najwięcej, stanowi encyklika „Veritatis splendor”  Jana Pawła II. W akcie tym, Jan Paweł II co najmniej kilkukrotnie z mocą naucza, iż istnieją czyny, których zakaz obowiązuje „wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności” ; „zawsze i w każdej sytuacji”; „bez wyjątku” (tamże: n. 52). Nauczanie Kościoła stwierdza też istnienie zachowań, które„nigdy i w żadnej okoliczności nie mogą uchodzić za działania właściwe” („Veritatis splendor”, n. 52), których wyboru „nigdy nie można usprawiedliwić” (tamże, n. 81), które „niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1756).

    Nawet, gdyby doktryna katolicka nie mówiła niczego więcej na ów temat, to już powyżej zacytowane słowa, wystarczyłyby do obalenia tezy mówiącej, jakoby nikt i nigdy nie był zobowiązany do heroizmu. Wszyscy bowiem wiemy, iż w życiu zdarzają się ekstremalne okoliczności i sytuacje, w których odmowa popełnienia danego zła będzie równoznaczna z bohaterstwem. Jeśli zaś, wedle nauczania Magisterium, pewnych złych czynów, nie mamy prawa popełniać nigdy i nigdzie, w jakichkolwiek okolicznościach, gdyż jesteśmy zobowiązani do ich unikania w każdej, bez wyjątku sytuacji, to de facto, oznacza to, iż naszym obowiązkiem może być wykazywanie postawy heroicznej. Co więcej, doktryna katolicka, w pewnych miejscach wprost stwierdza, że bohaterstwo może być moralną powinnością. Jan Paweł II tak o tym uczył:

    „.Już w Starym Przymierzu spotykamy się z godnymi podziwu świadectwami wierności wobec świętego prawa Bożego, aż do dobrowolnego przyjęcia śmierci. Ich symbolem może być historia Zuzanny: dwaj niesprawiedliwi sędziowie, którzy grożą jej śmiercią ponieważ nie chce ulec ich nieczystym żądzom słyszą odpowiedź: << jestem w trudnym ze wszystkich położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce , niż zgrzeszyć wobec Pana>> (Dn 13, 22-23). Zuzanna, która wolała <<niewinna wpaść>> w ręce sędziów, daje świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro. Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga. (…) Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych (…), którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć, niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy , to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia (…). W męczeństwie, jako potwierdzeniu nienaruszalności porządku moralnego, jaśnieje świętość prawa Bożego, a zarazem nietykalność osobowej godności człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Godności tej nie wolno nigdy zbrukać ani działać wbrew niej, nawet w dobrej intencji i niezależnie od trudności. (…) Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w wyjątkowych okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty (…) („Veritatis splendor”, n. 91 – 93).

    Zauważmy, iż w przytoczonych fragmentach papież stawia za wzór męczenników, bynajmniej nie w sensie jakiejś dobrej, ale tym nie mniej, niezobowiązującej rady. Nie jest tam napisane: „Dobrze się dzieje, gdy z miłości do Boga nie będziemy łamać przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nawet dla ratowania własnego życia, jednakże w obliczu pewnych ekstremalnych okoliczności nie możemy nikomu narzucać postawy męczeńskiej”. Jan Paweł II pisze, iż miłość do Boga KAŻE nam (innymi słowy rozkazuje, poleca, nakazuje) przestrzegać Bożych przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i NIE POZWALA (inaczej ujmując: nie mamy ku temu prawa ani przyzwolenia) je łamać nawet dla ratowania własnego życia. Warto też przypomnieć, iż Katechizm św. Piusa X jako jedną z cech dobrego postanowienia poprawy (które jest jednym z warunków ważności i godziwości spowiedzi) wymienia mocną wolę „aby raczej utracić wszystko, niż popełnić na nowo grzech” (tamże, cz. IV, n. 64). Tradycyjnie katolicka reguła: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć” nie stanowi więc jakiejś dobrej, acz fakultatywnej rady, ale jest chrześcijańskim obowiązkiem.

    Dwa rodzaje heroizmu

    Istnieje jednak pewna kategoria chrześcijańskich powinności, od których wypełnienia może zwolnić nas wzgląd na wielkie cierpienie, które musielibyśmy znosić realizując je w każdych okolicznościach. Obowiązki owe, wypływają z tych Bożych przykazań, które zawierają w sobie pewien nakaz (innymi słowy: zostały ujęte w formie pozytywnej). Jedną z takich zasad jest polecenie zawarte w Piśmie świętym: Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się prowadzi na stracenie, zatrzymaj” (Przyp 24: 11). Słusznie podziwiamy np. św. Maksymiliana Kolbe, który zgodnie z przesłaniem tego biblijnego nakazu, oddał swe życie, by ocalić współwięźnia od śmierci. Podobnie, chwalebną jest postawa tych, którzy ryzykując swe życie, rzucają się do płonącego domu, po to by ratować innych od śmierci. Nie można jednak powiedzieć, iż każdy chrześcijanin jest bezwzględnie zobowiązany do podobnych czynów. Tego rodzaju heroizm istotnie jest bardziej sprawą wielkodusznej szlachetności poszczególnych ludzi, aniżeli nie znającego żadnych granic obowiązku. Podobnie, choć godna uznania jest postawa tego, kto w sposób heroiczny praktykuje rozdawanie jałmużny (np. pozbawiając się w tym celu wszystkich potrzebnych dla siebie pieniędzy i dóbr), to nie można przecież powiedzieć, by do pomocy biednym w tak wielkim stopniu zobowiązani byli wszyscy chrześcijanie (np. ojcowie mający na utrzymaniu swe rodziny).

    Tym nie mniej – jak to zostało już wykazane wyżej – istnieje konkretna płaszczyzna moralności chrześcijańskiej, do której wypełnienia jesteśmy zobowiązani w sposób heroiczny, bez względu na jakiekolwiek okoliczności i nie zważając na choćby największe cierpienie, jakie może nas spotkać w wyniku realizacji tych powinności. Chodzi tu o unikanie czynów zakazanych przez Boże przykazania. Dotyczy to np. morderstwa niewinnego, kłamstwa, cudzołóstwa czy bałwochwalstwa. Jako, że Pan Bóg zabronił czynienia tych rzeczy, nie mamy moralnego przyzwolenia na popełnienie ich, choćbyśmy za ich pomogą mogli uniknąć śmierci w męczarniach, albo innego równie wielkiego (lub jeszcze większego) cierpienia. O ile więc nie jesteśmy bezwzględnie zobowiązani ratować niewinnych przed śmiercią, o tyle w sposób absolutny i bezwarunkowy mamy powstrzymać się od zabijania niewinnych i niesprawiedliwych. O ile obawa przed pozostawieniem swej żony i dzieci bez opieki może być usprawiedliwieniem dla decyzji danego mężczyzny o nierzuceniu się do płonącego budynku w celu ratowania znajdujących się tam ludzi, o tyle nawet chęć ocalenia życia swej rodziny nie daje nikomu prawa do wykonywania rozkazów nakazujących zadawanie śmierci niewinnym, gwałcenie kobiet, kłanianie się bałwanom czy też cudzołożenie. O ile ciężarna matka, której życiu grozi niebezpieczeństwo nie ma obowiązku powstrzymania się od leczniczych terapii, których następstwem może być śmierć jej poczętego dziecka, o tyle nawet w celu ratowania swego zagrożonego życia, nie ma prawa ona zgodzić się na przeprowadzenie bezpośredniej aborcji na jej dziecięciu (bezpośredniej, a więc np. takiej, gdzie wprost i aktywnie zabija się nienarodzonego, np. wstrzykując do jego organizmu truciznę, rozrywa się jego ciało na kawałki, etc.).

    Popularne powiedzenie, iż „Nikt nie jest zobowiązany do heroizmu” jest więc, w najlepszym wypadku, tylko częściowo prawdziwe. Nie zawsze jesteśmy zobowiązani oddać swe życie, jednak są sytuacje, gdy właśnie takie zachowanie jest naszą powinnością. Takimi sytuacjami z pewnością są wszelkie okoliczności, w których ktokolwiek domaga się od nas popełnienia czynu złego ze swej natury.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/02/tradycyjny-absolutyzm-moralny-przeciw-etyce-sytuacyjnej-pytania-i-odpowiedzi/

  2. Prawda o kłamstwie

    Leave a Comment

    Nie ma chyba innej z Bożych norm moralnych, która byłaby tak często i powszechnie łamana, jak zakaz kłamstwa. Mówi się wręcz, iż statystyczny Kowalski „mija się z prawdą” nawet kilka razy w ciągu jednej godziny. Można by podawać długą listę przyczyn, dla których uciekamy się do kłamstwa. Politycy kłamią np. po to, by wygrać wybory, podnieść swe notowania w sondażach lub też wyprowadzić w pole rywali z konkurencyjnych partii. Pracownicy okłamują pracodawców by nie stracić podwyżki, nie zostać dłużej w pracy albo też w celu upiększenia swego wizerunku w oczach szefa. Kupcy zaś najczęściej oszukują swych potencjalnych lub już istniejących klientów w celu większej sprzedaży swych towarów. Rodzice okłamują dzieci by ukryć przed nimi kłopotliwe informacje, zaś dzieci wprowadzają swych rodziców w błąd np. w celu uniknięcia kary. Mąż okłamuje żonę po to by nie wyszły na jaw jego flirt, cudzołóstwo czy nocna pijatyka z kumplami. Żona zaś oszukuje męża np. chcąc ukryć swe nadmierne wydatki. Ważność powodów dla których posługujemy się kłamstwem jest przeróżna: począwszy od chęci uniknięcia drobnego zakłopotania, a skończywszy na chęci obrony tak ważnych i cennych dóbr jak praca, zdrowie, życie czy interes narodowy. Nie oszukujmy się zatem w sprawie kłamstwa. Nieprawość ta nasiąkła nasze codzienne życie, obrastając kulturową tradycją oraz przeróżnymi usprawiedliwieniami. Tak naprawdę wielu z nas nie potrafi już sobie wyobrazić życia bez „drobnych kłamstewek„, a nasze codzienne relacje z bliźnimi często bardziej naznaczone są nieufnością niźli zaufaniem (gdyż przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że inni nas oszukują). Warto zatem przyjrzeć się problemowi kłamstwa z Bożej i tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywy, odpowiadając zarazem na najczęściej pojawiające się w związku z tym pytania i wątpliwości.

                            „Wstrętne są dla Jahwe wargi kłamliwe”

    Jest faktem, iż VIII Przykazanie Dekalogu zabranie jedynie mówienia nieprawdy przed sądem, jako świadek (bo tak dosłownie brzmi treść owego przykazania). Czy zatem rację mają ci, którzy sugerują, że Pan Bóg nie potępił kłamstwa, jako takiego, lecz tylko niektóre z jego form? Zwolennicy tej tezy wydają się zapominać o dwóch ważnych rzeczach.

    Po pierwsze – być może zabrzmi to kontrowersyjnie – ale w sensie bardzo literalnym – Dekalog nie zawiera całości Bożego prawa moralnego, ale pewną jego część.

    Po drugie: tradycyjna wykładnia chrześcijańska tak naprawdę traktuje Dekalog znacznie szerzej, aniżeli wskazywałaby na to jego literalne brzmienie.

    W rzeczywistości interpretację i doprecyzowanie treści i znaczenia poszczególnych Przykazań Dekalogu znajdujemy w innych fragmentach Pisma świętego (zwłaszcza w wystąpieniach Proroków, pismach i listach Apostołów, Ewangeliach, Kazaniu na Górze, księgach mądrościowych, szczegółowych zapisach prawodawstwa mojżeszowego). Fakt zatem, iż dane przykazanie Dekalogu – w sposób literalny – nie zabrania jakiegoś zachowania, automatycznie nie oznacza jeszcze, że jest ono moralnie dozwolone. W przeciwnym bowiem razie musielibyśmy wszak uznać za dopuszczalne takie choćby czyny jak:

    1. Homoseksualizm, onanizm, prostytucja lub nierząd (dosłownie VI Przykazanie zakazuje bowiem tylko cudzołóstwa, a więc zdrady małżeńskiej; wymienione zaś uczynki nie zawsze wiążę się ze zdradą małżonka).

    2.  Pożądania cudzego męża (w IX Przykazaniu jest tylko mowa o pożądaniu żony bliźniego swego).

    Tak ograniczona i nie uwzględniająca innych fragmentów Pisma świętego interpretacja Dekalogu, wprawiła by nas też w niemały kłopot odnośnie znaczenia V Przykazania. Wszak nie precyzuje ono kogo nie wolno zabijać? Czy tylko niewinnych, a może również złoczyńców? Czy zabrania ono pozbawiać życia jedynie ludzi czy także zwierząt?
    Spojrzenie na całość moralnego nauczania Biblii upewnia nas jednak, iż Bóg nie zabronił jedynie zdrady małżeńskiej, ale zakazał także nierządu, homoseksualizmu, onanizmu, prostytucji, a także fantazji seksualnych na temat nie swego małżonka. Podobnie też, gdy spojrzymy na całość Pisma świętego widzimy, że Bóg nie potępił tylko fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu w sądzie, ale zakazał kłamstwa jako takiego. W Słowie Bożym jest bowiem wiele potępień i zakazów kłamstwa jako takiego. Tak więc w Biblii znajdujemy takie napomnienia jak: „Nie okłamujcie się nawzajem” (Kolosan 3, 9); „Nie mów żadnego kłamstwa” (Syrach 7, 14); „nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego( Kapłańska 19, 1);Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim(Efezjan 4, 25); „usta kłamliwe zabijają duszę” (Mądrości 1, 11);„Wzgarda zazwyczaj towarzyszy kłamcy, a hańba stale ciąży na nim” (Syrach 20, 26); (Bóg) „zsyła zgubę na wszystkich, którzy mówią kłamliwie”(Psalm 5, 7); „Wstrętne są dla Jahwe usta kłamliwe, lecz w prawdomównych ma upodobanie” ( Przysłów 12, 22). Pismo święte jasno też naucza, iż to sam szatan jest„ojcem kłamstwa” (Jana 8, 44).

    Takich potępień kłamstwa jest w Biblii jeszcze więcej (swą liczbą przewyższają nawet ilość fragmentów skierowanych przeciw tak strasznej nieprawości jaką jest homoseksualizm).

    Przeciwieństwa kłamstwa zaś, a więc prawda i prawdomówność są cechami samego Pana Boga, które mają być naśladowane przez prawdziwie bogobojnych ludzi. Biblia uczy wszak, że Boże słowo i prawo są prawdą (Przysłów 8, 7; 2 Samuel 7, 28). Wszechmogący jest „prawdomówny” (Rzymian 3, 4), dlatego członkowie Jego ludu są wezwani do życia w prawdzie (Psalm 119, 142). Nasz Pan Jezus Chrystus jest przedstawiany w Piśmie świętym, jako: „Pełen łaski i prawdy” (Jan 1, 14); będący „Prawdą” (Jan 14, 6). Uczniowie Chrystusa są wezwani do poznawania prawdy „która wyzwala” (Jan 8, 32) i uświęca (Jan 17, 7) oraz bezwarunkowego miłowanie prawdy: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mateusz 5, 37).

    Bardzo słabym argumentem w obronie moralnej dopuszczalności kłamstwa jest powoływanie się na to, iż nawet pozytywni bohaterowie Biblii, czasami posługiwali się tym czynem. Ten argument zdaje się bowiem nie uwzględniać faktu, iż Pismo święte nawet pozytywne postacie tam występujące opisuje ze wszystkimi ich wadami, słabościami i grzechami. Dawid np. jest w Biblii nazwany „mężem wedle serca Bożego„, jednak zarazem nie przemilcza się tam jego cudzołóstwa i udziału w morderstwie swego przyjaciela. W omawianym przypadku kłamstwa, Pismo święte pokazuje tylko, iż pewni ludzie mając dobre intencje i cele uciekali się tego czynu. To jednak, iż Biblia przytacza owe fakty, nie znaczy, że je pochwala.

                                      Kłamstwo ma krótkie nogi

    Chociaż mamy tendencję do usprawiedliwiania kłamstwa, nietrudno jest wykazać, iż nasze naturalne wyczucie moralne odnosi się ze wstrętem do tego występku. Popatrzmy choćby na sam sposób, w jaki próbujemy wybielać łgarstwo. Zamiast o kłamstwie, jako takim mówi się zatem o „mijaniu się z prawdą„, „koloryzowaniu„, „upiększaniu” ewentualnie „małych kłamstewkach„. Skąd bierze się ten strach przed nazywaniem rzeczy wprost po imieniu? Z głosu sumienia, który mówi nam, iż kłamstwo jest złe. Dlatego mało kiedy mamy śmiałość bronić owego zła w otwarty sposób. Albo dlaczego chyba w każdej kulturze takie pojęcia jak „życie w kłamstwie„, „zakłamanie„, etc., są synonimami głębokiego upadku moralnego, zaś szczerość, prawdomówność, prostota i otwartość utożsamiane są wręcz z idealnym moralnie życiem? A jak na wypowiadanie kłamstw reaguje nasz organizm (przynajmniej wówczas, gdy łgarstwo nie weszło nam jeszcze w krew)? Unikanie wzrokowego kontaktu z osobą, którą się okłamuje, załamujący się głos, pewna nerwowość w ruchach ciała – to symptomy często towarzyszące kłamcy. Najwidoczniej – tak jak w przypadku szkodliwych dla ciała substancji – nasz organizm reaguje licznymi sygnałami ostrzegawczymi także w stosunku do zła kłamstwa.

    Nietrudno jest też wykazać na czym polega niegodziwość kłamstwa we wzajemnych relacjach międzyludzkich. Oczywistym jest, że jedną z podstawowych więzi łączących ludzi jest wzajemne zaufanie. Żyje nam się po prostu lepiej, wówczas, gdy możemy sobie ufać. Nikt nie lubi wszak być oszukiwanym. Kłamstwo zaś niszczy wzajemną ufność, przez co uderza w jedną fundamentalnych więzi społecznych. Nieprawość ta napędza zatem wzajemną podejrzliwość i nieufność. Im więcej łgarstwa jest w naszym życiu, tym trudniejsze i mniej znośne ono jest.

    Ktoś może na to odpowiedzieć, iż kłamstwo niszczy wzajemne zaufanie tylko wtedy, kiedy wychodzi na jaw… Nasi ojcowie znali dobrą odpowiedź na to zastrzeżenie formułując przysłowie mówiące, że „kłamstwo ma krótkie nogi„. Powszechne doświadczenie ludzkości pokazuje bowiem, iż prędzej czy później, prawie każde kłamstwo jest demaskowane. A łgarstwo tym bardziej jest bolesne, im dłużej było trwało …

                            Czy kłamstwo jest zawsze niedopuszczalne?

    Moralna niedopuszczalność kłamstwa w zwyczajnych sytuacjach być może nie budzi większych kontrowersji. Co jednak z sytuacjami, gdy za pomocą kłamstwa można uratować swoje lub czyjeś życie, zdrowie lub np. pracę? Czy nawet w takich okolicznościach nie można okłamać swego bliźniego?

    Jakkolwiek twarda i surowa nie wydawałaby się odpowiedź, którą za chwilę udzielę, to szacunek dla katolickiej prawowierności nie pozwala mi na udzielenie jej innej. Otóż, nigdy, nigdzie i w żadnych okolicznościach nie moralnie dozwolone posługiwanie się kłamstwem. Czyn ten nie jest usprawiedliwiony czy dopuszczalny nawet wówczas, gdy za jego pomocą można uratować czyjeś życie, zdrowie lub jeszcze ważniejsze od tychże wartości dobro.

    Takie jest właśnie wielowiekowe nauczanie Ojców, Doktorów, Świętych i teologów Kościoła:

    Nie wolno więc nigdy kłamać, ani dla uniknięcia śmierci i mąk, ani dla zachowania sobie samemu lub innym życia, sławy lub majątku, ani dla ocalenia niewinnego, niesłusznie oskarżonego, ani nawet dla zapewnienia bliźniemu zbawienia.”  -Ks. Jean Gaume1.

    Nie wolno mówić kłamstwa, nawet by ocalić kogoś z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa.– św. Tomasz z Akwinu.

    Dlatego też my wnosimy, według św. Augustyna i według św. Tomasza, że nie należy nigdy kłamać , ani w sprawie religii, której gruntem jest prawda; ani pod pozorem chwały Boga, który nie może być uwielbiony tylko przez tryumf prawdy; ani dla odwrócenia grzesznika od zbrodni; ani dla ocalenia życia niewinnemu lub dla pozyskania duszy będącej w niebezpieczeństwie”  – Kardynał Gousset2.

    Taka jest nauka świętego Augustyna o kłamstwie, a jest ona nauką całego Kościoła. Kłamstwo jest rzeczą złą samą w sobie; nie wolno przeto nigdy kłamać, nawet w celu rozrywki własnej lub dla zabawy innych, lub też dla swego usprawiedliwienia się, lub okazania przysługi bliźniemu. Żadna okoliczność, żaden zamiar, jakkolwiek dobry sam w sobie, nie może oczyścić ze złości tego, co jest z natury swojej złym  – Ks. Ambroży Guillois3.

    Każde kłamstwo, bez względu na rodzaj i sposób, czy wyraża się w słowach, czy na piśmie, czy jakimś znakiem, np. skinieniem głowy – jest grzechem i dlatego nigdy pod żadnym warunkiem, nie może być dozwolone” – ks. Ildefons Bobicz4.

    Pismo św. Starego i Nowego Zakonu przestrzega nas przed kłamstwem. Czynią to i Święci, mówiąc, że nawet dla uratowania świata całego od zagłady nie należałoby kłamać. Choćby nawet przez kłamstwo można z piekła uwolnić potępionych i wprowadzić ich do nieba, nie wolno by nam było tego uczynić. (…) Choćbyśmy mogli kogoś uchronić od śmierci kłamstwem, nie wolno by go popełnić. (…) Dla ocalenia życia i majątku nie wolno zasmucać Boga, bo życie i majątek trwają do czasu, a Bóg i szczęśliwość duszy trwać będą na wieki” – św. Jan Maria Vianney5.

    I takie jest też oficjalne nauczanie Magisterium Kościoła w tej sprawie:

    Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy złorzeczenie). Cel nie uświęca środków (…)” – Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1753.

    Nigdy nie można kłamać, ani w żartach, ani dla własnej korzyści, ani dla korzyści kogoś innego, gdyż kłamstwo zawsze jest złem samym w sobie” – Katechizm św. Piusa X, cz. III, VIII. 116.

    „Unikajmy troskliwie wszelkiego rodzaju kłamstwa. Są wprawdzie kłamstwa lekkie: na przykład skłamać, aby ocalić życie bliźniemu swemu. Wszelako ponieważ powiedziane jest w Piśmie świętym: (Ks. Mądrości 1:11), tudzież (Ps 5: 5-6); nie masz żadnej wątpliwości, że każdy chrześcijanin, który pragnie przyjść do doskonałości, unikać powinien owych kłamstw usłużnych, stronić troskliwie od wszelkiego rodzaju skrytości, nawet w przypadku, o którym wspomnieliśmy, z obawy, iżby chcąc ocalić życie doczesne bliźniego, nie zaszkodzić dobru żywota duchownego (…)” – papież św. Grzegorz Wielki.

    Zrozumiałym jest, iż tak „surowe” postawienie problemu kłamstwa budzi opory i sprzeciw. Mimo to istnieje kilka dobrych powodów, by bronić owego katolickiego nauczania. Oto niektóre z nich:

    1. Owszem, moralna dopuszczalność pewnej części zachowań, uzależniona jest od towarzyszących im okoliczności i intencji. Innymi słowy, te same czyny, raz są niedozwolone i złe, a innym razem dopuszczalne (a nawet chwalebne) i dobre. Przykładem czegoś takiego jest choćby posłuszeństwo ludzkim władzom i prawom. Zazwyczaj jest ono dobre i moralnie nakazane. Jednak, gdy owe prawa i władze rozkazują nam czynić źle – posłuszeństwo staje się w tym momencie niedobre i zakazane. Zazwyczaj powinniśmy przestrzegać np. przepisów ruchu drogowego czy prawa podatkowego, jednak nigdy nie powinniśmy być posłuszni względem rozkazów nakazujących mordowanie niewinnych czy gwałcenie kogokolwiek. Inny przykład tego rodzaju norm: dawanie jałmużny jest czymś dobrym i chwalebnym, jednak jeśli wiemy, że nasze pieniądze pójdą na złe cele, tj. pijaństwo, zażywanie narkotyków czy korzystanie z usług prostytutek, nasza jałmużna staje się tym samym zła i niegodziwa.

    Istnieje jednak pewna grupa ludzkich zachowań, która jest zawsze i wszędzie zła oraz moralnie zakazana. Magisterium Kościoła nazywa tą grupę czynów różnymi mianami: „wewnętrznie złymi„, „złymi ze swej natury„, „wewnętrznie nieuporządkowanymi„, etc. Do tego rodzaju zachowań tradycyjnie zalicza się między innymi: bałwochwalstwo, okultyzm, morderstwo niewinnego, złorzeczenie, nierząd, prostytucję, cudzołóstwo, homoseksualizm jak również oszustwo i kłamstwo. Tak jak więc nigdy nie ma dobrego i dozwolonego cudzołóstwa, tak nie istnieje coś takiego jak dobre i dozwolone kłamstwo.

    2. Pismo święte w wielu miejscach wzywa nas byśmy bardziej ufali Bożej opiece i opatrzności, niźli własnym siłom i staraniom. Na stronach tej świętej Księgi czytamy między innymi takie zachęty: „Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma” (Psalm 55, 23); „On przechowa mnie w swym namiocie w dniu nieszczęścia, ukryje mnie w głębi swego przybytku, wydźwignie mnie na skałę” (Psalm 27, 5); „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Psalm 37, 5); „Pan jest bliski wszystkich, którzy go wzywają, … usłyszy ich wołanie i przyjdzie im z pomocą” (Psalm 145, 18-19); „Wie Pan jak pobożnych wyrwać z doświadczenia” (2 List św. Piotra 2, 9); „Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 List św. Piotra 5, 7); „Nie opuszczę cię ani nie pozostawię” (List do Hebrajczyków 13, 5); „Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem. Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy” (Psalm 121, 7-8). Długo można by jeszcze cytować podobne fragmenty Biblii mówiące o Bożej trosce i opiece względem nas. Co jednak one oznaczają w praktyce? Z pewnością nie to, by np. nie pracować, licząc na to, iż Bóg ześle nam mannę z nieba. Chodzi tu raczej o to, że w naszych staraniach i roztropności powinniśmy respektować granice, które sam Bóg nam wyznaczył. Oczywiście, powinniśmy pracować na chleb dla siebie i swych rodzin, ale czy to znaczy, że kiedykolwiek można trudnić np. aborcję czy też prostytucją? Nie, gdyż rzeczy te zawsze i wszędzie są ohydą w oczach Wszechmogącego i jeśli tylko On zechce da nam dobrą pracę. Podobnie jest z kłamstwem. Jeżeli Bóg zechce uratować nas i innych od niebezpieczeństwa, to uczyni to bez kłamstwa z naszej strony. Jeśli Stwórca zechce ocalić nasze państwo i jego obywateli od nieszczęścia, to uczyni to bez takich niemoralnych działań pracowników służb specjalnych jak kłamstwo, oszustwa, cudzołóstwo czy zabijanie niewinnych. Kłamiąc zaś dajemy dowód tego, iż nie do końca ufamy Bożej opatrzności względem nas.

    Powyższe, nie oznacza jednak też, iż każde kłamstwo zasługuje na wieczną karę w ogniu piekielnym. O ile bowiem, nie ma żadnych wyjątków od zakazu kłamstwa, o tyle niektóre z kłamstw (zwłaszcza te czynione z intencją pomocy bliźniemu) stanowią materię grzechu powszedniego, a nie śmiertelnego, przez co czynienie ich i nie okazywanie za nie skruchy nie skutkuje byciem skazanym na piekło, a „jedynie” owocuje dodatkową „odsiadką” w czyśćcu. Oczywiście, nie oznacza to, że w takim razie należy lekceważyć wagę takich kłamstw – już sam fakt, iż miłosierny i dobrotliwy Bóg karze je czyśćcem wskazuje na to, iż trzeba je traktować z powagą (czyściec co do dolegliwości kar nie różni się bowiem wiele od piekła, z tą tylko zasadniczą różnicą, iż tam owym karom towarzyszy słodka pewność, iż ostatecznie trafi się do Nieba).

                       Kłamstwo a tzw. zastrzeżenie domyślne

    Gdy mowa jest o tym, iż kłamstwo jest moralnie zabronione nawet w ekstremalnych sytuacjach należy poczynić jednak pewne rozróżnienie. Otóż fakt, iż nigdy i nigdzie nie mamy prawa kłamać, nie jest równoznaczny z obowiązkiem mówienia każdemu wszystkiego o czym się wie. Istnieją pewne tajemnice i sekrety, których nie należy wyjawiać, a w przypadku, gdy ktoś żąda od nas ich wypowiedzenia, trzeba wówczas odmówić udzielenia odpowiedzi. Czym innym jest jednak przemilczenie pewnych informacji, a czym innym kłamstwo, czyli zamierzone wprowadzenie kogoś w błąd za pomocą słów lub czynów. To pierwsze stanowi uprawniony środek obrony siebie i innych przed różnymi niebezpieczeństwami. To drugie, jest zawsze niemiłe Panu Bogu i posługiwanie się nim kiedykolwiek stanowi naruszenie jednej z fundamentalnych zasad tradycyjnej moralności chrześcijańskiej, która mówi: „Cel nie uświęca środków„.

    Kłamstwo w sensie ścisłym nie powinno być też mylone z tzw. zastrzeżeniem domyślnym. Owe zastrzeżenie domyślne polega na tym, iż w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jasną i ewidentną sytuacją, w której strona domagająca się od nas informacji nie ma prawa jej znać, możemy dać takiej osobie odpowiedzi niejasne czy wymijające. Jeden z cenionych teologów katolickich tak objaśniał tę kwestię:

    „Lecz jakże wypada postąpić sobie w pewnych przykrych okolicznościach, kiedy się nas o coś pytają? Można nie powiedzieć prawdy, o którą się nas pytają, ale nie wolno jest jej zaprzeczać. Można też zwrócić uwagę pytającego na co innego (…) Nadto, wolno używać pewnych wyrażeń, które nie będąc literalnie prawdziwymi, nie są jednak kłamstwami ponieważ znaczenie ich łatwo pozwala odgadnąć zwyczaj mówienia” (ks. Jean Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli wykład jej historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, t. IV, s. 445).

    Podsumowanie

    Kłamstwo jako takie upodabnia nas do szatana, gdyż to on jest jego ojcem i twórcą. Nie jest też prawdą, jakoby żadne z Bożych przykazań nie zakazywało i nie potępiało kłamstwa, jako takiego, gdyż Boże przykazanie zostały ujęte nie tylko bezpośrednio w tzw. Dekalogu, ale wiele z nich znajduje się też w innych częściach Pisma świętego. Kłamstwo jest zakazane przez Boga w sposób absolutny i nie znający żadnych wyjątków i samo w sobie stanowi przynajmniej materię grzechu powszedniego.  Zakaz kłamania nie oznacza jednak, że mamy mówić wszystkim wszystko to co wiemy, a jedynie to, iż nigdy nie powinniśmy w celowy sposób wprowadzać naszych bliźnich w błąd za pomocą nieprawdziwych, a wyrażonych ustnie, pisemnie, bądź innych znaków, słów.

     

     

    Przypisy:

    1 Ks. Jean Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli wykład jej historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów, Kraków 1870, t. IV, s. 445.

    2 Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, Warszawa 1858, s. 269 -270.

    3 Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 383.

    4 Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 352.

    5 Jan Maria Vianney, „Kazania niedzielne i świąteczne„, tom I, Kraków – Lwów 1906, s. 138 – 139, 140 – 141.

    6 Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006, s. 109.

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/04/09/pismo-swiete-i-tradycja-kosciola-o-klamstwie-zbior-wypowiedzi/

  3. Paradoks błogosławionego Franciszka Jägerstättera

    Leave a Comment

    Zapewne większość z Czytelników słyszała o  postaci błogosławionego Franza (po polsku – Franciszka) Jägerstättera.

    On był – w czasie II wojny światowej – jednym z nielicznych katolików, który w swym sumieniu doszedł do jasnego rozeznania, iż wojna prowadzona przez Hitlera jest ewidentnie niesprawiedliwa i dlatego nawet za cenę śmierci, musi odmówić służenia w armii III Rzeszy oraz złożenia przysięgi wojskowej, w której zobowiązałby się do bezwzględnego posłuszeństwa Adolfowi Hitlerowi.

    Chociaż teoretycznie rzecz biorąc, sprawa była prosta, choćby z tego względu, że o ile posłuszeństwo władzom cywilnym jest ważną zasadą moralną, to nikomu z ludzi nie należy się absolutne i bezwzględne posłuszeństwo, gdyż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dzieje Apostolskie 5, 29) to jednak bł. Franz był w tej swej postawie i przekonaniu niemal całkowicie osamotniony. Mimo, że przez lata miliony katolików słyszały nauczanie o tym, iż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” z ust tysięcy swych księży, kiedy „przyszło co do czego”, błogosławiony Franciszek Jägerstätter był jednym z zaledwie 6 niemieckich katolików, który odmówił swego udziału w niesprawiedliwej wojnie i złożenia przysięgi na bezwzględną wierność Adolfowi Hitlerowi.  Inni pobożni katolicy kręcili na to głową, a do zmiany decyzji próbowali namawiać go nawet księża i biskupi. Ale on doszedł do wniosku, iż nauczanie katolickie wymaga od niego, by nie brał udziału w tej niesprawiedliwej wojnie jaką prowadził Hitler. Pomyślmy jak to wtedy wyglądało? Nikt z pobożnych katolików nie dochodzi do tego wniosku, księża i biskupi doradzają mu, by jednak wstąpił do armii, a ten się jeden upiera twierdząc, iż jego decyzja wynika z nauczania Kościoła. Wielu pewno myślało: „To jakiś wariat, albo ukryty świadek Jehowy, wszak to jehowici powszechnie odmawiają służby wojskowej, a katolicy posłusznie wstępują do Wermachtu i nawet, jeśli nie zgadzają się z Hitlerem, to walczą za swoją ojczyzną„.

    I komu po wielu latach „de facto” rację przyznał Kościół wynosząc go do ołtarzy? Tym, którzy namawiali go, by jednak przyjął wezwanie na front czy temu samotnikowi, który uparł się, iż logicznym wnioskiem płynącym z nauczania katolickiego jest to, iż nie może wziąć udziału w prowadzonej przez Hitlera wojnie (oraz składać mu przysięgi bezwzględnej wierności)???

    Jaki płynie wniosek z tej historii? Istnieją czasy i miejsca, gdy płynąca ze znajomości nauczania katolickiego, wierność pewnym Bożym zasadom, będzie wywoływać konsternację i niezrozumienie również ze strony zdecydowanej większości pobożnych katolików, a nawet duchownych. Jeśli więc drogi Czytelniku powiesz któremuś ze swych wierzących katolickich znajomych, iż np. nie pójdziesz na dyskotekę, bal albo na damsko-męską plażę i usłyszysz w związku z tym pełną niezrozumienia uwagę: „Tyle lat chodzę do kościoła i nigdy nie słyszałem, by ksiądz mówił coś przeciwko tym rzeczom” to nie bądź tym ani trochę zdziwiony.